Czy Polacy to naród?

Wysłane przez borygo 

23-05-2009 - 13:46:18

Im dłużej żyje w Polsce tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że Polacy to żaden naród ale jedynie grupa ludzi żyjących na wspólnej ziemi i mówiących tym samym językiem i nic po za tym.
Anonimowy użytkownik

23-05-2009 - 14:23:56

Naród – wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków.

Tak, Polacy to naród.

23-05-2009 - 16:21:10

Wspólnota taka jak w tym kawale o Polakach w piekle.
Anonimowy użytkownik

23-05-2009 - 16:29:03

Wspólnota — typ zbiorowości oparty na silnych, emocjonalnych więziach, nieformalnej strukturze, dominujący przede wszystkim w społeczeństwach pierwotnych.

Polacy to narod. Co sie wyraza chocby w emocjach jakie wywoluje rozwalenie samolotu na Sumatrze (brak emocji) a śmierc rodaka od paralizatora w Kanadzie (duze emocje).

14-06-2009 - 00:37:20

Z tym, że wszystkie najbardziej społeczne odruchy są stopniowo tłumione. Tradycje są zabijane, dawne wartości odchodzą w cień, człowiek wychowany tylko na tym co dawniej ( lub na walce o to co dawniej ) będzie na pewno miał większą świadomość narodową, niż osoba żyjąca teraz - wśród wszechobecnej propagandy czyniącej z nas nie Polaków, a Europejczyków, nie ludzi honorowych - a postępowych. I takie osoby albo poddają się tej tendencji - i zaczynają być jak inni, albo wszystko staje się dla nich obojętne - a więź narodowa ulatuje w zapomnienie.

Myślę, że nasze poczucie wspólnoty narodowej ulega zatraceniu, równolegle z patriotyzmem, czy konserwatyzmem. Chyba Pan Cejrowski ( ale nie dam sobie uciąć ręki ) w jednym z felietonów pytał: kto dziś czuje obowiązek stania na baczność na dźwięk hymnu? Kto czuje się obrażony gdy widzi karykaturę Orła Białego? ( Przytoczone z pamięci ) Pytania aktualne, w dodatku mocno związane z tematem - bo jeśli nie szanujemy własnego państwa, jeśli Polakami jesteśmy tylko na wpisach w paszporcie - to o żadnym narodzie nie może być mowy. Bo nawet jeśli połączy nas: 'podłoże etniczne, gospodarcze, polityczne, społeczne i kulturowe wytworzone w procesie dziejowym' to bez świadomości członków wspólnoty, będziemy... no właśnie, czym?
Anonimowy użytkownik

14-06-2009 - 09:53:16

Unununium Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Z tym, że wszystkie najbardziej społeczne
> odruchy są stopniowo tłumione. Tradycje są
> zabijane, dawne wartości odchodzą w cień,
> człowiek wychowany tylko na tym co dawniej ( lub
> na walce o to co dawniej ) będzie na pewno miał
> większą świadomość narodową, niż osoba
> żyjąca teraz - wśród wszechobecnej propagandy
> czyniącej z nas nie Polaków, a Europejczyków,
> nie ludzi honorowych - a postępowych. I takie
> osoby albo poddają się tej tendencji - i
> zaczynają być jak inni, albo wszystko staje się
> dla nich obojętne - a więź narodowa ulatuje w
> zapomnienie.
>
> Myślę, że nasze poczucie wspólnoty narodowej
> ulega zatraceniu, równolegle z patriotyzmem, czy
> konserwatyzmem. Chyba Pan Cejrowski ( ale nie dam
> sobie uciąć ręki ) w jednym z felietonów
> pytał: kto dziś czuje obowiązek stania na
> baczność na dźwięk hymnu? Kto czuje się
> obrażony gdy widzi karykaturę Orła Białego? (
> Przytoczone z pamięci ) Pytania aktualne, w
> dodatku mocno związane z tematem - bo jeśli nie
> szanujemy własnego państwa, jeśli Polakami
> jesteśmy tylko na wpisach w paszporcie - to o
> żadnym narodzie nie może być mowy. Bo nawet
> jeśli połączy nas: 'podłoże etniczne,
> gospodarcze, polityczne, społeczne i kulturowe
> wytworzone w procesie dziejowym' to bez
> świadomości członków wspólnoty, będziemy...
> no właśnie, czym?

Hmm. Uważasz zatracanie zjawiska tożsamości narodowej za coś negatywnego. I tutaj chcialem dac swoja polemike.
Nie uwazam zeby konieczne bylo, zeby 40 mln ludzi ktorzy nie maja ze soba nic wspolnego poza jezykiem (obyczaje sa rozne! Kultura goralska a slaska to mniej wiecej to samo co kultura francuska a wloska, no moze ciut blizej) poczuwalo sie do jakiejs wspolnoty. Mnie osobiscie wkurza poczucie zle pojetego patriotyzmu. "My Polacy" samo w sobie jest falszywe. Nie ma sprawy w ktorej mozna by bylo powiedziec "My Polacy" bo zawsze znajdzie sie grupka ktora odchyla sie od tej ogolnonarodowej normy. Jestem "ja, Polak grajacy na gitarze", "ja, Polak glosujacy na UPR", albo "wy, Polacy uprawiający pelargonie". Narod łaczy historia, jezyk, pewne obyczaje (chociaz jest ich, specyficznych dla naszego narodu mniej niz sie powszechnie uwaza) i wsio. I trzeba te historie znac, ale w kontekscie historii swiata, bo historia nas wiele uczy. Obyczaje kultywowac, przez szacunek dla przodkow. Języka uzywac przez wygode. Ale twierdzenie ze narod powinien miec jakies WSPOLNE zycie spoleczne czy (o zgrozo!) gospodarcze to juz jest czysty kolektywizm i czysta glupota. Denerwuje mnie obrona polskich stoczni, polskich rolnikow, polskich interesow. Nie ma polskich interesow. Zawsze gdy ktos traci, ktos zyskuje. To socjalizm sprawia ze centralnie sterowany import i eksport moze sie nie oplacac dla danego kraju. Na wolnym rynku jezeli Niemiec wykupuje 1 000 ha uzytkow rolnych w Polsce, bo dal najwieksza cene, to to nie jest rozkupywanie polskiej ziemi przez obcych a zwykly i normalny biznes. I jezeli jakis rolnik posiadajacy 3ha nei potrafi sobie poradzic z konkurencja to zamiast krzyczec o tym ze go Niemiec z ojcowizny wygania powinien sprzedac te 3 ha i isc do miasta i zaczac robic w budownictwie tudziez drogownictwie. Druga sprawa to zycie spoleczne. Pierwszy z brzegu przyklad - zaloba narodowa po smierci kilkunastu osob. A jak sie rozpie*dolil samolot francuski i zginelo ponad 200 osob to to chyba 10x gorzej? Pytam sie - jaka jest dla mnie roznica czy zginelo 20 osob poslugujacych sie jezykiem polskim a 200 poslugujacych sie francuskim? Ja ani z ta 20tka ani tymi dwiema setkami nei mialem nic wspolnego! Wkurza mnie tez gadanie o tym ze Polacy walczyli z okupantem zeby Polska byla wolna. IMHO to oni walczyli bo ich ten okupant okradal (o wiele mniej uciazliwie niz to czyni "wolna Polska"!), zmuszal do pracy i mordowal. I wmawianie ludziom ze liberalny i wolny kraj z flaga niemiecka jest gorszy od zamordyzmu z flaga bialo czerwona to glupota i zbrodnia. Ale zeby wszystkich narodowcow uspokoic, widzac co sie za naszymi granicami dzieje, uwazam ze ten problem nam nie grozi. Chociaz... ogloszenie aneksji RP do Tajwanu albo Korei Południowej - czemu nie?

