System edukacji w Polsce

Wysłane przez Anonimowy użytkownik 
Anonimowy użytkownik

23-03-2009 - 18:58:03

A więc chciałbym tu dokonać pewnej analizy tego co jest, co powinno być i jak do tego dojść.
Jak jest:
Jestem tegorocznym maturzystą. Myślę więc, że dzisiejszą szkołę dobrze znam z autopsji i mogę na ten temat dużko powiedzieć.
Sytuacja w dzisiejszej oświacie jest tragiczna. Główne wady:
- masowa produkcja magistrów typu socjologowie i filozofowie. Państwowe szkolnictwo wyższe zapewnia niedojrzałym 19 latkom 5 lat rozrywki, po których albo idą na gary w UK albo na zasiłek w Polsce. Osobiscie idę na studia tlyko po to żeby moc sie wyniesc z domu i załozyc wlasna firme - po roku albo dwoch rzuce studia bo mi swistek papieru do szczescia potrzebny nie jest :]
- istnienie wylegarni kryminalistow i elementu aspołecznego czyli gimnazjów. Placówka ta zajmuje się propagandą socjalistyczną - "oddziały integracyjne", próbami (nieudolnymi, bo przeprowadzanymi w duchu bezstresowego wychowania) resocjalizacji odmętu i powtarzaniem wiadomości ze szkoły podstawowej. Problem chołoty w szkołach pojawia się też w dużej mierze z powodów:
- obowiazek nauki skzolnej do 18nastego roku życia - co za debil to wymyślił!!
Kolejnym problemem jest:
-tragiczny poziom wiedzy u nauczycieli. Mój historyk (jestem na profilu historycznym!) nie zna stolicy Danii i roku wybuchu wojny secesyjnej. W skzole pracuje po znajomosci. Nauczyciel jako pracownik państwowy ma w d**e jakosc swiadcoznych usług. W szkołach gorszej rangi i podstawowkach oraz gimnazjach jest jeszcze gorzej. Historii uczą poloniści, geografii historycy, a biologii fizycy. Informatyka - w podstawówce "uczyła" mnie dziewczyna w wieku jakies 25 lat, ledwie umiała worda obsłużyć.
-obowiązkowa matura z polskiego pisemna, ustna, z jezyka pisemna i ustna, za rok matematyka za 2 lata jeden przedmiot rozszerozny obowiązkowo. I na ch** dla matematyka ten Mickiewicz czy Słowacki?
-programy nauczania są tragiczne. 2h przedsiębiorczości w tygodniu przez jeden rok w LO. W to miejsce 5-6 polskich co roku. Lista lektur - brakuje tlyko Lenina i Marksa. Wszystkie "dzieła" chwalą nam wyższość kolektywu nad jednostką. Skandal!!
-dofinansowanie przez państwo szkół prywatnych. Znam środowisko pedagogiczne jednej i wiem że tam się całkowicie NIE pracuje
Jak powinno być:
- całkowicie prywatne szkoły. Wszystkie.
-całkowite zniesienie obowiązku szkolnego.
-likwidacja matury
System szkolnictwa wyobrażam sobie jako pszedszkole-szkoła podstawowa (od 7 roku życia 8 klas) - 4 letnia średnia (2 letnia zawodowka) - 5 letnie studia magisterskie. Rozpoczęcie edukacji można rozpocząć zarówno w wieku lat 3 jaki i 19 (np ktos przerabia podstawowke i ogolniak w domu i idzie odpeiro na studia). Do podstawowki, sredniej i wyzszej są egzaminy organizowane przez te szkoły. Programy nauczania w skzołach pdostawowych i srednich nie ustala żadna władza państwowa. Aby zapewnic przejrzystosc dla pracodawcy programy studiow ZAKONCZONYCH NADANIEM STOPNIA NAUKOWEGO przez CEntralna komisje ds. stopni naukowych są przygotowywane przez ową komisję. Możliwa jest działalnośc uczleni z włąsnymi programami, jednakże nadane przez nie tytuły powinne być wyraźnie oznakjowane, że nie mają państwowej "licencji". Myślę żę w najbliższej przyszłości dalsza liberalizacja (np. zniesienie regulacji dotyczacych rodzajow szkol i czasu nauczania w szkolach (wakacje, ferie - od kiedy do kiedy) są niemozliwe.
Jak to osiagnac?
W pierwszym roku powinna byc przeprowadzona likwidacja gimnazjow, prywatyzacja skzol podstawiwych i liceow, wydanie bonow edukacyjnych do tych szkol. Uczelnie powinne byc sprywatyzowane, panstwo powinno refundowac nauke jedynie tych rocznikow ktore juz zaczely studiowac (przed reforma). Likwidacja dofinansowania dla skzol prywatnych. Likwidacja obowiazkowej matury z matmy i ustnego polskiego. Zmiana programow nauczania pod kątem przygotowania do dzialania w ustroju kapitalistycznym (wiecej przedsiebiorczosci, zmiana podrecznikow do historii - wieksze zworcenei uwagi na zalety XIXw., zmiana programu WOS, wprowadzenie ksiazek propagujacych indywidualizm i kapitalizm do kanonu lektur szkolnych. Obnizenie obowiazku skzolnego do 15 roku zycia.
W kolejnych latach powinien zniknac jezyk obcy z matury obowiazkowej. Nastepuje calkowita likwidacja obowiazku skzolnego. Coraz wieksza redukcja wplywow panstwa na programy szkolne. Likwidacja bonow - ludzie placa za szkole bezposrednio.
Ostatnim punktem jest likwidacja obowiazkowego jezyka polskiego i zarazem egzaminu maturalnego. Całkowita swoboda opracowywania programow szkolnych.
Reforma powinna zajac kilka lat. Konieczne jest przede wszystkim utrxzymanie propagandy wolonrynkowej przez jakies 5-10 la, aby nowi pedagodzy byli już w tej ideologii wychowani.

Zapraszam do dyskusji i przepraszam za literowki.

23-03-2009 - 19:34:24

Zlikwidować niewolnictwo. Reszta zrobi się sama. Zlikwidować przymus posyłania dzieci do szkół i zmniejszyć podatki, żeby się ludzie mieli za co uczyć. Wycofać władze państwową z całego systemu oświaty. Wolność przecież polega na tym, że nikt nie ma obowiązku pobierania jakiejkolwiek nauki. Certyfikaty i licencje zupełnie dobrze mogą wydawać osoby prywatne.
Anonimowy użytkownik

23-03-2009 - 20:40:31

Jest takie powiedzenie - parę lat temu w Polsce nadużywane, teraz zarzucone:
Jeśli już obcinać kotu ogon to obciąć go trzeba od razu a nie kawałkami.
Doskonale można sobie wyobrazić sytuacje kiedy w rok czy dwa po ogłoszeniu zrobić tak jak napisał Freeman i zlikwidować absurdalny "system oświatowy" poświęcając ten czas na logistykę - prywatyzację całego tego interesu.
Jeśli chodzi o pracodawców poszukujących pracowników spełniających określone wymagania - cóż stoi na przeszkodzie zatrudnienie kogoś - niech będzie że wybitnego w danej dziedzinie i uznanego specjalistę - , kto weryfikowałby oświadczenia ubiegających się o pracę?
I tak zresztą nie powierza się odpowiedzialnych stanowisk ludziom "z ulicy" choćby i z dyplomem renomowanej uczelni.
Pozostaje problem nostryfikacji dyplomów czy świadectw przez inne kraje, ale jest to kwestia w sporej mierze biurokratyczna.

