Wolny handel kontra protekcjonizm oraz przemysł kontra usługi

Wysłane przez lolek 

26-08-2014 - 11:20:32

Witam, od lat jestem zdeklarowanym zwolennikiem UPR, teraz KNP i ogólnie pojętego liberalizmu gospodarczego. Po zapoznaniu się z jego tezami zazwyczaj kontrargumenty (jeśli w ogóle pojawiają się jakieś argumenty- bo zazwyczaj ich brak) przeróżnej maści socjalistów wydają mi się tak absurdalne, że aż śmieszne. Od pewnego jednak czasu zastanawiałem się nad kwestią wolnego handlu i protekcjonizmu. Środowisko związane z JKM jak i on sam nieustannie atakowało przejawy ograniczania wolnej konkurencji w handlu zagranicznym i domagało się likwidacji ceł jak i innych barier. Co więcej, projekt o nazwie WE, a potem UE krytykowali w zasadzie za wszystko, z wyjątkiem utworzenia strefy wolnego handlu, choć tylko między krajami europejskimi co miało być jedną z niewielu zalet tych organizacji. Tymczasem dla niektórych akurat ten aspekt jest jedną z największych wad UE, a zwłaszcza dla Polski. Wielu polityków apeluje, żeby kupować i promować polskie produkty, a bojkotować te zza granicy gdy tymczasem wg zwolenników wolnego handlu ten ma przynieść korzyści wszystkim zainteresowanym. Jednak czy aby na pewno? Pewnego impulsu do napisania tego artykułu dały mi ostatecznie artykuły Aleksandra Pińskiego w "Uwarzam Rze" (czasopisma "wolnościowego", choć A. Pińskiego JKM pewnie nazwałby socjalistą....) , który często pisze o zaletach protekcjonizmu oraz uprzemysłowienia gospodarki, natomiast wg niego wolny handel w połączeniu z odejściem od przemysłu na rzecz usług prowadzi do załamywania się gospodarki i znaczącego spadku dochodów społeczeństwa. Nie zgadzam się z wieloma jego tezami, w dodatku jego artykuły wydają się zwalać całą winę na tenże wolny handel za zło współczesnego świata, ale niektóre dają mi do myślenia. Podam przykłady z jego ostatnich artykułów w "URz"- "Jak wolny handel niszczy Amerykę" oraz "Jabłka biedy". Przywołuje on przykład miasta Detriot, które niegdyś było jednym z najbogatszych w USA a teraz jest siedliskiem biedy, bezrobocia i przestępczości. Dlaczego? Bo między innymi- wg. niego- w przeszłości znajdowały się tam fabryki samochodów, w których pracowała masa dobrze zarabiających ludzi, jednak po zniesieniu ceł i po zalewie USA aut zza granicy fabryki poupadały a ludzie albo zostali bezrobotni albo znaleźli pracę poniżej ich kwalifikacji np. pracując w Wal-Marcie. Pisze on, że najwięcej ludzi w USA będących "pracującymi biednymi" pracuje w sektorze usług, a największym pracodawcą w USA jest właśnie Wal-Mart, gdzie zarabia się średnio 8 dolarów na godzinę, a niegdyś największy pracodawca w USA, General Motors płacił na dzisiejsze pieniądze pracownikom średnio 50 dolarów za godzinę. Jeszcze w 1970 r. odsetek Amerykanów pracujących w przemyśle wynosił 23, 4%, w 2008 r, było to ok. 9,1%. Wszystko to ma prowadzić do pauperyzacji społeczeństwa.
Kolejny jego przykład- w połowie lat 70 przedstawiciele BŚ i MFW zaleciły władzom Peru, aby "otworzyły handel na zagranicę, w efekcie czego większość przemysłu upadło, handel zagraniczny wystrzelił w górę ale zaczęły spadać płace i na początku lat 90 były na poziomie 20 % tych z początku lat 70."
Wielu zwolenników protekcjonizmu mówi, że państwa bogaciły się właśnie dzięki niemu, a nie wolnemu handlowi. XIX wieczne USA (wychwalane pod niebiosa przez JKM), Wielka Brytania w epoce kolonialnej, Niemcy, Japonia i Korea Południowa po II wojnie światowej- wszystkie te państwa stosowały bariery celne mające chronić ich rynek. Japonia miała być ponoć przekonywana na otwarcie się na wolny handel po zakończeniu wojny, dzięki czemu miała się bogacić- oprzeć się na mocnych u niej dziedzinach gospodarki i eksportować to, a importować inne produkty zza granicy na czym wszyscy skorzystają. Ta jednak stwierdziła, że jak ma się specjalizować w eksporcie tuńczyka a w zamian importować z USA np. samochody to jednak z rozwiązania nie skorzysta. Zbudowała więc swój własny przemysł przez długi czas chroniąc go barierami celnymi przez co dziś to ona sprzedaje auta do USA a tamtejsze koncerny bankrutują.
Dalej A. Piński opisuje inny- wg niego- mit zwolenników wolnego handlu. Pisze on, że teoria przewagi komparatywnej nie jest do końca słuszna, bo nie uwzględnia ona korzyści ze skali prowadzonej działalności. Dlatego wg niego sławne ostatnio polskie jabłka są symbolem zacofania i prymitywizacji polskiej gospodarki, bo trudno jest uznać, że polskie jabłka a np. niemieckie samochody są równorzędnym towarem w wymianie handlowej (oraz zupełnie inna jest płaca pracowników pracujących w takich dziedzinach) w dodatku w rolnictwie im większa skala prowadzonej działalności tym mniejsze dochody od hektara (coraz mniej żyznych i nadających się do uprawy gleb) natomiast w przemyśle im większa skala tym lepiej. Z tego powodu wmawianie Polakom, że sprzedając jabłka kupujemy samochody i wszyscy na tym korzystamy jest po prostu kłamstwem. Mi osobiście już wcześniej się wydawało, że wolny handel jeszcze mógłby funkcjonować jako tako przy krajach o zbliżonym poziomie gospodarczym, natomiast w przypadku handlu gospodarki bogatej z tą biedną ta druga musi zawsze stracić, bo poza tanią siłą roboczą nie ma żadnych innych atutów. Dlatego wiele autorów podaje często, że Polska i inne kraje Europy wschodniej tylko po to są w UE aby być tanim rynkiem zbytu dla produktów z zachodu a wolny handel ma sprawić, że jeszcze długo ich gospodarki się nie usamodzielnią.
Wydaje mi się, że tutaj A. Piński ma sporo racji. Z drugiej jednak strony wyobraźmy sobie, czy byłaby możliwa tak wielka ekspansja firm amerykańskich na całym świecie z Microsoftem, Mc Donaldsem i Coca-Colą na czele, gdyby stosowała protekcjonizm? Przecież inne kraje zdecydowałyby się wtedy zapewne na taką samą reakcję. Poza tym fakt, że wymiana handlowa pozwala coś "drogo sprzedać a tanio kupić" jest niezaprzeczalny i czy warto temu przeszkadzać? Może korzyści z wymiany handlowej jednak są na tyle duże, że warto pogodzić się z upadłością pewnych krajowych zakładów, ale mieć tańszy towar? Ale co z kolei w przypadku, gdy w zasadzie cała gospodarka danego państwa jest przestarzała (np. Polski w 1989 r.) i nie ma szans na natychmiastową równą rywalizację z zagranicą, przez co ludzie z bankrutujących zakładów przemysłowych lądują na kasie w Biedronce i kraj staje się zakładnikiem obcego kapitału- w imię wolnego handlu? Pomijam już tu kwestię faworyzowania przez polskie podatki podmiotów zagranicznych a tępienie krajowych, co na pewno też ma znaczenie.
Zaznaczę jeszcze, że A. Piński w artykułach często powoływał się na książkę Erika S. Reinerta "How rich countries got rich and why poor countries stay poor" (jak bogate kraje się wzbogaciły i dlaczego biedne pozostają biedne- czytał może ktoś?)
Jestem ciekaw co o tym myślicie i z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam!



