Prawo (czy lewo?) autorskie

Wysłane przez witek 

11-04-2009 - 17:41:18

Witam.

Co sądzicie o majątkowych prawach autorskich. Wiem, że internet pełny jest dyskusji na ten temat, ale zazwyczaj toczą się one wokół tego, że "twórcy" muszą mieć na czym zarabiać. Chciałbym się skupić raczej na moralnym uzasadnieniu ich istnienia (o ile takie istnieje), oraz ich wpływowi na kształt sztuki i innych "przejawów działalności twórczej o indywidualnym charakterze".

Czy nie wydaje się wam, że sztuczne podwyższanie dochodu twórców prowadzi do tego, że większa część "dzieł" tworzonych jest z czystej potrzeby zysku, więc taki twórca nie ma żadnej misji do spełnienia, przez co z kolei "sztuka" przestaje pełnić funkcję zaszczepienia w społeczeństwie jakiejkolwiek ideologii?

Co do jakiegokolwiek uzasadnienia moralnego, niestety nie wypowiem się ponadto, że osobiście jeszcze nie spotkałem się z takim, które trzymało by się kupy.

Sytuacja wydaje mi się też o tyle ciekawa, że aktywnie przeciwdziałać obecnej sytuacji starają się raczej dość lewackie środowiska, walczące o zmiany, a nie zniesienie tej patologii.
Anonimowy użytkownik

11-04-2009 - 18:10:13

A ja bym prosil o jakies przedstawienie sprawy jak bylo w epoce przedsocjalistycznej. Np. jak taki Mickiewicz napisal "Pana Tadeusza" to czy mozna bylo kopiowac owe dzielo, i nic autorowi nie placac wydawac (oczywiscie opatrzone nazwiskiem "mickiewicz"winking smiley.

11-04-2009 - 19:39:23

W tym temacie interesuje mnie bardziej obecna sytuacja, więc niestety wiele nie powiem. Zaczęło się jeszcze przed socjalizmem, w Anglii w 1710 roku, ale wcześniej na wydawanie książek obowiązywał tam monopol (w ramach ich cenzury), a ich twórcy dostawali wynagrodzenie. Jak było w tym czasie we Francji nie mam pojęcia.

Ogólnie patrzenie w przeszłość może tu być też pozbawione sensu o tyle, że kiedyś realia były zdecydowanie inne. Masowe wydawanie czegokolwiek w jakiejkolwiek formie innej niż druk jest możliwe od stosunkowo krótkiego czasu, a nawet przy druku dochodziła jeszcze wspomniana wcześniej cenzura. Cały sens regulacji zaczyna się dopiero kiedy kopia nie różni się znacznie od oryginału.

Należało by jeszcze zaznaczyć, że prawa te są ciągle zaostrzane i znacznie odbiegają od pierwotnej formy.

Jeśli chciałbyś dowiedzieć się czegoś na ten temat, to proponuje przeczytać:
[pl.wikisource.org]
tekst ma jednak tę wadę, że pisany jest przez przeciwnika prawa autorskiego, przez co jest nie zupełnie obiektywny.
Mało oryginalnie polecę jeszcze: [en.wikipedia.org]

11-04-2009 - 21:17:59

Obecna sytuacja to jest pośmiewisko, z takimi organizacjami jak np. ZAIKS... który ustalił minimalną stawkę miesieczną niezależnie od skali przedsięwzięcia za korzystanie z chronionych mateiałow - 100 zł. Czyli przeciwdziała drobnej przedsiębiorczości... co gorsza, nawet nie zarobkowej. Tak, co gorsza, ponieważ zmusza niewielkie grupy wolontariackie, nawet jeżeli nie przynoszą zysku, nawet jeżeli ich potencjalny zysk jest marginalny, nawet jeżli to kolega puszcza swoim kumplom z paczki z gimnazjum muzykę z komputera w domu Shoutcastem... Nawet wtedy oni zmuszają ich do płacenia haraczu. Ten haracz jest nie do zaakceptowania, a więc w praktyce to po prostu przymus słuchania większych rozgłośni... Czyli przeciwdziałanie darmowej alternatywie, bo jak wiadomo radio to fajna zabawa, i w dobie internetu wkrótce rynek przestałby przynosić jakiekolwiek zyski ze względu na gigantyczną podaż tej usługi i to za darmo, bez reklam.

