Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63977 komentujących
29296 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-01-2012 23:54:00

    APEL po polsku

     


    Zapomniałem, że tekstu APELU nie przełożyłem na polski. Czynię to niniejszym – i proszę o możliwie szeroką propagację.

    Wysyłając tekst za granicę proszę opatrywać go wprowadzeniem:

    This is the proposition of the global action against ACTA – through striking into vital point of its promoters. Subscribe please – and send it to anybody potentially concerned

    Oczywiście można zamieszczać stosowne własne uwagi.

    Otrzymałem liczne uwagi odnośnie tekstu po angielsku. Tekst jest całkowicie poprawny – acz, jak zauważył mądry Polak żyjący od 20 lat w Londynie – wyraźnie widać, że nie jest pisany przez Anglika, lecz tłumaczony z innego języka.

    I o to chodzi! To jest tekst pisany przez nie-Anglosasa i nie ma sensu tego ukrywać. Ponadto: wiem z doświadczenia, że mnie znacznie łatwiej rozumie się mówiących po angielsku Szwedów, Francuzów czy Włochów – niż Anglików i Amerykanów!

    Więc proszę rozsyłać go w takiej właśnie formie!

    Walka trwa!



    APEL

    do wszystkich, którym nie podoba się ACTA

    Jak wiecie nasza wolność – nie tylko w Sieci – jest zagrożona A teraz dowiadujemy się, że Kongres USA odmówił dalszych prac nad SOPA i PIPA. Nie ma też zamiaru ratyfikować ACTA.

    Tym niemniej Administracja kontynuuje naciski na inne państwa, by wprowadzić ACTA na całym świecie. Na przykład ambasada USA w Warszawie telefonowała do Kancelarii Rady Ministrów domagając się podania nazwisk Posłów, którzy na posiedzeniu Komisji głosowali przeciwko kontynuowaniu prac nad ACTA!

    Nie mamy zamiaru dopuścić, by ograniczono wolność w koloniach (jak Amerykanie traktują resztę świata), podczas gdy w samej Ameryce w tej dziedzinie panuje względna swoboda.

    Walczymy o naszą wolność!

    Jeśli Biały Dom będzie nadal forsował ACTA, Kongres Nowej Prawicy proponuje wszczęcie bojkotu towarów amerykańskich.

    Niniejszym zakładamy więc Międzynarodowy Komitet Swobody w Operowaniu Informacją.

    Celem ICFOI jest ograniczenie ochrony praw patentowych i autorskich do rozsądnych rozmiarów. By to osiągnąć będziemy propagować ideę bojkotu – również w sensownych rozmiarach – amerykańskich towarów. Szczegóły zostaną ustalone i rozpowszechnione przez chętnych.

    Wszystkie organizacje i instytucje chcące wspomóc tę akcje proszone są o zgłaszanie się na adres:


    [email protected]

    i wstąpienie do ICFOI. Chcący wspomóc i organizować akcje przeciwko ACTA proszeni są o wpisanie się tu:

    [email protected]

    podając jako TEMAT nazwę swojego kraju i miasta – w tej właśnie kolejności.

    Chcących nas wspomóc przez przekazywanie naszych materiałów prosimy o zgłaszanie się tu:

    [email protected]

    podając jako TEMAT liczbę adresów, na które mogą przekazywać wiadomości

    A luta continua! Zwyciężymy – bo sprawa nasza jest słuszna!

    Józefów, 30 styczeń 2012

     

    Janusz Korwin-Mikke

    (P. Korwin-Mikke jest najpopularniejszym polskim bloggerem: 50 mln wejść w ciągu 5 lat)

    -----------------------------------------------

     

    Jeszcze informacja dla sympatyków z Katowic: 

    W czwartek, 2 lutego o godz. 17.00 przy ulicy Słowackiego 16/2 (I piętro) w Katowicach odbędzie się pierwsze w tym roku spotkanie Oddziału Katowickiego, na które zapraszam wszystkich członków i sympatyków. Cele spotkania:

    - wybranie funkcyjnych oddziału

    - ustalenie kierunku działań oddziału

    - wyznaczenie celów na zbliżający się rok

     

    Mimo mroźnych dni cieplutko wszystkich zaprasza - 

    Paweł Janowski

    Prezes Regionu Śląsko-Dąbrowskiego KNP

    Członek Rady Głównej KNP

    tel.             509 625 669      

     

     

  • 30-01-2012 23:47:00

    Startujemy!

    Tak, jak zapowiedziałem - ruszamy w poniedziałek. Proszę o rozpropagowanie po całym świecie tego APELU. Być może zmusimy Kolosa, gryzionego przez Czerwone Pluskwy, do wycofania nogi z drzwi!

                                            INVITATION

     

       An appeal to all those who do not want ACTA

     

    As you know our freedom – not only in the Net – is endangered. And now we are told, that the American Congress refused to proceed with SOPA and PIPA. Nor it is going to ratify ACTA.
    Nevertheless the Administration goes on putting pressure on the other States to introduce ACTA all over the world. For example: The US Embassy in Warsaw phoned the Polish Government office demanding the names of the Members of Parliament who voted on the Committee session against proceeding with ACTA!
    We are not going to allow to limit the freedom in the colonies (as some of the Americans treat the rest of the globe) while the Americans themselves are still free in this domain.
    Let us fight for our freedom.
    If the White House proceeds promoting ACTA, the KNP proposes to begin a trade boycott of the American goods.
    Therefore we herein found the International Committee for Freedom of Operating with Information. The purpose of the ICFOI is to limit the protection of patents and the authors' rights to a sensible extent. To achieve this goal we will propagate the idea of boycotting the American goods, also to a sensible extent.
    The details will be established and promoted in the world by volunteers. All organizations determined to help us are asked to subscribe  via e-mail:
    [email protected]
    and join to the ICFOI. If somebody wants to help organize actions against ACTA is asked to subscribe here:
    [email protected]  
    - putting as Re: the name of her/his country and town (in that order).
    If somebody wants to support us promoting our materials, is kindly asked to send her/his address onto:
    [email protected]
    putting as Re number of addresses she/he can forward our news to.
    A luta continua! We shall win because our cause is just! 

        Józefów, January 30th 2012
        

                                  Janusz Korwin-Mikke

       (Mr Korwin-Mikke is the most popular Polish blogger with 50 mln visits in five years.  )

     

  • 29-01-2012 02:08:00

    A przy niedzieli, dla odprężenia, proponuję przeczytać

    nowelę Roberta Zacksa. p/t "Kontrolex".  Nie wiem: p.RS czy śp.RS - bo w Sieci nie ma Jego biografii! Być może to pseudonim niejakiego Robina Brown'a. Sądzę jednak, że ściągnąłem ją, stąd:

    http://chomikuj.pl/pata77/Ksi*c4*85*c5*bcki+-+E-books/Zacks+Robert+-+Kontrolex,1316794175.rtf

    nielegalnie, bo publikował w latach 50.tych, więc 70 lat nie minęło.

    ACTA na razie nie ratyfikowana - więc proponuję nie łamać się, tylko czytać:

     