14-06-2009 - 10:35:19

Dla mnie odczuwanie tej wspólnoty to jest coś w stylu " Polaków mordują, nie pozwólmy! " np. w czasie wojny.

Druga rzecz, przytoczyłem tylko definicję podaną przez Ciebie winking smiley Myślę też, że nawet w niej wspólne podłoże społeczne, czy gospodarcze, to co innego niż wspólne życie społeczne, czy gospodarcze.
Co do pisania o okupancie: 'okradał, mordował i zmuszał do pracy' chyba znaczy, że zabierał wolność? A skoro walczyli z tym, to walczyli i o odzyskanie wolności. Poza tym nie wydaje mi się, żeby ludzie walczyli w tamtych czasach tylko z takich pobudek. Uważam, że nawet teraz są osoby, dla których Ojczyzna jest święta. Tylko tych osób, z powodu wychowania i wielu innych czynników jest już niewiele. A może... Jeśli przykładowo Niemcy, zgłaszając teraz pretensje do Pomorza, zajęliby je, obyłoby się to bez oporu, ludzie żyliby sobie jak dotychczas tylko pod niemiecką flagą, z niemieckim językiem urzędowym. Jaka byłaby Twoja reakcja? Nie buntowałbyś się?
Anonimowy użytkownik

14-06-2009 - 11:17:43

Unununium Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Dla mnie odczuwanie tej wspólnoty to jest coś w
> stylu " Polaków mordują, nie pozwólmy! " np. w
> czasie wojny.

To jest zwykly instynkt samozachowawczy. Jakby mordowali piwnookich to ani ja ani nikt inny piwnooki by na to nei pozwolil, bo jakby pozwolil to predzej czy pozniej sam by zarwal.

> Druga rzecz, przytoczyłem tylko definicję
> podaną przez Ciebie winking smiley

No bo taka jest definicja. Definicja cos opisuje, a czy ja uwazam to co opisuej za sluszne to inna sprawa.

> A może... Jeśli
> przykładowo Niemcy, zgłaszając teraz pretensje
> do Pomorza, zajęliby je, obyłoby się to bez
> oporu, ludzie żyliby sobie jak dotychczas tylko
> pod niemiecką flagą, z niemieckim językiem
> urzędowym. Jaka byłaby Twoja reakcja? Nie
> buntowałbyś się?

Jak dotychczas? Trudno mi to sobie wyobrazic, a pewnie bym i protestowal bo cos mi sie nie widzi poprawy, Niemcy ida w zlym kierunku. Ale jakby w Niemczech wprowadzono nagle 5% podatek liniowy, prywatne szkolnictwo, prywatna sluzbe zdrowia i calkowita wolnosc dzialan gospodarczych to byłbym za natychmiastowa aneksja RP do Niemiec.

14-06-2009 - 11:47:04

Patrzysz więc na kraj tylko przez pryzmat gospodarczy. Ja uważam, że nawet jakby tam było tak wspaniale, to po pierwsze zawsze bylibyśmy obcy, po drugie gorsi - bo daliśmy się pokonać, oddaliśmy państwo - ba, nie byliśmy w stanie u siebie osiągnąć tego co osiągnięto tam. Powoli wtapialibyśmy się w tamto państwo, zanikałaby nasza kultura, język i ten obszar uległby samoistnej germanizacji. I nawet jeśli byłoby to dobre państwo, to zniszczeniu uległoby to co jest naszym dziedzictwem! A ja wolę czekać na powolne zmiany, nawet łudzić się, że nastąpią, ale w swoim kraju, niż zostać obywatelem innego bo tam jest lepiej. Jak mam słaby samochód, to wolę jeździć nim i zbierać na lepszy, niż prosić kogoś, żeby dzielił się ze mną swoim - nowszym, szybszym, jego.

Co do 'instynktu samozachowawczego'. Jeśli agresor morduje nam miasto, ulica po ulicy zabija się ludzi, ale mówiąc, że to ostrzeżenie i jak się poddamy to nic takiego się nie stanie więcej... To ludzie tak samo by na to nie chcieli pozwolić, co niewiele ma wspólnego z instynktem samozachowawczym.
Anonimowy użytkownik

14-06-2009 - 13:11:33

Unununium Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Patrzysz więc na kraj tylko przez pryzmat
> gospodarczy. Ja uważam, że nawet jakby tam było
> tak wspaniale, to po pierwsze zawsze bylibyśmy
> obcy, po drugie gorsi - bo daliśmy się pokonać,
> oddaliśmy państwo - ba, nie byliśmy w stanie u
> siebie osiągnąć tego co osiągnięto tam.

To jest własnie myslenie kolektywne. W USA nigdy na nikogo nie patrzono jak na gorszego, w du*ie mieli narodowosc i tak powstal gigant.

> Powoli wtapialibyśmy się w tamto państwo,
> zanikałaby nasza kultura, język i ten obszar
> uległby samoistnej germanizacji.

Ty mowisz o przypadku kiedy Polska znalazlaby sie pod okupacja niemieckiego aparatu panstwowego. Tez mowie ze to jest blad. Ale np austro-wegry gdzie byla mieszanka narodow - w Galicji rozwijala sie preznie polska kultura, mowiono jezykiem polskim. Watpie zeby w kraju liberalnym, z jezykami urzedowymi na poziomie podmiotow federacji (stanow,wojewodztw) nastapila szybka germanizacja i zanik dziedzictwa narodu. Zreszta mowie - tu chodzi tylko o historie i niektore obyczaje. Globalizacja byla zawsze, nasze pierwotne obyczaje z czasow poganskich przemieszaly sie z kultura lacinska i dziedzitwem chrzescijanstwa. Odnosnie historii - czczenie jej nie ma najmniejszego sensu, pozniej sa nieporozumienia i oburzenie. Ludzie uwazaja ze cos nam sie nalezy "za Jałte". Odpowiadam - gowno nie sie nalezy! Bylo trzeba wtedy myslec! 6 VI 1944 r. myslacy czlowiek ostatecznie przekonal sie ze na wschod od łaby albo odry bedzie komunizm. Wiadomo bylo ze ruscy nei oddadza metra kwadratowego zajetej ziemi. Wlasnie te myslenie "za Ojczyzne" spowodowalo ultra nieracjonalne decyzje - Powstanie Warszawskie, ujawnianie sie oddzialow AK. Polscy politycy zachowali sie w latach 1918-1948 jak banda utopistow. Im tez sie wydawalo ze Francuzi rusza na szkopow, ze Zaolzie im sie nalezy, ze kawaleria zatrzyma czolgi, ze trzeba bronic wszystkich granic, ze ruscy usciskaja polskich oficerow i puszcza do domu (Lwow 1939, Polacy czekal na ruskich "bo to bracia slowianie", zamiast oddac sie niemcom i dostac prycze w oflagu), ze Stalin bedzie repektowal umowe ryska, mimo ze on nawet nie skladal takich deklaracji. Trzeba myslec realnie a nie przez jakies narodowe dyrdymaly.

> I nawet jeśli
> byłoby to dobre państwo, to zniszczeniu
> uległoby to co jest naszym dziedzictwem! A ja
> wolę czekać na powolne zmiany, nawet łudzić
> się, że nastąpią, ale w swoim kraju, niż
> zostać obywatelem innego bo tam jest lepiej. Jak
> mam słaby samochód, to wolę jeździć nim i
> zbierać na lepszy, niż prosić kogoś, żeby
> dzielił się ze mną swoim - nowszym, szybszym,
> jego.

