fbpx

Chłopcu łatwiej byłoby wrócić do roli mężczyzny z roli ryby, niż z roli dziewczynki!

Pedagodzy z Ciemnogrodu P.Krystyna Pawłowicz, STK, wsadziła kij w mrowisko ćwierkając: “Agnieszka HEIN Dyrektor Szkoły Samorządowej im. Bohaterów Warszawy w Podkowie Leśnej doprowadziła do podjęcia przez Radę Pedagogiczną uchwały ZOBOWIĄZUJĄCEJ nauczycieli, by zwracali się do 10-letniego ucznia, CHŁOPCA, per AGNIESZKA, jak chcieli rodzice. Dane aktów stanu cywilnego zlekceważono”

Na co poleciała potężna fala hejtu – po części usprawiedliwiona tym, że p.Pawłowicz podała dane szkoły i dyrektorki. W odpowiedzi z pomocą p.Pawłowicz rzucili się PiSmeni (i PiSwomenki), posuwając się do całkiem nie-prawicowych sugestyj:

„Mam bardzo wysoki poziom empatii w stosunku do 10-letniego dziecka. W związku z tym odebrałabym jego rodzicom prawa rodzicielskie, żeby go dalej nie krzywdzili”. (M Jacyna-Witt)

Obydwie strony nie mają racji. Ale sprawa ma dwa aspekty.

Pierwszy jest personalny – i należy poruszać się z dużą ostrożnością. Nie wiemy bowiem, jaka jest sytuacja? Dziecko ma metrykę męską – cóż więc się stało, że w wieku lat 10, pod koniec roku szkolnego, rodzice nagle zażądali, by nazywać je „Agnieszką”? Hormony żeńskie spowodowały zanik męskich organów?

Najbardziej prawdopodobne wydają się dwa wyjaśnienia:

1) Dziecko usłyszało od rówieśników (lub zafascynowało się treściami znalezionymi w Sieci) o możliwości zmiany płci, samo zechciało zaeksperymentować, a postępowi rodzice postanowili wesprzeć potomka w tym dziele.

2; (Wyrodni) rodzice postanowi zostać słynni na cały świat i wmówili w dziecko, że jest dziewczynką. NB. nie jest wykluczone (10-latki są bardzo sprytne). że po prostu wciągnęli dzieciaka w ten spisek i on znakomicie gra!

Zakładając, że sprawa nie ma podłoża biologicznego, stwierdzić trzeba, że rodzice mają prawo chować dziecko na rybę, trzymać w akwarium i karmić pokarmem dla rekinów; to ich dziecko!

Nie wiem, czy Lewica się zgadza i uznaje to prawo rodziców?

Bo problem w tym, że dla chłopaka bycie przez kilka lat rybą byłaby MNIEJSZĄ krzywdą – bo chłopcu łatwiej byłoby wrócić do roli mężczyzny z roli ryby, niż z roli dziewczynki! W ciągu kilku tygodni, albo i dni, uprzytomniłby sobie, że nie jest rybą i ze wstrętem lub rozbawieniem odrzuciłby swoją „rybiość”. Natomiast „dziewczynka” jest znacznie podobniejsza do „chłopca” niż „ryba”, więc odrzucenie tej roli byłoby znacznie trudniejsze.

Tak czy owak: rodzice mogą wychowywać dziecko jak chcą – natomiast nie mają prawo wymagać od szkoły, by spełniała ich fantazje. Jeśli znaleźliby taką szkołę prywatną dla ekscentryków – to proszę bardzo. Jednak nawet w szkole prywatnej wystawialiby dziecko na ciężki stress i pośmiewisko. Do jakiej ubikacji chodzi np. „Agnieszka”? A na lekcje w-f – z jaką grupą?

Z tego punktu widzenia p.Pawłowicz nie powinna była podawać żadnych danych o szkole; zresztą przeprosiła za to – co niczego przecież już nie zmienia…).

Drugi aspekt jest równie poważny. Pytam: GDZIE PODZIAŁY SIĘ ZWIĄZKI ZAWODOWE NAUCZYCIELI?

Skoro Rada Pedagogiczna musiała podjąć uchwałę (nie wiem, czy miała do tego prawo – to osobna kwestia!) zmuszająca nauczycieli do nazywania dzieciaka „Agnieszką” – to znaczy, że niektórzy nauczyciele nie chcieli tego robić. Proszę sobie wyobrazić, że jakaś rada pedagogiczna podejmuje uchwałę, że nauczyciele wchodząc do klasy muszą mówić: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” albo „Będę Wam nieść Kaganek Oświaty w imię Wielkiego Architekta Wszechświata”. Ale by się podniósł wrzask, że łamie się sumienie nauczyciela. Dlaczego NIKT nie stanął w obronie nauczycieli zmuszanych do udziału we – w najlepszym razie: komedii – ale w najgorszym: w dewastowaniu psychiki dziecka? Bo nauczyciele, którzy nie chcieli się na to zgodzić, widzą to albo tak – albo tak.

