fbpx

BIS DAT, QUI CITO DAT

Photo by karl muscat on Unsplash

Pan Lech Wałęsa, zanim został prezydentem, na pytanie, czy soboty powinny być wolne – odpowiedział: „Jak wprowadzimy normalny system prawny, to  ludzie będą chcieli pracować nie tylko w soboty, ale i w niedziele”. I miał absolutną rację.

Problem w tym, że większość Polaków nie pracuje, tylko „jest na etacie”. Normalny człowiek pracuje, powiedzmy, sześć dni w  tygodniu. Powiedzmy, że  wyrabia lody, które sprzedaje jego żona i dzieci. I nie ma on żadnych oporów, by robić lody również w niedzielę, kiedy to zarobi dwa razy tyle co  w  dzień powszedni. Co najwyżej umawia się z innym lodziarzem, że co drugi poniedziałek odpoczywają na zmiany. Dlaczego?

Dlatego, że  ten człowiek widzi – bezpośrednio WIDZI – jak w te niedziele wpływają mu do kieszeni dziesiątki złotych. Natomiast większość jest na posadach –  również prywatnych. I  jeśli by został taki w pracy na niedzielę, to NIE WIDZI, jak za tę pracę wpływają mu pieniądze. On to zrobi, klient zapłaci szefowi za sześć tygodni, szef wypłaci mu pensję na pierwszego, może z premią za dwa miesiące za tę robotę.

A może i bez premii – po prostu była to konieczna robota do wykonania. Rzymianie słusznie zauważyli: „Dwa razy daje, kto daje szybko”. Dlatego w normalnym kraju płacono dniówki. Lodziarz ma swoją dniówkę automatycznie. Ale i murarz kończył pracę o 16.tej (zaczynał o 7.mej…) przychodził facet, obmierzał – i za pięć minut kasjer wypłacał mu dniówkę. I murarz widział związek między każdą cegłą a każdą złotówką.

Potem postanowiono zaoszczędzić na obmiarowych i kasjerach. Była to rzeczywiście oszczędność. Nikt tylko jakoś nie zauważył, że z wolna, z wolna zerwał się związek między wykonaną pracą – a otrzymaną zapłatą. Ludzie nie dostrzegają, że  jeśli wprowadzimy wolną niedzielę, to ich zarobki muszą spaść o 1/6.

Bo  jak inaczej? Kto tę  różnicę pokryje. Ludzie, nawet jeśli nie są urzędnikami, którzy dostają pensję za miesiąc siedzenia na stołkach, przestali zauważać związek między pracą a płacą. Mają mentalność niewolnika, którego pan musi utrzymywać, niezależnie od tego, co on zrobił. Celem niewolnika jest dostać swoją miskę ryżu – a napracować się na nią jak najmniej. Przecież korzyści z jego pracy ma nie on. Lecz jego Pan!!!

Natomiast wolny człowiek, człowiek pracujący na swoim, chce pracować jak najwięcej. I wtedy MA. Albo leżeć do góry brzuchem – i wtedy żyć ubogo albo nawet w nędzy. Cóż: każdemu wolno być myszką polną…

Socjalizm d***kratyczny wprowadził tu  dalsze ulepszenie: można leżeć do góry brzuchem – i głosować. Głosować za tym, by na tych, którzy pracują, nałożyć wysokie podatki – i z nich płacić tym, którzy leżą do góry brzuchem…

Liczba leżących do góry brzuchem rośnie. I jeśli przekroczy 51 proc. już nie jest w stanie d***kratycznie tego ustroju obalić. Potrzebny jest jakiś dyktator, który, słowami śp. Stefana Kisielewskiego, „Weźmie za  pysk i  wprowadzi liberalizm”.

Żyjemy w epoce taniej (przed opodatkowaniem…) energii, wspaniałej techniki. Gdyby nie socjalizm, każdy mógłby dziś jeździć Mercedesem… …cóż z tego, skoro najładniejsze dziewczyny i tak wsiadałyby do Maybachów i Lamborghini… Więc ludzie głosują za  czymś wstrętnym: za Równością.

