09.01.2012 Wczoraj grała WOŚP. Dlaczego nic na nią nie daję?

Wysłane przez singularity 

09-01-2012 - 20:42:21

[korwin-mikke.blog.onet.pl]

"Ciekawe, że nikt z entuzjastów WOŚP na ten argument nigdy nie odpowiedział."

Co prawda nie jestem entuzjastą WOŚP, ot taka sobie cykliczna inicjatywa charytatywna, ale postaram się odpowiedziećsmiling smiley
WOŚP daje pieniądze bezpośrednio na sprzęt, który przekazuje szpitalom którym ten sprzęt jest potrzebny, tu:
[www.wosp.org.pl]
jest lista co, kiedy i za ile kupiono.
Natomiast NFZ może i dysponuje znacznie większymi środkami, ale przekazuje je hmm... losowo, albo trafiają w łapska kolesiów, kapelanów i biurokratów, a gdy wydaje rozkaz zakupu sprzętu to często wiąże się z tym jakaś afera(np. rok temu w Łodzi, gdzie NFZ kazało wszystkim klinikom kupić sprzęt rentgenowski, nawet jeśli nie był potrzebny), więc gdyby nie WOŚP tego sprzętu prawdopodobnie by nie było.

"choć Jego hasło "Róbta co chceta" to typowa anty-kultura"

To hasło jest częścią nazwy programu który Owsiak współtworzył dla TVP2 na początku lat 90tych, nie oglądałem nigdy tego programu, ale słyszałem że był reakcją na upadek PRL-u i "róbta co chceta" w prosty sposób oznajmiało, że już można, że nie ma cenzury, zomo i tego typu atrakcji, wyrażało nadzieję na wolność... w każdym razie nie jest to hasło ani Owsiaka, ani WOŚP-u. Prawdopodobnie Owsiak nie miał nawet wpływu na nadanie tej nazwy, z reguły o tym decyduje zarząd telewizji która dany program emituje... o czym zresztą można przeczytać w FAQ na stronie WOŚP:
[www.wosp.org.pl]
Też nie bardzo wiem jak dla liberała 'róbta co chceta' może być anty-kulturą? no, chyba że JKM-owi włączył się konserwatyzm...

"Natomiast w Wolnej Polsce, w której za lekarza nie będzie się płaciło za pośrednictwem p.Jana Vincenta"

Dzisiaj też można płacić bezpośrednio -- nazywa się to "łapówka", ale nawet najlepszy lekarz za największą kasę nie zrobi nic, jeśli nie ma sprzętu.

"Natychmiast muszę zmienić decyzję: dam na „Służbę Zdrowia” tylko 960 mln – a na wojsko 2040 mln..."

A jakiś dowód? Wątpię, by w ministerstwie finansów ktoś układając budżet na setki miliardów przejmował się marnymi 40-oma milionami... i czy w takim razie tak samo podchodzi Pan(tak, zdaję sobie sprawę z tego, że JKM prawdopodobnie tu nie zagląda) do innych organizacji charytatywnych?

10-01-2012 - 09:15:25

Całkowicie niezrozumiałe u wolnościowa i zwolennika likwidacji państwowej służby zdrowia i przymusowego ubezpieczenia zdrowotnego jest krytykowanie akcji, która jak na dłoni pokazuje, że ludzie to nie bezlitosne bestie, które bez opiekuńczego państwa pozagryzają się nawzajem i pozwolą biedakom zdychać pod płotem.

Jedynym wytłumaczeniem wydaje się być: „wszystkim się to podoba, więc ja muszę być przeciw; oryginalność uber alles”.

11-01-2012 - 23:12:09

"Dopóki żyjemy w totalitarnym państwie, w którym budżet jest centralny, totalny – dopóty nie dam na WOŚP ani złotówki. (...) Natomiast w Wolnej Polsce, w której za lekarza nie będzie się płaciło za pośrednictwem (...) - dam z wielką przyjemnością."

Rozumiem, że jeśli JKM w końcu nie zaprowadzi Wolnej Polski, to uzna porażkę i wpłaci na WOŚP zaległe datki za 20 lat z odsetkami smiling smiley

Ja natomiast nie wydaję ani grosza w księgarniach takich jak na tym portalu czy też innych wolnościowych, bo przez to pieniądze, które miały iść do Ministerstwa Kultury, idą na zbrojenia.

13-01-2012 - 10:15:16

Sprawa hasła "róbta, co chceta" jest prosta. Czym ono było dla Jerzego Owsiaka, to by trzeba go zapytać, ale dla organu telewizyjnego władz było to element większej inicjatywy, zresztą kontynuowanej, a polegającej na zmiękczaniu młodzieży. Po co władcy naszego pięknego kraju potrzebują osłabienia młodego pokolenia, to już jest poważniejszy wątek. A potrzebują jak cholera. W każdym razie telewizja publiczna nie dopuści do nadawania programów szkodliwych dla polityki władz. Niby nic nadzwyczajnego, ale właśnie z oglądania tego okienka niemało można wywnioskować o tej polityce. Moda na luz wśród młodzieży była zawsze, ale odgórne lansowanie luzactwa jest nowinką. Wdrożona ta nowinka została po zmianie sposobu utrzymania kontroli nad naszym narodem przez jego zarządców przechodzących z okresu PRL w okres nowy, pozbawiony tamtej siermięgi, ale nie pozbawiony warunku, że interes sitwy jest nadrzędny. Zarządziła więc sitwa, że będzie tzw. demokracja, a ten rodzaj oficjalnego sprawowania oficjalnej władzy zasadza się na swoich warunkach. Bo jednak, chociaż niewiele, ale coś zależy od woli pospólstwa, które wrzuca te cholerne karteczki do urny - a fałszowanie na skalę masową jest w tych warunkach trudne. Nie ma więc sitwa innego wyjścia (dokąd utrzymuje to wrzucanie karteczek), i musi zniechęcać do myślenia politycznego. Przy czym z młodzieżą może mieć problem, bo młodzi potrafią się zerwać bez oglądania się na życie własne, ale może mieć też z młodzieży niemały pożytek, jeśli ją zawczasu uformuje. Wymaga to nakładów, wysiłku na szerokim froncie, wielkiej atrapy oraz polityki wykluczania (wbrew oficjalnej walce z wykluczeniem), ale i tak bardzo się opłaca.