Zła przenosnia. Przylaczenie sie do obcego, wolnego kraju bym zobrazowal lepiej tak: Lepiej pracowac jako robotnik za 1200 zlotych w firmie A czy za 2500 zlotych w firmie B?

> Co do 'instynktu samozachowawczego'. Jeśli
> agresor morduje nam miasto, ulica po ulicy zabija
> się ludzi, ale mówiąc, że to ostrzeżenie i
> jak się poddamy to nic takiego się nie stanie
> więcej... To ludzie tak samo by na to nie chcieli
> pozwolić, co niewiele ma wspólnego z instynktem
> samozachowawczym.

Hmm jezeli idzie ulicami i morduje mieszkancow bezbronnych to idiota by chyba uwierzyl ze jak garnizon w centrum sie podda to przestanie. A jak bombarduje broniace sie miasto to nalezy przeanalizowac czy nie lepiej sie stanie jak sie poddamy. Nie kazda armia zachowuje sie jak brygada SS czy Armia Czerwona, natomiast w kazdym oblezeniu gina mieszkancy miasta.

14-06-2009 - 13:29:15

Wydaje mi się, że USA było tworzone od podstaw, więc to trochę inna sytuacja.

Z kolei Twoja przenośnia z firmą pokazuje jak przedmiotowo traktujesz państwo - ja tak nie potrafię i pewnie przez tą różnicę żaden z nas nie przekona drugiego do swoich racji winking smiley

Ale ciekawi mnie, odbiegając od tematu, czy uważasz się za patriotę?
Anonimowy użytkownik

14-06-2009 - 14:02:17

Unununium Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Ale ciekawi mnie, odbiegając od tematu, czy
> uważasz się za patriotę?

Nie. Dlatego nie jestem patriota bo mi od 20 lat wpajano w TV patriotyzm. Wczesniej 45 lat rozkminiano czy cos jest robotnicze czy kapitalistyczne. Teraz sie rozkminia z punktu widzenia Polski, Polakow, polskiego itp itd. Szanuje ten kraj i uwazam ze panstwo narodowe ze wzgledow praktycznych (jezyk tudziez obyczaje) jest najlefektywniejsza forma dzialania aparatu wladzy. Ale musimy sie zastanowic - czy niepodleglosc panstwa jest srodkiem czy celem samym w sobie? Bo ja osobiscie uwazam ze jest srodkiem. To panstwo ma sluzyc obywatelom i pilnowac porzadku, a nie obywatele panstwu. Oczywiscie panstwo bierze za to oplate w formie podatku.
Anonimowy użytkownik

20-06-2009 - 23:13:58

Wtrącę się...
Cytuj

uwazam ze panstwo narodowe ze wzgledow praktycznych (jezyk tudziez obyczaje) jest najlefektywniejsza forma dzialania aparatu wladzy.
A w życiu nie!!!
Przede wszystkim "państwo narodowe" to wynalazek stosunkowo niedawny i jak do tej pory - nigdzie się nie sprawdził.
Mit wcielony w życie przez ludzi uważających że życie - także społeczne - powinno być poszufladkowane i uregulowane wedle jakichś stałych, wszędzie obowiązujących norm. Więcej ten pomysł przyniósł nieszczęść niż bodaj czy nie wszystkie inne wynalazki w tej dziedzinie.
Nie można też pomijać tego, że "państwo" a "naród" to dwa zupełnie inne pojęcia, nic ze sobą wspólnego nie mające.
Państwo to twór mający do spełnienia jakieś tam zadania i bywał powoływany przez narody jako żywo żadnych zadań do spełniania zleconych nie mające choć zwykle powstawało w wyniku zwycięstwa gospodarczego, militarnego czy układów politycznych.
Naród zaś to konglomerat cech wspomnianych przez xsiora który dla swojego istnienia w ogóle własnego państwa nie potrzebuje.
Znakomicie kultury narodowe, narodowe obyczaje i inne narodowe sprawy rozwijały się - czy wręcz kwitły w państwach wielonarodowych - Rzym do czasu uzyskania w nim wpływu na wszystko przez papiestwo czy właśnie Austro - Węgry są tego najlepszym i najbardziej znanym przykładem (żeby nie wspomnieć o Stanach Zjednoczonych) - wszystko jest kwestią tego jak zorganizowane jest państwo.
Nie da się też ukryć tego, że "państwo narodowe" to coś, co wypływa z ideologii - dość różnych ale zawsze - a ideologia w realnym życiu się nie sprawdza bo taka już jest wada każdej ideologi, że zawiera w sobie rzeczy wydumane a życie ma swoje niezmienne prawa żadnej ideologi się nie poddające.
Patriotyzm zaś jest rzeczą nieco bardziej jednak skomplikowaną i w sporej mierze sztuczną - Niemcy mają coś co nazywa się heimat i jest to coś znacznie więcej niż patriotyzm lokalny - to rzeczywista więź z miejscem, z ludźmi i ogólnie rozumianą wspólnotą - nieco to atawistyczne, plemienne podejście jednak naturalne.
Bo rzeczywiście - cóż łączy mieszkańca Suwałk z Jeleniogórzaninem?
Pomijam już to, że naród polski to w istocie wiele różnych narodów od Łemków po Serbołużyczan.
Anonimowy użytkownik

21-06-2009 - 00:03:57

No jakby Leszku nie patrzec nie mamy ani nie mielismy takich problemow jak Jugoslawia.

21-06-2009 - 00:11:22

Żeby Jugosławia była kapitalistyczna, to by istniała do dzisiaj. Jak jest syf, kiła i komuna, to nic dziwnego, że każdy naród chce wziąć sprawy w swoje ręce. Polacy w zaborze pruskim nie buntowali się tak, jak Ci w rosyjskim itp.
Anonimowy użytkownik

21-06-2009 - 08:49:45

No jakby Leszku nie patrzec nie mamy ani nie mielismy takich problemow jak Jugoslawia.
Nie mamy i nie będziemy mieć - przynajmniej dopóty dopóki takie problemu nie będą potrzebne Niemcom albo Rosji.
A na to się nie zanosi - w Polsce oni załatwiają swoje sprawy inaczej smiling smiley

14-07-2009 - 23:55:14

Leszek Napisał(a):
> Przede wszystkim "państwo narodowe" to wynalazek
> stosunkowo niedawny i jak do tej pory - nigdzie
> się nie sprawdził.

XVIII-XIX wiek, ale nie można powiedzieć że się nie sprawdził. Był dominującą formą państwowości i wciąż ja jest.

>Pomijam już to, że naród polski to w istocie wiele różnych narodów od Łemków po Serbołużyczan.

Już dawno nie można o takich plemionach/narodowościach mówić ze względu na zbyt intensywne ruchy ludności i mieszanie się.

Swoboda wymiany informacji, podróżowania, przesiedlania się i łączenia w związki jaka została osiągnięta na początku XXI wieku jest czymś absolutnie unikatowym i najprawdopodobniej zrewolucjonizuje bardzo wiele, łącznie z strukturą państwową, kulturą, tradycją , językiem.

Czy zwróciliście uwagę na nowe zjawisko tworzenia/odtwarzania kultur przez ludzi nie powiązanych z nimi przez urodzenie? Jeszcze trochę a będziemy mieli na przykład Gotów internetowych którzy będą mieli pretensje do posiadania jakiejś miejscowości na Mazurach ...

