Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63881 komentujących
22404 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-03-2010 23:54:00

    Czy PRL była państwem suwerennym?

    Na moim blogu na ONETcie zamieściłem kilka banalnych uwag (oczywiście nie przez wszystkich zrozumiałych). Tu natomiast tu natomiast stawiam pytanie: „KTO właściwie jest tym suwerenem

    W monarchii suwerenem jest Król. W d***kracji pojęcie ”suwerenności” traci właściwy sens. Nie znam odpowiedzi na pytanie: „Czy Republika Rurytania, w której Prezydent, 51% Senatorów i 51% Posłów byłoby agentami Poronii (oczywiście: nikt o tym nie wie; nie wiedzą zresztą o sobie wzajemnie!!) byłaby suwerennym państwem?

    Jeśli ktoś odpowie, że „Nie”, to musi zdawać sobie sprawę, że w tym momencie w ogóle nie można odpowiedzieć NIGDY na pytanie, czy dana d***kracja jest suwerenna – czy nie? Bo skąd mamy wiedzieć, czy np. we władzach III RP nie ma 51% agentów np. amerykańskich?

    No, dobrze. A przyjmijmy teraz, że we władzach Rurytanii jest 50% agentów Poronii i 50% agentów Zbedlandii; we władzach Poronii 50% agentów Zbędlandii i 50% agentów Rurytanii, a we władzach Zbędlandii po połowie agentów Poronii i Rurytanii.

    Czy Poronia, Rurytania i Zbędlandia są suwerenne – i co to właściwie by znaczyło?

    D***kracja jest ustrojem nie pasującym do normalnego języka politycznego!

  • 30-03-2010 23:41:00

    Czy nieokreśloność może być nieokreślona?

    Zacznijmy od informacji (za „Naszą Polską”):

     

    Pierwsza osoba na świecie z oficjalnie “nieokreśloną” płcią

    Najpierw był mężczyzną, potem został kobietą. Teraz 48-letni Brytyjczyk, jako pierwszy na świecie, będzie mógł w dokumentach wpisywać sobie “płeć nieokreślona”.

    Norrie May-Welby urodził się jako brytyjski chłopiec. Kiedy miał 7 lat, przeprowadził się do Australii i 20 lat później zmienił tam płeć. Przez pewien czas był nawet prostytutką, ale – jak pisze „Rzeczpospolita” za „Paisley Daily Express” – nie czuł się dobrze w ciele kobiety. Nie chciał jednak też wrócić do poprzedniej płci. Raziło go podobno, gdy zwracano się do niego „on” lub „ona”. Wolał określenie, którego używają anglojęzyczni transseksualiści: „zie”.

    Nie pasuje mi ani bycie kobietą, ani mężczyzną. Najprostszym rozwiązaniem byłoby w ogóle nie mieć płci – żalił się prasie. Zwrócił się więc do rządu Nowej Południowej Walii i poprosił o wydanie dokumentów, które nie określałyby jego płci.

    Rząd przychylił się do tej prośby. Głównym argumentem w sprawie miało być to, że nawet lekarze nie byli w stanie określić, kim naprawdę jest Norrie. Jak tłumaczyli, jego układ hormonalny nie jest typowy ani dla kobiety, ani dla mężczyzny, bo kilka lat po zmianie płci Welby zaprzestał terapii. Dlatego uznali, że jest płciowo „neutralny”.

    Na tej podstawie otrzyma dwa nowe dokumenty – świadectwo urodzenia i paszport. W obu będzie napisane „płeć nieokreślona”.

    No – i dobrze. Płeć nieokreślona. Niech będzie...

    Pójdźmy jednak dalej. Powiedzmy, że za parę lat z.Norrie May-Welby (lub ktoś inne takie) powie, że nie jest pewne, czy Ziegjo płeć jest określona – czy nieokreślona. A poza tym to głupio mieć płeć „nieokreśloną”. Żadnej określonej jednak nie ma. W związku z czym zażąda papierów, że Ziegjo płeć nie jest ani określona ani nieokreślona.