23-03-2009 - 20:59:20

Nasi specjaliści kształceni w warunkach wolności i zdobywający prywatne licencje i certyfikaty bez trudu zdobędą wszelkie nostryfikacje w innych krajach. Jednakże dla nas nie ma to żadnego znaczenia. Kto będzie chciał mieć dyplom Yale niech sobie po prostu ten dyplom osiągnie (Pol Pot np. miał dyplom Sorbony). Nasze dyplomy będą w świecie znaczyły więcej niż dyplomy większości Uniwerstyetów. To do Polski zza wielu różnych granic będą przyjeżdżali najlepsi, żeby zdobyć cetryfikat naszych profesorów. A dla naszych profesorów będzie to źródłem całkiem przyzwoitego zarobku. Oczywiście większość dzisiejszej 'kadry" pójdzie grabić trawniki. Ich miejsce zajmą ci, którzy coś potrafią i na szymś się znają. I o to chodzi. Trzeba tylko doprowadzić do tego, że obywatel nie jest przedmiotem państwowej własności. Fakt, że dziś poważne firmy same sobie "certyfikują" kandydatów o czymś świadczy (a wiem z autopsji, że trzeba dzisiątki ludzi z dyplomami przeegzaminować, żeby znaleźć kogoś kto rzeczywiście ma wiedzę).
Anonimowy użytkownik

23-03-2009 - 21:56:06

Leszek Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Jeśli już obcinać kotu ogon to obciąć go
> trzeba od razu a nie kawałkami.
Polska inteligencje przez ostatnie 70 lat przetrzebiono parenascie razy. Dzisiejsza inteligencja z dyplomami ma poziom wiedzy podstawowki przedwojennej (słabej podstawowki!). Radykalne i natychmiastowe reformy doprowadziłyby do zamieszek, anarchii i zagrozenia stabilnosci panstwa. Zanim wpusci sie wolny rynek trzeba wychowac jedno pokolenie kapitalistow. Przecierz jeżeli uwolni sie programy nauczania przy dzisiejszym poziomie "pedagogow" to nastepne pokolenie bedzie stalo na poziomie cywilizacyjnym buszmenow.

24-03-2009 - 10:09:33

Większość z tego, co piszecie ma sens, no może nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem:
> Jeśli już obcinać kotu ogon to obciąć go
> trzeba od razu a nie kawałkami.
ponieważ, wg mnie, nawet w monarchii lepiej wprowadzać zmiany małymi kroczkami, żeby ludzie nie do końca sobie zdawali sprawę z tego, co się dzieje. Np. gdyby ktoś sobie założył, że kobiety mają się kształcić na gospodynie domowe, a mężczyźni w pozostałych kierunkach, to może zamiast nagłego wprowadzenia takiego stanu rzeczy, co mogłoby, a nawet na pewno, zrodziłoby opór, może lepiej dokładnie obmyślić strategię. Np. wiedząc, że zwykli ludzie wzorują się często na elitach i przejmują ich sposób życia oraz, jak pan JKM, zakładając, że mężczyźni idą po to do szkoły, aby czegoś się nauczyć a kobiety, żeby złapać męża, można np. wprowadzić "Elitarną szkołę gospodyń domowych", gdzie ludzie z wyższych sfer mogliby posyłać swoje córki, aby potem biznesmeni, lekarze, prawnicy czy poprostu ludzie poglądów pana JKM mogli sobie znaleźć żonę. I wszyscy byliby zadowoleni: kobiety, bo mają bogatego mężą, mężczyźni, bo mają wykształconą w tym kierunku, młodą gospodynie domową, rodzice uczennicy, bo córka znalazła męża "na poziomie".

Wracając do programu nauczania, to, wg mnie, TROSZECZKĘ mniej jest istotne, ile tych godzin języka polskiego będzie, a ile matematyki, ważniejsze jest natomiast to, żeby szkoła uczyła samodzielnego myślenia (wiem, że to oklepana myśl), ale wydaje mi się najważniejsza w tym całym systemie edukacji.

Swoją drogą najbardziej mnie jednak intryguje sposób, w jaki chce się to wszystko wprowadzić. Rozumiem, że bazą do wprowadzania tych szybkich reform miałby być ustrój monarchii, ale na prawdę NIE WYOBRAŻAM sobie, jak to się chce osiągnąć! Rozumiem, że jest to wpierw zakiełkowanie myśli, że to jest w ogóle możliwe do realizacji, być może skłonienie kogoś z odbiorców do podjęcia takich działań (nie wiem czy rozpoczęcia rewolucji czy demokratycznego zmianu ustroju), być może poprostu czekanie na odpowiednią osobę - ryzykanta, agresora czy jak go tam nazwać, który się za to weźmie - ale czy autor bloga doczeka się kiedyś takiej osoby? Przecież demokracja jest tak GŁĘBOKO ZAKORZENIONA, zresztą nie tylko w Polsce... Ale pewnie, można mieć nadzieję i czekać...

24-03-2009 - 13:53:42

Ja np. wcale nie chcę żadnej monarchii. Monarchie stanowią większość historii ludzkości, a większość historii ludzkości była pełna wojen, okrucieństwa, nędzy i niesprawiedliwości. Niuech żyje Republika!


Sapienti sat.
Anonimowy użytkownik

24-03-2009 - 15:53:37

Marta13 Napisał(a):
-------------------------------------------------------

> Swoją drogą najbardziej mnie jednak intryguje
> sposób, w jaki chce się to wszystko wprowadzić.
> Rozumiem, że bazą do wprowadzania tych szybkich
> reform miałby być ustrój monarchii, ale na
> prawdę NIE WYOBRAŻAM sobie, jak to się chce
> osiągnąć! Rozumiem, że jest to wpierw
> zakiełkowanie myśli, że to jest w ogóle
> możliwe do realizacji, być może skłonienie
> kogoś z odbiorców do podjęcia takich działań
> (nie wiem czy rozpoczęcia rewolucji czy
> demokratycznego zmianu ustroju), być może
> poprostu czekanie na odpowiednią osobę -
> ryzykanta, agresora czy jak go tam nazwać, który
> się za to weźmie - ale czy autor bloga doczeka
> się kiedyś takiej osoby? Przecież demokracja
> jest tak GŁĘBOKO ZAKORZENIONA, zresztą nie
> tylko w Polsce... Ale pewnie, można mieć
> nadzieję i czekać...
Obok jest temat o monarchii. Nie padl zaden konretny pomysl jak owa wprowadzic. Prosze panstwa, wiekszosc zwolennikow UPR to romantyczni ideowcy. To nalezy zmienic, musimy popierac realne dzialania. Konieczne jest przedstawienie kompleksowych projektow reform m.in. sluzby zdrowia i oswiatowej. JAKIEKOLWIEK OGRANICZENIA demokracji narazie nalezy sobie darowac - priorytetem jest wprowadzenie UPR do jakiegokolwiek organu (nawet do PE), bo wtedy media beda musialy zaczac o tej partii mowic. Nie wazne jak - byleby mowili. Jestem pewien ze po pierwszje kadencji obecnosci UPR w Sejmie nastepne wybory bysmy wygrali. W kwestii wyborow i ssytemu wladzy - jednomandatowe okregi wyborcze - to jedyne co mozna postulowac na chwile obecna. Chodzi o to zeby ludzie sie nei bali radykalizmu.

