Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63796 komentujących
37361 czytających
Konkurs
Magister PAFERE
PAFERE zaprasza do udziału w VI edycji konkursu Magister PAFERE
Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 28-02-2011 23:52:00

    Czy Chrystus nie mówił czegoś o ludziach małej wiary?

    Unia Polityki Realnej oraz Wolność i Praworządność to partie, które walczą o powrót do normalności. Niestety: najwyraźniej nie potrafiliśmy do tego prostego programu przekonać niektórych naszych Członków.

    Na stronie UPR pojawił się tekst:

    http://www.uniapolitykirealnej.pl/wiadomoci/540-kw-liga-wolnoci

    kol.Zbigniewa Majznera, prezesa O/Szczecin WiP, proponujący start w wyborach nie jako partia, lecz jako komitet wyborczy złożony z przedstawicieli PJN, PR, UPR i WiP. Pomysł jak pomysł – zawsze warto nad każdym pomysłem się zastanowić – choć ja uważam go za (a) absurdalny i (b) nierealny, bo agentura powołana po to, by zaszkodzić i nam i Po i PiSowi, na pewno go nie przyjmie – a jeśli przyjmie, to w takiej formie, by nas wykolegować, jak to już miało miejsce w przeszłości.

    Nie należy też zapominać o reakcji naszego elektoratu...

    Powtarzam: nie chodzi o meritum tego pomysłu – lecz właśnie o formę. Jeśli dostaję maila od p.Marka Ciesielczyka, który proponuje siedmiu liderom rozmaitych partyj wspólny start – to ja to rozumiem; oczywiście: nie odpowiem – ale rozumiem. Natomiast jeśli na taki pomysł wpada Członek partii, to normalną drogą jest zgłoszenie tego pomysłu władzom Partii – do ew. akceptacji i realizacji.

    Publikowanie ponad głowami Władz własnej Partii apelu do tych władz i władz innych partyj jest właśnie wprowadzaniem na miejsce praworządności – chaosu prawnego.

    Co jest niedopuszczalne.

    Przy okazji kol.Majzner imputuje WiPowi i UPR-owi chęć „startu samodzielnego z nadzieją przekroczenia 3-procentowego progu i uzyskania subwencji z budżetu. Kol.Majzner nie czyta najwyraźniej moich wypowiedzi (m.in. 16-II na moim własnym portalu), gdzie piszę:

    Pytającym o cele wyborcze odpowiadam:


    Skala oceny wyniku:

    15% - 6

    10% - 5

     

      7% - 4

     

      5% - 3

     

      3% - 2

     

    poniżej 3% – pała i won z polityki, panie JKM.

    My liczymy, że w nadciągającym kryzysie zostaniemy partią co najmniej współrządzącą – a kol.Majzner, okazuje się, myśli o trzech procentach. Oczywiście: pieniądze się przydają, nawet bardzo - ale pieniadze są efektem ubocznym - a nie celem! 

    To właśnie dlatego polscy sportowcy, zdobywajacy medale jako młodzicy i juniorzy, potem "gdzieś znikają". Bo się ich uczy taktycznej walki o premiowane VI miejsce - podczas gdy ich rówieśnicy walczą o ZWYCIĘSTWO! I nic innego ich nie interesuje.

    Co nie znaczy, że po zawodach nie wezmą premii za VI miejsce.

    Jak to Chrystus mówił? Coś o „ludziach małej wiary” - o ile pamiętam? A miał nie parę tysięcy Członków i Sympatyków, tylko raptem Dwunastu Apostołów. 

  • 27-02-2011 23:49:00

    Golfsztrom stygnie?

     

    {pabeeelo} przysłał mi tekst wywodzący, że nastąpi GLOBALNE OZIĘBIENIE, na co (kapsi} cynicznie zauważył, że

    „Tylko kolejne setki miliardów dolarów mogą pomóc Golfsztromowi...” {pabeeelo} nie poddał się i replikuje: „ jeśli to prawda, to już żadne miliardy nie pomogą”.

    Otóż ogólna odpowiedź – tekst przeczytam potem na spokojnie – jest taka, że jeśli Golfsztromowi spadnie, to gdzie indziej wzrośnie. Temperatura na Ziemi zależy od dopływu energii ze Słońca – i od temperatury jądra, która jest stała.

    Reszta potem..

  • 26-02-2011 21:45:00

    Małe byczki, wielkie byki i Powoły

    Jeden z bohaterów stworzonych przez naszego największego pisarza, śp.Stanisława Lema, Ijon Tichy, opisuje przygody podczas swej XXVI podróży:

    Był (...) pewien młody fanfaron, który opowiadał każdemu, komu tylko mógł, rozmaite historie o planetach, które sam rzekomo zwiedził. Od jednego rzutu oka zorientowałem się, że jest to zwyczajny oszust, i gdy nadarzyła się okazja, przygwoździłem jego kłamstwa. Miał on czelność opowiadać w mojej obecności o rzekomych mieszkańcach planety Borelii ze zbioru gwiazdowego w Orionie; twierdził, że żyją tam potwory, rozmiarami dorównujące górom, zwane Powołami dla niesłychanej powolności procesów życiowych, spowodowanej niską temperaturą i zlodowaceniem planety.
    - Wyobraźcie sobie, panowie - wołał - że kiedy w Egipcie panował Amenhotep VI z dynastii tebańskiej na Borelii spotkały się dwa Powoły. Pierwszy odezwał się: "co słychać?" - Potem zbudowano piramidy, Aleksander Macedoński podbił Azję i doszedł do Oceanu Spokojnego, Grecja została pokonana przez Rzym, powstało cesarstwo rzymskie narodu niemieckiego, szły wyprawy krzyżowe, islam walczył z chrześcijaństwem, toczyły się wojny Białej Róży z Czerwoną, wojna trzydziestoletnia i stuletnia... a drugi Powół wciąż jeszcze nie odpowiadał i dopiero kiedy Niemcy zwyciężyły Francję pod Sedanem, potwór na Borelii odrzekł: "nic nowego". Tak nieprawdopodobnie, niesłychanie wolno biegnie życie tych zdumiewających stworzeń; mogę to powiedzieć spokojnie, albowiem sam je widziałem i badałem.
    Tu wyczerpała się moja cierpliwość.
    - To, coś pan nam opowiedział - rzekłem zimno - jest niecnym kłamstwem.
    Gdy stałem się ośrodkiem powszechnej uwagi, wyjaśniłem:
    - Aleksander Wielki nigdy nie doszedł do Oceanu Spokojnego, bo jak doskonale wiadomo, zawrócił z drogi w roku 325 przed naszą erą.
    Posypały się oklaski; od tej chwili kłamcę otoczyła powszechna wzgarda
    ”.

    {Mythbuster} zauważył w związku z mym poprzednim wpisem:

    Jak zwykle demagogia pomieszana z kłamstwami lub naciąganiem faktów. Otóż w 1984 roku nie było już stanu wojennego w Polsce, który skończył się 22 lipca 1983 roku. W Angorze podaje Pan inną datę swojego wyjazdu do Włoch - 1986 rok (sic!). Partia Liberalna Włoch miała w latach 80. ponad 2% w Parlamencie a nie 1% jak Pan podaje. FDP od 1984 roku posiadała 6,9% w Niemczech, a nie 10%. Ale to szczegół bo tak w ogóle to coś się Panu zupełnie pomieszało. Opisuje Pan jak koalicja partyj liberalnych żyła ponad stan z kradzieży i łapówek a puentuje Pan, że złodziejami są socjaliści, którzy ich powsadzali do więzień. To taki przykład logiki JKM. Bardzo charakterystyczny!!!

    Otóż zapewne tu pomyliłem się o 1%, a tam o parę miesięcy – natomiast {Mythbuster} myli się zasadniczo: liberałowie byli skromnymi na te 2%, niech będzie (ale pamiętam, że Otton hr. von Lambsdorf mówił o jednym procencie...) koalicjantami w rządzie, w którym 60% miejsc ({Mythbuster} udowodni, że 57,6%) mieli socjaliści, premierem był socjalista (śp.Becio Craxi) – i to socjaliści byli en masse wsadzani do więzień, a PS całkowicie się rozsypała.

    Dziś wstydliwie ukrywa się za Drzewem Oliwnym...

  • 25-02-2011 23:27:00

    Wspólne obrady w Jerozolimie

    Portal „Erec Israel” z humorem (Shalom! Shalom!) zareagował na mój wczorajszy wpis na ONET.pl o wspólnych obradach rządów III RP i Państwa Izrael:

    http://izrael.org.il/humor/1214-szejk-jamal-koran-mekka-z-warszawy-oburzony.html

    Ja jednak podtrzymuję swoje zdanie:

    1) W ogóle – jeśli „rząd” ma być organem wykonawczym – nie widzę potrzeby do częstych narad rządu: rząd ma rządzić, a nie obradować, dekrety ma wydawać premier z kontrasygnatą właściwego ministra (czasem dwóch czy trzech ministrów). Po co minister kultury ma tracić czas przy obgadywaniu sprawy obronności czy zagrożenia powodzią??!?

    Z tym, że dziś „Rząd” nie jest władzą wykonawczą, tylko III Izbą Parlamentu wyłonioną w wyborach pośrednich! Na posiedzeniach „Rządu” nie mówi się o wykonywaniu ustaw – tylko projektuje się nowe ustawy, które Senat i Sejm tylko poprawiają i zatwierdzają.

    2) Takie „wspólne obrady rządów” to tylko marnowanie czasu dwóch składów rządów... Mają zapewne charakter demonstracji politycznej: pokazanie, że III RP i Państwo Izrael łączą ścisłe więzi. To, oczywiście, wzburza anty-izraelsko (niekoniecznie „anty-semicko”!) nastawionych muzułmanów. Otóż przyjazne stosunki z państwami muzułmańskimi są dla Polski ważniejsze, niż z jakimś oddalonym o tysiące kilometrów państewkiem, liczącym 7,5 mln mieszkańców – z czego ćwierć go nienawidzi - a z sąsiadami mającym poważne konflikty. Nie wiem, co moglibyśmy na zacieśnieniu stosunków z Izraelem zyskać? Przecież nie sprzedadzą nam - a szkoda - bomb atomowych.

    Natomiast stosunki handlowe powinny się rozwijać – ale po co do tego posiedzenia rządów? Wystarczy przyjąć, że Polacy do Izraela i Izraelczycy do Polski jeżdżą bez wiz – a handlowcy już sobie poradzą!

    Mam natomiast przykłady co najmniej dwukrotnego wciśnięcia nam (to znaczy: nie „nam”, tylko naszemu okupantowi, III Rzeczypospolitej – ale to my za to płacimy...) nie najlepszego towaru – konkretnie: uzbrojenia. Możliwe, że polskie firmy wcisnęły Izraelowi w ramach wymiany handlowej podobne barachło. Tak to jest, gdy za handel biorą się państwa...

    Natomiast na pewno „nasz Rząd” został tam odpowiednio ugoszczony, nakarmiony i napojony.

    Poza tym pytam: „rząd” III RP obiecał forować interesy Izraela w UE podczas swojej prezydencji. Pytam: co w zamian obiecało III Rzeczypospolitej Państwo Izrael? Jakaś wzajemność powinna być? Może Tel-Awiw zapewnił, że sprzeciwi się absurdalnym roszczeniom „Przedsiębiorstwa HOLOKAUST”?

    Zwracam uwagę, że pisałem o tym rzeczowo, nie miotając gromów, ani nie rzucając fatwy.

    3) Natomiast za stolicę Izraela uważa się Tel-Awiw. Polska wersja Wikipedii podaje jako stolicę Jerozolimę:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Izrael

    Daje jednak odnośnik do strony:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerozolima

    na której wyjaśnia, że „Organizacja Narodów Zjednoczonych i większość państw nie uznają Jerozolimy jako stolicy Izraela, pozostawiając tę kwestię sporną do wyjaśnienia podczas przyszłych negocjacji izraelsko-palestyńskich. Autonomia Palestyńska planuje utworzenie we Wschodniej Jerozolimie stolicy swojego państwa. Większość państw utrzymuje swoje ambasady w Tel Awiwie.”. Również III RP ma swoją ambasadę w Tel Awiwie:

    http://www.telavivpl.org/index.php?ln=en

    Dlaczego polska wersja Wikipedii przedstawia sprawę z punktu widzenia Państwa Izrael, a nie Rzeczypospolitej Polskiej? Wiadomo dlaczego – wpływy propagandy żydowskiej. Premier III Rzeczypospolitej nie powinien jednak czerpać informacyj z Wikipedii, lecz z MSZ...

    Jeśli III RP chce uznać Jerozolimę za stolicę Izraela – to niech to zrobi! Muzułmanów i tak już rozwścieczyła – a Żydów nie zadowoliła. Ja jednak obstaję, że dla Polski ważniejsze są stosunki z państwami muzułmańskimi, niż z Izraelem. I dlatego nie pojechałbym do Jerozolimy – w charakterze oficjalnym.

