Prywatna opieka zdrowotna – kwestia chorób ciężkich/przewlekłych

Wysłane przez MARK13 

06-11-2009 - 12:34:47

[www.trystero.pl]
[www.trystero.pl]

W powyższych wpisach mowa jest głównie – na przykładzie służby zdrowia w USA (prywatne ubezpieczenia zdrowotne) - o chorobach bardzo ciężkich/przewlekłych. Autor uważa, iż leczenie osób chorych na cukrzycę czy nadciśnienie, nie wspominając o osobach chorych na nowotwory, gdzie szansa na wyleczenie jest stosunkowo znikoma, obnaży wszystkie niedostatki i patologie systemu prywatnego. Prywatny ubezpieczyciel migałby się od zobowiązań.

cytaty:

Prywatny system ubezpieczeń medycznych nie jest także w stanie zaspokoić potrzeb bardzo chorych ludzi i ludzi, którzy rodzą się z wadami genetycznymi. W takim systemie ci ludzie pozostawieni są na pewną śmierć. Napisałem kiedyś tekst o kilkunastu milionach ludzi w USA, którzy nie są w stanie kupić ubezpieczenia ze względu na już istniejące problemy zdrowotne.

w pełni prywatny system ubezpieczeń zdrowotnych nie sprawdzi się. Stanie się tak dlatego, że społeczeństwa zachodu przyjęły założenie o konieczności ratowania życia bez względu na cenę. To założenie nie da się pogodzić z rynkowych rachunkiem zysków i strat, dlatego konieczne staje się zrezygnowanie z jednej z tych rzeczy. Albo pozwolimy państwu wziąć na siebie obowiązek ratowania ciężko chorych, albo przyjmiemy, że w XXI wieku ludzie mogą mieć pecha; na przykład za wcześnie się urodzić i umrzeć ponieważ ich rodziców nie będzie stać na leczenie.

Prywatna służba zdrowia w Polsce jest tania i wydajna ponieważ nie zajmuje się leczeniem ciężko chorych ludzi, których miesięczne utrzymanie przy życiu kosztuje czasem kilkadziesiąt tysięcy złotych.

To właśnie problem nieubezpieczanych najlepiej pokazuje największą zaletę publicznego systemu ubezpieczeń zdrowotnych – rozproszenie ryzyka. Jeśli istnieje jakiś powód, dla którego zwolennicy wolnego rynku mogą popierać publiczne ubezpieczenie zdrowotne, to jest nim właśnie rozłożenie ryzyka. System prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych nie jest w stanie zapewnić takiego mechanizmu.

Morał: interesy ubezpieczyciela i ubezpieczanego są sprzeczne, niezależnie od tego, czy to jest służba państwowa czy prywatna -- jesteś zdrowy (czyli nas nie potrzebujesz), to płać, jesteś chory (czyli nas potrzebujesz), to poczekaj chwilkę (chyba nam się nie opłaca...). Jeżeli na dzień dzisiejszy masz na koncie co najmniej 100 tys. – możesz być spokojny na krótki czas o to, że masz zabezpieczenie na wypadek choroby, pobytu w szpitalu, operacji. Ale czy to jest znowu taka powalająca kwota? I czy będziesz miał potem pieniądze na życie z choroba przewlekłą? Chociażby takim nadciśnieniem czy cukrzycą – chorobami właściwie społecznymi?

Porusz troszkę wyobraźnią – gdyby dzisiaj służba zdrowia i cala sfera okołozdrowotna były prywatne – gdyby coś ci sie stało – każdy z notesem w ręku najpierw zapytałby sie, czy masz kasę na zapłacenie rachunku. W przeciwnym razie – nikt nie udzieliłby ci pomocy. Czy tego chcesz?

Wolny rynek tak, ale nigdy w takich dziedzinach jak opieka medyczna, która powinna być priorytetem.

Co wy na to?



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 06-11-2009 12:36 przez MARK13.

06-11-2009 - 13:38:04

Mam nadzieję, że ta myśl chociażby nie rozciąga się na prywatne szpitale, bo jeśli ktoś chce założyć szpital dla bogaczy, to nikomu przyzwoitemu to nie przeszkadza.

