Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63796 komentujących
37716 czytających
Konkurs
Magister PAFERE
PAFERE zaprasza do udziału w VI edycji konkursu Magister PAFERE
Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 28-04-2010 23:53:00

    Londyńskie City to nadal jeden z najpotężniejszych ośrodków finansów świata. Więc

     po spotkaniu z przyjemnością pogadałem z kilkoma z ponad setki Polaków, którzy w pocie czoła robią tu w pieniądzu.

    Mówiliśmy, rzecz jasna, dużo o sprawach Polski – konkretnie: o prywatyzacji PZU. Próbowałem uzyskać od nich odpowiedź na proste pytanie:

    Akcje PZU sprzedawane są dokładnie tak samo, jak samochody za średnio ciężkiej „komuny”: cenę ustala nie rynek, lecz jakiś urzędnik (na bodaj 312 zł od sztuki – „cena” nie ma zresztą znaczenia, chodzi o to, że ktoś, a nie rynek, ją ustalił). Zgłosiło się chętnych na sumę trzykrotnie przewyższającą podaż. I teraz Komitet Centralny.. pardon: sprzedający ustalają po uważaniu, ile komu sprzedadzą!!! Tak, jak za „komuny” rozdawali zasłużonym dla reżimu „talony” na samochody – i człowiek kupował samochód za 1/3 ceny rynkowej, jeździł trzy lata i jeszcze sprzedawał z zyskiem... za który kupował następny samochód...

    ...o ile zasłużył na kolejny talon, oczywiście.

    Jest rzeczą absolutnie pewną, że istnieje jakaś prawdziwa cena rynkowa – czyli taka, po której chętnych byłoby z definicji dokładnie tyle, ile akcyj do sprzedaży. I jest rzeczą praktycznie pewną, że byłaby wyższa od „ceny” narzuconej przez sprzedawcę (tu były rozbieżności: 340? 400 zł). Pytanie więc brzmi: dlaczego, u Boga Ojca, sprzedawca rezygnuje z dużych pieniędzy (jeśli sprzedajemy za 3,5 mld – to wedle dolnego szacunku z 350 mln zł) sprzedając poniżej ceny rynkowej?

    Jeden z rozmówców utrzymywał, że sprzedaż ciut-ciut poniżej ceny rynkowej ma pewien sens: by kupujący zarobili, co jest korzystne przy późniejszych sprzedażach. Ale, oczywiście, „trochę” - a nie o 350 mln – taniej.

    Więc: dlaczego?

    Odpowiedź narzucająca się brzmi: bo sprzedają urzędnicy państwowi poprzez „banki inwestycyjne” - i urzędnicy tych banków na którymś polu golfowym dają urzędnikom państwowym łapówkę – powiedzmy 3 mln – by zarobić 350 mln. Urzędnicy państwowi sprzedają nie swoje – więc co im tam?

    Teoria jest prosta jak budowa cepa – ma jednak zasadniczą wadę:

    sprzedającym 90% tych akcyj nie jest Skarb Państwa tylko prywatna firma „Eureko”!!

    By zrozumieć, dlaczego „Eureko” tak postępuje, raz jeszcze odwołam się do wydanej tuż po wojnie w paryskiej „Kulturze” książki p/t: „Rewolucja Managerów”. ŚP.Jakób Burnham, słynny trockista, postawił w niej tezę, że rewolucja komunistyczna nie nastąpi przez to, że „bohaterski zryw mas robotniczych pozbawi właścicieli zagrabionej przez nich własności” - jak utrzymują komuniści; rewolucja nastąpi po cichu, właściciele stopniowo utracą kontrolę nad swoimi firmami poprzez sprzedaż akcyj, a władzę przejmą niekontrolowani przez właścicieli managerowie.

    Nieboszczyk Burnham miał rację. Dokładnie to się istotnie dokonało. I ci managerowie mogą np. przeznaczyć z dochodu firmy 200 mln na wspieranie np. ruchów feministycznych – bo to nie ich pieniądze!

    Dokładnie tak, jak za komuny Władzuchna dysponowała pieniędzmi podatników.

    Otóż managerom f-my „Eureko” dokładnie tak samo nie zależy na wynikach firmy, jak urzędnikom Skarbu Państwa na dochodach Skarbu Państwa. Ważniejsze są dla nich stosunki z urzędnikami banków inwestycyjnych - powiedzmy jasno: przy wchodzeniu na giełdę całkowicie zbędnych; np. GOOGLE przy wchodzeniu na giełdę świetnie obył się bez nich!

    Gospodarka jest chora i marnotrawna, bo nie ma właściciela. „Właściciel” - to jest jeden facet (może być i kobieta, czemu nie?) który może w ciągu ułamka sekundy podjąć dowolną decyzje o swojej firmie – i ponosi za to pełną odpowiedzialność. Czyli: jak sprzeda o 350 mln taniej, to będzie o 350 mln uboższy. On, prywatnie.

    I wtedy nikt nie podejmowałby takich decyzyj, nie byłoby takich szwindli.

    Ja jeszcze raz podkreślam: wolność gospodarcza powinna być absolutna. Ale gwarantowane przez prawa Boskie i ludzkie wolności dotyczą LUDZI, a nie OSÓB PRAWNYCH!! „Osoba prawna” nie jest człowiekiem i żadne konstytucyjne prawa jej nie przysługują.

    W każdym razie: w Konstytucji Stanów Zjednoczonych nie ma na ten temat ani słowa...

     

  • 27-04-2010 22:18:00

    Kilka słów z Albionu

    Jestem w Londynie. Za tydzień (6 maj) wybory. Czytam „The London Evening Standard”. I co? Na drugiej stronie niewielki tekścik („Ekonomiści wykrywają czarne dziury w programach wszystkich partyj politycznych” - co specjalna rewelacją nie jest). I na stronach 8,9,10,i 11 o kilku sprawach wyborczych – w tonie spokojnym, bez faworyzowania żadnej partii.. Na 56 stron...

    W głowie się Polakowi nie mieści...

    Po wpisie: „Socjalista i marxista” obawialem się, że polecą na mnie gromy za obnażanie poglądówe śp.Lecha Kaczyńskiego – co jest pośrednio atakiem na Jego brata, Jarosława. Tymczasem {liwiusz78} napisał: „Czuję szykowanie gruntu pod poparcie dla J. Kaczyńskiego w II turze”.

    Hmmmm...

                                      Ogłoszenie:

    28 kwietnia JKM wystąpi w PRL ("Polish Radio London")  i udzieli tygodnikowi Cooltura  wywiadu, Następnie zapraszamy sympatyków z Londynu  do Tatra Restaurant przy 24 Goldhawk Road, Shepherds Bush, London W12 8DH, gdzie o godz. 18.00 JKM spotka się z członkami WiP, a o godz. 19.00 ze wszystkimi sympatykami. Spotkanie organizują: Angielsko-Polski Serwis Informacyjno-Kulturalny 'apsik.co.uk' - www.apsik.co.uk

      oraz  Dwutygodnik "Nowy Czas".

     

    29 kwietnia JKM spotka się ze swoimi sympatykami w Bostonie o godz.  18:00 w restauracji Janosik przy 45 West Street, Boston PE21 8QN
    30 kwietnia w Manchesterze o godz. 13:00 w BarCa Bar
    1 maja we Wrexham  o godz. 11:00 Hala Uniwersytetu
    2 maja w Hull o godz. 18  w restauracji Qchnia przy 226 Beverley Road, Hull HU5 1AH

    Spotkania organizuje portal <www.inforama.co.uk

    Popierające podpisy mogę tam odebrać osobiście!

  • 26-04-2010 23:50:00

    Tym razem nie było "Jak zwykle..."; proszę zajrzeć...

    Gdy ze strony PKW zniknęłó potwierdzenie zgłoszenia mojego Komitetu Wyborczego, wśród zbieraj,acej braci wybuchła mala panika. Chyba trzy godziny trwało, zanim ustalilismy przyczynę.... i już u Państwu ze zmęczenia zapomnialem.

    Przepraszam.

    Gdy ONET.pl podał, że zgłosiło się 13 kandydatów na prezydenta, niejaki {Midas250} napisał:

    http://wiadomosci.onet.pl/forum.html#forum:MSwxNSwxMSw2OTAzMDI2NCwxODEwNTM0NTAsODI5ODgzNywwLGZvcnVtMDAxLmpz

    To o 12 za dużo :); po co startują Ci o których normalnie nikt nie słyszał i nie mają szans na wygraną? Dla rozgłosu? Zaspokojenia własnych ambicji? Po co?

    Ja akurat nie należę do tych, o których nikt nie słyszał – ale chcę się za nimi ująć. Ustalenie, że startować mają tylko ci, o których „się słyszało” oznaczałoby oddanie pełnej władzy mediom. Jak kogoś nie pokażą w TV – to gość jest skończony.

    A może ludzie maja inne gusta niż dziennikarze? Jest jasne, że powinien być tylko jeden król – ale skoro bawimy się w tę idiotyczną d***krację, to trzeba być konsekwentnym!

    W rzeczywistości zgłosiło się 23 kandydatów na kandydatów, z czego sześciu nie zdobyło nawet tysiąca podpisów, a czterech (pp.Andrzej Olechowski, Bogdan Szpryngiel, Ludwik Wasiak i Franciszek Wójcik) muszą tylko to i owo uzupełnić – co zapewne zrobią. Ale czy zauważyli Państwo, że wśród całej 23.ki, która zamarzyła o prezydenturze, nie ma ani jednej kobiety?

    W końcu zebranie tysiąca podpisów nie jest chyba dla organizatorek rozmaitych femi-manif jakąś specjalną trudnością? Czyżby oceniły, że idea prezydentki nie znajdzie poparcia nawet u 100.000 ludzi?

    A może chodzi po prostu o to, że kandydatka na prezydenta musi mieć w ramach równouprawnienia ukończone 35 lat – a ogromna większość kobiet kończąc lat 25 postanawia, że już ani jednego więcej?

     

  • 25-04-2010 23:53:00

    Socjalista i marxista?

    Podobno śp.Lech Kaczyński nie lubił, gdy mówiono, że jest bardziej lewicowy od swojego brata; mawiał: „Nie – to tylko on jest bardziej prawicowy ode mnie”.

    I rzeczywiście jest. Jarosław Kaczyński, lider partii zwącej się ongiś „Porozumienie CENTRUM” ma poglądy centrowe – może nawet lekko prawicuje. Natomiast Jego brat, jak przystało na profesora prawa pracy, po prostu był socjalistą.

    Na tej stronie można znaleźć cytaty z Jego słynnej pracy doktorskiej:

    http://cleofas-wm.blog.onet.pl/Niejaki-doc-cytuje-marksizm-le,2,ID404901849,n

    Warto zauważyć, co łatwo poznać po stylu, że Lech Kaczyński bynajmniej nie „ozdabiał” tej pracy, by ja przepchać jako doktorat czy się komuś podlizać. Był to człowiek uczciwy, który myślał to, co pisał. On naprawdę w te bzdury wierzył.

    Nie ma rady: musimy przyjąć do wiadomości, ze socjalizm jest ideologia zaraźliwą. Zwłaszcza, gdy tłum, media i „naukawcy” zamiast się z marxizmu i socjalizmu śmiać, traktują jego tezy poważnie.

    Na szczęście brat mitygował trochę socjalne zapędy Pana Prezydenta...

    =========
    Do zbieraczy podpisów!

    Informacja o kandydowaniu z ramienia UPR są tu:
    http://www.upr.pl/
    Informacje o zbiórce podpisów są tu:
    http://partiawip.pl/sztab/
    Prowizoryczna lista koordynatorów znajduje się tutaj:
    http://partiawip.pl/koordynatorzy/

    UWAGA:
    Koordynatorzy służą wyłącznie do organizacji zbiórki podpisów. Można i należy przekazywać im zebrane podpisy - OSOBIŚCIE. Jeśli natomiast ktoś pozbierał podpisy i chce je wysłać pocztą, to wysyłanie ich do koordynatora nie ma sensu: w takim przypadku proszę je wysyłać priorytetem bezpośrednio na
    Sztab WiP, 03-831 Warszawa, ul.Podskarbińska 11A


    UWAGA: W przyszłym tygodniu będę w Anglii i Walii:

     

    28 kwietnia JKM wystąpi w PRL ("Polish Radio London")  i udzieli tygodnikowi Cooltura  wywiadu, Następnie zapraszamy sympatyków z Londynu  do Tatra Restaurant przy 24 Goldhawk Road, Shepherds Bush, London W12 8DH, gdzie o godz. 18.00 JKM spotka się z członkami WiP, a o godz. 19.00 ze wszystkimi sympatykami. Spotkanie organizują: Angielsko-Polski Serwis Informacyjno-Kulturalny 'apsik.co.uk' - www.apsik.co.uk  oraz  Dwutygodnik "Nowy Czas".