Nie można się dziwić, że koliberałowie są wyczuleni na politykę rozmiękczania młodzieży, zniewieścienia mężczyzn. Obserwują elementy tej inicjatywy i wskazują na nie. I nie idzie o samą sobie odmienność gustów, ale o konkretny najpoważniejszy zysk narodowy lub narodową plajtę, a więc o sprawy najwyższej wagi. Bo na czym oprzemy przyszłość naszego kraju, jeśli młodzież stanie się bezwolną masą? Stręczyciele postępu lubią powtarzać, że nie jesteśmy sami, nie jesteśmy wyspą itd. Mówią tak w interesie rozmycia państwowości polskiej, związania nas ze strukturą unijną, gdzie "wszyscy ludzie będą braćmi", i takie tam. Ale gdyby tak młodzi uruchomili myślenie, to by zauważyli, że fakt jednak, że nie jesteśmy wyspą, oznacza też, że inne państwa na nas nastają, czyli w polityce trudno jest mówić o przyjaznych stosunkach. Silny sąsiad wchłania słabego, jeśli ten nie ma się czym bronić. Oto w tych dniach znów idą przecieki, że Wojsko Polskie jest warte tak niewiele, iż nie jest w stanie obronić kraju przed inwazją. Dodajmy rozmemłaną młodzież i już możemy usiąść i poczekać na zmianę cesarza.



Biały Człowiek

14-01-2012 - 00:02:49

A w jaki to sposób WOŚP osłabia / rozmiękcza młodzież?

Przecież człowiek biorący udział w zbiórce uczy się, że - niezależnie od państwa - można się zorganizować i zrobić coś, co daje namacalne efekty. A nie tylko biernie czekać i marudzić, tudzież pikietować o więcej pieniędzy na szpitale z budżetu. Kojarzy społeczną aktywność z końcowym, pozytywnym efektem. To daje nadzieję i siłę.

Zresztą nawet literalnie rzecz biorąc, "róbta co chceta" to zachęta do aktywności i niezależności.

14-01-2012 - 11:54:05

Będąc monarchą samowolnym w takim kraju podniusl bym podatki tak by ludzi nie było stac na taki obciach dla władzy.
Bo każda zbiórka znaczy tyle co stwierdzenie, że państwo sie nie wyrabia , kradnie za duzo itd.

Ja nie daję! Nie stać mnie.

Hej!

16-01-2012 - 11:55:06

W oficjalnym przesłaniu Orkiestry nie ma rozmiękczania młodzieży. Z wyluzowaniem kojarzy się sam Jerzy Owsiak, a to za sprawą programów telewizyjnych, które prowadził, co przechodzi na Orkiestrę i objawia się w formie zabawowej. Wątpić można, czy młodziacy zbierający do puszek uczą się znaczenia dobroczynności. Jeśli im się przyjrzeć, nie patrząc na puszkę, to widać, że jest to dla nich rozrywka towarzyska.


Jeśli zbierają i uważają, że to jest potrzebne, to niech im tam będzie. Brakuje mi jednak w tej akcji pewnego staroświeckiego obyczaju, że młodzi biorą przykład ze starszych. Zapewne Orkiestra nie jest po to, żeby podtrzymywać takie archaizmy, ale jeśli poszukać przyczyn odejścia młodzieży od zasady brania przykładu ze starszych, to akcje wesołej zabawy, które są czegoś przykładem, jednak się na myśl nasuwają. Skądzieś bierze się to zjawisko, że w sporej części młodzi nie dorośleją. Widać też, że ludzie wyluzowani stanowią głównie elektorat lewicowy, postępowy. Mają takie lekkie podejście do życia, a na próbę nawiązania do poważnego tematu odpowiadają obowiązkowym hasłem "weź wyluzuj". Nie jest dla kraju dobrze, żeby takich tumiwisistów przybywało. Warto uczulać młodych i nawracać na konserwę, aby naród nie osłabł i nie musiał oddać swojego kraju we władanie innemu narodowi.



Biały Człowiek

16-01-2012 - 14:12:39

@VOTE_UPR
"że jest to dla nich rozrywka towarzyska."

wszystkich widziales? jedni sa tam by pomagac, inni ideologicznie, inni jeszcze dla samej zabawy, ale wszystkim zostaje to, ze ruszyli tylek i komus pomogli.
a nawet jesli sa tam tylko dla rozrywki, to co w tym zlego? czy czyni ich to gorszymi?

"że młodzi biorą przykład ze starszych."

popatrz na poglady starszych, popatrz co zrobili z tym krajem... na pewno chcesz by mlodzi brali z nich przyklad?

"że w sporej części młodzi nie dorośleją"

jakis link do badan? o co chodzi? ze pozniej zaczynaja pracowac, dluzej mieszkaja z rodzicami? no, to raczej wina systemu gospodarczego, ktory utrudnia zarabianie, a nie wosp-u.

