Dlaczego lepiej jest, jak mniejszość rządzi większością [FAQ]

Wysłane przez MARK13 

25-01-2010 - 14:47:46

Nie mam zamiaru nikogo zanudzać opowieściami o tym, jak powinna wyglądać „idealna” monarchia, ani o tym, jak wspaniali i wielkoduszni bywali w przeszłości królowie. Poniższy tekst nie jest żadną agitką ani streszczeniem moich snów. Poniższy tekst to trzeźwe spojrzenie na współczesną rzeczywistość, w której niepodzielnie dominuje jeden „jedynie słuszny” dogmat – demokracja większościowa.

Każdy pewnie zdążył na własnej skórze doświadczyć – o ile ma oczywiście odwagę zadawać „niewygodne” pytania – co się dzieje, gdy człowiek spróbuje zakwestionować demokratyczny dogmat. Podnosi się wówczas niesamowite larum, wybrzmiewające jeszcze na długo po zakończeniu właściwej debaty. Demokracja stała się tematem tabu do tego stopnia, że nikt już nawet nie usiłuje podważać idei rządów większościowych, jakby rządy większościowe były finalnym, ostatecznym szczeblem w rozwoju umysłowym, politycznym i ekonomicznym ludzkości.

A wystarczy się chwilę zastanowić i WYCIĄGNĄĆ WNIOSKI – bez mieszania w to ideologii.

Bez względu na to, pod jaką maską kryje się aktualna władza – republiki czy demokracji - zawsze w istocie sprowadza się ona do jakiejś bardzo wąskiej kliki rządzącej, podczas gdy rządy i parlamenty są jedynie przykrywką. Zdają sobie z tego faktu sprawę praktycznie wszyscy – wyjdźcie na ulicę i spytajcie pierwszego lepszego przechodnia, kto rządzi w III RP. Usłyszycie, że albo „agenci”, albo „złodzieje”. Wszyscy o tym wiedzą. Przykłady dożywotnich rządów przywódców krajów komunistycznych to przypadek najjaskrawszy, ale i w "dojrzałych" demokracjach sytuacja jest podobna przy częstszej rotacji "zewnętrznego" garnituru oficjeli. Jeśliby przyjrzeć się dokładnie, kraje demokratyczne z grona choćby tych przynależących do Unii Europejskiej prowadzą identyczną politykę bez względu na to, jaki kolor ma aktualnie rządząca partia - zmiany dotyczą gruncie rzeczy spraw drugo- i trzeciorzędnych. Dowodzi to niezbicie tego, że najzupełniej naturalnym jest panowanie monarchy jedno- czy kilkuosobowego i bez znaczenia jest to, czy jest to monarchia sensu stricte cz tylko przebrana za demokrację. Cała rzecz polega na tym, że monarchia z królem jest o niebo uczciwsza wobec obywateli, bo przynajmniej wiadomo, kto jest władcą odpowiedzialnym za to, co się w państwie dzieje, i o niebo efektywniejsza, choćby z tego względu, że co kilka lat nie wskakuje na tron zupełny nowicjusz, który musi się dopiero wdrażać w to i owo (inaczej zresztą być nie może, bo przecież polityka - zwłaszcza poważna - obliczana jest na dłuższe nić czteroletnie okresy czasu.), i o niebo przede wszystkim tańsza - pomijając już cyrk związany z wyborami – suweren robi zwykle to, co potrzebne, a nie to, co podoba się poddanym. A nawet jeśli taki król jeden z drugim będzie kierował się partykularnym interesem, jeśli będzie działał na niekorzyść państwa i prowadził nieodpowiedzialną i rozrzutną politykę, to ze zdroworozsądkowego, moralnego i ekonomicznego punktu widzenia lepiej będzie dla wszystkich, jeżeli tylko nieliczni – zakładając od razu najczarniejszy scenariusz – będą uprawiać grabież na wielu. Brzmi to być może brutalnie i niektórym wyda się dalece niesprawiedliwe, ale naprawdę o wiele lepiej (i normalniej) jest, jeżeli demoralizują się tylko elity rządzące, niż jak demoralizuje się cały naród.

To są rzeczy tak oczywiste, że nie dziwota, iż uchodzą uwadze „ogółu", który pod medialną i edukacyjną indoktrynacją ogłupiony jest do tego stopnia, że wszelkie proste tłumaczenia odbiera od razu jako nieadekwatne do „skomplikowanej" rzeczywistości.

A rzeczywistość nie jest wcale „skomplikowana”. Na tym właśnie polega tak wyśmiewany przez „postępowców” konserwatyzm – na obserwowaniu (w sensie: kultywowaniu) tych rozwiązań systemowych i instytucji, które zdążyły się już sprawdzić, i to w dodatku nie w kontekście personaliów, lecz ZASAD. Cytując klasyka, być konserwatystą, oznacza woleć znane od nieznanego, sprawdzone od niesprawdzonego, fakt od tajemnicy, rzeczywiste od możliwego, ograniczone od nieograniczonego, dostępne od doskonałego, śmiech dzisiaj od utopijnego raju.

Cokolwiek by nie mówić, monarchia (konstytucyjna, parlamentarna) jest sprawdzonym, skutecznym i naturalnym sposobem zarządzania państwem. Z drugiej strony wcale nie oznacza to, że jeśli Jego Królewska Mość XXX czy też dynastia YYY okażą się nieudolni, to nie należy ich zmienić na Jego Królewska Mość ZZZ czy zastąpić dynastią QQQ. I to w dodatku nie przez mianowanie, a drogą na przykład przewrotu. Socjaliści zaś wszelkiego obrządku, widząc nieudolność monarchy, stwierdzają natychmiast, że winien rządzić Lud (rzecz jasna poprzez swoich przedstawicieli, czyli tych, co tak twierdzą). Gdzie w tym logika? Gdzie sens? Gdzie rozwaga? To, że, dajmy na to, Ludwik XVI stworzył potężną biurokrację, nie znaczy z automatu, że urzędowo-legislacyjna ośmiornica jest immanentną cechą monarchizmu. To, że Henryk VIII mordował żony dla zaspokojenia zachcianek, również nie świadczy o tym, że każdy monarcha większość swojego czasu poświęca na obmyślanie zabójstwa żony. Natomiast cechą immanentną wszelkich ustrojów, gdzie decyduje większość, jest głupota i złodziejstwo – tego nie da się systemowo wyrugować.

Innym poważnym błędem jest ocenianie dawnych monarchii z punktu widzenia XXI wieku, będąc nie wiadomo dlaczego przekonanym, że chodzi o berło, koronę i bale i o powrót do feudalizmu. To zresztą częsty błąd myślowy ludzi, którzy na przeszłość (np. XIX-wieczny kapitalizm) spoglądają raz, że z perspektywy soc-demokracji, a dwa, przykładając do niej osiągnięcia techniczne i medyczne ostatnich 100 lat. I potem wychodzi im, że w XIX wieku ludzie umierali mając 30 lat, a dzisiaj nie umierają, bo... no właśnie – bo mamy demokracje? Bo są świadczenia socjalne?

Bzdura.

Ludzie, POMYŚLCIE! Zapomnijcie na chwilę o lewicy, prawicy, liberałach, komunistach, esbekach, agentach i masonerii – POMYŚLCIE.

Dlaczego lepiej jest, jak mniejszość rządzi większością?

Pojęcie "norma" oznacza, że jakieś tam standardy reprezentuje znacząca w danej populacji większość. Obojętnie, czego by te standardy nie dotyczyły - wzrostu, zasobu gotówki, wydolności fizycznej, wieku czy inteligencji - każde społeczeństwo dzieli się ogólnie na trzy grupy (można oczywiście wprowadzić dziesiątki podgrup, ale nie o to chodzi): grupę normalnych (około 85% populacji), grupę tych, co są poniżej normy (10%) i tych znacznie powyżej normy (5%). Skąd wziąłem proporcje? Wyssałem je, szczerze pisząc, z palca, lecz nie sądzę, by zbytnio odbiegały od rzeczywistości.

Rzecz polega na tym, że już z czysto matematycznego nawet punktu widzenia, jeśli decyzje podejmować będzie elita wyłoniona z tych 5% wybitnych jednostek, to będą one trafniejsze, lepsze i bardziej adekwatne do rzeczywistości, niż kiedy w podejmowaniu decyzji weźmie udział choćby większość (o debilach z dolnego zakresu nie wspominając). Zawsze im więcej ludzi, tym większa głupota i potrzeba równania w dół – z tym się chyba wszyscy zgodzimy.

Ale skąd założenie, że do władzy dostanie się grupa 5% o najwyższej moralności i najwyższych standardach intelektualnych?

Stuprocentowej pewności nigdy nie ma. Powinni o tym wiedzieć ZWŁASZCZA mistycy demokracji – demokracja udowodniła już niejednokrotnie, czym grozi powierzanie wyboru władzy w ręce podatnego na manipulacje i emocje gminu. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, iż najokrutniejsze europejskie dyktatury ostatnich dwóch stuleci zaczynały tak samo: od ślepej, pobożnej wiary w intelektualną i moralną jakość mas, co wiązało się ze schlebianiem tymże tłumom i dowartościowywaniem ich na rozmaite sposoby (najczęściej poprzez przypisywanie motłochowi zasług w obalaniu poprzedniego ustroju). Demokracja za każdym razem otwierała bramy terrorowi i radykalnym rewolucjom: felianci żyrondystom, żyrondyści jakobinom, rosyjska demokracja bolszewikom, Republika Weimarska narodowym socjalistom, chińska demokracja war lords i maoizmowi. Działo się tak, ponieważ niepoddana rygorystycznej kontroli "władza ludu" zawsze stanowi instytucje "na piękną pogodę", a nadejście brzydkiej jest - jak to w przyrodzie bywa - nieuchronne.

Ale wracając do adremu. Nietrudno chyba wywnioskować, że skoro mowa jest o ewentualnych predyspozycjach do podejmowania decyzji, to nie chodzi raczej o ludzi z ponadprzeciętnym wzrostem czy rozwijających ponadprzeciętną prędkość na sto metrów. Założenie zaś, że do władzy dostanie się grupa o najwyższej moralności i standardach intelektualnych pochodzi stad, że tak to już się na tym świecie porobiło, iż debil, który przeczytał w życiu może pół książki, żerujący od zawsze na innych i żyjący z zasiłków, nigdy nie zagłosuje na liberała z tej prozaicznej przyczyny, że w ogóle nie zrozumie, co ten człowiek mówi i gdzie mianowicie tkwi dobro głoszonego przezeń programu. Podobnie i "środek" nie zechce oddać głosu na takiego polityka - raz, że również nie bardzo jest w stanie zrozumieć, że o wiele lepszym wyjściem dla niego samego jest to, że nie będzie dostawał dodatku na ogrzewanie i zasiłku na dziecko, a dwa - właśnie z powodu tego niezrozumienia zagłosuje na kogoś, kto mu te zasiłki "zagwarantuje".

