Moralność w gospodarce

Wysłane przez Anonimowy użytkownik 
Anonimowy użytkownik

26-03-2009 - 10:18:36

Zdawać by się mogło, że moralność niewiele ma wspólnego z gospodarką a jeśli nawet - to jest to kwestia bezpośrednio wpływu na jej funkcjonowanie nie mająca, bowiem zarabianie pieniędzy (byle godziwymi sposobami) z moralnością nic wspólnego nie ma.
Tymczasem jest inaczej bo choć rzeczywiście budowa domu czy produkcja komputerów (o ile sprzedaje się produkt zgodny z informacjami o nim) o tyle już sposób organizacji całej gospodarki zupełnie zależy od jego ustroju który budowany jest zawsze na jakichś wartościach a te już jak najbardziej mogą i powinny być oceniane przez pryzmat moralności.
Jako że socjalizm w każdej jego odmianie jest systemem z gruntu nieuczciwym - gospodarka w nim funkcjonująca musi być taka sama.
Gospodarka przedstawiana jest jako coś w pewien sposób oderwanego od rzeczywistości w tym sensie, że dotyczy całego kraju (a nawet świata) zatem z definicji interesy Kowalskiego, Nowaka, Smitha czy Iwanowa nie mogą w niej być traktowane priorytetowo na żadnym jej poziomie, Kowalskich bowiem jest z górą sześć miliardów i najzwyczajniej "się nie da".
Dlatego też "gospodarka" funkcjonuje sobie jako niezależny byt, rządzący się własnym prawami a Kowalscy o tyle są w tym bycie istotni o ile są dla niego przydatni czy to jako producenci czy to jako konsumenci.
Skoro zaś skala "gospodarki" jest tak gigantyczna to oczywistym jest że żaden Kowalski nie jest w stanie tego ogarnąć toteż "gospodarką" powinny zajmować się państwa choćby tylko z racji możliwości logistycznych.
A jako że państwo zawsze i wszędzie ma na celu wyłącznie dobro swoich obywateli i żadną miarą do niegodziwych działań nie jest zdolne to i możemy spać spokojnie pozostając nie podmiotami a przedmiotami życia fiskalnego.
Takie życie i tyle.

Tyle że to wszystko jest nieprawdą...
Przede wszystkim dlatego, że to "gospodarka" jest służebną w stosunku do ludzi a nie odwrotnie. To nie ludzie mają zaspokajać potrzeby gospodarki a gospodarka jest narzędziem do zaspokajania ludzkich potrzeb.
Nie istnieją zaś zbiorowe potrzeby które byłaby w stanie gospodarka zaspokoić - co najwyżej zbiorowisko może mieć niektóre potrzeby wspólne, zatem ich definiowanie i zaspokajanie jest sprawą przede wszystkim indywidualną.
Nie nos dla tabakiery a tabakiera jest dla nosa.
Uświadomienie sobie tego prostego faktu stawia rzecz w zupełnie innym świetle bo każde ludzkie działanie może i powinno być oceniane przez pryzmat moralności jako że nic innego jak jedynie moralność definiuje co jest a co nie jest korzystne dla ludzi i to zarówno dla poszczególnych jednostek jak i dla zbiorowości.
Bez względu na światopogląd każdy z nas uważa na przykład kradzież za rzecz złą, choć oczywiście niektórzy i w tym starają się zamotać za zło uważając jedynie sytuację kiedy to oni są okradani, kradzież zaś dokonywana przez nich samych już niekoniecznie jest złem podobnie jak i korzystanie z "owoców" kradzieży dokonanej przez kogoś innego.
Tymczasem kradzież jako taka - w każdej formie i bez względu na to przez kogo jest dokonana winna być nazwana kradzieżą i jak kradzież napiętnowana jest bowiem działaniem destruktywnym zarówno w odniesieniu do jednostek jak i dla zbiorowości a jej akceptacja - świadoma czy nie - destrukcję tę potęguje.
Kiedy zaś złodziejstwo staje się normą, ba! kiedy przedstawiane jest jako dobro i to dobro nadrzędne, wpisane w prawodawstwo i narzucane ludziom - jak to ma miejsce w socjalizmie - zagłada społeczeństwa tolerującemu przekraczanie zasad moralnych jest tylko kwestią czasu.

