"Wolnorynkowa" krytyka demokracji

Wysłane przez Hando 

28-10-2010 - 10:00:15

Tekst nadesłany
„Demokracja to ustrój w którym rządzi durnota – przecież wiadomo, że głupich jest więcej niż mądrych...” - zarzucił swego czasu Janusz Korwin-Mikke, guru tzw. „wolnorynkowców” i młodych kapitalistów, uznających siebie za skrajnych prawicowców gardzących demokracją. To bardzo dobrze z jednej strony, że coraz więcej młodych (i nie tylko) ludzi dostrzega głupotę obecnego demoliberalnego systemu. Z drugiej jednak strony, kiedy mówimy o konserwatywnych liberałach, cieszyć się nie ma z czego. To właśnie oni bowiem postulują wprowadzenie systemu, który sam z siebie jest kwintesencją demokracji i dyktatu motłochu! Bajdurzenie o autorytarnych rządach monarchy jest co najwyżej śmieszne, gdyż autorytarne rządy „wolnorynkowca” są autorytarne jedynie z pozoru. Wprowadza on bowiem system niczym nie ograniczonego wolnego rynku, na którym cena zależeć ma od wspominanego motłochu. Motłoch nie sięga na przykład po jedzenie zdrowe i naturalne, tylko po jedzenie sztuczne i chemiczne. Tylko dlatego, że sztuczne i chemiczne jest trochę tańsze i być może czasem lepsze w smaku czy wyglądzie. Skoro motłoch po nie sięga, to naturalną koleją rzeczy największy interes można ubić właśnie tam, gdzie jedzenie gorsze jakościowo (ale niby lepsze cenowo czy smakowo). Producenci masowo porzucają więc uprawą normalnego jedzenia - zajmują się uprawą marchewki na sztucznym nawozie (zamiast naturalnego) czy tworzeniem produktu szynkopodobnego z ulepszaczami (zamiast produkcją normalnej szynki). Ilość paskudztwa na rynku wzrasta, a więc jego cena spada.

Kto na tym traci? Oczywiście ludzie mądrzy i rozsądni, będący w mniejszości, którzy po prostu nie chcą się truć. Tracą w ten sposób, że cena produktów normalnych i zdrowych drastycznie wzrasta, bo ze względu na małą opłacalność coraz mniej osób taką żywność produkuje, a dostępność tego typu produktów na pułkach sklepowych spada (są one dostępne w coraz mniejszej ilości sklepów). Kogo będzie stać na jedzenie drogiego, ale normalnego jedzenia, po które jeszcze będzie trzeba gdzieś jeździć i dlaczego normalni ludzie muszą cierpieć przez wolnorynkowy dyktat motłochu?

A przykładów tego typu można mnożyć. Ot, chociażby, wiadomym jest przecież, że rynek dzienników prasowych w Polsce zdominowany jest przez tytuły brukowe, lewackie i szmirowate. Kto ma największy nakład jednorazowy i sprzedaż? „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Super Express” i „Rzeczpospolita”. A przepraszam, może ja chciałbym mieć możliwość zakupu dziennika normalnego, prawicowego i rzetelnego (już uprzedzam, „Nasz Dziennik” do takich nie należy)? Dlaczego znów ten magiczny rynek nie uwzględnia w ogóle moich potrzeb? Dlaczego bogaci kapitaliści zrzeszeni w różnego typu UPR-ach czy Alternatywnych Szkołach Biznesu i Rozwoju Osobistego im. Misesa nie rozpoczną wydawania swojego dziennika? Przecież tygodniki swoje mają, chociażby „Najwyższy Czas!”, który ze swoim średnim nakładem 30 000 z pewnością do liderów rynku nie należy. Czyżby wydawanie takiego dziennika było nieopłacalne? A na wolnym rynku mam rozumieć nagle będzie opłacalne? Skoro teraz rynek nie przewiduje takiej potrzeby, to nie będzie przewidywał jej nigdy! Dlatego, że ludzie od poważnych wywodów, ciekawych felietonów czy innych tekstów wymuszających odrobinę myślenia, zawsze będą woleli tanią sensację o morderczym kurzu, czy politykę dla plebsu w postaci krzyża smoleńskiego albo dopalaczy.

Oczywiście mogę sobie poczytać informację w internecie, ktoś zaraz zarzuci. Faktycznie mogę, tak samo jak mogę kupować produkty zdrowe i ekologiczne. W jednym i drugim przypadku jednak tracę, gdyż dostęp do pożądanego „produktu” jest prawie niemożliwy, lub jeśli nawet – to produkt ten jest bardzo drogi.