    Portal „Erec Israel” pokazuje zdjęcie jakiegoś stojącego tyłem osobnika w kipie przy jakiejś ścianie – twierdząc, że to zdjęcie p.Jerzego W.Busha w Jerozolimie Wschodniej w r.2004 (czyli podczas Jego prezydentury). Zajrzałem na stronę o stosunkach USA - Erec Izrael

    http://tiny.pl/hdqkw

    i nic tam o tym ewenemencie nie znalazłem. W ogóle mowy nie ma o wizycie w 2004 – a co dopiero o odwiedzeniu Ściany Płaczu. Ale pewno portal ( http://izrael.org.il ) wie lepiej – ostatecznie są na miejscu. Tyle, że chyba po prostu żartuje – bo zdjęcie pochodzi z... anty-semickiej strony http://www.texemarrs.com/ p.Texe Marrsa.

    Shalom!

    =====

    PS. Przy okazji odkryłem, że na stronach „polskiej” ambasady w Tel-Awiwie podobno w języku hebrajskim znajduje się jedynie niesłychanie ważna i aktualna informacja, że „Polish consulate will be closed on the 1st and 11th of November” !!!

    Gdyby to chociaż podali według kalendarza żydowskiego... Podpowiadam: 4 i 14 Marcheshvan  מַרְחֶשְׁוָן 5772

     

     

  • 24-02-2011 23:48:00

    Rekord świata pobity.

    P.Kankkunen (nie znam fińskiego – i nie potrafię rozstrzygnąć sporu, czy imię „Juha” to „Jehowa”, czy po prostu skrót od „Juhan”=”Jan”...) pobił rekord świata w jeździe po lodzie. Na zamarzniętym Bałtyku osiągnął 330,695 km/h.

    Jaki stąd wyciągamy wniosek?

    Ano taki, że Bałtyk całkiem solidnie zamarza. Zatoka Gdańska, oczywiście, też.

    Tymczasem {zbych} pisze: „JKM nieustająco nie potrafi oddzielić kwestii obserwowanej zmiany klimatu i bardzo prawdopodobnej antropogenicznej przyczyny globalnego ocieplenia od kwestii ekonomicznych. Nawet IMGW kierowane przez dyrektora wybranego za czasów rządów Kaczyńskiego (rozsądny człowiek, który zastąpił utrwalony przez dziesięciolecia beton) pisze o tym wprost tu:
    http://www.imgw.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=964:2010-najcieplejszym-rokiem&catid=1:latest-news&Itemid=69

    Pełne zdumienie!

    Przede wszystkim: dlaczego fakt, że ktoś „został wybrany za czasów Kaczyńskiego” miałoby być argumentem za tym, że jest to człowiek rozsądny??? Ja widzę tu korelację raczej lekko ujemną – ale, oczywiście, statystyka nie ma nic do rzeczy. Zajrzałem więc na tę stronę – i moje zdumienie wzrosło.

    Jak można być tak naiwnym, by podane tam dane traktować serio!!

    Przede wszystkim proszę zerknąć na koniec tekstu. To w ogóle nie są dane IMiGW – tylko dane pochodzące od WMO, która jest: „autorytarnym głosem ONZ na temat pogody, klimatu i wody

    Otóż co ja sadzę o ONZ w ogólności – to już wielokrotnie pisałem. Do ONZ i jej agend wysyła się albo szpiegów (to największa giełda szpiegów w historii ludzkości; GIGANT!!!) albo kompletnych bęcwałów. Nikt przecież do tej pozbawionej wszelkiego znaczenia instytucji nie pośle cennego człowieka! Jak ktoś umie przepowiadać pogodę, to się go trzyma w kraju, by przepowiadał – a nie wysyła do Nowego Jorku, by tam urzędniczył, wydając jakieś bezsensowne enuncjacje.

    A konkretnie o WMO nie wiem nic – wiem za to, że bratnia WHO – niewątpliwie: „autorytarny głos ONZ na temat zdrowia i opieki medycznej” zapewniła (za łapówkę – czy z głupoty?) wszystkie rządy, że mamy epidemię... co ja pisze: mamy pandemię - „świńskiej grypy”. Byłaby to pełna kompromitacja tej instytucji – gdyby nie to, że ona co kilka miesięcy wydaje kompletnie nonsensowne komunikaty, więc nikt (poza zainteresowanymi we wzbudzeniu paniki....) nie zwraca na nią uwagi.

    Potraktowanie poważne jakiegokolwiek oświadczenia jakiejkolwiek agendy ONZ (poza Radą Bezpieczeństwa – i to tylko w przypadku jednomyślności Pięciu Mocarstw) świadczy o kompletnym braku orientacji.

    Teraz konkretnie: „Informacje z 2010 r. bazują na danych klimatycznych z lądowych stacji pogodowych i klimatycznych(...)”. Wiemy dokładnie, że stacje te położone są na obrzeżach miast – a miasta (cieplejsze od okolic) się rozrastają... Dalej: „Analizy WMO dot. globalnej temperatury są przeprowadzane w oparciu o 3 zaawansowane zbiory danych. Jedna jest opracowywana przez HadCRU, University of East Anglia...”. Otóż chyba wszyscy pamiętamy, że to „uczeni” z tego Uniwersytetu zostali przyłapani nie tylko na fałszowaniu tych danych – ale i na rozsyłaniu pouczeń do kolegów w NOAA i GISS, jak fałszować dane, by potwierdzić tezę o GLOBCIu!!!

    Czy {zbych} gazet nie czyta i internetu nie przegląda?

    Ale gdyby nie przeglądał, a tylko przeczytał choćby pierwsze zdanie tekstu, który kazał nam przejrzeć:

    Międzynarodowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) uznała rok 2010 za najcieplejszy w historii, porównując go do 2005 i 1998. Dane WMO nie pokazują żadnych znaczących różnic, pod kątem statystycznym, między temperaturami globalnymi w 2010, 2005 i 1998” - to zauważyłby, że IMiGW dezawuuje dane WMO! Autor tekstu nie był na tyle odważny, by na początku drugiego zdania wstawić „Tymczasem...” - bo za podważanie hipotezy GLOBCIa wylatuje się zazwyczaj z pracy – ale chyba napisał to dostatecznie jasno.

    I dalej to z'ilustrował. Bo też nazwanie roku 2010 „najcieplejszym rokiem w historii” to wyjątkowa efronteria i chucpa! Lato było zimne, zima była zimna – a na drugiej półkuli ludzie nawet latem zamarzali! WMO jak małe dziecko „udowadnia” swoją tezę przez porównanie temperatur w roku 2010 nie ze średnią, tylko... z latami 1998 i 2005. Dlaczego akurat z tymi? Zapewne dlatego, że były one bardzo zimne.

    Nie będę tego nawet sprawdzał – bo za takie „dowodzenie porównawcze” nawet gimnazjalista otrzymałby pałę – z postrzeżeniem: „Uważaj – bo wyrośnie z Ciebie nieudaczny fałszerz!”.

    Ja przy tym wcale nie neguję istnienia GLOBCIa, które postępuje od 300 lat. Zgadzam się, że rok 1812 był o wiele cieplejszy od 1712 – twierdzę jedynie, że przyczyną tego nie były przemarsze wojsk napoleońskich.

    A {zbychowi} dla higieny psychicznej zalecam przeczytanie I i II „Raportu” tzw. „Klubu Rzymskiego” - i sprawdzenie, czy cokolwiek z tego, co ci maniacy z namaszczeniem wtedy ogłosili, się sprawdziło!

  • 23-02-2011 23:56:00

    Czy ICH można przekonać?

    Owszem – można.

    Wszelako nie w sposób, jaki my praktykujemy. Tłumacząc IM, że można by rozwijać się szybciej, że można by nie marnować ludzkiego czasu, że można by nie marnować zasobów naturalnych...

    My ICH przekonywujemy, przekonujemy, przekonujemy żarliwie. Tłumaczymy, dowodzimy czarno na białym, że ICH gospodarka to nonsens, że można by lepiej...

    ...ONI uśmiechają się z wyższością – i nadal robią swoje.

    Dlaczego?

    Wyobraźmy sobie, że rozmawiamy z Konradem Wallenrodem. Tłumaczymy mu – co rycerze krzyżaccy robili - że robi błędy, że można by tych Prusów i Litwinów pobić, że marnuje okazje...

    ...a on uśmiecha się, potakuje – i nadal robi swoje.

    Dlaczego?

    Bo on chce wykończyć Zakon!

    ONI działają tak, jak działają – bo chcą wykończyć naszą cywilizację. ONI dwadzieścia lat temu pisali traktaty, że najwłaściwszym modelem rozwoju gospodarki jest wzrost zerowy. I jeśli my tłumaczymy, że tempo rozwoju Niemiec wynosi tylko 1%, a Chin 11% - to ONI martwią się, że tempo rozwoju Niemiec jest za wysokie!!

    Co niesłychanie ciekawe: takie pojęcia, jak „Teoria Konwergencji” czy „Teoria Zerowego Wzrostu” - są w Wikipedii (i wszędzie) traktowane zdawkowo:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Koncepcja_wzrostu_zerowego

    Ledwo się o nich wspomina. Nie wymienia się nazwisk ich propagatorów. A nie robi się tego, gdyż ich Autorzy są obecnie u władzy. I świadomie i celowo realizują swoje obłędne koncepcje.

    Hasła „Teoria konwergencji” w ogóle zresztą nie ma!! To pojęcie zostało jakimś cudem pousuwane z Sieci. Tymczasem była to w latach 60.tych teoria, głoszona przez lewicowców, że kraje bloku sowieckiego powinny troszkę swobód wprowadzić, kraje Europy Zachodniej wprowadzić więcej socjalizmu – po czym spotkamy się wpół drogi i zbudujemy socjalistyczną Europę od Atlantyku po Ural.

    Ta teoria w tej chwili zwyciężyła. I nie ma NIKOGO, kto by się do niej obecnie przyznawał.

    Jeśli Państwo chcielibyście dowodu, że to jest jeden wielki spisek – to czy można znaleźć lepszy?

    Więc nie przekonujmy Wallenroda, że on szkodzi Zakonowi.. On o tym doskonale wie. ICH trzeba zdemaskować – i zniszczyć.

    „Przekonać” ICH można wyłącznie przy użyciu pistoletu maszynowego Kałasznikowa.

    =====

    PS. Całkiem możliwe, że wielu polityków to nieświadomi wykonawcy poleceń "Starszych i Mądrzejszych" (jak mawia Stanisław Michalkiewicz); że ich omotano. Obawiam się jednak, że sprawy zaszły za daleko – nie mogą się już wycofać i niedługo pójdą na rozwałkę razem ze swoimi protektorami.

  • 22-02-2011 20:59:00

    Spójrz w twarz ubeka! A Warszawiaków zapraszam na demonstrację

    Cokolwiek emocjonalna relacja „kreta” z obrad UPR-J (bo już nie -K ani nie -W – zresztą: kto to wie?) jest bardzo zasmucająca.

    Należy się bowiem zastanowić: po co ta komedia?

    Jeśli jest grono konserwatywnych liberałów uwłaczających – jak to ujął „Łażący Łazarz” - że nieszczęściem UPR jest pewien trefniś w muszce – to (wiedząc, że w świadomości ludzi UPR związane jest z JKM) powinni w panice uciec od nazwy UPR, założyć nową partię o identycznym programie – i przystąpić do walki konkurencyjnej; zapewne ku obopólnej korzyści, bo wolna konkurencja sprzyja rozwojowi. Albo zapisać się do PO, PiS, PJN – i w ramach tych partyj walczyć o odrobinę Wolności.

    Można było jeszcze do wyborów samorządowych zakładać, że może jednak marka „UPR” jest lepsza, niż „JKM”. Wybory te pokazały, że nie, że jest zdecydowanie odwrotnie.

    W takim razie po co trzymać się nazwy UPR?

    Może jakieś pieniądze i lokal? Ale nie: lokal zadłużony, prądu nie ma rachunki nie popłacone – a UPR zadłużona na prawie 200.000 zł. Po co więc trzymać się tej nazwy?

    Głupota? Nie, znam kilku rozłamowców – i jestem pewien, że nie są to głupcy.

    W takim razie jest tylko jedno rozwiązanie...

    Parę dni po przeforsowaniu Uchwały Lustracyjnej, w kuluarach Sejmu podszedł do mnie nieznany mi człowiek. Powiedział krótko: „My tego nie darujemy, będziemy Pana ścigać do końca”. Po czym zniknął w tłumie posłów i dziennikarzy.

    Wiele osób chciałoby wiedzieć, jak wygląda prawdziwy „ubek” (czyli człowiek służb specjalnych – bo UB nie istnieje od 1956 roku). Więc zajrzyjcie Państwo na stronę UPR-J. Tam są twarze kierownictwa rozłamowców.

    I macie błogą pewność, że większość z nich należy właśnie do nich. Z zadaniem: "ZASZKODZIĆ".

    =====

    PS.  A Warszawiaków zapraszam na demonstrację. Niestety: pogoda przeciwko nam. Przed miesiącem - zadymka, obecnie mróz. To skutek udanej walki z Globalnym Ociepleniem. ONI specjalnie oziębiają pogodę w Warszawie, by utrudnić nam demonstrację!

    Ale przed miesiącem były tlumy - to może i jutro...

    To kilka uwag z drogi. Prąd mi się kończy, W wagonie prądu, oczywiście, nie ma - będzie w XXII wieku. Podobno.

    Dojadę do W-wy - może coś dopiszę...

  • 21-02-2011 00:13:00

    Zaproszenie. Relacja z tzw. "Konwentu UPR"

    mam nadzieję, że pogoda będzie lepsza, niż przed miesiącem.

