Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64090 komentujących
5013 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

12-09-2018 10:58:00

Nowoczesny ratownik

Być może liczba uratowanych przez tych, co rzucają się na ratunek, jest mniejsza niż liczba niefortunnych niefachowych ratowników, którzy utonęli – ale straty dla narodu wynikające stąd, że zniszczono imperatyw kategoryczny udzielania pomocy, będą (i już są!) znacznie większe.

Nowoczesny ratownik , jak już pisałem przy okazji „ratowania” mnie na plaży, dawniej ratownik to był gość zajmujący się ratowaniem tonących – obecnie jest to urzędnik zabraniający ludziom pływać. Jednak to, co powiedział portalowi polki.pl p. Michał Czernicki, w/g tego portalu „doświadczony ratownik, rzecznik prasowy stołecznego WOPR-u” – to już nie jest arogancja władzy; jest to niemoralne, a nawet nieludzkie. Czytamy: „Jeśli widzimy tonącą osobę, najważniejsze jest, by w pierwszej kolejności zawiadomić ratownika. Jeśli nie jest to strzeżone kąpielisko, należy wykonać telefon pod 112. W sytuacji, gdy tonący jest blisko brzegu, możemy podać jakiś konar lub gałąź, ale nie wolno go dotykać”. Dlaczego należy się wstrzymać z taką pomocą? Bo sami możemy przepłacić to życiem. „Naszą pierwszą psychologiczną reakcją jest chęć rzucenia się mu na pomoc, lecz pamiętajmy, że osobom, które nie są przeszkolone, nie potrafią udzielać pierwszej pomocy na wodzie, NIE WOLNO TEGO ROBIĆ. Osoba, która tonie, także dziecko, jest często agresywna, jest w szoku, i może pociągnąć za sobą na dno ratującego” – wyjaśnia Michał Czernicki. P. Czernicki to człowiek rozumny, prawdziwy Europejczyk wg nowoczesnego, unijnego wzoru – jednym słowem: POTWÓR. Ten rozumny człowiek nie rozumie, że chęć rzucenia się na pomoc to nie tylko odruch biologiczny, wyrobiony ewolucyjnie – ale też w naszej cywilizacji nakaz moralny. Kto tego (zakładając, że umie pływać!) nie robi, nie jest człowiekiem. Być może liczba uratowanych przez tych, co rzucają się na ratunek, jest mniejsza niż liczba niefortunnych niefachowych ratowników, którzy utonęli – ale straty dla narodu wynikające stąd, że zniszczono imperatyw kategoryczny udzielania pomocy, będą (i już są!) znacznie większe. Również na poziomie indywidualnym: człowiek, na którego oczach tonie inny człowiek, zwłaszcza kobieta albo dziecko – i który (jakże rozsądnie!) powstrzyma się przed udzieleniem pomocy, ograniczając się do zadzwonienia na 112 (!!!) – będzie miał do końca życie wyrzuty sumienia, koszmary senne i nawet, być może, popełni samobójstwo. Ale o tym p. Czernicki nie myśli – bo zakłada, że inni to takie same jak On potwory. A potwory wyrzutów sumienia, z braku sumienia, nie mają.

 

Super Ekpress, 11.09.2018r. 

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 12-09-2018 14:27:40 | odpowiedz
    Bardzo ważny i pouczający wpis, Panie Januszu.

    Przypomniał mi on sytuację, która miała miejsce lata, lata temu: podwoziłem z wesela do domu kolegę, który był w stanie lekkiego upojenia... Była 10 wieczorem, letnia pora, już ciemno na dworze. Droga wiodła na pewnym odcinku przez tereny parkowo-leśne. Spacerowiczów niewielu. W pewnym momencie przed samochód COŚ wyprysnęło z kępy krzaków. Odruchowo odbiłem kierownicą w lewo i również odruchowo nacisnąłem hamulec. Samochodem lekko zarzuciło, ale dzięki temu manewrowi uratowała się sarna. Przestraszony kolega rzekł wtedy do mnie z wyrzutem: "po co tak BEZ ZASTANOWIENIA (podkreślenie moje) reagujesz? Przecież TO TYLKO sarna, nie człowiek, a mogłeś nas zabić". Z tym zabiciem przesadził, choć o wypadnięcie z drogi było nietrudno. Wtedy odrzekłem, że nie ma czasu na analizę, CO wbiega na szosę, tylko pozostaje odruch. On na to, że jednak najpierw warto by OCENIĆ, czy to człowiek, czy nie. Wtedy powiedziałem, że nie chcę POZBAWIAĆ SIĘ ODRUCHU poprzez zmianę zachowania na analizowanie, bo jest to dużo wolniejsze w reakcji. I jak wyjdzie na drogę człowiek, to co z tego, że wynik analizy będzie: "Omijać! Hamować!", gdy sam manewr będzie spóźniony. Nie dał się przekonać, ja zaś pozostałem wierny swojej idei omijania "z definicji" bez analizy wszystkiego, co znienacka pojawi się na drodze.