Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64087 komentujących
127877 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 28-09-2018 17:36:00

    Alfabet Zaszczepionego

    Ten tekst wzbudził ogromna dyskusję na FB "Rzeczpospolitej". Artykuł został jednak nieco okaleczony przez usiuniecie - za moją zgodą, dla oszczedności miejsca - formy alfabetycznej. Tu zamieszczam oryginał:

     

    Uwagi o szczepionkach – od A doZ

     

    A) Zawsze uprawiałem naukę; polityką zająłem się tylko dlatego, że chcę ratować cywilizację. Gdy statek w niebezpieczeństwie, trzeba z młotkiem łatać dziury w dnie, choćby było się np. filozofem. Proszę więc nie traktować poniższego jako wypowiedzi politycznej.

    B) Nie jestem ani pro- ani anty-szczepionkowcem. Uważam tylko, że każdy powinien decydować o szczepieniu swoim i swoich dzieci.

    C) Zarówno zaszczepienie jak i niezaszczepienie niesie za sobą pewne ryzyko. Państwo nie jest jednak właścicielem niewolników, by decydować za nich w sprawach ich życia i zdrowia.

    D) Tłumaczenie, że „osoba niezaszczepiona może zachorować i potem zarazić inne” jest bez sensu, bo zarazić mogą się jedynie osoby niezaszczepione. Jeśli szczepionki chronią przed chorobą, oczywiście.

    E) Jeśli uczeni robią eksperyment na jakiejś populacji, to przeprowadzają go jedynie na jej części; tylko wtedy można bowiem sprawdzić, jakie są skutki eksperymentu.

    F) Ludzie nie chcący się szczepić stanowią taką właśnie grupę kontrolną; zwolennicy tezy, że szczepienia są korzystne, powinni wychwalać tych, co kosztem swego zdrowia gotowi są służyć za króliki doświadczalne. Tylko dzięki nim będziemy mogli przecież zbadać, czy szczepienia są rzeczywiście korzystne – czy nie. Z punktu widzenia metodologii domaganie się przez zwolenników szczepień, by wszyscy zostali zaszczepieni, wygląda na próbę zlikwidowania grupy kontrolnej, by nie można było sprawdzić prawdziwości ich twierdzeń. Jest ciekawe, że ludzie nie chcący stosować elementarnych metod naukowych uważają się za wyznawców nauki usiłujących narzucić racjonalne zasady ciemnemu ludowi.

    G) Szkodliwe lub bardzo szkodliwe skutki szczepień mogą wyjść na jaw dopiero po kilkudziesięciu latach od zaszczepienia – np. w formie bezpłodności zaszczepionych. Sytuacja populacyj szczepionych i nieszczepionych nie jest tu jednak jednakowa|: wiemy z doświadczenia, że populacje niezaszczepione potrafiły przeżyć dziesiątki tysięcy lat – natomiast nie istnieje nawet jedno pokolenie populacyj, w których wszyscy byli zaszczepieni. |Nie znamy więc skutków długofalowych. Np. (to sprawa mało ważna!) efektem powszechnych szczepień na ospę wietrzną może być za kilkanaście lat epidemia półpaśca. Dzieci przechodzą ospę wietrzną łagodnie – półpasiec jest dla dorosłych groźny.

    H) W każdym razie w sytuacji, gdy połowa populacji jest zaszczepiona, a połowa nie, mamy gwarancję, że połowa przeżyje - albo epidemię albo katastrofę, która dotknęłaby osoby zaszczepione.

    I) Anty-szczepionkowcy powołują się na przypadki, gdzie szczepionka zaszkodziła szczepionemu (najchętniej dziecku). To może być prawdą lub nie – ale jest bez większego znaczenia w dyskusji systemowej, gdzie mówimy o zagrożeniu całej populacji.

    J) Zagrożeniem dla populacji nie jest to, że zemrze jej część; jest to selekcja naturalna dzięki której populacja dopasowuje się do rzeczywistości. Zagrożeniem jest utrata odporności.

    K) Dlatego niesłychanie ważne jest obserwowanie wpływu szczepionek na dzieci. Przejście „choroby dziecięcej” nie tylko wyrabia odporność na nią – ale też przechodząc te, bardzo łagodne, choroby organizm człowieka uczy się przechodzić inne choroby. Jak to był ujął nasz największy pisarz, śp.Stanisław Lem: „Kto wie, przed jakimi chorobami chroni nas zwykły katar?”. Tak więc jeśli po wprowadzeniu szczepionki na np. odrę mniej dzieci choruje na odrę – to wcale z tego nie wynika, że jest to per saldo korzystne.

    L) Przy tym jeśli mówi się, że ludzie stają się ostatnio mniej odporni na choroby, to może to być efekt nie „szkodliwości metali ciężkich w szczepionkach” - lecz tego, że w dzieciństwie nie nabierali odporności przechodząc odrę, ospę, i inne „choroby dziecięce”. Nb. dopóki jeszcze nie wszyscy są zaszczepieni można to obiektywnie badać.

    M) Obiektywne badania są jednak bardzo trudne, gdyż niektóre firmy farmaceutyczne po prostu przekupują laboratoria i firmy prowadzące badania statystyczne.

