Nowa międzynarodówka

Wysłane przez Ortodoks 

02-08-2009 - 21:24:26

Do tej pory różnej maści lewicowcy kradli (lub przynajmniej takie zachowania propagowali) po hasłami równości, sprawiedliwości "społecznej" etc. Generalnie nigdy nigdzie nie chwalili się tym, że kradną smiling smiley

Po, z gruba licząc, 150-200 latach istnienia nowoczesnego socjalizmu przyszła pora na krok kolejny. Od kilku lat działa międzynarodówka pod nazwą Partia Piracka, która jak widać w ogóle się nie krępuje, tylko prosto z mostu wali, o co im chodzi. Działa już w 19 krajach i odnosi pierwsze sukcesy. Najciekawsze jest to, że facet mówi wprost "zagłosujcie na mnie, bo ja chcę kraść", i na niego głosują! W Kilonii dostali 9,4% głosów, a w Szwecji 7,1%. Chodzi oczywiście o wybory do PE. Toż bolszewicy, w znacznie korzystniejszych dla nich okolicznościach i zgoła innej sytuacji politycznej dostali w wolnych wyborach ledwie 24%.


Poniżej pierwszy i najważniejszy punkt ich programu:

Oto najważniejsze punkty naszego programu w skrócie:
1. Wolność/Swoboda korzystania z dóbr kultury - Zagwarantowanie przez Konstytucję prawa do nieskrępowanego dostępu i korzystania z dzieł takich jak, np.: książki, muzyka oraz filmy i inne. Niezależnie od formy przekazu.


Zapomnieli dodać, że "bezpłatnie" smiling smiley
Anonimowy użytkownik

03-08-2009 - 06:46:02

A co jeśli mieli na myśli nie "Wolność/Swobodę do korzystania z dóbr kultury zgromadzonych w domu Leszka czy Ortodoksa" a prawo do niepłacenia pani Dodzie przez siedemdziesiąt tak tantiem za słuchanie (bądź nie słuchanie) jej wybitnych dzieł?

Bo jeśli tak to warto rozważyć czy ich nie poprzeć.
Bo mi nie chce się pomieścić w głowie to, że w sporej części państw zostało wprowadzone prawo o nieistniejącej w rzeczywistości "własności intelektualnej" i nie doszło przy tym do zamieszek.
Przecież to jest wielopiętrowa grabież w dodatku obliczona na dziesiątki lat!!!
Jeszcze moje prawnuki będą (mam nadzieję że nie będą) płacić pani Dodzie, wytwórni która jej arcydzieło nagrała i wypuściła, ZAIKSOWI i oczywiście państwu za każdym razem kiedy ktoś zechce w radio wyemitować jej dzieło i to płacić będą bez względu na to czy ucieszą nim uszy czy nie.
Może więc warto nie tylko poprzeć w tym punkcie tę partię ale i wprowadzić taki punkt do programu UPR?
Co prawda wywołałoby to falę wściekłości artystów a zwłaszcza "artystów" co zresztą niczym nowym nie jest ale z pewnością zostałoby to przyjęte życzliwie przez konsumentów sztuki i tych którzy by zrozumieli o co chodzi.

03-08-2009 - 11:10:59

Te prawo do "własności intelektualnej" to szczególny przypadek całej tej zabawnej ideologii dominującej współcześnie. Cały socjalizm opiera się na prawie do korzystania z owoców postępu i bogactw, tak jakby postęp i bogactwa to była rzecz która istnieje zawsze i niezależnie od okoliczności i problemem jest tylko zapewnienie sprawiedliwego dostępu do tego niewyczerpanego źródła.
Co do Dody, to w normalnym państwie powinna jej płacić prywatna stacja radiowa, która chce uradować słuchaczy szczyptą jej talentu: stacji opłaca się zapłacić jakiemuś popularnemu piosenkarzowi, bo wtedy ściągnie więcej słuchaczy i zarobi więcej na reklamach: czysty, naturalny biznes. Natomiast zupełnie bez sensu jest sytuacja, bym pod przymusem płacił na kolejny pomnik Chopina, bo urzędnik uznał, że Chopin to kultura, którą trzeba popierać, skoro ja nigdy go słuchać nie będę. Z drugiej strony, gdybym lubił Chopina, chętnie zapłacę za drogie płyty z jego muzyką i pójdę na drogi koncert - takich ludzi jak ja będzie aż nadto, aby nie zginęło to, co wartościowe. A zresztą - nawet gdyby nikt Chopina nie słuchał i prawie wszyscy o nim zapomnieli, to skąd pomysł, że poklask tłumu jest tym czymś, co ocala kulturę i przydaje wartości dziełom. Wybitne dzieła powinny wręcz być rzadkie i elitarne, to dla nich dobre i to je ocala. Kulturę, jak wszystko, wykańcza darmowe, bo znika wtedy wolna konkurencja. W ten sposób muzykę i malarstwo załatwił w XXw socjal, urzędowe zapewnienie artystom swobody tworzenia. Jakoś wolę Mozarta, który przebijał się sam do publiczności, zwalczany wręcz przez urzędników kościelnych i państwowych, niż Pendereckiego, tak uwielbianego przez instytucje chroniące kulturę.

