Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63827 komentujących
80769 czytających
Konkurs
Kursy dla wolnościowców – ostatnie dni rekrutacji!
Polsko-Amerykańska Akademia Liderów to inicjatywa bardzo dobrze znana w polskim środowisku wolnościowym.  Swoją popularność zawdzięcza doświadczonej, zawsze wolnościowo nastawione...
Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 28-02-2017 15:00:00

    Jak nie sanować (czyli uzdrawiać) Polski?

    Wielkopolska to nasza kolebka – i jest tragedią, że ciężar tworzenia państwa przeniósł się poprzez Kraków na wschód – i prawo w Polsce zaczęła tworzyć ciemna, niepiśmienna szlachta mazowiecka. Różnicę widać wyraźnie – a przynajmniej wyraźnie było widać w 1981 roku, gdy bezpieka pisała na murach „SOLIDARNOŚĆ to Sanacja!”

    Dla Polaka z Podlasia, Mazowsza, Lubelszczyzny – Piłsudski to Zbawca Narodu. Dla Wielkopolanina  sanacja to potwór okupujący Polskę pod przywództwem bandyty spod Bezdan – w dodatku austriackiego i niemieckiego agenta. Gdy w maju 1926 roku pułki wierne temu bandycie napadły na Warszawę, pułki poznańskie śpieszyły na ratunek legalnemu centro-prawicowemu rządowi. Niestety: kolejarze (socjaliści i komuniści w ogromnej większości) porozkręcali tory – i sanacja opanowała Polskę budując socjalizm w takim tempie, że śp.płk.Ignacy Matuszewski (sam sanator zresztą) grzmiał w 1938 roku, że jeśli socjalizacja będzie się dalej tak posuwać „To za dziesięć lat Polska nie będzie się niczym różniła od Związku Sowieckiego”.

    No, i wykrakał.

    W Poznaniu rządziła ideologia narodowa (ale nie, jak w ONR-ach, narodowo-socjalistyczna!). ONR-y wchodziły w porozumienia z OZON-em i BBWR-em – eNDecja – nie! Bo eNDecja była siłą anty-socjalistyczną.

    Cechą typowa dla socjalistów – a właściwie ogólniej: dla etatystów, czyli „państwowców” było przekonanie, że państwo powinno czynnie zajmować się gospodarką – a ponieważ poważne państwo nie może babrać się w drobiazgach, przeto nieodmiennym efektem jest tworzenie Wielkich Budowli Socjalizmu.

    Faraonowie i Aztecy budowali piramidy, Sowieci Magnitogorsk i Kanał Białomorski, a Amerykanie od tego Czerwonego śp.Franklina Delano Roosevelta – Tennessee Valley Authority: tama, elektrownie i poboczne zakłady... Śp.Ronald Reagan ryczał ze śmiechu mówiąc, że „Po to by zapobiedz zdarzającym się co 20 lat wylewom rzeki Tennessee zalewającej 20.000 akrów – zalano na stałe 40.000 akrów”. Jest przy tym oczywiste, że do socjalistycznej energii produkowanej przez TVA trzeba było dopłacać (dopłaca się do dziś!!!).

    Budująca socjalizm Polska nie mogła być gorsza. Pod wpływem tych samych idei śp.Eugeniusz Kwiatkowski postanowił stworzyć dwie Wielkie Budowle Socjalizmu: Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy.

    Zrujnowało to Polskę dogłębnie. Sam COP kosztował tyle, co całoroczny budżet państwa (!!) – plus połowę Funduszu Obrony Narodowej. Resztę kraju obłożono potwornymi podatkami „bo taka była konieczność wojskowa”.

    Dziennikarze byli wożeni do Gdyni i Tarnobrzega, by oglądać rozmach budownictwa socjalistycznego – a reszta Polski zdychała z głodu. A z tą koniecznością militarna to było tak, że w COP-ie z braku czasu na potrzeby wojska nie zrobiono NIC – natomiast potem prząz całą wojnę COP pracował dla Wehrmachtu i SS. Wątpię, czy z tej okazji zafundowali piekłoszczykowi Kwiatkowskiemu choćby skromną tablice pamiątkową – a przecież powinni byli.

    To samo z Gdynią – wybudowaną z powodów polityczno-wojskowych. Już w trzecim dniu wojny zaczęła pracować dla Adolfa Hitlera...

    Gdyby za połowę tych pieniędzy zakupiono w Ameryce, Szwecji, Anglii – gdziekolwiek – broń – to Polska mogłaby się w 1939 roku bronić. Niestety: wszystko musiało być „nasze”.

    To i było...

    Piszę to, bo PiS-owcy są miłośnikami sanacji i rozbudowują socjalizm na potęgę. Mowy nie ma, by coś sprzedawali: nacjonalizują! No, i dokładamy do kolejnych państwowych deficytowych molochów.

    Wszystkich przebił jednak parę dni temu p.Mariusz Szpikowski, dyrektor Portów Lotniczych. Udzielił On ogromnego wywiadu „Gazecie Polskiej Codziennie” – i zażądał w nim... utworzenia Centralnego Portu Lotniczego.

    Port ten miałby kosztować 20 mld zł (ale niezbędne inwestycje – kilka razy więcej). Miałby być kamieniem węgielnym prestiżu Polski, dzięki niemu „LOT” mógłby rozwinąć wreszcie skrzydła… Oczywiście mowy nie ma, by CPL mógł być sprzedany – bo-ć to perła w naszej koronie.

    Dziennikarz zagadnął jednak odważnie o opłacalność. Tu p.Dyrektor zaczął się trochę jąkać, że wprawdzie nie od razu, ale zapewne po jakimś czasie ta inwestycja, by się być może zwróciła – ale to nie jest ważne: ważny jest nasz prestiż! Dodał: „Nie wolno pytać, czy nas na to stać; tylko o to, że jest to inwestycja strategiczna!

    Tak naprawdę kapitalizm nie jest przeciwieństwem socjalizmu. Ani nawet etatyzmu. Przeciwieństwem „kapitalizmu” jest „wolontaryzm” – czyli system, gdzie pieniądze nie idą tam, gdzie dają największy zysk – lecz „po uważaniu”. Jak to mówi Lewica: „Bo Człowiek jest ważniejszy niż pieniądz”.

