fbpx

Ostre starcie Korwin-Michalik

INFO: Poseł-elekt Janusz Korwin-Mikke ostro starł się z dziennikarką Elizą Michalik – donosi Onet.

 

Rozmowa przebiegała w napiętej atmosferze. Polityka irytowały pytania dziennikarki, która zdawała się nie rozumieć logicznych argumentów. P. Michalik zapytała p. Korwin-Mikkego m.in. o to, czy podtrzymuje swoją wypowiedź o klepaniu córki po pupie i edukacji seksualnej. Polityk potwierdził, ale podkreślił, że chodzi tylko o “klepanie po pupie”, a nie o gwałt.

– Gwałt to jest zupełnie co innego, gwałt to gwałt, sprawcę trzeba powiesić i tyle – powiedział p. Korwin-Mikke, dopytywany przez dziennikarkę.

– A ktoś kto by pogłaskał pana córkę po pupie to kto to jest? – pytała dalej p. Michalik.

– To pewnie jest pedofil, ale to nie jest takie pewne. Dzisiaj wszystko jest tzw. erotycznie, natomiast jak ja miałem 20 lat, to nikomu nie przyszło do głowy, że jak poklepie 11-letnie dziecko po pupie, to ma odcień erotyczny – tłumaczył p. Korwin-Mikke. – Ja na przykład klepię moją córkę po pupie i nie jestem pedofilem – dodał polityk.

– Pan córkę klepie po pupie? A ile pana córka ma lat? – dopytywała dziennikarka.

– Osiem – odpowiedział polityk.

– I jak pan ją klepie po pupie? Może ja stanę i pan mnie poklepie i pan zademonstruje, jak pan córkę klepie po pupie? Chętnie bym to zobaczyła – mówiła dziennikarka. – I co pana córka mówi, jak pan ją klepie? – dopytywała.

– Ja nie rozumiem, czy pani jest naprawdę chora psychicznie? Dzisiaj ludzie są chorzy, wszystko im się kojarzy z seksem – stwierdził oburzony lider Konfederacji.

 

Zobacz także: Eliza Michalik wyrzucona z publicznego radia za poglądy

 

Źródło: youtube.com

13 thoughts on “Ostre starcie Korwin-Michalik

  1. Heloł! Przecież jak E. Michalik powiedziała ” Może ja stanę i pan mnie poklepie i pan zademonstruje, jak pan córkę klepie po pupie? Chętnie bym to zobaczyła” to JKM chciał zademonstrować, ale pani redakór (sic!) nie chciała. “Uważajcie o co prosicie, bo przy odrobinie szczęścia się spełni”. artykuł (sic! ponownie) nieco przeinacza sytuację. Przypadek? Nie sądzę 🙂

  2. Aborcja jest morderstwem a JKM za morderstwo domaga się kary śmierci. W związku z tym ginekolog i matka, która zgłosiła się na zabieg, powinni zawisnąć na szubienicy. Jeśli ojciec naciskał na kobietę i sponsorował mord, to także powinien zapłacić głową.

    1. Kwestia ustalenia kiedy życie poczęte w oczach państwa ( a co za tym idzie prawa) podlega ochronie prawnej (życia) jak każdy człowiek. Z tego co wiem jest coś takiego, więc nie rozumiem czemu sugeruje się tu jakieś wyjątki. Inną kwestią sporną jest ustalenie tego dnia od którego następuja ochrona życia przez polskie prawo. Bardziej klarownym byłby to moment otrzymania numeru pesel, bo wtedy człowiek oficjalnie istnieje dla państwa, a co z tym idzie, prawa. Pomijam tu kwestie religijne, etyczne czy filozoficzne.