03-08-2009 - 18:07:15

Odniosę się d dwóch kwestii; samej PP oraz idei własności intelektualnej.

1.
Mój zdecydowanie krytyczny stosunek do PP nie wynika z tego, że wybrali sobie taką, a nie inną nazwę, choć to ona mnie zaintrygowała do zapoznania się z ich poglądami. Wynika on z tego, że podjąłem trud zapoznania się z ich oficjalnym programem i zapewniam: to są normalni lewicowcy z tylko nielicznymi akcentami, które teoretycznie UPR (czy szerzej, wolnościowcy) mogłaby zaakceptować. Te akcenty stanowią w mojej ocenie zwykły kwiatek do kożucha. Poniżej kilka fragmentów z ww. programu. To są kawałki pochodzące z 2 stron ich 39 stronicowego manifestu. Ręczę, że podobnych tekstów jest tam więcej. Fragmenty pozwolę sobie opatrzyć komentarzem.

Mimo iż Polska od 18 lat uchodzi za państwo o ustroju demokratycznym, uważamy, że status społeczeństwa polskiego, jako społeczeństwa otwartego, jest dziś szczególnie zagrożony, zwłaszcza, kiedy poszczególne grupy interesu, kierując się zasadą partykularyzmu, naruszają podstawowe prawa wolnościowe, a tym samym godność człowieka.
Bardzo podobają mi się „prawa wolnościowe” (choć im bardziej chodzi o prawa niż wolności, o czym później) ale motywem wiodącym jak widać jest to, że w ich ocenie nie mamy demokracji, bo „poszczególne grupy interesu, kierując się zasadą partykularyzmu”. Taka opinia jest po prostu głupia. Przecież w demokracji właśnie tak jest. Czy oni myślą, że jakaś grupa interesu będzie się kierowała czym innym niż partykularyzmem? To przestałaby być grupa interesu  Ale to jeszcze nie jest groźne – to jest głupie.

Nie godzimy się z sytuacją, w której obywatele mają względem siebie nierówne szanse rozwoju, a czynnikiem determinującym dostęp do zasobów intelektualnych są finanse.
I tu wyłazi szydło z wora. A dlaczego mają mieć równe? A co innego jak nie finanse mają o tym decydować? Pytanie retoryczne. Touche! Jakie wolności?! Im chodzi o prawa! Prawa do zagarniania cudzego dobra.

Prawa dotyczące własności intelektualnej są spuścizną jeszcze z XIX wieku. Wtedy prawa te były niezbędne do rozwoju technologicznego społeczeństwa.
Jak widzicie oni generalnie nie podważają istoty własności intelektualnej (ja zresztą też, o czym później). Oni są gorsi! Oni ją uznają ale twierdzą, że nie będą jej respektować bo to jest nieopłacalne w XXI wieku!

Jako społeczeństwa demokratyczne pośrednio tworzymy prawa i decydujemy się je przestrzegać – z tego podstawowego twierdzenia wynika, że KAŻDE prawo MUSI uwzględniać TERAŹNIEJSZY interes społeczny, a nie układy sił z XIX wieku oraz interesy aktualnych wielkich graczy technologiczno-medialnych. Przez to, prawa te, nie uwzględniają interesu społecznego - gdyż społeczeństwo w tych debatach NIE było reprezentowane. Dlatego powstaje PP, aby pojawiła się wyrazista grupa, która
będzie promować interes społeczny w walce o nowoczesne otwarte społeczeństwo informacyjne.

A co to jest interes społeczny? Każdy kto używa takich określeń jest dla mnie lewakiem i tyle. I jest groźny. Bez komentarza…

Jest jeszcze 37 stron takiego bełkotu, więc mógłbym tak bez końca ale szkoda forumowego miejsca i mego czasu. Jest tam również o „darmowej” edukacji etc.

