Małżeństwo (z definicji)

Wysłane przez jswierczek 

05-04-2009 - 18:59:38

"Nawet Kościół Rzymsko-katolicki, skądinąd wyznający zasadę nierozerwalności małżeństw, w przypadku stwierdzonej (a nieznanej przed ślubem drugiemu małżonkowi) niezdolności do prokreacji uznaje małżeństwo za nieważne!"
Właściwie to zdanie jest prawie (:-) poprawne. Małżeństwo jest nieważne, gdy drugi małżonek nie wie o niezdolności do prokreacji współmałżonka. Podkreślić jednak należy, że ten niezdolny do prokreacji musiałby wiedzieć o tej swojej ułomności i celowo ją ukrywać przed przed współmałżonkiem. Sama niezdolność, nawet połączona z niewiedzą nie stanowi przeszkody. Przeszkodą jest podstępne wprowadzenie w błąd, co do istotnej dla małżeństwa przypadłości.
Jeżeli oboje narzeczeni wiedzą o takim defekcie i godzą się mimo to zawrzeć małżeństwo, mogą zawrzeć je ważnie. Tu pewnie lobby gejowskie doszukiwałoby się furtki dla swojej niecnej propagandy. Ale nic z tego. Małżonkowie nawet bezpłodni muszą być zdolni do dokonania aktu małżeńskiego, który ma na celu zrodzenie potomstwa. Pismo Święte pokazuje (Izaak,Samson, Samuel, Jan Chrzciciel), że bezpłodność może być związana z jakimś Bożym planem względem człowieka i jeśli Pan Bóg zechce, może te sytuację odmienić. Małżonkowie mogą też wspierać się w tym względzie i podejmować godziwe leczenie bezpłodności, żywiąc nadzieję, że postęp nauk medycznych przyczyni się do usunięcia ich kłopotu.
Jednym słowem nigdy nie są bez nadziei.
Natomiast para homosiów jest pod tym względem beznadziejna totalnie!

hanys

17-04-2009 - 18:04:33

Ale gadanie......

Powiedz mi co to jest lobby gejowskie. Wskaz mi w Polsce jak lobbuja, kto to jest i dlaczego mowisz, ze to lobby gejowskie.
A lobby lesbijskie ? To juz nie lobbuja, tylko gejowskie ?

Ludzie, wezcie sie za ekonomie, bo sprawy obyczajowe Wam nie ida i te sprawy najlepiej zostawic ludziom, oni sami sobie poradza bez Waszych wywodow, praw i przepisow...

ps.
Na temat glupiego gadania na nie potrzebny temat.

Mialem taka, rozmowe podobna do tego co napisales, ze gej to czlowiek chory bo nie moze miec dzieci. Gej z milosci do drugiego geja nie moze miec dzieci i jest to chore ok. Wiec ksiadz z milosci do Boga takze jest chory. Przeciez on takze nie moze miec dzieci, bo oddaje sie Bogu, tak jak gej oddaje sie gejowi. W obu przypadkach mamy doczynienia z miloscia, czyli uczuciem pozytywnym.

Wiec jak chcecie leczyc i eksterminowac gejow z Cejrowskim na czele, nie zapomnijcie o naszych duchownych, oni takze sa chorzy i nie chca sie leczyc...
Anonimowy użytkownik

17-04-2009 - 18:32:21

Ten temat jest mniej wiecej tak bez sensu jak i temat "reforma NFZu"
Problemem nie jest funkcjonowanie malzenstwa jako zwiazku kobieta-mezczyzna czy kobieta-kobieta tudziez mezczyzna-mezczyzna a funkcjonowanie malzenstw sankcjonowanych przez panstwo. Ich istnienie nie ma najmniejszego sensu.

18-04-2009 - 00:04:59

Sens małżeństwa wynika wprost z interesu dzieci. Im młodsze dziecko tym mniejsze ma możliwości, by samodzielnie zadbać o własne interesy. Stąd też relacje między juhasem a owcą, czy też miedzy gaździną a ogórkiem nie są tak istotne jak te, których owocem mogą być dzieci. Ktoś je przecież musi odchować i wychować. Dlatego też małżeństwo nie jesat związkiem zawieranym dla przyjemności osób je zawierających. Bez ślubów przyjemność przecież byłaby nie mniejsza. Dobro mogących się począć dzieci jest tym dobrem, które wymaga poświęceń; i dlatego związek temu celowi poświęcony jest uznany przez Kościół za związek sakramentalny. Taki związek tworzy bowiem dla dziecka najlepszy świat: świat ludzi wzajemnie za siebie odpowiedzialnych. Małżeństwo to nie kontrakt dwóch stron. To dwie JEDNOSTRONNE przysięgi zawierane - można by powiedzieć - na niekorzyść własną. Kontrakt zawierany na własną niekorzyść jest nawet z punktu widzenia prawa - nieważny. Natomiast przysięga może być zobowiązująca nawet (a właściwie:przede wszystkim) jeśli jest zobowiązaniem do ponoszenia ofiar (bez względu na zachowania partnera).
A poza tym miłość to miłość, a chuć to chuć. Tę różnicę też warto znać.