Czy ten system przypadkiem czegoś nie przypomina? Przecież to demokracja! Głupia większość, narzuca coś mądrej mniejszości! Zupełnie jak w demokratycznym systemie politycznym, w którym głupia większość głosując w głosowaniu na „swoich” (to znaczy głupich) narzuca rządy polityczne mądrej mniejszości! I proszę nie wierzyć w bujdy wolnorynkowców, że demokracja nie daje szansy mądrym, a wolny rynek taką szansę daje, bo powyżej udowodniłem, że jest to bzdura. Tak jak na wolnym rynku ja z pozoru mogę sobie kupić zdrową szynkę, tak demokracja z pozoru daje szansę opozycji (zarówno parlamentarnej, jak i nieparlamentarnej) – przecież zarówno wolnorynkowy UPR-WiP, jak i na przykład narodowo-radykalny NOP działa i istnieje. Oczywiście szansa na rządy obu formacji jest tak mała, jak małe są moje szanse na tanią zdrową żywność. Bo ludzie zawsze wybiorą produkt z pozoru lepszy, ale w gruncie rzeczy tandetny i szkodliwy. Zawsze będą woleli szynkę lepszą w smaku, ale szkodliwą dla zdrowia, tak jak zawsze będą woleli polityka „wyżelowanego” i wypindrzonego „pijarem”, obiecującego gruszki na wierzbie, aniżeli kogoś gadającego z sensem.
I właśnie dlatego to nie motłoch ma decydować o tym kto rządzi, ani o tym która szynka jest lepsza, bo gdy pozostawi go się samemu sobie czy to w sklepie, czy przy urnie, zawsze wybierze źle, a my ten zły wybór później będziemy musieli znosić. I ta konkluzja wcale nie oznacza, że należy wyeliminować „żelowych” polityków czy tanią sztuczną szynkę. Trzeba po prostu postulować wprowadzenie systemu sprawiedliwego, który będzie opierał się na rozumie i będzie dawał równe szanse obu stronom, anie tylko jednej. Takim systemem nie jest ani demokracja w wymiarze politycznym, ani mistyczny wolny rynek w wymiarze gospodarczym, gdyż to w gruncie rzeczy te same zwierzaki, różniące się co najwyżej kolorami cętek.

Autonom.pl

28-10-2010 - 10:12:01

Cytuj
Hando
Czy ten system przypadkiem czegoś nie przypomina? Przecież to demokracja! Głupia większość, narzuca coś mądrej mniejszości!

sięgnę po przykład z życia.

Hollywood.

współczesne Hollywood to kilka gigantycznych korporacji produkujących papkę dla mas. masy płacą - masy dostają to, za co zapłaciły. i mordy są zadowolone, brzuchy pełne.

pomimo istnienia tej gigantycznej machiny produkującej syf, każdego roku wychodzi KILKANAŚCIE wartościowych (dla mnie) filmów produkowanych przez mniejsze wytwórnie (często tworzone przez tych samych gigantów, którzy wypuszczają padliny do kin). te małe wytwórnie zaspokajają potrzeby takiej mniejszości jak ja w stopniu więcej niż wystarczającym. np. w samym tylko grudniu Holly szykuje trzy premiery, na które czekam z taką niecierpliwością, że nie mogę wysiedzieć na dupie. są to: True Grit (western), The Town (kryminał/sensacja) oraz The Way Back (historia uciekinierów z sowieckiego gułagu). do tego mam HBO, FX oraz AMC - amerykańskie prywatne stacje telewizyjne, produkujące nawałnice genialnych seriali. jest ich bez kitu tyle, że nie nadążam z oglądaniem. techniczny poziom tych produkcji dorównuje długometrażowym filmom z Holly. aktualnie oglądam mega wolnościowo zorientowany serial Breaking Bad spod skrzydeł AMC oraz gangsterski Boardwalk Empire opowiadający o czasach prohibicji.

Milton Friedman użył kiedyś przykładu z krawatami. że jeśli motłoch wybierze czerwone, to nie wpłynie to w żaden sposób na mniejszość, która spokojnie znajdzie sklep produkujący krawaty zielone w kropki bordo. tak więc twoje porównanie demokracji do wolnego rynku jest nietrafione, tj. nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Cytuj
Hando
Dlaczego bogaci kapitaliści zrzeszeni w różnego typu UPR-ach czy Alternatywnych Szkołach Biznesu i Rozwoju Osobistego im. Misesa nie rozpoczną wydawania swojego dziennika?

może dlatego, że wybrali Internet, uznając - jak najbardziej słusznie zresztą - że myśl wolnościowa szybciej dotrze do odbiorców po światłowodach aniżeli tradycyjnie?

_______________________________________
Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oddali broń palną i wyrzekli się przemocy? Moglibyśmy wówczas podbić całą tę głupią planetę przy pomocy noża do masła.



Zmieniany 5 raz(y). Ostatnia zmiana 28-10-2010 10:42 przez MARK13.

