Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63937 komentujących
26451 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

27-08-2017 02:45:00

Co my mierzymy? (Politrolle won – tu nic o PO ani o PiSie!)

Wstęp. Ile mam wzrostu?

 

Mierzenie wzrostu jest proste. Człowiek staje przy ścianie, z piętami na podłodze, wyciąga się jak może – a płaska deska prostopadła do ściany pozwala zmierzyć wzrost z ogromną dokładnością. Ale...

Właśnie: jest pewne „ale”. Wieczorem człowiek jest o jakieś 2 cm niższy niż rano – a niektórzy maratończycy po biegu mają o 12 cm mniej!! I to nawet widać na mecie – wielu robi wrażenie pokurczów.

Wiec: ile mam wzrostu: tyle, co rano – czy tyle, co wieczorem?

Podobnie z wagą. Jeśli zjem śniadanie nie odwiedziwszy rano toalety – to mogę ważyć i 2 kilogramy więcej. Wiedzą o tym doskonale bokserzy, wykłócający się, czy waga ma być tuż przed walką – czy np. poprzedniego dnia?

Pole powierzchni mogę zmierzyć z dowolną dokładnością. Zapełniając ją malejącymi np. kwadracikami. Podobnie z objętością. Czasem nawet prościej: można do czegoś nalać wodę – a potem wlać ją do menzurki...

Gorzej z długością. Otóż obiektywna długość w świecie rzeczywistym... nie istnieje!

W szkole uczono mnie, że długość polskiego wybrzeża to 550 km. Dziś czytam, że 770 – a czasem, że 440. To jak to jest?

Otóż, przede wszystkim, linia ta jest zmienna: a to morze zaleje kawałek – a to się cofnie... Ale – pomińmy ten problem. Zamrażamy Bałtyk – albo robimy Bardzo Dokładne Zdjęcie Satelitarne – i pytamy: jak była długość linii brzegowej w tym momencie?

Jeśli zaczniemy tę długość liczyć miarką o długości 100 km, to wyjdzie nam jakieś 400 km z małym hakiem.

W miarę skracania długości pręta pomiarowego długość ta będzie rosła. Gdy pręt stanie się krótszy od szerokości Półwyspu Helskiego – długość gwałtownie wzrośnie o długość jego brzegów.

A co dopiero mają powiedzieć Norwedzy?

Ale na tym nie koniec. Jeśli jakiś minister Obrony Narodowej zechce przekonywać Amerykanów, by przysłali nam dużo piechoty morskiej, bo mamy strasznie długie wybrzeże, to pośle harcerzy i harcerki z linijkami długości 1 cm, a ci odmierzając każdą zatoczkę udowodnią, że mamy 100.000 km wybrzeża. Przy zmniejszaniu pręta długość wybrzeża rośnie praktycznie do nieskończoności.

Warto spytać geodetów, jakiej długości prętem wymierzyli te 550 km? I dlaczego akurat takim - a nie krótszym lub dłuższym?

Przy czym, co zauważył słynny polski matematyk, śp.Hugo Steinhaus, nie można obliczyć długości rzeki – ale stosunek długości jej brzegów można wyliczyć z dowolną dokładnością!

Mierzenie mojego wzrostu jest o wiele prostsze!

 

Himalaje

 

Przypominam o tym problemie po raz kolejny – bo przypadkiem, zastanawiając się nad śmiałym projektem poprowadzeniem kolejki linowej na Mt.Everest (porozważać sobie nie można?) popatrzyłem na tę górę: http://www.everest3d.de/ i wyczytałem, że mierzy sobie ona 8848 metrów.

Dokładnie tak.

Hmmm... Gdy ja chodziłem do szkoły, to mierzyła 8894 metry nad poziom morza. Góra się skurczyła? Wtedy mierzono latem, a teraz zimą? Poziom morza wzrósł?

I wtedy zadałem sobie pytanie:

A jaki jest właściwie ten poziom morza? Co to jest? Npm oznacza "nad poziom morza" - czyli nad co

 

Morza i oceany

 

Morza mają różne poziomy wód – o czym doskonale wiedzą budowniczy śluz w kanale Panamskim czy Sueskim. To który poziom jest „poziomem morza?

Zaraz!! Przecież – a może nawet przede wszystkim – Ziemia nie jest kulą, tylko „geoidą”, w przekroju mniej-więcej elipsą. Jeśli by więc mierzyć ten poziom jako odległość od środka Ziemi – to na Równiku będzie o kilka kilometrów więcej, niż na Biegunie Północnym!