A że żyjemy wtedy w biedzie? Eee, tak! I  tak nikt z  głodu nie umiera…. Podobno ludzi

– Janusz Korwin-Mikke

ANGORA nr 4 (28 I 2018)

Oficjalny sklep Janusza Korwin-Mikkego

9
Dodaj komentarz

avatar
3 Tematy komentarzy
6 Odpowiedzi w wątku
0 Obserwujący
 
Najpopularniejszy komentarz
Najgorętszy wątek
5 Autorzy komentarzy
sinceritassariuszZenonczesCar_z_KGB Ostatni autorzy komentarzy
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
czes
Gość
czes

Ja programuję. Robota twórcza. Każdego dnia.
Z całym szacunkiem, ale odkąd przeszedłem “na swoje”, na JDG z etatu, to pracuję coraz mniej godzin, aktualnie jest to 110h miesięcznie. Były próby podjęcia dodatkowych, do 200h, ale moja wydajność wtedy spadała i w efekcie z dodatkowych 90h było tyle zarobionych pieniędzy co za 20h – a zmęczenie po 3-4 miesiącach tak ogromne, że chciałem porzucić to co robię i iść popracować gdzieś w budowlance(bo też umiem, ale mniej warte).
Czasami nie czas jest ważny, a ilość i jakość wykonanej pracy.

sariusz
Gość
sariusz

Najwyraźniej zwyczaj płacenia dniówek przegrał na wolnym rynku. Gdyby rzeczywiście ludzie pracowali lepiej wtedy, gdy są opłacani codziennie a nie cotygodniowo lub comiesięcznie, toby przedsiębiorcy w ten sposób wynagradzający swoich pracowników wykosili swoich konkurentów płacących miesięcznie. Tak się nie stało a więc hipotezę musimy odrzucić. Swoją drogą ciekawe, czy pan Janusz w swoim przedsiębiorstwie sprzedającym kubki z jego wizerunkiem opłaca pracowników dniówkami. Wątpię.

sariusz
Gość
sariusz

Jeszcze krótka migawka, jak wizja Korwina działałaby we współczesnej gospodarce opartej na wiedzy, np. w firmie programistycznej:
“Ale i programista kończył pracę o 17.tej (zaczynał o 9.mej…) przychodził facet (menedżer projektu), obmierzał (liczył ile programista napisał dzisiaj linijek kodu) – i za pięć minut (no raczej 50, do kasy będzie kolejka wszystkich programistów) kasjer wypłacał mu dniówkę (koniecznie gotówką, czyli papiórkami, przelew by nie miał takiego efektu). I programista widział związek między każdą linijką kodu a każdą złotówką.” 🙂 🙂 🙂

Zenon
Gość
Zenon

Nie, bo w noralnym swiecie praca programisty byłaby wyceniana po uruchomieniu oprogramowania. Czasmi dostałby po prostu kopa w dupe jako zapłatę.

sariusz
Gość
sariusz

A praca murarza nie powinna być w takim razie “w normalnym świecie” wyceniona po wybudowaniu domu?

Zenon
Gość
Zenon

Niekoniecznie, bo wydajnośc pracy jest jedym z wielu czynników. Na przykład wypłacanie po miesiącu powoduje znaczący zysk dla zadrudniającego równy miesiecznemu oprocentowaniu bankowemu. Tu nie chodzi o to! Pan Korwin-Mikke wskazuje na pewien istotny mechanizm socjologiczny wpływajacy na ludzka gotowośc do swiadczenia pracy. Mianowicie powiązanie wysokosci wypłaty z wkładem pracy. Dlaczego lekarze pomimo przeciazenia pracą biorą dyzury na maxa? Bo dyzyry niejednokrotnie decydujaco wpływaja na ich miesieczny dochód! Odwrotnie w korporacjach! Istnieja sytuacje, w którym pomimo osiagania bardzo wysokich zarobków wkład pracy jest bardzo mały! Ale korporacje moga wyemitować papiery dłuzne, które wykupi rząd za dodrukowane pieniadze…

Zenon
Gość
Zenon

Ponadto na wolnym rynku wkład pracy nie ma znaczenia. Liczy się praca pożyteczna, a wiec taka, która zaspokaja jakąś ludzką potrzebę, “praca sprzedana”! Przeciez urzędnik niepotrzebnego ministertwa (biurokrata) czasmi musi się zajebiście napracować. Tylko jego praca jest nikomu niepotrzebna i nie kreuje wartości dodanej. Dobrze jest jesli nie dezorganizuje pracy tych, któzy świadcza pracę pożyteczną, chetnie nabywaną na rynku (ujemna wartośc dodana pracy).

sinceritas
Gość
sinceritas

Gdyby praca urzędnika była niepotrzebna, to by ludzie nie przychodzili do urzędów. A chodzą. Powiem więcej, są przeszczęśliwi, kiedy wiedzą, że ktoś w bloku robi kontrole gazu wszystkim sąsiadom, albo jak mogą zadzwonić na sanepid że w knajpie na dole hasają szczury 🤷🏻‍♂️

Car_z_KGB
Gość
Car_z_KGB

ruska monarchia + chiński kapitalizm = prawica
amerykańska d***kracja + eurosocjalizm = lewica