24-03-2009 - 23:16:07

Pani {Marta13} miesza kilka spraw. Zupełnie niepotrzebnie. Monarchia to ustrój państwa. Jeden z wielu. Natomiast edukacja jest systemem usług świadczonych sobie nawzajem przez obywateli, co z państwem żadnego związku mieć nie powinno. Piekarze pieką takie bułki, jakie są kupowane przez konsumentów. Nawet jeżeli są one szkodliwe (np. drożdżówki strasznie tuczą!). Władza nie ma z tym nic wspólnego. Nie powinna więc też mieć niczego wspólnego z tym czego np. ja się uczę, od kogo te nauki pobieram, w jaki sposób gratyfikuję nauczycielom ich trud, etc, etc... To są wszystko prywatne sprawy obywateli. Pani Marto! Pisze Pani: "gdyby ktoś sobie założył, że kobiety mają się kształcić na gospodynie domowe". Gdyby sobie ktoś coś takiego założył to by oznaczało, że jest właścicielem niewolników, o których decyduje, jako o przedmiotach swojej własności. Tymczasem chodzi o to, żeby nikt nie mógł sobie stawiać założeń dotyczących innych ludzi. Może im co najwyżej przeróżne towary, czy usługi oferować. A, czy zechcą z nich skorzystać to już ich sprawa. Właściwy porządek rzeczy w kraju polega na tym, że Pani sama o swoich sprawach decyduje i żadnej władzy nic do tego. Władza ma tylko zadbać, żeby nikt Pani nie mógł przeszkadzać w realizacji własnych wyborów - oczywiście jeżeli nikomu nie czynią krzywdy. Dzisiejsza demokracja to zbiorowy gwałt: zbiorowość decyduje co Pani musi, a czego Pani nie może. Granda i tyle.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 25-03-2009 02:00 przez Freeman.
Anonimowy użytkownik

25-03-2009 - 17:39:09

Zakładacie - zupełnie nie wiem na jakiej podstawie - niebywałą ważność edukacji dla współczesnego człowieka z jednej strony a z drugiej - całkowity brak śladowego choćby poczucia rozsądku u "ludzi" i nie tylko całkowitą ich bezwolność ale też i lekceważenie potrzeb własnego potomstwa.
Trąci to niestety postawą "ja wiem lepiej co dla Ciebie dobre" a z tym przecież głownie walczymy (?).
Tymczasem wystarczy wyobrazić sobie daną sytuację i odnieść ją do czegoś, czego już doświadczyliśmy - wygląda to wówczas prościej niż z pozoru się wydaje.

Mamy otóż następującą rzeczywistość:
Rodzice dzieci w wieku "szkolnym" lat stają wobec faktu całkowitego zniesienia "obowiązku szkolnego" i jednocześnie z tego tytułu dysponują jakąś dodatkową kwotą w rodzinnym budżecie.
(Zakładać należy, że kwota ta jest niebagatelna, ponieważ przymusowa "oświata" jest jednym z najważniejszym bastionów lewizny i obalenie jej wymagałoby wcześniejszego lub równoczesnego obalenia wielu innych)
Pamiętać trzeba, że owi rodzice są normalnymi ludźmi, żyjącymi już czas jakiś i posiadającymi jakieś tam życiowe doświadczenie. Nie są też degeneratami obojętnymi na to w jakich warunkach spędzą życie ich dzieci.
Wiedza oni że wykształcenie (nieważne w tej chwili w jakim zakresie) jest rzeczą kluczową dla jakości życia, zatem o ile sami nie są w stanie z takich czy innych powodów przekazać pożądanego zasobu wiedzy dzieciom - rozejrzą się za innymi możliwościami.
I spotkają się z całym szeregiem ofert oświatowych; od oferowanych przez zwolnionych z pracy nauczycieli lekcji prowadzonych w domach po lepiej zorganizowane szkoły.
Szkoły z różnym poziomem nauczania co oczywiste i oferujące różny zakres oferowanej wiedzy, tanie, droższe i bardzo drogie.
I to wszystko - rzecz sprowadza się tylko (aż) do tego, by wzięli oni odpowiedzialność za siebie i własne potomstwo
To tyle ze strony popytu - a zakładać należy, że będzie on ogromny.
Skoro zaś będzie popyt - podaż będzie musiała się do niego dostosować, zresztą sprzedaż wiedzy jest doskonałym biznesem i chętnych do jej oferowania z pewnością nie braknie.
Zapewne nie obyłoby się to bez pewnego - nawet i sporego - bałaganu, jednak bałagan ten zmieniłby się i to w ciągu krótkiego czasu; zbyt dochodowy to biznes a co za tym idzie - potencjalnie bardzo konkurencyjny i zbyt duża byłaby presja nabywców, by sprzedawcy mogli sobie pozwolić na partyzantkę w obawie utraty klientów.
Najdalej po dwu latach wszystko by się unormowało na tyle, że trudno wprost będzie wyobrazić sobie że może w ogóle być inaczej.

Gdzie analogia do czegoś, co przeżyliśmy?
Nawet dwie - pierwsza to handel detaliczny na przełomie lat 80/90 - nagle ni stąd ni zowąd rynek został zarzucony towarami wcześniej nieosiągalnymi i wystarczyło tylko, że państwo raczyło zezwolić na to, by ludzie sami zadbali o swoje zaopatrzenie w żywność.
Druga to weterynaria - po całkowitym niemal uwolnieniu jej od organizacyjnych ograniczeń "nagle" wizyta z psem dla banalnego szczepienia przestała być problemem logistycznym wymagającym poświęcenia całego dnia.
Sam dobrych już kilka lat temu leczyłem psa i podczas pierwszej wizyty zrobiono mu USG, prześwietlenie, zbadano krew i zeskrobiny i zaaplikowano medykamenty - w jednym miejscu, w ciągu kilku godzin za nieco ponad sto złotych.
Życzyłbym wszystkim w tym i sobie takiego dostępu do leczenia, na takim poziomie i w takiej cenie.