I co grozi nauczycielom, którzy odmówią zastosowania się do uchwały Rady Pedagogicznej z Ciemnogrodu znajdującego się tuż pod Warszawą?

– Janusz Korwin-Mikke

70 thoughts on “Chłopcu łatwiej byłoby wrócić do roli mężczyzny z roli ryby, niż z roli dziewczynki!

  1. Jest jeszcze opcja 3):
    -> dziecko autentycznie czuje się dziewczynką, z powodów przypuszczalnie nieznanych Januszowi (co nie oznacza, że nieistniejących).

    Biorąc pod uwagę dosłownie zerowe korzyści osiągane przy takiej deklaracji (a wręcz przeciwne – same nieprzyjemności), jest to o wiele bardziej prawdopodobne, niż 1) i 2), które nie mają uzasadnienia.

    1. A mnie się podoba wariant 2, tzn. że rodzice zrobili to dla rozgłosu. Podoba się dlatego, że zakłada, że w spisek rodziców została wciągnięta pani Pawłowicz, bo przecież, gdyba ona tego nie rozgłosiła, to by rozgłosu nie było. Lubię takie teorie spiskowe. Trzeba to jeszcze jakoś rozwinąć, np. że pani Pawłowicz została przerzucona do Podkowy Leśnej w zaplombowanym wagonie, w którym uprawiała seks z Jurkiem Owsiakiem.

  2. Samej sprawy dziecka nie znam i nie chcę, zakładam że wszelkie poczynania były w tej sprawie przemyślane, skonsultowane i przedyskutowane. I wybrano wyjście – może najlepsze, może jedyne możliwe – ale nie sposób posądzać z góry kogokolwiek o złą wolę.
    I wtedy o sprawie dowiaduje się sałatkowa miss pis, wywleka na publiczne forum najbardziej prywatne rzeczy zwykłych ludzi i robi sobie politykę na ludzkich problemach a może nawet dramatach i tragediach.
    Teraz przeprasza …. Morawiecki przed chwilą przepraszał za odwoływanie pandemii w lipcu… Za chwilę następni zaczną przepraszać. Oczywiście jest za co, ale teraz to ja …..(tak jak przy morawieckim) polecam koniec ostatniej zwrotki:
    https://www.youtube.com/watch?v=kbMcexHs-bA

    I pomyśleć że pan Owsiak przegrał z nią proces. Mocno ją obraził bo zasugerował że seks dobrze robi na różne zaburzenia więc może by spróbowała…. Przegrał bo nie pomyślał jakim wielkim problemem, a może nawet dramatem i tragedią jest gdy się nie ma z kim… To musiało zaboleć…

  3. A zasada “chcącemu nie dzieje się krzywda” to już nie obowiązuje? Dziecko i jego rodzice chcą by było nazywane “Agnieszką”, więc co za problem, by tak było nazywane? Nie słychać, by stanowiło to problem dla innych dzieci ani ich rodziców – pani Pawłowicz nie uczęszcza, o ile wiem, do tej szkoły, ani jej dzieci, bo ich nie ma. A nauczyciele są dla dzieci i rodziców a nie odwrotnie, zresztą też nie słychać aby oni mieli z tym jakiś problem.

    1. Kiedy pan, panie sariuszu nauczy sie ze korwinowe zasady jak: chcacemu nie dzieje sie krzywda nie dzialaja w obecnym systemie w wielu aspektach? Zeby taka zasada dzialala musi byc wolny rynek, wtedy szkola jest prywatna a nauczyciel przejdzie do szkoly gdzie uczy sie i pracuje tak jak mu to odpowiada, problem jest w tym przypadku glebszy, jesli pozwoli sie na taka rzecz w jednej szkole to szybko stanie sie to norma we wszystkich szkolach a jako ze szkol prywatnych nie ma(sa szkoly ktore nazywaja sie prywatnymi ale wcale nimi nie sa bo wymusza sie na nich wiele rzeczy jak naprzyklad podstawa nauczania, egzaminy, matura itp) to lepiej, zeby jak najmniej wprowadzac jakichkolwiek cech swiatopogladowych do szkol