    29 kwietnia JKM spotka się ze swoimi sympatykami w Bostonie o godz.  18:00 w restauracji Janosik przy 45 West Street, Boston PE21 8QN
    30 kwietnia w Manchesterze o godz. 13:00 w BarCa Bar
    1 maja we Wrexham  o godz. 11:00 Hala Uniwersytetu
    2 maja w Hull o godz. 18  w restauracji Qchnia przy 226 Beverley Road, Hull HU5 1AH

    Spotkania organizuje portal <www.inforama.co.uk>

     - i podpisy mogę tam odebrać osobiście!

    W'obec licznych uwag, że ludzie nie mogą znaleźć potrzebnych informacyj, postaram się informacje o zbiórce podpisów zamieśćic na froncie głównej strony.

     

  • 24-04-2010 23:51:00

    Dziś bardzo krótko -

    - masa roboty, muszę robić "Najwyższy CZAS!", uzupelniać skład Komitetu Wyborczego (kilka osób wyjechało na weekend) a Sztab chce zgłosić KW w niedzielę.

    Natomiast podzielę sie z Państwem informacją, która otrzymałem: podobno rozłamowcy z UPR zbieraja podpisy in blanco. Wyjaśnienie jest chyba tylko jedno: zbierają 1000 podpisów dla "nieznanego jeszcze" kandydata PiSu - bo sam  PiS nie chce brudzić sobie rąk tym - wg. PKW nielegalnym, według mnie: dopuszczalnym - procederem. 

    Przypominam, że  PiS twierdzi, że kandydata wyłoni w poniedziałek - a zgłoszenie KW  tego kandydata musi zostac dokonane do godz. 16.15 w poniedziałek...

    =====

    PS. Co do kilku komentarzy:

    a) taka ocena, czy samochód nadaje się do wykorzystanie przez wojsko, jest rutynowa. Co prawda: nie wiem po co to robić, skoro dane taktyczne "NISSANa bojowego" można wyczytać z Sieci?

    Zwyczajna biurokracja. Nie sądzę, by świadczyło to o nadciągającej wojnie...

    b) zastanawianie się  nad tego typu hipotezami w sprawie przyczyn Katastrofy wysuwanymi przez poszczególnych bloggerów (http://tiny.pl/hgv8w ) jest bez sensu - to akurat się na pewno wyjaśni.  Przez moment zastanowiłem się tylko: rzeczywiście, gdzie podzieli się ci dziennikarze, którzy przedtem przylecieli "Jak"iem? I za chwilę: jak to, gdzie? Pojechali podstawionym autokarem do Katynia...

  • 23-04-2010 23:41:00

    Sami się pozamykamy?

    W książce śp.Eryka Blaira (ps.”Jerzy Orwell) „1984” występuje służalczy w'obec Anglo-Socu niesympatyczny sąsiad głównego bohatera. Ląduje jednak też w więzieniu – bo własne dzieci wyniuchały u niego jakieś nieprawomyślne materiały – i doniosły.

    P.Karol Dereszewski zwrócił uwagę, że niektórzy już dostrzegli, że zwiększona kontrola „obywateli” poprzez podsłuchhy i monitoring nic nie daje, bo... policja nie ma czasu, by przejrzeć i przesłuchać te taśmy.

    Ale ONI znaleźli na to sposób!

    http://technowinki.onet.pl/wiadomosci/internetowi-donosiciele,1,3212323,artykul.html

    To ochotnicy-internauci będą przegladali zapisy z kamer – i alarmowali w przypadku dostrzeżenia podejrzanych działań.

    To wszystko w porządku. Ale przecież ONI niewątpliwie rozszerzą tę metodę – i urządzą społeczne donoszenie na siebie! Oczywiście: w pierwszej kolejności donosić się będzie na niepoprawne politycznie wypowiedzi o rasach, homosiach, kobietach, feministkach, (tfu!) „gejach”, Żydach...

    A może nawet mandaty (a potem i wyroki więzienia!) też będzie się nakładało społecznie: przez głosowanie „społeczności internetowej”?

    Myślicie Państwo, że nie będzie chętnych?

     

     

  • 22-04-2010 23:47:00

    Nieporozumienie w sprawie Smoleńska Oraz KOMUNIKAT:

    [ w sprawie wyborów proszę zajrzeć na stronę: http://www.korwin-mikke.INFO ]

    Zauważyłem, że większość Komentatorów ma do mnie pretensje, że nie przychylam się do tezy, iż katastrofa Tu-154M była wynikiem zamachu – i to raczej przeprowadzonego przez jakieś „służby” rosyjskie. Ja w to nie wierzę – ale przyznaję, że takiej hipotezy odrzucić a limine nie można i pewne punkty należy wyjaśnić.

    Natomiast większość argumentów zwolenników zamachu nie trzyma się kupy. Np. powtarzana jest informacja, że autor gęsto cytowanego w Sieci filmiku został zadźgany. Otóż podejrzewanie, że zrobiły to jakieś „służby” jest niezbyt poważne – bo, po pierwsze, usunęliby faceta bardziej profesjonalnie – a po drugie: filmikowi to w niczym by nie zaszkodziło – natomiast wzbudziłoby większe nim zainteresowanie!

    To wszystko przy założeniu, że ten facet istotnie został zadźgany – bo każdy może taką „informację” zmyślić i powiesić w Sieci. (Podobno już sprostowane)

    Tak nawiasem interpretatorzy tego filmiku, bez wątpienia prawdziwego, każą nam wierzyć, że po katastrofie, w której ciała ludzi były porozrywane na kawałki nie do identyfikacji, trzy osoby przeżyły i... zostały zastrzelone!! Ludzi przy wraku istotnie widać – ale są to oczywiście albo ratownicy, albo ciekawscy. Słychać coś, co najprawdopodobniej było wystrzałami – ale jeśli to były strzały, to najpewniej dla odstraszenia hien, które (niestety!) pojawiają się po każdym prawie wypadku. Cytuję za „WPROST”: „13-I1995 w katastrofie samolotu „Intercontinental” zginęło 51 osób. Przeżyła tylko dziewięcioletnia Eryka Delgado, którą matka chwilę przed śmiercią wypchnęła z samolotu. Eryka opowiadała, że zanim została przewieziona do szpitala, ktoś do niej podszedł, ale nie udzielił jej pomocy, lecz jedynie zerwał z szyi naszyjnik i uciekł”. Cała masa hien (przepraszam, niedługo wybory, więc cofam te słowa: nie „hien”, lecz „świadomych wyborców”) pojawiła się na miejscu słynnej katastrofy w Lesie Kabackim w Warszawie...

    Nadal czekamy na opublikowanie ostatnich minut zapisu „czarnej skrzynki” TU-154M.

    Dopóki nie będzie nowych danych nie będę już o tym pisał – bo po co?

    A nieporozumienie polega na tym, że zostałem z kolei zaatakowany za to, że popieram spiskową wizję katastrofy. W tygodniku „Najwyższy CZAS!”. Nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś mógł się był dopatrzyć popierania tej hipotezy w moim felietonie zaczynającym się tak:

    Te twarze! Te łzy...

    W powieściach p.Waldemara Łysiaka twardzi KaGieBiści płaczą nad losem dzieci. W życiu jednak nie widziałem tylu łez, jakie tajni współpracownicy i oficerowie bezpieki oddelegowani na front ideologiczny na odcinku „telewizja” wylewali po śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej, śp.Lecha Kaczyńskiego. Można by sądzić, że zawalił im się właśnie cały świat.

    Intensywność tych - wykonywanych na komendę – łkań była tak wielka, że człowiek widząc te załgane cyniczne gęby zalane łzami zaczynał się odruchowo zastanawiać, czy to jednak nie oni sami zmajstrowali tę katastrofę. To, oczywiście, nieprawdopodobne – ale jednak możliwe. Jakieś sprytne urządzenie, które w momencie wypuszczenia klap lub podwozia coś tam blokuje w sterach? Pomoc Rosjan, którzy jakimś elektronicznym gadgetem zakłócili wskazania wysokościomierzy?

    Powtarzam: normalnie bym takich hipotez poważnie nie rozpatrywał. To tylko te łzy...

    To są twardzi ludzie. Zdyscyplinowani mężczyźni nie płaczą – chyba, że na rozkaz. Jak był rozkaz, by płakać – to się płacze. To jasne. (...)

    Dopiero wziąwszy do ręki „Najwyższy CZAS!” zrozumiałem co się stało...

    Ja w w zamach nie wierzę – ale rozsądnych argumentów chętnie słucham. Gdy więc przysłano mi artykuł

    http://www.niezalezna.pl/article/show/id/33083

    (z „USA Todayhttp://www.niezalezna.pl/article/show/id/33083 )

    przesłałem go do PT Redakcji NCzas!-u z tekstem: „Od JKM. Załączam coś, co otrzymałem”. A Redakcja... wydrukowała to, podpisując moim nazwiskiem!

    Więc wyjaśniam: TO NIE JA!

    A tak w ogóle to i ludzie rozsądni zaczęli podsumowywać to zdarzenie, i zadanie o triangulacji kuli rozwiązał {kalodont} (a potem i inni), i o śp.Piotrze de Fermat Państwo pogadali rozsądnie (tak, istotnie: istnieje możliwość, że „zaiste zadziwiający dowód”, który mignął w głowie Frermatowi był błędny – ale w takim razie skąd by Mu przyszło do głowy takie twierdzenie? Niesłychanie mało prawdopodobne – bo np. pełnych sześcianów na osi liczbowej trochę jednak jest (:)) a twierdzenie mówi, że suma żadnej pary sześcianów nie „trafia” w pełny sześcian – i to samo dla nieskończonej ilości innych potęg!!!

    Mało prawdopodobne – a jednak: prawdziwe.

    To tyle. Aha: na wyrazy uznania i podziękowanie zasłużył {Lexus} - za stronę: http://www.korwin-mikke.INFO

    Inna sprawa, że nie rozumiem instrukcji kroku 2 PowiadomZnajomych – ani nie jestem w stanie przeczytać liter kodu zabezpieczającego!

    =====

    KOMUNIKATY:

    V-BLOGu dziś nie ma (jutro prawdopodobnie będzie) - ale warszawiacy mogą mnie obejrzeć na żywo w panelu n/t  "Czy należy wspierać rozwój obszarów na peryferiach kraju?" -  na SGH (Al.Niepodległości róg Rakowieckiej, bud. główny) piątek, 23-IV, g.11.20-13.20

    • Dziękuję wszystkim, którzy zbierają podpisy. dzięki nim najprawdopodobniej w piatek zarejestrujemy Komitet Wyborczy JKM. Ale to dopiero 1% potrzebnych podpisów.

    Na prośbę poszczególnych komitetów zbieraczy będę tu podawał miejsca, gdzie zbierane są podpisy. Na początek:

    W Jeleniej Górze punkt zbierania podpisów znajduje się w:
    Jelenia Góra-Cieplice, Pl.Piastowski 30 przy dobrych warunkach atmosferycznych (na deptaku przy wejściu do Parku). Osoby, które nie mają możliwości dotrzeć do punktu mogą się również kontaktować z p.Arturem Lisińskim tel. 794-065-377.

  • 21-04-2010 23:56:00

    Jeszcze o Smoleńsku, spiskach – i Fermacie; oraz INFORMACJA WYBORCZA

    Z przyjemnością zauważam, że poziom komentarzy trzyma wysokość; co nie znaczy, że są słuszne.

    Przede wszystkim co do śp.Piotra Fermata. Ten człowiek odkrył i udowodnił kilka ważnych twierdzeń matematycznych. Dowodu jednego z nich nie chciało Mu się zapisać, bo nie mieścił się na marginesie czytanej właśnie książki. Wyśmiewanie się: „Mój dziadek przed Einsteinem sformułował Teorię Względności – tylko nie zapisał...” byłoby sensowne – gdyby te zapiski dziadka istniały. Tymczasem Twierdzenie Fermata zostało przezeń precyzyjnie zapisane – i, co więcej: przez 200 lat nikt nie znalazł dowodu, że jest niesłuszne, natomiast ostatnio ktoś wypichcił monstrualnie długi dowód – podobno poprawny – dowodzący, że jest prawdziwe. Fermat pisząc, że odkrył nowe twierdzenie i „znalazł jego zaiste zadziwiający dowód” na pewno ten dowód wymyślił – bo niby dlaczego miałby kłamać? By się skompromitować, gdy ktoś za rok znajdzie kontrprzykład?