28-10-2010 - 15:55:36

Cytuj
MARK13
Milton Friedman użył kiedyś przykładu z krawatami. że jeśli motłoch wybierze czerwone, to nie wpłynie to w żaden sposób na mniejszość, która spokojnie znajdzie sklep produkujący krawaty zielone w kropki bordo. tak więc twoje porównanie demokracji do wolnego rynku jest nietrafione, tj. nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Jasne, tylko, że nie sposób przyznać racji - sytuacja jest bardziej skomplikowana, aniżeli dostępność koloru krawatów. Z tym jedzeniem to trafili w sendo, wystarczy isc do marketu czy spozywczego - cale polki syfu, a jak czlowiek chce wybrac cos zdrowego, to praktycznie nie ma. Wszedzie tylko te ulepszacze, konserwanty, benzoesany...

W systemie demokratycznym też istnieje WiP, czy inne opozycyjne do rządzących partie i organizacje. Tak jak na rynku będzie produkował ktoś gdzieś te krawaty w kropki bordo.

Czyli co, demokracja to liberalny system wybierania rząd?. Każdy przy urnie glosuje sam wedlug wlasnych potrzeb - "wolny wybór". Liberalny system gospodarczy to taki w ktorym kazdy kupuje sam wedlug wlasnych potrzeb - "wolny rynek". I tu i tu motloch wybiera, cierpia na tym madrzy.

Cytuj
MARK13
może dlatego, że wybrali Internet, uznając - jak najbardziej słusznie zresztą - że myśl wolnościowa szybciej dotrze do odbiorców po światłowodach aniżeli tradycyjnie?

Ale przecież pisma tradycyjne w formie tygodnika też są wydawane, a pomimo tego nakłady mają marne, nawet najpopularniejszy "nCzas" sprzedaje się niestety słabo. Co dopiero mowic od dzienniku, to by sie po prostu nie opłacało. Na szczescie w internecie cos moze istniej bez koniecznosci specjalnej opłacalności, bo by nas nigdzie nie było!!!

Widzimy jak mysl wolnosciowa dociera do odbiorcow szybciej po swiatlowodach... Tak samo jak mysl konserwatywna szybciej dociera po swiatlowodach... To jest porazka. W swiecie wirtualnym jest o nas glosno (choc tu tez mozna miec watpliwosci), ale to jest zawsze swiat wirutalny. Bedacy poza rzeczywistoscia, o czym bolesnie przekonujemy sie po kazdych wyborach.

_____________
Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 28-10-2010 16:54 przez krzy889.

28-10-2010 - 16:53:22

Poziom jedzenia odpowiada zwyczajnie naszemu poziomowi życia. Sam niemal w dosłownie widzę jak po każdej podwyżce w chlebie jest więcej trocin, a w szynce mniej mięsa. Człowiek traci zarówno kupując tani, szkodliwy chłam, którego i tak musi wpierdzielić 3 razy więcej, żeby się najeść, jak i jedzenie dobre ale drogie.

28-10-2010 - 16:59:51

Podam trochę niecenzuralny przykład:
Prędzej sięgniesz po gazetę porno za np. 9 złotych czy zajrzysz do Internetu za darmo? A gdzie będziesz większa dostępność?
Chodzi o to że większość z nas trafiła właśnie przez Internet do WiP czy UPR dlatego naturalnym jest zakładanie kolejnych portali, for, reklam itd. niż bawienie się w pisanie płatnej gazety! Tfu, co dla motłochu płatne to musi być wartościowe (czyt. zgodne z ich przekonaniami) więc ciężko byłoby z nakładem. Oczywiście, można tworzyć gazetkę dla nas mając nadzieje że ktoś inny sięgnie ale ja sądzę że większą szansą jest zareklamowanie nas tutaj.

28-10-2010 - 17:04:57

Cytuj
Ixian
Człowiek traci zarówno kupując tani, szkodliwy chłam, którego i tak musi wpierdzielić 3 razy więcej, żeby się najeść, jak i jedzenie dobre ale drogie.

Ja jakos nie odczuwam roznicy we wspominanej ilości pomiedzy na przykład okraglym chlebem 'chłamowatym', a okraglym chlebem pelnoziarnistym - zdrowym. Słowem tego pierwszego nie trzeba zjesc 3xwiecej, od tego drugiego, zeby sie najeść. Ten pierwszy jest po prostu tańszy (a czasem lepszy w smaku dzieki ulepszaczom), ale w gruncie rzezczy gorszy jakościowo - czyli w ogolnym rozrachunku gorszy, bo szkodzi na zdrowie. Tak jak taki Napieralski niby ladnie i elokwentnie gada, spiewaja mu dwie mlode laseczki, naobiecuje znizek dla emerytow i mlodziezy - no niby lepszy wizualnie, lepszy smakowo (nabierze kredytow i rozda, wiec "tu i teraz" bedziemy sobie zyli w blogostanie ze znizkami, tak jak "tu i teraz" bedziemy sobie jedli niby smaczna chemiczna szyneczke) a potem wyjdzie nam to wszystko bokiem (tak samo jak w przypadku szyki) bo nadejdzie krach.

