fbpx

Jacek Kaczmarski na celowniku lewaków

INFO: Jedna z piosenek śp. Jacka Kaczmarskiego stała się przyczyną listu protestacyjnego ze strony lewicowych elit – podaje niezalezna.pl.

 

Portal podaje, że pod listem protestacyjnym przeciwko powołaniu p. Piotra Bernatowicza na dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej podpisała się grupa lewicowych artystów, na czele z pp. Olgą Tokarczuk, Agnieszką Holland i Krystyną Jandą. Artyści piszą, że “w sferze publicznej nie ma miejsca na piosenki pełne antysemickich stereotypów”.

Chodzi o audycję p. Bernatowicza, w której pojawiła się piosenka pt. “Opowieść pewnego emigranta”, w wykonaniu śp. Kaczmarskiego.

 

Źródło: niezalezna.pl

4 thoughts on “Jacek Kaczmarski na celowniku lewaków

  1. cha cha a to nawet on już wróg?! cha cha no tak jak ktoś śpiewał “Obława, obława, na q… obława” cha cha

  2. Rzekłem onegdaj do swojego brata, że o ile ktoś taki jak Niemen, zdarza się raz na pokolenie, to pokroju Kaczmarskiego — raz na sto lat! On oponował, wyżej Niemena stawiając, ale dla mnie Kaczmarski to po prostu geniusz! No i zupełnie nie jest mi do niczego potrzebna informacja, że aby pisać, musiał od rana otworzyć flaszkę, albo i dwie. Co mnie to obchodzi?

    A te pieski, co na Niego szczekają, niech się pieprzą, mogą mu co najwyżej nasikać na podeszwę!

  3. Nie bój się, nie zabraknie. To krajowa czysta.
    Ja, widzisz, przed wojną byłem komunista,
    Bo ja chciałem być kimś, bo ja byłem Żyd,
    A jak Żyd nie był kimś, to ten Żyd był nikt.
    Może stąd dla świata tyle z nas pożytku,
    Że bankierom i skrzypkom nie mówią – ty żydku!
    Ja bankierem nie byłem, ani wirtuozem,
    Wojnę w Rosji przeżyłem, oswoiłem się z mrozem
    I na własnych nogach przekroczyłem Bug
    Razem z Armią Czerwoną, jako Politruk.
    Ja byłem jak Mojżesz, niosłem Prawa Nowe,
    Na których się miało oprzeć Odbudowę.
    A potem mnie – lojalnego komunistę
    Przekwalifikowali na manikiurzystę.
    Ja kocham Mozarta, Bóg – to dla mnie Bach,
    A tam, gdzie pracowałem – tylko krew i strach.
    Spałem dobrze – przez ścianę słysząc ludzkie krzyki
    A usnąć nie mogłem przy dźwiękach muzyki.
    W następstwie Października tak zwanych “wydarzeń”
    Już nie byłem w Urzędzie, byłem dziennikarzem.
    Ja znałem języki, nie mnie uczyć jak
    Pisać wprost, to, co łatwiej można pisać wspak.
    Wtedy myśl się zrodziła – niechcący być może,
    Żem się z krajem tym związał – jak mogłem najgorzej.
    Za tę hańbę zasługi – Warszawa czy Kraków –
    Gomułka nam powiedział – Polska dla Polaków.
    Już nie dla przybłędów Pospolita Rzecz –
    Wiesław, jak Faraon, popędził nas precz.
    I szli profesorowie, uczeni, pisarze,
    Pracownicy Urzędu, szli i dziennikarze.
    W Tel-Awiwie właśnie, zza rogu, z rozpędu
    Wpadłem na byłego kolegę z Urzędu,
    I pod Ścianę Płaczu iść mi było wstyd –
    Czy ja komunista, czy Polak, czy Żyd?
    Nie umiałem jak on, chwały czerpać teraz,
    Z tego, że się z bankruta robi bohatera.
    Wyjechałem. Przeniosłem się tutaj, do Stanów.
    Mówią – czym jest komunizm – ucz Amerykanów.
    Powiedz im co wiesz, co na sumieniu masz,
    A odkupisz grzechy i odzyskasz twarz.
    A ja przecież nie umiem nawet ująć w słowa
    Jak wygląda to, com – niszcząc – budował.
    I tak sam sobie zgotowałem zgubę:
    Meloman – nie skrzypek, nie bankier – a ubek,
    Oficer polityczny – nie russkij gieroj.
    Ani Syjonista, ani też i goj!
    Jak ja powiem Jehowie – Za mną, Jahwe stań
    Z tą Polską związanym pępowiną hańb!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.