"a na próbę nawiązania do poważnego tematu odpowiadają obowiązkowym hasłem "weź wyluzuj"."

na jakiej podstawie tak piszesz? i dla kogo obowiazkowym?

"Nie jest dla kraju dobrze, żeby takich tumiwisistów przybywało."

niby dlaczego? to ze nie sluchaja Ciebie nie oznacza ze im wszystko wisi.

"we władanie innemu narodowi."

a kto to ten narod i jakim prawem rosci sobie prawo do narzucania swojej woli innym ludziom?

16-01-2012 - 14:55:16

Cytuj
VOTE_UPR
Wątpić można, czy młodziacy zbierający do puszek uczą się znaczenia dobroczynności. Jeśli im się przyjrzeć, nie patrząc na puszkę, to widać, że jest to dla nich rozrywka towarzyska.

Wątpić można, czy szanowani członkowie śmietanki towarzyskiej uczestniczący staroświeckim obyczajem w balach charytatywnych robią to dla dobroczynności. Jak się im przyjrzeć, nawet patrząc na czek, który wypisali, to widać, że jest to dla nich rozrywka towarzyska.

A co do reszty, to co złego jest w zabawie? Wszyscy mają być 24/7 sieriozni i cały czas rozmyślać o przyszłości kraju? Może zakazać kabaretów i komedii? A lektury szkolne ocenzurować, usuwając zabawne fragmenty? Żeby nie rozmiękczać młodzieży.

Czasem warto trochę wyluzować.

23-01-2012 - 14:36:54

No, już jestem. Sporo pytań. Niech idzie kolejno.


Pierwsze jest dziwne. Nie widziałem wszystkich. Widzę jednak nacisk na zabawę, w teleokienku i wśród zbierających. Jeśli ktoś podchodzi poważnie, to jest poza problemem.

Co do przykładu, to właśnie wolałbym, żeby młodzi brali przykład ze starszych. Ci też są różni, z nawykami z PRL-u itd., ale kiedy spojrzy się na dzisiejszą modę brania przez młodych przykładu z innych młodych, to mamy odpowiedź, że kiedyś było to lepiej pomyślane - oczywiście przed PRL-em. Młodzieżowa subkultura, taka czy inna, to jest rzeczywiste zjawisko, ale jednak jej uznanie jest rozdymane. Autorytet, przykład ze starszych, to nie jest zła rzecz dla młodzieży. Przykład z jakiegoś rapera w spodniach z krokiem w kolanach jest po prostu mizerny, mylący. Na co to jest przykład? Na życie?


Następne się łączy. Otóż można zaobserwować, że ludzie metrykalnie już nie młodzieżowi śmigają w jakichś niepoważnych czapeczkach z daszkiem, a jak się przyjrzeć bliżej skali tego zjawiska i zastanowić, to wychodzi, że ci ludzie nie potrafią wyrosnąć z krótkich gatek, przy czym problem w ich oczach rozmywa się, kiedy widzą wielu podobnych. To nie wygląda jak moda na sport. To wygląda jak impotencja.


W sprawie hasła "weź wyluzuj" każdy działacz może napisać to samo. Podstawą jest rozpoznanie w terenie. Kto wątpi, niech sam spróbuje. A obowiązkowe jest ono w młodym towarzystwie, przy czym zasługuje na takie miano za powszechność.


Powszechny tumiwisizm nie jest dobry dla narodu, gdyż najzwyczajniej osłabia go. Im więcej, tym gorzej - rzecz banalna. Tumiwisizm można rozpoznać bez otwierania gęby. Wystarczy wsłuchać się w cudze dyskusje.


Znów dziwne. Tak się składa, że nasz naród sąsiaduje z narodem mającym do nas pretensje terytorialne. Osłabniemy, to nas wchłoną. Gdyby tak na przykład obóz K-L postanowił w całości emigrować, zamiast się tu szarpać i głowę nadstawiać, to wchłonięcie byłoby kwestią czasu - bo trend jest wyraźny.


Teraz dla Aleksandra. Trudniejsza sprawa. Nie wiadomo, czy ludzie pozujący na poważnych są szczerzy w dobroczynności. I raczej nie będzie wiadomo. Problem z tego jednak nie wynika.
A wyluzować czasem warto. Tylko że ekipa władzy (nawet przyszła ekipa) musi jakoś zorganizować siłę państwa względem jego nieprzyjaciół. Nawet wojsko najemne złożone z obywateli musi być w pewnym zakresie zamocowane ideowo. W naszych warunkach nie możemy sobie pozwolić (jako władza, niechby nawet przyszła) na zaniedbanie możliwości wzmocnienia obrony. To nie musi być zaraz przykład szwajcarski. Metoda pośrednia między dzisiejszym stanem a ogółem w kamaszach jest też do wypracowania. Ale z niczego nie da się stworzyć zaplecza. Trzeba więc zachować pewien zasób młodych i poważnych patriotów, z czego by można czerpać rezerwę oraz codzienne wsparcie spraw krajowych w różnych dziedzinach.

...................


Ogólniej. Nie można się dziwić, że pierwsze kontakty z koliberałami są dziś dla obywateli drażniące. To jest jednak ideologia odmienna od szeroko lansowanej i polityka odmienna od obecnie stosowanej. Nie od razu chwytają ludzie np. sens dopuszczenia przez nas posiadania narkotyków, kiedy jednocześnie potępiamy ich zażywanie. Rodzą się z tego nieporozumienia bardzo różne. Tymczasem trzeba więcej cierpliwości.



Biały Człowiek

29-01-2012 - 21:06:46

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 8 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:43 przez CzerwonyByk.