Struktury państwowe się zmieniają i zmiany w stylu życia będą powodowały zjawiska których nie jesteśmy sobie nawet wyobrazić.
Anonimowy użytkownik

15-07-2009 - 09:39:29

XVIII-XIX wiek, ale nie można powiedzieć że się nie sprawdził. Był dominującą formą państwowości i wciąż ja jest.
1. W porównaniu z kilkoma tysiącami lat to pikuś (pan pikuś smiling smiley )
2. W niemal połowie świata dominował nie tak dawno temu komunizm i w tzw. powszechnym odbiorze nawet i w roku 1989 "wciąż był".
Sprawdził się?
Powodując pośrednio czy bezpośrednio dwie wojny światowe i kilka(set) innych?
Wzbudzając nacjonalizm (sam w sobie, w naturalnej formie nie będący niczym złym) który z konieczności yawning smileydgórnie" podsycany wyrodził się tu i ówdzie w nazizm?
Skoro "się sprawdził" czemu do tej pory nikt jakoś nie kwapi się zlikwidować absurdalnego, dokonanego przy pomocy linijki i ołówka podziału na państwa Afryki?

Już dawno nie można o takich plemionach/narodowościach mówić ze względu na zbyt intensywne ruchy ludności i mieszanie się.
he he - można a nawet trzeba.
Dlaczego?
Ano dlatego że każde z tych "plemion" i narodów coraz silniej kultywuje swoją "odmienność" i jest z tego słusznie zresztą dumne. "Mieszanie się" nic tui do rzeczy nie ma - narodowość to sprawa głównie kulturowa i tylko w takim wymiarze się sprawdza.
Warto nieco poszukać a można się dowiedzieć ciekawych rzeczy na ten temat.
Choćby te najwieksze:
Ruch Autonomii Śląska.
Mazurzy.
Kaszubi.
Baskowie.
Walonowie i Flamandowie w Belgii.
Fryzowie w Holandii.


Swoboda wymiany informacji, podróżowania, przesiedlania się i łączenia w związki jaka została osiągnięta na początku XXI wieku jest czymś absolutnie unikatowym i najprawdopodobniej zrewolucjonizuje bardzo wiele, łącznie z strukturą państwową, kulturą, tradycją , językiem.

Ależ masz tutaj zupełną rację!
Tyle tylko że widać tu naturalny ciąg do swobodnego łączenia się ludzi z całkowitym pominięciem absurdalnych reguł narodowościowych!!!

30-07-2009 - 23:04:33

Cytuj
borygo
Im dłużej żyje w Polsce tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że Polacy to żaden naród ale jedynie grupa ludzi żyjących na wspólnej ziemi i mówiących tym samym językiem i nic po za tym.
Bez kilku wyjątków bardzo prawodpodobne.

Cytuj
borygo
Naród – wspólnota o podłożu etnicznym, gospodarczym, politycznym, społecznym i kulturowym wytworzona w procesie dziejowym, przejawiająca się w świadomości swych członków.

Tak, Polacy to naród.

Matka czy ojciec alkoholicy bijący swoje dzieci to wg definicji dalej matka i ojciec, ale tutaj nie chodzi o definicje, lecz o " zdrowy rozum" a w tym przypadku odpowiedź jest nieco inna i wymaga zastanowienia się.


Cytuj
Unununium
Myślę, że nasze poczucie wspólnoty narodowej ulega zatraceniu, równolegle z patriotyzmem, czy konserwatyzmem

Poczucie wspólnoty narodowej to nic innego jak szopka fałszu i głupoty wywołana na własne życzenie. To ewoluowało już w niebezpieczbną broń, którą podle wykorzystuje się stosując podstawy inynierii społecznej.


Cytuj
Unununium
Patrzysz więc na kraj tylko przez pryzmat gospodarczy

Pryzmat gospodarczy to tutaj jest najlepszy w porównaniu z resztą o której nawet szkoda mówić. Dogłębnie wytłumaczył to Kuba Wojewódzki.

Cytuj
xsior
Odnosnie historii - czczenie jej nie ma najmniejszego sensu, pozniej sa nieporozumienia i oburzenie. Ludzie uwazaja ze cos nam sie nalezy "za Jałte". Odpowiadam - gowno nie sie nalezy! Bylo trzeba wtedy myslec! 6 VI 1944 r
Dokładnie. Natomiast sztuczne roszczenia są w tym kraju nieodzownym elementem. Skoro 40 milionów ludzi nie potrafi się ze sobą dogadać i debilnie krzycząc, że demokracja to najlepszy ustrój świata to nie będzie na to siły. Dla polaków wystarczy to, że jest coś: nie ważne kto za to płaci i co to jest, ważne że " za darmo"
Cecha nie do wytrzewienia!

31-07-2009 - 09:40:02

a czy wg Was Ślązacy to naród? Kiedyś na czacie UPR zadałem kilka pytań i okazało się, że nie doceniłem liberalizmu.

-Co myślicie o Slązakach, którzy uważają się za odrębny naród?
-Jak chcą, to niech się uważają... Wolność ma być.

31-07-2009 - 10:36:15

czy Ślązacy to naród ? Tak. Podobnie jak Kaszubi czy Łemkowie , tudzież Połabianie.

Co do tematu głównego : tak Polacy to z całą pewnością naród.

_________________________________________________________________________________

GOD + GOLD + GUNS = FREEDOM
_________________________________________________________________________________

08-10-2009 - 01:20:39

czy Slazacy to narod czy nie to kwestia do rozkminiania dla badaczy, wedle JKM ( pisal o tym w swietnej ksiazce "Nie tylko o Zydach", jak narazie jedyna obok "Podatki czyli Rzecz o Grabiezy " jaka przeczytalem ) panstwo powinno byc slepe na narodowosc a co do jezyka urzedowego powinna to byc sprawa czysto praktyczna , ja sie z tym zgadzam i tez uwazam,ze panstwo powinno byc slepe na narodowosc co nie zmienia faktu, ze jestem patriota i kocham Polske ( ale III RP nie kocham i gardze III RP )
Anonimowy użytkownik

08-10-2009 - 20:26:36

Cytuj
Monsieur_Joseph
jestem patriota i kocham Polske ( ale III RP nie kocham i gardze III RP )

To się rozumie samo przez się. Krzyczenie zdrajca na kogoś kto mówi że "wolałby Polskę po rządami caratu niż III RP" jest tym samym co powiedzenia "zdrajca" na kogoś kto ma nadajnik Ery na swoim polu a mimo to używa telefonu w Plusie... co nie zmienia faktu że zdradą by było gdyby żołnierz polski przeszedłby na stronę wroga w czasie wojny - bo on na ochotnika się zgłosił pod dowództwo III RP i ma ponosić tego wszelakie konsekwencje.

10-10-2009 - 16:38:37

zgadzam sie, ze zolnierz ktory przeszedl na strone wroga ( mimo iz przedtem dobrowolnie zadeklarowal sie sluzyc ) to zdrajca
z punktu widzenia interesu zdrajcow powinno sie karac nawet drastycznie
z punktu widzenia jednostki i etyki dosyc stary Wallenrodowi dylemat

05-01-2010 - 13:31:56

Ciekawy watek, ciekawe wypowiedzi.
Generalnie zgadzam sie w wielu punktach z XSIORem. Szczegolnie w kwestiach zwiazanych z pojeciem narodu.
Nie we wszystkim jednak. Jezeli calkowicie popieram zdanie:

>> I trzeba te historie znac, ale w kontekscie historii swiata, bo historia nas wiele uczy

To juz zupelnie nie zgadzam sie z nastepnym:

>> Obyczaje kultywowac, przez szacunek dla przodkow.