Alternatywa jest dość prosta. Produkt chroniony prawem własności intelektualnej jest informacją, a zatem można go przekazać w większości przypadków poprzez zwykłe kopiowanie w wersji elektronicznej. A zatem mamy niejako już teraz z sytuacją, oczywiście przy obejściu prawa, ale to jest powszechne, kiedy wypuszczenie pierwszej kopii oznacza de facto udostępnienie do powszechnego dostępu. A więc przeciwdziałĸanie temu ma na celu jedynie zwiększenie ceny wersji dystrybuowanej "legalnie". Nakładem, naturalnie, pieniędzy podatników, choć takie działanie jest wybitnie nie w interesie ani PITów ani 99% CITów. Nie dość że stosuje się przymus, to jeszcze opłaca go ofiara.

Artyści oraz inni autoprzy powinni czerpać zyski z tego co naprawdę oznacza jakąś zmianę sytuacji - z udostępnienia oryginału, do kopiowania. Dystrybutorzy mieli by takie same prawa do kopiowania i odsprzedaży kopii jak każdy, a zatem potężny kawał rynku, który uparł się przeć w tym kierunku zamiast powoli dostosować się do sytuacji, potknąłby się o własne nogi i upadł na twarz: gdyby ściąganie okazało się legalne to wpływ nie byłby taki wielki... Ale to, że płyty jednego wykonawcy mogą dostarczać oprócz dużych koncernów wszystkie małe firmy - zapewne nawet jednosobowe - z możliwością nagrania płyty z nadrukiem i przygotowania okładki. I to właśnie zabiłoby duże koncerny, ponieważ o ile mogłyby oczywiście zmniejszyć ceny, są zbyt rozrośnięte i zatchnęłyby się swoim tłuszczem, przy nagłym braku piniędzy czyli ichniego tlenu.


Sapienti sat.

11-04-2009 - 21:51:31

O instytucjach takich jak ZAIKS chyba nie ma sensu dyskutować, bo to straszne potworki.

Cytuj
Produkt chroniony prawem własności intelektualnej jest informacją, a zatem można go przekazać w większości przypadków poprzez zwykłe kopiowanie w wersji elektronicznej.

A co np. z odgrywaniem czyjejś muzyki na koncertach, albo tworzeniem dzieł zależnych. Prawo autorskie, to nie tylko redystrybucja oryginału.

Cytuj
Artyści oraz inni autoprzy powinni czerpać zyski z tego co naprawdę oznacza jakąś zmianę sytuacji - z udostępnienia oryginału, do kopiowania.

Ale co to jest np. oryginał pliku? IMO chodzi o to, że im mniej ludzi posiada jakieś dane (informacje, dzieło) tym więcej warta jest usługa ich przekazania. Analogicznie im mniej jest sprzątaczek, tym więcej płacimy za sprzątanie.

Czy jesteś za prawem autora do pierwotnego wydania dzieła, czy uważasz, że jeśli ktoś w jakikolwiek legalny sposób je zdobył i nie zawarł z autorem umowy o jego nierozpowszechnianiu, to może opublikować je pierwszy? Czy autor powinien w ogóle posiadać jakieś prawa ułatwiające mu czerpanie zysków? Czy (majątkowe) prawo autorskie jest złe moralnie, czy po prostu nieskuteczne?

11-04-2009 - 22:47:02

Ogarnij, ja po prostu modeluję. Uważam, że nie powinno być praw autorskich w kontekście finansowym. Oczywiście za podawanie w złej woli fałszywych informacji - konkretyzując, np. za plagiat, powinny być paragrafy, zgoda czy nie?

A co do oryginału idzie mi o ten egzemplarz z którego nastapi pierwsze kopiopwanie. On nie ma żadnych szczególnych właściwości. Zauważmy że np. człowiek istnienje odrębnie tylko z pewnego subiketywnego punktu widzenia, bo w sumie to jest zlepkiem atomów, z których wiele wymienia się w ciągu życia. Taki pli kpodobnie, więc piszac oryginał nie miałem na mysli, że oryginał jest jakiś szczególny.

Każdy poiwinien móc zrobić z informacją co zechce. Twórca może ją udostepnić np. za 200 tysiaków stronie internetowej, które uzbiera 250 tysiaków, po czym udostępni plik wszystkim chętnym. Od razu ściągnie go (albo np. wcześniej, po uzbieraniu 220 tysięcy przez pierwszą stronę), druga strona, placąc np. tysiąc za ten przywilej, i udostępni za 1 zł od ściągnięcia z lepszym transferem. I tak się to kręci.

