Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63937 komentujących
28195 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

    02-07-2017 15:19:00

    Legendy...

    P.red.Rafał A.Ziemkiewicz celnie przypomniał p.Lechowi Wałęsie, wybierającemu się blokować coś-tam, że w swoim czasie domagał się On był od p.Donalda Tuska by jako premier pałował opozycję coś-tam blokującą. Na końcu felietonu ( goo.gl/HhKQZ5 ) napisał:

    Młodzi ludzie może dziwią się, że tyle teraz nagle tych »legend opozycji«. Nie ma nic dziwnego, droga młodzieży, tak się to w fachowej mowie służb nazywa: »legendowanie«. Legendowało się konfidenta, agenta lub prowokatora na przykład aresztując go demonstracyjnie i poddając pozorom prześladowań - i tak zalegendowany osobnik zostawał na przykład przynętą, do której ciągnęła naiwna młodzież o gorących sercach, zbuntowani »robole«, katolicki ciemnogród i wszelki w ogóle element wywrotowy. Albo rozbijaczem, niweczącym radykalizmem i awanturnictwem starania tych, których się złamać i pozyskać nie udało. Niby napisano o tym setki książek, począwszy od czasów Dostojewskiego, bo wszystkie owe szulerskie chwyty w pokerze rozgrywanym z wrogami reżimu stosowała już Ochrana, niby sprawy są znane, (…) Niby. Ale co innego wiedzieć, a co innego przyjmować do wiadomości. (...)

    Ilekroć o tej wiedzy, dobrze już udokumentowanej i dostępnej, wspominam, zaraz oczywiście pada nieśmiertelny argument trolli - »A co Ty wtedy robiłeś, gdy Władek, Lechu czy inny legendarny siedzieli w więzieniu?!«. Odpowiadam więc z góry, zgodnie z prawdą - ja wtedy wierzyłem, że to naprawdę nasi bohaterowie i bojownicy o świętą polską sprawę, bo byłem młodym, naiwnym idiotą. Dzisiaj mi z tego powodu wstyd”.

    P.RAZ taktownie pominął najsłynniejszy w Polsce przykład „legendowania” - gdy niemiecki Sztab Generalny swojego (i austriackiego) agenta, śp.Józefa Piłsudskiego, (por. goo.gl/91jsXA ) okrutnie prześladował internowaniem w Magdeburgu – a w tym czasie robiono Mu legendę bohaterskiego bojownika z Niemcami.

    Następnie mianowana przez Niemców Rada Regencyjna nieoczekiwanie powierzyła Mu stanowisko Naczelnika Państwa. W zasadzie nie ma w tym nic złego – jeśli okupant proponuje coś korzystnego, to trzeba w to grać, a nie obrażać się – ale gdy pomyśleć jak w OHL wtajemniczeni śmiali się, że agent OHL Piłsudski tłucze się w 1920 z agentem OHL Leninem, dzięki czemu Niemcy wygrały plebiscyt na Mazurach, Śląsku i w Warmii, a obydwaj wrogowie Niemiec wzajemnie się wykrwawiali...

    A może w OHL jedni wiedzieli tylko o Leninie, a inni tylko o Piłsudskim – więc nie mogli tego sukcesu opijać?

    Na pikniku w Gliniku Zaborowskim WCzc.Jacek Wilk powiedział, że dla uzdrowienia życia politycznego w Polsce musimy zniszczyć dwie legendy: „sanacji” i „SOLIDARNOŚCI”. ( goo.gl/Bfhyxi ). Ciężko to idzie – ale się staram...

     

     

  • 16-06-2017 22:38:00

    ARBEIT MACHT FREI!

     

     

    Podczas gdy normalni ludzie wymyślają a to konia, a to samochód, a to koparkę – byle się nie narobić – socjaliści uważają, że sensem życia jest praca. A ponieważ mężczyźni to istoty krnąbrne i leniwe – a kobiety pracowite i posłuszne – Parlament Europejski wypichcił właśnie „Raport” w którym wzywa kobiety do pracy.

    Na traktory, towarzyszki – na traktory.

    Feminazistkom – tym razem pod wodza p.Konstancji Le Grip – chodzi o to, że panuje tu kilka straszliwych niesprawiedliwości.

    Po pierwsze: kobiety zarabiają o 16,3% mniej od mężczyzn.

    Jak to już powiedziałem w PE (co kosztowało mnie €9000) kobiety zarabiają mniej nie z powodu „niesprawiedliwości” – lecz dlatego, że są słabsze, niższe, mniej inteligentne, mniej odważne, mniej agresywne – od mężczyzn. Mężczyźni o sile, wzroście i inteligencji takiej samej, jak kobiety, też zarabiają znacznie mniej.

    Feminazistki prześlizgują się nad tym problemem – przechodząc do drugiej strrrraszliwej niesprawiedliwości: otóż przeciętna kobieta otrzymuje znacznie niższa emeryturę od przeciętnego mężczyzny.

    Temu też trudno się dziwić. Kobieta średnio zarabia mniej i pracuje np. 20 lat – a mężczyzna pracuje średnio 40 lat w życiu. Więc Panie mają przed sobą ciężkie zadanie.

    Na początek „Wezwały Komisję i państwa członkowskie do zwiększenia zachęt dla kobiet do dłuższego uczestnictwa w rynku pracy z krótszymi przerwami w celu wspierania ich niezależności ekonomicznej dzisiaj i na starość”

    Uzasadnienie: „Różnice w świadczeniach emerytalnych między kobietami i mężczyznami („zróżnicowanie emerytur ze względu na płeć”) są jednym z wielu aspektów nierówności między kobietami i mężczyznami. Różnice te, określane jako różnica między średnim świadczeniem emerytalnym (brutto) pobieranym przez kobiety w porównaniu z takim samym świadczeniem pobieranym przez mężczyzn, wynosiły w 2012 r. 38% w kategorii wiekowej osób mających 65 lat i więcej, co należy uznać za niedopuszczalne. Stawką jest osiągnięcie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn”.

    Tu trzeba koniecznie wyjaśnić, czym różni się „równouprawnienie” od „rzeczywistego równouprawnienia”. Normalne równouprawnienie polega na tym, że np. mistrz świata w szachy za udział w turnieju dostaje $100.000, zawodnik setny na liście rankingowej dostaje powiedzmy $5000 – a zawodniczka będąca najlepszą wśród kobiet i zajmująca na tej liście miejsce 101 dostaje też, powiedzmy, $5000. Natomiast „rzeczywiste równouprawnienie” polega na tym, że ma dostawać $100.000 – choć od tego z numerem 100 dostaje na ogół baty.

    Ciekawe, czy feminazistki chcą, by dotyczyło to też Mistrza Świata Juniorów? Młodzików? Old-Boyów?

    A teraz najlepszy dowcip z dziedziny „rzeczywistego równouprawnienia”.

    Otóż, rzeczywiście: średnia emerytura kobiety jest o 38% niższa od emerytury mężczyzny. Jednak mężczyźni zaharowują się w pracy, by utrzymać swoje żony i dzieci – i dlatego żyją o wiele krócej od kobiet.

    W efekcie z Funduszu Emerytalnego (czyli z pieniędzy przeznaczonych na emerytury) aż 70% otrzymują kobiety; tylko 30% idzie na mężczyzn!!!

    Ciekawe, co z tym „problemem” uczynią feminazistki z Parlamentu Europejskiego?

    Janusz Korwin-Mikke

  • 14-06-2017 17:10:00

    Historia kradzieży na dwie raty

    Stało się to, co miało się stać: „Rząd” p.Mateusza Morawieckiego zrabuje drugą połowę pieniędzy Otwartych Funduszów Inwestycyjnych.

    Może już nie pamiętacie Państwo, jak powstawały OFE? Tłumaczono ludziom, że na ZUS to już nie można liczyć – trzeba się ubezpieczać samemu. I właśnie do tego miały służyć OFE: by ludzie mieli pewną emeryturę, wyższą od ZUS-owskiej...

    I zapewniano frajerów, że pieniądze z OFE będą ich własnością prywatną.

    Pieniędzmi z OFE zarządzały prywatne towarzystwa inwestycyjne, dla niepoznaki zwane Powszechnymi Towarzystwami Emerytalnymi. Zarządzały źle, bo... w umowie nie było napisane, że ich zarobki zależą od zysków ich OFE!!! Opiekowały się więc tymi pieniędzmi gorzej, niż ZUS!! Pobierały zaś za to krocie. W większości wypadków po prostu miały w nosie dobro swoich OFE – czasem zapewne dochodziło do poważnych przekrętów. Gdy więc w 2013 roku rząd PO/PSL (Uwaga! Głosowało za tym PiS!!) postanowił zabrać połowę tych pieniędzy, to najgłośniej protestowali nie ich właściciele, tylko PTE – co brzmiało mało wiarygodnie.

    W listopadzie 2015, w wyniku skargi p. Ireny Lipowiczowej i p. Bronisława Komorowskiego Trybunał Konstytucyjny (cytuję „POLSKA – The Times”): „uznał, że reforma OFE jest zgodna z Konstytucją. Państwo nie będzie musiało zwracać do Otwartych Funduszy Emerytalnych 150 mld zł, które na mocy reformy zostały przetransferowane do ZUS (...) Najwięcej kontrowersji wzbudziło przeniesienie składek emerytalnych Polaków z OFE na subkonta ZUS. W sumie chodzi o 153,15 mld zł. Pieniądze zostały przelane 4 lutego 2014 roku. OFE liczyły na to, że Trybunał zmieni decyzję i wyda korzystny dla nich wyrok”.

    Stanisław Gomułka, expert BCC, zauważył słusznie, że „były prezydent Bronisław Komorowski  nie zadał w swojej skardze najistotniejszego pytania: czy środki zgromadzone w OFE są pieniędzmi publicznymi czy prywatnymi. – Myślę, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego raczej przychylają się do twierdzenia, że są to środki publiczne, a zatem rząd miał prawo przesunąć je do ZUS”.

    Pismo Święte mówi: „Niech mowa Wasza będzie: TAK? - TAK!; NIE? - NIE! Co nadto jest, od Złego jest”.  Szlag mnie trafia, gdy jakiś prawnik mówi, że „Coś raczej obowiązuje...” Tak nawiasem: rekord, chyba nie do pobicia, ustanowiła w swoim czasie, w prywatnej ze mną rozmowie, w/w p.Irena Lipowicz; powiedziała: „Można przyjąć, że w pewnym sensie ten akt raczej może być uznany za obowiązujący”(!!) Składałem to wtedy na karb płci – dziś feminizacja zawodu prawniczego uczyniła postępy. Nawet mężczyźni tak mówią!

    TK powinien orzekać o zgodności ustawy z Konstytucją. Dlaczego w tej sprawie naruszył zasadę własności prywatnej? Czytamy: „Jak wyjaśnia ekspert, jeżeli trzeba by było zwrócić te 150 mld zł, to oznaczałoby to wzrost zadłużenia już nie o 150 mld zł, bo do tego dochodzą odsetki. Więc łączna kwota mogłaby wynieść nawet 200 mld zł. Wzrost zadłużenia o tak potężną kwotę oznaczałby, że zbliżymy się niebezpiecznie do maksymalnego poziomu zadłużenia, który wynosi w Polsce 60 proc. w stosunku do PKB (wynika to z Konstytucji i ustawy o Finansach Publicznych). To z kolei oznaczałoby, że możemy zapomnieć w najbliższym czasie o takich pomysłach, jak np. 500 zł na dziecko”.

    Sędziowie TK za tym głosujący, powinni w Wolnej Polsce powędrować za kratki – bo nie kierowali się zgodnością z Konstytucją, tylko interesem naszego okupanta: III Rzeczypospolitej.

    I krótkie wnioski. Matki biorące 500+: okradłyście również emerytów. Teraz właśnie „Rząd” p. Morawieckiego kradnie drugą połowę pieniędzy OFE – bo taka była umowa PO-PiS, dlatego PiS poparło tamtą kradzież. Na razie kradnie 1/4, którą pozatyka dziury w ZUS-ie – a resztę daje na specjalne konta. Nazywają się „prywatne”.

    Ktoś w to jeszcze wierzy?

  • 13-06-2017 00:55:00

    (Rosja : ZSRS) ≠ (Niemcy : III Rzesza)

    Bardzo często używa się – sam to robię przy każdej właściwej okazji – porównania Napoleona Buonapartego, który w stosownym momencie zaczął posyłać Jakobinów na gilotyny, do więzień i zsyłać do Gujany, wprowadzając Cesarstwo – do Stalina. Istotnie: Józef Wissarionowicz Djougashwili z bolszewikami zaczął robić dokładnie to samo – tyle, że zdając się na mrozy, a nie na upały. Podobnie Adolf Hitler, który zniszczył swoich lewaków, mordując Ernesta Röhma, i rozwiązując SA (zdumiewające: 4-milionowa armia bez protestu zniosła zamordowanie swojego wodza – podobnie jak Armia Czerwona likwidację śp.gen.Michała Tuchaczewskiego).

