Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63972 komentujących
24541 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

28-09-2012 23:55:00

Mała Łucja na pustyni

Parę dni temu zacny ateista pytał mnie, jak mogę wierzyć w istnienie Boga? Odparlem, że to taka sama dobra wiara, jak wiara w nieistnienie Boga. Mój Protagonista prychnął: „Równie dobrze można wierzyć w Niewidzialnego Jednorożca”. „Oczywiście, że można!” - odparłem pogodnie.

Tak się składa, że następnego dnia kupiłem sobie za 50 zł komplet (1408 stron) opowieści śp.Artura Conan-Doyl'a o genialnym detektywie Sherlocku Holm'sie. (Proszę zwrócic uwage na – nie zawsze konsekwentne - zastępowanie wyrzucanego „e” przez apostrof!). Pierwszym opowiadaniem było „Studium w Szkarłacie”, które jako dziecko czytałem po polsku. Jego częścią jest opowieść o losach małej Łucji, która podczas treku przez pustynię straciła rodziców. Gdy jedyny ocalały podróżnik, po wyczerpaniu zapasów wody, mówi jej, że czeka ich śmierć, mała uśmiecha się: „Czym się tak przejmujesz? Szybciej zobaczę się z mamą!”.

Ludzie wierzący mają po prostu znacznie pogodniejsze życie, nie martwią się tak strasznie o swoje zdrowie, nie rozpaczają tak bardzo po utracie bliskich – za to gotowi są poświecic dla ważnej sprawy swoje życie.

W kulturach Wschodu człowiek jest tylko mrówką – i poświęcenie życia dla innych jest efektem zaniżenia roli jednostki. Wynalazek Boga pozwolił naszej kulturze na zachowanie indywidualności, na docenienie roli jednostki – a jednocześnie zapewnił, że ludzie będą, gdy trzeba, poświęcać się dla ogółu.

No, i umierają znacznie pogodniejsi.

Wiara w Niewidzialnego Jednorożca tego, o ile wiem, nie zapewnia. Ale – suum bonum cuique...

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 29-09-2012 00:10:53 | odpowiedz
    Wśród osób cierpiących na Zespół Aspergera jest stosunkowo duży odsetek ateistów. Dlaczego ?
    • 29-09-2012 00:14:54 | odpowiedz
      no, dlaczego?
    • 29-09-2012 00:16:49 | odpowiedz
      Wszyscy czekają z zapartym stolcem, aż jakiś neurolog z prawdziwego zdarzenia, ewentualnie proktolog, wyjaśni ten paradoks.
    • 29-09-2012 00:19:29 | odpowiedz
      Dla kogo to napisałeś? Mnie nie chce się wracać do wcześniejszych opisów ZA i być może dla tego nie dostrzegam związku twojego wpisu z jak zwykle bardzo czytelną notką JKM-a. Profesor który mówi do robotników w taki sposób, że nie jest przez nich zrozumiały - jest parainteligentny.
    • 30-09-2012 19:16:54 | odpowiedz
      Czy można uprzejmie prosić o źródło? Będę zobowiązana.
  • Panie Prezesie - człowiek wierzący w Boga nie powinien o Nim mówić w sposób uchybiający należnemu Mu szacunkowi. "Święć się Imię Twoje". Wynalazek to wynalazek. Bóg to Bóg.
    • 29-09-2012 00:21:29 | odpowiedz
      Następny po neurologu parainteligent?
    • 29-09-2012 02:23:05 | odpowiedz
      A wiesz kto wynalazł rower?
      Ruski u niemca na strychu.
      Jak coś nie jest znane danej grupie społecznej, to jego odkrycie jest wynalazkiem, nawet jeśli dana rzecz istniała od zarania świata.
      Bóg jest świadom naszego istnienia, ale to ne wymusza, że my musimy być świadomi jego istnienia. Niektórzy są szczęśliwsi żyjąc w nieświadomości. Bóg o tym wie, bo przecież jest wszechświadomy i dlatego woli ateistów nieuświadamiać, bo lepszy szczęśliwy ateista niż nieszczęśliwy wierzący.podobnie jest w innych dziedzinach na przykład w gospodarce są tacy socjaliści, a w ekologii zwolennicy teorii globalnego ocieplenia.
      • 29-09-2012 08:37:25 | odpowiedz
        A skad ty wiesz co bog wie i co woli? Rozmawiales z krzewem?
      • Kolego nie zrozumieliśmy się. Jeśli ktoś wierzy w Boga to tym samym uznaje, że Bóg objawił się ludzkości. W związku z czym nie może Go nazywać inaczej jak Bogiem. Chrześcijanin z racji bycia chrześcijanin wierzy w Objawienie, toteż nie może Boga w uwłaczający sposób nazywać "wynalazkiem".
    • 29-09-2012 10:16:17 | odpowiedz
      Zgadzam sie z Toba. Panie Prezesie prosze zwrocic uwage na wpis kolegki.
  • 29-09-2012 00:30:28 | odpowiedz
    Jakim trzeba być kretynem, żeby posądzać JKM-a o wiarę w Boga? Przecież już jaśniej nie jest on tego w stanie powiedzieć, nie mówiąc tego wprost. A skoro uważa, że wiara w Boga jest dobra dla społeczeństwa, to musi być konsekwentny i dla dobra głupich kłamać.
    • 29-09-2012 00:39:42 | odpowiedz
      JKM nie wierzy w Boga a ze względów formalnych jest agnostykiem. Można tego dopatrzyć się, ale nie w jego tekstach pisanych, tylko w wypowiedziach dla TV (rzadkich, ale jednak). Do tego potrzebna jest znajomość mowy ciała i umiejętność dostrzegania tego, co człowiek komunikuje w sposób niewerbalny. Jeśli ateista mówi, że 'wierzę w Boga', to zachowuje się nienaturalnie. Jego głos załamuje się, albo mówi zbyt szybko. Nerwowo zerka w bok, dziwnie intonuje. Można to sprawdzić przy pomocy wykrywacza kłamstw.
      • 29-09-2012 01:04:02 | odpowiedz
        Nie zapominaj o akapitach. Będziesz się wydawał jeszcze mądrzejszy.
      • 29-09-2012 22:06:58 | odpowiedz
        Neurologu ... są 3 możliwości
        1.Naczytałeś się za dużo "Wróżki" lub innych tego typu pisemek i koniecznie chcesz podzielić się nowo odkrytą wiedzą;
        2. Nie zrozumiałeś tekstu, który komentujesz,
        3. Popierdoliły ci się lejce i piszesz co wiesz, a nie wiesz co piszesz -> a to różnica jest zasadnicza.
    • 29-09-2012 04:47:35 | odpowiedz
      Akurat pan janusz jest wierzący.
      Tak jak pisałem niżej on do wiary podchodzi na zasadzie substytutu.
      W tym wszystkim głównie mu chodzi o samą symbolikę.
      Równie dobrze można ożenić człowieka z dziurą w płocie i uznać że jest to małżeństwo.
  • użytkownik usunięty | zgłoś naruszenie
    29-09-2012 00:39:58 | odpowiedz
    JASZE,