30-01-2012 - 15:22:02

Spokojnie. Podobne obawy deklaruje wiele osób dopiero co stykających się z ideą koliberalną - niektórych trzyma to nieco dłużej, ale przechodzi. Obawy są skutkiem tych samych warunków ogólnych, a też pewnych niedomówień. Właściwie trudno by się spodziewać, żeby ludzie obcujący uprzednio jedynie z przekazem medialnego mainścieku mogli się nie przestraszyć idei odmiennej od dotąd powszechnie wychwalanej lub zaklepywanej.


Widzę parę wątpliwości. Rozbiorę nie po kolei.


Nikt u nas nie uważa partii, obozu, idei, ani siebie osobiście za pępek świata. Koncepcja jest od początku ta sama i nie ma w niej założenia zmuszania narodu do uznania wyższości idei koliberalnej. Nie oznacza to, że system koliberalny nie będzie wręcz narzucony i w razie potrzeby utrzymywany siłą. Co do kluczowych założeń, których obrona jest naszym psim obowiązkiem, tak będzie. Czyli właściwie nic odmiennego wobec dzisiejszego stanu - poza ideą. Wbrew jednak obecnej pokrętnej koncepcji, że wyłącznie demokraci mają rację, a ta racja jest taka, że nikt nie może mieć racji, my uważamy, że racja polityczna jednak może istnieć. Uważamy nawet, że ją znaleźliśmy - według nas najlepszą m.in. z tej przyczyny, że system przez nas forsowany odda ludziom dosłownie tyle wolności, ile tylko ekipa władzy może oddać, aby nie doprowadzić do anarchii. Chociaż i anarchiści nie powinni narzekać, bo bliżej będzie jednak anarchii niż systemu totalitarnego.
Oddamy więc ludziom ich osobistą rację i uznamy ją przez szacunek dla wolnej woli.


Co do sprawowania władzy, to po prosu ktoś musi się nim obciążyć. Można by szukać chętnego, a właściwie silnej grupy chętnych, ale sensu nie ma, skoro z nas samych możemy skompletować ekipę. To jest kwestia wręcz fizycznie namacalna i jej sens powinien być naturalnie jasny.


Kwestia wyborów. Była omawiana wiele razy i wyjaśniana w sposób łopatologiczny. Jej rozwiązanie znajdziemy w analizie decyzji obywatela jako osobnego człowieka - z jego słabościami, strachami, lenistwem, niewiedzą itd. To są rzeczywiście ciekawe okoliczności i dają wyjątkowo wiarygodną odpowiedź. A sztuczki medialne są otoczką, takim podsypywaniem do ognia, taką szprycą pobudzającą.


Teraz radykalizm. Trzeba go właściwie rozumieć. Rzecz jest właściwie względna i nasze zamiary muszą wyglądać coraz dziwniej, im dalszy etap osiągają Siły Postępu. Ale względność jest oczywiście dwustronna, jak w rozciąganiu gumy do majtek. Kiedy obywatel wysili się na robocze postawienie na pozycji tradycyjnej, to zobaczy, że postępowcy idą już dość szybko w kierunku, który łatwo jest opisać, i to oni kreują większość warunków, w których wszyscy działamy lub tkwimy. Jeśli dla kogoś prywatnie kierunek postępu jest dobry, to i tak nie będzie z nami. Niewielu zauważa jednak, że to stręczyciele idei lewicowej sprawiają złudzenie, że nasza ideologia wdraża coś nowego. Jeśli akceptujemy nowinki, to ostrożnie, za solidnym uzasadnieniem, bez progresji dla progresji. Ludzie po prostu za rzadko stykają się z podejściem zwyczajowym, już sprawdzonym, przez co błędnie widzą je jako coś nowego.


Znów sprawa prześladowań gejów. Była wałkowana, ale widać, że trzeba będzie dosadniej. Napiszę więc parę słów w formie niezdatnej do powtarzania w szerszej dyskusji publicznej. W przesadzie można powiedzieć, że my tych całych gejów po prostu olewamy (choć mamy dla nich rozwiązanie w postaci wolnych umów - to już bez przesady). A zwykłych homosiów tolerujemy na całego. Niech sobie homosie żyją. Nie rozpytujemy naszych działaczy, czy są homosiami i do niczego nam taka wiedza nie jest potrzebna. Nie jest dla nas problemem podanie ręki homosiowi, praca w jednym pokoju itd. i właściwie temat jest neutralny - nijaki taki. Nieco inaczej z gejami, którzy stanowią część frontu lewicy jako siły politycznej. Zasadniczo postrzegamy ich jako ekshibicjonistów, których lewica skaptowała, podnieciła i daje się wyszumieć, a przy tym sprytnie wykorzystuje.
Nie muszą się geje obawiać, że koliberałowie będą ich prześladowali. Jak im zależy, to niech sobie znajdą prześladowców gdzieś indziej i, za przeproszeniem, nie zawracają fujary.


Dalej wiedzę podatki. Zerowe? To jakaś plotka. Przez Polskę nie przechodzi, i nie przejdzie, kanał panamski, tylko prędzej wojska niemieckie i rosyjskie - w te i wewte. Nie ma niekończącego się kranika z ropą ani niczego podobnego, co by uzasadniało plany zniesienia podatków. Podatki będą. Wyłącznie proste, sprawiedliwe i możliwie najniższe, ale będą.