2.
Co do samej idei własności intelektualnej…

Ja to widzę tak: tworzę jakieś dzieło (program IT, symfonię, piszę tekst dla Dody winking smiley) i jest to moja własność – trzymam to w szufladzie. Następnie podejmuję decyzję; trzymać dalej, sprzedać, czy wynająć/użyczyć to dziełko, a może oddać za darmo.
Jeśli sprzedam, to tracę własność i powyższy dylemat przechodzi na nowego właściciela. Jeśli wynajmę (np. stacji radiowej albo i indywidualnemu odbiorcy) to dalej jestem właścicielem. Tamta strona wyłącznie użytkownikiem i posiadaczem. W takiej umowie najmu/użyczenia mogę zastrzec, że nie zgadzam się (albo się zgadzam) na dalsze przekazywanie prawa posiadania/użytkowania. Jeśli się nie zgadzam (np. w stosunku do najemcy indywidualnego) to sprawa jest prosta – jeśli udostępni materiał osobie trzeciej to mnie okrada. Jeśli się zgadzam (np. dla radia) to oni potem mogą na tym nieźle zarobić. Wiadomo, że radio zapłaci mi więcej, bo liczy na swój własny zarobek. Mogę oczywiście podopisywać różne klauzule, np. dotyczące okresu (słynne 70 lat) prawa do użytkowania, mogę określić spadkobiercę itp.
Ta moja logika wynika wprost z zasady swobody zawierania umów. I jest to w mojej ocenie stan właściwy. Obecnie funkcjonujące prawo niestety tak nie działa, bo:
- klauzula 70 lat jest ustawowa, a nie umowna (lekceważy ona zresztą prawo do dziedziczenia)
- w ogóle nie można zdecydować czy swoje dzieło się sprzedaje czy wynajmuje (z konsekwencjami opisanymi przeze mnie)
- proces pobierania opłat za użytkowanie (tantiemy) jak sam zauważyłeś jest „uspołeczniony” a nie zindywidualizowany (ja nie mam nic przeciw badziewiu Dody, bylebym sam za to nie płacił)
- dystrybutorzy masowi (RTV) są koncesjonowani więc wybór masz tylko taki: albo nie słuchać żadnego radia, albo słuchać tego, które ma koncesje (i płacisz tantiemy wszystkim „artystom”)
- nawet jak nie słuchasz radia, ale przypadkiem jakieś masz (np. zamontowane na stale w samochodzie albo zegarku) to musisz płacić za to podatek pt abonament.

Resume – uważam, że własność intelektualna, w sensie jakiegoś dzieła intelektu, istnieje i należy ją traktować tak samo jak np. wyprodukowany młotek. Wywalić natomiast trzeba cała resztę regulacji, które powodują, że system wygląda jak wygląda. A PP wcale nie chce tego zrobić, tylko nieco zmodyfikować aby im było lepiej.
Anonimowy użytkownik

03-08-2009 - 20:15:51

Pies trącał PP ;p...

Masz rację w ten sposób przedstawiając prawo własności intelektualnej która w istocie nic ani z prawem ani z własnością nie ma.
W istocie bowiem cudna nasza i uzdolniona Doda sprzedając mi płytę z jej wypocinami sprzedała mi tylko nośnik, opakowanie i okładkę plus jako bonus - prawo do słuchania jej dzieła.
Samo dzieło zaś pozostaje więc jej *czy też jej właścicieli) własnością aż do usranej śmierci czyli przez lat 70.
Jest jednak jeszcze gorzej - jestem co prawda nabywcą prawd do słuchania ale z tego tylko właśnie nośnika bądź z innego nośnoka na który dzieło własnoręcznie acz oczywiście w niekomercyjnych celach przeniosłem.
Za każdym razem kiedy ktoś zdecyduje się puścić w radio ten utwór - zmuszony jestem za niego płacić choćby najbliższe radio było setki kilometrów ode mnie.
Żeby zaś było jeszcze ciekawiej - łupiony jestem z pieniędzy kiedy na przykład taksówkarz jest szczęśliwym posiadaczem radia albo kiedy jakiś odbiornik stoi w kawiarni gdzie wlazłem napić się kawy.
"Własność intelektualna" to złoty sen każdego socjalisty - chroniąc ją można grabić ludzi w nieskończoność już nie dlatego że ktoś z nich korzysta a nawet czy ma świadomość ich istnienia ale tylko z takiego powodu że istnieją. Pasie się "artysta" (w najmniejszym stopniu) swoje żerowisko mają wytwórnie a także krewni i znajomi króliczka (w stopniu zadowalającym) i co najważniejsze - największą działę ma z tego państwo.
I to przez - póki co - siedemdziesiąt lat...
Anonimowy użytkownik

03-08-2009 - 22:12:20

O ile sprawa z płytą wygląda dość prosto (zawrzeć w umowie kupna klauzulę o zakazie rozpowszehcniania przez nabywcę utworów) o tyle dla mnie problem pojawia się w radiu i telewizji. Taka Doda sprzedaje prawo do rozpowszechniania swoich utworów dla jakiegoś tam radia. I ktoś ten utwór lecący w tym radiu sobie nagra. I czy on ma prawo to sprzedać czy nie? Albo ja słuchając sobie muzyki ustawiam na cały regulator - tak że śłyszy mnei całe osiedle - zgodne z prawem czy nie?
A zakładając że jak ktoś coś nagra w radiu - to czy może to sprzedać jako piosenkę nie Dody a Edyty Górniak?
Albo czy ja mogę opublikować "Pana Tadeusza" jako moje dzieło?