    Pod względem ustrojowym podobieństwo tych zmian jest uderzające – podobnie zresztą śp.Józef Piłsudski po zdobyciu władzy komunistów i socjalistów zaczął tępić, a sojusz zawarł z konserwą. Również inne aspekty życia wykazują uderzające podobieństwo: architektura stalinowska i hitlerowska to typowy „Empire”! Jeśli uczeni tych porównań nie robią, to z uwagi na Lewicę, która twardo zaprzecza, by Hitler był socjalistą.

    Natomiast między pozycją Związku Sowieckiego w stosunku do Rosji, a pozycją III Rzeszy w stosunku do Niemiec, są co najmniej dwie podstawowe różnice:

    1) Państwowa. III Rzesza nigdy nie prowadziła wojny z państwem niemieckim (za wyjątek można uznać starcia bojówek NSDAP i SA z policją Republiki Weimarskiej). Przekazanie władzy odbyło się tak samo łatwo, jak przekazanie władzy z PRL do III RP.

    Natomiast ZSRS stoczył kilkuletnią wojnę przeciwko wojskom Imperium Rosyjskiego. Także podczas II Wojny Światowej formacje RONA i ROA walczyły pod flagą Rosji. Co prawda po 1941 Stalin zaczął odwoływać się do symboliki rosyjskiej (a nawet cerkiewnej!) – ale to z powodów taktycznych: z chęci wykorzystania resztek patriotyzmu rosyjskiego – i przekonania cennych carskich oficerów (do bolszewickich miał mniejsze zaufanie!). I to się udało: w 1941 roku „biali” Rosjanie nie poparli zdrajcy Własowa (bo przedtem mordował Białych jeszcze gorliwiej, niż Lew Trocki!) – i często dawali się nabrać na hasła „Obrony Ojczyzny”. To stąd zaczął się proces wnikania Sowietów w skórę Rosji.

    Proszę jednak zauważyć, że ci carscy oficerowie poparliby być może Kajzera Wilhelma, za którym szła by armia białych emigrantów – ale dlaczego mieli popierać Adolfa Hitlera, takiego samego bandziora, jak Stalin? Stalin przynajmniej nie pozwalał Żydom, Polakom i np. chłopom mordować Rosjan. Co więcej: pozwalał już wtedy Rosjanom po trosze zawłaszczać państwo sowieckie. Ale ten proces do dzisiaj nie jest ostatecznie zakończony, ważne stanowiska w Federacji Rosyjskiej zajmują duchowe dzieci Sowietów. Choć np. parę dni temu p.Włodzimierz Żyrynowski zgłosił projekt powrotu do hymnu „Boże, chroń cara!”. Projekt, na razie, upadnie...

    2) Narodowa. III Rzesza nigdy nie niszczyła Niemców. Jeśli to komunistów, homoseksualistów – ale procent Niemców przebywających w rozmaitych obozach był znikomy w porównaniu z liczbą Niemców.

    Zupełnie inaczej było w Sowietach. Za Bolszewizmu walka z rosyjskością to była walka z caratem. Bolszewicy opierali się o mniejszości – przede wszystkim żydowską, ale i polską, łotewską i inne – i te mniejszości mogły liczyć na awanse, jako nieskażone rosyjskim imperializmem. I przy okazji brały rewanż za poniżenia ze strony Rosjan – niektórzy twierdzą, że Feliks Dzierżyński z utajoną satysfakcją skazywał na śmierć właśnie Rosjan. Wszystkim rządzili internacjonaliści proletariaccy, tylko Lenin był trzymany jako sztandar, bo miał przynajmniej 1/4 krwi rosyjskiej.

    Tak więc do 1935 roku, kiedy to Stalinowi udało się wymordować bolszewików, ZSRS był z całą pewnością państwem ostro anty-rosyjskim. Z chwila odejścia od koncepcji niesienia płomienia socjalizmu na cały świat na rzecz budowy socjalizmu w jednym państwie, stanowiący w tym państwie większość Rosjanie zaczęli zwolna nadawać mu pewne rysy rosyjskie. Pamiętam zdziwienie w bibliotece jakiegoś sowieckiego ośrodka, gdy poprosiłem o książkę po ukraińsku – i wręcz niesmak, gdy powiedziałem, że w ośrodku sowieckim nie powinno być wyłącznie książek po rosyjsku!

    By więc postawić kropkę nad "ı": III Rzesza cały czas była państwem niemieckim. Natomiast do roku 1935 Rosjanie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za poczynania Związku Sowieckiego. Potem rozpoczęła się powolna, trwająca nadal rusyfikacja. Analogia: w 1066 Normanowie podbili Anglię; od kiedy AngloSasi ponoszą odpowiedzialność za to królestwo?

    Ciekawe: niedługo zapewne „biała Rosja” przejmie duchowo Federację od potomków Sowietów. Czy to będzie dobrze dla Polski? Hmmm: proszę popatrzeć na mapy Chin produkowane w Pekinie – i na Tajwanie. Zasięg Imperium Chińskiego na tych drugich jest znacznie większy – choć armia Guó-Mín-Dǎngu jest znacznie słabsza od armii kontynentalnej...

    JE Włodzimierz Putin jest racjonalnym imperialistą i uznaje niepodległość Ukrainy, Polski, a nawet Naddniestrza i Abchazji. Kto wie, czy jacyś duchowi potomkowie śp.Antoniego Denikina (nb. pół-Polaka!) też będą racjonalni?

    Bo Denikin – nawet w obliczu klęski – na to się nie zdobył!

  • 12-06-2017 02:17:00

    Po rosyjskim VK lata podróbka okładki "Nat'l Geographic"

    https://m.vk.com/wall-32176202_100306

    Ponieważ rysunek nieco ociera się o porno, podaję nisko, by nieświadomie nie urazić czyichś oczu.

    Jest tam wszystko: "Przekształcanie kontynentu", "Wygranie wojny z rasizmem", "Mity identyfikacji kulturowej", "Korzyści z dzieci wielorasowych"

    Szczerze pisząc: gdyby to było na poważnie, nowy Hitler pojawiłby się w ciągu paru miesięcy...

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej: 

  • 06-06-2017 14:33:00

    Historia kradzieży na dwie raty

    Stało się to, co miało się stać: „Rząd” p.Mateusza Morawieckiego zrabuje drugą połowę pieniędzy Otwartych Funduszów Inwestycyjnych.

    Może już nie pamiętacie Państwo, jak powstawały OFE? Tłumaczono ludziom, że na ZUS to już nie można liczyć – trzeba się ubezpieczać samemu. I właśnie do tego miały służyć OFE: by ludzie mieli pewną emeryturę, wyższą od ZUS-owskiej...

    I zapewniano frajerów, że pieniądze z OFE będą ich własnością prywatną.

    Pieniędzmi z OFE zarządzały prywatne towarzystwa inwestycyjne, dla niepoznaki zwane PTE. Zarządzały źle, bo... w umowie nie było napisane, że ich zarobki zależą od zysków ich OFE!!! Opiekowały się więc tymi pieniędzmi gorzej, niż ZUS!! Pobierały zaś za to krocie. W większości wypadków po prostu miały w nosie dobro swoich OFE – czasem zapewne dochodziło do poważnych przekrętów. Gdy więc w 2013 roku rząd PO/PSL (Uwaga! Głosowało za tym PiS!!) postanowił zabrać połowę tych pieniędzy, to najgłośniej protestowali nie ich właściciele, tylko PTE – co brzmiało mało wiarygodnie.

    W listopadzie 2015, w wyniku skargi p.Ireny Lipowiczowej i p.Bronisława Komorowskiego Trybunał Konstytucyjny (cytuję „POLSKA – The Times”): „uznał, że reforma OFE jest zgodna z Konstytucją. Państwo nie będzie musiało zwracać do Otwartych Funduszy Emerytalnych 150 mld zł, które na mocy reformy zostały przetransferowane do ZUS (...) Najwięcej kontrowersji wzbudziło przeniesienie składek emerytalnych Polaków z OFE na subkonta ZUS. W sumie chodzi o 153,15 mld zł. Pieniądze zostały przelane 4 lutego 2014 roku. OFE liczyły na to, że Trybunał zmieni decyzję i wyda korzystny dla nich wyrok”.

    Stanisław Gomułka, expert BCC, zauważył słusznie, że „były prezydent Bronisław Komorowski nie zadał w swojej skardze najistotniejszego pytania: czy środki zgromadzone w OFE są pieniędzmi publicznymi czy prywatnymi. – Myślę, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego raczej przychylają się do twierdzenia, że są to środki publiczne, a zatem rząd miał prawo przesunąć je do ZUS”.

    Pismo Święte mówi: „Niech mowa Wasza będzie: TAK? - TAK!; NIE? - NIE! Co nadto jest, od Złego jest”. Szlag mnie trafia, gdy jakiś prawnik mówi, że „Coś raczej obowiązuje...” Tak nawiasem: rekord, chyba nie do pobicia, ustanowiła w swoim czasie, w prywatnej ze mną rozmowie, w/w p.Irena Lipowicz; powiedziała: „Można przyjąć, że w pewnym sensie ten akt raczej może być uznany za obowiązujący”(!!) Składałem to wtedy na karb płci – dziś feminizacja zawodu prawniczego uczyniła postępy. Nawet mężczyźni tak mówią!

    TK powinien orzekać o zgodności ustawy z Konstytucją. Dlaczego w tej sprawie naruszył zasadę własności prywatnej? Czytamy: „Jak wyjaśnia ekspert, jeżeli trzeba by było zwrócić te 150 mld zł, to oznaczałoby to wzrost zadłużenia już nie o 150 mld zł, bo do tego dochodzą odsetki. Więc łączna kwota mogłaby wynieść nawet 200 mld zł. Wzrost zadłużenia o tak potężną kwotę oznaczałby, że zbliżymy się niebezpiecznie do maksymalnego poziomu zadłużenia, który wynosi w Polsce 60 proc. w stosunku do PKB (wynika to z Konstytucji i ustawy o Finansach Publicznych). To z kolei oznaczałoby, że możemy zapomnieć w najbliższym czasie o takich pomysłach, jak np. 500 zł na dziecko”.

    Sędziowie TK za tym głosujący, powinni w Wolnej Polsce powędrować za kratki – bo nie kierowali się zgodnością z Konstytucją, tylko interesem naszego okupanta: III Rzeczypospolitej.

    I krótkie wnioski. Matki biorące 500+: okradłyście również emerytów. Teraz właśnie „Rząd” p.Morawieckiego kradnie drugą połowę pieniędzy OFE – bo taka była umowa PO-PiS, dlatego PiS poparło tamtą kradzież. Na razie kradnie 1/4, którą pozatyka dziury w ZUS-ie – a resztę daje na specjalne konta. Nazywają się „prywatne”.

    Ktoś w to jeszcze wierzy?

  • 05-06-2017 20:40:00

    A tym, jak p.Bujak i Frasyniuk dobijali "komunę". Na końcu najlepsze.

    Każdy, znający mowę ciała, widzi, kto tu był Panem, a kto komu jadł z ręki. Oczywiście, gdyby p.gen.Czesław Kiszczak chciał, jak w Chinach czy w Chile,  przekazać władzę nam, to też bym się uśmiechał; ale potem publicznie dziękował, z nie przechwalał się, że Go po-ko-na-łem! 

    Wiecie, jaki wysiłek musiał włożyć p.Kiszczak - oraz WSI i SB - by w oczach Sowietów i PZPR przedstawić przekazanie władzy swojej agenturze jako "konieczme"? Sztuczne strajki i tp. Są świadkowie!

    A teraz najlepsze: kto wygrał na przejściu z PRL do III RP? 

    Służby specjalne. 

    W PRL były pod kontrolą Partii. Dzisiaj nie kontroluje ich NIKT. Tzn.: są w Senacie i Sejmie Komisje d/s SS - ale żeby zostać członkiem tej komisji trzeba mieć certyfikat - od kogo?

    Od służb specjalnych....

     

     

     

     

     

     

  • 28-05-2017 22:50:00

    Jeszcze o Uchwale Lustracyjnej

    Uchwała Lustracyjna, w/g wielu jedyna istotna uchwała Sejmu III RP, została przyjęta 28-V-1992. Wbrew różnym sugestiom (że miało to być ratowanie „rządu” p.mec.Jana Olszewskiego, że miało to być podkopanie „rządu” Olszewskiego, że było to związane z tym, że Unia Demokratyczna – ówczesna, taka trochę bardziej lewicowa, PO - uchwaliła, że wniesie o votum nieufności):

    http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-28-maja-1992-r-uchwala-lustracyjna,nId,1825263

    została zgłoszona dlatego, że przedtem był w Sejmie prezydent Izraela, śp.Chaim Herzog, i zaprosił na obiad przywódców (nie wiadomo dlaczego...) UD, a UD to była partia intelektualistów – czyli: bez kierownictwa - stado baranów. Wypatrzyłem ten szczególny moment, napisaliśmy tę Uchwałę w 5 minut na kolanie (zapomnieliśmy o zlustrowaniu w pierwszej kolejności sędziów TK!!) – i udało się.