18-04-2009 - 06:36:00

Cytuj
paulps
Mialem taka, rozmowe podobna do tego co napisales, ze gej to czlowiek chory bo nie moze miec dzieci. Gej z milosci do drugiego geja nie moze miec dzieci i jest to chore ok. Wiec ksiadz z milosci do Boga takze jest chory. Przeciez on takze nie moze miec dzieci, bo oddaje sie Bogu, tak jak gej oddaje sie gejowi. W obu przypadkach mamy doczynienia z miloscia, czyli uczuciem pozytywnym.
Fajne to i mimo iż księża katoliccy są dla mnie osobami najbardziej z tłumu katoli odmóżdżonymi, to nie mogę przyznać Ci racji...
Owszem - gej to człowiek chory, i fizycznie coś z nim nie tak i psychicznie. Owszem - nie mogą mieć dzieci i to dla krk może stanowić podstawę aby im ślubu nie udzielić (słusznie - chociaż śluby są bez sensu tak samo jaki i sam kościół), ale nie mogą mieć dzieci bo nie są do tego zdolni fizycznie. Jako grupa ludzi - homosie są ograniczeni budową ciała i funkcjonowaniem układów rozrodczych oraz ich występowaniem w 99.9% w organizmach płci żeńskiej przedstawicieli danego gatunku. Może jakby sklonować geja z żabą czy innymi takimi co potrafią płeć zmienić lub być samorodne to wtedy by coś z tego wyszło. Chęć narodu gejowatego do takich zmian w organizmach potwierdza jedynie ich skrzywienie psychiczne.
Natomiast panie paulps ksiądz ma organ i nie jest przecież (nie każdy) skrzywiony w kierunku panów, a więc gdyby chciał to by se dziecko zrobił. On tych dzieci nie ma z wyboru. Swoją drogą to i lepiej. Nie wiadomo kim te duchowne dzieciaki przy takiej dozie indoktrynacji w domkach by zostały. BinLadenami lub innymi takimi. Więc no - taka mała poprawka.

Pozdrawiam.
Anonimowy użytkownik

18-04-2009 - 12:01:57

Hmm...
Bardzoś to misternie Freeman wywiódł, tyle że nie ze wszystkim słusznie.
To, czy jakiś tam kościół uznaje coś za sakramentalne (w domyśle za zgodne z wolą Boga) czy nie - nie ma żadnego znaczenia, zwłaszcza zaś nie ma żadnego znaczenia w odniesieniu do katolicyzmu, który to katolicyzm narzucił celibat wyółącznie ze względów politycznych i (jakżeby inaczej) ze względu na lubą mamonę.
Względy religijne miały tu do rzeczy tyle tylko o ile religia (czytaj - katolicyzm) miał uzyskać możliwie jak najwięcej władzy - z duchowością nie ma i nie miało to nic wspólnego a zapewniam Cię - jeśli zadasz sobie trud i przekopiesz się przez tysiące publikacji na ten temat, przez setki oświadczeń wydanych na ten temat przez różne szczeble organizacyjne papiestwa i przez kilka/kilkadziesiąt oświadczeń wydanych przez papieży o celibacie traktujących (byle wydanych do powiedzmy roku 1900) w poszukiwaniu czegoś o wpływie rodziny na psychikę dziecka to będzie to trud daremny - nikt tam nigdy ani o tym nie myślał.
Chyba że w aspekcie indoktrynacji.
Wszelkie zaś dywagacje katolicyzmu o dobru dzieci, moralności i takich tam - to tylko zasłona dymna.
(Choć nie da się zaprzeczyć przecież że używane argumenty - przynajmniej niektóre - są jak najsłuszniejsze)

To tak dla uczczenia prawdy.