Dlatego właśnie prawica tak często podnosi postulat ograniczenia wpływu ludzi z ulicy na wybór władzy i tak krytycznie wyraża się o demokracji. Jeśliby bowiem pozbawić (np. wprowadzając cenzusy: majątkowe, wiekowe albo specjalne odpłatne karty do głosowania) jakąś tam część ludzi prawa głosu, to nie będzie można wejść do Sejmu, obiecując każdemu mieszkanie, obiad i flaszkę do obiadu, a więc dla wielu posłów i posłanek skończy się pole do działania i w efekcie kilkadziesiąt tysięcy tumanów straci wysoko płatne posady w ZUS-ach, KRUS-ach i NFZ-ach oraz innych tzw. „spółkach skarbu państwa”. Bo brutalna prawda jest taka, że dla przeciętnego człowieka moralność w ekonomii czy ogólnie w życiu mierzona jest nie sprawiedliwością i faktycznie panującą w kraju wolnością, ale wysokością wynagrodzenia, jakie otrzymuje za pracę i co gorsza - poziomem "pomocy", jakiej udziela państwo ludziom potrzebującym, zdzierając z reszty pod przymusem składki. Tego zaś, że to właśnie państwo w takim kształcie odpowiedzialne jest w ogóle za istnienie ludzi potrzebujących wsparcia socjalnego (a przynajmniej za istnienie 95% z nich), znajduje się poza zdolnością percepcji gminu.

Władza mniejszości jest bardziej niebezpieczna - łatwiej może przerodzić się w dyktat jednostki albo grupy jednostek.

To jest mitotwórstwo, wynikające z pobieżnej (stereotypowej) znajomości historii. Przeciętny Kowalski zna na ogół dwie dyktatury: stalinowską i hitlerowską („wie" również ze szkoły, że w średniowieczu rządzili królowie i była wielka bieda) - i na tej żenującej podstawie intelektualnej stawia tezę, jakoby rządy mniejszości były bezdyskusyjnie gorsze niż rządy większości. Trochę za mało, by wyciągać aż tak daleko idące wnioski, prawda? No i kto wybrał jednego z tych dżentelmenów? Kto wybrał Hitlera, bo ten obiecał złote góry i gwiazdkę z nieba? No kto?

Poza tym: demokracja to nie jest dyktat? Demokracja to nie jest tyrania? Zastanówcie się przez chwilę: aktualnie obowiązującym sloganem jest mówienie, że demokracja to system, w którym rządzi większość z poszanowaniem praw mniejszości. No dobrze, a jak w takim razie nazywa się system, w którym rządzi większość bez poszanowania praw mniejszości? I o jakiej „większości” my tu w ogóle mówimy? 40% głosujących na Partię Dobrobytu i Postępu spośród 30% biorących udział w wyborach to ma być owa mityczna większość? Co w takim razie z „mniejszością”? Zawsze przecież pozostaje ta część ludzi, którzy nie poparli w głosowaniu rządzących (zwykle jest to większość, biorąc pod uwagę niegłosujących), a którym narzuca się później przemocą rozwiązania, którym byli przeciwni.

Tak wygląda poszanowanie praw „mniejszości” w demokracji?

Zauważcie, że nawet przy czysto matematycznym założeniu - prawdopodobieństwo przekształcenia się demokracji w tyranię jest IDENTYCZNE jak prawdopodobieństwo zdeprawowania władzy monarszej czy przekształcenia elity w kastę oligarchów.

A skoro prawdopodobieństwo wynosi pół na pół, to czemu z miejsca odrzucamy rządy mniejszości nad większością? Czemu naśmiewamy się z monarchistów? Że niby menel spod monopolowego głosujący w sprawie wycofania wojsk z Iraku nie jest śmieszny, ale już pomysł, żeby rządziła elita złożona z fachowców - to jest śmieszne? Czemu, u licha, odrzucamy rządy, które mają tyle niekwestionowanych zalet (których nie ma i mieć nie może jakakolwiek demokracja)?

Bo spójrzmy: rządy mniejszości nad większością (względnie jednostki nad większością) we wszystkich praktycznie aspektach mają przewagę nad demokracją. Są tańsze, statystycznie o wiele mądrzejsze, efektywniejsze, wreszcie - łatwiejsze do obalenia. Kiedy rządzi jednostka, względnie precyzyjnie wyodrębniona mniejszość, zawsze łatwiej wskazać winnych i pociągnąć ich do odpowiedzialności. Spróbujcie to samo zrobić w demokracji - w demokracjach za decyzje nie odpowiada nikt konkretny, no chyba że „społeczeństwo” jest dla kogoś konkretem. Ludu nie powiesi się na szubienicy za zdradę stanu, ani nie „zdymisjonuje".

No i nie zapominajmy: dziedziczny monarcha jest WŁAŚCICIELEM państwa, którym rządzi. Prezydent w demokracji czy republice to tylko DZIERŻAWCA, wybierany na okres jednej-dwóch kadencji. Jasne, że można być właścicielem i źle zarządzać firmą. Ale z drugiej strony czy nie wynosimy z doświadczenia, iż prywatni właściciele lepiej rozporządzają kapitałem, a żołnierze zawodowi, broniący własnej ziemi, walczą dzielniej niż najemnik, odwalający jedynie odpłatną robotę?

To nie wszystko.

Pisałem jeszcze o korzyściach ekonomicznych - że rządy mniejszości są tańsze niż większości. Można to wykazać w sposób banalny: otóż jeżeli przywilej udziału w stanowieniu prawa będzie ograniczony do niewielu osób, wówczas tylko nieliczni - przyjmując od razu najbardziej ponury scenariusz – uprawiać będą grabież na wielu.

TAK/NIE?

Skoro TAK, to logicznym jest, że jeżeli udział w stanowieniu prawa stanie się powszechny (większościowy), to dojdzie do powszechnej grabieży - bo ludzie będą usiłowali zrównoważyć swoje sprzeczne interesy. Żeby być ścisłym, do żadnej „powszechnej grabieży", przynajmniej rozumianej dosłownie, nigdy nie dojdzie - demokracja to nic innego jak zawoalowana forma oligarchii - do grabieży dochodzi zawsze „mniejszościowej", ale na niewyobrażalną w innych ustrojach skalę - bo pod pretekstem „dobra ogółu" (dobra emerytów, rolników, lekarzy, górników, stoczniowców etc.)

TAK/NIE?

Skoro TAK, to po co ulegać złudnemu czarowi demokracji, i z niesprawiedliwości nielicznych robić zasadę działania ogółu (większości)? Jest niemożliwością wprowadzenie w społeczeństwo większej przemiany i większej zbrodni niż przemiana prawa w narzędzie grabieży. A demokracja jest takową przemianą.

Skoro monarchia jest taka wspaniała, to czemu ludy wzniecały rewolucje?

Po pierwsze, monarchia nie jest wspaniała – jest tak samo ułomna jak wszystko, co pochodzi od człowieka. Jedyna różnica polega na tym, że monarchia jest NAJNORMALNIEJSZĄ, NAJBARDZIEJ RACJONALNĄ formą rządów. I przy okazji NAJBARDZIEJ EKONOMICZNĄ. Po wtóre, ludy nigdy nie wzniecały żadnych rewolucji, ba, nie brały nawet w większości z nich czynnego udziału. Rewolucje zawsze wzniecała garstka wywrotowców, najczęściej zupełnych zwyrodnialców i degeneratów (Rewolucja Francuska, bolszewicka), która potem na gruzach „starego porządku" pisała „historie", wspaniałomyślnie przypisując wszelkie zasługi ludowi. Tymczasem przeprowadzenie rewolucji przez "masy" to jedna wielka brednia wymyślona przez komunistów, żeby tłuszcze dowartościować. Masy same z siebie potrafią co najwyżej zorganizować koło gospodyń wiejskich.

Na zakończenie:

Monarchia dziedziczna jest bez porównania bardziej racjonalna niż jakakolwiek demokracja. No ale kto powiedział, że ludzie muszą kierować się rozumem, a państwo musi być budowane na racjonalnych założeniach? W XX wieku z pełnego moli kufra zwanego antykiem wyciągnięto demokrację, choć na długo przed narodzeniem Chrystusa została ona wyklęta przez największych filozofów i kompletnie zawiodła jako ustrój polityczny, zmieniając greckie polis w siedliska szalejącej korupcji i anarchii. Aksjomatycznym dogmatem demokracji jest ślepa wiara w boskie prawo większości do sprawowania władzy - i ludzie są już do tego stopnia odurzeni demokratycznymi hasełkami, do tego stopnia sterroryzowani przez demokrację, że nie kwestionują jej fundamentów - bo zakwestionowanie demokracji oznacza przynależność do „osi zła" - do obozu terrorystów, wywrotowców, anarchistów i tyranów. I lud trzyma się mocno w szachu, likwidując wszystkich, którzy mogliby zagrozić rozwojowi demokratycznego imperium.

Zastanówcie się nad tym, co przeczytaliście. Nie musicie mi „wierzyć” (jak w demokracje), nie musicie się ze mną zgadzać – po prostu... ZASTANÓWCIE SIĘ.

To jest tekst do refleksji, a nie polityczny manifest.

autorzy: Bastiat, Leszek, MARK13 i inni



Zmieniany 8 raz(y). Ostatnia zmiana 25-01-2010 21:54 przez MARK13.

25-01-2010 - 16:38:27

Świetny tekst. Parę uwag:

Cytuj
Mark13
Jeśliby bowiem pozbawić (np. wprowadzając cenzusy: majątkowe, wiekowe albo specjalne odpłatne karty do głosowania)

W moim wyobrażeniu idealne by były "cenzusy wiedzowe": każdy wyborca powinien wiedzieć, na jaki program polityczny głosuje - niezależenie, czy oddaje swój głos na SLD, PO, WiP czy UPR. Wydaje mi się, że problemem jest dzisiaj to, że większość nie kieruje się analizą programów politycznych, lecz jakimś obrazem wyniesionym najczęściej ze szklanego ekranu.

Cytuj
Mark13
ani o tym, jak wspaniali i wielkoduszni bywali w przeszłości królowie

Zaoszczędź, dobry człowieku, riserczu i sypnij kilkoma przykładami.