    Uchwała przeszła dzięki temu, że część UD wyszła z sali, część zagłosowała przeciw, część się wstrzymała, część głosowała za – a SdRP (forma przejściowa między PZPR, a SLD) wstrzymała się od głosu nie zrywając quorum (na nagraniu widać, że część posłów SdRP biła brawo; wychodzili ze słusznego założenia, że Tajni Współpracownicy będą przecież wśród opozycji, a nie w szeregach PZPR)

    Uchwała nie była konsultowana z nikim z ówczesnego „rządu” (jedynie dwa razy, miesiąc i dwa miesiące przedtem, pytałem Antoniego Macierewicza, co z lustracją – i otrzymywałem odpowiedzi w najlepszym macierewiczowskim stylu, że „wszystko jest do lustracji przygotowane”), była dla wszystkich całkowitym zaskoczeniem. Tylko dlatego przeszła. Najsilniejsze poparcie zgłosiły KPN i ZChN – ich przywódcy, będący TW, nie mieli jak powstrzymać swoich posłów.

    Antoni Macierewicz Uchwały nie wykonał (proszę zobaczyć Jego minę, gdy Uchwała przeszła!). Nie ujawnił TW wśród sędziów, prokuratorów i wojewodów (najprawdopodobniej MSW po prostu nie było gotowe do lustracji), asekuracyjnie napisał, że nie jest to lista TW lecz „lista zasobów archiwalnych MSW”, ale (co najważniejsze): ujawnił tylko nieważnych TW: tych, którzy już nie pracowali dla służb III RP – a 80%, tych najważniejszych, nadal pracowało...

    I pracuje.

    Po czym „rząd” obalono (tu film „Nocna Zmiana”: https://www.youtube.com/watch?v=hu1a3xT9db0 ). Wstrzymaliśmy się (co nie miało żadnego znaczenia, poza demonstracyjnym) od głosu, bo wprawdzie ów „rząd” był nieudolny (nie robił NIC, przez pół roku nawet ustawy lustracyjnej nie zdołał napisać; pewno nie chciał, bo to robota na dwa dni) ale głupio było głosować za jego obaleniem... Nowy „rząd” oczywiście uchwały nie wykonywał, w czym pomogli mu TW ukryci w Trybunale Konstytucyjnym. Z jego składu:

    panie Maria Łabor-Soroka i Janina Zakrzewska, pp.Czesław Bakalarski, Tomasz Dybowski, Kazimierz Działocha, Henryk Groszyk, Wojciech Łączkowski, Remigiusz Orzechowski, Mieczysław Tyczka (przewodniczący) i Andrzej Zoll (sprawozdawca) – tylko p.prof.Wojciech Łączkowski zgłosił votum separatum, gdy TK wydał nonsensowne orzeczenie uznające uchwałę za „sprzeczną z prawem”. TK w ogóle nie miał upraprawnień, by oceniać uchwał (a tylko ustawy) – i słusznie, bo uchwała nie może być sprzeczna z prawem z samej zasady: uchwała nie zmienia prawa, tylko wzywa do zrobienia czegoś. Jednak TK "uznał się" za uprawniony, a "rząd"  skwapliwie się do tego zastosował.

    Natomiast wykonanie uchwały może być sprzeczne z prawem – i byłoby.

    Na miejscu Antoniego Macierewicza wykonałbym więc Uchwałę w całości – po czym zgłosiłbym się do Prokuratury oznajmiając, że „Złamałem prawo, a na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że prosił mnie o to Sejm...” Może bym dostał 10 lat - a może zostałbym bohaterem? Nie wiem...

    Niestety: Antoni Macierewicz wolał Uchwały nie wykonać – i, co więcej, bezczelnie twierdzi, że ją wykonał! 

    Ntt. udzielałem niedawno wywiadów TVP i PR (nie wiem, co z nimi). Tu linki do tekstów ntt.:

     

  • 23-05-2017 10:57:00

    p.prof.Wojciech Popiołek i "d***kratyczne państwo prawa"

    P.prof. dr hab Wojciech Popiołek z Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego na zjeździe Związku Prawników Polskich w Katowicach 20 maja powiedział wreszcie ważkie słowa: „W demokratycznym państwie prawnym suwerenem nie są wyborcy. Suwerenem są wartości znajdujące się w prawie, a na straży tych wartości stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie”. Na ten temat zatem kilka słów:

     

    1. Nie żyjemy w Państwie Prawa - Rechtsstaat - lecz w potworku zwanym "d***kratycznym państwem prawa" - więc PiS ma dokładnie takie samo prawo twierdzić, że to Większość jest suwerenem, a nie Prawo! Nb. jeszcze socjaliści mogą twierdzić, że suwerenem są zasady socjalizmu, bo w Konstytucji stoi jak byk, że "RP jest d***tycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej"!! Jak się obcięło państwu głowę, czyli Monarchę, a w Konstytucji zapisało kompromis, czyli czystą schizofrenię - to ma się potem problemy.

    2. To, o co troszczą się obecnie sędziowie, to nie Prawo, tylko Lewo. W obydwu kodeksach, cywilnym i karnym, zapisane jest np., że zasady sprawiedliwości społecznej mają pierwszeństwo przed literą prawa. Jak to był ujął bodaj śp.Aleksy de Tocqueville: nomokracja (rządy prawa) jest jeszcze bardziej arystokratyczna, niż arystokracja - bo oznacza posłuszeństwo przodkom obecnych arystokratów. Sędziowie służą więc zasadom sformułowanym przez Czerwoną Arystokrację z czasów stalinowskich i Czerwoną Burżuazję z czasów gierkowskich - w najlepszym razie przez czerwoną bandę "Sanatorów" z piłsudszykowskiej PPS-Frakcja Rewolucyjna i czerwonych właścicieli Unii Europejskiej. Gdyby sędziowie orzekali na podstawie Prawa typu Kodeks Napoleona - to gotów byłbym umierać broniąc Okopów Świętej Trójcy przed hordami motłochu pod wodzą PiSu. Obecnego Lewa bronię ze strachu, bo wolę Lewo od Woli L**u - czyli Prawa Sędziego Lyncha czy Volksgerichtu - ale czynię to bez wielkiego przekonania.

    3. Sędziowie nie są, niestety, niezawiśli - ale też niezawisłość sędziowska nie może oznaczać tolerancji dla praktyk godnych raczej dostawcy paszy w PGRze niż sędziego. Kiedyś pilnował tego Monarcha - obecnie konieczne jest utworzenie jakichś Sądów Kapturowych, niezależnych od bieżącej polityki, usuwających z szeregów sędziowskich osoby niegodne sprawowania tej funkcji. Jest ich znacznie mniej, niż można by wnosić z sensacyjnych doniesień prasowych - ale łyżka dziegciu w beczce miodu...

    Tak więc system wymiaru Sprawiedliwości wymaga zasadniczej reformy: zmiany Lewa na Prawo – przy czym Prawo musi opierać się o zasady moralne, a nie być ubranym w formę „prawa” dekretem motywowanym względami praktycznymi. Takie Lewo nie wzbudza szacunku: co to za „prawo” które jutro mogę sam zmienić? Stąd nasz postulat-minimum, że nowe prawo może wejść w życie dopiero w sześć lat od uchwalenia. To vacatio legis chroniłoby przed dojutrkowstwem i zalewem takiej „legislacji”.

    Po drugie: wydaje mi się, że już dojrzeliśmy by (wraz z wyjściem Zjednoczonego Królestwa z Unii) przejść z prawa pisanego na common law – co można zrobić bez większych wstrząsów, traktując poprzednie orzecznictwo jako zbiór precedensów. Co, oczywiście, oznacza obdarzenie sędziów wielkim kredytem zaufania – stąd najpierw powinny zadziałać wspomniane Sądy Kapturowe, orzekające dyskretnie, i nie utworzone przez polityków. Jeśli bowiem politycy będą wybierali sędziów, to nie po to, by dbali o Sprawiedliwość, tylko: by dbali o interesy ich partyj. I pod tym samym kątem tworzone jest obecne Lewo.

    Cieszy mnie więc, że wielu przedstawicieli środowiska prawniczego odrzuca Zasadę D***kracji, czyli Tyranii Większości. Obawiam się jednak, że nie są oni w stanie przedstawić jej spójnego, prawicowego światopoglądu.

    A to oznacza upadek Twierdzy Prawa, bo mury jej nie są oparte na solidnym, głębokim fundamencie.

     

     

  • 18-05-2017 11:45:00

    Matko Boska! Czyli: Matko Kurko: mniej sloganów, więcej myślenia!

    Tyle nieporozumień w jednym wpisie...  Dla wygody cytuję tekst Matki Kurki pt. Kiedyś Polscy Murzyni mieli „szczęki” teraz mają Allegro – wypad, „liberalni” pajace!” - http://kontrowersje.net/kiedy_polscy_murzyni_mieli_szcz_ki_teraz_maj_allegro_wypad_liberalni_pajace - w całości:

    Flaki mi się wywracają, gdy słucham „liberałów” i sekciarskich mantr z tą ulubioną, że rynek sam się wyreguluje. Na proste pytanie gdzie jest taka planeta, bo na pewno nie w gospodarczych potęgach takich jak USA, Niemcy, Chiny, „liberałowie” odpowiadają jak Grzegorz Schetyna. Od 14 lat prowadzę rodzinną mikro firmę i wiem doskonale, co to znaczy być polskim przedsiębiorcą w Polsce. Zaraz po 1989 roku i mniej więcej do 1997 roku mogliśmy zauważyć prawdziwą hossę w sektorze „prywatnej inicjatywy”. Polacy bez większego kapitału masowo otwierali sklepy, firmy rzemieślnicze, hurtownie. Oczywiście wielki biznes był zarezerwowany dla układów esbeckich i każdy, kto się dorobił czegoś więcej niż średniej firmy, dostawał po łbie. Tak skończył Optimus i Kluska, a jego historia jest doskonale znana, niemniej średnie i małe firmy radziły sobie naprawdę nieźle.

    W 1997 roku w ministerstwie finansów ponownie zasiadł Balcerowicz, który wcześniej doprowadził do upadku niemal wszystkie liczące się przedsiębiorstwa państwowe, w tym skazane na sukces, dość wspomnieć bezkonkurencyjne polskie cukrownie. Drugi etap planu Balcerowicza polegał na „schładzaniu gospodarki”. Balcerowiczowi nie podobało się to, że polskie małe i średnie firmy generowały przyrost PKB na poziomie 7%. Razem z innymi szemranymi „autorytetami” przekonywał, że grozi nam przegrzanie, cokolwiek to w języku „liberalnej” sekty znaczy, bo normalni ludzie nazywają taki stan bumem gospodarczym. Z tą chwilą zaczęło się ostateczne dobijanie polskich przedsiębiorców. Małe i średnie firmy padały jak muchy, w miejsce sklepów i sklepików, powstały galerie i sieci korporacyjne. Biedronki praktycznie wykończyły spożywczaki, potem resztę dobiły Lidle i Tesca. Galerie handlowe zajechały lokalne butiki najczęściej sprzedające unikalną odzież z prywatnych zakładów krawieckich, nie jak w tej chwili pięć sieciówek z tym samym tajlandzkim badziewiem.

    Oczywiście nie można być ślepym, galerie i sieci handlowe to nie jest polska specyfika, taka jest ogólnoświatowa tendencja. Pełna zgoda, z jednym zastrzeżeniem. W krajach, które z „liberałów” się śmieją, powstają narodowe sieci i korporacje, a rządzący stają na głowie, aby narodowe marki były chronione nie tylko wewnętrznie, ale na rynku zagranicznym. W Polsce 90% rynku spożywczego należy do portugalskich Biedronek, niemieckich Lidlów i brytyjskich Żabek. Całe gałęzie i sektory zostały opanowane przez korporacje zagraniczne, banki, produkcja AGD, usługi kurierskie, materiały budowlane, itd., itp. W trakcie tej grabieży „liberałowie” krzyczeli, że „kapitał nie zna narodowości”, „najważniejsze jest, żeby klient miał tanio”, „podnoszenie płacy grozi bezrobociem”, „świadczenia socjalne to rak” i jeszcze setka podobnych kretynizmów nie mająca nic wspólnego z ekonomią i nawet religią, to są po prostu zdrowaśki sekty. W efekcie mieliśmy w Polsce raj dla „zachodnich inwestorów” i kolonialną tanią siłę roboczą.

    Wyprzedaż narodowego majątku, specjalne strefy ekonomiczne dla korporacji, zwolnienia z podatków i wyprowadzanie podatków do krajów, gdzie znajdowały się siedziby korporacji, doprowadziło do tego, że Polak w Polsce stał się Murzynem robiącym za miskę ryżu. Z wolnego rynku pozostały Polakom stare bazarowe „szczęki”, które nawiasem mówiąc są systematycznie wycinane i Allegro, gdzie się handluje chińską tandetą albo chłamem z wystawek i ekspozycji. Dlatego, gdy słyszę o zamachu na wolny rynek, bo w Polsce ustawa zabrania posiadania aptek nie-aptekarzom i stawiania po 6 nowych punktów w Pcimiu Dolnym, to mam tylko jeden komentarz – wypad „liberalne” pajace. Rzecz jasna polska ustawa to nic innego, jak kopia prawa obowiązującego w Niemczech, czy we Francji i stąd rwetes, bo co wolno człowiekowi, to nie Murzynowi. Ustawa spełnia jedno KLUCZOWE zadanie, zapobiega przejęciu kolejnego sektora, w którym jeszcze radzą sobie polskie firmy, reszta nie ma znaczenia.