    ROBERT ZACKS


                 Kontrolex



    Jes wypadł z łóżka. Śniło mu się, że płynie na lodowcu, a wicher złowieszczo chichoce. Kiedy drżąc całym ciałem otworzył oczy, zrozumiał, że jego żoneczka, Laurie, wyłączyła dopływ ciepła. Teraz stała nad nim, świdrując posępnym wzrokiem. Włosy miała dziś karminowe o ślicznym odcieniu, z modną złotą pręgą nad czołem. Nie łagodziło to jednak mroźnego wyrazu twarzy.
    - Wstawaj, nicponiu - rzekła swym słodkim kontraltem. - Wstawaj i idź zarobić trochę kredytek, bo cię podam do rejestracji.
    Na samą myśl, że Agencja Ekonomiczna mogłaby go przerejestrować do Wyznaczonych Robót, co oznaczało też beznadziejną nudę Opieki Świetlicowej, Jes skoczył na równe nogi i zaczął szukać butów.
    - Cudna dziś jesteś, kochanie! - próbował ją ułagodzić. - Nie zasłużyłem na taką żonę!
    - Co to, to masz rację! - odparła z goryczą Laurie. - Kiedy pomyślę o prawdziwych mężczyznach, za których mogłam wyjść, o wspaniałym życiu, jakie mogłam prowadzić, zamiast się marnować przy takim niedołędze jak ty...
    - Czasami zarabiam przecież nieźle. Trzy lata temu wysłałem cię na miesiąc do Pałacu Rozkoszy, pamiętasz?
    - Trzy lata temu! Wielkie rzeczy!
    Wybiegła z pokoju. Jes podszedł smutny do szafy i obejrzał różne mundury i przebrania, stanowiące część jego wyposażenia jako Kontrolera Rejestrowego. Wybrał czarnosrebrzysty trykot Inspektora Zanieczyszczeń Powietrza, myśląc tęsknie o dobrych czasach, kiedy Laurie jeszcze się uśmiechała do niego. Natychmiast też doznał przypływu zdecydowania, by dzisiaj dokonać wielkich rzeczy. Może los będzie mu sprzyjał i zarobi wysoką prowizją. A wtedy Laurie...
    Telewizor bzyknął, błysnął i na ekranie ukazała się dobroduszna twarz urzędnika z Biura Stosunków Małżeńskich.
    - Dzień dobry, Jes - rzekł z uśmiechem. - Jak układają się sprawy między tobą i twoją ukochaną?
    - Nędznie - jęknął Jes. - Laurie ma dziś humorek doprawdy ohydny.
    - Świetnie, świetnie, cieszę się, że to słyszę. - Biuro Stosunków Małżeńskich było zupełnie rozpromienione.
    - Co? - wybąkał Jes.
    - Jej Wskaźnik Sadyzmu skoczył o pięć punktów - wyjaśnił urzędnik. - Chciałem się właśnie upewnić, czy nie popełniliśmy jakiej omyłki. Ale teraz widzę, że wszystko rozwija się dobrze. Macie najlepsze widoki przed sobą.
    - Dobrze? Najlepsze widoki? Kpisz sobie ze mnie?
    - Spokój, spokój! Już my lepiej wiemy, co dla ciebie jest dobre. Masz, jak ci wiadomo, wcale wysoki wskaźnik masochizmu. Więc Laurie jest dla ciebie w sam raz. Powiedziałbym, że jesteście po prostu stworzeni dla siebie.
    Urzędnik raptownie urwał, jakby coś nagle zaparło mu dech. Telewizor błysnął parę razy i zgasł, Jes jednak nie miał czasu się dziwić, gdyż srebrzysty głos dzwonka skierował jego uwagę na Kontrolex. Był to płaski przenośny aparacik, dwa cale na sześć, z którym Jes nigdy się nie rozstawał. Kontrolex stał teraz na półce, a czerwony znak alarmowy sygnalizował jakieś pogwałcenie. Na tarczy widniała wskazówka: Bx-P-203.
    Drżącą dłonią Jes nacisnął guzik z lewej strony Kontrolexu, a z głośnika ukrytego w aparaciku, rozległ się mechaniczny głos, podający szczegóły.
    - Bx-P-203 - Godzina ósma dziesięć, Kontrolex 27965 Kontrolera Rejestrowego Jesa stwierdził naruszenie praw do frazesu “stworzeni dla siebie”. Frazes stanowi własność zgłoszoną do Rejestru na zasadzie Ustawy z roku 1996 o Frazesach Słownych przez właścicieli: Wytwórnię Filmową Magnum i Powszechną Spółkę Wydawniczą. Należność za użycie frazesu - 80 kredytek, prowizja - 50 procent.
    Głos ucichł, a Kontrolex rozjarzył się napisem: Płatne natychmiast i bez rozkładania na raty.
    Jes pisnął z radości, a Laurie przybiegła z drugiego pokoju.
    - Słyszałam, jak Kontrolex dzwonił - wykrzyknęła.
    - A tak! - piszczał z uciechy Jes. - Dobrze się spisuję, co? Byłem na tyle sprytny, że zostawiłem Kontrolex otwarty na całą noc. I przychwycił pogwałcenie wyłączności słownej...
    - Zostawiłeś otwarty na całą noc? - wrzasnęła Laurie, której radość od razu zgasła. - Ty ośle! Opłata za Kontrolex w ruchu wynosi dziesięć kredytek godzina, prawda? A ile dostaniesz prowizji od tego pogwałcenia?
    - Czterdzieści. Tym razem może się nie opłaciło, ale...
    Laurie zakomunikowała mu swoje zdanie o jego rzekomym sprycie.
    Nieszczęsny Jes podszedł do telewizora i nacisnął wyłącznik, który przywołał na ekran postać urzędnika z Biura Stosunków Małżeńskich. Lecz cofnął się gwałtownie na widok jego twarzy.
    - Strasznie mi przykro, staruszku - bąknął potulnie Jes - ale to mój zawód. Będziesz musiał bulić za tych “stworzonych dla siebie”. Frazes jest własnością...
    - Ach, ty obmierzły szpiclu! - ryczała twarz z ekranu telewizora. - Twój dziadek brał pewnie procent za donosy na przemytników brylantów!
    - Mój dziadek... - łagodnie oponował Jes -
    - Do diabła! - miotał się tamten. - Żeby człowiek nie mógł nawet powiedzieć kilku słów bezpłatnie...
    Jes zmieszał się jeszcze bardziej i zaczął gwałtownie manipulować wyłącznikami. Środek ekranu opustoszał, Biuro Stosunków Małżeńskich przesunęło się w prawo, a z lewej strony ukazała się sucha, ascetyczna twarz bezpośredniego zwierzchnika Jesa - Dirdona.
    - O co chodzi? - zapytał Dirdon przeszywając Jesa oczyma.
    - Zażalenie na cel i sens Prawa o Rejestrze - odparł nerwowo Jes. - Może to pan rozpatrzy, szefie? Przełączam.
    Dirdon zacisnął usta i skinął głową, a Jes przestawił wyłącznik. Rozmówcy zaraz się odwrócili do niego profilem, gdyż widzieli siebie nawzajem na swoich ekranach.
    - Zgłasza pan zażalenie? - spytał Dirdon.
    - Nie wiem, coś pan za jeden - wrzeszczało Biuro Stosunków Małżeńskich - ale przypuszczam, że należysz do bandy tych rejestrowanych kanciarzy. To zupełnie dzika historia z tą nową ustawą. Rozumiem, że można zastrzegać prawo do dzieła sztuki czy wynalazku. Ale rozciągać to na mowę codzienną, na utarte zwroty...
    - Chwileczkę! - przerwał mu Dirdon. - Myślę, że kupuje pan karty z życzeniami?
    - Kupuję! No, to co?
    - A czym one są, ściśle biorąc? Po prostu kawałkami papieru z paru słowami wyrażającymi jakieś uczucia. Z paru słowami, które każdy potrafi...
    - Każdy kretyn potrafi lepiej wyrazić swoje uczucia niż te parszywe karty.
    - Mimo to pan je czasem kupuje?
    - Tak... czasami...
    - A dlaczego?
    - Chyba dlatego, że mi to oszczędza kłopotu pisania - odmruknął tamten.
    - Zgoda. Ale płaci pan za tych parę kretyńskich frazesów. Płaci pan w dobrych, solidnych kredytkach. Bo karty są chronione. Więc dlaczego odmawiać ochrony właścicielowi frazesu wtedy, kiedy ktoś używa go słownie?
    - Ależ ja nie chciałem naruszać Prawa o Rejestrze - wołał tamten z rozpaczą. - Nie wiedziałem wcale, że ten frazes jest zarejestrowany. Skąd miałem wiedzieć? Codziennie ich przybywa, codziennie ktoś zgłasza wyłączność! Jeszcze trochę i nie zostanie ani jednego wolnego słowa.
    - To nieprawda - zaoponował Dirdon. - Prawo o Rejestrze to prawdziwe dobrodziejstwo dla społeczeństwa. Paragraf 7 stawia za warunek wzięcia pod ochronę, by frazes był “wytarty, nadużywany i artystycznie tak już zwietrzały, że stał się nużącym truizmem”. Oznacza to karne opłaty za banał słowny, co jest rzeczą słuszną i właściwą. Panie, pan przecież powinien się wstydzić użycia takiego zwrotu jak “stworzeni dla siebie”. Więc należy się wdzięczność kontrolerom, takim jak Jes, którzy zmuszają pana do ostrożności w mówieniu i namysłu, nim pan cośkolwiek powie.
    - Słuchaj, pan, głupcze...
    - Obywatele - ciągnął Dirdon w zapale oratorskim - już teraz używają słownictwa bardziej bogatego, przejawiają inwencją słowną, odrzucają zwroty oklepane!
    Biuro Stosunków Małżeńskich skrzywiło się ze wstrętem.
    - A niechże cię diabli wezmą! Dzyń!
    Urzędnik z BSM jęknął tylko, gdy Kontrolex Jesa zapłonął czerwonym sygnałem nowego naruszenia. Jes wesoło uśmiechnął się i włączył głośnik.
    - MzR14 - wybrzęczał mechaniczny głos. - Godzina ósma trzydzieści. Kontrolex 27965 Kontrolera Rejestrowego Jesa stwierdził naruszenie...
    Tamten zasłonił uszy. Po chwili opuścił ręce i patrzył otępiały z ekranu, podczas gdy Dirdon wykrzywił się szyderczo.
    - Ile się za to należy? - spytał.
    - Użycie słów “niech cię diabli” kosztuje dziesięć kredytek - rzekł Jes. - Wystawimy jeden rachunek za oba pogwałcenia.
    Twarz Dirdona promieniała, gdy Jes całkowicie wyłączył telewizor.
    Nagle przypomniał sobie, że Laurie stoi tuż przy nim. Zwrócił się do niej.
    - Widzisz, kwiatuszku? - powiedział radosnym tonem. - Nawet jeśli straciłem parę kredytek przez to, że zostawiłem Kontrolex otwarty całą noc, dzień zaczął się szczęśliwie. Mogę iść”o zakład, że dzisiaj zarobię tyle, żeby cię wysłać na jakąś przyjemną wycieczkę.
    Laurie spojrzała nań zimno spod przymrużonych powiek.
    - Radzę, żebyś się postarał - odparła. - Bo mam już ciebie powyżej uszu. I albo wrócisz z workiem kredytek, albo jeszcze dziś przed północą podam cię do rejestracji.
    Jes skinął tylko głową ze strachem. Pochwycił z wieszaka pas grawitacyjny, wypadł z pokoju i zatrzymał się dla zapięcia sprzączek dopiero wtedy, gdy Laurie trzasnęła za nim drzwiami.
    Wzdychając umocował pas i wzbił się w powietrze. Wyfrunął przez wylot sześćdziesiątego piętra i zmieszał się z tłumem na wysokości dwóch tysięcy stóp.
    Nastawił pas na szybkość trzydziestu mil na godzinę i zrównał się z osobnikiem w ciemnoszarym mundurze Obywatela bez Przydziału. Widząc nieszczęsny wyraz zoranej twarzy tego człowieka Jes tak się rozczulił, że nie myślał wcale chować Kontrolexu w puszce maskującej. Trzeba by nie mieć serca, aby chcieć zarobić na takim biedaku. “Do licha - pomyślał - niech widzi i niech uważa! A mój inspektor może sobie patrzeć!”
    Obywatel bez Przydziału spoglądał tymczasem na rozsnuty pod nimi obraz wielkiego miasta. W powietrzu, na różnych poziomach, fruwały w najrozmaitszych kierunkach miliony obywateli. Na dnie wąskich szpar, dzielących kolosalne wieże budynków, biegły linie chodników rojące się od ludzkich mrówek.
    - Paskudne, co? - spytał Jes. Odpowiedziało mu smutne spojrzenie.
    - Może mi pan nie uwierzy, ale dla mnie ten widok jest dzisiaj bardzo piękny. Zwłaszcza w porównaniu z tym, dokąd lecę.
    Jes był wstrząśnięty. - Jak to?
    - Zostałem podany do rejestracji - wyznał szczerze tamten. - Nie starcza mi kredytek na utrzymanie żony, Musiałem się zwrócić do Biura Opieki i prosić o zasiłek. Jeszcze miesiąc temu miałem własny warsztat naprawy pasów grawitacyjnych. Ale nowe pasy w ogóle się nie psują, interes przestał iść. Koniec wiadomy.
    - Mój Boże! - westchnął Jes - to doprawdy okropne. Ale dlaczego pan mówi “w porównaniu z tym dokąd lecę”? Przecież będzie pan tutaj, chociaż przydzielą pana do jakiejś wstrętnej roboty pod ziemią, może przy kablach?
    - Więc pan jeszcze nie wie? - uśmiechnął się ponuro człowieczek. - Ostatnio zgłoszono do rejestracji tak wielu drobnych przedsiębiorców, jak ja, że w Biurze Opieki nie mają już wolnych miejsc. Ale według przepisów każdy musi mieć jakiś przydział. A tak się złożyło, że właśnie teraz otwierają na Marsie nowe kopalnie i brakuje tam sił roboczych. Nie mam wyboru.
    - Na Marsie? - wzdrygnął się Jes. - W tym pyle melbonitowym? Niech tylko jedna drobina dostanie się pod kombinezon, a tworzą się oparzenia, których wciąż jeszcze nie umieją leczyć! - Dreszcz go przeszedł na samą myśl. Ale na widok twarzy Obywatela bez Przydziału dodał pocieszająco: - Słyszałem, że obecne kombinezony są bez zarzutu. Całkiem nieprzenikliwe.
    - Nie zawsze - odparł człowiek w szarym mundurze. - W każdym razie nie rozwiązali sprawy wentylacji. Kiedy ostatnio założono wentyle do kombinezonów, dostawało się przez nie tyle pyłu melbonitowego, że... - wstrząsnął się z przerażenia. - Więc używają dalej niewentylowanych ubrań, co jest potwornie męczące. Idę w żywe piekło...
    Dzyń!
    Kontrolex Jesa zapłonął szkarłatem sygnalizując pogwałcenie Rejestru. “Żywe piekło” było staroświeckim dramatycznym frazesem, który jakiś spryciarz wykopał po skrupulatnych badaniach” i zgłosił do ochrony, w nadziei zarobienia paru kredytek.
    Podczas gdy Jes słuchał z tępym wyrazem twarzy, jak brzęczący głos podawał szczegóły i wysokość opłaty - cztery kredytki - człowiek w szarym ubraniu powiedział żałośnie: - Tego mi brakowało do szczęścia. Dziękuję, przyjacielu, za miłą pamiątkę.
    Jes zatrzasnął Kontrolex.
    - Słuchaj pan - rzekł pośpiesznie - to był czysty przypadek. I pójdzie na mój rachunek. Bierz pan. - Wyjął z kieszeni cztery srebrzyste kwadraty i wetknął Obywatelowi bez Przydziału do rąk. - Niech pan odłoży te kredytki na bok i zapłaci nimi po otrzymaniu nakazu. Zgoda?
    - Dziękuję - odparł tamten z wdzięcznością. - Będę o panu pamiętał.
    Bolesny uśmiech wykrzywił usta Jesa.
    - Może nie będzie potrzeby, kolego. Może w następnym transporcie znajdziemy się obok siebie. Moja żona ma właśnie zamiar zgłosić mnie do rejestracji za brak wystarczających dochodów. I jeśli nie załapię jeszcze dziś jakiejś sutej prowizji, to nie ma co gadać - jadę do kopalni.
    Obywatel bez Przydziału miał już na ustach słowo “Pomyślności!”, gdy Jes wtrącił z pośpiechem: - Tss, to pod ochroną! Ale nie przejmuj się pan.
    - Uhm... serce moje będzie ci towarzyszyć - odparł tamten, starannie dobierając wyrazy. - Ramiona mego współczucia wesprą cię z całej siły. A teraz ściskam cię na rozstanie.
    - Wspaniale! - zawołał Jes. Potrząsnął dłonią przyszłego mieszkańca Marsa. - To mi się naprawdę podoba. Ma w sobie świeżość wyrazu.
    Wymienili uśmiechy. Po chwili ukazał się owalny gmach, w którym mieściła się Centralna Super-Kontrolexja. Jes skinął na pożegnanie, opuścił główny szlak ulicznego ruchu i spłynął przepisową spiralą ścigany podejrzliwym wzrokiem policjanta w złocistym pancerzu. Lądował na tarasie u wylotu dziewięćdziesiątego piętra i korytarzami przedostał się do wielkiej sali, której środek stanowiła kolista ściana, pokryta mnóstwem tablic rozdzielczych, kontaktów i tarcz.
    Przywitał się z paru kolegami, ale nie wdawał się z nimi w pogawędkę. Nie umiałby dzielić pogodnego nastroju tych, którzy opowiadali wesoło, jak zręcznie udało im się przychwycić różne pogwałcenia. Jes podszedł do kolistej ściany, włączył swój Kontrolex, nacisnął guzik z napisem “Uzupełnienia Rejestru” i czekał, aż brzęczenie ucichło, co znaczyło, że jego aparat ma teraz w obwodzie frazesy dodane ostatnio do kolosalnej ilości chronionych zwrotów.
    Napełniwszy w ten sposób zasób pamięciowy przyrządu, Jes udał się do hali sprzętu i wypisał zapotrzebowanie na pusty licznik zanieczyszczeń powietrza, w którym zwykle ukrywał Kontrolex. Czyjaś dłoń dotknęła jego ramienia.
    - Jak się masz! - zawołał kontroler Platt, chudy, przesadny osobnik, którego Jes szczerze nie lubił. - Właśnie wracam z nocnego dyżuru. Miałem wspaniały połów.
    - Tak? - spytał Jes z niesmakiem. Platt specjalizował się w wyłapywaniu pogwałceń w okolicy jezior i w parkach, gdzie kochankowie wciąż powtarzali słowa od dawna już nienowe, a mocno kosztowne.
    - Moją kopalnią kredytek był jeden prosty dźwięk, od wczoraj pod ochroną! - chichotał Platt. - Stary, poczciwy gwizd przy zaczepianiu kobiet. Opłata sto kredytek.
    - Ależ to wcale nie frazes! - zdumiał się Jes.
    - Nie. Ale “wytarty, nadużywany i zwietrzały truizm”. Więc przyjęli zgłoszenie.
    - Ładny kwiat! Następnym razem dowiemy się, że wzięto pod ochronę głębokie westchnienie czy odgłos pocałunku.
    Platt roześmiał się zachwycony tą perspektywą. I podczas gdy Jes krzywiąc się, dopasowywał Kontrolex do pokrywy licznika zanieczyszczeń powietrza, Platt częstował go szczegółami dalszych pogwałceń, na których też suto zarobił.
    - Trafiłem na damulkę, zresztą wcale-wcale, która siedziała z facetem w parku na ławeczce. Ściskanie odchodziło takie, że aż ha! Wtem ona powiada: “Czy wiesz, że to pierwszy mój pocałunek?” Trrach i pięćdziesiąt kredytek opłaty. Inną parę złapałem w łódce przy brzegu. Księżyc, jezioro. Gość powiada: “Nie ożeniłem się dotąd, ale teraz...” Nie zdążył - kończył Platt - trzydzieści kredytek! Tak, miałem dobre żniwo. Na twoim miejscu przeszukałbym różne zaciszne kąciki. Ostatnio wpisano do rejestru całą porcję różnych zwrotów miłosnych, a nikt o tym nie wie.
    - Niezła myśl - bąknął Jes, który nie lubił robić sobie wrogów i nie chciał wypowiadać swego zdania o czerpaniu zarobków z takiego źródła. - Co prawda w tej chwili mam już ułożony plan. Ale to niezła myśl i będę o niej pamiętał.
    - A dokąd się teraz wybierasz?
    Jes z ulgą posłyszał ostry głos dzwonka, który ostrzegał kontrolerów, by przestali plotkować i ruszali w teren chwytać pogwałcenia i pomnażać dochody przedsiębiorstwa. Brzuchaty kierownik siedzący na balkoniku, skąd widać było całą olbrzymią salę, widział z oburzeniem, że jak zwykle nikt nie zważa na sygnał. Nacisnął guzik na tablicy przed sobą, powietrze wypełniło się odrażającym zapachem, a kontrolerzy chwytali z pośpiechem sprzęt i pędem opuścili gmach.
    Jes chętnie znalazł się w labiryncie wąwozów dzielących drapacze chmur. Zamiast jednak unieść się w górą, opadł jakie czterdzieści pięter w dół i zaczął myszkować, odruchowo zatykając nos, gdyż powietrze na tej wysokości było fatalne. Przez głowę przemknęła mu irytująca myśl, że wobec dzisiejszego stanu technologii tolerowanie gdziekolwiek zepsutego powietrza jest niedopuszczalne.
    - Ach! - rozstrzygnął sprawę. - Z pewnością w najbliższym czasie ktoś się tym zajmie. A moje zadanie w tej chwili to postarać się, żeby Laurie nie mogła mnie podać do rejestracji.
    Zimno mu się zrobiło na samo wspomnienie pogróżek żony. Szybko skierował się do pierwszego z kolei miejsca, gdzie miał nadzieję łatwego zarobku: wydziału kadr Centralnego Zarządu Kontroli Zanieczyszczeń Powietrza. Wyłączył grawitacyjny pas, minął ciemny korytarz i znalazł się w ponurym, szarozielonkawym biurze, gdzie grupa inspektorów nerwowo czekała swojej kolei.
    Jes przyłączył się do nich, a w swoim inspektorskim mundurze nie zwrócił niczyjej uwagi. Usiadł, jak inni, na jednej z twardych ławek i razem ze wszystkimi przysłuchiwał się składaniu raportów, które przyjmował dobroduszny, łysawy jegomość siedzący za barierką. Inspektor, raportujący w tej chwili, był blady, przejęty i zatroskany.
    - Tak, przebieg pańskiej służby jest bez zarzutu - mówił personalnik. - Żadnej absencji w ciągu pięciu lat, żadnego spóźnienia. Zupełnie bez zarzutu.
    - W takim razie - wyrzekł z nadzieją w głosie inspektor - mogę już teraz liczyć na podwyżkę? Obiecaną mam od dwóch lat.
    Personalnik odchrząknął i nadal promieniał uśmiechem.
    - Jak tylko choć trochę poprawią się interesy, damy panu i awans, i podwyżkę...
    Dzyń!
    Wśród oczekujących wybuchła wesołość, gdy Jes nerwowo wydobył Kontrolex ukryty w pokrywie licznika zanieczyszczeń i odczytał rozwścieczonemu personalnikowi wymiar kary: pięćdziesiąt kredytek za użycie zastrzeżonego frazesu “Jak tylko choć trochę poprawią się interesy, damy panu i awans, i podwyżkę”.
    Jes umknął przed wybuchem gniewu swej ofiary, a jeden z inspektorów mruknął: - Ha! Będzie teraz musiał dobrze wysilić móżdżek, żeby znaleźć nowy sposób nabierania ludzi.
    W ciągu następnych trzech godzin Jes pracował bez wytchnienia. Zainkasował dwadzieścia kredytek od portiera teleteatru, który wykrzykiwał: “Pełno wolnych miejsc!” Na innym pogwałceniu przyłapał osobnika o zmętniałych oczach i sinym nosie, który szeptał w barze do bufetowej: “To już ostatni!” Zatrzymał się przy budce telefonicznej i po chwili Kontrolex już dzwonił pod wpływem słów jakiegoś przystojnego bruneta, który mruczał w słuchawkę: “Mam dzisiaj mnóstwo pracy, kochanie, więc późno wrócę do domu”.
    Czas leciał szybko i kiedy Jes postanowił coś zjeść, stwierdził z przerażeniem, że minęła już większa część dnia, a choć wynik był znośny, daleko mu było do zawrotnej sumy, jaką przyrzekł Laurie. Na opłatach po dziesięć czy dwadzieścia kredytek nie można się było wzbogacić.
    “Potrzeba mi czegoś naprawdę niezwykłego” myślał z rozpaczą Jes.
    Drżącymi palcami przycisnął guzik z boku Kontrolexa.
    Aparat rozjarzył się błękitno.
    - Informacja! - wybrzączał mechaniczny głos.
    - Za co - spytał Jes z podnieceniem - wyznaczone są stawki od tysiąca kredytek wzwyż?
    Po krótkiej chwili mechaniczny głos obwieścił, że właśnie wpisano wyłączność całej masy politycznych sloganów ze względu na toczącą się kampanią wyborczą - Jes z rosnącym przejęciem słuchał, jak głos wyliczał takie na przykład zdania: “Jeśli będę wybrany, dopilnuję zniżki podatków... Patrząc w rozumne oblicza słuchaczy, nie wątpią... Przypomina mi to historię z... Co za urocze dziecko, droga pani... Helikopter na każdym dachu...”
    Jes przekręcił wyłącznik i otarł pot z czoła. Prawdziwa żyła uranu: zdumiewała go szalona wysokość opłat: tysiąc kredytek za każde pogwałcenie! Partia rządząca nie cofała się widać przed żadnym sposobem pognębienia opozycji Tradycjonalistów. Ale przy tej okazji Jes mógł dzisiaj zrobić najlepszy interes w swojej karierze.
    Pod warunkiem, rzecz jasna, że wyjdzie z tego żywy
    Pełen nadziei pofrunął do wielkiej sali zebrań w siedzibie Tradycjonalistów, mieszczącej się na pięćdziesiątym piętrze pobliskiego drapacza. Wystraszone nadnercze pobudzało mu serce do nieprzytomnego bicia. Chłopcy z bojówki Tradycjonalistów nie żartowali. Niejeden obywatel z żyłką do dysput został później odnaleziony w górnej stratosferze, zmarznięty na kość, z pasem grawitacyjnym wyregulowanym na maksimum i związanymi rękoma, by nie mógł powstrzymać wznoszenia się w górę.
    Jes wpłynął nerwowo w wylot gmachu i wyłączył pas. Wśliznął się przez otwarte drzwi i rozejrzał po sali wypełnionej po brzegi. Na podwyższeniu przemawiał tęgi osobnik o czerwonej twarzy.
    Po krótkim niespokojnym szukaniu Jes wypatrzył z zadowoleniem boczne wyjście z sali. Prowadziło do jakichś korytarzy, pełnych kurzu, gdzie stały drabiny i leżały stosy żelastwa. Stwierdziwszy możliwość odwrotu, Jes zaczął przeciskać się wzdłuż spadzistego przejścia w stronę trybuny i dotarł do ukrytego pod nią, odgrodzonego miejsca, gdzie dawniej zwykła przygrywać orkiestra.
    Ciężko dysząc przyczaił się w mroku. Tuż nad nim huczał mówca, którego głos docierał aż tutaj, trochę tylko stłumiony. Przyłożył Kontrolex do szpary w deskach nad głową i głos stał się całkiem wyraźny. “Słuchajcie, chłopcy - wołał - jesteście wszyscy kierownikami obwodów, ale to diabła warte, póki nasza partia nie dojdzie do władzy. Ale jak już znajdziemy się znowu na karuzeli... no, nie muszę chyba tłumaczyć?”
    Zduszony ryk widowni sprawił, że Jes przycupnął ze strachu.
    - Więc te wybory - grzmiał dalej mówca - musimy wygrać, żeby tam nie wiem co! Chcę widzieć was wszystkich, was, oddani działacze partyjni...
    Dzyń!
    Wściekłe wycie wstrząsnęło murami sali, dając Jesowi znać, że banda politycznych najmitów rozpoznała dźwięk Kontrolexu. Wszyscy zrozumieli, że ktoś ukrył się z aparatem, który automatycznie utrwalił na taśmie głos mówcy w chwili, gdy naruszył wyłączność opatentowanego frazesu.
    - Zabić podłego szpicla! - wrzasnął mówca.
    Dzyń! - zadzwonił Kontrolex.
    - Zlinczować go!

    Dzyń!
    W ciągu krótkich trzech minut bezkarności Jes zainkasował dziesięć tysięcy kredytek w pogwałceniach, których nie można było się wyprzeć, ponieważ wszystkie głosy jak i odciski palców były zarejestrowane u władz.
    Jes wykradł się bocznym wyjściem, pełznął na czworakach przez chwilą, po czym puścił się pędem. Na zakręcie wpadł jednak prosto w ramiona jakiejś dużej postaci. W okamgnieniu znalazł się na ziemi, a jakieś twarde pieści zaczęły go okładać.
    Wtem rozległ się policyjny gwizdek, w ciemności błysnął złocisty pancerz, twarde pięści znikły, jak za dotknięciem magicznej laseczki, a półprzytomny Jes uniósł głową.
    Mętnie rozejrzał się wkoło. Policjant patrzył na niego uważnie, a władczą dłonią przytrzymywał Jesa za ramię.
    - Akurat w porą przyszedłem, co? - zagadnął. - Uratowałem ci skórę.
    Dzyń! - brzęknął Kontrolex.
    - To nic! - pośpiesznie zawołał Jes, - To na rachunek firmy.
    - Spodziewam się - burknął policjant. - Jeśli masz trochę rozumu...
    Dzyń! - zadźwięczał Kontrolex.
    - Wynoś się stąd! - wrzasnęła władza. - Wynoś się, pókim dobry!
    Dzyń! - zadźwięczał Kontrolex.