Pytam dlaczego ?
Przodkowie. Dlaczego pamiec o przodkach jest taka wazna ? A moze ten przodek byl np. jakims zaprzańcem, egoistą, skostniałym zacofańcem ? Moze byl zdrajca ? Przeciez byli rowniez zli i niedobrzy przodkowie. Moze bylo ich nawet wiecej niz tych dobrych ? Dlaczego chcemy idealizowac przeszlosc a z nia naszych przodkow ? Po co ? Co najwyzej powinnismy czerpac, moim zdaniem, z ich doswiadczen, czy zlych czy dobrych i wyciagac wnioski dla siebie na przyszlosc. Tylko dlaczego mamy ich (wszystkich) zaraz gloryfikowac ? Dlaczego mamy ich stawiac na piedestal ? Dlaczego mamy okazywac szacunek nawet tym, ktorzy na niego nie zasluzyli ? Czy tylko dlatego, ze byli naszymi przodkami ?

Tradycje i obyczaje. Dlaczego to wazne ? Do czego nam wlasciwie tradycje sa potrzebne ? Czy systematyczne powtarzanie okreslonych sytuacji czy czynnosci potrafi nas wzbogacac ? Czy tradycje i obyczaje przyczyniaja sie do naszego rozwoju ? A moze odwrotnie: sa ograniczaniem sie, sa hamulcem, sa zatrzymywaniem sie czyli cofaniem (kto stoi ten sie cofa) ?

Tak naprawde tradycje to, moim zdaniem, tylko FORMA ZABAWY TOWARZYSKIEJ i dopoki podlega pelnej dobrowolnosci i sprawia przyjemnosc wszystkim uczestnikom to jest to pozytywna sprawa. Jezeli jednak dorabia sie do tego ideologie, wymusza kultywowanie i pielegnowanie w imie niejasnych przeslanek to tradycje staja sie zdecydowanie negatywnym zjawiskiem. Pytam: co stanie sie zlego w nieposzanowaniu (niekultywowaniu) tradycji i obyczajow ? Komu stanie sie krzywda kiedy jakas tradycja zaniknie ? Kto, jak i dlaczego bedzie cierpial z tego powodu ? GDZIE LEZY TO ZLO ? Gdzie lezy to dobro w poszanowaniu tradycji ? Czy to aby nie dorabianie ideologii do prozy zycia ?

>> Obyczaje kultywowac, przez szacunek dla przodkow.

To powyzsze zdanie to taki raczej banal, slogan, frazes za ktorym tak naprawde nic nie stoi. Bo czy moj przodek to i Twoj przodek ? Raczej nie. A moze mamy przodkow, ktorych interesy sie klocily ze soba, moze byli wrogami ? A teraz po czasie w zupelnie innej rzeczywistosci mamy (musimy ? powinnismy ? nalezy ?) te same obyczaje kultywowac ? W imie czego ?

Tradycjonalizm jest swego rodzaju ideologia a slowo ideologia uzywam umownie nazywajac tym dorabianie okreslen takich jak kultywowanie, pielegnowanie, autoidentyfikacja, tozsamosc, obywatelski obowiazek i cala reszte tej terminologii do prozaicznego np. spozywania potrawy takiej czy innej (tzw. tradycje kulinarne). Jedzenie to potrzeba biologiczna i spozywam np. golabki, bo mi smakuja (no i musze cos jesc) a nie dlatego aby wyrazic przywiazanie do regionu czy kraju, nie dla wyrazenia uczuc patriotycznych ani dla oddania czci przodkom, bo oni tez to samo jedli.

Krotko; nie jestem przeciwko obyczajom i tradycjom, jestem przeciwko nadawaniu im wyolbrzymionej roli, przeciwko robieniu z tradycji niejako obowiazku (moralnego ?), przeciwko nadawaniu tradycjom i obyczajom niejasnych ideologii, przeciwko udawaniu ich powagi, przeciwko dorabianiu niepotrzebnych teorii. Nie jestem rowniez przeciwko przodkom. Kazdy ich ma i my kiedys tez bedziemy tymi przodkami. Zyjemy, staramy mniej czy bardziej, jedni dokonali czy dokonaja wiecej a drudzy mniej. Proza zycia. Wtedy i dzis.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 05-01-2010 14:09 przez Richie.

06-01-2010 - 22:08:26

W tej chwili chyba taaak....
(ale nie jestem fanatykiem tej teorii, zważywszy na róznice Śląsk-Zagłębie, Mazowsze - Wielkopolska czy Małopolska - Kaszubi )

Ściema "młodej polski" Wyspianski, Matejko czy jawne kłamstwa zwane fikcja literacka Sienkiewicza, walka o wolność, scalenie ściemą patriotyczną w "międzywojniu" (piosenki rdzennie śląskie - poszła Karolina..., polonizowanie kresów, szum starej kniei i obroncy naszych polskich stanic - przykładów piosenek pisanych pod dyktando rządu czy politycznej poprawności można mnożyć ) spowodowała "jakieś" scalenie narodu jako tworu który sie pojawił w historii XIX wiecznej.
A zaczął Bismarck - za pomoca ściemy zwanej patrotyzmem scalił kilkanascie RÓŻNYCH księstw (wprowadził Wagnera na salony, odniósł sie do symboliki starej Germanii i stworzył Wielkie Niemcy.
Patriotyzm to "karabin maszynowy" - naciskający na spust decyduje czy zostanie użyty w dobrej sprawie czy złej. W Polsce teoretycznie był uzyty w dobrej sprawie (pamiętajmy ze byliśmy pod rozbiorami na które sami zapracowaliśmy ) i STWORZONO z hałastry gadającej mniej wiecej tym samym językiem NARÓD. WMÓWIONO nam jedność i konieczne poświecenie. Cel był jeden - chcielismy sie
kłócić między sobą we własnym panstwie ... no i to mamy. Jestesmy narodem. Obecnie. Dalej się kłócimy - widać taka nasza natura.
Mus. A innym (patriotom) WARA! To nasze piekiełko :-)



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 06-01-2010 22:10 przez piotem1.

14-03-2010 - 19:44:57

Cytuj
xsior

To jest własnie myslenie kolektywne. W USA nigdy na nikogo nie patrzono jak na gorszego, w du*ie mieli narodowosc i tak powstal gigant.
grinning smileygrinning smileygrinning smiley Teoretycznie to moznaby jakos naciagnac moze, a moze nie, bo np. Polacy nie byli w USA uwazaniu za rase biala do 1936 roku, a rzadzili w tym kraju anglosasi - bandycka rasa nordycka - bracia niemcow i ruskich.

Pozdrawiam.

Sodoma to przyklad demokracji, a to co przydarzylo sie przybyszom odwiedzajcym Lota, to nic innego jak proba demokratyzowania tych przybyszow.