                           Relacja (stronnicza) z "Konwentu" UPR

     

    Na 242 uprawnionych przybyło około 60 osób. Ujawniono, że wartość zadłużenia wynosi już około 200 tys! W lokalu na Nowym Świecie nie ma prądu, a rachunek partii został zajęty przez komornika.

    W stołówce albo gdzieś w nieokreślonym miejscu, ktoś powierzył misję pudrowania trupa politycznego Panu Józwiakowi z Poznania. Ojcem tej decyzji jest Tomasz Brzezina i to on będzie faktycznie kierował pracami w prosektorium.

    W toku dyskusji wywiązała się polemika dotycząca regulaminu prosektorium, w którym znalazła się UPR . Kilka osób próbowało w emocjonalny sposób dać wyraz swojej frustracji, że przez okna nic za bardzo nie widać i są za małe. Ktoś zwrócił uwagę, że za Korwina chociaż widok był nie najlepszy ale zawsze był.

    Wybrano kilka osób do pilnowania trupa i ustalono poszczególne role. Pan Witczak, w tym samym czasie, w swoim domu, pił spokojnie herbatę i czytał ulubiony tygodnik polityczny „Tele tydzień

    Niestety UPR jest już nie do uratowania.

    I szybciej to do nas dotrze tym lepiej!

    =====

    PS. To, że przxybyło tylko ok. 60 osób nie powoduje niewazności "Konwentu". jest on i tak nieważny, bo nie został zwołany przez właściwe ciała i osoby.

     

  • 20-02-2011 00:23:00

    "Łażący Łazarz" o koalicji UPR(W) z PJN - he-he-he

    Jak ledwo łażący PiSman ośmiesza PJN, UPR i trefnisia w muszce

    Jak (mnie dopiero od tygodnia...) wiadomo rozłamowcy z UPR(Witczaka) umyślili sobie koalicję z PJN. Idea zresztą wcale nie taka absurdalna. Cóż stąd, że PJN jest tworem bezpieki? PO też jest – i co z tego? To nawet lepiej – bo jest większa szansa na przebicie się. Taka TVN oraz tuby WSI forują to nieszczęsne PJN, jak mogą – więc można by skorzystać.

    Piszę to bez ironii.

    Problem w tym, że PJN zostało stworzone w ten sposób, że ludzie WSI kazali swoim agentom do tego się zapisać w liczbie co najmniej 15 sztuk – co się udało. Niestety: WSI nie ma pojęcia, czym ten PJN ma być – poza tym, że ma zaszkodzić JE Donaldowi Tuskowi (którego ma zastąpić NCzc.Grzegorz Schetyna – i doprowadzić PO do sojuszu z SLD) oraz przede wszystkim WCzc.Jarosławowi Kaczyńskiemu.

    Swoją drogą: byłoby paradne, gdyby propaganda WSI okazała się efektywna, PJN zdobyło 51% - i miało rządzić Polską pod kierownictwem tej przemiłej Pani o Bardzo Małym Rozumku.

    Ale o co ja się martwię? Już WSI by wiedziały, co wtedy robić...

    Wróćmy do UPR(W). Rozłamowcy (właściwie UPR(K) – tylko sąd odmówił uznania p.Magdaleny Kocikowej za Prezeskę UPR – zebrali się, ogłosili, że są Konwentem UPR – i wybrali na prezesa p.Bartosza Józwiaka. I podjęli rozmowy z PJN – konkretnie: z WCzc.Pawłem Poncyliuszem.

    Co do p.Poncyliusza nie mam wielkich złudzeń: wiem coś o Jego moralności i o Jego poglądach politycznych – ale to dawne czasy. Sam nawet myślałem, gdy wystąpił z PiS, by Go skaptować – w końcu facet postawny i przystojny – bo jeszcze nie wiedziałem, że był to element Planu Utworzenia PJN.

    Myślałem jednak, że nabrał przez te lata jakiegoś instynktu politycznego.

    Więc te rozmowy się odbyły – ale przez jakieś piramidalne doprawdy niedopatrzenie (ludzie PJN myśleli, że On jest z UPR – a UPR-owcy, że z PJN?) był przy nich obecny zakamieniały PiSman, znany pod ksywką „Łażący Łazarz”; który nie pozostawili na negocjatorach suchej nitki. I słusznie.

    Mnie zresztą też zdążył odsądzić od czci i wiary. Nie szkodzi – psy szczekają... proszę to sobie przeczytać w całości. Zostawiam link – bo tam są ciekawe komentarze i... obawiam się, że służby mogą zechcieć go usunąć z blogosfery i całej Sieci:


    http://lazacylazarz.nowyekran.pl/post/3256,poncyliusz-prosi-upr-o-koalicje


    Wiadomość z pierwszej ręki. Gdy Paweł Poncyliusz pojawił się w warszawskiej siedzibie Unii Polityki Realnej zastał tam nie tylko władze UPR. Byłem tam także ja, Carcajou i Carcinka, gdyż znajduję się tam sprzęt potrzebny do organizacji Lasu Smoleńskiego.

    Sytuacja była ciekawa, bowiem podzielony obecnie UPR czekał na delegację zarządu głównego oraz zaprzyjaźnionego stowarzyszenia i chyba nie do końca wszyscy zdawali sobie sprawę, że wśród obecnych są blogerzy. Podobnie Paweł Poncyliusz reprezentujący PJN zdawał się być święcie przekonany, że w dyskrecjonalnych rozmowach bierze udział tylko ścisłe kierownictwo UPR.

    Tym sposobem, miałem okazję wziąć czynny udział w rozmowach i przez 1,5 godziny obserwowałem rozwój wydarzeń, oraz przemaglowywałem założyciela PJN-u z ich stanowiska politycznego, oraz w sprawach gospodarki. Gratka była dla mnie tym większa, że pierwszy raz miałem możliwość rozmawiać bezpośrednio z władzami formującej się partii, mającej reprezentację w parlamencie i tzw „dobrą prasę”.

    I tu mała uwaga. Oczywiście nie dziwię się UPR-owi, który skonfliktowany wewnętrznie oscyluje gdzieś w okolicach 1% popularności, że przyjął tego celebrytę. Koalicja z partnerem, który jest pieszczoszkiem mediów i trąbi na prawo i lewo o swoim konserwatywnym liberalizmie, jest propozycją, którą Unia Polityki Realnej musiała poważnie brać pod uwagę. Zwłaszcza, że 20 lat straceńczego kojarzenia UPR z muszkowym trefnisiem okazało się drogą do nikąd. Zawsze twierdziłem, że jeśli lewica lub rozwiedka chciałaby skompromitować prawicę wolnorynkową i trwale wykluczyć ją z dyskursu politycznego to, jeśli by nie było Janusza Korwin Mikke – musiała by go sobie stworzyć. Rozmowa przy tym wykazały, że UPR, choć ma swoje organizacyjne kłopoty, jest wciąż programowo formacją spójną i konsekwentną. Czego nie można powiedzieć o Poncyliuszu i jego partyjce.

    Nie będę przy tym udawał, że sympatyzuję z PJN-em. Już bliżej mi do UPR. Po drugie, uważam ten projekt za kombinację polityczną PO i niedopieszczeńców z PiS, zmierzającą do osłabienia Jarosława Kaczyńskiego oraz do stworzenia miękkiego lądowania dla części platformesów w przypadku przegranych lub wygranych wyborów przez PO. Tusk (lub Schetyna) wymarzył sobie prawdopodobnie stworzenie „konstruktywnej opozycji” jako przeciwwagi dla opozycji „oszołomskiej”, jako drenaż elektoratu na prawo od PO, oraz jako miejsce zsyłki dla tych przydatnych Polityków, którzy mu zawadzają we wprowadzeniu swojej hegemonii i w zbliżeniu z SLD (projekt „Palikot”), a niestety są Popularni lub silni w regionie. Jednym słowem powtórzony numer „okrągłego stołu”. Wtedy wyszło, wiec i dziś może.

    Niemniej jednak rozmawiając z Pawłem Poncyliuszem starałem się wybić ponad moje własne uprzedzenia i prowadzić rozmowę do bólu merytorycznie.

    Oto, co usłyszałem.

    Po pierwsze okazało się, że PJN to formacja, która do końca nie wie nawet jak będzie się nazywała. Po wpadce z rejestracją nazwy stowarzyszenia, co było do przewidzenia, gdyż była ona od początku plagiatem zobaczyłem kompletną bezradność Poncyliusza, który zapytany wprost odpowiadał „zobaczymy, co da się zrobić” i „jakoś to będzie”. Doprawdy, kompetencja i przygotowanie formalne, że ho ho. Jako ciekawostkę dowiedziałem się, że Marek Migalski jest traktowany kompletnie z buta, lekceważony i bagatelizowany, gdyż robi jedynie za fajnego felietonistę i odwracacza uwagi, bez wpływu na jakiekolwiek decyzje władz tej „partii” (cudzysłów, bo nie wiadomo zupełnie, czym formalnie jest PJN, wygląda na to, że jeszcze niczym). Do kierownictwa PJN należą bowiem: Kluzik (i jej luzik), Poncyliusz, Jakubiak (opoka), Kowal (złote myśli), Kamiński i Bielan (ostatnia wielka wygrana 6 lat temu). Reszta jest milczeniem. Reszta się nie liczy. Reszta nie podejmuje decyzji. Reszta jest pomocna i robi tło. Natomiast autorem przygotowywanego projektu gospodarczego jest dr hab.Krzysztof Rybiński, ale program się jeszcze pisze, więc reszta nie bardzo wie, jaki będzie. Zresztą do sprawy programu gospodarczego zaraz dojdziemy.

    Otóż, Poncyliusz zapytany o program gospodarczy rzucił dwa hasła: „podwyższenie wieku emerytalnego” i „likwidacja opieki społecznej” – co zdenerwowało i zmroziło szczególnie Carcajou (pracującego przez lata w OS). Zresztą i w tych sprawach PJN upierać się nie będzie, gdyż dowiedziałem się od Pawła Poncyliusza, iż program gospodarczy PJN nie zależy od PJN, ale od tego większego, kto będzie ich koalicjantem. Myślałem, że się przesłyszałem. Mówię, Panie Pośle, pierwszy raz słyszę, by przystępować do rozmów koalicyjnych nie mając jasnego stanowiska w sprawach gospodarczych. Dowiedziałem się, że ONI zdają sobie sprawę, iż ich byt polityczny nie ma szans na samodzielność, więc dostosują się do tych, co do wielkiej koalicji przedwyborczej i parlamentarnej ich zaproszą. Oni tylko dają komunikat, że gospodarczo mają inne priorytety niż „Kaczor” (cytuję). No po prostu kosmos. Wtedy zaproponowałem, by zamiast zawracać głowę Rybińskiemu poprosili PSL, SLD i PO o sformułowanie oczekiwań w ich imieniu, a potem wybrali część wspólną i dzięki temu będą super ekstra odlotowo koalicyjni.

    Poncyliusz się na mnie dziwnie popatrzył.

    Potem było jeszcze ciekawiej. Paweł Poncyliusz raczył stwierdzić, że nie mają pretensji do PO za likwidacje stoczni, bo dzięki temu tam się dzieją teraz bardzo ciekawe rzeczy. Otwierałem szeroko oczy, gdy słyszałem jak to w stoczniach praca wre pełną parą, jak firmy tam teraz budują wielkie statki, za większe pieniądze – co jest o wiele bardziej opłacalne dla Polski niż przez ostanie 10 lat, oraz jak teraz tam budują wielkie wiatraki (faktycznie budują), co wspaniale wpłynie na rozwój regionu.

    Nastąpiło też rozwiniecie myśli o likwidacji opieki socjalnej. Otóż, zważywszy, że jeden Owsiak więcej robi niż państwowe służby pomocy społecznej, to należy państwową pomoc społeczną zlikwidować, a jej kompetencje przekazać do organizacji pozarządowych. Pomysł może warty rozważania, jednak kompletnie nie uzyskałem odpowiedzi jak zbudować taki system (przekształcając ze starego), jak finansować by zagwarantować należytą opiekę podopiecznym i w jaki sposób prowadzić nadzór, by było taniej, sprawniej, skuteczniej i nie dochodziło do defraudacji środków. Także, na moją uwagę, że podwyższenie wieku emerytalnego to trochę mało, że powinni myśleć o reformie systemowej, dowiedziałem się, UWAGA, że to wystarczy gdyż, jeśli zlikwidujemy KRUS, nie dopuszczając by byle kioskarka nie płaciła składek zusowkich tylko, dlatego, że ma kawałek ziemi to wpływy dziura w finansach szybko zostanie zatkana. Ciekawe, bo ja myślałem, że liberałom raczej zależy na tym, by równać obciążenia daniną publiczna w dół, a nie prowadzić do ich eskalacji na inne podmioty. Widziałem, że szefostwu UPR też nie podpasowała ta odpowiedź.