    - Baw się dobrze, kochanie! - wołał Jes do Laurie, która wsiadała do przestrzennego statku ściskając w ręku torebkę wypchaną kredytkami. Było tego dosyć na dwa miesiące pobytu w Pałacu Rozkoszy.
    - Możesz się o to nie martwić - rzuciła mu Laurie przez ramię.
    Jes wrócił do mieszkania. Wyciągnął się na tapczanie, zadowolony z siebie. Otworzył stojącą obok staroświecką komodę, nacisnął ukrytą sprężynę i wewnątrz komody pokazała się zręcznie zamaskowana lodówka. Wyjął przezroczysty zbiorniczek z piwem.
    - Aaa! - westchnął z ulgą. - Jak cudownie zostać samemu! Całe dwa miesiące wolne od zrzędzeń Laurie. Co za wspaniała nagroda za tyle ciężkiej pracy. Jaki świetny pomysł miał rząd wprowadzając takie zasady.
    Po chwili wszakże jego zadowolenie stopniało jak wosk. Było naprawdę bardzo spokojnie, może aż za bardzo?
    Po pół godzinie czuł się zupełnie głupio, choć nie wiedział dlaczego. Drżąc z niepokoju nastawił telewizor i na ekranie pokazał się urzędnik z Biura Stosunków Małżeńskich. Popatrzył na Jesa i ostrożnie rozglądał się po pokoju, aż wypatrzył Kontrolex.
    - Wyłącz tę sztukę albo z tobą nie gadam - warknął.
    - Wyłączona! Słuchaj, nie wiem sam, co mi jest. Czy możecie mi dać zezwolenie, żebym spędził wakacje razem z moją żoną? Albo żeby Laurie wróciła?
    - Chyba nie - odparł tamten. - Zasada, że trzeba tyle zarabiać, aby żona miała wakacje, ustaliła się w ciągu wieków i rząd tylko ujął ją w formę prawa. Natomiast twój wyjazd do niej albo sprowadzenie jej tutaj, byłyby wbrew ustawie.
    - Ależ to nieuczciwie! - krzyknął Jes.
    - Doprawdy? - uśmiechnął się jego rozmówca. - To dobrze. Cieszę się, żeśmy tak znakomicie dobrali ci żonę i że tworzycie tak szczęśliwe stadło. - Zatarł ręce z zachwytu. - Ledwo wyjechała, a już za nią tęsknisz. Wspaniale.
    - Wspaniale? Ależ ja cierpią!
    Naturalnie, że cierpisz! - Jegomość ze Stosunków Małżeńskich rzucił okiem na stojący obok aparat pomiarowy. - Cierpienie jest ideałem rozkoszy dla masochisty. Pomyśl tylko, jakie cudowne dwa miesiące tęsknoty masz przed sobą!
    - No, dobrze! Więc powiedzmy, że przepis każe mi ją wysłać na wakacje i nie pozwał, jechać razem z nią - żalił się zrozpaczony Jes. - Ale to nie znaczy, że jej tam ma być przyjemnie!
    - Zaraz ci wytłumaczę - odparły Stosunki Małżeńskie. - Twój wskaźnik masochizmu spadł bardzo wyraźnie. A teraz się nawet wściekasz!
    - Oczywiście! - przyznał zdziwiony Jes. - A co mogę robić?
    - To - wyjaśniły Stosunki Małżeńskie - co zawsze robili mężczyźni, od kiedy pracują po to, aby wysyłać żony na wakacje. Kiedy kota nie ma, jak wiesz... - urwał przerażony.
    - Już ci mówiłem - roześmiał się Jes - że wyłączyłem aparat. Ale dziękuję za przypomnienie, choć powiedziałeś oklepany banał. Laurie sobie myśli, że tylko ona jedna może mieć wakacje, co? A ja jej pokażę!
    - Zawsze do usług - odparł tamten. - Mogę tak mówić - dodał wojowniczo - bo tym razem wyłączność należy do nas.
    Postać znikła z ekranu, a Jes zaczął myszkować po różnych niewinnych kryjówkach w poszukiwaniu małej czarnej książeczki, której nie miał w ręku od lat. Po chwili wyśpiewywał na cały głos “Żoneczka wyjechała, hura, hura, wyjechała!” Nagle w przerażeniu zakrył dłonią usta: Kontrolex! Lecz zaraz sobie przypomniał, że Kontrolex jest wyłączony.

    Tłumaczył Julian Stawiński
     

  • 28-01-2012 11:41:00

    Wojna 30 – I – 2012 ? (Uzupełnione!) Konwent oddziału toruńskiego KNP

    My tu o tym, czy za rok wejdzie ACTA – a świat mówi zupełnie o czym innym. Być może to wyssana z palca sensacja – ale w takim razie zdumiewające, że nic o tym nie pisze „nasza”, zawsze przecież szukajaca sensacji, prasa.
    Jak donosi np. moskiewski tygodnik „Wolna Prasa” Stany Zjednoczone zgromadziły już siły morskie do uderzenia na Iran – najprawdopodobniej 30 stycznia:
     http://svpressa.ru/war21/article/51712/?go=popul
    Nie mam czasu na tłumaczenie, ale daję odnośnik do strony:
    http://www.wykop.pl/ramka/1010869/ciekawe-ze-w-polskiej-prasie-nie-ma-nawet-o-tym-wzmianki/
    gdzie {kubatre1} przetłumaczył inną wersję tego artykułu, w powincjonalnym Saratowie (tak akurat trafił...). Warto zajrzeć – podaję ciekawsze kawałki:

    W przeddzień Nowego Roku USA skierowało w rejon cieśniny grupę uderzeniową z lotniskowcem "John Stennis".
    Na początku stycznia przybył również atomowy lotniskowiec "USS Carl Vinson" z 90 samolotami i helikopterami na pokładzie. W skład grupy wchodzą jeszcze krązownik rakietowy "Benker Hill" i niszczyciel rakietowy "Halsey". 10 stycznia w rejon udał się lotniskowiec "Abraham Lincoln" eskortą krążownika "Cape St George" (…) Do Zatoki udał się brytyjski niszczyciel "Dering", mający za zadanie ochronę grupy przed atakiem powietrznym. Jego nowoczesny system PAAMS pozwala niszczyć rakiety i samoloty wroga z pięciokrotnie większą skutecznością niż inne jednostki tego typu. W tej chwili w rejonie przebywa w sumie 9 brytyjskich okrętów (...)
    (…) jeszcze jedną istotną informacją jest oświadczenie Moskwy, że: "...Premier Włodzimierz Putin i prezydent Miedwiediew zgodził się z prezydentem Jǐn-Tāo Hú, że jedynym sposobem na powstrzymanie agresji Zachodu wobec Iranu są bezpośrednie działania wojskowe..." (!!!)
    Ostatnie zdanie brzmi: "W zeszłym tygodniu prezydent Chin na spotkaniu z generalicją uprzedził, że Chiny bez wahania wesprą Iran, nawet jeżeli przyjdzie za to zapłacić III wojną swiatową".
    Zwolennicy tezy o końcu świata w 2012 kiwają niewątpliwie ponuro głowami i szykują schrony. Ja oceniam szansę wojny na 10%.

    Proszę też popatrzeć na to:

    http://rt.com/usa/news/us-troops-israel-iran-257/

    I zastanowić się, dlaczego również tej informacji media nie rozprzestrzeniają?

    Gdyby Biały Dom chciał zastraszyć Persów, to by o tym trąbił na wszystkie strony.

    Chyba jednak 25%...

    =====

    04.02.2012 (sobota) o godz. 16.00 rozpocznie się Konwent oddziału toruńskiego KNP.

    Miejsce: Toruń, Stary Rynek, Dwór Artusa, Kafeteria Struna Światła.

    W programie m.in.: podsumowanie i wnioski z kampanii do parlamentu 2011, ocena działania oddziału toruńskiego od ostatniego konwentu, plan działania na najbliższy rok, wybór władz oddziału toruńskiego.

    Serdecznie zapraszam członków i sympatyków Nowej Prawicy.

    Krzysztof Czerepiuk

    prezes oddziału toruńskiego KNP

  • 27-01-2012 23:28:00

    Anarchiści i ACTA; oraz dwa postscripta

    Portal zwany myląco „Centrum Informacji Anarchistycznej” był uprzejmy zrobić ze mną podobno wywiad.

    „Myląco” - bo w rzeczywistości jest to strona syndykalistów. Prawdziwy charakter tej strony zdradzają teksty upominające się o „prawa pracownicze” (anarchiści – i prawa pracownicze!!!!) oraz Czerwona Gwiazda (w dolnej połowie zaczerniona).

    „Podobno” - bo to chyba był ktoś, kto do mnie podszedł w ogłuszającym hałasie na wiecu we Warszawie – i o coś spytał. Nie pamiętam.
    Efekt jest Dość zabawny (
    http://cia.media.pl/korwin_mikke_socjalista ), bo PT Autor wywiadu zarzuca mi, że jestem socjalistą. Na takiej podstawie:
    Własność prywatna – kontynuowałem – bo czym jest własność prywatna jak nie koncepcją, wedle której ktoś musi stracić żeby zyskał ktoś. I czym jest ACTA jak nie atakiem własności prywatnej na wolność, ponieważ nie da się wolności połączyć z koncepcją własności prywatnej”.
    Pytający oczywiście się myli. Węgiel na powierzchni wart jest więcej, niż pod powierzchnią. Jeśli zapłacę górnikowi 4000 za wydobycie go, to on raczej nie traci – bo gdyby tracił, to by się do tej roboty nie najął. Ja, który ten węgiel pod ziemią zakupiłem, też nie tracę sprzedając go, a człowiek, który go kupił za np. 10.000 też nie traci – bo gdyby tracił, to by nie kupił. Spalenie banknotów – nawet jeśli jest to tysiąc dziesięcio-złotówek - daje mniej ciepła, niż węgiel.
    Kto stracił? Niech pytek odpowie.
    Druga teza ("nie da się koncepcji własności prywatnej połączyć z  wolnością”) jest mniej oczywiście fałszywa. Jeśli tylko znaków drogowych nie jest zbyt wiele, o wiele szybciej docieram do pożądanego punktu, gdy jednak przepisy ruchu drogowego są przestrzegane. Pełna anarchia w wielu przypadkach prowadzi do praktycznego poważnego ograniczenia wolności.
    Ale mówmy o konkretach – bo chodzi o prywatną własność wytworu myśli ludzkiej. Trochę dziwne, że syndykaliści negują prawa autorskie jednocześnie dbając o prawa pracownicze – czyżby za wydobycie węgla trzeba było płacić, a za wyrzeźbioną w węglu figurkę św.Barbary już nie? Dlaczego przyrost wartości węgla w wyniku przerobienia z „węgla pod ziemią” na „węgiel nad ziemią” jest OK, a przyrost wartości w wyniku przerobienia w figurkę już nie?
    Przechodząc do praw autorskich i patentów (nie wiem, dlaczego te dwie dziedziny się oddziela): prawo zaczęło honorować status twórców dopiero w II połowie XVIII wieku! Homer, Owidiusz, św.Tomasz, Kochanowski, Monteskiusz, i nawet Adam Smith pisali – i brali za swoje dzieło gotówkę od wydawcy (albo i nie...) - i na tym koniec.
    Dopiero Konstytucja USA zapewniała „autorom i wynalazcom na określony czas wyłączne prawo do ich pism i wynalazków". Na ziemiach polskich wprowadzono to w roku 1830 (Królestwo Polskie), w 1837 (Wielkie Ks.Poznańskie) i 1895 (Królestwo Galicji i Lodomerii). I przyniosło to rozkwit przemysłu i kultury.
    Pomijając anarchistów i anarcho-libertarian, problem jest jeden: co to jest „określony czas”. Niestety – jak to zawsze w d***kracji, a zwłaszcza socjal-d***kracji: pracownicy, jako grupa uzbrojona w kilofy, łomy i pióra, wywalczali sobie stale coraz większe uprawnienia. Poczałkowo „określony czas” to było siedem lat – a potem przez cztery lata można jeszcze było dokupywać dodatkowa ochronę (ale trzeba było płacić za to coraz wyższa tenutę). Po 12 latach utwór stawał się własnością publiczną.
    Artyści – to ludzie lubiani, i w d***kracji wpływowi. Wszyscy prawie politycy ubiegają się o poparcie przez artystów. I zapłacono im wydłużając ten okres do 70 lat od śmierci artysty!!!! Co więcej „prawa autorskie” rozciągnięto na np. tłumaczy (!!) - co jest zupełnym już absurdem.  tłumacz wykonuje pracę rzemieślniczą – i tak samo jak ja, kupiwszy krzesło od rzemieślnika mam prawo je przerobić, pomalować, porąbać - (nie pytając artysty o zgodę) tak samo powinienem mieć prawo postąpić z tłumaczeniem – bo jedną frazę przełożył świetnie – ale drugą nie. 
    Wynalazcy są mniej wpływowi: okres ochrony patentow ej wydłużono na 20 lat – i to od chwili opatentowania – przy czym wydłuża się go w niektórych przypadkach do 25 (głównie chodzi o leki – bo patent-patentem, ale niektóre Departamenty Polityki Lekowej zamiast wziąć, jak inni, łapówkę i dopuścić lek na rynek, badają go i przez pięć lat – no, i nie można w tym czasie realizować zysku z odkrycia).
    Tek jest obecnie. Jednak ja po raz kolejny podkreślam: nie widzę powodu, by p.Robert Ludlum cieszył się lepszą ochroną swoich praw niż  śp.Jerzy Washington czy śp.Aleksander Fleming!
    Odpowiadając temu syndykaliście: dlaczego własność ulotna – jaką jest prawo autorskie - powinna być chroniona krócej, niż własność sztaby złota: z tych samych powodów, dla których krótsza musi być ochrona wodoru (który, jak wiadomo, ucieka z każdego praktycznie naczynia). Po prostu dzieło sztuki się „rozmywa”, ludzie publikują podobne, potem podobne do tych podobnych... i po jakimś czasie właściwie nie wiadomo co się chroni (dziś skończył się proces o to, czy napój VIAGUARA ma nazwę zbyt podobną do VIAGRA) . Może nawet dojść do sytuacji, że dzieła podobne (ale nie będące chroniona repliką) wyprą oryginalne, bo jako niechronione będą tańsze! W przypadku programów komputerowych może i trzy lata ochrony byłyby właściwsze – bo to towar wyjątkowo ulotny.
    W każdym razie: ze sporu „ACTA czy brak ochrony” przejdźmy w spór ilościowy: o długość i zakres ochrony.
    Bo o tym warto naprawdę rozmawiać.
    =====
    PS.
    USA nie tylko zrezygnowały z pracy nad SOPA i PIPA - ale podobno nie ratyfikują w ogóle ACTA!! To MY mamy płacić amerykańskim artystom:
    http://www.internetblackout.org/usa-nie-bedzie-ratyfikowac-acta,0.html
    I jescze to - WAŻNE:
    P.Piotr Waglowski {VaGla}, członek Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, a także Rady Informatyzacji - podaje na swojej stronie:
     
    http://prawo.vagla.pl/
    :
    podał informację:
    Przewodniczący Rady Informatyzacji zrezygnował z funkcji
    Prof. dr hab. inż. Mieczysław Muraszkiewicz wysłał dziś do członków RI następującą informację:
    "Szanowni Członkowie Rady Informatyzacji IV Kadencji, niniejszym uprzejmie Państwa informuję, że w dn. 26 stycznia 2012 r. złożyłem na ręce Pana Ministra Michała Boniego rezygnację z funkcji Przewodniczącego Rady Informatyzacji IV Kadencji oraz członkostwa w tej Radzie. Rezygnacja jest reakcją na podpisanie przez Pana Premiera Rządu RP upoważnienia dla polskiej ambasador w Japonii do przyjęcia umowy ACTA oraz podpisanie tej umowy przez Panią Ambasador w dn. 26 stycznia 2012 r. w Japonii.
    Łączę najlepsze pozdrowienia.
    "
    Z komen
    tarzem: To jest gest, który również kilka dni temu rozważałem w przypadku, gdyby doszło do podpisania ACTA. Uznałem jednak, że zrobię inaczej.

    Mam nadzieję, że nie planuje efektownego sepukku na posiedzeniu Rady!

    PSA: Widzę, że w PE też:

    http://blog.wirtualnemedia.pl/index.php?/authors/54-Jerzy-Szygiel/archives/4932-ACTA-skandal-w-Parlamencie-Europejskim.html

  • 26-01-2012 06:34:00

    Podpisać ACTA? Z postscripto

    o.Krzysztof Mądel, SI, zamieścił tekst: „Podpisać ACTA
    http://www.deon.pl/wiadomosci/komentarze-opinie/art,321,podpisac-acta.html
    dla wygody zamieszczam go tu w całości:
    Przeczytałem ACTA i nie znajduję tam niczego sprzecznego z prawem i zdrowym rozsądkiem. Polska powinna ratyfikować tę umowę.
    Cywilizacja zasługuje na to, żeby się rozwijać. Jednym z wyznaczników jej rozwoju jest stosunek do własności. Początkowo prawo do niej przysługiwało tylko wybranym i tylko pod pewnym względem, w hordzie nigdy nie było konsekwentne, ale horda i społeczności plemienne nigdy nie były wielkie, ich członkowie zmagali się głównie nie z sobą, lecz z innymi hordami. Później, z nastaniem pisanego prawa, prawo własności objęło ogół wolnych ludzi, w starożytności wciąż stanowili oni mniejszość i dotyczyło, jak wcześniej, ziemi, nieruchomości, majątku ruchomego, aż w końcu, w Renesansie, objęło własność intelektualną, w czym pierwsza była Republika Wenecka. Wydała ona pierwsze patenty drukarskie i autorskie, aczkolwiek z chwilą nastania druku anglosaskie common law, prawo zwyczajowe, okazało się chyba skuteczniejsze sądowo niż ustawy Serenissima.
    Pierwsze poprawki do amerykańskiej Konstytucji dotyczyły emisji patentów, a wynikające z nich rozwiązania instytucjonalne są najbardziej nowoczesnym, godnym pochwały i naśladowania przykładem poszanowania dla własności intelektualnej. Nie są wolne od błędów, niemniej dzięki nim amerykańskie patenty po dziś dzień są najbardziej uniwersalne, bo najlepiej zbudowane pod względem prawnym. Łatwo na nich zarabiać, a trudno je kwestionować, czego nie sposób powiedzieć np. o patentach chińskich, w jakiejś części wciąż pochodzących z kradzieży i w jakiejś części wciąż nigdzie nieuznawanych.
    ACTA to uznanie własności w wymiarze globalnym już na poziomie point to point. Jeśli internet istnieje i służy komunikacji, to należy go chronić, sprawić, że uczciwy użytkownik poczuje się w nim wyraźnie bezpieczniej niż złodziej, bo tylko w ten sposób globalna wymiana informacyjna ma szanse zyskać na wartości i stworzyć wartość dodaną. Bez ACTA największą wielkodusznością w sieci będą wykazywać ci, którzy niczego nie stworzyli, lecz coś komuś ukradli i do tego samego zachęcają innych. ACTA znacznie to utrudni.
    Zwiększona aktywność FBI i zmniejszona aktywność megauploadów w czasie rundy ratyfikacyjnej ACTA to najlepszy dowód na to, że sieć nie gromadzi jedynie śmieci, a złodzieje, uświadomiwszy sobie zło swoich postępków, czym prędzej chcą się pozbyć tego, co do nich nie należy.