Naturalnie pole do kreatywnego tworzenia obopólnie krozystnych układów jest szerokie. Można np. założyć zreszenie wielbicieli jazza, które będzie finansować muzyków, bazując na ich popularności wśród opłacającyh składki.

Co bedzie działać, to się utrzyma, a sztuka nie zginie. Nie chce mi się nawet uzasadniać, ale na 100% kultura by na tym zyskała.


Sapienti sat.

11-04-2009 - 23:25:01

Cytuj
Oczywiście za podawanie w złej woli fałszywych informacji - konkretyzując, np. za plagiat, powinny być paragrafy, zgoda czy nie?

Tutaj mam akurat mieszane uczucia, zależy jak zdefiniować złą wolęwinking smiley Dużo zależy od kontekstu. Co do plagiatu byłbym skłonny się zgodzić, ale okłamywanie żony przez męża, że jej nie zdradza też jest podawaniem w złej woli (albo nie?) fałszywych informacji. Robi się OT, a nie mam w ogóle wyrobionego zdania w temacie.

Cytuj
Co bedzie działać, to się utrzyma, a sztuka nie zginie. Nie chce mi się nawet uzasadniać, ale na 100% kultura by na tym zyskała.

Tu pełna zgoda. Właśnie na ten temat chciałem podyskutowaćsmiling smiley

21-04-2009 - 14:28:25

W przeciwieństwie do JKM jestem za restrykcyjną ochrona praw autorskich.

1. Okres ochrony powinien być proporcjonalny do stopnia unikalności dzieła.

2. W przypadku jakichś banalnych grafik czy krótkich tekstów może to być zaledwie 5 lat.
W przypadku dużych dzieł literackich jak "Pan Tadeusz" - nieskończony.

3. Żadnych organizacji "dziedziczących" prawa po zmarłych autorach, typu ZAIKS.


UZASADNIENIE:
Nie widzę żadnego powodu, aby unikalne dzieła artystyczne - czyli takie co do których nie
istnieje rozsądne prawdopodobieństwo, aby ktoś inny napisał je przez "przypadek",
przechodziły z czasem na własność jakiejś komuny.
Powinny wiązać się z nimi dożywotnie, dziedziczne, zbywalne prawa - tak jak do wybudowanego domu.

Nie dotyczy to wynalazków, które z reguły są dość proste - i prędzej czy później ktoś inny mógłby na nie wpaść.




cool smiley

21-04-2009 - 15:13:12

Cytuj
1. Okres ochrony powinien być proporcjonalny do stopnia unikalności dzieła.

Jak chciałbyś mierzyć stopień unikalności dzieła?

Cytuj
2. W przypadku jakichś banalnych grafik czy krótkich tekstów może to być zaledwie 5 lat

Nie mam pojęcia co jest dla Ciebie banalną grafiką, ale czy np. wiersz jest krótkim tekstem? No i jakie znaczenie ma długość?

Cytuj
W przypadku dużych dzieł literackich jak "Pan Tadeusz" - nieskończony.

Czy zauważasz, że ilośc spadkobierców mogła by doprowadzić do tego, że wydanie takiego dzieła po jakimś czasie było by nierealne?

Cytuj
3. Żadnych organizacji "dziedziczących" prawa po zmarłych autorach, typu ZAIKS.

Co więc działo by się z "dziełami sierotkami"?

Cytuj
Nie widzę żadnego powodu, aby unikalne dzieła artystyczne - czyli takie co do których nie istnieje rozsądne prawdopodobieństwo, aby ktoś inny napisał je przez "przypadek", przechodziły z czasem na własność jakiejś komuny.

Jakiej komuny? W jakim sensie własność? Przecież nikt normalny nie proponuje, aby właściciele dzieł musieli je komuś przekazywać, a jedynie aby z nieuzasadnionego powodu nie zabraniać innym ich kopiowania.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 21-04-2009 15:14 przez witek.

22-04-2009 - 15:03:13

> Jak chciałbyś mierzyć stopień unikalności
> dzieła?
>
> Nie mam pojęcia co jest dla Ciebie banalną
> grafiką, ale czy np. wiersz jest krótkim
> tekstem? No i jakie znaczenie ma długość?

Detale do ustalenia...
Kodeks karny też działa na ogólnej zasadzie - im większa wina, tym większa kara.



> Czy zauważasz, że ilość spadkobierców mogła
> by doprowadzić do tego, że wydanie takiego
> dzieła po jakimś czasie było by nierealne?


To samo dotyczy gruntów, domów ...
I jakoś się to kręci.
Od czegoś są testamenty ?