03-08-2009 - 22:32:11

To co dziś nazywamy, trzymając się przykładu płyt Dody, "kupieniem" muzyki jest "kupieniem" de iure (tak to nazywa ustawa). De facto jest to jedynie odpłatne korzystanie/użytkowanie. Z jednym zasadniczym zastrzeżeniem; prawo użytkowania tym się różni od prawa własności, że właściciel może w każdej chwili wypowiedzieć umowę o użytkowanie. Jeśli tak to Doda mogłaby w każdej chwili przyjść do każdego "nabywcy" jej płyty i oznajmić: oddawaj, to moje. Rzecz jasna jest coś takiego jak okres wypowiedzenia takiej umowy. Można posłużyć się pomocniczo kodeksem cywilnym - i tu albo się umawiamy na jakiś okres wypowiedzenia (a przecież kupując płytę nikt na coś takiego się nie umawia), albo okres reguluje ustawa (to też byłoby niewłaściwe, bo od czego są umowy?), albo pozostawiamy to zwyczajowi, np 14 dni (ten się oczywiście nie mógł ukształtować, bo niby kiedy?)

Artyści i "artyści" zatem chcą być jednocześnie właścicielami i nie chcą nimi być (rzekomo płyty "sprzedają", a więc tracą prawo własności). Ten niekonsekwentny, idiotyczny stan rzeczy uzasadniają tym, że gdyby pozbywali się rzeczywiście prawa do swoich płyt, filmów, gier itp, to nie mieliby zarobku (a kogo to obchodzi czy Dodę stać na kolejne Porsche? mogą podnieść/obniżyć cenę i rynek to doceni - albo i nie) oraz że wówczas nikt normalny nie będzie produkował tych płyt, filmów i gier, bo się to przestanie opłacać, a wtedy stracą na tym i odbiorcy (no to niech tracą, jak stracą to docenią i może zaczną płacić).

@ Xsior
I ktoś ten utwór lecący w tym radiu sobie nagra. I czy on ma prawo to sprzedać czy nie?
O ile mnie pamięć nie myli to w latach 80-tych kilku nadawców w USA wytoczyło proces przeciwko Sony, które wypuściło na rynek magnetowid. Oskarżali Sony o umożliwianie ludziom nagrywania (kradzieży) materiałów wideo, linia obrony zaś była taka, że magnetowid to tylko narzędzie, a jaki ktoś z niego robi użytek to już jego sprawa. Sony proces wygrało.
Teoretycznie więc wolno nagrać sobie coś z TV lub radio tylko wtedy, kiedy się nie ma możliwości obejrzeć (odsłuchać) danej audycji/programu 'na żywo". Tak nagrany materiał powinno się obejrzeć/odsłuchać raz, a następnie skasować. To, że nikt tak nie robi to już inna kwestia. Takie, z tego co wiem, jest prawo w USA. W Polsce nikt tego nie reguluje. W USA nadawcy zorientowali się, że taki proceder jest nie do udowodnienia i poszli na łatwiznę - wymyślili prawo własności intelektualnej i w ten sposób refundują sobie straty. I właśnie dlatego w Polsce nikt tego nie reguluje, bo my przeszliśmy od razu do etapu własności intelektualnej.
A jak powinno być? Uważam, że nagrywanie takich materiałów bez zgody autora (właściciela materiału a nie stacji TV) narusza prawo własności. To przy założeniu, że prawo to działałoby tak jak je opisałem w poprzednich postach.

Albo ja słuchając sobie muzyki ustawiam na cały regulator - tak że śłyszy mnei całe osiedle - zgodne z prawem czy nie?
Puszczanie muzyki dla publiki to rozpowszechnianie - jeśli bez zgody autora, konsekwencje jak wyżej. Nie mówiąc o pozwach cywilnych ze strony sąsiadów winking smiley

A zakładając że jak ktoś coś nagra w radiu - to czy może to sprzedać jako piosenkę nie Dody a Edyty Górniak?
Albo czy ja mogę opublikować "Pana Tadeusza" jako moje dzieło

Jeśli ktoś by uwierzył... winking smiley
A serio to z faktu, że nie możesz tego nagrać wynika, że nie możesz tego sprzedać.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 03-08-2009 23:03 przez Ortodoks.
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.
Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6247, Posty: 45437, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 454, Posty: 5435.