Może paść pytanie o to, skąd czerpać "wzorzec" według którego ustalić można co jest a co nie jest moralne...
No cóż, czy to się komu podoba czy nie - najpełniej zasady moralne określa i definiuje chrześcijaństwo.
Nie religie, nie kościoły (bo tu matactw więcej niż w socjalizmie) ale to, co na ten temat ma do powiedzenia Biblia.
Dla ateistów - niech będzie że ułomnie argumentowane "prawa naturalne" (co kradzież ma z prawem naturalnym wspólnego - nie wiem) czy cokolwiek innego - faktem pozostaje, że zasady moralne a więc rozróżnienie tego co złe a co dobre wspólne są każdemu (normalnemu i świadomemu) człowiekowi i pozostają niezależne od światopoglądu.

Konkluzją niech będzie stwierdzenie, że gospodarka wyzuta z moralności jest mniej wydajna i w istocie niszcząca dla ludzi.
Innymi słowy - zabiegając o przestrzeganie zasad moralnych, żądając tego od innych (w tym i od państwa) i wykazując niemoralność zasad obowiązujących w socjalizmie - działamy na rzecz wolności nie tylko gospodarczej, państwo bowiem zmuszone w taki czy inny sposób do respektowania moralności zmuszone zostanie tym samym albo do zwrotu zagarniętej nam wolności albo do przyznania się do swojej względem nas niegodziwości i to do niegodziwości zamierzonej i celowej.
Co usprawiedliwi każde działanie przeciw niemu ze strzelaniem do jego funkcjonariuszy włącznie jako środkiem ostatecznym.

26-03-2009 - 19:32:50

Bardzo oczywiste rzeczy tu zawarłeś, np. to "gospodarka" jest służebną w stosunku do ludzi a nie odwrotnie, przecież wynika z tego, że to co się teraz odbywa jest niejako pogwałceniem naszej wolności – co rzecz jasna jest prawdą, tyle że gro ludności w ogóle nie ma o tym zielonego pojęcia. To coś z gatunku tego Internetu „za darmo dla wszystkich”.
Polska rzeczywistość (nie tylko polska ale no – dla przykładu) jest taka, że to niestety ludzie ci po stronie konsumentów są odbiorcami, a producenci i reszta tylko nadają – w sumie jakby się nad tym zastanowić, to mimo iż mamy wybór to i tak i tak jest on w jakimś tam stopniu ograniczony – nie odgórnie jak za komuny, ale ograniczony przez samą gospodarkę i jej współtwórców. Nawet nie chodzi o to, że kogoś stać czy nie stać, ale chodzi o sam fakt, że pewnych rzeczy po prostu nie ma nie dlatego że nie ma, a dlatego że dany producent nie ma chęci ich sprzedawać – tym samym gdzież ten wolny rynek? Chyba na zachodzie.
Trochę zeszłam z tematu. O moralności więc. Wg mnie każda absolutnie dziedzina życia musi opierać się na jakichś zasadach. I tak powiedzmy ginekolog to pan/i przy którym/ej kobieta chce czy nie chce musi się rozebrać i jeszcze pozwalać na to i tamto. Lecz zachowanie podstawowych zasad moralności – z Pisma jak słusznie zauważyłeś – pozwala i lekarzowi i pacjentce zachować to jako czynność w przyzwoitej (czasami sympatycznej lecz nic poza tym) atmosferze. Inna dziedzina – niech będzie że edukacja – także powinna być przesiąknięta moralnymi zasadami – nie jest – co przykre, ale to inny temat i wiąże się z ograniczaniem wolności wszystkim od urodzenia. Inna dziedzina – wspomniana informatyka – no weźmy takich naprawiaczy komputerowych – serwisy supernaprawy i inne takie – będąc nieświadomym zawartości swojego komputera staruszkiem (tak, tacy też siedzą w sieci) taki pan serwisant może z łatwością ograbić dziadzię, podmienić mu sprzęt – okraść zwyczajnie – to przecież nie ma nic wspólnego z zasadami narzuconymi przez kierownika danej placówki – o takich oczywistościach jak „nie kradnij” mówić się nie powinno… a jednak w tzw. Instrukcji stanowiskowej widnieje punkt mówiący właśnie o takiej oczywistości.

Kiedy zaś złodziejstwo staje się normą, ba! kiedy przedstawiane jest jako dobro i to dobro nadrzędne, wpisane w prawodawstwo i narzucane ludziom - jak to ma miejsce w socjalizmie - zagłada społeczeństwa tolerującemu przekraczanie zasad moralnych jest tylko kwestią czasu.
W ogóle łamanie zasad moralnych każdego prowadzi do końca. Nie może prowadzić do niczego innego – człowiek nie może funkcjonować codziennie zabijając, kłamiąc, gwałcąc, biorąc co chce itd. Jasne – dla tego ludzia to może i „fajowe”. Nie pojmuję jak osoba nie będąca świadoma (że jak nie można być świadomym zasad moralnych? sic!) może egzystować w ówczesnym świecie – lub może egzystować gdziekolwiek? Nawet zwierzęta – tak prymitywne przecież organizmy działają wg takich (lub zbliżonych) zasad.