    Potem był festiwal różnych pomysłów Pawła Poncyliusza i PJN – z tym, ze pamiętajmy, że PJN czeka, co napisze Rybiński oraz co zaproponują koalicjanci, którzy zechcą ich przytulić – a więc po kolei: oczywiście likwidacja emerytur mundurowych, jeszcze większe uzawodowienie armii (może niech po prostu zlecą obronność jakiejś firmie ochroniarskiej, najlepiej SOLIDowi, spodoba się to i PO i SLD), rezygnacja z OFE (państwo jest największym gwarantem), prywatyzacja szpitali (nie mylić z komercjalizacją), zawodów prawniczych otwierać nie należy, bo byłoby to kosztem jakości (wiadomo: wolny rynek obniża jakość), a poza tym to nie takie łatwe i nie warto wszczynać takich wojen, no i rzecz jasna wpuścić do Polski wielkich inwestorów energetycznych (bo zdaje się nie wpuściliśmy) oraz inwestorów w Hi-Tech (bo popierdują i przytupują stojąc na granicach). Aaa, zapomniałbym, trzeba poprawić stan polskiej nauki. Serio. Niestety Poncyliusz nie wie jak.

    W ogóle odniosłem wrażenie, że Poncyliusz i jego PJN bardzo niewiele wie, natomiast koniecznie chce być w przyszłym sejmie.

    Gdy wyszedłem z tego spotkania byłem zdruzgotany. Miałem wrażenie, że rozmawiałem z jakąś mentalną wydmuszką. Natłok pustki i banałów był przerażający. A przecież, to człowiek z ELITY politycznej naszego kraju, traktowany poważnie przez media, partnerów i biznes. Tymczasem poziom dyskursu, jaki zaproponował UPR owi w rozmowach koalicyjnych był niższy, niż szereg rozmów, jakie zdarzało mi się toczyć na imieninach, lub komentując pod tekstami w blogosferze. Natomiast mam radosną wiadomość dla Pawła Poncyliusza, jest faktycznie szalenie przystojny i miły. I jeśli zauważyłem to nawet ja, zadeklarowany heteroseksualista, to znaczy, że nawet, gdy mu się nie uda w polityce (mam nadzieję) to zawsze zbije kokosy na jakimś wybiegu u Ewy Minge albo tańcząc z innymi gwiazdami.

    Aha, nie byłem do końca na spotkaniu, więc nie wiem, czy koalicja PJN- UPR ma szansę, czy nie. I szczerze mówiąc mnie to już mało interesuje.

     

  • 19-02-2011 10:47:00

    Od dochodu – czy od posesji?

    W komentarzu do poprzedniego wpisu {Ezekiel} poruszył dwa ważne tematy – i traktuję Jego uwagi bardzo poważnie i obszernie odpowiadam.

    Ale najpierw Jego tekst:

    „Mnie akurat to tak bardzo nie odstrasza, a bardziej raczej odstrasza to, że pan JKM nie jest zwolennikiem w pełni wolnego rynku. Nie opowiada się na przykład za zniesieniem prawa pracy, a za utrzymaniem pewnych jego regulacji, np zakazu pracy w święta i niedziele. Tłumaczy to jakimś "problemem więźnia", a to samo przecież można powiedzieć o obowiązkowych urlopach, czasie pracy, badaniach lekarskich itd. Poza tym jest zwolennikiem podatków kapitałowych - od nieruchomości, od papierów wartościowych, a nawet od samochodów, aby "równouprawnić" posiadaczy aut z posiadaczami ziemi. A ten rodzaj podatków jest gorszy od podatku dochodowego, który obciąża cały dochód równo, bez względu na to na jaki cel zostanie przeznaczony, gdyż obciąża on głównie inwestycje. Z podatkami to trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że znacząco one nie mogą być ograniczone z dnia na dzień. Trzeba spłacić emerytury i zadłużenie, musimy więc płacić "składki ZUS" w postaci podatków jeszcze przez długi czas, nie oczekując za to w zamian żadnej emerytury. Jedyna metoda żebyśmy mimo to byli bogatsi, to pozwolić nam pracować, znieść wszelkie regulacje, koncesje, uprawnienia i... prawo pracy.”

    Otóż wyjaśnijmy pewne sprawy. Zakaz pracy w niedzielę (w sobotę, w piątek – jak ten dzień zwał, tak zwał) jest znacznie, znacznie starszy od kodeksu pracy – który trzeba, oczywiście, zlikwidować. „Wolność mojej pięści ograniczona jest bliskością twojego nosa” - i, najwyraźniej, wielu ludziom przeszkadza, gdy pod ich nosem inni pracują. „Dylemat więźnia” występuje tu zresztą w całej okazałości – i dla mnie to właśnie jest usprawiedliwieniem zakazu pracy w niedzielę.

    Zwracam {Ezekielowi} uwagę, że ja nie twierdzę, że taki zakaz jest potrzebny; ja tylko twierdzę, że nie jest on sprzeczny z zasadami Wolnego Narodu. Lubimy różnorodność – i w jednych krajach czy nawet miastach taki zakaz mógłby istnieć – a w innych nie i {Ezekiel} mógłby sobie wybrać...

    Po co ma być szaro i jednolicie, skoro może być barwnie? Człowiek kulturalny tym różni się od zwierzęcia, że wyróżnia z dni powszednich – święta. Oczywiście można powiedzieć, że każdy sam sobie potrafi z'organizować a to imieniny, a to urodziny, są to rocznicę szczęśliwego rozwodu – ale przyzna Pan, że takie święta, jak Boże Narodzenie to jednak jest jakieś przeżycie, jakaś szczególna atmosfera – i ludzie (nawet ci nie wierzący) to lubią. Żydzi specjalnie zaczęli nawet obchodzić Ha-Nukę by ich dzieciom nie było przykro, że mali goim otrzymują prezenty, a one nie. Dlaczego ludziom to odbierać? Ludzie jednak są istotami społecznymi i czasem lubią coś robić razem.

    Innym przypadkiem „Dylematu więźnia” jest działalność związków zawodowych. Jest pytaniem, czy wystarczy znieść szczególną pozycję prawną związków zawodowych – czy też wprowadzić zakaz ich tworzenia w ogóle. {Ezekiel} zapewne powie, że zakaz działania związków zawodowych byłby w rzeczywistości jednoparagrafowym „kodeksem pracy” - bo „anty-kodeks” też jest „kodeksem” - i jest to racja. Ale znów: ten zakaz nie jest konieczny, wszelako jest dopuszczalny – i zobaczmy, jak to będzie działać.

    Nie widzę, by „dylemat więźnia” występował przy okazji ustaw o czasie pracy i badaniach lekarskich. Co do urlopów: być może istnieje śladowa przewaga fabryki, w której ludzie nie mają urlopów, nad tą, w której właściciel ludzi na urlopy zwalnia – jednak przewaga ta niwelowana jest przez skomplikowane rozgrywki co do czasu urlopów, ilustrowane znanym dowcipem: „Kowalski: lubicie ciepłą wódkę?” - „Nie, szefie...” - „A spocone kobiety?” - „Też nie...” - „Doskonale – to będziecie mieli urlop w listopadzie”. Dobrowolne umowy, w których nikt obu stron nie zmusza, by koniecznie raz w roku jechać na urlop wydają się lepszym rozwiązaniem.

    Dalej: jakieś podatki istnieć muszą – i absolutnie nie zgadzam się z {Ezekielem}, że podatek od posiadania jest gorszy od dochodowego! Nie zgadzam się niejako podwójnie – bo razi mnie uzasadnienie, z którego wynika, że {Ezekiel} uważa, że jest w pewnym sensie lepiej, gdy ludzie inwestują; właśnie to jest drastyczna ingerencją w wolny rynek; nie ma żadnego powodu, by państwo sztucznie zwiększało proporcję środków z'używanych przez Kowalskiego na inwestycje – zamiast na, powiedzmy, przyjemności, oszczędności, czy zakup nieruchomości. Podatek od posiadania jest neutralny w stosunku do wszelkiej działalności; by być ścisłym: taki podatek w ogóle nie dostrzega, czy Kowalski prowadzi czy nie prowadzi jakąkolwiek działalność, a nawet nie dostrzega, kto jest posesorem.

    Czy taki podatek sztucznie skłania do trzymania zasobów w tych środkach, które procentują gospodarczo? Być może (tak nawiasem: {Ezekielowi} powinno się to podobać!) - ale równie uprawniona jest inna interpretacja: brak podatku od posiadania przy jednoczesnym opodatkowaniu np. działalności gospodarczej (a przecież jakieś podatki być muszą!) jest sztucznym nakłanianiem ludzi, by inwestowali np. w bierne gospodarczo nieruchomości!

    Oczywiście: taki podatek, jak wszystkie podatki, jest Złem, i powinien być jak najmniejszy. Promillowy, a nie procentowy.

    Wreszcie: tak, {Ezekiel} ma rację. Gdybyśmy w 1988 sprzedawali „własność państwową” po cenach rynkowych i dawali 25% na FUS, to nie mielibyśmy problemu z emeryturami. Teraz trzeba przeznaczyć na to 100% forsy ze sprzedaży tego, co zostało – a i tak trzeba będzie do tego dopłacać z podatków. Tak – nazywajmy rzeczy po imieniu: nie ze „składki” lecz z podatków. Ile? To zależy od tego, kiedy dojdziemy do władzy; im później, tym więcej – bo ONI wyprzedają na gwałt i z'używają te pieniądze na (a) przekupywanie wyborców, (b) dla siebie – a resztę marnują...

  • 18-02-2011 21:23:00

    W Nowej Marchii, na Ziemi Lubuskiej i Łużycach - lody ruszyły - panowie...

    Koledzy z UPR i WiP viribus unitis zrobili mi taki program wizyty, że ledwo mam czas wyciągnąć komputer. Oczywiście w drodze z jednej miejscowości do drugiej. Literówek w trzęsącym się pojeździe nie będę na razie poprawiał.

    Od razu mówię: wizyta świetnie z'organizowana – i pełen sukces. Przede wszystkim: duża życzliwość mediów. Na konferencjach prasowych pełno, wywiady w pięciu telewizjach, w głównym radio i gazetach – i to na ogół przychylne lub bardzo przychylne

    http://www.zachod.pl/2011/02/janusz-korwin-mikke-w-gorzowie/

    http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110217/POWIAT/538814204

    Dalsze linki podam potem.Tu tylko podkreślę znakomitą robote kol.Mateusza i Piotra, ktorzy sami z'organizowali spotkanie w hotelu "FADO" w Gorzowie (przy okazji: znakomicie mi się w nim mieszkało!)

    Przypominam na razie ogłoszenie:

    Dnia 23.II.2011 (środa) o godz. 15:00 na ul. Wiejskiej przed Sejmem odbędzie się akcja protestacyjna mająca na celu sprzeciwienie się wyzyskowi podatkowemu, zadłużaniu państwa i rabowaniu przyszłych pokoleń. Podczas akcji głos zabierze Janusz Korwin Mikke oraz przedstawiciele organizacji walczących o przywrócenie normalności. Prosimy o obecność oraz wzięcie ze sobą rodziny i znajomych! Pokażmy tym bandytom, że nie damy się dłużej bezkarnie okradać! Pod Sejm, marsz!

    =====

    PS. Przepraszam - jestem w Kelsku. Pole tu ledwo-ledwo. Może jutro z pociągu...

     

     

  • 17-02-2011 22:51:00

    Polska pionierem prawnego postępu

    Gdy w 1992 roku złożyliśmy w Sejmie wniosek o konstytucyjny zakaz projektowania „budżetu z deficytem” - czyli, krótko pisząc: przeciwko łamaniu zasady: „Pamiętaj rozchodzie być w przychodem w zgodzie” - rozległ się ryk śmiechu w całym Sejmie. Wielce Czcigodni posłowie myśl, że nie będzie im wolno zadłużać Polski, przekupywać wyborców pożyczkami na koszt przyszłych pokoleń – traktowali jako pomysł z innego świata. Nie wiem, czy tę propozycję poparło 20 czy 30 Posłów – a może tylko my, trzej UPR-owcy – w każdym razie nie została potraktowana poważnie.

    Byliśmy pionierami. W tym samym roku tę propozycję złożył urzędujący prezydent USA, p.Jerzy H.W.Bush, senior. Kongres śmiechem nie ryknął – ale propozycję znaczną większością głosów odrzucił. Potem zgłosił ją p.Wacław Klaus – wtedy premier, obecnie prezydent Republiki Czech i Moraw – i kiedy na przyjęciu w ambasadzie czeskiej pogratulowałem tego ministrowi finansów z Jego przecież rządu – ten zrobił się czerwony na twarzy i niemal krzyczeć zaczął, że to idiotyzm.

    Oczywiście: propozycja upadła. Żyjemy, Drogie Dzieci, w d***kracji – co oznacza, że starsi mają prawo większością głosów zaciągać długi (ile tego już jest? 4 biliony – 770 miliardów plus z'obowiązania emerytalne?), które Wy będziecie musieli spłacać.

    W każdym razie pamiętajcie: ja w 1992 roku walczyłem o to, by dziś zadłużenie III Rzeczypospolitej (a właściwie Polski – bo III RP niedługo Diabli wezmą, ale to my będziemy musieli płacić za szaleństwa jej dygnitarzy) wynosiło 100, a nie 700 miliardów (plus obietnice emerytur...)

    Na każdym poważniejszym spotkaniu przypominam też, że żyjemy w idiotycznym państwie, w którym najtęższe umysły idą na prawo, a nie na politechnikę. Przeciętny polski inżynier ma więc na koncie siedem razy mniej wynalazków, niż amerykański – ale za to w produkcji wynalazków w dziedzinie obchodzenia systemu podatkowego jesteśmy w czołówce światowej. Cóż: przy podatku dochodowym, zwłaszcza: progresywnym – zysk z genialnego wynalazku w 80% zabiera pastwo – a zysk powstały z obejścia podatku w 90% zabiera przedsiębiorca. Może więc płacić prawnikowi 50 razy więcej, niż inżynierowi. Dla młodych ludzi wybierających studia wniosek jest jasny.