Cytuj
Mark13
Pojęcie "norma" oznacza, że jakieś tam standardy reprezentuje znacząca w danej populacji większość. Obojętnie, czego by te standardy nie dotyczyły - wzrostu, zasobu gotówki, wydolności fizycznej, wieku czy inteligencji - każde społeczeństwo dzieli się ogólnie na trzy grupy (można oczywiście wprowadzić dziesiątki podgrup, ale nie o to chodzi): grupę normalnych (około 85% populacji), grupę tych, co są poniżej normy (10%) i tych znacznie powyżej normy (5%). Skąd wziąłem proporcje? Wyssałem je, szczerze pisząc, z palca, lecz nie sądzę, by zbytnio odbiegały od rzeczywistości.

Jako ciekawostka:

[bogdan.wordpress.com]



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 25-01-2010 18:11 przez liberalny_ateista.

25-01-2010 - 19:23:13

Cytuj

Zaoszczędź, dobry człowieku, riserczu i sypnij kilkoma przykładami.

eee... ale ja tego nie napisałem, żeby nie wiem - gloryfikować monarchów czy coś. byli królowie wybitni, średni i zwykli durnie. najwięcej oczywiście było tych średnich. z partaczy bez uzdolnień mogę ci wymienić: Ludwika XVI, Franciszka Józefa, Wilhelma II, Mikołaja II...

ale nie w tym rzecz. rzecz w tym, że przy XX-wiecznych dyktatorach i przy XIX-wiecznych rewolucjonistach niesionych "głosem Ludu", wyżej wymienione osoby to liberalni, przychylni ludziom humaniści, przygotowani do rządzenia zarówno pod względem predyspozycji psychologicznych, jak i wykształcenia.

poza tym przez cały czas przestrzegam przed wartościowaniem monarchii na zasadzie: "a kiedyś rządził król i była bieda". dzisiaj mamy XXI wiek i naprawdę to nie te czasy, kiedy król po polowaniu dla rozrywki skazywał na ścięcie kilku oponentów, mając za plecami dodatkowo paru spiskujących kuzynów. takie myślenie jest trochę... no... infantylne.



Zmieniany 4 raz(y). Ostatnia zmiana 25-01-2010 19:31 przez MARK13.

27-01-2010 - 22:49:43

Cytuj

W moim wyobrażeniu idealne by były "cenzusy wiedzowe": każdy wyborca powinien wiedzieć, na jaki program polityczny głosuje - niezależenie, czy oddaje swój głos na SLD, PO, WiP czy UPR.
Problem w tym kto go sporządzi.

----------------------------------
liberalne prawo, ale prawo
Anonimowy użytkownik

01-02-2010 - 12:48:21

Ja się oczywiście zgadzam ale trzeba kilka rzeczy wyjaśnić bo kilka nieścisłości jest:
Cytuj
Mark13
No i nie zapominajmy: dziedziczny monarcha jest WŁAŚCICIELEM państwa, którym rządzi.

No - nie tak do końca. To znaczy w tytulaturze jest oczywiscie taką właścicielką Elżbieta II, ale to tylko tytuły i nic więcej.
Otóż nie wiem czy chodzi o:
- własność kraju (monarchia patrymonialna stojąca u podstaw władzy króla we wczesnym średniowieczu, gdzie król był właścicielem całej ziemi i nie było rozdziału na sferę publiczną i prywatną, był skarb królewski a nie było skarbu państwa)
- własność aparatu państwowego (król był "pierwszym sługa państwa", zwierzchnikiem całego aparatu władzy i od niego ten aparat pochodził - nowożytne monarchie absolutne w Europie, obecnie formalnie taka jest rola Elżbiety II w UK)
- własność urzędu królewskiego (jest podział władzy przy czym o tym który z potomków królewskich obejmie tron decyduje monarcha)
- posiadanie urzędu królewskiego (j.w., tyle tylko że król nie ma prawa decydować o następstwie tronu)
Zauważam, że połączenie państwa prawa i rzeczywistej roli monarchy jest możliwe tylko i wyłącznie w dwóch ostatnich przypadkach.

Cytuj
MARK13
Rewolucje zawsze wzniecała garstka wywrotowców, najczęściej zupełnych zwyrodnialców i degeneratów (Rewolucja Francuska)
Też nie tak do końca - rewolucja francuska byłą zainspirowana przez kapitalistów, ponieważ Ludwik XVI nie potrafił przeprowadzić racjonalnych reform zwalniających rynek od monopoli cechowych i zapewniających wolnorynkowy przepływ siły roboczej (zniesienie poddaństwa chłopów)

02-02-2010 - 01:12:19

korekty jak najbardziej potrzebne - pojęcia nie maiłem, że to kapitaliści zainicjowali francuską rewoltę.

Cytuj
xsior
własność urzędu królewskiego (jest podział władzy przy czym o tym który z potomków królewskich obejmie tron decyduje monarcha)

ten przypadek miałem na myśli.

17-04-2010 - 19:36:25

Cytuj
MARK13
korekty jak najbardziej potrzebne - pojęcia nie maiłem, że to kapitaliści zainicjowali francuską rewoltę.

a kto niby najbardziej skorzystal na rewolucji ? chlopi ? chlopi bili sie za Krola i Wiare i za to byli wyzynani ( Wandea ), arystokracja ? arystokracja byla wycinana w pien albo uciekala, ksieza ? ksiezy tepiono albo ograniczono ( galery albo tzw. Kosciol konstytucyjny ) burzuazja ? tak, burzuazja skorzystala najbardziej ( zniesiono cechy, monopole panstwowe, burzuazja dostala wplyw na wladze )

rozwazajac dzieje Rewolucji Francuskiej nie nalezy zapomniec o tragicznej sytuacji gospodarczej Krolestwa Francji w przededniu jej wybuchu

zreszta wiekszosc rewolucji wybuchala dlatego, ze klasa srednia nie mogla dojsc do wladzy bo elita nie chciala sie wladza podzielic ( np Francuska, Lutowa ), wyjatkami byly np rewolucje "proletaritu" jak np bolszewicka zwana Padziernikowa

26-04-2010 - 22:15:00

Monarchia lub dyktatura.
Albo jakis kontrakt menedżerski na 10 lat z perspektywą dożywocia w luksusach i z immunitetem dożywotnim.

Bo dlaczego każda władza sie kundli???? Chodzi o kasę! Więc niechaj naród zabezpieczy im kasę , nietykalność i mocna emeryturę po 10 latach pracy i powinni pracować naprawdę dla narodu. Bo to by sie do k.nędzy OPŁACAŁO!! Należy wykorzystać ludzka chciwość.
Zas jeżeli sie im udowodni szwindel-- to tylko czapa mogła by ta plamę zetrzeć.

To po dopracowaniu miało by sens, tak sądzę. Ale obecna "demokracja " do tego nie dopuści. Potrzebna była by rewolucja na miare Październikowej.

Trzeba nieprzytomnie opłacić najlepszych fachowców czyli 30-50 ludzi ktorzy ryzykowali by emeryture tą powyżej i dac im nie durnowate 4 latka, lecz 10!!!!!!!!!!!!!!
Co wy na to??

28-04-2010 - 09:06:06

Jako ciekawostka:

[bogdan.wordpress.com]

--serdeczne dzięki, ten dziadek nawija z sensem bo jest stary i ma wszystko w dupie. No prawie. Będe go czytal systematycznie. PD.


Mark i inni: piszecie słusznie, tylko kto wasz słucha, a kto was słyszy??? Napisane w styczniu,do dzis kilka odpowiedzi, setki podglądaczy bez własnego zdania! Syf i nędza!

Nie da sie z nami zrobić rewolucji, mamałyga nie wybucha!
Dajmy im nieco chleba i igrzysk, a będzie można ich okradać w biały dzień , i wmawiac im że to dla ich dobra.
Demokracja to byt samoistny , ma własne prawa i my jesteśmy narzędziem. NIczym gen społeczny.
Hej!

28-04-2010 - 18:08:39

Cytuj
baca351
Monarchia lub dyktatura.
Albo jakis kontrakt menedżerski na 10 lat z perspektywą dożywocia w luksusach i z immunitetem dożywotnim.

Trzeba nieprzytomnie opłacić najlepszych fachowców czyli 30-50 ludzi ktorzy ryzykowali by emeryture tą powyżej i dac im nie durnowate 4 latka, lecz 10!!!!!!!!!!!!!!
Co wy na to??

w Singapurze mniej wiecej tak jest

29-04-2010 - 08:52:45

--no i jak im sie powodzi????????? Pisz prosze jak coś wiesz, bo to może być ciekawe!!! Hej!

29-04-2010 - 12:50:27

Cytuj
baca351
Monarchia lub dyktatura.
Albo jakis kontrakt menedżerski na 10 lat z perspektywą dożywocia w luksusach i z immunitetem dożywotnim.

Bo dlaczego każda władza sie kundli???? Chodzi o kasę! Więc niechaj naród zabezpieczy im kasę , nietykalność i mocna emeryturę po 10 latach pracy i powinni pracować naprawdę dla narodu. Bo to by sie do k.nędzy OPŁACAŁO!! Należy wykorzystać ludzka chciwość.
.

Trzeba nieprzytomnie opłacić najlepszych fachowców czyli 30-50 ludzi ktorzy ryzykowali by emeryture tą powyżej i dac im nie durnowate 4 latka, lecz 10!!!!!!!!!!!!!!
Co wy na to??

Kadencja Izby Reprezentantów USA trwa 2 lata, Prezydenta USA 4 - jakoś sobie radzą od 220 lat. Akurat największą zaletą demokracji jest kadencyjność, najgorszą niestety sam wybór. Dlatego pytam się jak miałby wyglądać wybór tego 10 letniego dyktatora (i jakie gwarancje, że odejdzie po tych 10 latach). Tak samo wybór "fachowców". Przez kogo i jakich fachowców?

Cytuj
Monsieur_Joseph
w Singapurze mniej wiecej tak jest

Chyba nie bardzo.

29-04-2010 - 13:48:13

W normalnym kraju władca sam przejmuje władzę, mechanizm ten został praktycznie usunięty po wynalezieniu broni atomowej, po prostu planeta jest za mała...

29-04-2010 - 18:23:44

Ja podałem myśl do rozwinięcia. Uważam że to jest możliwe, jednak obecne "Grupy Trzymające Władzę" do tego nie dopuszcza tak łatwo.
A ich praca nad świadomością pospólstwa doprowadziło do tego, że owieczki nie wyobrażaja sobie innego stany rzeczy, i to jest ich sukces.
Hej!

10-07-2010 - 00:14:17

Makłowicz w tvn24 o fundamentach wolności i o monarchii. cytuję: oczywiście monarchia konstytucyjna to najwspanialsze formy rządów - koniec cytatu. więcej tu: [www.youtube.com]

zwróćcie uwagę na zachowanie i riposty młodego Stuhra - przecież to jest wzorcowy soc-demokratyczny niedorozwój, typowy produkt koedukacji.