Zauważam bezczelnie, że ubezpieczenie przymusowe nie jest ubezpieczeniem, tylko podatkiem, który może być skierowany do sektora państwowego lub prywatnego, a celem tego podatku jest opłacenie kosztów dobrego samopoczucia władz, które biadolącym chorym orientacji lewicowej zawsze mogą odpowiedzieć, że już nakazały zapłacenie ichniego rachunku innym ludziom.

Wady normalnych ubezpieczeń to już osobny temat, a wyczuwam że idzie tu więcej o uratowanie chorego jakimkolwiek sposobem w oparciu o pieniądze. Dla wyżej wklejonej i pogrubionej myśli chyba trzeba by założyć, że dobroczynność klasyczna okaże się niewydolna na tyle, że z punktu widzenia zwolenników tej powyższej myśli trzeba by utrzymać system przymusu płacenia na (jakiś tam) NFZ. Ciężkie założenie, więc wypada zapodać/wyprowadzić silny dowód, czego bym oczekiwał.

Osobiście też niezbyt wierzę w ludzi, ale akurat na odcinku dobroczynności zachowuję warunkowy spokój. Jeśli się uwolni ludzi od utrzymywania gigantycznego systemu redystrybucji, to ludzie zaczną wspierać dobroczynność, bo każdy zarabiający więcej od innych (lub nagle więcej niż poprzednio) odczuwa pewien ludzki strach, że jemu się wiedzie, a innemu coś złego akurat się przytrafia. To już jest wystarczający powód do wysupłania grosza.
Osobistych pieniędzy dobrowolnie byle komu się nie daje, zwłaszcza większych sum, więc w kanał datki nie pójdą.


Biały Człowiek

06-11-2009 - 13:49:29

Cytuj

Dla wyżej wklejonej i pogrubionej myśli chyba trzeba by założyć, że dobroczynność klasyczna okaże się niewydolna na tyle, że z punktu widzenia zwolenników tej powyższej myśli trzeba by utrzymać system przymusu płacenia na (jakiś tam) NFZ.

a ja jestem ciekaw, ile osób dobrowolnie łożyłoby na taką, powiedzmy, państwową inicjatywę? taki NFZ dla tych, którzy chcą na niego łożyć z własnej kieszeni - publiczna, nieprzymusowa służba zdrowia. bo że obecnie jest tragedia w sektorze państwowym i że państwo nie powinno leczyć ludzi tylko zapewniać im warunki do leczenie się w wybrany sposób - to ja się zgadzam. sęk w tym, że prywatne szpitale czy ogólnie wolny rynek usług medycznych dobrze sobie radzą z wymianą biodra, jednorazową operacją czy borowaniem, ale co z leczeniem długoterminowym? bo umówmy się: nawet na wolnym rynku nie każdy będzie miał forsę, żeby leczyć choroby wymagające ciągłej, permanentnej ingerencji lekarskiej.

w jaki sposób wolny rynek usług medycznych rozwiązuje ten problem? jak wytłumaczyć ludziom, że kiedy choróbsko mające tendencje do trwania w nieskończoność przytroczy ich do wyra, to nie zostaną pozostawieni samopas. bo łatwo rzucić - lecz się prywatnie. z drugiej strony wiem doskonale, że państwowy moloch nie zapewnia leczenia skomplikowanych i ciężkich chorób - i tak trza się zwrócić o pomoc do prywatnych darczyńców/rodziny ewentualnie zrobić zbiórkę wśród obywateli...



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 06-11-2009 13:52 przez MARK13.

06-11-2009 - 14:10:48

Przecież problem długotrwałego leczenie też opiera się o pieniądze. Co najwyżej fundacje będą wypłacać regularnie tej samej osobie (lub szpitalowi) na koszta. Zgaduję tu, że idzie o osobę, która nie może liczyć na rodzinę. To się też zdarza.

Co do samego braku forsy, to wszędzie może on nastąpić. Ale jeśli do tych łóżek nie przykuje się u nas znacznie więcej niż milion biednych ludzi bez rodzin, to społeczeństwo powinno ponieść ten ciężar na jednym paluszku bez nijakich przymusów z urzędu. Dopiero na koniec (listy darczyńców) powinna wkroczyć pomoc państwowa.