    N) Przekupują one również media. Rok temu z przerażeniem czytałem w samolocie do Brukseli w czterech wielkich amerykańskich dziennikach niemal jednobrzmiące artykuły (w dwóch było ich nawet dwa!!) grzmiące na ludzi, którzy nie chcą szczepić dzieci. Jeden autor domagał się nawet, by (wzorem Związku Sowieckiego) nauczyciele mówili dzieciom, że jeśli jacyś rodzice nie chcą zaszczepić dzieci, to są mordercami!! Nie mam najmniejszej wątpliwości, że firmy farmaceutyczne utworzyły fundusz, z którego opłaca się chwalców szczepionek.

    O) Nie chodzi tylko o to, by zwykli ludzie kupowali szczepionki. Chodzi też o to, by państwa zakupiły te szczepionki hurtowo, po b. wysokiej, nie-rynkowej, cenie. Potem te państwa, by nie narazić się na zarzut marnotrawstwa, wprowadzają obowiązek szczepień. Warto podkreślić, że dr Józef Mengele robił eksperymenty tylko na niewielkich grupach populacji, a nie na całych narodach. Jednak rządy państw wcale nie chcą wymordować swoich obywateli – tylko: „Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze”.

    P) Przykładem takiej akcji jest ogłoszenie w 2009 „pandemii świńskiej grypy”. Jak ustalono w Niemczech, sprzedawano rządom szczepionkę po $11, przy koszcie produkcji poniżej dolara. Dwa państwa UE zakupiły wtedy nawet po dwie porcje szczepionki na głowę obywatela. Tymczasem zaszczepić zgodziło się w różnych krajach UE (i nie tylko UE!) od 1% do 8% obywateli. Doszły więc koszty utylizacji zbędnych szczepionek.

    Q) Tymczasem żadnej nie tylko „pandemii” ale nawet zwykłej epidemii w ogóle nie było. W tym czasie na katar zmarło znacznie więcej ludzi, niż na „świńską grypę”.

    R) Niezwykle charakterystyczne jest przy tym, że p.Małgorzata Fung Fu-chun Chan (Hong-Kong, Kanada), która ogłosiła tę „pandemię”, zamiast odejść jako osoba skompromitowana, została potem ogromną przewagą głosów wybrana ponownie szefową Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)!!!

    S) Tak się składa, że w przypadku szczepionki na „świńską grypę” dysponujemy dużą grupą kontrolną. Są nią obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, która jako jedyne państwo UE tej szczepionki nie kupiła w ogóle.

    T) Należy tu oddać hołd p.dr.Ewie Kopacz, będącej wtedy Ministrem Zdrowia III RP. Trzeba tu też odnotować wściekłe ataki na Nią ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich z ramienia PiS, śp.dra Janusza Kochanowskiego - i większości PiSowskiej opozycji zarzucającej ówczesnemu rządowi niemal ludobójstwo.

    U) Wynik tego eksperymentu jest miażdżący: w Polsce „świńska grypa” praktycznie w ogóle nie nie pojawiła.

    V) Jest też charakterystyczne, że w państwach, które na tę szczepionkę wydały gigantyczne pieniądze, nie przeprowadzono w sprawie tej afery żadnego śledztwa.

    W) Istnieje więc poważna obawa, że zachęcone bezkarnością koncerny farmaceutyczne będą przeprowadzać jeszcze śmielsze akcje będące (źle, bo bez grupy kontrolnej, przeprowadzanymi!) eksperymentami na obywatelach państw d***kratycznych.

    X) Trzeba bowiem pamiętać, że w d***kracjach politycy myślą wyłącznie o najbliższych wyborach, a nie o dobru obywateli.

    Y) Horyzont zwykłych obywateli jest raczej jeszcze krótszy; poza tym jeśli uważa się ich za niekompetentnych do podjęcia decyzji o zaszczepieniu siebie lub swego dziecka, to jak można uznawać ich za kompetentnych w podjęciu decyzji o zaszczepieniu wszystkich obywateli??!?

    Z) Na zakończenie proszę pamiętać: grypa Kowalskiego to jego prywatny problem; grypa miliona „Kowalskich” to milion prywatnych problemów – a nie „problem społeczny”, jak to przedstawiają socjalnie nastawieni dziennikarze, urzędnicy i politycy.

  • 28-09-2018 14:05:00

    Futurologia, czyli wiedza o przyszłości

    Już dawno temu zauważyłem, że informacja w gazetach przeszła ogromna ewolucję. Gdy powstawał  „Merkuriusz Polski y Światowy”, to podawał wiadomości z Maroko z dwumiesięcznym opóźnieniem. Rozwój komunikacji spowodował, że zaczęto podawać wiadomości sprzed kilku dni. Potem wynaleziono telegraf – i wiadomości podawano już po kilku godzinach. Potem położono kabel trans-atlantycki i tempo zaczęli nadawać dziennikarze z kraju, w którym „Czas – to pieniądz” Po czym w dobie Sieci wiadomości spływają już po paru sekundach – a fachowi komentatorzy dodają w ciągu 15 sekund komentarz – i już.

    Jednak wyścig o czytelnika trwa – i na tym nie poprzestano. Obecnie podaje się wiadomości z przyszłości.

    Czytając rok temu pewien portal zauważyłem ze zgrozą, że pond 3/4 „wiadomości” brzmiało tak: „Rząd zamierza wprowadzić podatek od gradobicia”, „Amerykanie sprowadza do Polski brygadę pancerną' itd. itp. Tylko 1/4 informowała o tym, co się już stało – zresztą w większości przypadków bezczelnie zmyślając lub wywracając kota na lewą stronę (tak jest: zawsze na lewą!).

