Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Audio/Video
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

20-02-2012 17:09:00

Janusz Korwin-Mikke w Radio WNET 20-02-2012


Człowiek powinien móc sam decydować o sobie, tymczasem państwo pozbawia go takiej możliwości. Narzuca obywatelowi sposób w jaki powinien się ubezpieczyć czy do jakiej szkoły i kiedy powinien posłać swoje dziecko, zakładając tym samym co najmniej niekompetencję jednostki. Dlaczego nie mamy prawa do wolności w tak wielu wymiarach życia...? Wolność bowiem to wzięcie odpowiedzialności za własne czyny, ale społeczeństwo tego nie chce. Ze strachu przed odpowiedzialnością.... Janusz Korwin- Mikke specjalnie dla Radia Wnet mówi m.in. o podatkach, które obecnie są ponad dwa razy wyższe, niż te narzucane przez Hitlera. Dlaczego ludzie zrzekają się wolności na rzecz bezpieczeństwa? Mowa tu o pojęciu wolności rozumianym inaczej niż w lewicowym pojęciu, czyli „od pasa w dół”. Powinniśmy móc uczyć się na błędach, a jesteśmy traktowani jak małe dzieci, bo nie mamy nawet okazji ich popełniać, kiedy jesteśmy ograniczani, niby dla naszego dobra. Tym samym większość społeczeństwa- ta większość, która woli mieć mało, ale bezpiecznie- ogranicza tych, którzy gotowi są podjąć ryzyko, ale są w mniejszości. Dlaczego jednak w Ameryce ta nadal jednak mniejszość jest większa...? […] Ciekawa jest jednak sprzeczność jaką łatwo zauważyć w postępowaniu rządu na przykładzie polityki wobec palaczy. Z jednej strony obowiązuje zakaz palenia w miejscach publicznych. Z drugiej jednak Państwo zarabia przecież na sprzedaży tytoniu. […] Kolejnym przykładem bezsensownych nakazów jest ograniczenie prędkości w ruchu drogowym. Dlaczego wprowadzanie takich przepisów powoduje więcej wypadków śmiertelnych na drogach...? O tym i o innych równie ciekawych spostrzeżeniach mówi w nowej, cotygodniowej audycji Janusz Korwin- Mikke. Zapraszamy do słuchania! (dzięki uprzejmości Radio WNET rarara RADIO WNET))


