Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63924 komentujących
24198 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-05-2016 18:46:00

    Prezydentka Republiki Chin - czy Tajwanu?

    JM napisało we WPROST artykulik „Chiny kontra kobieta” - o JE Ing-Wen Tsai, prezydentce Republiki Chin – mylnie nazwanej w tekście: „prezydentką Tajwanu”.

    Co ciekawe – w tekście czytamy: „...Tsai, która niedawno objęła rządy po kilku latach dominacji zwolenników połączenia Tajwanu z Chinami, jest zdecydowaną zwolenniczką pełnej niepodległości jej kraju” . Natomiast pod ilustracją jest: „...zwolenniczką pełnej niepodległości swego państwa”.

    To nonsens. Jej państwo to Republika Chin, której ogromną większość terytorium zajmują buntownicy z tzw. Chińskiej Republiki Ludowej, a trochę jeszcze Rosjanie, Indusi i inni; jedynym wolnym skrawkiem RCh jest właśnie Tajwan. RCh, choć zajmuje tylko kawałek Chin, wysoko dzierży sztandar – i jest ambitna. Np. ChRL podpisała z Rosją i Indiami traktaty graniczne uznające władanie FR i RI nad pewnymi obszarami – ale RCh tego nie uznaje!! I gdyby jakimś cudem RCh opanowała cale Chiny, to by dążyła do odwojowania tych obszarów.

    Oczywiście pani Tsai (w transkrypcji „mandaryńskiej”: Yīng-Wén Cài) ani to w głowie. Ona jest prezydentką RCh tylko formalnie. Naprawdę chce być prezydentką Tajwanu... Skromnie, ale realniej

    Natomiast w Pekinie uważa się, odwrotnie, że to Tajwan jest odłączoną prowincją ChRL. Formalnie i historycznie racji nie mają – ale spojrzenie na mapę i policzenie żołnierzy obydwu republik uczy realizmu...

    Wracamy na Tajwan. Na Tajwanie około połowy mieszkańców (ci, którzy uciekli z kontynentu przed komunistami) uważa się za Chińczyków – ale połowa uważa się za Tajwańczyków, okupowanych przez przybyszów spod znaku Guo-Min-Dangu. I p.Tsai wcale nie chce „ogłosić niepodległości Republiki Chin”, która przecież jest niepodległa – tylko zlikwidować (nieco fikcyjną) Republikę Chin i ogłosić powstanie nowego państwa, Demokratycznej Republiki Tajwanu.

    Spór między RCh, a ChRL - to wewnętrzny spór między Chińczykami. I odkąd na kontynencie w praktyce zlikwidowano komunizm, a kapitalizm (mimo korupcji) kwitnie tam nieraz piękniej, niż na Tajwanie, Chińczycy z obydwu stron Cieśniny kombinują, jak zakończyć ten, już tylko historyczny i prestiżowy, spór elit rządzących obydwoma chińskimi państwami, czyli Guo-Min-Dangu i Komunistycznej Partii Chin – i je połączyć (ciekawostka: Guo-Min-Dang sto lat temu też należał do Międzynarodówki Komunistycznej!!).

    Gdyby jednak p.Tsai ogłosiła niepodległość Tajwanu – połowa b. obywateli RCh nie przyjęłaby obywatelstwa DRTajwanu i zwróciła się o pomoc do ChRL! Co więcej: w armii RCh dominują Chińczycy, a nie Tajwańczycy!!

    Mam niejasne podejrzenie, że p.Tsai, kształcona zresztą dwa lata w USA, jest po prostu amerykańską agentką (jak niektórzy prezydenci Ukrainy – na przykład...), która na polecenie z Waszyngtonu w momencie uznanym przez p.Hilarię Clintonową lub innego amerykańskiego „jastrzębia” za właściwy, ogłosi tę niepodległość, nastąpi wojna domowa, interwencja Pekinu – a Biały Dom oznajmi, że ma podpisany układ gwarantujący obronę RCh przed ChRL, a DRT uznaje za legalnego kontynuatora RCh...

    I w ten sposób USA znajdą się, co jest celem kilku grup w Ameryce, w stanie wojny z ChRL. I będą mogły zniszczyć ją bombami atomowymi zanim ChRL zdąży zagrozić dominacji Stanów Zjednoczonych w świecie.

    Ja to podejrzewałem od dawna. Podejrzenia wzmogły się, gdy dowiedziałem się, że p.Tsai jbyła kształcona w Ameryce. Zresztą nie musi być agentką: może być „pożyteczną idiotką” (to nie obelga – to termin polityczny oznaczający kogoś, kto nieświadomie wbrew interesowi swojego państwa działa w sposób przynoszący korzyść innemu; tak Stalin określał np. ideowych komunistów w USA!), którą (wpływowi na Tajwanie!) amerykańscy agenci wywindowali na szczyt władzy.

    Zobaczymy...

    PS. Moja stała ilustracja sytuacji prawnej w Chinach. Powiedzmy, że we wrześniu 1939 aparat II RP z częścią jej obywateli ucieka nie do Londynu, lecz do Nowego Targu – i tam się okopuje. I trwa. Z pomocą USA trwa, mimo ostrzału artylerii PRL - uważając resztę Polski za kraj okupowany przez komunistów.

    Z czasem jednak PRL staje się coraz mniej komunistyczna, przychodzi reforma Wilczka – i właściwie można by połączyć II RP z PRL – gdyby nie to, że połowa mieszkańców Podhala oznajmia, że nie są żadnymi-tam Polakami, lecz Góralami, i chcą ogłosić Niepodległą Republikę Podhalańską, czcić pamięć śp.Wacława Krzeptowskiego – a nie łączyć się z jakimkolwiek państwem polskim!

    Czy Jarosław Kaczyński, mający poparcie tej połowy mieszkańców Podhala, których rodzice z Rydzem-Śmigłym schronili się tam w 1939 – nie posłałby tam wojska, by przyłączyć zbuntowany Goralenvolk do Macierzy?

    Posłałby. Jak amen w pacierzu..

    A gdyby nie lubiący IV RP Amerykanie powiedzieli, że układ z II RP przenosi się na Republikę Podhalańską? Hę?

    Na rycinie: Terytorium Republiki Chin (RoC). Na razie administruje tylko Tajwanem, bo resztę jej terytorium okupują a to chińscy „komuniści”, a to Mongołowie, a to Rosjanie, a kawałek to nawet Bhutan. Jak łatwo się domyśleć sąsiedzi modlą się, by w Pekinie nadal rządzili „komuniści”, a nie nacjonaliści z Tai-pei. To tak jakby w 1969 roku rezydująca w Londynie II RP obiecywała (po przejęciu w Polsce wladzy przez gen.Andersa na białym koniu...) przyłączenie Hałyczyny, Polesia, Wileńszczyzny, Królewca, Spiszu, Zaolzia, Łużyc i reszty Pomorza Przedniego z prasłowiańską wyspą Rugią...

