Tygodnik „Uwarzam Rze” - skądinąd bardzo dobre pismo – zareklamował drugi numer dodatku „HISTORIA” - gdzie na czoło wybija się tytuł artykułu p.Piotra Zychowicza „II RP: Nasza duma”.
Ja się za II Rzeczpospolitą nie wstydzę, bo nie byłem jej obywatelem. Jednak patrząc na II RP z perspektywy czasu naprawdę nie ma z czego być dumnym.
Najwyższe na świecie (do czasu powstania innego socjalistycznego państwa, III Rzeszy...) podatki; potworna, wynikająca z tego bieda; kretyńskie „Wielkie Budowle Socjalizmu” jak Gdynia czy COP, Brześć i Bereza Kartuska, bezsensowne prześladowania mniejszości, likwidacja autonomii Śląska, kretyńska polityka zagraniczna, wreszcie zniszczenie wojska – i w konsekwencji żenująca klęska wrześniowa... Z czego tu być dumnym?
Ale, co najzabawniejsze: ten sam Autor, p.Piotr Zychowicz, w tym samym numerze „Uwarzam Rze” na str.51 pisze jak najsłuszniejszy tekścik p/t: „Jak Polacy mogli zdobyć Prusy Wschodnie”.
Ma absolutną rację. Zamiast wdawać się w wojnę z Rosyjską Federacyjną SRS II Rzeczpospolita powinna była siłą zająć Prusy Wschodnie, oddać Litwie (w rekompensacie za Litwę Środkową?) całe dorzecze Niemna – i w ten sposób usunąć wiszącą nam na karku niemiecką eksklawę.
Tyle tylko, że Naczelnikiem Państwa był wtedy niemiecki (i austriacki) agent, śp.tow.Józef Piłsudski. I Niemcy, mający wtedy tylko 100-tysięczną Reichswehrę, z ulgą obserwowali, jak agent Piłsudski (ps.”Tow Ziuk”) bije się z innym niemieckim agentem, Włodzimierzem I.Uljanowem (ps. „tow. Lenin”).
Czy na polecenie niemieckiego Sztabu Generalnego – to może kiedyś historycy ustalą. Natomiast pewne jest, że jako dobry socjalista nie zaatakował RFSRS dopóki ta zmagała się ze śp.Antonim Denikinem, Piotrem Wranglem, Aleksandrem Kołczakiem – i innymi wrednymi reakcjonistami!



Wykop
del.icio.us
Digg
Rozdmuchany do granic możliwości jest mit Łosia, który w swojej podstawowej wersji A był niemal niezdolny do użytku, konieczne było znacznie ulepszenie i produkcja Łosia B, który z resztą nadal miał podstawową wadę: był zadziwiająco wąski, przez co luki bombowe miał między innymi w skrzydłach, tam, gdzie inne bombowce miały dodatkowe zbiorniki paliwa, co skutecznie zmniejszało jego zasięg. Poza tym był typem samolotu w ogóle niepotrzebnym w realiach nadchodzącej wojny - bombowiec jest bronią ofensywną, w przeciwieństwie do myśliwca!
Niemcy nie mogli się też nadziwić, jakim cudem P.11 jest w naszej służbie, a (względnie) lepsze P.24 produkowane były (w całości) na eksport, lub sprzedawano licencję! Zdobyte tak pieniądze były następnie topione we wspomniane projekty...
Idee fixe marynarki - zaminowanie całego wybrzeża - nie zdała egzaminu. Ile okrętów większych od trałowca zatonęło na polskich polach minowych? Odpowiedź brzmi - ani jeden. Same okręty podwodne spisały się o tyle, że nie dały się zatopić. Taktyka wojsk lądowych to z kolei temat na odrębny i dłuższy wykład...
Co do wypowiedzi Conducatorul na temat Łosia to: owszem zapewne jak każdy samolot miał swoje wady, natomiast w porównaniu z bombowcami niemieckimi wypadał wcale dobrze, choćby pod względem udźwigu bomb: Łoś do 2600 kg, He 111 do 2500 kg, Do 17 do 1100 kg (!), Ju 88 do ok. 2000kg (pylony miał także pod skrzydłami). Prędkości przelotowe zbliżone. Jesli chodzi o PZL P11 to owszem w 1939 roku były przestarzałe ale w latach 1933-1934 pierwsze lata produkcji był to jeden z najnowocześniejszych samolotów myśliwskich. A technologincznie taki samolot teoretycznie powinien przez te 7-10 lat nie zestarzeć się makabrycznie. Co do Jastrzębia - cięzko cokolwiek powiedziec - nie brął udziału w walkach więc gdybanie możemy sobie darować. Wilk to zapewne byłby równie nieudany projekt co Me110. Zdarza się.