I analogicznie do tego co mowisz moznaby powiedziec - czlowiek traci zarowno wybierając Napieralskiego (bo w gruncie rzeczy narobi syfu i bałaganu), jak i traci wybierając Korwina czy innego polityka mądrzejszego od tego pierwszego - bo ten nie będzie rządził, a więc nic nie zmieni.

_____________
Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy.



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 28-10-2010 17:08 przez krzy889.

28-10-2010 - 19:11:22

Oj głupoty, głupoty. Jak zwykle pojawia się problem z odróżnieniem przyczyny od skutku. Na przykładzie żywności:
1 )Otóż nie dlatego dobra żywność jest droga i trudno dostępna, bo ludzie nie chcą jej jeść - ale dlatego, że ludzie nie chcą jej jeść, bo jest droga i trudno dostępna! Produkcja tzw. zdrowej żywności jest zwyczajnie bardziej kosztowna, bo trzeba liczyć się z kosztami, które producent tzw. byle jakiej żywności może pominąć.
2) Nie jest też tak, że produkcja tzw. zdrowej żywności jest nieopłacalna. Byłoby tak, jeśli w gospodarce panowałyby sztywne ceny na dane dobra, a wszystko zależało od popytu. Jest jednak inaczej, i z samego faktu, że ludzie w większości wolą zjeść byle co, ale zaoszczędzić wcale nie wynika, że nie pojawi się nisza dla tych, którzy preferują towary wyższej jakości kosztem wydania kilku złotych więcej.
3) Z punktu 1) wynika jasno, że jeżeli wprowadzić pewne ograniczenia w dostępności byle jakiej żywności (tzn. zakazy lub ścisłe normy produkcji dla wszystkich towarów danego typu, które nie posiadają substytutów), to rozwiązanie problemu będzie - jak zwykle - tylko pozorne. Wprawdzie być może wzrośnie konsumpcja towarów lepszego sortu (ciężko o spadek popytu jeśli dany towar kupić po prostu trzeba, a taniej już się nie da), ale pozostaje podstawowe pytanie: dlaczego zabraniać jeść ludziom g*wno, skoro taka jest ich wola?
Anonimowy użytkownik

28-10-2010 - 19:22:53

Powierzchowne. I mylenie skutków z przyczynami.
1. Co do jedzonka to nie do końca prawda.
"Dobre" jedzenie jest dlatego drogie, że jest... drogie a "napychacze żołądków" powodują to, że żarcia jest pod dostatkiem.
Na przykładzie: skoro kilo świni biegającej sobie po chlewie kosztuje 5 złotych za kilogram to nie ma takiej ludzkiej siły, żeby kilogram PORZĄDNEJ kiełbasy kosztował 10 złotych.
Musi kosztować minimum 40-50 złotych - świnkę trzeba zamordować, rozebrać mięcho zmielić, przyprawić, napchać do flaków, ugotować lub uwędzić a i trzeba pamiętać, że "odpadów" jest sporo - jak na przykład kości których stukilowa świnka ma w sobie coś ze 30 kg.
Dlatego też tanie wędliny mają w sobie niewiele mięsa (około20%) a reszta to różnego rodzaju wypełniacze i woda.
Dokładnie to samo jest i z kurczakami - od chwili kiedy kurczę wylezie z jajka do czasu kiedy trafi oskubane i wypatroszone do sklepu mija SZEŚĆ TYGODNI a każdy kto cokolwiek o tym wie, rozumie, że kurczak pół roku biegający po podwórku i dokarmiany zbożem do garnka za bardzo się jeszcze nie nadaje. Na grilla - zupełnie nie.
Taki przyrost wagi (i dotyczy to też trzody czy bydła choć w mniejszym stopniu) uzyskuje się faszerując zwierzątka sterydami, antybiotykami i witaminami - naturalny wzrost musi trwać a to kosztuje i to niemało.
Cytuj

I właśnie dlatego to nie motłoch ma decydować o tym kto rządzi, ani o tym która szynka jest lepsza, bo gdy pozostawi go się samemu sobie czy to w sklepie, czy przy urnie, zawsze wybierze źle, a my ten zły wybór później będziemy musieli znosić
Poproszę o odpowiedź - będąc bardzo mądrym człowiekiem, ale zarabiającym powiedzmy 3K i mając na utrzymaniu czteroosobową rodzinę przy okazji zakupów dokonasz bardzo mądrego wyboru kupując kawałek wołowe steki po 30zł/kg, wysokiej klasy wędlinę w cenie 60 złotych za kilogram, masło za osiem złotych i kawę w cenie 300 złotych za kilogram czy zachowasz się jak tak pogardzany motłoch i kretyn kupując karczek po 15 zł/kg. Krakowską po 18 zł/kg masło z odrobiną oleju za 3 złote i paczkę kawy kosztującej 100 złotych za kilo?