25-03-2009 - 21:07:33

Cytuj
e7th04sh
Ja np. wcale nie chcę żadnej monarchii. Monarchie stanowią większość historii ludzkości, a większość historii ludzkości była pełna wojen, okrucieństwa, nędzy i niesprawiedliwości. Niuech żyje Republika!
Masz całkowitą rację. Teraz w czasach demokracji i braku monarchii jest super. Ludzie mają co jeść i za co żyć, dzieci jest mnóstwo, przyrost naturalny szaleje, każdego stać na piękny cud miód LCD ekran na chatę na ścianę, nie wspomnę o Mesiach i innych Maybachach. Absolutnie nie ma wojen - nikt nie ginie, nie ma w ogóle możliwości aby dane państwo pogwałciło konstytucję (swoją - ustanowioną przez siebie) dla innego państwa (bo tak). Nie ma możliwości oszustw na skalę światową - tak głęboko wciśniętych w nasze życie, że nawet ich nie zauważamy. Nie ma tez wybryków natury, którzy walczą o lepsze jutro - bo każdy może, a jak! Prawda?
Cudowny świat panie Szymonie. Wspaniały. Fajnie, że w końcu ktoś to dostrzegł... wzruszyłam się.

Pozdrawiam.
Anonimowy użytkownik

25-03-2009 - 21:47:02

"Ja np. wcale nie chcę żadnej monarchii. Monarchie stanowią większość historii ludzkości, a większość historii ludzkości była pełna wojen, okrucieństwa, nędzy i niesprawiedliwości. Niuech żyje Republika!

Nie czytam wypowiedzi leszka włodarczyka."

No - imć pan Szymek jak to ma w obyczaju ni z gruszki ni z pietruszki...
Szkoda że nie czyta on tego, co piszę (zapewne czyta wyłącznie to, co pisze sam) bo mógłby na na przykład napisać, jaka to mianowicie republika "niech żyje"?

Czy republika na wzór rzymski - przeżarta intrygami, korupcją z powszechnymi wśród polityków mordami i ówczesną wersją socjalizmu, czy też może wzorem jest zrodzona z rewolucyjnego bandytyzmu republika francuska albo też ustrój, jaki ma (no przecież republika) Rzeczpospolita Polska?
KRLD to też przecież republika i w Iranie, Libii, Somalii, Pakistanie również miłościwie panuje republikanizm.
Według jakiej definicji Szymon nasz bystry uznaje państwo za republikę - taką jaką opisał ją Jean Bodin, republikę według Monteskiusza i Machiavelli czy też może definiowaną na potrzeby bieżącej chwili - jak republiki bananowe.
No i co najważniejsze - dlaczego to mianowicie uzasadnionym jest okrzyk: "Niech żyje Republika!?
No ale jako że pan Szymon nie "czytam wypowiedzi leszka włodarczyka" to na pytanie pewnie nie odpowie i (zupełnie na boku) nie dowie się, że imiona i nazwiska piszemy wielką literą czego jak widać zapomniano wtłoczyć do główki w republikańskiej jak najbardziej szkole.

25-03-2009 - 22:01:46

Trolling, Annie.
Trolling, Lechu.

Najpierw kultura, potem dyskusja.


Sapienti sat.

26-03-2009 - 10:26:35

Zakładacie - zupełnie nie wiem na jakiej podstawie - niebywałą ważność edukacji dla współczesnego człowieka z jednej strony a z drugiej - całkowity brak śladowego choćby poczucia rozsądku u "ludzi" i nie tylko całkowitą ich bezwolność ale też i lekceważenie potrzeb własnego potomstwa.

Ważność edukacji jest niesamowita -
biologicznie nie różnimy się prawie od naszych przodków sprzed 10tys lat, to co nas różni to właśnie kultura.

Co do lekceważenia potrzeb własnego potomstwa -
Czy przeciętny (większościowy) polski rodzic woli posadzić dziecko na 3 godziny przed komputerem lub telewizorem, czy spędzić te 3 godziny na rozmowie/zabawie z tym dzieckiem? A tak z innych potrzeb jak zdrowe żywienie czy sprawność fizyczna - jaki procent dzieci obecnie ma nadwagę?

Trąci to niestety postawą "ja wiem lepiej co dla Ciebie dobre" a z tym przecież głownie walczymy (?).
A nie dlatego mądrzymy się tak na tych forach, że uważamy że wiemy lepiej? winking smiley
Anonimowy użytkownik

26-03-2009 - 10:42:45

"biologicznie nie różnimy się prawie od naszych przodków sprzed 10tys lat, to co nas różni to właśnie kultura."
Kultura z edukacją nie ma wiele wspólnego.
W dalszym ciągu nie bardzo wiadomo w czym tkwi "niesamowita ważność" edukacji, zwłaszcza edukacji rozumianej jako konieczność wtłaczania do głowy wszystkim bez wyjątku wiedzy 95% ludzi nieprzydatnej - na przykład rachunku różniczkowego.
O tym, że w ogóle istnieją na uczelniach kierunki takie jak informatyka czyli coś, co jest zaledwie (aż!) rzemiosłem już nie wspomnę.

"A tak z innych potrzeb jak zdrowe żywienie czy sprawność fizyczna - jaki procent dzieci obecnie ma nadwagę?"
Obcesowo spytam - co panu do tego?

"A nie dlatego mądrzymy się tak na tych forach, że uważamy że wiemy lepiej?"
Nie, przynajmniej ja nie.
Forum z definicji służy dyskusji i wymianie poglądów, dzięki czemu można się czegoś dowiedzieć czy nauczyć.
W każdym razie możliwość taką mają ci, którzy się nie mądrzą.

26-03-2009 - 12:41:02

Kultura z edukacją nie ma wiele wspólnego.
Czyli kulture mamy w genach?
Owszem mozemy przyswajac kulture przez obserwacje, ale chyba wydajniej jest jak ktos nas w tej kulturze wychowa i jej nauczy.

Forum z definicji służy dyskusji i wymianie poglądów, dzięki czemu można się czegoś dowiedzieć czy nauczyć.
W każdym razie możliwość taką mają ci, którzy się nie mądrzą.

Oh utopio... jak na razie widze tu tylko nauczajcych, a nie uczacych sie.

A riposta na wygodnictwo przecietnych rodzicow?

26-03-2009 - 13:02:10

> Pani Marto! Pisze Pani: "gdyby
> ktoś sobie założył, że kobiety mają się
> kształcić na gospodynie domowe". Gdyby sobie
> ktoś coś takiego założył to by oznaczało,
> że jest właścicielem niewolników, o których
> decyduje, jako o przedmiotach swojej własności.
Obecnie system edukacji jest narzucony odgórnie...