> Co więc działo by się z "dziełami
> sierotkami"?

Absolutne sierotki (brak spadkobierców) mogą stawać się własnością ogółu.
Jak w przypadku majątków bez spadkobiercy.



> Jakiej komuny? W jakim sensie własność?
> Przecież nikt normalny nie proponuje, aby
> właściciele dzieł musieli je komuś
> przekazywać, a jedynie aby z nieuzasadnionego
> powodu nie zabraniać innym ich kopiowania.

Komuna - to własność komunalna.
Dzieło - to niekoniecznie papier na którym jest zapisane, ale informacja którą zawiera.
Obecnie jest to rabowane po śmierci autora. (+ileś tam lat)
Moim zdaniem niczym się to nie różni od opóźnionego podatku spadkowego.

Wyobraź sobie, że odziedziczyłeś dom pod ojcu -
ale musisz go oddać gminie po 1 dniu, po 1 roku, po 10 latach, po 50 latach itp.
Tak jest z prawami autorskimi!





cool smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 22-04-2009 15:06 przez gunmeat.

22-04-2009 - 16:31:25

Ja mam dwa główne spotrzeżenia.

Pierwsze jest takie, że należy wylansować sprzedawanie dzieł na darmowych licencjach poprzez systemy patronatu. Każdy mógłby dorzucić dyszkę żeby muzyk wydał album. Szczegóły do dopracowania, mam sporo pomysłów. Gdyby system wypalił to więcej piniędzy szłoby do artystów, a znacznie mniej do pośredników. Wytwórnie płytowe nie miałyby wpływu na sztukę, musiałyby się jedynie zająć dystrybucją. Same pozytywy. Wszyscy kochamy IN-TER-NET!

Natomiast druga kwestia to to, że koszty ochrony własności intelektualnej powinni pokrywać właściciele... jak to jest rozwiązane i czy w ogóle? Bo gdyby istniał system który eliminuje potrzebę ochrony tej własności, to można by znieść wtedy dopiero tę ochronę i tyle. Po co dodatkowe koszta dla aparatu państwowego, im mniej państwa tym lepiej.

Tylko np. co wtedy gdy zespół tworzy album i jeden z muzyków udostępnia go przed uzbieraniem pełnej sumy? No to już chyba należałoby jakoś penalizować...


Sapienti sat.

23-04-2009 - 01:13:44

Cytuj
Detale do ustalenia... Kodeks karny też działa na ogólnej zasadzie - im większa wina, tym większa kara.

Jakiś przykład? Urząd okreslający unikalność?

Cytuj
To samo dotyczy gruntów, domów ... I jakoś się to kręci. Od czegoś są testamenty ?

To właśnie nie takie proste, bo o ile w domu mieszkać może ograniczona ilość ludzi, to tu mamy do czynienia z "własnością niematerialną".

Cytuj
Absolutne sierotki (brak spadkobierców) mogą stawać się własnością ogółu. Jak w przypadku majątków bez spadkobiercy.

Co do majątków, to myślałęm, że przechodzą na własnośc skarbu państwa, ale może się myle.


Cytuj
Komuna - to własność komunalna.

Ale tu nie ma jasnej własności. Po prostu cofamy zakazy (kopiowania, itp.).

Cytuj
Dzieło - to niekoniecznie papier na którym jest zapisane, ale informacja którą zawiera.

Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś może być właścicielem informacji?

Cytuj
Obecnie jest to rabowane po śmierci autora. (+ileś tam lat)

Tzn. co jest mu zabierane? Rozumiem, że potencjalnie potencjalne zyski, ale czym to się różni od stworzenia utworu konkurującego z tamtym?

Cytuj
Moim zdaniem niczym się to nie różni od opóźnionego podatku spadkowego.

Podatek to zabranie własności, a nie odebranie monopolu.

Cytuj
Wyobraź sobie, że odziedziczyłeś dom pod ojcu - ale musisz go oddać gminie po 1 dniu, po 1 roku, po 10 latach, po 50 latach itp. Tak jest z prawami autorskimi!

Nie. Jeśli oddasz dom, to nie masz domu. W przypadku wygaśnięcia praw autorski, masz wszystko to co miałęś wcześnie, tylko, że inni też mają to samo.

Cytuj
Pierwsze jest takie, że należy wylansować sprzedawanie dzieł na darmowych licencjach poprzez systemy patronatu. Każdy mógłby dorzucić dyszkę żeby muzyk wydał album. Szczegóły do dopracowania, mam sporo pomysłów. Gdyby system wypalił to więcej piniędzy szłoby do artystów, a znacznie mniej do pośredników. Wytwórnie płytowe nie miałyby wpływu na sztukę, musiałyby się jedynie zająć dystrybucją. Same pozytywy. Wszyscy kochamy IN-TER-NET!