    W wolontaryźmie żyje się dobrze – bo nie trzeba umieć liczyć; wystarczy czuć potrzeby ludzi. Tylko potem umiera się z głodu.

    By umrzeć też nie trzeba umieć liczyć...

  • 26-02-2017 22:32:00

    Walczymy o powrót do normalności.

    Po zamieszczeniu na FB tekstu o tym, że p.Barak Hussein Obama nakazał szkołom, by pozwalały uczniom korzystać z toalet w/g tego "kim się czują"  - a JE Donald Trump chce ten dekret anulować - {Agatha Naga} (najprawdopodobniej mężczyzna...) napisała: 

    Znowu jakieś głupoty, jak w poprzednim poście. Prywatne szkoly powinny same decydować. A teraz, poniżej, znów powstanie jakaś durnowata dyskusja o d**ie Maryni. Doprawdy, poruszanie spraw obyczajowych, przy ilości i skali prawdziwych problemów, które targają naszym Krajem, pozwala mi przypuszczać, że ma Pan Polskę w głębokim poważaniu. Temat idealny na okładkę wakacyjnego szmatławca.

    Na co odparłem: Absolutnie sie nie zgadzam!! Gospodarka jest pochodną obyczajów. Naprawić gospodarkę potrafię w półtora roku - naprawa obyczajów to dwa pokolenia. A jeśli nie naprawimy obyczajów to po dwóch miesiącach naprawiona gospodarka zostanie znów spieprzona.

    Wyjaśniam: i co z tego, że podatki będą minimalne i zachęcające do pracy, że ustawy nie będą w pracy przeszkadzać - gdy Kowalski weźmie rower Wiśniewskiego, a przed sądem on i dwóch przekupionych  świadków zeznają, że to rower Kowalskiego, a sędzia będący ukrytym kochankiem Kowalskiego mu ten rower przyzna? Z takiego kraju wszyscy rozsadni ludzie uciekną. 

    Przecież takie zarządzenia (nb. to przecież p.Obama wydał dekret coś szkołom nakazujący - a nie p.Trump!!) nie są po to, by ułatwić życie jakimś dziwakom - tylko po to, by podkopać podstawy "patriarchalnego społeczeństwa", którego Lewica nienawidzi ("Klątwa" to kolejny aktualny przykład!). To przemyślany plan by stworzyć Nowego Człowieka - pozbawionego moralności. Pozbawionego korzeni - a więc dającego łatwo sobą manipulować. Obawiam się, że {Agatha Naga} jest na dobrej drodze do takiego przepoczwarzenia się... 

  • 24-02-2017 09:13:00

    Wybory w północnej Anglii

    W Staffordshire i Kumbrii odbyły sie wybory uzupełniające do Izby Gmin - bardzo ważne, bo pierwsze po Referendum. Te hrabstwa są twierdzą Czerwonych. Podczas tych wyborów nad okolicą przeszedl huragan "Doris", z zamiecią śnieżną i wiatrem prawie 200 km/h. Mimo to frekwencja była zadziwiająco wysoka. W Copelandzie (Kumbria) 51%!!

    Cztery główne partie wystawiły kobiety. Jest to matecznik Partii Pracy. Po raz pierwszy w historii od utworzenia tego okregu wyborczego Czerwoni przegrali - w dodatku partia rządząca zwiększyła swoje wyniki. P.Julianna Troughton jest przy tym przeciwniczką p.Jeremiasza Corbyna, przewodniczącego własnej partii. Tow.Corbyn przyjechał wprawdzie Jej pomagać - ale, jak widać, z marnym rezultatem. 

    W centrum Stoke-on-Trent startowali mężczyźni. Wyniki były odmienne:

     

     

     

    W tym okręgu w Referendum aż 69% opowiedziało sie za Brexitem. Przewodniczący UKIP, p.Paweł Nuttall,CEP (bardzo sympatyczny człowiek) postanowił zaryzykować: odsunął miejscowego kandydata i wystartował sam. Prowadził nawet w sondażach 39:33 - jednak popelnił dwa błędy. Jego rzeczniczka wzięła na siebie lekkie przekręcenie Jego słów (o tym, że w katastrofie samolotowej zgineli Jego przyjaciele) - ale, oczywiście, pro-unijni dziennikarze nie darowali. Co gorsza: zamiast powiedzieć, że chce zrezygnować z Parlamentu Europejskiego by dopilnować, by Anglia wyszla z Unii, zaczął udawać, że jest powiązany ze Staffordshire, robić sobie zdjęcia, jak śpi na tarasie miejscowego domu...  Wywarło to, niestety, bardzo złe wrażenie. Mimo to wygrana (minimalna...) z Konserwatystą zawsze jest jakimś sukcesem.

    Ważne też, że spada poparcie dla Zielonych. Wzrosło, niestety, dla lewaków nazywająch się "Liberalnymi Demokratami" - ale to zawsze w między-wyborach.

    Ciekawostką był start w tym okręgu Szalonej Partii Monstrualnego Bredzenia - następczyni słynnej Ryczącej Partii Zabawnych Ubiorów (której głównym postulatem było zmniejszenie statystyk bezrobocia poprzez zmniejszenie czcionki drukarskiej). Słynęła z tego, że otrzymywała więcej głosów, niż Partia Komunistyczna. MRLP, której przedstawiciel wystepował pod pseudonimem "Niewiarygodna Latająca Cegła" (to ten w cylindrze)  otrzymała więcej głosów, niż Brytyjska Partia Narodowa - a to też jest coś:

     

  • 16-02-2017 11:58:00

    Wielkie firmy i długi traktat

    Po wyjaśnieniu nieporozumień co do tego, czym jest arbitraż – pora na wyjaśnienie dwóch innych:

    1) Dlaczego CETA nie składa się z jednego zdania?

    2) Co załatwiały wielkie firmy przez swoich lobbystów?

    Zacznę od końca: zgadzamy się, że w Unii Europejskiej (w Dominium Kanady jest to samo...) Wielkie Firmy „powywalczały sobie” rozmaite przywileje? Zgadzamy się.

