Wybory w Irlandii 2011

Wysłane przez tcuk 

18-02-2011 - 12:41:19

Tegoroczna kampania wyborcza jest bodaj najbardziej zaciekla, jaka kiedykolwiek widzialem w tym kraju. Fianna Fail (Zolnierze Przeznaczenia) Partia, ktora rzadzi Irlandia od 14 lat – dryfuje w kierunku calkowitej zaglady. Przypomnijmy, dlaczego tak sie stalo: pod koniec 2009 roku rzad utworzyl tzw. zly bank, ktory nabyl pozyczki na nieruchomosci w zamian za obligacje rzadowe w celu przywrocenia plynnosci w irlandzkich bankach. Aktywa te zostaly kupione przez NAMA po cenach wyzszych, niz rynkowe (przy okazji dajac zatrudnienie mnostwie kolesi z Fianna Fail), a cala akcje mozna by okreslic jedna wielka dotacje dla bankow (nie tylko irlandzkich, ale i niemieckich i francuskich, ktore lekkomyslnie pozyczyly irlandzkim bankom odpowiednio €127458000000 i €41,844,000,000) i ich akcjonariuszy - w duzej mierze zwiazanych z politycznym establishmentem – nie tylko zreszta skupionym wokol Fianna Fail, ale takze niektorymi partiami opozycyjnymi i kosciolem katolickim – ten ostatni stracil na samym tylko AIB ponad €17 milionow).

Warto wiec moze przyjrzec sie programom politycznym glownych graczy na scenie politycznej, zanim to jednak zrobie, chcialbym skorzystac z okazji, by nie zgodzic sie w tym miejscu z opinia, jakoby kryzys w Irlandii zostal wywolany przez podwyzszenie podatku dla przedsiebiorstw o 2,5 %, przyjecie euro lub podpisanie Karty Praw Podstawowych. Wprawdzie kazda z tych decyzji – szczegolnie przyjecie euro – byla dla Irlandii szkodliwa, ale zadna z nich nie wywolala kryzysu, poniewaz – o czym napisze ponizej – Irlandia byla w stanie sie rozwijac szybciej, niz inne kraje Unii Europejskiej pomimo eurowaluty, Karty Praw Podstawowych i podatku dla przedsiebiorstw na poziomie brytyjskim (choc oczywiscie wolniej, niz przed podjeciem owych fatalnych krokow).

Glowna przyczyna kryzysu bylo udzielenie tzw. Gwarancji Bankowej przez rzad we wrzesniu 2008 roku, za czym glosowaly wszystkie partie (Fianna Fail, Fine Gael, Zieloni i Sinn Fein) oprocz Partii Pracy, ktora opowiadala sie wtedy wprost za nacjonalizacja bankow. Gwaranacja Bankowa doprowadzila w koncu do ratowania jednych I nacjonalizacji innych – a pomyslane zostalo bardzo sprytnie to tak, by wydoic jeszcze wieksza ilosci pieniedzy od podatnikow i stworzyc w NAMA jeszcze wiecej miejsc pracy dla kolesi z Fianna Fail, niz gdyby banki znacjonalizowano od razu - o czym pisalem dwa lata temu w artykule “Tylko odrzucenie traktatu lizbonskiego moze uratowac irlandzkich podatnikow…” (http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?35,11900)

Zatem glowna przyczyna kryzysu w Irlandii byla moim zdaniem Gwarancja Bankowa i bedaca jej rezultatem nacjonalizacja bankow – natomiast reszta (euro, traktat lizbonski wraz z nieszczesna karta, 12.5% podatek) kryzys ten znacznie pogarsza (moim zdaniem zwlaszcza przyjecie waluty euro – choc prawie nikt, nawet eurosceptyczna Sinn Fein, nie odwazy sie powiedziec w kampanii wyborczej, ze Irlandia powinna z euro wystapic). W rezultacie “ratowania bankow” Irlandia ma w tym roku najwyzszy w UE udzial wydatkow rzadowych w Dochodzie Narodowym Brutto (60% - 53% w Produkcie Krajowym Brutto).

Przejdzmy wiec teraz do omowienia programow politycznych glownych partii.


1. Fianna Fail.

Fianna Fail chelpi sie byc najbardziej skuteczna organizacja polityczna na swiecie (u wladzy przez 61 z ostatnich 79 lat) oraz stale przywoluje znaczne obnizki podatkow, ktorych dokonano za czasow ich ministra financow p. Karola McCreevy. Co do podatkow, to Fianna Fail nie tyle obnizyla podatki (ciezar podatkowy jako proporacja dochodu narodowego zmalala z 35.4% w roku 1997 do 34.5% w 2003), ile wprowadzila szereg ulg podatkowych (polskiemu czytelnikowi moze sie to wydac niewiarygodne, ale do niedawna az polowa Irlandczykow nie musiala placic zadnych podatkow, jedynie – bardzo niewielkie – skladki socjalne).
Faktem jest jednak, ze obnizkom podatkow towarzyszylo -od 2001 roku - zwiekszenie wydatkow. Poniewaz po obnizce podatkow zaczela dzialac tzw. Krzywa Laeffera (dochody budzetu niemal podwoily sie w latach 1997-2003 – i to mimo zwiekszenia podatku korporacyjego z 10% do 12.5% i wprowadzeniu euro), a gospodarka swiatowa zaczela sie rozpedzac, nie wywolalo to katastrofy takiej, jak w 1977 roku po festiwalu rozdawnictwa (cudzych) pieniedzy przez FF.

Jednak pewne zle rozwiazania wtedy przyjete zaczely miec oplakane nastepstwa od czasu kryzysu nieruchomosci w 2007. Do historii przeszly nawolywania p. McCreevy, zeby ludzie sie dobrze bawili czy tez jego obietnica przedwyborcza ‘Jesli bede mial pieniadze, to je wydam’. Fianna Fail nie ukrocila tez bizantynizmu wyzszych warstw biurokracji, a wrecz przeciwnie – wlasnie to za jej rzadow (a nie za poprzednich rzadow Fine Gael i Partii Pracy) doszlo przyjecia pewnych etatystycznych rozwiazan, ktore nie byly specjalnym problemem, dopoki rzad otrzymal olbrzymie wplywy z podatkow od nieruchomosci.

Najbardziej nieslawnymi z nich (poza oczywiscie Gwarancja Bankowa) sa tzw. Partnerstwa Spoleczne (na zalozeniach podobnych do tych z czasow Mussoliniego) i benchmarking – czyli indeksowanie plac sektora publicznego wedlug najwyzszych plac sektora prywatnego, oparte na klamstwie, ze pracownicy sektora publicznego sa zle oplacani (po latach takiej polityki nie tylko przecietna placa w sektorze publicznym jest wyzsza niz w sektorze prywatnym, ale i ludzie pracujacy w sektorze prywatnym – czesto zarabiajacy w okolicach placy minimalnej – sa zmuszani do oplacania darmowych funduszy emerytalnych pracowanikow sektora publicznego). Przeprowadzono takze reforme administracyjna na ksztalt reformy p. Jerzego Buzka (i z podobnymi skutkami).

Chcialbym skorzystac z okazji, by nie zgodzic sie w tym miejscu z opinia, jakoby kryzys w Irlandii zostal wywolany przez podwyzszenie podatku dla przedsiebiorstw o 2,5 %, przyjecie euro lub podpisanie Karty Praw Podstawowych. Wprawdzie kazda z tych decyzji – szczegolnie przyjecie euro – byla dla Irlandii szkodliwa, ale zadna z nich nie wywolala kryzysu, poniewaz – o czym napisze ponizej – Irlandia byla w stanie sie rozwijac szybciej, niz inne kraje Unii Europejskiej pomimo eurowaluty, Karty Praw Podstawowych i podatku dla przedsiebiorstw na poziomie brytyjskim (choc oczywiscie wolniej, niz przed podjeciem owych fatalnych krokow).
Glowna przyczyna kryzysu bylo udzielenie tzw. Gwarancji Bankowej przez rzad we wrzesniu 2008 roku, za czym glosowaly wszystkie partie (Fianna Fail, Fine Gael, Zieloni i Sinn Fein) oprocz Partii Pracy, ktora opowiadala sie wtedy wprost za nacjonalizacja bankow. Gwaranacja Bankowa doprowadzila w koncu do ratowania jednych I nacjonalizacji innych – a pomyslane zostalo bardzo sprytnie to tak, by wydoic jeszcze wieksza ilosci pieniedzy od podatnikow i stworzyc w NAMA jeszcze wiecej miejsc pracy dla kolesi z Fianna Fail, niz gdyby banki znacjonalizowano od razu - o czym pisalem dwa lata temu w artykule “Tylko odrzucenie traktatu lizbonskiego…”
Zatem glowna przyczyna kryzysu w Irlandii byla moim zdaniem Gwarancja Bankowa i bedaca jej rezultatem nacjonalizacja bankow – natomiast reszta (euro, traktat lizbonski wraz z nieszczesna karta, 12.5% podatek) kryzys ten jedynie znacznie pogarsza (moim zdaniem zwlaszcza przyjecie waluty euro – choc prawie nikt, nawet eurosceptyczna Sinn Fein, nie odwazy sie powiedziec w kampanii wyborczej, ze Irlandia powinna z euro wystapic). W rezultacie “ratowania bankow” Irlandia ma w tym roku najwyzszy w UE udzial wydatkow rzadowych w Dochodzie Narodowym Brutto (60% - 53% w Produkcie Krajowym Brutto).