    A w ogóle to gdyby nie miał w głowie idei dowodu, nie pomyślałby o takim twierdzeniu! Ja je podam, bo jest proste: na marginesie książki obok słów: „”Kwadrat można rozłożyć na sumę dwóch kwadratów” (np. 52 = 42 + 32 ) Fermat dopisał: … „Natomiast żaden sześcian nie daje się rozłożyć na sumę dwóch sześcianów – i w ogóle żadna potęga wyższego stopnia nie daje się rozłożyć na sumę dwóch potęg tego samego stopnia; znalazłem ...” itd.

    A teraz podam prościutki przykład z innej dziedziny: triangulujemy kulę – czyli (jak to robią mierniczy na Ziemi) dzielimy jej powierzchnię na trójkąty (trzy punkty połączone liniami – mogą być krzywe) – ale tak, że żaden wierzchołek żadnego trójkąta nie leży sobie gdzieś na boku innego: wierzchołek musi trafiać w wierzchołek.

    Udowodnić, że liczba trójkątów jest zawsze parzysta.

    Proszę mi wierzyć: znam zaiste zadziwiający dowód tego interesującego twierdzenia (zmieściłby się na marginesie książki...). Gdyby było nieprawdziwe, to jutro ktoś by mi pokazał kulę pokrytą nieparzystą liczbą trójkątów. Skoro twierdzę, że liczba zawsze będzie parzysta – i nikt nie podaje kontrprzykładów – to chyba ZNACZY, że znam dowód?!?

    =====

    Co do przyczyn Katastrofy: zdumiewa mnie, że praktycznie wszyscy wietrzący w tym zamach podejrzewają o to Rosjan, a nie „polskie” służby specjalne - którym po pierwsze o wiele łatwiej byłoby to zrobić i (po drugie) miałyby o wiele poważniejszy powód. Bo jaką korzyść odnieśli Rosjanie? Scementowali naród polski, obudzili podejrzliwość w stosunku do siebie, wzmocnili PiS (który teraz może wygrać wybory) a gdyby na pokładzie był Jarosław Kaczyński, to PiS wpadłby w ręce p.Zbigniewa Ziobry - i dopiero by mieli!

    Oczywiście mógłby to zrobić jakiś zawzięty głupol w stylu p.kpt.,Grzegorza Piotrowskiego - tylko: jak? Czytam nawet pomysły, że Rosjanie zrobili sztuczną mgłę (!!!! - już widzę to przywożenie i montowanie urządzeń – a potem demontaż, zanim przylecą jacyś świadkowie...). Już bardziej prawdopodobne jest wpływanie na wskaźniki – ale, biorąc pod uwagę, że kierunek nalotu samolotu nie mógłby być poprzedniego dnia znany, urządzenie to musiałoby piochłaniac masę energii elektrycznej. Zresztą: to by działało tylko wtedy, gdyby pilot nie widział ziemi.A kto mógł wiedzieć, że będzie mgła?

    Niektórzy Komentatorzy ironizują: „ z pewnością JEST PAN EXPERTEM W TEJ DZIEDZINIE i wie Pan najlepiej czego należało tam szukać”. Nie, proszę Pana. Nie wiem, czego szukać – ale wiem, że jeśli coś było, to się nie zdematerializowało. Tak: znam teorię o dźwigni zrobionej z lodu, który się potem roztrzaskał i rozpuścił - ale...

    W tym wszystkim zdumiewa jedno, co podkreśla p.Wiktor Suworow, a przytacza słusznie {sverige}: dlaczego ani Polacy, ani Rosjanie nie zaprosili do komisji - ekspertów z zewnątrz? Jakiegoś Szwajcara, Amerykanina i Japończyka – na przykład? Właśnie po to, by uniknąć podejrzeń.Jesli zrobiła to jedna strona, to druga powinna tego chcieć! 

    Czyżby więc to była wspólna robota? Bo tylko wtedy żadna ze stron nie miałaby interesu, by dopuścić ludzi z zewnątrz. Wtedy nagłe spotkanie pp.Donalda Tuska i Włodzimierza Putina nabrałoby zupełnie innego charakteru...

    To by też tłumaczyło, dlaczego nie ujawnia się zapisów z tej „Czarnej Skrzynki” która notowała głosy. Głosy się trudno fałszuje...

    Jednak, zwracam uwagę, wyjaśnić ten brak zaproszenia można prosto: i Polacy i Rosjanie hipotezę o zamachu uznali w świetle okoliczności za tak bezsensowną, że im do głowy nie przyszło, że ktoś może coś podejrzewać!

    Reasumując: w zamach nie wierzę, nie obstawiłbym za tą hipotezą 100 zł przeciwko 10.000 – ale zgadzam się, że taka możliwość istnieje. I należy starać się taką hipotezę przebadać.

    Jeszcze jedno. Ja słyszę w tym filmiku: „Ni ch**a tiebie!”. Dwóch ludzi słyszy: „Ni ch**a siebie” w sensie: „Niczego sobie...”. Może mają rację – ale takim tonem nie mówi się: „Ja pie***lę!”.

    Mogę się, oczywiście, mylić.

    =====

    Teraz ważna informacja wyborcza:

    Bardzo wiele osób zbiera podpisy, jeszcze więcej by chciało - a każdy, kto zbiera, chciałby robić to jak najlepiej i jak najsprawniej. By zebrany podpis był użyteczny musi trafić do sztabu najpóźniej 5 maja – liczy się każda minuta. Reżymowa poczta działa, jak działa – a jest kontrolowana przez spec-służby. Musimy stworzyć własną sieć przesyłania list.

    Sztab WiP koordynuje akcję. Musimy więc wiedzieć: gdzie zbieramy, w jakiej ilości - i kto w danym rejonie może zebrać podpisy od osób ze swojego miasta bądź jego części i wysłać je przed 5-V do centrali bezpieczną przesyłką.

    Dlatego prosimy każdego, kto jeszcze tego nie zrobił, o e-mail na adres:

    [email protected]

    podając:

    imię, nazwisko, miejsce zamieszkania

    Zdolność lub chęć bycia koordynatorem w swoim mieście.

    Telefon kontaktowy.

    To da sztabowi możliwość koordynacji działań na poziomie kraju i miasta oraz informowania każdego na bieżąco – co wydatnie zwiększy szanse sukcesu.

    Więcej informacji na stronie http://partiawip.pl/sztab/

    Listy do pobrania są też tutaj:

    http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?25,21713,22205,page=4#msg-22205

     Kto uzbiera podpisy do 27-IV i nie znajdzie w okolicy ko-ordynatora Sztabu może zaryzykować wysłanie ich pocztą na adres:

    Sztab Wyborczy Janusza Korwin-Mikkego

    03-831 Warszawa, ul.Podskarbińska 11a – priorytetem, jeśli łaska...

     

  • 20-04-2010 23:55:00

    Katastrofa nad Smoleńskiem: spisek – czy przypadek?

    O tym pisałem w kilku miejscach. W „TeMI” tak:

    W to, że katastrofa Tu-154M nad Smoleńskiem była wynikiem zamachu – nie wierzę. Nie dlatego, że jest to technicznie niemożliwe – bo możliwe jest. I to na dwa sposoby: zamontowanie w Warszawie (przez ludzi z b.WSI) urządzenia, które po np. wypuszczeniu podwozia blokowałoby np. lotki – albo elektroniczne zakłócenie sygnału wysokości samolotu – wtedy przez Rosjan, oczywiście.

    Ja w to nie wierzę nie dlatego, bym oceniał b.WSI i b.KGB jako służby pełne ludzi o chrześcijańskiej etyce, niezdolnych do takiego czynu – ale po prostu wyobrażam sobie, co by się stało, gdyby coś takiego wyszło na jaw.

    W szczególności przy hipotezie drugiej, czyli „śladzie rosyjskim”. Już za czasów Leonida Breżniewa wysocy funkcjonariusze KGB uciekali na zachód i zdradzali tam rozmaite tajemnice. O takim czymś musiałoby wiedzieć kilkanaście osób. Każda z nich, gdyby zwiała na Zachód i zdradziła sprawę mogłaby liczyć na co najmniej $5 milionów i program ochrony świadka. A skutki wyjścia czegoś takiego na jaw byłyby porażające i katastrofalne dla Federacji Rosyjskiej, a na pewno dla jej aktualnej administracji.

    Więc w to nie wierzę.

    Trochę bardziej prawdopodobny jest „ślad polski”. To mogłaby teoretycznie zrobić jedna osoba – o odpowiedniej wiedzy i kwalifikacjach. Jednak wtedy zostałby wśród szczątków maszyny jakiś ślad takiego urządzenia....

    Tak więc: absolutnie nie wierzę – ale... poczekajmy na efekty prac komisji. Słyszałem w polskiej TV JE Donalda Tuska, że zawartość „czarnych skrzynek” zostanie podana do publicznej wiadomości. Otóż: w tej sytuacji trzeba je opublikować – choćby zawierały elementy drastyczne i kompromitujące (? Jakie??).

    W takiej sprawie nie powinien pozostać cień wątpliwości”.

    Tu jeszcze wyjasnię.  Słowa: „Ni ch*ja tiebie!” na tym filmiku wypowiada niewątpliwie właściciel kamerki do funkcjonariusza, który chciał mu ją odebrać...

    Nie wierzę też w to, co podaje {księciu}: „Autor filmu, który zepewne już wszyscy widzieli, Andrzej Mendierej , któremu wbito nóż w okolicach Kijowa 15-IV-2010 roku został przewieziony w tragicznym stanie do szpitala w Kijowie , gdzie 16 kwietnia dwóch nieznanych ludzi odłączyło mu respirator. I po raz kolejny wbito mu 3 razy nóż. Mendierej zmarł o 15.03 czasu moskiewskiego 16 kwietnia 2010 roku. Ale oczywiście jest to przypadek wg ROSYJSKIEGO RZĄDU”. Nie wierzę dlatego, że gdyby to robiło FSB czy dowolna służba zdolna do przeprowadzenia takiej operacji, to nie wbijałoby noża, tylko facet by zniknął i śladu by po nim nie zostało, a już na pewno nie trafiłby do szpitala – pomijam to, że nie chodziłby zdrowy między 10.tym, a 15.tym IV.

    W Sieć można wpisać dowolną bujdę – a zaraz setka ludzi ją powieli... Tak, jak istnieją „fakty medialne”, tak istnieją i „fakty sieciowe”.

    Gdyby to była prawda... o, to by był niemal dowód na „rosyjski ślad”!

    Aha: znalazłem chyba pierwowzór tej informacji:

    „Он был убит Фильм, который уже zepewne каждый...”. Autor tego rzekomo rosyjskiego doniesienia nie znał dobrze rosyjskiego, więc wstawił słowo... polskie. Być może zrobił to Ukrainiec – bo twierdził, że ów „Andrzej Mendierej” został zamordowany nie w Kijowie, lecz w Mińsku.

    Widziałem kiedyś przeróbkę banknotu 1-dolarowego na 100-dolarowy: fałszerz zamiast "ONE” wstawił „STO” - i... zdołał ten banknot puścić w obieg!

    Tu chyba jest to samo.

    =====

    Przechodząc do problemu symulacji. Nauka rozwija się tak: bierzemy dane wyjściowe, stawiamy hipotezę, symulujemy proces, potem porównujemy to, co zaszło w rzeczywistości z tym, co przewidział model matematyczny. Symulacja służy weryfikacji modelu! Sprawdzeniu teorii. I tylko temu.

    Nikt natomiast nie zakładał (jak to mam miejsce dziś – i z czym walczę), że skoro symulacja dała jakiś wynik, to właśnie jest tak, jak mówi symulator!!!!

    Oczywiście można zakładać, że skoro sto razy efekt symulacji był zgodny z rzeczywistym, to i sto pierwszy raz też będzie. Cóż: gdy klient podchodzi do kasjera i sięga do kieszeni to z symulacji wynika, że będzie to książeczka czekowa. Ale jeśli na tej podstawie zapewnimy kasjera, że tak będzie, to może się on naciąć – bo tym razem może to być pistolet.

    Co do pyłów... Rozumowanie: „Pyły muszą opadać - bo gdyby nie opadały, a wiatry podnosiłyby z ziemi nowe pyłu, to po jakimś czasie atmosfera składałaby się z samych pyłów” jest oczywiście bezbłędne – i typowe dla cybernetyków. My nie widzimy sensu w prowadzeniu jakichkolwiek badań, zatrudnianiu ekspertów, mierzeniu czy te pyły opadają – bo to rozumowanie dowodzi, że opadać muszą. Kropka. Nie musimy wiedzieć, z czego się pyl składa, jaki ma ciężar właściwy, ile go jest... Po co?