Broń dla każdego. Hmm, znów hasłowo. Powszechne prawo do posiadania broni zostanie wprowadzone. Tyle przepisu. Władze mogą prowadzić działalność agitacyjną, w czym zasadniczo nie ma nic złego, i będą namawiać mężczyzn, aby uczyli się strzelania i w miarę swoich możliwości nabywali broń - choćby do przechowywania w domu. To jest takie staroświeckie podejście, że w razie napadu ojciec rodziny najpierw chwyta za broń, a nie za telefon, czy może larum wznosi. Ale nie będzie przymusu. Będzie rodzina pacyfistyczna lub zwyczajnie niechętna broni, to ojciec spluwy nie kupi. To są sprawy prywatne ludzi i nie będziemy się wcinać.


Sprawa narkotyków. Też omawiana nie raz. Konserwa uważa je zasadniczo za truciznę. Za pewnymi wyjątkami, ale że granica jest płynna i są wątpliwości, to i trudno o jednoznaczną ocenę. Ekipa będzie ostrzegać, że narkotyki wciągają i wyniszczają aż do zejścia. Sam jednak fakt trucicielskiej cechy narkotyków nie wystarcza, żeby były zakazane. Zakazu takiego nie ma w tradycji, a więc stamtąd nie zaczerpniemy uzasadnienia od ręki. Może ktoś dysponuje rzeczowym argumentem, to niech go poda. Jeśli ktoś liczy jednak, że nasza ekipa zakaże posiadania narkotyków bez ważnego powodu, to jest w błędzie. Aby odebrać ludziom prawo do decydowania o sobie w jakimś zakresie, wypada mieć na względzie ich wolę i świadomość - nie ma tu sprzeczności. Szacunek dla cudzej wolności jest naturalny i argument naprzeciw nie może być byle jaki.


Dalej. Widzę hasło o prawie dżungli. Przesada. Jest to prawo naturalne i z ludzkiej natury się go nie wypleni, ale kwestia zasadza się też w cywilizacji i cywilizacja ją rozwiązuje jako problem.
Nasi przeciwnicy z lewego skraju nazywają dżunglą już niemal każdy stan, gdzie obywatel może podjąć decyzję i nikt nie może mu się wcinać bez szczególnego powodu (wyjątkowego). Tymczasem jednak postępowcom ciągle nie udaje się wyplenić do końca naturalnego poczucia zasadności utrzymania władzy nad swoimi osobistymi sprawami, nad swoim otoczeniem - chociażby do płotu. Chcę mieć przykładowo dom pomalowany na zielono, to tak każę go pomalować - bo taka jest moja wola. I nikt się nie dziwi, że sąsiad maluje wedle kaprysu własnego. Dziś jeszcze nie. Ale gdyby tak komuna nie upadła, to za 20-30 lat ludzie by się dziwili, że można się tak panoszyć.
Na tzw. dżunglę w przypadkach inaczej rozumianych (bo może iść także o pospolite oszustwa) rozwiązanie jest banalne. Jasne prawo i dostępność sądów (plus ściganie zdrady w służbie publicznej), czyli rzecz, która propagandowo już istnieje, ale realnie zajdzie dopiero za naszego rządu.


I powtarzam, że poznawać trzeba na spokojnie. Bez wybuchowych reakcji, że się zauważyło jakieś przejęzyczenie lub zwyczajny błąd. Ideologia nasza jest jasna, stateczna, nawet dość sztywna, a więc nie ma sensu popadać w obawę, że mamy zamiar ją zmieniać lub zdradzić, bo ktoś z naszych wyraził się niezrozumiale. To się zdarza wszystkim i wszędzie, a nijakiej możliwości odejścia od idei nie ma. Radzę więc nie słuchać plotek, a tematy ważyć jako na to zasługują, a nie wrzucać wszystkie wątki do jednego wora.



Biały Człowiek

30-01-2012 - 17:22:50

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 10 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:43 przez CzerwonyByk.

31-01-2012 - 14:54:51

Jestem już. Chyba znów od zacznę końca.


Dyktatura jest dla nas narzędziem zabezpieczenia przed powrotem systemu, kŧóry uważamy za zbrodniczy. Może się podobać lub nie, ale od wynalezienia komunizmu, czyli wroga wewnętrznego w każdym kraju (standardowy plan samych komunistów), władze niekomunistyczne muszą postawić granicę także wewnątrz kraju. To już jest siła wyższa, a winę za konieczność ponoszą komuniści (rewolucjoniści).


Kwestia niedopasowania koliberalizmu do postępującego świata jest względna. Jeśli ktoś potrafi udowodnić, że postęp jest dobry, bo postępuje, to niech taki dowód wyprowadzi. Dla nas lepsze jest to, co sprawdzone. Pakiet elementów ze zdobyczy cywilizacji jest dobry i z pewnością będzie działać. Na pewno też część obywateli będzie z niego niezadowolona - zatwardziali starzy lewicowcy, chorobliwi zawistnicy, sadyści, wojujące feministki. Powszechna wolność osobista może się nie podobać pewnym ludziom, czego przeskoczyć nie da rady żaden akrobata, ale za to lekarstwem przeciwbólowym jest możliwość stosowania wolności w społecznych komunach. Nikt nie zabroni zakładania wspólnot, gdzie zwolennicy komunizmu będą mogli nurzać się w swoim żywiole do oporu. Mogą sobie nawet pozakładać fabryki, którymi będzie rządził kolektyw i gdzie będą obowiązywały najsurowsze kodeksy pracy i inne takie zdobycze.
Chociaż też przyznać trzeba, że straszne to będą dla niektórych warunki, że nie będą mogli napawać się świadomością gnębienia obywateli przez socjalistyczne państwo, ale akurat takim obywatelom dogodzić nie będziemy mogli.