Przy okazji dzialalnosci NAMA zblaznil sie eskpert Banku Swiatowego, p. Jozef Stiglitz, ktorego zatrudnil do swojej obrony p. Paddy McKillen, pochodzacy z Belfasty deweloper, ktory zostal pod koniec zeszlego roku przesluchany przez Divisional Court. Otoz p. Stiglitz argumentowal, ze p. McKillen jest “dobrym” pozyczkobiorca, a wszystkie pozyczki, ktorych udzielil, byly obslugiwane (Dr. Stiglitz had argued that he was a “good” borrower with all his loans “performing”) i powinno mu byc umozliwione utrzymywanie normalnych relacji z bankami (p. McKillen jest dluzny pieciu instytucjom finansowym ratowanym przed bankructwem przez NAMA ponad 2 miliardy euro), podczas gdy analiza przeprowadzona przez NAMA wykazala, ze niektore pozyczki wygasly, podczas gdy inne byly niezgodne z z konwencjami pozyczkowymi (while others were in breach of loan convenants). Nieznajomosc realii finansowych Irlandii przez p. Stiglitza jest tak kompletna, ze sedzia Glowny Prokurator p. Pawel Gallagher uznal jego wywody o tym, jak to NAMA w rzeczywistosci niedoplaca za pozyczki bankow jako “calkowicie bledne”. I orzekl, ze p. Stiglitz wydaje sie pracowac opierajac sie na blednych wrazeniach dotyczacych kompetencji NAMA. To nie pierwszy taki przypadek, gdy ekspertyzy p. Stiglitza okazaly sie razaco naiwne – w 2002 p. Stiglitz obliczyl, ze szansa, ze Freddie Mac i Fannie Mae zbankrutuja i wystapia o pomoc panstwowa sa mniejsze niz 1 na 500000 i prawdopodobnie mniejsze niz 1 na 3 miliony)
Jak wyjasnil prof. Morgan Kelly, do wrzesnia zeszlego roku Irlandia miala legalna mozliwosc zakonczenia gwarancji dla bankow na podstawie tego, ze trojka z bankow, ktorym udzielono takiej gwarancji utajnila informacje o swojej niewyplacalnosci, co jest niezgodne z “Ustawa o Banku Centralnym” z 1971 roku.

Fianna Fail planuje zredukowac deficyt budzetowy w 38% - 40% z podatkow, a w 62-60% z ograniczenia wydatkow.


2. Fine Gael.

Przyszla partia rzadzaca planuje zredukowanie wydatkow publicznych o 6 i pol miliarda euro w ciagu najblizszych trzech lat, ale nie podaje szczegolow, co chce konkretnie zrobic poza zwolnieniem 30000 urzednikow w ciagu najblizszych 5 lat, co jednak ma przyniesc jedynie milliard 80 milionow oszczednosci (Partia Pracy chce zwolnic 18000 urzednikow w ciagu trzech lat). Oprocz tego planowane jest wydanie 177 milionow euro na sfinsasowanie 23000 (bezplatnych) stazy dla absolwentow uczelni wyzszych.

W debacie przeprowadzonej w ta srode w irlandzkojezycznej telewizji TG4 leader Fine Gael, p. Enda Kenny zarzucil p. Michalowi Martinowi, leaderowi Fianna Fail, ze wydanie w zeszlym roku stu miliardow euro na ratowanie bankow zniszczylo szacunkowo 200 000 miejsc pracy (prawie polowa irlandzkiego bezrobocia) i obiecal zniesc podatek turystyczny, zredukowac skladke socjalna dla pracodowcow o 50% i VAT z 13,5 do 12% na uslugi – choc w tej samej debacie p. Michal Martin zarzucil p. Kenny, ze obiecujac nie podnosic podatkow zamierza wprowadzic ukryte podatki przez administracje lokalna.

Mimo tych “jaskolek” liberalizmu, duza czesc debaty koncetrowala sie na utrzymaniu roznego rodzaju subwencji, glownie zwiazanych z Centralna Polityka Rolna i stanowisko Fine Gael nie jest pod tym katem znacznie bardziej liberalne, niz Partii Pracy czy Fianna Fail. Np. byly Minister Zdrowia z tej partii, p. Michal Noonan w 2002 roku proponowal kompensowanie przez panstwo strat taksowkarzom i graczom gieldowym.

Trzeba tez pamietac o tym, ze cala FG glosowala w Parlamencie Europejskim za poprawka 115 do reportu Cashmana, ktora to poprawka zapewnia utrzymanie w tajemnicy wydatkow europoslow (glosowala tez za nia Maria Lou McDonalds z Sinn Fein, choc tego zalowala mowiac “Zostalismy przekonani przez ludzi z nienaganna reputacja ze aspekt poprawki dotyczacy ochrony danych osobowych wydawal sie wystarczajaco wazny zeby glosowac za. Z perspektywy czasu, ta interpretacja tej poprawki odnosi sie szczegolnie do przejrzystosci finansowej (relates very much to financial transparency)) i glos przeciwko bylby bardziej spojny ze wszystkimi naszymi glosowami dotyczacymi przejrzystosci”.
Leaderzy Fine Gael nie sa osobami, ktora specjalnie przejmuja sie poprawnoscia polityczna - w 2002 roku p. Enda Kenny nazwal dzialacza pierwszego premiera Republiki Konga, p. Patryka Lumumbe, “jakims murzynem zabitym w wojnie”, zas p. John Bruton – obecny rzecznik finansowy partii - powiedzial reporterom w 1995 roku, ze “rzygac mu sie chce od odpowiadania na pytania o p…y proces pokojowy”.
Oszczednosci potrzebne do zredukowania deficytu budzetowego maja wedle Fine Gael pochodzic w 27-28% z podatkow i w 72-73% z ograniczenia wydatkow. P. Kenny planuje wydanie 177 milionow euro na sfinsasowanie 23000 (bezplatnych) stazy dla absolwentow uczelni wyzszych

3. Partia Pracy

Problem z Partia Pracy jest taki, ze dzieli sie ona na dwie frakcje – liberalna (p. Joanna Burton, p. Ruari Quinn) i socjalistyczna (ex-maoisci pp. Eamon Gimoure i Patryk Rabbitt).

Partia Pracy opowiada sie za utrzymaniem dotychczasowej stawki podatku dla przedsiebiorstw - 24 listopada zeszlego roku p. Joanna Burton, rzecznik finansowy Partii Pracy, bronila 12.5% stawki podatku dla przedsiebiorstw (wprowadzonej w 1997 roku przez Ministra Finansow z Partii Pracy, Ruariego Quinna pod wplywem naciskow UE, potwierdzonej w 1999 roku przez Ministra Finansow z Fianna Fail, Karola McCreevy i zastepujacej 10% stawke wprowadzona w roku 1981), cytujac statystyki OECD odnoszace sie do dochodow z podatku dla przedsiebiorstw w stosunku do PKB (przecietna OECD w 2006 to 3.8%, a 15 “starych krajow” UE to 3.4% - co mozna znowuz wyjasnic dzialaniem krzywej Laefera). “co z ironia, ze kraje takie jak Dania, Szwecka i Belgia zapewniaja o wiele korzystniejsze warunki wedlug informacji z OECD na odpisy w stosunku do deprecjacji. […] Dlaczego jest bardziej atrakcyjne dla U2 przeniesienie wielu ich aktywnosci za granice dla celow podatkowych, skoro rzekomo ciesza sie takimi olbrzymimi przywilejami w Irlandii?”