    Jest takie zadanie: z miasta A do miasta B wyjeżdża pociąg jadący 40 km/h; z B do A wyjeżdża w tej samej chwili drugi pociąg – z szybkością 60 km/h. Tory od A do B to prosta linia o długości 1000 km. Jednocześnie z B do A wylatuje samolot, leci tak długo, aż spotka pociąg z miasta A; wtedy zawraca (zakładamy, że robi to momentalnie) i leci tak długo aż spotka pociąg z B, zawraca... i tak sobie wahadłowo lata z szybkością 500 km/h aż do momentu, gdy pociągi się spotkają. Ile kilometrów przeleci samolot?

    Każdy matematyk łatwo skonstruuje wzór pokazujący kolejne spotkania samolotu z pociągiem, skonstruuje odpowiedni szereg i policzy jego granicę. Jednak rozwiązanie jest prostsze. Pociągi spotkają się po 10 godzinach, więc samolot przeleci 5000 km. Dziecko z trzeciej klasy może to zadanie rozwiązać. Nawet łatwiej – bo do głowy mu nie przyjdzie liczenie granicy szeregu...

    Nasza cywilizacja cierpi na nadmiar wiedzy. Używamy potężnych narzędzi – zamiast wpadać na pomysły. Np. słynne Twierdzenie Fermata zostało ponoć udowodnione – ale dowód liczy kilkaset stron i bez komputera nikt go nie rozumie. Tymczasem śp.Piotr Fermat znalazł dowód, który zmieściłby się na kartce papieru – ale nie na marginesie książki, która czytał... i nie chciało Mu się wstać. Do dziś tego prostego dowodu nikt nie znalazł...

    Ale skoro ci eksperci już są i robili jakieś badania, a z nich wynikło, że ten pył się gdzieś tam unosi przez jakiś czas – to trzeba zadać pytanie: »...i samoloty jakoś się przez warstwę tego „aerozolu” przebijają?«

    Dziękuję. Koniec dyskusji.

    Reszta poruszanych przez PT Komentatorów tematów – jutro. Albo jeszcze później.

  • 19-04-2010 23:53:00

    Symulacje, katastrofa nad Smoleńskiem, pył nad Europą – i ekonomia.

    Czego tempersaturę pokazuje termometr zawieszony w próżni?

    Naiwne dzieci wołają tu od razu: „Temperaturę próżni!” My natomiast wiemy, że tym, co on pokazuje, jest temperatura termometru.

    Chyba wszyscy widzieli umieszczona w Sieci, a także pokazywana w licznych TV, symulacje ostatnich sekund lotu Tu-154M wiozącego polskich polityków do Katynia. I natychmiast – potęga słowa oglądanego – rodzi się myśl: „Aha – więc to wyglądało!”

    W rzeczywistości symulacja lotu Tu-154M nie ma żadnego związku bezpośredniego z Tu-154M.

    Więc w takim razie CO jest symulowane?

    Odpowiedź brzmi: stan umysłu twórcy symulacji.

    Oczywiście: jest pewien związek, czasem bardzo ścisły, symulacji z rzeczywistością – bo twórca symulacji stara się wymodelować w swojej głowie – rzeczywistość. Jest to jednak związek pośredni. Tak może być – ale nie musi.

    Tymczasem ludzki umysł ma to do siebie, że po zobaczeniu takiej wizualizacji zaczynamy traktować hipotezę, którą wymodelował twórca, jako znacznie bardziej prawdopodobną!

    Jest to oczywisty błąd.

    Uświadomienie sobie tego wyjaśnia, czemu modele ekonomiczne tak źle przewidują rzeczywistość. Dlatego, że jedne są układane wg teorii np. Keyn'sa, a drugie wg teorii np. Friedmana. W związku z czym modelują one nie procesy ekonomiczne, tylko procesy umysłowe twórców tych teoryj.

    Tymczasem ludzie karmią komputery w rozmaitych ośrodkach rządowych czy naukowych ogromną liczba danych, komputery to wszystko przetwarzają – po czym pokazują np. jakie będą dochody budżetu po wprowadzeniu podatku np. liniowego.

    No, i jednym wychodzi, że się zwiększą, a drugim, że się zmniejszą.

    I nie ma się co temu dziwić. Symulacje są dla umysłów średniego szczebla: pozwalają im, korzystając z tego, co w umysłach stworzyli Wielcy Ludzie – przewidzieć przyszłość.

    Natomiast Wielcy Ludzie nie potrzebują symulacji...

    Wielcy Ludzie są twórczy. Symulacja to proces odtwórczy.

    O czym dobrze jest pamiętać.

    =====

    PS. Do poprzedniego wpisu pojawiło się mnóstwo ciekawych komentarzy; {zbych} napisał:

    Niestety, panie Januszu, znowu nie ma Pan racji w kwestiach związanych z fizyką. O aerozolu pustynnym można poczytać na ten przykład tu:

    http://www.igf.fuw.edu.pl/pomiary/index.html

    Akurat w tej dziedzinie mamy w Polsce bardzo przyzwoitych specjalistów.

    A jeśli chodzi o to, jak nauczyć ziarenka piasku latać, to proszę sobie wziąć ziemię z doniczki, osuszyć, położyć na kartce papieru, a potem dmuchnąć nań z rury odkurzacza podłączonej na wydechu i zobaczyć, co się stanie.

    Co do rozmiarów ziarenek piasku, to półmilimetrowe ziarenka łapią się już na kategorię "coarse sand", więc nie jest to "choćby". Niemniej jednak, jak Panu doskonale wiadomo, rozmiar ziarenek fruwających w powietrzu opisany jest odpowiednim rozkładem statystycznym, odpowiednio silny wiaterek poderwie nawet Pana, a nawet Pana i Pańskie auto, jak również Pański dach.

    Jeżeli Pan wyskoczy na spadochronie do dużego cumulusa, to ma Pan szansę nie spaść przez dość długi czas.

    Poza wszystkim, rozmiar liniowy nie powinien być przedmiotem kontrowersji - proszę spalić kartę papieru i dmuchnąć w popiół - zobaczy Pan, jak długie elementy będą sobie spokojnie latać przez dłuższy czas.

    Politycy i dziennikarze będą zawsze gadać bzdury, ale Panu to doprawdy nie wypada.

    Globalne Ocieplenie jest faktem doświadczalnym, natomiast jego konsekwencje i posunięcia decydentów to zupełnie inna historia.

    Co do zakazu lotów, to sprawa jest zupełnie jasna - należy pozwolić zagłosować liniom lotniczym ich własnymi pieniędzmi”.

    Ostatnie zdanie jest w 100%-ach słuszne. Poprzednie wywody: nie.
    Jest, oczywiście prawdą, że odpowiednio silny wiatr itd. - i jest prawdą, że mogę w cumulusie długo wisieć na spadochronie. Jednak Prawo Powszechnego Ciążenia działa. W stosunku do wstępującego prądu powietrza będę opadał – a ponieważ prądów wstępujących i zstępujących jest mniej-więcej tyle samo, to w końcu wyląduję na ziemi. Po burzy piaskowej na pustyni w ciągu parunastu sekund opada piasek, a w ciągu parunastu minut – i pył.

    Spopielony papier, gdy traci temperaturę, dość szybko opada. Nawet najmniejsza drobina pyłu coś waży – więc opada...

    Oczywiście: wielkość cząstek jest zmienną statystyczną – i trafiają się zapewne „cząstki pyłu” składające się z jednej drobiny chemicznej. Takie mogą latać bardzo długo – i dolecieć nawet nad Antarktydę, a być może (sic!) i na Marsa – ale też nikomu nie przeszkadzają. Przy czym: ruchy Browna są chaotyczne – ale statystycznie cząstki piasku przemieszczają się jednak częściej w dół. W przeciwnym razie nad pustynią – i w ogóle nad ziemią – cały czas unosiłyby się chmary pyłu. Co więcej: gdyby cząstki pyłu nie opadały, tylko unosiły się jako „aerozol”, to – wskutek tego, że kolejna burza unosi nowe chmary cząstek – po jakimś czasie atmosfera składałaby się z samego piasku.

    Co, jak wiemy, nie jest prawdą.

    Wreszcie co do GLOBCIa: czy jest ono faktem doświadczalnym czy hipotezą zależy od tego, jak zdefiniujemy GLOBCIo!!

    Nie będę robił wykładu: jest Pan wysoce inteligentnym człowiekiem – więc niech Pan sam najpierw postara się skonstruować definicję GLOBCIa, by dopiero potem skonstruować metody weryfikacji tezy, że jest ono „faktem doświadczalnym”. Czy np. jeden ciepły rok jest dowodem na istnienie GLOBCIa? A sto lat ciepłych pod rząd? A siedem?

    Serdecznie pozdrawiam.

    =====

    A teraz powtórzona prośba.

    Prośba jest taka. P.o. Prezydenta Marszałek Sejmu ogłosi termin wyborów 21-IV - na 20-VI.

    Bardzo mało czasu na zebranie podpisów.

    Nie wolno ich zbierać, zanim termin wyborów nie zostanie oficjalnie ogłoszony - czyli do środy. Ale można się do tego zbierania przygotowywać.

    Pod adresem:

    http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?25,21713,21713#msg-21713

    znajduje się formularz, który można pobrać i wydrukować. Jeśli ktoś ma takie możliwości: w tuzinie egzemplarzy, rozdać tuzinowi znajomych – i tylko ponaglać, by zbierali.

    Samemu też zbierając - oczywiście: od 21-IV...

    Czasu jest BARDZO mało. Ale Sieć - to potęga. A w Internecie MY jesteśmy potęgą. Udowodnijcie Państwo, że potraficie dokonać tego, co w realu jest prawie niemożliwe.

    Wybory jeszcze nie są ogłoszone, nie zamieszczam więc jeszcze żadnych manifestów wyborczych. Proszę jednak o przyszykowanie się do tej zbiórki. Gdyby udało mi się zostać jednym z trzech czy czterech kandydatów – byłaby szansa przedstawić Polakom alternatywę dla obecnego ustroju.

    Gdyby ktoś chciał się zgłosić z propozycjami innego rodzaju pomocy – to podaję adres:

    [email protected]

    Z góry dziękuję. W imieniu Sprawy Wolności.

    Janusz Korwin-Mikke

  • 18-04-2010 23:48:00

    Pył i GLOBCIo

    Właśnie zastanawiałem się, czy „mędrcy” w Brukseli ustala, ze ten pył z Islandii spowoduje dalsze ocieplenie czy może oziębienie – i doszedłem do wniosku, że idzie wiosna, więc jednak ocieplenie – gdy przeczytałem przezabawne komentarze:

    Może trochę nie na temat, ale w sumie też o naturze.

    Z tego co pamiętam z wykładu jakiegoś naukowca, jeden porządny wybuch wulkanu generuje do atmosfery więcej CO2 niż cała ludzkość przez cały okres swojego istnienia. Powiedzmy, że to nie był porządny, więc niech będzie, że ten wygenerował tyle co ludzkość przez 20 lat.

    W związku z tym mam pytanie ile Islandia będzie musiała zapłacić na nademisję CO2 do atmosfery? Bo jakoś nie wydaje mi się żeby mieli przydzielony tak duży limit.

    {Maciej} 2010-04-18 17:09:58

    … i znowu ekologicy mają w plecy :-) no nie ominie nas to globalne ocieplenie - a niech to!

    {Martinus} 2010-04-18 17:44:12

    Albo czegoś nie zrozumiałeś, albo p. profesor mocno przesadził. Wulkanizm produkuje średnio około 0.1% całej emisji dwutlenku węgla do atmosfery (źródła podają do 250 mln ton rocznie).

    {JMP} 2010-04-18 18:26:51

    Przecież tu nie idzie o średnią tylko o jeden wybuch na maleńkiej Islandii.

    {krzekaro} 2010-04-18 21:57:57

    No ale co roku różne wulkany na całym świecie wybuchają. Idzie mi o to, że niemożliwe by średnia była 100 razy niższa od rocznej "antropogennej" produkcji, gdyby jeden wybuch mógł wyrzucić dużo więcej niż ona cała.

    A poza tym: pył w atmosferze akurat obniża globalną temperaturę, do tego jak samoloty nie latają to też CO2 nie produkują - więc Islandia powinna chyba od ekologów wręcz premię dostać :)

    {JMP} 2010-04-18 22:49:05

    Bardzo możliwe, tylko ktoś musiałby to bardzo skrupulatnie policzyć. Ja nie znam żadnych liczb, tylko wydawało mi się że twojemu przedmówcy chodziło o coś innego.

    {krzekaro} 2010-04-18 22:58:30

    Otóż trzeba dla wyjaśnienia zauważyć, że czym innym jest działalność wulkanów, z których wydobywa się strużka gazu – a czym innym wybuch np. Krakatau, który był (a) potężny i (b) trwał długo. Są to liczby o parę rzędów większe.

