Rząd zaostrza przepisy i wprowadza nowe opłaty dla kierowców

INFO: Rząd idzie na wojnę z kombinatorami i jeszcze mocniej zaostrza przepisy, które mają wyplenić proceder zmiany przebiegu pojazdu – pisze dziennik.pl.

 

Nowe rozporządzenie opracowane przez resort infrastruktury zakłada, że diagnosta po zidentyfikowaniu pojazdu w centralnej ewidencji przeprowadzi “kontrolę wzrokową” licznika i ustali jego wskazania. A w przypadku istniejącej historii przebiegu porówna z poprzednimi wskazaniami oraz z pisemnym oświadczeniem kierowcy. Następnie diagnosta wprowadzi informacje do bazy CEP, wyda zaświadczenie z wynikiem odczytu, a dostarczone oświadczenie przekaże w ciągu 14 dni do właściwego starosty.

W myśl nowych przepisów kierowca, który w swoim aucie wymieni licznik musi się liczyć z tym, że diagnosta będzie pobierał 50 zł opłaty jeszcze przed rozpoczęciem badania.

 

Zobacz także: Kierowcy jednak płacą opłatę emisyjną

 

Źródło: dziennik.pl

Oficjalny sklep Janusza Korwin-Mikkego

11
Dodaj komentarz

avatar
2 Tematy komentarzy
9 Odpowiedzi w wątku
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najgorętszy wątek
7 Autorzy komentarzy
sinceritasMalgondkrakusmirBiswalker Ostatni autorzy komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
krakus
Użytkownik
krakus

Konieczność przeprowadzenia kontroli wzrokowej dyskryminuje niewidomych diagnostów 🙁

mir
Użytkownik
mir

Walkę z dyskryminacją niewidomych diagnostów, podejmie Komisja Europejska w rozporządzeniu o licznikach brailleowskich 🙂

sariusz
Użytkownik
sariusz

Bardzo dobrze. Z oszustami powinno się walczyć. Cofanie licznika to takie samo oszustwo jak np. fałszowanie dokumentów czy nawet pieniędzy.

Wojciech
Gość
Wojciech

A co z paniami, które kłamią nt. ilości partnerów seksualnych?

look997
Użytkownik
look997

Ojciec musi zakładać córkom licznik w waginie.

krakus
Użytkownik
krakus

Ale nie musi tego robić państwo. To jest tylko jedna z wielu specyficznych branż. Prywatne stowarzyszenie konsumentów samochodów mogłoby w porozumieniu z producentami i stacjami diagnostycznymi opracować wytyczne i wydawać certyfikaty. Jeśli rzeczywiście kupującym zależy na uczciwym stanie licznika, to ten certyfikat miałby konkretną wartość i sprzedającym zależałoby na dostosowaniu się. Branża moto nie zasługuje na żadne specjalne względy. Totalniackie państwo równie dobrze mogłoby walczyć z zaniżaniem liczby motogodzin maszyn rolniczych, liczby wydrukowanych / skserowanych stron, “poprawianiem” parametrów S.M.A.R.T. twardych dysków itd. Jak się kończą państwowe ingerencje, to chyba wiadomo. Należy je ograniczyć do penalizacji oszustwa + dostęp do sądu… Czytaj więcej »

sinceritas
Użytkownik
sinceritas

W teorii super, tylko dlaczego takie prywatne stowarzyszenie konsumentów jeszcze nie powstało? Broni ktoś?

Malgond
Gość
Malgond

W sumie stowarzyszenie jest niepotrzebne. Wystarczyłoby, żeby sądy sprawnie działały i oszukany mógł sprawnie uzyskać odszkodowanie – wówczas poszkodowani masowo, nie zniechęceni przewlekłymi postępowaniami i niepewnością wygranej, każde oszustwo, nie tylko związane ze stanem licznika, kierowali by do sądu i wygrywali, co spowodowałoby nieopłacalność procederu przestawiania liczników, spawania auta z czterech różnych ćwiartek i sprzedawania jako “nie bite, dziadek do kościoła jeździł” i podobnym praktykom.

krakus
Użytkownik
krakus

Podejrzewam, że przez państwowe i europejskie regulacje wytworzyła się sytuacja, w której już istniejącym firmom samochodowym nie zagraża konkurencja, bo jest za wysoki próg wejścia w ten biznes. Producenci nie muszą więc żadnego stowarzyszenia traktować poważnie. Do “cywilnych” samochodów powoli dyfundują tylko innowacje z rajdów i wojska, ale ani tam, ani tam nie przydaje się licznik odporny na matactwa. Kolejny efekt przeregulowania to zawyżone ceny. Wystarczy porównać cenę tego samego modelu w Indiach i w Europie. Przez to przytłaczająca większość klientów musi patrzeć tylko na cenę i nie może wybrzydzać.

Malgond
Gość
Malgond

To trochę inny temat niż oszuści w komisach, ale próg wejścia jest istotnie duży. Przyczyn jest wiele – złożoność współczesnych samochodów i koszty rozwoju, testowania i certyfikacji nowych podzespołów (mało kto chce proste auto w stylu UAZa, 99.999% chce mieć szmery-bajery, a to jest trudne i kosztowne), nacisk rynkowy (częściowo indukowany przez samych producentów) na nowy przybajerowany model co trzy lata, więc koszty badań i rozwoju się rozkładają na krótsze serie, skuteczność prawników w wyciąganiu horrendalnych odszkodowań za wypadki spowodowane bardzo rzadko występującą usterką, która nieszczęśliwie doprowadziła do kalectwa czy śmierci (więc sprawdza się wszystko długo i namiętnie, a to… Czytaj więcej »

sinceritas
Użytkownik
sinceritas

O proszę, tutaj też jakiś nadgorliwy moderator skasował mój wpis. Podałem w nim przykładowe ceny trzech samochodów w Polsce i w Indiach które sprawdziłem (nie pamiętam, chyba Toyota Corolla, VW Passat i cośtam jeszcze) i w każdym przypadku były one wyższe w Indiach. Nie chce mi się jeszcze raz wykonywać tej pracy, szukać i przewalutowywać na PLN, ale może krakusie Ty byś mi podał jakieś przykłady cen “tego samego modelu w Indiach i w Europie” i pokazał mi tą europejską drożyznę, bo wydaje mi się, że napisałeś to bez uprzedniej weryfikacji danych.