Zeby zrozumiec wewnetrzne roznice w Partii Pracy , trzeba sie cofnac do lat 90-tych, gdy Partia Praca byla w rzadzie razem z Fine Gael.
Podczas urzedowania p. Quinna jako Ministra Finansow, ogolne obciazenia podatkowe w Irlandii w stosunku do PKB spadly z 38,7% do 34,8%, co zostalo osiagniete dzieki ograniczeniu wzrostu wydatkow rzadowych. W rezultacie tego deficyt budzetwoy 2,1% w 1995 roku zamienil sie w nadwyzki 1.1% w 1997 (zeszloroczny deficyt budzetowy to 30%), podczas gdy dlug publiczny zmniejszyl sie z 81% Produktu Narodowego Brutto w 1995 do 63,6% w 1997. W roku 1992 – na rok przed tym, zanim p Quinn zostal ministrem, wzrost gospodarczy wynosil 2,5%, a w ostatnim roku jego urzedowania 10,3%.
W 1999 roku doszlo do polaczenia Partii Pracy i Demokratycznej Lewicy i p. Quinn – chociaz pozostal leaderem partii do 2002 roku, zostal w koncu zastapiony przez p. Patryka Rabbitta – choc ten mial nad soba prezydenta Proinsiasa De Rosse. P. De Rossa jest, jaki jest (znany jest z nepotyzmu jako pozniejszy Posel do Parlamentu Europejskiego), ale – w przeciwienstwie do p. Gilmoura – prosowiecki nigdy on nie byl. I tak w ksiazce Kevina Raftera “Demokratyczna Lewica: Zycie i Smierc Irlandzkiej Partii Politycznej” p. De Rossa zadaje klam twierdzeniom p. Gilmoura, jakoby “Partia Robotnikow”, do ktorej ten ostatni nalezal, “nigdy nie byla czescia partii komunistycznej”. “Jest dla mnie calkowicie oczywiste co do tej partii, ze wyewoluowala ona w kierunku czegos, co dzisiaj nazwalibysmy partia komunistyczna”.
Obecnie Partia Pracy wydaje sie byc bardzo podzielona co do pogladow na gospodarke – ilekroc w telewizji pojawia sie pani Joanna Burton lub p. Ruari Quinn i do pewnego stopnia p. Patryk Rabbitt, z ekranu plyna wypowiedzi nie tyle moze liberalne, co nie mniej liberalne, niz wypowiedzi politykow z innych partii. Gdy natomiast glos zabiera obecny leader Partii Pracy – p. Eamon Gilmore (byly maoista) – zdrowy rozsadek (on tez opowiada sie za cieciami w wydatkach panstwowych) miesza sie u niego z tlumiona tesknota do opodatkowania wszystkich „kulakow” (oczywiscie p. Glimore tego tak nie wyraza). Niektore z jego spostrzezen sa sluszne w szczegolach – jak np to ze srodowej debaty w TG4, ze 80% z milarda trzystu milionow euro, jakie rolnicy w Irlandii otrzymuja w dotacjach z UE idzie do najbogatszych farmerow, wiec ktos nowy na rynku, kto chcialby z nimi konkurowac, ma bardzo male szanse – oczywiscie p. Gilmore, jak zreszta zadna z partii politycznych, nie zajaknie sie ani slowem, ze samo istnienie Centralnej Polityki Rolnej jest najwieksza przeszkoda w konkurencji i glowna przyczyna wysokich cen zywnosci w Unii Europejskiej (malo chyba ludzi w Polsce zdaje sobie sprawe z tego, ze np. kilogram niemal niedostepnej cieleciny w Irlandii kosztuje miedzy 60 a 65 euro). Jednak to ogolny zarys wypowiedzi p. Gilmora wskazuje na to, ze Partia Pracy skreca teraz bardzo na lewo (najlepszym tego przykladem jest nieobecnosc w debatach telewizyjnych z udzialem politykow wszystkich glownych partii p. Ruariego Quinna).

4. Sinn Fein
Sinn Fein jest moim zdaniem najbardziej lewicowa z czterech glownych partii politycznych, poza ich stanowiskiem wobec Unii Europejskiej i Miedzynarodowego Funduszy Walutowego, gdzie partia ta cechuje sie zdrowym nacjonalizmem i zdrowym sceptycyzmem.
I tak np. Sinn Fein planuje wykorzystanie pieniedzy z Narodowego Funduszu Emerytur i wydanie 7 milardow euro na stworzenia 160000 miejsc sprawy i zlikwidowanie deficytu budzetowego poprzez wycofanie sie Irlandii z tzw. “bailout fund” pozyczonego Irlandii przez MFW i Europejski Bank Centralny (€67.5) i opowiada sie przeciwko jakimkolwiek cieciom w opiece spolecznej, a takze planuje wprowadzenie “darmowych” studiow wyzszych, “darmowego” lecznictwa na wzor HSE w Wielkiej Brytanii (miedzy innymi poprzez wydanie dodatkowego pol miliarda euro na stworzenie 100 przychodni zdrowia), wprowadzenie robot publicznych przez panstwo i uzyskanie milarda euro z nowego podatku dla bogatych (w wyborach w roku 2007 p. Jerzy Adams domagal sie w wywiadzie dla telewizji RTE 50% podatku dla przedsiebiorstw, ale chyba z tego zrezygnowal), i pelne znacjonalizowanie wszystkich bankow.
Chcialem tez podkreslic, ze niektore z osob z Sinn Fein cechuja sie spora uczciwoscia (niektorzy Irlandczycy obruszyliby sie na takie slowa, przypominajac mi napad na Ulster Bank w Belfascie) – np. p. Maria Lou McDonald byla bodaj jednyna osoba ze wszystkich irlandzkich poslow do Parlamentu Europejskiego, ktora nie zatrudnila w swoich biurach zadnych krewnych, a takze jedna z niewielu, ktore ujawnily swoje wydatki jako europoslowie (sposrod europoslow, ktorzy ich nie ujawnili, p. Liam Burke z Fine Gael tlumaczyl sie tym, ze nie wiedzial, ile dokladnie wydal).

Pomijam tu program polityczny Partii Zielonych, poniewaz partia ta nie jest juz traktowana powaznie i nie bedzie miala w najblizszej przyszlosci w Irlandii zadnego znaczenia.


Wszystkie glowne partie polityczne przyjmuja do wiadomosci, ze 19 milardowy deficyt budzetowy musi byc zredulowany o przynajmniej 9 milardow w ciagu najblizszych 4-6 lat, ale nie oferuja zadnych konkretow co tego, jak to ma byc osiagniete.

Czy jest wiec w ogole szansa na zawrocenie tego Titanica? Jest pewna rzecz, ktora bedzie powazna przeszkoda dla nowego rzadu – kultura flaithiulacht, co mozna by przetlumaczyc jako “zastaw sie, a postaw sie”.

Gdy finanse publiczne zalamaly sie po krachu nieruchmosci, Fianna Fail oglosila, ze zredukuje wszystkie place w sektorze publicznym. Jednak potajemna umowa zawarta za zakmnietymi drzwiami wylaczyla z ciec starszych urzednikow, a co wiecej, glowny urzednik, ktory wynegocjowal to wylaczenie, wynegocjowal takze swoje wczesniejsze przejscie na emeryture z 5-letnia odprawa wolna od podatku.
Nawet po wszystkich cieciach, irlandzkie pielegniarki sa czwarte na swiecie pod wzgledem wysokosci plac, choc nie musze umiec sciagac szwow, a nauczyciele zarabiaja 33% powyzej sredniej w OECD.

Urzednicy panstwowi w Irlandii ciesza sie licznymi przywilejami godnymi polskiej szlachty. Do smieszniejszych z nich naleza: platne pol godziny wolnego w tygodniu na zlozenie czeku w banku (choc nie otrzymuja wyplat w czekach od 20 lat), popoludnie wolny w hrabstwie Leitrim na obejrzenie regat, ktore nie odbywaja sie od ponad 25 lat, a glowni urzednicy otrzymuja dodatkowe €30 na tydzien za przechowywanie kluczy do swoich biur i jeszcze dodatkowe €30 za stres spowodowany jazda w korkach Dublina! Moze zreszta rzeczywiscie ich jazda jest bartdzo stresujaca, skoro Ci sami urzednicy wybudowali 1000 km autostrad z jedna jedyna w kraju toaleta przy drodze oraz dwie linie trawajowe z inkompatybilna infrastruktura, ktore sie nie spotykaja (za €750 milionow). Wybudowano tez drugi terminal lotniczy w Dublinie (za €1,2 miliarda), ktory jednak nie jest uzywany, a takze zaproszono podatnikow do pokrycia polowy kosztow budowy najmniejszego na swiecie miedzynarodowego stadionu (calkowity koszt - €410 milionow), mimo, ze Dublin ma juz taki stadion o duzo wiekszej pojemnosci (o glupocie bylego premiera Irlandii, p. Bertiego Aherna, niech najlepiej swiadczy jego niedawna wypowiedz, ze najbardziej zaluje, ze nie pozostawil po sobie jeszcze jednego stadionu).
Zeby ktos jednak nie pomyslal, ze przywileje te dotycza tylko urzednikow wysokiego szczebla, dodam, ze przeciek z listopada z zeszlego roku z analizy przeprowadzonej przez biznesowe cialo doradcze Forfas dla panstwa wykazal, ze para z dziecmi pobierajaca zasilki (na wskutek polityki prorodzinnej polaczone zasilki dla osob z, powiedzmy, trzema dziecmi (€40223) sa ponad dwa razy wyzsze niz zarobki w rodzinie bez dzieci, w ktorej pracuje jedna osoba w warunkach placy minimalnej €17992, a takze wyzsze, niz w takiej samej rodzinie z osoba o srednich zarobkach (€33000 – ale osoba taka musialaby zarabiac €55000 – tyle zarabia najwieksza gwiazda prywatnej stacji TV3, p. Wincenty Browne – zeby po opodatkowaniu otrzymac dochod €40000) – a do tego dochodzi jeszcze bezplatne leczenie, co w kraju, gdzie glupia wizyta u lekarza, zeby przepisal srodek na sen melatonine, kosztuje €60 + €110 za melatonine jest niebagatelnym przywilejem. W przypadku rodzin z dwojka dzieci nadal para taka zarobilaby 13% wiecej zostajac w domu, niz gdyby jedno z rodzicow mialo podjac prace z placa minimalna.

