Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64059 komentujących
92287 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

12-09-2018 11:09:00

O piłkarzach, Marsjanach i Królowej Kier

Dlaczego nasza drużyna piłkarska wypadła tak, jak wypadła? Przecież dwa lata temu można było uważać ją za będącą w pierwszej dwunastce na świecie?

Odpowiedz jest bardzo prosta: bo nie powyrzucano z niej nie nadających się do reprezentacji zawodników!

Jak mówiła Alicji Królowa Kier z Krainy Czarów: „Jeśli chce się stać w miejscu, trzeba iść przodu; a jeśli chce się iść do przodu, trzeba szybko biec do przodu”. Bo jeśli stoimy to inni idą do przodu i my zostajemy z tyłu.

Żadne  zasługi, żadna popularność w narodzie, żadna „sprawiedliwość społeczna” nie może mieć miejsca. Jak zawodnik się roztył, stracił ambicje zastania mistrzem świata i zajął się kontraktami reklamowymi – to na jego miejsce czekają młodzi, zdolni i ambitni.

Las dlatego rosnie zdrowo, bo stare drzewa umierają chcąc zachować te stare drzewa niszczymy las – bo młode nie maja gdzie wyrosnąć.

To samo jest z gospodarka: złe firmy muszą bankrutować. Bankructwo jest zdrowym objawem: złe firmy znikają z rynku – i chwała Bogu! Oczywiście może nagle przyjść moda na, na przykład, fajanse – i wtedy przez kilka lat żadna firma do tej pory robiąca fajanse nie zbankrutuje – ale to trwa najwyżej kilka lat.

Proszę to sobie dobrze zakonotować: celem gospodarki nie jest dobro kapitalistów i innych ludzi pracy – lecz dobro konsumentów. To my mamy mieć dobre buty – a po to, byśmy mieli dobre buty kilka procent szewców powinno co roku bankrutować. Wtedy właściciel fabryki butów wyłazi ze skory, by spełnić życzenia kochanych nosicieli butów (bo inaczej straci majątek...); szewc w fabryce boi się, by szef nie wywalił go na zbity pysk z roboty – więc nie odstawia fuszerki. Wyścig szczurów, wyścig szczurów! A mimo to kilka form najgorszych zazwyczaj bankrutuje. Ale my mamy tanie i dobre buty: do wyboru, do koloru.

I mamy kilka działów gospodarki, w których trwa pełen socjalizm, czyli troska o człowieka pracy.

Na przykład: szkoła. Gdyby na Ziemie przylecieli Marsjanie, i spytano ich, co sądzą o poziomie nauki w polskich szkołach, to taki Marsjanin, choćby kompletnie nie znał się na szkolnictwie, odpowiedziałby: „Jest źle – i z roku na rok będzie coraz gorzej”.

Czyli to, o czym wie każdy rozsądny nauczyciel.

A skąd by to wiedział?

Bo wiedziałby, że ŻADNA SZKOŁA NIE BANKRUTUJE.

Większość nauczycieli nie boi się wylecieć z pracy za fuszerkę – bo chroni nich Karta Nauczyciela.  Dyrektorzy szkól nie są ich właścicielami, grozi im co najwyżej utrata posady – co jednak nie oznacza paromilionowej straty na majątku, a robotę zawsze znajdą. Ponadto wylecieć z posady mogą - ale raczej wtedy gdy podpadną związkom zawodowym nauczycieli lub zaczną podrywać niewłaściwe nauczycielki  – a nie wtedy, gdy szkoła będzie źle uczyć! Bo w socjalizmie ważne jest dobro Człowieka Pracy – a konsument ma brać, co mu Człowiek Pracy raczy sprzedać.

I to trzeba zlikwidować.

Oczywistym rozwiązaniem jest prywatyzacja szkół. Zmiana byłaby natychmiastowa: za PRLu na telefon czekało się nieraz 15 lat – jak tylko wpuszczono prywaciarzy, telefony zaczęto zakładać (tak!!) nieraz (tak!)  po dwudziestu minutach od zgłoszenia prośby! Teraz są „komórki”, gdzie panuje jednak socjalizm (bo tylko kilka firm dostało „koncesję”). Gdyby można było zakładać takie firmy bez koncesyj, ceny połączeń spadały znacznie szybciej, niż obecnie. Ale i tak jest nie źle – bo robią to firmy prywatne.

Ale co robić, gdy komunistyczna konstytucja gwarantuje „bezpłatne' (ha-ha-ha...) nauczanie?

Bon oświatowy!

Szkoły prywatyzujemy, Sumę forsy przeznaczana na „oświatę” dzielimy przez n (czyli ilość dzieci). Dajemy ojcu (matce, opiekunowi) rocznie 12 czeków – i tymi czekami będą oni płacić za szkołę. Będą mogli, oczywiście, dopłacać.

