Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64093 komentujących
26652 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 28-11-2018 22:30:00

    Niech żyją represje!

    Socjaliści bezczelnie wyzyskują pragnienie bezpieczeństwa: większość ludzi ceni sobie bezpieczeństwo. No to jazda: większością głosów narzucamy bezpieczeństwo wszystkim – czy ktoś tego chce, czy nie chce. Ludzie zapominają o jednym: najbezpieczniej jest w więzieniu.

    Istnieją dwa sposoby rządzenia państwem: 

    a) przez represje. Czasem: surowe represje. Pozwalamy ludziom działać – a tych, co nadużywają swobody – karzemy; często: surowo. Za to ludzie niełamiący prawa tych represji nie odczuwają.
    b) przez prewencję, czyli zapobieganie przestępstwom. Tworzy się kosztowne systemy zabezpieczeń. Efekt jest taki, że karani są wszyscy – i uczciwi, i przestępcy. Po trochu.

    I oczywiście socjaliści stosują ten drugi sposób. I jest miło. I bezpiecznie.

    Tylko nie ma rozwoju.

    Ostatnio rząd partii „Populizm i Socjalizm” zrobił kolejny kroczek w kierunku odbierania nam wolności. Formalnie nawet: nie nam, tylko naszym psom. Wydał przepis, że za psa biegającego bez smyczy będzie płacić się kary: 1000 zł, jeśli jest to jakaś chihuahua – a 5000 zł, jeśli jest to np. pitbullterrier.

     

    Wszystko w imię „bezpieczeństwa”. 
    Nieszczęsne właścicielki milusińskich piesków tylko cicho płaczą. Taki mały piesek to i więzieniu sobie pobiega. Gorzej z psami dużymi.

    Jak to powiedział laureat Nobla z ekonomii, śp. prof. Milton Friedman: „Ci, którzy poświęcają Wolność na ołtarzu Bezpieczeństwa – Wolność utracą... a bezpieczeństwa i tak nie uzyskają!”.

    Więc popatrzmy:

    W normalnym kraju panuje system represji. Co oznacza, że właściciel psa, który kogoś pogryzie, zostaje surowo ukarany. Wysokie odszkodowanie – a czasem i więzienie. I to jest właściwy kierunek. Wskutek tego właściciele takich psów wydają spore pieniądze i poświęcają masę czasu, by psa wytresować tak, by nikogo nie pogryzł.

    Jeśli teraz pies będzie musiał chodzić na smyczy nawet wtedy, gdy jest znakomicie wytresowany – to po co tracić czas i wydawać forsę na tresurę? Co za różnica...

    I ludzie zaczną na tresurze oszczędzać. I któregoś dnia taki pies, źle wytresowany, przypadkiem się wyrwie albo wyślizgnie – i nieszczęście gotowe. 
    Takie są ZAWSZE skutki prewencji...

     

    Super Ekspress, 27. XI. 2018 

  • 26-11-2018 19:20:00

    Konfrontacja pod mostem

    Proszę dobrze zrozumieć podłoże konfliktu w cieśninie Kercz. To nie jest trudne.

    Rosjanie zatrzymali okręty ukraińskie pragnące przepłynąć Cieśninę. Ponieważ w/g Rosjan Krym jest częścią Federacji Rosyjskiej (de facto jest), wody Cieśniny to wody terytorialne FR. Ponieważ Ukraina i wielka liczba państwa uważa, że Krym de iure należy do Ukrainy, to wody Cieśniny są międzynarodowe...

    Do tej pory Rosja patrzyła przez palce na przepływanie ukraińskich statków i okrętów - takie zresztą podpisała porozumienie z Kijowem. Sytuacja zmieniła się po oddaniu do użytku mostu Kubań-Krym. Jest to najdłuższy most w Europie – 19 km – i bardzo kosztowny. Jeśli buńczuczni politycy ukraińscy setki razy zapowiadali zniszczenie tego mostu (a nawet, podobno, rozważa to ukraiński Sztab Generalny: https://tiny.pl/thrkg) to Moskwa traktuje to poważnie; przecież dwa lata temu Ukraińcy wysadzili w powietrze podstację pozbawiając na tydzień prądu większość Półwyspu! Więc trudno się dziwić, że kontroluje wszystkie statki, a wojennych w ogóle nie dopuszcza w pobliże przęseł bez kontroli własnych okrętów. Teraz zablokowała Cieśninę - i kropka. Postanowiła czekać.

    Ukraina to wie. Jeśli zdecydowała się na zlekceważenie rosyjskich przepisów, to są możliwe tylko dwa wyjaśnienia:

    1. (pesymistyczne): Kijów wykonuje polecenia z Waszyngtonu, który opanowała frakcja dążąca do wojny z Rosją – nawet, gdyby była to wojna atomowa. Jest to prowokacja – ale Rosja traktuje to nominalnie jako próbę wysondowania jej powagi;

    1. (optymistyczne): za trzy miesiące z hakiem na Ukrainie wybory. JE Piotr Poroszenko cieszy się w/g sondaży poparciem 9% Ukraińców (głosy są bardzo rozrzucone: p.Julia Tymoszenko ma poparcie 20% - reszta po 10% i mniej). Więc albo:

                      2a) Prezydent liczy na to, że twarda postawa i zagrożenie ze strony Rosji spowodują przypływ poparcia (jak dla śp.Małgorzaty Thatcherowej po decyzji odbicia Falklandów;

                     2b) Wprowadzony stan wojenny nie zostanie w ogóle odwołany i wybory się po prostu nie odbędą. Może to trwać bardzo długo: stan wojenny w Kongresówce po powstaniu listopadowym (w 1833, na wieść o organizowaniu przez śp.płk.Józefa Zaliwskiego partyzantki po lasach) został ogłoszony na 25 lat – i jeszcze był przedłużany! I JE Piotr Poroszenko będzie cieszył się pełnią władzy.

    Nie jest przy tym wykluczone, że cała akcja została z'organizowana w porozumieniu z Kremlem. Rosjanie mogą woleć p.Poroszenkę od jakiegoś narwanego patrioty – a zwracam uwagę, że wyroby czekoladowe p.Poroszenki nadal są masowo sprzedawane w Moskwie i w innych miastach rosyjskich.

    Trzeba też pamiętać, że nawet, jeśli jest to „ustawka”, to wskutek nadgorliwości jakiegoś wojskowego może ona przekształcić się w wojnę światową...

  • 20-11-2018 13:44:00

    Afera KNF

    Jak to był kiedyś tłumaczył śp. Ronald Reagan, najlepszy prezydent USA w ostatnich stu latach, zasada socjalistów jest prosta: „Jeśli coś działa – opodatkuj, jeśli nadal działa – ureguluj; jeśli przestało działać – daj dotację!”. Dokładnie tak postąpił System Finansowy z bankami p. Leszka Czarneckiego. Najpierw nałożyli podatek, potem uregulowali kwestię odkładania sum rezerwowych – a w nocy z niedzieli na poniedziałek postawili dać tym bankom parę miliardów pomocy.

    O, tak całkiem łatwo to tej pomocy nie udzielili... Najpierw p. Czarnecki ujawniając nagraną rozmowę (co jest, nawiasem pisząc, przestępstwem...) wysadził był z siodła szefa Komisji Nadzoru Finansów, następnie Jego adwokat, p. mec. Roman Giertych z diabolicznym uśmieszkiem oświadczył, że być może istnieje nagranie rozmowy p. Czarneckiego z p. Adamem Glapińskim, szefem Narodowego Banku Polskiego – i proszę! Tej samej nocy bankowcy pogadali między sobą, i NBP udzielił pomocy. Jestem pewien, że w takim razie okaże się, że żadnego nagrania, ani żadnej rozmowy w ogóle nie było.

    Teraz powstaje pytanie, po co w ogóle istnieje KNF i w ogóle nadzór państwa nad bankami? Po to, by móc doprowadzić prywatny bank do ruiny, a potem przejąć go za złotówkę – to jasne. Ale po co jest to potrzebne klientom banku?

    Politycy tłumaczą, że klienci chcą być bezpieczni. Liczą na to, że w razie upadku banku Fundusz Gwarancyjny pokryje straty. Nie pytają jednak: skąd się biorą pieniądze na pokrycie tych strat?