  • 30-05-2016 09:30:00

    Zapraszamy naszych Czytelników do naszej księgarni http://ksiegarnia.korwin-mikke.pl

    Dziś dwie nowe pozycje: najnowsza książka Janusza Korwin-Mikke – Europa według Korwina, w której w kilkudziesięciu felietonach przedstawia on swoje poglądy nt. Unii Europejskiej i nie tylko. Do nabycia w komplecie wraz z innymi książkami JKM lub z autografem Autora

    oraz Fryderyka Bastiata – Pamflety, gdzie autor logicznie udowadnia wyższość wolnosci nad zniewoleniem

    Takzę tylko u nas najnowsza książka Janusza Choińskiego o nieznanych wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej i zakulisowych rozmowach ministra Józefa Becka ze Stalinem pt. Skierujmy agresję Hitlera na Francję i Anglię!

    A także:

    Paul Johnson – Historia świata XX w. t. I i II - Rewelacyjna historia ostatniego stulecia. Kilkaset stron fascynujących historii, o których mało kto wie.

    George Reisman – Rząd kontra gospodarka – Kolejny kanon austriackiej szkoły ekonomii.

    Stefan Kisielewski – Dzienniki okresu transformacji. Nieznane felietony radiowe Kisiela czytane w polonijnym Radio Chicago w latach 1988-91.

    John Tamny – Ekonomia zdrowego rozsądku, czyli jak rząd psuje gospodarkę – to najnowsza publikacja młodego publicysty z magazynu Forbes

    Dwie nowe pozycje Hansa Hermana Hoppego: – Ekonomia i etyka własności prywatnej, studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Krótka historia człowieka i Demokracja, czyli bóg, który zawiódł.

    George'a GilderaBogactwo czy nędza – nowe wydanie przygotowane z myślą o czytelnikach XXI wieku oraz Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego

    O.Jacek Gniadek SVD – Ekonomia Boża i ludzka, czyli kazania wolnorynkowe

    Michał Wojciechowski – Między polityką a religią

    Artur DmochowskiAfera grypowa: szczepionki, pieniądze kłamstwa

    Dinesh D'SouzaWybaczyć Ameryce! Czyli co Stany Zjednoczone dały Światu?

    Jamie Whyte – Oszuści, czy ignoranci, czyli o nadużywaniu nauki dla celów politycznych

    Tomasz Cukiernik – 10 lat w Unii – bilans członkostwa

    Mark SkousenLogika Ekonomii, książka pomyślana jako nowy podręcznik ekonomii

    George Reisman – Kapitał i kapitalizm XXI wieku i Ekologizm, trucizna XXI wieku

    Jacek Kozik – Najlepszy podatek, najmniejszy podatek

    Tom G. Palmer – Państwo opiekuńcze. Kosztowne złudzenie

    Paul Nison – Dieta biblijna

    Wiesław Stebnicki – Edukacja domowa, edukacja przyszłości

    Clive Ponting – Armageddon, czyli niepoprawna politycznie historia II wojny światowej


     

    Dodatkowo w komplecie z autografem oraz przy zamówieniach powyżej 150 zł. otrzymają Państwo mój nowy, mało znany, zbiór felietonów drukowanych lokalnych pismach samorządowych pt. „Wielkopolska w Wielkiej Europie”.


     

    Zapraszam na mój portal http://korwin-mikke.pl, nie tylko do księgarni, ale także do działu Wiadomości z kraju i ze świata, gdzie znajdą Państwo informacje niedostępne w innych serwisach informacyjnych.

    Oficyna Konserwatystów i Liberałów
    Ul. 3 Maja 100
    05-420 Józefów

    PL 58 1140 2004 0000 3502 3589 9194

    BIC Swift przy wpłatach zza granicy BREXPLPWMUL

    zamówienia na książki zza granicy proszę kierować na adres

    [email protected]


     


     

  • 28-05-2016 09:16:00

    O mleku - i nie tylko

    To z FaceBooka. Zaczęło się od dyskusji w PE o mleku: https://www.youtube.com/watch?v=R9Ai27P5cxQ
     
    Na zamieszczone niżej komentarze odpowiedzialem:
    P.Marianna Petir (CEP, Chorwacja, PPE) oczywiście nie ma racji. Jedni ludzie zarabiają więcej - inni mniej - i chodzi tylko o to, by było to w miarę sprawiedliwe. A jeśli ktoś zarabia lepiej, to znaczy, że będzie miał lepsze rzeczy - np. mleko - od tego, kto zarabia mniej. P.Petir chce zmusić biednych ludzi, by kupowali "dobre" (czytaj: drogie) mleko - zamiast tego, by oszczędzali i kupili za to np. wiertarkę, by zacząć pracować jako rzemieślnik i wydobyć się z biedy. Oczywiście mleko to tylko symbol: komuniści zaczynają od mleka - a potem to już się rozchodzi na wszystko...
    Proszę uważnie przeczytać dwa, akurat pierwsze, komentarze:
    {Krzysiek Jankowski}: "Panie Januszu czy wie pan ile kosztuje litr "mleka" w sklepie, a ile za ten sam litr pełno wartościowego MLEKA kupowany jest od rolnika? Może zacznijmy likwidować pośredników i monopolistów a nie małych producentów. 30 lat temu moi dziadkowie byli w stanie utrzymać gospodarstwo z czterech hektarów i trzech mlecznych krów. A dzisiaj..."
    {Damian Nontalker}: "Tutaj kobieta ma rację i niech ktoś mnie poprawi jeśli się mylę: gigantyczne koncerny utrzymają nawet ceny dumpingowe do takiego momentu aż zarżną małego przedsiębiorcę - tak, że cena nie wróci do normalnej, tylko pozostanie taka jaką będzie chciał wielki producent".
    To nie całkiem tak (poprawiam) bo wielkie koncerny przede wszystkim konkurują miedzy sobą. Natomiast drobnych producentów wyniszczają w wyniku działań "dobrych ciotek" - jak p.Petir. Trzeba zlikwidować 887 (tak!!) przepisów o "jakości mleka" (którą może zapewnić tylko wielki koncern...) i pozwolić rolnikom sprzedawać swoje (lub cudze!) mleko komu chcą i kiedy chcą. To właśnie te przepisy wyniszczają drobnych producentów! Dlatego mleko w sklepie jest kilka razy droższe, niż cena płacona rolnikowi. I wtedy mniej zamożna, a zapobiegliwa, matka kupi dla dzieci tanie mleko - a, oczywiście, bogaty człowiek obawiający się o zdrowie dzieci będzie sobie mógł kupować mleko trzy razy droższe, o jakości gwarantowanej przez nawet pięć instytutów (prywatnych, oczywiście). Co wcale nie znaczy, że jest zdrowsze - tak nawiasem... O tym, co jest zdrowsze, decyduje życie, a nie naukowcy!
    UWAGA: To zjawisko występuje wszędzie. Od dwudziestu lat w Europie nie powstała ani jedna nowa firma samochodowa!!! Dlaczego? Dlatego, że "dla dobra konsumenta" wprowadzono obowiązek "homologacji" - i tylko wielkie firmy mogą rozwalić dziesięć aut o mur by udowodnić, że są one "bezpieczne przy każdej prędkości". I biedny człowiek musi - chce, czy nie chce - "dla swojego dobra" kupowac drogie auta z pasami, czterema poduszkami i czym-tam jeszcze - zamiast auta z Indii, TATA, za $4000 nówka-sztuka. A co jakiś czas "dla jego dobra" każą niszczyć auta stare, by musiał kupić nowe...
    Naiwni chcą, by za małami producentami ujęli się urzędnicy. Otóż urzędników zawsze, prędzej lub później, przekupią Wielcy Producenci. Jedyną obroną dla małych producentów jest całkowicie Wolny Rynek.
  • 24-05-2016 13:01:00