    Pisze to w momencie, gdy agencje podają, że JE Andrzej Duda leci samolotem do Waszyngtonu by spotkać się z JE Donaldem Trumpem. O mało nie spadłem z krzesła z wrażenia – i nawet włączyłem telewizję by sprawdzić, czy mój komputer nie nabrał zdolności opisywanych przez śp.Stanislawa Lema w nowelce „137 sekund”. Jednak nie: telewizja podaje, że leci i niedługo IIEkscelencje się spotkają. Tymczasem ja pamiętałem, że poprzedniego dnia czytałem na portalu money.pl poważny artykuł krytykujący smutne efekty tego spotkania.

    Czym prędzej odszukałem ten tekst – i (kto chce sprawdzić, może to znaleźć tu: https://tiny.pl/gbdwq ) przeczytałem:

    Prezydent Duda w USA. Dwie bardzo kosztowne godziny w Białym Domu

    Trzeba to traktować w kategoriach klęski naszej zbrojeniówki (...) Z ponad 8 mld zł wydanych na rakiety polski przemysł nie dostanie nic. (…)  Zakup nowoczesnych wyrzutni rakietowych o zasięgu do 300 km jest dla naszej armii absolutnie niezbędnym elementem potencjału odstraszania.

    Bez - jak to poetycko przed laty nazwano - ”polskich kłów” ewentualni agresorzy nie mają się specjalnie czego bać. Wojskowi planiści chcieli je mieć do końca 2012 r. Kolejny plan modernizacji technicznej zakładał, że kontrakt zostanie podpisany w 2015 roku, a w 2018 roku pierwsze Homary już zaczną służyć.

    Potem jeszcze, jak już pisaliśmy w money.pl, minister Macierewicz zapowiadał, że z całą pewnością uda się kontrakt podpisać do końca 2017 r. Tak się jednak nie stało i teraz to prezydent może chcieć ogłosić, że jako zwierzchnik sił zbrojnych poradził sobie z tym problemem”.

    Dopiero uważniejsze przeczytanie (a ja czytam b. szybko!) ujawnia, że Autor, p. Krzysztof Janoś, pisze o tym, co JE Andrzej Duda ustali i podpisze po rozmowach z JE Donaldem Trumpem. A Autor wie nawet na pewno, że trwać one będą dwie godziny.

    To ja się pytam: po jaką cholerę marnujemy pieniądze na ochronę osobistych spotkań Głów Państw – skoro i tak wiadomo, co postanowią?

    Wyjątkiem było spotkanie JE Włodzimierza Putina z JE Donaldem Trumpem . Oni po prostu niczego nie postanowił – a przynajmniej: nic nikomu o tym nie powiedzieli. Wściekli komentatorzy skomentowali to w ten sposób, że JE Donald Trump nie zrobił nic, by rozdeptać prezydenta Federacji Rosyjskiej jak karalucha.

    To mogłoby nauczyć komentatorów powściągliwość w wygłaszaniu swoich proroctw. Ale, jak widać, nie nauczyło.

    Marzę, by po tym spotkaniu pojawił się komunikat, że rozmowy przebiegały w serdecznej atmosferze wzajemnego zrozumienia i obie strony podjęły stosowne decyzje.

    Co to jest, że po takich spotkaniach wszyscy agenci Niemiec, Rosji, Ukrainy, Francji , Izraela, Chin i Liechtensteinu wiedza więcej, niż polscy politycy?

     

    Tygodnik regionalny "Życie Kalisza" 

  • 27-09-2018 13:10:00

    Weekend w Wielkopolsce!

    Zapraszam na spotkania w Wielkopolsce!

    Piątek 28 września

    13:00 Września

    Wrzesiński Ośrodek Kultury

    KOŚCIUSZKI 21, 62-300 Września

     

    15:00 Konin 

    Młodzieżowy Dom Kultury w Koninie 

    ul. Przemysłowa 3D

    62-510 Konin

     

    18:30 Poznań

    ul. Ogrodowa 12 

    61-821 Poznań 

     

    Sobota 29 września

    11:00 Ostrów Wielkopolski

    Galeria Sztuki Współczesnej

    ul. Krolowej Jadwigi 10 (n klub - sztuka i edukacja)

    63-400 Ostrów Wielkopolski 

  • 24-09-2018 23:19:00

    Spotkania okręgu podwarszawskiego!

    Zapraszam, wraz z posłem Jackiem Wilkiem, na spotkania w okręgu podwarszawskim!

    Czwartek, 27 września,

    Piaseczno, ul. Kościelna 11, godz. 18:00

    Otwock, ul. Warszawska 11/13, godz. 19:30

  • 24-09-2018 09:55:00

    Spotkania z mieszkańcami Warszawy!

    Zapraszam wszystkich mieszkańców Warszawy!!!