    Ludzie pytają: „Dlaczego banki pożyczają nam pieniądze na 12%, a dają nam 1%?, podczas gdy normalnie różnica wynosi ok. 2%?” Ano właśnie dlatego: banki muszą trzymać fundusze rezerwowe, odkładać na BFG itp. itd.


    Jak to był powiedział śp. prof. Milton Friedman: „Kto poświęca Wolność na rzecz Bezpieczeństwa, ten traci Wolność... a bezpieczny i tak nie będzie!” Gdyby nie istniały KNF, BFG i inne Ważne Instytucje, to banki udzielałyby nam kredytów po 6%, a dawały nam 4%.

    Oczywiście, co jakiś czas jakiś bank by padał i ludzie traciliby 20% czy 30% - czasem nawet więcej – pieniędzy. Ale wystarczy trzymać pieniądze nie w jednym banku, lecz np. w pięciu – by ewentualną stratę ograniczy do mniej niż 10%...

     

    "Super Ekspress",  20.XI. 2018 

  • 12-11-2018 03:22:00

    ZASTANAWIAJĄCA TĘSKNOTA

    35 lat temu postawiłem tezę, że Czerwoni, gdy ludzie rozczaruja sie do PRLu, będą budowali Nowy Lepszy Socjalizm w oparciu o śp.Piłsudskiego - i, jak zwykle, nie pomyliłem się... Jest jednak możliwe, że była to "przepowiednia twórcza": ONI to przeczytali i skorzystali z podpowiedzi.

    Ten tekst, przemycony z więzienia w Białołęce, został odrzucony zarówno w prasie reżymowej, jak i wydawnictwach "soidarnościowych". Krążyły wtedy po salonach groźne pomruki, że "Korwin-Mikke napisal paszkwil na polską inteligencję". Walka z cenzurą to jedno - a cenzurowanie cudzych prac to oczywista oczywistość. "Officyna Liberałów" wydała go więc sama. Proszę to samemu ocenić. 

    Byłem wtedy jeszcze naiwny, nie znałem prawdy o Piłsudskim, nie wiedzialem nawet, że ówczesne państwa socjalistyczne, jak II Rzeczypospolita i III Rzesza były w praktyce bankrutami, nie zdawałem sobie sprawy, do jakiego stopnia "Centralny Okręg Przemyslowy" i "Gdynia" zniszczyły polską gospodarkę i uniemożliwiły obronę Polski przed III Rzeszą i Związkiem Sowieckim. Jednak i tak dużo wiedzialem. Sadzę, że więcej, niż 99% Polaków dziś... 

    Te broszurkę zaopatrzyłem teraz w przypisy (bo dzisiejszy Czytelnik ma prawo wielu rzeczy nie wiedzieć). OFFICYNA LIBERAŁÓW używała emblematu z hasłem "WOLNOŚĆ - RÓWNOŚĆ - SPRAWIEDLIWOŚĆ". Już po roku skonserwatywniałem do reszty, założyłem "OFICYNĘ KONSERWATYSTÓW I LIBERAŁÓW" i zmieniłem hasło na "WOLNOŚĆ - WŁASNOŚĆ - SPRAWIEDLIWOŚĆ"

     

    Janusz Korwin-Mikke

    ZASTANAWIAJĄCA TĘSKNOTA

    wyd II

    Warszawa 1983

     

    OFFICYNA LIBERAŁÓW

     

    (Przedmowa do wyd. II ze stycznia 1983):

    Tekst niniejszy został napisany "w kawałkach” - między listopadem 1981 - a styczniem 1982. Następnie wydaliśmy go podczas pobytu Szefa w Białołęce - i obecnie przepraszamy za to, że zbierając rzeczone kawałki do kupy pominęliśmy ważny fragment: p.13 paraleli sanacji z socjalizmem realnym. Była to zwykła omyłka - a nie cenzurowanie lub obawa przed zadrażnienia stosunków z wojskiem.

     

    Obecna wersja tekstu, którą otrzymaliśmy 27 grudnia, jest niemal dwukrotnie większa od pierwowzoru i niemal całkowicie przerobiona. Życzymy przyjemnej lektury - i prosimy o uwagi odnośnie nowej techniki druku. Może doczekamy szczęśliwie czasów, gdy stan wojenny zostanie n a p r a w d ę zawieszony!

     

     

    Redakcja

    41-08-77

    Warszawa

     

     

                                                      Zastanawiająca tęsknota

     

    Gdy społeczeństwo budzi się z długiego snu po "zimie ludów” - zaczyna gwałtownie poszukiwać w swojej przeszłości politycznych tradycji. Czasem idolem zostaje ludowy polityk, którego pamięć przechowywana jest w chłopskich lub robotniczych legendach - znacznie częściej procesem tworzenia się legendy kieruje inteligencja.

    Jest to warstwa powołana między innymi do strzeżenia intelektualnej skarbnicy narodu. Zadanie to spełnia bardzo dobrze. Inaczej nieco dzieje się, gdy z owej skarbnicy trzeba wybrać jeden lub kilka wzorców. Wówczas bierze ona wprawdzie pod uwagę interes narodu - ale podświadomie również swój własny. Nie należy bowiem zapominać, że inteligencja ma też swoje interesy partykularne.

    Po sierpniu 1980 takim pośpiesznie odnawianym bożyszczem był Józef Piłsudski. Renowacja tego pomnika była tym łatwiejsza, że - dzięki zwycięstwu nad Bolszewikami - resztki legendy żyły jeszcze społeczeństwie.

    W niniejszym tekście nie chcę umniejszać postaci Piłsudskiego: dość już opluskwiania wielkości! Był on dobrym dowódcą, zdolnym strategiem, zręcznym organizatorem i politykiem, psychologiem i taktykiem. Poza dwoma przypadkami nie poruszę w ogóle zagadnień Jego osobowości.

    Chcę natomiast przypomnieć i uwypuklić niektóre cechy sanacji - systemu stworzonego przez Piłsudskiego po 1926 roku. Nie jest tu ważny mój osobisty do nich stosunek: zwalczam je namiętnie, ale wcale nie jest wykluczone, że 60 lat temu bym je wysławiał! Obecnie trend ideologiczny zmierza ku liberalizmowi i prawicy - wówczas ludy dobrowolnie dążyły ku etatyzmowi i lewicy; trudno mieć pretensje do praktycznego polityka, że realizuje to, co jego naród (i większość ludzkości) uważa za słuszne!

    Chcę przypomnieć te cechy, by wskazać, jak bardzo rozbieżne są z dążeniem ku wolności, charakterystycznym dla naszej epoki. Sądzę, że nie tylko mnie powrót do modelu sanacyjnego nie zadowoliłby!

    * Obecnie trend sie odwrócił: zmierzamy ku etatyzmowi i Lewicy [JKM]

    Tymczasem zaś nurt post-piłsudczykowski dominował w społeczeństwie - zwolenników jego doktryny można było liczyć na pęczki w PZPR (a nawet w SD i ZSL, choć te dwie partie wyrosły na sprzeczne wobec sanacji) w "SOLIDARNOŚCI”-i zasię był niemal bezkonkurencyjny. Na podstawowe elementy piłsudczyzny powoływały się tak odmienne ugrupowanie jak KSN, KPN, i KSS "KOR”!

    * PZPR - Polska Zjednoczona Partia Robotnicza zwana potocznie, acz nieslusznie, "komunistyczną", powstala w 1948 z połączenia sowieckiego tworu, czyli PPR i PPS-Lewicy, czyli tych socjalistów, ktorzy pogodzili sie z reżymem. SD - Stronnictwo Demokratyczne popwstale z połączenia masońskich Klubów Demokratycznych i chadeckiego Stronnictwa Pracy.. ZSL -  Zjednoczone Stronnictwa Ludowe, czyli szczątki PSL-u. KSN - Kluby Służby Niepodległości  ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Kluby_S%C5%82u%C5%BCby_Niepodleg%C5%82o%C5%9Bci ) wtedy wydawało się, że odegrają ważna rolę; KPN - Konfederacja Polski Niepodleglej - założona przez p.Leszka Moczulskiego partia starająca się w PRL-u dzialać oficjalnie, KOR - Komitet Obrony Robotników, lewacka organizacja założona przez śp.Jacka Kuronia, p.Antoniego Macierewicza i Adama Michnika.