    Trochę więcej o walce Opola z pięcioma gminami

    Ja rzadko zajmuje się sprawami lokalnymi – nie tylko nie mam na to czasu, ale też po prostu mi nie wypada. Jedyny wyjątek: gdy problem lokalny ma odniesienie do czegoś ogólnego.

    Więc zainteresowałem się problemem Dobrzenia Wielkiego – gminy (wraz z czterema sąsiednimi) zagrożonymi przez agresję Opola. By być ścisłym: te pięć gmin nie tyle sąsiadują ze sobą, ile mają za to nieszczęście sąsiadować z Opolem.

    Opole – to miasto rozłożone na 97 km². I wyraźnie ma kompleksy – bo Paryż to 105 km². Więc gdyby przyłączyć jeszcze trochę, to Opole mogłoby przegonić Paryż – a to już jest coś. Z tym można już pokazać się w Europie.

    A Paryż – niech się schowa! Skoro nie potrafił przyłączyć np. Nanterre, Courbevoie i Puteaux, w wyniku czego nawet słynna La Défense nie znajduje się, o zgrozo, w Paryżu – to niech nie podskakuje Opolu. Bo Opole sobie załatwi u ministra – i przyłączyć te gminy (a raczej: ich co cenniejsze kawałki) potrafi.

    Czy chcą – czy nie chcą.

    Otóż, proszę sobie wyobrazić: nie chcą!

    W/g sondaży 96% ankietowanych mieszkańców Dobrzenia Wielkiego (przebadano 62%) nie chce, by przyłączano ich do Opola. Jakieś 6000 ludzi. Pan Wojewoda oświadczył na to, że „zainteresowanie tym tematem jest średnie”. Natomiast w Opolu panuje „w tym temacie”, zdaniem p.Wojewody i p.Prezydenta Opola, wręcz entuzjazm: na 120.000 mieszkańców aż 4000 wypowiedziały się za aneksją tych ziem.

    Trudno się dziwić. Przyłączone mają być tereny uzbrojone – i już zagospodarowane. Np. w Brzeziach mieści się Elektrownia „Opole”. Po przyłączeniu do Opola nadal zadymiałaby Dobrzeń i Czarnowąsy – ale podatki odprowadzałaby do miasta...

    … I o to chodzi! Bo, gdy nie wiadomo, o co chodzi – to wiadomo, że chodzi o pieniądze.

    Mnie, oczywiście, kompletnie nie interesuje to, czy te podatki wpływają do kasy Dobrzenia Wielkiego – czy do kasy miasta Opole. Natomiast jako konserwatysta wiem, że wszelkie zmiany granic powinny być dokonywane równie często, jak operacje chirurgiczne. I zawsze z solidnym uzasadnieniem.

    Tu jedynym „uzasadnieniem” jest chęć obrabowania gmin – na rzecz stolicy województwa. Bo „uzasadnienia” p.Arkadiusza Wiśniewskiego, prezydenta Opola, są takie: „Celem projektu Dużego Opola jest wzmocnienie województwa i Opola, w którym zgodnie mieszkają większość i mniejszość. Zabieg ten jest niezbędny w obliczu wielkiego zagrożenia dla województwa jakim jest zjawisko intensywnej depopulacji”.

    Czyli: ludzie z województwa uciekają – ale jak się zabierze trochę ziem Dobrzeniowi i da Opolu – to uciekać przestaną!!!

    P.Wiśniewski traktuje ludzi jak kompletnych idiotów.

    Otóż mnie – powtarzam – interesują konsekwencje dla Polski. Jeśli więc gminy się dowiedzą, że można im odebrać dobre tereny inwestycyjne – to po prostu przestaną rozwijać tereny graniczące z miastem!

    Co jest oczywistym nonsensem gospodarczym.

    I dlatego zdecydowanie sprzeciwiam się naruszaniu status quo.

    A tak po ludzku – to byłem nawet wzruszony. Bo nigdy i nigdzie w Polsce nie widziałem, by parę tysięcy ludzi z uniesieniem śpiewało hymn swojej gminy!! A to właśnie widziałem i słyszałem w Dobrzeniu Wielkim.

    P.Prezydent usiłuje obronę swoich interesów finansowych przez Dobrzeń przedstawić jako machinacje ... mniejszości niemieckiej!!  Cytuję: „W rezolucji politycy MN posunęli się do manipulacji i po raz kolejny pokazali, że nie ma granic, których nie byliby gotowi przekroczyć w obronie swoich interesów. Nawet kosztem ROZWOJU REGIONU. W celu utrzymania mizernego status quo. Najlepszym przykładem takiego działania jest dzisiejsze zaproszenie przez wójta z MN na Opolszczyznę, znanego eurosceptyka i radykała Janusza Korwina Mikke. Ten europoseł, który uważa, że należy pozbawić kobiety prawa głosu w wyborach, wyprowadzić Polskę z UE, a zawody sportowe niepełnosprawnych przyrównuje do gry w szachy debili – pełnił dziś rolę autorytetu w podopolskiej gminie, krytykując plany rozwoju miasta i województwa”

    No to ja pytam: „Czy gdyby p.Wiśniewskiemu, który mieszka w willi, mieszkańcy sąsiedniego bloku zaproponowali, że odłączą od Jego willi kuchnię i przedpokój i przyłączą je do bloku - bo potrzebują ich, by wydawać tanie posiłki dla biednych ludzi z tego bloku – to czy p.Prezydent uznałby, że jest to znakomity pomysł? Czy też, że jest to bandytyzm?

