Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64093 komentujących
28095 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 27-02-2018 18:40:00

    Dziś po 19.tej udzielałem wywiadu; link wkrótce

    O 19.tej udzielam wywiadu p.Stefanowi Molyneux na stronach:
    http://www.youtube.com/freedomainradio
    Website: http://www.freedomainradio.com
  • 11-02-2018 14:35:00

    O Jedwabnem – po 77 latach

    W sporze o „Jedwabne” zabierali głos archeolodzy, historycy, arytmetycy (od liczenia pomordowanych), politycy (w 2011 np. śp.Tadeusz Mazowiecki) wreszcie: moraliści. Zdumiewa mnie, że przez cały ten czas nikt nie poruszył na tych samych łamach strony prawno-politycznej. Zamieściłem podobny tekst w 2010 roku na moim blogu na ONETcie, a następnie w 2011 - tu jego bardziej rozwinięta wersja. Może wreszcie kogoś to zainteresuje.

    Przepraszam za pewną oschłość wywodów.

    Najpierw problem. W 1941 roku część mieszkańców m.Jedwabne plus część mieszkańców sąsiednich miejscowości (przybyłych w tym celu) przy obecności kilkunasto- czy kilkudziesięcio-osobowej grupy umundurowanych lub nie funkcjonariuszów nowego okupanta miasta - dokonała bestialskiego mordu na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego.

    Nie ulega kwestii, że w Jedwabnem popełniona została zbrodnia. Nie podlega też dyskusji, że brali w niej udział Polacy i Niemcy. Z tej okazji Żydzi domagają się od Polaków przeprosin.

    I rzeczywiście: 10 lipca 2006 roku p.Aleksander Kwaśniewski stanął przed kamerami i solennie przeprosił. Powstaje podstawowe pytanie: jako kto, kogo i w czyim imieniu? Dziwne, ale wszyscy polemiści pomijają te kwestie; ich właśnie dotyczą niniejsze, bardzo precyzyjne, rozważania.

    Ogromna większość tekstów mówi ogólnikowo o „zbrodni Polaków”, czasem „zbrodni Niemców” , lub „zbrodni nazistów” popełnionej na „Żydach”. Jednak nie są to kategorie polityczno-prawne lecz mętne dywagacje humanistów. Niektórzy (bo przecież nie wszyscy!!) Żydzi domagali się przeprosin od „Polaków”. Tymczasem jest oczywiste, że p.Aleksander Kwaśniewski był prezydentem III Rzeczypospolitej Polskiej – a nie „prezydentem Polaków” - i nie miał absolutnie żadnego prawa przemawiać w imieniu Polaków, z których spora część nie była przecież i nie jest obywatelami III RP!!! Kto twierdzi inaczej - jest skrajnym nacjonalistą. Ponieważ zaś nie istnieje żadna osoba reprezentująca „wszystkich Polaków” - przeto nikt taki przeprosić „w imieniu Polaków” nie mógł. Nawet, gdyby „wszyscy Polacy” byli za coś odpowiedzialni.

    Jest też pytanie: „Kogo?” Dlaczego miałby przepraszać „naród żydowski” za mord w Jedwabnem - a nie „naród rosyjski” za działalność Feliksa E.Dzierżyńskiego w CzeKa? Dzierżyński osobiście odpowiada za zamordowanie setek tysięcy Rosjan (oraz, nawiasem pisząc, znacznie większej liczby Żydów, niż liczba zamordowanych w Jedwabnem!).

    Wyobraźmy sobie sytuację w której JE Bronisław Komorowski wydaje dekret „Każda osoba narodowości polskiej ma zapłacić 2 zł na ufundowanie pomnika pomordowanych w Jedwabnem” (lub: „...ma dziś pójść na dowolny cmentarz i w duchu rozmyślać o sprawach ostatecznych”). Rzecz jasna takie rozporządzenie - nawet, gdyby taki projekt podjął i uchwalił Parlament III RP - byłoby bezprawne; prawnicy i publicyści nie zostawiliby na nieszczęsnym prezydencie suchej nitki - i jeszcze poleciałyby oskarżenia o szerzenie nacjonalizmu (zamiast kryterium obywatelstwa przyjęto kryterium narodowości!).

    Ustalmy więc jasno: prezydenci (i w ogóle: reprezentanci) państw są umocowaniu do działania w imieniu tych, którzy ich wybierali - a więc swoich obywateli, a nie swoich pobratymców.