> Tymczasem chodzi o to, żeby nikt nie mógł sobie
> stawiać założeń dotyczących innych ludzi.
> Może im co najwyżej przeróżne towary, czy
> usługi oferować.
Szkoła podstawowa i gimnazjum są faktycznie narzucone, ale mimo wszystko pewna dowolność jest, jeżeli chodzi o szkoły wyższe. No więc skoro jest aż tylu przeciwników koedukacji, to dlaczego nie ma szkół kształcących kobiety na te gospodynie. Owszem, są jakieś szkoły tylko dla kobiet, ale nie słyszałam o żadnej kształcącej na gospodynie. Jak chcę się nauczyć np. gotować, a mama mnie tego nie nauczyła, to muszę szukać przepisów w internecie i uczyć się na własnych błędach, bo jedyne kursy gotowania, jakie znalazłam są w Warszawie. A moją wiedzę z zakresu makro czy mikroekonomii, to sobie conajwyżej na forach dyskusyjnych wykorzystam... Jakie stąd wnioski? Założyć działalność, zorganizować takie kursy np. w Poznaniu, a po jakimś czasie otworzyć tą: "Elitarną szkołę gospodyń domowych":-)
Wydaje mi się, że wszystkie zmiany należy wprowadzać powoli, skoro dojście do partnerskiego modelu rodziny trwało tyle lat, to przekreślić tego się nie da jedną ustawą, potrzeba na to wielu lat, żeby zmienić mentalność ludzi, a na razie nie widzę żadnego bardziej intensywnego bodźca w tym kierunku.

26-03-2009 - 13:15:35

Oj podsumować szkołę można prosto poprzez przyjrzeniu się zjawisku zwanym ściąganiem, które występuje i to masowo nawet na uczelniach wyższych. To znaczy ewidentnie, że ludzie nie chodzą do szkoły by się nauczyć, tylko bo bezpośrednio czy pośrednio muszą. Nie masz szacunku dla szkoły, bo niby czemu miałaby być. Jak coś jest ogólnie dostępne jest ogólnie nieszanowane. I tu pojawia się źródło wszelakich problemów.

Socjaliści twierdzą, że szkoła jest potrzebna, że dzieci na wsiach przemierzają po 20 km w śniegu do szkół. No przemierzają, bo ich zmusili. A książki są obecnie bardzo tanie, a zapewne znalazłby się nie jeden mecenas, który wybudował by bibliotekę dla wsi.
Anonimowy użytkownik

26-03-2009 - 13:38:22

> Co do lekceważenia potrzeb własnego potomstwa -
>
> Czy przeciętny (większościowy) polski rodzic
> woli posadzić dziecko na 3 godziny przed
> komputerem lub telewizorem, czy spędzić te 3
> godziny na rozmowie/zabawie z tym dzieckiem? A tak
> z innych potrzeb jak zdrowe żywienie czy
> sprawność fizyczna - jaki procent dzieci obecnie
> ma nadwagę?

Ludzie są nieodpowiedzialni za swoje dzieci, jest to efektem relatywizmu moralnego i zniewolenia. Wprowadzenie wolnosci i wolnego rynku ten problem zlikwiduje. Z tym że:
Cytuj

Wydaje mi się, że wszystkie zmiany należy wprowadzać powoli, skoro dojście do partnerskiego modelu rodziny trwało tyle lat, to przekreślić tego się nie da jedną ustawą, potrzeba na to wielu lat, żeby zmienić mentalność ludzi, a na razie nie widzę żadnego bardziej intensywnego bodźca w tym kierunku.
Otoz to!

A odnosnie koedukacji - jakbym ja byl wlascicielm szkoly to bym zrobil SZKOLE koedukacyjna - czyli klasy meskie i zenskie. Nie wyobrazam sobie zeby dobrze dla psychiki mlodego czlowieka zrobilo przebywanie 8h dziennie przez np. 10 lat w gronie 400 osob tej samej plci. Wyniknie z tego albo zbytni purytanizm albo jakies zboczenia. Na lekcji niech sie uczen zajmie lekcja, na przerwie zamaist przepisywaniem matmy - rozwijaniem znajomosci z kolega/kolezanka z sasiedniej klasy winking smiley

26-03-2009 - 14:54:58

>>> O tym, że w ogóle istnieją na uczelniach kierunki takie jak informatyka czyli coś, co jest zaledwie (aż!) rzemiosłem już nie wspomnę.
Albo medycyna.


Sapienti sat.

26-03-2009 - 17:14:27

> Nie wyobrazam sobie zeby
> dobrze dla psychiki mlodego czlowieka zrobilo
> przebywanie 8h dziennie przez np. 10 lat w gronie
> 400 osob tej samej plci.
Ale często tak właśnie jest! Np. w zawodówkach samochodowych, na informatyce czy w technikach dominują faceci, natomiast w klasach humanistycznych, językowych i generalnie w liceach (poza mat-fizem) - dziewczyny. Sama chodziłam do klasy dwujęzycznej i miałam na 31 osób tylko 5 facetów, a mój mąż w technikum nie miał lasek i w sumie jakoś przeżyliśmy, chociaż na pewno by mi się lepiej studiowało np. na informatyce, gdzie też są prawie sami faceci, chociaż za pewne laska tam studiująca zbyt długo dziewicą by nie została!:-))).

26-03-2009 - 17:49:28

Cytuj
”xsior”
A odnosnie koedukacji - jakbym ja byl wlascicielm szkoly to bym zrobil SZKOLE koedukacyjna - czyli klasy meskie i zenskie. Nie wyobrazam sobie zeby dobrze dla psychiki mlodego czlowieka zrobilo przebywanie 8h dziennie przez np. 10 lat w gronie 400 osob tej samej plci. Wyniknie z tego albo zbytni purytanizm albo jakies zboczenia. Na lekcji niech sie uczen zajmie lekcja, na przerwie zamaist przepisywaniem matmy - rozwijaniem znajomosci z kolega/kolezanka z sasiedniej klasy
Fajny pomysł. Chociaż nie wierzę absolutnie w to, że rozdzielenie całkowite szkół dla chłopców oraz dla dziewcząt przyniosłoby im jakąś szkodę. Dla przykładu –młode pary (ludzie po 20 lat i mniej) spędzając ze sobą 90% swojego czasu (szkoła, po szkole, na przerwach, w lasku na fajce, w domku przed TV, na spacerku itd., itp.) bardzo szybko się sobą nudzą – jest to jeden z czynników prowadzących do rozstania potem – znudzenie. Znacznie lepiej smakuje owoc, na który musimy jednak chwilkę poczekać. A chwilka to nie 45 minut godziny lekcyjnej, a czas od rana do popołudnia spędzony w szkole – to wzmacnia więzi (wbrew pozorom). Więc na pewno szkoła tego typu przeszkodą by nie była.
Dodatkowo to co pan napisał, że z takich szkół rodzą się dewiacje czy tam zboczenia – ma pan na myśli jak mniemam homoseksualistów? Otóż – proszę sobie wyobrazić powrót do szkoły średniej – to przecież w sumie nie tak dawno temu było – i życie bez dziewczyn w żadnej klasie. Czy chce mi pan powiedzieć, że z braku dziewcząt na przerwach spędzałby pan „upojne” chwile w kibelku z kolegą z ławki? Bo nie za bardzo chce mi się wierzyć… Odchylenie psychiczne zwane homoniewiadomo jest rzeczą wrodzoną – jak schizofrenia, nie nabywa się tego – jak się nie chce – bo się czuje obrzydzenie – to nawet na bezludnej wyspie się tego nie zrobi. Dla mnie to jest dość oczywiste. Więc stąd dziwię się pańskiemu stwierdzeniu o złym wpływie otoczenia jednej płci. Moim zdaniem jest bardzo korzystne. Laski mają czas na ploteczki, świergotanie, wymianę „poglądów” na temat ostatniego odcinka „Na wspólnej” czy innego super produkcji, makijażu i trendów w modzie – te bardziej ambitne mają czas na naukę na przerwach czy co tam, a chłopcy w tym wieku nie powinni być rozpraszani mini spódniczkami i cycami na wierzchu bo niestety nie za dobrze to wpływa na ich zdolność przyswajania wiedzy i mamy takie kmiotki jakie obecnie mamy w wieku 25-30 lat. Więc może jakby jedyne rozproszenie było nie na przerwie czy za ścianą a PO szkole – przyniosłoby to więcej pozytywnych skutków niż się nam wydaje.