    Teraz wracam do punktu pierwszego. Ja jestem, zwolennikiem Prawa Rzymskiego – a w nim obowiązuje zasada „Lex posterior derogat priori”. Niestety: na kontynencie europejskim prawo następne bynajmniej nie zamazuje poprzedniego. Jeśli np. mamy ustawę: „Buty białe są obłożone cłem o 10% niższym”, to jeśli wydajemy ustawę „Cło na wszystkie buty wynosi 30%” to trzeba jeszcze w przepisach wprowadzających napisać: „Traci moc ustawa z dnia... o białych butach”.

    Taka jest rzeczywistość. Ma to nawet pewne uzasadnienie – z którym ja się nie zgadzam, ale nie ja rządzę w Europie. Nawet „Ustawa Wilczka” ma jeden rozdział – a potem 55 dalszych paragrafów, a jeszcze przepisy zmieniające, a jeszcze coś tam.

    A teraz odpowiedź na obydwa pytania: Wielkie Firmy kanadyjskie coś sobie, jakieś mini-monopole, pozałatwiały w Kanadzie – a europejskie w Unii. I CETA pozwala firmom europejskim działać w Kanadzie bez tych ograniczeń – a kanadyjskim w Unii. Więc te firmy usiłowały (nie bez sukcesu) coś przynajmniej ze swoich zdobyczy uratować.

    Ale nie rozszerzać! CETA to raczej może nie najmniejszy, ale wspólny mianownik. W każdym razie: nie jest tak, jak przy powstaniu Polski po 1918 raku, gdzie Komisja Kodyfikacyjna z każdego kodeksu w państwach zaborczych - a było ich pięć, tych kodeksów: pruski, austriacki, węgierski (na części Podhala), kongresówki i rdzenny rosyjski na Wschodzie – starannie powybierała najbardziej zamordystyczne fragmenty. Dlatego II Rzeczpospolita tak kulała.

    Nie wszystko w CETA jest dobre – i dlatego np.kol.Robert Jarosław Iwaszkiewicz głosował przeciwko CETA, a kol.Stanisław Żółtek wstrzymał się od glosu – ale moim zdaniem lepiej mieć wolny hamdel z wyjątkami, niż go nie mieć.

    A poza tym wpływ CETA na Polskę jest żaden.  

  • 15-02-2017 21:29:00

    Arbitraż - czym to się je?

    Na temat arbitrażu krążą jakieś kompletnie absurdalne opinie. Pozwolę sobie wyjaśnić wszystko po kolei.

     

    1) Arbitraż to rodzaj sądu polubownego, który powstał, bo sądy państwowe są powolne, drogie, często przekupne, często ulegają naciskom polityków, a często po prostu sędziowie się nie znają na sprawach gospodarczych.

    2) W arbitrażu obydwie strony wskazują swoich arbitrów, którzy wybierają super-arbitra.

    3) W międzynarodowym arbitrażu w poważnych sprawach arbitrzy zarabiają duże pieniądze. Dlatego znacznie trudniej ich jest przekupić, niż sędziego. Ponadto: gdy rozejdzie się pogłoska, że arbiter jest przekupny, już nikt więcej go nie wybierze...

    4) Arbitrzy nie są narzuceni. Na wybór sędziego nie mamy wpływu.

    Nie mówię, że arbitraż jest ideałem – ale jest ZNACZNIE uczciwszy, niż sąd reżymowy. To po prostu sąd prywatny.

    A teraz kilka uwag pobocznych:

     

    ą) sądów państwowych bronią często ci sami ludzie, którzy wczoraj twierdzili, że jest to jedno korupcyjne bagno i mafia.

    b) na Zachodzie i sądy i arbitraż z reguły stoją nawet mocno przesadnie po stronie „prostych ludzi” - uważając, że Wielkie Firmy są bogate, to mogą płacić ($20.000 dla kobiety, która wylała kawę na podołek „bo nie było ostrzeżenia, że kawa może być gorąca”; $200.000 dla niewiasty, która suszyła kota w mikrofali „bo nie było ostrzeżenia, że nie można tam suszyć zwierząt”. Jest to oczywisty skandal; Pismo Św. mówi: „Nie będziesz miał [szczególnych] względów dla ubogiego przy sprawie jego”

    c) Być może obrońcom „sądów Polskich” chodzi o to, by taki sąd, pod naciskiem politycznym, wydal wyrok niesprawiedliwy, ale korzystny dla Polski? To kto by przyjechał do takiego kraju?

    To tyle. Chyba wystarczy.  

  • 14-02-2017 19:43:00

    Zacznijmy od abstrakcji

    Ludzie nie zawsze rozumieją istotę zjawisk losowych. Wydaje im się, że jeśli prawdopodobieństwo wypadnięcia ORŁA wynosi 1/2 i na początek wypadło 10 ORŁÓW (zdarza się...) to potem musi wypaść więcej RESZEK, by to zrównoważyć. Oczywiście: NIE. Jeśli dalsze wyniki będą losowe, to z czasem to odchylenie przestanie być istotne - częstość będzie zmierzała do 1/2. 
    Podobnemu złudzeniu ulega p.Łukasz Alex Bukowski, który napisał do mnie na FaceBooku: „Wolny rynek to fikcja, i na obecnym etapie nie da się go wprowadzić, a to dlatego, że istnieje już olbrzymi korporacyjny kapitał. A i nawet bez niego, są to znane, zakonserwowane w świadomości konsumenta marki. I one zawsze wygrają w tym wyścigu. Wolny rynek to jest wtedy, kiedy każdy zaczyna od zera i ma te same szanse.”
    Najpierw pierwsze zdanie. Cóż: nie istnieją linie proste, nie istnieją punkty, kilogram to na ogół 80 dkg plus opakowanie – i mówiąc szczerze łatwiej wprowadzić idealny wolny rynek niż namalować idealną prostą. Wystarczy, by jakiś Tyran zlikwidował wszelkie przepisy gospodarcze i zakazał wprowadzania nowych. Zgódźmy się jednak, że w praktyce Wolny Rynek pozostanie ideałem, do którego będziemy dążyli ze wszystkich sił – bez pewności, że go osiągniemy. Ale trzeba się starać. Jak mawiają Rosjanie: „Wszystkich dziewcząt nie zaliczysz – ale trzeba próbować!”. 
    Natomiast druga część wypowiedzi p.Bukowskiego, choć przekonanie to podziela wielu ludzi, jest po prostu trywialnie fałszywa! 
    Największą i bezkonkurencyjną marką w turystyce był „Tomasz Cook”; gdzie jest teraz COOK? Istnieje – ale na zupełnym marginesie. A w Polsce „ORBIS” - to była marka! Praktycznie monopolista! Generalnie: spośród 20 największych firm po dwudziestu latach na tej liście zostają średnio dwie. Kto pamięta elektronicznego giganta, ICL? Powstał w 1968, rzucił wyzwanie IBMowi – i 15 lat temu resztki ICLu zeżarło Fujitsu.  Padł ENRON, padła Abengoa... Jeśli nie padają – to wskutek interwencji rządów, które niemal ZAWSZE chronią gigantów (kosztem średnich firm!).  Na wolnym rynku padałyby szybciej – z tych samych powodów ,dla których padają stare drzewa.
    Oto  slynny dąb Bartek. Sapientii sat
  • 09-02-2017 11:43:00