Biały Człowiek
Anonimowy użytkownik

06-11-2009 - 15:43:12

Cytuj

Napisałem kiedyś tekst o kilkunastu milionach ludzi w USA, którzy nie są w stanie kupić ubezpieczenia ze względu na już istniejące problemy zdrowotne.

W Polsce w to miejsce istnieje taki problem że kilkanaście milionów ludzi jest pozbawionych praktycznie dostępu do opieki medycznej (tzn. - jest ona, prywatna). Gdzie leży cwancyk? A no w USA oni są nieubezpieczeni i mogą włożyć kasę np. na fundusz inwestycyjny, w Polsce bez pytania o zdanie biorą 2 stówki miesięcznie a w nagrodę możesz postać w kolejce.
Anonimowy użytkownik

06-11-2009 - 17:42:15

Każdy pomysł jest o tyle tylko wart rozpatrzenia o ile założenia na jakich powstaje mają sens.
Założenie konieczności ratowania życia bez względu na cenę jest założeniem absurdalnym, zatem i rozpatrywanie pomysłu na nim się opierającego sensu wielkiego nie ma, bo i skąd miałby się wziąć?
1. Po pierwsze - kto niby ma tę cenę płacić?
Czy mamy rozumieć, że dla leczenia (czy też dla podtrzymywania go przy życiu) 108-letniego człowieka gotowi jesteśmy obciąć o połowę "racje żywnościowe" własnym dzieciom?
Mamy odłożyć o kolejne kilkanaście lat kupno domu zadowalając się mieszkaniem w wynajętym pokoju?
Nie pojechać (nigdy) na wczasy (bo zawsze będzie ktoś, komu można zaaplikować lepsze/nowocześniejsze/droższe leki)?

To nie jest tylko kwestia arbitralnej decyzji kilku urzędników o pozbawieniu większości ludzi zarobionych pieniędzy czyli rabunku, to zgoda na to, że ktoś (ZAWSZE) cenę za świadczone usługi/leki zawyży ale też i na to, by w istocie rzeczy decyzję, którą mamy podjąć my sami i to decyzję jedną z najważniejszych w życiu podjął za nas ktoś obcy i to w podjął ją w oparciu o kryterium ze względu na które decyzję tę nam odebrano: KASA.

Jest to swego rodzaju nowina dla współczesnych ludzi - ludzie umierają!
Na różne tam schorzenia - przewlekłe czy też nie przewlekłe, na skutek wypadków czy ze starości; ludzie umierali, umierają i umierać będą.
I czy to się komuś podoba czy nie - mimo górnolotnych deklaracji "rządzących", mimo bzdetów wciskanych w szkołach i w mediach i mimo ogólnego w tej mierze chciejstwa - jedynym prawdziwym i ostatecznym kryterium decydującym o jakości i długotrwałości leczenia jest ilość pieniędzy jakie ktoś jest w stanie na to wydać.
Bez znaczenia - czy płacić będzie ubezpieczyciel, rodzina, filantrop czy "państwo" - nie ma darmo i ktoś zapłacić musi.
Tak, tak - humanitarne ględzenie, że "to znaczy, że jak koś jest ubogi to tylko dlatego ma umrzeć? A jakby to na Ciebie trafiło?"
A popatrzmy na to z tej strony: w obowiązującym systemie przymusowej "opieki zdrowotnej"
a) ludzie jednak umierają
b) ilość pieniędzy w tym systemie jest stała, zatem jeśli dzielone one są na "wszystkich" - ogólny poziom musi być niższy, niż gdyby panowała w tym zakresie pewna wybiórczość.
c) ludzie wpłacający do systemu w większości nie wykorzystują wpłaconych środków, często natomiast się zdarza, że ci, którzy (z różnych przyczyn) nie zdążyli wpłacić tam ani grosza korzystają "pełnymi garściami" nie mówiąc już o tym, że nadzwyczaj łatwo zapadają decyzję wydatkowania środków i to zwykle niemałych na leczenie tzw chorób społecznych, jak syfilis, alkoholizm czy narkomania a więc de facto na leczenie ludzi, którzy zachorowali na własne życzenie.
Co dzieje się z oczywistą szkodą dla ludzi "normalnych".
d) Jest też taki myk, że pewnych pacjentów mimo ubezpieczenia się po prostu nie leczy ograniczając się do podtrzymywania ich przy życiu bo albo leczenie jest zbyt kosztowne a szanse na wyzdrowienie znikome albo "nie przewidziano w koszyku tego typu schorzeń."
No i co też fajne - powszechny ubezpieczyciel nie poczuwa się do ponoszenia kosztów leczenia chorób, które dopadły kogoś gdzieś "na obczyźnie" co staje się zrozumiałe tylko wtedy, kiedy przyjmie się, że ubezpieczenie nie ma pokrywać kosztów leczenia a koszty wykonanej przez lekarzy/pielęgniarki/aptekarzy pracy.
e) dochodzi w takim systemie (bo i musi dochodzić) w skali kraju do gigantycznego marnotrawstwa i równie gigantycznych nadużyć.
Poczynając od szwindli przy ustalaniu listy leków refundowanych, przez korupcję przy zaopatrywaniu szpitali i aptek po "załatwianie" rozmaitych rzeczy. (Mój znajomy niedawno uległ wypadkowi przy racy na budowie - pracował "na czarno" i dzięki różnym tam zbiegom uniknął zapłacenia z górą 56 tysięcy złotych za operację, leczenie i pobyt w szpitalu)
Określenie tego systemu jako "popie...ny" jest według mnie nad wyraz uprzejme.