31-03-2010 - 01:39:18

W obecnych okolicznościach cywilizacyjnych wspólnota narodowa jest niezbędna, bo jeśli nie ma takiej wspólnoty, to ludność zamieszkująca dany kraj, staje się bezwładną masą, w miejsce której wchodzi jakaś nowa grupa ludnościowa, która jest wspólnotą. Widzimy to obecnie w tzw. starej Europie, gdzie , zdechrystianizowane, wynarodowione, pozbawione tradycji rdzenne narody są wypierane przez posiadających silne poczucie wspólnoty (często tylko religijnej, bo wywodzą się z różnych narodów) muzułmanów. Jednocześnie mamy, wspieraną przez UE, politykę przetwarzania specyfik regionalnych w tożsamości narodowe, aby niszczyć duże europejskie narody, zastępując je nowymi-małymi, a to wszystko przy jednoczesnej inżynierii społecznej, mającej na celu stworzenie "narodowości europejskiej" (co niektórzy prominenci eurokołchozu, np. R. Prodi, przyznają wprost). A więc pielęgnowanie polskości daje nam broń nie tylko przed ewentualną islamizacją (lub germanizacją), ale jest też mechanizmem obronnym przed próbą dobicia cywilizacji europejskiej (na naszym podwórku) i unifikacji oraz roztopienia nas w neobolszewickim, unijnym bagnie. Celem Unii Europejskiej- powiedzmy to sobie jasno- jest zrobienie z Europy orwellowskiego folwarku zwierzęcego, a z nas niewolników. A skoro pielęgnowanie polskości daje nam szanse na utrzymanie dużej wspólnoty narodowej- a tylko taka może się przeciwstawić planom psychopatów z Brukseli- to jest to kolejny powód, żeby o polskość dbać.
Co niektórzy, nie wiem dlaczego utożsamiają patriotyzm, czy nacjonalizm z socjalizmem. Nie rozumiem tego. Patrząc na powyższe, może on nas raczej uchronić przed socjalizmem. Jest faktem, że nacjonalizm był wielokrotnie w historii używany przez państwa (najgorszy chyba tego przypadek to Prusy i idące potem za ich przykładem następne państwa niemieckie) do nakłanianie swoich obywateli do przelewania krwi w imię interesów rządzącej kliki (a jeśli w tym celu był wykorzystywany majestat monarchy lub kwestia obrony wiary lub swobód gospodarczych [np. amerykańska wojna o niepodległość], to czy to jakaś różnica? jeśli ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli uważa coś za wartość godną tego, aby za nią ryzykować własnym życiem, to jego sprawa; prawda jest taka, że mało jest na świecie wartości, za które ludzie są w stanie tak chętnie ryzykować własną głową, jak tożsamość narodowa; to jest ważna duchowa wartość). Ale nie jest to reguła, a już na pewno nie w Polsce, gdzie powstały w XIX w. nacjonalizm od początku służył przede wszystkim do obrony i nigdy nie przyjmował form ludobójczych, a- jeśli chodzi o czasy II RP- rozwijał się nawet w kierunku wolnościowym (Rybarski, Heydel, Taylor). Nic na to nie poradzę, że obecne środowiska narodowe w Polsce przyjęły w dużej mierze charakter socjalistyczny (jest to wina pseudoliberałów typu Balcerowicza, ich pseudoprywatyzacji, która przyjęła formy łupieżczo-dewastacyjno-kompradorskie, przez co obrzydzili Polakom kapitalizm; jest to też wina JP II i posoborowego pseudokatolicyzmu- w kwestiach gospodarczych promujących socjalizm), ale do cholery, jeśli jakiś pajac, uważający się za narodowca, jest jednocześnie socjalistą, to czy ja mam z tego powodu nabrać obrzydzenia, czy zobojętnienia do własnej tożsamości narodowej? Takie podejście to bzdura i idiotyzm. Nb. uważam, że pojęcie "narodowy socjalizm" to nonsens- coś jak "wegetariańskie mięsożerstwo". Socjalizm jest ze swej natury systemem niszczycielskim, więc każdy, kto instaluje go swemu narodowi, działa na szkodę tegoż narodu, a więc jest w rzeczywistości antynarodowcem.
Jeszcze raz wrócę do tego, że w obecnych okolicznościach cywilizacyjnych wspólnota narodowa, jest niezbędna nie tylko do dokonywania jakichś większych osiągnięć cywilizacyjnych (niech ktoś mi pokaże mały kraj z małym narodem, wysyłający rakiety w kosmos), ale w ogóle do przetrwania. W czasach np. średniowiecznych, gdy tzw. Zachód był oparty na państwach będących katolickimi monarchiami absolutnymi, można było sobie pozwolić na nieprzywiązywanie wagi do budowy wspólnoty narodowej (na bazie etniczno-językowo-historyczno-kulturowej). Taki np. Kopernik, jeśli nawet był w sensie etnicznym i językowym Niemcem, to przede wszystkim był poddanym króla (państwa) polskiego i gdy trzeba było, walczył z Krzyżakami, nawet, jeśli byli mu oni bliżsi etnicznie czy językowo (tak samo kaprowie gdańscy). Pamiętajmy też, że wówczas było nieporównanie silniejsze poczucie honoru i lojalności- ludzie wierzyli w Boga i powszechne było abstrakcyjne spojrzenie na świat, na życie doczesne i życie wieczne (dziś, w czasach ateistycznych, taką abstrakcyjną wartością może być w największym stopniu tylko tożsamość narodowa). Wówczas wspólnotę budował majestat monarchy (można było sobie być różnego pochodzenia etnicznego, ale trzeba było być wiernym monarsze, który był uosobieniem państwa) oraz/albo katolicyzm (np.w Polsce żydzi byli oddzielna grupą religijną, ale dopóki siedzieli w swoich zamkniętych strefach religijno-kulturowych, nie było z nimi problemu). Zazwyczaj władza takiego monarchy (państwa) ograniczała się do spraw zapewnienia bezpieczeństwa obywateli i integralności terytorialnej kraju. Na to wystarczały niskie podatki. Taki system był zgodny z panującym wtedy, na całym tzw. Zachodzie, katolicyzmem, który jest religią wolnorynkową. Dlatego model państw, czy wspólnot nienarodowych mógł w tamtych okolicznościach z powodzeniem funkcjonować. W dzisiejszych demokratyczno-socjalistyczno-ateistyczno-judeochrześcijańskich okolicznościach, w jakich znalazł się tzw. Zachód jedynym (a na pewno najsilniejszym) zwornikiem utrzymującym daną ludność w danym kraju i dającym szansę na zachowanie integralności terytorialnej tego kraju, jest wspólna tożsamość narodowa (dla jednych to dobrze, dla innych- źle, ale taka jest prawda). Skoro w najbliższych czasach powrót całego tzw. Zachodu do cywilizacji łacińskiej nie jest możliwy, to aby zachować Polskę w całości, do czasów, aż stanie się to możliwe, trzeba się oprzeć o silną tożsamość narodową. Niektóre kraje Europy, gdzie rdzennym mieszkańcom nie zależy na ich tożsamości narodowej (np. Holandia, Francja...), tego nie doczekają. W krajach dzisiejszego, pozbawionego cywilizacji łacińskiej, tzw. Zachodu, uczestnictwo lub nie we wspólnocie narodowej jest zazwyczaj (choć nie zawsze) równoznaczne z pozytywnym lub nie stosunkiem do integralności terytorialnej kraju ( członkom RAŚ- delikatnie mówiąc- nie zależy na integralności terytorialnej Polski) oraz do współobywateli (wynarodowiony lewak nigdy nie będzie miał oporów i wyrzutów sumienia przed łupieniem innych mieszkańców kraju lub przed służeniem obcym państwom lub organizacjom, typu masonerii) i do państwa (oczywiście nie takiego kolonialnego potwora, jakim była bezpieczniacko-żydowska III RP, nastawiona nie na służenie narodowi polskiemu czy obywatelom ogólnie, tylko na jego/ich eksploatację i chyba od początku pomyślana przez jej magdalenkowskich projektantów (na pewno przez Żydów, czy przez bezpiekę też?- nie wiem) jako państwo przejściowe/sezonowe, w drodze do zaplanowanej jako element NWO, Unii Europejskiej.