      1. Po pierwsze: szkoły nie są po to, żeby komfortowo było w nich nauczycielom. tylko dzieciom.
        Po drugie: Właśnie w obecnym totalitarnym systemie, gdzie szkoły są państwowe, nauka w nich obowiązkowa oraz zrejonizowana (rodzice nie mogą po prostu przenieść dziecka do innej szkoły) powinniśmy się domagać tego, żeby, rodzice mieli maksymalnie duży wpływ na to, co się w szkole dzieje. A chyba to, że rodzice instruują nauczycieli, jak się mają zwracać do ich dziecka powinno być rzeczą normalną?
        Po trzecie: Teorię, że sprawa ta stanowi jakiś problem dla nauczycieli i pogwałcenie ich wolności wymyślił w powyższym artykule Korwin – nie ma ona żadnego potwierdzenia w faktach. Zresztą – patrz punkt pierwszy – szkoła jest dla dzieci a nie dla nauczycieli, po za tym nauczyciel może zmienić szkołę (w odróżnieniu od ucznia) albo w ostateczności zmienić zawód (a uczeń z nauki nie może zrezygnować).
        Po czwarte, zgadzam się, że nie powinno się wprowadzać indoktrynacji światopoglądowej do szkół. Dlatego bardzo liczę na Korwina i korwinistów, że poprą postulaty usunięcia przedmiotu pod nazwą “religia” ze szkół a przynajmniej zaprzestania jego finansowania (poprzez płacę dla katechetów) z budżetu państwa.

        1. odpowiedz na po pierwsze: w mojej wypowiedzi chodzilo o to, ze jak stanie sie to problemem dyrektorow i rad nauczycielskich to za chwile stanie sie rowniez problemem ministerstwa i calej oswiaty i wtedy z kolei wszyscy nauczyciele beda to mieli z gory narzucone jak egzaminy panstwowe nawet szkoly prywatne a to nie jest w interesie wszystkich uczniow, na drugie odpowiedz brzmi: nie zgadzam sie z tym, dlatego ze w szkolach panstwowych wlasnie system dziala tylko w jedna strone, jak sie bedzie chcialo zmieniac taka fundamentalna rzecz to bedzie ona sie musiala zmienic w calej edukacji, normalne takie zachowanie jak Pan napisal to jest wlasnie w szkolach prywatnych w ramach wolnego rynku, wtedy rodzic ma wladze w poszczegolnej placowce i jak mu sie nie podoba to moze swobodnie przeniesc dziecko tam gdzie uczy sie i zwraca tak jak mu pasuje, na trzecie to w zasadzie odpowiedzialem w dwoch pierwszych odpowiedziach mianowicie nie chce zeby to stalo sie problemem calej oswiaty ja chce zeby byly szkoly prywatne i wtedy dopiero szkoly beda dla dzieci, to co Pan napisal po czwarte: tak zgadzam sie z tym ze religia jest niepotrzebnym przedmiotem w szkole ale tak jak pisalem wyzej znow rozwiazaniem sa szkoly prywatne w jednej bedzie religia w innej nie, ale jak juz mamy byc w ramach szkol panstwowych to mysle ze rozwiazanie tego problemu mogloby byc nastepujace, lekcje religii odbywaja sie na ostatniej lub przed pierwsza lekcja szkolna i sa nieobowiazkowe, odbywaja sie w kosciolach a ksieza nie maja z gory narzuconego programu nauczania oraz nie sa oplacani z budzetu panstwa, jesli ksieza chca to sami moga pobierac oplaty w zbiorkach na mszach naprzyklad na oplate za lekcje a jesli nie to nie beda prowadzic i tyle

  4. Nie ma to jak najpierw skrytykować panią Pawłowicz za podanie identyfikowalnych danych szkoły, a potem samemu je powtórzyć, aby zostały jeszcze bardziej rozpowszechnione wśród czytelników.
    W skład Rady Pedagogicznej wchodzą WSZYSCY nauczyciele szkoły, a przewodniczącym jest dyrektor. Uchwały są głosowane większością. To skutek d***kracji. Do kompetencji Rady należy m.in. “podejmowanie uchwał w sprawie eksperymentów pedagogicznych w szkole lub placówce”, po wcześniejszym odpowiednim zaopiniowaniu. Jest to więc eksperyment, zapewne zgodny z prawem, rodzice (właściciele) dziecka go zainicjowali i to wyczerpuje temat. A jeśli chłopiec uzna, że fajniej jest być dziewczynką, to w wieku 18 lat rozpocznie (lub nie) odpowiednie procedury zmiany płci i volenti non fit iniuria.

    1. Zgadzam się. I nie wiem czemu rodzice nie mogliby wymusić na nauczycielach odpowiedniego zachowania, jeśli duża grupa rodziców pójdzie do dyrekcji albo mediów to jest w stanie wiele wskórać. Jak się nie uda, to mogą protestować i zabrać dzieci ze szkoły. To ich prawo, szkoła utrzymywana jest z ich pieniędzy. Nauczyciel nie jest wolnym człowiekiem w miejscu pracy, nie może robić co mu się żywnie podoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.