Więc- wartość życia wyznacza status materialny człowieka?
Nie, nie tylko, choć oczywiście jest tak, że przecież nawet i w tym systemie wszystko kosztuje (i to znacznie więcej niż powinno).
Zakładając odpowiedzialność ludzi za własne życie i zdrowie (i za zdrowie swojej rodziny) - dopuszczamy przecież (a nawet i zalecamy) możliwość korzystania z indywidualnych ubezpieczeń będących poza wszystkim bardziej efektywnymi i tańszymi niż "państwowe".
Aaaa... że przy pewnych szczególnych chorobach - nieuleczalnych (niekoniecznie śmiertelnych ale ciągnących się przez dziesięciolecia) koszty z pewnością przekroczą te refundowane przez indywidualnego ubezpieczyciela?
No - w obecnym systemie też przekraczają - stąd konieczność zakupów na własny koszt tego i owego i (od czasu do czasu) zmotywowanie personelu medycznego do "lepszej opieki" - tak bywa.
I tu właśnie jest miejsce na powszechnie wykpiwaną dobroczynność, ale dopiero po tym, jak wyczerpią się możliwości finansowe rodziny i... przyjaciół, znajomych, sąsiadów...
Jest jak na dłoni wrażliwość tak rozgłośnie przywoływana przez jej piewców - tyle tylko, że aby ją rozbudzić - potrzebujący musiał wcześniej wykazać się tą samą wrażliwością, prawda?
Łobuzowi, który w życiu żyje dla siebie tylko nikt nie pomoże, niestety...
Mam nadzieję, że ci, którym teraz chce wyrwać się słówko na temat "To znaczy - żebrać???" zanim je napiszą niech sobie przypomną ogłoszenia w gazetach, w tv i radio nawołujące że "każda, najmniejsza nawet pomoc dla Asi/Kasi/Jasia znaczy wiele" i wspomni na dziesiątki fundacji proszących o kasę potrzebną im do czegóż by innego jak nie do wspomożenia biednej, państwowej służby zdrowia...

14-11-2009 - 15:25:35

Jakby moja niepełnosprawna siostra miała polegać w Polsce na państwowej służbie zdrowia, to... to taki horror, że nie mogę sobie tego wyobrazić. Pomogła nam niemiecka fundacja (z Polski nikt się nie raczył zainteresować) i paru dobrych ludzi.