    Znam te scenariusze zatroskane o klienta na pamięć i już tak naprawdę jest za późno, część patologicznych procesów kwitnie od lat. Wchodzi na „wolny rynek” niemiecki szewc, czy angielski tokarz, przejmuje lokale od samorządów za bezcen, wszak on jest „zachodni inwestor” i „daje miejsca pracy”. Stawia „zachodni inwestor” 5 aptek naraz, podatki wyprowadza do swojego kraju albo rajów, obniża ceny o 10% i po roku zabija wszystkie polskie rodzinne apteki. Po „wyregulowaniu rynku” ceny idą w górę o 20% , a w zachodnich sieciówkach robią dawni polscy właściciele aptek, magistrzy farmacji, za całe 700 euro, wliczając w to niedziele. Reszta Polskich Murzynów na Allegro sprzedaje kondomy i suplementy z czarnej rzepy na odchudzanie. „Liberalizm” dla studentów, którym mamusia śle przekazy, polityków utrzymujących się z diet, członków rad nadzorczych i fundacji, dla reszty uczciwie pracujących przedsiębiorców to MURZYŃSKOŚĆ.

    Można się tylko cieszyć, że Matka Kurka demaskuje rzekomy liberalizm rządów UD-UW i, niestety, PO – ale przy okazji wylewa aż kilkanaścioro dzieci z tą kąpielą. Postaram się po kolei.

    1) Poza jednym, znanym z teorii, przypadkiem („Dylemat Więźnia”) wolny rynek sam się reguluje. To, że w rządzonych d***kratycznie państwach rządy nie potrafią się powstrzymać, by mu w tym nie „pomóc” - nie jest żadnym argumentem przeciwko. Matka Kurka mogłaby równie dobrze napisać: „Zielsko na trawnikach nie rośnie samo – we wszystkich rozwiniętych krajach się je przecież kosi”. Zresztą za chwilę Matka Kurka ten (rzekomy, rzekomy....) wolny rynek z lat 1988 (8!!)-97 chwali.

    2) Nie wiem skąd informacja, że polskie cukrownie były „bezkonkurencyjne”, ale za ich „wykończenie” nie odpowiada ani „młody” ani „średni” p.prof.Leszek Balcerowicz – tylko Wspólnota Europejska, do której III RP chciała wejść (i za czym – trudno: d***kracja – opowiada się 72% Polaków). To „wykończenie państwowych przedsiębiorstw” udało się p.Balcerowiczowi słabo: Krajowa Spółka Cukrowa S.A. czyli „Polski Cukier” to, niestety, aż 40 cukrowni i 40% rynku w Polsce (siódmy producent w Europie!); kapitał, oczywiście, państwowy.

    3) P.Roman Kluska jest z przekonania liberałem, a „Optimus”, działający legalnie, został cynicznie wykończony – ale, powiedzmy sobie prawdę: „Optimus” osiągnął sukces nie na wolnym rynku, lecz wykorzystując absurdalne przepisy; o ile pamiętam przywoził części do komputerów, eksportował je na Słowację, po czym sprowadzał je z powrotem (czy nawet: demontował komputery i eksportował części). Szczegółów, powtarzam, nie pamiętam, ale wykonywał czynności z punktu widzenia gospodarki absurdalne, uzasadnione jakimś wspomaganiem importu czy eksportu przez ówczesny reżym. Zapewne była to luka prawna stworzona na potrzeby post-ubeckich firm, z której bezczelnie skorzystał jakiś katolik spoza układu – i w dodatku dał to na Kościół – więc bezpieka pokazała pazury i kły.

    4) „Schładzanie gospodarki” to nie „średni Balcerowicz” lecz jeszcze p.prof.Marek Belka.

    5) Schładzanie świetnie rozwijającej się gospodarki to absurd, zgoda. Tempo rozwoju Polski przed wchodzeniem do WE dochodziło do 8% - a mogło to być i 15 i 20%. Normalna gospodarka wolnorynkowa rozwija się (przerysowuję) tak: pięć lat wzrostu w tempie 20%, potem krach i przez rok -30%, potem znów 20% wzrostu przez pięć lat – i 30% spadku. Niestety: żyjemy w d***kracji i ludzie wolą mieć stabilne 2% przez dwanaście lat – niż mieć po dwunastu latach trzy razy lepiej, ale z dwoma kryzysami po drodze. W d***kracji rząd, który dopuści do kryzysu upadnie – więc schładzają, by nie dopuścić. Dawniej ludzie wierzyli w Opatrzność Boską i nie protestowali przeciwko naturalnym procesom gospodarczym; a jeśli protestowali, to się do nich strzelało – jak do „tkaczy w Lyonie” czy „luddytów” - i kraj mógł się bogacić bez ograniczeń. Obecnie wierzą, że rząd może i powinien „coś zrobić”. Więc rządy robią. Głupoty – bo nic innego zrobić nie mogą.

    6) Gdyby Polacy chcieli mieć trzy razy droższą unikalną odzież z polskich zakładzików krawieckich, to te by się utrzymały (naokoło supermarketów nie powstaje pustynia, tylko wyrastają małe sklepiki!) - i supermarkety same by te odzież oferowały. Sęk w tym, że Polak patrzy przede wszystkim na cenę. A kobiety lubią często zmieniać sukienki, więc „tajskie badziewie” jest dla nich w sam raz.

    7) siła robocza w Polsce jest tania wskutek bezrobocia sztucznie wytworzonego przez wysokie podatki. Ale korzysta z tego nie obcy kapitał, lecz przede wszystkim kapitał własny, który stanowi znaczną większość gospodarki.

    8) Kapitał nie ma narodowości – i te „narodowe” firmy z Francji czy z Niemiec rejestrują się w Luksemburgu, na Bahamach czy Wyspach Dziewiczych, gwiżdżąc sobie na opiekę „własnego państwa”. Gdybyśmy (co chcę zrobić) wprowadzili w Polsce podatki niższe, niż na Bahamach, to by wszystkie hurmem zarejestrowały się w Polsce. Oczywiście: gdyby uwierzyły, ze jutro taka wspaniałomyślna władza nie zostanie d***kratycznie obalona przez wyborczy motłoch domagający się wysokich podatków od zagranicznych kapitalistów.

    9) Hasła „najważniejsze jest, żeby klient miał tanio”, „podnoszenie płacy grozi bezrobociem”, „świadczenia socjalne to rak” itd. to mnie „setka kretynizmów” tylko elementarz gospodarczy.

    10) „Narodowy majątek” to majątek mój, Marki Kurki i 38 milionów Polaków. Natomiast majątek państwowy należy nie do Polaków, tylko do naszych okupantów, czyli do III Rzeczypospolitej – i obydwaj musimy do niego jeszcze dopłacać: koleje, szpitale, szkoły - sam LOT to miliard rocznie. Matka Kurka twierdzi słusznie, że rządzi ubecki układ – i chciałby, by ten układ rządził jak największą częścią gospodarki!!!!

    11) Specjalne strefy ekonomiczne nie są tylko dla zagranicznych korporacyj. Ich odział w tych strefach jest mniejszy, niż średni w gospodarce

    12) Proszę nie powielać głupot – tylko podać przykłady, gdzie firma zagraniczna zniszczyła konkurencję oferując towary o 10% tańsze „a po wyniszczeniu konkurencji podniosła ceny o 20%”. Przecież na wolnym rynku na drugi dzień powstałyby sklepiki sprzedające towar taniej!! Czy (po 20 latach!) te supermarkety sprzedają obecnie drożej, niż małe sklepiki???!!?

    13) Nie wiem dlaczego Polak harujący w reżymowej kopalni nie jest „polskim Murzynem” - a Polak „sprzedający na Allegro produkty z czarnej rzepy na odchudzanie” - jest? Jeśli czarna rzepa bardziej się opłaca od czarnego złota...

    14) Oczywiście „Apteka dla aptekarza” to etatystyczno-socjalistyczna głupota. Apteki nie są po to, by dobrze mieli się aptekarze, tylko by klient miał dostęp do wszystkich leków możliwie tanio.

    15) Nie rozumiem: czy jeśli „sieciówka” płaci farmaceucie €700 miesięcznie (nb. proszę o przykład!) to prywatny aptekarz będzie farmaceucie płacił więcej? Jeśli TAK, to musiałby doliczyć to do ceny leków – czyli obciążyć tym klientów... Zwracam uwagę, że jeśli właściciel ma sieć 200 aptek, to koszt utrzymania właściciela w przeliczeniu na jedną aptekę jest znacznie niższy – a jeśli ponadto ten właściciel umie zapłacić podatki na Bahamach, to ho-ho! 

    No i to by było w skrócie wszystko...

     

     

     

     

  • 16-05-2017 15:55:00

    Jak się chce mnie z'ohydzić?

    Niedawno napisałem na swoim portalu (proszę zajrzeć: goo.gl/L7Mx6S) kilka normalnych słów o dwóch narodach: cygańskim i żydowskim. Z moimi uwagami można się zgadzać albo nie zgadzać – ale są, moim zdaniem, bardzo ciekawe. Tymczasem, zamiast dyskusji, rzuciła się na mnie fala „hejtu”.

    Pokażę jeden przykład, bo to, co wypisuje taki „FAKT” nie zasługuje na uwagę. To portal „wPolityce”. Już tytuł zupełnie od rzeczy:

    Kolejne skandaliczne słowa Korwin-Mikkego! „Tak: 15 proc. dzieci cygańskich umierało. I bardzo dobrze”

    Skąd tak oburzające stwierdzenia europosła? W swoich dywagacjach o możliwości zabicia całego narodu, Korwin-Mikke jako przykład wybrał Cyganów i Żydów. Zdaniem europosła, obie nacje zatraciły swoją tożsamość kulturową i obyczajową, a przez to same przestały istnieć.

    O ile tego typu rozważania Janusza Korwin-Mikkego pewnie nikogo nie dziwią, to jednak późniejsze oceny są wyjątkowo skandaliczne. Polski polityk wychwala m.in. wydawanie za mąż 13-letnich dziewczyn cygańskich!

    Dziewczyny wydawano za mąż gdy tylko dojrzały fizycznie – uważając (słusznie!) że lepiej, by 13-latka wyszła za mąż, niż by sypiała z byle kim, jak to robią Europejki — napisał na łamach swojego bloga.

    Na dodatek, Korwin-Mikke idzie po linii darwinizmu społecznego i przyklaskuje… wysokiej umieralności cygańskich dzieci!

    Tak: 15 proc. dzieci cygańskich umierało. I bardzo dobrze: dzięki temu nie było nadmiaru ludności cygańskiej… I byli zdrowi – mimo nie zażywania tylu lekarstw, co Europejczycy – bo umierają przecież dzieci chorowite — napisał europoseł.

    To nie koniec! Polityk daje popis wyjątkowej bezwzględności!

    Lepiej, gdy umiera 15 proc. dzieci – a naród żyje – niż, gdy umiera 1 proc., ale naród uzależnia się od zasiłków — dodał Korwin-Mikke. Można pobłażać i pośmiać się z kolejnych skandalicznych, ostrych wypowiedzi, ale tego typu wynurzenia są wyjątkowo oburzające!”

    Ktoś (nie podpisany, bo to naprawdę wstyd!) napisał to – i oczekiwał, że Czytelnicy portalu przyklasną i skomentują w stylu: „Ni to faszysta , ni to bolszewik... taki dureń korwin mikke”,

    lub: „Stary, głupi cap”. Było takich więcej. Tymczasem, ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, a przypuszczalnie całkowitemu zaskoczeniu władz tego portalu, większość komentarzy była dla mnie przychylna:

    „Tu nie ma nic obraźliwego to akurat jest prawda. Nie ma nic gorszego dla jakiegoś narodu niż UBEZWŁASNOWOLNIENIE takiego narodu socjalnie! Czy osoba ubezwłasnowolniona potrafi sama przeżyć?”

    „Oburzać to się może tylko łeb zryty poprawnością multi-kulti-musli !!!!!”

    „... w PO-wszechnym ,,nowoczesnym,, świecie aborcji i eutanazji trudno zdobyć się na samodzielne myślenie ....stąd ten ,,szok” ”

    „Nie lubię tego jegomościa , ale w paru punktach zgadzam się z nim”.

    „Prawie codziennie muszę oglądać w postgoebbelsowskiej telewizorni jakiegoś Brajanka, który potrzebuje 10 000 zł dziennie na leki wspomagające oddychanie. Podzielam poglądy JKM”.

    „Nie znoszę tego manipulatora, ale faktem jest, że obecnie dożywają 100 ludzie rodzący się w czasach wielkiej umieralności noworodków. Medycyna pozwala przeżyć cherlawym, likwidując naturalną selekcję”.

