Demokracja - opium dla Ludu [FAQ]

Wysłane przez MARK13 

23-01-2010 - 18:03:37

Poniższy tekst poskładany został z fragmentów wyjętych z Bastiata, Erika von Kuehnelt-Leddihna (choćby tytuł topicu), a także - w dużej mierze - z wypowiedzi niektórych kolegów tutaj na forum (w szczególności Leszka, Bacza, xsiora, VOT_UPR oraz innych). Mój osobisty wkład to jakieś 20% treści. Nie wiem, może ten obszerny wpis posłuży komuś za coś w rodzaju "pomocy" przy okazji dyskutowania z lewakiem albo jakimś doktrynerem demokracji. Starałem się ująć w nim wszystko, co w dyskusji z demokratą konieczne do podważenia jego niezachwianych poglądów.


Demokracja a totalitaryzm

Milton Friedman: Mówiąc kategoriami politycznymi, kapitalizm to system proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może glosować na kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać, jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości – podporządkowywać się jej. Kapitalizm likwiduje konflikt między mniejszością a większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, bo opiera się on na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek toleruje wszelką różnorodność.

Rozwiązanie problemów w demokracji przez głosowanie ma zawsze charakter totalitarny - obejmuje wszystkich bez względu na to, czy popierają dane rozwiązanie czy są mu przeciwni. Demokracja zgłasza roszczenia do bycia jedynym moralnie słusznym sposobem urządzania i oceniania każdej sfery życia zbiorowego i jednostkowego. Chodzi o to, że wszystkie, nawet najdrobniejsze problemy ludzi, muszą być rozwiązywane demokratycznie i rozwiązanie to musi być stosowane do wszystkich. Musimy rozstrzygać w demokratycznym głosowaniu, czego uczą nauczyciele, gdzie się ubezpieczyć, jak mają wyglądać miasta, ile ma wynosić emerytura, jakie mają być stopnie na świadectwach, jaka ma być służba zdrowia itp.

Jakie są tego konsekwencje? Głupia większość wybiera głupie rozwiązania i wszyscy muszą się do tych głupich rozwiązań stosować. Wolny rynek natomiast nie jest totalny. Jeśli większość wybierze rozwiązanie głupie, to będzie tak mieć, ale mniejszość nie będzie musiała się dostosować. Głupcy w demokracji wybierają zły system zdrowotny i taki system trwa. Na wolnym rynku głupcy leczą się u lekarzy-partaczy, a mądrzy u dobrych fachowców. Po pewnym czasie głupi widzi, że jest dużo gorzej leczony i chce być leczony tak jak ten mądry, nawet jeśli tych mądrych i zdrowych jest mniejszość. W demokratycznym systemie zdrowotnym ten dobry przykład w ogóle się nie pojawi, przez co głupi nigdy się nie dowie, że mogłoby być lepiej.

Wolny rynek pozwala na to, by coś, co się spodoba wielu ludziom, mogło być szybko zweryfikowane w praktyce, wolny rynek to ciągłe eksperymenty i zmiany. Ciągle pojawiają się nowe produkty i usługi, a stare znikają. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i ten dynamizm powoduje, że łatwiej zaspokajać ludziom potrzeby.

Totalizm demokracji, która reguluje sprawy gospodarcze, powoduje, że gospodarka jest dużo bardziej ociężała, ma straszną inercję i jak pójdzie w złą stronę, to bardzo trudno będzie ją zawrócić. Trzeba najpierw miliony ludzi przekonywać teoretycznie, robić propagandę, zdobyć władzę, dokonać zmian w prawie i dokonać totalnej zmiany – to wszystko trwa latami. To samo co w demokracji rozłożone jest w czasie, na wolnym rynku staje się wielokroć szybciej – ktoś wpada na pomysł, przekonuje nielicznych do jego realizacji i już działa on w praktyce. Co istotne, inne, stare rozwiązania trwają równolegle, konkurują ze sobą, aż wygrywa rozwiązanie najlepsze. W demokracji natomiast, aby coś przeprowadzić, trzeba to rozważać teoretycznie i teoretycznie do tego przekonywać ludzi. A ludzie są głupi i jak coś im się teoretycznie tłumaczy, to nie rozumieją. Wolny rynek pozwala to samo łatwo i szybko zrealizować w praktyce i pokazać, jak działa – bez konieczności przekonywania kogokolwiek. Ci sami głupi ludzie zrozumieją to wtedy bez problemu, bo albo im się spodoba nowe rozwiązanie, albo nie. Zobaczą je na żywo, naocznie, w praktyce, a nie w jakiejś niezrozumiałej teorii.

Demokracja a głupota

Winston Churchill: Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięć minut rozmowy z przeciętnym wyborcą.

Walter Bagehot: Aby utrzymać demokrację, potrzebna jest głupota na niewyobrażalną skalę.

Nicolás Gómez Dávila: Wolność demokraty nie polega na tym, że może powiedzieć wszystko, co myśli, ale na tym, że nie musi myśleć o wszystkim, co powie.

Walter Lippmann: Człowiek nie ma i nie może mieć własnego zdania na temat wszystkich spraw publicznych. Nie rozumie zdarzeń, ich przyczyn ani skutków. Nie jest zainteresowany konsekwencjami własnych decyzji. Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać – tak jak mistycy demokracji zwykli to czynić – że połączenie ignorancji jednostek tworzących masy może stworzyć stałą siłę napędową życia publicznego.

90 proc ludzi nigdy nie powinna głosować z powodów obiektywnych – bo są głupi i leniwi. Co znaczy, że głupi – to mniej więcej wiadomo. Leniwi znaczy natomiast niezainteresowani konsekwencjami swoich wyborów, niezainteresowani studiowaniem ich, analizowaniem i ewentualnym unikaniem skutków kolejnych błędnych decyzji. Demokracja dlatego jest balastem rozwoju cywilizacyjnego, bo głupota ma w niej takie same prawa jak mądrość – a jako że głupców jest znacznie więcej niż ludzi mądrych (jak jeden do dziesięciu przynajmniej), to w demokracji grozi nam tylko regres, a w najlepszym razie stagnacja.

Większość jest zbyt głupia i leniwa, by zrozumieć teoretyczne argumenty za i przeciw, dajmy na to, zniesienia ceł na towary sprowadzane z zagranicy – jest zbyt głupia, by włączyć się do dyskursu publicznego w tej sprawie, by go dogłębnie przeanalizować i podjąć decyzję w stosunku do wszystkich importerów i eksporterów, obecnych i nienarodzonych, czyli jakiegoś abstrakcyjnego tworu, którego masy z racji bycia masą nie są w stanie ogarnąć swoim kolektywnym, uproszczonym umysłem. Ale ci sami głupcy i lenie są wystarczająco mądrzy i zaradni, by zdecydować o tym, komu i za ile wysłać paczkę do Irlandii czy od kogo i za ile sprowadzić samochód z Ameryki. Suma ich indywidualnych decyzji będzie zawsze decyzją mądrą, podczas gdy decyzja w ogólnopaństwowym referendum tych samych ludzi w sprawie oclenia WSZYSTKICH towarów będzie zawsze decyzją głupią.

Większość jest zbyt głupia, by zdecydować, jaki system emerytalny będzie najlepszy dla wszystkich w państwie, ale jest wystarczająco mądra, by wiedzieć, jak siebie zabezpieczyć na starość; większość jest zbyt głupia, by zaprojektować ogólnonarodowy system opieki zdrowotnej, ale jest wystarczająco mądra, by wybrać sobie lekarza, który ich wyleczy, gdy zachorują; większość jest zbyt głupia i leniwa by kierować państwem, by zdecydować o tym, co ma robić państwo, aby zyskać ekonomicznie, większość jest zbyt głupia, by podejmować decyzje dotyczące państwa – ale każdy z tych głupców i leniów jest wystarczająco mądry i zaradny, by samemu zyskać w swoich własnych działaniach gospodarczych.

Jest jeszcze coś, o czym warto pamiętać: gdy decydujemy o jakiejś sprawie indywidualnie lub w grupie, to w istocie nigdy nie jest to ta sama sprawa. Np. chcemy zdecydować o tym, jak zabezpieczyć się na starość. Gdy decydujemy indywidualnie, wybieramy dla siebie najlepszy system oszczędzania, a gdy decydujemy grupowo, wybieramy jeden wspólny system oszczędzania dla grupy. W istocie są to dwa różne systemy. Dalej: jeśli chcemy rzetelnie zdecydować o systemie grupowym, to nie możemy kierować się w tej decyzji tym, jaki system wybralibyśmy dla siebie. Wybór systemu grupowego jest wielokroć trudniejszym zadaniem niż wybór systemu dla siebie. Przeciętny człowiek jest wystarczająco inteligentny i ma wystarczająco dużo danych, by wybrać dobry system oszczędzania dla siebie, ale nie ma wystarczająco dużej wiedzy i danych, by zdecydować o systemie oszczędzania dla większej grupy. Ale nawet jeśli o tym systemie grupowym zdecyduje jakiś geniusz, który będzie dysponował nieograniczoną ilością badań statystycznych, to i tak zawsze totalne rozwiązanie, czyli jakiś jeden system oszczędzania dla wielu, okaże się gorszym rozwiązaniem, niż gdyby każdy miał wybrać system emerytalny dla siebie.