O ile oczywistą prawdą jest że ludzkie dzieci wymagają długotrwałej opieki nim osiągną zdolność samodzielnego życia o tyle samo małżeństwo to coś znacznie więcej niż tylko opieka nad "młodymi" - i nawet już co rozumniejsi spośród ewolucjonistów powolutku wycofują się z takich twierdzeń bo w świetle już nie żadnych badań a zwykłych, codziennych obserwacji takie twierdzenie nie wytrzymuje krytyki.
Tkwi w małżeństwie o wiele więcej, jednak nie miejsce tu żeby na ten temat się rozpisywać.

Kluczową zaś sprawą jest tutaj to:
"A poza tym miłość to miłość, a chuć to chuć. Tę różnicę też warto znać."
Problem polega na tym, że różnica o której piszesz - dla większości ludzi zatarła się i jest wręcz nierozpoznawalna - wszak "kochać się" czy "uprawiać miłość" (co już jest szczytem semantycznego kretyństwa) to określenia na zaspokajanie chuci właśnie...

22-04-2009 - 00:05:56

Z tytułu tej dyskusji wnoszę, że służyć ma ona ustaleniu definicji małżeństwa. Istotnie dla większości ludzi zupełnie zatarły się znaczenia podstawowych pojęć. Nie przypadkiem więc zwracam na to zjawisko uwagę.

P. [Leszek] pisze: "...katolicyzm narzucił celibat wyłącznie ze względów politycznych..."
Otóż szukanie byle pretekstu, żeby oczerniać Kościół Katolicki przesadną kulturą nie grzeszy. Prawda jest natomiast taka, że kapłan nie powinien być związany odpowiedzialnością za żonę czy (tym bardziej!) dzieci. Kapłaństwo jest służbą Bogu, jest całkowitym poświeceniem się Bogu, a to oznacza, że kapłan służbę Bogu stawia wyżej niż własne życie i częstokroć (niestety) się zdarza, że z tego życia przychodzi mu rezygnować. Nie cierpią wówczas jego dzieci ani żona. Nie ma też moralnych rozterek, czy aby nie ulec naciskom i nie wyrzec się Boga w imię powinności wobec żony i dzieci. Zadeklarowanych wrogów Kośvioła nie przekona nikt i nic (oni wszak nie zajmują się wymianą argumentów tylko antykościelną propagandą), natomiast mam nadzieję, że zaglądają tu głównie normalni ludzie, a tym ludziom warto porządkować rozumienie świata. Do nich więc mówię: czy Maksymilian Kolbe, czy Jerzy Popiełuszko zachowałby się tak jak się zachował gdyby wiedział, że od jego życia zależy życie jego małych dzieci? Tu tkwi prawdziwa przyczyna celibatu. Kto chce się wiązać odpowiedzialnością za żoinę i dzieci nie powinien ślubować kapłaństwa (musi zachować mozliwość wielu ustępst w imię dobra żony i dzieci). Kto zaś ślubuje kapłaństwo nie powinien wprowadzać się w sytuację, która mu może utrudnić zachowanie ślubów.

27-04-2009 - 10:08:10

@Freeman
Zgadzam się z twoim wywodem podaję także na potwierdzenie tego co napisałeś cytat z ewangeli św. Mateusza 19,10-1210
Rzekli Mu uczniowie: «Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić». 11 Lecz On im odpowiedział: «Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. 12 Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!»
Co do małżeństwa to warto jest odnieść się do tego co mówi Pan Jezus w ewangeli św. Mateusza 19,3-8:
3 Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» 4 * On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? 5 I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. 6 A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela»*. 7 Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?»* 8 Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było.

Tak rzadko odwołujemy się do Ewangeli, a przecież wniej jest mądrość i głębia. "Kto może pojąć, niech pojmuje!"



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 28-04-2009 08:34 przez staryGlut.

27-04-2009 - 21:54:05

Słusznie rzecze Eweangelia.

Wszelako czsem trafiamy na ludzi, którzy Ewangelię odrzucają a priori. Dyskutuję więc z nimi tak jakby tej Ewangelii nie było. Staram się wykazać, co jest słuszne i dlaczego. Okazuje się wówczas, że to co jest słuszne, stanowi treść Ewangelii. Spostrzeżenie takie wierzących umacnia w wierze, a niewierzącym pozwala zrozumieć słuszność obiektywnie dobrych zasad.

Pozostańmy jednak przy dyskusji o małżeństwie. Otóż jest to związek szczególny dlatego, że jego sens stanowi interes dzieci. Inne związki mogą nawet być od małżeństwa znacznie bardziej przyjemne. Powinny jednak - dla rozumienia świata - przyjmować inną nazwę. Język bowiem służyć powinien naszemu porozumiewaniu się. Powinniśmy więc jednakowo rozumieć używane słowa.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 27-04-2009 21:55 przez Freeman.