Pozdrawiam.

26-03-2009 - 18:00:43

Jak mniemam mowa o tym, jak by państwo urządzili własne szkoły? ;] W sumie sam nie wiem, koedukacyjne chyba rzeczywiście gorsze... Ale najlepsze szkoły w regionie powiny być koedukacyjne z tej przyczyny, że ta garstka wybitnych uczniów nie może być podzielona na 2 - to dla nich potrzeba najlepszych nauczycieli i najlepsze warunki. Wiadomo, w matematycznej będzie góra 3 dziewcząt (obecnie przy spapranym systemie rekrutacji do liceum w matfizach 8 na 30 to dużo), ale i tak tych 3 dziewcząt powinno iść do tej najlepszej szkoły, a nie tylko najlepszej żeńskiej. Natomiast i tak te sprawy reguluje wolny rynek... a ja moich dzieci do szkoly nie będę posyłał, obowiązku w Polsce wcale nie ma. Potrzebna jest tylko zgoda dyrektora bodajże szkoły ze swojego okręgu, i ponoć często dyrektorzy utrudniają, ale ja się nie dam i wam radze tak samo. Szkoła naprawdę bardzo szkodzi dzieciom.


Sapienti sat.

26-03-2009 - 19:59:54

Cytuj
xsior
Ale najlepsze szkoły w regionie powiny być koedukacyjne z tej przyczyny, że ta garstka wybitnych uczniów nie może być podzielona na 2 - to dla nich potrzeba najlepszych nauczycieli i najlepsze warunki.
Bez przesady... nauczyciel matematyki nie będzie uczył uczniów w szkole dla chłopców 5 dni w tygodniu od rana do wieczora - mniej dzieci by było w takich szkołach - z pewnością mógłby obskoczyć dwie szkółki, poza tym wybacz, ale to co piszesz to nieco przesada. Oznaczałoby, że super nauczycieli jest tylko kilku - co wcale nie jest prawdą, co więcej to nie od nauczyciela zależy jak uczeń się nauczy i ile przyswoi. Trochę tak, ale nie w 100%.

Cytuj
xsior
a ja moich dzieci do szkoly nie będę posyłał, obowiązku w Polsce wcale nie ma. Potrzebna jest tylko zgoda dyrektora bodajże szkoły ze swojego okręgu, i ponoć często dyrektorzy utrudniają, ale ja się nie dam i wam radze tak samo. Szkoła naprawdę bardzo szkodzi dzieciom.
Ładnie - też bym chciała, nie wiem czy mi się uda bo to warunki mam słabiutkie, ale kto wie kto wie... W każdym razie edukacja domowa jest coraz bardziej popularna, mimo iż proces ten jest bardzo powolny - aż za bardzo powiedziałabym, zwłaszcza patrząc na zalety takiej edukacji. Nie mniej gratuluję podejścia.

Pozdrawiam.
Anonimowy użytkownik

26-03-2009 - 23:28:00

Bulhakov

"Czyli kulture mamy w genach?
Owszem mozemy przyswajac kulture przez obserwacje, ale chyba wydajniej jest jak ktos nas w tej kulturze wychowa i jej nauczy."

Szkoła uczy kultury???
A w jakim to zakresie?
Kultura to cała sfera zachowań dzięki którym ludzie moga żyć obok siebie nie wyrządzając sobie krzywdy.
Kulturę nabywa się w domu, wychowuje rodzina i krąg bliskich znajomych rodziny a nie obcy, obojętni ludzie i rówieśnicy.
Przy tym - szkoła jak sama nazwa wskazuje powinna być miejscem przekazywania wiedzy a nie kształtowania osobowości.
Jeśli ma pan inne doświadczenia czy wiedzę na ten temat - chętnie poczytam.

"Oh utopio... jak na razie widze tu tylko nauczajcych, a nie uczacych sie."
Zwykle widac to, co się chce zobaczyć.
To natomiast, że niektórzy ludzie ograniczają się jedynie do wygłoszenia swojej kwestii nie chcąc się odnieść do przeciwnej argumentacji to już raczej świadczy o nich ?
Piszę tak, ponieważ odbieram to jako przytyk w moim kierunku a zwykle nie tylko argumentuję to, co piszę ale też i odpowiadam oponentom.

"A riposta na wygodnictwo przecietnych rodzicow?"
Ależ była:
"Obcesowo spytam - co panu do tego?"
Przy tym dla mnie jest rzeczą tak oczywistą na wolnościowym portalu że nie uznałem za potrzebne pisać o tym, co później pomieścił xsior:
"Ludzie są nieodpowiedzialni za swoje dzieci, jest to efektem relatywizmu moralnego i zniewolenia. Wprowadzenie wolnosci i wolnego rynku ten problem zlikwiduje."
No ale skoro jest to niezbędne...
Dodam tylko, że "wygodnictwo" bierze się stąd, że o ile "coś" z dziećmi trzeba zrobić a braknie tego, który owo "coś" za rodziców robi - zrobią to rodzice - być może niechętnie i narzekając ale zapewniam; miłość rodzicielska z łatwością sobie z tym poradzi.

Marta13
"Wydaje mi się, że wszystkie zmiany należy wprowadzać powoli"
1. Albo zmiany są konieczne a wtedy nie ma żadnego powody by z nimi zwlekać albo konieczne nie są a więc nie po co je w ogóle wprowadzać?
2. Drobny przykład:
w trosce o psychikę ludzi w tzw. wsiach popegeerowskich zmiany wprowadzano powolutku, stosując zasiłki, zachęty i rozmaite "akcje" uświadamiające.
W efekcie wyrosło kolejne już pokolenie mieszkańców tych wsi - niewykształconych, bezrobotnych i czekających pod sklepem z piwem w garści na wypłatę kolejnego zasiłku.
I "powolne zmiany" trwają w najlepsze ku uciesze działaczy społecznych, urzędników a że ludzie marnują (prócz cudzych pieniędzy) życie swoje i swoich dzieci to już mniejsza.
Ile więc mają trwać jeszcze te "powolne zmiany" i ile jeszcze pokoleń ludzi ma zmarnować sobie życie?