     

    Wtorek, 25 września, godz. 19:00

    Warszawa, Bielany, Klub Piaski, Broniewskiego 71

     

    Środa 26 września, godz. 19:30

    Warszawa Bemowo

    Bemowski Centrum Kultury, Górczewska 201

     

    Niedziela, 30 września, godz.18:00

    Warszawa, Praga Południe,  Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga Południe m.st. Warszaw, ul. Podskarbińska 2

     

     

  • 20-09-2018 15:40:00

    Zaproszenie na Marsz Równości

    Otrzymałem zaproszenie na "Szczecin Pri Festival", "Marsz Równości" i "after party". Odpowiedziałem:
     
    Bardzo dziękuję za zaproszenie na Marsz Równości. Rozumiem, że to wielkie wyróżnienie spotyka mnie osobiście jako prominentnego zdeklarowanego homosia, w dodatku zboczonego (bo lubiącego kobiety). Niestety: natłok obowiązków związanych z wyborami nie pozwala mi na wzięcie w tej imprezie udziału.
    Wszelako, pisząc poważnie, nie wziąłbym nigdy udziału w Marszu Normalności (heteroseksualistów), w Marszu Indywidualności (onanistów) ani w Marszu Przyjaźni dla Zwierząt (zoofilów) - gdyż uważam, że sprawy związane z płcią muszą pozostawać całkowicie intymne. O nich nie powinno się mówić – a już w żadnym przypadku robić w oparciu o nie masowych imprez. Ta otoczka tajemniczości jest piękna i podniecająca. Jakiekolwiek demonstrowanie tego sprowadza nas na poziom psów, robiących to publicznie na ulicach. Bez obrazy psów: mają po prostu inne, niż ludzie, obyczaje.
    Tak więc uważam, że takie marsze idą w złym kierunku.
    W nadziei na poważne potraktowanie tej epistoły,
    pozostaję z rezerwą
    Janusz Korwin-Mikke
    PS: Jestem również zdecydowanym wrogiem Równości - ale, jak rozumiem, nie o to w tej sprawie chodzi.
  • 20-09-2018 12:55:00

    Spotkania w Pruszkowie i Grodzisku Mazowieckim

    Rozbudowywanie okręgu podwarszawskiego trwa. 

    Wraz z posłem Jackiem Wilkiem będę jutro 21. IX. w Pruszkowie i Grodzisku Mazowieckim.

    Pruszków, 18:00, Hotel Tadros, ul. Niecała 5,
     
    Grodzisk Mazowiecki, 20:00, Ośrodek Kultury Gminy Grodzisk Mazowiecki, ul. Spółdzielcza 9.
     
    Zapraszam!!!
  • 19-09-2018 11:08:00

    Szary człowiek i kwiaty

    Człowiek jest okradany przez ludzi, którzy mu kadzą mówiąc, że „Naród jest najwyższą władzą” - a w praktyce wyśmiewają tych ludzi jako głupców. Bo tylko głupiec mógłby powierzyć władzę tym, co obecnie rządzą.

    Gdy mówimy o różach, mamy zazwyczaj na myśli kwiat z płatkami, pręcikami, słupkiem oraz z zapachem. Tymczasem róża to łodyga, liście, korzenie i kolce.

    Gdyby nie korzenie to kwiatów by nie było. Gdy mówimy, że trzeba dbać o róże to powinniśmy zacząć od dbałości o korzenie, łodygę i liście, a dopiero na końcu o kwiaty.

    Tego zawsze uczono królewicza: „Pamiętaj, skąd ci nogi wyrastają. Pamiętaj: otaczają Cię arystokraci, piękne damy, szlachetni panowie, ale dobrobyt królestwa opiera się tych, którzy pracują. Jak o nich zapomnisz – królestwo zwiędnie i uschnie”.

    Często rzeczywiście zdarzało się, że władca zapominał nauk z dzieciństwa. I królestwo rozpadało się albo, ku ogólnej radości, podbijał je król z sąsiedniego kraju, który o swoich poddanych nie zapominał. Selekcja naturalna powodowała, że 99 proc. historii ludzkości to monarchie.

    Jednak szlachta i biurokracja czuły się niedocenione, więc w końcu obaliły monarchie i zaczęły rządzić. Rzecz jasna dbały głównie o interes kwiatów i liści, więc korzenie zaczęły usychać.

    Najciekawsze jest to, że króla uczono, że korzenie są najważniejsze. Tymczasem zwykli szarzy ludzie wierzą, że rządzić powinny liście i kwiaty. I niby słusznie, bo zwykły szary człowiek na rządzeniu przecież się nie zna.

    Niestety w d***kracji liście i kwiaty zaczynają robić, co chcą. Nie przechodzą takiej tresury, jaką przechodzą królewicze, więc skutki są opłakane.

    Wszyscy narzekamy na korupcję w Polsce i w całej Unii Europejskiej. Jednak jest ona nie do uniknięcia w d***kracji. Król pilnował swojego majątku, nie dawał się oszukiwać, naciągać i okradać. Tymczasem Szary Człowiek, podobno rządzący Polską, po prostu nie ma żadnych kwalifikacji, aby sprawdzić, czy jest okradany.

     

    "Super Ekspress", 18. IX. 2018 

  • 18-09-2018 11:16:00

    Dzisiaj jestem w telewizji wpolsce.pl

    Zapraszam na 20:50, będę gościem programu Piotra Barełkowskiego "Bitwa o miasto". 

    http://wpolsce.pl/

  • 18-09-2018 02:55:00

    Wybory - startujemy

    Dobrze: KWW „WOLNOŚĆ w samorządzie” zarejestrowany do wyborów sejmikowych w całym kraju, ja zarejestrowany jako kandydat na prezydenta m.st.Warszawy, wielu Kolegów w innych miastach. W wyborach powiatowych, miejskich i gminnych nasi członkowie startują w rozmaitych koalicjach lub w lokalnych komitetach. To ogromny wysiłek organizacyjny – jestem tym zbudowany. To doskonały prognostyk na przyszłość. Dziękuję oczywiście moim Koleżankom i Kolegom – ale też wszystkim, którzy zgłosili się w odpowiedzi na mój apel. Dziękuję również tym, z których ofert nie skorzystaliśmy. Bardzo dziękuję!