Wniosek: głupia większość jest zbyt głupia, by pozwolić jej dzielić swoje decyzje z resztą, ale jak zachowa te decyzje dla siebie, to raptem okażą się one wystarczająco mądre, żeby funkcjonować na wolnym rynku, ba, okażą się na tyle mądre, że ogólny kapitał w społeczeństwie wzrośnie. Bo głupia większość prawie zawsze składa się z mądrych jednostek. Chodzi o to – mówiąc bardziej obrazowo – że motłoch w demokracji to katastrofa, ale motłoch na wolnym rynku to już nie motłoch, lecz grupa konsumentów, gdzie każdy doskonale rozumie, czy lepiej dla niego kupić chińskie majty na stadionie czy markowe w salonie bielizny. A jak się pomyli i mu pękną w kroku, to następnym razem kupi inne. Wolny rynek nie ma NIC wspólnego z demokracją – to wybór indywidualny i żadnej większości być tu nie może. To nie są jakieś tam wydumane fanaberie ani postulaty jedynie teoretyczne – w oparciu prawa wolnego rynku Ameryka i Wielka Brytania zbudowały swoje potęgi. Większość gospodarek europejskich przechodziła etap wolnego rynku w największych dla siebie fazach rozwoju gospodarczego. Kapitalizm już nie raz udowodnił, że jest najefektywniejszym mechanizmem regulacji gospodarki. Nikt go nie wymyślił ani nie stworzył – powstał samoczynnie, tak samo jak samoczynnie działa jego mechanizm.

W skrócie:
• Każda grupa, a więc też większość, złożona jest z jednostek;
• Inne są zachowania jednostki, a inne grupy jednostek w tych samych warunkach, a co dopiero w różnych;
• Zmiana rzeczywistości – z socjalizmu na wolny rynek – powoduje rozczłonkowanie większości na jednostki;
• Każda jednostka dokonując wyborów tylko jej dotyczących - dokonuje wyborów dla niej samej dobrych.

Demokracja a dogmatyzm

Jednym ze standardów współczesnej demokracji są pięcioprzymiotnikowe wybory do parlamentu. Innymi słowy, dogmat demokratyczny głosi, że dobra władza może być wybrana tylko poprzez pięcioprzymiotnikowe wybory.

Ale czemu?

Czemu demokracja musi być większościowa? Czemu nie może być mniejszościowa? Przecież już z czysto matematycznego punktu widzenia każde ograniczenie ludzi biorących udział w procesie wyłaniania władzy czy w ogóle w procesie podejmowania jakichkolwiek decyzji jest korzystne, bo wzrasta efektywność i mądrość tej władzy. I czemu demokracja musi być proporcjonalna? Czy nie lepsza jest ordynacja większościowa z dwoma turami? Dlaczego tajna? Tajność ukrywa odpowiedzialność. Dlaczego powszechna? Menele, bezdomni i ludzie idący na wyboru z nudów też mają glosować? Na jakiej podstawie? Dlaczego równa? Czy głos człowieka mądrego i doświadczonego powinien ważyć tyle samo, co głupiego i prymitywnego? Dlaczego bezpośrednia? Czy nie lepiej, żeby np. Senat wybierany był przez członków samorządów pochodzących z wyborów?

Przywiązanie do tych pięciu przymiotników jest ewidentnie dogmatyczne. Jakoś nigdy nie słyszałem, by gdziekolwiek współcześnie toczono dyskurs publiczny dotyczący sensowności tych przymiotników, o racjonalnym czy ekonomicznym ich uzasadnieniu nie wspominając.

Sprzeciwianie się współczesnym standardom demokratycznym, czyli bycie antydemokratą, nie oznacza, że popiera się tyranię czy użycie siły w walce o władzę. Alternatywą dla demokracji nie jest tyrania, tak samo jak alternatywą dla koloru zielonego nie jest bladoróżowy. W palecie mieści się znacznie więcej odcieni, tak samo jak na demokracji i tyranii nie kończą się wcale rozwiązania systemowe. Nie wolno tworzyć z demokracji tabu, które nie podlega żadnej krytyce. Demokracja nie może być celem państwa ani obywateli. Są różne rodzaje demokracji: bezpośrednia, pośrednia albo z kilkoma stopniami pośredniości, jednoturowa albo wieloturowa, proporcjonalna albo większościowa, dla wszystkich, albo dla elit, jeden człowiek jeden głos albo waga głosu zależna od człowieka, tajna albo jawna, totalna albo ograniczona, z prawem veta albo bez. Każda z tych form powinna być dopuszczalna, a przede wszystkim dyskutowana.

Tymczasem w rzeczywistości tak nie jest: dogmat „pięciu przymiotników” wciąż obowiązuje i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. Doszło do zupełnie absurdalnej sytuacji, że oto w wolnym niby kraju normalność – czyli racjonalne podejście do ustroju państwa – stało się pod medialną, lewacką indoktrynacją nienormalnością albo wręcz herezją. Podważać sensowność tak wspaniałego ustroju, jakim jest demokracja – ustroju, o którym Churchill powiedział, że jest najlepszym z wymyślonych przez człowieka – to się w głowie nie mieści!

A prawda jest taka, że demokracja to absurd – przynajmniej w takiej formie, w jakiej się ją dzisiaj uskutecznia. Jej założenia nie mają żadnych, powtarzam: żadnych racjonalnych podstaw, co można bez trudu udowodnić, sprowadzając ją do absurdu. W tym sensie demokracja jest substytutem religii – nie ma wyboru i jeśli chce przetrwać, musi stać się czystą wiarą, musi nabrać charakteru irracjonalnej, świeckiej religii, w która „trzeba” wierzyć.

Demokracja a prawa mniejszości

Demokracja jest tyranią większości. Sloganowym kłamstwem jest mówienie, że demokracja to system, w którym rządzi większość z poszanowaniem praw mniejszości. Bo zastanówmy się przez chwilę: jaka większość? I jak nazywa się system, w którym rządzi większość bez poszanowania praw mniejszości? 40% głosujących na Partię Dobrobytu i Postępu spośród 30% biorących udział w wyborach to ma być owa mityczna większość? Co w takim razie z „mniejszością”? Zawsze przecież pozostaje ta część ludzi, którzy nie poparli w głosowaniu rządzących (zwykle jest to większość, biorąc pod uwagę niegłosujących), a którym narzuca się później przemocą rozwiązania, którym byli przeciwni.

Tak wygląda poszanowanie praw „mniejszości” w demokracji?

Nieszczęście jednostki w demokracji polega właśnie na tym – że na jakość jej życia w znacznej mierze wpływ mają menele na zasiłku, więźniowie w zakładach karnych, debile, którzy w życiu przeczytali może pół książki i pseudo-świadomy elektorat, który wiedzę polityczno-ekonomiczną czerpie z telewizji/szkoły/gazet/rozmów z barmanem przy ladzie. A tak już się porobiło na tym świecie, że menelstwo i tępactwo obojga płci, czyli zwykły, ogłupiony gmin, nigdy przenigdy nie zagłosuje na żadnego liberała z tej prozaicznej przyczyny, że w ogóle nie zrozumie, co ów człowiek mówi i gdzie mianowicie tkwi dobro głoszonego przezeń programu. Podobnie pseudo-świadomy elektorat, legitymujący się papierkiem ukończenia studiów – on także nie zechce oddać głosu na takiego polityka. Raz, że również nie bardzo jest w stanie pojąc, iż o wiele lepszym wyjściem dla niego samego jest to, że nie będzie dostawał dodatku na ogrzewanie i zasiłku na dziecko, a dwa – właśnie z powodu tego elementarnego niezrozumienia zagłosuje na kogoś, kto mu taki zasiłek obieca.

Prawda o demokracji jest nawet dalece bardziej „niewygodna”: głos Ludu, obojętnie czy idzie o niegłosującą większość czy głosującą mniejszość, nie ma dla władzy żadnego znaczenia. Głosy głupców z gminu są tylko dodatkiem do prawdziwej siły władz III RP. Bo nikt poważny i ważny nie słucha głupców. Lud jest tylko narzędziem pomocnym do siania propagandy. Kiedy sitwa potrzebuje opinii, to je nagłaśnia, a kiedy sobie nie życzy - bo np. po cóż jej opinie krytyczne wobec przymusu ubezpieczeń - to się ta sitwa na opinie wypina i je blokuje. Dla decyzji sitwy nie ma znaczenia nijaka racja obiektywna ani nijaka większość lub mniejszość. Przy czym w dniu wyborów, gdy gmin stoi nad urną, sitwa robi, co może, by Lud głosował w ilości jak największej. Lewica panicznie obawia się niskiej frekwencji – bo jeśliby pozbawić 90% gminu prawa głosu, to nie będzie można wejść do Sejmu, obiecując każdemu mieszkanie, obiad i flaszkę do obiadu, a więc dla wielu posłów i posłanek skończy się pole do działania i w efekcie kilkadziesiąt tysięcy tumanów straci wysoko płatne posady w ZUS-ach, KRUS-ach i NFZ-ach oraz innych tzw. „spółkach skarbu państwa”.

Demokracja a socjalizm

Karol Marks: Wystarczy wprowadzić demokrację, a ludzie większością głosów wybiorą socjalizm.

Aby pojąć i zrozumieć istotę współczesnych, nowoczesnych reżimów demokratycznych, trzeba wpierw oderwać się intelektualnie od tego, co podsuwają nam nasze myśli. Prawica, lewica, komuniści, liberałowie, wolność, postęp, demokracja, kapitalizm etc. Warto pomyśleć sobie, że cokolwiek przychodzi nam do głowy na skutek napływających do nas informacji, względnie na skutek przebytej drogi edukacyjnej, jest z góry i bezdyskusyjnie błędne i prowadzi do wyciągania fałszywych wniosków. Jest to forma obrony rozumu przed nim samym. I jeśli nam się to uda, znajdziemy się właściwie prawie u celu, gdyż teraz pozostaje już tylko włączyć swój krytyczny umysł do degustacji świata i zacząć wszystko na nowo trawić i szeregować.

Komunizm, jaki przedstawiają podręczniki szkolne, prasa i telewizja, odszedł w niełaskach, odrzucony przez władzę z powodu raz, że zbyt dużej wolności wewnętrznej i autonomii, jaką dawał jednostce, a dwa – z przyczyn ekonomicznych: był ustrojem z punktu widzenia rządzących nieopłacalnym, ociężałym, za mało cierpliwym i za mało wyrafinowanym. Doszło więc do eliminacji starego komunizmu i starego faszyzmu. Na zgliszczach odrzuconych totalitaryzmów powstał totalitaryzm nowy – demokracja większościowa.