28-04-2009 - 09:26:00

Problem w tym, że dla mine definicja małżeństwa znajduje się w Biblii. Dopuki człowiek stawia na pierwszym miejscu Boga to wszystko inne (dla tego człowieka) znajduje się na właściwym miejscu. Odkąd człowiek zrzucił Boga z ołtarza (odrodzenie potem oświecenie) i ustawił na nim (ołtarzu lub pierwszym miejscu) człowieka rozpoczęła się cywilizacja śmierci.

26 * A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!»
27 Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę. Ks. Rodzaju roz.1,26i27

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Dlatego nie można w definicji odcinać się od Boga Stwórcy, ponieważ definicja nie zawierałaby tego co najistotniejsze i tym samym byłaby całkowicie fałszywa.
Dam przykład dla zobrazowania: Budujemy szklarnię, sadzimy w niej piękne rośliny. Po jakimś czasie rośliny nam więdną. Przychodzi ekspert i mówi: Popełniliście błąd zamalowaliście szyby na czarno i w szklarni panuje całkowita ciemność. Wy na to: Nam światło nie jest potrzebne bo jesteśmy niewidomi. No to ekspert: ale bez słońca nie ma życia.
Bez Boga nie ma życia. Dla człowieka Bóg jest jak słońce dla niewidomego. Choć Go nie możemy zobaczyć jest nam niezbędny do życia.

28-04-2009 - 11:52:45

Przyznam że dla mnie sprawa małżeństwa wynikająca z Pisma jest niejasna. Ciekawy wywód jest tu: Artykuł.
Jednak aby tak pojmować życie i jego przejawy - takie jakim jest np. małżeństwo potrzeba znaleźć dwie osoby podpisujące się pod tym, natomiast jedna osoba wierząca w to a druga nie za bardzo to układ chory, nastawiony na branie jednej strony i dawanie drugiej bez odpowiedzialności i żadnych zobowiązań.
Więc w sumie nie wiem. Za mało jest chrześcijan (wczesne chrześcijaństwo) a za wiele katolików aby się w takim czymś odnaleźć.
Jakaś wskazówka może od panów obeznanych?
Anonimowy użytkownik

28-04-2009 - 16:15:49

Cytuj
Freeman
Pozostańmy jednak przy dyskusji o małżeństwie. Otóż jest to związek szczególny dlatego, że jego sens stanowi interes dzieci. Inne związki mogą nawet być od małżeństwa znacznie bardziej przyjemne. Powinny jednak - dla rozumienia świata - przyjmować inną nazwę. Język bowiem służyć powinien naszemu porozumiewaniu się. Powinniśmy więc jednakowo rozumieć używane słowa.

Niekoniecznie tak jest, że sensem małżeństwa jest potomstwo.
Jasne - dzieci są ważne, jednak nie są celem małżeństwa, przynajmniej nie podstawowym.
Historia ludzkości zna przypadki przyjścia na świat dzieci mimo, że ich rodzice małżeństwem nie byli a ponoć nawet matka nie potrafiła określić kto jest ojcem (bo była gdzie indziej na przykład tongue sticking out smiley) ale też i opisano przypadki dzieci "bez rodziców" które osiągnęły nawet i wiek starczy płodząc własne dzieci.
Jak widać - prokreacja może odbywać się pomijając instytucję rodziny, tak więc nie o to tylko chodzi.
Najogólniej rzecz ujmując - instytucja małżeństwa i w ogóle rodziny "załatwia" wiele innych potrzeb - od swego rodzaju wyłączności na usługi seksualne przez stworzenie poczucia bezpieczeństwa dzięki pewności (czasem niestety złudnej) istnienia "własnego kawałka świata". kwestie dziedziczenia aż po uniknięcie "chowu wsobnego" czy też zabezpieczenia bytu na starość.
Jest to instytucja kulturowa i cywilizacyjna, dotyka nie tylko małżeństwa (czy rodziny) ale wpływa na całe społeczństwo pozostajac jednak rzeczą ściśle prywatną.