    2. Gdyby środki przekazywane na jakieś komiksowe “Ministerstwo Sportu” czy inne tam do “spraw docinania wszystkich pod jedną sztancę”, czy “Ministerstwo Rolnictwa” (o ARR oraz ARiMR nie wspomnę, bez których moi dziadkowie świetnie wiedzieli, kiedy zasiać i kiedy zebrać) były przekazywane na opiekę “nad tymi najmniejszymi” – nie byłoby problemu. Każdy bliźni miałby swój udział w społeczeństwie. Ale skoro jest zakaz litowania się nad nimi i to ze strony “katolickiego” PiS…
      Czyli – dla niekumatych: gdyby państwo wspierało w każdym aspekcie ochronę życia, byłoby bardziej wiarygodne.

  3. W wyniku legalizacji małżeństw homoseksualnych poziom wolności
    a) wzrośnie
    b) zmaleje
    c) pozostanie bez zmian.

    1. c)
      Wystarczy znieść małżeństwa państwowe i problem znika. Wtedy nie trzeba legalizować czy zabraniać jakichkolwiek małżeństw.

    2. Zwrot “małżeństwo homoseksualne” zawiera sprzeczność. Tak jak “roślinożerny wilk”.

      Prawidłowe pytanie powinno brzmieć:
      “Czy w wyniku wprowadzenia do pojęcia językowego tworu ‘małżeństwo homoseksualne’ poziom wolności:
      a). wzrośnie, b). zmaleje c). pozostanie bez zmian.”

      Ponieważ wprowadzamy w komunikacji społecznej pojęcie sprzeczne (zdanie będące fałszem), to znaczy, że pogarszamy warunki przekazywania sobie nawzajem informacji. Nie możemy bowiem być pewni jakości używanych pojęć.
      Jest to identyczna sytuacja z tą, gdy w obiegu monetarnym pojawią się fałszywki. Od tego momentu trzeba uważać na KAŻDĄ monetę, tj. sprawdzać, czy przypadkiem w rozliczeniach nie zostaniemy oszukani.

      W miejsce zaufania pojawia się podejrzliwość, zmuszająca nas do kontroli obszaru, który wcześniej był traktowany jako godny zaufania. To nakłada na obywateli dodatkowe obciążenie.

      W ten sposób określenie: “legalizacja małżeństw homoseksualnych” zawiera w sobie pułapkę w postaci przemycenia składnika, który jest fałszem. Danie odpowiedzi bez wcześniejszej analizy, czy wszystkie składowe są prawdziwe – powoduje dalszą propagację błędu (puszczenie w dalszy obieg podrobionych pieniędzy).

      Myślę, że w teraz jasny sposób widać, jak wpływa to na poziom wolności.

    3. d) nie ma czegoś takiego jak małżeństwo homoseksualne, z powodu braku możliwości reprodukcyjnych.

