fbpx

Najwięcej wolności mieliśmy w ostatnim roku rządów PZPR. Potem przyszła neo-Solidarność.

TENPICER – CZYLI: HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY

Najwięcej wolności mieliśmy w Polsce w… ostatnim roku rządów PZPR. Potem przyszła neo-Solidarność, czyli agenci śp. gen. Czesława Kiszczaka –  i  krok za krokiem likwidowali tę wolność. Gdy ktoś proponuje, by przywrócić „Ustawę Wilczka” z 1988 roku, to odpowiedź brzmi: – Nie da się! Dlaczego? Dlatego, że w 1988 roku panowała wolność i ludzie mogli się najszybciej bogacić. Potem krok za krokiem zaczęto wprowadzać euro-socjalizm – czyli na robienie wszystkiego trzeba było otrzymać koncesję albo zezwolenie – a za to wszystko urzędnicy brali łapówki. Powstał gang 680 000 urzędników –  i  oni nie dopuszczą, by zlikwidować ten system.

Oczywiście: od 1988 roku liczba urzędników wzrosła czterokrotnie i każdy – emeryt, student, ślusarz, rolnik czy taksówkarz – musi utrzymać na karku bandę nierobów: tych, co biorą za nic rozmaite zasiłki (ale przynajmniej nie przeszkadzają innym pracować…) i tych, co zamiast zasiłków biorą znacznie większe urzędnicze pensje – i za to wydają setki rozporządzeń, które przeszkadzają ludziom pracować. Ci są znacznie szkodliwsi. Dlatego tak niskie są zarobki i emerytury. Rozmawiam z  kobietą, która wspomina: – Dawniej mój zięć spędzał dziennie 15  minut w  biurze, wypełniając papierki –  a  9  godzin zajmował się produkcją tapicerki. Obecnie dwie godziny zajmuje się produkcją tapicerki – a osiem godzin ślęczy nad papierkami, wypełniając rozmaite formularze i  kombinując, jakby tu obejść podatki. Bo dawniej dobry tapicer to był ten, co robił dobre tapczany.

Obecnie dobrym jest ten, kto najlepiej umie wypełniać formularze. Powinien się nazywać „tenpicer”. W przypadku tego tenpicera: on mógłby zarabiać 35  razy więcej. To znaczy: oczywiście musiałby się tym dochodem podzielić ze swoimi pracownikami – oraz z klientami (musiałby obniżyć cenę tapczanów – bo przecież innym tapicerom też zrobiłoby się lżej – i podaż by wzrosła). W  Polsce potrzeba około pięciu – może siedmiu – tysięcy urzędników. Gdyby pozostałe 673 tysiące wyekspediować na Bahamy i posyłać im tam pensje (pod warunkiem że nigdy nie wrócą i  nie wydadzą żadnego rozporządzenia), to Polska by odetchnęła. A urzędnicy i ich rodziny żyliby znacznie lepiej, bo życie na Bahamach jest tańsze (nie potrzeba np. ogrzewania zimą…).

Obecnie PiS cofa nas jeszcze bardziej –  już minął etap Gierka, Gomułki, Bieruta – zaczyna dochodzić do przedwojennej sanacji… Wydaje się, że jest coraz gorzej? Wcale nie! Jeśli cofaliśmy się od roku 1988 do  1975, potem do  1960, potem do 1949, a obecnie do 1936 – no, to jeszcze jedna czy dwie zmiany – i cofniemy się do roku 1880. A co wtedy było? Najpiękniejsza epoka w dziejach ludzkości. Bogactwo rosło błyskawicznie, powstawały tysiące wynalazków, ludzie zaczęli mieć domy murowane zamiast drewnianych –  oraz zegarki na rękę. W  1890 w  USA robotnicy zaczęli jeździć samochodami!

Postęp w latach 1870 – 1905 był doprawdy oszałamiający. Takiego przyrostu bogactwa nie było w historii. Więc może zamiast narzekać na PiS, że nas cofa do czasów głębokiej komuny – pora zacząć nalegać, by jak najszybciej cofał nas dalej? I dalej. I szybciej! Zanim to wszystko zbankrutuje…

401 thoughts on “Najwięcej wolności mieliśmy w ostatnim roku rządów PZPR. Potem przyszła neo-Solidarność.

  1. Ja swoje lata mam i pamiętam dobrze rok 1989 r. Więc pokrótce mogę wam opowiedzieć jak wyglądała ta “wolność”. To prawda, od 1 stycznia 1989 roku obowiązywała tzw, ustawa Wilczka, która była ogromnym postępem, bo wprowadzała zasadę, że w dziedzinach, które nie były objęte licencjonowaniem innymi ustawami każdy mógł otworzyć działalność gospodarczą. Zasada ta zresztą obowiązuje do dziś, tyle, że dziś firmę można otworzyć także przez Internet.
    Jak to w praktyce wyglądało wiem dobrze, bo sam skorzystałem z tej ustawy otwierając na początku 1989 roku firmę – w odróżnieniu do Korwina, który legalną działalność gospodarczą rozpoczął dopiero w 1990 roku (czyli “pod rządami Kiszczaka”) zakładając Najwyższy Czas a w tym wspaniałym 1989 roku cały czas wydawał książki Officyny Liberałów w podziemiu. Nie było wtedy VAT-u z trzema stawkami, tylko obowiązywał podatek obrotowy, gdzie praktycznie każdy możliwy artykuł miał osobną stawkę, którą trzeba było wyszukać w dość grubej broszurce. Podatek dochodowy dla “prywaciarzy”: miał najwyższą stawkę bodaj 75 czy 80% i został ograniczony do 50% dopiero przez Balcerowicza. Na podstawowe artykuły obowiązywały ceny ustalane przez państwo a na niektóre z nich (mięso, benzyna) do jesieni 1989 obowiązywały kartki. W związku z tym głównym problemem przedsiębiorcy nie było to, jak towar sprzedać, ale jak kupić materiały do jego wyprodukowania. Oczywiście, dużo pomagały znajomości w państwowych firmach (innych prawie nie było)i umiejętność dawania łapówek. Kto tego nie miał stał w kolejkach lub chodził od sklepu do sklepu. Co jeszcze? Banki państwowe, kredyt po znajomości, zresztą akurat w 1989 roku rozhulała się hiperinflacja. Do początku 1990 roku obowiązywała cenzura.
    Tak więc o tej wolności i dobrobycie w 1989 roku to takie same bajki, jak o królach, wróżkach i katach z wielkim toporem – chociaż ustawę Wilczka i parę innych reform rządu późnego Rakowskiego (którego prominentnym członkiem członkiem był zresztą Kiszczak) trzeba docenić. Zresztą głównym motorem eksplozji przedsiębiorczości bazarowo-“szczękowej” z 1989 roku nie była ustawa Wilczka, bo przedsiębiorcy bazarowy w ogóle się nigdzie nie rejestrowali tylko korzystali z tego, że w 1989 roku milicja, celnicy i urzędy karbowe miały inne problemy niż egzekwowanie przepisów.
    PS. Ponieważ działalność gospodarczą prowadzę do dzisiaj, zapewniam was, że tapicer nie musi poświęcać paru godzin na wypełnianie papierków,
    PS. Pierwszym samochodem dostępnym dla robotników był Ford T produkowany od 1903 roku.

  2. zanim to wszystko zbankrutuje, zostaniemy wywłaszczeni prewencyjnie, przez prokuratora.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.