    Ciekawe, czy do tego czasu rząd NSW dojdzie do takiego stopnia tolerancji, że wyda Ziejmu i takie papiery?

  • 29-03-2010 23:39:00

    Ku ogólnemu przerażeniu bankierów Unia Europejska postanowiła, że pomoże Grecji.

    O sytuacji w Grecji pisałem parę dni temu w „Dzienniku Polskim” tak:


    Unia udaje Greka

    Nie minęły trzy miesiące od powstania Unii Europejskiej, a już stanęła ona przed problemem zasadniczym.

    Otóż cały "acquis communautaire" to prawa socjalne. Bruksela - gdzie na zmianę rządzą socjaliści "pobożni" zwani "chadekami" i zwykli, bezbożni - naciska na pogłębianie socjalizmu, wprowadzenie zabójczej wręcz "Karty Praw Podstawowych"...

    I oto Grecja to wszystko wprowadziła. Jest nawet w czołówce. Efekt: państwo w ruinie, kraj pogrążony w zamęcie - i nikt nie wie, co robić.

    To znaczy: na pewno są tacy, którzy wiedzą, że trzeba motłoch związkowy ostrzec - a jeśli nadal będzie robił burdy na ulicach: posłać czołgi i karabiny maszynowe. Po czym zlikwidować socjalizm - a jeśli trzeba: przy okazji 1500 prowodyrów - i po problemie.

    Za 20 lat Grecja byłaby najbogatszym krajem Unii Europejskiej.

    Ale właśnie cała propaganda "unijna" to potępienie takich rozwiązań, pochwała "d***kracji", "praw Człowieka", związków zawodowych...

    Aż miło patrzeć, jak to się sypie!

    Oczywiście: Grecji można pomódz. Resztę UE na to stać. Tyle, ze wówczas natychmiast po pomoc ustawia się kolejne państwa, nie umiejące rządzić w okupowanych przez siebie krajach.

    PS: Prezepraszam - dopiero dotarłem do domu...

     

  • 29-03-2010 02:52:00

    Niestety,

    opij... pardon: omawialiśmy z kolegami z Krakowa wczorajszą "Młodzież...." - a w drodze do hotelu zatrzymali mnie sympatyczni krakowiacy - i dalej omawialiśmy. Blogu nie będzie i już.

  • 27-03-2010 23:28:00

    Ile zapłacić za śmierć?

    Na swoim blogu na ONET.pl zadałem pytanie:

    Przy takich założeniach:

    Dzięki samochodom (prowadzonym przez spokojnych kierowców) gospodarka zyskuje rocznie 100 miliardów złotych. I ginie przy tym 5000 ludzi.

    Teraz niech kierowcy zaczną jeździć „brawurowo” - czyli dobrze i szybko; gospodarka zyska wskutek tego nie 100, a 150 miliardów. Tyle, że ginie wtedy 6000 ludzi.

    Czy to dobrze – czy źle?

     

    Wśród licznych komentarzy była tylko jedna odpowiedź podpisana {~QK}. Co do zasady: prawidłowa. Oto ona:

    Odpowiedź na Pana problem:

    Tak, opłacałoby się .

    Dowód;

    Rozwiązując tego typu problemy, przede wszystkim musimy oszacować wartość ludzkiego życia (nie jest, jak mawiają socjaliści bezcenne; gdyby tak było ruchu drogowego, no może poza karetkami należałoby zakazać, ponieważ ten sposób komunikacji, pomimo multi-miliardowych zysków, jakie ze sobą niesie, przyczynia się też do śmierci X ludzi. ). W podanym tutaj przykładzie zysk wynosi 50 miliardów, a okupiony jest 1000 ofiar. jak łatwo wyliczyć "cena" jednej ofiary to 50 milionów. Przypominam , że w 2002 roku wg OECD życie ludzkie miało wartość około 10 milionów USD. Podstawiając do do powyższych obliczeń mamy 50 milionów przychodu przy kosztach jego uzyskania równych około 27 mln, to wszystko razy "jednostki inwestycyjne", czyli w tym przypadku ofiary daje sporo pieniędzy. ROI w skali roku wynosi 54%, a więc jest to szalenie dobry interes.