  4. Ona chyba z Księżyca przyleciała. Niech lepiej zobaczy co się dzieje w przymusowych państwowych szkołach “koedukacyjnych”, gdzie za zamkniętymi drzwiami młode dziewczyny są wykorzystywane seksualnie, obmacywane, molestowane na potęgę.
    Jeśli starszy chłopak coś tam by robił z młodszą dziewczyną, ale chciałby spędzić z nią życie, to będzie nazwany “groźnym pedofilem”, i lud domaga się krwi. Ale gdy rówieśnik (np. kolega z przymusowej szkoły) tej samej dziewczyny uwiedzie ją i zrobi sobie z niej zabawkę seksualną, “lachona” na imprezę, czy też do szpanu przed kolegami, a potem bez słowa (lub wypowiadając słowa pogardy) się jej pozbędzie, to zdaniem ludu i mediów wszystko jest w najlepszym porządku. “Bo to normalne w tym wieku”, “bo dziewczyna musi spróbować paru chłopaków zanim weźmie ślub”, a już najbardziej odjechani komentują: “to taka dziecięca zabawa”.
    Gdyby naprawdę feministkom i wszystkim lewakom zależało na tym, żeby chronić dziewczyny przed wykorzystaniem, to zaczęliby od forsowania likwidacji “koedukacyjnych” szkół, tak aby przestały one być przerażająco łatwym łupem przymusowo podsuwanym codziennie na kilka godzin pod nos chłopakom, u których w tym wieku funkcję mózgu pełni niemal wyłącznie penis. Często nie mają oni jeszcze lub nie chcą mieć swojej własnej kobiety, przez co wykorzystanie “koleżanki” ze szkoły jawi się jedyną satysfakcjonującą możliwością zaspokojenia popędu.
    Rewolucja komunistyczna prowadzi zmasowaną “walkę z pedofilią”. Rzecz w tym, że większość przypadków “pedofilii”, które prezentują masowe media, w ogóle pedofilią nie jest. Nie mam wątpliwości, że celem tych działań nie jest ochrona kogokolwiek przed wykorzystaniem, ale walka z patriarchalnym społeczeństwem. Tę samą funkcję spełniają “koedukacyjne” szkoły. Chodzi o to, że rówieśnik nie potrafi zaopiekować się kobietą tak jak starszy chłopak (więc nie “zniewoli” jej), nie zechce też zaciągnąć ją przed ołtarz. Dziewczyna i chłopak mają być “na równi”, a nawet dziewczyna w takim związku ma w założeniu dominować, gdyż rozwój kobiet jest znacznie szybszy od mężczyzn. Teraz rozumiecie skąd ta niedorzeczna rozbieżność w ideologii lewicy: dewastujący psychikę i godność kobiety seks nastolatek bez zobowiązań – jak najbardziej, ale wyłącznie z rówieśnikami.
    Czy 15-latek jakoś inaczej pie*rzy od starszego chłopaka?

    1. Nieszczęście polega na tym, że ze sprawy INTYMNEJ robi się PUBLICZNĄ. A to prowadzi do zwyrodnienia w postaci pozbycia się (na siłę) wstydu tam, gdzie pełni on rolę ochronną.

      Za moich młodych lat w szkole średniej, w małym pokoiku za rogiem korytarza prowadzącego do szkolnej biblioteki, codziennie od 9 do 13 dyżurowała pani psycholog. Każdy z uczniów miał pełną swobodę pójścia i porozmawiania o rzeczach, które go gnębiły. Spóźnienia na lekcję z powodu przeciągającej się po szkolnej przerwie rozmowy w pokoiku – były przez nauczycieli USPRAWIEDLIWIANE.

      I nikomu, dosłownie nikomu nie przychodziło do głowy wywnętrzać się ze spraw INDYWIDUALNYCH w całej klasie, przed rówieśnikami. Każdy szedł osobno (rzadki wyjątek stanowiły “szkolne pary”), a myślę nawet, że lokalizacja w tak ustronnym miejscu budynku szkolnego miała zapewnić jakieś odseparowanie przed ciekawskimi, bo i zapłakani wchodzili niektórzy.

      Dodatkowo miałem szczęście do grona wysokiej kultury pedagogów – zarówno w szkole podstawowej, jak i średniej wychowawcy mogli być powiernikami naszych tajemnic. Z tego miejsca pozdrowienia dla moich Nauczycielek/Nauczycieli.

      Ach, to okropne szkolnictwo w PRL-u…

    2. Jeśli kogoś nie przekonałem, to posłużę się jeszcze przykładem Niemiec:
      Otóż jakiś czas temu czytałem, że w tym kraju “wiek przyzwolenia” wynosi 14 lat, ale tylko jeśli ta druga osoba (domyślnie: mężczyzna) nie ukończyła jeszcze 25 lat. Jeżeli ma więcej, to jej “limit” rośnie, do lat 16.
      Przyznacie, że coś diabelskiego musi być w tej męskiej naturze, skoro porządni dotychczas chłopcy wraz z ukończeniem 25. roku życia stają się nagle groźnymi pedofilami.
      No to jak w końcu? Uważają dziewczynę 14-letnią za dziecko czy po prostu zależy im na tym, żeby nie wchodziła w żadne bliskie relacje ze starszymi chłopakami, przynajmniej dopóki ci młodsi jej nie “przećwiczą”?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.