2. Co do rynku prasowego - też niekoniecznie.
W Polsce rynek prasowy jet chory - to prawda. Dominujące na rynku tytuły swoją pozycję zawdzięczają temu i owemu ze szczególnym uwzględnieniem owego i ma to dość ścisły związek z telewizjami będącymi "od zawsze" głównymi przekaziorami.
Ale to jedna strona - drugą stroną jest to, że i rynek czytelniczy w Polsce nie miał szans się wytworzyć; w takiej WLK Brytanii czy Stanach tabloidy i szemrane, opiniotwórcze wydawnictwa też mają dominujące pozycje ale istnieje stabilny rynek na wydawnictwa wolnościowe.
To wiąże się z kolei z kasą - lewomyślne wydawnictwa są (czy były) u nas finansowane pieniędzmi nie pana X czy Y a kasą "niczyją" czyli pochodzącą czy to z budżetów państw czy różnych organizacji przekazanych na ich tworzenie (jak choćby Gazecina Wyborcza) albo miały siłą przyzwyczajenia ugruntowaną od lat pozycję na rynku (Polityka czy WPROST) i zostały sprzedane "po uważaniu" (czyli swoim) na warunkach określonych również "po uważaniu" (czyli za pół darmo).
Stworzenie nowego tytułu, wypromowanie go i w ogóle utrzymanie się na rynku to zabawa relatywnie droga i nie jest to żadna rewelacyjna inwestycja - nie dość że niełatwa to ewentualne zyski w zestawieniu z nakładem pracy i kosztów nie są wcale oszałamiające.

Różnica między demokracją a wolnym rynkiem jest i jest to różnica zasadnicza.
Otóż zawsze kupisz to, co chcesz (o ile tylko władza zbytnio w ten rynek nie ingeruje) i możesz w ogóle ignorować istnienie taniego badziewia w systemie politycznym zaś (nawet jeśli uznać jakąś tam partię za opozycyjną) ustanowionemu prawu podlegasz bez względu na to, jaki masz to niego stosunek.

Cytuj

Trzeba po prostu postulować wprowadzenie systemu sprawiedliwego, który będzie opierał się na rozumie i będzie dawał równe szanse obu stronom, anie tylko jednej..Takim systemem nie jest ani demokracja w wymiarze politycznym, ani mistyczny wolny rynek w wymiarze gospodarczym, gdyż to w gruncie rzeczy te same zwierzaki, różniące się co najwyżej kolorami cętek.
O ile co demokracji tak jest w istocie o tyle wolny rynek jest jedynym systemem nie tylko dającym możliwość ale wręcz wymuszającym równe szanse.
Gospodarka przy okazji jest dziedziną życia w całości podporządkowana porządkowi spontanicznemu co oznacza że rozumu można używać jedynie do jak najlepszej adaptacji do niego a wszelkie próby upchnięcia gospodarki w ramy porządku zadekretowanego (czyli sterowanego rozumem) kończą się klapą. Zawsze.


@kwantl
No i ubiegłeś mnie smiling smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 28-10-2010 19:25 przez Leszek.

28-10-2010 - 20:00:27

Cytuj
Leszek

@kwantl
No i ubiegłeś mnie smiling smiley

Ha, trzeba się streszczać smiling smiley Ale Twój post to niewątpliwe wartościowe uzupełnienie tych moich kilku uwag.

28-10-2010 - 23:04:36

Cytuj
kwantl
Oj głupoty, głupoty. Jak zwykle pojawia się problem z odróżnieniem przyczyny od skutku. Na przykładzie żywności:
1 )Otóż nie dlatego dobra żywność jest droga i trudno dostępna, bo ludzie nie chcą jej jeść - ale dlatego, że ludzie nie chcą jej jeść, bo jest droga i trudno dostępna! Produkcja tzw. zdrowej żywności jest zwyczajnie bardziej kosztowna, bo trzeba liczyć się z kosztami, które producent tzw. byle jakiej żywności może pominąć.

Nie no, gdyby na zdrową żywność było zapotrzebowanie, to rosłaby ilość producentów, a więc ilość produktów, czyli spadałaby cena. Kiedyś przecież tego całego chemicznego syfu nie było, a zdrowe (normalne) produkty były tanie. W tej krytyce wydaje mi sie, ze chodzi po prostu o to, ze zapotrzebowanie dyktuje cena (im nizsza, tym wieksze) i pewna pozorność lepszego produktu, który w gruncie rzeczy jest gorszy.

Cytuj
kwantl
2) Nie jest też tak, że produkcja tzw. zdrowej żywności jest nieopłacalna. Byłoby tak, jeśli w gospodarce panowałyby sztywne ceny na dane dobra, a wszystko zależało od popytu. Jest jednak inaczej, i z samego faktu, że ludzie w większości wolą zjeść byle co, ale zaoszczędzić wcale nie wynika, że nie pojawi się nisza dla tych, którzy preferują towary wyższej jakości kosztem wydania kilku złotych więcej.

No jednak dzis ciezko zdobyc produkty tzw. zdrowe (czyli normalne). A jak już to są one naprawdę drogie, mnie na przykład niestety nie stać na jedzenie normalnego jedzenia, jakim zajadali się moi przodkowie (i to całkiem niedawni).