    Dobre rady dla PiSu w/s Tuska

    PiS jest w tej chwili w wyjątkowo głupiej sytuacji:

    Jeśli poprze p.Donalda Tuska i zostanie On ponownie wybrany – to opozycja będzie się smiać, a własny elektorat zaszemrze oburzeniem

    Jeśli poprze p.Donalda Tuska i nie zostanie On ponownie wybrany (co bardzo prawdopodobne,bo poparcie PiSu to raczej gwóźdź do trumny, niż deska ratunkowa...) to będzie smiech, że PiS się wygłupiło i jest bez wpływów.

    Jeśli nie poprze p.Donalda Tuska i zostanie On ponownie wybrany – to będzie to jasny dowód, że wplywy PiSu w PE są żadne.

    Jeśli nie poprze p.Donalda Tuska i nie zostanie On ponownie wybrany – to poleca oskarżenia o brak patriotyzmu, narażanie dobra kraju dla interesu partyjnego itp.

    Dlatego najlepiej, by PiS (jak do tej pory) nie robiło nic – a potem wydało komunikat, że chodzi mu o dobro Euroy, więc nie chce mieszać się w srawy ersonalne, że wartości europejskie są ważniejsze niż partykularyzm, więc niech Unia robi co chce.

    A CEPom zostawić wolną rękę (tzn, jak w glosowaniu nad ratyfikacja Traktatu, po cichu polecić 1/3 CEPów by zagłosowali ZA...)  

  • 05-02-2017 19:33:00

    Kaczyński o przedsiębiorcach - czyli: gomułkizm na nowym etapie

    PRL-bis wraca pod pełnymi żaglami – niestety: nie w wersji po stanie wojennym z ustawą Wilczka. Taśma przewija się do tyłu. Mieliśmy już czasy śp.Edwarda Gierka, wracamy na etap Gomułki. Śp.Władysław Gomułka (ps. „towarzysz Wiesław”) nie piastował żadnego urzędu państwowego (podobnie zresztą jak wszyscy I Sekretarze): był szeregowym posłem na Sejm - i był szefem rządzącej partii. I w tym charakterze rządził Polską.

    Co zresztą wcale nie musi być złym układem. Pod warunkiem, że wszyscy zdają sobie z tego sprawę. W PRL tak było – dziś niektórzy wydziwiają.

    Gdy Gomułka wygłaszał ważne przemówienie, wysłuchiwali Go w skupieniu premierzy, ministrowie i tabuny rozmaitych dygnitarzy. Takie przemówienia wytyczały kierunek polityki państwowej. I komentatorzy polityczni (w tym i ja...) starannie je analizowali.

    Co niniejszym czynię. Trzeba odkurzyć zapomniana aparaturę. Zresztą zauważyłem, że dzisiejsi komentatorzy, którzy w PRLu nie żyli, też umieją to robić.

    Tematem wystąpienia była„odpowiedzialność przedsiębiorców”. Otóż w normalnym kraju każdy przedsiębiorca jest człowiekiem odpowiedzialnym – bo przy każdej decyzji ryzykuje swoim majątkiem. W kraju socjalistycznym jest odpowiedzialny znacznie mniej – bo (a) jest zazwyczaj pod przymusem ubezpieczony (b) sporą część decyzyj podejmują za niego aparatczycy reżimu. Jednak WCzc.Jarosławowi Kaczyńskiemu chodziło o coś innego.

    W kraju normalnym każdy odpowiada za swój odcinek: np. przedsiębiorca ponosi całość odpowiedzialności za swoją firmę. W kraju totalitarnym wszyscy odpowiadają za wszystko. Każdy obywatel PRL miał np. czuwać i wykrywać obcych szpiegów i dywersantów. Jeśli zsiadłem z motocykla, wszedłem do knajpy, wypiłem ćwiartkę, wsiadłem na motor i kogoś rozjechałem – to odpowiedzialna jest również bufetowa (bo przecież widziała, że mam kask!). I Prezesowi PiSu chodziło o to, że przedsiębiorca nie ma odpowiadać tylko za to, by jego firma maksymalizowała zysk w granicach prawa i możliwości – ale również za swoich pracowników i za stan państwa. Bo w normalnym kraju przedsiębiorca płaci podatek – i za kraj odpowiada już król czy prezydent oraz parlament, a za państwo odpowiada premier i jego urzędnicy. W totalitarnym, oczywiście, nie.

    Zdaniem Prezesa wolność gospodarcza musi być ograniczona, a odpowiedzialność przedsiębiorców ma dwa poziomy. "Po pierwsze to zdanie sobie sprawy z tego, że istnieje państwo, że istnieją inni, że to wszystko trzeba brać pod w uwagę. Jeżeli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności gospodarczej w takich warunkach, to znaczy, że się po prostu do tego nie nadaje".

    Formalnie jest to banał. Każdy przedsiębiorca wie, że istnieją klienci (i starannie bada ich preferencje!), wie, że istnieją dostawcy, odbiorcy – a także, niestety, konkurenci... Wie też świetnie, że istnieje potwór zwany „państwem”, które doi go z pieniędzy i narzuca (co znacznie gorsze) siatkę potwornych przepisów. I, oczywiście, z definicji słowa „przedsiębiorca”, prowadzi działalność właśnie w tych warunkach. Innych przedsiębiorców nie ma – z czego wynika, że wszyscy się nadają.