    Co będzie z wulkanami na Islandii? Nie wiemy. Może za dwa dni ucichną – a może będą działać pięć lat, a może będzie jeden porządny wybuch? Nie znam się na tym.

    Natomiast wydzielony pył jest konkretem. Niewielkim – ale konkretem. Nie spowoduje ani znaczącego zwiększenia ani zmniejszenia temperatury. Moje pytanie jednak brzmi: „Jakoś, choćby minimalnie, podziała. W którą stronę?”

    Uczeni przynajmniej TO powinni wiedzieć...

    Aha: o wpływie pyłu na samoloty - na blogu...

  • 17-04-2010 23:51:00

    Konserwator, konserwatysta i żubry – czyli: jak uczeni konserwatorzy dbają o zwierzynę?

    Konserwatorzy przyrody podobno dbają o zagrożone gatunki. Ha – znamy już co najmniej jeden gatunek zagrożony przez konserwatorów. Konserwatorzy radzą go... zjeść!

    W Polsce żyje około 1100 żubrów. Oraz ok. 40 bizonów. Żubr od bizona nie różni się niczym szczególnym – w każdym razie: znacznie mniej, niż chart różni się od wyżła, a kot syjamski od dachowca pospolitego. Bizon z żubrem krzyżują się w obie strony – co oznacza, że jest to po prostu jeden i ten sam gatunek. Trudno się zresztą dziwić, że się krzyżują, bo po wojnie populacja żubrów zostało odrodzona przy pomocy... bizonów.

    W tygodniku „ANGORA”, w którym co tydzień zresztą pisuję, przeczytałem wywiad p.red.Ewy Różyckiej z p.prof.Wandą Olechową (ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego), główną koordynatorką hodowli żubrów w Polsce. Dowiedziałem się z niego, że np. można wziąć sobie (za stosownym zezwoleniem!) żubry do hodowania – ale trzeba za nie zapłacić – przy czym żubr (ani jego ewentualne potomstwo) nie staje się własnością hodowcy(!!):

     Prywatny hodowca nie może być właścicielem żubra. Jest to zwierzę chronione, którego jedynym właścicielem jest Skarb Państwa. Mając pozytywną opinię Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, hodowca uzyskuje jedynie pozwolenie na opiekę nad żubrem, która – jeżeli spełnione są wszelkie wymogi – zazwyczaj trwa aż do śmierci zwierzęcia. Opłata za taką opiekę, która jest rodzajem dzierżawy, jednorazowo wynosi od 4 do 12 tys. zł. To mniej niż cena za dobrej klasy mleczną krowę. Oczywiście, [„Oczywiście” (!!) - JKM] gdy urodzą się młode, hodowca nie może ich oddać ani sprzedać nawet osobie, która ma uprawnienia do prowadzenia takiej hodowli - bez uzyskania odpowiedniego zezwolenia.”

    Cóż: jak są chętni na takich warunkach... Ciekawe, co się dzieje, gdy taki żubr narobi szkody? Odpowiada właściciel, czyli Skarb Państwa?

    Najciekawsze jednak są uwagi o bizonach:

     "Od pięciu lat na terenie Polski znajduje się prywatna hodowla bizonów należąca do syna znanego polityka. Niektórzy eksperci straszą, że istnieje możliwość niekontrolowanego skrzyżowania bizona z żubrem, co może zagrozić całej populacji.

     – Takie niebezpieczeństwo jest realne. Między obu gatunkami nie ma bariery behawioralnej, więc jak żubr spotka bizona, to potraktuje go jako przedstawiciela własnego gatunku. Zagęszczenie żubrów jest coraz większe. Dziś od miejsca hodowli bizonów tego pana do stada żubrów w Zachodniopomorskiem jest niewiele ponad 100 km i ta odległość może się zmniejszać. Już niedługo wyjdzie rozporządzenie, w którym bizon zostanie wymieniony jako obcy, inwazyjny gatunek i właściciel będzie mógł uzyskać zgodę na prowadzenie swojej hodowli najwyżej na dwa lata, a potem będzie musiał ją zlikwidować.

    W jaki sposób?

     – Będzie musiał sprzedać swoje bizony albo je zjeść."

      W Sieci znalazłem jednak orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego:

     http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/184865FF67

    które zakazuje Ministerstwu zakazywać hodowli bizonów – ale, najwyraźniej, administracja wyroki sądowe ma w nosie. Wyda rozporządzenie – i już.

    A teraz uwaga ogólna. Najważniejszą cecha środowiska naturalnego jest jego zmienność. Nowe gatunki powstają – często przez krzyżowanie i późniejszą specjację – a czasem giną. Konserwatorzy przyrody nie przyjmują tego do wiadomości.

     Chwała Bogu, że konserwatorzy zapomnieli, że cała włoszczyzna to w Polsce "gatunki inwazyjne". Oraz, że wśród tyrranozaurów nie było konserwatorów przyrody...

     I wreszcie uwaga definicyjna:

    Konserwator – to człowiek, który chce, by wszystko zostało tak, jak było. Konserwatysta to człowiek, który chce zachowania w społeczeństwie i w przyrodzie tych cech, które przez tysiąclecia umożliwiały nieustanny rozwój.

     

  • 16-04-2010 23:48:00

    Wybrać kobietę

    Feminazistki domagają się „parytetu” - twierdząc, że przywódcy partyjni pierwsze miejsca na listach obsadzają mężczyznami – i dlatego w Sejmie tak mało jest kobiet.

    To rozumowanie zakłada, że wyborcy głosują na pierwszego na liście – bo to barany. Jest to w dużej mierze słuszne – ale nie do końca. Wyborca po prostu może mieć zaufanie do szefa partii - więc głosowanie na pierwszego na liście, czyli faworyta prezesa, jest objawem zaufania, a nie ograniczenia umysłowego.

    Jak by nie było, zginęło szesnaścioro Posłanek i Posłów. Na ich miejsce weszło szesnaścioro innych. Już nie z pierwszych ani drugich miejsc – z tych dalszych, gdzie decydowały kartki wyborców świadomych, na kogo oddają swój głos.

    I co się okazuje? Krzesła w Sejmie zajmie 13 Posłów i 3 Posłanki. Procent mężczyzn (81,25) nawet nieco wyższy, niż w oryginalnym składzie Sejmu (79,56).

    Nie da rady, proszę Pań Frywolnych: musicie domagać się, by 49,5% miejsc zarezerwowanych było dla mężczyzn, 49,5% dla kobiet i 1% dla homosiów.

    Dwa miejsca dla lesbijek i dwa dla pederastów, oczywiście.

    Dośc drastycznie wyglada to w PiSie. Posłanką z ramienia tej partii zostanie p.Monika Ryniak. Podaję liczby głosów, która padły na siedmioro przyszłych Posłów PiS:

    Jan Warzecha -               10.000

    Krzysztof Tołwiński         5.854

    Wiesław Kilian                 5.210

    Tadeusz Plawgo             3.996

    Kazimierz Smoliński     2.776

    Bartłomiej Dorywalski  2.490

    Monika Ryniak             1.494

    Piski, że ten system faworyzuje mężczyzn, trzeba uznać za co najmniej przesadne...

    =====

    PS. {JMP} zauważył, że skoro w matematyce antonimem kowektora jest po prostu wektor, to ko-edukacja jest po prostu antonimem edukacji... Tak to widzi – bez angażowanmia matematyki - również {trad}.

  • 15-04-2010 23:51:00

    Ko-edukacja: czynnik, czy objaw? .

    {Tokkotai} jako ilustrację tezy, że ludzkość głupieje, poleca film „Idiokracja”:

    http://www.imdb.com/title/tt0387808/synopsis

    Cóż: nakręcić można wszystko... Zwracam tylko uwagę, że w Sieci można znaleźć genialną nowelę „Czarna walizeczka” - a jest jeszcze tegoż Autora (śp.Cyryla Marii Kornblutha) książka: „The Morons Are Coming” - o ile wiem, na polski nie przełożona.

    {JMP} twierdzi, że mamy do czynienia ze złudzeniem: poziom szkół reżymowych, przymusowych, spada – bo musi. Natomiast jednocześnie nastąpiło przejście od szkól normalnych, do ko-edukacyjnych. Słabsze wyniki uczennic i uczniów nie wynikają więc – zdaniem {JMP} z ko-edukacji, lecz z tego., ze szkoły zostały zglajchszaltowane.

    Otóż nie. To są dwa czynniki działające w tym samym kierunku. Badania robione były na szkołach australijskich, gdzie w niektórych zachowała się dys-edukacja. Tyle, że wtedy pada inny argument: rodzice światli, mądrzy, posyłają dzieci do szkół dys-edukacyjnych. Lepsze wyniki absolwentów tych szkół są więc efektem nie dys-edukacji, lecz tego, że są to dzieci mądrzejszych rodziców!

    Przy czym nie musi to być dziedziczenie genetyczne; ważne jest bowiem również pierwsze pięć lat życia dziecka...

    Być może więc spora część tej 40%owej różnicy to w dużej mierze efekt wprowadzenia przymusu nauczania, a nie zaprowadzenia ko-edukacji.

    W kwestii semantycznej: przeciwieństwem słowa „poli-edukacyjna” (lub „bi-” „tri-edukacyjna” jest słowo: „mono-edukacyjna”. Antonimem słowa „ko-edukacyjna” („współ-”) jest „dys-edukacyjna” („roz-”). Por. np.

    http://www2.merriam-webster.com/cgi-bin/mwdictsn?book=Dictionary&va=dis-

    Np. „Dyskryminować” = „odróżniać” - choć po angielsku ten przedrostek ma i inne znaczenia, zwłaszcza „od-”'; dlatego po angielski „diseducation” oznaczałoby raczej „oddzielenie się od nauki” niż: „nauka oddzielnie”. .

    Proszę w takim razie znaleźć lepszy antonim do słowa „ko-edukacja”!

    Przy okazji odkryłem, że nie znam antonimów słów: 'ko-laboracja” i „ko-operacja”. Czy ktoś, kto nie chce ze mną kooperować, jest „dis-operantem”?

    Chyba nie ma potrzeby istnienia takich słów. Natomiast jeśli chcemy czymś zastąpić ko-edukację, to nie możemy tego zrobić, bo.... brakuje słowa! Zupełnie jak w „1984”.

    A słowa nie ma, tak samo jak nie ma jednego słowa do „chodzić na nogach”. Chodzenie na nogach i nauka w oddzielnych klasach są po prostu oczywistością, normalności – i nie trzeba było tego nazywać. Wrogowie Ludzkości wymyślili tę ko-edukację.. Może po prostu mówmy: powrót do normalnego nauczania?

  • 14-04-2010 23:42:00

    Po 30 latach... czyli: cywilizację Diabli biorą...

    W „ANGORZE”, do której piszę felietony, jest rubryka „LISTY” - a w niej list pewnej zwolenniczki homeopatii (której nie popieram) atakującej szczepienia (których – w nadmiarze i pod przymusem – też nie popieram). W tej połajance znalazło się jednak zdanie: „Badania w Wielkiej Brytanii pokazują, że dzisiejsze dzieci są znacząco cofnięte w rozwoju porównaniu z rówieśnikami sprzed 30 lat”.

    Zastanowiłem się: jakie „badania”? Przecież to widać gołym okiem! Ludzkość głupieje w tempie przyspieszonym – ale przyczyną naprawdę nie są szczepionki...

    Przyczyn jest wiele.

    Pierwszą – i podstawową - jest brak selekcji naturalnej. Dawniej osobnik chuderlawy i/lub głupi albo ginął – albo żadna kobieta nie chciała mieć z nim dziecka – bo kto by je potem utrzymał? Dzięki tej selekcji ludzkość mądrzała, stawała się silniejsza i ładniejsza. Dziś, gdy wskutek d***kracji zapanował socjalizm, od tych mądrzejszych i silniejszych bierze się ogromne podatki, z którychś funduje się „warunki socjalne” - i durnie i słabeusze bez skrępowania płodzą tuziny dzieci.

    To jest poziom podstawowy – genetyczny.

    Po drugie: rodzice chcą zapewniać dzieciom szczęśliwe dzieciństwo i „wychowanie bezstresowe” - i maja na to, niestety, warunki. Tymczasem człowiek kształtuje się wskutek nacisku środowiska: "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni!"  Skoro nie ma nacisku, to ludzie wyrastają niewzmocnieni.

    Trzecim czynnikiem jest szkoła. Ponieważ jest państwowa, to musi być zła. Do tego jest koedukacyjna – a wiadomo, że dzieci ze szkół koedukacyjnych są o 40% gorzej rozwinięte od dzieci kształconych w szkołach normalnych.