    Jak powiedział śp.Ronald Reagan: Komunista – to człowiek, który przeczytał „Kapitał Karola Marxa; anty-komunista – to człowiek, który przeczytał „Kapitał”... i go zrozumiał.
    Ojciec Krzysztof  ACTA przeczytał...
    Jest oczywiste, że ACTA nie zawiera nic sprzecznego z prawem. Co więcej – a nie jest to oczywiste – JE Bogdan Zdrojewski twierdzi, że wszystko, co jest w ACTA, już znajduje się w polskim prawie. Zacny jezuita powinien się więc zastanowić: po co w takim razie III RP musi koniecznie podpisać i ratyfikować ACTA? Czy przypadkiem w tej konwencji nie ma zawikłanych paragrafów pozwalających Władzuchnie wsadzać do kryminału niepokornych osobników?
    Jeśli pominąć dwa ostatnie zdania, wszystkie stwierdzenia o.Mądela są słuszne. Tylko w żaden sposób nie wynika z nich to, że powinno się podpisać ACTA! Nie tylko non sequitur – ale w ogóle nie widzę żadnego związku między tymi zdaniami – a pytaniem o podpisanie ACTA!
    Raczej wręcz przeciwnie. Zdania te popierają moją tezę: wróćmy do mądrych postanowień Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Patenty przyznawane na 7 lat – z możliwością wydłużenia do 11 (za rosnącymi rocznymi dopłatami). Natomiast prawa autorskie należałoby zlikwidować - bo ich wtedy w USA nie ustanowiono. Ja wszelako postuluję, by objąć je takimi samymi zasadami, co patenty. Nie widzę najmniejszego powodu, by autor książki czy filmu miał mieć dłuższą ochronę, niż wynalazca penicyliny.
    Przyczyną nagminnego piractwa jest to, że prawa patentowe i autorskie zostały rozdęte do niesłychanych rozmiarów – w każdym wymiarze, nie tylko czasowym – a na każdą akcję społeczeństwo odpowiada reakcją. Gdyby człowiek wiedział, że za kilka lat dzieło stanie się własnością publiczną – to by na ogół poczekał. A resztę by się stosownie karało – bo taka ochrona jest możliwa. Chronienie przez 70 lat wszystkich dzieł jest po prostu niemożliwe – bo jest ich za dużo.
    A nie należy tworzyć prawa, którego nie można przestrzegać. To elementarz ustawodawstwa.
    Dlatego raz jeszcze proponuję: wróćmy do Konstytucji USA – a potem pogadajmy o ochronie tego, co ówczesne ustawy chroniły.
    Na zakończenie: ja się czuję w Sieci całkowicie bezpiecznie – ale tylko dlatego, że ACTA nie działa (jeszcze?). A co do zdania ostatniego: o.Mądel powinien się za nie wstydzić. By wykazać, dlaczego - sparafrazuję je:
    Zwiększona aktywność KGB i zmniejszona aktywność wrogów socjalizmu w czasie obrad plenum Komitetu Centralnego KPZS  to najlepszy dowód na to, że biblioteki nie gromadzą jedynie śmieci, a nasi wrogowie, uświadomiwszy sobie zło swoich postępków, czym prędzej chcą się pozbyć tych pisemek, których u nich być nie powinno”.

    PS. Nie - własność intelektualna to szczególny, dość ulotny, rodzaj własności - dlatego jest ograniczona. To nie jest z całą pewnością "faszyzm" - zresztą (nie mam tego w źródłach) ale mój pogląd jest absolutni zgodny z poglądami śp.Miltona Friedmana. Ochrona tej szczególnej własności jest korzystna - jak ochrona każdej własności. Kwestia: jak długo można chronić ulotną rzecz? 

    To wszystko tyczy treści komercyjnych. Jeśli wydawca wydaje moją książkę, to i on i ja chcemy zarobić. Natomiast jeśli umieszczam coś niekomercyjnie np. w Sieci, - to, oczywiście, moim zdaniem - każdy ma prawo to kopiować i używać dowolnie.

    Nie jest słuszny argument, że autor może sobie nie  życzyć, by namalowany przezeń krzaczek byl wykorzystywany np. przez Korwin-Mikkego (którego on nie lubi). Trudno! Jak stolarz Nataniel Siegelbaum zrobi krzesło, całkiem nowatorskie, i sprzeda je Schmidtowi, to nie może miec pretensji, że potem kupił je i umieścił na nim swój tyłek Adolf Hitler!

    "Prawa autorskie" są rozdęte ponad wszelką miarę. Np. Jakób Curwood napisał książeczki "Łowcy wilków" i "Łowcy złota" - po czym umarł. Jego tłumaczka, śp.Halina Borowikowa napisała (pod pseudonimem "Jerzy Marlicz") ciąg dalszy, p/t "Łowcy Przygód". Dziś byłaby za to ścigana!

    Prawa autorskie przestały chronić twórców - stały się wędzidłem na swobodę twórczą. Dlatego należy je ograniczyć do pierwotnych rozmiarów. Nie wiem, na przyklad, czy w przypadku programów komputerowych nie skrócić tego jeszcze do trzech np. lat...

    ... ale nie zlikwidować!

  • 25-01-2012 23:49:00

    Dziś sprawozdanie z wiecu w Krakowie

     Na razie możecie Państwo obejrzeć zdjęcia, które wstawił nasz sympatyk z Krakowa: 

    http://korwin-mikke.pl/galeria/zobacz/protest_przeciwko_acta_w_krakowie/96 

  • 24-01-2012 01:59:00

    Znakomity wpis n/t ACTA ze strony p.Krzysztofa Gonciarza tajemniczo zniknął

    ale na stronie http://pastebin.com/C8D0nSLJ   zachowała się kopia. W obawie, że i stamtąd może zniknąć, przepisuję ją tu. Tekst o ACTA na moim blogu na http://jkm.nowyekran.pl/, wypowiedź video jak zwykle na vdeoblogu na http://korwin-mikke.blog.onet.pl

     

                          Krzysztof Gonciarz

                                    ACTA w Polsce – co to naprawdę oznacza?

    W Internecie dużo się o ACTA pisze i mówi, ale bardzo trudno jest oddzielić czyste spekulacje od informacji opartych na faktach i rzeczowych analiz. O pomoc w przygotowaniu tego tekstu poprosiłem znajomego prawnika i osobę żywo zainteresowaną przetasowaniami w ochronie praw autorskich, Adama Szymona Tułeckiego.
     
    Skąd wiemy o ACTA?
    Świat dowiedział się o projekcie nowego traktatu w 2008 roku za pośrednictwem Wikileaks. Ujawniony został wtedy zapis tajnych negocjacji międzyrządowych (toczących się między rządami USA, Japonii, Australii,Kanady, Meksyku, Maroka, Nowej Zelandii, Korei Południowej, Singapuru, Szwajcarii oraz Unii Europejskiej) nad nową umową mającą regulować standardy ochrony przed obrotem towarami podrobionymi.

    ACTA powstawała w tajemnicy przed opinią publiczną, we współpracy z amerykańską branżą rozrywkową
    Negocjacje i treść wszelkich ustaleń trzymano w ścisłej tajemnicy przed opinią publiczną. Co symptomatyczne, jedynymi podmiotami pozarządowymi, które miały dostęp do stołu negocjacyjnego byli przedstawiciele lobby przemysłu rozrywkowego USA. Negocjacje toczyły się więc z zupełnym pominięciem opinii publicznej. Takie niedemokratyczne postępowanie powinno budzić zasadniczy sprzeciw i niepokój.

    Po co stworzono ACTA?
    Celem ACTA jest wprowadzenie minimalnego poziomu ochrony dla praw własności intelektualnej we wszystkich państwach-sygnatariuszach. Dotychczas międy poszczególnymi  państwami występowały pewne różnice co do roszczeń przysługujących uprawnionemu z tytułu naruszenia jego praw własności intelektualnej. Teraz każdy, którego prawa zostały naruszone – przynajmniej w teorii – będzie mógł dochodzić naruszeń na podobnych zasadach we wszystkich państwach które przystąpiły do ACTA. Pomimo, że zawarte w nazwie traktatu słowo Counterfeit sugerowałoby zamiar skupienia się negocjujących na zagadnieniach związanych ze zwalczaniem porabiania znaków towarowych (np. na odzieży), traktat ostatecznie obejmuje swoim zakresem inne prawa własności intelektualnej – w szczególności prawo autorskie.

    To szczytna idea, jednak ten nowy standard w niektórych aspektach wyraźnie zwiększa uprawnienia posiadacza praw własności intelektualnej. Spowodowane jest to wpływem, jaki na kształt traktatu wywarły Stany Zjednoczone, które chciały wzmocnić pozycję swojego przemysłu rozrywkowego, stanowiącego zasadniczą część ich gospodarki, co uczyniły m.in. stosując w traktacie rozwiązania znane swojemu systemowi prawnemu (dotychczas odrzucane np. na terenie UE).

    Obserwując proces negocjacyjny (na tyle, na ile było to oczywiście możliwe) nie sposób było uciec od wrażenia, że początkowy zamysł obejmował znacznie dalej idące zmiany. W początkowych wersjach traktatu, które wyciekły do mediów, znajdowały się m.in. zapisy zobowiązujące sygnatariuszy do wprowadzania mechanizmów odcinania od złączy internetowych użytkowników naruszających prawa autorskie. Miało się to odbywać zgodnie z zasadą “three strikes and you’re out”, obowiązującej już np. we Francji. Rosnąca presja opinii publicznej sprawiła, że część tych zapisów usunięto z ostatecznej wersji umowy (w tym zobowiązanie do wprowadzenia “three strikes and you’re out”).

    Część przedstawicieli rządów, które negocjowały ACTA, twierdzi że w związku z traktatem nie wprowadza żadnych istotnych zmian do ich wewnętrznej legislacji. Tak jest m.in w UE czy w Polsce (o tym, że zmiany te jednak występują – w dalszej części artykułu).
    Po co więc podpisywać umowę, która miałaby nic nie zmieniać?

    Jak wskazuje część ekspertów, ACTA służyć ma skonsolidowaniu standardu ochrony praw własności intelektualnej w państwach “rozwiniętych”, po to, ażeby następnie eksportować ów standard za pomocą presji politycznej i ekonomicznej do pozostałych krajów, w tym tych “rozwijających się”.

    Objawem takiej presji w wykonaniu rządu USA jest m.in. Special 301 Report (tworzony przez Office of the United States Trade Representative (USTR), zawierający listę krajów, w których zdaniem rządu USA ochrona praw własności intelektualnej jest zbyt słaba), czy wpływ jaki USA wywarło na wprowadzone właśnie w Hiszpanii tzw. Ley Sinde.

    Co ciekawe, pomimo tego, że USA było jednym z inicjatorów podjęcia negocjacji nad traktatem, jednocześnie w sposób zdecydowany wpływając na jego kształt i zabiegając o tajność negocjacji, zamierzają traktować ACTA jedynie jako memoranum of understanding, nie zaś jako wiążący je traktat międzynarodowy.
     
    Czym się różni ACTA od SOPA?

    Zasadnicza różnica między tymi dwoma aktami polega na tym, że SOPA jest regulacją wewnętrzną Stanów Zjednoczonych, natomiast ACTA jest traktatem międzynarodowym. Nie znaczy to jednak, że SOPA nie dotyczy krajów takich jak Polska!

    SOPA

    Głównym celem SOPA jest umożliwienie w ramach amerykańskiego systemu prawnego możliwości dla posiadaczy praw własności intelektualnej dochodzenia swoich praw wobec podmiotów je naruszających w Internecie, także za pomocą stron umiejscowionych poza granicami USA.

        Twój dostawca usług internetowych może odłączyć Ci dostęp do Internetu. Z Twojej strony mogą zniknać reklamy, a użytkownicy mogą zostać odcięci od Twojego systemu płatności.

    Dzięki SOPA, możliwe jest wywieranie pośredniego wpływu na zagraniczne podmioty poprzez podmioty znajdujące się w USA. Na przykład: RIAA byłąby w stanie wywrzeć presję na PayPalu bądź dostawcach usług serwerowych, żeby ci przestali obsługiwać polską stronę oferującą nielegalną treść. Innym przykładem jest kontakt z dostawcą usług reklamowych (np. Google AdSense), by ten zerwał umowę z wskazanym podmiotem.

    ACTA
    ACTA służy unifikacji standardu ochrony praw własności intelektualnej w wielu różnych jurysdykcjach. Podczas gdy SOPA dotyczy działań podejmowanych w ramach amerykańskiego systemu prawnego, ACTA reguluje kwestie dochodzenia roszczeń wewnątrz poszczególnych państw, które do niej przystąpiły, rzecz jasna także przez podmioty zagraniczne. Taka możliwość istniała także i wcześniej, jednak teraz będzie to prostsze.

    Oba akty działają niezależnie od siebie: jeden podmiot mógłby być więc jednocześnie pozywany na zasadach przewidzianych ACTA w swoim kraju pochodzenia oraz odcięty od Internetu w imię SOPA/PIPA na podstawie działań w USA.

    Jakie są zagrożenia dla innowacji w sieci?
    Jak wskazują liczne raporty organizacji pozarządowych oraz grup ekspertów, ACTA może wprowadzać rozwiązania groźne zarówno dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą w internecie, jak i dla jego użytkowników.

    Monitorowanie użytkowników
    Przede wszystkim, ACTA może zdaniem wielu organizacji pozarządowych wymusić na dostawcach usług internetowych oraz podmiotach świadczących usługi w internecie stałe monitorowanie działań swoich klientów. Obowiązek taki był dotychczas konsekwentnie odrzucany przez prawo na terenie Unii Europejskiej, w tym przez orzecznictwo Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

    Twój blog będzie przeszukiwany pod kątem nielegalnych treści.
    Takie działania są nie tylko niebywale kosztowne, co utrudni operowanie na rynku nowym lub mniejszym podmiotom, ale także – jak twierdzi większość ekspertów – zgoła niemożliwe. Takie rozwiązanie szkodzi innowacyjności, zwiększając w sposób znaczny koszty prowadzenia działalności gospodarczej w Internecie. Takie działania ingerują również w sposób bardzo istotny w prywatność użytkowników.

    ACTA może też rozszerzyć zakres, w którym dostawca usług musi udostępniać dane osobe swoich użytkowników na żądanie podmiotów, których prawa własności intelektualnej są łamane.

        Jeśli wykorzystasz w filmiku na YouTube muzykę dużej wytwórni, YouTube może być zobowiązany ujawnić Twoje dane osobowe przed tą wytwórnią.


    Procedura usuwania nielegalnych treści
    ACTA nie zawiera żadnej wzmianki dla stosowanego obecnie powszechnie systemu ochrony interesów dostawców usług w internecie tzw. “notice and takedown”.

    ACTA wymusi bardziej rygorystyczne podejście do treści tworzonej przez użytkowników
    System ten obowiązuje także i w Polsce na podstawie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Stanowi racjonalne wyważenie interesów – dostawca usług nie odpowiada za nielegalne treści udostępniane przez jego użytkowników, jeśli nie był tego udostępnienia świadomy, oraz jeśli usunął po zgłoszeniu problemu. Brak umieszczenia takiego zapisu w ACTA, przy jednoczesnej ogólnikowości jego postanowień może prowadzić do odejścia od tego, ugruntowanego już, modelu prawnego.

     Blokowanie legalnych treści
    Jak wskazuje Fundacja Panoptykon przyjęcie ACTA może prowadzić do blokowania legalnych treści obecnych w sieci, co w efekcie prowadziłoby do ograniczenia wolności słowa.

    Innowacyjne przedsięwzięcia, nie tylko zresztą w ramach środowiska cyfrowego, mogą zostać zarzucone w obawie przed niewspółmiernie wysokimi kosztami naruszenia własności intelektualne. ACTA wprowadza nie stosowane dotychczas na terenie UE sposoby wyliczenia sum pieniężnych zasądzanych za naruszenie w postępowaniach cywilnych, które uznawane są za nieracjonalne i przesadnie dotkliwe. Surowe środki karne groziłyby zaś nawet w przypadkach błahych lub wręcz dotychczas dozwolonych przez prawo.

    Użytkownicy w strachu przez złamaniem prawa mogą przestać tworzyć pomysłowe treści, spowalniając tym samym nasz rozwój kulturowy.

    W ogólnikowych postanowieniach ACTA brak jest wystarczających zabezpieczeń uzasadnionych interesów innych podmiotów niż uprawnieni z tytułu praw własności intelektualnej. Celowo niedookreślone zapisy traktatu powodują niepewność co do sytuacji prawnej zarówno dostawców usług w ramach sieci, jak i jej użytkowników.

    Zdaniem ekspertów, ACTA może być groźna nie tylko w ramach sieci Internet. Z zasadniczymi trudnościami spotkać się mogą chociażby producenci leków generycznych (posiadających zamienniki u różnych producentów).

    Poważne wątpliwości budzą też postanowienia ACTA dotyczące postępowania celnego, które przewidują co do zasady m.in. możliwość przeprowadzania na granicach przeszukiania bagażu podręcznego w poszukiwaniu przedmiotów nruszających prawa własności intelektualnej (poszczególne kraje mogą takie przeszukania wyłączyć, ale tylko na mocy wyraźnych postanowień w prawa).

    Niejasna przyszłość
    Wskazuje się również na istotne niebezpieczeństwo wynikające z możliwości wprowadzania zmian do treści porozumienia ACTA już po jego wejściu w życie, poprzez decyzje ogólnikowo uregulowane w porozumieniu Komitetu do spraw ACTA. Dokonywanie takich zmian, które mogłyby przecież zasadniczo wpłynąć na sytuację prawną wielu podmiotów, następowałoby z pominięciem demokratycznych procedur i bez udziału opinii publicznej.