    Pozdrawiam

    - natomiast metodyka jest nieprawidłowa.

    Otóż nie można wyliczać „ceny ludzkiego życia” - bo jest to wartość całkowicie subiektywna, różna w różnych społeczeństwach – i w ogóle nasza moralność nie pozwala o czymś takim mówić. A zwłaszcza oceny polityczne dokonywane w OECD mnie odrzucają. Być może: niesłusznie (bo bez czytania...)

    Natomiast można mówić o liczbach względnych. Zupełnie niezależnych od tego, ile ta wartość wynosi wg.  OECD lub JKM. Otóż gotowi jesteśmy (bo nie zakazujemy ruchu drogowego) zapłacić za zysk 100 mld –  życiem 5000 ludzi. Czyli: za 50 mld gotowi jesteśmy zapłacić życiem 2500 ludzi. A tu mamy zysk tych dodatkowych 50 mld kosztem raptem 1000 ludzi. Niezależnie więc od tego, na ile to życie średnio cenimy, wydaje się być rozsądnym, by i tę transakcję z Diabłem zawrzeć.

    Ja się pod taką decyzją podpisuję – bo ja chcę, by Polska rosła, rosła i bogaciła się niepomiernie.W niewskończoność! 

    Tyle Matematyki.

    Teraz odrobina Teorii Podejmowania Decyzji.

    Otóż socjalista może zauważyć, że krzywa wartości użyteczności nie musi być liniowa. I często nie jest. Ktoś może powiedzieć tak: umieram z pragnienia na pustyni, mam jeszcze dzień marszu do oazy – i gotów jestem zapłacić 1000 zł za 2 litry wody. Z tego nie wynika, że gotów jestem kupić drugie dwa litry za 1000 zł, ani nawet za 500 zł – bo dwa litry mi wystarczą, a w oazie kupię sobie litr z 2 złote...

    Ludzie mogą chcieć się bogacić – ale gdy bogacenie się osiąga pewien poziom (lub: tempo bogacenia się osiąga pewien poziom) może im już nie chcieć się bogacić... I wtedy stosują tę nie-liniową funkcję użyteczności.

    Oczywiście, że takie społeczeństwo bogaci się wolniej. To jest właśnie – uogólniona na całe narody – śp.Wilfryda Pareto Teoria Krążenia Elit. Kto się zanadto bogaci, ten się deprawuje, i inne narody go doganiają.

    Dzięki temu mechanizmowi jakoś nigdy w historii żaden naród nie zbudował takiej potęgi, by wykupić resztę świata. Bogatym po prostu już się nie chce.

    I wtedy przedkładają bezpieczeństwo nad rozwój.

     

     

  • 26-03-2010 23:18:00

    Edward Moskal - Kontakt Informacyjny

    P.dr Sławomir Cenckiewicz wykrył w archiwach IPN dwa dokumenty: jeden, to ocena wartości informacji uzyskanych od śp.Edwarda Moskala, długoletniego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, jako „kontaktu operacyjnego” - a drugi, o zniszczeniu dotyczących Go akt.

    To bardzo ciekawa sprawa – i z przyjemnością zobaczyłbym jakieś dalsze wyniki kwerendy.

    Natomiast dobrze byłoby uświadomić dziennikarzom i ich czytelników, że „Kontakt Informacyjny” to nie jest „Tajny Współpracownik”! KI to osoba, która udziela informacji oficerowi wywiadu – nie wiedząc, że ich udziela wywiadowi, lub też udzielając w jakimś swoim celu – a nie pracuje dla wywiadu ani bezpieki!