Nie ma co się łudzić... Stworzenie kategorii (tfu) ludzi "najwyższego stopnia niepełnosprawności, wymagającego opieki z publicznych pieniędzy" spowoduje, że ta kategoria będzie musiała poddać starannej kontroli, by zapobiec nadmiernemu rozszerzaniu i wliczaniu np. chorych na grypę, ale mało tego, może implikować stworzenie pt. "służby zdrowia" czy innego czorta socjalizmu. W dodatku manipulacja jej rozmiarami rodzi problemy proceduralne. (To jest zresztą argument przeciwko demokracji, normalnie król mógłby ręcznie sterować takim systemem, w demokracji wszystko przechodzi niezliczoną ilość procedur.). W krajach muzułmańskich takie coś próbuje rozwiązać się koraniczna jałmużną.

Jedyne, co napawa mnie optymizmem to relatywny sukces WOŚP. Jeśli Polacy będą mieli w kieszeni dobry pieniądz, to na pewno nie poskąpią serca. Tak samo jak zmniejszenie kosztów (LEKÓW OCHRANIANYCH PATENTEM I ABSURDALNIE OPODATKOWANYCH) i procedur (przyznawanie opiekuna, który MUSI BYĆ PRZESZKOLONY W SPECJALNYM OŚRODKU).

Z kolei założenie, że w naszej libertyńskiej lub liberalnej gospodarce wyrosną jak grzyby po deszczu fundacje, które całkowicie załatwią problem to niepoprawne sny optymisty.

14-11-2009 - 17:20:33

youtube.com
ta umieszczona już gdzies na forum wypowiedz Carlosa Rodrigueza Brauna częściowo odpowiada na bolączki przywołane przez założyciela tematu

ZAWSZE znajdzie się jakaś grupa ludzi chcąca dobrowolnie pomóc ludziom ciężko chorym, których nie stać na leczenie. Co więcej mając wybór jaką ilość dóbr chcą na ten cel przeznaczyć niejednokrotnie dają o wiele więcej niż z przymusowych składek. A z wiedzą że dana osoba nie może liczyć na żadną "pomoc gwarantowaną" chętnych do pomocy też znajduje się więcej.

Publiczna służba zdrowia w ciężkich przypadkach się nie sprawdza! Na dowód zwróćcie uwagę ile jest reklamowanych akcji pomocy dla np. porzuconego dziecka z wadą genetyczną...

10-12-2009 - 14:53:49

Mam 10-letniego kuzyna z chorobą genetyczną. Aparaturę medyczną ma zakupioną prywatnie (przebywa w domu, rodzina się nim zajmuje), a jego matka unika jego pobytów w szpitalu i ich "opieki" jak ognia - nie wiedzieć czemu.

I tak nawiasem mówiąc nie wiem czy wiecie - istnieje obowiązek nauki do lat 18 wszystkich bez wyjątku. Mój kuzyn który jest ślepy, nie potrafi się ruszać i mówić, jedynie słyszy ma obowiązkowe lekcje!!! Do nie niego przyjeżdża co jakiś czas nauczycielka która go ma niby uczyć!!! Ona tylko coś tam do niego gada bo co ma robić. I ona taką ma pracę! Jej za to płacą z naszych podatków! Mistrzostwo bezsensu.

15-12-2009 - 23:02:53

Likwidacja państwoej służby zdrowia doprowadzi do częstszych przypadków śmierci ludzi, których nie będzie stać na leczenie.
W efekcie przy życiu pozostaną najbogatsi i najzdrowsi.
Przy zmniejszonej ilości chorych, bogatych będzie stać na dobroczynność i wspieranie leczenia innych.

O to chodzi?

Jeśli tak, to możecie to wprowadzić, jak znajdziecie chętnego do wzięcia odpowiedzialności za te wszystkie śmierci.

16-12-2009 - 05:13:37

Cytuj

Jeśli tak, to możecie to wprowadzić, jak znajdziecie chętnego do wzięcia odpowiedzialności za te wszystkie śmierci.

to rozumiem ze za panstwowy nieudolny system ochrony zdrowia ty osobiscie bierzesz odpowiedzialnosc za wszystkie smierci? Wiesz ile ludzi w polsce umiera bo musza czekac na badania/operacje latami?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 16-12-2009 05:14 przez moraine.