                                                         Janusz KORWIN-MIKKE

  • 14-09-2018 17:25:00

    Dzisiaj 17:35 jestem w radio "Trójka"

    Zapraszam do słuchania! 

  • 12-09-2018 11:09:00

    O piłkarzach, Marsjanach i Królowej Kier

    Dlaczego nasza drużyna piłkarska wypadła tak, jak wypadła? Przecież dwa lata temu można było uważać ją za będącą w pierwszej dwunastce na świecie?

    Odpowiedz jest bardzo prosta: bo nie powyrzucano z niej nie nadających się do reprezentacji zawodników!

    Jak mówiła Alicji Królowa Kier z Krainy Czarów: „Jeśli chce się stać w miejscu, trzeba iść przodu; a jeśli chce się iść do przodu, trzeba szybko biec do przodu”. Bo jeśli stoimy to inni idą do przodu i my zostajemy z tyłu.

    Żadne  zasługi, żadna popularność w narodzie, żadna „sprawiedliwość społeczna” nie może mieć miejsca. Jak zawodnik się roztył, stracił ambicje zastania mistrzem świata i zajął się kontraktami reklamowymi – to na jego miejsce czekają młodzi, zdolni i ambitni.

    Las dlatego rosnie zdrowo, bo stare drzewa umierają chcąc zachować te stare drzewa niszczymy las – bo młode nie maja gdzie wyrosnąć.

    To samo jest z gospodarka: złe firmy muszą bankrutować. Bankructwo jest zdrowym objawem: złe firmy znikają z rynku – i chwała Bogu! Oczywiście może nagle przyjść moda na, na przykład, fajanse – i wtedy przez kilka lat żadna firma do tej pory robiąca fajanse nie zbankrutuje – ale to trwa najwyżej kilka lat.

    Proszę to sobie dobrze zakonotować: celem gospodarki nie jest dobro kapitalistów i innych ludzi pracy – lecz dobro konsumentów. To my mamy mieć dobre buty – a po to, byśmy mieli dobre buty kilka procent szewców powinno co roku bankrutować. Wtedy właściciel fabryki butów wyłazi ze skory, by spełnić życzenia kochanych nosicieli butów (bo inaczej straci majątek...); szewc w fabryce boi się, by szef nie wywalił go na zbity pysk z roboty – więc nie odstawia fuszerki. Wyścig szczurów, wyścig szczurów! A mimo to kilka form najgorszych zazwyczaj bankrutuje. Ale my mamy tanie i dobre buty: do wyboru, do koloru.

    I mamy kilka działów gospodarki, w których trwa pełen socjalizm, czyli troska o człowieka pracy.

    Na przykład: szkoła. Gdyby na Ziemie przylecieli Marsjanie, i spytano ich, co sądzą o poziomie nauki w polskich szkołach, to taki Marsjanin, choćby kompletnie nie znał się na szkolnictwie, odpowiedziałby: „Jest źle – i z roku na rok będzie coraz gorzej”.

    Czyli to, o czym wie każdy rozsądny nauczyciel.

    A skąd by to wiedział?

    Bo wiedziałby, że ŻADNA SZKOŁA NIE BANKRUTUJE.

    Większość nauczycieli nie boi się wylecieć z pracy za fuszerkę – bo chroni nich Karta Nauczyciela.  Dyrektorzy szkól nie są ich właścicielami, grozi im co najwyżej utrata posady – co jednak nie oznacza paromilionowej straty na majątku, a robotę zawsze znajdą. Ponadto wylecieć z posady mogą - ale raczej wtedy gdy podpadną związkom zawodowym nauczycieli lub zaczną podrywać niewłaściwe nauczycielki  – a nie wtedy, gdy szkoła będzie źle uczyć! Bo w socjalizmie ważne jest dobro Człowieka Pracy – a konsument ma brać, co mu Człowiek Pracy raczy sprzedać.

    I to trzeba zlikwidować.

    Oczywistym rozwiązaniem jest prywatyzacja szkół. Zmiana byłaby natychmiastowa: za PRLu na telefon czekało się nieraz 15 lat – jak tylko wpuszczono prywaciarzy, telefony zaczęto zakładać (tak!!) nieraz (tak!)  po dwudziestu minutach od zgłoszenia prośby! Teraz są „komórki”, gdzie panuje jednak socjalizm (bo tylko kilka firm dostało „koncesję”). Gdyby można było zakładać takie firmy bez koncesyj, ceny połączeń spadały znacznie szybciej, niż obecnie. Ale i tak jest nie źle – bo robią to firmy prywatne.

    Ale co robić, gdy komunistyczna konstytucja gwarantuje „bezpłatne' (ha-ha-ha...) nauczanie?

    Bon oświatowy!

    Szkoły prywatyzujemy, Sumę forsy przeznaczana na „oświatę” dzielimy przez n (czyli ilość dzieci). Dajemy ojcu (matce, opiekunowi) rocznie 12 czeków – i tymi czekami będą oni płacić za szkołę. Będą mogli, oczywiście, dopłacać.

    I od razu zacznie się ruch do przodu, a balast, czyli złe szkoły, będzie zanikać.  