Ale dlaczego zakładasz, że artyści mają zarabiać na redystrybucji dzieł. Czy mamy się martwić także o to, czy górnicy bedą mieli jak zarobić na wydobywaniu węgla?

Cytuj
Natomiast druga kwestia to to, że koszty ochrony własności intelektualnej powinni pokrywać właściciele... jak to jest rozwiązane i czy w ogóle?

Według moich informacji w niektórych krajach łamanie praw autorskich ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego i tyle.

Cytuj
Bo gdyby istniał system który eliminuje potrzebę ochrony tej własności, to można by znieść wtedy dopiero tę ochronę i tyle. Po co dodatkowe koszta dla aparatu państwowego, im mniej państwa tym lepiej.

Ale w jakim sensie eliminuje. Albo własnośc należy się komuś na jakiejś podstawie, albo nie.

Cytuj
Tylko np. co wtedy gdy zespół tworzy album i jeden z muzyków udostępnia go przed uzbieraniem pełnej sumy? No to już chyba należałoby jakoś penalizować...

Ale po co narzucać jeden model? Czy muzycy nie mogą podpisać stosownej umowy?

23-04-2009 - 16:58:03

> Jakiś przykład? Urząd okreslający
> unikalność?

Coś masz ograniczoną wyobraźnię....
Pomyśl trochę. Np. jak ludzie np. sprzedają jabłka bez urzędu?



> To właśnie nie takie proste, bo o ile w domu
> mieszkać może ograniczona ilość ludzi, to tu
> mamy do czynienia z "własnością
> niematerialną".

No to chyba tym łatwiej się podzielić, prawda?




> Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś
> może być właścicielem informacji?

Komunista by napisał:
A na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś może być właścicielem fabryki?




> Tzn. co jest mu zabierane? Rozumiem, że
> potencjalnie potencjalne zyski, ale czym to się
> różni od stworzenia utworu konkurującego z
> tamtym?

Czym się różni zabranie sklepu od wybudowania obok nowego ?



> Podatek to zabranie własności, a nie odebranie
> monopolu.

Widzę, że próbujesz dokonać manipulacji semantycznej.
Możemy o tym jeszcze podyskutować, ale to będzie dzielenie włosa na czworo.


> Nie. Jeśli oddasz dom, to nie masz domu. W
> przypadku wygaśnięcia praw autorski, masz
> wszystko to co miałęś wcześnie, tylko, że
> inni też mają to samo.

j.w.



> Ale dlaczego zakładasz, że artyści mają
> zarabiać na redystrybucji dzieł. Czy mamy się
> martwić także o to, czy górnicy bedą mieli jak
> zarobić na wydobywaniu węgla?


Ja nic nie zakładam, że "ktoś ma zarabiać".
Mnie obchodzi prawo własności.
Jeśli ktoś zrobił coś z "niczego", to jest właścicielem.
To chyba dość naturalne prawo?





cool smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 23-04-2009 17:02 przez gunmeat.

23-04-2009 - 20:09:58

>> Jakiś przykład? Urząd okreslający
>> unikalność?

>Coś masz ograniczoną wyobraźnię....
>Pomyśl trochę. Np. jak ludzie np. sprzedają jabłka bez urzędu?

Może mam ograniczoną. Wydaje mi się, że jeśli mają jabłka (lub możliwośc ich wytworzenia) i uznają, że opłaca się im je sprzedać, to je sprzedają. Analogicznie jeśli np. mam płytę, to opłaca mi się zrobić kilka kopii i je sprzedać...
Sprzedaż jabłek nie wymaga określenia stopnia unikalności jabłka. Może podasz jakiś przykład?

>> To właśnie nie takie proste, bo o ile w domu
>> mieszkać może ograniczona ilość ludzi, to tu
>> mamy do czynienia z "własnością
>> niematerialną".

>No to chyba tym łatwiej się podzielić, prawda?

Nie koniecznie. W przypadku domu trzeba zrobić porzadek kiedy właściciele nie mieszczą się w nim, tutaj można dzielić w nieskończonośc, chyba że trafi się jedna osoba, która uzna, że lepiej już tego nie rozpowszechniać.


>> Ale na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś
>> może być właścicielem informacji?