Dziś nie jest tak, że żyjemy w próżni. Jeśli nie będziemy pielęgnować polskości, to nacjonalizm nie zniknie jako taki, a jedynie zniknie nasz, zastąpiony przez obcy, a nam Polakom raczej wrogi. Jedną (jeśli nie jedyną) dla Polski pozytywną konsekwencją II wojny światowej jest to, że staliśmy się w jej wyniku de facto krajem narodowo homogenicznym. Skoro tak się już stało
(nie w wyniku naszego planowego działania), to po co to niszczyć? Po cholerę nam jakieś multi-kulti, tworzenie z tożsamości regionalnych, tożsamości narodowych, w czym celuje UE, RFN i żydokomuna skupiona wokół "GW"? Bycie w czasach dzisiejszych krajem homogenicznym narodowo to luksus, pozwalający uniknąć wielu problemów. Tylko idiota mógłby bezczynnie stać i pozwalać pozbawić się takiego luksusu. Tu chciałbym nawiązać do wspomnianego RAŚ. Powiedzmy sobie szczerze- narodowości śląskiej nigdy nie było w historii. Przez kilkaset lat Śląsk znajdował się poza Polską, ale ludności Śląska zawsze najbliższy/tożsamy? był polski ethnos i w XIX w., gdy w Europie zaczął karierę robić nacjonalizm, określiła się ona jako część składowa narodu polskiego, czego wyraz mieliśmy podczas 3 powstań tuż po I wojnie światowej. Idea tworzenia narodowości śląskiej, lansowana przez RAŚ (mocno wspierany przez media Niemców i żydokomuny), jest nie tylko bez oparcia w historii, ale też jest ukierunkowany antypolsko. Jeśli się poczyta witryny, fora czy artykuły oraz posłucha wypowiedzi ludzi związanych z RAŚ lub z nim sympatyzujących, to każdy dojdzie do wniosku, że to środowisko dyszy nienawiścią do Polski, narodu polskiego i polskości. W ich retoryce Polska, Polacy i polskość to coś obrzydliwego i są odpowiedzialni za całe zło tego świata (z problemami gospodarczymi na Śląsku, wywołaniem II wojny światowej, czy zbrodniami stalinizmu włącznie). Już pominę w tej chwili dzielenie mieszkańców Śląska na rdzennych i nierdzennych (a co z rodzinami pomieszanymi?), przy czym Niemcy nie mieszkający już od kilkudziesięciu lat na Śląsku (lub ich potomkowie) są rdzenni, a Ślązacy, którzy na Śląsku osiedlili się kilkadziesiąt lat temu, to "Azjaci", którzy powinni "spier....ć do Lwowa". Retoryka a'la Rudi Pawelka. Jeszcze niecałą dekadę temu, takie podziały na Śląsku to był totalny margines, ale na krótko przed i już po anschlussie Polski do UE, potężna propaganda "europejskości" oraz infiltracja przez RAŚ środowisk kibicowskich na kilku stadionach i połączenie narodowo lansowanej śląskości i antypolonizmu z młodzieńczym buntem, przyniosło spore efekty. Do tego "GW" wprowadziła RAŚ na salony (przedtem RAŚ był uważany- słusznie- za organizację wywrotową i nikt z głównego nurtu politycznego i medialnego nie chciał mieć z nim nic wspólnego). W pewnym momencie jednak liderzy RAŚ zrozumieli, że na antypolonizmie nie da się zbudować na Śląsku ruchu polityczno-społecznego na oczekiwaną przez nich skalę, więc zaczęli się odwoływać do kwestii gospodarczych, a nawet wolnorynkowych. Wyłącznie na potrzeby inżynierii społecznej, bo jednocześnie RAŚ wręcz ubóstwia Unię Europejską-neobolszewickiego, największego w Europie wroga wolnego rynku (wszak UE przybliża Śląsk do RFN). Gwarantuję, że gdyby nastało wolnorynkowe państwo polskie z niskimi podatkami, a liderzy RAŚ mieli by dokonać wyboru między przynależnością Śląska do tego państwa, a przynależnością do neobolszewickiej UE, to bez wahania wybraliby eurokołchoz. Dlaczego? Bo im wcale (wbrew stępionej od pewnego czasu, oficjalnej, antypolskiej retoryce) nie chodzi o żadną wolność gospodarowania (która jest tylko jednym z elementów ich propagandy, skierowanym do pewnej części ludności), a o możliwie największe rozluźnienie związków politycznych Śląska z resztą Polski- bez względu na to, jaki by miał potem na Śląsku panować system gospodarczy. Chciałbym zauważyć, że gdyby polskość nie była w Polsce od 1989 r. regularnie i konsekwentnie podmywana i obrzydzana przez żydokomunę ze środowiska "GW", to RAŚ nigdy nie odniósłby takich sukcesów. A najprawdopodobniej poważne problemy z RAŚ dopiero przed nami. Dowodów oczywiście nie mam, ale im dłużej przyglądam się RAŚ, tym większe mam przekonanie, że jest to organizacja stworzona przez BND. Przykład RAŚ jest dowodem na przedtem postawioną tezę, że w obecnych okolicznościach cywilizacyjnych, jeśli się nie pielęgnuje tożsamości narodowej, to nacjonalizm jako ideologia wcale nie znika, tylko zaczynają wchodzić w miejsce takiego ubytku nowe (często obce i wrogie) byty tożsamościowe, a obce państwa mogą tworzyć nowe narzędzia do dezintegracji terytorialnej kraju.
Tak samo jest ze wspomnianymi wcześniej Łemkami. Te środowiska w Polsce są zdominowane przez diasporę ukraińską (która jest neobanderowska) i na tzw. Watrze młodzi Łemkowie chodzą w t-shirtach z gębą Bandery (tak jak to pokazała telewizja bodaj 2 lata temu).
Mój wniosek jest taki, że w dzisiejszej- wyzutej z cywilizacji łacińskiej- Europie, jedyną abstrakcyjną wartością, dającą szansę na obronę (lub przywrócenie) wolności (poprzez dawanie odporu psychopatom z eurokołchozu), utrzamanie integralności terytorialnej i resztek prawdziwej europejskości jest tożsamość narodowa, bo tylko ona jest obecnie (przy należytym jej pielęgnowaniu) w stanie jednoczyć ludność danego kraju w imię wspólnej walki. Nie wiem, czemu tak jest, ale dla większości ludzi (również dla mnie)- o ile nie padną ofiarą marksizmu kulturowego- posiadanie tożsamości narodowej i troska o nią, jest jakąś wewnętrzną, duchową potrzebą. Nie wiem czemu tak jest, ale to fakt. Na pewno nie nabyłem tego w reżymowej szkole (reżymowe szkolnictwo po '89 r. ma, wg mnie, charakter depolonizacyjny i nawet w reżymowych szkołach w PRL [w okresie 1956-1989] była większa dbałość o polskość). Nie nabyłem tego też z mass-mediów głównego nurtu, które po '89 r. też przybrały charakter depolonizacyjny. Prawdopodobnie to kwestia rodziny, poznanych w życiu ludzi, zainteresowania historią, niszowych- prawicowych- mediów.
Powiedzmy sobie szczerze, to nie polskość jest problemem w obecnych czasach, tylko demokracja i socjalizm. Aby zacząć przywracać wolność, trzeba zlikwidować demokrację i socjalizm, zaprowadzić katolicką, wolnorynkową monarchię absolutną, i jednocześnie ewakuować się z UE. W obecnych okolicznościach tylko silna tożsamość narodowa może pobudzić ludzi do takiego wspólnego i wymagającego zapewne jakichś poświęceń działania.