17-12-2009 - 11:07:44

a ja na chwile przyjmę rozumowanie kol. Denerwujka za sensowne (pomimo iż jest absurdem w czystej postaci, a nade wszystko zbijaniem kapitału na emocjach motłochu):

drogi kolego, wolałbyś umrzeć z powodu braku pieniędzy na leczenie (byłeś zbyt leniwy/głupi, żeby pracować i nie zarobiłeś potrzebnej gotówki, spieprzyłeś coś i firma ci splajtowała, a ty wyleciałeś na bruk za niespłacone długi) czy z powodu decyzji innych osób, które uznały, że twoja choroba nie podpada pod koszyk świadczeń gwarantowanych i że musisz leżeć na szpitalnym korytarzu, czekać w kolejce na przeszczep (bo umówmy się: na łapówkę też nie masz), czy leżeć w domu, bo szpital wyczerpał limity przyjęć w tym miesiącu?

odpowiedz sobie (bez emocjonowania się) na jedno pytanie: wolałbyś umrzeć z własnej winy czy z winy kogoś, kto tak zadecydował na mocy rozporządzenia/zebrania/dekretu/uchwały sejmowej? lubisz być na łasce bądź niełasce innych osób? lubisz, gdy twoje życie znajduje się w rękach innych i od widzimisię owych innych zależy, jak, gdzie i ZA ILE będziesz leczony?

zacytuje klasyka:

Nierówność jest niewątpliwie łatwiejsza do zniesienia i w mniejszym stopniu narusza godność osoby, jeżeli wywołują ją czynniki bezosobowe, nie zaś świadome, państwowe planowanie. Człowiek znacznie szybciej zaakceptuje nieszczęście, będące wynikiem działania ślepego trafu, nieszczęście przez nikogo niezawinione, aniżeli cierpienia będące rezultatem decyzji władz.

Można źle znosić fakt, że jest się tylko trybem w bezosobowej, wolnorynkowej machinie, lecz nieskończenie gorzej jest, jeśli nie można się z niej wyrwać, jeśli jest się uzależnionym od zwierzchników, których wybrał nam ktoś inny. Bo niezadowolenie z własnego losu będzie nieuchronnie rosło u każdego wraz ze świadomością, że jego dola jest rezultatem (nie)przemyślanych ludzkich decyzji.


strzelam w ciemno, że gdyby ktoś robił statystyki osób, które zmarły w wyniku działania państwowej służby zdrowia, otrzymalibyśmy liczbę tak zatrważającą, że za jej rozpowszechnianie groziłaby kara więzienia.



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 17-12-2009 11:20 przez MARK13.

17-12-2009 - 12:56:21

Mówimy o chorobach przewlekłych i drogich w leczeniu, więc trudno łączyć niemożność ich leczenia z osobistymi zasługami. Prędzej przykładowy głupek odziedziczy majątek i będzie go stać na leczenie niż ktoś, kto od podstaw buduje bogactwo i jest na dorobku, ale takich kosztów nie da rady ponieść. Czysty traf.

Z drugiej strony publiczna służba zdrowia kosztuje o wiele więcej. Pieniądze leją się szerokim strumieniem i to nie tam, gdzie są potrzebne. Wydatki nie są zracjonalizowane, a często są zadziwiająco kuriozalne z powodu przepisów.

Jednak faktem jest, że prywatny ubezpieczyciel kalkuluje według potencjalnego zysku i zapewne wielu ludzi nie uzyskałoby ubezpieczenia. Dobrze jest leczyć katar dwa razy w roku za składkę 200zł/miesiąc, ale niedobrze jest leczyć za tę samą składkę raka.

Z kolei opieranie się na zamożnych darczyńcach jest myśleniem życzeniowym i nie powinno się tego traktować jako stałego czynnika, modyfikującego wadę systemu. Osobiście podchodzę do tego sceptycznie.

Imho rozwiązaniem jest zdjęcie z państwa ciężaru leczenia przytłaczającej większości dolegliwości - skutków wypadków losowych, kontuzji i całej reszty chorób, których leczenie mieści się w rachunku ekonomicznym prywatnego ubezpieczyciela. Do tego wszystkich usług i zabiegów drobnych - np. badań itd.

Reszta, po wnikliwej analizie rynku powinna być finansowana z budżetu. Myślę, że da się wydzielić takie schorzenia.

