Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63546 komentujących
14153 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

23-02-2016 00:48:00

Rozbudowana wersja tekstu p/t "Historia naturalna seksota"

O tym, że p.Lech Wałęsa był kapusiem SB wiem od 1981 roku – więc znaleziska w szafie p.Marii Kiszczakowej zupełnie mnie nie poruszyły. I głęboko wierzę tej zacnej kobiecie, że wyciągnęła je z szafy akurat teraz – bo, jak to ujęła: „coś mi odbiło”.

Kiedykolwiek by Jej odbiło zawsze padłoby pytanie: „Dlaczego akurat teraz?”... Więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać.

Wiemy więc, że p.Wałęsa był seksotem – takie ładne, rosyjskie – (oficjalne!) określenie: „секретный сотрудник” („sekretnyj sotrudnik” = „tajny współpracownik”), Jednak znacznie ważniejsza od tego jest informacja KIM On w ogóle był?

Gdzieś tam w 1988 chyba roku reżim postanowił pokazać p.Wałęsę w telewizji. Ustawiono Go w głupiej sytuacji: za stołem prezydialnym siedział śp.Mieczysław F. Rakowski, a p.Wałęsa mógł mówić stojąc w przejściu między robotniczą ciżbą. Ale mógł mówić. I co ja wtedy zobaczyłem i usłyszałem?

Zobaczyłem polityka europejskiej klasy, jak na członka PZPR bardzo inteligentnego, mówiącego rzeczy zrozumiałe – a naprzeciwko prostaka bredzącego slogany o „prawach człowieka”, „o roli klasy robotniczej” i o tym, jak powinien wyglądać socjalizm.

Tymczasem – ku mojemu szokowi – WSZYSCY moi znajomi mówili: „Ten Wałęsa zdeklasował Rakowskiego!”!!!

Takie było społeczne zapotrzebowanie na kogoś, kto by pokonał „komunę”, że ludzie widzieli nie rzeczywistość - lecz to, co chcieli widzieć!!

Bardzo podobną sytuację opisywał śp.Tadeusz Dołęga-Mostowicz w klasycznej książce „Kariera Nikodema Dyzmy”. Gdy Dyzma osiągnął pewną pozycję, ludzie nie dostrzegali zupełnie, kim on naprawdę był! Pozwolę sobie zacytować zakończenie tej książki:

– Z czego się pan śmieje? – obrażonym tonem zapytał wojewoda.

Żorż zerwał się, urwał z miejsca śmiech, kilkakrotnie próbował założyć monokl, lecz ręce mu tak się trzęsły, że nie mógł sobie dać z nim rady. Był zdenerwowany i wzburzony do ostatnich granic.

– Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo?! Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków!

– Panie!…

Milczeć! – wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. — Milczeć! Sapristi! Z was się śmieję! Z was! Elita? Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, wasz Nikodem Dyzma to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, fałszerz, i jednocześnie kompletny kretyn! Idiota, nie mający zielonego pojęcia nie tylko o ekonomii, lecz o ortografii. To cham, bez cienia kindersztuby, bez najmniejszego okrzesania! Przyjrzyjcie się jego mużyckiej gębie i jego prostackim manierom! Skończony tuman, kompletne zero! Daję słowo honoru, że nie tylko w żadnym Oksfordzie nie był, lecz żadnego języka nie zna! Wulgarna figura spod ciemnej gwiazdy, o moralności rzezimieszka. Sapristi! Czy wy tego nie widzicie? Źle powiedziałem, że on was za nos wodzi! To wy wywindowaliście to bydlę na piedestał! Wy ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów! Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!…

Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami.

Doktor Litwinek przerażonym i zdumionym wzrokiem przesunął po twarzach obecnych: na każdej był zakłopotany uśmiech, pełen politowania.

– Co to znaczy? – zapytał. – Kto to ten pan?

Pani Przełęska odezwała się:

– Niech pan wybaczy, panie dyrektorze, to mój siostrzeniec, a szwagier prezesa. Zwykle bywa spokojny… jest niespełna rozumu.

– To wariat – wyjaśnił wojewoda.

– Biedny chłopak – westchnęła panna Czarska.

Aha – uśmiechnął się doktor Litwinek – no, oczywiście, wariat.

No więc właśnie ja byłem traktowany jak wariat.

Bo to jest tak: gdy p.Smith je rybę nożem – mówi się: „Prostak”. Gdy robi to lord Coxon, to jest to „wyrafinowane łamanie konwencji”.

P. Wałęsa bredził: „Jestem za, a nawet przeciw” – a ludzie mówili: „Jaki wspaniały paradoks!”

P. Wałęsa został nawet członkiem „Komitetu Mędrców” UE. Co świadczy, że nie tylko w Polsce elity „pozbawione są wszelkich rozumnych kryteriów”.

Więc proszę spojrzeć na p.Wałęsę takiego – jakim On jest. Na pracownika mającego uprawnienia na reperację wózków akumulatorowych niskiego napięcia – bo do pracy przy prądzie wyższego napięcia nikt by Go nie dopuścił. Na półgłówka, który po prostu BREDZI.

I to nie jest Jego wina. On taki jest – a to zwolennicy „SOLIDARNOŚCI”, sprytnie podpuszczeni przez ludzi p.gen.Kiszczaka, wywindowali Go na piedestał.

I dlatego sądzę o d***kracji to, co o niej sądzę!

Z tym, że Nikodem Dyzma zdał sobie sprawę ze swej pozycji i ostatecznie odmówił zostania premierem – a p.Wałęsa bez krępacji zgodził się być prezydentem!!! Nikodem Dyzma był – co przyznał Żorżyk Ponimirski, „sprytnym łajdakiem”, który całkiem inteligentnie manewrował. Za p.Wałęsę robotę odrabiali bezpieczniacy. Pamiętam wyznania kolegów p.Wałęsy: „Myśmy wiedzieli, że on jest agentem – ale nic się nie dawało zrobić - już był tak otoczony wstawionymi innymi agentami".

Powtarzam: „SOLIDARNOŚĆ” rozwiązano w 1983. W roku 1988 na polecenie swoich oficerów prowadzących p.Wałęsa i inni agenci założyli zupełnie inną organizację p/n „SOLIDARNOŚĆ”. Której junta p.gen.Wojciecha Jaruzelskiego uroczyście przekazała władzę.

Co ciekawe: każdy z nich mógł myśleć, że jest jedynym agentem. Agenci nie wiedzą o sobie wzajemnie!!!

I jeszcze jedno: znamy teczkę p.Wałęsy z lat 1971-76. Potem został On najprawdopodobniej agentem WSI (ostatecznie pod Stocznię podwiozła Go – jak mi to powiedział śp.adm.Romuald Waga – motorówka Marynarki Wojennej…) – i dopiero ta teczka będzie interesująca!

Oraz, oczywiście, teczki założycieli tej „SOLIDARNOŚCI-BIS”…

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 25-02-2016 09:32:41 | odpowiedz
    skoro wciąż spora część narodu tak zawzięcie broni Bolka, jak niektórzy św. Mikołaja do 18 roku życia... to myślę sobie jakie szanse miałaby hipotetycznie szansa na hipotetyczną tezę że jednak św. GPS (Giovanni Paolo Santo) nie był wcale taki święty...? choćby tylko wątek "znajomości" z Bolkiem... być może też "nieświadomie"...