    Jednak, jak podczas przesłuchań w „Ministerstwie Prawdy”, Prezesowi wcale nie idzie o to. Jemu chodzi, by przedsiębiorcy zrozumieli działalność reżymu i ją polubili; by się w tę działalność włączyli. I odpowiadali nie tylko za to, by pracownik dostał płacę stosowną do pracy – ale też by ta płaca była „godziwa”. tj. wystarczała na utrzymanie rodziny (za co dawniej odpowiadała głowa rodziny). Zresztą uczciwie trzeba przyznać, państwo część tej odpowiedzialności wzięło na siebie poprzez kodeks pracy i program 500+.

    Przedsiębiorcom, którzy tego nie chcą, wyjaśnił: "Jeżeli ktoś we współczesnej Europie, współczesnej Polsce, nie jest w stanie działać efektywnie jeżeli te ograniczenia nie będą odrzucone - to po prostu powinien zająć się czymś innym”.

    Niektórzy mogą zająć się prowadzeniem firm w Wielkiej Ameryce JE Donalda Trumpa. Lub w Zjednoczonym Królestwie po Brexicie. Lub w Rosji. Lub w Chinach. Lub gdzie indziej.

    Prezes otwarcie oznajmił, że będzie budował socjalistyczne państwo totalitarne. Przedsiębiorcy w takim państwie mają "zobowiązania wobec wspólnoty". Istnieje „rozwój sprawiedliwy” i „rozwój niesprawiedliwy”. Otóż w normalnym państwie wolny rynek dba o to, by ci, co dużo i wydajnie pracują zarabiali dobrze – a lenie i durnie w jednej osobie przymierali głodem. W/g Prezesa ma się tym zajmować państwo – a rozwój jest „sprawiedliwy” gdy różnice są małe. Otóż chcę przypomnieć wypowiedź p.Daniela Olbrychskiego sprzed 30 laty – w stylu: „Jeśli aktor marny będzie zarabiał 2000, a wybitny 4000 – to nic z tego nie będzie; slaby aktor ma zarabiać 1000, a wybitny 100.000. I wtedy będą żyły ze siebie wypruwać”.

    I to samo dotyczy praktycznie każdej dziedziny życia. Problem nie w różnicach: problem w tym, że ludzie może niezbyt rozgarnięci, ale pracujący uczciwie, zarabiają za mało. Gdyby zamiast 2500 zarabiał taki 3500 – to by mu nie przeszkadzało, że szef zamiast 60.000 zarabia 150.000.

    Niestety: system podatkowy właśnie TEMU zapobiega. Prezes ujął to tak: "Do państwa należy to, żeby ten rozwój był możliwie sprawiedliwy, by nie prowadził do zbyt wielkich różnic społecznych, by korzyści z niego odczuwały wszystkie większe grupy społeczne, wszyscy, którzy pracują. Natomiast do przedsiębiorców - i to jest ich ogromna odpowiedzialność - należy to wszystko, co jest potrzebne, by ten rozwój następował. A tu mamy dwa problemy".

    I tu dochodzimy do spraw ciekawych. Otóż pierwszym jest "problem skłonności do inwestowania i związanego z tym ryzyka. To jest kwestia, która w Polsce stoi, bo skłonność do inwestowania jest niewielka"; a drugim: skłonność przedsiębiorców do wprowadzania innowacji, "z którą też jest w tej chwili nie najlepiej".

    Tymczasem w/g Prezesa po odejściu od systemu komunistycznego Polska "weszła w fazę wolności anarchicznej", a potem przeszła do "fazy bardzo daleko idącego ograniczenia wolności". Otóż ta „wolność anarchiczna” (NB. wprowadzona w 1988 roku, jeszcze za PZPR) zdaniem Prezesa jest czymś złym – tymczasem skłonność do inwestowania i skłonność do wprowadzania innowacji była wtedy ogromna... Prezes zresztą mówi: "jeśli spojrzeć na ostatnie 27 lat, to można powiedzieć, że najpierw mieliśmy do czynienia z taką swobodą, w wielkiej mierze anarchiczną (…) Taką, która po części była w ogóle nieregulowana i nie objęta działalnością państwa. Znaczna część tej wybuchającej w końcu lat 80. i 90. działalności gospodarczej początkowo nie była objęta, albo w minimalnym stopniu objęta, ograniczeniami związanymi z podatkami". I obecnie jest szansa na powtórzenie "wielkiej aktywności założycielskiej trwającej od połowy lat 80-tych, a bardzo intensywnie od końca lat 80-tych i w pierwszych latach 90-tych". "Ten proces, który wtedy przyniósł Polsce około sześciu milionów miejsc pracy i przyniósł ruszenie z miejsca po latach spadków PKB, mógłby być powtórzony".

    Jednak zamiast powtórzenia tego procesu, np. przez wprowadzenie na nowo Ustawy Wilczka, Prezes PiSu chce coś na kształt kompromisu, „doprowadzenia do sytuacji, którą można by określić jako racjonalną. To znaczy mamy ideę szybkiego rozwoju, także ideę sprawiedliwości - tę ideę realizujemy - mamy pewien kontekst kulturowy w Polsce, mamy także kontekst zewnętrzny związany przede wszystkim z Unią Europejską i musimy w tym szukać możliwie szerokiej sfery swobód, wolności". Nie bardzo rozumiem: czy „szerszą sferę wolności” mamy osiągnąć z pomocą UE – czy mimo oporu UE?

    W każdym razie jeśli ktoś mówi: "To jest szansa, przed którą stoimy - nie mając jednocześnie złudzeń, że możemy w Polsce stworzyć system libertariański, że polskiej kulturze można narzucić taki zupełnie skrajny indywidualizm" – to powinien pamiętać, że w 1988 roku taki (nie całkiem zresztą libertariański) system przecież udało się wprowadzić – pardon: „narzucić polskiej kulturze”. A warto dodać, że w porównaniu z innymi narodami Polacy uchodzą przecież właśnie za indywidualistów – a nawet warchołów.

    Więc w czym problem?