Cytuj
kwantl
3) Z punktu 1) wynika jasno, że jeżeli wprowadzić pewne ograniczenia w dostępności byle jakiej żywności (tzn. zakazy lub ścisłe normy produkcji dla wszystkich towarów danego typu, które nie posiadają substytutów), to rozwiązanie problemu będzie - jak zwykle - tylko pozorne. Wprawdzie być może wzrośnie konsumpcja towarów lepszego sortu (ciężko o spadek popytu jeśli dany towar kupić po prostu trzeba, a taniej już się nie da), ale pozostaje podstawowe pytanie: dlaczego zabraniać jeść ludziom g*wno, skoro taka jest ich wola?

Gdyby wprowadzic cenzusy wyborcze (wiec nie calkowite, tylko pewne ograniczenia w dostepnosci do glosowania) to rozwiazanie problemu bedzie - jak zwykle - tylko pozorne. Wprawdzie szanse na wejscie do parlamentu partii o pogladach znośnych (czy nawet prawie idealnych) wzrosnie, ale pozostaje pytanie, dlaczego zabraniac niektórym ludziom wybierac g*wniane partie, skoro taka jest ich wola?

Cytuj
Leszek
Różnica między demokracją a wolnym rynkiem jest i jest to różnica zasadnicza.
Otóż zawsze kupisz to, co chcesz (o ile tylko władza zbytnio w ten rynek nie ingeruje) i możesz w ogóle ignorować istnienie taniego badziewia w systemie politycznym zaś (nawet jeśli uznać jakąś tam partię za opozycyjną) ustanowionemu prawu podlegasz bez względu na to, jaki masz to niego stosunek.

Ale przecież na wolnym rynku również podlegasz prawom bez względu na to, jaki masz do nich stosunek.

PO podnosi podatki, przez co więcej będziemy płacić.
Kupisz to co chcesz, nawet jeśli będzie to deficytowe, ale to coś będzie naturalną koleją rzeczy droższe.

Tu i tu obciążony zostaje mój portfel.

Co ciekawe i jedni i drudzy mówią, że to tylko kwestia paru złotych :-(.

Cytuj
Leszek
Stworzenie nowego tytułu, wypromowanie go i w ogóle utrzymanie się na rynku to zabawa relatywnie droga i nie jest to żadna rewelacyjna inwestycja - nie dość że niełatwa to ewentualne zyski w zestawieniu z nakładem pracy i kosztów nie są wcale oszałamiające.

Czyli skazani jesteśmy na brukowce bo się nie opłaca :-(.

_____________
Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 28-10-2010 23:06 przez krzy889.
Anonimowy użytkownik

29-10-2010 - 09:13:02

Cytuj

Ale przecież na wolnym rynku również podlegasz prawom bez względu na to, jaki masz do nich stosunek.
Tak - i dlatego właśnie nie kupuję "kiełbasy" kosztującej 10 złotych za kilogram a tę nieco lepszą - to właśnie daje wolny rynek.

Cytuj

Kupisz to co chcesz, nawet jeśli będzie to deficytowe, ale to coś będzie naturalną koleją rzeczy droższe.
Ale to chyba normalne, że za jakość się płaci? No i dobra rzadkie również z definicji są droższe.

Cytuj

Czyli skazani jesteśmy na brukowce bo się nie opłaca :-(
Wcale nie - nie napisałem że się nie opłaca, napisałem tylko , że o wiele bardziej zyskowne jest wydawanie szmatławców.

29-10-2010 - 13:44:33

Cytuj
Leszek
Tak - i dlatego właśnie nie kupuję "kiełbasy" kosztującej 10 złotych za kilogram a tę nieco lepszą - to właśnie daje wolny rynek..

Ale nie masz wpływu na jej cenę. Tak jak w demokracji nie masz wpływu na wybór rządów i ustanawianych przez nich np. wysokości podatków.
Tu i tu traci Twój portfel, bo wybiera głupia masa. Żeby kupić droższą kiełbasę musisz ciężej pracować lub zrezygnować z czegoś innego. Tak samo w demokracji jak motłoch wybierze PO który podnosi podatki, żeby więcej zarabiał Twój biznes musisz się lepiej starać i kombinować, albo zrezygnować np. z dodatkowych dwóch godzin snu i jechać wcześniej na giełdę, by wcześniej otworzyć sklep. I w obu przypadkach im dalej brniemy, tym dla nas gorzej/ciężej/drożej.

Cytuj
Leszek
Ale to chyba normalne, że za jakość się płaci?