No cóż, czy to się komu podoba czy nie - najpełniej zasady moralne określa i definiuje chrześcijaństwo. Nie religie, nie kościoły (bo tu matactw więcej niż w socjalizmie) ale to, co na ten temat ma do powiedzenia Biblia.
No cóż, dobrze że to wyodrębniłeś – chrześcijaństwo pierwotne – wywodzące się właśnie z Pisma jest najlepszym źródłem owych zasad. Niestety katolicyzm oraz jego kościoły tak bardzo zniekształciły to, co zostało tam przedstawione, że ichniejsze zasady już nawet nie przypominają tych pierwotnych. Poczynając od wycinania fragmentów, które Krk nie za bardzo pasują, a kończąc na zmienianiu niektórych prostych w odbiorze prawd na bardzo skomplikowane wymagające super wiedzy i umiejętności (o „bożym” powołaniu nie wspominając). Straszne jest to, co się stało ze Słowem na przestrzeni tych set i tysięcy lat, jak bardzo Krk to wypaczył i zniszczył powodując niestety odstraszenie (niepotrzebne i niczym tak naprawdę nie uargumentowane) wielu ludzi. A szkoda. Bo warto.

Konkluzją niech będzie stwierdzenie, że gospodarka wyzuta z moralności jest mniej wydajna i w istocie niszcząca dla ludzi. – to jest chyba oczywiste – gospodarka przesiąknięta kłamstwem, złodziejstwem oraz łamaniem podstawowych praw człowieka jest dla niego destrukcyjna… hmm, czy to przypadkiem nie nasza gospodarka?

[przyznanie się państwa do niegodziwości względem nas] usprawiedliwi każde działanie przeciw niemu ze strzelaniem do jego funkcjonariuszy włącznie jako środkiem ostatecznym.
smiling smiley

Pozdrawiam smiling smiley
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 12:17:15

Nie za bardzo chciałbym zagłębiać się tu w kwestie wiary (choć nie jest raczej możliwe uniknięcie tego) zatem ogólnie jeszcze kilka słów .
Rozumiejąc do pewnego stopnia postawę ateistów (czyli negowanie istnienia bóstwa) nie jestem w stanie pojąć sprzeczności zawartej w ich rozumowaniu nad którą bez trudu przeskakują a dotyczącą właśnie moralności czy raczej dowolności w formułowaniu przez nich jej zasad.
Jest w tym poza wszystkim niekonsekwencja bowiem dopuszczając - i to z przyczyn fundamentalnych - dowolność w stanowieniu tych zasad godzą się tym samym, że w każdym momencie ktoś je zmieni zmieniając tym samym reguły gry w połowie rozgrywki.
Z czystego pragmatyzmu zatem optować powinni za ich niezmiennością co z kolei siłą rzeczy musi zrodzić pytanie o ich źródło a nie może nim być umowa i to umowa zawarta przez kogoś innego.
Dochodzimy zatem do wniosku że choćby tylko biorąc pod uwagę moralność - ateiści mylą się odrzucając istnienie bóstwa i to mylą się zdając sobie z tego sprawę - chlubią się wszak tym, ze ich myślenie jest myśleniem racjonalnym.

27-03-2009 - 15:33:35

nie wiem, skąd się bierze ta chęć udowodnienia, że ateizm to coś złego...

być może ateiści nie mają ściśle sprecyzowanego źródła swoich zasady moralnych, być może nie potrafią tego źródła tak szczegółowo i dokładnie opisać jak czynią to wierzący - wszystkomówiący termin "Bóg" - ale skąd wniosek, że zasady ateistów są płynne?

poza tym:

Cytuj
Leszek
No cóż, czy to się komu podoba czy nie - najpełniej zasady moralne określa i definiuje chrześcijaństwo.
Nie religie, nie kościoły (bo tu matactw więcej niż w socjalizmie) ale to, co na ten temat ma do powiedzenia Biblia.

a taki islam czy buddyzm nie określa w ogóle, czy tylko "mniej pełnie"?
Sama "Biblia" zaś do powiedzenia ma niewątpliwie wiele, tyle tylko że sami chcrześcijanie nie potrafią ustalić która jej wersja jest jedynie słyszna, i czy należy jej słowa brać dosłownie, czy raczej przenośnie...