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 26-08-2014 11:22 przez lolek.

31-08-2014 - 22:59:17

Na świecie nie ma czegoś takiego, jak wolny rynek, ponieważ wszystkie państwa wtrącają się w gospodarkę. Dlatego i u nas nie ma szans na pełne otwarcie rynku. Nadrzędną kwestią jest zapewnienie sprawnego funkcjonowania państwa i bezpieczeństwo jego obywateli. Jeżeli dla zapewnienia bezpieczeństwa trzeba będzie w jakimś sektorze utrzymać polską własność, to się ją utrzyma, żeby pewnego pięknego dnia nie obudzić się całkowicie bezbronnym na działania państw wrogich. Niestety, nie jest to rozwiązanie idealne, ponieważ wolny rynek zapewniłby pewnie niższe ceny, ale nie możemy zachowywać się naiwnie, wierząc w dobre intencje wszystkich. Niemniej, warto dążyć do ideału.

trudno jest uznać, że polskie jabłka a np. niemieckie samochody są równorzędnym towarem w wymianie handlowej (oraz zupełnie inna jest płaca pracowników pracujących w takich dziedzinach) w dodatku w rolnictwie im większa skala prowadzonej działalności tym mniejsze dochody od hektara (coraz mniej żyznych i nadających się do uprawy gleb) natomiast w przemyśle im większa skala tym lepiej.
Spróbuj sprzedać milion samochodów, to się przekonasz, czy większa skala w przemyśle jest lepsza od większej skali w rolnictwie...
Optymalnym rozwiązaniem jest produkować mało bardzo drogich produktów i mieć gwarancję pełnego zbytu towaru. smiling smiley
Wymiana handlowa polega właśnie na tym, że godzimy się sprzedać coś, co produkujemy za coś, co potrzebujemy i ustalamy cenę równowagi, czyli potwierdzamy równorzędność jabłek i samochodów. Co do płacy, to im trudniejszy zawód, tym lepiej opłacany. Najcięższe fizycznie prace, ale najprostsze, zwykle są słabo opłacane.

Gdyby państwo działało zgodnie z marzeniami pana Pińskiego, to do dziś jeździlibyśmy dyliżansami, bo przecież nie można byłoby zmuszać robotników do przebranżowienia się i trzeba byłoby utrzymać wysokość ich zarobków na niezmiennym poziomie...

Dlatego wiele autorów podaje często, że Polska i inne kraje Europy wschodniej tylko po to są w UE aby być tanim(?) rynkiem zbytu dla produktów z zachodu a wolny handel ma sprawić, że jeszcze długo ich gospodarki się nie usamodzielnią.
Nie usamodzielnią się, ponieważ nie ma w nich wolności gospodarczej. I o to w tym rozszerzaniu Unii chodziło - o rynki zbytu i kontrolę nad gospodarką. Dlatego my sprzedajemy jabłka, a Niemcy maszyny.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 31-08-2014 23:02 przez Libero.

05-09-2014 - 10:39:10

Chciałem odpisać, ale kolega wyżej mnie uprzedził.


Komentarze, audycje, propozycje - Forum Wolnościowe
Dyskusje: [forumwolnosciowe.cba.pl]
Facebooku: [facebook.com]

27-10-2014 - 00:23:08

Tezy głoszone przez protekcjonistów zaorał Fryderyk Bastiat już 170 lat temu:
Petycja producentów świec
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6247, Posty: 45436, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 321, Posty: 5202.