Zaufanie Irlandczykow do swoich politykow jest tak male, ze wedle sondazu przeprowadzonego w tym miesiacu dla “The Irish Independent” wiekszosc respondentow bardziej ufa Miedzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, niz wlasnemu rzadowi. Wiekszosc Irlandczykow wydaje sie tez byc madrzejsza od swoich politykow – jedynie 88% pytanych opowiedzialo sie za cieciem wydatkow publicznych zamiast zwiekszenia podatkow.
Nic wiec dziwnego, ze mimo 14% bezrobocia w zeszlym roku wydano 6600 pozwolen na prace dla osob spoza UE.

Trzeba tez dodac, ze wsrod kandydatow w tym roku sporo jest kandydatow niezaleznych – i to wlasnie wielu z nich ma najbardziej wolnorynkowe poglady gospodarcze w calej irlandzkiej polityce (najbardziej ze wszystkich startujacych znany komentator polityczny p. Pawel Sommerville, popierany przez guru wszystkich libertarian w Irlandii, wykladowce Trinity College, p. Konstantyna Gurdgieva).

Czy odegraja oni jakikolwiek wplyw – przekonamy sie wkrotce. Na razie wyglada na to, ze albo powstanie rzad Fine Gael z Partia Pracy, albo byc moze nawet samodzielny rzad Fine Gael popierany przez niektorych niezaleznych – co – jesliby sie tak daj Boze stalo - dawaloby spore nadzieje, ze Irlandia po wyborach nie skreci na lewo, poniewaz koalicja Fine Gael z podzielona wewnetrznie Partia Pracy zapowiada zbyt wiele zgrzytow, by Irlandia mogla zajac jakies spojne stanowisko w czekajacych ja twardych negocjacjach z Europejskim Bankiem Centralnym i Miedzynarodowym Funduszem Walutowym (p. Enda Kenny zapowiada, ze bedzie renegocjowal warunki splaty irlandzkich dlugow).

Grzegorz Kolodziej

19-02-2011 - 15:22:55

Nie piszesz nic o programach.
Generalnie, z naszej perspektywy, wszystkie te partie są lewicowe. Różnią sie tylko natężeniem czerwieni.
Odpowiada to w zasadzie poglądom dużej części społeczeństwa, ktore nadal żyje pod wpływem marksistowskich mitów i nie wie że socjalizm prowadzi do nędzy.
Wracając do programów.

Program FF nie zawiera żadnych nowych interesujących merytorycznych elementów. Elementem nowym jest nowe kierownictwo z Michałem Martinem i "nowym pokoleniem" które stara sie przekonać o "odnowie" (zapewne moralnej) partii. Poza tym nie ma tam żadnych nowych pomysłów.
Oglądałem ulotki wyborcze kandydatów - nie ma tam nic na temat programu (!!!) Tymniemniej program ten jest łatwy do odgadnięcia - Europejski etatyzm - wykonywanie instrukcji z Brukseli w sferze zarówno gospodarczej jak i ideologicznej.

Program FG zawiera kilka niepokojacych elementów. Podstawowy punkt to powszechny system ubezpieczeń zdrowotnych który ponoć "nie będzie podatnika nic extra kosztował". Źródłem inspiracji jest zapewne reforma zdrowotna Obamy. Drugi zasadniczy punkt programu, to zachowanie podatku dochodowego na obecnym poziomie. Biorąc pod uwagę ostatnie drastyczne podwyzki podatków, punkt ten "brzmi zachęcająco". Inny punkt, jak np. "utworzenie iluśset tysiecy miejsc pracy" - wymaga silnej wiary, bo nie wytrzymuje racjonalnej weryfikacji wobec braku liberalnego myślenia w sferze gospodarki. Brak liberalizmu gospodarczego jest natomiast "kompensowany" liberalizmem ideologicznym jak. np legalizacja badań nad zarodkami ludzkimi, potencjalna dopuszczalność aborcji itd.
Należy się spodziewać, że partia ta także będzie przede wszystkim wykonywac polecenia Brukseli przy ograniczeniu obrony interesów narodowych do krytycznej stawki podatku dochodowego dla przedsiębiorstw 12.5%.

Labour czyli Partia Pracy, powinna raczej nazywać się Partią Socjalu. Główny punkt programu to dodatkowe opodatkowanie tych, którzy zarabiają więcej niż 100 tys euro rocznie. Oczywiście Labour nie daje się przebić w dziedzinie opieki zdrowotnej i także obiecuje "bezpłatną służbe zdrowia".
Należy przyznać że Labour (a konkretnie Gilmore) potrafi zdroworozsądkowo punktować jawne idiotyzmy swoich anty-kolegów z FF i FG np. odnośnie polityki wobec banków. Tak jak FF i FG, Labour nie ma nic przeciwko temu, by wykonywać polecenia Brukseli, o ile baza wyborcza "biednych i najbardziej potrzebujących" bedzie "rosła w siłę".

Sinn Fein - klasyczna lewicowa partia-Janosik (z programem przyłączenia Irlandii Pólnocnej do "Republiki"winking smiley. Politycy tej parti chcą zwrócić porzyczką IMF/EU (co byłoby rozsądne) przy jednoczenym cofnieciu cięć socjalu i administracji. Pieniądze na wykonanie tej operacji chcąc pozyskać "zabierając bogatym" np. bankierom. To pokazuje skalę lewicowego infantylizmu.

Problem "Republiki" Irlandii w mojej ocenie to socjal. Roczny budżet to troche ponad 60 mld euro (o ile pamiętam). W tym socjal (forsa płacona bezpośrednio leniom, żulom, "samotym matkom" z dziećmi, róznym cwaniakom oraz pewnemu procentowi tych którym może by się rzeczywiście ten socjal należał) to dwadzieścia kilka mld euro, może dochodziic do 30 mld (nie pamiętam dokładnie).
Opisane wcześnie gwarancje bankowe to oczywiście także źródło wielkich kłopotów finansowych. Gwarancje służyły "zatrzymaniu" w bankach kapitału głównie niemieckiego i angielskiego.
"Zatrzymanie kapitału" musi byc tu pisane w cudzysłowie, bo tego kapitału juz tam oczywiście dawno nie ma, są tylko zobowiązania wobec banków/funduszy emerytalnych niemieckich i angielskich. Bez owych gwarancji rządu, żądanie wycofania kapitału doprowadziłoby do bankructwa tych banków. No to by zbankrutowały i cześć. Ale w tej sytuacji np. niemieckie fundusze emerytalne poniosłyby ogromne straty. Wyobrażam sobie, że w owym dniu premier Cowen wezwany został na klęcznik do kanclerzyny Anieli Merkel i otrzymał polecenie udzielenia gwarancji, no bo inaczej niemieccy emeryci nie dostali by swoich emerytur.

Co do perspektyw - żadna z głównych partii prezentuje nowego myślenia, wszyscy idą ścieżkami socjalizmu. Prawdopodobna jest stagnacja na obecnym poziomie. Jednocześnie zmienia się otoczenie - totalitaryzacja eurokołchozu i związane z tym naciski.
Szansa dla tego kraju istnieje dopuki stawka podatku od przedsiebiorstw pozostanie na poziomie 12.5% - o tym wiedzą wszyscy. Po podniesieniu tej stawki, ten kraj nie ma szans.

21-02-2011 - 08:00:20

Postaram się krótko ustosunkować do uwag Szanownego Czytelnika do mojego mojego tekstu.

1. „Nie piszesz nic o programach.”

Kwintesencją programów partii politycznych w tych wyborach jest jak (i czy) zamierzają one zredukować 30 procentowy deficyt budżetowy, na ile one zamierzają ograniczyć wydatki państwa i jakie jest ich stanowisko wobec renegocjacji umowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Centralnym – o tym toczy się główna dyskusja w mediach. Jeśli wsłuchać się w wypowiedzi głównych polityków i poczytać manifesty wyborcze głównych partii to – jak napisałem – obraz wylania się taki, że Fianna Fail planuje pokryć redukcję deficytu w 38% - 40% z podatków i w 60% - 62% z cięć wydatków, Fine Gael w 27% - 28% z podatków i w 72% - 73% z ograniczenia wydatków (a więc program Fine Gael zdaje się zakładać największe cięcia w wydatkach państwa), zaś Partia Pracy chce, by te proporcje kształtowały się na poziomie 50% - 50%. Fine Gael chce też zwolnić prawie dwukrotnie więcej urzędników państwowych, niż Partia Pracy, więc można chyba powiedzieć, że jej – jak to raczył był mój Czytelnik określić – „natężenie czerwoności” jest znacznie (dwukrotnie) mniejsze, niż Partii Pracy. Wszystko inne w programach ekonomicznych głównych partii to rzeczy drugorzędne wobec tego, ile pieniędzy podatników zamierzają wydać. Pragnę też zwrócić uwagę na to, że proponowany przez p. Gilmora podatek dla osób zarabiających powyżej sto tysięcy euro rocznie uderzyłby przede wszystkim w „arystokrację” urzędników państwowych, ponieważ większość ludzi nie pracujących dla państwa o takich zarobkach płaci przecież 12,5% podatek, bo mają swoje firmy – bowiem nawet wysoko managerowie wielu prywatnych przedsiębiorstw nie zarabiają tyle, natomiast w firmach państwowych – jak najbardziej (szef DAA – 600 tysięcy euro, p. Maria Finucan – ćwierć miliona za 4 godziny pracy tygodniowo, polegającej na prowadzeniu audycji brzmiących żywcem jak przypadkowo nagrane rozmowy w pubie – p. Finucan, która bodaj na niczym się specjalnie nie zna, była pierwszym głosem radiowym, który dane mi było usłyszeć w Irlandii, gdy dawno temu przypłynąłem tu z Walii – była to godzinna audycja w całości poświęcona horoskopom).