     

  • 21-05-2016 14:44:00

    Jak "GW" - niewątpliwie wbrew intencjom - zdemaskowała NASA i Kennedyego?

    To tekst z "Gazety Wyborczej"

    Prywatna firma SpaceX snuje ambitne plany wysłania kapsuły na Marsa, tymczasem kongresmeni przycinają państwowej agencji kosmicznej NASA środki finansowe na lot załogowy.

    W 2018 r. nasz bezzałogowy statek wyląduje na Marsie - ogłosiła pod koniec kwietnia SpaceX, najbardziej zaawansowana ze wszystkich prywatnych firm, które zajmują się eksploracją kosmosu. Kapsuła Dragon, która ma dotrzeć na Czerwoną Planetę, już została zbudowana i przechodzi testy, a rakieta nośna Falcon z powodzeniem wykorzystywana jest do dostarczania prowiantu do międzynarodowej stacji kosmicznej. Siedem z ośmiu misji zaopatrzeniowych zakończyło się sukcesem, w tym ostatnia, szczególnie spektakularnym - Falcon wrócił na ziemię i wylądował na platformie na oceanie. Cel wyznaczony przez Elona Muska, założyciela SpaceX, czyli stworzenie rakiety wielokrotnego użytku, która zastąpi wycofane pięć lat temu wahadłowce, został już w zasadzie zrealizowany. W listopadzie planowany jest milowy krok naprzód ku kolejnemu celowi - próbny start Falcona Heavy, czyli rakiety z dodatkowymi silnikami potrzebnymi podczas rocznego lotu na Marsa.

     

    Eksperci nie są przekonani, czy kapsuła SpaceX rzeczywiście ma szansę, by lądować na Marsie już za dwa lata. Nawet kilkutygodniowe opóźnienie projektu z przyczyn technicznych uniemożliwi jego realizację do 2020 roku, bo tylko raz na dwa lata Ziemia i Mars są w położeniu pozwalającym na szybką podróż. Nikt jednak nie może odmówić Muskowi ambicji i wizjonerstwa (jest on bardzo aktywny nie tylko w kosmosie, ale również na powierzchni Ziemi; był jednym z założycieli PayPala, czyli popularnego systemu umożliwiającego płatności przez internet z użyciem e-maila, oraz firmy Tesla produkującej elektryczne samochody).

     

    Podobnych przymiotów brakuje, niestety, amerykańskim kongresmenom, którzy ustalają budżet i zadania państwowej agencji kosmicznej NASA. Tak przynajmniej wynika z artykułu opublikowanego na portalu Ars Technica. Programy, które są kluczowe w przygotowaniach załogowej wyprawy na Marsa, są co roku przycinane, a "zaoszczędzone" w ten sposób pieniądze wydaje się np. na program wystrzeliwania małych satelitów na orbitę okołoziemską. Obecnie jest duże zapotrzebowanie na takie satelity - od 50 do 400 kg. Bardzo wiele firm i instytucji chciałoby je umieścić w kosmosie, ale obecnie są one podczepiane do większych satelitów, które wynoszone są na orbitę przez duże rakiety. Dlatego często muszą długo czekać na start.

     

    W lutym na posiedzeniu kongresowej komisji ds. nauki, technologii i przestrzeni kosmicznej marsjańskie plany NASA były mocno krytykowane jako mało konkretne i nie wiadomo, czy w ogóle realne z przyczyn finansowych, bo jak się szacuje, koszt załogowego lotu przekroczyłby obecny roczny budżet agencji. Dlatego wielu kongresmenów uważa, że lepiej skupić się na mniej ambitnych, ale bardziej praktycznych i przynoszących wymierne korzyści już teraz projektach. Takich właśnie jak wystrzeliwanie małych satelitów.

     

    W 2016 roku budżet NASA osiągnie 19 mld dol., czyli 0,5 proc. wydatków amerykańskiego rządu. W latach 60. był wielokrotnie większy - w porywach przekraczał nawet 4 proc. wydatków państwa. Była to oczywiście zasługa prezydenta Johna F. Kennedy'ego, który w słynnym przemówieniu we wrześniu 1962 roku ogłosił: "Postanowiliśmy lądować na Księżycu w tej dekadzie nie dlatego, że jest to łatwe, tylko dlatego, że jest to trudne, że ten cel wyzwoli w nas energię i talent, wszystko, co mamy najlepsze". Potem, w latach 70., 80. i 90., NASA dostawała dużo mniej, ale wciąż około 1 proc. budżetu federalnego. Dopiero w XXI wieku jej udział w wydatkach rządu spadł do obecnego, mizernego pół procent. Ale i tak jest to prawie jedna trzecia wszystkich pieniędzy, które rząd USA wydaje na cywilne badania naukowe.

     

    Co gorsza, wielu krytyków NASA podkreśla, że jej relatywnie skromny budżet jest wydawany nieefektywnie. Nowa rakieta nośna SLS, którą opracowuje agencja, będzie kosztować kilka razy więcej niż Falcon Heavy, a jej moc będzie tylko niewiele większa (obie rakiety będą zdolne wynieść na orbitę 400 km nad Ziemią, czyli tam, gdzie lata Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, odpowiednio 70 i 54 tony). Będzie też droga w eksploatacji - koszt wyniesienia jednej tony na orbitę będzie trzy razy większy niż w Falconie. W dodatku SLS jeszcze nie ma, a Falcon już lata i nawet ląduje. Dlatego niektórzy uważają, że NASA w ogóle powinna porzucić swój projekt i w kooperacji ze SpaceX doskonalić Falcona i jego kolejne, potężniejsze wersje.

    http://wyborcza.pl/1,75400,20106158,spacex-nasa-1-0.html

    i mój komentarz z FaceBooka:

    Z tekstu jasno wynika, że prywatna forma zdoła wysłać człowieka na Marsa w 2018 roku - podczas gdy NASA nie da rady, bo pochłonęłoby to cały jej budżet wynoszący - uwaga: 0,5% PKB Stanów Zjednoczonych!!!!
    Natomiast by wysłać człowieka na Księżyc ten komunista, Jan F.Kennedy, zamiast zaoferować nagrodę prywatnym firmom, zmontował reżymową NASA, na którą dał... 4% PKB USA!!! ,Dzięki temu, zdaniem Kennedyego, znów "socjalizm i komunizm zatryumfowały nad kapitalizmem".
    Trzymam kciuki za SpaceX. Stany Zjednoczone przegoni - może nawet uda jej się przegonić reżim chiński, który też, zamiast forować prywatne firmy, chce wysłać tajkonautów państwowymi rakietami.
     