    Przed wojną głównym konkurentem sanacji była Narodowa Demokracja. Pominę tu wyraźne rozbicie tej formacji po 1925 roku, którego to odpryskiem są rozmaite grupki, z endeckiej ideologii przyjmujące głównie... anty-semityzm; dlaczego jednak nie odrodziła się klasyczna partia ludowo-narodowa? Ostatecznie do obecnej sytuacji geopolitycznej znacznie bardziej pasują recepty endeckie niż SDKPiL-owskie lub PPS-owskie!

    Dlaczego więc ta ideologia zwalczana była z taką zaciekłością? Dlaczego psy wieszano na Ryszarda Filipskiego "Zamachu Stanu”, filmie znacznie - moim zdaniem - lepszym niż "Człowiek z Żelaza”, będący (jak słusznie zauważył recenzent tygodnika "SOLIDARNOŚĆ”) typowym produktem soc-realizmu? Przecież awersja do Romana Dmowskiego części KOR-owców (mam na myśli część pochodzenia żydowskiego) nie wyjaśnia sprawy; przyczyny są o wiele głębsze. 

    * "Zamach stanu" - film zdolnego narodowego reżysera, p.Ryszarda Filipskiego o "zamachu majowym" z 1926 roku. Praktycznie nie dopuszczony do kin za PRL-u. 

    Ich analizę rozpocznę od historii, lecz przed tym uwaga definicyjna: przez "inteligencję” rozumieć będę nie wąską grupę intelektualistów, lecz całość grupy żyjącej z pracy umysłowej i mającej wpojone przekonanie, że jest to zajęcie szlachetniejsze, niż praca fizyczna lub groszoróbstwo. "Inteligencja” w tym szerokim sensie to mniej-więcej: intelektualiści + pół-inteligencja + ćwierć-inteligencja; przynależy to zarówno artysta, jak i nauczyciel (obojętne - prywatny, czy na posadzie państwowej) a także przysłowiowa panienka przybijająca mechanicznie stempel na poczcie - pod warunkiem, że woli ubogiego studenta niż tępawego playboya.

    Inteligencja nasza wytworzyła się z rodzimej szlachty oraz mieszczaństwa (na ogół niemieckiego bądź żydowskiego pochodzenia). Proces ten zakończył się w XIX wieku - i tu pora na przypomnienie sytuacji w Królestwie Polskim na przełomie wieków. Duszą ruchu niepodległościowego była wówczas inteligencja. Dlaczego?

    Sprężyną poruszającą większość ludzi przez większość czasu jest interes materialny. Poszczególne grupy i mniejszości potrafią walczyć o ideały - jednak zwyciężają tylko wówczas, gdy przekonają „decydującą większość”, że ich propozycje są dla niej korzystne.

    Otóż według sprawozdania barona Stefana von Ugrona (CK konsula) w samej guberni warszawskiej było parędziesiąt tysięcy urzędników-Rosjan. Jeśli nawet założyć, że wymienione przezeń 40.ooo jest oceną przesadną, to i tak oznacza to - po uzyskaniu niepodległości - wiele tysięcy wolnych etatów dla przymierającej nieraz głodem polskiej inteligencji. Wyjaśnia to przy okazji, dlaczego patriotyczne uniesienia skorelowane były z ciągotami socjalistycznymi, znacznie rzadszymi wśród ludzi dobrze sytuowanych.

    Proszę mnie dobrze zrozumieć, bo nie chcę zostać obszargany błotem (co zresztą i tak mnie nie ominie): nie zarzucam nikomu świadomego działania. Być może    n i k t      spośród inteligentów-patriotów o swojej korzyści nie myślał! Od czasu Zygmunta Freuda trzeba jednak brać pod uwagę podświadomość! Ona właśnie kieruje wieloma naszymi decyzjami i potrafi uwzględniać czynniki, do działania których nie chcielibyśmy się otwarcie przyznać, nawet sami przed sobą.

    Jeśli polski student, kupiec, przemysłowiec (a w znacznie mniejszym stopniu robotnik lub chłop albo ziemianin) bywał często anty-semitą, to nie dlatego że miał to zakodowane w genach; po prostu zwalczał zdolnego konkurenta! Konkurenta, przeciwko któremu łatwo można było zmobilizować poparcie społeczeństwa. Dokładnie takim samym konkurentem dla polskiego urzędnika był carski czynownik - bodaj jeszcze podatniejszy na ataki subtelnej propagandy.

    Dopiero po niewczasie, mógł się polski chłop przekonać, że polski starosta jest mu znacznie mniej przychylny niż carski naczelnik, nie powiązany z polskim dworem. Chociaż - może nie mam racji? Może lud był mimo wszystko mniej wrażliwy na inteligenckie podszepty? Oto raport bezstronnego świadka wkraczania do Królestwa armii „błogosławionej” Austrii, generała-porucznika Ignacego Kordy, dowódcy 7 dyw. kawalerii, z sierpnia 1914: „...ludność zupełnie biernie ustosunkowuje się do wydarzeń. Chłopi i Żydzi pozbawieni są poczucia narodowego, kierują się jedynie interesem materialnym i byli zadowoleni z dawnych stosunków” (cyt. za: "Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906-1914” str. 630). Wiadomo też - choć polscy historycy usilnie to ukrywają - że opuszczające Warszawę oddziały kozackie żegnane były autentycznymi łzami ludności - nie tylko kucharek; zatroskani byli ziemianie, chłopi, przemysłowcy, kupcy i robotnicy - radowała się inteligencja, przed którą otwierała się szansa wyzyskiwania własnego narodu. Wyzyskiwania w dokładnie taki sam sposób, w jaki biurokracje nowo-powstałych państw Afryki przemieniły dające ponoć olbrzymie zyski kolonizatorom kraje w zadłużone po uszy organizmy.

    Choć z całą stanowczością odrzucam zarzut świadomego wyzysku, zdaję sobie sprawę, iż teza ta obruszy na mnie lawinę. A przecież jest ona łatwa do sprawdzenia na wiele sposobów. Np.: dlaczego inteligencja kierowała walką o niepodległość w Kongresówce - a była lojalistyczna w Galicji, choć nędza tej cesarskiej prowincji była przysłowiowa? Ano dlatego, że galicyjska administracja była w rękach polskich!

    Po szczęśliwym osiągnięciu celu "Królewiacy i Górale” zawarli sojusz, którego celem była kolonizacja Wielkopolski i Śląska. Dzielnica pruska nie znała dyktatury biurokracji, a w walce z niemczyzną rozwinęła zdrowy, nie oparty na ślepej nienawiści, nacjonalizm. Niechęć Wielkopolan do systemu urzędniczego sobiepaństwa była tak wielka, że od samego początku próbowali postawić tamę zalewowi administracyjnemu (granica celna została zniesiona dopiero w sierpniu 1919), a nawet zamyślali o oderwaniu się od Polski i utworzeniu własnego państwa; powstrzymywała ich od tego jedynie obawa przed wchłonięciem przez Prusy. Odrębność ta nie zanikła szybko: po zamachu majowym pułki wielkopolskie rzuciły się na ratunek rządowi (co uniemożliwili socjalistyczni kolejarze rozkręcając tory); sanacja w tym rejonie nie zdołała nigdy uzyskać pełnego poparcia i wyniki wyborów w Wielkopolsce odbiegały zawsze od krajowych.

    Z czasem dopiero zabór pruski zgleichschaltowano (na Śląsku do niszczenia samorządności przyłożył się wojewoda sanacyjny, Michał Grażyński, działający metodami policyjnymi - m.in. w brutalny sposób zaatakował on najwybitniejszego polityka tej dzielnicy, Wojciecha Korfantego) - i dziś ethos Wielkopolski leży w gruzach. Nie zaszkodziły mu - a nawet wzmocniły - kampanie HKT-y i Kulturkampfu; zniszczyła go biurokracja polska. Walcząc z obcymi prądami obywatel może bowiem liczyć na moralne wsparcie rodaków - walcząc z dyktaturą urzędniczą naraża się na rozmaite zarzuty: anarchizmu, anty-narodowości- a zwłaszcza anty-państwowości. Aparat dokłada wszelkich wysiłków, by w oczach wszystkich j e g o interes utożsamiany był z interesem państwa (pisanego z dużej litery, zazwyczaj).