>Komunista by napisał:
>A na jakiej podstawie twierdzisz, że ktoś może być właścicielem fabryki?

Własność istnieje niemal od zawsze, "wasność intelektualna" jest pojęciem nowym. Tamta jest głęboko zakorzeniona w naszej kulturze. Ta nowa patrząc na sklę piractwa w ogóle.

>> Tzn. co jest mu zabierane? Rozumiem, że
>> potencjalnie potencjalne zyski, ale czym to się
>> różni od stworzenia utworu konkurującego z
>> tamtym?

>Czym się różni zabranie sklepu od wybudowania obok nowego ?

Tym, czy poprzedni właściciel ma swój sklep. W przypadku skopiowania dzieła dalej ma swoje dzieło...

>> Podatek to zabranie własności, a nie odebranie
>> monopolu.

>Widzę, że próbujesz dokonać manipulacji semantycznej.

Tzn.? Przez nazwanie praw autorskich monopolem na wydawanie? Przecież one są monopolem, podobnie jak własność jest monopolem na dysponowanie własnym majątkiem. za to określenie własność za bardzo tu nie pasuje.

>Możemy o tym jeszcze podyskutować, ale to będzie dzielenie włosa na czworo.

Czemu?

>> Nie. Jeśli oddasz dom, to nie masz domu. W
>> przypadku wygaśnięcia praw autorski, masz
>> wszystko to co miałęś wcześnie, tylko, że
>> inni też mają to samo.

> j.w.

Możesz rozwinąć?

> Ja nic nie zakładam, że "ktoś ma zarabiać".

Pytanie nie odnosiło się do twojej wypowiedzi.

> Mnie obchodzi prawo własności.
> Jeśli ktoś zrobił coś z "niczego", to jest właścicielem.
> To chyba dość naturalne prawo?

Czy jeśli ktoś zrobi z kilku (kupionych od innego hodowcy) nasion jakiejś rośliny więcej tych nasion, to czy jest ich właścicielem? IMO tak. Jeśli więc zrobię ze swojego obrazu/filmu który kupiłem kopię, to czemu właścicielem jest kto inny?



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 23-04-2009 23:52 przez witek.

23-04-2009 - 22:09:31

Mnie zawsze ochrona praw autorskich kojarzy się z walką z globalnym ociepleniem

24-04-2009 - 10:27:03

Wyobraźcie sobie J.S. Bacha który by napisał tylko koncert na dwoje skrzypiec i leżał juz do końca życia gdzieś na białym piasku i gapił się na błękitny ocean a dolarowe tantiemy wypełniałyby jego pałac; po co miałby dalej coś tworzyć ? Nie byłoby wtedy Bacha i innych tak właśnie prawa autorskie przyczyniają się do niszczenia naszej cywilizacji...

29-04-2009 - 00:52:53

Z historycznego punktu widzenia:
Prawa autorskie to po angielsku copyright. "Prawo do kopiowania" i tak dokladnie dzialaly na poczatku swojego istnienia. Autor sprzedawal prawa do wydania dziela wydawcy a ten mial wylaczne prawa do wydawania (kopiowania) tejze ksiazki. Natomiast wolno bylo: wypozyczac kupione ksiazki, przerabiac dziela w nowe formy artystyczne (na przyklad w celu wystawienia w teatrze). Prawo to nie ulegalo przedawnieniu.
Jakies 300 lat temu angielski parlament wydal ustawe, ktora ograniczala prawa autorskie do 12 lat. Rozumowanie bylo proste: przez 12 lat wylacznosci autor i wydawca zarobia dosyc. Po kilkunastu latach zdecydowana wiekszosc dziel przestaje miec wartosc komercyjna i przechodzi do 'public domain', czyli na wlasnosc publiczna (nie bylo zadnych ZAIKsow) i kazdy moze dowolnie tresc kopiowac i wykorzystywac.
W Stanach bylo podobnie, z tym, ze kontytucja nakazuje Kongresowi stworzenie ustawy, ktora "promowalaby tworczosc i wynalazczosc poprzez limitowane w czasie prawa autorskie". Poczatkowo ochronie podlegaly tylko dziela zgloszone w specjalnym urzedzie.
Amerykanscy lobbysci sa jednak na tyle skuteczni, ze Kongres przez ostatnie pol wieku sukcesywnie przedluza ten 'limitowany' czas i zlikwidowal obowiazek rejestracji. W praktyce oznacza to, ze wszystko jest objete prawami autorskimi, niezaleznie od woli tworcy. Po pewnym czasie niemozliwe sie staje ustalenie wlasciciela praw autorskich - a jesli mozliwe to bardzo kosztowne (prawnicy). W przypadku wielkich dziel sztuki problem jest niewielki - nadal sa wydawane. Jednak 'klasa srednia' po prostu przepada - nie da sie wydac sredniego filmu sprzed 40 lat, bo koszty prawnicze przekraczaja mozliwe zyski z malego wydania, a skoro nie da sie go wydac, to oryginal gnije gdzies w magazynie - do czasu az zniszczeje do konca.