I od razu zacznie się ruch do przodu, a balast, czyli złe szkoły, będzie zanikać.  

A rodzice będą wymagali, by szkoły uczyły tego, co chcą rodzice....

...że co? Rodzicie nie znają się na nauczaniu?

A na smażeniu się znają? Tez się nie znają, a jakoś potrafią wybrać dobra restauracje dla swojego dziecka i dla siebie!

Nieprawda-ż?

I to działa.

Działa – bo złe knajpy bankrutują!

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 12-09-2018 11:21:28 | odpowiedz
    Panie Januszu! O co jeśli rodzice poślą dzieci do szkół koedukacyjnych? Albo szkół założonych przez lewaków (np. Sorosa). A nawet (o zgrozo!) szkół koedukacyjnych założonych przez Sorosa?
  • 12-09-2018 21:49:53 | odpowiedz
    Nie zgodzę się z porównaniem żarcia do nauki. Przykład z życia: prywatne szkoły średnie/wyższe. Które statystycznie są preferowane? Te, w których wymagania są nie za wysokie oraz takie, gdzie w razie czego za dodatkową opłatą można uzyskać zaliczenie/ zdanie egzaminu. Można oczywiście powiedzieć, że znający się na rzeczy rodzice wybiorą dla swojego dziecka szkołę zmuszającą do wysiłku, ale jaki % stanowią znający się na rzeczy rodzice? 5, może 10. W dodatku, jeśli w szkole panuje zwyczaj wystawiania ocen nauczycielom przez dzieci... szkoda słów. Zostają podlizujący się wykładowcy i tzw. kumple, a "siekiery" i "kosy" - wylatują.
    I taki właśnie mamy potem przekrój społeczeństwa: bezmyślny, pardon, "motłoch" i niezależnie myślące, pojedyncze rodzynki. A ponieważ głos 1 profesora mniej się liczy, niż głosy 2 lumpów - no to dalej będziemy mieć tak, jak mamy.
    • Z czasem te lepsze szkoły zdobędą reputację. Absolwent takiej średniej szkoły z dobrymi wynikami będzie witany z uśmiechem i bez egzaminów na studiach. Podobnie absolwent renomowanego uniwersytetu z dobrymi wynikami będzie poszukiwany przez najlepsze firmy i agencje łowców talentów. I wiadomo, nic za darmo, do lepszych szkół rodzice będą musieli dopłacać.
      Jednak nic nie jest do końca takie oczywiste. Za PRL-u też były dobre szkoły średnie i uczelnie ze znakomitymi wykładowcami i pasjonatami nauki. Można powiedzieć, że oczywiście nie mieli oni wtedy innych szkół, w których mogliby uczyć, ale... co jeśli taki utalentowany nauczyciel z przekonania jest socjalistą i nigdy nie będzie uczył na drogim uniwerku produkującym krwawych kapitalistów?
      Co ma wtedy zrobić młody liberał po maturze, którego pasją jest fizyka i koniecznie chce być na wykładach takiego profesora? /oczywiście nie tych dotyczących ustroju społecznego/
      • 14-09-2018 23:00:06 | odpowiedz
        Tymczasem mamy run na prezentowanie jakiegokolwiek papierka świadczącego o wyższym wykształceniu. Gdyż popyt na asów nauki stanowi promil zapotrzebowania. Znakomita większość firm zadowoli się faktem, że pracownik formalnie będzie mieć wpisane ukończenie studiów "wyższych" (o ile w ogóle dana firma bierze to pod uwagę). Statystyka wygrywa, oświeconego społeczeństwa tą drogą mieć nie będziemy.
    • Zgadzam się z Tobą co do ostatnich zdań. Wydaje się, że choć mamy za sobą 30 lat wolnego rynku, to za parawanem tej wolności w Polsce zakamuflowana jest wciąż ta komusza mentalność... postawa roszczeniowa, wszystkim po równo i ta bylejakość, że "jakoś to będzie"... No i PiS swoim programem pięknie na to odpowiada. Nie wiem czyja to jest wina. Chyba nie można się już tłumaczyć rozstrzelaniem polskich elit w Katyniu 80 lat temu.
  • 13-09-2018 07:20:26 | odpowiedz
    Po waszych panowie (wyżej) wpisach widać.' że was nawet myśleć nie nauczono? Rodzice którzy poślą dzieci do szkół koedukacyjnych to będą mieli pociechy głupsze od tych rodziców których dzieci chodziły do klas jednorodnych płciowo. Komorowski i Kaczyńscy chodzili do "szkół z dziewczynkami" i co z nich wyrosło? Komorowski pisze "bUl" a śp. Kaczyński informował, że zjadł "obiaT" i ożenił się z kobietą mało atrakcyjną optycznie i do tego starszą o 9 lat!!. Żyjący do dzisiaj gołej baby nie widział na oczy.