    A Stary Baca wierzy w dutki. One czynią cuda. Szczególnie - ALMIGHTY DOLLAR - Wszechmogący Dollar.

    Od kiedy Mośki wynalazły pieniądze, to wszelka wiara opiera się na dutkach.

    Pozdrowienia dla miłośników dollarów,
    szególnie Gold Dollar Certificate,
    Stary Baca

  • użytkownik usunięty | zgłoś naruszenie
    29-09-2012 00:41:47 | odpowiedz
    JASZE,

    I jeszcze jedno. Nie zapomnij jutro dać na tacę jakieś fajne dutki. Kapłani to lubią.

    Stary Baca
  • 29-09-2012 00:44:47 | odpowiedz
    Pozwolę sobie na wpis niezwiązany z tematem, dotyczący paraolimpiady i jej postrzegania przez trzeźwe jednostki oraz "demokratyczną większość".

    Paraolimpiady nie oglądałem, ale zamieszanie które Pan sprokurował roznieciło moją ciekawość. Na portalu you tube można obejrzeć wiele relacji z tych zawodów. Przyznaję widowisko fascynujące, i tak jak Pan opisuje wywołujące emocje niespotykane przy oglądaniu zawodów ludzi sprawnych.

    Pozwolę opisać niektóre spostrzeżenia, przyznaję nie wiem czy gdzieś przez Pana już nie wykorzystane, ale bardzo będące istotnym dodatkiem do dyskusji.

    Dyscypliny biegowe - w moim przekonaniu protezy kończyn dolnych mogą w przypadku profesjonalnego treningu dać wkrótce możliwość osiągnięcia rezultatów lepszych niż w prawdziwych igrzyskach czy zawodach.

    Nie analizowałem sprawy dokładnie, ale mam wrażenie że Polacy odnosili sukcesy głównie w dyscyplinach w których nie były wymagane kosztowne nakłady na "osprzęt" - sprężyste protezy, szybkie wózki itp

    Ciekaw jestem również Pańskiego komentarza odnośnie klasyfikacji medalowej, jeżeli chodzi o Rosję (odnosząc się do Pańskiej uwagi że kraje afrykańskie nie istniały w tych zawodach).

    Proszę zwrócić uwagę na dyscypliny reprezentowane w programie Paraolimpiady, ich wybór jest węższy, a uderza brak sportów walki, poza judo. Brak zapasów, boksu, taekwondo. (odnoszę się tutaj do Pana felietonu o agresji w NCz).

    Nie zajmuję się zawodowo publicystyką, ale może powyższe spostrzeżenia dadzą Panu jeszcze kilka celnych argumentów w tej sprawie.

  • 29-09-2012 00:46:52 | odpowiedz
    Ten kto bezkrytycznie wierzy w życie poza śmiercią znacznie łatwiej zdecyduje się na samobójstwo, czy też w innych przypadkach nie wykaże tyle determinacji, by stoczyć walkę o życie (dosłownie i w przenośni). Po co bowiem walczyć z przeciwnościami losu, skoro "tam w niebie spotkam się z ukochanymi bliskimi". Rzygać mi się chce na taka postawę!!! Trzeba być wyjątkowym ........, by wierzyć w takie rzeczy.
    • 29-09-2012 01:34:22 | odpowiedz
      Wiara w życie wieczne (po śmierci) wynika z wiary w Boga - tego samego, który nas stworzył i dał nam życie i tylko on ma nam prawo je odebrać, dlatego nie ma tu miejsca na samobójstwo!
      Z tego samego powodu osoby wierzące walczą z przeciwnościami losu i walczą o życie, żeby w nim wykorzystywać talenty dane przez Boga (jak w przypowieści), tyle, że nie rozczulają się nad sobą tak jak ateiści!
      • 29-09-2012 15:22:57 | odpowiedz
        Wiara w życie po śmierci wcale nie wynika z wiary w Boga. Życie po śmierci i wiara w Boga to dwie niezależne kwestie. Istnieją deiści, którzy wierzą w Boga, ale nie wierzą w życie po śmierci.
    • 29-09-2012 11:31:33 | odpowiedz
      A mi się rzygać chce, jak ktoś uważa się za twardo stąpającego po ziemi, racjonalnego, uczonego itd. i wierzącego (tak, wierzącego) w Big Bang jako źródło wszystkiego.