    I oto JE Demetriusz Miedwiediew, prezydent Federacji Rosyjskiej, powiedział słowo w słowo to samo, co ja: „Kraj potrzebuje inżynierów, nie prawników”. Tylko w tym celu trzeba zmienić system podatkowy – i uprościć prawo. Przy podatku ryczałtowym osobistym wszyscy doradcy podatkowi stracą pracę od razu. Spokojnie: to łebscy ludzie, jako adwokaci też nieźle zarobią... jeśli prawo będzie proste – straci pracę wielu „doradców”, będących w rzeczywistości tłumaczami z prawniczego na nasze...

    To kiedyś musi nastąpić. Dlaczego Polska nie może być w tej dziedzinie pionierem?

  • 16-02-2011 23:43:00

    Ochrona imienia prezydenta

     

    Wróciłem do Józefowa - ale jestem (o czym uprzedzałem) trochę zaganiany. Więc tylko dwie sprawy:

    Pewne poruszenie wywołało orzeczenie sądu, który uniewinnił kobietę, która szargała imię śp.Lecha Kaczyńskiego

    http://www.fakt.pl/Wyrok-za-kopanie-zniczy-ku-czci-Lecha-Kaczynskiego-,artykuly,77825,1.html

    Jednak komentarz na tamtym portalu jest niepoprawny. Zła jest argumentacja. Skazać za naruszenie czyjegoś dobrego imienia - można, mimo, że ten ktoś już nie żyje. Nie można tylko "obrazić prezydenta Lecha Kaczyńskiego" - a to dlatego, że Lech Kaczyński po śmierci już nie był prezydemtem. 

    Ta interpretacja sądu jest do przyjęcia - i jest konsekwentna. Gdyby cezurą nie była chwila śmierci, to musielibyśmy skazywać za naruszenie dobrego imienia np. śp.Władysława Łokietka!

    Z punktu widzenia prawa nie ma różnicy, czy od śmierci denata minęła godzina, tydzień, rok czy 400 lat.

    Komentatorom wpisu o rasiźmie odpowiadam: tak - to prawda: Botswana i Namibia są (obok Ugandy i Senegalu) dwoma państwami rządzonymi przez Murzynów (z kupą białych doradców wprawdzie) w których jest naprawde nieźle! Ale nie przesadzajmy: {miszel} pisze:

    "I jeszcze coś co znalazlem przez przypadek : "Np. w Polsce na podłączenie prądu do firmy czeka się średnio 143 dni, w Namibii 55."

    (http://tinyurl.com/6brpvos) Oj, coś mi się wydaje, że za tamtymi murzynami to jesteśmy trochę z tylu. A stali się niepodleglym państwem tylko rok po nas..."

     

    Otóż GDZIE w Polsce czeka się na podłączenie firmy do prądu dłużej niż miesiąc? Chyba, że ktoś chce podłączyć Hutę  "Katowice"...

    =====

    PS. Pytającym o cele wyborcze odpowiadam:

     

    Skala oceny wyniku:

    15% - 6

    10% - 5

      7% - 4

      5% - 3

      3% - 2

    poniżej 3% – pała i won z polityki, panie JKM.

  • 15-02-2011 23:47:00

    Wpis po północy - na razie jedna uwaga:

    P.Andrzej Lepper wystapił w białoruskiej reżymowej TV z tą sama tezą: "Nie nalezy wtrącać sie w wewnętrzne sprawy innych państw". Różnica w tym, że p.Lepper kieruje sie miłoscią do Republiki Białoruskiej - a ja kieruje się zasadami.

    To czasem się ze sobą zgadza...

  • 14-02-2011 23:46:00

    Ciąg dalszy skandalu na Białej Rusi - czyli: opłata za niezależność.

    Jak donoszą media, adwokat p.Andrzeja Poczobuta odwołał się od wyroku białoruskiego sądu – twierdząc, że jego klient jest niewinny – bo był na tym nielegalnym zgromadzeniu nie jako uczestnik, lecz jako dziennikarz.

    Z czego wynika, że gdyby był tam jako uczestnik, to byłby winny.

    I to chyba sprawę zamyka.

    Ja tam za PRLu wydawałem nielegalną bibułę – książki, kwartalnik (na b. wysokim poziomie!) - i nie udawałem, że robię to legalnie. I nie protestowałem, kiedy mnie za to zamykano. W stanie wojennym podpisałem „lojalkę” obiecując, że nie będę obalał siłą ustroju PRL (co mi przyszło tym łatwiej, że nie miałem, niestety, nawet jednego czołgu) ale nie obiecałem, że nie będę wydawać książek – więc nadal wydawałem. I znów nie protestowałem, kiedy mnie zamknięto.

    I nie domagam się, by mi teraz III RP, która przejęła przecież majątek i z'obowiazania PRL, płaciła odszkodowanie!

    Nie jestem dumny z tego, że za PRL siedziałem (wolałbym być takim sprytnym konspiratorem, który nigdy nie wpadł...) - ale też się tego nie wstydzę. Odkiblowałem w sumie ponad rok – no, to odkiblowałem. Słusznie: taka jest cena niezależności. Taką cenę zapłaciłem – i uważam ją za niewysoką.

    A wykręcanie się by nie spędzić dwóch tygodni w białoruskim areszcie (co jest na pewno ciekawym doświadczeniem) uważam za nielojalność w stosunku do Białorusinów, którzy spokojnie odsiadują.

    Bo gotowi są zapłacić za swą niezależność.

    Gdyby za to nie trzeba było płacić – to odważnych byłoby ho-ho ilu! Sami dysydenci mieszkaliby w Polsce! Byłoby ich tyle samo, co kapitalistów – którzy ryzykują... pod warunkiem, że są ubezpieczeni.

    Ech – takie czasy.

  • 13-02-2011 23:49:00

    Petycja - czyli: skandal nieprawdopodobny

     

    Wyobraźmy sobie, że sąd w Opolu skazuje jakiegoś zapalczywego obywatela pochodzenia niemieckiego, który brał udział w nielegalnej manifestacji, na dwa tygodnie aresztu. A jakiś Sojuz Niemców w Polsce pisze w tej sprawie list do prezydenta... RFN!!!

     

     

    Jakie oburzenie wybuchłoby w Polsce!!

     

     

    Wyrok jest śmieszny, sprawa jest śmieszna: ów Sojuz powinien skierować petycję do Prezydenta Polski – ale zawracać głowę prezydentowi taką duperelną sprawą...? Natomiast odwoływanie się do głowy wrogiego przecież państwa – to już czyn na pograniczu kryminału.

     

    A to właśnie uczyniła grupa obywateli Białorusi z ZPB. Poskarżyła się JE Bronisławowi Komorowskiemu.

     

    Gdyby jakaś organizacja w Królestwie Polskim zwróciła się z prośbą o interwencję do np. Cesarza Austrii w jakiejś wewnętrznej sprawie Królestwa, to Cesarz Mikołaj II zapewne udzieliłby organizacji nagany, być może polecił nałożyć karę pieniężną – a przy recydywie organizację rozwiązał, prowodyrów wysyłając na rok na osiedlenie na Powołżu. Jednocześnie Cesarz Austrii odpowiedziałby nieszczęsnym petentom, że odsyła prośbę według właściwości – do Kancelarii Cara Wszechrusi.

     

     

    Chyba, że planowałby właśnie wojnę z Rosją.

     

     

    Nie wiem, co zrobi JE Aleksander Łukaszenka z tą sprawą; ja na Jego miejscu straciłbym cierpliwość do tej agentury polskiego wywiadu (pracującego dla Brukseli i Waszyngtonu) zwanej „Związkiem Polaków na Białorusi” - i wszystkich sygnatariuszy tej petycji posłałbym do aresztu – i to na miesiąc – a organizację rozwiązał.

     

     

    Natomiast Kancelarii Prezydenta III RP przypominam: sygnatariuszami tej petycji są obywatele Republiki Białoruskiej. Wtrącanie się w wewnętrzne sprawy innych państw – to krok od wypowiedzenia wojny! Tak właśnie zaczął był Adolf Hitler: zainteresował się losem Niemców w Polsce. A przedtem w Czechach i na Morawach.

     

     

    Ja bym z armią Białej Rusi nie zadzierał.

     

     

  • 12-02-2011 23:56:00

    Rasizm? Tak – i to w obie strony!!

    Nieoczekiwanie ostrą dyskusję wywołało omówienie przeze mnie przedwczoraj kwestii apartheidu. Więc raz jeszcze kilka słow na ten – drażliwy – temat.

    np. {Bacz} orzekł:

    Ma Pan rację, że apartheid jest lepszy niż pomieszanie ras. Podobnie w państwie narodowym łatwiej o wolność i sprawiedliwość niż w wielonarodowym. Dlatego np. nie miałbym nic naprzeciwko temu żeby wprowadzić w Polsce specjalny podatek pogłówny dla mieszkających na stałe cudzoziemców. U nas problem z innymi rasami praktycznie nie występuje, ale w państwa gdzie są różne rasy powinny się podzielić np. na czarne i białe prowincje i zamieszkiwanie w prowincji nie swojej rasowo powinno być opodatkowane - na pewno było by mniej problemów.

    Otóż ja tego nie twierdziłem!! Ja twierdzę, że piękna jest różnorodność – więc nie mam nic przeciwko temu, by istniały państwa pryncypialnie zwalczające segregację ras – i państwa praktykujące apartheid i inne formy dyskryminacji rasowej.

    Nie znam też danych przemawiających za tym, że w państwie narodowym łatwiej o sprawiedliwość. W państwie wielonarodowym - jak np. I Rzeczpospolita – przez długi czas system sprawiedliwosci działał sprawnie. Warunki: każdy naród musi mieć własne sądownictwo – a sądownictwo „federalne” musi kierować się jasnymi i prostymi regułami.

    Idea wyższego pogłównego od nie-obywateli? Hmmmm... jak mamy taksę klimatyczną (za oddychanie morskim czy górskim powietrzem – Kaszubi i Górale jej u siebie nie płacą...) to może i pobierać opłatę za przebywanie w zdrowej atmosferze politycznej?

    Byłaby to premia dla państwa stwarzającego taką właśnie zdrową atmosferę!

    {ronpaul} twierdzi autorytatywnie: „Czarni w RPA podniesli bunt nie dlatego, że bylo im jakoś wyjątkowo źle, tylko dlatego że nie byli wolni. Ja tam się nie znam na tym kto glupszy, kto mądrzejszy. Różnice kulturowe pewnie są, nawet między Polakami, a Anglikami - ale tak jak wszystko inne to rynek powinien tym sterować, to ludzie sami powinni te rzeczy między sobą roztrzygać. Czy myśmy już stracili nasze ideały wolności?
    Jedyne do czego państwo jest potrzebne to: armia, policja, sądownictwo, a od reszty życia społecznego to wara.
    Jeśli komuś byłoby trudno żyć w takich warunkach to jego problem, na tym polega wolność. Ty podejmujesz decyzję i ty za nie odpowiadasz. Myślałem że to jasne
    ”.

    Nie. Nie tyle „niejasne”, co nieprawdziwe. Każdy podejmuje decyzję za siebie – ale kto podejmuje decyzje ogólne? Np. decyzję, by każdy odpowiadał za siebie?

    Tu nie jest istotne, kto „głupszy”, kto „mędrzejszy”! Ważne: kto zna proste zasady. Ludzie mądrzy często usiłują podejmować decyzje za innych – kierując się (prawdziwą przecież przesłanką!), że są mądrzejsi. Tyle, że gdy podejmują decyzje za innych, to im tak bardzo nie zależy, by była to dobra decyzja.

    Otóż mamy pytanie: jeśli większa jest szansa, że Biali ustanowią zasadę, że każdy podejmuje decyzje za siebie – to czy nie lepiej, by krajem rządzili Biali?

    Popatrzmy, co mówią Murzyni z Kongo i z Rodezji:

    http://query.nytimes.com/gst/fullpage.html?res=9B03E7DF163FF930A15750C0A9639C8B63

    http://www.time.com/time/world/article/0,8599,1713275,00.html

    Dla nie znających angielskiego, tłumaczę jeden fragment:

    Dla wielu Kongijczyków, jak LeBlanc, trudności dzisiejsze wynikają z przeszłości. „Wszystko, co Pan widzi na tej rzece – budynki, łodzie – zrobili Biali. Gdy Biali odeszli, Kongijczycy nie pracują. Nie wiemy: jak. Przez ostatnie pięćdziesiąt lat osuwamy się”. Przerywa: „Podbili nasz kraj siłą” - mówi z czymś więcej, niż odcieniem podziwu - „Jeśli powrócą, oddamy im ten kraj za darmo”.

    Czy ten Murzyn nie jest rozsądniejszy, niż niektórzy Biali?

     

    I jeszcze jedna uwaga techniczna: jeśli ktoś twierdzi, że Murzynami powinni rządzić Murzyni – ten też jest, co oczywiste, rasistą.