_______________________________________
Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oddali broń palną i wyrzekli się przemocy? Moglibyśmy wówczas podbić całą tę głupią planetę przy pomocy noża do masła.

10-07-2010 - 00:32:14

Wpisuję pana Makłowicza w google, a ta mi mówi, że to kucharz. Koleś, który powinien być w rządzie siedzi w kuchni, a w rządzie siedzą kolesie, których nawet do kuchni bym nie wpuścił. Cała nasza RP.

_________________________
STOP THE GLOBAL LAMING

02-09-2010 - 22:03:43

Czy monarchia, czy demokracja, wszystko i tak zależy od jednostek potrafiących przejąć i utrzymać władzę. Ale w Polsce nie ma prawdziwej demokracji-media i progi wyborcze na to nie pozwalają.

03-09-2010 - 22:40:51

Pan Makłowicz robi to, co lubi najbardziej - gotuje. Ważne, aby takich ludzi podciągać pod tzw. "honorowe poparcie". Bardzo trafne rozróżnienie rządów autorytarnych od totalitarnych jest w NCz! na przykładzie gen.Franco (art. pana Chodakiewicza).

21-03-2011 - 19:56:34

W waszych wypowiedziach jak zauważyłem zaszła pewna nieścisłość. Otóż ludzi można szufladkować na wiele sposobów jednak jeżeli chodzi o normalność to: Ludzie się dzielą wyłącznie na dwie grupy, normalnych i nienormalnych. Jeżeli wziąć pod uwagę, że normą jest ogół to osoby popierające gospodarkę wolnorynkową normalne nie są bo są w mniejszości obecnie, ja także się do tego grona zaliczam. Jednak nienormalność nie ma nic wspólnego z głupotą, a jedynie z odstępstwem od ogółu. Jeżeli większość ludzi to idioci, to normą w danym społeczeństwie jest głupota. Niestety !.

21-03-2011 - 21:54:34

Karkołomna interpretacja, przyjmuje ją jako poprawną, ale wniosek niewłaściwy. Bo wyszło że normalny=głupi. Tak być nie może.

Faktem jest, że demokracja jest rządem głupków! I dlatego nie lubie demokracji! Hej!

22-03-2011 - 18:52:20

Normą jest ogół baca i to nie moje stwierdzenie, a jakiegoś filozofa. Nie pamiętam już kogo niestety. I dlaczego tak być nie może ? No fakt nie może ! i dobrze gdyby nie było bo to się źle kończy. Ale obecnie jest i ja na to większego wpływu nie mam. Czasem coś tam ludziom tłumaczę podpierając to konkretami. Jednak ten ktoś musi być w stanie to zrozumieć bo inaczej to jałowa dyskusja. Łatwo to stwierdzić po tym jakie pytania mi zadaje i czy w ogóle je zadaje smiling smiley

23-03-2011 - 11:25:08

Bo sztuka jest miec głowę otwartą!
Jak mi kiedyś cycu jakiś rzekł "Baca, ale ty jesteś gupi!! " to myśl pierwsza była "Przyje bać gnojowi" a druga myśl
"Związać, przypalać, przepytać niechaj uzasadni!"

No i 2-ga myśl zwyciężyła, po dłuższych wynudzeniach delikwenta zgodziłem sie z nim!
I o to chodzi! No , może bez przypalania, wystarczy dźgac cyrklem!
Hej!

22-05-2011 - 20:51:26

Gdy czytam gdzieś w necie pozytywne słowa o rewolucji antyfrancuskiej, to mi natychmiast kapcie z nóg spadają. No i właśnie to się stało, gdy czytałem ten wątek. Otóż rewolucja antyfrancuska to początek marszu wszelkich nieszczęść, które niszczą naszą cywilizację. Rewolucja antyfrancuska to ognisko antycywilizacyjnej dżumy. Tę rewolucję można porównać do otwarcia puszki Pandory. Byłoby jak najbardziej na miejscu, gdyby Joanna Szczepkowska cofnęła się w czasie o 200 lat i stwierdziła: "Proszę państwa, właśnie rozpoczął się pochód światowego komunizmu".
Większość (jeśli nie wszystkie) rewolucji dziewiętnastowiecznych oraz rewolucje dwudziestowieczne to przedłużenie rewolucji antyfrancuskiej. ONZ, MFW, BŚ, Unia Europejska i szerzący się na naszych oczach zamordyzm, którego (jak mi się zdaje) dopiero w całej okazałości zasmakujemy, to w prostej linii konsekwencje rewolucji antyfrancuskiej.
A kto i dlaczego wywołał rewolucję antyfrancuską? Otóż wywołała ją (tak tak) żydomasoneria, a ściślej Żydzi, używając do tego masonerii jako narzędzia. Jako, że sprawę uważam za istotną, zadałem sobie trud i przepisałem poświęcony rewolucji antyfrancuskiej rozdział z książki Henryka Rolickiego pt. "Zmierzch Izraela". Henryk Rolicki to pseudonim Tadeusza Gluzińskiego (1888-1940), działacza narodowego z okresu II RP, związanego ze Związkiem Ludowo-Narodowym, Stronnictwem Narodowym i Obozem Narodowo-Radykalnym (po rozłamie w ONR ABC). Był on jednym z głównych ideologów przedwojennej polskiej prawicy.
Książka „Zmierzch Izraela”, wydana w 1932 r. (ja jestem szczęśliwym posiadaczem wyd. II z 2004 r.), to opis historii Żydów i mogłaby być podręcznikiem akademickim. I co warto zaznaczyć, nie ma w niej jakiegoś psioczenia na Żydów, tylko jest to po prostu zimny opis ich dziejów, oparty głównie na źródłach żydowskich (sic!) - żeby nie było, to na dole są przypisy.
Akurat opis rewolucji antyfrancuskiej w tej książce jest o tyle dobry na potrzeby forum, bo jest zwięzły, a zarazem naszpikowany faktami.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

"Zmierzch Izraela"
Rozdział XXXII: „Mojżesz Mendelssohn. Rewolucja Francuska i jej skutki”.
(pisownia oryginalna)