Oglądano : 2210

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 21-02-2012 00:39:07 | odpowiedz
    Szanowny Panie, mam pytanie dotyczące kształcenia dzieci i posyłania ich do szkoły bo przecież przyszłość tego kraju będzie kiedyś w ich rękach. Kapitalizm jak wiadomo rządzi się swoimi prawami a co za tym idzie będą szkoły droższe o wyższym poziomie i tańsze o niższym poziomie tak jak z produktami na rynku. W związku z tym rodzice będą posyłać dzieci do szkół takich na jakie ich będzie ich stać a co za tym idzie będą się utrwalać podziały społeczne już na tym wczesnym etapie bo dziecko z tańszej szkoły będzie widzieć, że jest gorsze i jego miejsce jest w społecznych dołach. Pytanie zatem jak zapobiec takim podziałom społecznym godząc to z systemem, który Pan proponuje , aby każde dziecko miało równy start chociaż w tym początkowym etapie. Za pieniądze nawet poniżej przeciętniak może zostać magistrem i objąć kierowniczą posadę a przecież system, który Pan proponuje powinien opierać się na rządach ludzi myślących i inteligentnych. W jednym z dzisiejszych programów była pokazana szkoła w której doszło do podziału dzieci na jedzące tańszą zupę i te, którym za obiady płacili rodzice. Niby wszystko ok bo tak wygląda kapitalizm. Efektem tego podziału było jednak to, że dzieci rezygnowały z posiłku socjalnego bo wstydziły się tego, że korzystają z pomocy społecznej. Pytanie zatem czy system, który Pan proponuje jest systemem w którym dzieci ponoszą konsekwencję za błędy czy brak zaradności swoich rodziców? Z tego co się orientuję model Państwa proponowanego przez Pana wyklucza rozwiązania socjalne w których Państwo wspiera obywatela a dziecko to przecież też obywatel. Przypuszczam, że powoła się Pan na ludzi dobrej woli i organizacje prywatne. Taki model już Państwa już przerabialiśmy w przeszłości - pospolite ruszenie i wielka ściepa Narodowa - efekt był wiadomo jaki. W artykułach i debatach podaje Pan rozwiązania bardzo ogólne prosiłbym o szczegóły jak rozwiązać konkretny problem.
    • 21-02-2012 16:30:04 | odpowiedz
      Co prawda nie jestem Panem Januszem, ale pozwolę sobie zacytować jedną z jego wypowiedzi, która mam nadzieję, jasno naświetli jego prawdopodobną odpowiedź: "Jeśli więc zauważycie Państwo, że w jakiejś wypowiedzi powołam się na „sprawiedliwość społeczną” lub zażądam „wyrównywania szans” – to proszę natychmiast przestać czytać moje blogi, i napisane po tej dacie artykuły – kontentując się tymi, które napisałem, gdy byłem jeszcze przy zdrowych zmysłach!"
      Podstawową rzeczą w przedstawionym problemie jest nauczyć rodziców, że to oni są odpowiedzialni za swoje dzieci i swoje życia, a nie państwo. Ono nie ma nic do ich dzieci ich życia!
      Dlaczego też zakładamy, że szkoły tańsze muszą być szkołami gorszymi? Co rozumiemy pod pojęciem gorsze? Technika? Zawodówki? Szkoły podstawowe, gdzie uczą podstaw czytania i pisania? Dlaczego miałyby one być gorsze od liceów? Czy celem systemu oświaty jest kształcenie wyłącznie inżynierów i profesorów akademickich? Zadaję to pytanie, ponieważ w mojej opinii system idzie w całkowicie złym kierunku. Każdy dostaje magistra, czasami nawet za nic i co się dzieje? Rośnie potrzebny staż pracy i doświadczenie, którego nikt powoli nie jest w stanie zrealizować po ukończeniu studiów. Dlaczego? Bo kształcimy wszystkich w niepotrzebnie wysokim stopniu. Przyjmować ich i tak nikt nie chce do pracy, bo przedsiębiorcy już zakładają, że pomimo ukończenia studiów oni nic nie potrafią. Zresztą, niektórzy w żaden sposób nie czują potrzeby kontynuacji swojej nauki po nauczaniu podstawowym. Sam uważam, że każdy z nas jest w stanie dokonać czegoś wielkiego, lecz nie uważam, że mamy prawo zmuszać ich do tego, wbrew ich woli. Argument, że potrzebujemy wykształconego społeczeństwa w żaden sposób do mnie nie trafia. Jakoś nie zauważyłem, żeby ogół społeczeństwa zachowywał się bardziej inteligentnie, lub wogóle miałby się lepiej. Wystarczy popatrzeć na wyniki wyborów lub komentarze polityczne.
      Z kolei z drugiej strony, zauważmy, co może się stać, gdy szkoły będą poddane konkurencji? Automatycznie zwiększy się ich jakość. Z pewnością do szkoły tylko drogiej będą iść dzieci ludzi, którzy uwielbiają się obnosić swoim bogactwem. Lecz czy skutkiem konkurencji nie będzie to, by były one przede wszystkim dobre jakościowe i tanie? Druga sprawa: to to, że samym szkołom będzie zależeć na tym aby mieć jak najlepszych uczniów. To uczniowie i poziom nauczania będą się przekładać na jej poziom. Teoretycznie więc, jeśli będą zarządzane przez odpowiednich ludzi, będą oni się starać przyjmować takie dzieci, które się do tego nadają i mają potencjał. Zatem nikt im nie zabroni aby nie wspomóc materialnie (w formie chociazby stypendium) i umożliwić tym zdolnym naukę w dobrej szkole.
      Trzecia kwestia: samo nauczanie na poziomie odpowiednim powinno być tańsze, lub inaczej: każdy miałby na to pieniądze, jeśli tylko by ich nie zmarnotrawił. niby dlaczego? Ponieważ przestaniemy poprzez podatki płacić za tysiące urzędników w MENie. Nie płacimy za obowiązkowe podręczniki, których nikt nie używa. Możliwe, że nie płacimy nawet za nauczycieli przedmiotów, których nie chcemy aby nasze dziecko sie nauczało! Nie płacimy wtedy za cały niewydolny system, lecz płacimy jedynie za szkołę, do której chodzą nasze dzieci. W tym momencie przyszłość będzie leżeć w rękach tych, którzy się do tego nadają: czyli wprost przeciwnie do tego co mamy teraz.
      Cały czas mam do czynienia z systemem oświaty i widzę, że pieniądze w niego inwestowane wyrzucane są w błoto, a ludzie, którzy tych pieniędzy naprawdę potrzebują są ostatni w kolejce do ich otrzymania. Najlepszy przykład stypendium socjalnego na uczelniach wyższych, gdzie dostają je ci, którzy po prostu lepiej znają się na kwestiach prawnych. Z kolei pracownicy naukowi zmuszoni są do pisania naraz dwóch prac. Jedną właściwą oraz drugą, aby urzędnik przeznaczony do nadzoru wiedział nad czym pracuje naukowiec.
      Możliwe, że nie pokrywa się to z prawdopodobną odpowiedzią Pana Janusza, ale szczerze chciałem pomóc.
    • 22-02-2012 00:01:56 | odpowiedz
      Tak, wolę ponosić koszty moich rodziców, a nie koszty pomyłek państwa, które są o wiele bardziej dotkliwe, np. gimnazja. Moje dziecko musi spędzać tam czas w jednym pomieszczeniu z agresywnymi, niepiśmiennymi debilami.
      Poza tym mogę przytoczyć jeszcze jedną trafną wypowiedź JKM, którą widziałem na filmie YT - spotkanie z młodzieżą jakiegoś liceum. Młodzi ludzie też twierdzili, że szkoła publiczna daje im szanse, których być może by nie mieli, gdyby była prywatna. Mikke spytał na to: ilu z was bierze prywatne lekcje angielskiego? Uniósł się las rąk. Spytał wówczas jednego takiego licealistę: No to dlaczego bierzesz prywatne lekcje angielskiego, skoro masz go w szkole? Odpowiedź ucznia: "Żeby coś umieć". A Mikke na to: no to wyobraź sobie teraz, jak umiałbyś np. fizykę, gdybyś też chodził na prywatne lekcje.