Zależność jest dokładnie tak prosta, jak przedstawił ją Marks w zacytowanym fragmencie: wybory wygrywa się wyłącznie hasłami lewicowymi, więc partie mamią motłoch hasłami „becikowe dla wszystkich matek”, „bilety MPK za darmo” i innymi, ogłupiony, leniwy lud głosuje, wybiera władzę, władza wprowadza ustrój socjalistyczny. Tak oto w wyniku demokratycznych wyborów powstaje państwo opiekuńcze z centralnie sterowaną gospodarką, będące połączeniem faszystowsko-komunistycznych postulatów ekonomiczno-społecznych. Państwo takie – pod pretekstem „interesu społecznego”, bezpieczeństwa, solidarności czy w imię „sprawiedliwości społecznej” – posunie sie do dowolnego skurwysyństwa, zacznie wchodzić z buciorami w każdą sferę ludzkiej działalności, przejmując stopniowo „opiekę” nad wszystkimi dziedzinami życia i przekształcając ludzi w pilnie strzeżone zwierzątka. Od tego nie ma odwrotu: jak raz dasz świni wejść racicami w koryto, to wlezie – nic jej nie powstrzyma: w przeciągu jednej kadencji powstaną kolejne urzędy do walki z czymś tam, ds. kontroli czegoś tam, ds. ochrony kogoś tam, pochłaniające gigantyczne koszty i generujące znikome przychody. Określone grupy zatrudnione w sektorze państwowym otrzymają przywileje. Wkrótce pojawią się państwowe pozwolenia, certyfikaty, koncesje, licencje, a przede wszystkim fiskalny terror – opodatkowanie każdej ludzkiej aktywności. Człowiek zmuszony będzie łożyć na złodziejski system i finansować usługi, które państwo przemocą mu na rzuci. Świadom mniej lub bardziej swojego zniewolenia, nie pozwoli on jednak, by cokolwiek systemowi zaszkodziło – będzie go bronił i trzymał sąsiada w szachu – dla „wspólnego dobra”. W takiej sytuacji władza nie musi robić nic, system nikogo nie musi eliminować. Cud tresury – ludzie sami wyeliminują „opornych”, „oszołomów”, nieznośnych fantastów, bredzących o potrzebie wolności.

W demokracji obowiązuje bowiem bezwzględny oblig przystosowywania się do poglądów mitycznej (a w istocie nieustannie urabianej przez nieliczną mniejszość) „większości”. Oblig ten wymusza taktykę możliwego niezrażania sobie kogokolwiek – a tak się składa, że każde naruszenie demokratycznego porządku z miejsca postrzegane jest jako zamach na „najwyższe wartości społeczne”. Dlatego właśnie w demokratycznym establishmencie widać tylko tych, którzy zdają pomyślnie „test tolerancji”: wszyscy mówią dokładnie to samo, bez względu na partyjna przynależność, i wszyscy równie stadnie wystrzegają się treści zabronionych przez „polityczną poprawność”, egzekwowaną nieubłaganie przez „pluralistyczne” i „niezależne” media. Czyni to zupełną iluzją, a nawet groteską pielęgnowany przez klasycznych republikanów i liberałów mit „debaty publicznej”.

W demokracji pluralizm jest iluzją. Ci, którzy przemawiają „uprzejmie”, popisują się okrągłymi frazami, oni zdobywają poważanie wśród Ludu za swą rozwagę, umiarkowanie i mądrość. Zawsze dochodzą do wysokich stanowisk. Ci z kolei, którzy otwarcie głoszą, iż demokracja jest systemem złym, którzy mówią: „Usuńmy każdą niesprawiedliwość, bo nie ma tylko częściowej niesprawiedliwości, nie tolerujmy dłużej rabunku, bo nie ma pół- ani ćwierć-rabunku” – ci uważani są za jałowych marzycieli i „oszołomów” powtarzających w kółko to samo. Ludzie uważają ich argumenty za zbyt proste, zbyt rewolucyjne – i nie dowierzają im. Bo czy to, co brzmi tak prosto, może być prawdziwe?

Demokracja a media

Jacek Bartyzel: Demokracja ma pretensjonalną skłonność do patetycznej, "wysokiej" aksjologii (wyobrażania i reprezentowania "najszczytniejszych ideałów" ludzkości albo upominania się o ubogich, skrzywdzonych i dyskryminowanych), a jednocześnie jej funkcjonowanie jest niemożliwe bez marketingowych i "pijarowskich" kuglarstw.

Demokracja może się utrzymać głównie dzięki wstawiennictwu mediów. Dlatego inna nazwa demokracji to po prostu mediokracja.

W demokracji nie trzeba fałszować głosów z prostej przyczyny: wystarczy zafałszować ludziom obraz życia widzianego poprzez telewizję. Czasowa przewaga przekazu lewicowego jest przytłaczająca. Wszystkie główne programy informacyjne służą do trenowania mas wyłącznie w lewicowym myśleniu. Jeśli w każdym telewizyjnym wydaniu wiadomości lansuje się lewicowe postrzeganie świata, lewicowe myślenie, lewicową analizę, lewicowy komentarz, to taki telewidz jeden z drugim po prostu wchłania i zaszczepia sobie tę zarazę. Pokazuje się masom pana redaktora, względnie panią redaktor, co to narzeka, że gdzieś tam nieporządki się dzieją, że służba zdrowia podupada, że drogi leżą nieukończone, ów redaktor nawet udaje bezpartyjnego i stojącego „po twojej stronie” (slogan TVP-Info), by na koniec wygłosić obowiązkowy komentarz o niedociągnięciach państwa w finansowym pomaganiu zakładom, pracownikom czy o konieczności podniesienia świadczeń socjalnych.

Ta sama dokładnie strategia przyświeca twórcom rodzimych szajsoper. W całej kupie serialików pokazuje się masom żałosnego nieudacznika, uzależnionego od państwa, jako bohatera pozytywnego. Kiedy grozi niebezpieczeństwo, taki frajer nie staje osobiście w obronie rodziny i biznesu, nie chwyta za broń, ale zamawia "profesjonalną ochronę" albo dzwoni na policję. Kiedy jakaś firma podlicza zyski i straty, po czym przeszeregowuje zatrudnionych, a część przy tern zwalnia, to te szajsopery stosują standardowe poniesienie napięcia emocjonalnego, psychodeliczny podkład muzyczny i podobne oprawki, aby masy przyjęły, że "ludziowi pracy" brzydki pracodawca prywatny wyrządza krzywdę życiową. Ukazuje się takiego pracodawcę obowiązkowo jako gbura i jakiegoś zboczonego pazerniaka. Kiedy za to ktoś zachoruje, to musowo nie powinien płacić rachunku za szpital, tylko wyleczony musi być na koszt państwa, a lekarze w tych żałosnych serialikach jakoś tak dziwacznie "nie biorą pieniędzy od pacjentów", a też obowiązkowo "na pierwszym miejscu stoi pacjent" - i takie tam zaklęcia.

Produkuje się tego taśmowo całą wielką kupę i pokazuje do znudzenia -codziennie, od rana do nocy. Można ogłupić w kwestiach życiowych, więc można i w sprawach większej polityki, o której ludzie już nawet ułamka pojęcia nie mają. Wmówić da się wszystko. Trzeba tylko czasu do przekonania wystarczającej tzw. większości.

Demokracja a grabież

Państwo kradnie. Taka jest natura soc-demokracji, że pozwala kraść LEGALNIE i BEZKARNIE. A jeżeli można uprawiać legalną grabież, państwo będzie ją uprawiać. Taka jest również natura człowieka, że ma on wrodzoną skłonności do unikania trudu – ludzie uciekną się do grabieży zawsze, gdy tylko grabież będzie łatwiejsza niż praca. W tych okolicznościach ani religia, ani moralne nakazy nie mogą tego zatrzymać. Państwową grabież można zatrzymać tylko w jeden sposób: powodując, że stanie się ona bardziej nieopłacalna i bardziej niebezpieczna niż praca - no i że na mocy prawa stanie się czynem kryminalnym, a nie "urzeczywistnianiem sprawiedliwości społecznej".

Proste rozumowanie: jeżeli przywilej udziału w stanowieniu prawa ograniczony będzie do niewielu osób, wówczas tylko nieliczni – przyjmując od razu najczarniejszy scenariusz – dokonają rabunku na wielu.

TAK/NIE?

Jeśli TAK, to logicznym jest, że jeżeli udział w stanowieniu prawa stanie się powszechny (większościowy), to dojdzie do powszechnej grabieży – bo ludzie będą usiłowali zrównoważyć swoje sprzeczne interesy.

TAK/NIE?

Jeśli TAK, to po co z niesprawiedliwości nielicznych robić zasadę działania ogółu? Niemożliwością jest wprowadzenie w społeczeństwie większej przemiany i większej zbrodni niż przemiana prawa w narzędzie grabieży. A demokracja na takową przemianę pozwala – LEGALNIE!

Demokratyczna struktura decyzyjna stanowi najdoskonalszą w historii ludzkości maszynerię do wyzyskiwania i wywłaszczania obywateli oraz zwiększania dochodów tzw. klasy opodatkowującej (urzędnicy) – za zgodą podatników! Demokracja to jedyny ustrój, w którym państwo może zawierać LEGALNIE umowy skutkujące tym, że wywiązanie się z nich pociąga za sobą konieczność popełnienia przestępstwa, tj. konieczność dokonania rabunku na osobach trzecich. Prowadzi to do sytuacji patologicznej – w demokracji wszyscy kradną*. Ludzie już tak przywykli do tego systemu, tak on ich zdemoralizował, że biorą pod uwagę tylko to, co sami ukradną, a nie to, co im ukradziono, spoglądają na grabież wyłącznie z perspektywy złodzieja i uważają sumę wzajemnych grabieży za dochód narodowy. Zdumiewające są przy tym dwie rzeczy: że ci sami ludzie uwierzyli, iż bez kontroli państwa nie ostanie się żadna gałąź przemysłu i że wszystko, co jednostka ukradnie ze wspólnego majątku (świadczenia socjalne, dotacje, emerytury wypłacane przez państwo), jest wspólnym zyskiem.