    Źródła analiz dotyczących treści ACTA:

        ACTA booklet sformułowany w języku polskim przez Fundację Panoptykon.
        Apel Fundacji Panoptykon do Kancelarii PRemiera RP w sprawie ACTA.
        Informacje dot. ACTA zebrane przez francuską organizację La Quadrature du Net.
        Informacje dot. ACTA opublikowane w portalu Electronic Frontier Foundation.
        Opinia dot. zgodności ACTA z europejskim systemem ochrony praw człowieka, sformułowana przez wiodących naukowców z tej dziedziny.



    Co dalej z ACTA?

    Jak wszyscy już chyba wiedzą, 26 styczna w Tokio polski rząd podpisze porozumienie ACTA. Nie oznacza to jednak, że umowa ta automatycznie wejdzie w życie. Do tego potrzebna jest jej akceptacja przez Parlament Europejski na poziomie wspólnotowym, oraz ratyfikacja przez Prezydenta RP – po tym, jak zgoda na nią zostanie udzielona przez parlament.

    Zanim ACTA wejdzie w życie czekają nas co najmniej dwa ważne głosowania, na których efekt może wpłynąć także opinia publiczna.

        Jeszcze nie jest za późno.

    Postanowienia ACTA powinny zacząć obowiązywać w 30 dni po jej ratyfikacji przez 6 z podmiotów do niej przystępujących, lub na terytorium państwa które ratyfikowało ją później, w 30 dni po takiej ratyfikacji. Nawet jednak wtedy nie będzie ona miała bezpośredniego przełożenia na sytuację jednostek, do tego potrzebne będzie wprowadzenie ewentualnych zmian do wewnętrznych systemów prawnych państw członkowskich w ramach normalnych procedur ustawodawczych.

    Krzysztof Gonciarz

    ------------------------------------------------

    Tutaj możecie Państwo przeczytać wszystko o ACTA - również tekst w języku polskim i angielskim:

    http://www.mkidn.gov.pl/pages/strona-glowna/ministerstwo/prawo/prawo-autorskie.php

    na stronie WPROST - dość dobry skrót i video z przykładami:

    http://www.wprost.pl/ar/289426/ACTA-pelny-tekst-umowy-Sprawdz-co-wywolalo-protest/

  • 23-01-2012 14:40:00

    Jeszcze o Republikanach w Karolinie Południowej

    Pisałem wczoraj, że w większości stanów zwycięzca bierze wszystko. Ale nie we wszystkich - w New Hampshire, na przykład, nie. W wyniku tego zdobyte mandaty delegatów rozkładają się tak:

    1. Newton Gingrich – 23,
    2. Willard "Mitt" Romney – 19,
    3. Ryszard Santorum – 12,
    4. Ronald Paul – 3,
    5. Jonatan Huntsman – 2.  

    P.Huntsman, zgodnie z moimi przewidywaniami, wycofał się - więc "jego" delegaci najprawdopodobniej, zgodnie z Jego życzeniem, poprą p.Romneya.

    Deklarowałem też sporo sympatii dla p.Santoruma - na podstawie Jego wypowiedzi. Moja sympadia mocno zmalała po przeczytaniu opinii konserwatywnego-libertarianina, radiowca z Karoliny Południowej - p.Kuby Huntera

    http://www.conservativedeclaration.com/2011/05/compassionate-conservative-rick-santorum/ .

    Wynika z niej, że p.Santorum twierdzi, że był "herbaciarzem" zanim jeszcze powstała Tea Party - ale w praktyce, zdaniem p.Huntera, nie rozumie, że "metody Wielkiego Rządu, za którymi optował w swojej książce, są właśnie tym powodem, dla którego wielu herbaciarzy nie nazywa się już Republikanami".

    P.Jerzy Mędoń, który mi te opinie przysłał z USA, słusznie pisze:

    "To tak jak z Michaliną Bachman: mówi sensownie, bon moty ma znane i celne "wolny wybór (aborcja) - tak, ale dla wyboru żarówek" - a mimo to poparła nowelizację Patriot Act Busha i głosowała za podwyższeniem limitu zadłużenia publicznego - deklaracje to jedno, praktyka decyzji politycznych to drugie; i nie słyszałem by poparła Rona Paula po rezygnacji z dalszej kampanii. A te sprzeczne informacje o Santorum to typowy dysonans deklaracji i praktyki, ogólników i szczegółów. Cieszę się że  p. Lis "otworzył" Panu oczy na to kim jest M. Romney".

    No - akurat p.Romneya to nigdy specjalnie nie lubiłem. Choć wolę Go jednak od JE Baraka Husseina O.

    Teraz Floryda - gdzie liczenie głosów jest już tradycyjnym problemem...

    Jak widać: w "ojczyźnie nowoczesnej d***kracji" też jest pomieszanie pojęć - co się dziwić, że i w Polsce. Np. w sprawie Węgier:

    • Hahahaha Korwin popiera demokrację :)
      urbietorbi 2012-01-22 23:53:28 | edytuj
      • smiac sie nie wypada,jezeli ktos zmienia zdanie w pewnej sprawie to dowod na zrozumienie,glebsze zapoznanie sie kwestia w tym przypadku polityka Orbana.Jak widac pan Mikke po dluzszej analizie stanal po slusznej stronie.Z pewnoscia sprzeciw p.Mikke wobec polityki Eurokomuny jak napisal Libero jest trafny tylko wczesniejszy wywiad p.Janusza i tresc Konwentu sa sprzeczne.Zly oddzwiek pozostaje ale zawsze jak widac mozna poprzez dzialanie cos naprawic.Z pewnoscia polityka Orbana wobec Banku Centralnego jest godna uwagi i odwazna.Znacjonalizowanie polityki pienieznej niesie za soba pewne konsekwencje co mozna juz zauwazyc.Ciekawi mnie rowniez wasze zdanie "wolnorynkowcy" bo przeciez to interwencjonizm.

     Czyli tak: federaści wrzeszczą, że p.Orbàn niszczy d***krację, p.JKM popiera p.Orbàna, z czego wynika, że p.JKM jest za d***kracją!!

    A merytorycznie: to właśnie polityka p.Orbàna w sprawie banku centralnego jest powodem, że obawiamy się o los Węgier. Bo działalność Banku Centralnego jest zawsze szkodliwa - czy będzie to bank w rękach federastów, czy Węgrów, czy FED.

     -----------------

    Zapraszam też wszystkich Państwa na mój blog na portalu Nowy Ekran: http://jkm.nowyekran.pl/

  • 22-01-2012 14:48:00

    W Karolinie Płd. - zgodnie z oczekiwaniami

    Zwyciężył p.Newton Gingrich poparty przez p.Ryszarda Perryego, który wycofał się z wyścigu. Słabo wypadł p."Mitt" Romney, w granicach przyzwoitości p."Rick" Santorum - natomiast p.Ronald Paul, który w oczach tamtejszych "jastrzębi" (a głównie tacy chodzą na prawybory...)  wiele stracił potępiając rzekomy mord na śp.Osamie ibn Ladenie, uzyskał tylko 13%; liczyłem, mimo wszystko, na jakieś 20%...

    Natomiast p.Tomasz Lis raczył zainteresować się amerykańską Prawicą. Biadolił, że Republikanie popierają rozmaitych wariatów - a nie p."Mitta" Romneya. Rozumnego "człowieka środka".

    Czyli takiego, który po dojściu do władzy nie naruszy tego zakłamanego, skorumpowanego światka Waszyngtoniku:

    http://www.wprost.pl/ar/287064/Mitt-Romney-i-mity-prawicy/

    To już teraz na pewno wiemy, kogo trzeba tam zwalczać!

    A przy okazji: okazało się, że aparat Republikanów do tego stopnia sympatyzuje z p.Romneyem, że sfałszował wyniki z Iowa. P.Romney nie wygral o 8 głosów - lecz przegrał o kilka głosów:

    http://www.washingtonpost.com/politics/santorum-edges-romney-in-final-iowa-count-116/2012/01/19/gIQA46IUBQ_video.html

    Jest to o tyle ważne, że w prawie każdym stanie "zwycięzca bierze wszystko". Kandydat A może w każdym stanie być drugi o dwa głosy za zwycięzcą - przy czym w każdym wygrywa kandydat B, C, D lub E - mniej więcej po równo - a pozostali trzej daleko w tyle...

    ...i kandydat A nie dostanie ani jednego głosu na konwencję wybierająca kandydata Republikanów!!

    Na razie idzie walka o głosy w małych stanach, to głównie rozgrywka psychologiczna - i przymiarki: czy warto zaangażować spore środki w kampanię? Ale niedługo będzie się już działo.

    Moje sympatie są pomiędzy p.Paulem, a p.Santorumem. Ze wskazaniem (wyraźnym) na p.Paula.

    I właśnie zauważyłem z przerażeniem, że nawet we Wikipedii

    http://en.wikipedia.org/wiki/Republican_Party_presidential_primaries,_2012

    p.Paul jest tępiony. Wymienia się Go tylko wtedy, gdy trzeba wymienic nazwiska z powodów oficjalnych. Natomiast nie omawia się Jego kampanii, Jego programu ani wyników!!

    To główna część artykułu:

    The 2012 Republican presidential primaries are the selection processes in which voters of the Republican Party will choose their nominee for President of the United States in the 2012 presidential election. There are 2,286 delegates.[2] A candidate must accumulate 1,144 delegate votes to win.[3]

    The primary contest began with a fairly wide field, and is the first presidential primary influenced by the Tea Party movement. Two candidates who ran in 2008, CongressmanRon Paul of Texas and former Massachusetts GovernorMitt Romney, also ran in 2012.

    Romney took an early lead in polls with the support of much of the Republican establishment.[4] However, his lead over the Republican field has been precarious, due to the entry of new candidates who drew considerable media attention between April and August 2011. Congresswoman Michele Bachmann of Minnesota received significant support in polls after winning the Ames Straw Poll, but she lost some of her momentum when Texas GovernorRick Perry was propelled by significant national Republican support to join the race in August 2011; he performed strongly in polls, immediately becoming a serious contender.[5][6]

     

    Following a series of poor performances in debates, Perry lost his momentum to

    Herman Cain. Cain's viability as a candidate was seriously jeopardized after allegations of a history of sexual harassment surfaced in the media, with his campaign being suspended on December 3, 2011 despite his unyielding denials of any misconduct. Former Speaker of the HouseNewt Gingrich of Georgia, who stressed the need to beat incumbent President Barack Obama and to avoid intra-party disputes, began making a comeback in November 2011, both in polls and fundraising.[7] Gingrich's popularity began to wane in mid-December under focused attacks by Mitt Romney.[8]

    Former SenatorRick Santorum of Pennsylvania enjoyed a late surge in support immediately prior to the January 3, 2012, Iowa caucuses, the first contest of the primary season, and narrowly prevailed over Mitt Romney there. After a disappointing sixth place finish in Iowa, Bachmann exited the race. Romney won the New Hampshire primary by a significant margin on January 10, 2012, as was expected. Former Utah GovernorJon Huntsman, Jr. failed to get significant national support during the race and focused nearly all of his efforts on New Hampshire; however, he dropped out of the race after finishing third there. Perry, after finishing fifth in Iowa and with 1% in New Hampshire, dropped out two days before the South Carolina primary and endorsed Gingrich. Romney was expected by many to carry on that surge of momentum going into South Carolina to win, with some expecting him to virtually lock up the nomination in South Carolina. However, after two debates in South Carolina on the week of the primary, yielding poor Romney performances and strong Gingrich performances, on January 21, 2012, Newt Gingrich won the South Carolina primary.

    As of January 22, 2012, the only remaining national candidates for the Republican nomination were Newt Gingrich, Ron Paul, Mitt Romney and Rick Santorum.

    Tam w USA w Wikipedii pewno szarogesia się takie same dwuleworeczne typasy, jak w Polsce...

    =====

    Dziś byłem w Feniks TV http://nowaprawicatv

    Jutro zaś też o 20.00-20.45 czat na czat.korwin-mikke.pl, gdzie porozmawiamy o ACTA, gdyż ta sprawa budzi w tej chwili największe zainteresowanie internautów.

    Zapraszam też jak zwykle do księgarni ksiegarnia.korwin-mikke.pl, gdzie znajdziecie Państwo wiele ciekawych książek m.in: 

    Robert Gwiazdowski - A nie mówiłem? (Dlaczego nastąpił kryzys i jak z niego wyjść?)

    Jacques Rueff - Grzech monetarny Zachodu - to nadal aktualne rozważania nt. finansów publicznych szefa doradców ekonomicznych prezydenta de Gaulle'a

    Tadeusz M. Płużański - Bestie. O ludziach, którzy w czasach PRL mordowali polskich patriotów

    Barbara Buonafiori - Leksykon prawdziwej kobiety

    Thomas Woods Jr. - Niepoprawna politycznie historia Stanów Zjednoczonych - książka bardzo aktualna, gdy obserwujemy po raz kolejny walkę fotel prezydenta 

    Jest także jedyna wydana po polsku książka p.Rona Paula, republikańskiego kandydata do nominacji w wyborach prezydenckich pt."Wolność pod ostrzałem".

    Obie książki tj. Tomasza Woodsa i Rona Paula warto przeczytać, by wiedzieć jakie są mechanizmy władzy w USA i mechanizmy walki o najwyższe stanowiska państwowe.

    Warto też zajrzeć na nowy kanał filmowy na YT założony przez p.Pawła Tobołę-Pertkiewicza, członka zarządu Polsko-Amerykańskiej Fundacji Rozwoju Ekonomicznego PAFERE. Pierwsze nagranie pochodzi z wieczoru autorskiego p.Roberta Gwiazdowskiego, prezydenta Centrum Adama Smitha i autora polecanej przez nas ostatniej książki "A nie mówiłem?".
    http://www.youtube.com/user/Prohibitapl/videos  

  • 21-01-2012 23:48:00

    Państwo Węgierskie. Tekst uzupełniony m.in. moim wystąpieniem - i tekstem p.Gwiazdowskiego.

    Miałem pewien problem gramatyczny. Węgry nie są już okupowane przez Republikę Węgierską. Obecnie są okupowane przez „Magyarország” - czyli „Państwo Węgierskie” czy „Państwo Węgier”?
    Użyłem nazwy „Państwo Węgier”. Skoro mówi się „Królestwo Węgier” - to czemu nie „Państwo Węgier”? Ale p.Andrzej Wayda przekonał mnie, że "Państwo Polski" brzmi głupio.

    Dałem się przekonać.
    Pikiety w Warszawie, Łodzi i Poznaniu spotkały się z pewnym odzewem mediów. Jakby Państwo mogli podać, gdzie to się ukazało? W każdym razie: zebrałem pochlebne recenzje za swoją wypowiedź - 

    http://www.wykop.pl/link/1014605/manifestacja-solidarnosci-z-narodem-wegierskim/

    – a pochwalił mnie nawet m.in., o dziwo, p.Jerzy Buzek.(CEP)
    Konwent KNP uchwalił APEL o poparcie dla Węgrów w ich staraniach o odzyskanie suwerenności Państwa Węgierskiego, walczącego z naciskiem federastów:
    "My, Konwent Partii "Kongres Nowej Prawicy", zebrani w dniu 14 stycznia 2012 r. w Łodzi, wyrażamy solidarność z bratnim narodem węgierskim, popieramy jego niezależność oraz prawo do kształtowania jego własnej polityki.
    Wyrażamy poparcie i przesyłamy je na ręce Ambasadora Węgier - oraz do wiadomości Prezydenta, Premiera, Ministra SZ RP a także Przewodniczącego Komisji Europejskiej.
    "
    Realizując tę uchwałę wręczyłem tekst Apelu w sobotę w ambasadzie Państwa Węgier.
    Przypominam, że linki do video znajduja się na blogu:
    http://korwin-mikke.blog.onet.pl Jest tam m.in. wywiad p.Wiktora Orbána, w którym mówi On, że w wartości wyznawane przez większość Wegrów wierzy Europa. Co nasunęło mi taką myśl.
    W te wartości wierzy 10% Francuzów, ze 30% Hiszpanów, 50% Polaków, ze 20% Brytyjczyków, ze 35% Niemców...  
    Jak to wszystko dodać, to wychodzi co najmniej 100 milionów. Czy jakby sie wszyscy zebrali na jakimś dużym obszarze, to mieliby prawo żyć po swojemu?
    Mieliby...
    To dlaczego takie aj-waj, kiedy wciela to w życie 10 milionów Węgrów?

    Jak d***kracja, to d***kracja. Sam tego chciałeś - Grzegorzu Dyndało! ("Tu l'as voulu, George Dandin" - że tak powiem po europejsku; dlaczego "Boy" przerobił Jerzego na Grzegorza - to nie wiem...)

    A tu jeszcze znakomita wypowiedź p.Roberta Gwiazdowskiego:

    http://robertgwiazdowski.nowyekran.pl/post/47538,cozes-ty-europie-uczynil-orbanie

  • 20-01-2012 23:58:00

    Kania, Kiszczak i Słomka

    Wyrok sądu w/s Kania&Kiszczak najlepiej podsumował p.prof.Adam Wielomski w tygodniku „Najwyższy CZAS!”: procesu w ogóle nie powinno było być – ale jeśli już był, to wyrok jest śmieszny. Oznacza bowiem, że jeśli ktoś jutro zmontuje nielegalny zamach stanu, przetrzyma 38 milionów ludzi przez kilka miesięcy bez elementarnej swobody poruszania się, poważnie zagrozi gospodarce kraju itd. - to grozi mu 5 lat w zawieszeniu na 5 lat.
    I chyba każdy od pierwszej chwili rozumuje jak {Łażący Łazarz}:  „zawieszenie wyroku” oznacza, że jeśli p.gen.Czesław Kiszczak przez pięć lat nie zmontuje nowego nielegalnego stanu wojennego...
    Powiedzmy jasno: nie zmontuje. A jeśli zmontuje – to postara się zrobić to wtedy, gdy nie trwa sesja Sejmu.
    Albo poczeka pięć lat i jeden dzień.
    Niestety: obawiam się, że wprowadzenie stanu wojennego będzie niezbędne o wiele, wiele szybciej...
    Natomiast nie mam najmniejszego zamiaru ujmować się za p.Adamem Słomką. Przerywanie rozpraw i wyrywanie krzesła sędziemu wszędzie na świecie kończy się mniej-więcej takim wyrokiem – na ostudzenie nerwów.  W Chinach pewno wyższym.
    P.Słomka dla niektórych jest bohaterem. Gdyby było to bezkarne – co to by było za bohaterstwo?
    Jestem pewien, że p.Słomka jest dumny, że odsiaduje te dwa tygodnie!
    Nie zakłócajmy Mu tej przyjemności! 

    Odmówiłem dziś przeto udziału w proteście przeciwko uwięzieniu p.Adama.