Zaintrygowany zajrzałem na portale geodezyjne – i tam dowiedziałem się, że poziom morza to średnia poziomów wszystkich mórz i oceanów! Ale jaka „średnia”? Z ilu punktów? Mamy dokładne mapy powierzchni morza i całkujemy to – czy jak?

Ale przecież istnieją jeszcze przypływy i odpływy! Nie wspominając już o falach, które też potrafią powodować niezłe spiętrzenia.

Dalsza lektura przyniosła informację, że Rosjanie mają swój poziom morza - mierzony bodaj w Petersburgu – Brytyjczycy własny, a inne narody też pewno własny. Więc od jakiego poziomu morza jest ten Everest wyższy o 8848 metrów??!?

I co to właściwie znaczy? Jak to porównywać? Nawet gdyby umieścić jakieś stałe kołki wbite w skały nadmorskie – to jak sprawdzić, że ten kołek w Gibraltarze jest na tej samej wysokości, co kołek w Cape Town, skoro wysokość mierzy się od... poziomu morza, który właśnie mamy mierzyć??

No dobrze: poziomu morza nie da się ustalić – i pal to sześć. Ale może da się ustalić, czy poziom wzrasta lub maleje? Poprowadzić jakąś rurę na tyle długą, by tłumiła ruchy fal – i w kilkudziesięciu miejscach na Ziemi co roku tego samego dnia o tej samej godzinie mierzyć: przyrosło, czy spadło?

I w tym momencie, czytając kolejne wywody amerykańskich geodetów i oceanografów:

http://web.archive.org/web/20080612132654/http://www.agu.org:80/revgeophys/dougla01/node6.html#SECTION00060000000000000000

uświadomiłem sobie, że to też jest niemożliwe – z zupełnie innego powodu:

stało się to zagadnieniem politycznym!

 

Podnosi się – czy opada?

 

Według obecnego mainstreamu poziom wód musi rosnąć - a to z powodu „Globalnego Ocieplenia”. Gdyby nie rósł, to całą teorię wzięliby diabli, „uczeni” zostaliby ośmieszeni, a żerujący na tym politycy i biurokraci mogliby wylądować w więzieniach.

Szkopuł w tym, że ten poziom (w/g w/w danych) rzeczywiście rośnie. O 2 mm rocznie.

Jak oni to mierzą – z taką dokładnością?

Tyle, że rośnie w tym samym tempie od 150 lat – gdy wpływ działalności człowieka był jeszcze bardziej znikomy, niż teraz.

Autorzy tego opracowania napisali całkiem słusznie: „Jeśli ktoś bierze się za przewidywanie zdarzeń w przyszłości powinien najpierw umieć wyjaśnić zdarzenia z przeszłości”.

A ja tu dodaję przekornie: „Może najpierw zrozumieć teraźniejszość? Np. wyjaśnić, jak to właściwie jest z tym poziomem morza?

I wtedy zrozumiałem, że podchodzimy do tego z niewłaściwego końca.

 

Jak mierzyć wysokość Mt.Everestu?

 

Właściwa odpowiedź brzmi: w ogóle nie mierzyć!

Trudność z obliczeniem wysokości góry npm bierze się stąd, że ten poziom jest trudny do ustalenia. Ba! Wręcz niemożliwy.

Propozycje idą w kierunku ustalenia jakiegoś wzorca – np. kołka wbitego w klif Dover.

Ale po co wbijać kołki? Kołki się przesuwają, obluzowują. A przecież miernik już jest.

Jest nim Mt.Everest.

Góra ta robi wrażenie dość solidnej. Zamiast mierzyć od poziomu morza, mierzmy więc od poziomu Mt.Everestu.

Przyjmijmy za zerowy poziom o 8848 m. poniżej szczytu Mt.Everestu – i nazwijmy go mt. Wtedy Mt.Everest będzie miała dokładnie 8848 metrów nmt – bez pomiarów, z definicji!

Tym samym nie będzie można w ogóle zmierzyć jego wysokości – tak jak nie można było zmierzyć długości leżącego w Sèvres pod Paryżem wzorcowego pręta o długości jeden metr* - ale nie ma to praktycznego znaczenia.

Natomiast znika problem z mierzeniem poziomu morza. Taki miernik przestaje istnieć. Każde morze będzie miało własny poziom. Będzie się mówiło, że Morze Czerwone jest o 6 m nmt. Bo dziś powiedzieć, że powierzchnia Morza Czerwonego jest 6 metrów npm – to jakoś dziwacznie. I nawet bezsensownie – skoro tego „średniego poziomu” nie ma właściwie jak wyznaczyć.