G.
Lewartow, Kohne, Stoltzman, Kalkstein, Szechter, Dikman, Bucholtz, Berman etc...



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 27-03-2009 15:35 przez Gagman.

27-03-2009 - 15:56:39

"The word god is for me nothing more than the expression and product of human weaknesses, the Bible a collection of honourable, but still primitive legends which are nevertheless pretty childish." -- Albert Einstein Proszę zwrócić uwagę na klarownośc przekazu, bez zbędnych ozdobników i stylizowania... Einstein wyraża myśli, a nie wyraża siebie.

"I do not believe in immortality of the individual, and I consider ethics to be an exclusively human concern with no superhuman authority behind it." -- Albert Einstein

Qualia. Ból jest podstawą moralności. Nie to, że nasze ciało jest niszczone przez inne ciało. Ale to, że jeden umysł zadaje ból drugiemu umysłowi. To jest w swojej istocie złe. Należy jednak pamiętać, że: zło i dobro obiektywne istnieje - nie ma natomiast zła i dobra oczywistego.


Sapienti sat.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 27-03-2009 15:57 przez e7th04sh.
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 17:05:25

Cytuj
Gagman
...nie wiem, skąd się bierze ta chęć udowodnienia, że ateizm to coś złego...

Nie potrafię dopatrzeć się w którym miejscu usiłuje choćby dowieść tego, że ateizm jest zły - nigdzie tego nie napisałem, ani nawet nie zasugerowałem zatem jest to nadinterpretacja.

Cytuj
Gagman
...ale skąd wniosek, że zasady ateistów są płynne?
Skoro sami ateiści nie potrafią wskazać źródła skąd czerpią owe zasady a raczej wskazują najrozmaitsze jej źródła często ze sobą sprzeczne i w większości zgoda na ich akceptację nie płynie z zewnątrz a wynika z ich własnego wyboru - nic nie stoi na przeszkodzie aby w dowolnym momencie każdy mógł uznać, że od tego momentu stosować będzie się do tych tamte odrzucając.
Rozumowanie prawidłowe?

Cytuj
Gagman
...a taki islam czy buddyzm nie określa w ogóle, czy tylko "mniej pełnie"?
Określa inaczej i w wielu wypadkach w sposób wewnętrznie sprzeczny na niektóre pytania odpowiedzi nie udzielając w ogóle.

Cytuj

...tyle tylko że sami chcrześcijanie nie potrafią ustalić która jej wersja jest jedynie słuszna
Bez urazy ale jest to argument poza tematem - nie tylko nie wskazałem na to, że opinie ludzi podających się za chrześcijan są wiążące ale wręcz temu zaprzeczyłem ale też opinia o czymś są jednak czymś innym niż samo "coś".

Cytuj
Gagman
czy należy jej słowa brać dosłownie, czy raczej przenośnie...
Szczerze pisząc każdy kto zastanawia się czy "Nie zabijaj" lub "nie kradnij" traktować dosłownie albo ma długą jeszcze przed sobą drogę do zrozumienia czegokolwiek, albo jest oczywistym manipulantem.
I w jednym i w drugim przypadku (w mojej opinii) jego zdanie jest bezwartościowe.

27-03-2009 - 18:12:36

Leszek, chodzi mi tylko o to, że jeżeli różni ludzie mają takie same normy moralne, to różne źródła pochodzenia tych norm niczego w tej sytuacji nie zmieniają. I pozbawionym sensu wydaje mi się wykazywanie wyższości jednego źródła nad innym.

Nie zauważasz też, że Bóg jest Bogiem tylko dla wierzących. Dla niewierzących boskość pochodzenia zasad moralnych chrześcijan jest tak samo ułomnym argumentowaniem jak dla ciebie prawa naturalne czy cokolwiek innego...

Leszek Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Szczerze pisząc każdy kto zastanawia się czy
> "Nie zabijaj" lub "nie kradnij" traktować
> dosłownie albo ma długą jeszcze przed sobą
> drogę do zrozumienia czegokolwiek, albo jest
> oczywistym manipulantem.

hmm, zmyliłeś mnie, w twojej pierwszej wypowiedzi nic nie wskazywało, że masz na myśli nie całą biblię a tylko dekalog (którego z resztą źródła nie koniecznie chrześcijańskie być muszą)...