Reasumując błędem jestem patrzeć na dokonania II RP w zakresie rozwoju wojska i zabezpieczenia przed wojną jeśli patrzymy przez pryzmat daty 01.09.1939r. Gdyby w 35' 36' czy 37' wiadomo było że 1 września wybuchła wojna to pewnie badania skupiły by się na innych aspektach niż budowa Łosia, Gromu czy Błyskawicy.
Warto jednak wspomnieć że w 39 dywizja piechoty WP dorównywała siłą ognia i nasyceniem broni artyleryjskiej i ppanc jednostkom niemieckim.
Zapas zabieranego ładunku nie jest jedynym, ani nawet nie najważniejszym, kryterium oceny bombowca. Abstrahując od faktu, iż broń taka nie była nam potrzebna, w przeciwieństwie do np. bardziej udanego Suma, mrozi krew w żyłach cena jednego egzemplarza - sięgająca niemal miliona (ówczesnych) złotych! Proszę też sprawdzić, ile Łosi zostało zamówionych i opłaconych, a ile z nich było zdatnych do użytku (przede wszystkim, ile miało... silniki). Polacy po pierwsze, nie byli zdolni zaprojektować własnego silnika, po drugie, nie byli w stanie wyprodukować wystarczającej ilości licencjonowanych - a po co budować kadłuby samolotów?
Dodatkowo warto prześledzić historię użycia tych samolotów bojowo. I sprawdzić, jaką ilość usterek należało usunąć w projekcie Łosia A, aby w ogóle można było rozmawiać o jakimkolwiek sensie produkcji seryjnej.
Wysiłek zbrojeniowy II RP był zwyczajnie nieefektywny. Dominowała niechęć do jakiejkolwiek motoryzacji, zamiast tego wydając ogromne pieniądze na kawalerię. Prawdą jest, iż łatwiej SFORMOWAĆ jednostkę kawalerii, niż zmotoryzowaną, znacznie drożej ją jednak UTRZYMAĆ - wystarczy porównać z jednostką Maczka, a także jej losem bojowym, by przekonać się, co było bardziej efektywne. Argument o braku pieniędzy wydaje się nietrafny, z uwagi na olbrzymie pieniądze topione w Łosiach, Wilkach i tym podobnych. Problem leżał w niezrozumieniu idei nowoczesnej wojny i rozumowaniem kategoriami drugiej i trzeciej dekady XX wieku. Jedyne, co znajduję na obronę Polaków to fakt, że nie rozumiała tej idei większość świata.
Polska dywizja w podstawowym stanie etatowym i z regulaminowym sprzętem niestety nie dorównywała siłą ognia analogicznej jednostce niemieckiej, nie były to jednak katastrofalne przepaści. Problem polegał raczej na nieumiejętnym użyciu siły ognia. Artyleria działała w sposób nieskoordynowany z powodu braku odpowiedniej łączności - gdy Niemcy stawiali na komunikację radiową, WP korzystało ciągle z zawodnych w warunkach bojowych kabli. Niestety, również taktyka piechoty pozostawiała wiele do życzenia - Polacy stawiali na walkę w rodzaju tej z 1920 roku - na bagnety, podczas gdy Wehrmacht na siłę ognia. Zdarzały się też szarże kawalerii na karabiny maszynowe (!), między innymi pod Krojantami.
Co do motoryzacji to łatwo jest wspominać że ojejeju Wojsko Polskie miało głównie trakcję konną. Owszem miało, tylko nie można zapominać że położenie Polski do co najmniej połowy lat '30 powodowało że głównym zagrożeniem była jednak Rosja Radziecka. Pod tym kątem należy spojrzeć patrząc na wysiłek zbrojeniowy i motoryzację armii. Jaki sens ma "pakowanie" żołnierzy na cięzarówki skoro wschód polski miał jedynie śladowe ilości dróg a transport odbywał się głównie koleją. Teren wschodnich granic RP to olbrzymie tereny o małej gęstości zaludnienia i jeszcze mniejszej sieci dróg - teren idealny dla kawalerii i transportu konnego który "wlezie" praktycznie wszędzie. Oczywiście koszt wystawienia jednostki o ciągu motorowym był porównywalny z jednostką o ciągu konnym za to jego utrzymanie było tańsze. Nie zmienia to jednak faktu że najzwyczajniej w świecie ciężarówki po lasach i grzęzawiskach jeździć nie będą (nie wspominając o problemach z tzw "serwisem", materiałami pędnymi i dostępnością cześci zamiennych.