    A rodzice będą wymagali, by szkoły uczyły tego, co chcą rodzice....

    ...że co? Rodzicie nie znają się na nauczaniu?

    A na smażeniu się znają? Tez się nie znają, a jakoś potrafią wybrać dobra restauracje dla swojego dziecka i dla siebie!

    Nieprawda-ż?

    I to działa.

    Działa – bo złe knajpy bankrutują!

  • 12-09-2018 10:58:00

    Nowoczesny ratownik

    Być może liczba uratowanych przez tych, co rzucają się na ratunek, jest mniejsza niż liczba niefortunnych niefachowych ratowników, którzy utonęli – ale straty dla narodu wynikające stąd, że zniszczono imperatyw kategoryczny udzielania pomocy, będą (i już są!) znacznie większe.

    Nowoczesny ratownik , jak już pisałem przy okazji „ratowania” mnie na plaży, dawniej ratownik to był gość zajmujący się ratowaniem tonących – obecnie jest to urzędnik zabraniający ludziom pływać. Jednak to, co powiedział portalowi polki.pl p. Michał Czernicki, w/g tego portalu „doświadczony ratownik, rzecznik prasowy stołecznego WOPR-u” – to już nie jest arogancja władzy; jest to niemoralne, a nawet nieludzkie. Czytamy: „Jeśli widzimy tonącą osobę, najważniejsze jest, by w pierwszej kolejności zawiadomić ratownika. Jeśli nie jest to strzeżone kąpielisko, należy wykonać telefon pod 112. W sytuacji, gdy tonący jest blisko brzegu, możemy podać jakiś konar lub gałąź, ale nie wolno go dotykać”. Dlaczego należy się wstrzymać z taką pomocą? Bo sami możemy przepłacić to życiem. „Naszą pierwszą psychologiczną reakcją jest chęć rzucenia się mu na pomoc, lecz pamiętajmy, że osobom, które nie są przeszkolone, nie potrafią udzielać pierwszej pomocy na wodzie, NIE WOLNO TEGO ROBIĆ. Osoba, która tonie, także dziecko, jest często agresywna, jest w szoku, i może pociągnąć za sobą na dno ratującego” – wyjaśnia Michał Czernicki. P. Czernicki to człowiek rozumny, prawdziwy Europejczyk wg nowoczesnego, unijnego wzoru – jednym słowem: POTWÓR. Ten rozumny człowiek nie rozumie, że chęć rzucenia się na pomoc to nie tylko odruch biologiczny, wyrobiony ewolucyjnie – ale też w naszej cywilizacji nakaz moralny. Kto tego (zakładając, że umie pływać!) nie robi, nie jest człowiekiem. Być może liczba uratowanych przez tych, co rzucają się na ratunek, jest mniejsza niż liczba niefortunnych niefachowych ratowników, którzy utonęli – ale straty dla narodu wynikające stąd, że zniszczono imperatyw kategoryczny udzielania pomocy, będą (i już są!) znacznie większe. Również na poziomie indywidualnym: człowiek, na którego oczach tonie inny człowiek, zwłaszcza kobieta albo dziecko – i który (jakże rozsądnie!) powstrzyma się przed udzieleniem pomocy, ograniczając się do zadzwonienia na 112 (!!!) – będzie miał do końca życie wyrzuty sumienia, koszmary senne i nawet, być może, popełni samobójstwo. Ale o tym p. Czernicki nie myśli – bo zakłada, że inni to takie same jak On potwory. A potwory wyrzutów sumienia, z braku sumienia, nie mają.

     

    Super Ekpress, 11.09.2018r. 

  • 12-09-2018 03:38:00

    Idea ACTA-2 zdemaskowana w 1889 roku przez Polaka!

    Gdy przystępujemy do walki przeciwko ACTA-2 powinniśmy się uzbroić w argumenty. A te argumenty przygotował wybitny Polak, śp.Jan Wacław Machajski, publikujący na przełomie XIX i XX wieku pod ksywką „A.Wolski”.

    Nie był to ani socjalista, ani komunista, ani anarchista, ani anarcho-syndykalista. Z Lewicą łączył Go zabity przez Marxa ćwiek, czyli przywiązanie do mitu „Ludzia Pracy” - jednak poza tym myślał nad wyraz samodzielnie. Dlatego nie jest bohaterem ani Lewicy, ani Prawicy: jest samotnym myślicielem, którego teorie niewątpliwie wyprzedziły teorie takich wybitnych ludzi jak śp.Jakób Burnham (autor „Rewolucji Managerów”, 1941) czy śp.Miłosz Đilas („Nowa Klasa”, 1957). Proszę przeczytać to: https://tiny.pl/gbgv7 - gdzie można znaleźć taką opinię: „Jego teoria, zwana »machajewszczyzną«, była przez różne odłamy myśli lewicowej traktowana jako jedna z najgorszych herezji, ponieważ wychodząc z podobnych założeń i analogicznie do socjalizmu definiując cele, podważyła jeden z jego głównych dogmatów”. 

    Głównym sukcesem życiowym Machajskiego było to, że udało Mu się umrzeć w Ojczyźnie Rewolucji w 1926 roku, zanim dobrali się do Niego oprawcy Stalina. W głównym dzienniku komunistycznym „PRAWDA” co kilka lat, w rocznicę Jego śmierci, ukazywały się groźne artykuły przestrzegające przed „niebezpieczeństwem machajewszczyzny” - przy czym praktycznie nikt z czytelników nie wiedział, o co chodzi, gdyż wszystkie dzieła Machajskiego były zakazane przez cenzurę!