      I to jest całe sedno. Te tak zwane "równe szanse", które daje publiczne szkolnictwo to fikcja. Są po prostu równą szansą na marnotrawienie czasu młodych ludzi.
      • 22-02-2012 00:03:07 | odpowiedz
        Miałem na myśli, oczywiście "koszty BŁĘDÓW moich rodziców". Opuściłem jedno słowo. :)
        • 22-02-2012 01:02:26 | odpowiedz
          Bardziej chodziło mi o utrwalanie podziałów społecznych w świadomości dzieci na tak wczesnym etapie, co zresztą może mieć wpływ na ich dalszy rozwój. To czy szkoła może być tańsza to kwestia organizacyjna. Wydaje mi się, że prywatne szkolnictwo nie uchroniłoby dziecka przed "nie piśmiennymi agtesywnymi debilami" bo mogą one mieć bogatszych rodziców i poślą oni dziecko do tej samej szkoły co i pana a co więcej ich rodzice opłacą im studia i oni je skończą podczas gdy pana syn będzie musiał zakończyć edukację bo nie będzie pana na to stać i to oni będą pomiatać pana synem z kierowniczego stanowiska. Wydaje mi się, że podejście typu każdy sobie w tym przypadku nie sprawdzi się. Jeżeli chodzi o nauczenie rodziców odpowiedzialności to jest to w wielu przypadkach nie realne i wnioskuję, że w tym przypadku jeżeli byłbyś dzieckim rodziny patologicznej, ktora by stwierdziła że lepiej kase przepić niż posłać cię do szkoły byłbyś zadowolony. Wydaje mi się, że nie ma możliwości, aby społeczeństwo funkcjonowało bez socjalizmu i tylko w oparciu o prawa czystego kapitalizmu.
          • 22-02-2012 10:10:06 | odpowiedz
            Szanowny Panie,

            Ma Pan rację, że wszystkich rodziców odpowiedzialności się nie nauczy. Ale ilość nieodpowiedzialnych wzrasta wielokrotnie, gdy dziećmi "opiekuje się" państwo, bo tak jest po prostu dla wielu rodziców wygodniej. Można posłać dzieci do państwowych "darmowych" szkół i dalej nie wiele robić ze swoim życiem. Więc jeśli chcemy by zaniedbanych dzieci było jak najmniej to należy przywrócić odpowiedzialność za swoje dzieci rodzicom i zabrać je państwu. Obecna "opieka" państwa utrwala w rodzicach przekonanie, że mogą się swoimi dziećmi nie przejmować, przez co znacznie zwiększa ilość dzieci na których rodzicom pracować i łożyć pieniądze się po prostu nie chce.