    Tyczy to i innych grup (bo narodowość nie jest niczym szczególnie wyróżnionym). Gdyby np. szef Światowego Związku Wegetarian dostrzegł nagle, że jaroszem był (bo był!) również Adolf Hitler - i wydał solenne oświadczenie przepraszające „w imieniu wszystkich jaroszów na świecie” za morderstwa dokonane przez wegetarianina Hitlera - to natychmiast wytknięto by mu, że może przemawiać wyłącznie w imieniu członków swojego stowarzyszenia,. To chyba jest oczywiste? Jedynie natężenie emocji związanych z Jedwabnem powoduje, że i Polacy i Żydzi nie dostrzegają prawnej śmieszności tej sytuacji.

    Jako „Prezydent obywateli III RP” (wśród których są ludzie różnej narodowości - w tym i Żydzi - a mogły się nawet znajdować ofiary, które uciekły z owej stodoły!) p.Aleksander Kwaśniewski też nie mógł przepraszać. Byłoby to bardzo wysokim nietaktem! Czy np. p.Emanuel Olisadebe specjalnie wrócił w 2011 do Polski by przeprosić za Jedwabne? A co On Żydom zawinił?

    Wreszcie p.Kwaśniewski mógł chcieć przepraszać jako Głowa Państwa Polskiego. Jednakże - i to trzeba stanowczo podkreślić - żadne państwo polskie niczym w sprawie tej zbrodni nie zawiniło! Zbrodni tej nie organizował, nie pomagał w jej dokonaniu, ani do niej nie zachęcał jakikolwiek przedstawiciel jakiegokolwiek państwa polskiego - nawet marionetkowej „Generalnej Guberni”!! Żadne też państwo polskie - ani Rząd Londyński ani tzw. Państwo Podziemne - nie miało żadnej możliwości, by przeszkodzić w tej zbrodni.

    Odpowiedzialność państwa nie ma nic wspólnego z „odpowiedzialnością narodu’ (o ile coś takiego istnieje). Jeśli Prezydent Republiki Federalnej Niemiec przeprasza w imieniu RFN za zbrodnie wojenne (i RFN płaci za nie odszkodowania) to nie dlatego, że zbrodni dokonali „Niemcy” - lecz dlatego, ze dokonała ich III Rzesza, a RFN uznała się de iure za spadkobierczynię III Rzeszy.

    Jest to bardzo ważne odróżnienie: gdyby komendantem KL „Auschwitz-Birkenau” był mianowany przez Hitlera Ukrainiec, a całą załogę stanowili najemni Arabowie, Berberowie i Chińczycy, to odpowiedzialność RFN nie byłaby ani o iotę mniejsza - gdyż nosiliby oni niemieckie mundury i wykonywali rozkazy kierownictwa III Rzeszy. Podobnie za ew. zbrodnie Legii Cudzoziemskiej odpowiadałaby Republika Francuska - a nie państwa, których obywatelami są (lub kraje z których pochodzą) żołnierze Legii!

    Tym samym państwo polskie nie ma nic wspólnego ze zbrodnią w Jedwabnem - i p.Kwaśniewski nie mógł przepraszać również w tym charakterze.

    By zrozumieć nonsens używanych konstrukcyj prawnych wyobraźmy sobie, że Stalin inaczej podzielił Europę Wschodnią - i Jedwabne znalazło się w granicach Białoruskiej SRS, a obecnie Republiki Białoruskiej. Czy za tę zbrodnię powinien byłby wtedy przepraszać JE Aleksander Łukaszenka?!? A jakie ta zmiana ma znaczenie dla mieszkańca np. Śląska, Witebszczyzny czy Wielkopolski??!? W obydwu przypadkach nie mają oni tak samo nic wspólnego z tą zbrodnią.

    Państwo polskie - czyli obecnie: III RP - mogłoby zrobić w tej sprawie tylko jedno: korzystając z precedensu norymberskiego (że zbrodnie „ludobójstwa” nie ulegają przedawnieniu) znaleźć polskich zbrodniarzy z Jedwabnego (jeśli jeszcze żyją) i ich skazać. Tyle tylko, że zostali oni już raz skazani, a non bis idem! Jest to jednak kosztowne i męczące - natomiast przepraszanie idzie politykom gładko - i zapewnia temu, kto przeprasza, znakomite publicity: 30 sekund w telewizjach połowy świata! Jest to więc droga łatwiejsza i przyjemniejsza.

    Kto zatem odpowiada za zbrodnię w Jedwabnem? Zróbmy pewien myślowy eksperyment.