    Z kolei {nonick} dodaje:

    Dokładnie: Rządzić powinno prawo jednakowe dla wszystkich, a nie jakakolwiek rasa panów nad innymi rasami! Czy ja dobrze rozumiem?

    Otóż: prawo powinno być jasne i proste – ale wcale nie jest powiedziane, że musi być jednakowe dla wszystkich. Np. 15-latek nie ma takich samych praw, jak dorosły. Tymczasem Pigmeje mają inteligencję raczej na poziomie szympansa, niż 15-latka; czy w kraju, w którym mieszkają Pigmeje i Zulusi, Pigmeje powinni mieć takie same prawa???

    A dlaczego?
    {nonick} kontynuuje: „"
    Murzyni uciekali z Mozambiku do RPA" jest dowodem, że apartheid był dobry (a co za tym idzie pewnie JKM też jest)? Mam się śmiać czy płakać? Komunistom zdarzało się uciekać z innych krajów do ZSRS, znaczy komunizm jest OK?” Polacy wieją do Wlk. Brytanii tzn. że tam jest apartheid? To że Czarni wiali do RPA dowodzi nie, że apartheid w RPA był dobry – tylko, że dawał wyższy standard życia niż ustrój Mozambiku i tyle. Jakby w Mozambiku mieszkali Papuasi też by pewnie wiali...

    Inne pytanie: a przestali już? Może efektywniejszy rozwój to zasługa położenia a nie apartheidu?

    Cóż: jeśli komunista ucieka do ZSRS to znaczy, że woli żyć w nędzy, byle wspólnej – i pies mu mordę... Najprawdopodobniej Czarni z Mozambiku wieli do RPA dlatego, że tam był wyższy standard – ale wyższy standard był dlatego, że był tam lepszy ustrój, a ustrój był lepszy, bo rządzili Biali. Jasne?

    A - tak: ucieczki z Mozambiku do RPA praktycznie ustały!
    {nonick} kończy nieco dziwnie, a nawet sprzecznie: „Właściwe sformułowanie powinno brzmieć: ludzie (a nie "murzyni") uciekali (więcej: uciekają i zawsze będą) z głębszego bagna (w ich ocenie) do płytszego bagna, jak na suchy ląd (np. do USA) nie mogli. Rasa ani kolor skóry nie ma tu nic do rzeczy. A że murzynom rządzenie krajem gorzej wychodzi (…) Zobaczymy czy EURO 2012 wyjdzie nam lepiej niż Mundial w RPA!

    Cóż: jak Murzynom gorzej wychodzi, to może lepiej, by mniej rządzili. W USA jest lepiej, bo rządzą Biali (wbrew pozorom: nawet teraz). Podobno w czasach kolonialnych metropolie czerpały z kolonij ogromne zyski – a obecnie trzeba do nich doplacać, a bieda rośnie...

    A co do EURO i Mundialu: Olimpiada w Berlinie 1936 i Moskwie 1976 były z'organizowane znakomicie, to nie znaczy, że ustrój był tam dobry. Przeciwnie: Tombakowe Prawo JKM głosi:

    Im gorszy ustrój, tym lepsze pozostawia po sobie świadectwa

    Proszę sobie tego prawa, które sformułowałem 30 lat temu, poszukać!

  • 11-02-2011 23:55:00

    NON POSSUMUS

    W czasach śp.Władysława Gomułki (ps. „tow.Wiesław”) funkcjonowało hasło: „SOCJALIZM – TAK! WYPACZENIA – NIE!”. Najwyraźniej dokładnie taką samą politykę przyjęło obecnie PiS.

    ONET.pl zamieszcza:

    http://wiadomosci.onet.pl/kraj/kaczynski-zdradza-plan-dot-zmian-w-sluzbie-zdrowia,1,4171670,wiadomosc.html

    informacje o tym, że WCzc.Jarosław Kaczyński domaga się likwidacji NFZ... ale bynajmniej nie po to, by medycynę sprywatyzować: przeciwnie - domaga się finansowania jej z budżetu. Jak w PRLu.

    Nie jest to nieprzemyślany wyskok. Jak można przeczytać na portalu MONEY.pl

    http://www.money.pl/archiwum/mikrofon/artykul/szydlo;chcemy;by;powstal;polski;system;bankowy,226,0,763362.html

    WCzc.Beata Szydło, (PiS, Chrzanów) wiceprezes PiS, domaga się nacjonalizacji banków; Jarosław Kaczyński nazwał to ładnie: „re-polonizacją”.

    P.Posłanka powiedziała z tej okazji:

    "Zgadzam się z tym, że państwo jako instytucja, czy może raczej jako machina administracyjno-biurokratyczna działa źle i to trzeba zmienić. W firmach państwowych funkcjonuje mentalność, że nie myśli się interesem państwa, ludzi, tylko się kombinuje. Z tym trzeba walczyć i tego typu patologie powinny być wyplenione.

    Ale to nie zaprzecza idei narodowego, czy państwowego podmiotu gospodarczego. Firmy państwowe też mogą dobrze funkcjonować na rynku. Jeśli tak się nie dzieje, to jest to efekt patologii administracyjnej."

    Nieprawdopodobne!! Po tylu latach doświadczeń - hasło PiS brzmi w efekcie jeszcze gorzej:

    WYPACZENIA – NIE! SOCJALIZM – TAK!

    Co w Polsce jeszcze robi SLD??!?

    Nie wiem, czy PiS ostatecznie zrzuciło maskę – czy też przeciwnie: przed wyborami przywdziewa maskę partii socjalistycznej. Niezależnie od tego oświadczam: wszelka współpraca UPR-WiP z PiSem jest po tych enuncjacjach niemożliwa. Szaleństwa związane z katastrofą w Smoleńsku mogliśmy zrozumieć – jako efekt załamania psychicznego po utracie brata bliźniaka. Tego typu deklaracje to już jednak stworzenie kregosłupa polityki. I jest to kręgosłup szkieletu oddziedziczonego po PRL.

    Non possumus.

  • 10-02-2011 23:51:00

    Wiedza to potęga!

    Najpierw człowiek nie umie mówić. Potem uczy się mówić. A potem z trudem uczy się nie mówić – jeśli nie trzeba.

    Podobnie jest z wiedzą. Najpierw ludzie czegoś nie wiedzą. Potem się dowiadują. A potem dochodzą do wniosku, że ta wiedza może zaszkodzić.

    Taka jest sytuacja z polskimi „racjonalistami”. Dochodzą do wniosku, że Boga nie ma – i z tryumfem to rrrewelacyjne odkrycie zaczynają głosić każdemu, kto chce czy nie chce. I nie przyjmują do wiadomości, że wiara w Boga jest racjonalna: o wiele przyjemniej umiera się w przeświadczeniu, że za chwilę znajdzie się człowiek w Niebie. Również społecznie: o wiele mniej policji potrzeba w państwie, w którym ludzie boją się zabijać i kraść, by nie wylądować w Piekle. Nawet, gdyby Pana Boga nie było, należałoby Go wymyśleć.

    Na szczęście jest – i czuwa nad tym, by pomysły „racjonalistów” nie zniszczyły społeczeństwa. Pan Bóg wmontował w ludzkość prosty mechanizm: „racjonalistom” wychodzi, że nie jest racjonalnym mieć dużo dzieci. A ludzie wierzący mają ich dużo. Dlatego „racjonaliści” pozostają mniejszością – co, nie wiadomo dlaczego (ja na przykład uwielbiam być w mniejszości!), strasznie ich irytuje.

    Podobnie „Klub Sceptyków Polskich”. Dzialają jak małe dzieci, które od razu muszą się podzielić nowo nabytą wiedzą z całym światem. P.Tomasz Garstka urządził na stacji metro w W-wie pokaz pożerania kilogramów leków homeopatycznych - ( http://tiny.pl/hcsrs ) – tłumacząc ludziom, że te leki to cukier i woda. Cytuję „nie mają w sobie prawie żadnych substancji aktywnych, a więc nie mają właściwości leczniczych”.

    TEN WNIOSEK JEST NIEPOPRAWNY.

    P.Garstka zapewne nigdy nie słyszał o placebo – czyli pigułkach wyglądających jak jakieś lekarstwo, w rzeczywistości składające się z odpowiednio polakierowanej masa tabulette. Otóż wpływ psychiki ludzkiej na nasze zdrowie jest ogromny – i często zdarza się, że zażywanie placebo powoduje wyzdrowienie.

    Leki homeopatyczne może nie leczą – ale mają jedną wielką zaletę: NIE SZKODZĄ; co właśnie pracowicie udowadniał podczas demonstracji p.Garstka połykając je publicznie garściami. A niektórym mogą pomóc. Zwłaszcza, jeśli są drogie. Ludzie bardziej wierzą drogim lekarstwom, niż tanim.

    A poza tym lekarze często przepisują je z całą powagą rozmaitym hipochondrykom – którzy z pożytkiem dla swej kondycji fizycznej i psychicznej połykają je całymi garściami...

    ...a p.Garstka uparł się, że by tak tanie kuracje zepsuć!

    Obdarowanie p.Garstki pistoletem może spowodować, że p.Garstka zastrzeli jednego, dwóch – no, może pół tuzina ludzi. Obdarowanie Go wiedzą może spowodować tragiczne skutki dla milionów.

    Dlatego jestem za swobodą posiadania broni (ale nie za wpychaniem jej na siłę każdemu). Zastanawia mnie natomiast dlaczego zwolennicy tezy: „wiedza to potęga” - bez żadnej kontroli, pod przymusem, obdarowują tą potęgą ludzi – spośród których część jest nieodpowiedzialna?

  • 09-02-2011 23:54:00

    Drobna prośba o pomoc wyborczą

    Takich próśb będzie coraz więcej. Na razie jedna - pilna. A właściwie dwie:

    1) 23.go, jak co miesiąc, robimy pod Sejmem o 15.00 demonstrację przeciwko podwyżce VAT. Proszę o rozpropagowanie tego na portalach businessu warszawskiego - i w ogóle gdzie się da.

    2) 19.go robimy konferencję prasową w XL rocznicę rozpoczęcia walki z Globalnym Oziębieniem (chwilowo zawieszonej). Ale jeśli ktoś ma lepszy pomysł na temat dla konferencji - to bardzo proszę o podsunięcie go! 

    Teraz skrzynka odpowiedzi. Bo jestem interaktywny.

    Chodzi o pytanie w drażliwej sprawie: aborcja.

    Otóż: odkąd nauka umożliwiła utrzymanie dziecka przy życiu poza organizmem matki nie można być zwolennikiem "aborcji" - bo to by oznaczało, że zabicie dziecka w inkubatorze jest karane - a zabicie takiego samego dziecka w łonie matki - nie.

    Karalność więc być musi.

    Jakie kary? Niekoniecznie więzienie. Zwracam jednak uwagę, że dolna granica kary dla matki, która zabije dziecko bezpośrednio PO porodzie to 3 miesiace. Zagrożenie w przypadku zabicia dziecka przed urodzeniem nie powinno byc większe.

    Kobiety znacznie bardziej, niż mężczyźni, wrażliwe są na perswazje. Proponujemy całą gamę czysto verbalnych, a bardzo skutecznych zabiegów radykalnie zmniejszających liczbę aborcyj.

    Reasumując: kara być musi, bo kobiety nie mogą odbierać sygnału, że społeczeństwo to toleruje - natomiast sposób wykonania tych kar powinien być elestyczny. Np. w przypadku sportswomenek, które specjalnie zachodzą w ciążę przed zawodami, by zwiększyć odporność organizmu - a po zawodach dokonują aborcji - kary powinny być bardzo surowe. Ale o tym powinien decydować sąd - a nie ustawodawca, który powinien przedstawić sądowi szeroki wachlarz kar.

    Np. - to nie jest w programie partii, to taka luźna propozycja - kara wiklerza (wystawienie kobiety w klatce na widok publiczny przez godzinę - może być odbierana jako bardziej dotkliwa, niż trzy miesiące więzienia...

     

  • 08-02-2011 23:48:00

    Przykro mi, proszę Państwa – ale: koniec zabawy!

    W poprzednich wyborach uwierzyliśmy tym oszustom z PiS, że wybory nie zostaną przyspieszone. Zostały.

    Teraz też nie wierzymy tym oszustom z PO.

    Na wszelki wypadek zaczynamy szykować się do przyspieszonych wyborów. Szkic schematu wyborczego istnieje. Jutro najprawdopodobniej zostanie przyjęty. Od pojutrza trzeba będzie wziąć się do roboty.

    Jak wybory będą jednak w październiku czy w listopadzie – to nie szkodzi: będziemy wcześniej przygotowani.

    Myślę, że we czwartek będę miał już konkretne prośby. Przynajmniej do aktywistów RW JKM, UPR i WiP.

    Wpisy na blogu już stały się, niestety, trochę drętwe. Konieczność. Tu postaram się nadal być interaktywny.

    To tyle na razie.

    Aha - tu się pochwalę:

    proszę zauważyć jak precyzyjnie manipulowałem literkami w wyborach „Blogu Bloggerów” - przy b. małej w tym roku aktywności i nie znając liczby głosów, które już padły na dany blog.Tylko kropki dawały ogólną orientację...

    Gdyby nie wyłamała ta nieco strachliwa Bloggerka – to jeszcze jeden blog niezbyt papuśny udałoby się nam wyeliminować. Co nie okazało się istotne, bo p.MO go i tak nie nominowała.