*Jeśli się dokładnie przyjrzeć działaniu demokracji i procesowi redystrybucji dóbr, wówczas stwierdzenie, że „wszyscy kradną” okaże się nieprawdziwe: w demokracji nigdy nie dochodzi do żadnej "powszechnej grabieży" – przynajmniej nie w rozumieniu dosłownym, tj. że wszyscy kradną. Gdyby w demokracji wszyscy mogli kraść, to by demokrację zlikwidowano. W demokracjach kradną ciągle nieliczni, bo demokracja to nic innego jak zawoalowana forma oligarchii – do grabieży dochodzi zawsze "mniejszościowej", ale na niewyobrażalną skalę, bo pod pretekstem "interesu społecznego" albo „dobra ogółu” (dobra emerytów, pielęgniarek, obłożnie chorych, studentów, kogokolwiek).

Demokracja a łagodzenie konfliktów

Jednym z najchętniej powtarzanych argumentów „za” demokracją jest to, że łagodzi napięcia społeczne.
Jak łatwo się domyślić, łagodzenie konfliktów społecznych przez demokracje to zabobon, pusty, ładnie brzmiący slogan – gdyby zapytać kogokolwiek o jego sensowne uzasadnienie, skończyłoby się na wzruszeniu ramionami i „bo tak”.

Demokracja konflikty podsyca, nie łagodzi. Żaden inny ustrój nie eskaluje ich równie skutecznie. W demokracji sztuka judzenia jednych przeciwko drugim stanowi elementarz działań w każdej dziedzinie życia – od wyborów poczynając. Antagonizowanie pracowników „budżetówki” przeciwko rolnikom, pielęgniarek przeciwko lekarzom, górników przeciwko stoczniowcom – podziały biegną przez społeczeństwo wzdłuż, w poprzek i na ukos i w razie jakiegoś większego kryzysu wystarczy już tylko włożyć jednej z grup broń do ręki i wskazać, do kogo strzelać. Bo niby czemu pielęgniarkom podwyżki się należą, a nam – górnikom – nie? Czemu studenci mają dostać zniżki na bilety MPK, a matka wychowująca samotnie pięcioro dzieci nie? Kto i w oparciu o jakie kryteria decyduje o tym, co się komu należy?

Kto rozdaje przywileje?

Demokracja a przywileje

Arystoteles: Nie ten morduje naród, kto zabija jego członków, lecz ten, kto obsypuje ich niezasłużonymi przywilejami.

Nadawanie każdemu wyszczególnionych praw powoduje sytuację raz, że uprzywilejowania i wyodrębnienia z prawa przypadków szczególnej zbiorowej szczególności, przez co prawo staje się nieuchronnie lewem, czyli de facto zbiorem przywilejów, a dwa - sytuację narastania tzw. "głuchej nienawiści". Im więcej przywilejów dostaną, dajmy na to, mniejszości etniczne albo jakaś grupa zawodowa, tym bardziej osoby nieobjęte przywilejami będą te mniejszości dyskryminować - po cichu, pod nosem i kto wie, do czego doprowadzi to w przyszłości.

Jest to nieodłączny skutek wtrącania się państwa w życie ludzi i faworyzowania jednych grup kosztem innych. Rzecz jasna wszelkiej maści demokratom i lewakom jest to na rękę. Lewacy doskonale wiedzą, że im więcej przywilejów nadadzą mniejszościom, im więcej będą gadać o równouprawnieniu, parytetach, o zwalczaniu ksenofobii, likwidowaniu "wykluczania" podczas naboru studentów czy "wyrównywaniu kwot", tym bardziej wkurzą ludzi "nieobjętych" przywilejem posiadania przywilejów. I ci ludzie pójdą z kamieniami na uprzywilejowanych. I telewizja będzie miała o czym trąbić przez następne dwa tygodnie, a spod piór lewackich pismaków po raz kolejny wyjdą ciurkiem banały o "peerelowskiej mentalności" w sam raz do przetrawienia dla ćwierć-inteligenckich celebrytów: że Polacy to homofoby, ksenofoby, pijacy, złodzieje i chamy bijące Murzynów.

Bo lewacy MUSZĄ Z CZYMŚ WALCZYĆ ZA PIENIĄDZE PODATNIKA. Jak nie z globalnym ociepleniem, to z dyskryminacją "mniejszości". A że sami tę dyskryminację eskalują lewackim prawodawstwem – o tym już nikt się nie zająknie.

Lewakom na rękę jest podsycanie "głuchej nienawiści", a demokracja nadaje się do tego doskonale. Im bowiem większa wzajemna nienawiść panuje w społeczeństwie, tym więcej pieniędzy można wyciągnąć od ludzi na walkę z „dyskryminacją” i tym więcej urzędów do walki z czymś tam można utworzyć.
To jest właśnie istota demokratycznego sposobu rządzenia – skłócanie i antagonizowanie ludzi poprzez nadawanie przywilejów określonym grupom i rozdawanie pieniędzy w zależności od politycznego (przedwyborczego) zapotrzebowania. W państwie rządzonym normalnie, tj. niedemokratycznie, trzeba by najpierw ludzi przekonać, że warto zostawić dom i iść się strzelać. W demokracji wystarczy iskierka, gdyż ludzie znajdują się w stanie permanentnego niezadowolenia, podskórnie przeczuwają, że system niesprawiedliwością stoi, ale nie umieją nazwać problemu. Bo przecież demokracja nie może być przyczyną niesprawiedliwości – demokracja musi być dobra!

Zawsze będą istniały nierówności, które ludziom doświadczającym ich wydadzą się niesprawiedliwe, rozczarowania, które będą wydawały się niezasłużone, i niczym nieuzasadnione niepowodzenia. Lecz gdy wszystko to ma miejsce w odgórnie kierowanym społeczeństwie, reakcja ludzi jest bardzo różna od tej, która pojawia się, gdy problemy te nie są wywoływane niczyim rozmyślnym wyborem. Nierówność jest niewątpliwie łatwiejsza do zniesienia i w mniejszym stopniu narusza godność osoby, jeżeli wywołują ją czynniki bezosobowe, nie zaś świadome, państwowe planowanie. Człowiek znacznie szybciej zaakceptuje nieszczęście, będące wynikiem działania ślepego trafu, nieszczęście przez nikogo niezawinione, aniżeli cierpienia będące rezultatem decyzji władz. Bo niezadowolenie z własnego losu będzie nieuchronnie rosło u każdego wraz ze świadomością, że jego dola jest rezultatem przemyślanych ludzkich decyzji.

Demokracja a przelew krwi

Kolejne zaklęcie pozbawione jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia brzmi: demokracja umożliwia bezkrwawe przekazanie władzy.

Ludzie źle interpretują doświadczenia historyczne. Raz, że wielu przypisuje demokracji zasługi, które należy bezwzględnie przypisać Einsteinowi i Oppenheimerowi, a dwa: „rozlew krwi” przy zmianie władzy to mit przeszłości dokładnie taki sam, jak praca dzieci i kobiet w kopalniach w epoce „krwiożerczego kapitalizmu”. Kobiety i dzieci przestały pracować w kopalniach nie dlatego, bo urodził się Karol Marks i pojawiły się związki zawodowe, lecz dzięki „krwiożerczemu kapitalizmowi” właśnie – dzięki elektryfikacji, przemysłowi maszynowemu, a nade wszystko dzięki temu, że robotnicy zyskali bezprecedensową możliwość wzbogacenia się. To samo tyczy się „walki o władzę” – rozlew krwi podczas przekazywania władzy w krajach wysoko rozwiniętych jest praktycznie niemożliwy i demokracja nie ma z tym faktem nic wspólnego – ludzie dzięki niej wcale nie wspięli się na wyższy szczebel rozwoju cywilizacyjnego, uświadamiając sobie raptem bezsens siłowych rozwiązań. Rozlew krwi jest niemożliwy, bo z ekonomicznego i propagandowego punktu widzenia jest całkowicie nieopłacalny.

Większość ludzi na hasło "rząd mniejszościowy" albo „monarchia” opowiada natychmiast o wojnach. Na Boga! – to nie te czasy, że król to jaśnie pan na polowaniu i dla rozrywki po śniadaniu skazujący na ścięcie kilku oponentów, mając za plecami dodatkowo czyhających na jego tron paru kuzynów.

Tylko po drugiej wojnie światowej odbyło się ku uciesze wielbicieli demokracji najrozmaitszego obrządku coś ponad dwieście mniejszych i większych wojen. Poza tym jest dokładnie odwrotnie niż się powszechnie uważa – wojny są stosunkowo mało uciążliwe, kiedy panuje system monarchiczny. Nie bez kozery najgorsze, najbardziej krwawe wojny toczyły się właśnie wśród narodowych państw demokratycznych. Wojna bowiem jest ZAWSZE toczona w interesie wąskiej grupki polityków (elity, rządzących). Kiedy panuje elitarny system władzy, to w wojny angażują się środki tylko tejże elity, reszta ludzi ma mniej więcej cały czas tak samo. W narodowych demokracjach zaś wojna toczy się kosztem ogromnej większości obywateli. Do walki w wojnie bowiem potrzeba ludzi, a jednym z nieszczęść demokracji jest zgubny pomysł ujednolicenia narodu z zakresem władzy - czyli powstanie państw narodowych właśnie.



Zmieniany 9 raz(y). Ostatnia zmiana 24-01-2010 16:36 przez MARK13.

27-01-2010 - 00:19:19

Bardzo dobre FAQ. Powiem tylko, że ja zdołałem odwieść 2 osoby w sposób niesłychanie prosty, ale 3 (prawdopodobnie Ćwierćinteligent) nie dało się, mało tego efektem był wielki wybuch, a dyskusja przetoczyła się przez wszystkie aspekty polskiego systemu, na UE skończywszy.