    Co więcej: może to być osoba, która regularnie udziela informacji oficerowi wywiadu, który przedstawił się jako np. agent FBI. Albo po prostu przy cotygodniowej partii pokera. Też będzie wówczas „Kontaktem Informacyjnym”.

    Tak, że sensacja tu niewielka. Ale informacja ciekawa: wywiad brał informacje od najbardziej anty-komunistycznego przywódcy Polonii z USA!

    Co zresztą dobrze o PRL-owskim wywiadzie świadczy. Branie informacji tylko od komunistów byłoby zniekształcaniem obrazu, który potem przekazywaliby się do Warszawy.

  • 25-03-2010 23:40:00

    Koniec Kościoła S-F? (Pan Korwin-Mikke już ma dostęp do Sieci)

    ma poważne problemy z systemem komputerowym.

    =====

    - bo po prostu pojechałem do Warszawy. Niestety: nie mam dostępu do swojego dysku sieciowego, więc napisane już teksty - potem. 

    A tak na razie refleksja dotycząca informacji:

    http://wiadomosci.onet.pl/1604709,240,1,uciekinierzy_z_mostu_do_wolnosci,kioskart.html

    o nadciągającym chyba nieuchronnie końcu Kościoła Scjentologicznego.

    Otóż nie wszyscy może wiedzą, że śp.Ron Hubbard, którego miałem przyjemnośc poznać wiele lat temu, założył ten "Kościół" w sposób następujący. Założył się na lekkim cyku z przyjacielem o $1000, że w ciągu roku założy sektę, która będzie liczyła co najmniej 1000 członków. Rano wytrzeźwiał, napisał Kanony Wiary i Zasady Działania Kościoła Scjentologicznego - a po roku nie tylko zainkasował ten tysiąc dolarów, ale i stwierdził, że z tysiąca wiernych żyje lepiej, niż z pisania powieści s-f, czym się dotąd zajmował.

    I Kościół rósł - i, w moim przekonaniu, pelnił pożyteczną rolę. Oczywiście "dianetyka" jako taka nikogo nie leczyła - ale leczyła (i to b. skutecznie!) siła sugestii. Wiele osob zostało istotnie "cudownie wyleczonych". A to, że masa ludzi potraciła pieniądze i straciła całe życie szerząc sjentologizm? Cóż: chcącemu nie dzieje się krzywda! Nikt im nie kazał!

    Niestety: wygląda na to, że Kościół nie przetrwa dłużej, niż jedno pokolenie od śmierci Twórcy. Szkoda - bo to zawsze miło, jak powstaje coś dziwacznego i egzotycznego.

  • 24-03-2010 23:35:00

    Dobrze, dobrze: skończę dzisiejsze sprawy

    i zajmę się tym nieszczesnym zakazem uOC...

  • 23-03-2010 23:36:00

    W USSA budują komunizm, w Polsce "liberały" chcą wprowadzić sztywne ceny w aptekach

    - ale moje stanowisko w tych sprawach Państwo znacie. Co będę Państwa i siebie denerwował?

    Więc wesolutko o kobietach:

                                           Ulgi za kobiety

    Pamiętacie może Państwo mój felieton sprzed kilku miesięcy? Wywodziłem w nim, że istnieje sport wyczynowy oraz sport dla "niepełnosprawnych": juniorów, seniorów, kobiet, młodzików, homosiów (mają olimpiadę!), bokserów wagi piórkowej, koszykarzy o wzroście do 170 cm i wreszcie kalek wszelkiego rodzaju.

    Każdy bowiem, kto nie jest w pełni sprawny, jest "niepełnosprawny". I właśnie dla takich tworzy się osobne kategorie.

    Tym, którzy oburzali się na mnie, że kobiety w sporcie też zaliczam do niepełnosprawnych, podaję informację o wypowiedzi p. Joanny Senyszynowej.