    * HKT czyli HaKaTa - założona w 1894 przez śp.Hansemanna, Kennemanna, i Tiedemanna organizacja chcąca (bez sukcesów ) wyrugować Polaków z ziemi na Wielkopolsce( https://www.bryk.pl/slowniki/slownik-wyrazow-obcych/243532-hakata-od-pierwszych-liter-nazwisk-zalozycieli-hansemann-kennemann-tiedemann-hkt); "Kulturkampf"  - za czasów Ottona von Bismaecta polityka walki z katolicyzmem, co odbijało się szczególnie na ziemiach polskich.

    Dobrze jest, gdy urzędnik wie, iż jego interes leży w utrzymywaniu państwa. Gorzej, jeśli urzędnik jest przekonany, że interes państwa leży w utrzymywaniu jego urzędu. Katastrofa staje się nieunikniona, gdy ten ostatni pogląd uda się biurokratom zaszczepić politykom i całemu społeczeństwu - a zwłaszcza gdy politycy sami mają za sobą urzędniczą karierę.

    Niepodległość w 1918 roku nie rozwiązała całkowicie problemu inteligenta. Bojownicy o wolność narodu zajęli wprawdzie rządowe posady zgodnie ze swoimi usługami (ale nie z kwalifikacjami, gdyż umiejętność rzucania granatami, konspirowania się i przemawiania na wiecach jest anty-kwalifikacją dla ministra) - było ich jednak za mało, a poza tym rozmaici nieokrzesani i nieoświeceni chłopi, jak np. Wincenty Witos, uparcie patrzyli im na ręce i domagali się władzy. Rozwiązaniem był paternalizm, zaś środkiem - socjalizm.

    Do tego zaś znakomicie nadawał się Józef Piłsudski. Był to stary działacz socjalistyczny - czego zupełnie nie ukrywał i podjąć nie mogę, jak człowiek chcący się nazywać „opozycją anty-socjalistyczną” może zaproponować nazywanie Jego imieniem w gdańskiej stoczni lub innego obiektu!

    Powtarzam wielka to postać i powinna mieć setkę pomników. Jednak stawiający je muszą powiedzieć prawdę: krzewimy tradycję socjalistyczną - a nie odwrotnie!

    Do uzyskania niepodległości Piłsudski był wybitnym bojownikiem socjalistycznym. Wielu polityków twierdzi dziś: „Tak, ale sam przecież powiedział, że wysiada z socjalizmu na przystanku »Niepodległość«”. Cóż za naiwność! Jedno zdanie na przekreślić całą linię życia, całe ideologiczne życie człowieka; zmienić jego obyczaje, otoczenie i nawyki!

    Gdybyż choć po zdobyciu władzy Piłsudski nie tylko słowem, lecz i czynem zaprzeczył swojej przyszłości! Ależ skąd! Zaczął od mianowania gabinetu Jędrzeja Moraczewskiego, który „... głosił co prawda hasła socjalistyczne, ale w praktyce nie zawsze je realizował” (Zbigniew Landau, w: „Dzieje Gospodarcze Polski od 1939” s.467). Może i "nie zawsze”, ale: „Było to ustawodawstwo czyniące z Polski najbardziej postępowy kraj na całym świecie” (por. Andrzej Albert, "Najnowsza historia Polski 1918-1939” wydawca "KRĄG” Warszawa 82 s.69/70). Mało? A kto poparł Go w maju 1926? Socjaliści i komuniści, nieprawda-ż?

    Zgoda, Piłsudski nie lubił Bolszewików - ale poszczególne odłamy Czerwonych nigdy się nie lubiły, tłukąc się między sobą tym chętniej im bliższy rodowód i duchowe powinowactwo. Chińczycy znacznie ostrzej traktują Sowietów niż Amerykanów... Zgoda też, że socjalizm Piłsudskiego nie wynikał z marksistowskiego doktrynerstwa; był on formą zaprowadzenia elastycznych, paternalistycznych rządów, formą najprzydatniejszą do oszukania mas ludowych. Nie należy zapominać, że ojciec Piłsudskiego był wielkim obszarnikiem zarządzającym swym Zułowem toczka w toczkę tak, jak p.Edward Gierek Polską Ludową, tj.: olbrzymie i marnowane inwestycje, pożyczki, marnotrawstwo i rozrzutność (por. np.; Andrzeja Garlickiego "U źródeł obozu belwederskiego”, PWN '79, s.13).

    Tak więc robotnicy poparli w 1926 roku Piłsudskiego, gdyż wierzyli w socjalizm. Wielu mądrych ludzi dało się na tę bajeczkę złapać - więc trudno im się dziwić. Żydzi poparli gdyż obawiali się endeków - i słusznie. Ale urzędnicy poparli, gdyż obiecał wprowadzić rządy dyrektywne. Sanacja była dokładnym odwróceniem p r o j e k t u (bo nie realizacji!) obecnej reformy gospodarczej: odbierano przedsiębiorstwom samodzielność i przekazywano pod kontrolę państwową. Nawet Jędrzejowi Morawieckiemu otwarły się wreszcie oczy i w 1938 roku publicznie stwierdził, że Polska jest na najlepszej drodze do sowietyzacji!

    Oczywiście, było to dopiero początek drogi. System dyrygowania przemysłem wprowadzony przez hitleryzm i stalinizm ( „plan doprowadzony do każdego stanowiska pracy”) miał się dopiero rozwinąć. Jednak decydujący krok został już uczyniony wówczas. Pierwsze ssaki też były drobne i niepozorne - nie idzie jednak o rozmiar, lecz o zasadę zjawiska.

    Nie pojmuję przeto, jak można twierdzić, że jest się dziedzicem duchowym Piłsudskiego - i jednocześnie krytykować władze PRL za poczynania, które do polskiej praktyki politycznej wprowadził Józef Piłsudski i jego ludzie. Można był zwolennikiem dowolnej doktryny - nie można jednak oszukiwać innych i korumpować słów!

    Ponieważ teza o Piłsudskim jako prekursorze gierkowszczyzny szokuje (tylko dlatego, że Polacy zostali odcięci od prawdziwej anty-socjalistycznej publicystyki przez cenzurę - nie tylko państwową; KOR-owska prasa też nie przepuszczała anty-socjalistycznych wypowiedzi) - ilustruję ją kilkunastoma przykładami, dobitnie ukazującymi analogie. Jakież więc zarzuty są (słusznie!) kierowane pod adresem władz PRL?

    1. Brak rzeczywistej demokracji i wolnych wyborów. A kto pierwszy w tym kraju wprowadził oszustwa wyborcze (również w postaci "dosypywania do urn” pożądanych głosów. Kto tyranizował wyborców? Kto wprowadził wybory z list i mianowanie senatorów?

    2. Cenzurowanie wolnej myśli. Pardon: kto wprowadził cenzurę? Czy w 1936 roku w Belwederze urzędował Feliks Dzierżyński?

    3. Prześladowanie przeciwników politycznych. Istotnie - komuchy nie wysyłają opozycji do Berezy Kartuskiej głównie dlatego, że znajduje się ona już Sowietach. Tej nazwy nie wymyśliła jednak bezbożna propaganda komunistyczna.

    4. Pobicie działaczy opozycji przez niezidentyfikowanych sprawców”. Spotkało to w PRL-u wiele osób m.in. Stefana Kisielewskiego i Jacka Kuronia. Oficerowie legionowi bili jednak mocniej niż studenci AWF: Adolf Nowaczyński np. stracił oko - i nie tylko bili: do dziś nie wiemy, gdzie zginął porwany przez nich gen.Zagórski, którego nieszczęściem było, iż wiedział o kontaktach Piłsudskiego z austro-węgierskim wywiadem.

    5. Uprawnienie propagandy sukcesu. Czyżby Melchior Wańkowicz nie pisywał peanów na zamówienie sanacji - do czego się przecież przyznał? Pamiętać też należy znakomite hasła: „Silni – Zwarci – Gotowi!” oraz „Nie damy ani guzika”. A co z hasłem: „Cukier krzepi!” - o którego obłudzie za chwilkę?