A, z tymi gejami. Tu się nie ma co obrażać, że ogólnie są olewani. Geneza krajowa sięga przełomu wieków, a detonatorem jest bez najmniejszej wątpliwości Rozbrat. Zresztą SLD nie kryło się ze swoją funkcją. Są więc geje uznawani za działaczy wycinka lewicowego ruchu odmiany seksualnej takiej a takiej, a nie za homosiów. Może gdyby nie poszli jednym frontem z Rozbratem, to by to wyglądało inaczej, ale nie myśmy nimi pokierowali. Jeśli się więc dali kłopotliwie wmanewrować, to powinni teraz postarać się wyjść z kleszczy, a nie pakować w kolejny układ z Palikotem, w którego niezależność trudno jest uwierzyć.



Teraz z tymi narkotykami. Już chwytam, o co idzie. No cóż, ten problem jest stały i raczej nie sposób sobie z nim poradzić. Nie jest to problem narkotyków, a problem nazywania rzeczy po imieniu. Sprawy tak się ułożyły, że lewa strona sceny przysposobiła sobie metodę totalnego pijaru (czyli teatrzyków), a koliberałowie walą prawdę w oczy. Przyczyną jest nie tylko rzeczywista wiara w słuszność idei wolnościowej, ale i znacząca różnica w jakości przekazu stosowanego przez oba wrogie obozy. Sitwa ma ten problem, że bez zmasowanej i najczęściej prymitywnej tresury nie da rady nakłonić obywateli do udzielenia potrzebnego jej poparcia, a to poprzez wrzucenie odpowiednio zakreślonej karteczki wyborczej (dalej obywatele mogą jej skoczyć - takie przynajmniej jest najśmielsze założenie sitwy). My postawiliśmy na opis analityczny i wyprowadzenie dowodu. Wobec natłoku coraz to nowych dziwactw po lewej stronie mamy nawet dość łatwe zadanie przy tej metodzie. Jasne jest, że fizycznie można inaczej - tak jak oni, kupa baloników i wychwalanie ludu bez uzasadnienia (nieładnie mówiąc: włażenie w de). Nie ma jednak przyczyny dla zmiany podejścia. Oszukać ludzi wizją totalnej darmochy, aby drogą sejmową powołać rząd, a potem wdrożyć swój system? Pomysł znany i omawiany, ale obrzydliwy.
Trudno więc, i sprawy będą nazywane po imieniu. Używa się i będzie używać terminów rodzaju lud, dyktator, tyran, ciemiężca, ucisk, haracz, złodziej, bandyta, komunista, faszysta, broń, kotrrewolucja, reżim - a to wszystko w znaczeniu tradycyjnym, jasnym, bez rozmydlenia. To są elementy polityki, i jeśli chcemy, ale jak największa liczba obywateli poczęła coś z niej rozumieć, to musimy nauczać, nieraz wymądrzając się jak Cat-Mackiewicz. Bo prawdziwa polityka - jeśli to o niej mowa - to nie jest teleturniej albo iny koncert życzeń. Nie da się jej zagadać, zakląć, zaczarować bo taką metodą można się tylko oszukać i szybko zebrać cięgi.
Po naszej stronie będzie więc w użyciu nadal katalog terminów adekwatnych, a po ichniej - wytrych przez hasło "demokracja".



Biały Człowiek

31-01-2012 - 17:34:43

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 12 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:43 przez CzerwonyByk.

01-02-2012 - 09:28:09

O, pardonsik, racja - jeszcze z zapisaniem się geja. Hmm, trzeba zacząć od rozróżnienia. Gej jest raczej manifestującym działaczem opcji przeciwnej, aktywnym uczestnikiem gry politycznej, a więc głupio byto wyglądało, żeby nasz przeciwnik przyszedł, opowiedział się jako gej, po czy by poprosił o przyjęcie do partii. Co innego z homosiem. To by może też dziwnie wyglądało, żeby homoś się deklarował z orientacją (taka zwykła niezręczność), ale u nas nikogo nie obchodzą te sprawy. To jest obszar wybitnie prywatny. Nie pamiętam, żeby ktoś kiedykolwiek zapytał u nas kogoś o te rzeczy. Nie wiemy więc, ilu jest u nas homosiów itd.

cdn


Biały Człowiek

01-02-2012 - 16:58:47

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 6 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:44 przez CzerwonyByk.

02-02-2012 - 12:37:31

W tej chwili przestałem kumać sens. Jakże mamy bardziej tolerować homosi? Wypytywać się wśród nas o orientację, a potem ogłaszać, że tolerujemy tego i tamtego? To by już było żałosne uleganie tandetnej prowokacji sitwy, a nas taka nieszczerość odrzuca. Nie będzie więc żadnego rozpytywania. Nie chwytam też, skąd by się miały wziąć podejrzenia, że homoś objawiony miałby u nas jakieś kłopoty.


Widzę też uwagę o opieraniu się na kłamstwie. O co tu może chodzić, bo uwaga jest jakby oderwana? O to prawo wyborcze dla kobiet? Prawda nie ma nic wspólnego z upowszechnianiem prawa wyborczego, ani z żadnymi wyborami, demokracją itd. Prawo do oddawania głosu wyborczego na władzę nie jest prawdą, ale władzą.