    P. Senyszynowa zaproponowała powołanie instytucji podobnej do Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON-u), która płaciłaby za ulgi dla przedsiębiorców decydujących się zatrudniać kobiety na równych warunkach z mężczyznami i promowałaby zatrudnianie kobiet. Na tym właśnie polega "aktywna polityka społeczna".

    Premie dostanie szpital, który zatrudni pielęgniarki na równych warunkach z jedynym, specjalnie zatrudnionym, pielęgniarzem?

    A przy okazji: w ramach niedyskryminowania kobiet policja w RPA domówiła awansowania p.kpt.Renaty Barnard. Ponieważ nie było innego odpowiedniego kandydata, stanowisko wakuje. Sąd nakazał awansowanie p.Barnard i wypłacenie Jej odszkodowania. Policja odmówila - i odwołała się do wyzszej instancji.

    A, zapomniałem dodać: p.kpt.Barnard jest Białaską, a nie Murzynką.

  • 22-03-2010 23:44:00

    Co nowego w UPRze? Na razie - chyba nic...

    Nerwówka podczas finału rozgrywek o Puhar Vanderbilta oraz to, co nawypisywali {Bluszczokrzew} i {witek} do tego stopnia mnie roztroiły, że przez pomyłkę wpisałem wczoraj niewłaściwą wersję tekstu (wisiała do południa – bo odsypiałem...) ale jeszcze nie zamieściłem poniższego ogłoszenia:

     

    Od miesiąca Unia Polityki Realnej ma nowego Prezesa. Został nim Stanisław Żółtek - były wiceprezydent Krakowa i wieloletni wiceprezes UPR. Zapewne chcieliby Państwo poznać lepiej nowego lidera i przekonać się co do legalności Jego wyboru, dlatego redakcja upr.pl wystąpiła z inicjatywą przeprowadzenia wywiadu, którego autorami byliby wszyscy zainteresowani.
    Wszelkie pytania, na które chcieliby Państwo uzyskać odpowiedzi naszego wspólnego rozmówcy, można nadsyłać w ciągu pięciu dni, tj. do 25 marca (czwartek), na adres e-mail
    [email protected]

     

                      Radzisław Franczak
            Sekretarz Okręgu Małopolskiego UPR


     

    Przy okazji wyjaśniam sytuację w UPRze. Jak Państwo na pewno pamiętacie, od roku trwał tam pat – spowodowany niemożnością odwołania przez Konwentykl z funkcji Prezesa p.Bolesława Witczaka. Na Konwencie, który (niewielką większością) desygnował mnie do kandydowania na Prezydenta RP, kol.Witczak nieoczekiwanie (podobno jednym głosem) otrzymał absolutorium – co oznaczało, że odwołanie Go nadal będzie niemożliwe. Wystąpiłem więc z UPR i wstąpiłem do istniejącej (tylko formalnie) od pięciu lat Platformy Janusza Korwin-Mikkego (która z tej okazji zmieniła nazwę na WiP).

    Konwentykl UPR tym bardziej nie mógł więc odwołać p.Witczaka. Na kolejnym posiedzeniu to się nie udało. Po jego zamknięciu – co jest udokumentowane nie tylko w protokole, ale i na taśmach video – większość wyszła i rozjechała się po Polsce, a pozostałe 3 czy cztery osoby (ich ilość jest statutowo bez znaczenia) ponownie „otworzyły obrady”, podjęły uchwałę o usunięciu skompromitowanego Prezesa, jednocześnie mianując na Jego miejsce p.Magdalenę Kocikową z Łodzi.

    Było to, oczywiście, całkowicie bezprawne – choć p.Kocikowa to bardzo miła osoba.

    Po trzech tygodniach, z zachowaniem wszelkich formalności i terminów, Konwentykl zebrał się ponownie. Ponieważ rozłamowcy posiedzenie zbojkotowali, bez trudności podjął uchwałę o zmianie Prezesa z p.Witczaka na p.Stanisława Żółtka.