Szymuś
"Albo medycyna."
Pojęcia nie masz nieboraku co to jest takiego - "studia" i co znaczy 'studiować".
Informatyka to umiejętność a nie wiedza, umiejętność taka jak stolarstwo czy praca na tokarce a jakoś nie ma takich kierunków.
Studiować zaś można jedynie naukę.
Istnienie kierunku "Informatyka" dyktowane jest jedynie modą i presją na uzyskanie dyplomu.

Co zaś do pomysłu koedukacji: na tym właśnie polega piękno wolnego rynku i konkurencji, że rodzice którym zleży na rzetelnym wykształceniu swoich dzieci mogą posłać je do szkoły dysedukacyjnej, ci zaś którym zależy jedynie na kwicie posyłają je do szkół koedukacyjnych.

27-03-2009 - 00:40:54

Panie Leszku,

Jak na portal wolnościowy jest tu bardzo dużo ludzi którzy "wiedzą lepiej". Nie miałem na celu żadnych przytyków. Chcę tylko podkreślić to że ludzie nieustannie wybierają rozwiązania najwygodniejsze. Nierealne jest sądzić że jak zniknie obowiązek, nagle skądś pojawi się odpowiedzialność i pracowitość.

Co do koedukacji wtrącę kilka obserwacji z własnego doświadczenia. Już od kilku lat prowadzę zajęcia na politechnice i widzę niesamowitą wręcz różnicę między grupami koedukacyjnymi a czysto męskimi. Wystarczy jedna dziewczyna w grupie i poziom kultury i dyscypliny w grupie studentów rośnie bez porównania. Mam tez jednak negatywną obesrwację z bardziej damskich kierunków - kiedy w grupie liczba kobiet jest równa bądź większa liczbie mężczyzn, poziom grupy znacznie spada (nie tylko za sprawą przeciętnie słabszych z informatyki dziewczyn, po prostu faceci jakby strasznie rozleniwiają się).

Nie zgodzę się też z przyrównaniem informatyki do rzemiosła. Jest dużo bliżej obcego języka, którym na dodatek trzeba się nauczyć posługiwać tak, jakby zawsze rozmawiało się ze słuchaczem o zerowej wyobraźni. Zgodzę sie jedynie że na jednego informatyka "z prawdziwego zdarzenia" powinno pracować kilku "klepaczy kodu", choć z pewnością nie w takiej proporcji jak architektów do budowlańców, czy chirurgów do pielęgniarek.

27-03-2009 - 09:38:16

Nie rozumiem waszej dyskusji na temat informatyka. Co to w ogóle jest ta informatyka, bo ja nie wiem, choć skończyłem kierunek informatyka. O samej informatyce nie ma co dyskutować, bo może nauczyć np. administratorów co poszli na to, bo nie w smak im była matematyka i nauki wymagające myślenia oraz kreatywnych programistów - są też tacy wykuci, ale ja nie raz spotkałem się z ludźmi, który "kuli" zadania z matmy, więc nic mnie nie zdziwi.

Problemem nie jest to czy szkoły są koedukacyjne tylko obowiązek nauki. Taki system nie sprawia, że ludzie czują, że nauka jest czymś ważnym, czymś o co powinno się zabiegać. Jest wręcz przeciwnie w końcu jesteśmy zmuszani do tego. Wiele osób mając 100zł wyda to na rozrywkę czy nowe garnki w kuchni, bo nauka jest czymś co się należy i głupio tak o to zabiegać i wydać pieniądze na książę...

Fakt, że w Polsce jest plaga "ściągania" dowodzi, że system jest ten zły. Mało kto się uczy, by się uczyć, a też jest wyśmiewany za to. Bo nie wiadomo czy się uczyć, bo go interesuje, czy jak to tzn. kujon bo trzeba. To też wynika z powodu nauki rzeczy niepotrzebnych. Ale jak jedynym zmartwieniem MEN jest czy Gombrowicz będzie lekturą czy nie. Czy mitologia jest ważna czy też nie... czy matematyka jest obowiązkowa... spytajcie dowolną osobę na ulicy czym jest funkcja... prawie 100% jak już odpowie powie o jakimś rysuneczku. Wniosek: ta szkoła niczego nie nauczyła. Miliony ludzi uczy się jakiś zadań z matematyki tylko, że gdy zamiast świnek liczą barany czy na pieniądzach jakoś ta umiejętność się rozmywa i mają problem.

Już nie wspomnę o problemie znęcania się nad nauczycielami i pogardą dla nich. To jest problem obowiązkowego nauczania, a nie uczniów. To jest problem rozmycia odpowiedzialności. Z jednej strony mówią szkoła wychowuje, a jak coś jest nie tak, to patrzy się na dom i vice versa... Ludzie na ogól nie szanują rzeczy łatwo dostępnych, a jeżeli jeszcze coś jest obowiązkowe to wzbudza to dodatkową niechęć.

Dyskusja na temat wyższości szkół czy niższości szkół koedukacyjnych też ma mały sens. Właśnie to jest problem w ujednoliconym kształceniu, że próbuje się wszystkich zrównać z jakimś ogólnie najlepszym systemem. Tylko, że coś ma wartość średnią nie znaczy, że nie występuje wariancja. Już nie wspomnę o czymś tak oczywistym jak różnice w dojrzewaniu płci...
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 10:01:20

Bułhakov
"Chcę tylko podkreślić to że ludzie nieustannie wybierają rozwiązania najwygodniejsze."
Oczywiście że tak właśnie jest - jest to najzupełniej przecież naturalne.
Co więcej - sytuacja kiedy ludzie zmuszani są bez przerwy do wybierania rozwiązań trudniejszych jest sytuacją nie do zniesienia.
Tyle tylko, ze o to właśnie chodzi bym mógł spokojnie (o ile mam na to ochotę) umrzeć sobie z głodu kiedy mi się nie chce pracować lub (również w zależności od chęci) przykładając się do pracy bez ideologicznych przeszkód ze strony państwa mógł próbować osiągnąć możliwie wysoki status.

"Nierealne jest sądzić że jak zniknie obowiązek, nagle skądś pojawi się odpowiedzialność i pracowitość."
No i nie do końca się zgodzę - jest tak, że podjęcie wysiłku w celu osiągnięcia 1% większych korzyści w porównaniu ze stanem kiedy pozostaje się w bezruchu po prostu się nie opłaca, natomiast nawet jeśli owa odpowiedzialność i pracowitość się "nie pojawi" to doprawdy nie widzę żadnego powodu by kogokolwiek do tego zmuszać.