Zdaje mi się, że może iść o skojarzenie wolności z anarchią, bo za tym nierzadko idą nieporozumienia. Otóż nie widać możliwości praktycznego uznania, że anarchia jest wolnością. Zaczątkiem anarchii może być np. obalenie władz. Jest możliwe, że lud wściekły na astronomiczne podatki zaatakuje budynki rządowe, wywlecze ministrów, posłów i pozbawi ich życia, przy czym nie ustanowi żadnej nowej władzy. Ale taka anarchia nie potrwa długo, gdyż w praktyce chętnych do objęcia władzy nie zabraknie - nawet zagranicznych. Anarchia nie oprze się ekipom aspirującym, gdyż jest anarchia siłą co najwyżej tymczasową. Fantazją jest więc nazywać anarchię wolnością. Wolność zawsze jest ograniczona. W kraju wolnych ludzi bandyci, włamywacze i oszuści przesiadują czasowo w więzieniach, czyli wolności są pozbawieni. Iść należy nawet jeszcze dalej i uniemożliwić dojście do władzy ekipie wrogiej systemowi wolnościowemu, co się musi objawić także ruchem bezpośrednim wobec siły nawołującej do obalenia władz celem zaprowadzenia np. komunizmu. W pewnym zakresie zrównuje się tu komunistów z pospolitymi bandytami. A kiedy w trudnych warunkach zagrożenia powrotem komunizmu wadze pozostawiają obywatelom jedynie wolność osobistą, opartą przecież także na prawdziwym dostępie do niezawisłych sądów, to też nie można powiedzieć, że nie ma wolności. Władze nie poduszczą do rozniecenia rewolucji przez organizację komunistyczną, ale nadużyciem ze strony dowolnego obywatela byłoby twierdzenie, że ogranicza się jego wolność, jako że obywatel powinien mieć możliwość także organizowania rewolucji, a więc wdrożenia systemu odbierającego wszystkim obywatelom wolność osobistą (tzw. obywatelską).


Jeszcze z tą konserwą. Tyle razy się mówiło. Jakaż z PiS-u jest konserwa? To nawet nie jest partia narodowo-socjalistyczna, chociaż nieraz taką pozę przyjmuje. Dopomożenie do wepchnięcia kraju w kleszcze Unii Europejskiej zaprzecza charakterowi narodowemu tej partii. Pozostaje więc element socjalistyczny, które jest tam nazywany dla pozoru "solidaryzmem społecznym". Brak otwartej analizy i tworzenie nowej nazwy dla starej idei każe mocno ograniczyć zaufanie dla deklaracji tej partii.


Z tym państwem kościelnym to już zupełnie nie idzie uchwycić. Ani dziś nie jest kościelne, ani w planach naszych nie ma odejścia od zasady rozdziału. Kościół nie otrzyma władzy innej ponad tradycyjną władzę kościelną. Czy mamy wyryć do złotymi literami na pomniku?


Sprawa przykładów obcych. Rzeczywiście, warto przyglądać się innym krajom i ich systemom. Robimy to nieustannie. Na razie jednak nie ma przykładu, który by nas miał skłonić do zmiany linii ideologicznej. Nawet trudno jest przewidywać, że taki przykład nastąpi. Ale elementy ustrojów obcych pasujące do naszej idei, jeśli tylko są opatrzone dobrymi rozwiązaniami praktycznymi i sprawdzają się w życiu, będą wzięte pod wzgląd i niejeden się wdroży.


I jeszcze jedna kwestia. Bo zdaje się, że jest nieporozumienie w związku z jakimiś sporami osobistymi. Radzę nie przejmować się zbytnio takimi wycieczkami, bo spory wynikają z różnych sytuacji drażniących, prowokacji, z których strona wyżalająca się nie zdaje sobie nawet sprawy, że sama poczęła. To się zdarza dość często. Najlepiej jest nie wchodzić w spór osobisty, oszczędzić sobie wyzwisk, gdyż wtedy załamie się dyskusja zasadnicza, za czym idą nieporozumienia co do spraw najważniejszych, gdzie argumentami są niesłusznie jakieś prywatne animozje. Bez sensu to jest dla koncepcji politycznego forum dyskusyjnego, które przecież nie jest czatem towarzyskim.



Biały Człowiek

02-02-2012 - 14:46:05

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 4 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:44 przez CzerwonyByk.

02-02-2012 - 20:04:15

O ile sobie dobrze przypominam, to nie była mowa o wolnym rynku, tylko o kapitalizmie. Chińczycy postanowili odejść od komunizmu i pójść w stronę kapitalizmu, a więc zebrali pochwałę za decyzję o trendzie. Czy dojdą do wolnego rynku i wolności obywatelskich, to się dopiero okaże.



Biały Człowiek

02-02-2012 - 20:45:11

KOMENTARZ PISANY NA ZLECENIE SITWY TRZYMAJĄCEJ WŁADZĘ

WYKASOWANY PO DEKONSPIRACJI OPŁACANEGO AGENTA BEZPIEKI



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 01-04-2012 16:45 przez CzerwonyByk.

02-02-2012 - 22:27:44

państwo opiekuńcze oraz instytucjonalna działalność charytatywna zabija 'caritas' w wymiarze międzyludzkim, pozbawia nas tego co najcenniejsze, tej łączności dającego z otrzymującym, nie wiadomo kto komu ile daje, jaki procent zdziera ten co rozdziela, kto bierze, co robi z tą pomocą. Pojawia się nieufność z jednej i niewdzięczność z drugiej strony, biorący nie widząc twarzy dającego może pomyśleć że pomoc zwyczajnie mu sie należy, dający nie widząc twarzy biorcy traci w znacznej części satysfakcję moralną z aktu darowizny i może stać się obojętny na biedę w swoim najbliższym otoczeniu, wykupując się zryczałtowaną jałmłużną dla anonimowych potrzebujących. Gdzie tu miejsce na prawdziwą moralna zasługę, gdzie tu miejsce na wdzięczność?