  • 20-05-2016 21:32:00

    Co się dzieje w Redzikowie?

    Pisałem już o tym – ale powtarzam.

    Otóż na Ziemi trwa pokój – oparty na równowadze strachu. Amerykanie mają potężne rakiety balistyczne z ładunkami atomowymi wymierzone w Rosję – a Rosjanie (trochę mniej) w Amerykę. Gdyby Amerykanie zaatakowali – Rosjanie zdążą odpowiedzieć salwą i zniszczyć spory kawałek Stanów Zjednoczonych.

    Jeśli jednak start rakiet rosyjskich zostałby wykryty odpowiednio wcześnie (proszę zobaczyć na ilustracji: Upgaded Early Warning Radars - ulepszone radary wczesnego ostrzegania)

     

    ,

    Amerykanie zdążą uruchomić anty-rakiety – które zdołają zniszczyć większość rakiet rosyjskich.

    Dlatego „tarcza anty-rakietowa” jest niesłychanie niebezpieczna dla pokoju światowego. Oczywiście nikt nie wierzy, że ma służyć dla ochrony USA przed rakietami... perskimi. Nie chroni równie, ze oczywiste, terytorium Polski. Służę do wczesnego wykrywania startu rakiet rosyjskich.

    Jeśli Amerykanie stwierdzą, że wykryją te rakiety dostatecznie wcześnie – będą mogli bezkarnie zniszczyć Rosję. Dlatego JE Włodzimierz Putin zareagował z niespotykaną u Niego nerwowością – mówiąc, że trzeba będzie na to zdecydowanie zareagować.

    Znając rosyjską obsesję oblężonej twierdzy nie można wykluczyć, że - jeśli np. wybory wygra p.Hilaria Clintonowa, a ich szpiedzy doniosą (zgodnie z prawdą – lub nie...), że jest Ona zdecydowana uderzyć na Rosję - Kreml zdecyduje się zniszczyć „tarcze” w Redzikowie i na Łotwie. Formalnie byłaby to rosyjska agresja – ale z punktu widzenia pokoju światowego równie usprawiedliwiona, jak np. zastrzelenie w 1938 Adolfa Hitlera...  

  • 16-05-2016 12:33:00

    P.Royal walczy z gazem

    P.Ségolène Royal, niefortunna kandydatka na prezydentkę Francji, postanowiła się nadal ośmieszać - tym razem w roli ministerki energetyki Republiki. Oświadczyła, że nie można zakazywać wydobywania we Francji gazu łupkowego - a jednocześnie sprowadzać go z USA!!

    Jest w tym tyle samo sensu co w zakazie sprowadzania drewna z Rosji jeśli samemu zakazuje się wyrębu lasów - ale kto wymaga od kobiety, by myślała logicznie? P.Royal zakazałaby zapewne również sprowadzania tego gazu z Księżyca - by nie niszczyć tamtejszego środowiska. We Francji od 2011 r., obowiązuje moratorium na poszukiwanie gazu ziemnego z łupków przy zastosowaniu szczelinowania - a ci bezczelni Amerykanie szczelinują i szczelinują (cokolwiek by to słowo znaczyło).

    W rzeczywistości francuskie spółki energetyczne z udziałem skarbu państwa, takie jak EDF czy Engie, zawarły umowy na import LNG, który tylko w 40% pochodzi z łupków. Mimo to p.Ministerka była bezkompromisowa: "Poprosiłam te dwie firmy o wyjaśnienie, dlaczego nie były czujne podczas zawierania umów. Poprosiłam również o zbadanie czy istnieją środki prawne, które można wykorzystać w celu zakazania importu gazu ziemnego z łupków". Widać udział Panstwa w tych spółkach jest mniejszy, niż 50%...

    Pod koniec kwietnia do Europy dopłynął pierwszy metanowiec z amerykańskim LNG, a do Dunkierki pierwsze gazowce z amerykańskim gazem łupkowym mają przypłynąć w czerwcu. Umowę na dostawę 50 statków z surowcem z USA podpisała francuska spółka EDF.

    JE Franciszek Hollande wydłużył zakaz stosowania szczelinowania hydraulicznego do 2017 roku. Jednak francuska spółka Total zapowiedziała, że jeżeli wygra proces przeciwko francuskim władzom w sprawie szczelinowania hydraulicznego to ponownie podejmie się próby przekonania władz. Prezydent Francji wycofał się ostatnio (w dramatycznych okolicznościach) z forsowania socjalizmu - może zmieni i tę decyzję?  

  • 10-05-2016 15:35:00

    On nie chce się żenić - on MUSI!

    Śp.Henryk Fryderyk Amiel, słynny filozof z Genewy, napisał był w swoim (bardzo, bardzo obszernym...) „Dzienniku Intymnym”: „Błąd jest tym bardziej niebezpieczny, im więcej w nim prawdy”.

    Właśnie czytam opinię p.dra hab. Dominika Gajewskiego, kierownika Centrum Analiz i Studiów Podatkowych SGH: „Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ciężar tego podatku znowu zostanie przerzucony na Kowalskiego. Podniesienie o symboliczne parę groszy ceny na każdym produkcie będzie dawało możliwość przerzucenia tego podatku na klientów”

    W tej opinii jest bardzo dużo prawdy. Podatek ten oczywiście zostanie przerzucony na klientów. Tyle, że nie ma tu żadnego "bardzo dużego prawdopodobieństwa” - jest pewność. I nie „da możliwość” - tylko: „zmusi do”.

    W tej dziedzinie działa w Polsce gospodarka rynkowa. Konkurencja międzu sklepami (markety konkurują również między sobą – i to najostrzej) zmusza do obniżenia cen tak, że pozostaje tylko najmniejszy akceptowalny zysk. „Najmniejszy akceptowalny” - czyli tak mały, że jeśli będzie mniejszy, to market zamknie sklepy i przeniesie się do innego kraju, gdzie lepiej jest zainwestować.