    6. Rabunkowy eksport surowców, zwłaszcza węgla. Jeszcze paręnaście lat temu w szkołach uczono, że był to jeden z najpoważniejszych błędów gospodarczych - właśnie sanacji, która specjalnie np. zaniżała taryfę kolejową dla węgla, by wydawało się, że jego wywóz się opłaca...

    7. Dumping (tj. sprzedawanie polskich towarów za granicę poniżej ich wartości, byle zdobyć trochę dewiz). Wobec niewymienialności złotówki trudno porównać rozmiary szaleństwa sanacji i gierkowszczyzny (obciąża to również gen. Jaruzelskiego i nieboszczyka Gomułkę) - ale może taki przykład: cukier przed wojną kosztował w Polsce 1,00-1,40 zł, zaś do Anglii sprzedawano go po... 17 groszy!!! W efekcie dzieci biedoty nie widywały cukru w ogóle!

    8. Gigantyzacja i monopolizacja przemysłu. Czyżby przed wojną sanacja wprowadziła - jak w USA - ustawodawstwo anty-monopolowe? Skąd, państwo popierało kartele!

    9 - Forsowne uprzemysłowienie na koszt rolnictwa. A kto wymyślił COP? Kto subsydiował ciężki przemysł, obciążając podatkami rolnictwo? W jakiej nędzy żyli chłopi - i jak często bankrutowali ziemianie? Urzędnik państwowy zasię miewał się owszem - nieźle. Co prawda lepiej pracował.

    10. Uprzywilejowanie warstwy urzędniczej. Ależ proszę sobie poczytać w przedwojennym "Słowie” publicystykę Stanisława Cata-Mackiewicza (a choćby i wydany w PRL wybór pod tytułem „Kto mnie wołał, czego chciał?” PAX 1972)! Np. o tym, jak to urzędnicy rozbijają się pociągami za pół ceny, podczas gdy wytwarzający produkt robotnik, przemysłowiec lub rzemieślnik płacić musi pełną taryfę

    11. Sobiepaństwo dygnitarzy. Cytuję tegoż Mackiewicza "Bo oto jest wiadomo powszechnie, że w lasach państwowych, na równi z płacącymi, poluje także szereg osób zupełnie gratis i nie tylko poluje, ale w czasie polowania je, pije i »zakąsuje« na konto tegoż funduszu łowieckiego. Jakiż to szereg osób? Otóż tego właśnie w żaden sposób uchwycić się nie da (...) starałem się nawet dowiedzieć od osób kompetentnych, na jakiej oparte jest ustawie, pragmatyce, regulaminie, rozporządzaniu, że dygnitarz X poluje tyle, ile jego myśliwska dusza zapragnie, a równy mu rangą dygnitarz Y ani jednego koziołka! Nic nie można się dowiedzieć. Wszystko jest mgławicowe, nastrojowe, wyczuciowe”. To nie "Kultura” z okresu Odnowy o p.Piotrze Jaroszewiczu w Arłamowie - to wileńskie "Słowo” z 1936 roku.

    12 - Brak poszanowania prywatnej własności inicjatywy. Tu komuchy zgrzeszyły najbardziej - ale żywot kamienicznika za sanacji był bardzo ciężki, zaś ustawa reglamentująca rzemiosło pochodzi jeszcze z 1924 roku.

    13 - Lekceważenie fachowości i popierania serwilizmu. Cytuję: "Starszyzna, która zajęła wszystkie decydujące stanowiska - miała w większości poziomom daleki od wymaganego w stosunku do zajmowanych stanowisk (...) Brakujące studia i kwalifikacje zastąpiono własną doktryną, opartą na legendzie. Jako współpracowników dobierano ludzi swoich, lub sobie podobnych. Zamiast rezultatów pracy fachowej - zasługi dla reżimu stały się miernikiem wartości; zamiast wiedzy i zdolności adorowanie reżimu było miarą przydatności. Otworzyła się droga dla ludzi bez charakteru, giętkich, których celem stała się posada”. Tak - to jest wydawnictwo emigracyjne. Nie o czasach stalinowskich to jednak mowa: to uwagi pułkownika Ludwika Schweitzera, dowódcy 26. pułku Ułanów Wielkopolskich, o legionistach („Wojna bez legendy”, Allen Lithographic Co., Kirkcaldy, 1943). Mogę dodać: i tak będzie zawsze, gdy o dochodach decydować będzie nie wolna konkurencja, lecz poparcie kumpla z I Brygady, AL, AK czy KSS „KOR”.

    14 - Rozkwit łapówkarstwa i krycie go przez prominentów. A sanatorzy byli święci? Czy po wojnie znamy np. „sprawę Parylewiczowej”, która za łapówki mianowała sędziów, a zatrzymywana oświadczyła: „Robiłam to, co robili inni”. Być może zawód sędziego w PRL jest tak nisko płatny, że nie ma chętnych na łapówkodawców... Warto jednak przy okazji zanotować, że przedwojenna cenzura zdejmowała bez pardonu wzmianki o sprawie Parylewiczowej.

    15 - Upaństwowienie kultury i nauki. Tu pułkownicy legionowi są bez winy. Same środowiska inteligenckie naciskały na utworzenie PAU i PAL, zabawnych instytucji, poprzez które intelektualiści pobierają apanaże od państwa. A skoro biorą - to się od odeń uzależniają... Tak przy okazji więc: na I KZD „Solidarność”-i w Gdańsku ZLP podpisał z nią "Umowę” przewidującą - a jakże - stypendia twórcze dla pisarzy, ich wizyty w zakładach pracy... jednym słowem to samo, co w swoim czasie podpisał z CRZZ. Panowie literaci nie chcieli otrząsnąć się z zależności; chcieli zmienić Mecenasa na innego, bo dotychczasowy zbankrutował. Piszę o tym bez skrępowania, gdyż to samo głośno mówiłem w kuluarach "Olivii”

    16 - Dwulicowość osobista. Dobrze - pomówmy więc o samym Piłsudskim. Jako działacz państwowy głosił potrzebę ładu i porządku - ale pieniądze na działalność polityczną czerpał z bandyckich napadów (na przykład na pociąg pocztowy pod Bezdanami) czym - co gorsza - się chlubił. Później rabował już w białych rękawiczkach (sprawa Czechowicza). Nie na własne cele, jak gierkowszczycy - lecz na partyjne, jak stalinowcy. Z wywiadem austriackim współpracował z własnej inicjatywy (nie ma w tym nic złego - ostatecznie to on ich przechytrzył) - a jednocześnie pienił się na samą myśl, że ktoś mógłby się „wdać w brudne machlojki z agenturami”.

    Może już dość. Twierdzę, że ci, co krytykują za to PZPR, nie mają prawa powoływać się na BBWR, gdyż sama   z a s a d a     systemu rządów była identyczna (tyle, że komuniści mieli mniej skrupułów). Różnice ideologii są bez znaczenia; czy ktoś naprawdę wierzy, że PZPR zmierza do komunizmu?

    Biurokracji całkowicie obojętna jest ideologia, jako zestaw celów. Interesują ją jedynie środki, tzn. kwestia: czy i ile urzędnik może nakazać obywatelowi? Gotowa jest służyć każdemu, kto zarezerwuje dla niej odpowiednią liczbę środków. Manewr zastosowany przez nią w latach 1980/82 można określić krótko słowami Józefa Tomasi, księcia Lampeduzy: „Coś się musi zmienić, by wszystko zostało tak, jak było…” Można stać w pierwszym szeregu walki o socjalizm - można być czołową siłą anty-socjalistyczną. Byle stołki były - i byle rządziły.

    Oczywiście to samo czynią w stanie wojennym. Umacniają nawet swą pozycję. Wykorzystują wszelkie sprężyny. Sprzyja im nawyk oficerów do rozdzielnictwa towarów - zamiast do kupna i sprzedaży. Na rozdzielnictwie zaś zyskuje jedna osoba: rozdzielający! Do tegoż celu wykorzystuje się też przesądy ludności rozdmuchując niechęć do „spekulantów” i wolnego rynku na wszelkie zaś sposoby rozbudzając potrzebę bezpieczeństwa. Pod opieką Urzędu.