Geodeci będą teraz mieli wspaniałe zajęcie: ujednolicić wszystkie wysokości w odniesieniu do mt, a nie do pm.

Dadzą sobie radę!

* Obecnie teoretycznie można już zmierzyć długość tego wzorcowego metra, sprawdzać, czy się skurczył czy wydłużył – ponieważ, cytuję: „Metr – jednostka podstawowa długości w układach: SI, MKS, MKSA, MTS” to dziś jest: „W myśl definicji zatwierdzonej przez XVII Generalną Konferencję Miar w 1983, odległość, jaką pokonuje światło w próżni w czasie 1/299 792 458 s”.

Szanowna Konferencja w szale obiektywizacji jakoś zapomniała, jak się zdaje, że uniezależniła się od tego sztucznego wzorca, ale za to straciła możność mierzenia szybkości światła. Od 1983 roku nie można już zmierzyć, czy przypadkiem prędkość światła nie zmienia się z czasem: zawsze jest i będzie ona stała, równa 299 792 458 m/sek!!!

Na szczęście szaleństwa metrologów nie mają żadnego praktycznego znaczenia, gdyż nikt nie mierzy metra patrząc ile w sekundzie przebiegł promień światła i dzieląc to przez 299 792 458.

 

 

 

Aby dodać komentarz musisz się zalogować

Komentarze

  • 27-08-2017 08:20:08 | odpowiedz
    No właśnie. Nie można obiektywnie zmierzyć wysokości góry a Pan, panie Januszu, chce obiektywnie mierzyć "inteligencję" kobiet. A tu najpierw trzeba ustalić co to jest inteligencja, potem, jak ją mierzyć, następnie jaką jednostką (w wypadku gór, to przynajmniej wiadomo co to jest metr) itd. A dodatkowo jeszcze trzeba zdefiniować co to jest kobieta. Władze światowej lekkoatletyki mają na przykład z tym kłopot w przypadku czołówki tzw. kobiet na 800 m.

    A wniosek powinien być taki sam, jak w przypadku góry - a po kiego w ogóle mierzyć?
    • 28-08-2017 12:22:36 | odpowiedz
      Po krótkim a zaskakująco logicznym tekście o względności przyjętych kanonów pański wpis lokować należy jako podpoziomowy. Kryteria pozwalające ustalić wskaźnik IQ badanego osobnika to nie jest wynalazek P. Janusza Korwin Mikkego. On odnosząc się do stosowanego wskaźnika poziomu inteligencji wskazywał, że nijak on się ma do rozumu. Sytuacja analogiczna jak z poziomem mórz i oceanów.
  • 27-08-2017 11:19:21 | odpowiedz
    Zapomniał Pan, że wysokość Mount Everestu też nie jest stała. Indie napierają na Azję, Himalaje się wypiętrzają.
    • 28-08-2017 12:27:36 | odpowiedz
      Proszę wziąć pod uwagę, że za każdym wejściem na "szpic" ME - jest ten "szpic" przydeptywany w stopniu co najmniej równoważącym wypiętrzanie się Himalajów. Ostatnie lata na górę włażą wycieczki tak liczne jak na Giewont.
  • Dziękuję panie Januszu za te treningi, króre nam pan serwuje, bo jak wiadomo trening czyni mistrza. Dzięki temu Tej Siły już nie powstrzymają! (a jeśli już, to tylko w brzydki sposób, co też i robią)
    Dodałbym jeszcze, że Hugo Steinhaus był matematykiem żydowskiego pochodzenia (robię to oczywiście niepolitycznie), prawnukiem Chaima haKohen Steinhausa. Przydomek ”haKohen” oznacza, że męscy przedstawiciele rodu Steinhaus pochodzą w prostej linii od biblijnego arcykapłana Aarona... Sam Hugo był za swego życia ponoć ateistą, choć myślę już nie jest :) Zajmował się popularyzacją matematyki oraz Trzeźwego Myślenia na Bliskim Wschodzie Europy, czyli w Polsce, a dokładniej we Lwowie. Co też i pan robi. Współtworzył lwowską szkołę matematyczną wraz ze Stefanem Banachem i innymi. Opatentował longimetr. Był też autorem ciekawego i zaskakującego dla mnie, jako emigranta, stwiedzenia o Polsce:
    "W tym kraju tylko jedno mi się podoba: zostać…"