    Natomiast - jesli pogoda w miarę dopisze - o 12.tej będę pod ambasadą Państwa Węgierskiego

  • 19-01-2012 23:48:00

    Uwaga: (wpis już kompletny)

    w Warszawie, Łodzi i Poznaniu demonstracja solidarności z Węgrami w sobotę 21 stycznia o godz. 12.00

     https://facebook.com/events/166309970139277

     Trwa RG, więc wpis opóźniony, ale:

    Oddział Szczeciński KNP zaprasza 21 stycznia o godz. 11.00 pod siedzibę PO ul. Papieża Jana Pawła II 11 na demonstrację przeciw ZUS i podniesieniu wieku emerytalnego: http://koniecbiadolenia.pl/

    Kończę to rankiem. Jadę sobie pociągiem z Częstochowy do Warszawy. Lokomotywa – ze 100 ton, jak sądzę – i pięć wagonów (po 30 ton na oko) turla się po torach wioząc w sumie ze trzydzieścioro pasażerów.

    Na każdej stacji jest to-to rozpędzane i hamowane. Jakie jest z’użycie energii? Ile setek milionów dopłacamy do tego miesięcznie?

    Podobno tylko jedną...

    Ekologowie walczą z nadmiernym z’użyciem energii, GLOBCIem oraz wydzielaniem dwutlenku węgla. A mimo to domagają się, by zamiast samochodów po Polsce turlały się takie XVIII-wieczne zabytki.

    Ten zestaw wlecze się po stalowych szynach, mając wolną drogę (i na przejazdach blokując swoją obecnością tysiące samochodów; ta strata czasu – gigantyczna – nie jest uwzględniona w tych stu milionach)  z Częstochowy do Warszawy (200 km) przez prawie cztery godziny! Jest to, oczywiście „pociąg pośpieszny”. I tak dobrze, że nie "Express" - bo tylko 3h43'; ekspresem jedzie się 3h57'

    A dlaczego – wbrew planowi podróży – pozostałem w Częstochowie przez noc?

    Po to, by rano zwiedzić prywatne Muzeum Medali JŚw Jana Pawła II. Nieprawdopodobne, co potrafi uczynić jeden pasjonat – konkretnie p.Krzysztof Witkowski, prezes President Electronics Poland – (wspierany przez współwłaścicieli firmy Groupe President Electronics z Francji; produkują rzecz nad wyraz pożyteczną w obronie przed reżymem: CB-radio). Proszę obejrzeć:

    http://www.jp2muzeum.pl/

    Oczywiście po obejrzeniu trzechsetnego medalu (a jest ich tam 6000 – w tym wybijane na Palau czy Papui Nowej Gwinei; dwa razy więcej, niż ma ich Watykan!!) zaczyna to człowiekowi trochę latać przed oczyma – ale historycy będą mieli w przyszłości kopalnię materiałów.

    Imponujące - naprawdę!

  • 18-01-2012 23:52:00

    Mylna analogia – ale ciekawa uwaga

    {tibuktu} napisał (na FORUM):

    Jak wiemy JKM mawia że demokracja to zaledwie ułamek sekundy w historii ludzkości. Oglądam go już od jakiegoś czasu i wpadłem na pomysł porównań.

    Otóż jeżeli demokracja to zaledwie ułamek sekundy w historii ludzkości - to takim samym ułamkiem sekundy jest postęp technologiczny który zaczął się w sumie w tym samym czasie co demokracja - jakieś 150-200 lat temu.

    Jeżeli demokracja wyparła inne systemy - monarchię, znaczy się że była lepsza, tak jak samochody wyparły dorożki itp.

    Zgodnie z rozumowaniem JKM należało by powrócić do stanu przed demokracją - vide [chyba „ergo”? - JKM] powrócić należało by do stanu przed postępem technologicznym.

    Gdzie jest jego logika?”

    Otóż analogia jest chybiona.

    Ustroje powtarzają się w czasie. D***kracje mieliśmy w Atenach, za I Rzeczypospolitej, w Holandii... I wiemy, że dość szybko upadają w konwulsjach.

    Natomiast postęp techniczny raczej się nie cofa, to nie jest proces cykliczny – więc cofnąć się nie może. Choć, oczywiście, można snuć hipotezy, że 200.000 lat temu już istniała na Ziemi wysoko rozwinięta cywilizacja, która wykończyła się podobnie, jak teraz ginie nasza – i pozostały po niej wyłącznie figury w Nazca (a wytworzone przez nią minikomputery i inne cuda techniki zeżarł czas... ) Póki jednak nie mamy na to poważniejszych dowodów...

    D***kracja ateńska wyparła monarchię – ale też potem została wyparta. I RP została bez najmniejszych trudności pożarta przez absolutne monarchie sąsiadów. Gdyby obecna forma d***kracji miała się otrzymać po wieki wieków {tibuktu} miałby rację.

    Tyle, że się nie utrzyma. Tak, jak nie utrzymały się poprzednie.

    Natomiast {tibuktu} sugeruje jeszcze coś innego. To mianowicie, że postęp techniczny zaczął się równo z d***kracją i zapewne był jej skutkiem.

    To jest absolutnie fałszywe.

    Postęp techniczny trwa od chwili wynalezienia ognia, a potem koła. To jest powolne sumowanie wiedzy i umiejętności. Proszę sobie wyobrazić dzisiejszego chemika, który znalazłby się na dworze króla Dariusza; co on właściwie mógłby wtedy robić, skoro nawet przyzwoitej kolby ani palnika Bunsena nie zdołałby skonstruować, ani żadnego odczynnika kupić?

    W chwili obecnej mamy lawinowy przyrost postępu technicznego – i jest to efekt pracy setek pokoleń uczonych i wynalazców – a nie wytwór d***kracji.

    Przypomnijmy, że epoka nagłego przyrostu postępu zaczęła się jeszcze przed wprowadzeniem d***kracji – i wcale nie widać, by w pierwszym okresie Stanów Zjednoczonych postęp odbywał się tam – a nie w królestwie Francji, Anglii, czy Cesarstwie Niemiec! Nawet śp.Albert Einstein nie jest produktem d***kracji!

    Natomiast jest prawdziwa zależność odwrotna: niektóre wynalazki – np. karabin – umożliwiły postęp d***kracji. Do tej pory człowiek, który dostał do ręki szablę musiał zginąć w pojedynku z arystokratą, który uczył się władać bronią od dziecka. Tymczasem strzelać z karabinu można celnie już po paru dniach szkolenia.

    I ta epoka się kończy. Kończą się milionowe armie – nadchodzi era pojedynczego komandosa.

    I to właśnie sprawi, że d***kracja zaniknie. Wyparta zapewne przez jakąś formę tyranii opartą na skomplikowanym systemie podsłuchów i sterowania masami.

    Pozostaje mieć nadzieje, że ten przyszły Tyran będzie tyranem oświeconym...


  • 17-01-2012 23:51:00

    Nie udawać Greków

    Grecja, jak wiadomo, pogrążona jest w kryzysie. Tacy sami kretyni, którzy rządzili w Grecji, obecnie rządzą w 26 pozostałych euro-stanach – i udzielają Grekom dobrych rad.

    Więcej: gotowi są pożyczyć Grekom pieniądze. To znaczy: nie „pieniądze” - tylko „wylewarowane gwarancje” wypłaty pieniędzy. W zamian za to, by Grecja uzdrowiła gospodarkę.

    Każdy wie, że aby gospodarka ruszyła, trzeba gwałtownie obniżyć podatki. Tymczasem od Grecji zażądano, by... podniosła podatki, aby móc spłacić długi!!!

    W efekcie gospodarka grecka hamuje coraz gwałtowniej, bezrobocie rośnie...

    ...ale Grecy otrzymują kolejne pieniądze od euro-podatników.

    To znaczy: niby je otrzymują, ale używają na spłatę długów, które zaciągnęli w niemieckich i francuskich (głównie) bankach.

    Czyli: nie chodzi o to, by Grecji pomóc. Chodzi o to, by wyciągnąć od Greków (którzy przecież nieźle się nakradli!) jak najwięcej pieniędzy – i wraz z sumami „pomocy” przekazać tym bankom.

    Jak najwięcej pieniędzy. Jak najszybciej.

    A za rok? Za rok Grecja będzie wyssana z pieniędzy – ale banki uratują większość swoich pożyczek.  

    =====
    Oddział w Szczecinie rusza do boju! Proszę zajrzeć tu:

    http://koniecbiadolenia.pl/

    Z dużym naciskiem zachęcam do udziału!

     

  • 16-01-2012 12:31:00

    Arytmetyka ojca Rydzyka. Uwaga: Brzesko, Dąbrowa, Tarnów, Zakliczyn!

    Dziwne rzeczy się dzieją. Powiedziałbym nawet: cuda. Bo chodzi o osobę zakonną.
    Konkretnie: redemptorystę.
    Otóż do tej pory zawsze słyszałem, że o.Rydzyk jest harpagonem, wyciskającym ze słuchaczy Radio „Maryja” i oglądaczy TV „TRWAM” niestworzone sumy pieniędzy. Że buduje potężne Imperium medialne – i nie tylko. I jeszcze będzie miał dochody z piekielnych czeluści – konkretnie: z cieplej wody zalegającej pod Toruniem.
    Przy okazji o,Tadeusz ochłodzi trochę Ziemię, wypuszczając to ciepło w Kosmos – więc postępowcy powinni o.Tadeusza ozłocić!
    Tymczasem Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie dała TV „TRWAM” miejsca na platformie cyfrowej – bo, jak orzekła, jest to stacja biedna, nie posiadająca gwarancyj finansowych.
    Ja szczerze się przyznam: w życiu nie widziałem produkcji TV „TRWAM”  - bo zresztą w ogóle rzadko oglądam TV. Ale słyszałem, że ma całkiem spore grono widzów. Wygląda więc na to, że Ojca Dyrektora w Warszawie po prostu nie lubią. I za bogaty – i za biedny. 
    KRRiTV dodała jeszcze cynicznie, że o.Tadeusz może się odwołać, oczywiście – ale nic to nie da, bo wszystkie miejsca już rozdane, więc nie będzie można nikomu ich odebrać!!
    Na takie dictum ja bym się wściekł. Chyba pora rzucić na KRRiTV jakieś stosowne przekleństwo?
    Ale, proszę KRRiTv:  o odwoływanych przetargach – słyszałem...

    =====

    Od jutra  będę gościł na ziemi tarnowskiej:
    17 - I,

    18:00 - Tarnów, Sala Lustrzana (ul. Wałowa 10)
    18 - I :
    11.45 - na targowisku w Zakliczynie
    17:00 - Brzesko, Regionalne Centrum Kulturalno-Biblioteczne im. Jana Pawła II (Plac Targowy 10) - "Polska w obliczu kryzysu"
    19:30 - Dąbrowa Tarnowska, Dąbrowski Dom Kultury - "Unia Europejska - czyli bal na Titanicu"

  • 15-01-2012 01:32:00

    Czy Jonatan Huntsman pociągnie dalej?

    Jak donosi z USA p.Jerzy Mędoń: "Jonatan Huntsman nie ma szans, nie zarejestrował się w Arizonie i odpada z konkurencji (jak KNP w Polsce...)
    http://bostonherald.com/news/us_politics/view/20120110jon_huntsman_doesnt_make_it_onto_ariz_primary_ballot
    http://www.infowars.com/huntsman-is-unelectable-fails-to-make-the-ballot-in-three-states/
    Jak Mitt Romney utrzymuje pozycję jako faworyt aparatu republikanów?
    Mitt Romney jest założycielem Bain Capital – “management and financial services company”  (Mitt Romney, T. Coleman Andrews III, and Eric Kriss.)
    Bain Capital jest właścicielem Clear Channel Communications, Inc.
    Clear Channel Radio gości najbardziej wpływowych republikańskich radiowców (radio talk show), mających duże znaczenie w kształtowaniu republikańskiej opinii publicznej, takich jak:
    • Glenn Beck Program
    • The Rush Limbaugh Show,
    • The Sean Hannity Show,
    • Coast to Coast AM,
    • The Savage Nation
    Powyższe programy typu Talk Show usilnie wspierają Romney’a w staraniach o fotel prezydencki.
    Czy odważy się któryś z nich pokąsać rękę, która karmi?
    "

    Zobaczymy!!

  • 14-01-2012 23:26:00

    Zakończyły się obrady Konwentyklu i Konwentu. Duże zmiany we wladzach Partii

    Konwentykl obradował nad wyraz sprawnie. Rozpatrzyl poprawki do Statutu znakomicie opracowane przez v-Prezesa Stanisława Żółtka - jedna nie uzyskała rekomendacji Konwentyklu. Ustalił rekomendację dla pięciu Członków Członków (czterech zostało wybranych przez Konwent). wybrał dwóch Członków Komisji Rewizyjnej i siedmiu Członków Rady Głównej - a spośród nich II v-Prezesa (kol.Olaf Wojak, W-wa) i IV v-Prezesa (kol.Artur Dziambor, Gdynia).

    Konwent rozpoczął sie z godzinnym opóźnieniem (obawialiśmy się, że będą to dwie godziny...) z powodu kłopotów z mandatami. Otworzył go kol.Tomasz Skóra, Prezes SN, Komisja Mandatowa zdążyła na czas by mógł sprawnie przekazać prowadzenie kol.Henrykowi Nowakowskiemu, wybranemu przez Konwent na Przewodniczącego obrad. Konwent sprawnie obalil te dwie poprawki w Statucie, ktore należało obalić, pozostałe przyjął, wybrał siedmiu Członków RG, spośród nich I v-Prezesa (kol.Stanisław Żółtek) ... i przy wyborze III v-Prezesa powstała nieoczekiwana sytuacja: dwaj Kandydaci uzyskali tę samą liczbę głosów - i zgodnie z Regulaminem Konwentu to ja miałem wskazać v-Prezesa!

    Na szczęście nie miałem propblemu: jednym z nich byl kol.Jacek Wilk, ktoremu przed obradami proponowałem stanowisklo Sekretarza Generalnego; mianowałem Go więc na to stanowisko, a v-Prezesem został kol.Mieczysław Burchert (preferujący imię Grzegorz!).

    Pełny skład Władz przedstawi nowo-mianowany Sekretarz! 

    Konwent uchwalił jeszcze poparcie dla Węgrów w ich staraniach o odzyskanie suwerenności Państwa Węgierskiego, walczącego z naciskiem federastów - i zakończyl obrady ok.21.szej.

    Zwołałem jeszcze ad hoc posiedzenie nowej Rady Głównej (weszła do niej jedynaczka: kol.Agata Banasikówna z Małopolski) , podjęliśmy niezbędne ustalenia porządkowe - i rozjechaliśmy się do domów. 

  • 13-01-2012 23:47:00

    Jutro Konwent KNP - więc tylko krótko.

    Byłem na rozprawie z powództwa p.Waldemara Deski. Niestety: skarżący, pełen najlepszej woli, utrudniał sędziom wydanie pomyślnego dlań werdyktu - bo zamiast trzymać się tematu, wygłaszał sluszne skądinąd anty-systemowe tyrady. Co gorsza: nie dał Sądowi pretekstu do obalenia orzeczenia WSA.

    Ale chyba nawet dobra współpraca skarżącego z Jego Pełnomocniczką niewiele by dała. Sąd bowiem w uzasadnieniu podkreślił, że ustawowa zasada, iż na każdą budowę trzeba mieć pozwolenie, ma pierwszeństwo przed konstytucyjną zasadą ochrony własności prywatnej.

    Przypominam: wg, normalnych ludzi własność to prawo uzycia i nad'użycia. A p.Deska swego prawa wlasności z pewnością nawet nie nad'użył, bo postawił tę szopę w miejscu nikomu nie przeszkadzającym

    =====

    PS. Wg, CBOS  SLD uzyskał 4% poparcia, Solidarna Polska - 2%, Nowa Prawica JKM - 2%, Polska Jest Najważniejsza - 1%. Natomiast żaden z respondentów CBOS, zamierzających wziąć udział w wyborach, nie poparł Prawicy Rzeczypospolitej i Polskiej Partii Pracy -  podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

    Tego dawno nie było - w okresie innym, niz przedwyborczy...

  • 12-01-2012 23:46:00

    Co po Nowym Hampshire?

     W tym małym (ludności ma ponad dwa razy mniej, niż Iowa) stanie niewątpliwym tryumfatorem jest p.Jonatan Huntsman jr. Uzyskał liczący się wynik: 17%, znacznie więcej niż pp.Newton Gingrich i Ryszard Santorum. Trzeba jednak pamiętać, że gdy pozostali kandydaci wypruwali sobie żyły w Iowa – p.Huntsman skoncentrował się na tym niewielkim stanie. Tak, że wynik nie eliminuje Go z rozgrywki – ale nie jest dostatecznie obiecujący. Ten wynik może być taką samą”jednorazówką” jak wynik p.Stefana Forb'sa w jeszcze mniejszym Rhode Island 8 lat temu...

    Zgodnie z oczekiwaniami fatalny był wynik p.Jakóba „Ricka” Perryego. To nie był stan dla Niego – ale jeśli tak dalej pójdzie, zapewne się wycofa. Nie wykluczone, że poprze p.Ronalda Paula – posła z Teksasu, gdzie On jest gubernatorem.

    Moje poglądy to gdzieś-tak pomiędzy p.Paulem, a p.Santorum – więc z wielką przyjemnością patrzę na wynik p.Paula: 23%. W Iowa był trzeci – tu był drugi, więc media nie mogą już Go przemilczeć. Nie wykluczone, że dojdzie do ostatecznej rozgrywki między Nim, a p.Wilardem „Mittem” Romneyem, który wygrał już drugie prawybory. Osiągnął jednak mniej głosów, niż Mu wróżono.

    P.Romney to jedyny kandydat Republikanów, który może przegrać z JE Barakiem Husseinem Obamą: człowiek dość bezbarwny. Z tego powodu staje się, z braku laku, faworytem „działaczy partyjnych”, mających nieprzezwyciężoną skłonność do kandydatów bezbarwnych – jak niegdyś p.Jan McCain. Oznacza to jednak, że jest serdecznie nielubiany przez pozostałych kandydatów na kandydata. Ich wyborcy – z wyborcami „Partii Herbatki” na czele, mogą przerzucić swe głosy na p.Paula.

    Wadą tego ostatniego (ale tylko w oczach wyborców republikańskich) jest wahliwe stanowisko w sprawie kary śmierci – i negatywne w sprawie rozbudowy Imperium Americanum. P.Paul zaleca wycofanie się sil zbrojnych USA na półkulę zachodnią - twierdząc, że groźba uderzenia powstrzyma innych od prób atakowania Stanów. Twierdzi też – nie bez racji – że obecność militarna na całym świecie powoduje, że cały świat zaczyna montować koalicję przeciwko USA; gdyby Amerykanie wycofali się w splendid isolation, inne państwa żarłyby się między sobą – a Amerykanie w razie konieczności byliby uczciwym (bo nie zainteresowanym) arbitrem.