Byłoby to chyba dostosowanie się do realiów wolnorynkowych, ale bez krańcowego doktrynerstwa. No i odpada argument socjalistów, że ludzie umieraliby na ulicach. Mówimy przecież o jakimś małym procencie chorych, przez wzgląd na których nie powinno się utrzymywać obecnego stanu rzeczy. Oczywiście ludzie nadal by umierali, gdyby nie mieli nawet na leczenie zwykłych popularnych chorób, ale tu ewentualnie widziałbym możliwości dla działalności dobroczynnej, bo i koszty leczenia takich chorób są niskie. Zasadniczo uważam, że obecnie nagminnie wylewa się dziecko z kąpielą i organizuje wielki aparat do ściągania ze wszystkich obywateli danin, żeby po przetrawieniu pieniędzy przez państwo dać grosze nielicznym. Największym beneficjentem tego stanu rzeczy wcale nie są ubodzy, chorzy czy niezaradni, ale państwo. W imię humanitaryzmu grabi się dla aparatu, gdy tymczasem socjal konieczny np. w przypadku chorych umysłowo, niedorozwiniętych, czy przewlekle chorych, których nie można obarczyć winą za ich los, pochłania zapewne jakiś mały procent wpływów. To jest moim zdaniem największy problem do rozwiązania - jak zracjonalizować takie wydatki.

---------------------------------------
pozdrawiam

17-12-2009 - 13:33:22

Cytuj
Karolak
Reszta, po wnikliwej analizie rynku powinna być finansowana z budżetu. Myślę, że da się wydzielić takie schorzenia.

kto miałyby decydować, które schorzenia są warte finansowania z budżetu, a które nie? czemu chorym na białaczkę finansowanie się należy, a cierpiącym na chorobę XYZ już nie? kto będzie decydował o tym, jaki nowotwór mieści się w grupie "chorób ciężkich"?

17-12-2009 - 14:07:21

Pewnie głównym kryterium byłaby opłacalność leczenia dla prywatnych ubezpieczycieli. Jeżeli w granicach normalnych stawek miesięcznych, da się ubezpieczyć, to się ubezpiecza, a jeżeli nikomu się nie opłaca leczyć takiego pacjenta albo stawka jest astronomiczna, to takie schorzenie trafiałoby do tej drugiej grupy. Kwestia decydowania i tego, kto ma to robić a także ewentualnych nadużyć, bo chyba to Cię interesuje, zależy od wybranego wariantu ustrojowego. Jednak nie sądzę, aby ewentualne nieprawidłowości przekreślały to rozwiązanie, bo raz, że albo się coś opłaca, albo nie, a dwa albo się jest chorym albo się nie jest chorym. Reszta regulacji mieści się w pewnej mniejszej lub większej uznaniowości ustawodawcy/organu, ale tak jak powiedziałem, szczegóły to już kwestia konkretnej ustawy.

---------------------------------------
pozdrawiam

25-12-2009 - 14:35:42

Cytuj
MARK13

Wolny rynek tak, ale nigdy w takich dziedzinach jak opieka medyczna, która powinna być priorytetem.

Co wy na to?

Ja na to system mieszany: Prywatna służba zdrowia i twoja państwowa ale z jednym ale. Z państwowej korzystasz tylko wtedy kiedy na nią płacisz a składka na nią jest NIEOBOWIĄZKOWA. Masz wtedy pieniądze na te twoje choroby przewlekłe i co najważniejsze są wpłacane dobrowolnie. Coś co wolnościowcy proponowali z pasami bezpieczeństwa (niestety ciemny lud nie zrozumiał o co chodziło) są ale nie musiałbyś ich zapinać twoje ryzyko. Ktoś kto nie zapiął pasów (nie płacił składki zdrowotnej do państwa) i zachorował przewlekle płaci za swoje lub rodzina mu opłaca.
Oczywiście mógłbyś dawać więcej na państwową więcej, oczekując od niej lepszych usług. Musiałby powstać jakiś koszyk świadczeń. Biurokraci mieliby te swoje papierki i mieliby się czym bawić, socjaliści płaciliby na tę swoją państwową a my spokojnie leczylibyśmy się w prywatnych.
Najważniejsze że nikt nikogo do niczego by nie zmuszał.
To że w tej publicznej ciągle by brakowało pieniędzy a SLD-wcy nigdy nie daliby na państwową ani złotówki i leczyli się prywatnie to już by mnie nie obchodziło. Ważne że system zadowalałby kapitalistów i socjalistów.