    Jeśli nałożymy nowy podatek – to oczywiście zysk spadnie poniżej akceptowalnego poziomu. Więc firma nie będzie dokładać, tylko albo zmniejszy pensje sprzedawcom albo podniesie ceny (albo po części i jedno i drugie). Albo zamknie interes.  

  • 10-05-2016 01:11:00

    Słów kilka o zasadach

    Tezy: Prawda jest prawdą, nawet jeśli nikt w nią nie wierzy; błąd jest błędem, nawet jeśli wszyscy w niego wierzą – pochodzą z blogu poświęconego śp.Fultonowi Janowi Sheenowi, arcybiskupowi Newport (1895-1979, popularny ksiądz, prowadził programy w TV!) - i są opatrzone napisem: „Źródło nieznane”. Otóż są to typowe zasady śp.Mikołaja Gómeza Dávili - jeśli nawet nie sformułował ich On w taki sposób, to na pewno wynikają z innych. Są prostym wnioskiem z definicji słów "Prawda" i "Błąd".

    Natomiast pierwsza zasada też jest prawdziwa – ale tylko w pewnym sensie. Zasady moralne nie zależą od zdania większości – ale w takim razie od czego zależą? I dlaczego większość podziela zasady moralne?

    Proszę zauważyć, że rozmaite cywilizacje, rozmaite narody – mają rozmaite zasady moralne. Ale przecież żadne plemię tych zasad nie uchwalało w formie glosowania!

    „Zasady” są jak geny w organizmie. Istotnie: różne cywilizacje maja rożne zasady – ale też wiele jest niemal identycznych. Z tych samych powodów, dla których organy rozmaitych gatunków zwierząt są nieraz do siebie bardzo podobne.

    Są podobne – bo dobrze służą temu, czemu mają służyć.

    Niektóre zasady same się wykształciły: np. te plemiona, które potępiały kradzież wygrywały z tymi, które kradzieży nie potępiały. Niektóre były formułowane przez Wielkich Prawodawców – np. Mojżesza – ale też musiały walczyć o przetrwanie. Ziemia kryje wiele zaginionych ludów, które nieraz też miały Wielkich Prawodawców – tyle, że ich prawa okazały się gorsze od innych.

    Tak więc nasze zasady nie zależą od głosowania współczesnych – lecz od „głosowania” naszych przodków. My tylko je od nich przejmujemy – i stosujemy. Czasem ze zrozumieniem – a czasem nie. Np. zakaz jedzenia wieprzowiny działał w ubiegłych wiekach równie dobrze u ludów, które ślepo się do niego stosowały – jak i u tych, które „wiedziały”, że zapobiega to popularnej wtedy trychinozie...

    Zwracam uwagę, że nigdy nie możemy wiedzieć, dlaczego zasada jest dobra. Kto wie, czy wieprzowina nie zawiera jakichś innych składników, które szkodzą po dwudziestu pokoleniach ją spożywających – a Arabowie i Żydzi prosperują obecnie właśnie dlatego, że jej nie jedzą??

    Kto wie?

    Zmiana zasad moralnych jest niesłychanie ryzykowna – u narodów, które prosperują. Zasady XIX wiecznej cywilizacji europejskiej były bardzo dobre – dlatego właśnie odejście od nich daje obecnie tak katastrofalne efekty. A jeśli jakiemuś narodowi grozi wyginięcie – to przejście na inne zasady może być jedynym ratunkiem. Dlatego zdrowy naród i zdrowa cywilizacja tolerują „odszczepieńców”, wyznających inne zasady niż większość. Jeśli jest ich mało, to nie szkodzą – a kiedyś, gdy w zmienionych warunkach obecne zasady zaczną szkodzić, mogą się okazać cenni!

    Sumując: trzeba trzymać się zasad naszych przodków - bardzo ostrożnie eksperymentując z odchodzeniem od niektórych.

  • 08-05-2016 03:01:00

    Jak umacnia się fałsz?

     Nigdy nie mogę się dość nadziwić,  jak działają stereotypy.. Z wykształcenia i sposobu myślenia jestem uczonym, a nie politykiem. W dodatku: matematykiem – a tam w momencie udowodnienia lub obalenia jakiejś tezy ustaje wszelka dyskusja.

    Tymczasem w polityce można udowodnić niezbicie jakąś tezę – lub inną obalić – i niczego to nie zmienia. W dalszym ciągu ludzie w nią nie wierzą (albo w tę obaloną wierzą) – i koniec. Nic ich nie przekonuje – jeśli, oczywiście, telewizja stanie po niewłaściwej stronie.

    Do tego, że tak myślą prości ludzie – już przywykłem. Facet ma 60 lat, 45 lat temu nauczono go w szkole, że „Chiny są państwem komunistycznym” - i (ku chwale polskiego systemu edukacji) nic nie zmusi go do zmiany tego przekonania. Twierdzić będzie, że Hitler i Piłsudski byli prawicowcami, Konstytucja 3 Maja aktem d***kracji, - a w 1989 roku Polska zaczęła budowę liberalizmu, kapitalizmu i wolnego rynku.

    Gorzej, gdy podobne banialuki głoszą ludzie wykształceni i myślący. Co najmniej jeden z Autorów wywiadu z JE Mateuszem Morawieckim jest znanym mi osobiście rozsądnym człowiekiem

    (Grzegorz Osiecki, Marek Chądzyński http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/519936,mateusz-morawiecki-dla-dgp-jestesmy-niezli.html )

    a mimo to zadali p.Ministrowi „pytanie”:

    Nie kryje Pan swojej krytycznej oceny dla idei, które legły u podstaw zmian gospodarczych w ostatnim 25-leciu: że kapitał nie ma narodowości, że rynki powracają do stanu równowagi, jeśli tylko się przy nich nie majstruje, że prywatyzacja zawsze jest dobra. Na jakich więc fundamentach powinniśmy rozwijać gospodarkę w najbliższych latach?

    pytanie, będące imputacją, że u podstaw zmian gospodarczych legły w/w trzy zasady.

    Wszystkie trzy są prawdziwe. Za to twierdzenie, że się do nich stosowano, jest najoczywiściej w świecie fałszywe.

    1) „Kapitał nie ma narodowości” Bzdura kompletna. Już 25 lat temu podczas jednej z pierwszych prywatyzacyj słyszałem, że „Sprzedaliśmy taniej Włochowi, choć Niemiec dawał więcej”. W rozmaitych okresach i miejscach raz dawano przywileje kapitałowi polskiemu, raz zagranicznemu, specjalne kłody rzuca się pod nogi kapitałowi rosyjskiemu, popiera ukraiński...