Ostatnimi czasy - jako że instytucja rodziny jest czymś podstawowym bez czego ludzie czemuś obyć się nie mogą - najpierw kościoły a w ślad za nimi i państwa (w trosce rzecz jasna o dobro rodziny) uznały, że koniecznym jest ich ingerencja bo co prawda ludzkość sobie bez ich "opieki" jakoś przez parę tysięcy lat radziła, ale jak wiadomo - co pokolenie to durniejsze się rodzi (za wyjątkiem polityków i kleru) i trzeba tych ludzi pilnować.
A że przy okazji rodzina tym samym przestała być sprawą "rodzinną" a stała się kościelno-państwowa to tym lepiej, bo (z uwagi na rosnącą durnotę ludzi) można dzięki temu coraz lepiej się rodziną opiekować czyli coraz bardziej w życie rodziny ingerować
Co rzecz jasna jest korzystne - unika się nie tylko molestowania i przemocy w rodzinie, nie tylko dzięki temu można ciemnych ludzi skłonić do "kształcenia" dzieci - co zgoła już inne pożytki niesie - nie tylko zyskuje się kontrolę nad dziećmi (a przez dzieci nad rodzicami) ale też zyskuje się kontrolę nad solą ziemi czyli kasą - nad jej przepływem i lokalizacją co znakomicie ułatwia rabu... eee ten, no... planowanie.

29-04-2009 - 18:36:04

Ten tekst nie jest zbyt "ambitny", jak większość tesktów świeckich na temat wiary katolickiej, dziury są, luki, kratery niemalże, wyłazi brak wiedzy, brak znajomości historii, a przede wszystkim brak wiary.
"
15. Rzecze do niego niewiasta: Panie, daj mi tej wody, abym nie pragnęła i tu nie przychodziła, by czerpać wodę.
16. Mówi jej: Idź, zawołaj męża swego i wróć tutaj!
17. Odpowiedziała mu niewiasta, mówiąc: Nie mam męża. Jezus rzekł do niej: Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża.
18. Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego teraz masz, nie jest twoim mężem; prawdę powiedziałaś.
19. Rzekła mu niewiasta: Panie, widzę, żeś prorok. "

W tym fragmencie jest mowa o całym narodzie samarytańskim. Jezus zwracając się do kobiety, mówi do wszystkich samarytan. Tu nie chodzi o problem małżeństw, czy poróbstwa. Tu jest mowa o historii i przyszłości tego narodu.

29-04-2009 - 20:50:56

O rany. Fajnie.

30-04-2009 - 10:27:07

Cytuj

W tym fragmencie jest mowa o całym narodzie samarytańskim. Jezus zwracając się do kobiety, mówi do wszystkich samarytan. Tu nie chodzi o problem małżeństw, czy poróbstwa. Tu jest mowa o historii i przyszłości tego narodu.
Nieprawda. Może być metaforyczne znaczenie, ale przecież rozmowa naprawdę się odbyła! Przecież nie została zmyślona. Do tej prostej kobiety Jezus na pewno mówił konkretnie. Co jeszcze nie znaczy, że to potwierdza twierdzenie z tamtego artykułu. Właściwie przeciwnie: wszak ten którego teraz ma nie jest jej mężem. Pewnie jest jego kochanką.
Swoją drogą to ciekawy fragment: Jezus mówi kobiecie o jakichś tam wodach życia. Ona nic nie rozumie. Ale jak jej powiedział z iloma mężczyznami spała to od razu: widzę, żeś prorok smiling smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 30-04-2009 11:01 przez ikti.

30-04-2009 - 10:51:05

Ikti, ona wszystko rozumiała i doskonale wiedziała kogo spotkała. Jezus tam na nią czekał. To Ty nic nie rozumiesz.

30-04-2009 - 11:05:04

Czemu od razu nic? Może po kolei. To była zwykłą kobieta czy niezwykła? Czy zwykłą kobieta w tamtych czasach wiedziała kim On jest? Czy ktokolwiek wiedział?
A jeśli nawet wiedziała kim On jest, to po co udawała, ze nie wie o co Mu chodzi?
Czy wszystkie opisy w Biblii są metaforą?

30-04-2009 - 14:01:46

Ikti, o czym Ty człowieku mówisz: zwykła czy niezwykła kobieta? Co to ma do rzeczy. Nasza ludzka ocena o tym, czy ktoś jest zwykły, czy niezwykły jest potwornie ułomna i zupełnie nie zgadza się boską oceną. Wszyscy Święci byli zwykłymi ludźmi. Poczytaj sobie o o. Pio. Z pewnością masz dobre intencje, ale wykazujesz kompletny brak wiedzy. Musisz czytać, dużo czytać, ale nie takich tekstów jak ten powyżej. Poczytaj sobie dobre książki.