    Oby równie dobrze udało mi się manipulować machiną wyborczą w prawdziwych wyborach!

    Oto kolejne blogi - z liczbą oddanych na nie głosów:

    Blog Janusza Korwin-Mikke

    Etap II 1162 głosy

    Blog Janusza Korwin-Mikke prowadzony na autorskiej stronie korwin-mikke.pl

    korwin-mikke.pl/blog

    science in-action

    Etap II 374 głosy

    Blog wykładowcy prawa UJ, polityka lokalnego i aktywisty. Nauka, polityka, prawa obywatelskie, literatura, narkotyki. Radykalny głos pokolenia JP2 z miasta, gdzie wszystko się zaczęło.

    www.mateuszklinowski.pl

    stary niedźwiedź

    Etap II 363 głosy

    refleksje faceta, który nie pasuje do kreowanej w mediach poprawności politycznej, foba z prawie dowolnym przedrostkiem.

    oldbear.bloog.pl

    jurciopan

    Etap II 354 głosy

    Tu 'stróż prawa' zwany jest psem. Tu prezerwatywa zostaje wetknięta w gardło swojego sługusa. Tu poznasz dyskretny urok żydowskiego kultu swastyki.

    jurcio.blogspot.com

    Matka Kurka zdrowy jak czarny koń

    Etap II 353 głosy

    Jestem zdrowy i w domu wszyscy zdrowi, nie jestem nawet ślepy. Czuję się czarnym koniem tej paraolimpiady. Jak znikną OFE, wyjdę na ulicę i zamknę się w klatce.

    kontrowersje.net/blog/matkakurka

    Świat oczami kołchoźnika

    Etap II 342 głosy

    Opis coraz bardziej skrzeczącej rzeczywistości która nas otacza. Rzeczywistości widzianej oczami mieszkańca małego kołchozu na skraju Związku Socjalistycznych Republik Europejskich.

    www.nasz-euro-kolchoz.blogspot.com

    Skrajnie prawicowy, liberalny beton

    Etap II 329 głosów

    Pamiętniczek Sarmaty, żeglarza, libertarianina, trajkarza i monarchisty.

    gps65.salon24.pl

    Blog de Bart

    Etap II 323 głosy

    Interesuję się medycyną alternatywną. Piszę żartobliwe felietoniki o piciu nafty w walce z urojonymi pasożytami i leczeniu nowotworów za pomocą samookaleczenia ciecierzycą.

    blogdebart.pl

    blog po-wuju

    Etap II 312 głosy

    Blog pisany dla siebie. Sprawdza się jako zawór bezpieczeństwa, chroni mnie przed niepotrzebnymi emocjami związanymi generalnie z polityką. Szyda, ironia, kpina to elementy wiodocę na tym blogu.

    po-wuju.pl

    Czym jest wolność ?

    Etap II 289 głosów

    Blog Tuudiego - Ślązaka i liberała, który z własnej perspektywy opisuje Górny Śląsk, skrawki polityki i sprawy studenckie.

    tuudi.net

  • 07-02-2011 10:22:00

    Płaca minimalna po irlandzku. Aha: dziękuję bardzo za SMSy - I miejsce w wyścigu zająłem

    Nic tak nie uczy rozumu, jak głód. Od 1 lutego 2011 r. w Irlandii obniżono płacę minimalmą z €8,65/h do €7,65 za godzinę.

    Ten krok spowoduje natychmiastowy spadek bezrobocia. Istnieje bowiem sporo Irlandczyków, których praca warta jest €7/h – a nie jest warta €8/h

    Czy to jest krok słuszny?? Oczywiście: NIE. Płacy minimalnej nie należy obniżać; należy ją całkowicie zlikwidować. Bo są też Irlandczycy, których praca warta jest co najwyżej €6, €5 czy może i €4/h.

    Przy okazji należy też zlikwidować zasiłki dla bezrobotnych – i wtedy bezrobocie zniknie od razu. Jak ręką odjął.

    To znaczy: jacyś bezrobotni na pewno będą. Powinni nawet być. Skąd businessman, który wpadł na pomysł nowego, rewelacyjnego produktu, wziąłby pracowników do powstającej fabryki – gdyby nie było bezrobocia? No – skąd??

    Brak bezrobocia to koniec wszelkiego postępu. Mówimy, oczywiście, o bezrobociu „frykcyjnym” - 2%-4%. Jak człowiek traci pracę – co jest w gospodarce normalne – to znajduje nową albo na drugi dzień, albo za tydzień albo za trzy tygodnie. Przez ten czas pozostaje bez pracy – i tworzy to „bezrobocie frykcyjne”.

    Bezrobocie wyższe powstaje bądź dlatego, że reżym wprowadził zasiłki dla bezrobotnych (zawsze będą chętni do dostawania pieniędzy za darmo...) albo podniósł podatki (dochodowe, cła..), albo wprowadził „płacę minimalną”.

    Nie istnieje ŻADEN powód, by wprowadzać płacę minimalna. Poza jednym: to ładnie brzmi... I wszyscy idioci – a mamy d***krację - więc to idioci, stanowiący większość tzw. przypadkowego społeczeństwo - gdy usłyszą, że podniesiono płacę minimalną - wyobrażą sobie, że „Rząd”... dba o interesy najuboższych.

    To, że to właśnie ludzie niewydajni, mający dwie lewe ręce, w wyniku tego stracą pracę jest dla przeciętnego idioty za trudne. Nawet jak z pracy wyleci, to nigdy nie pomyśli, że przedsiębiorca wyrzuca go z żalem, bo gdy płacił mu €7 za godzinę to na nim zarabiał 50 centów; teraz nie może go zatrudnić za €8 za godzinę, bo musiałby do tego dopłacać 50 eurocentów za godzinę.

    Przedsiębiorca żałuje, bo nie zarobi – ale ten bałwan będzie przekonany, że został wyrzucony, bo ohydny kapitalista się na niego uwziął!

    Nie ma, powtarzam, żadnego powodu, by ustanawiać płacę minimalną – poza tym, że jest to argument przekonujący bałwanów, że oto mają „Rząd”, który się „troszczy o biednych”.

    No – i tym, że nieudacznicy usunięci z pracy, przestają być konkurencją dla „arystokracji robotniczej” skupionej w związkach zawodowych.

    Powodu nie ma – ale JE Donald Tusk, który obiecywał nam „drugą Irlandię”, zamiast płacę minimalną zlikwidować lub obniżyć – podniósł ją!!! A SLD żąda dalszych podwyżek.

    A podobno p.Grzegorz Schetyna planuje współpracę PO z SLD...

    Przyjdzie mi jeszcze bronić p.Donalda przed Czerwonymi Harpiami...

    =====

    Aha: dziękuję bardzo za SMSy!!  I miejsce w wyścigu zająłem - co z tego dalej będzie...

    =====

    Dziś o 12.15 byłem na pikiecie - przed budynkiem sądów przy ul.Marszałkowskiej 82 (róg Żórawiej) w Warszawie - bo razem z kol.kol.Mieczysławem Grzegorzem Burchertem (v-Prezesem UPR-WiP) i Stanisławem Michalkiewiczem usiłowaliśmy (zdaniem Prokuratury) w wilgotny listopadowy wieczór puścić z dymem kamienne ławki na Krakowskim Przedmieściu.
    UWAGA: Sprawa przełożona na 4-IV
    =====
    PS. Przypominam też, że ja nie uznaję tej idiotycznej reformy z 1936, spłodzonej przez pijanych "językoznawców" w szale radosnej twórczości - i piszę po polsku, a nie po sanacyjnemu: "Jakób", "żóraw", "puhar" itd.!

  • 06-02-2011 23:46:00

    Podpowiadam korwinologom

    Jak mi doniesiono powstała strona poświęcona zwalczaniu korwinizmu:

    http://korwinologia.wordpress.com/

    To dobrze: jak powiadział śp.Mohandās Karamćand Gandhī: „Najpierw Cię ignorują, potem się z Ciebie śmieją, potem Cię zwalczają – a potem: wygrywasz!

    Więc tam mnie zwalczają. Ale bardzo – BARDZO – proszę nie wchodzić na tę stronę po to, by nawymyślać moim przeciwnikom. To są porządni, inteligentni ludzie – i chcą walczyć na argumenty, a nie na ilość przekleństw. A więc odrzucają d***krację - i to jest jakiś postęp.

    Niestety: d***krację odrzucają w praktyce – ale w głowach nadal mają ćwiek w postaci wiary, że d***kracja to największe Dobro – i takie tam XX-wieczne, przestarzałe głupoty.

    Na wskazanej stronie zajmują się moim stosunkiem do apartheidu. Jak im ktoś przytomny wytknął – ich wywód jest prosty: „Apartheid jest, jak każdemu Oświeconemu wiadomo – zły – a z tego już wynika, że Korwin-Mikke broniący niektórych aspektów apartheidu nie może mieć racji” Koniec rozumowania. Tymczasem bez odpowiedzi pozostaje mój argument: „W Mozambiku nie było apartheidu – co więcej: rządzili tam Murzyni. A mimo to Czarni uciekali z Mozambiku do RPA – a nie odwrotnie”.

    I mnie wynika z tego, że w RPA było im lepiej, niż w Mozambiku.

    Co jeszcze ciekawsze: w USA jednak nadal rządzą Biali – a mimo to Murzyni z USA nie uciekają jakoś do żadnego z państw rządzonych przez Czarnych . Wręcz przeciwnie...

    Cóż: marxiści mieli na to prostą receptę: jeśli robotnik twierdzi, że w kapitaliźmie jest mu lepiej, niż w socjaliźmie, to wyrokowali, że „ma fałszywą świadomość”.

    I te głupie Czarnuchy, zwiewające do RPA - które w dodatku (o zgrozo!) dobrze czuły się w RPA nie musząc stykać się z Białasami - z pewnością miały właśnie fałszywą świadomość....

    Problem polega na tym, że założyciele tej strony – skądinąd inteligentni i wykształceni – maja klapki na oczach. Takie „końskie okulary” - nie pozwalające im widzieć niczego, czego nie pozwolono im zobaczyć w procesie tzw. edukacji – jak w reżymowych szkołach nazywa się lewicową indoktrynację.

    I to jest problem...

    Ci ludzie potrzebują pomocy – bo są po prostu okaleczeni. Ich umysły zostały zablokowane. Ich część zdolna do krytycznego myślenia nie funkcjonuje.

    Jednak mózg człowieka jest tak skonstruowany, że nawet jeśli jego część zostanie zniszczona, inne części mózgu mogą przejąć jej funkcje. I jestem przekonany, że z Państwa pomocą wielu moich przeciwników – po rzetelnym zbadaniu argumentów – zostanie korwinologami... ale już z pozytywnym raczej nastawieniem.

    Więc proszę mi tych ludzi nie zrażać!

     

  • 06-02-2011 00:00:00

    Nacjonalizm stosowany

     Już Pius XII wzywał do zwalczania trzech -izmów – w tym nacjonalizmu. Ponieważ Adolf Hitler swoją odmianę socjalizmu nazwał „narodowym”, a uprawianie „narodowego socjalizmu” przyniosło znane skutki, przeto po wojnie „postępowcy”walczyli z nacjonalizmem – i walczą do dzisiaj.

    Zupełnie nie zdając sobie sprawy, że hodują w ten sposób najgorszą odmianę szowinizmu.

    Uczucia narodowe są bowiem czymś naturalnym – i trudno wymagać od człowieka, by – nie mając innych danych – nie faworyzował raczej swojego rodaka. Wspólność języka i kultury jest bardzo ważna. „Postępowcy” próbują zastąpić uczucia narodowe poczuciem więzi państwowej - - podpadając tym samym pod drugi wymieniony przez Piusa XII grzech: etatyzmu (trzecim jest komunizm). Tak naprawdę zresztą Hitler był etatystą, a nie nacjonalistą – co widać po wcieleniu do III Rzeczy Protektoratu Czech i Moraw – a rezygnacji z Południowego Tyrolu – Górnej Adygi. Dla Niego liczyło się raczej Państwo – a nie Naród.

    Tłumienie naturalnych, zdrowych uczuć narodowych kończy się tym, że pod ciśnieniem wyrastają niezbyt zdrowe pędy nacjonalizmu. I, szczerze pisząc, nie będę żałował „postępowców”, kiedy narodowcy dostaną ich w swoje pazury. Powiem: „Dobrze im tak!

    A niewątpliwie niedługo dostaną.

    By z sensem mówić o nacjonalizmie rozpatrzmy pewien konkretny, aktualny przykład. Oto cytat z felietonu p.prof.Bronisława Łagowskiego z „PRZEGLĄDU”:

    Władze Unii Europejskiej zastanawiają się, jakie sankcje zastosować przeciw Białorusi; nie mają takiego kłopotu z Kosowem, na czele którego stoi perfidny bandyta odpowiedzialny za handel organami ludzkimi, wycinanymi z serbskich więźniów, żywych lub zabijanych na części zamienne. Gangsterska Armia Wyzwolenia Kosowa, która popełniała te i inne zbrodnie, stanowi obecnie pod innymi nazwami trzon władzy w niepodległym państwie, które tyleż przez nią, co dla niej zostało utworzone. Niepodległe państwo Kosowo jest najważniejszym rezultatem wojny, jaką Stany Zjednoczone i NATO stoczyły z Serbią.