    Tu zacytuję raz jeszcze: „Socjalizm, który dla wszystkich jest protestem »proletariackim«, był ideologią powstającej nowej klasy średniej; intelektualistów, specjalistów, techników i »białych kołnierzyków«, a nie robotników fizycznych – tak poglądy Machajskiego streszczał jego dawny zwolennik, a później badacz tej doktryny, Max Nomad. Socjalizm nie oznacza zatem wyzwolenia pracowników fizycznych. Mają oni jedynie pomóc obalić kapitalizm. W nowym ustroju pozostaną poddanymi – tyle, że zamiast służenia dawnym władcom, czeka ich wyzysk ze strony nowej klasy rządzącej: inteligencji”.

    I właśnie o to chodzi w ACTA-2: rozmaici „inteligenci”, inteligenci i „yntelygenci” chcą sobie zawłaszczyć ogromną ilość pieniędzy. Przypominam, że w normalnym ustroju, czyli w szybko rozwijającym się kapitaliźmie, patenty były przyznawane na 7 lat (z możliwością przedłużenia do 11, za rosnącą co roku opłatą). Dziś jest to 25 lat (!!) - a w przypadku praw autorskich 75 lat od chwili śmierci autora!!

    Zgodnie z teorią Machajskiego intelektualiści chcą przywłaszczyć sobie jak najwięcej pieniędzy – a także mieć władzę. I nie chodzi tu o „ludzi inteligentnych” - lecz o swoistą nową klasę „intelektualistów”. W normalnym ustroju, w monarchii, służyli ono królowi ku pożytkowi ogółu – w d***kracji dorwali się do władzy i chcą inkasować bez umiaru pieniądze.

    Do czego prowadzi takie ACTA-2 możecie Państwo przeczytać tu: https://tiny.pl/gbgv9 Autor tej słynnej nowelki, Robert Zacks, jest no-person - w ogóle nie można Go znaleźć w amerykańskiej Sieci!!

    I to jest dodatkowy powód, by to przeczytać.

  • 10-09-2018 15:31:00

    Rozwijamy Okręg Podwarszawski!

    Wraz z posłem Jackiem Wilkiem zapraszam na spotkania okręgu podwarszawskiego.

     

    10.IX. 2018 

    17:00 Nowy Dwór Mazowiecki

    18:30 Legionowo

     

    11.IX. 2018.

    17:00 Wołomin

     

    12.IX. 2018.

    17:00 Ożarów Mazowiecki

     

    21. IX. 2018.

    17:00 Pruszków

    18:30 Grodzisk Mazowiecki

     

    27.IX. 2018 

    17:00 Piaseczno

    19:00 Otwock 

  • 06-09-2018 12:36:00

    Afera FOZZu odżywa - ale chyba jest nieco przedawniona?

    Na swoim FB napisałem: „Z pewnym zdumieniem dowiedziałem się, że USA postanowiły przekazać Polsce p.Dariusza Przywieczerskiego – bankowca zamieszanego w „aferę FOZZu” - uważanej przez niektórych za „matkę wszystkich afer w PRL”.

    Gdy Syn spytał mnie, ile Polska straciła na tej aferze otrzymał odpowiedź, która pewno Go zaskoczyła. Bo na to, by zrozumieć, na czym polegała ta afera, trzeba najpierw wiedzieć, czym był „Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego”. Nie wiem jednak, czy wyjaśniając to nie naruszę „standardów obowiązujących we FaceBooku” - ponieważ wszystko to dotyczy Wiednia: miasta będącego miejscem tachlowania pieniędzy całej światowej Lewicy – od Związku Sowieckiego po śp.Muammara Kadafiego i śp.Franciszka Mitteranda. Z tego powodu Wiedeń był jedynym miastem, w którym nie obowiązywały narzucone przez Wspólnotę Europejską reguły przejrzystości w bankach! Dlatego, ponieważ nie chcę mieć kolejnego bana, pełny tekst umieściłem tutaj”:

    W Epoce Edwarda Pysznego PRL zadłużyła się na uważaną wtedy za niebotyczną, sumę $40 mld. Problem polegał na tym, że te pieniądze zainwestowano w gospodarkę reżymową, mającą w najlepszym przypadku zysk 5% - a pożyczano na kilkanaście (w kilku przypadkach: na 19!!!) procent. Rzecz jasna nie było szans, by to zadłużenie spłacić. NB. warto by sprawdzić – sprawa przedawniona, chodzi tylko o historię – czy PRLowscy finansiści biorący pożyczki na tak gigantyczne procenty nie brali za zawarcie takich transakcyj łapówek...

    W'obec wyraźnego upadku PRLowskiej gospodarki banki, które udzieliły pożyczek, gotowe były odsprzedać zadłużenie znacznie taniej jakimś ryzykantom – by uniknąć straty całości sumy. Konwencje i umowy zabraniały państwom-pożyczkobiorcom skupowania swoich wierzytelności na tym rynku (ulokowanym bodaj w Panamie) – ale państwa bandyckie, dysponujące sprawnymi i dyskretnymi tajnymi służbami, nie wahały się. Finansiści wiedzieli, że kto by zdradził tajemnicę, zetknąłby się np. z „bułgarską parasolką” (wtedy polon nie był jeszcze w modzie). Więc można było prowadzić taksie nielegalne operacje.