Najwiekszym problemem praw autorskich w internecie jest doslowne rozumienie 'copyrights'. Wolno ci pozyczyc koledze plyte CD (moze on ja skopiuje, ale wtedy to jego przestepstwo, nie twoje). Natomiast nie wolno ci tej plyty wyslac mu jako pliku mp3, bo robiac to tworzysz kopie. Nawiasem mowiac - sluchajac tej plyty tez tworzysz kopie (w pamieci komputera).
Kradziez plyty w sklepie (w Stanach) skonczy sie pewnie drobna grzywna. Sciagniecie tej samej plyty przez torrenta jest juz przestepstwem federalnym i podlega nielimitowanemu odszkodowaniu w procesie cywilnym. Natomiast ominiecie zabezpieczen chroniocych przed kopiowaniem to juz prawie kara smierci...

Mozliwe rozwiazanie:
Prawa autorskie obowiazuja dopiero po rejestracji dziela w odpowiednim urzedzie (urzad pobiera oplaty by sfinansowac swoja dzialanosc). W dobie komputerow taki urzad bylby tani i prosty, a przy okazji dzialalby jako archiwum sztuki i baza danych wlascicieli praw autorskich (z pozytkiem dla wszystkich).
Po uplywie okreslonego czasu (na przyklad 5 lat) prawa autorskie ulegaja przedawnieniu i urzad udostepnia dane dzielo przez internet. Wlasciciel praw moze przedluzyc ochrone (za kolejna, niewielka oplata) na kolejne 5 lat, pozniej kolejne itd. Dzieki temu utwory o wartosci komercyjnej so chronione dla tworcow (i ich zyskow), a dziela bez wartosci komercyjnej sa chronione przed zniszczeniem. Natomiast artysta ktory zobaczy na murze graffiti i zechce o nim zrobic film nie musi sie bac o naruszenie czyichs praw autorskich. Idzie do urzedu, sprawdza czy graffiti zostalo zarejestrowane (pewnie nie) i juz wie ze jest bezpieczny. A jezeli zostalo zarejestrowane to wie do kogo ma sie udac po pozwolenie. Wszystko jasne i przejrzyste.

Regulacje prawne dotyczace internetu nie sa az tak istotne.. Generalnie w sprawie muzyki nalezaloby je zrownac z radiem (czyli wolno sciagnac z internetu i posluchac (jak w radiu) ale nie wolno robic permanentnej kopii na dysku). Wolno wysylac 'w internet' muzyke, ale nie wolno wysylac muzyki 'na zadanie' (czyli jak w radiu - sluchasz tego co nadaje DJ a nie wybierasz konkretnego utworu).
W przypadku filmow sprawa jest jasna: sciagasz = kradniesz. Bezdyskusyjnie.
Istotne sa formy egzekucji takich praw. W zasadzie nie da sie ustalic co kto sciaga (sprawdzanie IP dziala poki nie zrobisz proxy w Nigerii). Najprostszym sposobem jest zostawienie tego wlascicielom praw autorskich. Niech to oni, a nie prokuratura ustalaja IP, nazwiska i adresy ludzi i udowadniaja ich wine (w sprawie cywilnej). Na wlasny koszt, ktory pozniej moga dolozyc do wysokosci zadanego odszkodowania.

Na pocieszenie dodam jedno: prawa autorskie do filmow (z nimi jest najwiekszy problem) przestana byc problemem za parenascie lat. Przy obecnych postepach animacji komputerowej za kilkanascie lat dzieciak z podstawowki bedzie w stanie zrobic na swoim PC kopie Star Wars. Bedzie taki zalew filmow - darmowych lub za symboliczna oplata, ze wielcy producenci zaczna sprzedawac swoje filmy po dolara od sztuki (przez internet) i ludzie przestana krasc. Jakbys mial za zlotowke kupic film i obejrzec go w czasie rzeczywistym przez internet (no bo duza wytwornia filmowa bedzie miala lacza na wyslanie ci tego w takiej szybkosci) to nawet bys nie pomyslal o sciaganiu przez 3 dni torrenta w kiepskiej jakosci...