    Przykład. W "Życiu Warszawy” red. Chądzyński pisze, że wolne ceny przemysłowe byłyby „kontynuacją woluntaryzmu epoki gierkowskiej” - tyle, że na szczeblu przedsiębiorstwa; administracja powinna zatem owe ceny w interesie konsumenta regulować. To, że ceny regulowałby sam rynek, redaktor Chądzyński zmyślnie przemilcza. A w imię czego dokonana została ta przeraźliwa volta umysłowa: po to, by zachować etaty kontrolerów, inspektorów i innych darmozjadów i pasożytów (subiektywnie zresztą nieraz jak najuczciwszych - a stworzonych przez system jeszcze sanacyjny!). Taką samą (choć mniej liczebną) sforę utrzymywał Ludwik XIV i jego następcy, z Jakobinami i Napoleonem włącznie.

    Stanowiska urzędnicze obsadzane są zawsze niemal przez inteligencję - w szerokim pojęciu. Nieraz nawet wysokiej klasy intelektualiści godzą się na odgrywanie żałosnej roli urzędnika. (Ostatnio takie żałosne i pouczające zarazem widowisko robi z siebie p.Jerzy Urban). W gruncie rzeczy bowiem inteligenta pociąga władza - i z racji wykształcenia czuje się on do niej uprawniony. To on lepiej od chłopa wie, co potrzeba chłopskiemu dziecku i gdy dorwie się do ministerstwa - na przykład zdrowia - to już zdoła to na chłopie wymusić!

    Różnica między mieszczaninem, a inteligentem (zwłaszcza - ale nie tylko – polskim) jest zasadnicza: pierwszy chce żyć, zarabiać - i pozwala żyć innym, jak chcą. Inteligent jest nawiedzony i przepełniony Misją. Na pieniądzach mu nie zależy. Wcale nie chce np. mieć pensji wyższej o tyle, by kupić sobie lub za pieniądze wypożyczyć książkę! Nie! On chce mieć darmowe biblioteki dla wszystkich!

    Liczy się arystokratyczna duma z przywileju; wręczenie w formie nagrody sumy równej różnicy między oficjalną a czarno-rynkową ceną samochodu byłaby nietaktem; natomiast wręczenie talonu na samochód - jest OK. Z kolei odsprzedanie tego samochodu też nie jest w porządku - jeździ więc nim, choć go na to nie stać i nie zdaje sobie sprawy, że jest to dla społeczeństwa znacznie większym obciążeniem, niż gdyby ową różnicę cen wręczyło mu ono w gotówce!

    Za owo „anty-mieszczańskie” nastawienie inteligencji płacimy wszyscy. Jest bowiem rzeczą naturalną, zrozumiałą i słuszną, że ludzie pogardzający pieniędzmi - pieniędzy nie mają! Oni zaś nami rządzą - i mają wiele narzędzi kształtowania naszej świadomości.

    Bohaterem dla tej warstwy nigdy nie jest mrówka - lecz konik polny. Nie porywa jej Bolesław Prus - lecz Adam Mickiewicz i Witkacy. Społeczeństwo zaś obowiązane jest utrzymywać pasikoniki, nawet - a może zwłaszcza - w okresie kryzysu. Już tworzone są programy "Ratowania Kultury Polskiej” - co polegać ma na udzielaniu subwencji i stypendiów dla nieudolnych malarzy, nie umiejących pisać literatów i bezlitośnie knocących teatrów (o dobre nie ma się co martwić - bez niczyjej pomocy nabiją sobie kabzy złotówkami!) Na rzeźbę profesora K. kręcą nosem - ale gdy społeczeństwu bodaj Kołobrzegu nie spodobała się rzeźba p.Kantora czy p.Hasiora, to zostało zgodnie i chóralnie zwymyślane od tłumu zacofańców. Chamy mają płacić za Wizję Twórczą Artysty – i nie pytać.

    Inteligent kocha Lud – ale abstrakcyjny. Kocha – i chce go ukształtować. Odrzuca jednak, gdy lud nie chce być posłuszny. W takim przypadku inteligent, jako Arystokrata Ducha, wchodzi w przymierze z innymi Arystokratami. Proszę poczytać tak lewicowego pisarza, jak Stefan Żeromski...

    Jego antybolszewizm był znany - i z tego powodu niektóre jego utwory ukazywały się poza cenzurą. Już w rok jednak po rewolucji 1917 pisze od niej oględniej. Z aprobatą np. stwierdza w 1919 roku "Organizacya inteligencyi zawodowej”, że inteligencja ta, wzgardzona na początku rewolucji bolszewickiej „w celu przypodobania się ciemnemu motłochowi” - wraca na swoją pozycję i zaczyna tym motłochem kierować. Dzierżyński i Jeżow budzą w nim obrzydzenie jak gdyby mniejsze, niż pijany chłop, co rżnie pana tępą piłą.

    Chłopów indywidualnych zwalcza Żeromski pryncypialnie, propagując ni mniej ni więcej, tylko... PGR-y; „Na pozostałych we władaniu Rządu Polskiego 2/3 ziemi dawnej wielko-folwarcznej, uprawnej bądź nadającej się do uprawy, osadzona być powinna połowa proletaryatu rolnego Polski, parobków i wydziedziczeńców, a więc około milion z górą ludzi. Robotnicy ci pracowaliby na jednostkach wielkofolwarkowych, w dobrach silnie już zagospodarowanych, w których zbiory są lepsze i wydajniejsze niż w gospodarsko-chłopskich - pod kierunkiem delegowanych agronomów rządowych, techników rolnych i zarządców, świadomych rzeczy rolniczej”. Można powiedzieć, że trafił w sedno: dziś w PGR-ach pracuje ok. 900.tys ludzi. Za Hilarego Minca Żeromski byłby ministrem rolnictwa i już po kilku miesiącach posłałby wojsko dla przymuszenia krnąbrnych włościan do uspółdzielczenia wsi. Gdzie są teraz - pytam – ci, co twierdzą, że politykę rolną narzucił nam Kreml?!

    Autor "Dziejów Grzechu” upewnia czytelników w tym samym szkicu („Początek świata pracy”), że „Wdrożenie (Nb. zawsze myślałem, że słowo to jest wymysłem socjalistycznej już biurokracji!) takiego systemu gospodarstwa kolektywnego nie byłoby wcale objawem socyalizmu państwowego”! Brawo! Może jednak Żeromski pracowałby jako minister propagandy - nowomową operuje znakomicie i kłamie jak z nut! A nieco przedtem "Parobek na folwarku dostawałby rocznie nie 18 rs. jak w tych czasach, lecz co najmniej kilkadziesiąt (!?!?!?) razy więcej”. Jeśli to nie jest ekonomiczny woluntaryzm w najczystszej postaci, to gotów jestem zjeść własną brodę. W każdym zaś razie Nikitę Siergiejewicza Chruszczowa uważam za genialnego speca od rolnictwa, w porównaniu ze Stefanem Żeromskim! A przecież Żeromski był przez wielu uważany za wybitny autorytet!

    Tak nawiasem jeszcze: pisarze polscy zwyczaj byli lewicowcami - a jako tacy wrogami wielkiej własności, zwłaszcza ziemskiej. Dziwne jednak: czytałem wiele powieści opisujących potomków zdegenerowanych rodzin, przepijających lub przegrywających w karty swój majątek; nie mogę sobie jednak przypomnieć, by jakikolwiek autor cieszył się, że oto majątek zostanie rozsprzedany między chłopów. Za każdym razem opisowi towarzyszy potępienie pisarza; ten upadek jest czymś złym, niekorzystnym...

    Dlaczego? Dlatego, że właściciel majątku ma czas na czytanie - i pieniądze na kupno książek. Natomiast nabywca-chłop będzie orał i nie znajdzie czasu na chwalenie i opłacanie wzlotów niezależnego Ducha.

    Podobnie i dziś artyści narzekają, że związki zawodowe nie kupują całych spektakli teatralnych, obrazów balistycznych - i trzeba sterczeć pod Barbakanem sprzedając swe płótna i podlizując się mieszczuchom. Gdy polskiemu pisarzowi pomachać przed nosem informacją, że pisarze na Zachodzie normalnie   p r a c u j ą      (a piszą w ramach fajrantu) to wydaje on z siebie okrzyk zgrozy.