    Pozwoliłoby to gospodarce amerykańskiej, nie ponoszącej ciężaru gigantycznych zbrojeń (i jeszcze większych obciążeń socjalnych – które p.Paul chce zlikwidować) - strzelić w niebo jak rakieta.

    Czy przekona Republikanów? Wątpliwe. Natomiast na pewno wygrałby z p.Obamą, gdyż większość Demokratów jest jest doń rozczarowana z powodu nie spełnienia obietnicy wycofania wojsk z Afganistanu.

    Czekamy na dalszy rozwój sytuacji – pamiętając, że Republikanie, podobnie jak polska Prawica, wiecznie mają skłonność do posunięć samobójczych...

  • 11-01-2012 20:11:00

    Prawo naturalne a prawo stanowione

    (Tego tekstu nie wydrukowała "Gazeta Prawna" - z przyczyny, którą rozumiem: zajmuje się prawem stanowionym...)


    Co to jest „prawo naturalne”? To prawo, które wynika z naturalnych u przyzwoitych ludzi przyzwyczajeń. Kościół stara się utożsamić prawo naturalne z prawem kanonicznym - ale, najoczywiściej w świecie, nie ma racji. Np. rozbitek na odległej wyspie brał sobie zgodnie z prawem naturalnym tambylczą żonę, nawet biorąc ważny na tych wyspach ślub – choć był żonaty i (zgodnie z prawem kanonicznym) nie miał do tego prawa.
    Między prawem naturalnym i stanowionym występują często sprzeczności – a ostatnio to zjawisko nasila się. Przyczyną jest d***kracja – czyli rządy Większości, a więc ludzi o przyzwyczajeniach zupełnie innych, niż ludzi przyzwoitych. Oraz to, że rządzą nami ostatnio ludzie zboczeni – często nawet wyznający wartości spotykane dawniej tylko u wariatów. Jest to typowy objaw końca cywilizacji.
    Ta końcówka może potrwać jeszcze jakiś czas – więc dobrze byłoby przyjąć jakieś rozwiązanie  pozwalające usuwać te sprzeczności na szczeblu judykatury. Bo na szczeblu legislatury sprawę można uznać za przegraną: Większość nie pozwoli odebrać sobie prawa do stanowienia o losie mniejszości – a wariaci są szczególnie uparci we wdrażaniu w życie swych chorych pomysłów. Również egzekutywa starannie trzyma się prawa stanowionego – po prostu dlatego, że zawsze jest ono sprecyzowane na piśmie – w odróżnieniu od prawa naturalnego, które jest niejasne, bo reguły przyzwoitości są nieostre.
    By móc to rozstrzygać w sądach, proponuję przyjąć regułę:
    Prawo naturalne ma pierwszeństwo przed prawem stanowionym – jeśli nie narusza to praw innych osób (które przecież, przeczytawszy zapis prawa stanowionego, słusznie mogą liczyć, że będzie ono chroniło ich interesy). 
    Podam dwa przykłady.
    W piątek 13.go o godz.9.00 w NSA (W-wa, ul.Gabriela Boduena 3/5)  odbędzie się proces p.Waldemara Deski, który na swoim własnym gruncie wybudował sobie niewielką chałupkę – właściwie nawet szopę z desek – i w niej mieszka. Urzędnicy twierdzą, że naruszył On prawo stanowione, nakazujące uzyskać na to zezwolenie.
    Prawo naturalne jasno stanowi, że człowiek na swojej ziemi ma prawo zbudować wszystko – co nie przeszkadza innym. I dlatego sąd powinien – wbrew prawu stanowionemu – orzec na korzyść p.Deski przeciwko urzędnikom.
    Znam przypadek (z Cedyni – gdzie właściciel domu, drobny rzemieślnik wybudował sobie dwa metry od domu, przy ulicy, sklepik. Całkowicie legalnie. Po paru latach dobudował łącznik – wiatę między domem a sklepikiem – by żona, która dorabiała sprzedażą,  nie mokła, jeśli ma iść do sklepu w deszczu. I po to, by postawić tam w chłodzie - w przejściu, zamiast w sklepie - parę skrzynek.
    Urzędnicy kazali mu to rozebrać, po czym na miejscu wydali zezwolenie i pozwolili ponownie postawić!!
    Piękny przykład tresury obywatela – by był posłuszny Władzy.
    Drugi przykład: jest druga w nocy, kompletnie puste skrzyżowanie – samochód przejeżdża je na czerwonym  świetle, którego drogowcy z tajemniczych powodów nie wyłączają na noc. Kierowca narusza prawo stanowione – ale prawo naturalne powiada, że obywatel ma prawo jeździć gdzie chce, a przepisy drogowe służą regulowaniu konfliktów między kierowcami i/lub pieszymi. Nie ma innych użytkowników drogi – nie ma konfliktu – a więc i prawo stanowione musi ustąpić przed prawem naturalnym.
    Wydaje się, że taka stypulacja pozwoliłaby zachować odrobinę normalności w tym zwariowanym świecie.

    =====

    Kto może - proszony jest o przyjście na ten proces. Sędziowie teoretycznie powinni być nieczuli na nacisk tłumów - ale w praktyce...

  • 10-01-2012 23:52:00

    Co z tą Wikipedią?

    Wikipedia to dziś ważne źródło informacji. Niestety - jest to źródło spaczone.
    I dlatego ważne jest, by sie nie poddawać - i prostować lewicowe skrzywienie.
    Skąd powstaje to skrzywienie? Wynika to z Prawa O'Sullivana: „Instytucja,która nie została starannie zaplanowana jako prawicowa, z biegiem czasu staje się lewicowa"
    Autor tłumaczył, że to stąd, że Prawica stara się ściągać do instytucji wszystkich wybitnych ludzi - a Lewica ściąga tylko swoich. Jest i drugi powód: zaprasza się intelektualistów - a ci mają zazwyczaj poglądy lewicowe. Ba! Czytałem nawet (w polskiej prasie) pogląd, że kto nie jest lewicowcem w ogóle nie może być intelektualistą...
    W przypadku Wikipedii dochodzi jeszcze jeden czynnik.
    Ludzie, jak w słynnej bajce, dzielą się na koniki polne i mrówki. Mrówki zasuwają w pocie czoła, by zarobić ździebełko na bułeczkę i masełko (z kogo to cytat?) - i nie mają czasu na zabawę w korygowanie Wikipedii. A koniki polne - jak najbardziej!
    Więc Wikipedia ma wpisy pochodzące w ogromnej większości od ludzi mających nadmiar wolnego czasu.
    Ze wszystkimi tego skutkami.
    Przypominam homeryckie boje, jakie toczyłem z pewnym dość samozwańczym redaktorkiem, który uparł się, że nie zamieści mojej uwagi - które miażdżyła ukochane pojęcie Lewicy: "sprawiedliwość społeczna". No, i nie zamieścił.
    Najpierw twierdził, że nie jestem kwalifikowany, bo nie mam wykształcenia. Akurat tak się składa, że ukończyłem filozofię... To zaczął twierdzić, że nie znam się na metodologii. Też kłopot: akurat na tym znam się znakomicie, nawet miałem z tego piątkę u śp.Leszka Kołakowskiego. No, to się uparł bez dania racji.
    Proszę się nie przejmować: Wikipedia i tak jest znakomicie redagowana - a lewicową ideologią przepełniona jest i "Encyclopædia Britannica", i "Encyklopedia katolicka"...
    Wszystko to robią ci na lewą stronę wywróceni...
    No, ale 90% redagowane jest przyzwoicie - a to jest coś warte. Gdyby nie oni - nie robiłby tego zapewne nikt...
    Ech!
    A na zakończenie coś dla intelektualistów - metodologów.
    Mamy dziecko, które nic nie wie o bitwie pod Waterloo. Informujemy je więc, że odbyła się taka bitwa, i Napoleon, jak zwykle, zwyciężył.
    Czy ilość informacji w główce dziecka się zwiększyła – czy zmniejszyła?
    =====

    PS. Bardzo proszę o poparcie p.Waldemara Deski. Napiszę o tym jutro.

    http://wdeska.wordpress.com/ 

  • 09-01-2012 23:55:00

    Mikke w Wiki

    W tej Wikipedii to działają czasem jacyś dziwni ludzie - a już na pewno mają jakiś ćwiek zabity w te komórki mózgu, gdzie znajdują się informacje o JKM.
                    Na mój temat jest strona Wikipedii, zresztą zupełnie obiektywnie i starannie zrobiona. Dopatrzyłem się jednak dwóch – dość nieistotnych - rozbieżności z rzeczywistością. Dla porządku wysłałem sprostowanie...
    … i wywiązała się dyskusja!
    I to jaka:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja:Janusz_Korwin-Mikke#Skandaliczna_wypowied.C5.BA_na_temat_os.C3.B3b_niepe.C5.82nosprawnych
    (u dołu strony; proszę tam nie robić szurum-burum!!)
    Mój list brzmiał:
                                  Uprzejmie proszę o sprostowanie dwóch dość rażących nieścisłości:
    Zamiast: W 1964 za kolportaż ulotek z tekstem Listu 34 został zatrzymany i następnie przez kilka tygodni był tymczasowo aresztowany Dać: W 1964 za próbę zorganizowania na UW wiecu w sprawie Listu 34 został zatrzymany i następnie przez kilka tygodni był tymczasowo aresztowany
    (2) Zamiast: Razem ze swoim stryjem, publicystą katolickim Jerzym Mikke, próbował przyłączyć się do tzw. komisji ekspertów przy komitecie strajkowym stoczniowców szczecińskich w sierpniu 1980. Szefowie komisji dokooptowali do swego grona tylko stryja, jednocześnie rezygnując z zaproponowanej przez Janusza Korwin-Mikkego współpracy. Decyzję swą uzasadnili jego nieodpowiedzialnością i ekscentrycznością poglądów. Kiedy próbował on sprzedawać wśród strajkujących robotników swoje wydawnictwa, został siłą usunięty z terenu zakładu[12].
    Dać: W sierpniu 1980 był ochotniczo ekspertem przy komitecie strajkowym stoczniowców szczecińskich. Prowadził też wykłady dla urzędników, inżynierów i techników. Kiedy po tygodniu uznał, że negocjacje z p.Kazimierzem Barcikowskim przybierają charakter rozmów między socjalistami i w ogóle idą w dziwnym kierunku (nie wiedział wtedy o agenturalnym charakterze działań Mariana Jurczyka [[Marian Jurczyk]]) złamał narzucony przez Komitet Strajkowy zakaz rozpowszechniania informacji wśród robotników (których MKS traktował tak samo, jak traktowała ich PZPR) i zaczął sprzedawać strajkującym broszury wolnorynkowe – za co został wyproszony i odwieziony za Stoczni na dworzec [12].
    Uzasadnienie: Jakiś kompletny absurd. Ja bylem ekspertem w Szczecinie – bodaj od 19.go - a Jurek nie tylko tam nie był, ale nawet w ogóle się nie wybierał (myślał raczej o wyjeździe do Gdańska). Wywieziono mnie zaś nie za działalność jako eksperta, lecz za zakazany kolportaż. Sądzę, że nikt moich poglądów w Stoczni chyba w ogóle wtedy nie znał...
              Z poważaniem,
                       Janusz Korwin-Mikke

    Poprosiłem autora dodającego te informacje o odniesienie się do sprawy (uźródłowione publikacją Zawalskiego). W kwestii drugiej fakt wywiezienia jest w obecnej formie powiązany z kolportażem wydawnictw, więc tu tylko kwestia może niezbyt szczęśliwego słowa siłą. Elfhelm (dyskusja) 18:46, 28 gru 2011 (CET)
    Sprawa roku 1964.
    Cytuję dokładnie za Zawalskim (str. 24-25): "Sprawa Listu 64 wywołała ogromne poruszenie wśród studentów UW. W akcji kolportażu tego listu wziął udział JKM. Wraz z innymi studentami (podkr. moje) uczestniczył też w wiecu, który 14 kwietnia 1964 zgromadził na dziedzińcu UW ok. 1000 osób. (...) Po wiecu na uniwersytecie (podkr. moje), kontynuowano akcję rozpowszechniania ulotek z tekstem wspomnianego listu. W czasie rozlepiania jednego z takich druków JKM został zatrzymany przez SB. Potem przez kilka następnych tygodni (podkr. moje) przetrzymywano go w areszcie MSW przy ul. Rakowieckiej." W przypisach Zawalski podaje, że ten fragment tekstu oparł na relacji JKM z września 1996 i ze stycznia 2002.
    Natomiast w wywiadzie z Sommerem w 2008 JKM opisuje to tak (str.35,38): "Pyt.: Został Pan po raz pierwszy aresztowany w 1964 - tak? Na jak długi czas i za co? Odp.: Za zorganizowanie na UW wiecu w sprawie Listu 64. Na jak długo, to nawet nie pamiętam. Parę miesięcy siedziałem (podkr. moje) - krótko. Dłużej siedziałem w 1968 - pół roku."
    Wygląda na to, że z wiekiem, niestety, pamięć słabnie i lubi się "podkręcać" pewne fakty.
    Sprawa roku 1980
    Cytat za Zawalskim (str. 51): "(...) JKM zdecydował się porzucić rolę biernego świadka historii i wraz ze swoim ze swoim stryjem (podkr. moje), Jerzym Mikke - publicystą katolickim wyruszył do Szczecina w celu wsparcia tamtejszych stoczniowców. Po przybyciu na miejsce strajku obu wymienionych, okazało się, że szefowie komisji eksperckiej gotowi byli dokooptować do swojego grona tylko Jerzego Mikkego. Rezygnację z usług JKM uzasadniono jego nieodpowiedzialnością i ekscentrycznością głoszonych poglądów. Ta odmowna decyzja (podkr. moje) nie zniechęciła go jednak do podejmowania dalszych działań. Próbując za wszelką cenę spopularyzować swoje idee JKM przeprowadził wśród robotników kolportaż broszur i znaczków Officyny Liberałów. Niestety, władze strajkowe nie zamierzały przymykać oczy na tę nieco awanturniczą inicjatywę i siłą nakazały usunąć (podkr. moje) niedoszłego eksperta z terenu zakładu." W przypisach Zawalski podaje, że ten fragment tekstu oparł na relacji JKM z września 1996 oraz relacji Jerzego Mikke z lipca 1996.
    W wywiadzie z Sommerem JKM mówi (str. 45-46): "Pyt.: (...) Słyszałem opowieści, że podobno agitował Pan za kapitalizmem pod stocznią? Odp.: Tak, agitowałem. Ja w ogóle zostałem doradcą Stoczni Szczecińskiej. Mój stryj powiedział mi, że jak wszyscy jadą do Gdańska, to ja mam jechać do Szczecina. No to pojechałem. A tam nie było tłumu intelektualistów styropianowych, więc załapałem się na doradcę komitetu Mariana Jurczyka. Pyt.: Czyli został Pan doradcą TW. Odp.: Z perspektywy czasu to widać, ale już wtedy czułem, że coś tam było nie w porządku. Patrzyli na mnie, nie wiem dlaczego, podejrzliwie i moje doradztwo szybko się skończyło. Pyt.: Tłumaczył Pan robotnikom zasady wolnego rynku? Odp.: Wyraźnie mi powiedziano w stoczni, że mogę robić, co chcę, z kadrą - natomiast nie wolno mi gadać z robotnikami. Jak zobaczyłem, że oni coś tam kręcą, zacząłem sprzedawać moje broszury. (...) Ale mnie ze stoczni wyrzucili właśnie za to."
    Tak więc sprawa bycia lub nie doradcą jest nierozstrzygnięta... --Lemofil_gg (dyskusja) 09:01, 3 sty 2012 (CET)
                       Odpowiedziałem na to:
                                                  Szanowny Panie!
    Jest oczywistą prawdą, że pamięć z wiekiem słabnie, a także ludzie nieco koloryzują - tu wszelako mamy do czynienia z faktami - i poza tym nie bardzo widać, co ja tu "podkręcam".
    Ad 1: W ogóle nie rozumiem problemu. Prosiłem o tylko o sprostowanie, że nie kolportowałem ulotek, lecz rozlepiałem plakaty. Naprawdę nie mogę się mylić, bo zostałem zatrzymany podczas rozlepiania, późną nocą... Dla młodych ludzi to trudne do wytłumaczenia - ale wtedy informacja była tłamszona - i naprawdę nawet kilka plakacików wywieszonych na UW mogło spowodować 5-tysięczny wiec. SB słusznie się tego obawiała - i stąd staranne nocne patrole na UW. Natomiast w wiecu nie mogłem brać udziału, bo byłem aresztowany za próbę organizowania wiecu właśnie. Odpowiednie papiery posiadam - jeśli chcecie się Panowie bawić w biurokratów. Być może przedtem był jakiś inny wiec - ale nie pamiętam.
    Ad 2: Oczywiście: mogę się mylić. Stocznia jest ogromna - i jest możliwe, że Jurek przyjechał - a ja o tym nie wiedziałem. Z całą pewnością jednak to On mnie namówił na wyjazd do Szczecina i z całą pewnością ze mną nie pojechał. Jednakże dziwne byłoby, by potem o tym nie wspominał na zebraniach rodzinnych i towarzyskich - i żadne źródło o tym nie wspomina. Wpisałem do GOOGLE »"Komitet Strajkowy" Szczecin 1980 Mikke« - i o Jurku nie ma nic.