02-02-2012 - 22:36:53

Wydaje mi się, że w zinstytucjonalizowanej pomocy chodzi przede wszystkim (oprócz niezłego biznesu, marketingu i public relations) o socjobiologiczną zasadę "podrap mi plecy, a ja podrapię twoje" : ) Chodzi więc o czysty egoizm i potrzebę zabezpieczenia się 'na wszelki wypadek'. Socjobiologia świetnie tłumaczy absurdalne przejawy pozornego altruizmu w przyrodzie i świecie ateistów.

03-02-2012 - 07:18:49

Cytuj
CzerwonyByk
Podział w sejmie odzwierciedla podział kulturowy więc nic nie dzieje się przypadkowo. Ponadto ludzie którzy was po czasie zdradzają (wyborcy czy działacze choćby przemek wipler) idą na stronę PIS i tym podobnych (banalnie prosta odpowiedz dlaczego-fundamenty podobne)
Hej, jeden szczegół, nie interesuję się specjalnie historią "ex-uprowców/knpowców", ale ja kojarzę jedynie jednego takiego posła, p. Tomczykiewicza, który jest w PO. Oczywiście masz rację jeżeli słusznie zakładasz, że PO i PiS to jedno i to samo i używasz tych nazw naprzemiennie.

03-02-2012 - 12:24:48

Wipler odszedł już dawno. Jeśli miał na względzie fundamenty, to raczej nie w porównaniu do nas, ale do swoich upodobań.

Kierunki polityki PiS i KNP są rozbieżne, co rzeczywiście obecnie widać wyraźniej niż przed dziesiątkiem lat, ale przecież nie dlatego, żebyśmy to my zmienili swoją ideologię, tylko z tej przyczyny, że PiS postępuje w kierunku regularnej lewicy. Na ile się zbliży, to inna sprawa, ale w każdym razie nie idzie ku nam.


W ogóle kojarzenie nas z partiami Okrągłego Stołu nie ma sensu. Oni nas nie słuchają, a jedynie monitorują nasz przekaz, jako się przygląda działaniom wroga. Dla lewicowej ekstremy to może i jest jedna cholera, co się znajdzie na prawo od ichnich pozycji, ale przepaść ideowa i organizacyjna między Okrągłym Stołem a nami jest jednak faktem.



Biały Człowiek

03-02-2012 - 22:40:22

@ Paracelsus

"państwo opiekuńcze oraz instytucjonalna działalność charytatywna zabija 'caritas' w wymiarze międzyludzkim"

Zgadzam się co do państwa opiekuńczego, bo działa na zasadzie przymusu. Każdy kto płaci podatki musi w takim państwie pomagać innym, czy tego chce, czy nie. Natomiast pozapaństwowa instytucjonalna działalność charytatywna nie zabija 'caritas' bo jest dobrowolna. A dzięki zinstytucjonalizowaniu może być sprawniejsza. W sposób zinstytucjonalizowany działa np. katolicka organizacja Caritas, a także niektóre zakony prowadzące szpitale lub tym podobne placówki.

"nie wiadomo kto komu ile daje, jaki procent zdziera ten co rozdziela"

No to nie należy dawać pieniędzy takim organizacjom, w których nie wiadomo, co się dzieje z pieniędzmi, tylko takim, w których wiadomo, jak np. WOŚP, której sprawozdania finansowe są jawne i w której dokładnie wiadomo jaki procent zabiera dla siebie WOŚP i na co przeznacza zebrane pieniądze.

"pozbawia nas tego co najcenniejsze, tej łączności dającego z otrzymującym, nie wiadomo kto komu ile daje, jaki procent zdziera ten co rozdziela, kto bierze, co robi z tą pomocą. Pojawia się nieufność z jednej i niewdzięczność z drugiej strony, biorący nie widząc twarzy dającego może pomyśleć że pomoc zwyczajnie mu sie należy, dający nie widząc twarzy biorcy traci w znacznej części satysfakcję moralną z aktu darowizny i może stać się obojętny na biedę w swoim najbliższym otoczeniu, wykupując się zryczałtowaną jałmłużną dla anonimowych potrzebujących. Gdzie tu miejsce na prawdziwą moralna zasługę, gdzie tu miejsce na wdzięczność?"

To już jest kwestia gustu. Jedni uważają za ważniejsze "moralne zasługi", "wdzięczność", "moralną satysfakcję" itp. Inni za ważniejszą uważają skuteczną pomoc biednym, bez specjalnego roztrząsania, czy pomagają w formie ryczałtu i czy potrzebujący są anonimowi.

"Wydaje mi się, że w zinstytucjonalizowanej pomocy chodzi przede wszystkim (oprócz niezłego biznesu, marketingu i public relations) o socjobiologiczną zasadę "podrap mi plecy, a ja podrapię twoje" : ) Chodzi więc o czysty egoizm i potrzebę zabezpieczenia się 'na wszelki wypadek'. Socjobiologia świetnie tłumaczy absurdalne przejawy pozornego altruizmu w przyrodzie i świecie ateistów."

Albo się uznaje, że teorie socjobiologiczne są słuszne, albo nie. Jeżeli tak, to dotyczą one w równym stopniu ludzi wierzących w Boga i ateistów, a jeżeli nie, to nie dotyczą ani jednych, ani drugich. Nie można natomiast uznać, że socjobiologia stosuje się jedynie do ateistów, a do wierzących w Boga nie.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 03-02-2012 22:47 przez Aleksander_Korejko.
Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

Kliknij żeby zalogować

Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6260, Posty: 45491, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 423, Posty: 1729.