    No i czwartym jest telewizja. Większość rodziców, by mieć święty spokój, sadza dzieci przed telewizorem, na ekranie którego biegają jakieś stworki wykrzykujące „Wow”, albo „Ayyy” albo coś takiego. Einstein by od oglądania tego z'idiociał.

    No i jest, jak jest. Cywilizację Diabli biorą...

     

  • 13-04-2010 23:49:00

    Sofizmat o gdybaniu. I ta bardzo ważna prośba.

    Przy okazji rozważań o katastrofie w Smoleńsku dziennikarze (a jeszcze częściej: zwykli ludzie) przytaczają przykłady kilku osób, które miały polecieć – a nie poleciały. Z konkluzją: „Ale miały szczęście”.

    To rozumowanie jest niepoprawne.

    Pilot samolotu nie był patałachem ani nowicjuszem. W samolocie nie wydarzyła się żadna poważna awaria. W takim razie przyjąć należy, że (tak samo, jak mówi się, że „o włos uniknąłem wypadku”) to przysłowiowy włos zadecydował, że samolot zawadził o drzewa. Może metr wyżej – i do katastrofy by nie doszło.

    W takim razie jest wysoce prawdopodobne – a nawet: bardzo wysoce prawdopodobne - że gdyby ta osoba jednak poleciała, to do katastrofy by nie doszło!

    Wystarczyłoby, by z powodu jej wsiadania odlot samolotu opóźnił się o pół minuty. Pół minuty później już inne były podmuchy wiatru nad Smoleńskiem – i samolot byłby o ten metr wyżej – lub też przeciwnie: pilot, będąc o metr niżej, dostrzegłby zagrożenie i przyciągnął wolant do siebie...

    Wystarczyłoby, by ta osoba usiadła na innym miejscu w samolocie – lub też jakimś żartem zmieniła psychiczne nastawienie pilota.I w ogóle tysiące rzeczy mogłyby wtedy pójść inaczej. Na tyle inaczej, by do katastrofy nie doszło.

    Tak więc osoby, które miały polecieć, a nie poleciały, zamiast się cieszyć, że nie uległy katastrofie powinny raczej trapić się, że tym, iż nie poleciały, przyczyniły się do tej katastrofy!

    Raz jeszcze: powyższe rozumowanie nie stosuje się oczywiście do przypadków, gdy w samolocie wybucha bomba, lub też przetarciu lub pęknięciu z powodu zmęczenia materiału uległ jakiś ważny element. Stosuje się tylko wtedy, gdy samolot był pilotowany na cienkiej granicy ryzyka.

     =====

    Tyle uwag probabilistycznych. A teraz zapowiedziana prośba.

    Prośba jest taka. Jutro – a właściwie dziś, bo piszę to już po północy - p.o. Prezydenta Marszałek Sejmu ogłosi termin wyborów. Najprawdopodobniej będzie to 13, być może 20 czerwca.

    Bardzo mało czasu na zebranie podpisów.

    Tak mało, że np. p.Andrzej Olechowski już zapowiada, że ich najprawdopodobniej nie zbierze. Bo jest to trudne zadanie. Tym bardziej, że nie wolno ich zbierać, zanim termin wyborów nie zostanie oficjalnie ogłoszony. Nie wypada też tego robić podczas oficjalnej żałoby.

    Ale można się do tego zbierania przygotowywać.

    Pod adresem:

    http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?25,21713,21713#msg-21713

    znajduje się formularz, który można pobrać i wydrukować. Jeśli ktoś ma takie możliwości: w tuzinie egzemplarzy, rozdać tuzinowi znajomych – i tylko ponaglać, by zbierali.

    Samemu też zbierając, oczywiście. Po ogłoszeniu wyborów...

    Czasu jest BARDZO mało. Ale Sieć - to potęga. A w Internecie MY jesteśmy potęgą. Udowodnijcie Państwo, że potraficie dokonać tego, co w realu jest prawie niemożliwe.

    Wybory jeszcze nie są ogłoszone, trwają uroczystości żałobne – nie zamieszczam więc żadnych manifestów wyborczych. Ale życie musi toczyć się dalej, Marszałek datę wyborów dziś ogłosi – więc trzeba się do nich już szykować.

    Proszę więc o przyszykowanie się do tej zbiórki. Gdyby udało mi się zostać jednym z trzech czy czterech kandydatów – byłaby szansa przedstawić Polakom alternatywę dla obecnego ustroju.

    Gdyby ktoś chciał się zgłosić z propozycjami innego rodzaju pomocy – to podaję adres:

    [email protected]

    Z góry dziękuję. W imieniu Sprawy Wolności.

    Janusz Korwin-Mikke

     

  • 12-04-2010 23:48:00

    Z rosyjskiego portalu

    Na pierwszą wiadomość o katastrofie pod Smoleńskiem na portalu

    http://news.mail.ru/incident/3641443/comments/

    pojawiło się ponad tysiąc komentarzy. Spora część, jak oobraźliwe, została usunieta. Oto wybór:

     

    SSUKASZWILI, DRJUSZCZENKO – na start! Pozostali – szykować się! (cd. usunięty)

    „A czemu pozostałym zyczycie takiego ladowanie?” {Olga Kołmogorowa}

    „Tym saakaszwilim i juszczenkom usadzenie oczywiście konieczne – ale nie takie” {mabuto mganga}

    „I jeszcze niedźwiedzia z putinkiem” {serge yakuba}

    „Pomylił się chirurg – zginął jeden człowiek – mówią: zabójca; pomylił się pilot – zginęło 100 ludzi – mówią: czynnik ludzki” {milena}

    „A jednak jest różnica! Każdy chirurg ma swój cmentarzyk. Przez 30 lat chowa tam swoich pacjentów, sam kładzie się ostatni, 50 lat po jego założeniu. Pilot zaś „swoich” i siebie chowa w tym samym czasie. Wyczuj różnicę!”

    „Pan szlachcic w aeroplanie nie musi sluchać dyspeczerskiego bydła na rosyjskiej ziemi; lechaim*, panie i panowie: przepisy obowiązują tylko zwykłych ludzi. {Czuczhe z Władyka}

    „No, i proszę: teraz przyjdzie nam sto lat przepraszać za Kaczyńskiego!!!!!!” {Mikołaj Sapow}

    „Polacy postanowili być niezależnynmi... od kontrolerów lotów” {Biełka 102}

    „Nie kupiliby rosyjskiego samolotu – zyliby i żyli!” {Poligraf Szarikow}

    „Na sto procent ręka FSB!”

    „Dla niego było po prostu poniżające – uścisnąc reke Łukaszence. No, i zapłacil za hardość... „ {Eulampy Zabugorny}

    „(...) rzecz w tym, że decydować o lądowaniu powinien ten, kto kieruje – a nie ten, kto siedzi w salonie. „Jak” usiadł, a „Ił” odleciał – i w obydwu przypadkach: słusznie.

    =====

    *”dyspeczer” - kontroler lotu wydający polecenia i wskazówki pilotom

    „LeChaim” - hebrajski toast weselny; coś pomiędzy „Na zdrowie!” a „Weselmy się!

    PS. Jutro zwracam się do Państwa z prośbą!

     

  • 11-04-2010 23:53:00

    Jedna drobna uwaga

    {rudkowski} cytuje:
    "Do Gruzji lecieli panowie z przygodami. Wojskowy pilot rządowego samolotu nie chciał lecieć do Tbilisi, trzeba było lądować w Azerbejdżanie i pędzić w konwoju do granicy gruzińskiej.

    L.Kaczyński: Nie było żadnych przesłanek, by bać się lądowania w Tbilisi.

    To prawda, że wydał Pan wojskowemu pilotowi rządowego samolotu polecenie lotu do Tbilisi?

    L.Kaczyński: Przez generałów Wojska Polskiego, nawet na piśmie. Odmówił."
    http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wypowiedzi-prezydenta/wywiady-krajowe/rok-2008/newsweek-18-sierpnia-2008-r-/

    Pisał o tym też sam JKM:
    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/Dotrzymywanie-umow-wykonywanie,2,ID337805549,n

    więc jak widać wiedza to raczej powszechna i żadnego "kształtowania świadomości" przez znienawidzone przez Pana telewizje nie trzeba przechodzić... Natomiast Pan ma świadomość ukształtowaną: brakiem pomyślunku.

    JKM potępia pilota za odmowę lądowania w Tibilisi, ja natomiast przyznałbym rację pilotowi - bo to on się zna na pilotażu, a nie prezydent. Jeśliby prezydent leżał na stole operacyjnym, to też by mówił chirurgowi, że ma go kroić przez plecy, a nie brzuch - bo tak wydaje mu się słusznie?
    Do kabiny pilota w Smoleńsku nikt nie musiał wchodzić i go naciskać. Wystarczyła jego świadomość co działo się z pilotem, który odmówił lądowania w Tibilisi. I nie jest to zarzut względem pilota, raczej prezydenta, który swym wcześniejszym zachowaniem do tego doprowadził
    ." 
    Otóż jest to nieporozumienie.
    Odmowa pilota ladowania w Tbilisi nie było spowodowana warunkami atmosferycznymi, lecz obawą przed zestrzeleniem przez rosyjskie rakiety. A tu pilot był mniej kompetentny od JE Lecha Kaczyńskiego.
    Natomiast pod Smoleńskiem pilot miał okazję przy dwóch podejściach przekonać się, że warunki są za trudne jak na połączone umiejętności jego i kontoli lotniska. Przy ostatnim podejściu znalazł się - według Rosjan - o co najmniej 150 metrów (!!) w bok od osi pasa. I postanowił (być może poganiany: "No siadaj-że Pan wreszcie!") nie robić kolejnego podejścia (ani odlatywać na Mińsk)  lecz skorygować oś lotu na perymetrze prawie 2 km od początku pasa (proszę o opinie, bo się nie znam: czy w tych warunkach - prędkość 280 km/h - było to w ogóle wykonalne?)  
    Zacytuję jeszcze trzeźwą opinię rosyjskiego komentatora (wybór rosyjskich komentarzy podam jutro):

    {alex maizel}: „Wiele niezrozumiałego (…) jeśli była gęsta mgła, to jak naoczni świadkowie katastrofy zobaczyli upadek samolotu z odległości 1,5 km?????

     
  • 10-04-2010 11:31:00

    JE Lech Kaczyński z Małżonką - nie żyją

    I Oni, i osoby towarzyszące - zginęli na posterunku, w służbie dla Kraju. Rodzinom ofiar składam tą drogą najszczersze wyrazy współczucia.

     

    Wraz z Parą Prezydencką zginęło całe dowództwo Wojska Polskiego:

    gen.broni Bronisław KWIATKOWSKI (d-ca Operacyjny Sił Zbrojnych RP), gen. Franciszek GĄGOR (Szef Sztabu Generalnego WP), gen.broni pil. Andrzej BŁASIK (d-ca Sił Powietrznych), gen.dyw. Tadeusz BUK (d-ca Wojsk Lądowych), gen.dyw. Włodzimierz POTASIŃSKI (d-ca Wojsk Specjalnych RP), v-admirał Andrzej KARWETA (d-ca Marynarki Wojennej) i gen.bryg. Kazimierz GILARSKI (d-ca Garnizonu Warszawa). Chyba nigdy w historii żadnego państwa żaden akt wojny nie zgładził CAŁEGO dowództwa sił zbrojnych!!!

    Wojsko, na szczęście, ma jasno określoną hierarchię: miejsce dowódcy, który zginął, obejmuje zastępca - i kierownictwo jest nienaruszone. Trochę inaczej jest w świecie polityki...

    Praktyczne konsekwencje tego wypadku są bardzo poważne.

    Przede wszystkim: w walce politycznej w Polsce przewagę nad ludźmi dawnej SB uzyskuje środowisko dawnego WSI. Nastąpi też przesuniecie z opcji pro-amerykańskiej na opcję pro-europejską. Płakałbym nad tym – gdyby nie to, że w USA też rządzą obecnie socjaliści, więc różnica nie jest taka wielka...

    Tak czy owak: nastąpią niewątpliwie nowe mianowania. Zacznijmy od szefa IPN: wiele razy się nie zgadzałem z Jego stanowiskiem – trzeba jednak przyznać, że pozwalał On prokuratorom i historykom IPN mówić prawdę. Nie całą, oczywiście – ale prokuratorzy nie są od mówienia całej prawdy – a tylko o tym fragmencie, który służy oskarżeniu.

    Zginął Prezes NBP. Istnieje obawa, że Jego następca będzie parł pełną para do likwidacji złotówki i wprowadzenia €uro. Macherzy od zarabiania na zawirowaniach finansowych już przebierają nogami z niecierpliwości, by się na tym obłowić.