"Nie zgodzę się też z przyrównaniem informatyki do rzemiosła. Jest dużo bliżej obcego języka, którym na dodatek trzeba się nauczyć posługiwać tak, jakby zawsze rozmawiało się ze słuchaczem o zerowej wyobraźni."
Z jednej strony oczywiście przejaskrawiłem celowo z drugiej jednak - powtórzę: studiować można medycynę czy fizykę, natomiast jak sam pan zauważył - informatyki (albo języka) ludzie się uczą - stolarstwo jest również skomplikowane i zgłębienie "tajemnic" drewna, jego właściwości, zastosowań i sposobów obróbki wymaga lat - tym niemniej nie jest to nauka tak jak i nie jest nauką Informatyka.
Jeśli razi pana przyrównanie informatyki do stolarstwa niech będzie że porównamy to do architektury, również kierunku studiów która nauką żadną nie jest a jedynie umiejętnością doboru właściwych materiałów i poukładania ich w harmonijny i solidny sposób.
Nie umniejszam ani wagi ani skali trudności zwracam tylko uwagę, że istnieją kierunki studiów takie jak "taniec etniczny" czy "prawo i administracja" co jest aberracją.
Absurdalna współczesna moda nakazująca posiadanie dyplomu dla wykonywania najprostszych prac spospolitowała pojęcie "studiów" i "nauki" i tyle.



Zmieniany 2 raz(y). Ostatnia zmiana 27-03-2009 10:08 przez Leszek.
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 11:12:33

Leszek Napisał(a):
-------------------------------------------------------

> Szkoła uczy kultury???
> A w jakim to zakresie?
> Kultura to cała sfera zachowań dzięki którym
> ludzie moga żyć obok siebie nie wyrządzając
> sobie krzywdy.
> Kulturę nabywa się w domu, wychowuje rodzina i
> krąg bliskich znajomych rodziny a nie obcy,
> obojętni ludzie i rówieśnicy.
> Przy tym - szkoła jak sama nazwa wskazuje powinna
> być miejscem przekazywania wiedzy a nie
> kształtowania osobowości.
Wydaje mi sie ze pod slowem "kultura" kryje sie "socjalizacja pierwotna", a ta przebiega pod wplywem wszystkich czynnikow zewnetrznych, w tym rodziny i szkoly, ale niestety najwiekszym "edukatorem" jest telewizja, w tym te wszystkie popier.... seriale i reality showy.

> "A riposta na wygodnictwo przecietnych rodzicow?"

> Dodam tylko, że "wygodnictwo" bierze się stąd,
> że o ile "coś" z dziećmi trzeba zrobić a
> braknie tego, który owo "coś" za rodziców robi
> - zrobią to rodzice - być może niechętnie i
> narzekając ale zapewniam; miłość rodzicielska
> z łatwością sobie z tym poradzi.
Raczej z czysto ekonomicznych powodow sie rodzice dziecmi zajma: a) ktos ich musi na starosc utrzymac b) ktos musi przejac ich firme

> 2. Drobny przykład:
> w trosce o psychikę ludzi w tzw. wsiach
> popegeerowskich zmiany wprowadzano powolutku,
> stosując zasiłki, zachęty i rozmaite "akcje"
> uświadamiające.
> W efekcie wyrosło kolejne już pokolenie
> mieszkańców tych wsi - niewykształconych,
> bezrobotnych i czekających pod sklepem z piwem w
> garści na wypłatę kolejnego zasiłku.
> I "powolne zmiany" trwają w najlepsze ku uciesze
> działaczy społecznych, urzędników a że ludzie
> marnują (prócz cudzych pieniędzy) życie swoje
> i swoich dzieci to już mniejsza.
> Ile więc mają trwać jeszcze te "powolne zmiany"
> i ile jeszcze pokoleń ludzi ma zmarnować sobie
> życie?
Dlatego te zasilki tez trzeba likwidowac, ale tez powoli, chyba ze masz pomysl co zrobic z masa ludzi umierajacych na chodniku przed Twoim domem, bo sa przyzwyczajeni ze sie im daje kase, a tu musza sami zarobic.
Anonimowy użytkownik

27-03-2009 - 12:04:15

Cytuj
xsior
[1]Wydaje mi sie ze pod slowem "kultura" kryje sie "socjalizacja pierwotna", a ta przebiega pod wplywem wszystkich czynnikow zewnetrznych, w tym rodziny i szkoly, ale niestety najwiekszym "edukatorem" jest telewizja, w tym te wszystkie popier.... seriale i reality showy.
[2]Raczej z czysto ekonomicznych powodow sie rodzice dziecmi zajma: a) ktos ich musi na starosc utrzymac b) ktos musi przejac ich firme
[3]Dlatego te zasilki tez trzeba likwidowac, ale tez powoli, chyba ze masz pomysl co zrobic z masa ludzi umierajacych na chodniku przed Twoim domem, bo sa przyzwyczajeni ze sie im daje kase, a tu musza sami zarobic.

[1] Z całą pewnością chodzi o socjalizację właśnie i nie ulega wątpliwości, że ma ona miejsce i w szkołach skoro dziecko spędza w niej czas.
Tyle tylko, że rozważamy tu jaki teoretycznie model wychowania jest optymalny dla samego wychowywanego biorąc pod uwagę przyszłe życie i jego udział w życiu społeczności.
Tak się składa, że człowiek życie spędza w gronie rodziny i przyjaciół, nawet kiedy większość czasu spędza w pracy - żyje się w rodzinie i dla rodziny a praca jest środkiem to życie umożliwić i utrzymać na jakimś tam poziomie, zatem jego zachowania kształtować winna rodzina i prawidłowe wewnątrz niej relacje bo jest to dla człowiek środowisko naturalne.
Nie jest prawidłową relacją, kiedy dziecko wychowywane jest de facto przez obcych ludzi czyli w istocie wychowywuje się samo bo wychowanie to w sporej mierze poświecenie (czasu i swoich interesów) do czego obcy z definicji nie zdolni jako że jest to dla nich praca a rodzice zajęci są pracą zawodową owoce której w w lwiej części pochłania państwo.
Dziecko zatem przesiąka złymi wzorcami (co można obserwować na co dzień), nabiera paskudnych przyzwyczajeń i często - coraz częściej - nie jest w stanie sam stworzyć normalnie funkcjonującej rodziny.
[2] Nie zgodzę się - i przyzna mi rację każdy, kto ma dzieci - siedząc w nocy przy chorym dziecku myśli się wyłącznie o jego dobrostanie za nic mając ewentualne korzyści w przyszłości.
[3] W takim razie będzie to śmierć z przyzwyczajenia... A poważnie pisząc nie wierzę w to, że ktoś, komu w oczy zagląda śmierć głodowa nie poszuka sobie pracy oczekując na zasiłek.
Pomijając wszystko inne - nie znajduję żadnego racjonalnego uzasadnienia tego, że powinienem utrzymywać obcych sobie ludzi kosztem własnych dzieci.
Nie wiem jak panu ale nie bardzo odpowiada mi rola niewolnika a na tym zasadza się niewolnictwo, że owocami pracy niewolnika dysponuje ktoś inny.
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.
Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6138, Posty: 45249, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 454, Posty: 5435.