Piechota Polska (dywizja) na stopie wojennej vs niemiecka:
stan liczebny P: 15580 vs N: 17851
konie: P: 6219 vs N: 3870!
czołgi: P: 13 vs N: 0
działa: P: 42 vs N: 60
moździerze: P: 18 vs N: 24
działka ppanc: P: 18 vs N: 57!!!
ckm: P: 142 vs N: 112
różnice są generalnie nieznaczne (pomijając nasycenie działkami ppanc na korzyść niemiec)
stosunek artylerii polskiej na dywizję vs niemiecka:
P: 132 działa vs N: 159 (ZSRS: 118)
Acha krótko co do łączności. Liczba radiostacji w ramach dywizji piechoty:
Niemcy: 141, ZSRS: 87, Francja: 81, Polska 56. - faktycznie sporo było do nadrobienia to jest fakt.
Co do rodzaju walki to też się niezgodzę - faktycznie Niemcy panicznie bali się zarówno szarż kawalerii jak i walk na bagnety (zazwyczaj dawali nogę w obliczu takiego ataku zwłaszcza z zaskoczenia) ale żeby od razu robić z tego główną taktykę??
Można się oczywiście spierać o taktykę, rozstawienie wojsk w '39, zastosowanie kawalerii i rozparcelowanie jednostek pancernych tudzież przesadną ostrożność z wyposażaniem jednostek w karabin przeciwpancerny wz36. Należy jednak cały czas pamiętać o dwóch podstawowych rzeczach:
1 możliwości finansowo/produkcyjne niemiec i polski w latach 30
2 fakt że rozbudowa miała charakter długofalowy i musiała być przeprowadzana etapami. To nie EURO 2012 do którego można się przez 5 lat przygotowac na konkretny termin. W dodatku wrogów mieliśmy dwóch i teatry potencjalnych działań wojennych też diametralnie różne. Niech świadczy o tym chociażby fakt że po 41r/ niemcyh znowu zaczęli tworzyć jednostki kawalerii!
http://www.youtube.com/watch?v=xHozIjOZ70s
:)
Odnosząc sie do wątku...
Przede wszystkim ciężko jest zaprzestać produkcji jednego modelu i przejść na nowy. Weźmy jeszcze pod uwage całe zaplecze technicze, szkoleniowe itp. Wprowadzenie do seryjnej produkcji to równiez osobny temat. A na czyms musieli w tym czasie latac.
bardzo często jeżeli chodzi o wiele spraw/w tym przypadku II RP/ posługujemy sie duuuuzymi skrótami myślowymi...
co do motoryzacji i ta niechęć...wszystko ok, ale weźmy pod uwage jakie było w ogóle nasycenie samochodami ówczesnej Polski. Nie za duże, wyglądało by to kuriozalnie gdyby armia miała więcej ciężarówek w paru brygadach/dywizjach niż reszta społeczeństwa :D
Poza tym rzecz zasadnicza...skąd wziąć tyle sprzętu?
Zgodnie z doktryną, ze będziemy walczyć prędzej z ruskimi to biorąc pod uwagę stan infrastruktury, użycie kawalerii nie było aż takie bezzasadne.
Co do porównania struktur..to o ile uzbrojenie i wyposażenie pojedynczego strzelca polskiego i niemieckiego można uznać za względnie bardzo podobne, nawet ogólna organizacja wielkich jednostek była podobna to dysproporcja w liczbie ckm i artylerii była zdecydowanie na korzyść niemców:(
Ech..Krojanty i szarza na karabiny maszynowe?taaa..szarże z szabelką na czołgi? Ech...
Trzeba jeszcze spojrzeć, że w 39 ŻADNA armia nie była gotowa do wojny /również niemiecka!/ Tyle sie mówi o dywizjach pancernych itp, ale ile ich niemcy mieli?6? niemiecka dywizja piechoty nadal posuwała się "z buta" i do transportu używała...koni.
Przy ocenie wysiłku zbrojnego II RP często patrzy się tylko przez pryzmat 1.09.
Spójrzmy jednak na to, że w 20 lat po odzyskaniu państwowości, Polska była w stanie wystawić prawie milion jednolicie umundurowanych/wz.19 i wz.36/ i wyposażonych żołnierzy. Żołnierzy o /ogólnie patrząc/ wysokim morale.
Mobilizacja, która jakby nie spojrzeć została przeprowadzona./dzisiaj obawiam się, że państwo nie byłoby w stanie czegoś takiego w ogóle przeprowadzić/
Porównajmy to ze stanem obecnym. tez mamy prawie 20 lat i co? Sprzęt podobnie stary, jakie morale? za parę lat brak rezerw.