    Problem w tym, że w głębi duszy Prezes PiSu jest faszystą (UWAGA: „faszysta” to socjalista, który zmądrzał i zaczął popierać rodzinę, zamiast ją zwalczać – a nie morderca Żydów; istnieją całkiem liczni Żydzi-faszyści!!) - i to etatystą, jak śp.Benio Mussolini, a nie narodowcem jak piekłoszczyk Adolf Hitler. Wyznaje zasadę Mussoliniego: „wszystko w państwie, nic bez państwa, nic przeciwko państwu”. Myśl, że coś mogliby zrobić sami przedsiębiorcy – albo, nie daj Boże: Niewidzialna Ręka Wolnego Rynku – budzi w Nim takie przerażenie, jak w poczciwym właścicielu kopalni myśl, by odpowiedzialną funkcję utrzymywania poziomu ciśnienia zamiast odpowiedzialnemu, doświadczonemu pracownikowi powierzyć jakiemuś „regulatorowi Watta”.

    Zabawny jest stosunek Prezesa do firm zagranicznych. Nie wiadomo zresztą, co to jest „firma zagraniczna”? Czy „zagraniczna” jest firma zarejestrowana przez obywatela RFN w Polsce, czy „zagraniczna” jest firma zarejestrowana przez Polaka w Niemczech? Podejrzewam, że JE Mateusz Morawiecki chce tu posługiwać się kryterium innego wybitnego socjalisty, śp.Hermana Göringa: „O tym, kto jest Żydem w III Rzeszy, decyduję JA!”. W każdym razie zdaniem Prezesa ta „anarchia” 88-91 została w stosunku do firm polskich zastąpiona "fazą bardzo daleko idącego ograniczenia wolności" – a firmy zagraniczne nadal cieszą się wolnością. Zapomniał zauważy, że jeśli jest to prawdą (często jest!) to nie w wyniku działania Niewidzialnej Ręki Rynku, lecz w wyniku decyzyj podejmowawanych przez urzędników tego ukochanego Państwa...

    Prezes dostrzega to w sposób zabawny: „Mamy tutaj do czynienia z takimi elementami kolonialnymi, jeżeli chodzi o nasz kraj. Mamy do czynienia z sytuacją, w której te przedsiębiorstwa nie przestrzegają pewnych reguł prawnych, ale także moralnych. Krótko mówiąc, funkcjonują w sposób, który w ich własnych krajach byłby absolutnie niemożliwy do przyjęcia". Tu, szczerze pisząc, chodzi chyba o to, że w Polsce taka firma może dać ogłoszenie, że „przyjmie do pracy mężczyzn” - a na Zachodzie zostałaby natychmiast zaszczuta za seksizm... Ktoś ma inne, konkretne przykłady?

    Z zasady Mussoliniego „wszystko w państwie, nic bez państwa, nic przeciwko państwu” wynika teza: "na pierwszym miejscu trzeba wymienić państwo, bo bez państwa nie mógłby istnieć rynek, ale przede wszystkim nie mogłaby istnieć własność". Otóż: nie jest to prawdą – ale o to nie będę kruszył kopij, bo państwo potrafi „zagwarantować bezpieczeństwo ogólne, osobiste tych, którzy funkcjonują na rynku, bezpieczeństwo obrotu”. Zaraz potem Prezes dodaje jednak: „Musi powołać także różnego rodzaju instytucje, które funkcjonują na rynku, w związku z rynkiem, no i przede wszystkim pieniądz" – a tego już na pewno nie musi. Wszelako z tym można by się pogodzić – jednak musi to być, oczywiście, państwo ograniczone. Tymczasem Prezes uważa, że „musi też istnieć pewien poziom bezpieczeństwa socjalnego, który jest zapewniany przez państwo, a także pewien poziom bezpieczeństwa osobistego [Jak to zapewnić przy zniesionej karze śmierci i braku broni w rękach obywateli? - JKM] oraz zdolność do działań antykryzysowych ze względu na zmiany koniunktury. (…) Państwo musi dysponować zasobami, czyli musi ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Czyli wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi być przejęta przez państwo i to jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w tym zakresie, w jakim stawiamy pytanie o to, jak wielkie te podatki mają być i jaką metodą mają być ściągane". Otóż: NIE! Chodzi nie tylko o wielkość podatków i metodę ich ściągania – ale i o to, na co są używane. Czy, np. można działać metodą tow.Janošika i zabierać Kowalskiemu by dać Wiśniewskiemu?

    W tej sprawie wyjaśnienia Prezesa są absolutnie bełkotliwe, np.: "Takie ograniczenia muszą istnieć także ze względu na to wszystko, co można odnieść do innych jednostek (...) ich prawo do życia, prowadzenia działalności gospodarczej. Inni stanowią też pewne ograniczenia, które muszą znaleźć wyraz w przepisach prawa, muszą być egzekwowane przez państwo" czy: „jednostki żyją we wspólnotach, a te tworzą sytuacje, które można określić, jako wymogi a te wymogi - jeżeli tylko są egzekwowane przez państwo - to są ograniczeniami wolności".

    Tak czy owak: widzimy tu dążność do kompromisu: "Te idee to szybki rozwój, sprawiedliwość społeczna. To nie jest tylko idea czysto komunistyczna, to jest także idea, która - jeśli ją traktować, jako dążenie do zmniejszenia różnic społecznych - funkcjonowała i funkcjonuje w różnych innych niekomunistycznych ustrojach" [Skandynawia]. Co gorsza Prezes PiS odwołuje się do koncepcji, która dla konserwatywnych liberałów działa jak płachta na byka: do amerykańskiego „New Deal'u”!!

    Na zakończenie Prezes stracił szanse zadbania o interes kraju oświadczając: „Swoboda gospodarcza zawsze podlega daleko idącym ograniczeniom. Te ograniczenia są różne w różnych momentach. Dzisiaj na przykład ograniczeniem, które nas wszystkich bardzo dotyka, nie będę tutaj dyskutował, na ile jest słuszne, na ile jest niesłuszne, jest ograniczenie związane z ekologią". A warto było o tym właśnie podyskutować.

    Podsumowując: nie ma w tym przemówieniu NIC, co mogłoby powstrzymać JE Mateusza Morawieckiego i resztę PiSmenów przed przerobieniem Polski na Włochy Mussoliniego lub Słowację Hlinki. A Jego poczynania budzą coraz większy opór. Już nawet nie ludzi: materii.

  • 02-02-2017 00:16:00

    Moje bliskie spotkanie z "Rządem".