    W tej chwili zdecydowanie po stronie p.Prezesa stoją Okręgi: Małopolski, Mazowiecki, Lubuski i Zachodnio-pomorski – po stronie p.Kocikowej: Śląski, Łódzki, Lubelski, Podlaski i Warmińsko-Mazurski. Pozostałe, jak się wydaje, czekają na orzeczenie Sądu Rejestrowego.

    To ogólnie. Wszystkie szczegóły, w tym śmieszne próby usuwania Członków-Sygnatariuszów (a także: członków Straży!!) przez Straż – to już opisze p.Prezes. Moja chata z kraja.

    oficjalna strona UPR : http://www.upr.pl

    strona rozłamowców: http://www.upr.org.pl

     

  • 21-03-2010 23:52:00

    Przepraszam: w nocy przez pomyłkę zapisałem wersję roboczą!

    O, Boże! Że muszę takie proste rzeczy pisać!

    W zasadzie ideałem jest, by w danej sprawie każdy sędzia wydawał wyrok identyczny. Tak nie jest. Przyjmujemy jednak – immanentnie zawartą w słowie „sprawiedliwość” - fikcję, że istnieje jakiś obiektywnie sprawiedliwy wyrok – a wyroki sędziów to tylko odchyłki od tego ideału.

    Oczywiście, że w rożnych krajach mogą istnieć inne systemu moralne – a więc inne wyroki są uważane za sprawiedliwe. Ale w jednym środowisko jest zawsze JEDNA sprawiedliwość. I (pisze to po zapoznaniu się z wyjaśnieniem [Bluszczokrzew}a ) jest wszystko jedno, czy odnosi się to do sprawiedliwego dzielenia batonika czy przydzielania liczby lat więzienia. W języku Indian bodaj Nawajo nie ma pojecia „koń”: zawsze musi być „koń biegnący”, „koń stojący”, „koń leżący” - z czego nie wynika, że nie istnieją dla nich konie. Z tą różnicą, że nie znam NIKOGO, kto by dzielił włos na czworo i mówił: „Pana wyrok, panie Sędzio, był niesprawiedliwy redystrybutywnie”. Natomiast uczony ma prawo by do swoich potrzeb podzielić w myślach mrówkę na "lewą połowę mrówki" i "prawą połowę mrówki". Ale co to obchodzi mrówki? 

    To tak jak z metrem. W każdym kraju może sobie istnieć inny wzorzec długości – tu werszek, tam li, gdzieniegdzie cal albo metr – ale w każdym kraju musi być JEDEN wzorzec. Oczywiście: przy mierzeniu popełniamy błędy – ale z tego nie wynika, że kilogram to 80 dkg plus opakowanie...

    Czy to naprawdę tak trudno zrozumieć???

    Przy czym twórcom pojęcia „Sprawiedliwość społeczna” bynajmniej nie chodzi o „sprawiedliwość wg Azteków” czy „sprawiedliwość wg. bolszewików” – tylko o „sprawiedliwość inaczej”; czyli o stworzenie systemu powszechnej niesprawiedliwości, gdzie - powołując się na „względy społeczne” - można wydać wyrok skrajnie niesprawiedliwy. W każdej dziedzinie: i przy dzieleniu batonika, i przy wsadzaniu do ciupy.

    O właśnie (proszę zerknąć na mój blog) BCC domaga się by Trybunał Konstytucyjny - po zakwestionowaniu przez kogoś (a na pewno ktoś to zakwestionuje!) zmniejszenia wysokości emerytur - wydał wyrok „uwzględniający uwarunkowania finansowe państwa”; czyli „sprawiedliwy społecznie”.

    Oczywiście wyrok inny, niż wydałby orzekając wg. zasad „sprawiedliwości” normalnej...

    Filozofowie marxistowscy piszą o tym niesłychanie zawile, by ukryć istotę rzeczy. BCC pisze to otwartym tekstem.

    I dlatego wolę nawet Pol-pota od tych załganych, Czerwonych Sk***ysynów.