2. „Generalnie, z naszej perspektywy, wszystkie te partie są lewicowe. Różnią się tylko natężeniem czerwieni.”

Mam wątpliwości, czy takie stawianie sprawy cokolwiek wyjaśnia – bowiem albo w takim razie należy zgodzić się z tym, że wszystkie partie, które mają szanse wejść do Parlamentu są lewicowe i wszystkie kraje powojenne są socjalistyczne (poza może Hongkongiem i Singapurem) – i w takim razie należy zrezygnować całkowicie z udziału w życiu politycznym i zacząć tłumaczyć swoim znajomym, by nie bali się głosować na Zielonych, nosić podkoszulki z p. „Che” Guevarą lub brać udział w pikietach związków zawodowych, albo też należy dojść do wniosku, że warto jednak popierać jedne partie bardziej niż inne dla owego „natężenia czerwieni”. Mnie wydaje się, że to natężenie czerwieni jest dość ważne, ponieważ inaczej nie miałyby sensu rożnego rodzaju rankingi wolności gospodarczej, w których Irlandia regularnie plasuje się w pierwszej dziesiątce (choć wkrótce może się to zmienić), zaś Polska regularnie poza pierwszą pięćdziesiątką. Owo natężenie czerwieni było też widać na tyle ważne dla dwóch milionów Polaków, że zdecydowali się oni w ostatniej dekadzie zmienić kraj zamieszkania.

Jeśli tak postawić sprawę, to cóż, trzeba też powiedzieć, że i p. Ronald Reagan też był lewicowy. Np. w 1988 roku udział wydatków państwa w Dochodzie Narodowym Brutto był większy (28.,7%), niż za prezydentury nieudolnego p. Jimmiego Cartera w 1980 roku (27,9%). W wartościach nominalnych wzrost wydatków rządu za prezydentury p. Reagana wyniósł oszałamiające 60%, w tym subsydia dla rolnictwa o 140% między rokiem 1981 a 1987, zaś subsydia dla lecznictwa zwiększyły się w tym samym okresie prawie dwukrotnie, podobnie jak pomoc dla zagranicy. Cięcia budżetowe, którymi p. Reagan się tak chwalił, były cięciami wzrostu wydatków, nie wydatków ("We're not attempting to cut either spending or taxing levels below that which we presently have.”). Wprawdzie p. Regan zderegulował rynki energii, banki czy autobusu międzymiastowe, ale to nie były akurat regulacje generujące najwięcej kosztów – najbardziej kosztochłonne były przepisy dotyczące ochrony środowiska i „Health&Safety” a tutaj p. Reagan nie zrobił nic (więc przeciwnie, to jego administracja wspierała wprowadzenie ogólnokrajowych przepisów dotyczących poduszek powietrznych i pasów bezpieczeństwa). Jeśli zaś chodzi o cła, to p.Reagan był tu bardziej protekcjonistyczny nie tylko niż p. Carter, ale nawet i p. Franciszek Roosevelt. W rezultacie długi, do zaciągnięcia których potrzebowano wcześniej 31 lat, p. Reagan narobił w 8 lat.
Czy należy więc z tego wyciągnąć wniosek, że z naszej perspektywy i p. Reagan, i Partia Pracy to są wszystko partie lewicowe (z tym, że „natężenie czerwieni” p. Reagana było większe, niż p. Gilmora z Partii Pracy?). I czy pozostaje nam tylko powtarzać za p. Donoso Cortezem, że "wolność umarła. I nie powstanie z martwych ani trzeciego dnia, ani po trzech stuleciach. [...] Świat zmierza szybkimi krokami do ustanowienia despocji o takiej sile zadawania gwałtu i takiej sile niszczenia, jakiej ludzie dotąd nie doświadczyli. [...] W takiej chwili nie istnieje już wybór pomiędzy dyktaturą a wolnością, a jedynie pomiędzy "dyktaturą rządów a dyktaturą spiskowców; z tych alternatyw wolę dyktaturę rządu, jako mniej ciężką i mniejszy wstyd przynoszącą. Chodzi o wybór pomiędzy dyktaturą idącą z dołu i dyktaturą idącą z góry - ja wybrałem tę z góry, ponieważ ma za swój fundament sfery czystsze i uczciwsze. Chodzi wreszcie o wybór między dyktaturą sztyletu a dyktaturą szpady - ja wybrałem dyktaturę szpady, ponieważ jest szlachetniejsza".
Ja osobiście wierzę, że jest sens włączania się w życie polityczne krajów, w których przyszło nam zamieszkać, w przeciwnym bowiem wypadku przemienimy się w to, co p. Donoso Cortes nazwał „klasą dyskutującą” (la clase discutidora), niezdolną do rozstrzygnięcia czegokolwiek, a „Człowiek jest zrodzony do działania, i wieczna dyskusja, która nie zostawia miejsca na działanie, jest czymś nienaturalnym. Nadejdzie dzień, kiedy lud pchany swoimi instynktami runie na ulice, aby zdecydowanie zażądać wypuszczenia Barabasza lub Jezusa, i aby przewrócić katedry sofistów".
Myślę, że dzień taki nadchodzi powoli w Irlandii. I chyba nie do końca ma rację Szanowny Czytelnik, który pisze, że „Odpowiada to w zasadzie poglądom dużej części społeczeństwa, ktore nadal żyje pod wpływem marksistowskich mitów i nie wie że socjalizm prowadzi do nędzy”. Jeśli tak, to jak to możliwe, że tylko 12% tego „marksistowskiego” społeczeństwa woli podwyżkę podatków, niż obcięcie wydatków? Natomiast faktem jest, że wybór mają kiepski, bo programy trzech głównych partii politycznych niewiele się od siebie różnią.
W przypadku zaś Irlandii najlepszą z możliwych opcji byłaby moim zdaniem koalicja Fine Gael z niektórymi z kandydatów niezależnych (którzy mogliby uzyskać jako tzw. języczek u wagi więcej wpływu, niż mogłoby to wynikać z ich liczebności - choć ocenia się, że mogą oni wygrać nawet 20 miejsc w parlamencie). Są wśród owych niezależnych kandydatów osoby o bardzo wolnorynkowych poglądach, np. p. Stefan Donnelly kandydujący z hrabstwa Wicklow lub p. Paweł Sommerville (Dublin South-East) – ten ostatni postuluje np. wycofanie się z ratowania banków (nawet pod groźbą wyjścia ze strefy euro), zerwanie Croke Park Agreement, zlikwidowanie HSE i NAMA.
Jednak te osoby, które z wielu powodów nie zagłosują na kandydatów niezależnych, namawiam do głosowania na Fine Gael, mimo, że nie mam żadnych iluzji co do eklektyzmu jego poglądów (jeśli założyć, że jakieś ma) – podobnie jak gdybym żył w USA w latach 80-tych, to namawiałbym ludzi do głosowania na socjalistę Reagana – choćby ze względu na to, że dzięki jego polityce Związek Radziecki nie wytrzymał wyścigu zbrojeń i skapitulował (to może i Unia Europejska skapituluje, gdy Kenny przekona ją, że naprawdę nie ma pieniędzy na subsydiowanie francuskich czy niemieckich emerytów?).

3. „Oglądałem ulotki wyborcze kandydatów - nie ma tam nic na temat programu (!!!) Tym niemniej program ten jest łatwy do odgadnięcia - Europejski etatyzm - wykonywanie instrukcji z Brukseli w sferze zarówno gospodarczej jak i ideologicznej” – zgadzam się z tym (choć ulotki nie są dobrą drogą do zapoznania się z programami partii - dużo lepiej jest poczytać ich manifesty polityczne, możliwe do ściągnięcia z ich stron internetowych i słuchanie dyskusji z udziałem polityków, gdzie są oni często zmuszani do doprecyzowania ich poglądów; dyskusje publiczne mają jeszcze i taką zaletę, że pozwalają na słodycz zadawania kłopotliwych pytań).