    PiS z'organizowało w PE spotkanie z ministrami odpowiedzialnymi za gospodarkę. Wzięli w nim udział: JE Mateusz Morawiecki (v-premier), JE Krzysztof Tchórzewski (min d/s Energii), p.Jerzy Kwieciński (pełnomocnik PRM d/s Funduszy Europejskich i p.Grzegorz Tobiszewski (pełnomocnik Rządu d/s Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego). Zabrałem na nim głos – ale z góry mówię: jestem wstrząśnięty. Jest ZNACZNIE gorzej, niż myślałem. Nie wiem: czy to po rocznym pobycie w „rządzie” tak się głupieje? Bo może to po prostu przeciążenie, rutyna i kierat? Ci ludzie świetnie znają szczegóły – natomiast nic nie rozumieją.

    Już jest moje wystąpienie – i mogą je Państwo odsłuchać ( goo.gl/TjzF8w ) . Ale co jest przerażające: słyszę v-premiera z PiSu mówiącego jeszcze bardziej bankstersko od WCzc.Ryszarda Petru!! Słyszę ministra mówiącego (nawet z pewnym przejęciem!), że ustawodawstwo unijne jest tak obszerne, że nie da się go w ogóle przeczytać (4000 stron miesięcznie); że jeśli będziemy realizowali politykę UE, to tempo wzrostu Polski do 2030 (? - dlaczego akurat do 2030?) roku wyniesie 0% „i nie wiemy, czy Polacy to wytrzymają” (akurat dziś mówiłem o tym na plenum: goo.gl/DSchLU )- a zaraz potem sekretarz stanu zamiast powiedzieć, że w takim razie należy z Unii natychmiast wynieść się w cholerę, przechwala się, że za PO/PSL to Polska była na XIII miejscu w realizowaniu „polityki spójności” - a za PiSu awansowała na VII – i Komisja Europejska nawet nas pochwaliła. Podobno bez Polski ta polityka by się całkiem zawaliła (??).

    Chciałoby się powiedzieć, wzorem rozwinięcia skrótu PZPR z 1949 roku: „Płatni Zdrajcy, Pachołki Unii”. Tyle, że ci ludzie są po prostu nic nie wiedzą. To, że nie wiedzą (czy nie wierzą?) że UE opanowana jest przez spisek ludzi dążących do „Zerowego Wzrostu” - to mogę zrozumieć. Ale nie podstawowe luki w wykształceniu. Pan v-premier usiłuje nas przekonać, że pocięcie świata granicami celnymi „da wytchnienie, bo zmniejszy różnice społeczne”; a niby dlaczego zmniejszy??? A w ogóle dlaczego zmniejszenie różnic ma dać spokój?? W Indiach 200 lat temu różnice społeczne były bardzo duże – nie tylko gospodarcze: istniały kasty - i z tego powodu niepokojów nie było. P. v-premier liczy, że ściągnie 50 mld od wielkich korporacyj – nie zdając sobie sprawy, że po nieuniknionej podwyżce cen ucierpią inne branże (potem tłumaczył, że chodziło Mu o ludzi, którzy nic nie produkują, tylko pobierają fikcyjne zwroty VAT; ale przecież wielkie korporacje akurat tym się nie zajmują!) . Ten człowiek to bankowiec, który pieniądze trzyma w szufladkach – i nie zdaje sobie sprawy, że gospodarka, to żywa, płynna materia i nic się w żadnej szufladce nie utrzyma, bo ludzie błyskawicznie znajdują ( niestety, często kosztowne...) sposoby na obejście idiotycznych ustaw. Nawet tę makabreskę z przedwczoraj ( goo.gl/rLhWpH - 9 państw Zachodu wymyśliło sobie, że kierowcom ciężarówek nie będzie wolno spać po drodze na parkingach – na weekendy będą musieli wracać do domu; premiuje to państwa położone centralnie!!) też chyba da się bez WIĘKSZYCH kłopotów obejść (hmmm: dla małych firm może to być kłopot nie do przezwyciężenia!).

    Jedyny człowiek, który rzeczowo mi odpowiedział, to p.Grzegorz Tobiszewski. Wyjaśnił, że teraz (to oczywisty efekt polityki UE) nawet prywatne kopalnie szukają wsparcia „rządu”. Przyznał jednak potem, że to konieczne wsparcie jest znacznie mniejsze, niż dopłaty do kopalń reżymowych.

    No, to dlaczego ich nie prywatyzują??!!??

    Bo to są komuniści. Oni po prostu wierzą, że co państwowe, to jest słuszne – a na wiarę nie ma sposobu!

    PS: Tę dyskusję na swym Twitterze relacjonował p.Ryszard Czarnecki, v-przewodniczący PE: goo.gl/By9m1X 

    A tu spisany tekst mojego wystapienia, bo jakość nagrania marna: 

     

    Panowie, ja nie ukrywam, że źle myślałem i źle pisałem o tym rządzie. Ale po tym, co tu usłyszałem jestem przerażony. Panowie w ogólne nie wiecie, gdzie Wy jesteście. Pan przeszedł tu przez bramę z napisem „Altiero Spinelli” i Pan się dziwi, że [w UE] jest zerowy wzrost gospodarczy. Przecież celem ludzi, którzy rządzą Unią Europejską, JEST zerowy wzrost. To jest ich CEL. Myślicie, że to są idioci, którzy nakładają podatki i regulacje? Nie! To wysoko wykształceni ludzie, którzy celowo je nakładają żeby wzrost był zerowy. Jeśli tego nie wiecie, to co Wy tutaj robicie?
    Panie Premierze, Pan mówi o tym, że będzie większa równość jak się pozamyka granice. Panie Premierze: Kambodża za Pol-Pota miała zamknięte granice, a zapewniam Pana, że społeczna różnica między porucznikiem Czerwonych Khmerów - a osobą, której mógł wyjąć wątrobę i ją zjeść - była znacznie większa między Rockefellerem, a mną.

    Pan mówi o podatkach, Panie Premierze, jak ślepy o kolorach. Jeśli Pan ściągnie VAT np. od producentów ołówków, to oni podniosą cenę ołówków. Ludzie wtedy kupią droższe ołówki i nie będzie ich stać na ciastka. Zbankrutują wtedy producenci ciastek. Oni nie będą wiedzieli dlaczego - tak, jak i Pan nie będzie wiedział dlaczego. Gospodarka to system naczyń połączonych. Pan nie może wpływać na jeden sektor gospodarki, nie wpływając na drugi.