30-04-2009 - 10:43:42

@gunmeat
Cytuj

Czym się różni zabranie sklepu od wybudowania obok nowego ?
No właśnie tym czym kradzież roweru od "kradzieży" informacji. W 1 przypadku właściciel już nie ma a w drugim nadal ma tą "rzecz".

Prawdziwe prawo własności opiera się na rzadkości. Informacja nie jest rzadka. Dlatego np. rowery podlegają własności a powietrze nie.

Prawa autorskie to takie prawa do zysku. Np. wymyślę, że otworzę sklep na osiedlu. Wykonałem pracę i się wysiliłem. Jak ktoś skopiuje mój pomysł i postawi sklep obok to utracę prawo do zysku tak samo jak twórca utraci je jak ktoś skopiuje mu jego dzieło smiling smiley

Nie jestem jakimś absolutnym przeciwnikiem praw własności, ale jak ktoś nie widzi różnicy między zwykłą własnością a "własnością intelektualną" to z pewnością jestem przeciwnikiem takich pomysłów.



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 30-04-2009 10:49 przez ikti.

30-04-2009 - 21:50:27

elgreco Napisał(a):
-------------------------------------------------------
> Wyobraźcie sobie J.S. Bacha który by napisał
> tylko koncert na dwoje skrzypiec i leżał juz do
> końca życia gdzieś na białym piasku i gapił
> się na błękitny ocean a dolarowe tantiemy
> wypełniałyby jego pałac; po co miałby dalej
> coś tworzyć ? Nie byłoby wtedy Bacha i innych
> tak właśnie prawa autorskie przyczyniają się
> do niszczenia naszej cywilizacji...


Karol Marks tak by to sformułował:

Wyobraźcie sobie Rockefellera który by wybudował
tylko jedną fabrykę i leżał juz do
końca życia gdzieś na białym piasku i gapił
się na błękitny ocean a dolarowe tantiemy
wypełniałyby jego pałac; po co miałby dalej
coś tworzyć ? Nie byłoby wtedy Forda i innych
tak właśnie prawa własności przyczyniają się
do niszczenia naszej cywilizacji...




cool smiley



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 30-04-2009 21:53 przez gunmeat.

02-05-2009 - 13:14:54

@gunmeat

A ja za to tak:

Wyobraźcie sobie menela który by poszedł tylko zarejestrować się w urzędzie jako bezrobotny i leżał juz do
końca życia gdzieś na białym piasku i gapił
się na błękitny ocean a dolarowe zasiłki
wypełniałyby jego pałac; po co miałby pracować ? Nie byłoby wtedy pracowników i efektów ich pracy
tak właśnie prawa do zasiłków przyczyniają się
do niszczenia naszej cywilizacji...

Czy mógłbyś mi wytłumaczyć, co prawa autorskie mają do prawa własności, poza "należy się"? Bezrobotnym też "należy się", jak nie wierzysz to ich zapytajwinking smiley

Napiszę jak ja to widzę, to może łatwiej będzie zauważyć różnicę w rozumowaniu.

Praw własności, to prawo dysponowania własnym majątkiem. Nie jest ono gwarantem tego, że jeśli coś mam , to będę coś miał (bo może np. wyparować, spalić się, itp.), a jedynie, że (w granicach wyznaczonych przez prawo) mogę robić ze swoją własnością co tylko zechcę, a inni mogą robić to tylko na moje upoważnienie.

Majątek, to coś co powstało z uprzednio posiadanego majątku, zostało przekazane przez poprzedniego właściciela, lub zostało zajęte/zagospodarowane, kiedy jeszcze właściciela nie posiadało.

Kradzież to wejście w posiadanie poprzez odebranie majątku właścicielowi. Jest ona zła, ponieważ właściciel traci możliwość dysponowania nim swoim majątkiem. Samo wejście przez kogoś w posiadanie nie jest złe.

Mógłbyś napisać, co ewentualnie Twoim zdaniem rozumiem źle, oraz jak wyprowadzić prawo autorskie z prawa własności?
Niestety nie masz uprawnień aby pisać/odpowiadać na tym forum.
Janusz Korwin-Mikke - Internetowa Strona Autorska / Forum - Statystyki

Globalne
Wątki: 6138, Posty: 45245, Użytkownicy: 14785.
Ostatnio dołączył/a Eksterminator.


Statystyki tego forum
Wątki: 454, Posty: 5435.