    Otóż internetowe pismo „Nacjonalista” wzywa ( http://tiny.pl/hc2ks ) do demonstracji (20-II-2011 g.15.00 przy stacji metra Świętokrzyska w Warszawie ) „przeciwko zbrodniczej działalności kosowskiego rządu, wspieranej przez największe światowe instytucje” pod hasłem „KOSOWO JEST SERBSKIE”.

                                                                          

     

    Otóż o władzach „Republiki Kosowo” sądzę mniej-więcej to samo, co p.Łagowski i nacjonaliści. Nie muszę jednak tego uzewnętrzniać, bo sprawy bałkańskie Polski na szczęście nie obchodzą. Oczywiście: konserwatysta może się oburzać na oddanie władzy nad milionem ludzi bandzie przestępców – ale to nie powód, by nie patrzeć na to chłodnym okiem.

    Otóż: dlaczego za potępianie utworzenia Kosowa biorą się akurat narodowcy?!?

    Ja, jako liberalny konserwatysta, mogę – i powinienem – z tej okazji stwierdzić, że całe nieszczęście Bałkanów polega na obaleniu monarchii. Gdy rządzili tam tureccy sułtani, panował względny spokój. Potem mieliśmy tam Królestwo Grecji, królestwo Albanii, Królestwo Bułgarii, Królestwo Rumunii oraz Królestwo SHS (Serbii, Horwacji i Słowenii – nie mam pojęcia dlaczego dziś pisze się „Chorwacja”) – które to królestwo z natury rzeczy tępiło nacjonalizmy je rozsadzające. A król nie musiał tępić jakichkolwiek uczuć narodowych – i mógł pozwolić, by Albańczycy, Bośniacy, Chorwaci, Dalmatyńczycy... pielęgnowali swoje zwyczaje narodowe, uczyli dzieci w swoich szkołach... Ważne, by kochali Króla – i płacili podatki.

    Potem przyszła II WŚw i walki wszystkich z wszystkimi; w szczególności: Chorwatów z Serbami. Położył temu kres śp.Józef Broz (ps.”Tito”) - i wszystko się trzymało do Jego śmierci. Niestety: nie koronował się, ani nie wyznaczył następcy...

    Efektem upadku tej quasi-monarchii były rzezie bałkańskie. Powstała niepodległa Słowenia i Chorwacja. A od Serbii, która była pro-rosyjska, oderwano Czarnogórę (co było jakoś uzasadnione historycznie) – oraz Kosowo.

    Otóż narodowcy są w Polsce tradycyjnie pro-rosyjscy i często pro-słowiańscy - więc sympatyzują ze słowiańską i pro-rosyjską Serbią – przeciwko pro-niemieckiej Chorwacji!!

    Z punktu widzenia narodowego jest to jednak nonsens – gdyż pod względem narodowym 90% mieszkańców Kosowa to Albańczycy, zwani Kosowarami (obywatel Republiki Kosowo to Kosowianin, a nie Kosowar!). O ile ja mogę biadolić, że od Królestwa Serbii oderwano Republikę Kosowa, czyli tereny historycznie serbskie – o tyle narodowcy nie mają prawa!

    Jednak Republika Kosowa nie jest też tworem narodowym. Gdyby była, Kosowo zostałoby przyłączone do Wielkiej Albanii. Jednak Kosowarzy żyją w kraju, w którym panowała jugosłowiańska, łagodna wersja socjalizmu – podczas gdy w Albanii panował socjalizm w stylu chińskim - z epoki Ze-Donga Mao. Albania jest o wiele biedniejsza – a ponadto Albańczycy z Kosowa robią ogromne pieniądze na handlu narkotykami, bo są powiązani licznymi więzami z całą Europą – podczas gdy prowincjonalni Albańczycy tylko z Włochami. Więc "jedność narodową" mają w nosie.

    Narodowiec nie powinien więc popierać ani niepodległości Kosowa, ani przyłączenia go do Serbii.

    A nauka dla wszystkich: jak się chce istnieć, jako naród - to nie trzeba wrzeszczeć o patriotyźmie, tylko trzeba mieć dzieci!

  • 04-02-2011 23:17:00

    Polska coraz bliżej bankructwa?

    O tym chyba każdy rozsądny Polak wie – i, mam nadzieję, wszystkie partie „Bandy Czworga” łącznie nie dostaną w sumie więcej, niż 25% głosów w jesiennych wyborach. Jednak czym innym jest to, co my wiemy – a czym innym to, gdy mówią to specjaliści od finansów z Zachodu. Czytamy:

    http://gospodarka.dziennik.pl/forsal/artykuly/319669,wielki-bank-ostrzega-polska-coraz-blizej-bankructwa.html

    Zachodni eksperci nie mają złudzeń - Polska jest coraz bliżej bankructwa. Według analityków nasz kraj zbyt uzależnił się od zachodnich pożyczek, a rząd nie robi nic, by zreformować finanse publiczne.

    Brytyjski bank inwestycyjny Barclays Capital uważa, że wzrosło niebezpieczeństwo niewypłacalności Polski. Zdaniem analityków banku nasz kraj mocno uzależnił się od pieniędzy ze sprzedaży obligacji zagranicznym inwestorom, by mieć środki na bieżące wydatki”.

    Powstaje jednak pytanie: dlaczego Barclays Capital to teraz ogłasza?

    Otóż bank ten, jak można wyczytać tu:

    http://www.businessweek.com/news/2011-01-26/barclays-capital-fined-by-fsa-for-client-money-breach.html

    oraz tu:

    http://www.bloomberg.com/news/2010-08-23/lehman-s-11-billion-barclays-bankruptcy-trial-returns-from-summer-break.html

    niejako specjalizuje się w roli hieny żerującej na bankructwach. Hieny są zwierzętami pożytecznymi, oczywiście – bo ktoś powinien pożerać padlinę – powstaje jednak pytanie: czy niektóre hieny nie przyspieszają śmierci ofiary?

    Wiadomo, że nie ten bank bankrutuje, który ma mniejsze zasoby niż z'obowiazania – lecz ten, o którym ludzie myślą, że ma zasoby mniejsze od z'obowiązań! I często bank może być w stanie beznadziejnym – ale, jeśli nikt o tym nie wie, może w nim tkwić latami; może też być całkowicie zdrowy – ale jeśli rozejdzie się wieść, że bankrutuje, ludzie rzucą się do kas... i trzeba będzie na czas jakiś zawiesić płatności.

    Normalnie w interesie banków nie leży ogłaszanie, że coś bankrutuje. Chyba... Chyba, że bank chce wywołać panikę, by się na niej obłowić.

    Więc ja bym nie wpadał w panikę po enuncjacjach Barclays Capital. Tak, jak przewidziałem kryzys poprzedni, tak samo przewiduję prawdziwy kryzys na rok 2012. III RP jak do tej pory nie doprowadziła okupowanej przez siebie Polski do ruiny – co widać na rynku.

    Natomiast to, że bankructwo jest nieuniknione – to oczywiste.

  • 03-02-2011 23:58:00

    Kiedy wrócą ksiązki życzeń i zażaleń?

    P.Michał Kluska tekst o tym, że SN orzekł (CSK 218/10), że sądy mogą badać zapisy wzorców tzw. programów lojalnościowych rozpoczął słusznie od słów: „Stało się!” Oto fragmenty:

    Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego oznacza w praktyce, że klienci będą mogli skarżyć do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów warunki wszystkich programów lojalnościowych. Mogą też się zwrócić o to np. do powiatowego rzecznika praw konsumentów. Pozostawienie klauzul abuzywnych skutkuje głównie: bezskutecznością takiego zapisu (taki zapis jest nieważny), czy w dalszej kolejności potencjalnym narażeniem na odpowiedzialność z kodeksu wykroczeń, czy karę pieniężną nakładaną przez Prezesa UOKIK.

    Bezskuteczność (nieważność) zapisu jest równoważna w skutkach obowiązkowi korzystania w sytuacjach uregulowanych danym zapisem z przepisów powszechnie obowiązujących (...).

    Aktualny rejestr klauzul [chodzi o program VITAYJKM] można znaleźć pod adresem: http://www.uokik.gov.pl/rejestr_klauzul_niedozwolonych2.php "

    Oznacza to, ni mniej ni więcej, że sądy mogą na wniosek jednej ze stron uznać, że umowa, którą strona zaakceptowała (bo przecież by wejść w „program lojalnościowy” trzeba się na to dobrowolnie zgodzić – i poświadczyć podpisem, ze zaakceptowało się regulamin!) unieważnić! Najprawdopodobniej będą też mogły to zrobić na wniosek jakichś „organizacyj konsumenckich”.

    A przecież jeśli firma zmieni warunki w czasie gry – to można odwołać się do sądu na podstawie Kodeksu Z'obowiązań!

    Jak tak dalej pójdzie, to wrócą (za „komuny” obowiązkowe) „Książki Życzeń i Zażaleń” – a potem? Kto wie? Może i Inspekcje Robotniczo-Chłopskie, sprawdzające, czy sprzedawcy nie oszukują klientów?

    Na pewno wielu naiwnych by tego chciało.

  • 02-02-2011 23:50:00

    Jak upadł starożytny Rzym?

    Przyczyny są różne – ale najważniejsze są gospodarcze. Otóż za Cesarstwa Senat zaczął nakładać na obywateli (i nieobywateli..) coraz wyższe podatki. Rzymianie, jak wszyscy normalni ludzie, tych podatków unikali. Senat nakładał więc coraz wyższe - dwa czy trzy razy wyższe od potrzebnych – w przekonaniu, że ludzie i tak zapłacą tylko połowę lub 1/3. No, to ludzie rozwijali pomysłowość...

    ,,,aż pewnego dnia Cesarz postanowił to sprywatyzować. Prywatny poborca płacił umówioną sumę za podatników - powiedzmy:  80% sumy nominalnej – a potem ściągał tyle, ile Senat postanowił. Był w tym bardzo dobry, więc ściągał nie 35% czy 50% - lecz, powiedzmy, 85%...

    ...a ponieważ Senat podatków nie zmniejszył – zrujnowało to mieszkańców Italii.

    Właśnie rząd Republiki Francuskiej powołał specjalny, „jednorazowy”, urząd podatkowy, używający np. hackerów, by wykrywać oszustwa podatkowe Francuzów. Efekt: urząd ściągnął o 1,1 mld €uro więcej, niż oczekiwał rząd!!

    Zachwycony rząd postanowił przedłożyć działalność spec-poborców. Parlament, oczywiście, skali opodatkowania nie zmniejszył.

    Upadek Republiki coraz bliżej...

  • 01-02-2011 23:40:00

    Tak: jadę pociągiem; a bo co?

    Idę na pociąg. Po drodze przejście przez tory. Przejście blokuje rozsuwana bramka. Obok szerokie, wydeptane przejście. Podrapałem się w głowę. W tym momencie fotokomórka otworzyła mi bramę. Po co jest ta bramka i fotokomórka? Ktoś zamówił, bo kolej ma za dużo pieniędzy – i dostał 10% w łapę.

    Dalej: szlaban, blokujący legalne wejście na czynny peron, w ogóle nie przecinające torów. Cóż: ktoś zamówił – a ja muszę się schylić.

    Dworzec... Odpicowany na glanc. Same marmury. I kafejka: Francja-elegancja. Pusta, oczywiście.

    Dojeżdżam do Dęblina. Dworzec na picuś-glancuś. Marmury itd. Na dworcu „Sala informacyjna”. We środku tuzin komputerów. Pusta, oczywiście. Podobno rano, jak młodzież szkolna... A jest 15.ta.

    A pociągi? Jakie są pociągi, każdy widzi. Podobno PKP kupiła zegary kwarcowe i będzie podawać opóźnienia z dokładnością do 1/1000 sekundy.

    We wagonie jestem sam. Przyjemnie, przestronnie.

    Uwielbiam koleje.

    Ale nie jako podatnik.

    Podobna tendencja jest zresztą w USA. W Nowym Jorku byłem np. parę razy na słynnej Central Station. Marmurów tam nie widziałem – ale ruch ogromny, jak w naszej galerii handlowej. Jest tam WSZYSTKO. Z wyjątkiem pociągów. Ja w każdym razie nigdy ich na żadnym amerykańskim dworcu nie widziałem. Podobno gdzieś tam odjeżdżają – jako usprawiedliwienie dla istnienia tej galerii handlowej.

    W ogóle w USA pociąg widziałem dwa razy. Przez pół roku pobytu.

    Pociągami jeżdżą ludzie, którzy przypadkiem mieszkają koło stacji kolejowej – i maja pracę przy tej samej linii kolejowej. Jeśli, oczywiście, zdołają się o tym dowiedzieć.

    Prywaciarze swoje linie zamykali. Reżym nakazywał im (!) prowadzić przewozy pasażerskie – no, to brali się na sposób: na ogromnym dworcu była czynna JEDNA kasa biletowa – a na kasjerkę brano najbardziej leniwą Murzynkę, jaką udawało się znaleźć. To zresztą nie jest trudne.

    No to reżym upaństwowił to-to tworząc państwowy AMTRAK. Jak to działa? Nie wiem... Jako się rzekło :nigdy czymś takim w USA nie jeździłem.

    Ale to-to istnieje. A jakże.

    Tam też mają związki zawodowe kolejarzy – a kolejarze mają prawo głosu w wyborach...