    Na koniec prywatnie: zginęło dwoje moich przyjaciół: Bożena Mamontowicz-Łojkowa, wdowa po naszym wybitnym historiozofie, Jerzym Łojku, prezeska Polskiej Fundacji Katyńskiej – i Stefan Melak, Prezes Komitetu Katyńskiego.

    Myślę, że Ich dusze są zadowolone, że śmierć spotkała Ich w drodze na uroczystości w Katyniu...

    Bo, jak mawiał ks.Bronisław Bozowski: „Nie ma przypadków: są tylko ZNAKI”.

     

     

    *   *   *

    Art. 128. Konstytucji III RP

    p. 2: (..)  w razie opróżnienia urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej [marszałek Sejmu ogłasza wybory] - nie później niż w czternastym dniu po opróżnieniu urzędu, wyznaczając datę wyborów na dzień wolny od pracy przypadający w ciągu 60 dni od dnia zarządzenia wyborów.

    Rada partii "Wolność i Praworządność" zwołana została na dziś na godz. 20.tą

     

  • 09-04-2010 23:48:00

    Czy sumy podatkowe mogą czasem nie zostać stracone?

    Dziś na swoim blogu na ONET.pl ( http://korwin-mikke.blog.onet.pl/ ) opublikowałem tekścik o wpływie wzrostu podatków w Niemczech na dobrobyt w Polsce.  I teraz przypomniałem sobie, że (chyba rok temu) na spotkaniu ze studentami SGH ktoś zadał takie pytanie:

    "No, dobrze: istotnie, w wyniku podwyżki podatków, Niemcy, ograbieni z pieniędzy, mniej kupią towarów – w tym i polskich; ale może rząd RFN kupi za te dodatkowe pieniądze kupi np. polski czołg „Twardy” - ale rozda je innym Niemcom, którzy zakupią np. polskie gęsi?

    Odpowiedź brzmi: NIE.

    „NIE” - bo zapominamy o sporej części tego podatku, która idzie na utrzymanie aparatu ściągania podatków – i potem rozdawnictwa zrabowanych w ten sposób pieniędzy. Przy czym nie chodzi tylko o pensje i premie urzędników tego aparatu terroru finansowego – ale tez i o koszt ukrywania się przed fiskusem – lub podejmowania absurdalnych czynności zmierzających do unikania podatków. Jeśli firmy w USA by uniknąć podatków w „dobrym” roku wlewają ropę do starych szybów, by ja ponownie wypompować w „złym” finansowo roku – to jest to strata bezpowrotna.

    Ba! Samo wypełnianie formularzy podatkowych może Niemcowi w Berlinie zająć tyle czasu, że nie znajdzie już go na pojechanie do Polski by kupić tego krasnoluda!

    Są czynności, ktore muszą lub powinny być opłacane z podatków. Z powodów politycznych, spolecznych, technicznych robi to panstwo. Można się na to zgodzić - jednak zawsze trzeba mieć świadomość, że 40% wydawanych w ten sposób pieniędzy idzie w błoto. 

    I decydować się na to tylko wtedy, gdy już naprawdę nie ma innego sposobu.

  • 08-04-2010 23:58:00

    Filmowanie i dokumentowanie wojenki

    Na moim blogu na ONET.pl komentuję ujawnienie, że przed paru laty amerykańscy piloci „Apaczów” ostrzeliwali cywilów na bagdadzkiej ulicy – i strzelali nawet do rannych. Tu chciałbym pogłębić tamten komentarz.

    Otóż chcę spytać: po co te misje bojowe są nagrywane?

    Jeśli po to, by dowództwo mogło potem oceniać działania żołnierzy – to należało wyciągnąć konsekwencje i postawić tych morderców pod sąd wojenny.

    Jeśli natomiast dowództwo uważa, że nawet w tak jaskrawych przypadkach nie należy żołnierzy karać – to po jaką cholerę nagrywać te akcje?

    Przecież gdyby nagrania nie było, nie zrobiłby się w'okół tego szum.

    Jakaś konsekwencja obowiązuje... To znaczy: w d***kracji nie obowiązuje.

    Aha: mam do Państwa jeszcze prośbę – też związaną z wojną, ale fińsko-sowiecką w 1940. Otóż w arcy-ciekawej książce (jest w niej wiele nieznanych faktów i nietypowych interpretacyj – ale i wiele tematów wątpliwych; można ją, tak nawiasem, kupić w KSIĘGARNI na tym portalu: http://ksiegarnia.korwin-mikke.pl/ ) p.Janusz Choiński pisze, że śp.Władysław Sikorski wyraził zgodę na użycie w tej wojnie polskich jednostek (po stronie fińskiej, oczywiście) – a także na to, by alianckie samoloty i okręty używały polskich oznaczeń. Autor oskarża tu śp.Generała o to, że sprzeniewierzył się poleceniu śp.Edwarda Rydza (ps. „Śmigły”): „Do Sowietów nie strzelać!” - i tym samym przyczynił się do podjęcia decyzji o wymordowaniu polskich jeńców.

    Ko-incydencja czasowa jest: wojna trwała w lutym-marcu 1940, a decyzję o wymordowaniu polskich oficerów podjęto 3-IV. Nie wykluczone, że Wawrzyniec Beria, który z pewnością wiedział o tej zgodzie, podświadomie wziął to pod uwagę proponując ten mord.

    Jednak, oczywiście, trudno z tego robić zarzut: jeśli nieprzyjaciel bierze jeńców i czyni z nich zakładników – to z tego powodu nie można wstrzymywać natarcia. Armia polska na Zachodzie walcząc z III Rzeszą nie brała pod uwagę, że hitlerowcy mogą w odwecie wymordować oficerów z oflagów...

    Co prawda jest różnica: III Rzesza podpisała Konwencję Haską i Genewską (o traktowaniu jeńców wojennych) - a Związek Sowiecki: nie!

    A moja prośba do Państwa jest następująca: gen.Sikorski zgodę wyraził, jednak do interwencji wojsk aliantów (ani Ligi Narodów) nie doszło. Natomiast czy istnieją jakieś świadectwa, że istotnie przemalowywano wtedy brytyjskie i francuskie samoloty i okręty, by udawały polskie?

    Czy ktoś o tym słyszał?

     

  • 07-04-2010 23:52:00

    Monika Olejnik, Wojciech Jaruzelski - czyli: zbrodnia w Katyniu to NIE "ludobójstwo".

    Za pośrednictwem nieocenionej „ANGORY” przeczytałem treść wywiadu, jakiego udzielił p.Monice Olejnik z TVN24 p.gen.Wojciech Jaruzelski. Chodziło o rocznicę mordu w Katyniu i wyjazd do Moskwy na Defiladę Zwycięstwa.

    Na wstępie chcę jednak przypomnieć, że jestem programowo przeciwny hasłu „Gloria victis!” Rzymianie podbili pół świata pod hasłem odwrotnym: „Væ victis!” - i właśnie dlatego go podbili!

    Ja chcę, by Polacy o Katyniu, „powstaniu warszawskim”, „klęsce wrześniowej” itp. pamiętali raz w roku. A przez 364 albo i 365 dni pamiętali o Grunwaldzie, zdobyciu Moskwy, zdobyciu Berlina, victorii pod Wiedniem itd. Gloryfikować trzeba zwycięzców, a nie pokonanych!

    Chyba, że ktoś chce wmówić w Polaków, że wygrywać to nie potrafią - tylko pięknie umierać.

    Dlatego jeśli na blogu ma ONET.pl zmniejszam stale liczbę Żydów pomordowanych w Holokauście, to nie jest to „anty-semityzm” - lecz przeciwnie: wiara w to, że sprytni przedstawiciele Narodu Wybranego jednak w sporej liczbie zdołali się uratować. Każdy Żyd, który bez protestu dał się zamordować – to hańba, a nie chwała dla narodu żydowskiego!

    Przechodzę do wywiadu – podkreślając rzeczy godne uwagi – lub godne polemiki...

    Przede wszystkim; p.Generał zauważył, że Rosjanie w rozmowie z Nim wskazywali, że w swoim czasie umieścili p.Aleksandra Kwaśniewskiego w drugim rzędzie – „bo skoro Wy uważacie, że to nie było wyzwolenie, tylko druga okupacja...”. Coś w tym jest – istotnie. III RP nie chlubi się tym, że „berlingowcy” u boku Armii Czerwonej wyzwalali Polskę i zdobywali Berlin – to niby dlaczego Rosjanie mieli myśleć, że Polacy teraz chcą siedzieć w pierwszym rzędzie obok Rosjan?

    P.Generał nie przypomniał przy tym, że Rada Najwyższa Związku Sowieckiego już za ten mord przeprosiła – wspomniał tylko o słowach p.Michała Gorbaczowa i śp.Borysa Jelcyna. Nieoficjalnych przecież. Dziwne. Powtórzył jednak wreszcie mój argument, że to Rosja była główną ofiarą bolszewików i stalinistów – tracąc tysiąc razy tyle ludzi, co Polacy w Katyniu. Nie dodał, że bolszewicy (staliniści w mniejszym stopniu!) mordowali kwiat Rosji: arystokrację, burżuazję, „kułaków” (czyli najlepszych rolników), uświadomionych politycznie (a nie lubiących bolszewików...) robotników...

    Za to p.Monika Olejnik z kolei wygłosiła pod adresem Moskwy pretensję, że: „ ... nasi oficerowie nigdy nie zostali zrehabilitowani. I nie nazwano tej zbrodni ludobójstwem”., „Zre-ha-bi-li-to-wa-no”??? Droga Pani! Jakąż to zbrodnię popełnili ci ludzie, że mieliby zostać „zrehabilitowani”?!?

    A co komu przyjdzie z nazwania tej zbrodni „ludobójstwem”? „Ludobójstwo” - to mordowanie za przynależność do danego „ludu”. „Ludobójstwem” był mord na Ormianach w latach 1917-1921, był Holokaust... Natomiast polskich oficerów mordowano nie dlatego, że byli Polakami – lecz dlatego, że byli oficerami – i to oficerami wrogiego państwa. Wymordowano by ich dokładnie tak samo (a nawet skwapliwiej) gdyby przypadkiem wśród tych dwudziestu paru tysięcy znaleźli się sami „biali” Rosjanie, którzy zaciągnęli się w szeregi Wojska Polskiego!!!

    Więc oczywiście NIE było to „ludobójstwo”. Ale, jak ktoś chce, może to tak nazwać. Pomordowanym jest naprawdę wszystko jedno. Członkom Ich rodzin – jeśli nie upadli na głowy – też.

    P.Generał na zakończenie odesłał historyków do „książki śp.prof.Jaremy Maciszewskiego, który był współprzewodniczącym komisji polsko-radzieckiej, która powstała z mojej inicjatywy, przyjętej przez Gorbaczowa. Ta komisja przez kilka lat wnikliwie badała tę sprawę. Były ogromne opory, z którymi ciągle się zderzał Gorbaczow”. Otóż p.Generał albo robi sobie z nas kpiny – albo... po prostu nie wie, o kim mówi. Jeśli prof.Jarema Maciszewski, wyjątkowo wredny typ, zaprzedany „komunie” (tej takiej brudnej, „po-marcowej” komunie) stał na czele tej komisji – to już On z pewnością robił, co mógł, by prawda nie wyszła na jaw.

    Najprawdopodobniej „ktoś” p.Generałowi Jaremę Maciszewskiego zarekomendował, jako „rzetelnego naukowca”. Podejrzewam śp.mjra Wiesława Górnickiego – człowieka z podobnego obozu, co Maciszewski – doradcę p.Generała, swoistą przeciwwagę dla p.Jerzego Urbana.

    Ale – kogo dziś obchodzą niuanse rozgrywek wewnątrz kamaryli p.Generała?

     

  • 06-04-2010 23:45:00

    Jeszcze o MinFinie i EIPA, czyli: jak śp.Edward Gierek dwukrotnie zwiększył nakłady na naukę?

    Jest to autentyczna, bardzo pouczająca, historia. Wiąże się z aferą „MinFin – EIPA" komentowaną przeze mnie kilka dni temu.

    Zaczęło się tak. Po wyrzuceniu w 1968 roku z uczelni poszedłem pracować w jedynym zakładzie naukowym przyjmującym „marcowych” (bo mieścił się na Pradze, daleko od centrum; dobrotliwa bezpieka – może dlatego, że nie dysponowała na szczęście Sybirem - myślała pragmatycznie!) czyli Instytucie Transportu Samochodowego. To, jak kuriozalnie wyglądała „praca” w reżymowym instytucie to osobny temat – ale rozliczana była tak:

    Wymyślałem coś dla PeKaeS (firma transportu zagranicznego!). Ministerstwo Transportu (czy jak tam się ono wtedy nazywało) płaciło PeKaeSowi 100 zł za godzinę mojej pracy. PeKaeS płacił te 100 zł ITSowi. ITS z tego płacił mi 6 zł, a 94 zł jako „zysk” przekazywał Ministerstwu Transportu, właścicielowi ITSu.