Za jakość się płaci, hmm, to tak samo jak płaci się w systemie demokratycznym za wspieranie dobrej opcji i za pozostawanie przy normalnych, konserwatywnych wartościach. W obu przypadkach mógłbym obrać drogę na skróty, jeść tanią i niby dobrą smakowo "kiełbasę", czy działać w PO/PIS/SLD czerpiąc kasę ze złodziejskiego funduszu partii (a nie samemu wydawać pieniądze na broszurki, plakaty, akcje), a zamiast do kościoła czy na wewnątrzorganizacyjną debatę poszerzającą horyzonty, mógłbym iść do burdelu. Pozornie i wolny rynek i demokracja daje mi szansę na normalne jedzenie i konserwatywną działalność. No okej, ciężko jest, zgodzę się, płacę za dyktat motłochu tu i tu. Tylko czy przypadkiem zarówno tu, jak i tu masa nie dąży do wyeliminowania nas? Narzuca nam swoje prawa, które niestety posuwają się dalej i dalej... Jeśli tu i tu nie narzucimy im swoich, to nas wyeliminują? No bo w obu przypadkach wygrywa silniejszy, a silniejszy nie ten co ma rację, tylko ten co w większości. Oczywiście nie od razu, ale z czasem? Liberalna demokracja dąży do wyeliminowania opozycji (przecież wiadomo, że to zmierza w kierunku dwubiegunowym) - choć tej opozycji nigdy nie wyeliminuje do końca, ale wiadomo, że z każdym kolejnym rokiem opozycja będzie coraz słabsza i coraz mniejsza. Liberalny rynek tak samo wypiera produkty dobre, zastępując szmirowatymi, "bo to się lepiej sprzeda", a wielcy gracze eliminują mniejszych I też niby nie wyeliminuje nigdy konkurencji do końca, bo zawsze coś tam będzie istniało - choćby dla samego pokazania, że coś tam istnieje. Ale czy o to nam chodzi, by zostać na marginesie totalnym bez wpływu na rzeczywistość? I nie chodzi o wpływ na rzeczywistość taki, by komuś coś narzucić, chodzi o wpływ taki, by nasz przekaz, byśmy my w ogóle istnieli.

Cytuj
Leszek
No i dobra rzadkie również z definicji są droższe.

Płaci się więcej, bo jak słusznie zauważyłeś, dobra rzadkie (na które jest małe zapotrzebowanie, a więc mniej producentów) są droższe. Kiedyś normalne jedzenie było tanie! Dziś? Coraz trudniej z roku na rok znaleźć porządną świnię do ubicia i oddania maserowi żeby przerobił. Nie opłaca się hodować :-(

Cytuj
Leszek
Wcale nie - nie napisałem że się nie opłaca, napisałem tylko , że o wiele bardziej zyskowne jest wydawanie szmatławców.

Na to samo wychodzi, wartościowy i mądry przekaz nawet nie pojawia się w otchłani kiczu, bo bardziej zyskowny jest kicz, a z wydawania dobrej opcji się nie wyżyje.

_____________
Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i Ojczyźnie podnieśliśmy głowy.



Zmieniany 4 raz(y). Ostatnia zmiana 29-10-2010 13:49 przez krzy889.
Anonimowy użytkownik

29-10-2010 - 17:12:28

Jałowa rozmowa, sorry.
Mieszasz pojęcia.
O "wyższości" liberalnej demokracji nie chce mi się gadać a co do wolnego rynku, to - jak się zdaje - nie zdajesz sobie chyba nawet sprawy jak i dlaczego to działa.

Cytuj

Płaci się więcej, bo jak słusznie zauważyłeś, dobra rzadkie (na które jest małe zapotrzebowanie, a więc mniej producentów) są droższe. Kiedyś normalne jedzenie było tanie! Dziś? Coraz trudniej z roku na rok znaleźć porządną świnię do ubicia i oddania maserowi żeby przerobił. Nie opłaca się hodować :-(
Nie - nigdy nie było tanie - tak Ci się tylko zdaje. Przeczytaj zresztą co napisałem na temat cen żywności, bo zdaje się że to przeoczyłeś.
Nie wiem gdzie mieszkasz, ale zapewniam Cię - w każdym mieście w Polsce w ciągu najdalej godziny nie tylko znajdę miejsce gdzie można kupić bez problemu wysokiej jakości żywność ale dowiem się gdzie można kupić świnkę, kto i za ile ją zamorduje i przerobi mięcho według moich wskazówek.

Cytuj

Na to samo wychodzi, wartościowy i mądry przekaz nawet nie pojawia się w otchłani kiczu, bo bardziej zyskowny jest kicz, a z wydawania dobrej opcji się nie wyżyje.
Wyżyć to się wyżyje, spokojnie.
A tak to już jest na tym świecie - byle co miało od zawsze dużo większe wzięcie i dawało większe profity.

30-10-2010 - 00:28:28

Cytuj
krzy889
Kiedyś normalne jedzenie było tanie! Dziś? Coraz trudniej z roku na rok znaleźć porządną świnię do ubicia i oddania maserowi żeby przerobił. Nie opłaca się hodować :-(
Słyszałeś o czymś takim jak inflacja i podatki? Albo o potężnej armii pasożytów okupujących ten kraj? A może słyszałeś ale i tak sądzisz że panuje wolny rynek, bo z kolei nie słyszałeś o koncesjach, biurokracji i dopłatach? Szukasz winnych wśród konsumentów, litości.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 30-10-2010 00:30 przez Ixian.