25-12-2009 - 16:24:50

Nie przeczytałem wszystkiego, tylko przeleciałem o czym jest mniej więcej temat.
Tak, to jest właśnie sedno czegoś co nazywają "chrześcijańskimi wartościami". Świętość życia i tzw. prawa człowieka. Stawiane ponad prawo własności.

25-12-2009 - 18:37:37

czyli całkowita prywatyzacja sektora medycznego jest niemożliwa?
Anonimowy użytkownik

25-12-2009 - 21:05:56

Bzdura - i nie chodzi tu wcale o koszta prywatnego leczenia na które rzekomo "biednych ludzi" nie byłoby stać.
Jakakolwiek działalność - w tymi opieka zdrowotna - jakich podejmuje się państwo jest na o wiele niższym poziomie przy o wiele wyższych kosztach niż ta sama działalność prowadzona przez prywatnych przedsiębiorców.
Dotyczy to również dostępności do świadczonych usług.
Powątpiewających w to zachęcam do sprawdzenia archiwów gazet sprzed jakichś stu lat w poszukiwaniu doniesień o mrących masowo na ulicach miast ludziach pozbawionych opieki lekarskiej.
A nie potrzeba wielkigo wysiłku i zbyt długotrwałych starań żeby znaleźć informację o śmierci chorego pod "bezpłatnym", państwowym szpitalem.

30-12-2009 - 12:46:06

Cytuj
Ixian
Tak, to jest właśnie sedno czegoś co nazywają "chrześcijańskimi wartościami". Świętość życia i tzw. prawa człowieka. Stawiane ponad prawo własności.

Nie chcę być posądzony o różnego rodzaju herezje i takie tam ale świętość życia najlepiej wyrażona jest przykazaniem "nie zabijaj".
Dość częstym argument stosowanym przez chrześcijan (Leszku , wybacz ale katolików też tak nazywam smiling smiley ) jest fakt , że Bóg daje i zabiera życie co działa jak najbardziej na plus w walce z aborcją czy klonowaniem - ale w przypadku ratowania życia już raczej się nie sprawdza (no bo jeśli to Bóg zabiera życie to raczej nie powinniśmy się przeciwstawiać) - no ale to tylko takie tam rozważania.

_________________________________________________________________________________

GOD + GOLD + GUNS = FREEDOM
_________________________________________________________________________________

08-01-2010 - 10:15:29

Państwo powinno leczyć osoby chore na przewlekłe choroby bo nie zdarzają się często i takiej osoby nie stać na leczenie bo nie może pracować. Bo osoba zanim umrze to będzie inwalidą lub jeśli przeżyje to będzie nie zdolna to pracy. I zasiłki i renta więcej kosztują. I dlatego że na przewlekłe choroby chorują często osoby starsze. których państwo ma obowiązek leczyć wynika on z człowieczeństwa i wartości chrześcijańskich. I zasady krwi.

08-01-2010 - 15:15:50

Cytuj
kk89
I dlatego że na przewlekłe choroby chorują często osoby starsze. których państwo ma obowiązek leczyć wynika on z człowieczeństwa i wartości chrześcijańskich. I zasady krwi.

a czy z wartości chrześcijańskich i "zasady krwi" wynika również, iż pod przymusem można mi zabrać pieniądze (które mógłbym wydać na leczenie np. swojej matki) i na mocy decyzji urzędników przeznaczyć je na leczenie czyjejś matki, dla mnie zupełnie obcej?

kol kk89 nie musi odpowiadać - to było pytanie retoryczne.



Zmieniany 3 raz(y). Ostatnia zmiana 08-01-2010 15:20 przez MARK13.

08-01-2010 - 19:50:52

Cytuj
kk89
I dlatego że na przewlekłe choroby chorują często osoby starsze. których państwo ma obowiązek leczyć wynika on z człowieczeństwa i wartości chrześcijańskich. I zasady krwi.

Trudno mi nawet takie bzdety komentować.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6260, Posty: 45491, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 321, Posty: 5204.