W czasie, gdy wolnomularstwo obejmowało szczyty społeczeństw i głosiło braterstwo, żydzi znaleźli się od razu w lepszej sytuacji. Wystarczyło przecież przekonać Aryjczyków skupionych koło świątyni Salomona, że żydzi są także ludźmi, a mogą być gorliwymi braćmi, by bramy „warsztatów” otwarto im na oścież. Tę misję wziął na siebie Mojżesz Mendelssohn, dzięki swym zasługom zwany przez żydów trzecim Mojżeszem.
Mojżesz Mendelssohn (ur. 1729, zm. 1786), żyd niemiecki, zapoznał się dzięki polskiemu żydowi Izraelowi Lewi Zamość z pismami drugiego Mojżesza, Mojżesza Majmuniego (Majmonidesa), teoretyka i obrońcy metody pozornego przyjmowania innej wiary. Atoli zmienione warunki, rozluźnienie chrześcijaństwa przez wolnomularstwo, umożliwiały już żydom dążenie do wejścia w życie społeczeństw aryjskich bez przyjmowania chrztu, bez maski pozornej religii.
Jedynym warunkiem społeczeństw aryjskich będzie – osądził Mendelssohn – uznanie się za wiernego poddanego danego państwa, za wiernego członka danego narodu. A więc zamiast pozornej religii, pozorna asymilacja. Dzięki wynalezieniu tej metody wprowadzenia w błąd gojów Mendelssohn stał się „wielki” i zjednał sobie wśród żydostwa miano „trzeciego Mojżesza”.
Drogę otworzył sobie w Berlinie przez działalność filozoficzno-literacką.
„Szczęście sprzyjało niezmiernie temu mężowi, który był bezwiednie nosicielem przyszłości”547.
Głównym dziełem filozoficznym Mendelssohna był „Fedon, czyli nieśmiertelność duszy”.
„Fedon stał się najpoczytniejszą książką swego czasu i czytywano go sercem i duszą. Przełożono go niebawem na wszystkie języki europejskie, oczywiście i na hebrajski. Teologowie, filozofowie, artyści, poeci (Herder, Glein, młody Goethe), mężowie stanu i książęta budowali się nim, krzepili w sobie upadłego ducha religijnego i dziękowali mędrcowi żydowskiemu z entuzjazmem, który dziś mógłby wydać się śmiesznym za to, że przyniósł im znowu pociechę, której w chrześcijaństwie znaleźć już nie mogli”548.
W dodatku, załączonym do jednego z późniejszych wydań „Fedona”, Mendelssohn przemyca już wyraźnie swe istotne tendencje: „Mądrość uznaje powszechną ojczyznę, powszechną religię, jakkolwiek toleruje ich odgałęzienia; nie pochwala przecież tego, co jest w tych odgałęzieniach nieszlachetne i wrogie ludziom, a coście wy uczynili podstawą waszych politycznych urządzeń (wyłączając żydów z życia publicznego – przyp. autora)”549.
W liście otwartym do Lavatera, atakującego go ewangelika, Mendelssohn „wskazał na przepaść, jaką chrześcijaństwo wykopało między sobą a rozumem. Otwarcie też wypowiedział się Mendelssohn wobec następcy tronu brunświckiego o bezpodstawności dogmatów chrześcijańskich, a zgodności z rozumem żydowskich”550.
Przyjacielem ideowym Mendelssohna, torującym mu wszędzie drogę, stał się Lessing. On to uczynił zeń tytułową postać w swym „Natanie Mędrcu”. „W każdym zdaniu tego dramatu chłostał Lessing skostniałe, prześladowcze chrześcijaństwo, a wysławiał judaizm”551.
Idąc po linii pozornej asymilacji narodowej, wydał Mendelssohn także przekład Pięcioksięgu (Biblii) na język niemiecki, lecz dla ostrożności drukował go czcionkami hebrajskimi, zrozumiałymi wówczas tylko dla żydów i bardzo zjudaizowanych wolnomularzy552.
Popularność Mendelssohna w kołach niemieckich była już wówczas tak znaczna, że w subskrypcji na wydanie tego przekładu wzięli udział nadworni kaznodzieje protestanccy, profesorowie, ekscelencje, a na czele subskrybentów widniały nazwiska króla duńskiego Krystiana i duńskiego następcy tronu.
Sława berlińskiego żyda przekraczała już granicę Niemiec. On to interweniował u Ludwika XVI, gdy król zamierzał wypędzić żydów z Alzacji. Pomógł mu w tej interwencji Krystian Wilhelm Dohm przez wydanie dzieła „O poprawie cywilnej żydów” (1781). Dohm w apologii żydów powołał się na fakt, że mieli oni prawa obywatelskie w państwie rzymskim.
„W pierwszych stuleciach cieszyli się oni pełnią praw obywatelskich w państwie rzymskim, więc musieli na nie zasługiwać”553.
Dohm domagał się dla żydów pełnych praw cywilnych i autonomii religijnej. „Nie trudno się domyślić, że poza jego plecami stał Mendelssohn”554.
Do książki Dohma dołączony był przekład dziełka Manasse Ben Izraela „Obrona żydów”, dokonany na polecenie Mendelssohna przez Herza z przedmową samego Mendelssohna.
W r. 1783 Mendelssohn wydaje znów dzieło „Jeruzalem, czyli o władzy religijnej i judaizmie”. Dowiadujemy się zeń, że „judaizm nie jest objawioną religią, lecz objawionym prawodawstwem. W konstytucji, nadanej przez Boga, państwo i religia zlewają się w jedno”555.
Był to znakomity wykręt lojalności wobec państw protestanckich, stojących na gruncie religii państwowej.
Odnowiciel judaizmu umarł w r. 1786 „w samą porę, ominęło go bowiem ciężkie zmartwienie, gdy jedna z jego córek porzuciła męża i dzieci, aby polecieć za gachem, druga zaś, jako pobożna katoliczka, całowała stopę papieża, a jeden z jego synów w bezmyślnej pogardzie dla judaizmu, w którym żył i obracał się jego ojciec, zaprowadził swoje dzieci do kościoła”556.
Najwybitniejszy z uczniów Mendelssohna, Salomon z Nieświeża, piszący z adoracji dla Mojżesza Majmonidesa pod pseudonimem Salomon Majmon, rzuca w swej „Autobiografii” nieco światła na postać Mendelssohna.
„Z jego wywnętrzeń w przedmowie do Manasse ben Izraela oraz z jego <<Jerozolimy>> jawne dla mnie, że nie uznawał on wprawdzie żadnych objawionych dogmatów wiary jako prawd wiekuistych, wszelako przyjmował pewne objawione prawa religii , oraz że żydowskie prawa religijne, jako podstawę prawną ustroju teokratycznego, uznawał za nieodmienne, o ile na to pozwalają okoliczności”557.
A więc ten żyd, propagujący tak silnie ruch przeciwchrześcijański wśród Aryjczykow, sam przestrzegał ściśle przepisów swej religii do tego stopnia, że nawet nie pisał w szabas. Prawa żydowskiego ustroju teokratycznego uznawał za nieodmienne „o ile na to pozwalają okoliczności”. To zastrzeżenie przejął od swego mistrza ze średniowiecza, od „drugiego Mojżesza”, Mojżesza Majmuniego i od swego poprzednika z XVII w., Manasse ben Izraela, cromwellowskiego przyjaciela, którego dzieło tłumaczył. Hołdując tym „okolicznościom”, dzieci jego uznały za właściwe przyjąć chrześcijaństwo, nie zrywając oczywiście z judaizmem ani z żydowskim „ustrojem teokratycznym”, któremu wierny był ich ojciec.
„Mendelssohn, który – o ile wiadomo – żył w zgodzie z prawami swojej religii, uznawał siebie prawdopodobnie wciąż jeszcze za członka teokratycznego państwa swoich ojców”558.
Działalność swą uważał więc Mendelssohn za zgodną z wytycznymi hierarchicznych władz owego tajnego „teokratycznego państwa” Izraela, za odpowiadającą jego planom mesjanistycznym.
Działalność Mendelssohna miała jednak i pewne ujemne skutki dla Izraela, które ujawniły się dopiero później. W okresie porewolucyjnej reakcji i po kongresie wiedeńskim, zasmakowawszy raz w równouprawnieniu „wyzwoleni z tysiącletnich więzów powstałej na gruncie narodowym religii, przechodzili powierzchowni mędrkowie i libertyni gromadnie na chrystianizm”559. Proceder ten trwał nawet w czasach, gdy żydzi zdobyli sobie wszędzie zupełne równouprawnienie. Po prostu pozorna asymilacja państwowa, narodowa i kulturalna, głoszona przez Mendelssohna, pociągała za sobą częstokroć pozorne odstępstwo religijne, które łatwo wśród ogólnie panujących prądów sceptycyzmu i materializmu – przeradzało się wśród części postępowego żydostwa w istotne odstępstwo od judaizmu, szczególnie tam, gdzie żydów było niewielu, gdzie tonęli w morzu aryjskiej ludności. Nie brał tego w rachubę Mendelssohn ani jego uczniowie i nie to było jego zamiarem.
„Gdy z końcem XVIII wieku podniosły się wysokie fale walki o wolność, prowadzonej przez uciemiężoną ludzkość, zbudzili się także i w żydowskim getcie ludzie, którzy, ogarnięci ruchem swego czasu, pragnęli swój lud uwolnić z więzów. Chcieli się przeciwstawić okaleczeniu i oszołomieniu; dążyli jedynie do nowego użyźnienia żydowskiego świata i pionierzy tego ruchu dalecy byli od tego, by pragnąć rozluźnienia żydostwa, które pojawiło się później jako skutek ich usiłowań”560.
Istotnie usiłowania Mendelssohna miały na celu zdobyć dla żydów zupełne równouprawnienie z chrześcijanami. Pomagali mu w tym jego przyjaciele chrześcijańscy, jak Lessing i Dohm, a później różokrzyżowiec, jeden z przywódców iluminatów Nicolai561. Oraz Engel, wychowawca Fryderyka Wilhelma III, króla pruskiego i inni.
Mendelssohn założył tajny związek żydowski. „Szkoła Mendelssohna – założył bowiem szkołę wbrew swojej woli i chęci – tworzyła również coś w rodzaju zakonu. Zakon ten składał się z młodzieńców i młodych mężów w Niemczech, Europie zachodniej i południowej, z adeptów Talmudu, którzy chcieli głosić nową filozofię, a raczej odmłodzić zgrzybiały judaizm przez wlanie w jego ciało nowych soków”562.
Kierownictwo tego zakonu objęli po jego śmierci później uczniowie Mendelssohna: Dawid Friedlaender, Hartwig Wessely, Salomon Maimon.
Dawid Friedlaender (ur. 1750, zm. 1834) został przyjacielem filozofa Kanta, Hartwig Wessely (Hartog Naftali Herz, ur. 1725, zm. 1805), potomek polskiego żyda, zbiegłego z Baru przed pogromami kozackimi w r. 1648, był tym, który inspirował Weishaupta, założyciela iluminatów. Salomon Maimon wreszcie (Salomon z Nieświeża), ur. 1753, zm. 1800, żyd polski i były chasyd, znany nam jest już jako autor kilkakroć przeze mnie cytowanej „Autobiografii”; był to najwybitniejszy uczeń Mendelssohna.
Jednym ze środków, jakim posługiwał się zakon Mendelssohna, było prowadzenie w Berlinie otwartych salonów żydowskich, gdzie ściągano chrześcijan; „Żydzi i żydówki pierwsi stworzyli salon w Berlinie”563.
Szczególnie dom Herza-Wessely’ego, gdzie królowała prześliczna jego żona, Henrietta Herz, córka portugalskiego marrana, nęcił do siebie. Bywał tam, jako częsty gość, Mirabeau, później jeden z przywódców rewolucji francuskiej564, którego już przedtem agent Mendelssohna Dohm „nastroił” przychylnie dla żydów565.
„Hołdy, składane jej piękności, otumaniły Henriettę Herzową. Zaczęła się zabawiać flirtem, za którym poszło dwuznaczne postępowanie; ona i jej przyjaciółki zatraciły poczucie tego, co się godzi, a co się nie godzi. Rozpustni chrześcijanie założyli z tymi kobietami i pannami tak zwany Związek Cnoty, który miał na celu obalenie wszelkich szranek w obcowaniu dwojga płci i usunięcie wszelkich form przyzwoitości towarzyskiej”566.
Była to zapewne loża adopcyjna wolnomularstwa, do której dopuszczono żydówki.
„Henrietta Herz wdała się w miłostki najpierw z Wilhelmem Humboldtem, a następnie z Schleiermacherem, tym apostołem owego chrześcijaństwa, który z pajęczyny kręcił nowe powrozy, aby nimi opętać wolnego ducha. Po Schleiermacherze przyszedł Fryderyk Schlegel, nieboburca z dziecięcymi piąstkami, który <<zagiął parol>> na cnotę zamężnej Dorotei Mendelssohn (córki „trzeciego Mojżesza” – przyp. aut.). Już bowiem przewrotne tendencje Związku Cnoty wszczepiły w nią urojenie, że jest nieszczęśliwa w małżeństwie. Henrirtta Herz pośredniczyła w tej grzesznej miłości. Dorotea rozwiodła się z mężem i żyła z Schleglem zrazu na wiarę. W tym czasie ukazała się plugawa powieść <<Lucynda>>, apoteozująca grzech cudzołóstwa. Schleiermacher był ojcem chrzestnym tej powieści567.
Oto były salony kierowników zakonu Mendelssohna. Wprowadzały one do wolnomularstwa czynnik atrakcyjny – piękne żydowki, pionierki równouprawnienia ich rasy.
Otwarcie dla żydów dostępu do lóż musiało być wielką troską tych, którzy chcieli im zdobyć równouprawnienie. Na to nie wystarczali „nieznani przełożeni”, albowiem w okresie powszechnego „braterstwa” równouprawniony istotnie mógł być tylko „brat”.
„Lessing i pewne koła żydowskie starały się o usunięcie przeszkód tamujących żydom dostęp do lóż wolnomularskich. W tym samym czasie postanowiono przenieść główną kwaterę wolnomularstwa „iluminowanego” do Frankfurtu, tej cytadeli finansjery żydowskiej, mającej na czele takich ludzi swej rasy, jak Rotschild, Oppenheimer, Schuster, Wertheimer, Speier, Stern. W tej to wysokiej loży studiowano w szczegółach plan rewolucji światowej. Tutaj również na wielkim kongresie masońskim w 1786 roku – jak przyznali później dwaj wolnomularze francuscy – zdecydowano ostatecznie śmierć Ludwika XVI i Gustawa III Szwedzkiego”568.
Żydowscy współpracownicy Mendelssohna wchodzili już do wolnomularstwa. Przyjaciel Lessinga, Herman Samuel Reimarus z Hamburga, napisał „Apologię rozsądnych czcicieli Boga”. Nie wydał jednak tego dzieła. Napisał:
„Nie miał atoli odwagi zgodnie ze swoim przekonaniem publicznie obnażyć słabe strony religii panującej. Pomimo to, zawierające na swych kartach niebezpieczne zarzewie, przekazał w spuściźnie swej rodzinie i tajnemu zakonowi wolnomyślnych ludzi”569.
Już przed rewolucją francuską niektóre ryty, jak bracia azjatyccy i iluminaci roiły się od żydów. Najtrudniej było im się dostać do zwykłych lóż wolnomularskich, tam bowiem jeszcze żywiono uprzedzenia. Rewolucja francuska miała im otworzyć drogę.
Nie udała się planowana rewolucja europejska, tak jak nie udała się w wieku XX wszechświatowa rewolucja komunistyczna. Mimo to dorobek żydowski w rewolucji francuskiej przetrwał aż do naszych czasów.
W dniu 14 marca 1869 r. brat Bancel w loży „Postępu” w Paryżu, powitany oklaskami, zaczął te słowa:
„Nie biorę tych oklasków do siebie. Kieruję je i wznoszę do naszej sławnej i owocującej matki, do rewolucji 89 i 92 roku, matki nie tylko nowoczesnej Francji, ale całego współczesnego świata”570.
Zaś nieco później w loży „Prawdziwej jedności” w Gray brat Edmund Gardien stwierdził niedwuznacznie w swym wykładzie: „Jednym słowem rewolucja jest dziełem wolnomularstwa”571.
Wybuch rewolucji był powitany w Paryżu szaleńczą radością lóż. Jeszcze w r. 1791 po dwóch latach trwania rewolucji, w przeddzień uwięzienia Ludwika XVI Wielki Wschód francuski rozesłał okólnik do lóż, w którym daje się ponieść zachwytowi:
„Nigdy w rocznikach wolnomularstwa nie zapisała się epoka tak pamiętna, nigdy stowarzyszenie nasze nie mogło sobie obiecywać więcej blasku i spoistości niż w chwili, gdy zdołało zwrócić człowiekowi zagrabione mu prawo, a mianowicie, prawo do równości”572.
Żydzi mieli przyjaciół w obu zwalczających się ugrupowaniach rewolucyjnych. Wśród żyrondystów „grasował” Abraham Furtado potomek marranów portugalskich, a później za czasów Napoleona prezydent parlamentu żydowskiego, poprzedzającego zwołanie Sanhedrynu, przez cesarza573. Klub jakobinów był oczywiście całkowicie po stronie żydów, zaś głównymi agitatorami ich byli Mirabeau oraz ks. Gregoire.
Dzięki rewolucji, co Mendelssohn uważał za możliwe w dalekiej dopiero przyszłości, co orędownicy żydów Dohm i Diez wypowiadali jako pobożne życzenie, to ziściło się we Francji z nieprawdopodobną szybkością, jakby za dotknięciem różdżki czarodziejskiej”574.
Ks. Gregoire, wybitny i dobrze wtajemniczony wolnomularz, przyjaciel Willermoza, ucznia Martineza Paschalis, wziął najpierw pod opiekę żydów alzackich, którzy się doń zwrócili. Już przed wybuchem rewolucji znany był jako autor pracy na temat, w jaki sposób uczynić żydów we Francji pożytecznymi i szczęśliwymi, w której zajął stanowisko im przychylne575. Gdy na wybuch rewolucji ludność Alzacji odpowiedziała pogromem żydów (1789), wystąpił ks. Gregoire ich imieniem przed Zgromadzeniem Narodowym (Stanami Generalnymi).
Jeszcze przed zwołaniem Zgromadzenia ks. Gregoire pisał do żyda Izajasza Binga:
„Powiedz mi pan, drogi Bing, w przeddzień zwołania stanów Generalnych, czy nie powinniście się zjednoczyć z innymi członkami waszego narodu, aby domagać się praw i korzyści obywateli? Oto i chwila, jak nigdy. Niech pan kocha zawsze swego niezapomnianego przyjaciela.
Gregoire, proboszcz z Embermenil”576.
Z księdzem Gregoire współdziałał Mirebeau, przyjaciel Lessinga i członek zakonu iluminatów Weishaupta577, autor pisma „O Mendelssohnie i reformie politycznej żydów” (1787 r.).
„Skuteczniej niż Cerf i komisja żydowska, pracowali dla wyzwolenia żydów dwaj mężowie, wybrani niejako na ich heroldów przez Mendelssohna i jego przyjaciół, Mirabeau i nie mniej zapalony rzecznik zupełnej wolności, ks. Gregoire”578.
Tymczasem żydzi „nacisnęli” mocniej. Popierał ich teraz także i Robespierre, wódz lewego skrzydła jakobinów. Udało się im mimo oporu części prawicowej, przeforsować uchwałę, nadającą równouprawnienie żydom portugalskim i hiszpańskim, zamieszkałym we Francji. Żydzi alzaccy (aszkenazyjscy) zbyt byli znienawidzeni. Pod koniec Zgromadzenia Narodowego, dopiero na wniosek Duporta zapadła uchwała, przyznająca równouprawnienie także żydom alzackim (27 września 1791 r.). Ludwik XVI zatwierdził ją w dniu 13 listopada 1791 r.
Konstytuanta zastąpiła Zgromadzenie Narodowe, a wkrótce potem Ludwik XVI znalazł się w więzieniu. Konstytuantę „zluzował” Konwent i gilotyna. W r. 1793 król poszedł na szafot, a wkrótce po nim królowa. Doradcami Ludwika XVI byli sami wolnomularze.