4. Odnośnie Fine Gael.

No oby nie – niedawna wizyta p. Kenny u p. Anieli Merkel w tej sprawie i jego stanowisko na tyle twarde, by wywołało reakcję komisarza Unii Europejskiej, p. Olka Rehna pozwala chyba na jakiś cień nadziei. Zresztą tutaj Szanowny Czytelnik sam sobie przeczy, bo z jednej strony pisze, że „Należy się spodziewać, że partia ta także będzie przede wszystkim wykonywac polecenia Brukseli przy ograniczeniu obrony interesów narodowych do krytycznej stawki podatku dochodowego dla przedsiębiorstw 12.5%”, a z drugiej że „Szansa dla tego kraju istnieje dopóki stawka podatku od przedsiebiorstw pozostanie na poziomie 12.5% - o tym wiedzą wszyscy. Po podniesieniu tej stawki, ten kraj nie ma szans...”
Jeżeli wszyscy, to z pewnością i p. Enda Kenny, na którego barkach będzie spoczywać trudne zadanie obrony podatku od przedsiębiorstw przed zakusami Francji i Niemiec. Natomiast niestety w pełni zgadzam się z tym, że kraj ten nie ma szans po podniesieniu tej stawki – na szczęście jednak jak na razie nie woli politycznej, by ugiąć się pod żądaniami Brukseli w tej sprawie (poza Sinn Fein, która przynajmniej do niedawna chciała podnieść ten podatek i bez żądań z Brukseli...).

5. Co do Sinn Fein w pełni się zgadzam. To jest właśnie dylemat związany z tą partią – jej program składa się z części bardzo rozsądnych i bardzo nierozsądnych z tym, że lewicowego infantylizmu jest w Sinn Fein znacznie więcej niż rzeczy bardzo rozsądnych (no, ale jak ma nie być lewicowo infantylna, skoro w Irlandii Północnej, skąd wywodzi się charyzmatyczny leader tej partii, jest teraz więcej socjalizmu, niż w Szwecji?).
6. „Bez owych gwarancji rządu, żądanie wycofania kapitału doprowadziłoby do bankructwa tych banków. No to by zbankrutowały i cześć. Ale w tej sytuacji np. niemieckie fundusze emerytalne poniosłyby ogromne straty. Wyobrażam sobie, że w owym dniu premier Cowen wezwany został na klęcznik do kanclerzyny Anieli Merkel i otrzymał polecenie udzielenia gwarancji, no bo inaczej niemieccy emeryci nie dostali by swoich emerytur”.

Bardzo trafnie to wszystko Czytelnik ujął, natomiast jego wyobrażenia odnośnie p. Cowena na klęczniku u p. Anieli Merkel nie są do końca zgodne z rzeczywistością – p. Cowen nie został nigdzie wezwany, gdy podejmowano ową fatalną w skutkach decyzję o Gwarancji Bankowej w nocy z 30 września 2008 (w warunkach całkiem podobnych do tych z filmu „Nocna Zmiana”), w dodatku p. Aniela mocno skrytykowała tą decyzję już w tydzień po jej podjęciu mówiąc, że dotacje dla banków to nie jest właściwa droga i że jeśli rząd chce chronić własne banki, to musiałby też chronić i banki zagraniczne, które płaciły w Irlandii podatki – a wszystko to, a jakże, dla uszanowania reguł konkurencji. Na to rząd irlandzki odpowiedział podjęciem decyzji, na którą zarządzający niemieckimi i francuskimi funduszami emerytalnymi, a także „zwykły” kapitał spekulacyjny musieli chyba posikać się ze szczęścia, bo nikt w Urzedzie Kanclerskim takiej głupoty rządu Fianna Fail nie oczekiwał (np. wcześniej w latach dziewięćdziesiątych w podobnej sytuacji kraje skandynawskie puściły spekulantów giełdowych z torbami) – postanowili ratować także i banki zagraniczne.
To propaganda Fianna Fail powoduje, że część ludzi nadal wierzy, że dla Gwarancji Bankowej nie było innej alternatywy, bo „rynki finansowe”, bo „naciski z Brukseli”, etc. Wiele by o tym pisać, ale dość powiedzieć, że decyzja ta została podjęta częściowo dlatego, że w rządzie Fianna Fail nie ma żadnych ekonomistów (stąd nocne rozmowy owego feralnej nocy wrześniowej z ludźmi, którzy mają jakieś pojęcie o ekonomii i nie odbieranie telefonów od ministra finansów przez ludzi, którzy się na tym kompletnie nie znają), częściowo zaś dlatego, że niektórzy co bardziej cwani urzędnicy i kolesie kolesi z Fianna Fail (a także związków zawodowych, które przecież miały przedstawicieli w radach nadzorczych tych banków) wymyślili gigantyczny „parasol ochronny” dla swoich pieniędzy, które obstawili (czy też raczej pożyczyli dzięki życzliwości ich kolegów z rządu) na niekończący się wzrost cen nieruchomości i akcji banków.

7. „Opisane wcześnie gwarancje bankowe to oczywiście także źródło wielkich kłopotów finansowych”

To nie „także źródło wielkich kłopotów”, ale główne źródło wielkich kłopotów – bo to właśnie skutkiem Gwarancji Bankowej było drastyczne podwyższenie podatków, gigantyczny deficyt budżetowy, znaczne osłabienie pozycji Irlandii w negocjacjach z Brukselą (rząd Fianna Fail, by przypodobać się p. Anieli, planował nawet wprowadzenie obowiązkowego niemieckiego na maturze!), panika Irlandczyków przed drugim głosowaniem nad Traktatem Lizbońskim (jakże umiejętnie podsycana przez rząd i wówczas jeszcze życzliwe mu media) , a być może i w końcu ugięcie się przed dyktatem w sprawie 12,5% podatku dla przedsiębiorstw.

Mnie zastanawia jedna rzecz – ciekawe, czy w obliczu czekającej nas fali przejmowania domów przez banki, o którym ostrzegał w zeszłym roku prof. Morgan Kelly (co być może w rezultacie doprowadzi do jeszcze większych wydatków na socjal), rząd Fine Gael odważy się na skorzystanie z Civil Liabilities Act z 1961 roku, o którym nic się w mediach nie mówi, a który obarcza banki odpowiedzialnością za „lekkomyślne udzielanie pożyczek (accountable for reckless lending)”? Jak na razie Fine Gael proponuje jedynie zwiększone ulgi dla tych, którzy wzięli kredyty na mieszkania w latach 2004 – 2008, ale ponieważ takie promowanie najbardziej lekkomyślnych kredytobiorców kosztem tych zapobiegliwych może doprowdzić do podziałów i napięć społecznych, które mogą być dla nowego rządu niewygodne, być może nowy rząd będzie wolał, by poparzyły sobie palce zagraniczne banki niż by miało dojść do demonstracji ulicznych jak w nieszczęsnej Grecji. Co by bowiem nie mówić o naciski z Berlina i Paryża, wygląda chyba na to, że nawet najbardziej drakońskie cięcia wydatków i podwyżki podatków nie wystarczą na finansowanie potwora NAMA (pożyczanie pieniędzy nic tu nie da, bo przecież rząd będzie musiał je co roku spłacać wraz z wysokimi odsetkami), więc przy takiej polityce Irlandia będzie musiała w końcu zbankrutować jak kiedyś Argentyna – albo po prostu wyłączyć długi banków z dlugów państwa i wyjść ze strefy euro, co pozwoli jej wreszcie na samodzielne ustalanie stóp procentowych i kontrolowanie podaży pieniądza (cóż, skończy się wtedy tani kredyt, ale za to produkcja w Irlandii będzie bardziej opłacalna wskutek nieuniknionej dewaluacji na rynku ewentualnej irlandzkiej waluty, no i nikt nie będzie już słuchać opinii p. Sarkozego odnośnie za niskiego podatku od przedsiębiorstw, dzięki któremu to niskiemu podatkowi Irlandia odnotowała w zeszłym roku wzrost wartości eksportu, mimo całej tej gadaniny o upadających bankach).

Grzegorz Kolodziej

21-02-2011 - 13:20:45

Kilka uwag:

"ponieważ większość ludzi nie pracujących dla państwa o takich zarobkach płaci przecież 12,5% podatek"
12.5% to podatek koporacyjny (czyli dla podmiotów o osobowosci prawnej), firma jednososobowa lub spółka cywilna jest opodatkowana na zasadach ogólnych.
Nie wiem na jakiej podstawie Szanowny Autor twierdzi, że większość małego biznesu jak np. taksówkarze, hydraulicy, elektrycy, układacze kostki na podjazdach zakładają "korporacje" żeby skorzystać z 12% podatku, biorąc pod uwagę, że "korporacja" musi formalnie zarejestrować ze dwóch albo trzech dyrektorów (ok, może byc żona i pełnoletni syn) oraz sekretakę + kilka innych formalno-księgowych wymagań. Ci ludzie nie płacą podatków prawie wcale, bo większość pracy wykonują na czarno (co popieram).
Do tego ogromna ilość ludzi pracujących na etatach w firmach prywatnych - wszyscy płaca podatek na zasadach ogólnych.