31-10-2010 - 09:05:23

Cytuj
krzy889
Kiedyś przecież tego całego chemicznego syfu nie było, a zdrowe (normalne) produkty były tanie.

kiedyś - to znaczy kiedy ?

- kiedyś kiedy jedzenie było tak zdrowe i tanie, że co kilka lat jakaś klęska głodu zabijała kilka tysięcy ludzi
- kiedyś kiedy jedzenie było tak zdrowe i tanie a ludzie żyli średnio 40 lat a jednym z tego powodów była kiepska dieta
- kiedyś kiedy jedzenie było tak zdrowe i tanie, że łakome społeczeństwo ustawiało się w kolejce dzień wcześniej żeby je może kupić a takie delikatesy jak np. pomarańczki pojawiały się na święta

_________________________________________________________________________________

GOD + GOLD + GUNS = FREEDOM
_________________________________________________________________________________

31-10-2010 - 13:36:51

w państwie socjalistycznym ceny żywności mają charakter polityczny. są podstawą, na której władza realizuje potrzebę dialogu elit z tzw. normalnymi ludźmi. premier musi mieć zawsze możliwość publicznego pochwalenia się, że żywność nie podrożeje. mogą podrożeć szyny kolejowe, lokomotywy czy też akceleratory cząstek, ale nie ŻYWNOŚĆ. choć tak jak w PRL-u, tak i w III RP żywność drożeje.

_______________________________________
Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oddali broń palną i wyrzekli się przemocy? Moglibyśmy wówczas podbić całą tę głupią planetę przy pomocy noża do masła.

03-11-2010 - 21:16:31

Przede wszystkim żywność jest droga bo UE i nasze Państewko ma ją w swoich opiekuńczych rączkach. Polityka celna, masa przepisów ograniczających produkcję, czy interwencje na rynku rolnym (gdy cena żywności jest zbyt niska winking smiley ) - to tylko przykłady działań podnoszacych ceny bardzo znacznie. Cóż się dziwić jak gdzieniegdzie rolnik za dużo mleka zrobi to musi je wyrzucić (jak sprzeda to dostaje karę, więc bardziej opłaca się wylać...).

Cytuj
Trzeba po prostu postulować wprowadzenie systemu sprawiedliwego, który będzie opierał się na rozumie i będzie dawał równe szanse obu stronom, anie tylko jednej.

Dokładnie takim systemem jest kapitalizm - to znaczy sprawiedliwym. Człowiek w kapitaliźmie ograniczony jest jedynie wolnością innych ludzi (czyli np. wolnością producentów do produkowania co im się podoba) - to jest właśnie sprawiedliwość. A to że nie wszystkie produkty czy nasze zachcianki mogą być dla kogoś dostępne, jest to ograniczenie naturalne, ludzkie. Ciekawe jakim prawem, autor tego tekstu chciałby zmusić kogoś do produkowania czegoś wbrew własnemu zdaniu i woli?? Czy wreście takie utylitarystyczne koncepcje (tak rozumiem autora tego tekstu) mogą mieć cokolwiek wspólnego ze sprawiedliwością o której wspomina autor? Natomiast przyznam się iż nie rozumiem co ma znaczyć system oparty "na rozumie"? Na rozumie oparte jest chyba "centralne planowanie" bo tam ktoś "rozumnie" wszystko planuje, co ma być produkowane, ile, i po ile - czyżby o to autorowi chodziło?

04-11-2010 - 00:19:03

Problem z dostępem do dobrej jakości jedzenia wynika z tego, że mamy demokrację a nie wolny rynek.
W demokracji głupia większość uchwaliła sobie przepisy które spowodowały, że wiejska kiełbaska/szyneczka, czy mleko prosto od krowy w rozsądnych cenach rozprowadzane są głównie nielegalnie, poprzez znajomych, więc dostęp do nich jest nieco problematyczny.
Na wolnym rynku te produkty były by normalnie dostępne w sklepach, a sporo osób obecnie bezrobotnych zajęło by się ich wyrobem, więc ceny były by pewnie jeszcze niższe.
A to, że szynka której z kilograma dobrego mięsa wychodzi 0,7kg jest droższa od mielonki, której z kilograma tańszego mięsa robi się 5kg nie ma z polityką wiele wspólnego. Jak ktoś nie ma/szkoda mu pieniędzy, a chce jedzenie dobrej jakości, to zawsze zostaje salceson, czy kaszanka.

A jeśli ktoś szuka odpowiednika wolnego rynku w polityce, to patrzył bym raczej na federalizm, ewentualnie system prywatnego prawa.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6140, Posty: 45272, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 321, Posty: 5202.