O ile na same czołgi nie szarżowano, miały miejsce starcia kawalerii konno przy obecności niemieckich czołgów, np. pod Mokrą, gdzie płk Filipowicz zdecydował się na podciągnięcie jednej z podległych jednostek w szyku konnym. Pech chciał, że akurat na drodze znalazły się niemieckie czołgi, którym być może spieszona kawaleria mogłaby dać odpór przy użyciu broni przeciwpancernej, w tych warunkach jednak było to niemożliwe.
Choć nie istnieją potwierdzone "szarże" na niemieckie czołgi, z perspektywy załóg tychże czołgów starcia niespieszonej kawalerii z nimi (które, wbrew polskiemu zadufaniu, miały miejsce) wyglądały nie raz właśnie na szarżowanie.
Niemcy dysponowali zmotoryzowanymi dywizjami piechoty, lub choćby częściowo zmotoryzowanymi. Proszę nie konfabulować.
Stąd można było "wziąć tyle sprzętu", skąd wzięło się dziesiątki kadłubów Łosi, na które pieniądze były, nie było jednak silników lotniczych. A także za pieniądze utopione w licznych projektach, które zanim jeszcze opuściły deski kreślarskie już były ślepymi zaułkami. Polska wydawała niebotyczne 20% budżetu na zbrojenia, przy takich funduszach uważam, iż można było je znacznie lepiej rozplanować.
Co najważniejsze, polskie lotnictwo nie zdało egzaminu per se. Zdecydowanie większa część samolotów Luftwaffe zestrzelona została przez, nieliczną przecież, broń przeciwlotniczą, a nie w wyniku zwycięstw powietrznych, bo takich... niemal nie było, może z niejaką przesadą.
Nie ujmuje to indywidualnego bohaterstwa żołnierzy i oficerów, chłodna i skrupulatna ocena wysiłku wojennego II RP pozwala stwierdzić, że był on skierowany na niewłaściwe tory. I niezależnie od tego, na jak niewłaściwych torach osadzimy w tym zakresie III RP, czy Francję do 1940, to nadal działania sanacji zasługują na, w najlepszym razie, 3-.
ciekawe, w ktorym to roku wedlug JKM Polska miala jako pierwsza zaczac lamac postanowienia traktatu Wersalskiego, Niemcy czekali z tym do czasu az odbudowali wojsko, nb. to pierwsze zlamanie warunkow traktatu, na prawde ciekawi mnie konretny rok, w ktorym byla do tego dogodna sytuacja , nie mowiac juz o tym ze Polska liczyla na jako taka pomoc od panstw Ententy w czasie konfliktu z Bolszewikami
co do ostatniego akapitu to niestety sie zgadzam, trzeba bylo isc z Denikinem albo Wrangelem bez wzgledu na wszystko, z reszta to my bysmy dyktowali w razie czego na poczatku warunki, Wrangel byl z reszta skory do ugodowych negocjacji
na korzysc Polski, ten krok to byla moim zdaneim najbardziej bledna decyzja okresu miedzywojennego
Pomimo powyższego zgadzam się, że nawet brak niepodległości w ramach białej Rosji albo państwo kadłubowe byłoby lepsze, niż niepodległość z państwem sowieckim na karku i decyzja rozbicia bolszewików byłaby trafniejsza. Nie zmienia to faktu, że ówczesnym dawna Rosja wydawała się niewolącym narody molochem, a bolszewicy - ruchem sezonowym, który sam nie utrzyma własnego państwa. Emocje wzięły górę nad trzeźwą oceną.
Do Pana Janusza. Nie podjęcie walki z Sowietami w ogóle jednak byłoby już tylko głupotą - celem Czerwonych było zdobycie europejskiej hegemonii i zapewniam, że nie zawahaliby się zaatakować Polski, z Prusami Wschodnimi czy bez, sami. Zrobili to choćby kilkadziesiąt lat później, bezceremonialnie atakując Bułgarię - zachęcam do poczytania o okolicznościach tego zdarzenia.
Wstyd i pała z historii. To PRL zniosła Autonomię Śląska. Za czasów II RP Autonomia trwała.
Oczywiście formalne zniesienie autonomii nijak ma się do realnego jej ukrócenia.
http://podatki.onet.pl/dziekujemy-ci-zasa-polsko,19925,5147329,agencyjne-detal
I bardzo dobrze, bo esesmanów trzeba wypierdalać. Każde Niemce to są c'h'u'j'e do potęgi. W 1939 Baca wypierdalał Niemców gdzie popadło. Ta zaraza powinna być zmieciona z powierzchni Ziemi.
Stary Baca