      Było sobie NIC, a właściwie NIC nie było, ABSOLUTNIE NIC. I nagle jak to NIC pierdolneło... i wszystko się zaczęło :)

      Bardzo racjonalny początek :) Przecież na co dzień widzimy jak z niczego powstaje tyle rzeczy prawda? :) Jak to energia z niczego powstaje itp. he he he

      Bezkrytyczna wiara nie oparta na wiedzy, czy to w Boga czy w NIC jest fanatyzmem. A fanatycy to są niebezpieczni kretyni.
      • 29-09-2012 15:30:16 | odpowiedz
        Ależ naukowcy-racjonaliści wcale nie wierzą w to, że najpierw nie było NIC, potem Big Bang i pojawiło się COŚ. Tego typu stwierdzenia godne są tryglodytów, którzy wiedzę o ewolucji Wszechświata czerpią z programów typu Discovery Channel. To nie tak - koncepcja Big Bang'u bierze się z ekstrapolacji wstecz teorii ewolucji Wszechświata, która jest zgodna z faktami obserwacyjnymi. W wyniku podobnych ekstrapolacji dochodzi się np. do wniosku, że istnieje pewna temperatura 'zera bezwzględnago' - 0K.
        • 29-09-2012 22:26:48 | odpowiedz
          Ależ ty jesteś uczony, mówisz tak naukowo, a ja tylko tryglodyta... no cóż, trochę nadęty jesteś w tym swoim bełkocie naukowym.

          Na początku nie było czasu, przestrzeni ani materii, więc nie było nic co Ci znane. Ale było jednak coś :)

          I teraz ekstrapoluj sobie neurologu do tzw. usranej śmierci, a i tak będzie to tylko twoje przypuszczenie, że było tak czy siak.

          Nawet jeśli prawidłowo sobie "ekstrapolujesz", to prawa fizyki niekoniecznie muszą działać tak samo w całym wszechświecie, w różnych wymiarach.

          Jesteś jak żaba, która urodziła się w studni i nic poza studnią nie zna, ale może sobie naukowo ekstrapolować, jak to jest na zewnątrz studni, w szerokim świecie.

  • 29-09-2012 01:31:16 | odpowiedz
    Jak komuch pan kręci panie Januszu.
    Mówi pan że wiara (nie religia) to sprawa prywatna a czasem sam o tym dyskutuje.
    Chytrze też w porę pan stopuje taki temat bo z racji jedynego wiecznego prawa czyli prawa dżungli (o którym pan wielki kapitalista cybernetyk pamięta jak nikt inny) w pewnym momencie wyszło by panu samo że konstruktor to psychopata.
    Pan wierzy w jakieś 'zwycięstwo' które jest pańskim wirtualnym celem jak dla innych wieczność i najwyżej nazywa sobie pan je bogiem.
    To jest zabawa w substytuty, kwestie różnych substytów świetnie pan rozumie w przeciwieństwie do korwinojebów.
    W gruncie rzeczy do tego 'zwyciestwa' najlepiej by wykorzystał pan tradycyjnie pojmujący wiarę.
    Pańska wiara to zboczenie (zboczenie to wg pana coś poza normą) i jest to para-wiara.
    Więc po co się pan chwali swoim zboczeniem zwłaszcza że sam pan mówi że to sfera prywatna?
    Taka wiara to może i gorsze od ateizmu bo taki 'wierzący' będzie na pewno dłużej żył (sam pan pisze że wynalazek jest świetny) a przy okazji czując się wolnym może uprzykrzać życie klasycznie wierzącym.
    Przyzna pan że nieco inne zboczenia gdy się je propaguje są gorsze od aseksualnosci? Rzecz jasna tak jak homoś czy romeo mający wiele kochanek na boku powinien udawać przykładnego męża i siedzieć cicho tak pan powinien udawać że po prostu szczerzy wierzy i zamykać temat.
    • 29-09-2012 02:03:27 | odpowiedz
      ...jak to powiedział pan Michalkiewicz - "pierdolisz, ale tylko werbalnie..."
      • 29-09-2012 02:44:15 | odpowiedz
        Zamiast zdobywać mistrzostwa w szachach szykujecie się właśnie do przejęcia władzy -pierdolenia kotka za pomocą młotka (a jak to mówi owsiak) do końca świata i o jeden dzień dłużej.
    • 29-09-2012 02:26:34 | odpowiedz
      "Parę dni temu zacny ateista pytał mnie, jak mogę wierzyć w istnienie Boga? Odparlem, że to taka sama dobra wiara, jak wiara w nieistnienie Boga."

      Skoro wiara w nieistnienie Boga to taka sama dobra wiara to po cholerę pan Janusz strzępi sobie klawisze i bije jałową pianę.

      ps Coraz słabsze wpisy JKMa. Mośki są mistrzami show biznesu i prawie wszystkie prawa (niepisane) rządzące w tym biznesie to oni wymyślili. Jedno z nich mówi, że ze sceny powinno się schodzić u szczytu powodzenia a nie czekać aż głupi ludzie zaczną po łydkach gryź.
  • 29-09-2012 01:53:28 | odpowiedz
    "Ludzie wierzący mają po prostu znacznie pogodniejsze życie, nie martwią się tak strasznie o swoje zdrowie, nie rozpaczają tak bardzo po utracie bliskich – za to gotowi są poświecic dla ważnej sprawy swoje życie."