    Dlaczego prostowanie tego miałoby być "podkręcaniem faktów"? Jaki mam interes w tym, czy Jurek był w Stoczni, czy nie?? Jeśli Panowie znajdą jakąkolwiek informację o Jego pobycie tam - to bardzo proszę!
    Z przykrością oznajmiam, że nie jest to pierwszy przypadek, że Zespół Wiki wykazuje z trudem maskowaną niechęć do tego, co piszę - a podejrzewam, że po prostu do mojej osoby. Tu wszelako sprawa jest prosta, więc proszę się nie wygłupiać, tylko sprostować!
                     Z niezmiennie malejącym poważaniem,
                               
    JKM
    Zwracam uwagę że na wiki informacje powinny być poparte źródłami. Osobiste doświadczenia nie mogą być podstawą redagowania Wikipedii. Potrzebne sa publikacje które potwierdzają daną wersje. Marek Mazurkiewicz (dyskusja) 14:20, 7 sty 2012 (CET)
    No i obecna treść dodana przez Lemofila jest oparta na źródłach, do tego de facto od autorskich (bo Zawalski się na osobę opisaną w biogramie powołuje). Elfhelm (dyskusja) 17:40, 7 sty 2012 (CET)
                       Moja finalna odpowiedź:
                                     Panowie!
    Jesteście kompletnie niepoważni. Uważacie - na przykład - że informacja o mnie ode mnie jest niewiarygodna - natomiast informacja też ode mnie - ale przekazana za pośrednictwem kogo innego - już jest wiarygodna jako "potwierdzona pisanymi źródłami" - i to tym bardziej wiarygodna, że pochodzi ode mnie!!!
    To przeczy podstawowym zasadom Teorii Informacji!!
    Nie będę dalej z Panami dyskutował, bo uważam, że upadliście na główki - tym bardziej, że sprawa dotyczy kwestii kompletnie nieistotnych - czy aresztowano mnie za rozdawanie ulotek, czy za rozklejanie plakatów - co prostowałem tylko gwoli ścisłości. Natomiast tak z prywatnej ciekawości: z jakiego źródła pochodzi informacja, że mój Stryj był w MKS Szczecin? Bo ja o tym nic, powtarzam, nie wiem - i w żadnych źródłach tego nie znalazłem?
    Powtarzam: nie wykluczam, że pod koniec strajku przyjechał i się z Nim nie spotkałem - albo zapomniałem. Wszystko jest możliwe.
                   Pozostaję całkowicie już bez poważania -
                                              Janusz Korwin-Mikke

     

  • 08-01-2012 23:55:00

    Czytając Friedmana

    Są ludzie, którzy piszą rzeczy słuszne – a jako ilustracyj używają celnych argumentów... o których się zapomina.
    P.Krzysztof Haładus wydał kolejny nakład „Wolnego WyboruRóży i Miltona Friedmanów – i tak sobie to przeglądając natknąłem się na kilka perełek.
    Powszechnie uważna się, pisze Friedman, że ludzie lubią równość, że opowiadają się za równością zamiast Wolności. A jednak w jednym z krajów, w Izraelu, istniały kibuce. Bycie kibucnikiem było bardzo szanowane, z kibuców wywodziło się wielu przywódców Państwa Izrael...
    … a jednak nigdy w historii Izraela procent ludzi, którzy wybrali życie w kibucach (gdzie wszystko było dzielone po równo – lub zgodnie z regułami „sprawiedliwości społecznej”) nie przekroczył pięciu!!!
    Pięciu.
    To tyle o micie, że ludzie kochają równość...

    =====

    PS. Przypominam, że główny blog prowadzę teraz na Nowym Ekranie ( http://jkm.nowyekran.pl/  )

  • 07-01-2012 23:52:00

    Znowu z tymi imionami?

    Przede wszystkim: mamy „jakobian”, „jakobinów”, „jakobitów” - i tylko dlatego, że w 1936-tym grono wesolutkich panów po pijaku (o czym wiem przecież doskonale z przekazów osobistych) postanowiło porządzić sobie ortografią, nie jest powodem, by nie stosować naturalnej reguły, że”o” wymienia się na „ó” - a nie na „u”. Tak nawiasem: ci gentlemeni porządzili sobie – bo była to komisja działająca jak najbardziej z państwowego nadania. Gdyby była to komisja prywatna, wszyscy wzruszyliby ramionami. Ale sanacja panowała nad szkołami i kazała nauczycielom, pod groźbą wywalenia z pracy, by ci wbijali tę reformę do łepetyn wszystkich uczniów.
    Jak widac rząd potrafi psuć nie tylko gospodarkę. Potrafi psuć WSZYSTKO, czego się dotknie. Jak propozycje tych Panów były rozsądne – to się je przyjmuje. Ale żeby liberał uważał, że ludzie muszą pisać tak, jak jest im przepisane jakimś reżymowym ukazem?!? A konserwatysta – by odchodził od logicznej i przyjętej powszechnie ortografii?
    Toż nawet śp.Julian Tuwim, pisarz postępowy, zaklinał się, że w życiu nie będzie się stosował do przepisów tej anentimografii! A JA bym się miał stosować?!?
    A imiona się oczywiście tłumaczy. Jak pisał śp.Stanisław Mackiewicz (ps. „CAT”): „Nietłumaczenie imion to otwarta droga do wszystkich nonsensów”. Niedługo okaże się, że lecimy WizzAirem do Londona albo do Milano, a w Rosji rządziła JCM Jekatierina Wielikaja.
    W Zjednoczonym Królestwie, oczywiście, rządzi obecnie Elisabeth. Skoro w Hiszpanii nie JKM Jan Karol, tylko „Juan Carlos” a w Belgii nie rządził JKM Baldwin tylko „Baudouin”...

    =====

    PS. Europa się wali - ale to nie jest powód, by nie mówić  tym poprawną polszczyzną. I jeździć "nach Paris" zamiast "do Paryża"...

    A poza tym - jest sobota...

    Aha: przypominam, że główny blog prowadzę teraz na Nowym Ekranie ( http://jkm.nowyekran.pl/  )

  • 06-01-2012 23:42:00

    Charakterystyczne zjawisko.

    Kiedyś o urząd prezydenta USA ubiegali się ludzie starający się udawać poważnych – nawet, jeśli byli to Demokraci : Jerzy Washington, Jan Adams, Tomasz Jefferson, Jakób Madison, Jakób Monroe, Jan Quincy Adams, Marcin Van Buren, Wilhelm Henryk Harrison, Zachariasz Tylor, Abraham Lincoln, Jakób A.Garfield, Teodor Roosevelt, Wilhelm Howard Taft, Kalwin Coolidge, Franklin Delano Roosevelt, Jan Fitzgerald Kennedy, Ryszard Nixon...
    A dziś – proszę popatrzeć na kandydatów (Republikanów!!): p.Willard Romney to „Mitt”, p.Ryszard  Santorum to „Rick”, p.Ronald Paul to  „Ron”,  p.Jakób Ryszard Perry to znów „Rick”, p.Newton Leroy Gingrich to „Newt”, p.Jonatan Huntsman jr. to „Jon”...
    U Demokratów p.Jakób Earl Carter to „Jimmy” (Kuba), p.Wilhelm Jefferson Clinton jr. to „Bill” (Wiluś). O dziwo: obecny prezydent używa pełnych imion: Barak (żydowskie) i Hussein (muzułmańskie).
    Kiedyś powodzenie miały poważne dziewczyny; dziś dziewczyna chwali się, że jest „zakręcona” - i uważa to za swoją zaletę!!!
    Cóż: skoro ludzie nie traktują polityki poważnie, to politycy pozują na niepoważnych.
    Poważną kandydatką, popieraną przez potężną „Partię Herbatki”, matką pięciorga dzieci, o zdrowych poglądach na gospodarkę - była p.Michalina Bachmannowa. I już wyleciała z tego wyścigu... 
    Może powinna była przedstawiać się jako „Mała Mi”?

  • 05-01-2012 23:54:00

    Walka o Najważniejszy Urząd na świecie

    Wczoraj pisałem, że działacze republikańscy będą mieli problem ze znalezieniem „gładkiego” kandydata na prezydenta USA. Natomiast Lewica nie ma wątpliwości. Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”  wielkimi wołami donosi o tryumfie p.Romneya.
    Przypominam, że człowiek ten zwyciężył w jednym  malutkim stanie (3 mln mieszkańców) przewagą ośmiu głosów – zresztą w niezbyt reprezentatywnym środowisku (ci, co biorą udział w prawyborach, to nie są typowi wyborcy Republikanów!!). Jednak przerażenie Lewicy, że prezydentem Stanów Zjednoczonych mógłby zostać jakiś ideowy prawicowiec, jak p.Paul czy p.Santorum, jest tak wielkie, że widzą w p.Romneyu Ostatnią Nadzieję Czerwonych.
    Bo mało kto sądzi, że JE Barak Hussein Obama ma jakiekolwiek powazniejsze szanse.
    Zgodnie z przewidywaniami: p.Michalina Bachmannowa wycofała się z wyścigu. Przypominam, że przewiduję, że wycofa się również p.Jonatan Huntsman – jeśli w Nowym Hampshire nie uzyska 10%. NB. „Jon” jest, podobnie jak „Mitt” - mormonem!
    To chyba dopiero drugi członek Kościoła Jezusa Chrystusa i Świętych Dnia Ostatniego, który kandyduje na urząd prezydenta (p.Romney już raz próbował). No-no...

    =====

    PS. Aha: zauważyli Państwo, że w nadziei, iż trolle skamieniały, przywrócilem możność wstawiania komentarzy? Ciężko mi wytrzymać bez bezpośrednich zwrotnych informacyj od Państwa...

  • 04-01-2012 23:18:00

    Wielka Trójka

    Po wewnętrznych wyborach Republikanów w stanie Iowa wyraźnie widać, że na czele jest trójka faworytów:

    P.Willard „Mitt” Romney, były gubernator Masachussetts, był bardzo socjalny w tym na wskroś socjalistycznym stanie, wprowadził stanowe powszechne ubezpieczenia – ale Jego poglądy stają się od lat bardziej konserwatywne. W 2008 przezornie nie ubiegał się o gubernatorstwo. Jest członkiem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych Dnia Ostatniego, co może Mu zaszkodzić: wielu Amerykanów nie uważa mormonów za chrześcijan.

    P.Ryszard „Rick” Santorum – dwukrotny senator z Pensylwanii; przegrał wysoko trzecie wybory – ale to dlatego, że był zbyt konserwatywny – co w oczach wyborców republikańskich nie jest wadą. Jest katolikiem, co jest pewną wadą – ale jest zdecydowanym przeciwnikiem „praw mniejszości seksualnych” (porównał homofilię do zoofilii – czym wzbudził wściekłość „Frontu Jedności Narodu”).

    P.Ronald „Ron” Paul, urodzony w Pensylwanii, ale 10-krotny poseł z Teksasu (z 12-letnią przerwą). P.Paul ma 73 lata, ale walczy z werwą o prezydenturę z ramienia Republikanów (przedtem startował z ramienia Libertarian lub jako niezależny). Poglądy p.Paula wszyscy znamy – jest nam niewątpliwie najbliższy.

    P.Romney wygrał tylko o 8 głosów z p.Santorumem (?) i 3800 nad p.Paulem. Cień szansy, jeśli dobrze wypadną w Nowym Hampshire, mają jeszcze: p.Newt Gingrich, b. marszałek Izby Reprezentantów (ale 14.000 mniej głosów) i p.Jakób Ryszard „Rick” Perry, długoletni gubernator Texasu (ale starannie unikający zmierzenia się z p.Paulem...) - 18.000 głosów mniej. Natomiast p.Michalinę Bachmann tylko nagła odmiana losu może wynieść w szeregi liderów.

    Aparat Partii nie lubi wszystkich czołowych kandydatów. Jednak niewątpliwie najbardziej p.Paula, który jest spoza Partii. Gdyby p.Paul wysoko wygrał w Iowa – Jego szanse byłyby poważne. Teraz, niestety, nie dawałbym Mu więcej, niż 5%.

    Ale poczekajmy parę dni: w Nowym Hampshire może wypaść znacznie lepiej. Prowadzi tam wyraźnie p.Romney przed p.Paulem, p.Gingrichem i p.Jonem Huntsmanem – ale p.Romneyowi powoli opada, a p.Paulowi przyrasta.

    P.Huntsman to b. sekretarz śp.Ronalda Reagana, dwukrotny gubernator Utah (otrzymał tam 78% głosów!!) , b.ambasador w Singapurze i w Chinach. Zrezygnował z tej ostatniej funkcji, by wziąć udział w wyścigu do prezydentury. Zostawił na uboczu Iowę, skupiając się w tym czasie na NH. Moim zdaniem: jeśli nie otrzyma 10%, to wycofa się z zawodów.

    Beznadziejnie wypada p.Santorum – ale sondaż był na tydzień przed głosowaniem... I w ogóle wiadomo, kto robi te sondaże...

  • 03-01-2012 23:40:00

    Skończyło się posiedzenie Zarządu KNP. Co z tym komisariatem?

    Zarząd postanowił, po dyskusji, NIE zapraszać na Konwent żadnego z przywódców partyj politycznych. Podjął inne, praktyczne, decyzje. Przypominam: Konwent 14.go o 11.tej w Łodzi.

    Sprawa wezwania mnie na Policję staje się coraz dziwniejsza. Po wymianie telefonów z b. uprzejmymi policjantami wyszło, ze wzywany jestem w sprawie zlozonego przeze mnie wniosku o zbadanie, kto sprowadził z Niemiec terrorystów mających rozbijać Marsz Niepodległości. Wszelako (1) z Prokuratury otrzymałem pismo, ze śledztwo zostało umorzone; (2) na wezwaniu jest jak byk, że jestem wezwany jako "podejrzany". 

    Może jutro sie to wyjaśni...

    Mój komputer siadł. Na gościnnym jest coś dziwnego: napisanie z z kropką i l z kreska powoduje, że kasuje mi sie kilkanaście poprzednich znaków. Zamieszczam jak jest i zamykam to pudło. 

     

  • 02-01-2012 10:35:00

    Czytajcie Państwo wiadomości!

    Bardzo wiele osób wchodzi na mój portal po to, by poczytać sobie informacje o partii i o mnie - a także rozmaite teksty, zbyt trudne by zamieścić je na blogu. Tymczasem główna - moim zdaniem - wartość tego portalu, to bogaty dział wiadomości.

    Gdy np. napisałem wczoraj, że potrzebuję wiadomości o wywłaszczeniach w Chinach okupowanych przez ChRL, odezwał się Szef Działu Wiadomości - załączając listę informacyj na ten temat:
    http://korwin-mikke.pl/daleki_wschod/zobacz/koniec_ze_zlodziejskimi_wywlaszczeniami_chinskich_rolnikow/52402
    http://korwin-mikke.pl/daleki_wschod/zobacz/bronisz_swojej_wlasnosci_w_chinach_zostaniesz_ukarany/49267
    http://korwin-mikke.pl/daleki_wschod/zobacz/rabacja_chlopska_w_chinach/38983
    http://korwin-mikke.pl/daleki_wschod/zobacz/zginal_w_obronie_swojej_wlasnosci/35223
    http://korwin-mikke.pl/daleki_wschod/zobacz/bedzie_trudniej_wywlaszczac_chinczykow/33759

    Jak widać: ja też wszystkiego nie czytam.

    Nie mam czasu...

     A dziś miałem chat na czat.korwin-mikke.pl n/t: "Co nas czeka w Nowym 2012 Roku?"

    No i jak zwykle zapraszamy Państwa do naszej księgarni ksiegarnia.korwin-mikke.pl, gdzie ostatnio pojawiło sie trochę nowości m.in:

     

    Barbara Buonafiori - "Leksykon prawdziwej kobiety"

     

     

    Tadeusz M. Płużański - "Bestie - o ludziach, którzy za czasów komuny mordowali prawdziwych patriotów"

     

     

    Tomasz Sommer - "Krzyż". Wywiad-rzeka z księdzem-legendą (x.Małkowskim)

     

     

    Alvaro Vargas Llosa - "Mit Che a przyszłość wolności"

     

     

    M.B.B.Biskupski - "Nieznana wojna Hollywood przeciwko Polsce"

     

     

  • 01-01-2012 23:47:00

    Węgry i Chiny

    Chińczycy i Węgrzy mają co najmniej jedną wspólną cechę: najpierw podają nazwisko, pptem imię. Podobno Madziarzy to jakieś plemię mongolskie, osiadłe między Słowianami... Ech – przejdźmy do teraźniejszości.
    Na pytanie: co sądzić o reformach węgierskich? - odpowiadam: z jednej strony należy się cieszyć! Bo zrywają z euro-socjalizmem. Jednakże Partię Socjalistyczną chcą uznać za organizację przestępczą nie dlatego, że propaguje socjalizm – lecz dlatego, że jest to dziedziczka partii komunjistycznej...
    Trzeba więc – z drugiej strony - pamietać, że zamiast euro-socjalizmu Węgrzy wprowadzają narodowy socjalizm. Efekt prosty: już zwrócili się o pomoc do... Międzynarodowego Funduszu Walutowego!!
    Na pytanie: co sądzić o reformach chińskich – odpowiadam: poszły daleko dalej. I wyniki są daleko lepsze. Natomiast również nie należy przesadzać z pochwalami – bo od wolno-rynkowego ideału jeszcze daleko...
    I wcale nie wiadomo, czy pójdą w tę stronę. Rosjan za drugiej kadencji p.Włodzimierza W. Putina zawróciła...
    Z drugiej strony nie należy oskarżać Chińczyków fałszywie. Np. na FORUM {AdamBox} napisał:
    „Dość często chińska gospodarka jest prezentowana jako liberalna. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Pracowałem swojego czasu w firmie chińskiej i w tamtym czasie podatek dochodowy w Chinach był progresywny i wynosił od 10 do 90%, do tego istniał system ubezpieczeń społecznych bliźniaczo podobny do polskiego ZUS. Istniał też VAT chyba 17% i cała gama innych podatków. Oczywiście są też cła. Co więcej w Chinach nie istnieje prywatna własność ziemi. Wszystkie fabryki w Chinach budowane są na „wieczyście użytkowanych” gruntach. Brak własności całkowicie uzależnia fabrykantów od lokalnej władzy. Władza komunistyczna może w miejscu fabryki wytyczyć autostradę i będzie to oznaczać to koniec fabryki. W mojej ocenie chiński cud gospodarczy bazuje tylko i wyłącznie na taniej sile roboczej i skończy się, gdy tylko przestanie ona być tania w porównaniu do innych krajów. Co o tym myślicie?”
    Otóż {AdamBox} był w Chinach pewno bardzo dawno. Jak podaje Wikipedia, podatek dochodowy w Chinach wynosi od 3% do 45% (i tak zdecydowanie za dużo, oczywiście!). Co do własności ziemi: sam widzialem zdjęcia chałupy, której właściciel nie zgodził się na wywłaszczenie: w efekcie został sam nad biegnącymi obok wykopami... W każdym razie: nie wysłano na niego buldożerów...
    Nie wiem, jak jest w Chinach z odszkodowaniami za wywłaszczenia – będę wdzięczny za informacje - ale jest oczywiste, że jeśli buduje się wielką tamę czy autostradę, to trzeba to zrobić szybko i sprawnie. Sądzę jednak, że odszkodowanie są płacone – bo w przeciwnym razie nie byłoby inwestycyj...
    A rezultaty są widoczne. Liczby mówią same za siebie.

     

  • 01-01-2012 15:19:00

    Dziś o 20.00 będę miał przyjemność porozmawiać z Państwem na FENIKS.TV

     

     ( http://www.fenikstv.pl/ )