Niestety można znaleść takie kwiatki, proszę zerknąć do komentarzy:

[www.eioba.pl]



------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziewiczość lasu świadczy o impotencji wiatru!

27-01-2010 - 17:32:25

mnie zastanawia co innego: jaka była rola wolnego rynku w "popularyzowaniu" idei demokratycznych?

bo spójrzmy: wolny rynek w demokracji nie ma szans przetrwać. nie masz szans przetrwać choćby z tej prostej przyczyny, że ogłupiony Lud "większością" głosów ZAWSZE wybierze socjalizm. kapitalizm jest zatem ustrojem powstającym na mocy decyzji politycznych, a nie gospodarczych. o tym, jaki panuje w kraju ustrój, przesądzają nie decyzje konsumentów, decyzje czysto ekonomiczne, lecz decyzje polityczne. a niestety tylko święty oparłby się pokusie, by przy tak gigantycznej liczbie poddanych, jaką "oferuje III RP, nie wykorzystać demokracji do wprowadzenia i umacniania socjalizmu.

z drugiej strony nie da się ukryć, że to właśnie kapitalizm uruchomił mechanizm tworzenia bogactwa na niespotykaną dotąd skalę i tym samym przekształcił scenę polityczną - przekształcił ją w taki sposób, że otworzył przed ludźmi, którzy dotychczas nie mieli ani środków, ani aspiracji do sprawowania władzy, pole do robienia kariery politycznej. pozwalając pomnażać kapitał i bogacić się, wolny rynek sprawił, iż runęły "stare" bariery społeczne hamujące dostęp ludzi do władzy (albo w postaci urodzenia, posiadanego majątku albo wykształcenia).

czy nie jest zatem tak, że to kapitalizm jest ustrojem, który najbardziej przyczynia się do powstawania demokracji? parafrazując Marksa, można by powiedzieć, że: wystarczy wprowadzić wolny rynek, a demokracja sama powstanie.

ot, taka refleksja. co o tym wszystkim sądzicie? bo nie sposób przemilczeć faktu, iż rozwój kapitalizmu i triumfalny pochód idei wolnorynkowych pokrył się niejako z tendencjami do demokratyzacji - a mówiąc precyzyjniej - z tendencjami do odchodzenia od rządów mniejszościowych na rzecz większościowych.



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 27-01-2010 19:22 przez MARK13.

27-01-2010 - 20:35:14

Ja tu widzę taki przebieg: wolny rynek prowadzi do zamożności, ludzie zapominają o wolności, coraz więcej ludzi zaczyna myśleć, że jakby-to-i-tu-uregulować-to będzie-super. W ten oto sposób, cegiełka po cegiełce tworzy się socjalizm.

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziewiczość lasu świadczy o impotencji wiatru!

27-01-2010 - 22:05:46

Cytuj

Demokracja to jedyny ustrój, w którym państwo może zawierać LEGALNIE umowy skutkujące tym, że wywiązanie się z nich pociąga za sobą konieczność popełnienia przestępstwa, tj. konieczność dokonania rabunku na osobach trzecich.
Jak to jedyny? A w dyktaturze nie może tak być?

----------------------------------
liberalne prawo, ale prawo

27-01-2010 - 22:48:37

jasne, że może. ale w dyktaturze, jak dyktator leci sobie w ch***, to wszyscy wiedzą, że leci. a przynajmniej przeczuwają. i łatwo mogą wskazać winnych. a w demokracji? nie dość, że nikt nie potrafi wskazać złodzieja, to jeszcze okradani głosują na złodziei, żeby ci mogli ich dalej okradać. to już nawet nie jest schizofrenia. generalnie maga szacun dla demokratów - wybitny, genialny system stworzyli. Orwell się w grobie przewraca.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 27-01-2010 22:49 przez MARK13.

28-01-2010 - 12:13:08

Demokracja są to rządy większości nad mniejszością. W Polsce pojęcie demokracji jest wypaczone po przez ordynację wyborczą-progi procentowe i brak okręgów jednomandatowych. Wyborcy nie rozumieją, iż głosujemy na daną partie polityczną po to by służyła. Większość obecnie aktywnych wyborców to strefa budżetowa i osoby nie odporne na indokrynację mediów. Płacąc podatki powinniśmy żądać by sprawujący władzę sie z nich przed nami rozliczyli. Złe prawo powoduje, iż nie możemy rozliczyć sprawujących władzę za marnotrawienie pieniędzy publicznych-brak odpowiednich podstaw prawnych i nie skuteczne działanie wymiaru sprawiedliwości. To co mamy wynika nie z tego iż demokracja sama w sobie jest zła, ale zawodzą mechanizmy kontrolne(władza ustawodawcza i wykonawcza nie spełniają swoich powinności wobec obywateli, władza sądownicza nie jest nie zależna, wystarczy nawet poczytać nie które orzeczenia Trybunału Konstytucyjna, by o tym się przekonać, a dziennikarze są zbyt bardzo spolegliwi wobec sprawujących władzę, a ich wolność wypowiedzi skrępowana przez zbyt restrykcyjne prawo, np. Art212KK). Najlepiej mechanizmy demokratyczne działają w momencie, gdy żadne z ugrupowań politycznych nie jest w stanie samodzielnie utworzyć rządu. Okradanie podatników w tym momencie spada do minimum, bo każdy każdemu patrzy na ręce bojąc się kompromitacji w oczach wyborców. Aby jednak nie doprowadziło to do kryzysu decyzyjnego, durzą rolę powinien spełniać prezydent, który w momencie kryzysu rządowego powinien przejąć czasowo sprawowanie władzy.

28-01-2010 - 12:30:50

Cytuj
intervojager
To co mamy wynika nie z tego iż demokracja sama w sobie jest zła

to, co mamy, wynika z tego, że demokracja to mrzonka, utopijny ustrój zakładający, iż człowiek chce uczestniczyć w życiu politycznym/publicznym, ba, że dysponuje zasobem informacji upoważniającym go do kształtowania polityki/historii. demokracja zakłada, że człowiek jest zainteresowany sprawami niezwiązanymi z jego własnym życiem. Każdy ustrój budowany na takich utopijnych, nierealistycznych podstawach, musi się zawalić.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 28-01-2010 12:47 przez MARK13.

28-01-2010 - 14:19:45

Jeśli mamy do czynienie ze złą organizacją państwa, złym prawem, błędami w prowadzeniu polityki, przekładaniem interesów własnych nad interesem państwa sprawujących władzę-to każdy ustrój musi się zawalić, mimo najszlachetniejszych idei. Masz lepszą propozycję?

28-01-2010 - 14:48:27

po to stworzyłem ten FAQ i FAQ o rządach mniejszościowych, żebyś mógł się zastanowić sam we własnym zakresie i na miarę swoich możliwości nad lepszą propozycją. ja tam nic ci nie będę podrzucał. wiedz jedynie, że demokracja ma "słabości" - cholernie niebezpieczne - które wynikają nie z jakichś błędów strukturalnych ustroju dających się naprawić dobrym prawodawstwem, ale z samego faktu, że jest demokracją. demokracja ma słabości immanentne, nie do usunięcia - słabości niezależne od rządzących w niej ludzi.

i wiesz, co jest najlepsze?

że współcześnie demokracja do tego stopnia stała się dogmatem, iż jej niedostatki są tłumaczone "niedostateczną demokratyzacją". argumenty demokratów na zło demokracji zawsze brzmią tak samo (tak samo absurdalnie): "lekarstwem na demokrację jest... więcej demokracji".

czy można wymyślić większy nonsens?



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 28-01-2010 14:51 przez MARK13.

28-01-2010 - 15:23:46

Można - jest nim Zeitgeist movement.

Nie rozumiem tylko argumentów demokratów takich jak intervojager, bo zakładając, że mamy JOW-y mamy dostęp do informacji, to skąd l*d ma wiedzieć na kogo głosować? Czy l*d sam w sobie jest zdolny do jakiejś refleksji?


Nie jest! L*d jest głupi!

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziewiczość lasu świadczy o impotencji wiatru!



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 28-01-2010 15:25 przez Vince.
Anonimowy użytkownik

01-02-2010 - 11:39:08

@Mark13
Genialne. Przyklejam na górę - zachęcam do dalszej pracy "inkorporacyjnej".
@intervojager
Mamy 30 milionów ludzi i zadanie: ugotować dobry obiad z 3 dań. Podkreślam - 30 milionów ludzi, każdy o innym guście kulinarnym a co więcej - znaczna część z tych 30 milionów nie miała w ręku patelni. Domyślasz się efektu "konsensusu" wegetarian i zwolenników pieczonej golonki? No ale mimo wszystko - ksiązki kucharskie są i nie są póki co fałszowane, a i ranga zadania nie za wysoka.
Przejdźmy dalej - 30 milionów ludzi ma zadecydować o zrobieniu średnioskomplikowanego zadania z fizyki. 30 milionów ludzi - z których paręset tysięcy nie wie co to fizyka jest, paru jest profesorami a całą reszta niby wie co to fizyka jest, może i nawet jakiś wzór zna, ale w dalszym ciągu za wielkiego pojęcia nie ma o czym mowa. Ale w dalszym ciągu jest to dziedzina która nie powoduje raczej większego wzbogacenia się i dane są powszechnie dostępne.
I wreszcie - mamy 30 milionów ludzi z których dobrych parę procent nie potrafi wskazać Polski na mapie, kilkadziesiąt procent dyplomacji łyknęło tylko podczas nabycia tandetnego proszku do prania od biuściastej pani hostessy w hipermarkecie, a prawie wszyscy nie mają dostępu do lwiej części danych skrytych za murami siedzib pierwszej lepszej agencji wywiadu. Co więcej - w grę wchodzi gra o miliardy złotych a w większych krajach euro czy dolarów. Jakie jest Twoim zdaniem prawdopodobieństwo że wąska grupka w zamian za część przyszłych profitów nabędzie fachowe instrumenty do ogłupienia tzw. większości, która nie dość że nie ma żadnych zdolności do oceny rzeczywistości, to nie ma rzeczywistych przesłanek na podstawie której mogłaby tej analizy dokonać?