    A to cytat z książki napisanej przez żołnierza z jednostki która zastrzeliła Osamę - "In all of my deployments, we routinely saw this phenomenon. The higher up the food chain the targeted individual was, the bigger a pussy he was. The leaders were less willing to fight. It is always the young and impressionable who strap on explosives and blow themselves up."
    Ci co się zaniepokoili tym, że JKM może poświęcić swoje życie mogą chyba spać spokojnie...
  • 29-09-2012 02:06:46 | odpowiedz
    jedno pytanie (albo więcej) na dobranoc do sz.p. JKM:
    a czy wierzy Pan w teorię względności?
    a jeśli tak to:
    jak to możliwe, że wszystko od samego początku, co było i będzie, jest cały czas?
    jakby zaplanowane? czy jakoś tak?
    czy na pewno każdy jest kowalem swojego losu?
    :-)
    może Pan już jest królem, a jeszcze o tym nie wie... czego z całego serca życzę
    • 29-09-2012 15:33:22 | odpowiedz
      Czy wszystko jest zaplanowane - tego bym nie powiedział. Gdyby tak było, to mielibyśmy poważny problem z Wolną Wolą.
  • 29-09-2012 02:48:28 | odpowiedz
    ja już od dawna w Boga nie wierzę. Z drugiej jednak strony, kiedy sobie pomyślę, że jesteśmy tylko kupą mięsa i życie ma się tak po prostu tylko odbyć dla samego odbycia to buahaha pusty śmiech człowieka ogarnia.
    Ta wiara w naszym pokoleniu i może następnym jeszcze będzie w szczątkowej formie, ale jednak. Ale przyjdą pokolenia, które już jej wcale nie będą miały. Wątpię, czy będzie to wtedy wspaniały świat.
    • 29-09-2012 15:47:59 | odpowiedz
      Co do tej 'kupy mięsa' - zbioru atomów zanurzonych w trójwymiarowej przestrzeni i poddanych ewolucji w czwartym wymiarze czasowym - zgodnie z prawami fizyki. To, że coś się wydaje bezsensowne, to nie oznacza, że tak być nie może. Poczucie sensu to tylko poczucie - jak wiele innych odczuć. Niektórzy nie mogą się pogodzić z tym, że ich kobieta rzuciła. Czują się z tym źle. Ale czy z tego, że źle im z tym ma wynikać, że jednak nic się nie stało? Otóż ewolucja człowieka trwa nadal a poczucie sensu towarzyszące ludziom wyewoluowało w pewnym, dość ograniczonym środowisku - na planecie Ziemi. W związku z tym człowiek określa sens przy pomocy zmysłów i intelektu, który dobrze sprawdza się w tak wąskim, lokalnym środowisku, jak Ziemia. Jeśli poczucie sensu skonfrontujemy z Wszechświatem - w szerszym kontekście, to może okazać się ono nieadekwatne. Sens jest pojęciem typowo ludzkim, ale czy to oznacza, że mamy je rozszerzać na resztę przyrody - zwierzęta, rośliny, wirusy, planety, atomy i galaktyki?
  • 29-09-2012 06:26:11 | odpowiedz
    Kwestia wiary to jedna z kwestii w których się akurat z JKM ni zgadzam. Sam jestem ateistą... ale wbrew twierdzeniom Pana Janusza, wcale nie nalężę do osób, które niedoceniają roli poświęcenia. Również mimo braku wiary w boga, zgadzam się, że życie NIE JEST największą wartością. Często spotykam się z atakiem "katoli", jakoby ateista był wypruty z wartości. Tyle, że sam nie tylko wyznaje ponadczasowe wartości ale też w przeciwieństwie do 90% wierzących postępuje zawsze zgodnie z nimi. Wiara nie ma tu nic do rzeczy i nie determinuje sposobu patrzenia na świat, to zupełnie inna para kaloszy. Tu mnie akurat dziwi fakt, że Pan Janusz, choć zwykle logiczny to w sprawach religii tej logiki brakuje. Niby fakt, że nie można udowodnić nie istnienia boga, jak i jego istnienia. Jednakże logiczne przesłanki nakazują drogą dedukcji dojść do oczywistych wniosków. Choć i znalazły się dowody swego czasu iż wiara katolicka zwłaszcza to co jest w nowym testamencie to mity lekko zniekształcone, a pochodzące z dalekiego wschodu.
    Poza tym Panie Januszu, sama religia chrześcijańska, stwierdza samym swoim istnieniem, iż nieistniało nic przed tymi 6 tysiącami lat (dobrze podaje datę "stworzenia świata przez boga"?) Czyli dinozaury wedle tej wiary nie istniały. Jak również wszelkie epoki przed tym czasem również. Nawet ludzie i narzędzia jakie się znajduje z cywilizacji istniejących długo przed "powstaniem świata" wedle biblii po prostu ich nie ma :) Takich smaczków jest sporo i właśnie one ukazujące fałszywość zapisów dotyczące religii udowaniają mojej logice, że to bajki.
    Poza tym religia wcale nie jest dobra, bo da się zauważyć iż to właśnie głównie ludzie niezaradni życiowo są mocno wierzącymi. W końcu propagujemy tutaj idee "bycia kowalem własnego losu", a nie tego, że jest jak jest, bo "bóg tak chciał". Z resztą sam Pan udowadniał swoimi słowami, że nawet katolicy mają zupełnie inne interpretacje tych samych słów, a skoro jest tylko "jedna prawda", to jak można różnie ją interpretować?
    • 29-09-2012 16:50:58 | odpowiedz
      Pierdolisz jak potłuczony, nie masz pojecia o religii chrześcijańskiej to się o niej nie wypowiadaj.
      A jak jesteś takim znawcą Biblii, to poproszę cytat mówiący o dacie stworzenia świata(wg Ciebie 6 tyś. lat temu)
      PS. Współczuje Tobie, że na podstawie wyssanych przez jakiegoś debila z palca smaczków masz dowód na to, że to bajki i dlatego jesteś ateistą.
  • 29-09-2012 07:49:02 | odpowiedz
    Ja również jestem ateistą i bardzo denerwuje mnie podejście ludzi "wierzących" do ateistów. Głównie chodzi mi o to, że "wierzący" twierdzą, że ja jako ateista nie wyznaje ŻADNEGO systemu wartości. To przepraszam bardzo, w takim razie mam rozumieć że oprócz prawa nic nie przeszkadza mi przed zgwałceniem sąsiadki bądź zabiciem małego chłopca bez powodu? Brak "systemu wartości" jest to najśmieszniejszy argument z wielu śmiesznych. Ktoś mnie kiedyś spytał gdzie w takim razie pójdę po śmierci? Proste tam gdzie byłem przed poczęciem. Gdy moje zwłoki rozłożą się nie będzie po mnie już żadnego śladu.
    Tym, że lepiej od "wierzących katolików" znam ich religię i historię kościoła chwalić się nie muszę. Nieraz udało mi się paru nieskromnie ośmieszyć przy dyskusjach.
    Z drugiej strony tak jak pisał pan Janusz, ja dobrze wiem, że prawdziwa wiara (obojętnie w co naprawdę) może człowieka uczynić lepszą istotą w każdym aspekcie jego życia a moja niewiara nie może nic, ale ja po prostu nie wierzę.
    • 29-09-2012 15:36:35 | odpowiedz
      Zapominasz tylko o pewnym małym aspekcie. Nie mówię, że on akurat Ciebie dotyczy. Otóż, to wszystko co napisałeś pewnie jest prawdą, ale zauważ, że to wszystko odbywa się w warunkach pokojowych. W warunkach kryzysowych z większości ludzi wychodzi zwierz. Co będzie, jeśli większość ludzi będzie niewierząca. Strach się bać.
      • 29-09-2012 15:43:53 | odpowiedz
        Masz rację. Temat dobry do dłuższej polemiki. Z jednej strony "wierzący" którym religia każe nadstawiać drugi policzek, ale wśród których nie brakuje też fanatyków. Z drugiej zaś ateiści, po których nikt nie wie czego się spodziewać.