„Nieszczęśliwy Ludwik XVI miał za doradców swych najbardziej nieprzejednanych wrogów. Oni to poddali nieszczęśliwy projekt ucieczki i sprawili, że się nie udał, co doprowadziło do katastrofy w Varennes, jak przedtem urządzili orgię wersalską, gdy komenderowali rzezią z 10 sierpnia; wszędzie zdradzali króla, wszędzie ratowali go od gniewu ludu, aby rozdmuchać ten gniew i doprowadzić do zdarzenia, które przygotowali od wieków; był to szafot, którego było trzeba dla zemsty rycerzy świątyni"579.
Dnia 15 stycznia 1793 r. rozpoczął się proces przeciw królowi. Na pytanie, czy Ludwik Capet winien jest sprzysiężenia przeciw wolności narodu i zbrodni przeciwko bezpieczeństwu państwa? – Konwent odpowiedział „tak” 683 głosami na ogólną liczbę 749 członków. Na drugie pytanie, czy wyrok Konwentu Narodowego przeciw Ludwikowi Capet winien być poddany zatwierdzeniu przez lud? – większość odpowiedziała „nie”. Na trzecie pytanie: jaka kara spadnie na Ludwika? – Konwent decyduje się wydać wyrok śmierci.
Cambaceres, późniejszy Wielki Nadzorca Wielkiego Wschodu za czasów Napoleona I, wstępuje na trybunę i stwierdza:
„Obywatele, ogłaszając wyrok śmierci na ostatniego króla Francuzów, spełniliście czyn, którego pamięć nie przeminie, który zostanie wyryty dłutem nieśmiertelności w rocznikach narodu”580.
Ludwik XVI przed śmiercią spisał na świstku w więzieniu swe ostatnie słowo:
„Proszę wszystkich, których mogłem obrazić przez nieuwagę (albowiem nie przypominam sobie, abym świadomie zadał komukolwiek zniewagę) oraz tych, którym mogłem dawać zły przykład lub zgorszenie, aby mi przebaczyli to zło, które – jak im się zdaje – mogłem im wyrządzić… Przebaczam z całego serca tym, którzy się stali mymi nieprzyjaciółmi, jakkolwiek im nie dałem do tego żadnego powodu; proszę Boga, aby im przebaczył”581.
Ks. Filip Orleański, zwany Egalite, Wielki Mistrz wolnomularstwa francuskiego, przeraził się nareszcie dzieła, w którym brał udział i w dniu 5 stycznia 1793 roku, na 10 dni przed rozpoczęciem królewskiego procesu, ogłosił w „Journal de Paris” list otwarty, w którym czytamy:
„Oto moje dzieje w wolnomularstwie. W czasie, gdy nikt na pewno nie przewidywał innej rewolucji, związałem się z wolnomularstwem, które dawało pozór równości, jak związałem się z parlamentem, który dawał pozór wolności. Teraz porzuciłem złudzenia wobec rzeczywistości. W ciągu ostatniego miesiąca grudnia sekretarz Wielkiego Wschodu zwrócił się do osoby, która przy mnie pełniła obowiązki sekretarza Wielkiego Mistrza, aby mi dostarczyła żądanie, tyczące prac tego stowarzyszenia. Odpowiedziałem mu w dn. 5 stycznia: <<Wobec tego, że nie znam sposobu, w jaki tworzy się skład Wielkiego Wschodu i poza tym wobec tego, że mniemam, iż nie powinno być żadnych tajemnic ani stowarzyszeń tajnych w rzeczypospolitej, szczególnie w chwili jej urządzania, nie chcę się więcej mieszać do niczego tak w Wielkim Wschodzie, jak w Zgromadzeniach wolnomularzy>>”582.
Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu francuskiego od 1771 do 1793 roku nie wiedział, w jaki sposób dochodzi do skutku skład Wielkiego Wschodu, którego jest Wielkim Mistrzem i zarazem protektorem. Siostra jego była natomiast protektorką lóż adopcyjnych oraz lóż marynistów. Naiwniś, czy wolnomularz „przypuszczony”, trzymany – jak olbrzymia większość – z dala od wtajemniczenia? A więc naiwniś, czy… zbrodniarz? Czasem to wszystko jedno.
Za trzy miesiące Filip Egalite znalazł się pod gilotyną. Spełniło się i nad nim przeznaczenie, jak dosięgło tysiące tych, którzy w lożach przygotowywali Wielkie Dzieło Odbudowy Świątyni.
Konstytucja z r. 1795 potwierdziła żydom pełne prawa obywatelskie, a potem…
„Zwycięskie wojska francuskie poniosły na rubieże Rzeczypospolitej hasło wyzwolenia żydów, najbardziej uciśnionego narodu starego świata”583.
I jeszcze przez lata „wszędzie – w Niemczech i we Włoszech, gdzie bohaterscy Francuzi stanęli mocną stopą, wybijała dla żydów godzina wolności. Waliły się mury getta, wyprostowywały zgięte postacie”584.
Terror rewolucji nie ugodził w żydów ani w ich organizację. „Zaprowadzenie, na wniosek dwóch bluźnierczych członków Konwentu, Chaumetta i Heberta, religii rozumu (listopad 1793) nie odbiło się właściwie na żydach. Głębokie rozjątrzenie przeciw religii dotyczyło wyłącznie katolicyzmu lub chrześcijaństwa, spośród sług którego wydano na stracenie dziesiątki tysięcy ofiar. Dekret Konwentu brzmi przeto w ten sposób: Kult katolicki zostaje zniesiony i zastąpiony kultem Rozumu”585.
Gdy więc zamknięto kościoły lub kazano ludowi oddawać cześć bogini Rozumu, nagiej dziewczynie, postawionej na ołtarzu i owianej dymem kadzideł, żydzi mogli swobodnie gromadzić się w synagogach. I nie dosięgnął ich nóż gilotyny. Historyk żydowski nie może znaleźć jednego przypadku stracenia żyda, choć opisuje obszernie aresztowanie żyrondysty, Abrahama Furtado, zwolnionego niebawem na skutek interwencji żydowskiej.
Nie wiemy nic o interwencji żydowskiej za ich francuskimi orędownikami. Setki wolnomularzy zginęło na szafocie, a nawet ich rzecznik Robespierre.
„Pojedyncze i drobne grupy obcej krwi mogą zostać pochwycone przez wolę kierowniczą żydowskiego ludu i współpracować w urzeczywistnianiu jego politycznych idei, często bez dającego się zewnętrznie spostrzec związku. Ale jako społeczność, trwająca przez dzieje, jest tylko lud żydowski nosicielem żydowskości” – pisze współczesny nam filozof żydowski586.
A więc zostali pochwyceni przez wolę kierowniczą, współpracowali w urzeczywistnianiu politycznych idei żydostwa, choć ukryto przed nimi ten związek i… zostali odepchnięci pod nóż gilotyny. Śmierć ich nie była ciosem dla nosicieli żydowskości.
W tych warunkach „powstała nowożytna demokracja, proklamująca równość wszystkich istot, noszących ludzkie oblicze. Naturalna konsekwencją tego było dążenie do emancypacji żydostwa i alians między energicznymi, do walki zdolnymi elementami żydostwa, a rewolucją. Tylko przez rewolucję można było wyzwolić żydostwo”587.
W czasie rewolucji żydzi przyznawali się wobec swych przyjaciół i zaufanych do swych marzeń mesjańskich. Niejaki Simonini, generał włoski dawnej armii rewolucyjnej, wysłał w dn. 5 sierpnia 1806 r. z Florencji list do ks. Barruela, autora znanych nam „Pamiętników”, który adresat otrzymał w Paryżu w dn. 20 sierpnia. Oryginał listu, którego treści nie chciał ks. Barruel zużytkować w „Pamiętnikach”, wysłał do Papieża Piusa VII i znajduje się w archiwum watykańskim, kopia zaś doręczona została cesarzowi Napoleonowi i miała wpłynąć na jego stosunek do żydów. Oto wyjątki z listu (list jest bardzo długi):
„Jak pięknie zdemaskował pan te niegodne sekty, które torują drogę Antychrystowi i są nieprzejednanymi wrogami nie tylko religii chrześcijańskiej, ale każdego kultu, każdej społeczności, każdego porządku. Istnieje jednak jedna, której pan ledwo dotknął lekko… Pan rozumie dobrze, że mówię o sekcie żydowskiej”.
Simonini opowiada potem, że wszedł w zażyłość z żydami podczas rewolucji w Piemoncie. Oni pierwsi zwrócili się do niego, a on po pewnym czasie przyznał im się, że urodził się w Livorno z rodziny żydowskiej. Pozbawiony rodzeństwa, jako mały chłopiec został ochrzczony i wychowany przez chrześcijan, lecz zachował zawsze miłość do judaizmu. Na to żydzi zaproponowali mu wstąpienie do wolnomularstwa, na co się Simonini zgodził. Po dłuższych latach obcowania, żydzi rozwiązali przed nim swe języki. I oto, czego się dowiedział:
„1) że Manes (twórca sekty manichejczyków – przyp. aut.) i niegodny Starzec z Gór wyszli z ich narodu; 2) że wolnomularze i iluminaci zostali stworzeni przez żydów, których nazwiska mi wymieniono, lecz wyszły mi niestety z pamięci; 3) że – jednym słowem – od nich biorą swój początek wszystkie sekty przeciwchrześcijańskie, tak liczne obecnie w świecie, że liczą większą ilość milionów ludzi każdej płci, każdego stanu, każdej rangi i każdego zawodu; 4) że w samych tylko naszych Włoszech mają 800 zwolenników wśród księży, tak świeckich, jak zakonnych, kilku biskupów i kilku kardynałów i nie tracą nadziei, że wkrótce mogą mieć papieża swego stronnika (przypuściwszy, że byłby to papież schizmatycki, rzecz wydaje się możliwa); 5) że również i w Hiszpanii mają wielką liczbę zwolenników, nawet wśród kleru, mimo, że w tym kraju panuje jeszcze przeklęta inkwizycja; 6) że dom Burbonów był ich największym wrogiem i mają nadzieję zniszczyć go za parę lat; 7) że, aby lepiej zmylić chrześcijan, udają sami, że są chrześcijanami, podróżując i przejeżdżając z jednego kraju do drugiego z fałszywymi świadectwami chrztu, które kupują od pewnych, skąpych i przekupionych proboszczów; 8) że mają nadzieję otrzymać za pomocą pieniędzy i kabały od wszystkich rządów obywatelstwo, jak to się już stało w niektórych krajach; 9) że, posiadając prawa obywatelskie, jak inni, kupowaliby domy i ziemię, ile by tylko mogli i że za pomocą lichwy dojdą wkrótce do przepędzenia chrześcijan z ich dóbr nieruchomych i skarbów; 10) że wskutek tego obiecują sobie prędzej niż w ciągu wieku stać się panami świata, znieść wszystkie inne sekty, aby ich sekta mogła rządzić, porobić synagogi z kościołów chrześcijan i tych z nich, co pozostaną, doprowadzić do stanu prawdziwego niewolnictwa”588.
List ten miał zachwiać Bonapartem. Wielki Korsykanin, syn rewolucji, która wyniosła go do władzy, był w pierwszych swych latach gorącym poplecznikiem żydostwa. Później zaczął się chwiać. Mimo to zwołał w r. 1806 ze swych dzierżaw zjazd notablów żydowskich i nagle zaproponował zwołanie Sanhedrynu w liczbie 71 członków.
Wiemy, że już w myśl zdania Mojżesza Majmuni zwołanie Sanhedrynu musiało poprzedzić erę mesjańską. Toteż radość zapanowała w Izraelu. Zbierze się Sanhedryn i „Paryż pokaże wtedy światu to widowisko i to wielkie zdarzenie otworzy rozproszonym szczątkom potomków Abrahama okres zbawienia i szczęścia”589.
Dnia 9 lutego 1807 r. zebrał się Sanhedryn pod przewodnictwem nassiego i dwóch zastępców ab-bet-din’a i chacham’a, jak ongiś w Jerozolimie. Rząd francuski postawił Sanhedrynowi pytania, na które otrzymał starym obyczajem odpowiedź wykrętną, po czym Sanhedryn rozwiązał się.
Nagle Napoleon w dn. 17 marca 1808 r. wydaje pamiętny edykt, zawieszający żydów na lat dziesięć w wykonywaniu niektórych praw obywatelskich, Aż póki nie nauczą się ich używać. Dekret ów zwą żydzi „haniebnym” (decret turpe). Dekret ten obowiązywał także i w Księstwie Warszawskim.
Napoleon był wolnomularzem, lecz mało wtajemniczonym. Zdawało mu się, że przez opanowanie oficjalnych władz masonerii ma w ręku tę organizację. Pomylił się i za tę pomyłkę zapłacił utratą korony.
Wielki Wschód oficjalnie prosił go o protektorat już w r. 1801 takimi słowy:
„Wolnomularstwu francuskiemu potrzeba znakomitego Szefa; ta standardowa instytucja przyjaźni i dobroczynności daje szczęście wszystkim, którzy są do niej dopuszczeni; wymaga ona opieki, lecz życzy jej sobie tylko w miarę swego oddania się Prawom i Rządzącym w państwach, gdzie jest tolerowana. To głębokie uczucie sprawia, że pragnie posiadać Wielkiego Mistrza, godnego tak interesującego stowarzyszenia. Nie śmie tego żądać od Napoleona Bonaparte, lecz najdroższym jej życzeniem byłoby, by jego cenione imię stało się zawołaniem, łączącym masońską rodzinę”590.
Tymczasem w r. 1806 zjawił się w Paryżu nowy ryt, Szkocki Dawny i Przyjęty, składający się z 33 stopni, a założony przez 5 żydów, Johna Mitchel, Fryderyka Dalcho, Emila de la Motta, Abrahama Aleksandra i Izaaka Aulba”591.
W rezultacie, Józef de Maistre, dobrze wtajemniczony, mason tzw. ścisłej obserwy, tak mówił o Napoleonie: „Jestże on naczelnikiem, czy oszukanym, czy może jednym i drugim w stosunku do stowarzyszenia, o którym mu się zdaje, że je zna, podczas gdy ono sobie z niego drwi”592.
Napoleon upadł przy współudziale żydostwa, które sobie był zraził swym „edyktem haniebnym”.
„Nikt nie przypuszczał, że wielkie sprawy pociągną za sobą małe, że upadek Napoleona wtrąci na czas długi z powrotem w dawną niewolę żydów, którym, acz niechętnie, przyniósł przecież wolność”593.
Nastąpił okres świętego przymierza, przerwany dopiero wynikami spisków węglarstwa: rewolucją lipcową w Paryżu i powstaniem listopadowym w Warszawie.
Rewolucja francuska 1830 r. oddała znowu władzę w ręce wolnomularstwa. „Przewrót ten wyszedł na dobre i żydom, a pośrednio też i judaizmowi, jak każda przełomowa zmiana w historii”594.
Od razu na posiedzeniu z sierpnia 1830 r. izba posłów zwróciła żydom wszystkie prawa obywatelskie, a opór w izbie panów złamał pierwszy minister oświaty w Europie, węglarz Merilhou.
Tymczasem w Niemczech przygotowywał się ruch „wolnościowy”. Patronowali mu dwaj pisarze – żydzi: Henryk Heine (ur. 1799, zm. 1856) i Ludwik Boerne (Loeb Baruch, ur. 1786, zm. 1837).
„Młode Niemcy, które stworzyły obecny stan kulturalny i rok wyzwoleńczy 1848 na ziemiach niemieckich, są dzieckiem tych dwu ojców żydowskich”595.
I przyszedł rok „wiosny ludów”, romantyczny rok 1848, rok wolności. „Niespodziewanie i oszałamiająco wybiła dla żydów europejskich godzina wyzwolenia z przewrotem lutowym i marcowym w Paryżu, Wiedniu, Berlinie, Włoszech i innych krajach. Gorączkowe pragnienie wolności ogarnęło ludy europejskie, dziwniejsze i bardziej porywające niż w r. 1789 i 1830. Z nieznoszącymi odmowy żądaniami wystąpiły one do władców. W liczbie tych żądań figurowała nieodmiennie emancypacja żydów”596.
W całej Europie utrwaliła się demokracja taka, jak ją pojęła rewolucja francuska, a więc oparta na dobrowolnej zgodzie jednostek, na jakimś „kontrakcie społecznym”, na tajemniczej „woli ludu”. Ustrój wolności, równości i braterstwa; władztwo wolnomularstwa w imię świątyni Salomona.
„Społeczność anglosaska i ta, która wyszła z rewolucji francuskiej, są to córy Biblii. Salvador Darmesteter mogli utrzymywać bez paradoksu, że dwie idee naczelne naszego czasu, pojęcie o jedności sił i o nieograniczonym postępie, były już bliskie prorokom Izraela pod postaciami jeszcze niezeświecczonymi jedności boskiej i nadziei mesjanicznej”597.
Czemu jednak, mimo tak wspaniałego sukcesu, masoneria pozostała rozbita na różne ryty, zwalczające się wzajem? Kiedyż „nieznani przełożeni” będą mogli zadość uczynić tęsknocie braci do zjednoczenia wolnomularstwa w jeden ryt?
Znajdziemy odpowiedź u spadkobiercy Martineza Paschalis. „Poszukamy sposobu zjednoczenia z zachowaniem samorządu każdego rytu. Tak jest w Stanach Zjednoczonych Ameryki, gdzie szanuje się konstytucję każdego stanu, co nie umniejsza efektywnej siły federacji. Tak jest w Szwajcarii. Tak samo musi być w wolnomularstwie, gdzie każdy ryt jest autonomicznym stanem, choćby był nie wiem jak drobny. Stany Zjednoczone Europy winny być poprzedzone przez federację powszechną wolnomularstwa. Federacja zaś może się oprzeć tylko na poszanowaniu drugich. Wolnomularstwo było zawsze wielkim inicjatorem reform politycznych i społecznych. Dla swych członków zniszczyło granice, przesądy rasowe i barwy skóry, przewodziło przy niszczeniu indywidualnych dyplomów szlachectwa, statutów korporacyjnych, które przygniatały zdolność umysłową ubogich, podtrzymywało wiekową walkę przeciw obskurantyzmowi we wszelkich postaciach. Nadszedł dla wolnomularstwa moment, aby wyszło z okresu małostkowych kłótni i indywidualnej rywalizacji. Federacja rytów poprzedzi federację państw europejskich i uszanujemy wszystkie ryty, niezależnie od tego, czy są z nami, czy przeciw nam. Dzieło, do którego wzywamy was dzisiaj, bracia, wymaga zbyt wiele czasu i zbiorowych wysiłków, aby jednostki tu mogły wchodzić w rachubę”598.
A więc zapowiedź, o bracia, że „nieznani przełożeni” znowu pójdą po trupach. Od tej pory miała już miejsce wojna światowa, rewolucja bolszewicka, Liga Narodów i propaganda Paneuropy.
To wszystko w imię haseł wolności, równości i braterstwa. Rewolucje „wolnościowe” dały równość między ludźmi, Stany Zjednoczone Europy dadzą równość między narodami.
Na zakończenie parę słów z artykułu drukowanego w żargonowym „Hajncie” przez przywódcę syjonistów, rabina dr. Ozjasza Thona:
„I oto pytanie: czego uczy żydostwo – wolności, czy równości? Przede wszystkim w związku z tym trzeba ustalić, że co się tyczy równości w znaczeniu równouprawnienia, nie jest słuszne, że Tora żydowska tego uczy, lecz co więcej, cała sprawa równości praw jest <<żydowskim kawałem>>, jest jednym z wielu żydowskich kawałów, który rdzenne narody przyjęły od nas ze zgrzytem zębów, ale musiały to przyjąć. A już całkiem wielkim żydowskim kawałem było to, że równouprawnienie rozpostarto nawet na obcych”599.
Tym „kawałem” ci „obcy”, synowie Abrahama, przy pomocy wolnomularstwa zdobyli sobie równouprawnienie w Europie, osiągnęli wszystkie prawa polityczne, dostęp do szkół publicznych, prawo świadczenia w sądach, prawa handlowe i przemysłowe itd., a w Rosji… poszli jeszcze dalej.