01-02-2010 - 13:02:57

Kiedyś był taki Komiks “historia świata w obrazkach”. Dziennikarz w czasach rządów Ptolemeusza pyta Greczynkę, na czym polega demokracja. Ona odpowiada: “Mogę głosować na dowolnego bogacza”. Tak ja mogę powiedzieć: mogę poprzeć dowolną partie polityczną, która będzie reprezentować moje interesy. Jeśli dana partia polityczna zawiedzie moje zaufanie, poprę inną w następnych wyborach. Ale to co szumnie nazywa sie w Polsce demokracją, jest tylko parodią demokracji, a to dzięki ordynacji wyborczej. Bo im więcej ugrupowań politycznych musi utworzyć rząd idąc drogą kompromisu wykłócając się o każdy stołek, tym lepiej dla nas obywateli. Mamy wtedy większą swobodę działań na polu ekonomicznym i nie tylko. Ale przy obecnej ordynacji nam to nie grozi, bo podstawą sukcesu politycznego jest nie to, co sobą reprezentujesz, ale to do jakiej partii politycznej należysz. Aby uzdrowić system demokratyczny, należy zrezygnować z progów wyborczych i powołać okręgi jednomandatowe przy dodaniu większych uprawnień dla prezydenta na wypadek kryzysu rządowego. Problem polega na tym, iż obecne elity polityczne nigdy sie nie zgodzą, bo społeczeństwo odsunęło by z miejsca ich od władzy. Chciałbym głosować obecnie na dowolną osobę, która by kompetetnie sprawowała władzę, ale ordynacja wyborcza na to mi nie pozwala. I jak tu mówić o kryzysie demokracji, kiedy kryzys ten jest na rękę obecnie sprawujących władzę? A wiadomo iż łatwiej odgonić świnie od koryta(szwagier jest rolnikiem) niż obecne tzw. pseudolity polityczne od sprawowania władzy.
Anonimowy użytkownik

01-02-2010 - 13:18:28

No to podaj mi w takim razie przykład DOJRZAŁEJ demokracji która nie zakończyłaby się sumiennym łupiestwem jakim jest na ten przykład polityka takiego Pana Obamy tudzież wesołe drukowanie euro czy dolara celem "ratowania" Opla, AIG czy innego pseudoprywatnego giganta.

02-02-2010 - 03:11:09

Panie intervojager, nawet jeśli wprowadzilibyśmy JOW-y i Pan by wiedział na kogo głosować, to skąd miałby Pan pewność, że inni też to zrobią. Panie, przecież w UK są JOW-y, a od 13 lat rządzi tam Partia Pracy. I skąd te przekonanie, że l*d jako jakiś kolektyw sam dojdzie do wniosku, że należy kogoś zmienić.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: WiP wygrywa wybory i jest w Sejmie. Wprowadza ustawy wolnorynkowe, chorda urzędników walczy z policją pod KPRM, media trąbią o wyzysku i bezrobociu, narkomanach i alkoholikach. Jak w takiej sytuacji postąpi L*d?

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziewiczość lasu świadczy o impotencji wiatru!

02-02-2010 - 19:56:00

Cytuj
intervojager
Aby uzdrowić system demokratyczny, należy zrezygnować z progów wyborczych i powołać okręgi jednomandatowe przy dodaniu większych uprawnień dla prezydenta na wypadek kryzysu rządowego.

demokracja w takiej formie, w jakiej ją się dzisiaj propaguje i uskutecznia, jest ustrojem nieuleczalnie zepsutym. propozycja kolegi może co najwyżej "usprawnić" jej funkcjonowanie - na jedną, dwie kadencje. potem wszystko wróci do normy, czyli uprawiania przez rządzących legalnej grabieży na poddanych - za zgodą poddanych.

niech kolega intervojager zada sobie proste pytanie: jakie korzyści przyniosła szanownemu koledze demokracja? bo ja sobie to pytanie zadaje od jakiegoś czasu i nie umiem na nie odpowiedzieć inaczej niż: żadne.

zero, nic, żadnych wymiernych korzyści. same straty ponoszę - głównie finansowe - z powodu przebywania w tym pierdolniku. z demokratycznych regulacji realnie korzystają natomiast wszelkiego gatunku pijawy, które sobie demokracje wprowadziły (co więcej, wprowadziły ją w społeczeństwie silnie zdemoralizowanym długoletnim przebywaniem w komunizmie radzieckim, co już samo w sobie było kpiną) i korzystają tzw. demokraci, dla których demokracja jest wartością absolutną, a co za tym idzie - opłaca im się ponosić straty finansowe z powodu nadrzędnego zysku przebywania w demokracji. a jako że zboczenia są rożne, raz poprzeczne, raz podłużne, nijak nie da się tych demokratów odwieść od zgubnej idei demokratyzacji wszechświata.

tylko czekać, aż biblijne "Przyjdź królestwo twoje" zostanie zamienione na "Przyjdź demokracjo nasza".



Zmieniany 5 raz(y). Ostatnia zmiana 02-02-2010 20:04 przez MARK13.

02-02-2010 - 20:56:19

Niestety idealistów szukających idealnej metody sprawowania władze musze rozczarować. Sprawowanie władzy zawsze związane jest uciskiem. Ktoś musi sprawować władzę, i ktoś musi pokrywać tego koszty. Przypomnijcie sobie z lekcji historii jak powstał fedualny system sprawowania władzy. Dlaczego ludzie szukając poprawy swojego losu i stworzyć sobie w miarę godziwe warunki dla życia zrzekli się części swojej wolności osobistej na rzecz seniorów? By lepiej zrozumieć mechanizmy sztuki rządzenia ludźmi radzę przestudiować nie które dzieła Makiawellego i to ze zrozumieniem tekstu. Jak ktoś pragnie kształtować przyszłość, nie znając błędów, jakie popełnili sprawujący władzę w przeszłości?

Dla mnie demokracja przyniosła następujące korzyści: mogę poprzeć dowolną osobę, która według mnie i mojej pozycji społecznej(wiecie co to lobbing? Sam podczas spotkania polityków z lobby kupców i przedsiębiorców brałem udział w wydarzeniu, w wyniku którego SLD musiało ugiąć sie pod tym naciskiem lobby, i zrezygnować z planu wprowadzenia 12 progów na ZUS, do czego też sie pośrednio przyczyniłem rozmawiając z właściwą osobą) zasługuje na udział w sprawowaniu władzy. W realnym socjalizmie nie miałem takiej możliwości. Jeśli chodzi o obecne tak zwane elity, stwierdzę krótko: gang nieuków nie mających zielone pojęcie o socjotechnice i sprawowaniu władzy. Bo nakraść a następnie zmienić ugrupowanie polityczne, to każdy z nich potrafi. Ale aby tak sprawować władzę, by każdy kto zechce mógł swobodnie zapewnić sobie i swojej rodzinie “minimum socjalne”-o tym nie mają zielonego pojęcia.

@Wince, to można zrobić bez demonstracji. Czyż prawo nie stoi na straży dobrych obyczajów? Po może liczyć na niezbyt liczny elektorat składający się z pracowników sfery budżetowej, oraz tych, którym telewizja zrobiła wodę z mózgu. Pozostała część elektoratu czyli byli urzędnicy zwolnieni przez PO po objęciu władzy, oraz ci, których żyło się lepiej podczas rządów koalicji Samoobrona-PiS-LPR popierają PiS. SLD popierają ludzie związani z poprzednim ustrojem. Ale jeszcze 50%(nie zdecydowani, nie aktywni podczas wyborów) elektoratu jest do zagospodarowania, tylko trzeba umieć go do pewnych idei umiejętnie przekonać a następnie nie rozczarować.

02-02-2010 - 22:16:15

Cytuj
intervojager
Ktoś musi sprawować władzę, i ktoś musi pokrywać tego koszty.

czy pod pojęcie "pokrywania kosztów sprawowania władzy" podpada finansowanie Zdzichowi leczenia okrężnicy, a Malwince suchości pochwy? czy pod pojęcie "pokrywania kosztów sprawowania władzy" podpada sponsorowanie Marcinowi i Agnieszce studiów? i wreszcie: czy pod pojęcie "pokrywania kosztów sprawowania władzy" podpada fundowanie zupełnie obcej mi osobie emerytury?

jeżeli na wszystkie te pytanie odpowiedziałeś przecząco, to znaczy, że jesteś przeciwnikiem demokracji. bo w demokracji prędzej czy później będziesz musiał - czy ci się to podoba czy nie - łożyć na wyżej wymienione cele własne pieniądze. ktoś w końcu je przegłosuje w imię "interesu społecznego", względnie "społecznej sprawiedliwości". a że nie mają one ŻADNEGO związku ze sprawowaniem władzy - to już drobiazg, prawda?

Cytuj
intervojager
Dlaczego ludzie szukając poprawy swojego losu i stworzyć sobie w miarę godziwe warunki dla życia zrzekli się części swojej wolności osobistej na rzecz seniorów?

bo chcieli? ja w demokracji nie mam wielkiego wyboru - MUSZE zrzec się części swojej wolności osobistej i finansowej, inaczej pójdę do więzienia.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 02-02-2010 22:19 przez MARK13.
Anonimowy użytkownik

05-02-2010 - 19:59:04

Ależ wolność polega właśnie na tym, że jeśli ktoś ma ochotę w zamian za bezpieczeństwo socjalne i osobiste oddać swoją wolność to nikt mu tego nie powinien bronić ale też jeśli ktoś chce narażać się na zdobywanie własnym pomysłem środki na utrzymanie i bardziej wierzy w Barettę leżącą w jego szufladzie niż w policję to powinien mieć prawo ponosić konsekwencje swoich wyborów.