    Tak więc wszystkie warstwy inteligencji – od Tytanów Ducha i Koryfeuszy Nauki (co w 1979 roku odmówili dyskusji nad sprawą cenzury), po referenta w Urzędzie Dzielnicowym - przeżarte są serwilizmem. Mogą psioczyć na ustrój, ale nie są gotowe zrezygnować ze swojej w nim uprzywilejowanej pozycji. Referent ów może zresztą przymierać głodem - ale świadomość, że jednym pociągnięciem pióra może nieruchomość wartą 15 milionów zamienić na wartą pół miliona (przez drobną zmianę w kwalifikacji podatkowej), czyni jego życie pięknym. Niekiedy zresztą posesjonat nie tylko musi giąć kark i przynieść kwiatki - ale i w rękę wsunąć bardziej konkretny dowód pamięci…

    Panowie ci nie zdają sobie jednak sprawy, że w skali całego świata system kurateli państwa nad obywatelem poniósł straszliwą, duchową i gospodarczą klęskę... Najbardziej nią dotknięta Polska będzie musiała odejść od niego jak najszybciej - i możliwie daleko. Nie na powrotu do sytuacji sprzed Grudnia, Sierpnia i Września (1939). Musimy wybudować nowy pozbawiony biurokracji model. Moim zdaniem sytuacja kraju usprawiedliwia użycie siły dla złamania zdeterminowanego oporu biurokracji.

    ===

    Gdy pisałem te słowa w styczniu 1982 - byłem pesymistą: nie wierzyłem, że generał Jaruzelski pozbawiony poparcia społeczeństwa, zdoła ten opór przełamać (i czy w ogóle będzie   c h c i a ł    go przełamywać). Dziś wiem, że miałem rację. Kręgosłup reformy został złamany - a biurokracja zdołała przekonać wojskowych, że jest być może nieudolna - ale wierna i niezbędna. To nie był ten zamach stanu, który cztery lata temu wręcz zalecaliśmy, jako najoszczędniejszą drogę obalenia gierkowszczyzny…

    Być może obecna sytuacja zmusi inteligencję do przewartościowań - i przemyślenia własnej sytuacji na nowo. Inteligencję stać bowiem, mimo wszystko, na działania bezinteresowne. Natomiast jeśli się nie opamięta i nie zrezygnuje z kastowych przywilejów; jeśli nie pozwoli społeczeństwu rządzić się samemu - to obecne anty-inteligenckie nastroje doprowadzą do wybuchu. Przykład Iranu jest dostatecznie wymowny - ale Iran dysponujący szybem w Karlinie będzie krajem bardziej jeszcze pożałowania godnym.

    * Po wykryciu ropy w Karlinie część obywateli PRL uznala, że od tej pory nie trzeba będzie pracowa; ropa nas utrzyma...

                                                                                                                    ↈ

     

     

                                               BBWR                     OZON

                                               ---------         =          ---------

                                               PZPR                       PRON

    Ta proporcja miała ilustrować podobieństwo II RP i PRL. BBWR - "Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem" wyborczy blok sanacyjny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bezpartyjny_Blok_Wsp%C3%B3%C5%82pracy_z_Rz%C4%85dem); OZON - Obóz Zjednoczenia Narodowego założony w 1937 roku przez konserwatywnych i nacjonalizujących sanatorów ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_Zjednoczenia_Narodowego ); PRON - Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego powstała w 1982 roku organizacja mająca gromadzić prawicowych i narodowych dzialaczy chcących popierac juntę, czyli WRONę. Natychmiast obrosła nadgorliwcami i przydupasami wladzy, w wyniku czego już po miesiącu stracila sens i w 1983 przeksztalcila się w FJN-bis. Liczyła naprawdę więcej "członków" niż liczba obywateli PRL (https://pl.wikipedia.org/wiki/Patriotyczny_Ruch_Odrodzenia_Narodowego )!!

     

    )

  • 10-11-2018 14:56:00

    12 listopada odlatujemy na księżyc!

    W normalnych czasach człowiek kończył dzień pracy, przychodził płatniczy, obmierzał, co zostało zrobione – i wypłacał dniówkę. Wyjątkiem byli (nieliczni wtedy!) nadzorcy i biuraliści, którzy dostawali dniówkę bez obmierzania.

    Dzisiaj kasta nadzorców i biuralistów jest bardzo liczna – bo nie dotyczy to tylko pracowników państwowych. Również prywatne firmy mają biura – a w nich masę urzędników. Tych ludzi – biorących PENSJE, a nie: biorących pieniądze za konkretną wykonaną pracę – jest dziś chyba więcej niż normalnych pracowników. W wyniku tego branie pensji raz na miesiąc stało się dziś czymś normalnym – również pracujący na akord odbierają zarobki raz na miesiąc albo na tydzień.

    Efekt jest taki, że w pojęciu przeciętnego człowieka została całkowicie zerwana więź między pracą a płacą. Większości ludzi wydaje się, że ich pracodawca ma pieniądze z księżyca – i ma im płacić pensje niezależnie od tego, co oni robią!! Na przykład nauczyciele, nie idioci przecież, mogą chcieć ustanowienia Dnia Nauczyciela, wolnego dla nich od pracy – i nie przychodzi im nawet do głowy, że AUTOMATYCZNIE ich pensja w tym miesiącu powinna być mniejsza o 1/22!

    PT Senatorzy i Posłowie są już od życia oderwani totalnie, bo zamiast mieszkać w domach i pracować, przebywają w Wieży z Kości Słoniowej na ul. Wiejskiej w Warszawie. I właśnie uchwalili, że 12 listopada ma być dniem wolnym od pracy.

    P. Lech Wałęsa powiedział był 40 lat temu, gdy ludzie domagali się wolnych sobót: „Gdy przywrócimy kapitalizm, będziecie chcieli mieć nie tylko pracujące soboty, ale i niedziele!”. Niestety: zamiast kapitalizmu budujemy coraz głupszy socjalizm – i ludzie wcale nie chcą pracować. Uważają, że „czy się stoi, czy się leży, ale pensja się należy”. Również za 12 XI. A skąd przedsiębiorca ma wziąć na podwyżkę pensji w listopadzie o 5%?

    A może ma zaplanowaną co do minuty produkcję – i umowę, że zapłaci 10 mln kary, jeśli nie odda towaru 12 o 15.30? Kto za to zapłaci, jeśli robotnicy zrobią sobie „murarski poniedziałek”?! Zgodnie z nowym prawem...

    Mam nadzieję, że jeśli Pan Prezydent podpisze tę populistyczną ustawę, to posłowie partii WOLNOŚĆ i inni trzeźwi na umyśle wniosą do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie jej wprowadzenia za sprzeczne z konstytucją!

    W normalnych czasach człowiek kończył dzień pracy, przychodził płatniczy, obmierzał, co zostało zrobione – i wypłacał dniówkę. Wyjątkiem byli (nieliczni wtedy!) nadzorcy i biuraliści, którzy dostawali dniówkę bez obmierzania.

    Dzisiaj kasta nadzorców i biuralistów jest bardzo liczna – bo nie dotyczy to tylko pracowników państwowych. Również prywatne firmy mają biura – a w nich masę urzędników. Tych ludzi – biorących PENSJE, a nie: biorących pieniądze za konkretną wykonaną pracę – jest dziś chyba więcej niż normalnych pracowników. W wyniku tego branie pensji raz na miesiąc stało się dziś czymś normalnym – również pracujący na akord odbierają zarobki raz na miesiąc albo na tydzień.

    Efekt jest taki, że w pojęciu przeciętnego człowieka została całkowicie zerwana więź między pracą a płacą. Większości ludzi wydaje się, że ich pracodawca ma pieniądze z księżyca – i ma im płacić pensje niezależnie od tego, co oni robią!! Na przykład nauczyciele, nie idioci przecież, mogą chcieć ustanowienia Dnia Nauczyciela, wolnego dla nich od pracy – i nie przychodzi im nawet do głowy, że AUTOMATYCZNIE ich pensja w tym miesiącu powinna być mniejsza o 1/22!

    PT Senatorzy i Posłowie są już od życia oderwani totalnie, bo zamiast mieszkać w domach i pracować, przebywają w Wieży z Kości Słoniowej na ul. Wiejskiej w Warszawie. I właśnie uchwalili, że 12 listopada ma być dniem wolnym od pracy.