    2) „Rynki powracają do stanu równowagi, jeśli tylko się przy nich nie majstruje”; rany Boskie, Panowie – gdzie Wy żyjecie? Polski Parlament produkuje rekordowe liczby ustaw, przyjmuje jeszcze więcej z UE,  polski „rząd” wydaje tysiące dekretów i rozporządzeń – a 2/3 z nich to majstrowanie przy rynkach!!!

    3) „Prywatyzacja zawsze jest dobra”. Z tym jeszcze chyba gorzej. Im większa i ważniejsza firma – tym bardziej się jej nie prywatyzowało!! Szkolnictwo, lecznictwo, kopalnie, koleje, poczta... Nawet taki drobiazg, jak LOT. A jak coś się nawet „prywatyzuje”, to broń Boże nie sprzedaje się tego jakiemuś kapitaliście – tylko np. spółce będącej własnością innego państwa. Albo rozsprzedaje się akcje milionowi ludzi zachowując dla siebie 10% - czyli pełnię władzy. Hasło w ostatni 25-leciu brzmiało „Prywatyzacja czasem bywa dobra” - co i tak jest postępem w porównaniu z czasami, gdy uważano, że tylko państwowe ma rację bytu...

    Teraz inny stereotyp – p.Sławomir Sierakowski (czy to ten wariat z „Krytyki Politycznej”?) robi wywiad z p.Michałem Zadarą, ( http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Michal-Zadara-Czy-Polska-jest-Dziadem-czyli-PiS-jako-zasluzona-kara,wid,18215945,wiadomosc.html ) który zresztą mówi rzeczy słuszne, np.:

    Właśnie bałagan w państwie działa na korzyść rządów autorytarnych! Bałagan prawno-administracyjny powoduje, że nie można działania państwa prześledzić ani rozliczyć. Wszystko staje się trochę zgodne z prawem, a trochę niezgodne. Nie da się nic powiedzieć na pewno, a tymczasem partia działa, rozdaje posady, wycina lasy. I to – wracając do punktu wyjścia - zbliża nas do modelu rosyjskiego” - na co p.Sierakowski wali stereotypem:

    Nie przesadzasz? Nikogo w więzieniu ta władza jeszcze nie zamknęła. W modelu rosyjskim wybory są fałszowane, mają 99% frekwencję jak w referendum na Krymie, prawie nie ma wolnych mediów itd”.

    Otóż: „polska” Władzuchna zamknęła setki osób. Najbliższa ciału koszula, więc wspomnę o p.Marku Majchrze, chyba do tej pory kiblującym - za to, że podczas wiecu Bronisława Komorowskiego machał krzesłem i krzyczał „Wejdź Szogunie!” (chodziło o przypomnienie, że ówczesny Prezydent podczas podróży do Japonii wszedł na krzesło w pałacu cesarskim). Wybory w Polsce są fałszowane – i mamy na to twarde dowody – nie ma zaś takich dowodów w przypadku Rosji (choć podejrzewam, że też są fałszowane, nawet bardziej niż w Polsce). Natomiast frekwencja w wyborach na Krymie wyniosła 80%, a za wejściem Republiki Krymu do FR glosowało 95% - co w iloczynie daje 76%; trochę mniej nawet, niż procent Rosjan na Krymie (za Anschlußem do III Rzeszy głosowało w 1938 znacznie więcej Austriaków!). Media w Rosji są w miarę wolne, na co najlepszym dowodem są... ciągłe oskarżenia, że zabito czy zastraszono dziennikarza niezależnych mediów... Jedna gazeta nawet ośmieliła się napisać, że przyłączenie Krymu było błędem!! Tu nie chodzi o sprzeciwienie się JE Włodzimierzowi Putinowi; odwaga pisma polega na tym, że sprzeciwiło się (rosyjskiej - nie dotyczy to mniejszości!!) opinii publicznej, której 95% popierała i popiera Anschluß Krymu. A które „wolne medium” w Polsce odważy się podwazyć podstawy ustroju – czyli zanegować d***krację?

    A teraz rzecz najważniejsza.

    Żaden z w/w Panów nie przeprosi za bzdurą, jaką napisał. Nie przeprosi za pośrednie (najgroźniejsze!) nafaszerowanie mózgów swoich Czytelników tezami będącymi w jawnej sprzeczności z rzeczywistością i elementarną logiką. Fałsz tryumfuje i umacnia się.

    Sorry – taki mamy klimat (intelektualny)?

  • 04-05-2016 22:14:00

    Uciec do przodu

    Natychmiast po odmowie publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ostrzegłem, że zaistniały dwa porządki prawne – a więc Polska stoi w obliczu wojny domowej, Takie przypadki w naszej historii już się zdarzały: zarówno podczas okupacji narodowo-socjalistycznej, jak i podczas powstania styczniowego istniały dwa porządki prawne – drugi usiłowało narzucić państwo „podziemne”. W stanie wojny, powtarzam, to się zdarza.

    Obecnie też od kilku tygodni jesteśmy w stanie wojny. Tyle, że jeszcze nie szczęka oręże. I nie wszyscy zdeklarowali, po czyjej są stronie.

    Na razie ludzie nie zdają sobie z tego sprawy: wyborcy PO sądzą, że idzie o obronę wpływów – wyborcy PiS wzruszają ramionami: „A niech sobie łamią Prawo, byle tych złodziei z PO pozamykali w kryminale”. Nie dostrzegają tego również politycy, choć oświadczenia Sądu Najwyższego (a także rad mm.Łodzi, Poznania i Warszawy) powinny im dać wiele do myslenia.

    Wojna domowa zagrozi, gdy w jakiejś sprawie zostaną zaangażowane realne pieniądze. Np. kilka milionów posiadaczy nieruchomości zechce je sprzedać, „Rząd” oświadczy, że ustawa tego zabrania, ci odwołają się do sądów, sądy będą rejestrować sprzedaże, a podlegający administracji geodeci odmówią nanoszenia tego na mapy. Lub w jakiejkolwiek innej poważnej sprawie.

    Partia KORWiN podobnie jak inne złożyła na ręce NCzc.Marka Kuchcińskiego projekt kompromisu w/s TK. Jednak ja w żaden kompromis nie wierzę. Trybunał nie ma prawa cofnąć się – bo oznaczałoby to przyznanie, że TK może się mylić, co jest niszczące dla powagi orzeczeń sądowych i para-sądowych. Z kolei PiS wisi na krawędzi zaufania i przyznanie się do błędu byłoby niebezpieczną utratą twarzy.