    PS. Zauważyłem, że {Bluszczokrzew} odniósł się do mojego wpisu (dla wygody zamieszczam u dołu). Więc chcę Mu  coś niniejszym wyjaśnić:

    Otóż ja piszę PO śp.Fryderyku von Hay'ku - w związku z czym dodaję coś do tego, co wymyślił von Hayek i nasi Wielcy Poprzednicy. Dlatego propozycja, bym zamiast myśleć, zajął się wyszukiwaniem odpowiednich cytatów u Hay'ka i ich komentowaniem dla Wikipedii świadczy o prowincjonalności {Bluszczokrzew}a. Pan by kazał Newtonowi szperać po Arystotelesie!

    Natomiast zdaniem Komentatora o ksywce {witek} - i tu już się wściekłem - Polacy nie mogą w żadnej dziedzinie niczego nowego wymyślić, tylko mają komentować Wielkich Ludzi Zachodu! Bo tylko oni są godni zamieszczenia w Wikipedii. A ja co i raz spostrzegam, jak rozmaite nagrody dostają dziś (na Zachodzie)  ludzie za to, co ja mówiłem 40 lat temu.

    Po raz kolejny rozumiem, dlaczego mądry Polak wyjeżdża z Polski. By nie być stale poniżany przez rodaków.

    Noli mittere margaritas ante porcas – powiedzą, że fałszywe.

    ====

    • Pan chyba po prostu nie rozumie panujących w wikipedii zasad, a ktoś nie umie panu wytłumaczyć o co chodzi. Polecam lekturę http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:WER#Weryfikowalno.C5.9B.C4.87.2C_nie_prawda_absolutna

      Może też pan wrzucić tu linki do zmian, to albo znajdzie się ktoś kto wytłumaczy panu co jest nie tak, albo jeśli zasady stoją po Pańskiej stronie, trzeba bedzię poruszyć temat w Kawiarence Wikipedii.

      Ogólnie w artykule jest taka informacja: "Część prawników i ekonomistów (m.in. Friedrich Hayek) odrzuca w ogóle pojęcie sprawiedliwości społecznej jako niemożliwe do zdefiniowania i jako takie prowadzące do nadinterpretacji w celu realizowania partykularnych interesów[4]."

      Jeśli opisze pan to co o sprawiedliwości społecznej pisał Hayek, lub ktoś o podobnym autorytecie i uźródłowo to odnośnikami do jego prac, to nikt nie powinien się czepiać. Jeśli nawet to proszę podac dokładne informacje o które edycje chodzi, bo w Wikipedii istnieją sprawnie działające metody rozwiązywania takich sporów, a Pańskie kłopoty wynikają najprawdopodobniej w nieznajomosci tego projektu.
      witek 2010-03-21 14:49:11 | edytuj
    • Z faktu, że zgodnie z pojęciem sprawiedliwości może istnieć tylko jedno sprawiedliwe rozwiązanie, nie wynika, że istnieje tylko jeden rodzaj sprawiedliwości. Poszczególne rodzaje sprawiedliwości mogą odnosić się po prostu do różnych obszarów rzeczywistości.

      Podział na sprawiedliwość rozdzielczą lub dystrybutywną (mama sprawiedliwie podzieliła batonik pomiędzy dzieci) i wyrównawczą lub retrybutywną (złodziejowi wymierzono sprawiedliwą karę) pochodzi od Arystotelesa (a nie "z ekonomii"). Jest przyjęty przez właściwie wszystkie nurty myśli politycznej (liberałowie, libertarianie, lewica, konserwatyści), prawników, filozofów, teologów. Wystarczy coś przeczytać na temat sprawiedliwości, żeby się o tym przekonać.

      Tak więc jeden rodzaj sprawiedliwości odnosi się do rozdziału dóbr, a drugi do wyrównywania krzywd/szkód. Po dwóch tysiącach lat sporów wiadomo już, że nie da się ich sprowadzić do jednego poziomu (chyba, że przyjmiemy trzeci, wyższy rodzaj sprawiedliwości: sprawiedliwość boską, dla nas niepoznawalną).