    Dziś wojska polskie wkraczają na Ukrainę. Rząd ukraiński emigruje na Cypr, wojsko polskie zajmuje Lwów. We Lwowie dochodzi do pogromu Żydów na dużą skalę - ginie paręset osób. Kto jest za to odpowiedzialny?

    Oczywiście nie państwo ukraińskie, które nie działa, a w każdym razie nie panuje nad Lwowem. Zgodnie z Konwencją Haską całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo prawne terytoriów okupowanych ponosi okupant. Czyli w tym przypadku byłaby to Rzeczpospolita Polska.

    Z dokładnie tych samych powodów okupant ponosi odpowiedzialność za wydarzenia w Jedwabnem - bo tylko on miał jednostki policyjne i wojskowe mogące skutecznie zapobiec zbrodni. A w owych dniach okupantem Jedwabnego i okolic była III Rzesza Niemiecka.

    Z czego bezdyskusyjnie wynika, że tym, który 10 lipca 2006 powinien był stanąć przed stodołą w Jedwabnem i uroczyście przeprosić, jest JE Jan Rau, ówczesny prezydent Republiki Federalnej Niemiec. Tym bardziej, że III Rzesza sprawowała nad tym terenem kontrolę nie tylko formalną, ale i faktyczną: umundurowani funkcjonariusze III Rzeszy byli na miejscu. W dodatku, jak się wydaje, raczej zachęcali do rzezi, a może nawet ją organizowali i czynnie pomagali - niż powstrzymywali zbrodniarzy. Zresztą z całą pewnością zachęcała do tego propaganda rządzących III Rzeszą narodowych socjalistów.

    Podkreślam jednak z całym naciskiem: nawet gdyby władze III Rzeszy do mordu nie zachęcały, nie organizowały i nie pomagały - to i tak cała odpowiedzialność spoczywałaby na państwie niemieckim. Co, oczywiście, nie wyklucza indywidualnego karania zbrodniarzy (co, nawiasem pisząc, powinien był uczynić już aparat sprawiedliwości III Rzeszy; choć panował tam ustrój socjalistyczny, to jednak prawo jeszcze w niej obowiązywało - a prawo III Rzeszy nie pozwalało jednym ludziom bezkarnie mordować innych. Było to zastrzeżone - i to w ściśle określonych przypadkach - dla funkcjonariuszów ówczesnego reżymu. Były przypadki, że funkcjonariusze Oświęcimia wędrowali karnie na front wschodni za uderzenie więźnia!). W rzeczywistości dokonały tego w 1950 roku władze „Rzeczypospolitej 2 1/2” (w których nb. wielkie wpływy mieli przecież Żydzi!) skazując Kazimierza Bardonia na karę śmierci (kara zamieniona potem przez Bolesława Bieruta na 15 lat więzienia) i dziewięciu innych mieszkańców na mniejsze kary.

    Z analogicznych powodów za zbrodnię, w której współuczestniczyli niektórzy mieszkańcy Jedwabnego, nie mogą odpowiadać inni mieszkańcy, ani władze miasteczka. Nawiasem pisząc dopiero ostatnio historycy wyjaśnili nam rzecz w tej sprawie podstawową: czy ówczesny burmistrz (Marian Karolak) rządził jeszcze z nominacji sowieckiej - czy już z hitlerowskiej? Bo tego, że nie pochodził z wyborów, ani nie był mianowany przez rząd „londyński” - byłem niemal pewien. Okazało się, że mianowali go już narodowi socjaliści - a więc również w aspekcie lokalnym odpowiedzialność spoczywa na okupancie hitlerowskim.

    Tym samym wszelkie dywagacje o odpowiedzialności „obywateli Polski”, „Narodu Polskiego” czy „państwa polskiego” są bezsensowne - a przepraszać nikt nie tylko nie powinien, ale i nie miał prawa. Takie przeprosiny człowieka, pełniącego obowiązki prezydenta, mogłyby pociągnąć za sobą np. żądania odszkodowań - a do zaciągania takich zobowiązań prezydent nie ma konstytucyjnego upoważnienia. Przepraszając w imieniu III RP p.Kwaśniewski naraził się na odpowiedzialność konstytucyjną.

    Przepraszać p.Kwaśniewski mógłby co najwyżej w Swoim własnym imieniu - jeśli czuje się On za tę zbrodnię odpowiedzialny, oczywiście. Nadal jednak powstaje wątpliwość, czy można przy tak uroczystym akcie odróżnić prywatną Osobę p.Aleksandra Kwaśniewskiego - od JE Aleksandra Kwaśniewskiego, Głowy Państwa? Może powinien wystąpić przepasany biało-czerwona szarfą - a przed aktem przeprosin uroczyście ją zdjąć i odłożyć na bok?