----------------------------------------------------------------------
Przypisy:
[547] Henryk Graetz, „Historia żydów”, Warszawa 1929, t. VIII, s. 199.
[548] Tamże, t. VIII, s. 201.
[549] Moses Mendelsohn, „Phaedon oder uber die Unsterblichkeit der Seele”, Berlin-Stettin 1776, s. 212.
[550] Graetz, dz. cyt., t. VIII s. 204.
[551] Tamże, t. VIII, s. 209.
[552] Majer Bałaban, „Historia i literatura żydowska”, Lwów-Warszawa 1925, t. III, s. 375.
[553] Graetz, dz. cyt., t. VIII, s. 216.
[554] Tamże, t. VIII, s. 218.
[555] Tamże, t. VIII, s. 221.
[556] Tamże, t. VIII, s. 225.
[557] Salomon Maimon, „Autobiografia”, Warszawa 1913, t. II, s. 112.
[558] Tamże, t. II, s. 113.
[559] Graetz, dz. cyt., t. IX, s.22.
[560] Robert Weltsch, „Theodor Herzl und wir”, zamieszczone w: „Vom Judentum Ein Sammelbuch”, s. 157.
[561] Fr. Wittemans, „Histoire des Rose-Croix”, Paris 1925, s. 120, 125.
[562] Graetz, dz. cyt.,t. IX, s. 11.
[563] Tamże, t.IX, s. 17.
[564] Tamże, t. IX, s. 19.
[565] Tamże, t. VIII, s. 222.
[566] Tamże, t. IX, s. 24.
[567] Tamże, t. IX, s. 25.
[568] Nesta Webster, „World Revolution”, London 1921, s. 19.
[569] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 206.
[570] Adrien Leroux, „La Franc-Maconnerie sous la 3-me republique”, Paris , t. II, s. 117.
[571] Tamże, t. II, s. 146.
[572] Gaston Martin, „Manuel d’histoire de la Franc-Maconnerie”, Paris 1929, s. 126.
[573] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 35, 55, 57.
[574] Tamże, t. IX, s. 26.
[575] Tamże, t. IX, s. 29.
[576] Ks. Józef Lemann, „La preponderance juive”, Paris 1899, cz. I, s. 95.
[577] Ks. Barruel, „Memoires pour servir a l’histoire du jacobinisme”, Paris 1837, t. IV, s. 258.
[578] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 28.
[579] Elphas Levi, „Histoire de la Magie”, Paris 1922, s. 442.
[580] Benjamin Fabre, „Franciscus, Eques a Capite Galeato”, Paris 1929, s. 270.
[581] Ks. Barruel, dz. cyt., t. IV, s. 331.
[582] Gaston Martin, dz. cyt., s. 127.
[583] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 37.
[584] Tamże, t. IX, s. 41.
[585] Tamże, t. IX, s. 36.
[586] Heinrich Kohn, „Die politische Idee des Judentums”, s. 26.
[587] Karol Kautsky, „Rasa a żydostwo”, s. 77.
[588] Ks. Henri Delassus, „La conjuration antichretienne”, t. III, s. 129.
[589] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 61.
[590] Albert Lantoine, „La Franc-Maconnerie ecossaise”, s. 247.
[591] J. Hessen, „Żydzi w wolnomularstwie”, s. 45.
[592] Martin, dz. cyt., s. 144.
[593] Graetz, dz. cyt., t. IX, s. 73.
[594] Tamże, t. IX, s. 110.
[595] Tamże, t. IX, s. 91.
[596] Tamże, t. IX, s. 149.
[597] Salomon Reinach, „Orpheus”, Warszawa 1929, s. 192.
[598] Papus, „A. B. C. d’occultisme”, Paris 1922, s. 315-316.
[599] „Hajnt” z dn. 20 listopada 1931 r.