        Osobiście wolałbym, żeby podczas kryzysu z ludzi wyszedł zwierz i obalił obecny ustrój.
  • 29-09-2012 08:34:35 | odpowiedz
    Dokladnie!! I dlatego ludzie wierza w zus, socjalizm zasilki i darmowa sluzbe zdrowia i edukacje.
  • 29-09-2012 09:05:54 | odpowiedz
    Całe nieporozumienie polega na ujęciu teologicznym wiary. Przecież złe duchy też wierzą i drżą. W swej najbardziej podstawowej formie obiektem wiary jest idea, świat, substancja idealna tzn poza podmiotem doświadczającym. I taką wiarę posiada każdy człowiek (komuniści wierzą w ideę kolektywu, ateiści w ideę do dobra lub zła - w zależności jak ją nazwą). I nie ma znaczenia czy tzw. niewierzący nie wierzy w życie po życiu czy też nie. Dopóki żyje daje świadectwo własnymi czynami i mową, że określa się wobec jakiejś nieuchwytnej idei poza nim samym. Tak więc w tej podstawowej pierwotnej formie wiary wszyscy ludzie są tacy sami i wszyscy się do wyznawania jej zaliczają, w tym ateiści. Wyższą formą jest wiara, albo raczej interpretacja tej idei jako bytu mającego przymioty osobowe: rozum, wolę. Ogólnie można nazwać ich: deistami, animistami (bardziej pierwotna forma), agnostykami itp. Jeszcze wyższą formą jest wiara w boga osobowego, który rozumnie objawia się człowiekowi, np. wiara w wielobóstwo w cesarstwie rzymskim, satanizm. I do tego momentu stopnia doskonałości wiary można mówić o bogu jako istocie wyższej niż człowiek, ale nie jako o absolucie. Jeszcze wyższą formą wiary jest wyznawanie boga osobowego i nieskończenie doskonałego i wszechmocnego czyli absolutu: chrześcijaństwo, islam, judaizm. Najwyższą i najtrudniejszą do przyjęcia przez człowieka formą wiary jest wiara w objawienie się boga w ciele czyli wiara we Wcielenie J.Ch. - uznanie że Jezus Chrystus jest Bogiem i Człowiekiem. Pochodną tej wiary jest wyznawanie Boga jako Trójcy czyli Absolut jednej substancji trzech osób. Wg mnie o wiele istotniejszym jest, za czym człowiek się opowiada i podąża: za moralnym dobrem czy złem.
  • 29-09-2012 11:17:15 | odpowiedz
    ja tam w boga nie wierze,jak sie człowiek nachla to takie cuda sie dzieją że klękajcie narody...
  • 29-09-2012 12:17:56 | odpowiedz
    Ja wieże w pieniądz.