    „Podajcie statystyki o aborcji, a to co mówi Korwin nie będzie szokujące. Już wam wyprano mózgi, że aborcja jest lepsza niż śmierć po urodzeniu?”

    „Nie można odmówić mu racji. Nie jest hipokrytą przynajmniej”.

    Nie ma co się tak oburzać! Korwin jest odważny i mówi to co myśli Jest do bólu logiczny!

    „Tylko prawda jest ciekawa”

    „Na temat, bardzo polecam! film: "Dokąd zmierza ludzkość? Eksperyment Calhouna - Mysia Utopia": goo.gl/8hFGJL „

    "Lepiej, gdy umiera 15 proc. dzieci – a naród żyje – niż, gdy umiera 1 proc., ale naród uzależnia się od zasiłków" akurat tu uważam, że pan Korwin-Mikke ma rację”.

    „"Lepiej, gdy umiera 15 proc. dzieci – a naród żyje – niż, gdy umiera 1 proc., ale naród uzależnia się od zasiłków" to czysta prawda. Proszę się zastanowić co się dzieje w socjalistycznej Francji.”

    Dobrze, że nie napisałem czegoś w stylu:

    A gdy trzeba niech idą na śmierć po kolei/

    Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec

    Chyba zrobię konkurs: jak by te słowa skomentowali redaktorzy „wPolityce”?

     

     

     

  • 11-05-2017 20:57:00

    Zabijanie całych narodów

    Zabijanie całych narodów

    Jak zabito naród cygański? Tak, jak i inne narody. Na przykład naród żydowski.

    Ktoś się żachnie: „Jak to? Rzeczywiście: Cyganom odebrano duszę. Można powiedzieć, że tak ich zabito. Ale Żydów wymordowali przecież Niemcy! Jakie to porównanie?”

    Nieprawda. To nie Niemcy zabili naród żydowski. Zaraz o tym będę pisał 

    Najpierw jednak pomówmy o Cyganach. Po obejrzeniu poprzednio zamieszczonego reportażu każdy może porównać warunki rodziny cygańskiej podróżującej wozami – a rodzin „rromskich” z Lunika IX

    Naród – to nie są ludzie. Ludzie mogą żyć i rozmnażać się – jeśli jednak zatracą swój język i (co ważniejsze!) obyczaje – to nacja zostaje skreślona z listy narodów.

    Obyczaje cygańskie były proste. W taborach panowała dyscyplina. W wozach panowała czystość i porządek (wymuszone: proszę spróbować mieszkać w wozie, w którym nie ma porządku!). Dziewczyny wydawano za mąż gdy tylko dojrzały fizycznie – uważając (słusznie!) że lepiej, by 13-latka wyszła za mąż, niż by sypiała z byle kim, jak to robią Europejki. Liczne tabu regulowały życie rodzinne (np. kobieta nie mogła znaleźć się nad głową mężczyzny; dlatego mieszkania w blokach zniszczyły jeden z filarów cygańskiej etyki!). Cyganie grali i tańczyli, kradli i wróżyli z kart, bielili kotły, robili patelnie (Kalderasze), handlowali końmi (Lowari).

    Co najważniejsze: byli wolni i niezależni. Tak: 15% dzieci cygańskich umierało. I bardzo dobrze: dzięki temu nie było nadmiaru ludności cygańskiej... I byli zdrowi – mimo nie zażywania tylu lekarstw, co Europejczycy - bo umierają przecież dzieci chorowite.

    I prosty zakaz życia w taborach - połączony z czymś najgorszym, czyli rozdawnictwem zasiłków – zabił ten naród.

    Ciekawa rzecz: młody Polak nie widział nigdy Cygana. Widział tylko „Rromów”. I jakie są skutki?

    Przeglądałem Sieć w poszukiwaniu piosenek cygańskich. Jednej nie mogłem znaleźć – bo... z tekstu zniknął charakterystyczny fragment, po którym ją googlowalem:

     

    Poszła dziewczyna, zapytać pana'

    Czy jej pozwoli, wyjść za Cygana.

    [Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, Bums tradi-radi u-ha-ha!

    Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, bęc! ]

    „Cygan bez roli, Cygan bez chaty,

    Lecz Cygan wolny, Cygan bogaty!

    [Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, Bums tradi-radi u-ha-ha!

    Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, Bums tradi-radi, bęc!]

     

    Pierwszy wers w ogóle zniknął – bo (1) dzisiejszemu Polakowi w głowie się nie mieści, że chłopka musiała pytać swego pana o zgodę – i (2) w głowie się mu nie mieści, że jakiejkolwiek dziewczynie mogłoby przyjść do głowy by wyjść za Cygana. Bo oni znają tylko Rromów.

    Drugi zaś został przerobiony na „Lecz Cygan wolny, choć niebogaty!”

    - co, oczywiście, całkowicie zabija sens piosenki. Jednak dzisiejszemu Polakowi nie przychodzi do głowy, że Cygan (poza złodziejami) może być bogaty – ani też, że bycie biednym i wolnym może być uważane za „bogactwo”!!

    Rromom zapewne też. Bo to już inny naród.

    Choć, gdy popatrzymy na reportaż, to w rodzinach, które wykupiły mieszkania na własność, żyje się lepiej. To mieszkania darmowe, komunalne, zabijają w ludziach człowieczeństwo.

    Podobnie jak zasiłki 500+ (i inne!) zabijają i będą zabijać człowieczeństwo w Polakach.

    Bo lepiej, gdy umiera 15% dzieci – a naród żyje – niż, gdy umiera 1%, ale naród uzależnia się od zasilków.

    ====

    Przechodzimy do Żydów. Był to naród o zupełnie innej tradycji, niż Cyganie - choć, podobnie jak Cyganie, żyjący głównie w Europie Środkowo-Wschodniej (i, podobnie jak Cyganie bardzo rozproszony). Naród osiadły, nastawiony religijnie i filozoficznie. Naród ceniący kulturę, nauką i sztukę. Naród ludzi bardzo wykształconych, inteligentnych i na ogół mądrych – czego o Cyganach powiedzieć nie można (Cyganie cenią spontan, luz, intuicję – a nie głębokie rozważania)

    Tego narodu też już nie ma.

    I bynajmniej nie zabili go Niemcy.

    Owszem: Niemcy zabili ponad 2/3 tego narodu – może nawet więcej, jeśli liczyć tylko Żydów żyjących na terenie Europy Śr-Wsch. – ale to narodowi nie szkodzi. Jeśli naród zachowa swoją kulturę i obyczaje – a jest płodny (Żydzi byli!) - to spokojnie nadrobi straty. Z nawiązką – bo, przypominam, prześladowania przeżywają najinteligentniejsi, najmądrzejsi, najsilniejsi i najzdrowsi.

    To dlaczego piszę, że tego narodu już nie ma?

    Nie ma, bo zabiło go państwo, które otwarcie i twardo zapowiedziało, że będzie niszczyć żydowstwo.

    Państwo Izrael.

    Żydzi posługiwali się językiem yiddisch. Był to dialekt języka niemieckiego, z wtrętami słowiańskimi i hebrajskimi. W tym języku istniała bogata literatura, istniały książki nagradzane Noblem, istniała kultura dnia codziennego, niezliczone pieśni i piosenki, W twórcach Państwa Izrael budził on wstręt, nazywany był żargonem. Żaden okupant nie niszczyłby tego języka i tej kultury tak zaciekle, jak Państwo Izrael. Na miejsce Żyda miał powstać, Nowy, Lepszy, Człowiek – Izraelczyk.

    I powstał!!

    Jest to zupełnie inny człowiek. Żyd na widok pistoletu kulił się wołając „Aj-waj” - Izraelczyk bez wahania zabija z tego pistoletu wrogów. Ceni sobie zupełnie inne wartości – bo to one umożliwiają mu przetrwanie. Żyd, żyjąc wśród innych narodów, wiedział, że siłą nie wygra – więc rozwijał w sobie chytrość, inteligencję, wiedzę – Izraelczyk, który wzbudził nienawiść w Palestynie, by przeżyć musiał zabijać bez nadmiernych wahań i skrupułów.

    Twórcy Państwa Izrael dumni są, że wychowali ten typ człowieka, nazywany sabra. Jednak - coś za coś: wśród Żydów było pełno wybitnych artystów, poetów, pisarzy, malarzy, pianistów i skrzypków, matematyków, fizyków, chemików... Pełno laureatów Nobla. Wśród Izraelczyków jest ich bardzo mało. Noble dostają, owszem, Żydzi; ci którzy uchowali się na Zachodzie, poza zasięgiem niszczącego wpływu Państwa Izrael.

    Ci Żydzi, którzy przetrwali prześladowania III Rzeszy i Państwa Izrael, są dziś potęgą – finansową i intelektualną. Natomiast Państwo Izrael, bez pomocy „załatwianej” przez Żydów, którzy mają ogromne wpływy w Stanach Zjednoczonych – nie przetrwałoby 10 lat...

    I taka jest prawda...

     

     

     

  • 11-05-2017 11:52:00

    Po zwycięstwie Emanuela Macrona

    15 lat temu mój kolega (siedzi o krzesełko ode mnie) z unijnego parlamentu, p.Jan-Maria Le Pen, zdobył w I turze wyborów prawie 17% głosów. Jednak zbiorowy atak mediów, będących pod wpływem „Wielkiego Wschodu Francji” spowodował, że w drugiej turze uzyskał... tylko trocheę ponad 17%. Panem Le Pen straszono dzieci na ulicach.

    Tu parę słów o „Wielkim Wschodzie”. To nieprawdopodobnie potężna we Francji organizacja wywodząca się z masonerii. Jednak dziś wolnomularze na dźwięk słów „Wielki Wschód Francji” dostają drgawek z obrzydzenia. Grand Orient de France łamie bowiem trzy święte zasady masońskie: przyjmuje kobiety, przyjmuje ateistów (w rzeczywistości: przyjmuje wyłącznie ateistów i walczy wszelkimi siłami z religią) i zajmuje się polityką – a konkretnie: budową socjalizmu i komunizmu.

    Jednak właśnie GOdF trzęsie Francją. Na moim FaceBooku pokazałem, jak prezydent Francji, JE Franciszek Hollande, przychodzi do loży GOdF i pokornie wysłuchuje pouczeń Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Francji. Pokazałem, jak ten Wielki Mistrz, p.Krzysztof Habas, 1 maja na cmentarzu Père-Lachaise grzmi przeciwko kapitalizmowi, przeciwko pannie Le Penównie, domaga się rządów klasy robotniczej, zniszczenia religii i rozwinięcia „wartości republikańskich”.

    Oczywiście oddając hołd zabitym w 1870 roku paryskim „komunardom”.

    Wielki Wschód w samym Paryżu ma 35 lóż – do których należy sama śmietanka: wydawcy gazet, właściciele stacyj telewizyjnych, adwokaci, bankierzy, wielcy przemysłowcy... Tak, tak: to nie robotnicy walczą dziś o socjalizm – tylko właśnie ONI. Wszystkie partie w Polsce nie są tak silne w Warszawie, jak GOdF w Paryżu!

    I nie jest to tajne. Każdy może to oglądnąć. A mimo to ludzie twierdzą, że... masonerii nie ma!!

    Ale okazało się, że prosty lud już nie do końca słucha Starszych i Mądrzejszych. Dziś panna Maryna Le Penówna w I turze uzyskała bardzo słaby wynik (21%), ale za to w II turze, mimo huraganowego ataku, zwiększyła go o połowę.

    To dobry wynik. Za 5 lat jej siostrzenica, panna Marzena Marèchal-Le Pen, znacznie energiczniejsza od swej ciotki, uwielbiana we Froncie Narodowym – rozniesie prezydenta Macrona na strzępki.

    Na razie jednak przez pięć lat rządzić będzie p.Macron – który obiecał... 500+. Konkretnie: €500 dla każdego imigranta! Jakby mieli ich za mało...

    Francuzi będą się mieli z pyszna. A my?

    „Nasz Rząd” odrzucił umizgi panny Maryny, która chciała sojuszu anty-niemieckiego – bo panna Maryna lubi JE Włodzimierza Putina. Ale z powodów ideowych nie znosi, i słusznie, p.Macrona. W związku z tym Rzeczpospolita znalazła się w zimnej zupie. Szczególnie popisał się po raz kolejny JE Witold Waszczykowski oświadczając: „Macron będzie świecił oczami jak przyjedzie do Polski”. Myślę, że p.Macron się tym nie przejmie. Uskrzydlony poparciem euro-federastów to On da nam, razem z Brukselą, popalić.

    Po pierwsze: będzie ośmieszał obecny „Rząd”. Ten „Rząd” zbyt długo nie potrwa – ale przecież ataki na „Rząd” będą odbierane jako ataki na Polskę. W końcu to Polacy wybrali ten „Rząd”.

    Po drugie: zrobi to samo, co robią właśnie z naszymi przewoźnikami. Zażąda mianowicie, by Polska nie „uprawiała dumpingu socjalnego”.