            A co do podziałów społecznych, to im dziecko się ich szybciej nauczy i zrozumie mechanizmy ich działania tym lepiej dla niego. Bo tylko gdy zna się i rozumie przeszkody na swojej drodze można je przeskoczyć. Oczywiście nie wszyscy będą w stanie je przeskoczyć. Ale to dobrze, bo w kraju potrzeba nie tylko kierowników, ale i zwykłych pracowników. I jak kierownik będzie pracownikiem, jak to Pan ujął - "pomiatał", to świadomy i życiowo doświadczony pracownik łatwiej znajdzie sobie inną pracę.

            Proszę pamiętać, że godząc się na "podziały społeczne" godzimy się na to by w społeczeństwie obok siebie mogli żyć różni ludzi. I ci biedniejsi i ci bogatsi. I ci mądrzejsi i ci głupsi. Ale to nie oznacza, że chcemy zamknąć drogę awansu z warstwy "niższej" do "wyższej". Nie chodzi bowiem o tworzenie zamkniętych klas społecznych tylko o zrozumienie i zaakceptowanie faktu, że ludzie są różni.

            Jest czymś nieludzkim i krzywdzącym by państwo zmuszało tych bardziej odpowiedzialnych i pracowitych rodziców, by oddawali część swoich pieniędzy na nierobów i leni. W ten sposób krzywdzimy dzieci mądrych rodziców kosztem głupich. Bo mądrego i pracowitego rodzica nie będzie przez to stać na wysłanie swojego dziecka do lepszej szkoły lub zakupienie odpowiedniej ilości korepetycji i kursów przygotowawczych na różne egzaminy. A głupi rodzic tą pomoc i tak zmarnotrawi, bo jak tylko państwo za coś nie zapłaci to on sam już dziecku za bardzo nie pomoże.

            Można oczywiście spytać, co z genialnymi dziećmi z rodzin patologicznych? Albo co ma zrobić pracowity i w gruncie rzeczy dbający o dzieci rodzic, który jest po prostu bardzo ubogi? Jak dziecko jest genialne, to żadna uczelnia nie zrezygnuje z takiego rodzynka, nawet jak będzie musiała za niego płacić sama. A jak rodzic jest ubogi, to po prostu musi sobie dorobić, wziąć nadgodziny, znaleźć dodatkową pracę itp. Dziś bywa to trudne, ale nie niemożliwe. A jeśli państwo przestanie się wtrącać gdzie nie trzeba to i bezrobocie spadnie i będzie łatwiej sobie dorobić.

            Pozdrawiam,
            KK
          • 22-02-2012 10:39:55 | odpowiedz
            Jak wyżej. Podziały społeczne były, są i będą i naprawdę nikt tego nie zmieni. Tylko, że my prawicowcy trochę inaczej je widzimy niż wierzący w socjalizm. Jeśli ktoś jest zdolny to my nie zabraniamy mu iść wyżej, jeśli ktoś jest ograniczony to nie ma go co uszczęśliwiać na siłę. Każdy ma własną Wolną Wolę, niech więc sam dokonuje wyboru. My jednak nie uważamy, że któraś z tych warstw w jakikolwiek sposób jest gorsza. Każda jest potrzebna (mowa oczywiście tu o tych naturalnych, które od zawsze istniały). Jeśli jednak celem chwilowego ustroju jest aby biedni byli biedniejsi, bogaci byli bogatsi, a wszędzie są poszukiwani wrogowie, to coś chyba jest nie tak.
          • 23-02-2012 00:20:42 | odpowiedz
            Uważasz, że to źle, iż te dzieci w stołówce czuły się gorsze? Na pierwszy rzut oka może tak. Czasem jednak rozwiązanie najprostsze nie jest jednocześnie najlepszym. W państwie prawicowym nikt nie stara się zmniejsza podziałów społecznych. One są przydatne i potrzebne. Stanowią źródło motywacji, szczególnie, że kapitalizm jak żaden system pozwala na przebicie się do wyższej warstwy społecznej (mit "od pucybuta do milionera", który stanowi odzwierciedlenie poczucia nadziei na lepsze jutro. Jest to znamienne właśnie dla systemu "wolnościowego"). Różnice społeczne obecne w stołówce, to poniżenie biedniejszych ma być bodźcem do starania się, aby przebić się wyżej. Ma być bodźcem do nauki w tym przypadku.

            Kiedy dziecko trenuje jakiś sport, załóżmy piłkę nożną, najszybciej rozwija się, kiedy gra ze starszymi (więc lepszymi, silniejszymi). Ma bowiem motywacje do większej pracy, nie chcę odstawać, więc haruje. To jest właśnie ta sama metoda.