    http://politykanaserio.blogspot.com/
  • 29-09-2012 14:43:49 | odpowiedz
    Cyt: "Ludzie wierzący mają po prostu znacznie pogodniejsze życie, nie martwią się tak strasznie o swoje zdrowie, nie rozpaczają tak bardzo po utracie bliskich". No, to tym razem JKM zdemaskował swoje duże "Ego" na całej linii. Jeszcze niedawno mówił, że "prawda" jest ważniejsza od np. przymilania się do motłochu - a tu proszę: okazuje się, że dla niego od "prawdy" ważniejsze jest jednak to, aby "mieć pogodne życie, nie martwić się o zdrowie i nie rozpaczać po utracie bliskich". Król jest nagi, panie Mikke. Obnażył Pan swój koniunkturalizm i oportunizm: Pan wierzy w Boga nie w imię "prawdy obiektywnej", tylko w imię swojego egoistycznego, dobrego samopoczucia, wierzy Pan tylko po to, żeby Panu było lepiej (zresztą twierdzenie, że "nie wierzyć" to znaczy "czuć się mniej szczęśliwym" jest wątpliwe, bo ja jako ateista, wcale nie czuję się nieszczęśliwy i zamartwiony), a nie po to, żeby trzymać się "prawdy". Niech Pan lepiej od razu przyzna, że wierzy Pan po to, by przezwyciężyć swój strach przed życiem i śmiercią a wiara jest dla Pana marksistowskim opium, mającym ukoić ból życia codziennego :) Jest Pan zwykłym, szarym, religijnym narkomanem a nie żadnym tam poszukiwaczem prawdy. Prawda jest pańskim wrogiem a kłamstwo pana sprzymierzeńcem. Dzięki za uchylenie rąbka tajemnicy o zażywaniu religijnych leków na strach przed trudami życia :)
    • 29-09-2012 15:53:39 | odpowiedz
      Klasyczny konflikt wartości wchodzących w skład Wielkiej Triady Platońskiej: Prawda, Dobro, Piękno. Tu akurat mamy dylemat typu: co zrobić, gdy nie można pogodzić dążenia do Prawdy z dążeniem do Dobra? Co wybrać: racjonalną Prawdę czy sentymentalne Dobro?
    • 29-09-2012 18:49:55 | odpowiedz
      Krytyka dla samej krytyki nie jest żadną sztuką.
      Jeśli masz coś do powiedzenia to wyraź to chociaż normalnie, jakoś argumentując. Bez epitetów chyba, że już aż tak Cie nienawiść ogranicza?
  • 29-09-2012 16:04:04 | odpowiedz
    Ja oczywiście w Boga Jedynego wierzę. Każdy ma swoje wyobrażenia, ale ja widzę Go jako superszybki komputer, który jako jedyny zna przyszłość. On wie kto jest poruszycielem pierwszego poruszyciela. Jestem ewolucyjnie myślącym kreacjonistą.
    Życie, za "Human Use of Human Beings" Wienera, uważam za enklawę, która idzie pod prąd entropii. Z przekonania jetem deistą, z wyboru katolikiem. Religia jest uznaniem pewnych zwyczajów za lepsze a mężczyzna powinien mieć zasady, żeby ewolucja mogła je zweryfikować.
    Jeśli muzułmanie przyjmą zasadę, że należy kraść a my, że nie, i to oni wygrają - to znaczy, że popełniliśmy grzech. O prawdziwych grzechu można mówić dopiero po fakcie, a właściwie w nieskończoności, bo np. dzisiejsza zagłada chrześcijan może spowodować tłumne ich powstanie za 1000 lat. Nasze przekonania, że nie należy kraść opierają się na tylko i wyłączenie na wierze, ale nie da się tego zweryfikować przed faktem - i to jest piękne! Bóg jest więc jeden, niedościgniony.
    Wilhelmem z Basekerville uważał, że kreśląc plany maszyn realizuje się Boski plan. Kocham maszyny, bo tutaj grzech łatwo wykryć - jeśli program się nie kompuluje a maszyna działa wolniej niż inna to popełniliśmy grzech. Nic nie dało mi tyle wyrozumiałości, poszanowania człowieczeństwa, ludzkiej niezłomnej i wolnej woli co uwierzenie w Boga.
    Wcześniej byłem pieniaczem, dziś, kiedy widzę wariata to uśmiecham się i przypominam sobie powiedzenie "Bóg kocha wariatów, skoro tylu ich stowrzył". Po liczbie podpisanych wyżej ateistów utwierdzam się w przekonaniu, że stajemy się laiccy a żadna bezbożna cywilizacja jeszcze nie wygrała. Zadufani w swojej wiedzy mówimy, że człowiek idzie się "zresetować", że się "zawiesił", wszystko proceduralizujemy i parametryzujemy, a to przecież maszyny naśladują życie, nie na odwrót.
    Prosty lud arabski rozumie to mówiąc "Nie mów nigdy o pochodzeniu, gdyż pochodzeniem młodzieńca jest to, co osiąga.". Tu jest wiara w Boga, ewolucję. Skąd możemy wiedzieć jakie dokładnie zasady, cechy charakteru odpowiadają za osiągnięcia, skąd możemy wiedzieć co to znaczy dobry dom? Po osiągnięciach ich dzieci. I wszyscy socjaliści do tej pory to negowali, nie bez przyczyny razem z Bogiem! Od nazistów, którzy uważali, że należy zostawić tych z "niebieskimi oczami" (wybór przed faktem, odrzucenie ewolucji i zaprzeczenie wolnej woli!), przez komunistów, którzy chcieli wybić posiadaczy, do socjal-demokratów, którzy dają pieniądze bezrobotnym (który widocznie nie chce ich mieć, skoro nie pracuje).
    Zaprzeczyli rozumowi i wolnej woli, które zostały stworzone na podobieństwo Boże, stworzyli sobie własnego, ziemskiego, niedoskonałego bożka - państwo. I zgadzam się, że wiara dodaje pogody ducha. Jeśli zginę to Chwała Bogu, zostaną lepsi. Jeśli zmarł mi bliski, to należy uszanować wole Bożą. A wszystkich ateistów, socjalistów i całej reszty podobnej do zwierząt się po prostu brzydzę. Jestem oburzony, że tylu ich na "prawicy". Polecam im rozmowę kapitalisty ze studentem teologii w filmie "Pradygmat, czyli potęga zła".
    • 29-09-2012 16:13:44 | odpowiedz
      Tylko Bóg wie jako pokonać entropięi tylko on całkuje empirycznie :)
    • 29-09-2012 17:10:32 | odpowiedz
      Bo prawdziwym ateistą może być tylko umysł ścisły - nigdy humanista (jak twierdzi pilaster). Humanista nigdy też nie jest racjonalistą. Humanista interpretuje świat pod człowieka, zaś matematyko-przyrodnik - człowieka pod świat.
      • 29-09-2012 18:52:44 | odpowiedz
        Nie do końca się z Tobą zgodzę. Bo tutaj kategoryzujesz. A ja jestem daleki od kategoryzowania kogokolwiek i jakkolwiek.
        Sam mimo podejścia z zimną logiką do tej kwestii i bycia ateistą, wyznaje zasady, które nie koniecznie z samą logiką się łączą. Wydaje mi się, że nie da się skategoryzować każdego do jakiejś jednej grupki, bo ludzie bardzo często jak w moim przypadku posiadają w sobie wiele sprzeczności.
    • 29-09-2012 17:25:57 | odpowiedz
      To mówienie o 'zawieszaniu' się to nic innego jak MATERIALIZM MECHANICYSTYCZNY. W swojej redukcjonistycznej wersji stwierdza jedynie tyle, że do wyznaczenia wszelkich własności człowieka jako systemu wystarczy, aby potraktować go matematycznym opisem - wziąć zbiór ogromnej liczby cząstek elementarnych (punktów materialnych) o własnościach typu ładunek, spin, masa,... Następnie umieścić je w 4-wymiarowej czasoprzestrzeni. Skorzystać z 5-ciu podstawowych oddziaływań - wiążąc tym samym cząstki elementarne w konglomeraty. Następnie wszystko poddać ewolucji zgodnie z równaniem Schroedingera. Otrzymany kwadrat modułu funkcji falowej to człowiek.