    Podstawową przyczyną pojawiających się paradoksów jest to, że pojęcie „winy” odnosi się w języku polskim wyłącznie do jednostek; nasza kultura nie uznaje odpowiedzialności zbiorowej. Zwolennicy popularyzowanej i u nas w okresie sowietyzacji azjatycko-żydowsko-komunistycznej koncepcji kolektywu zderzają się tu z wyznawcami indywidualistycznej koncepcji grecko-łacińsko-chrześcijańskiej - i wzajemnie się nie rozumieją. Jest oczywiste, że obarczanie „Polaków” wina za mord w Jedwabnem są dokładnie tym samym, co obarczanie wegetarian winą za anty-semityzm Hitlera lub Żydów winą za śmierć Chrystusa. Czyli przeklęta, XX-wieczna zasada odpowiedzialności zbiorowej. Można tylko wyrażać zdziwienie, że wydają się jej hołdować również niektórzy inteligenci żydowscy - którzy powinni być świadomi nieszczęść, jakie ta zasada w XX wieku spowodowała.

    Ostatnim, rozpaczliwym, argumentem zwolenników przepraszania jest, iż wprawdzie „odpowiedzialność zbiorowa” nie powinna być stosowana, ale skoro jako Polak odczuwam satysfakcję ze zwycięstw reprezentacji Polski - to powinienem również przepraszać za Polaków. Analogia ta jest wadliwa.

    Odwrotnością odczuwania satysfakcji jest odczuwanie przykrości - a nie „przepraszanie”. Jeśli reprezentacja Polski wygrała z Walią, to mogę (nie muszę - jeśli np. wygrała niezasłużenie!) odczuwać satysfakcję - ale nie wiąże się z tym obowiązek ani gratulowania reprezentantom ani robienia czegokolwiek w stosunku do Walii!! Myślę, że wielu Polakom istotnie jest wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem - i dlatego dobrze, że o niej się wreszcie pisze - ale na tym się to kończy.

    Co najważniejsze: z Walią wygrała reprezentacja Polski - selekcjonowana, oficjalnie mianowana i dofinansowywana przeze mnie (choć wbrew mojej woli, ze ściągniętych pod przymusem podatków); gdyby z podwórkową drużyną w Cardiff wygrała przypadkowa 11-tka pracujących tam na czarno robotników budowlanych narodowości polskiej - moja satysfakcja byłaby żadna. Otóż mordercy z Jedwabnego przez nikogo nie byli wybierani do reprezentowania Polski - i są w takim samym stopniu reprezentatywni dla Polaków, jak p.Tymoteusz McVeigh, terrorysta z Oklahomy, jest reprezentatywny dla Amerykanów. Lub Leon Czołgosz, morderca prezydenta Wilhelma McKinleya, reprezentatywny dla Polaków, lub choćby dla amerykańskiej Polonii.

    Ktoś powie: co innego indywidualny akt terroru, a co innego gdy do kilkunastu morderców dołącza spontanicznie jeszcze ze dwudziestu Polaków, co o czymś świadczy. To prawda; jednak terroryści z IRA mordowali Anglików, często spotykali się ze spontaniczną pomocą Irlandczyków – a mimo to prezydent Irlandii za nich nie przeprasza, a przeciętny Irlandczyk nie czuje się za nich odpowiedzialny. Irlandzcy terroryści-nacjonaliści to taka sama sekta, jak polscy zoologiczni anty-semici – i tyle.

    Wreszcie sprawa ostatnia, ale też ważna. Przymus przepraszania bardzo szkodzi. Pamiętam, gdy jako dziecko potrąciłem w parku przechodnia. Krzyknąłem w biegu „Przepraszam”, było mi nieco przykro - ale raczej z powodu niezgrabności. Jednak ciotka kazała mi wrócić do niego i formalnie przeprosić. Zrobiłem to - ale miejsce uczucia lekkiego wstydu zajęło we mnie (na parę minut) uczucie nienawiści do człowieka, przed którym musiałem się upokorzyć.

    Jeśli niektóre środowiska chcą wywołać nienawiść Polaków do Żydów - to nieźle im się to udaje. Jeżdżąc (dużo!) po kraju w 2011 obserwowałem wyraźną zmianę w tym kierunku w porównaniu z sytuacją sprzed pięciu lat. Teraz jest jeszcze gorzej.

    I tym ludzkim akcentem kończę te suche rozważania.