31-03-2010 - 14:27:58

Drogi Dragomeuszu !

A moze po prostu zaczac od podstaw ?

Szukanie winnych w „psychopatach z Brukseli", winy w paragrafach UE, zwalanie winy na jej biurokracje, wykpiwanie "socjalistyczne" czy szukanie wiezy Babel dowodzi braku zrozumienia zarowno genezy jak i realizacji idei wspolnej Europy. A tu tylko o jedno chodzi: NIGDY WIECEJ WOJNY !. O nic wiecej !
Temu sluza otwarte granice, przemieszczanie ludnosci, podwojne i popiatne obywatelstwa, powiazania gospodarcze, chodzi o wolnosc, o prawo wyboru, o tworzenie wzajemnych powiazan kulturowych, w koncu o poznanie sasiada, o nawiazanie przyjazni a nie wrogosci, chodzi o ... (Prosze nie pytac o gwarancje czy to pomoze, bo takich nie ma i byc nie moze). Nie ma rowniez idealnego rozwiazania, kazda umowa europejska jest rodzajem kompromisu. To pierwsza PROBA w historii swiata powiazania krajow (gospodarczo, naukowo, kulturowo, itd) z tym JEDNYM JEDYNYM CELEM. Przyznaje, ze bledem propagandy w calej Europie jest nieuwypuklanie tego aspektu, jest brak ciaglego podkreslania do czego te wszystkie dzialania maja prowadzic. Moze zapobiegloby to wielu nieporozumieniom, moze wtedy nie musielibysmy czytac wypowiedzi jak powyzej.

W pierwszych porozumieniach europejskich, dawno dawno temu mozna sie doszukac (dla tego kto chce) przyczyn powolania pierwszych wspolnych organizacji: poprzez siec gospodarczych sektorow o znaczeniu posrednio militarnym miala stac sie nowa wojna miedzy wczesniejszymi przeciwnikami niemozliwa i w nastepstwie takze polityczne zblizenie i stale pojednanie bioracych udzial panstw.

Sorry, nie chce mi sie opisywac calej historii i genezy UE - mozna znalezc w necie - w kazdym razie np. gospodarka jest tylko jednym z czynnikow/srodkow prowadzacych do celu. Tak po prostu jest - brak wojny jest nadrzednym celem i powodem powstania UE. Rozumiem, ze dla Polski UE zaczela sie w 2004 i psa z kulawa noga nie obchodzi o co tu tak naprawde szlo i idzie. Tak trudno wystawic nos poza swoj talerz ?

To zenujace.
Sorry.

Drogi Dragomeuszu !

Powolywanie sie na przeszlosc, korzenie, tradycje, tozsamosc (o ktorej tak szeroko piszesz a jasno nie okreslasz), polskosc, patriotyzm i nadawanie tym wartosciom ogromnej roli to tzw. polityka historyczna. Fundamentem tejze polityki jest strach, strach przed przyszloscia, przed wyzwaniami nowoczesnosci. Swiadomosc wlasnych brakow jak i mozliwosci czyni z niej co najwyzej instrument pocieszenia, pokrzepienia psyche (by nie powiedziec leczenia kompleksow) i odwrocenia uwagi od rzeczywistych problemow dnia dzisiejszego jak i jutra. Strach powoduje niechec nawet do prob zmierzenia sie z tymi wyzwaniami. Cecha tejze polityki jest rowniez ciagle szukanie (i znajdowanie) wroga ( np. u Ciebie UE). Znowu odciaga sie w ten sposob uwage od wlasnych bledow i niemocy.

A polityka historyczna: „w skrajnych przypadkach przybiera postać manipulacji historycznej, mitologizacji, czy wprost fałszowania historii dla potrzeb politycznych” (wg. wikipedii). Przyklady falszowania czy manipulacji historycznych mozna znalezc na kazdym kroku. Po co sie to robi ? Otoz dlatego, ze wygodniej i latwiej zbudowac kolejny pomnik kolejnego (niby) bohatera niz napisac program komputerowy, dlatego, ze wygodniej i latwiej otworzyc kolejne muzeum historii polskiej niz zablysnac w Europie w chemii czy fizyce, dlatego, ze wygodniej i latwiej wprowadzic nowy przedmiot do szkol o nazwie patriotyzm niz wybudowac nowa sale gimnastyczna czy basen dla tychze szkol. Polityka historyczna jest najczesciej jedynym (!) wyjsciem dla nieudolnej wladzy. Jeszcze gorzej gdy na ten lep (korzenie, tradycje, tozsamosc, polskosc, patriotyzm) lapia sie miliony.

Moim zdaniem (czego rowniez dowodzi historia), tylko poprzez rozwoj (!) kultury (w szerokim znaczeniu) mozna nadazyc z postepem cywilizacyjnym. Te kraje (ich przywodcy), ktore kiedys polozyly nacisk na postep, na nauke, na nowoczesne technologie, na kulture materialna i duchowa (wiedze) te odniosly sukces. Opieranie sie na tradycjach i konserwatyzmie oznacza automatycznie pozostanie w miejscu. To przeciez nic innego jak wyrazenie zadowolenia z tego co mam, z tego co osiagneli przodkowie (dlatego pielegnuje i kultywuje te stare, „dobre“ obyczaje). Naturalnie, ze historia jest skladnikiem kultury. To nie podlega dyskusji. Nie powinna byc jednak rodzajem ideologii a co najwyzej zrodlem DOSWIADCZENIA. Niczym wiecej. Przywiazywanie wielkiej roli, nadawanie ogromnego znaczenia i wywyzszanie historii, przodkow, tozsamosci i korzeni ponad „przyziemna“ ich role sluzyc moze tylko jako samoterapia – leczenie kompleksow, poprawienie samopoczucia, podreperowanie schorowanego ego, pokrzepienie psyche ...

Opcja "edytuj"



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 31-03-2010 15:16 przez xsior.

31-03-2010 - 15:23:50

Cytuj
Dagomeusz
...
W Przez kilkaset lat Śląsk znajdował się poza Polską, ale ludności Śląska zawsze najbliższy/tożsamy? był polski ethnos i w XIX w., gdy w Europie zaczął karierę robić nacjonalizm, określiła się ona jako część składowa narodu polskiego, czego wyraz mieliśmy podczas 3 powstań tuż po I wojnie światowej.
...


Drogi Dragomeuszu, wrzucasz rozne tematy do jednego kotla (co nie jest wyrzutem :-)
(Dlatego dziele moja wypowiedz).

Slask. Ooooo, to ogromny temat.
Przede wszystkim nalezy zwrocic uwage na kilka obiektywnych (!) faktow.
W 1919 roku (wybuch I zamieszek) Slask znajdowal sie od stuleci poza Polska, byl czescia panstwa niemieckiego, z jezykiem urzedowym niemieckim, panstwa niezaleznego i uznanego na mapie politycznej Europy. Slask nigdy nie byl pod zadnymi zaborami, bo nie nalezal do Polski. Juz samo nazwanie wystapien zbrojnych jako "powstanie" jest nieporozumieniem. Dzialania militarne na terenie i przeciwko obcemu krajowi nazywaja sie inaczej. Tak czy nie ?
Ze to nie mialo nic wspolnego z wewnetrzym buntem mieszkancow niech swiadczy fakt, ze glownym wodzem III powstania byl podpulkownik kawalerii Wojska Polskiego Maciej Ignacy hrabia Mielżyński. Mozna, co najwyzej, (obiektywnie) mowic o polskim puczu w Niemczech. Tak czy nie ?

Jak dlugo jeszcze bedziemy operowac nieprawdziwymi sformulowaniami: "przylaczenie do Macierzy", "polski etos na Slasku", "bunt polskich Slazakow", "Powstania Slaskie" itd ?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 31-03-2010 15:28 przez Richie.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6153, Posty: 45289, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 182, Posty: 1172.