G.
Lewartow, Kohne, Stoltzman, Kalkstein, Szechter, Dikman, Bucholtz, Berman etc...
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 21:03:01

Cytuj
Gagman
Leszek, chodzi mi tylko o to, że jeżeli różni ludzie mają takie same normy moralne, to różne źródła pochodzenia tych norm niczego w tej sytuacji nie zmieniają.
To może inaczej - w przekonaniu wierzących nakaz "Nie kradnij" jest nakazem pochodzącym wprost od Boga i jego złamanie grozi (w jego przekonaniu)nie tylko ewentualnym więzieniem ale też potępieniem.
Dla ateisty "Nie kradnij" to wynik przemyśleń, wychowania i być może przykładu co w żadnej mierze nie powstrzyma go od złodziejstwa o ile przekona się że przed więzieniem zdoła się uchronic.
Nie twierdzę, że wierzący nie kradną ani że ateiści wykorzystują każdą nadarzającą się okazję - tak nie jest - wskazuję tylko, że hamulce powstrzymujące przed przekroczeniem zakazu są znacznie silniejsze u wierzących i tyle.

Cytuj
Gagman
I pozbawionym sensu wydaje mi się wykazywanie wyższości jednego źródła nad innym.
Czy ja wiem... Sądzę, że trzeba uważać siebie za człowieka nieomylnego lub za takich uważać innych na których zdaniu się opieramy żeby z absolutną pewnością twierdzić, że zasady przez nas wyznawane a źródło których tkwi w nas czy innych są słuszne.
Wielokrotnie historia udowodniła błędność takiego założenia - niedawno (choć nie dla wszystkich) w przypadku komunizmu, nieco wcześniej w przypadku faszyzmu, wcześniej upadło wiele cywilizacji z rzymską na czele i to przez z dziwaczne zasady moralne jakim hołdowano.
A przecież miliony ludzi było przekonanych o tym, że ideologie jakim hołdują są słuszne.
Jakby zaś nie patrzeć - moralność wypływająca z Pisma nie pozostaje niezmienna; to do niej zawsze powraca się po upadku fantasmagorii choć być może bez bezpośredniego się do niej odwoływania.
Dla mnie jest to wskazaniem, że jednak przy wyborze źródła skąd czerpie się podstawy moralne warto poszukać takiego, które oparło się próbie czasu.

Cytuj
Gagman
Nie zauważasz też, że Bóg jest Bogiem tylko dla wierzących. Dla niewierzących boskość pochodzenia zasad moralnych chrześcijan jest tak samo ułomnym argumentowaniem jak dla ciebie prawa naturalne czy cokolwiek innego...
Ależ zauważam, tyle tylko że ewentualna boskość Boga najmniej zależy od tego jaką kto ma na ten temat opinię a przy tym - nie stwierdziłem "wierz w to, ponieważ pochodzi to od Boga" a wskazałem jedynie źródło skąd w moim mniemaniu pochodzi moralność i tyle.

Co zaś do "praw naturalnych" uważam je za nadrzędne w stosunku do praw stanowionych i zwyczajowych i oparcie dowolnego prawa o nie jest dla mnie argumentem przesądzającym wręcz o jego słuszności.
Tyle tylko, że ja bez trudności potrafię wykazać i uzasadnić na związek prawa naturalnego z prawem boskim natomiast ateista w żaden sposób nie powiąże np. prawa do własności czy też prawa do wolności osobistej z ewolucją; może co najwyżej próbować uzasadnić je ideologicznie co spotkać się może z ideologią przeciwną a zgodzić się wypada, że sama ideologia warta jest innej ideologii.

04-04-2009 - 22:39:29

ja nie zgrywam się na jakiegoś tam inteligenta... wychowywałem się "na podwórku" i pewnie dlatego tak bardzo wierzę w wyznawane przeze mnie zasady...

osoba dziś wierząca w boga, jutro wierzyć nie musi, i jedyne na co się naraża to bliżej czasowo nieokreślony sąd boży (bo albo: "zaprawdę powiadam ci, dziś jeszcze będziesz ze mną w niebie" albo "zaprawdę powiadam ci dziś, jeszcze będziesz ze mną w niebie" - jeśli wiesz oczym piszę...)
osoba czerpiąca zasady moralne "z podwórka" sprzeniewierzając się nim ryzykuje wykonanie wyroku sądu koleżeńskiego na miejscu...

całe szczęscie podwórko, na którym się wychowywałem zasady wyznawało konserwatywno-liberalne...

G.
Lewartow, Kohne, Stoltzman, Kalkstein, Szechter, Dikman, Bucholtz, Berman etc...
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.
Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6251, Posty: 45451, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 454, Posty: 5435.