W przeciwieństwie do mnie Szanowny Autor jest zwolennikiem kompromisu z czerwonymi i skłonny jest poprzeć różowych przeciw czerwonym.
Ja uważam, że nie ma to sensu. Sens ma tylko rozmontowanie bizantyjskiego systemu opieki socjalnej, do czego oczywiście dojść nie może z braku woli politycznej.
Celem tego systemu jest stworzenie żelaznego eletoratu ludzi w 100% zależnych od pomocy państwa, głosujących zawsze w sposób przewidywalny - na tego, kto najwięcej obieca.
Kolejnym celem jest dezintegracja tradycyjnej struktury społeczeństwa - przejście od modelu w którym "członek społeczeństwa" ma oparcie w rodzinie i krewnych do modelu w którym ów "członek społeczeństwa" na oparcie w strukturach państwa (demoralizacja, ułatwianie rozpadu rodzin, wspieranie rozbitych rodzin, odbieranie dzieci rodzicom przez opieke socjalną, zasiłki dla bezrobotnych, emerytury itd.) To bardzo postępowy lewicowy model zarządzania społeczeństwem - wyalienowane jednostki ufają tym, w kim mają oparcie (tzn władzom), wierzą w to co mówią wodzowie poprzez reżymowe media - widać to w Polsce - casus PO.

Porównując nieszczęsną Gwarancją Bankową oraz system opieki socjalnej - Gwarancja Bankowa jest zżarty przez szkodniki liść, Socjal jest jak chory korzeń. Socjal demoralizuje - rodzina w której matka nie pracowała a ojciec został wylany z pracy zaczyna dostawać więcej pieniędzy niz kiedy byli na własnym utrzymaniu. Bezrobocie nie chce spadać, bo kto normalny zrezygnuje z pełnej bezpłatnej opieki zdrowotnej, licznych benefitów i pieniędzy za darmo. O tym nawet nauczyciele w szkołach uczniom mówią (nieoficjalnie).
Co do FG - może gospodarczo nie byłaby taka zła, ale nie można nie wspomnieć o proponowanym nowym powszechnym systemie ubezpieczeń zdrowotnych. Jest to wabik dla tych zwykłych "zjadaczy chleba", którzy mają pracę więc nie zasługują na karty medyczne w wyniku czego chodza do lekarza tylko w ostateczności. Ja natomiast zdaję sobie sprawę co taki "powszechny system ubezpieczeń zdrowotnych" oznacza.
A co do FG - w "manifeście" zadeklarowana jest legalizacja badań nad ludzkimi embrionami. Na podstawie tej delkaracji możemy domyslec się kto sfinansował kampanię wyborczą FG, zapłacił za te wszystkie plakaty i imprezy towarzyszące. Tak wygląda zadeklarowana "moralność" FG.
Gdyby już zapomnieć o systemie opieki zdrowotnej i badaniach nad embrionami - czy można wspierać ludzi, którzy nie mają żadnych zasad moralnych (tak jak ich anty-koedzy z FF)?

"Jeśli tak, to jak to możliwe, że tylko 12% tego „marksistowskiego” społeczeństwa woli podwyżkę podatków, niż obcięcie wydatków? "
Lewicowe media - wszystkie gazety i telewizja, większość stacji radiowych lansuje ideologie państwa socjalistycznego (w sensie socjal-demokratycznym). Bardzo trudno znaleźć jest nawet taką stację radiową, w której nie propaguje się lewicowo - postępowych poglądów i "nowoczesnego, bezpruderyjnego" stylu życia. Co dziwić się że wielu ludzi wierzyw te bzdury, tym bardziej, że historii nikt nie zna i mało kto się jej uczy.
Dlaczego tylko 12% „marksistowskiego” woli podwyżkę podatków? Przed ostatnią podwyżką zapewne był to większy procent. Wszyscy beztrosko twierdzili, że trzeba "opodatkować bogatych". Kiedy okazało się że to oni są "bogaci" i zabolało - zmienili zdanie.

Co do podatku 12.5% - nie przeczę sobie. Wiem, że FG wie, że 12.5% to jedyna szansa i wiem, że montowany jest system harmonizacji podatków EU (w ramach paktu na rzecz konkurencyjności), który, zgodnie z harmonogramem ma być wynegocjowany i podpisany do końca marca. Za progarmem stoją Niemcy i Francja a przewiduje on ustalenie stopy tego podatku w strefie euro na tym samym poziomie, zapewne na poziomie niemieckim 30%.
Poziom determinacji po obu stronach jest ogromny. Już nie raz o decyzjach politycznych decydowały telefony z Brukseli (np. ostatnie głosowanie nad budżetem - niezdecydowanych "niezależnych" "przekonały" telefony z Brukseli).
Dlatego bałbym się głosować na niezależnych bo tak łatwo ich "przekonać".

"Cowen na klęczniku u kanclerzyny" - to figura stylistyczna. Raczej był to telefon winking smiley

pozdrawiam Szanownego Autora

pprzes01

25-02-2011 - 12:33:22

Szanowny Czytelnik raczył był napisać, że „W przeciwieństwie do mnie Szanowny Autor jest zwolennikiem kompromisu z czerwonymi i skłonny jest poprzeć różowych przeciw czerwonym. Ja uważam, ze nie ma to sensu. Sens ma tylko rozmontowanie bizantyjskiego systemu opieki socjalnej, do czego oczywiście dojść nie może z braku woli politycznej”.

Poslugiwanie się okresleniami „rozowi” w wypadku Fine Gael wydaje mi się być przejawem jakiejs orwellowskiej nowomowy. Przede wszystkim należy zauwazyc, ze określenie „różowi” kojarzy się raczej z szeroko pojętym środowiskiem Unii Wolności, a trudno mi znaleźć jakas analogie między programem gospodarczym Fine Gael – partii, która patronowała (razem z Partią Pracy) okresowi największego rozkwitu gospodarczego w historii niepodległej Irlandii a środowiskiem, z którego wyszedł pomysł „wspierania” małych przedsiębiorstw przez wprowadzenia najwyższych na świecie (obok Węgier i Meksyku) stóp procentowych oraz pomysł, by przedsiębiorstwa państwowe płaciły w podatku 106% swoich dochodów w trzecim kwartale 1991 roku (to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, ale wybrałem te przykłady, bo na tle absurdalności tych rozwiązań jaskrawo widać, jak normalnym krajem była do września 2008 roku Irlandia).

Nie będę jednak kruszył kopii o nazewnictwo – przejdę do meritum sprawy. Jeśli – jak autor sam to przyznaje – do rozmontowania bizantyjskiego systemu opieki socjalnej dojść nie może z braku woli politycznej, to co jest alternatywa? Co robić?
Założenie partii politycznej w Irlandii o programie takim, jak Wolność i Praworządność nie wchodzi w rachubę – tu chyba się autor ze mną zgodzi (w każdym razie ani my jej nie założymy, ani gdybyśmy ją nawet założyli, nie mielibyśmy żadnych szans – chyba, że Czytelnik ma tu jakiś biznes plan, którego tymczasem nie zdradza). Były próby utworzenia liberalnej partii gospodarczej Demokracja Teraz (której zresztą Czytelnik pewnie i tak by nie poparł - to tylko taka moja supozycja - bo na przykład nie byli oni za przywróceniem monarchii lub wystąpieniem z Unii Europejskiej), ale spelzly one na niczym (czesc z niedoszlych jej kandydatow startuje jako niezalezni, m.in. p. Pawel Sommerville).
Objęcie władzy na drodze zamachu stanu przez ludzi takich, jak Szanowny Czytelnik, też nie wchodzi w rachubę, ponieważ jedyna struktura, która mogłaby (nie sądzę, że mogłaby, ale załóżmy, że tak) tego dokonań jest – sądząc z wypowiedzi osób, które nigdy w niej nie były, jak p. Gerry Adams ;-) – jeszcze bardziej lewicowa, niż lewe skrzydło Partii Pracy.
A zatem co? Czy niechęć do kompromisu Szanownego Czytelnika ma zaowocować tym (a fructibus eorum cognoscetis eos), że skoro nie ma (dla Czytelnika) zbyt wielkiej różnicy między „różowymi” a „czerwonymi” (ja wolę określenia „chadecja” i „socjaldemokracja” – Fine Gael bliżej jest do brytyjskich Konserwatystów, niż do Unii Wolności – i na płaszczyźnie gospodarczej, i obyczajowej), to mamy zgodzic się na rządy „czerwonych” i popasc w to, co obozach koncentracyjnych nazywano „zmuzułmanieniem” – czyli kompletna obojetnoscia na wszystko i zanikiem woli przetrwania (albo też zostac urzędnikami socjalnymi, jak jeden z założycieli bezkompromisowego Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, szczycącego się tym, że „na prawo od nas jest już tylko ściana”?)?
Ciekawy jestem, czy Szanowny Czytelnik jest zdania, że Kościół katolicki słusznie zrobił, że poszedł na kompromis z władzami Polski Ludowej i przetrwał (kompromis tak daleko idący, że biskupi orzekli w publicznej deklaracji, że PRL stanowi jedyne możliwe państwo polskie, zaś walczące z nim oddziały są „bandami” – a przecież ja nigdy nie postulowałem tak dalece idącego kompromisu, by uznać np. głosowanie za Traktatem Lizbońskim za jedyną możliwą opcję, zaś sprzeciwiających mu się polityków za „bandytów”), czy też powinien był być bezkompromisowy aż do bólu – to jest, w tym wypadku, do jego niemal całkowitego zniknięcia, jak w Związku Radzieckim? Czy w PRL Czytelnik zwalczalby Kosciol katolicki, bo kompromis z „rozowymi” (a już tym bardziej z „czerwonymi”) nie ma sensu?