29-05-2011 - 23:25:52

NIe dam rady! A możesz streścić??

01-06-2011 - 20:48:03

Zacytowany rozdział jest streszczeniem rewolucji antyfrancuskiej. Zbyt ważne wydarzenie w historii świata, żeby bardziej streszczać.

28-04-2012 - 12:29:29

Skoro popieracie rządy mniejszości nad większością, to dlaczego nie popieracie obecnego systemu, w którym wszystkimi obywatelami rządzą przedstawiciele ~20% posiadających prawa wyborcze, czyli wyborców PO i PSL?

03-05-2012 - 01:08:32

Nie chodzi o byle jaką mniejszość, a zwłaszcza mniejszość parlamentarnych pajacyków, wybranych większościowo przez tępy motłoch, sterowany przez właścicieli merdiow (czyli głównie żydokomunę).
Chodzi o konkretny model rządów mniejszościowych, który obowiązywał w cywilizacji łacińskiej, a mianowicie dziedziczną monarchię absolutną. Pierwiastek demokratyczny powinien zostać całkowicie wyeliminowany.

06-05-2012 - 05:26:33

Do władzy aby rządzić trzeba być "hodowanym " od najmłodszych lat ,było tak za czasów monarchów ale także w nowej epoce jest tak ,
jednakże karły polityczne czyli banda czworga ku uciesze odwiecznych wrogów Polski jest przy władzy w KORYCIE the finger smiley i każdy czuje w swojej kieszeni itd ,że jest źle, bardzo źle eye popping smiley coś trzeba zrobić ?

01-10-2012 - 15:03:18

Ustrój najbardziej przypominający monarchię dziedziczną występuje obecnie w Korei Północnej. Nie ma tam znienawidzonych przez Janusza Korwin-Mikkego: demokracji, praw człowieka, kontroli instytucji międzynarodowych. Nie ma podatków, a państwo przeznacza większość swoich środków na obronność. Opozycja (jeśli jakaś jest) siedzi w obozach koncentracyjnych, co prawda nie jest wieszana jak socjaliści u JKM, ale i tak korkuje. Istny rajwinking smiley

06-10-2012 - 17:38:41

Jak to nie ma demokracji? W Korei Płn. są jak najbardziej organizowane wybory powszechne. Są one ustawiane, owszem, ale system ten opiera się na komedii demokracji w przeciwieństwie do monarchii, w której szef państwa nie jest nawet teoretycznie zależny od wyników wyborów. W dodatku podawanie Korei jako przykład całego zła monarchii jest o tyle bez sensu, że wyjątki zawsze są, ale nie są one podstawą do zaprzeczania regule. Z drugiej strony można pokazać takie monarchie jak np. Liechtenstein (książę może wydawać dekrety i mieć w d**** Landtag) czy z większych - Jordania.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6252, Posty: 45454, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 306, Posty: 4484.