    Rząd w chwili obecnej szykuje się do rozprawy z opozycją – według moich informacji: na przełomie czerwca i lipca (brak studentów jest tu istotnym czynnikiem). To jest jakieś rozwiązanie – ale nie potrafię nazwać go „dobrym”. Skoro więc takie rozwiązanie jest nie jest dobre, a kompromis jest niemożliwy – pozostaje jedno: ucieczka do przodu.

    Jeśli rzeczywiście wszystkie strony konfliktu chcą uniknąć siłowej konfrontacji, a PiS poważnie traktuje swoje propozycje, że dopuści do TK sędziów z nominacji opozycji – proponuję rozwiązanie radykalne:

    1) Zmieniamy Konstytucję. Likwidujemy TK, na to miejsce wprowadzamy, jak w USA, Sąd Najwyższy,

    2) Sprawy będące obecnie w gestii TK przejmuje Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego. Składająca się z 9 sędziów. IK przejmuje stan prawny sprzed ostatniej ustawy o.Trybunale Konstytucyjnym.

    3) Spośród obecnych sędziów SN i NSA (nikt nie podejrzewa, że wszyscy byli mianowani za szczególne zasługi dla jakiejś partii?) na członków IK dwóch wskazuje p.Jarosław Kaczyński, dwóch p.Grzegorz Schetyna i po jedntm pp.Gowin, Kukiz, Petru, Piechociński i Ziobro.

    4) Izba działa wedle zasad amerykańskich, z koniecznymi zmianami; nikt chyba nie podejrzewa, że konstytucja USA pisana była pod dyktando PO, PiSu ani nawet KORWiNa? By nie było niedopowiedzeń: sędziowie IK pełnią funkcję dożywotnio; nowych, jak w USA, mianuje Prezydent za zgodą Senatu.

    Ta propozycja powinna być do przyjęcia przez większość konstytucyjną w obecnym Senacie i Sejmie


     



     

  • 03-05-2016 23:58:00

    Kłamstwa PiS, oszustwa Jarosława Kaczyńskiego

    Ja nie miałem większych złudzeń: to Jarosław Kaczyński z Bratem negocjowali Traktat Lizboński, to Jarosław go zachwalał, to PiS za nim glosowało, to śp.Lech Kaczyński go podpisał (odbierając ostatecznie III Rzeczypospolitej suwerenność nad Polską) – a potem Jarosław Kaczyński dwukrotnie domagał się utworzenia „silnej armii europejskiej” - by zdławić autonomię Polski. Jednak naiwni w głębi serca mieli nadzieję: „A może tylko tak mówił, bo musiał - a teraz zrzuci maskę?...”

    Point des rêveries, Messieurs, point des rêveries. Oto fragment wczorajszego przemówienia WCzc.Jarosława Kaczyńskiego:

    „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa. Dzisiaj być w Europie, to znaczy być w Unii Europejskiej. Realna przynależność do Europy, to przynależność do UE. Chcemy być w UE – to pogląd większości Polaków. Ci, którzy dzisiaj próbują twierdzić, że jest inaczej, ci, którzy mówią o jakichś referendach w sprawie wyjścia Polski z UE są szkodnikami, awanturnikami politycznymi”. (http://niezalezna.pl/79868-schetyna-straszy-referendum-ws-wyjscia-polski-z-ue-jaroslaw-kaczynski-ucina-spekulacje )

    Proszę porównać to z tym, jak kłamał WCzc. Jarosław Kaczyński niecały rok temu:

    »Kaczyński w trybie sprostowania odpowiedział JE Ewie Kopacz na zarzuty, że to jego brat negocjował i ratyfikował TL.

    W tym wystąpieniu był element bardzo nieładny, a bardzo często spotykany w wystąpieniach pani partii - atakujący osobę nieżyjącą, śp. prezesa Lecha Kaczyńskiego. Wynikałoby z tej wypowiedzi, która pani była łaskawa przedstawić, że Polska była w stanie przeciwstawić się traktatowi lizbońskiemu. Tzn., że byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej. To jest jedna rzecz. A druga sprawa była następująca. Lech Kaczyński, prowadząc te rokowania, wiedział, że zbliżają się wybory. I wiedział, że w konfrontacji z Unią Europejską te wybory wygrają formacje proeuropejskie i zgodzą się dokładnie na wszystko. I to wszystko, co uzyskał, a uzyskał bardzo wiele - zostanie odrzucone. Z 13 punktów, które zostały postawione, uzyskał praktycznie wszystkie, poza tym taktycznym zostały zrealizowane. Takie były wówczas realne możliwości Polski i one zostały wyczerpane. A jeżeli chodzi o ratyfikację - ten sam mechanizm. Jeżeliby doszło do konfrontacji z Unią Europejską - przyszły prezydent wszystko, by ratyfikował”«

    Niech Jarosław Kaczyński wyjaśni teraz, kiedy kłamie. Wtedy, gdy twierdzi, że zachwalali, podpisali i ratyfikowali „bo nie byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej” - czy teraz, gdy twierdzi, że „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa”?

    Dla ułatwienia podpowiadam: w najbliższych latach żadne wybory nie grożą. Natomiast wtedy wystarczyło, by śp.Lech Kaczyński nie podpisał tego Traktatu!!

    Oczywiście: wtedy następny prezydent, Bronisław Komorowski, by go podpisał. Albo nie – bo zachęcony przykładem Lecha Kaczyńskiego nie podpisałby go zapewne i p.Wacław Klaus – i wtedy fiuuuu: Traktat Lizboński do kosza!

    Czy Wspólnota Europejska zginęłaby wtedy z głodu? Nie. Przeżyła przecież porażkę, jaką było odrzucenie Konstytucji Europejskiej (którą nawet przedwcześnie wysłano w Kosmos, by ludy z Aldebarana i Betelgeuzy zapoznały się ze Szczytowym Osiągnięciem Ziemskiej Myśli Politycznej). „Wielki Wschód” skonstruowałby zapewne jakiś nowy traktat, pewno lepszy (Lizboński był lepszy od Konstytucji Europejskiej!!).

    I jeszcze jedno: można wiedzieć, jakie to 13 punktów śp.Lech Kaczyński wynegocjował? Przecież to ten sam numer, który w swoim czasie odstawił p.Leszek Miller: Komisja Europejska odłożyła z góry miliard, p.Miller pojechał – i wrócił oświadczając tryumfalnie, że wynegocjował dodatkowy miliard – a więc podpisujmy Traktat Akcesyjny!

    Robią nas w bambuko. Garstka świadomych spiskowców robi wszystkich w bambuko. Ale do czasu, do czasu...