01-03-2010 - 10:02:04

Podpieranie się Churchillem jest trochę nie fair bo w końcu to on powiedział słowa:

Cytuj
Churchill
Demokracja to najgorsza forma rządu, z wyjątkiem wszystkich dotychczas stosowanych.

1. Demokracja jest "ostatnią formą rządów", walczenie z nią nie ma sensu, po 1789 świat się zmienił i dupa zbita już się nie odwróci.
2. Każdy klasyczny liberał był za tym aby przynajmniej jedna izba parlamentu pochodziła z wyboru obywateli, naprawdę oni mieli w swoich czasach wspaniałe monarchie i byli średnio zadowoleni.
3. Wielka Brytania, Stany Zjednoczone kraje demokratyczne w których najlepiej rozwinął się wolny rynek.
4. Rosja, Austria, Prusy monarchie oświecone z masą biurokracji i interwencjonizmem.
5. Król / dyktator nigdy sam nie podejmuje decyzji, zawsze stoi za nim ciemna grupa interesów która w zasadzie realizuje własne plany.
6. Błagam wskażcie choć jednego wolnorynkowego monarchę, tylko nie z małych ksiąstewek, bo one działają tak samo jak republiki (Panama itp.)
7. Król / dyktator wcale nie jest również niezależny podejmowanie niepopularnych decyzji prowadzi do zamieszek, a nawet rewolucji, jeśli chciałby temu zapobiec musiał by rozbudować rozległy aparat kontroli i przymusu a nie podoba mi się wizja wielkiego brata.
8. Król / dyktator ograbiając bogatych pokazuje i rozdając biednym pokazuje, że jest ojcem narodu i przez to obydwie grupy trzyma w ryzach.
9. W demokracji zawsze jest minimum wolności z monarchią niekoniecznie.
10. Pinochet, Franco stosując metody represji nie utrzymali się zbyt długo na stołku.
11. A jednak w Chile do władzy doszedł liberał z obozu Pinocheta (wybrał go głupi lud więc on też jest głupi), tak samo Thatcher i Regan.
12. Z demokracją tak jak z nowymi produktami, często się je kupuje na wiarę, jeśli są dobre to wybierzemy je ponownie. Jednak producenci nie stosują jak to robi JKM techniki "jesteście głupi" tylko zachęcają w lepszy sposób.
Anonimowy użytkownik

01-03-2010 - 21:35:59

1. Ponieważ gdyż bo?
2. Nazwiska poproszę. I - jaki te "wspaniale" monarchie" mają związek z rokiem 2010?
3. Nieprawda.
4. Nieprawda.
5. Nie rozumiesz - nawet jeśli w pewnej mierze jest to prawda to monarcha WSZYSTKIE decyzje firmuje swoim nazwiskiem.
6. Jego Cesarska Mość GOOGLE na żądanie udziela takich informacji w ułamkach sekund.
7. Mógłbyś jakoś uzasadnić?
8.?????
9. KRL-D to skrót od Koreańska Republika Ludowo - DEMOKRATYCZNA W zbitce ZSRR słowo "radzieckich" pochodzi od "rad" czyli - od głosu ludu...
10. Pojęcia nie masz o czym piszesz. A.Pinochet na przykład ze "stołka" zrezygnował sam. Mimo protestów ludu
11. I coś z tego wynika? Co?
12. Ach...

01-03-2010 - 22:44:42

@Demot

- w UK i USA wolny rynek rozwijał się dopóty dopóki nie zapanował tam totalitaryzm demokratyczny (wyjątki - Thatcher i Regan - tylko potwierdzają regułę). Jeszcze tuż przed Wielką Wojną obciążenia podatkowe w UK wynosiły 13 % a w USA 9 % - dziś UK ok 50 % USA - zależy od państwa ale średnio pewnie ponad 30 % (dzięki Reganowi bo przed nim też było sporo ponad 40 %) - wiesz co zmieniło się w międzyczasie ??? Czy aby nie nastąpił postęp demokracji ?


Mój ulubiony fragment twojego posta:
"Król / dyktator wcale nie jest również niezależny podejmowanie niepopularnych decyzji prowadzi do zamieszek, a nawet rewolucji, jeśli chciałby temu zapobiec musiał by rozbudować rozległy aparat kontroli i przymusu a nie podoba mi się wizja wielkiego brata."

Proponuję Ci zamieszkać w Wielkiej Brytanii czyli w "demokratycznym kraju w którym najlepiej rozwinął się wolny rynek" i dzięki temu pewnie Brytyjczycy mają tyle wolności - np. kobiety w ciąży mogą wyjechać do Hiszpanii, żeby opieka społeczna nie zabrała im dzieci zaraz po urodzeniu.

_________________________________________________________________________________

GOD + GOLD + GUNS = FREEDOM
_________________________________________________________________________________

02-03-2010 - 09:45:37

Cytuj
Leszek
1. Ponieważ gdyż bo?
2. Nazwiska poproszę. I - jaki te "wspaniale" monarchie" mają związek z rokiem 2010?
3. Nieprawda.
4. Nieprawda.
5. Nie rozumiesz - nawet jeśli w pewnej mierze jest to prawda to monarcha WSZYSTKIE decyzje firmuje swoim nazwiskiem.
6. Jego Cesarska Mość GOOGLE na żądanie udziela takich informacji w ułamkach sekund.
7. Mógłbyś jakoś uzasadnić?
8.?????
9. KRL-D to skrót od Koreańska Republika Ludowo - DEMOKRATYCZNA W zbitce ZSRR słowo "radzieckich" pochodzi od "rad" czyli - od głosu ludu...
10. Pojęcia nie masz o czym piszesz. A.Pinochet na przykład ze "stołka" zrezygnował sam. Mimo protestów ludu
11. I coś z tego wynika? Co?
12. Ach...

1. Dlategoż, tak bo
2. Prezydent Google udziela takich informacji w ułamek sekundy, [...] podam Ci kilka nazwisk Locke, Constant , Acton, Tocqueville - ostatni bardziej z konieczności, bo sobie zdawał sprawę z przemian po 1789. A też współcześni liberałowie są za demokracją, chociażby Nigel Farage i Ron Paul.
3. Prawda
4. Prawda
5. ?????
6. Nie znalazłem
7. Najlepszym przykładem jest rewolucja francuska
8. !!!!!!!
9. Noi? A oficjalna nazwa Wielkiej Brytanii to Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej noi co?
10. Zrezygnował bo był spoko gość, a teraz ludzie znowu wybrali człowieka z jego obozu
11. jw
12. ech....

@Luk co to jest totalitaryzm demokratyczny? Co to reszty ja to wszystko wiem i też tym nie jestem zachwycony. Uważam podobnie jak Machiavelli, że państwa się rozwijają cyklicznie (btw skoro jesteśmy we Włoszech to wspomnę też o włoskich republikach kupieckich, które się chyba lepiej rozwijały niż wielkie monarchie) i teraz są na tym najniższym stopniu rozwoju i przydałby im się "Książę".Czy nastąpił rozwój demokracji, no nie, wiem tylko, że w monarchii trudno by było o jakikolwiek rozwój.


Cytuj
Luk
Mój ulubiony fragment twojego posta:
"Król / dyktator wcale nie jest również niezależny podejmowanie niepopularnych decyzji prowadzi do zamieszek, a nawet rewolucji, jeśli chciałby temu zapobiec musiał by rozbudować rozległy aparat kontroli i przymusu a nie podoba mi się wizja wielkiego brata."

Proponuję Ci zamieszkać w Wielkiej Brytanii czyli w "demokratycznym kraju w którym najlepiej rozwinął się wolny rynek" i dzięki temu pewnie Brytyjczycy mają tyle wolności - np. kobiety w ciąży mogą wyjechać do Hiszpanii, żeby opieka społeczna nie zabrała im dzieci zaraz po urodzeniu.

Wiem, dzisiaj też Wielki Brat się tworzy ale ja wcale nie jestem w 100% republikaninem, bo prostu uważam że z dwojga złego lepsza jest demokracja.

# Edit - REGULAMIN !!!



Zmieniany 4 raz(y). Ostatnia zmiana 02-03-2010 10:26 przez Adminka.
Anonimowy użytkownik

02-03-2010 - 12:47:40

Cytuj
demot
1. Dlategoż, tak bo
2. Prezydent Google udziela takich informacji w ułamek sekundy, [...] podam Ci kilka nazwisk Locke, Constant , Acton, Tocqueville - ostatni bardziej z konieczności, bo sobie zdawał sprawę z przemian po 1789. A też współcześni liberałowie są za demokracją, chociażby Nigel Farage i Ron Paul.
3. Prawda
4. Prawda
5. ?????
6. Nie znalazłem
7. Najlepszym przykładem jest rewolucja francuska
8. !!!!!!!
9. Noi? A oficjalna nazwa Wielkiej Brytanii to Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej noi co?
10. Zrezygnował bo był spoko gość, a teraz ludzie znowu wybrali człowieka z jego obozu
11. jw
12. ech....

Pan chce urlop od pisania na forum?

Cytuj
demot
(btw skoro jesteśmy we Włoszech to wspomnę też o włoskich republikach kupieckich, które się chyba lepiej rozwijały niż wielkie monarchie)

O zobacz - a taki Hongkong też rozwija się szybciej niż Mongolia pomijając kwestie ustrojowe - jakoś mam wrażenie że w takim samym ustroju Hongkong dalej się będzie rozwijał szybciej - może np ze względu na położenie geograficzne?

02-03-2010 - 13:13:13

Cytuj
xsior
Pan chce urlop od pisania na forum?

Ja tylko kontynuowałem styl pisania Leszka. Zresztą nie będę płakał po banie.

Cytuj
xsior
O zobacz - a taki Hongkong też rozwija się szybciej niż Mongolia pomijając kwestie ustrojowe - jakoś mam wrażenie że w takim samym ustroju Hongkong dalej się będzie rozwijał szybciej - może np ze względu na położenie geograficzne?