    Tu wyjaśniam. Jeśli mam bogatego brata i chce mu dorównać majątkiem, to muszę oszczędzać, jeździć tanimi samochodami itd. Jeśli zacznę wydawać tyle, co mój brat, to nie tylko go nie dogonię, ale jeszcze zbankrutuję.

    I właśnie to nam grozi.

    A po trzecie p.Macron, mający słabość do starszych pań, niewątpliwie poprze p.Merkel i Niemcy w ogóle.

    I ten moment prawdy nieuchronnie nadciąga

  • 04-05-2017 12:30:00

    Ile Polska traci wskutek istnienia podatków dochodowych?

    Państwo naprawdę nie macie cienia wyobrażenia, jak niszczące są podatki dochodowe – oraz od kupna-sprzedaży-zamiany – i jaki mały procent dochodów przynoszą Skarbowi Państwa.

    Co do wpływów: jest to w sumie ok. 30% dochodów – ale 3/4 z tego to wpływy od „budżetówki” i emerytów! Czyli płacimy komuś 700 zł by nam zapłacił 700 zł – od czego trzeba odjąć koszt tej operacji. Realne wpływy do budżetu to poniżej 10% - od przedsiębiorców ( od czego trzeba odjąć monstrualny koszt ściągania)!!!

    To od strony III RP – naszego okupanta. A teraz od strony Polaków.

    1) Te podatki są demoralizujące. Więcej zarabia się na ich unikaniu, niż na produkcji. I bardzo opłaca się oszukiwać.

    2) koszty unikania tych podatków to więcej, niż sumy zapłacone (ale znacznie mniej, niż sumy, które trzeba by zapłacić, gdyby nie „inżynieria podatkowa”)

    3) W efekcie najtęższe umysły nie idą na inżynierów od konstruowania dronów – lecz na prawników i doradców podatkowych!! Ta strata jest trudna do wyobrażenia. To są często geniusze – zajmujący się mieszaniem g***a.

    4) Część ludzi idzie potem – słusznie lub niesłusznie – do więzień.

    5) Powstaje bezrobocie – bo niepracowanie nie jest karalne, a podjęcie pracy karane jest grzywną zwaną „podatkiem”.

    6) Tracimy ogromne pieniądze na tym, że przedsiębiorcy (bez-inwestycyjnie!) mogliby zatrudnić ludzi na II i III zmianę – bo już nie płaciliby od tego podatku.

    7) Tracimy ogromne pieniądze na tym, że gdyby znieść te podatki zarejestrowałoby się w Polsce zapewne ze 30 milionów firm z UE – nawet nie po to, by zaoszczędzić na podatku, tylko by uniknąć kłopotów z rozliczaniem się z nich. A kto wie, czy nie drugie tyle z Chin, Rosji, Ameryki. Te firmy zapłaciłyby inne podatki – np. VAT. Co z kolei zmusiłoby inne kraje Unii do likwidacji podatków dochdowych – tak, że uratowalibyśmy spory kawał Europy. Na szczęście Traktat Lizboński zapewnia tu autonomię: pozwala każdemu krajowi na uchwalenie tych podatków samemu; czyli można je zmniejszyć do ZERA.

    (polecam tu tekst p.prof.Roberta Gwiazdowskiego – koniecznie proszę przeczytać jego zakończenie: goo.gl/SFOJPq )

    8) Tracimy na tym, że nie jesteśmy dość konkurencyjni. Państwo nie zdajecie sobie sprawy, jaką część ceny stanowią podatki! Np. pytałem 20 lat temu w FSO jaką część stanowią podatki w śp. „Polonezie”. Odpowiedziano: „Liczyliśmy: 55%” a ja na to: „A opony liczyliście?” - „Jak to?” - „Przecież w tej oponie też 55% to podatki” - „A!!” - „A robotnicy?” - „Jak to: robotnicy?” - „No gdyby nie płacili podatków (20%) to byście mogli ich zatrudnić płacąc im o 20% mniej...” - „Oooo” - „A wódka?” - „Jak to: wódka?” - „No gdyby wódka była osiem razy (tyle wynosi akcyza) tańsza, a stanowi 10% wydatków przeciętnego robotnika, to byście znów mogli ich zatrudniać o parę procent taniej...”

    I tak dalej. W sumie podatki stanowią 83% ceny towaru. Gdybyśmy mogli je parę razy taniej sprzedawać, to byśmy zaleli cały świat (zanim by się połapał...) naszą produkcją. Oczywiście zarejestrowane w Polsce firmy nie sprzedawałyby tego kilka razy taniej – obniżka ceny o 40% wystarczy, by wykosić konkurencję; reszta poszłaby na podwyżki płac i zwiększenie zysków firm. A, przypominam, Unia nie mogłaby odgrodzić się od nas cłami bo należymy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego...

    To byłby dla Europy i świata szok. Kontr-rewolucja. Powrót do normalności. Przecież dawniej tych podatków NIE BYŁO!

    I takiej kontr-rewolucji nam trzeba – a nie zamieszek na ulicach!

     

    https://www.youtube.com/watch?v=9XozIqWDI6A

    z lektorem https://www.youtube.com/watch?v=HgsYXNZn_7w

  • 03-05-2017 21:18:00

    Konstytucja 3 Maja

    Polska pod koniec XVIII wieku była państwem raczej teoretycznym. W 1764 roku uchwalono, że na sejmach konfederacyjnych nie obowiązuje liberum veto - w wyniku czego większość od razu na początku obrad  chwalała, że Sejm "jest zawiązany pod laska konfederacji" - po czym uchwalala ju,z dowolne głupoty. Czemu nieliczni rozsądni posłowie nie mogli  juz zapobiec. 

    Czyli: było mniej-więcej tak samo, jak teraz. 

    Dzieło naprawy Rzeczypospolitej podjęła wtedy masoneria. Do masonerii zapisywali sie wtedy z reguły najrozsądniejsi przedstawiciele elit, widząc w niej siłę, ktora mogła przeciwstawić sie głupocie L**u. Wiodącą rolę odebral tu x.Hugo Kołłątaj, niesłychanie zywy umysłowo ksiądz katolicki. Pod Jego wpływem do masonerii przystąpiło wielu przedstawicieli myśli dośc nowoczesnej. 

    Pzreciwko nim były siły katolicko-patriotyczno-demokrastyczne, oparte o masy dośc nieoświeconej części szlachty. 

    Konstytucja 3 Maja zostala uchwalona podstępem - bo przeciwko niej bylaby zdecydowana wiekszość posłów. Jednak należący do spisku Marszalek Sejmu ogłosił, że obrady rozpoczna sie 5 maja - i tylko posłowie stronnctwa postepowego dostali infoermacje, że maja się stawic 3 maja. W dotaku straz marszałkowska na rogatkach Warszawy zatrzymywala posłów "niewlasciwych", ktorzy chcieli wjechać do stolicy 3 maja. 

    W rezultacie przeciwników Konstytucji na sali znalazło sie tylko ok. 60. Sejm zawiazany był pod laska konfederacji, więc nie mogli go zerwać.  Nie mogli też zanieść protestu (zawieszającego wejście uchwały w zycie) bo kancelaria grodzka była - wbrew prawu - zamknięta. 

    W samej Warszawie Konstytucja była niesłychanie popularna, dawala bowiem (ograniczane) prawo głosy posiadajacym nieruchomosci mieszczanom. W miescie panował więc entuzjazm. 

    Powstaje pytanie: kto dzis bylby w stanie zmontowac taki sam spisek, wprowadzić w Polsce monarchię dziedziczną i odebrac prawo głosu ludziom nie posiadającym  żadnej nieruchomości? 

    I czy wzbudziloby to entuzjazm? 

  • 02-05-2017 00:30:00

    ODEZWA do Człowieka Pracy po 1 Maja

    Szanowny Człowieku Pracy!

    Na pewno nie czytasz tej ODEZWY – jako Człowiek Pracy. Nie czytasz – bo niby jak? Przecież dziś Święto Ludzi Pracy – więc nie pracujesz. Tym samym nie jesteś Człowiekiem Pracy. A jeśli dziś pracujesz – to też tego nie czytasz, bo skoro pracujesz, to jesteś zajęty.

    Piszę to do Ciebie, by Cię przekonać, że NIE jestes żadnym-tam „Człowiekiem Pracy”. Jesteś Człowiekiem!!

    Oczywiście: w prawie każdym z nas siedzi jakiś Człowiek Pracy. Jest to jednak Bardzo Malutki Człowiek Pracy. Patrz: 

    Twoje życie to – powiedzmy – 80 lat. Do – powiedzmy – 18go roku życia się uczysz. Po – powiedzmy – 67mym idziesz na emeryturę. Więc przez ponad ćwierć życia NIE jesteś Człowiekiem Pracy. 
    W nocy śpisz. Po południu robisz różne rzeczy. Tylko przez 1/3 dnia jesteś Człowiekiem Pracy. To ten prostokąt - złożony z czterech prostokątów - pośrodku tabelki.
    Czyli Człowieka Pracy jest w Tobie jakaś 1/5. 
    Ale to nie wszystko. W soboty i niedziele nie pracujesz – odpadają 2/7 (a nawet więcej – bo różne święta). Jak jesteś chory – nie jesteś Człowiekiem Pracy. Jak jesteś na urlopie – nie jesteś Człowiekiem Pracy – odpada 1/12. 
    Człowieka Pracy reprezentuje tylko ten szary kawaleciątek....

    Przez resztę czasu jesteś Konsumentem. Jesteś więc wrogiem Człowieka Pracy. A nawet i z tego trzeba coś odkroić - bo przecież w pracy jesteś również konsumentem tokarki czy komputera, konsumentem ubrania, które nosisz, i konsumentem kanapki, którą jesz!
    Problem w tym, że pozwoliłeś w siebie wmówić, że jesteś właśnie Człowiekiem Pracy, Homo Faber. A tego jest w Tobie tylko – może – 10%. Resztę czasu jesteś Homo Ludens! 
    Tym niemniej wierzysz, że ta 1/10 jest w Tobie najważniejsza! 
    Pluń na tę socjalistyczna propagandę. Nie jesteś żadnym-tam Człowiekiem Pracy! Chcesz odpoczywać, chcesz się bawić, chcesz po prostu ŻYĆ! Oczywiście: praca jest ważna: bez niej nie miałbyś za co żyć. Jednak socjalistom udało się przekonać Ciebie, że to interes tego karła, 10-procentowego homunculusa – jest ważniejszy, niż Twój prawdziwy interes!! 
    Bo, jako się wyżej napisało, Konsument jest wrogiem Człowieka Pracy. Nie jest prawdą, że (jak twierdzą marxiści) podstawowy spór w gospodarce to walka klas: kapitalistów i robotników!! 
    Nie, nie: kapitaliści i robotnicy to jedna szajka Człowieków Pracy. Celem Człowieka Pracy jest zaś ograbić Człowieka-Konsumenta. Potem herszt szajki, przedsiębiorca, kłóci się z resztą bandytów o podział łupów – ale to już rzecz wtórna. Prawdziwy podział biegnie w poprzek Ciebie. W poprzek każdego z nas. 
    W normalnym świecie ten konflikt reguluje się sam. Człowieki Pracy jakoś się organizują, coś tam wytwarzają, a potem próbują to sprzedać Człowiekom Konsumpcji. Jest to dobrowolna wymiana, regulowana przez prawa ekonomii, do których wszyscy się dopasowują. 
    Inaczej jest, gdy ktoś siłą próbuje w ten rynek ingerować. Na ogół jest to państwo, które uważa, że ma prawo robić WSZYSTKO. 
    A jeśli ma prawo robić WSZYSTKO – to może zakazać swobodnej wymiany towarów i usług. 
    I teraz sprzeczne interesy Człowieków Pracy i Konsumentów mogą być forsowane. Człowieki Pracy chcą robić towary możliwie tanio, a brać za to jak najwięcej. Konsumenci ma interes dokładnie odwrotny. 
    Dlatego, gdy wpływ na władzę mają Człowieki Pracy, to towary stają się coraz gorsze i coraz droższe. Gdy natomiast Konsumenci biorą Człowieków Pracy za pysk i zmuszają ich do konkurowania o swoje względy – to towary stają się coraz tańsze i coraz lepsze. 
    Niestety: dzisiejsi politycy wprowadzili absurdalny „podatek dochodowy” - a ubocznym tego efektem jest obserwacja, że jeśli Człowieki Pracy wywalczą podwyżkę ceny towaru lub podwyżkę płacy - to wpływy z podatków wzrastają!!! 
    I dlatego politycy popierają dziś Człowieków Pracy. I ten homunculus, ale uzbrojony w klucz francuski lub teksańską piłę mechaniczną, z ICH błogosławieństwem i poparciem terroryzuje 9/10 Ciebie!!! 

    ==

    Dobrze; a dlaczego IM (Właścicielom Unii Europejskiej, Właścicielom Polski) udaje się narzucić ten model?