30-04-2009 - 14:47:33

Z tym księdzem to przesadziłeś. Jeżeli "ksiądz oddaje się Bogu", co właściwie jest teorią smiling smiley, to należy wziąć pod uwagę, to iż Bóg jest Duchem i należy oddawać mu cześć w "duchu i w prawdzie", itd.
Co do lobby, myślę, że formalnie nie istnieje. Są różne kluby, są ludzie zamożni, niejednokrotnie dość znani, którzy mogą przyczyniać się do propagowania "idei równości". To, że przy tej okazji dochodzi do przechylenia "wahadła" w drugą stronę i rażą nas zachowania gejów na ulicach to inna sprawa. Taka kolej rzeczy. Każdy system dąży do równowagi. Geje przez długi czas byli grupą niedoreprezentowaną, jeżeli staną się grupą nadreprezentowaną w mediach, w społeczeństwie, wtedy "wahadło" może pójść w drugą stronę. W interesie homoseksualistów, jak i wszelkich grup o podobnej sytuacji w sensie "istnienia w społeczeństwie" jest to, aby nie doprowadzić do przesilenia, ale zachować umiar smiling smiley

30-04-2009 - 19:24:35

Cytuj
Tosia
[...]W tym fragmencie jest mowa o całym narodzie samarytańskim. Jezus zwracając się do kobiety, mówi do wszystkich samarytan. Tu nie chodzi o problem małżeństw, czy poróbstwa. Tu jest mowa o historii i przyszłości tego narodu.
Powiedz mi jeśli możesz, skąd czerpiesz taką wiedzę o tej metaforze czy czym tam?
Z moich skromniutkich informacji wynika, że Biblia jest dla ludzi prostych i ma być czytana tak jak to widać. Nie potrzeba studiów, znajomości hebrajskiego czy historii do zrozumienia tego co chce nam przekazać Pismo. Ale mogę być w błędzie w sumie. Tak myślę - dopuszczam taką możliwość. Jednakże wtedy skoro ja czytając akurat ten fragment kilka razy nie zauważyłam tam jakiejś odezwy do "narodu" to nie bardzo wiem skąd Ty taki wniosek wysnułaś - gdybyś zechciała przybliżyć mi tok rozumowania, który Cię do tego doprowadził to byłabym szczerze wdzięczna.

Cytuj
eee
Ikti, ona wszystko rozumiała i doskonale wiedziała kogo spotkała. Jezus tam na nią czekał. To Ty nic nie rozumiesz.
Panowie e7 i G. chyba znaleźliście ofiarę, której szukaliście - napalona dzika katoliczka grinning smiley Nic tylko pozostaje komenda: Brać ją chłopcy ;]

Cytuj
Tosia
Ikti, o czym Ty człowieku mówisz: zwykła czy niezwykła kobieta? Co to ma do rzeczy. Nasza ludzka ocena o tym, czy ktoś jest zwykły, czy niezwykły jest potwornie ułomna i zupełnie nie zgadza się boską oceną. Wszyscy Święci byli zwykłymi ludźmi. Poczytaj sobie o o. Pio. Z pewnością masz dobre intencje, ale wykazujesz kompletny brak wiedzy. Musisz czytać, dużo czytać, ale nie takich tekstów jak ten powyżej. Poczytaj sobie dobre książki.
No sęk w tym że Ikti ma rację pytając o to - Ty analizujesz niezwykle dogłębnie sens i znaczenie słów Jezusa a nie spojrzałaś na zwykłość/niezwykłość tej kobiety nigdy? Dziwne. Bardzo płytka ta analiza, jakby... usłyszana i powtarzana (?).
Ty kochaniutka jakąś elementarną wiedzą nie grzeszysz, jednak śmiesz komuś zwracać uwagę na to i na owo. A mówią w Piśmie - "nie oceniaj"...
Jakie to są te "dobre" książki? Tzn. wywiad z Rydzykiem? Czy biografia JPII?

Szok, że takie osoby potrafią się nawet zarejestrować na forum jakimś smiling smiley Chyba przechodzicie jakieś szkolenie specjalne czy cuś...

Mam nadzieję, że otrzymam odpowiedzi na nurtujące mnie zagadnienia.

Pozdrawiam panią.

30-04-2009 - 20:58:44

Annie, mnie tam nie bardzo zależy, żeby na kogoś napadać. Męczy mnie tylko wrzucanie Boga to każdego tematu i to obojętnie czy robią to chrześcijanie, katolicy czy wojujący ateiści.

czasem tylko coś-tam napiszę jak mnie jakaś wypowiedź dogłebnie poruszy grinning smiley

G.
Lewartow, Kohne, Stoltzman, Kalkstein, Szechter, Dikman, Bucholtz, Berman etc...
Anonimowy użytkownik

30-04-2009 - 21:18:10

Gagman Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Annie, mnie tam nie bardzo zależy, żeby na
> kogoś napadać. Męczy mnie tylko wrzucanie Boga
> to każdego tematu i to obojętnie czy robią to
> chrześcijanie, katolicy czy wojujący ateiści.