„Gwarancja Bankowa jest zżarty przez szkodniki liść. Socjal jest jak chory korzeń. Socjal demoralizuje”.
Ale jaki z tego wniosek w kontekście wyborów w Irlandii? Czekajmy, az Irlandia wystapi z Unii Europejskiej? Modlmy się o nadejscie absolutyzmu oswieconego, który zlikwiduje cały socjal? Tak, brawo, ja też popieram – szkoda, że to tylko żarty.

Wydaje mi się, że piszemy o troszkę innych rzeczach – Czytelnik pisze o tym, jak sobie wyobraża idealny ustrój i gdzie tkwi zło obecnego systemu, ja piszę o nadchodzących wyborach i o tym, co można zmienić na lepsze. Na pewno niczego na lepsze nie można zmienić czekając, aż powstanie w Irlandii partia, która w pełni zrealizuje program np. Szkoły Austriackiej. Niczego nie można też zmienić na lepsze rozgłaszając wszem i wobec, że nie ma sensu namawianie ludzi do głosowania na żadne partie polityczne, ponieważ i tak nie ma istotnych różnic między marksistami w związkach zawodowych a p. Endą Kenny, zaś p. Dawid Cameron popiera rozpustników – wiec nie ma roznicy, czy rzadza Konserwatysci, czy Partia Pracy - niechże się młodzież zapisuje od razu do Czerwonych Brygad. Przejaskrawiam oczywiście, ale to nie ze złośliwości, lecz by wskazać na konsekwencje takiej „bezkompromisowości” (trochę na kształt p. ministra Józefa Becka, co to nie chciał oddać ani guzika, a oddał cały kraj i uciekł).

Proste pytanie – czy w latach 80-tych Czytelnik głosowałby na p. Małgorzatę Thatcher - choć w jej manifeście partyjnym z 1979 roku nie przewidywano prywatyzacji na radykalną skalę czy zniesienia socjalu (nie mowiac już np. o delegalizacji aborcji) i której sekretarz stanu do spraw przemysłu, p. Joseph (główny twórca jej programu gospodarczego w roku 1979), wydał 6,6 miliarda funtów na dotacje dla przemysłu stalowego i kolejny miliard na uruchomienie produkcji Metro i Maestro?

Co się zaś tyczy podatku korporacyjnego – Czytelnik nie raczył był zauważyć mojej obserwacji, że podatek dla ludzi zarabiających powyżej 100 000 euro uderzy przede wszystkim w „arystokrację” urzędników państwowych. Nie posiadam wystarczającej wiedzy, by potwierdzić lub zaprzeczyć, że hydraulicy czy układacze kostki na podjazdach rzeczywiście zarabiają ponad sto tysięcy rocznie – natomiast wydaje mi się to wielce nieprawdopodobne, zważywszy, że znałem kiedyś dyrektora hotelu „Hilton” w jednym z hrabstw, który zarabiał (lub w każdym razie opodatkowywał, co w naszej dyskusji na jedno wychodzi) „jedynie” 70000 euro rocznie.

Na koniec chciałem powiedzieć, że przekonała mnie diagnoza Czytelnika, dlaczego większość ludzi jest teraz przeciwko podwyższaniu podatków – wszelako chyba dobrze to świadczy o społeczeństwie irlandzkim, że wystarczyło im podwyższać podatki przez dwa lata, by zrozumieli, że nie tędy droga, natomiast w Polsce podatki podwyższa się od 20 lat prawie nieprzerwanie i nadal politycy troszczą się o to (a wyborcy na nich głosują), by „nie stracił na tym budżet państwa”?

Co do jeszcze kandydatów niezależnych ‘ to prawda, że łatwo jest ich przekonać (choć może nie wszystkich), ale czasami może to też być zaletą (w tym sensie, że skoro można ich przekupić do złych rzeczy, to pewnie można i do dobrych), gdy będzie chodziło o np. obronę 12,5% podatku dla przedsiębiorstw. Poza tym, w poprzednich wyborach nie było kandydatow niezaleznych o tak liberalnych pogladach na gospodarke, jak w tegorocznych.

Zgadzam się oczywiście co do oceny programu zdrowotnego Fine Gael – traktuję to jako ich okup za przebicie się na pierwsze miejsce w sondażach. Iżby to tylko na takie kompromisy z lewicą poszedł był p. Ronald Reagan...

Co do lewicowosci w mediach – znacznie wieksza jest szansa na natrafienie na konserwatywne lub libertarianskie poglady w irlandzkich mass mediach, niż w polskich – proszę np. posluchac cotygodniowych wypowiedzi Konstantyna Gurdgieva, Pawla Sommervilla, Dawida McWilliamsa lub Michala Grahama w „Newstalk” (czy p. Janusz Korwin-Mikke ma w polskich mediach mainstreamowych cotygodniowa audycje?).

Namawiam też do jakiejś większej aktywności w życiu publicznym Irlandii – ja łudzę się tym, że dzięki moim namowom może parę osób zagłosuje na pp. Sommervilla lub Donnelly, a ktoś, kto chciał głosować na Partię Pracy, może zagłosuje na Fine Gael.

Jak to bowiem pisał Homer:

Przebóg, toć wy wiecujecie tu niczym dzieci głupiutkie,
Którym ani są w głowie zapasy orężne i wojna!
Takiż to ma więc być wynik przyrzeczeń świętych i przysiąg?
Iście, w ogień by cisnąć powzięte zamysły i rady!


Pozdrawiam serdecznie

28-02-2011 - 12:22:51

Porównywanie FG do Unii Wolności na podstawie okreslenia FG jako różowych to nadinterpretacja (na niekorzyść FG). Także porównywanie FG do brytyjskich Konserwatystów wypada z kolei na niekorzyść dla Torysów.
Wyjaśniam - jeżeli FG jest za utrzymaniem wysokich podatków, Labor za podniesieniem, natomiast ja myślę, że jedyną szansą poprawy jest obniżka podatków, to z mojego punktu widzenia wspieranie FG przeciw Labor nie ma sensu. Natomiast pozostawiając swoją karte do głosowania w szufladzie przynajmniej nie "brudzę sobie rąk" (w moim okręgu wyborczym nie było żadnych pro-rynkowych kandydatów).
Tak, mieliśmy kilku kandydatów z "Democracy Now" - rzeczywiście, nie poprałbym ich, pomimo, że ich diagnoza jest prawdziwa - kryzys demokracji.
To tak jak z socjalizmem w PRL - zamiast go zlikwidować, próbowano go naprawiać - a to reformować, a to powracać do źródeł i usuwac wypaczenia.
"Democracy Now" także chciałoby "poprawić" demokrację - co moim zdaniem nie ma sensu. Do tego kandydaci jak z "Wielkiego Proletariatu" np. wieloletni działacz związkowy.

Jesli Szanowny Autor pragnie promować gospodarczy rozsądek w polityce, proponuję założyć blog polityczny. Sam w pewnym momencie o tym myślałem, ale nie czuję się jeszcze do tego gotowy.
Jeszcze lepiej byłoby założyc stacje radiową, ale to już jest spory biznes.

Wynik wyborów jest taki, jakiego można się było spodziewać, szykuje się koalicja FG-Lab, prawdopodobnie wzrosną podatki.
Do przewidywanych szkodliwych działań nowego rządu zaliczam "inwestycje w rynek pracy" oraz "powszechne ubezpieczenia zdrowotne".
Oni twierdzą, że jeśli zainwestują w innowacyjność i badania naukowe, to zwiększą ilość innowacji. Jeśli zainwestują w tworzenie miejsc pracy, to powstaną miejsca pracy. Ja sam nie wiem czy oni w to faktycznie wierzą czy to tylko ściema dla maluczkich. Wiem natomiast, że to nie działa.
Pro-rynkowi kandydaci chyba przepadli, a jesli nawet nie, to i tak jest ich mniej niz czerwonych.

Taki układ daje Szanownemu Autorowi szanse, że propagowanie poglądów kons-lib trafi na podatny grunt, bo nonsens lewicowej polityki FG-Lab będzie nie tylko oczywisty, ale także bolesny, a okazuje sie niestety, że społeczeństwa reagują tylko na ból.

Łączę pozdrowienia dla Szanownego Autora,

pprzes01
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6138, Posty: 45249, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 54, Posty: 234.