Jak by brać pod uwagę położenie geograficzne to wiele państw powinno powtórzyć sukces Hong Kongu.

02-03-2010 - 14:06:30

Zabrać władzę ludowi - TAK.
I teraz nie dajemy całej tej władzy królowi, bo wyjdzie na to samo. Królowi dajemy tylko trochę spraw zagranicznych i obronności. Całą resztę mamy spisaną małej książeczce i jest to PRAWO.
Dlaczego król a nie prezydent? Bo człowiek nie dba o to co za jakiś czas i tak straci (koniec kadencji) i czego nie przekaże w spadku - może to śmieszne, ale ludzie uważają swoje dzieci za przedłużenie samego siebie.

Dlaczego jeden król a nie np. rada 3 książąt? Tu nie wiem, teraz wydaje mi się to obojętne.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 02-03-2010 14:07 przez Ixian.

02-03-2010 - 20:12:55

Cytuj
demot
Wielka Brytania, Stany Zjednoczone kraje demokratyczne w których najlepiej rozwinął się wolny rynek.

z przykrością stwierdzam iż twoja znajomość historii jest sloganowa, a powyższe stanowi sporego kalibru nadużycie, bo sugeruje niedwuznacznie, jakoby w USA i WB rozwinął się wolny rynek z powodu panującej tam demokracji. otóż po pierwsze, mylisz zapewne demokracje z republiką, co nie dziwi, zważywszy na to, iż demokracja uwielbia przywłaszczac sobie rozmaite pojęcia i idee, które normalnie powinno sie lokować poza jej nawiasem albo wręcz w opozycji do niej. jednym z takich pojęć jest republika własnie. jeszcze innym wolność. po drugie, system prezydencki stworzony przez Ojców Założycieli zakładał, że prezydent będzie miał władze porównywalną z władza niektórych europejskich monarchów tamtego okresu. rzecz stanie się dla ciebie - taka mam przynajmniej nadzieję - jeszcze bardziej oczywista, gdy sobie uzmysłowisz, że w ciągu ostatnich 170 lat praktycznie wszyscy prezydenci Stanów Zjednoczonych byli kompletnymi partaczami, ludźmi nijakimi, a w najlepszym wypadku przeciętnymi bez żadnych wielkich uzdolnień. po demokratyzacji USA, do której doszło w 1828 roku i po kolejnych "socjalizujących" poprawkach (w tym poprawce 14, którą uchwalono z pogwałceniem prawa) żaden wyrastający ponad przeciętność umysłem lub duchem mężczyzna nie miał w zasadzie szans zostać gospodarzem Białego Domu. wnioski wyciągnij sam.

Cytuj
demot
Każdy klasyczny liberał był za tym aby przynajmniej jedna izba parlamentu pochodziła z wyboru obywateli

wielokrotnie było już na ten temat pisane - nikt nie forsuje tezy, jakoby monarchia absolutna była super ustrojem. jedyne, co się tutaj uskutecznia, to całkiem rozsądną myśl, że lepiej jest jak mniejszość rządzi większością. poczytaj:

[korwin-mikke.pl]

ramą ustrojową, na jakiej powinno się budować wolny rynek - i chyba nawet kol. xsior o tym dobitnie pisał - jest krzyżówka doświadczeń ustrojowych Szwajcarii, RFN, USA, Liechtensteinu i XIX wiecznych państw europejskich. z Liechtensteinu wziąć należy skupienie władzy wykonawczej w ręku monarchy. z USA - federalizm i wzorcową autonomię stanów, oraz sztywną konstytucję, bardzo trudną do zmiany. ze Szwajcarii - duże pole manewru dla społeczności lokalnych - w których władza sprawowana jest - tak, tak - demokratycznie. z Europy XIX w odpowiednie cenzusy wyborcze różne dla Sejmu i dla Senatu, z RFN - klauzula wieczności - zapis, że katalog praw człowieka (ale taki normalny, bez prawa do urlopu i edukacji) nigdy nie może zostać zmieniony ani zniesiony. następnie opracować to, dopracować i mamy ustrój prawie że idealny - takie USA z XIX w., które się nigdy na drogę socjalizmu raczej nie nawrócą.

co do reszty twoich punktów: brzmią one trochę w stylu "a u nas to biją Murzynów". bo co znaczy powiedzonko, że "W demokracji zawsze jest minimum wolności z monarchią niekoniecznie"? skąd to wytrzasnąłeś? idzie za tym jakaś analiza dziejówe ludzkości czy jedynie wiedza z podręczników do szkoły podstawowej o tym, jak to Ruscy gnębili Polaków w czasie zaborów?



Zmieniany 6 raz(y). Ostatnia zmiana 02-03-2010 20:30 przez MARK13.

03-03-2010 - 20:22:25

Cytuj
MARK13
mylisz zapewne demokracje z republiką,

Słyszałem o tzw. różnicach między tymi pojęciami, demokracja = dyktatura większości, republika = rządy większości z poszanowaniem prawa itd. ale dzisiaj wszyscy używają tych pojęć zamiennie mając na myśli to drugie.


Cytuj
MARK13
Ojców Założycieli zakładał, że prezydent będzie miał władze porównywalną z władza niektórych europejskich monarchów tamtego okresu

No chyba żeś trochę przesadził, zwłaszcza, że tamten okres to epoka absolutyzmu.


Cytuj
MARK13
gdy sobie uzmysłowisz, że w ciągu ostatnich 170 lat praktycznie wszyscy prezydenci Stanów Zjednoczonych byli kompletnymi partaczami, ludźmi nijakimi, a w najlepszym wypadku przeciętnymi bez żadnych wielkich uzdolnień.

Wciąż czekam na wolnorynkowego monarchę. Natomiast chyba każdy prezydent był mniej lub bardziej wolnorynkowy (do początków XX wieku) najczęściej się w cła bawili.

Cytuj
MARK13
po demokratyzacji USA, do której doszło w 1828 roku i po kolejnych "socjalizujących" poprawkach (w tym poprawce 14, którą uchwalono z pogwałceniem prawa)

Mógłbyś to rozpisać? Bo nie słyszałem o poprawce z 1828r

Cytuj
MARK13
ramą ustrojową, na jakiej powinno się budować wolny rynek - i chyba nawet kol. xsior o tym dobitnie pisał - jest krzyżówka doświadczeń ustrojowych Szwajcarii, RFN, USA, Liechtensteinu i XIX wiecznych państw europejskich. z Liechtensteinu wziąć należy skupienie władzy wykonawczej w ręku monarchy. z USA - federalizm i wzorcową autonomię stanów, oraz sztywną konstytucję, bardzo trudną do zmiany. ze Szwajcarii - duże pole manewru dla społeczności lokalnych - w których władza sprawowana jest - tak, tak - demokratycznie. z Europy XIX w odpowiednie cenzusy wyborcze różne dla Sejmu i dla Senatu, z RFN - klauzula wieczności - zapis, że katalog praw człowieka (ale taki normalny, bez prawa do urlopu i edukacji) nigdy nie może zostać zmieniony ani zniesiony. następnie opracować to, dopracować i mamy ustrój prawie że idealny - takie USA z XIX w., które się nigdy na drogę socjalizmu raczej nie nawrócą.

Jeśli chodzi Ci o monarchie konstytucyjną jako władze wykonawczą i parlamentem ustawodawczą to ok. Takie coś może być. Za cenzusami (majątkowymi) do parlamentu krajowego to też jestem, ale dzisiaj to tylko pobożne życzenie. Ale w takim wypadku to nie widzę sensu aż takiego bicia się o monarchie bo to parlament jako ustawodawca jest tym silniejszym, ewentualnie można go osłabić jak w WB.

Myślałem że chodzi wam o monarchie absolutną, brak parlamentu, brak rad miejskich itp. Bo czytając blog JKM kiedy jeszcze byłem jego bezgranicznym poplecznikiem często chwalił absolutyzm a demokrację tępił przy takich argumentach, że można by je też odnieść do monarchii.

Cytuj
MARK13
W demokracji zawsze jest minimum wolności z monarchią niekoniecznie

Chodzi o takie sprawy jak brak aresztowania bez wyroku sądowego itp.

06-03-2010 - 15:33:35

Cytuj
demot
ale dzisiaj wszyscy używają tych pojęć zamiennie mając na myśli to drugie.

że wszyscy używają zamiennie, nie znaczy, że i ty musisz używać.

Cytuj
demot
No chyba żeś trochę przesadził, zwłaszcza, że tamten okres to epoka absolutyzmu.

słówko "niektórych" umknęło?

Cytuj
demot
Bo nie słyszałem o poprawce z 1828r

to dobrze, że nie słyszałeś. nie było żadnej poprawki z 1828 rok. znowu: czytamy ze zrozumieniem.

Cytuj
demot
Myślałem że chodzi wam o monarchie absolutną, brak parlamentu, brak rad miejskich itp.

nadal tak myślisz?

Cytuj
demot
chodzi o takie sprawy jak brak aresztowania bez wyroku sądowego itp.

ok, ustalmy coś, bo nie ukrywam, że pewne schematy myślowe zaczynają mnie już wkurzać. nagminnie źle interpretujesz doświadczenie historyczne - przypisujesz demokracji (względnie: demokratyzacji) zasługi, które nie mają z nią NIC wspólnego. naprawdę ludzie nie wspięli się dzięki demokracji na jakiś wyższy szczebel rozwoju intelektualnego czy cywilizacyjnego - to nie demokracja spowodowała, że w Europie od 50 lat nie ma wielkich konfliktów zbrojonych, nie demokracja sprawiła, że sądy wydają nakazy aresztowania.

14-04-2010 - 16:52:12

fajne te obrazki Vince, ja dodam swoje, szybka improwizacja smiling smiley




dzieki demokracji glos menela i profesora jest rowny



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 14-04-2010 16:57 przez Monsieur_Joseph.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6153, Posty: 45289, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 306, Posty: 4482.