    P. Lech Wałęsa powiedział był 40 lat temu, gdy ludzie domagali się wolnych sobót: „Gdy przywrócimy kapitalizm, będziecie chcieli mieć nie tylko pracujące soboty, ale i niedziele!”. Niestety: zamiast kapitalizmu budujemy coraz głupszy socjalizm – i ludzie wcale nie chcą pracować. Uważają, że „czy się stoi, czy się leży, ale pensja się należy”. Również za 12 XI. A skąd przedsiębiorca ma wziąć na podwyżkę pensji w listopadzie o 5%?

    A może ma zaplanowaną co do minuty produkcję – i umowę, że zapłaci 10 mln kary, jeśli nie odda towaru 12.go o 15.30? Kto za to zapłaci, jeśli robotnicy zrobią sobie „murarski poniedziałek”?! Zgodnie z nowym prawem...

    Mam nadzieję, że jeśli Pan Prezydent podpisze tę populistyczną ustawę, to posłowie partii WOLNOŚĆ i inni trzeźwi na umyśle wniosą do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie jej wprowadzenia za sprzeczne z konstytucją!

     

    Super Ekpress, 30. X. 2018 

  • 07-11-2018 17:17:00

    Socjalizm wypreparowany

    Wyobraźmy sobie, że Sejm postanowił obdarować obywateli III RP przywilejami. W tym celu podzielił nas na dwie grupy: urodzonych w roku parzystym – i urodzonych w roku nieparzystym. Wszyscy „parzyści” uzyskaliby prawo jeżdżenia za darmo kolejami. Natomiast „nieparzyści” mieliby przywilej jeżdżenia za darmo autobusami. Również prywatnymi. System ten jest kompletnie absurdalny. Jeśli ktoś tego nie widzi – wyjaśniam.

    „Nieparzyści” zaczęliby jeździć autobusem nawet z przesiadkami – choć mieliby proste bezpośrednie połączenie kolejowe. „Parzyści” jeździliby z Warszawy do Płocka przez Kutno. Co jeszcze gorsze: nastąpiłaby nieekonomiczna alokacja miejsc zamieszkania: ludzie zaczęliby dojeżdżać do pracy z odległości 100 km – co z tego, że daleko, kiedy za darmo? W tym chorym systemie taka decyzja mogła być z punktu widzenia dojeżdżającego optymalna – ale oznaczałaby aberracyjne przeciążenia komunikacji. Plus takie drobiazgi jak jeżdżenie na cudzy dowód osobisty czy legitymację szkolną...

    Jednakże próba likwidacji tego systemu spotkałaby się ze stanowczym protestem. Lewica: „Jak można odbierać biednym ludziom ich przywileje?”; prawica: „Przecież to odbieranie wstecz praw nabytych! Ludzie pobudowali sobie domy o 100 km od miejsca pracy, zaplanowali pracę, szkołę dla dzieci – i co teraz mają zrobić?!”. A gdyby jeszcze powstały dwa potężne związki zawodowe, „parzystych” i „nieparzystych”, to ich działacze oraz urzędnicy z pasją broniliby tych przywilejów – bo co innego mieliby do roboty? Po likwidacji tego systemu straciliby wszyscy zajęcie!

    Zjawisko najlepiej pokazać na przykładach skrajnych. Tu właśnie najlepiej widać, jak działa każdy socjalizm: wyróżnia rozmaite grupy, przyznając im rozmaite przywileje. Oczywiście jedni dopłacają do drugich na rozmaite skomplikowane sposoby – na czym wszyscy per saldo tracą. Tu mamy sytuację wypreparowaną: tylko dwie grupy – i należą do nich wszyscy.

    A jeszcze zabawniej byłoby, gdyby przyznać jedne przywileje zwolennikom PiS, a inne zwolennikom PO… Na szczęście nie jest jeszcze tak, że każdy obywatel III RP jest albo zwolennikiem PO, albo PiS!

     

    "Super Ekspress", 6.XI.2011 

  • 05-11-2018 14:43:00

    Ach te wybory

    Ja przepraszam, że jeszcze o tych wyborach – ale tak mi się już umysł nastawił. Za tydzień znormalnieję...

    Jest dla mnie szokiem, że ludzie wolą zagłosować na kogoś, kto być może ukradnie dla nich jakiś kawałek tortu – niż na tych, którzy obiecują pokazać mechanizm kradzieży – ale to efekt systematycznego szkolenia. Przedszkolem jest tzw. budżet obywatelski.

    To szkolenie polega na tym, że ludziom pozwala się wydać 1% budżetu tak, jak chcą – tzn.: jak chce Większość. Sama idea zresztą obnaża kretynizm d***kracji – bo oznacza, że 99% wydaje się inaczej, niż by chciała ta głupia Większość (i słusznie!!). Tak czy owak: ludzie zaczynają główkować, na co wydać ten 1% - natomiast nie istnieje opcja: „Nie wydawać na nic, zmniejszyć o tyle podatki”.

    W ten właśnie sposób wychowuje się ludzi, którzy za 300 mln budują niepotrzebny gmach Opery – tylko dlatego, ze 2/3 pieniędzy daje na to Unia. Jest to szkolenie w marnotrawstwie. I potem tak zdeprawowani ludzie głosują na tych, co obiecają wybudować fontannę z podświetleniem – a nie na tych, co chcą zmniejszyć zadłużenie gminy/miasta/powiatu/województwa/Polski wreszcie.

    Proszę mi też wybaczyć, że myślami jestem przy Warszawie, gdzie walec POPiSu rozjechał wszystkich: pp. Jaki i Trzaskowski, uważani przez reżymowe media za „jedynych kandydatów” wzięli 88% głosów – i dla 12 pozostałych kandydatów zostało  do podziału 1,2%... Zresztą warszawiacy (również moi wyborcy)  - przerażeni, że ten komuch z PiSu może wygrać wybory, zmobilizowali się, by poprzeć p.Trzaskowskiego, tylko dlatego, że jest on niejaki. Zrobili to z imponującym rezultatem. Co na FaceBooku skomentowałem tak:

    Dla wielu ludzi Platforma Obywatelska to Zło Wcielone. A ja radzę pomyśleć chwilę bez uprzedzeń.

    Gdy król Filip Macedoński odwiedził był Ateny, chciał zobaczyć słynnego cynika i abnegata, Diogenesa z Synopy. Ten mieszkał w beczce, ale wylegiwał się na słońcu i obsiadły go muchy, bo nie mył się, jak wiadomo, w ogóle. Król wziął gałąź i chciał je odgonić, ale Diogenes otworzył jedno oko i powiedział:

    „Co robisz?!? Te się już nażarły – a na ich miejsce przylecą inne, głodne!”,

    Otóż jest bardzo prawdopodobne, że za rządów p.Hanny Gronkiewicz-Waltzowej w Pałacu Corazziego panowała atmosfera przyzwolenia na mniejsze i większe szwindle. Pamiętajmy jednak, że ministrem sprawiedliwości jest w tej chwili JE Zbigniew Ziobro – więc będą się Go bali. Gdyby natomiast wygrał tow.Patryk Jaki z PiSu, to natychmiast Pałac obsiedliby rozmaici „misiewicze” - i p.Ziobro nie byłby chętny, by interesować się ludźmi koalicjanta. A ci „misiewicze”, którzy już 12 lat czekali, by dorwać się do warszawskiego koryta, byli i są bardzo, bardzo głodni...

    A poza tym – to tak ogólnie, bez związku z tymi wyborami – z punktu widzenia gospodarki zdecydowanie lepiej jest, gdy krajem rządzą złodzieje, niż komuniści. Co prawda p.Trzaskowski też naobiecywał darmowe żłobki i inne socjalistyczne g***o – ale przynajmniej nie ma obrzydzenia dla własności prywatnej i nie ubóstwia państwowej czy miejskiej. Co prawda z punktu widzenia moralności (znacznie ważniejszego!) jest dokładnie odwrotnie – no, ale miałem pokazywać dodatnie plusy wyboru p.Rafała Trzaskowskiego...

    Tak więc: natychmiastowej tragedii nie ma, a może za 5 lat powymiera jeszcze trochę „ludzi Magdalenki” i Prawica wreszcie zajmie należne jej miejsce.