      • 30-09-2012 12:13:03 | odpowiedz
        Tyle, że to wszystko teorie, które nie zawsze odzwierciedlą rzeczywistość. Podam Ci przykład. Ktoś się pokusił o porównanie wyliczenia szansy na trafienie w totolotka iż jest ona taka sama jak trafienie rzutką, stojąc z zamkniętymi oczami w monetę 5 złotową, leżącą gdzieś na jednej połowie boiska piłkarskiego. Ponoć szansa prawie identyczna jednakże na praktykę to się raczej nie przełoży. Podobnie z resztą jak szacowanie jakichkolwiek innych prawdopodobieństw. Sprowadzanie ludzi do pustych wzorów nigdy nie da jednoznacznej odpowiedzi na wiele niewiadomych i zmiennych. Przykładowo przy ocenianiu zachowań ludzkich i szans na coś prawie nigdy nie bierze się czynnika emocjonalnego, który ma niebagatelny wpływ.
        • 30-09-2012 19:44:48 | odpowiedz
          No, kolega wyżej właśnie stwierdził, że to redukcjonistyczny pogląd na świat.
          Panowie chyba się ze mną zgodzicie, że kiedy wezme wannę i naleje wodę, to do obliczenia jej ilości wystarczy, że scałkuję to co wleciało od minus nieskończoności do teraz odjąc to co wyleciało od minus nieskończoności do teraz. Jeśli to równanie całkowe obustronnie zróżniczkuję to do wyznaczenia dynamiki przyszłości z równania różniczkowego potrzebuję dwóch warunków początkowych. Jeśli z tego równania zrobię sobie wykres fazowy to tam dwie proste nigdy się nie przetną! A zatem jest tylko jedna droga przyszłości - jeden Bóg. Oczywiście musielibyśmy wtedy wiedzieć wszystko - jaki wpływ na to, że ja jutro zaśpię, ma to, że Amerykanin w stanie Texas dzisiaj kichnie i pomyśli o swojej żonie. Ja nie twierdzę tu tylko o wartościach materialnych, ale o "wszystkim", o poznaniu nieskończoności, do której dążymy. I tak wyobrażam sobie Boga - jak komputer, który się nie zawiesza po zadaniu ostatecznego pytania w opowiadaniu Asimova.
  • 29-09-2012 17:13:01 | odpowiedz
    >Ludzie wierzący mają po prostu znacznie pogodniejsze życie (...) nie rozpaczają tak bardzo po utracie bliskich
    Jasne, co szczególnie widać na pogrzebach... Wiara w takich momentach pryska i pozostaje rozpacz - oszukiwanie się, że to nie koniec (?), jakoś niewiele żałobnikom pomaga. Natomiast pogodzenie się z tym, na co się nie ma wpływu, jest znacznie zdrowsze - ale do tego potrzeba odwagi i hartu ducha.
    • 29-09-2012 17:19:12 | odpowiedz
      Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji. Ludzie z Zespołem Aspergera i wysoko funkcjonujący autyści mogą w ogóle nie odczuwać smutku po śmierci bliskich. Nie znaczy to, że mają niskie IQ.
      • 29-09-2012 19:17:59 | odpowiedz
        może by tak najpierw poczytać choć trochę o teorii umysłu a później robić śmietnik komentarzami odnoszącymi się do 10% mózgu, które raptem koledzy po fachu poznali...
    • 29-09-2012 18:56:20 | odpowiedz
      "Pogodzenie się z losem". To właśnie z reguły domena osób wierzących. Ja jako ateista z nim się nie godzę... dlatego, że jestem kowalem własnego losu. W myśl zasady, że jestem jedyną osobą, która może mnie powstrzymać przed osiągnięciem tego czego chcę.
      Że tak zacytuję fragment pewnego filmu "nie ważne jak mocno bijesz ale to jak mocne ciosy jesteś w stanie przyjąć i iść dalej". To zdanie niestety mimo, że prawdziwe, to kłóci się z wiarą w boga, który to sam "z góry ustala ścieżki" z którymi należy się godzić...
      • 29-09-2012 22:33:39 | odpowiedz
        No pięknie, ale ja nie pisałem o godzeniu się z losem w ogóle, tylko o umiejętności godzenia się z rzeczami, na które nie mamy wpływu, i traktowania ich takimi, jakimi są - albo inaczej, wybierać prawdę (nawet bolesną), zamiast nieco tylko posłodzonego złudzenia.
        • 30-09-2012 12:07:04 | odpowiedz
          Ale ja właśnie o tym też pisałem. Nie ma takich rzeczy, na które nie mamy wpływu. Wszystko co dzieje się wokół Nas jest po prostu sumą decyzji przez Nas podejmowanych. Może czasem to wyglądać absurdalnie ale nawet "być w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie", to też suma decyzji, że znaleźliśmy się właśnie w danym miejscu o danej porze. Coś na zasadzie przyczynowości.
  • 29-09-2012 18:05:11 | odpowiedz
    Jeśli ktoś interesuje się tego tupu rozważaniami to polecam film "The Sunset Limited", na podstawie sztuki Cormaca McCarthy-ego.
  • 29-09-2012 20:01:02 | odpowiedz
    w kwestii boga to przykład wschodu jest mocno chybiony, buddyzm, taoizm czy konfucjanizm (religie nieteistyczne) takiej "istoty" nie posiadają. Mimo to istnieją silne wartości moralne, a im młodsza religia teistyczna tym większa agresja wyznawców...
    • 30-09-2012 12:15:39 | odpowiedz
      Owszem i powiem Ci, że właśnie dlatego owy buddyzm mi jako logikowi wydaje się "lepszy" właśnie z tej racji, że opiera się tak naprawdę jedynie na mądrościach życiowych pewnej osoby sprzed tysięcy lat, która to po prostu była mędrcem. Właśnie fakt, że nie jest on wynoszony na ołtarze jako bóg, a jedynie stosuje się jego nauki tą "religię" wynosi nieco na inny poziom.
  • 29-09-2012 20:09:01 | odpowiedz
  • 29-09-2012 20:20:37 | odpowiedz
    Temat jest fascynujący i przydałoby się, gdyby Pan Janusz ujawnił coś ze swych prawdziwych przemyśleń na ten temat.
    Jak tak sobie myślę, że możliwe jest życie wieczne. Wszystko jest z jednej energii, która nigdy się nie skończy. Więc będzie trwała w nieskończoność. Chyba wiecie, że mając nieskończenie wiele kombinacji, wszystko jest możliwe. Mylę się?
  • 30-09-2012 18:02:11 | odpowiedz
    Jakoś nie mogę uchwycić myśli tego postu. Najpierw jest wzmianka o tym, że ludzie wierzący mniej się martwią i rozpaczają, potem wspomina się o mrówczej roli człowieka w religiach wschodu, a puenta na koniec głosi, że wiara w Boga zapewnia indywidualność i możliwość poświęcenia się dla sprawy. Coś tu nie gra. Albo poświęcenie się, albo indywidualność. Te dwie kwestie nie współgrają ze sobą. Z własnych doświadczeń wiem, że człowiek oddany Bogu, poświęciłby drugiego człowieka bez wahania. Dlatego, że jest oddany sprawie.
    • 30-09-2012 20:11:17 | odpowiedz
      >Coś tu nie gra.
      Owszem, utożsamianie religijności z wiarą w Boga. Do tego bardzo uproszczone i zbyt uogólnione przedstawianie założeń religii Wschodu.