    I wtedy przyszedł tow.Gierek (rzekomy górnik – w rzeczywistości, jak mnie poinformowali tow.tow. z KC PZPR, pikolak w belgijskich hotelach i kapuś NKWD od rewidowania walizek gości), obalił nieudolne rządy śp.Władysława Gomułki (zacnego skądinąd ślusarza) i jako Zwiastun Postępu obiecał dwukrotnie zwiększyć nakłady na naukę.

    Co i uczynił.

    Na naszym odcinku bardzo wiele się wtedy zmieniło.

    Od tej pory Ministerstwo Transportu płaciło PeKaeSowi 200 zł za godzinę mojej pracy. PeKaeS płacił te 200 zł ITSowi. ITS z tego płacił mi 6 zł, a 194 zł jako „zysk” przekazywał Ministerstwu Transportu.

    Proste?

    I podejrzewam, że na tej samej zasadzie działa część pomocy UE dla Polski. Przynajmniej tak wnioskuję z kształtu tej, opisanej w "NIE", afery.

  • 05-04-2010 23:47:00

    Brzydki szantaż - czyli: prywatyzacja Cesarskiej Poczty w Japonii

    W ub. fygodniu najwieksze zainteresowanie Państwa wzbudziła wiadomość:

    Ambasadorzy Unii Europejskiej i USA wystosowali list do rząd Japonii, w którym wzywają do szczególnej ostrożności przy prywatyzacji tamtejszej poczty.
    Zdaniem ambasadorów, plan prywatyzacji Japan Post Holdings, który przedstawił rząd Kraju Kwitnącej Wiśni, może naruszać zasady uczciwej konkurencji oraz regulacje obowiązujące w WTO.

    Otóż chciałem przeypomnieć, że gdy w 1948  śp.Ludwik Erhard robił w Trizonii (wtedy jeszcze nie istniała "RFN") reformę gospodarczą, kazał w sobotę tekst dekretu opublikować w dzienniku ustaw - a sam... uciekł i zaszył się w lasach. Był bowien pewien, ze ambasadorzy Mocarstw Okupacyjnych (we wszystkich rządziła wtedy komuna) zażądaja od Niegp wycofania dekretu. 

    I tak się stało. Jednak w'obec Jego nieobecności dekretu nie mozna było zmienić. Ukazał się - i już w poniedziałek gospodarka ruszyła.

    Obecnie też w UE i USA rządzą Czerwoni - i prywatyzacja poczty to dla nich horrendum. "Zły przyklad" może rozejść się po świecie.

    Ciekawe: będą chcieli wyrzucić Cesarstwo z WTO - czy tylko z UPU (Union Postale Universelle)?


  • 04-04-2010 23:55:00

    Dziękuję wszystkim

    tą drogą za nadesłane życzenia - i nawzajem życzę, by Śmigus-Dyngus  odbył się w Państwa okolicach w sposób tradycyjny - czyli miły sercu konserwatysty. Oczywiście - w sprawach oblewania dziewczyn wodą - liberalnego.
  • 03-04-2010 15:31:00

    Wielkanoc

    Mili moi!
    Nadchodzi wreszcie. jak co roku, Pół Globalne Ocieplenie - a my szykujemy się do radosnego święta Zmartwychwstania Chrystusa. Nawet niewierzący spędzają ten czas rodzinnie, zastanawiając się, co nam przyniesie nadchodząca odwilż.
    Wszystkim życzę, by te Święta minęły pogodnie i wesoło.
    Życzenia te przekazuje równiez głosem i obrazem, co można znaleźć:
    http://korwin-mikke.pl/wideo/index/0

    Raz jeszcze - Wszystkiego Najlepszego!

    A tutaj wirtualna kartka, proszę kliknąć w obrazek



  • 02-04-2010 23:44:00

    W tym oszustwie jest metoda

    NIE” na pierwszej stronie wywala odkrycie: ”Bagno pod Rostowskim”. Po czym dobrze i przekonująco dokumentuje nową aferę – polegającą na tym, że MinFin do szkolenia personelu zatrudnił Europejski Instytut Administracji Puublicznej (EIPA) – płacąc za godzinę szkolenia w problematyce euro-finansów dwa do czterech razy drożej niż polska konkurencja.

    Podawane fakty każdemu formaliście jeżą włosy na głowie: zamówienie było bez przetargu (co jest dozwolone, ale nieetyczne) zamawiały usługi EIPA osoby, które przedtem pracowały w EIPA – lub po załatwieniu tego zamówienie zaczęły pracować w EIPA– krótko pisząc: kumpelstwo co się zowie.

    A kosztowało to 8 mln złotych.

    Nie wiem, co na to prokuratura – ale ja bym wziął pod uwagę dwie hipotezy:

    1) Znam całą masę hochsztaplerów, którzy organizują rozmaite „szkolenia”, na których „szkoleni” nie są niczego uczeni, bo sami wiedzą więcej od tych szkoleniowców. Jeśli urzędnicy administracji mieli być szkoleni w tym, jak dopasowywać pisanie budżetu do wymogów Brukseli, to całkiem możliwe, że lepiej było zapłacić cztery razy tyle komuś, kto czegoś nauczy – niż płacić taniej polskim cwaniakom.

    Jednak „NIE” podaje, że „Kontrola (…) przeprowadzona przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów wykazała, że szkolenia te były prowadzone przez EIPA nieprofesjonalnie, nierzetelnie, nieprzejrzyście, nieskutecznie i piekielnie drogo” (do 3798 zł za osobo-dzień!!!).

    Hmmm... Przejdźmy do drugiej hipotezy:

    2) Zarzuty „NIE” są bezsensowne – bo EIPA w ogóle nie miała nikogo niczego nauczyć. EIPA jest zapewne jedną z licznych instytucyj powołanych w jednym-jedynym celu: by przeprowadzać pranie unijnych pieniędzy.

    Wygląda to tak: III RP wykłada 4 mln i UE wykłada 4 mln. EIPA je inkasuje, wypłaca swoim wykładowcom (zasłużonym towarzyszom walki o utworzenie UE – oczywiście!) 1 milion, płaci podatek w Polsce 1 mln, i odprowadza do kasy UE zysk 6 mln...

    Po co to wszystko?

    Jak to, po co? Po to, by wykazać, że Unia dofinansowała Polskę! No, i dać zarobić zasłużonym towarzyszom...

    Jeśli tak jest, to oczywiście robienie jakich-ś przetargów jest bez sensu – podobnie jak i kontrolowanie, czy szkolenia było prowadzone z sensem. Ważne, by odfajkować, że Polska wzbogaciła się o 1800 przeszkolonych urzędników (Jest postęp? Jest!) a w Brukseli odnotować, że UE pomogła biednej Polsce wyjść z zacofania.

    A za rok KE zmieni sposób księgowania – i znów będzie można Polaków (i innych) szkolić...

    Tak samo było za PRLu, więc ja w tę drugą hipotezę wierzę...

  • 02-04-2010 05:00:00

    Cieszę się – bo się pomyliłem

    Prorokowałem niedawno, że po utworzeniu UE szybko nastąpi tworzenie euro-armii i euro-policji. Ponieważ zaś utworzenie euro-armii jest z powodów formalnych trudne, przekonany byłem (jak zresztą zdecydowana większość komentatorów sceny unijnej), że do tego celu zostanie wykorzystana Unia Zachodnio-Europejska – która, w odróżnieniu od Wspólnoty Europejskiej, miała prawo posiadać siły zbrojne

    Tymczasem UZE została właśnie rozwiązana!

    Co oznacza, że w UE narastają siły przeciwne integracji. Coraz częściej też mówi się, że błędem było stworzenie €uro. I przebąkuje się nawet, że UE wkrótce się rozpadnie.

    To byłoby też wbrew moim przepowiedniom – bo ja liczyłem, że ten potworek kilka (do dziesięciu nawet) lat przetrwa.

    Będę się cieszył, jeśli termin ten okaże się znacznie krótszy.

  • 01-04-2010 23:54:00

    Nienawidzę tego, co dziś nazywa się „polityką moralną”.

    Nienawidzę. Nienawidzę, bo w nowo-mowie „polityka moralna” oznacza, że w imię moralności wolno nie dotrzymywać umów, gwałcić podpisane przez siebie konwencje itp. Jeśli np. USA (w imię obrony praw Kosowarów) bez wypowiedzenia wojny bombardowały Jugosławię – to twierdziły, że stoją po stronie „moralności”.

    A ja od innych państw wcale nie chcę, by były „moralne”. Niech sobie panuje w nich kanibalizm, niech istnieje tam rasizm czy przymusowe nauczanie homoseksualizmu w szkołach (z ćwiczeniami praktycznymi!) – byle dotrzymywały zawartych traktatów i przestrzegały podpisanych konwencyj!

    Moralność jest dobra w stosunkach między ludźmi. Państwa nie są moralne. Między państwami powinny więc obowiązywać umowy (choćby traktowane na zasadzie rebus hic stantibus) – a nie jakiekolwiek „zasady moralne”.

    Na zasadach moralnych to mogły działać prymitywne plemiona. I, niestety, na ten poziom schodzi obecnie ludzkość. W trwającej na ONETcie dyskusji o tym, czy PRL była państwem polskim, Komentatorzy wyrażają zdumienie, że okopująca Polskę III Rzesza płaciła emerytury polskim emerytom (również: b. urzędnikom – w tym policjantom i wojskowym) II Rzeczypospolitej – i przekonanie, że nie powinno się płacić b.ubekom „bo to byli pracownicy brzydkiej organizacji – i w ogóle źli ludzie. Nie powinno się – i już: podobnie jak nie płaci się SS-manom”.

    I jakież jest zdziwienie tych ludzi, gdy dowiadują się, że – przy nadmiernym wręcz potępieniu tych formacyj w RFN (gdzie samo oglądanie symboli narodowo-socjalistycznych jest zakazane) – SS-manom jednak emerytury się wypłaca...

    Tyczy to zresztą całej sfery cywilno-prawnej, nie tylko stosunków z państwem. Jeśli Kowalski pożycza od Wiśniewskiego 1000 zł, to nie może twierdzić, że mu nie odda, bo Wiśniewski jest np. pedofilem czy mordercą - i oddanie mu tych pieniędzy byłoby „niemoralne”.

    Powtarzam: „moralność” dotyczy sfery ścisłe prywatnej. Można nawet mówić (uogólniając) o moralności narodu. Ale nie państwa!

    Państwo – to aparat. Równie dobrze, co od państwa, można by wymagać, by zachowywały się moralnie cylindry w moim samochodzie.

    Twórca państwa powinien opierac się na moralności. Jednak raz stworzone państwo jest tylko machiną (ktorą, oczywiście, można przekonstruować tak, by efekty jego działania były zgodne z tym, co uważamy za moralne). Natomiast państwo kierujące się nie przepisami, lecz „moralnością” to państwo nieprzewidywalne; na ogół: przestępcze.

    Właściwie: to w ogóle nie jest „państwo”, lecz aparat terroru w ręku jakiegoś fanatyka.

  • 01-04-2010 00:48:00

    Czy PRL była państwem suwerennym?

    Na moim blogu na ONETcie zamieściłem kilka banalnych uwag (oczywiście nie przez wszystkich zrozumiałych). Tu natomiast tu natomiast stawiam pytanie: „KTO właściwie jest tym suwerenem

    W monarchii suwerenem jest Król. W d***kracji pojęcie ”suwerenności” traci właściwy sens. Nie znam odpowiedzi na pytanie: „Czy Republika Rurytania, w której Prezydent, 51% Senatorów i 51% Posłów byłoby agentami Poronii (oczywiście: nikt o tym nie wie; nie wiedzą zresztą o sobie wzajemnie!!) byłaby suwerennym państwem?

    Jeśli ktoś odpowie, że „Nie”, to musi zdawać sobie sprawę, że w tym momencie w ogóle nie można odpowiedzieć NIGDY na pytanie, czy dana d***kracja jest suwerenna – czy nie? Bo skąd mamy wiedzieć, czy np. we władzach III RP nie ma 51% agentów np. amerykańskich?

    No, dobrze. A przyjmijmy teraz, że we władzach Rurytanii jest 50% agentów Poronii i 50% agentów Zbedlandii; we władzach Poronii 50% agentów Zbędlandii i 50% agentów Rurytanii, a we władzach Zbędlandii po połowie agentów Poronii i Rurytanii.

    Czy Poronia, Rurytania i Zbędlandia są suwerenne – i co to właściwie by znaczyło?

    D***kracja jest ustrojem nie pasującym do normalnego języka politycznego!