    W grę wchodziły miliardy dolarów. Bardzo wątpię, by p.Przywieczerski połaszczył się na głupie $1,5 mln – zresztą wtedy (przed 1988 rokiem) jeszcze się pieniędzy nie rwało na żywca. Metody były o wiele subtelniejsze.

    Dysponujący, powiedzmy, miliardem dolarów finansista siedział we Wiedniu i podejmował decyzję: „W jakiej walucie trzymać te pieniądze?” Jeśli uważał, że np. funt pójdzie w górę w stosunku do dolara, to na 8 czy 24 godziny zamieniał dolary na funty. To się robiło między bankami na jeden fax (teraz: mail).

    Te spekulacje, jak najrozsądniejsze, były jednak poza zasięgiem (i zdolnością rozumienia...) PRLowskich polityków i urzędników. Finansiści postępowali więc często tak: zamieniali te $$$ na ₤₤₤ - i jeśli funt brytyjski rzeczywiście poszedł w górę, to po prostu nikomu o tym nie mówili i różnicę chowali do własnej kieszeni. Były to ułamki promille – ale gdy obraca się miliardem, to sumki są nie do pogardzenia,

    A jeśli funt spadł – no, to trudno: raportowali stratę...

    Byli to zdolni finansiści, spekulowali udatnie (bo im zależało: chodziło o ich własne przyszłe pieniądze), większość udanych transakcyj jednak raportowali – i per saldo PRL na tym jeszcze podobno zarabiała, więc nie budziło to podejrzeń w Warszawie. Strata polegała na tym, że można było na tych spekulacjach zarobić więcej...

    Ile tak przeszło koło nosa? Nie ma siły, by to sprawdzić, bo transakcje prowadzone we Wiedniu chronione były absolutną tajemnicą bankową. Czy brali to do własnej kieszeni, czy wpłacali na rachunki PZPR (coś na ten temat powinien wiedzieć p.Piotr Filipkowski alias Piotr Filipczyński alias Peter Vogel: https://pl.wikipedia.org/wiki/Peter_Vogel) czy dzielili się z niektórymi partyjniakami – kto wie? 

    A to jednak ciekawe. Może p.Przywieczerski coś wyjaśni. Choć wątpię: każdy chce żyć...

  • 05-09-2018 10:44:00

    Niech szkoły bankrutują!

            Słowo „bon” po francusku oznacza „dobry” – np. „Bon jour”, a „bon oświatowy” jest po prostu znakomity. Był zresztą zastosowany w kilku miastach w Polsce, w kilku w USA i zapewne w innych krajach – wszędzie przy protestach związków zawodowych nauczycieli.

    Szkołami bowiem zawiadują politycy, urzędnicy z Ministerstwa Edukacji anty-Narodowej oraz nauczyciele. I wszyscy chcą nimi rządzić. Tymczasem, oczywiście, powinni rządzić w nich rodzice – bo są w nich uczone ich dzieci. Dokładnie tak samo, jak karmione są ich dzieci w restauracjach: rodzice wybierają z menu przedstawionego przez właściciela – a jak im się nie podoba menu, zmieniają restaurację.

    Dzięki temu co roku np. w Warszawie bankrutuje kilkadziesiąt restauracji usiłujących wcisnąć klientom to, czego oni nie chcą jeść i dawać swoim dzieciom. A na ich miejsce powstają nowe, zapewne lepsze. I z restauracjami nie ma problemu – a ze szkolnictwem jest. Bo związki zawodowe wcale nie chcą, by źli nauczyciele wywalani byli na zbity pysk, a złe szkoły bankrutowały!

    Przyczyną jest komunizm. III RP ma odziedziczoną po PRL zasadę, że „szkolnictwo jest bezpłatne” – a wiadomo, że darmowe mięso tylko psi jedzą. I co tu robić? Na zmianę Konstytucji nie ma szans...

    Rozwiązaniem jest bon. Forsę wydawaną na oświatę wpłacamy do banku. Tę sumę dzieli się przez liczbę uczniów. Następnie dzielimy jeszcze przez 10. Dajemy rodzicom książeczką z 10 czekami – i tata płaci szkole co miesiąc. A szkoła odbiera forsę w banku.

    Jak rodzicom się szkoła nie podoba – to zabierają dziecko do innej. Szkoły, jak restauracje, czekają na takich klientów.

    Jedni rodzice będą płacili szkołom, które uczą byle jak, byle wydały dyplom ukończenia – a inni będą wybierali szkoły wymagające – lub nawet bardzo wymagające. Będą mogli, rzecz jasna, do pieniędzy państwowych dopłacać. Jednak każde dziecko będzie mogło otrzymać bezpłatną edukację. Nie zawsze wiele wartą – tak samo, jak obecnie. 
    Zadaję krótkie pytanie: jak chcecie Państwo, by dziecko nauczyło się dobrze po francusku czy po niemiecku – to liczycie na reżymową „bezpłatną” szkołę – czy posyłacie je na prywatne kursy?

    No, to teraz wyobraźcie sobie, o ile lepiej Wasze dzieci znałyby matematykę, historię, fizykę, język polski czy biologię, gdyby zamiast uczęszczać do szkoły reżymowej, chodziły do szkoły, której właściciel boi się zbankrutować, a nauczyciel źle uczący boi się wylecieć z roboty?

     

    "Super Ekspress", 4.09.2018.