    Pierwsza odpowiedź: ten Człowiek Pracy jest może malutki – ale on jest uzbrojony w tę piłę, młotek lub siekierę, jest gotów do „walki o swoje prawa”. A Ty jesteś albo w piżamie, albo w wyjściowym garniturze, albo w stroju domowym – z pustymi rękami, za to z żoną i dziećmi na karku. I on oświadcza, grożąc tym młotkiem, że jeśli nie dostanie „należnych mu” przywilejów – to przestanie dawać Ci pieniądze! I bez tych przywilejów nie zmusisz go do pracy!

    Druga odpowiedź: bo Człowieki Pracy są z'organizowane. Dobrze z'organizowany stu-osobowy oddział rozbija w proch i w pył dwu-tysięczną tłuszczę. Człowieki Pracy stanowią załogę, gotową wyjść w zwartej grupie na ulicę, mają żołnierzy zwanych „związkowcami”, ci mają swoich oficerów, czyli „działaczy ZZ” - a jak mają się z'organizować filateliści, podróżnicy czy dziwkarze? Szkoda gadać – nie mają szans!

    Teoretycznie można by zmobilizować emerytów – są to Konsumenci w czystej postaci. Problem w tym, że oni przez czterdzieści lat czuli się Człowiekami Pracy!! Weszło im to w skórę, przeżarło mózgi – i zanim się odtrują, dopada ich demencja lub śmierć.

    Jest jeszcze druga grupa skoncentrowana na konsumpcji – to kobiety. W normalnym kraju mężczyźni zajmują się zarabianiem pieniędzy – dużych pieniędzy – a kobiety zajmują się ich wydawaniem. Normalny człowiek zarabiający pieniądze nienawidzi ich wydawania – ale kobiety przez wieki zwalczyły w sobie ten odruch i większość z nich nawet bardzo polubiła wydawanie pieniędzy (ku utrapieniu ojców i mężów).

    Te kobiety były najważniejszym elementem gospodarki – bo, przypominam: celem gospodarki nie jest produkcja, tylko konsumpcja. Rozsądne wydawanie pieniędzy jest sztuką. Kobieta, wkładając w to własny czas, wiedzę, zdolności i wysiłek, potrafi zapewnić rodzinie ten sam poziom, na jakim żyłby mężczyzna samotnie... za połowę tej ceny – można więc powiedzieć, że dobra żona zarabia w gruncie rzeczy tyle samo, co mąż! Robiąc to, co lubi – a nie męcząc się w robocie, w nieustannej trosce: „Co się dzieje z domem”?

    Te kobiety, szukając pracowicie dobrych i tanich towarów, zmuszały producentów do polepszania jakości i obniżania cen. Teoretycznie więc można by je przekonać, że nie jest ważne, czy jej mąż dostanie w pracy 15% więcej pieniędzy; ważniejsze, by ceny towarów na rynku spadły o 20%...

    Niestety: kobiety, jak wiadomo, są świetne w myśleniu praktycznym, ale kompletnie nie mają wyobraźni abstrakcyjnej. Podwyżka męża – to konkret. A dlaczego w wyniku wyzysku jej męża (jako Człowieka Pracy) miałyby spaść ceny towarów? I co miałyby właściwie zrobić: przekonywać męża, by poprosił szefa o obniżkę?!?

    Sprawa jest raczej beznadziejna – a w dodatku w Polsce ponad połowa kobiet... pracuje również poza domem!! Ta skandaliczna proporcja powoduje, że ta większość też czuje się Kobietami Pracy, a nie Paniami Domu!

    Sytuacja jest beznadziejna – bo powstało sprzężenie zwrotne typu Dylemat Więźnia. Jeśli Człowiek Pracy nie wywalczy podwyżki, to straci: bo inne Człowieki Pracy zarobią więcej i ceny od tego wzrosną!

    W XIX wieku udało się osiągnąć ogromny postęp, bogactwo ludzi wzrosło w stopniu nieporównywalnym – ale za cenę walki za związkami zawodowymi, wsadzania do więzień lub rozstrzeliwania ich liderów, bezlitosnego tłumienia strajków, rozpędzania manifestacyj...

    Dzięki temu sto lat temu z okładem, miłośnik rodziny mógł utrzymać niepracującą żonę i pięcioro dzieci – choć jako Człowiek Pracy był tylko średnio wykwalifikowanym robotnikiem. Dziś Człowieki Pracy wywalczyły dla siebie urlopy, płatne zwolnienia lekarskie, zasiłki, ubezpieczenia, 8-godzinny dzień pracy, zasady BHP itd. - więc po pracy, jako Konsumenci, muszą mieć znacznie gorzej...

    ...choć dzięki postępowi technicznemu powinni mieć znacznie lepiej!

    Nadzieją na ponowne wzięcie za mordę Człowieków Pracy i zmuszenie ich do harowania na Konsumentów jest tylko jakaś tyrania, dyktatura, monarchia – która zlikwidowałaby ten diabelski Dylemat Więźnia. Już po paru miesiącach Ludzie Konsumpcji przekonaliby się, że – choć jako Człowiekom Pracy jest im znacznie ciężej – to po pracy żyje się im znacznie lepiej.

    I żony nie pozwoliłyby na powrót do poprzedniego błogostanu. Ostatecznie żony w ogóle tego Człowieka Pracy nie widziały nigdy na oczy. One znają, kochają i poważają tego Człowieka Po Pracy!

    Hominem Ludentem!

    (cd. nastąpi)

     

  • 01-05-2017 14:50:00

    Powstanie Wspólnoty Europejskiej - z ilustracjami

    Dziś mija 13 lat od Anschlußu Rzeczypospolitej Polskiej do Wspólnoty Europejskiej. Z tej okazji „nasze” Ministerstwo Spraw Zagranicznych podtrzymuje ( goo.gl/M24Dp8 ) kłamliwą wersję, że wtedy „wstąpiliśmy do Unii Europejskiej”.

    Sprawa jest zresztą trochę skomplikowana – i to skomplikowana celowo przez lewicowych spiskowców, którzy jeszcze w latach 70-tych (!!) rozpoczęli „długi marsz” przez instytucje (tu polecam wykład p.Krzysztofa Karonia: goo.gl/P88XMh )

    – i prawie do końca opanowali obecną UE. Ich metoda polega na tym, by nic nie było jasne i proste; by coś w miarę rozsądnego, ale niejasnego, rozpocząć – a potem należycie, tj w duchu lewackim, z'interpretować.

    Przeróbka Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali na EWG to jeszcze robota ludzi normalnych. Następne przeróbki – to już dzieło Lewicy. Bardzo starannie zagmatwane.

    W Traktacie z Maastricht czytamy, że przywódcy 12 państw:

    MAJĄC NA UWADZE dalsze kroki, które należy przedsięwziąć na rzecz rozwoju integracji europejskiej,

    POSTANOWILI ustanowić Unię Europejską i w tym celu powołali jako swych pełnomocników”.

    Czyli, po drugie, jeszcze jej nie powołali, tylko „postanowili powołać” - ale (po pierwsze i ważniejsze) podpisali podsunięty tekst, że potrzebne będą dalsze kroki „na rzecz rozwoju integracji europejskiej”.

    Co już może być robione bez nich.

    Otóż pełnomocnicy od razu rozpoczęli planowanie Unii – ale w formie zdumiewającej:

    Niniejszy Traktat wyznacza nowy etap w procesie tworzenia coraz ściślejszego związku między narodami Europy, w którym decyzje podejmowane są jak najbliżej obywateli.

    Unię stanowią Wspólnoty Europejskie, uzupełnione (!!) politykami (!!!) i formami współpracy (!!!!!) przewidzianymi niniejszym Traktatem. Jej zadaniem jest kształtowanie w sposób spójny i solidarny stosunków między Państwami Członkowskimi oraz między ich narodami”.

    Czyli: Unia już właściwie istnieje – ale prawnie nie istnieje, prawnie istnieją Wspólnoty. W Wikipedii czytamy:

    Traktat był rezultatem kompromisu pomiędzy zwolennikami integracji ponadnarodowej i międzynarodowej. Dlatego też status podmiotu w prawie międzynarodowym nie został przyznany II i III filarowi (wspólnoty europejskie posiadały go na mocy postanowień wcześniejszych traktatów). I filar został oparty na działaniach ponadnarodowych (instytucje WE są w stanie ingerować w wewnętrzne porządki prawne państw członków), natomiast filary II i III opierają się na klasycznej współpracy międzyrządowej”.

    Proszę zauważyć: „Instytucje WE” - a nie UE! Bo WE istniała prawnie, a UE jeszcze nie.

    Tu sprawa już nieistotna, ale charakterystyczna. „Wspólnota Europejska” składała się z trzech Wspólnot: EWWiS, EWG i EurAtom. Spiskowcy byli jednak pewni, że tę „Unię Europejską” szybko utworzą. Tymczasem okazało się, że są opory, a ich siły nie są dostateczne, a poza tym trzeba było maskować swoje działania – i w efekcie... przegapili, że EWWiS, utworzona w 1952 roku na 50 lat – w 2002 znienacka przestała istnieć!! Powstała kolejna niejasność: Trybunał Europejski uznał, że w takim razie cala WE przestała istnieć, i istnieją dwie osobne Wspólnoty, stara EWG i EurAtom – natomiast Komisja Europejska uznawała, że nadal istnieje WE – bo spółka trzech osób nie przestaje istnieć, gdy jeden ze wspólników umrze. Z chwilą powstania UE ten wewnętrzny spór prawników zniknął, ale...

    ...ale pojawił się nowy. Oto (dla zwiększenia bałaganu – czy z nonszalancji?) UE powstała z WE, która „składała się” przecież z EurAtomu – ale EurAtom nie został rozwiązany i nadal istnieje jako osobny byt prawny (u faktyczny): goo.gl/fybbRg !!

    Można zadać pytanie: po co to kłamstwo? Pamiętam, że w 2004 roku miałem w TV dyskusję z p.Różą Marią Barbarą hr. von Thun und Hohenstein z d.Woźniakowską (CEP) – i gdy przyparłem Ją do muru, że to nie Unia, lecz Wspólnota, przyznała mi rację dodając: „A, Unia czy Wspólnota? Co za różnica?”.

    Więc po co?

    Po to, by ludzie w 2004 roku wiedzieli, że (zgodnie z prawdą) ich państwa nie utraciły jeszcze suwerenności nad swoimi ziemiami – i nie zauważyli, że w 2009 roku ten krok (nieodwracalny – gdyby przyjęto, szczęśliwie szybującą obecnie w Kosmosie, Konstytucję Unii Europejskiej!!!), krok decydujący został uczyniony! Było to dzięki tej manipulacji istotnie mało zauważalne. Przecież Unia właściwie już istniała, „tylko” nie miała osobowości prawnej. I "tylko"  postanowienia z Brukseli nie miały pierwszeństwa przed ustawami z Berlina czy Warszawy.

    Podsumujmy:

    EWWiS (poniżej jej flaga) była wolnym rynkiem węgla i stali

    EWG była rozszerzeniem tego rynku na inne towary i usługi

    Wspólnota Europejska była federacją niepodległych państw

    Unia Europejska jest państwem federacyjnym, z dużą autonomią dla stanów, mających liberum veto w wielu sprawach!

    Spiskowcy nie próżnują: podejmują „dalsze kroki, które należy przedsięwziąć na rzecz rozwoju integracji europejskiej”. Na ich nieszczęście Zjednoczone Królestwo sprzeciwiało się temu (masoneria angielska – zwana „szkocką”: http://ugle.org.uk/ - bardzo tradycyjna, obchodzi właśnie 300-lecie: 

    jest zdecydowanie wroga lewicującej pseudo-masonerii p/n „Wielki Wschód” http://www.godf.org/ , (tu plakat o wykładzie Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Francji):

    dominującej na kontynencie) więc... pozbyli się obcego ciała przez Brexit (przed referendum deklarując – kłamliwie, oczywiście, ale oficjalnie – że zniosą wizy dla Turków, co spowodowało wzrost poparcia dla Brexitu o prawie 10%). Natychmiast po referendum spiskowcy (zgrupowani głównie w Belgii, Luksemburgu i Niemczech, oraz we „Wielkich Wschodach” Francji, Holandii, Włoch i Hiszpanii) zwołali narady w Berlinie i potem w Pradze – jak pójść za ciosem i przekształcić UE w jakiś już ścisły „Związek Socjalistycznych Republik Europejskich”, bez liberum veto, a za to ze wspólną armią (której UE nie ma).

    Tu ważną rolę odgrywa WCzc.Jarosław Kaczyński, którego propaganda kreuje na „wroga Unii”, a którego zadaniem jest przeforsować utworzenie wspólnej silnej armii. Ma to działać na zasadzie: „Jak nawet taki wróg Unii, jak Kaczyński, jest za utworzeniem wspólnej armii – to nie ma się co wahać, Panowie!” Prezes PiS już trzykrotnie taki postulat zgłaszał – i na pewno uczyni to jeszcze nie raz; aż do skutku.

    Jednak nic nie jest pewne. Zgrana szajka młodych lewaków, która w 1976 roku rozpoczęła „długi marsz przez instytucje” zaczyna powoli wymierać – podobnie jak w Polsce uczestnicy spisku w Magdalence. Według mojej oceny ich siły w PE powoli słabną. W poprzedniej kadencji mieli zdecydowaną większość w KE i w PE. Obecnie w PE nadal jest ogromna większość lewaków – ale nie koniecznie należących do tego spisku. Np. „Zieloni” bardzo często głosują przeciwko „Czerwonym” i „Różowym”...