Otoż to !!!!!
Anonimowy użytkownik

01-05-2009 - 09:02:12

Cytuj
Gagman & xsior
Męczy mnie tylko wrzucanie Boga to każdego tematu i to obojętnie czy robią to chrześcijanie, katolicy czy wojujący ateiści.

Ciekawe podejście...
Potrafię oczywiście doskonale zrozumieć, że kogoś coś może męczyć, nudzić albo i wręcz odstręczać od jakiegoś tematu, ale jak się zdaje nie jesteście do końca (nie wiem czy świadomie) rzetelni, bo oto przecież rozmawiamy sobie tutaj z definicji o idei i przekonaniach i każdego dobrym prawem jest napisać o tym na czym swoje przekonania opiera, byle by "bo tako rzecze Zaratustra" nie było jedynym i ostatecznym argumentem.
Nie wiem - może i wydaje się wam "światłym" podejściem atakowanie każdego kto ośmieli się wspomnieć o wierze w cokolwiek, jednak nie zauważacie, że tym samym dołączacie do grona "sekciarzy" bo innych męczyć mogą wasze nieustanne ataki.
Co więcej - fraza "bo tak wynika z idei libertarianizmu" jest równie przekonująca jak "bo tam wynika mi z przesłania religijnego" i nieco dziecinnym jest (w moim przekonaniu) odpalanie za każdym razem działa "a bo libertarianie...", a "wierzący sio".
Sami takimi wstawkami prowokujecie rozwój dyskusji w kierunku "walki religijnej" a jeśli uważacie, że w rozważaniach rozważaniach na dowolny temat można zupełnie pominąć kulturowy i cywilizacyjny wpływ religii na kształtowanie poglądów to obudźcie się - nie da się.
Jasne - całkowicie bez sensu jest użycie wyłącznie duchowych argumentów w dyskusji z ludźmi nie o duchowości nie chcących słyszeć ale nikt tego tu raczej nie robi.
Męczy was, że ktoś opowiada że złodziejstwo jest złem, ponieważ Bóg mu zakazuje kraść?
Równie męczące jest czytanie "ripost" że "kraść co prawda nie wolno ale Boga to nie ma".
Pokrzykujecie przy tym nieustannie o wolności zapominając dodać, że w zakres tej wolności nie wchodzi swoboda decydowania o tym, na czym kto swoje przekonania opiera.


Cytuj
Freeman
Otóż szukanie byle pretekstu, żeby oczerniać Kościół Katolicki przesadną kulturą nie grzeszy.
Proponowałbym nieco poczytać o historii, o historii kościoła i o wpływie papiestwa na najrozmaitsze dziedziny życia a także o sposobach jaki ten wpływ wywierało a potem ewentualnie możemy porozmawiać o "byle pretekstach", i o "oczernianiu".

01-05-2009 - 12:03:52

ja, tak jak Gagman i xsior jestem zainteresowany li i jedynie dyskusjami opartymi na materialnych fundamentach

jeżeli ktoś musi dorabiać sobie do tego filozofię represji, to to jest smutne, bo przecież powtarzanie że wszystkoe jest lub nie z woli Boga jest szalenie nudne, nie ma miejsca do dyskusji... chyba że ktoś chce się sprzeczać czego tak naprawdę Bóg chce... ale to też jest nudne i zbędne


Sapienti sat.

02-05-2009 - 10:35:25

@ e7th04sh, Gagman i xsior
Człowiek z punktu widzenia antropologicznego jest istotą materialną ciało, oraz niematerialną: dusza, Duch.
Dla mnie nudne jest podejście tylko materialne, ponieważ brakuje w nim istotnych rzeczy. Gdyby człowiek był tworem li tylko materialnym do skonstruowania definicji wystarczyłoby tylko " człowiek jaki jest każdy widzi." i koniec.

02-05-2009 - 15:57:50

Czy istnieją qualia, czy nie, nie ma znaczenia. Zarówno to co w nas materialne i to czego materialnych podstaw nie udowodniono (a więc co potencjalnie może być duchowe) jest tutejsze, ziemskie. Wiec jeśli rozmawiamy o rzeczach ziemskich, to trzymajmy się ziemi.


