Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63924 komentujących
22951 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

01-08-2017 03:40:00

Pax Vobiscum! - czyli: o "sędziach pokoju"

Spory o kształt sądownictwa trwają. Niektórzy ludzie, zrozpaczeni polityzacją sądownictwa, proponują wybieralność sędziów – włącznie z sędziami Sądu Najwyższego. Ja, owszem, bronię zasady wybieralności sędziów – ale dotyczy to sędziów najniższego szczebla. Jest to uzasadnione tym, że Centrala (jaka by nie była) zapewne gorzej prześwietli kandydata na sędziego w gminie – niż uczynią to mieszkańcy gminy. Jednak już sędzia rejonowy (dziś rejon to kilka powiatów) nie jest znany mieszkańcom - więc trudno, by mogli go kompetentnie wybierać.

Już sama zasada wyboru sędziów budzi sprzeciwy. Np. p.Adam K., radca prawny, pisze:

We wczorajszej relacji na żywo sam Pan podkreślił, że ludzie nie powinni wybierać sędziów najwyższych szczebli, bo ponad 90% nie potrafiłaby ocenić ich kompetencji. Skąd zatem pomysł, że w rejonach ludzie potrafiliby ocenić kompetencje sędziów sądów rejonowych (czy też prezesów tych sądów)? Przecież to zbliżona wiedza jest potrzebna do tej oceny. (...)

Mieszkam w Żorach na Górnym Śląsku (niedaleko Rybnika) i nie wyobrażam sobie tych wyborów w 60-tysięcznym mieście. 10 lat spędziłem w Krakowie – trudno mi sobie wyobrazić te wybory w 800-tysięcznym mieście.

Sędzia sądu rejonowego w Krakowie wyda zdecydowanie więcej na kampanię niż sędzia sądu rejonowego w Żorach. Skąd weźmie na to pieniądze zarabiając 5-6 tysięcy miesięcznie?

Jest to nieporozumienie. Przede wszystkim funkcja takiego sędziego nie jest taka zaszczytna ani dochodowa, by ludzie wydawali na wybory tysiące na szczeblu gminnym (w miastach: osiedlowym)! To nawet nie byłby canvassing, czyli chodzenie po domach by żebrać o głosy – bo to by raczej obniżało autorytet kandydata.

Po drugie przypominam, że mam na myśli sędziów najniższego szczebla – kiedyś zwanych „sędziami pokoju” (fatalna nazwa!). Ta instytucja istniała i w Polsce do 1938 roku, zanim sanacja zdławiła resztki wolności. Cytuję Wikipedię:

Na terenach Polski instytucja sędziego pokoju istniała w różnych formach XIX i na początku XX wieku i została ostatecznie zniesiona w 1938 roku. Sądy pokoju łączyły jurysdykcję w sprawach cywilnych i karnych. Ich organizację określała początkowo konstytucja Księstwa Warszawskiego oraz dekret króla Fryderyka Augusta z 26 lipca 1810 r. Sąd pokoju składał się z wydziałów: pojednawczego, spornego oraz policyjnego. Wydział policyjny był także nazywany sądem policji prostej. W postępowaniu cywilnym rozstrzygał sprawy pojednawcze lub gdy wartość sporu wynosiła od 30 do 160 zł, zaś w sprawach karnych do wysokości grzywny 30 zł lub trzech tygodni aresztu. Do jego kompetencji należały ponadto sprawy o pobicia i obelgi. Apelacje od postanowień sądu pokoju wnoszono do trybunałów cywilnych lub sądów policji poprawczej (sprawy kryminalne). Taka organizacja utrzymała się do 1876 r., kiedy wprowadzono sądy pokoju oparte na modelu rosyjskim.

W II Rzeczypospolitej sędzia pokoju przewodził rozprawom, w których początkowo oprócz niego uczestniczyło dwóch ławników; od 1927 sędzia pokoju orzekał jednoosobowo. Lokale dla sądów pokoju (lub pokrycie komornego za lokale wynajęte) były zobowiązane zapewnić gminy. Sędzia pokoju pochodził z wyboru mieszkańców danego okręgu sądowego i obejmował funkcję na pięcioletnią kadencję. Kandydat musiał mieć skończone 30 lat, władać językiem polskim w mowie i piśmie, mieć wykształcenie przynajmniej średnie, cieszyć się pełnią praw obywatelskich i nieskazitelną opinią. Wykluczeni byli parlamentarzyści, urzędnicy, wojskowi w służbie czynnej, duchowni, adwokaci i notariusze”.

Wikipedia nie wspomina o najlepiej rozwiniętym systemie takiego sądownictwa w Królestwie Galicji i Lodomerii (zabór austriacki). Natomiast w przodujących przecież krajach anglosaskich jest tak:

W Stanach Zjednoczonych sędziemu pokoju podlegają sądy najniższej instancji (orzekające o winie w drobnych przestępstwach i wykroczeniach drogowych), udziela też ślubów; funkcja ma charakter wybieralny i wiążą się z nią wynagrodzenia pieniężne. W Wielkiej Brytanii jest to sędzia lokalny, który nie otrzymuje wynagrodzenia (oprócz diet i zwrotu kosztów); może orzekać grzywny do 5000 funtów i kary pozbawienia wolności na okres do 12 miesięcy”.

I o to właśnie chodzi!

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 01-08-2017 11:18:44 | odpowiedz
    Nie można zapomnieć jak wielu sędziów i policjantów pracuje w Polsce.
    Sędziów jest 10000. To jeden na 4000 mieszkańców. Gdyby utrzymać tą liczbę to każdy mógłby osobiście znać swojego sędziego pokoju.
    Policja ma w Polsce 100000 etatów. To jeden policjant na 380 mieszkańców. Gdyby większość z nich była dzielnicowymi to każdy dobrze by znał swoich mieszkańców (i nawzajem) i każdy miałby tylko kilku rozrabiaków na swoim terenie.
    Co więcej, taki sędzia pokoju i dzielnicowy policjant może pracować bez sekretarek, sprzątaczek, kadrowych i innych głupich wydatków.
    • 01-08-2017 12:13:31 | odpowiedz
      Przede wszystkim, to policja powinna podlegać samorządom lokalnym i być przez nich (czyli w efekcie przez mieszkańców gminy, powiatu itd.) rozliczana. Oczywiście z wyjątkiem centralnych jednostek walczących z ogólnopolskimi mafiami, terroryzmem itd. - taką FBI.
      • 01-08-2017 12:36:01 | odpowiedz
        Im niżej policja jest zarządzana tym lepiej.
        Dzielnicowy przypadający na 500 mieszkańców może być przez nich wybierany i opłacany bezpośrednio (na tylu ludzi to jest jakieś 1% dochodów). To jest odpowiednik amerykańskiego szeryfa.
        W przypadku miasta to jest jeden większy blok, taki policjant dosłownie widziałby cały swój teren, wszystkich by znał, wiedział kto lubi rozrabiać i które dzieciaki bawią się zapałkami. W przeciwieństwie do nasłanego przez Rząd "Pana Władzy" ten byłby po prostu sąsiadem który lubi dbać o porządek.