    Ja robię w PE swoje; może to coś da – kto wie? 

  • 29-04-2017 14:43:00

    Problem p.Zbigniewa Stonogi

    P.Zbigniew Stonoga wściekł się, bo napisałem, że - moim zdaniem - ma On kontakty za służbami specjallnymi. Może słowo "tuba" było niewłaściwe - przepraszam - ale tak sądzę. Moim zdaniem kontakty za służbami specjalnymi nie są niczym kompromitującym. W każdym razie: nie ma się o co obrażać. A na pewno nie wolno publikować prywatnych rozmów. Ani podawać fałszywych informacyj. 

    Poniżej kwity zapłaty za (używany, oczywiście) samochód BMW kupiony z komisu p.Zbigniewa. 

    PS. Człowiek ze służb raczej by się nie zachował tak (grzecznie pisząc...) spontanicznie, jak p.Stonoga (NB. mój asystent w PE!); więc może się istotnie myliłem? 

    =========

     

     

    ==========

     

    ========

  • 25-04-2017 07:12:00

    Kilka nieporozumień w/s de Gaulle vs. Pétain

    P.Marcin Stolarczyk twierdzi, że zapominam, iż marsz.Filip Pétain zbudował był we Francji „bardzo autorytarny reżym”. Nie zapominam: po prostu zdecydowanie popieram z zasady reżymy autorytarne przeciwko reżymom d***kratycznym.

    P.Janusz Baczyński twierdzi, że to d***kracja sprzyja wolnemu rynkowi. Ostatnie 100 lat historii USA, Europy Zachodniej (nawet Szwajcarii!!) i 25 lat Polski zadają kłam tej tezie. Pod naciskiem Większości wolność (nie tylko rynku!) zanika.

    P.Michał Fijałka pisze: „Niepodległy rząd Vichy, ale pod protektoratem Niemiec? Pan wybaczy, ale to jest wręcz oksymoron. Dogadać się z najeźdźcą niosącym śmierć Europie (przede wszystkim), to zbrodnia i tak powinien p.Pétain zostać zapamiętany”.

    Nie. Państwo jest niepodległe, jeśli w każdej chwili może zrezygnować z protektoratu. Umowy o protektoracie są różne, ale na ogół zdecydowanie łatwiej jest zrezygnować z protektoratu, niż np. wyjść z Unii Europejskiej...

    Nie wiem, co by się stało po zwycięstwie Hitlera, wiem natomiast, że śmierć Europie przynosi obecnie reżym stworzony przez tych, co z Hitlerem walczyli... Natomiast w 1940 roku Hitler był uważany za wiarołomnego wprawdzie, ale normalnego polityka. Nie było żadnego powodu, by się z Nim nie dogadywać.

    P.Andrzej Cwynar:(...) Wygląda, że Francja jako kraj świetnie się ustawiła, ktokolwiek zwycięża Francja dalej istnieje. De Gaullowi się udało, to on stanął przy rydwanie zwycięzcy (…) i p.Michał Muszalik: „Polityka de Gaulle'a zapewniła Francji status jednego z czterech zwycięskich mocarstw. Owszem, można uważać, że Pétain ocalił Francję od niepotrzebnego przelewu krwi, ale odmawianie de Gaulle'owi miejsca w historii,na które zasługuje, jest nieprzyzwoite”.

    Otóż nikt nie może odebrać de Gaull'owi miejsca w historii – znacznie więcej zajmuje go przecież np.Adolf Hitler. Pytanie: „Jakie to miejsce”? „Miejsce przy rydwanie zwycięzcy” jest mało zaszczytne...

    Otóż Winston Churchill zniszczył flotę francuską, bo obawiał się, że Pétain może dogadać się z Hitlerem i za cenę zdjęcia okupacji z Francji wrócić do tradycyjnej przecież we Francji polityki anty-brytyjskiej, i nawet wypowiedzieć Królestwu wojnę. Z drugiej strony, to istnienie floty francuskiej powodowało, że Hitler obchodził się z Francją jak ze zgniłym jajem. Po zniszczeniu floty w Mers el-Kébir i Dakarze, śp.adm.Jan de Laborde słusznie rozkazał zniszczyć resztę floty w Tulonie – by nie wpadła w ręce III Rzeszy – i Hitler bez obaw zajął resztę Francji.

    Gdyby nie to, Francja dotrwałaby do 1944 roku, po czym Państwo Francuskie, podobnie jak Królestwo Włoch, zwróciłoby się w stosownym (!!) momencie przeciwko Niemcom. Wojna trwałaby o wiele krócej, Zachód zająłby Niemcy przed Sowietami, a Państwo Francuskie wyszłoby na znacznie większe mocarstwo niż „Wolna Francja” de Gaull'a, która przecież była klientem Churchilla i wisiała na Jego łasce (gen.Karol de Gaulle cały czas obawiał się, że Churchill dogada się z Pétainem – a wtedy On wyląduje w historii tam, gdzie np. śp.gen.Kazimierz Sosnkowski, zacny człowiek skądinąd; lub przed plutonem egzekucyjnym).
    I wreszcie na pytanie p.Zbigniewa Zabrockiego: „To kto ma pisać historię? Przegrani?” odpowiadam: „Historycy. Również: z innych krajów, poza zasięgiem łapsk aktualnie rządzących. Np.Francją, Hiszpanią czy Włochami...”

     

     

     

  • 21-04-2017 01:11:00

    O władzy narodu i królach wybieranych legalnie

    Gdy na FaceBooku wyraziłem ździwienie, że Polskę w unii personalnej z Augustem II Mocnym uważa się za państwo suwerenne, a w unii personalnej z Aleksandrem II Romanowym już nie – p.Paweł Wronka napisał:

    „W dużym skrócie różnica między rządem [ Augusta a Aleksandra] jest taka że Augusta II wybrało na króla polskie państwo, polski sejm, polscy magnaci, szlachcice itd. Mniejsza z tym w jaki sposób się to stało (rosyjskie pieniądze, wojska na granicy z Litwą itd.) ale prawnie został on wybrany przez Polaków jako ich król.

    Aleksander [ II Romanow] został władcą, bo parę koronowanych głów ustaliło tak w Wiedniu; Polacy nie mieli tu nic do gadania”.

    Odpowiadam, bo chcę wyrwać ćwiek zabity w głowę przez d***krację. P.Wronka rozumuje (1) a-historycznie (b) w ogóle od rzeczy. P.Wronka uważa mianowicie, że Król Polski wtedy staje się „polskim” jeśli Polacy bedą w tej sprawie mieli coś do gadania!!

    Z czego wynika, że polskim królem nie był np.Bolesław I Chrobry (nikt Go nie wybierał), królami Francji nie byli Ludwik XIII, Ludwik XIV, Ludwik XV i Ludwik XVI, nie jest królową Anglii JKM Elzbieta I – i tak dalej. Królestwo Belgii w ogóle nie istnieje – bo powstało w wyniku Konferencji Londyńskiej, na której mocarstwa europejskie postanowiły, że katolickie prowincje zostaną oderwane od Zjednoczonego Krolestwa Niderlandow, a Królem Belgów zostanie ks.Leopold Sachsen-Coburg-Saalfeld (ciekawostka: proponowano Mu przedtem koronę Grecji – ale odmówił).

    Oczywiscie nigdy też nie istniało np. Księstwo Warszawskie, utworzone wskutek porozumienia Napoleona Buonapartego z Aleksandrem I Romanowym (Traktat w Tylży) – bo Polacy nie mieli nic do powiedzenia ani w/s konstytucji Księstwa, ani w sprawie mianowania księciem warszawskim króla Saksonii, Fryderyka Augusta I. Jest kompletną aberracją uważanie Księstwa Warszawskiego za suwerenne panstwo – była to atrapa, podobnie jak inne pomysły Napoleona. Jak napisalem ( http://nczas.com/publicystyka/mitologia-napoleona-polemika-z-lysiakiem/ ) „N. istotnie utworzył Księstwo Warszawskie. A także (jako generał, I konsul lub cesarz): Republikę Alby, Republikę Ankony, Republikę Batawską, Republikę Bergamo, Księstwo Bergu, Republikę Bolońską, Republikę Bouillonu, Republikę Brescii, Republikę Cisalpińską (jej wojskiem były… Legiony Polskie!), Republikę Cispadańską, Republikę Cisreńską, Republikę Connaught, Republikę Cremy, Królestwo Etrurii, Republikę Helwecką, Wolne Miasto Gdańsk, Prowincje Iliryjskie, Republikę Liguryjską, Republikę Moguncji, Republikę Partenopejską, Republikę Pescary, Republikę Raurakiańską, Związek Reński, Republikę Rodańską, Republikę Rzymską, Republikę Subalpejską, Republikę Transpadańską, Republikę Tyberyńską, Republikę Vaud, Królestwo Westfalii, Republikę Włoską, Królestwo Włoch (sam został królem – a na Nowym, Lepszym Tronie hiszpańskim posadził swojego brata Józefa), Wielkie Księstwo Würzburga, a na koniec Księstwo Kurlandii, Semigalii i Piltynia – istniało kilka miesięcy w 1812 roku, między marszem Wielkiej Armii na Moskwę a ucieczką Znacznie Mniejszej Już Armii z zajętych terytoriów.

    Gdyby zwyciężył w Rosji, na pewno dodałby Księstwu trochę ziem wschodnich. Ktoś przecież musiałby je okupować. I utworzyłby Republikę Nowogrodu, Republikę Pskowską, Królestwo Moskiewskie i Wielkie Księstwo Smoleńskie. Proszę przy tym zauważyć (to nie było bez znaczenia w tamtych czasach), że Polakom utworzył „księstwo”, a innym na ogół „wielkie księstwa” albo i „królestwa”. Rozumiem, że ci wszyscy Westfalczycy, [Etruskowie, Würzburgerzy] – a zwłaszcza Hiszpanie – mają mu być za to wdzięczni?”

    Gdyby Buonaparte wygrał – część tych państw zapewne istniałaby do dzisiaj. Były to, powtarzam, państwa marionetkowe – Księstwo Warszawskie bardziej przypominało Generalną Gubernię niż III Królestwo Polskie utworzone w wyniku Kongresu Wiedeńskiego (wskutek nacisków Aleksandra I, występującego w glorii Wyzwoliciela Europy spod buta Napoleona). Królestwo Polskie było suwerenne – na co najlepszym dowodem jest, że gdy znakomitego krola, Aleksandra II, zastąpil znacznie gorszy Mikolaj I, to Senat Krolestwa go w 1830 roku zdetronizowal, zrywając unię personalną. Proszę zauważyć, że do armii Krolestwa wstapili prawie wszyscy oficerowie Księstwa Warszawskiego – którzy przecież w 1812 z Aleksandrem Romanowym walczyli!

    Przepraszam za przydługą dygresję. Piszę to, bo chcę podkreślić, że slogan „władza pochodzi od Narodu” - to nie normalność, lecz dziwaczny pomysł d***kratów. P.Wronka pisze zresztą: „Augusta II wybrało na króla polskie państwo, polski sejm, polscy magnaci, szlachcice itd.” - a gdzie reszta „narodu”? Zresztą większość szlachty, tak naprawdę przekupiona, wybrała Franciszka Ludwika Burbona, ks.de Conti (Wikipedia podaje: „Elekcję Augusta II sfinansowały domy bankowe Issachara Berenda Lehmanna i Samsona Wertheimera. 27 czerwca 1697 roku ogłoszony został królem przez mniejszość szlachty, przekupionej przez Rosjan z polecenia cara Piotra I na sejmie elekcyjnym, po bardzo burzliwym, wielomiesięcznym interregnum” Tak więc August II został królem w wyniku interwencji rosyjskiej – a w 1704 roku został, podobnie jak Mikołaj I w 1830, zdetronizowany. Nb. w 1703 pożyczył był od Piotra I ogromną sumę 300.000 rubli w zlocie – i otrzymal 12.000 wojska!!

    August III Sas był już całkowitym mianowańcem rosyjskim. Czyli, krótko pisząc, królowie sascy byliby nielegalni. Ale potem parokrotnie zrywał sojusz z Moskwą...

    Dzisiejsza terminologia d***kratyczna nie tylko jest absurdalna (jak cała d***kracja) ale też po prostu nie pasuje do pojęć polityki z normalnych czasów. W sensie d***kratycznym nikt nie byłby legalnym krolem.

    Na zakończenie zwrócę p.Wronce uwagę, że np. ojciec i matka, rządzący rodziną, też nie są legalnie wybierani przez dzieci. Proszę sobie wyobrazić jaki bałagan powstalby, gdyby istotnie głowę rodziny wybierano...

     

    ...Jaki? Właśnie taki jak dziś, gdy prezydentów, „królów elekcyjnych” i innych władców wybiera się d***kratycznie!   

     

<< poprzednie 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 2 z 144 [postów: 20 z 2871]