Sapienti sat.
Anonimowy użytkownik

02-05-2009 - 21:03:32

e7th04sh Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Wiec jeśli rozmawiamy o rzeczach
> ziemskich, to trzymajmy się ziemi.

Szczegolnie na forum o charakterze raczej politycznym.

02-05-2009 - 22:25:24

P. [Leszek] polemizując ze mną pisze:
„Niekoniecznie tak jest, że sensem małżeństwa jest potomstwo.
Jasne - dzieci są ważne, jednak nie są celem małżeństwa, przynajmniej nie podstawowym.( ...) Jak widać - prokreacja może odbywać się pomijając instytucję rodziny, tak więc nie o to tylko chodzi.”

Tak prowadzona dyskusja jest ucieczką w dygresje i nieporozumienia. Nie twierdzę bowiem, że sensem małżeństwa jest potomstwo. Filozofia „róbta co chceta” jest znacznie bardziej prokreacyjna. Dzieci rodzą się najliczniej tam gdzie każdy z każdym robi to na co ma ochotę. Rzecz w tym natomiast, że nikt nie ma ochoty poświęcać kilkudziesięciu lat życia dla należytego wychowania tak spłodzonych dzieci. Jaki jest więc los tych dzieci w porównaniu do losu ich rówieśników żyjących pod kuratelą odpowiedzialnych rodziców; odpowiedzialnych, to znaczy dochowujących złożonej sobie przysięgi wzajemnego wspierania się w złych i dobrych chwilach? Małżeństwo nie jest więc zawierane dla prokreacji; jest instytucją opartą o wzajemną lojalność i ofiarność co tworzy nie tyle jakąś „przyjemność współżycia” (przyjemność bez zobowiązań jest bodaj większa) co najlepszy świat dla dzieci w wieloletnim okresie ich kształtowania. Nie chodzi więc o prokreację, bo ta zupełnie dobrze odbywać się może (i odbywa) pod śmietnikiem. Chodzi o interes płodzonych dzieci. Ten interes wypełnia się najlepiej w rodzinach stąd też związki tworzące trwałe rodziny są uznawane za szczególnie ważne. Dla takiego związku zarezerwowano więc osobną nazwę, a Kościół Katolicki – doceniając wagę takiego związku – uznał go za związek sakramentalny. Taki sam związek, oparty o złożone sobie wzajemne przysięgi, jest równie doniosły nawet jeżeli nie jest związkiem sakramentalnym. Proszę jednak zauważyć, że przysięga złożona PUBLICZNIE (a dla katolików również złożona PUBLICZNIE i przed Bogiem) ma znaczenie dużo większe niż te wszystkie czułe słówka szeptane wieczorami po kątach. Akt zawarcia takiego związku nazywa się więc aktem małżeńskim. Inne związki nazywajmy więc inaczej; nawet jeżeli są bardziej prokreacyjne czy też bardziej przyjemne. I nie starajmy się – przynajmniej tu – mieszać znaczenie pojęć.

02-05-2009 - 22:39:35

Małrzeństwo jest zaproszeniem: [www.fronda.pl]

02-05-2009 - 23:05:10

staryGlut Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> @ e7th04sh, Gagman i xsior
> Człowiek z punktu widzenia antropologicznego jest
> istotą materialną ciało, oraz niematerialną:
> dusza, Duch.
> Dla mnie nudne jest podejście tylko materialne,
> ponieważ brakuje w nim istotnych rzeczy. Gdyby
> człowiek był tworem li tylko materialnym do
> skonstruowania definicji wystarczyłoby tylko "
> człowiek jaki jest każdy widzi." i koniec.

staryGlut, wypowiedź Twoja mnie poruszyła, więc pozwól że skonstatuje:

napisane jest jakoś tak: "daje ci wszystkie zwierzęta, ale nie będziesz ich spożywał z duszą ich czyli ich krwią"
czy jakoś tak - ekspertem od Biblii nie jestem...
dusza więc materialna jest raczej...

Leszek, a co jeśli swoje przekonania czerpałbym nie z przeszłości a z przyszłości?
tzn. nie na podstawie historii systemów, a raczej wyobrażenia o idealnym systemie (wiem jak jet teraz ale też wiem jak chciałbym żeby bylo, bo potrafię to sobie wyobrazić)... odwołanie do korzeni nie potrzebnym wydaje się być jednak...
\

G.
Lewartow, Kohne, Stoltzman, Kalkstein, Szechter, Dikman, Bucholtz, Berman etc...



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 02-05-2009 23:10 przez Gagman.
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.
Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6138, Posty: 45245, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 454, Posty: 5435.