    Pan mówi o kopalniach. Dlaczego Wy tych kopalń nie sprywatyzujecie? Przecież prywatne kopalnie dają sobie świetnie radę. Dlaczego nie prywatyzujecie kopalń? Po prostu, zwyczajnie, nawet w tym absurdalnym systemie, przy tych absurdalnych unijnych obciążeniach, powstają prywatne kopalnie. Dlaczego nie sprzedacie natychmiast? To Wasz obowiązek.

    Mam teraz konkretne pytanie. Rząd PiSu oskarża PO, że wraz z PSLem kradła i marnowała pieniądze. A teraz czytam, że Bruksela przeznaczyła 66 mld złotych na polskie koleje, z czego nie będziecie w stanie przerobić więcej niż 20 mld i 40 mld, znacznie więcej, niż mogli ukraść, poleci w błoto. Pierwszy raz słyszę, że można nie chcieć wziąć pieniędzy. Zdarza się, że pieniędzy brakuje - ale to, że dają nam 66 mld, a my nie umiemy ich wykorzystać - to jest dla mnie absolutnie niezrozumiałe. Ja się podejmuję je wykorzystać, Panie Premierze. Nawet na koleje.
    Dziękuję bardzo.

  • 01-02-2017 01:20:00

    Cosik o edukacji

    Niedawno przeczytałem w Sieci (goo.gl/DsaHnX) informację o wypowiedzi pochodzącej z kuratorium oświaty: „Nie ma danych o możliwych zwolnieniach nauczycieli w związku z reformą edukacji.” Na co zareagowałem na Twitterze: „To po co taka reforma???

    Bo, jak już setki razy mówiłem i pisałem, reformy powinny polegać na tym, że miejsca pracy się likwiduje. Co jest koniecznością: gdyby nie likwidacja miejsc pracy nie byłoby kim obsadzać miejsc pracy w nowych branżach. Nigdy nie powstałyby koleje, bo ludzie potrzebni na dróżników, nastawniczych, maszynistów itp. itd., byliby zatrudnieni przy dyliżansach jako stajenni, stangreci, karetnicy, lakiernicy, kołodzieje itp. itd. A związki zawodowe nie pozwoliłyby ich zwalniać!!

    Na szczęście w XIX wieku działaczy związków zawodowych wsadzało się do więzień lub deportowało na Martynikę, Syberię, do Australii i w inne miejsca, przyzwoicie oddalone od własnego kraju. I dlatego wtedy panował postęp (techniczny!). Dziś mamy zastój – i z rozpaczy krzyczę: „Wszystkie związki na Powązki!

    Najważniejszy cytat z inkryminowanego tekstu brzmiał:

    Według nas, ta reforma nie powinna spowodować utraty stanowisk pracy. Wydaje nam się nawet, z ogólnych obliczeń w skali kraju, że będzie to około 5 tys. etatów więcej – powiedziała na konferencji prasowej w Płocku mazowiecka kurator oświaty Aurelia Michałowska. Zaznaczyła, że pytanie o zatrudnienie dotyczy przede wszystkim organów prowadzących szkoły.

    Andrzej Sosnowski, drugi mazowiecki wicekurator oświaty, powiedział, że w związku z reformą edukacji i likwidacją gimnazjów w przypadku Warszawy przewidywany jest wzrost zatrudnienia nauczycieli o 4%.”

    Jest to przerażające. Gdy tworzono gimnazja liczba miejsc pracy dla dyrektorów, urzędników itp. wzrosła (po to była tamta reforma – by swoich Krewnych-I-Znajomych poupychać na reżymowe posady). A teraz, gdy się je likwiduje... to znów rośnie!!!

    Bo trzeba poupychać Krewnych-I-Znajomych PiSmenów. A po co robić sobie wrogów z tamtych? Wybory samorządowe za pasem...

    Proste.

    Dostałem masę uwag – bynajmniej nie tylko od nauczycieli – o braku „empatii”, znieczulicy – i nieszczęsnych nauczycielach, którzy pozostaną bez środków do życia. Co prawda wzrosnąć ma zatrudnienie w „organach prowadzących szkoły”, czyli w biurewstwie – ale podjąłem rękawicę i zareagowałem: „Narzekacie na złych nauczycieli. A gdy piszę, że jest okazja, by ich zwolnić – to  odruchowo bronicie »Człowieków Pracy«!!”.

    Tym razem „polubień” było ponad dwa razy tyle. Efronteria popłaca.

    Tymczasem sytuacja w szkolnictwie jest dramatyczna. Pozwolę sobie znów zacytować z Sieci artykuł p.Izabeli Brodackiej pt.: „Jak to się stało, że w ciągu ostatnich 20 lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL?” (goo.gl/uhCwN6).

    Jak to się stało? Odpowiedź jest prosta:

    (1)   Nie „w ciągu 20 lat”. Już ze 40 lat temu p.prof. Andrzej Kajetan Wróblewski, wtedy rektor UW, powiedział: „Musimy dwukrotnie zwiększyć liczbę studentów – nawet, gdybyśmy mieli trzykrotnie obniżyć poziom nauczania”. I ten program jest z żelazną konsekwencją realizowany. To celowa robota – poddani powinni być głupi!

    (2)   Mamy d***krację – więc nie ma żadnego powodu, by przekonywać oponenta siłą argumentu. Trzeba zdobyć Większość. A ponieważ głupich jest więcej, niż mądrych, głupie argumenty bardziej popłacają.

    (3)   Szkolnictwo jest reżymowe – a wiadomo, że co państwowe to złe. Na rynku po 1988 roku państwowe knajpy zbankrutowały w konkurencji z prywatnymi w pół roku. To samo byłoby z reżymowymi „szkołami” – zostałyby wyparte przez różnorodne, dynamiczne, dobre (lub złe!) tanie (lub drogie) szkoły prywatne. Złe, oczywiście, by bankrutowały – tak samo, jak złe knajpy.

    (4)   Oświata jest przymusowa. Tworzy to oligopol szkół. Proszę wprowadzić przymus posiadania „komórek” – a za 2 lata będą dwa razy droższe i trzy razy gorsze.

    Tych Czterech Jeźdźców Apokalipsy niszczy wszystko – do gołej ziemi.