      >Albo poświęcenie się, albo indywidualność. Te dwie kwestie nie współgrają ze sobą.
      Takie jest Pańskie zdanie, ośmielę się mieć odmienne. Poświęcenie się przy zachowaniu indywidualności jest ogromnie trudne, aczkolwiek możliwe. Zresztą operujemy tak szerokim polem znaczeniowym, że bez uściśleń wychodzą same bzdury.

      >Z własnych doświadczeń wiem, że człowiek oddany Bogu, poświęciłby drugiego człowieka bez wahania. Dlatego, że jest oddany sprawie.
      Jak Abraham czy Wielki Inkwizytor? Tylko jak sprawdzić czy to inspiracja boska, czy też nie? To pytanie mnie nurtuje najbardziej.
  • 30-09-2012 22:54:30 | odpowiedz
    To znaczy, że Pan nie wierzy w Boga, skoro uznaje go Pan za "wynalazek".
    • 01-10-2012 17:21:21 | odpowiedz
      Przeciwnie. Uważam, że takiego wynalazku nie ma i nie będzie - taki komputer nie istnieje i nie będzie istniał, ponieważ jest Bogiem. A wyobrażenia mogę sobie mieć. Czy jeśli ktoś wyobraża sobie go jako sędziwego dziadka z brodą, to znaczy, że nie wierzy w Boga bo uznaje go za "człowieka"?
      Co do pana stwierdzenia o wierze, to mówiąc jeszcze ściślej z przekonania jestem agnostykiem (uznaję dowód na niemożliwość dowiedzenia istnienia albo nieistanienia Boga), z wiary deistą, z wyboru katolikiem. Pismo Święte, Koran itd. uważam za pisma zesłane przez wyżej rozwinięte cywilizacje dla zbadania różnych wariantów.

      Pisałem kiedyś program na obrazowanie trajektory fazowej równiania oscylacyjnego II-rzędu , dla jakiegoś tam ogniska stabilnego wygląda ona w ten sposób: http://tiny.pl/hnt53 Obojętnie jakie byłyby współczynniki to dla różnych war. początkowych dwie proste nigdy się nie przecinają. Z jednego punktu mogę pójść tylko jedną drogą - mamy determinizm. Ale taki determinizm mamy w uproszczonych, idealnych warunkach, dla kilku współczynników. O nieskończoności wie tylko Bóg.

      Skoro uznajemy Boga za Wszechmocnego, to wie wszystko, skoro wie wszystko - to jest Jedyny, więcej dróg nie ma.
      Ja uważam, że ludzkość wie bardzo mało i nigdy nie będzie wiedzieć wszystkiego (jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym), i dlatego niezbędny jest rozum i wolna wola stworzona na podobieństwo Boże. Socjaliści wierzą, że wiedzą wszystko, wymyślą optymalny plan ludzkości... a tak notabene co to byłoby za życie, w którym przyszłość byłaby znana? Uważam, że wraz z upływem czasu powinno być i będzie więcej planowania, bo wiemy coraz więcej, ale będzie to w warunkach znanych, np. fabrykach, nigdy w zastosowaniu do człowieka, bo wtedy przestaje być on człowiekiem.
      A czy są to warunki znane, a już na pewno nie kiedy mamy do czynienia z życiem, np giełdą to też nie jestem taki pewien - ciekawa jest na ten temat black swan taleba.