      Sensowne jest (tak jak u Hayeka czy Nozicka) krytykowanie, faktu pełnienia przez państwo funkcji dystrybucyjnych na skalę ogólnospołeczną. Natomiast nawet oni nie krytykują zasadności rozróżniania sprawiedliwości wyrównawczej i rozdzielczej (ta ostatnia może obowiązywać w organizacjach, czy stosunkach rodzinnych). Właśnie to nazywane bywa niekiedy (nie zawsze) sprawiedliwością społeczną. Można podważać zasadność takich działań czy wskazywać, że nazywanie tego "sprawiedliwością" jest czystą retoryką. Natomiast pana twierdzenie, że wszelkie rozróżnienia w pojęciu sprawiedliwości są bezsensowne, jest bezpodstawne.
      bluszczokrzew 2010-03-21 16:10:04 | edytuj
  • 20-03-2010 23:55:00

    Zostałem zawalony komentarzami; na razie: {Bluszczokrzew} o „sprawiedliwości społecznej” -

    - a ja muszę robić "Najwyższy CZAS!". I trwa półfinał rozgrywek o Puhar Vanderbildta. Będzie poważne opóźnienie - przepraszam .

    Godz. 9.45. Team p.Zimmermana chyba wygrał (co do jednego rozdania - jest protest...)  Przechodzę do zwykłych zajęć...

    {Bluszczokrzew} o „sprawiedliwości społecznej”

    Zamieszczam Jego komentarz bez zmian:

    Na pana wpisy odpowiem krótko:
    1. Wpis został usunięty przede wszystkim dlatego, że nie zamieszcza się w artykułach encyklopedycznych wszystkich opinii na dany temat. Artykuł o sprawiedliwości (to, że jest słaby i wymaga przebudowy to inna sprawa) powinien zawierać poglądy osób, których wkład w teorię sprawiedliwości jest szerzej uznany. W pana przypadku tak po prostu nie jest. Jeśli gdzieś poza blogiem opublikuje pan swoje poglądy na ten temat i znajdą one uznanie, nikt pana wpisu nie wykasuje. Jeżeli pan uważa, że pana rozumienie sprawiedliwości społecznej jest istotną częścią pana poglądów, można zamieścić o niej wzmiankę na stronie wikipedii poświęconej właśnie panu.
    2. To, że uważa pan pojęcie "sprawiedliwości społecznej" za bezsensowne nie jest jeszcze powodem, żeby je usuwać z wikipedii. Funkcjonuje jako pojęcie języka potocznego, prasowego, politycznego i prawnego. Należy więc opisywać sposób w jaki jest używane.
    3. sofizmat to nie tylko trudne albo wykrętne rozumowanie. Sofizmat to rozumowanie, które wydaje się logicznie poprawne, jednak takie nie jest. Opiera się bowiem na ukrytych przesłankach, które są bądź nieudowodnione bądź błędne. 4. Pana rozumowanie jest sofizmatem, gdyż opiera się na ukrytej przesłance, że istnieje zgoda co do pojęcia sprawiedliwości, i albo dane działanie jest coś zgodne ze sprawiedliwością, albo jest od razu niesprawiedliwością.
    # Nie wiem na jakiej podstawie pan twierdzi, że "sprawiedliwość z "natury" żadnych podziałów nie wyróżnia". Uzasadnienie tego twierdzenia byłoby niezmiernie ciekawe, a pan stałby się jednym z największych teoretyków sprawiedliwości w historii myśli zachodniej.
    #Zgodnie z tym rozumowaniem, równie bezsensowne jest wyróżnianie sprawiedliwości rozdzielczej i wyrównawczej (podział który ma dłuższą przeszłość niż sprawiedliwość społeczna). Dlaczego ich pan nie atakuje jako bezsensownych? Nie przeszkadzają panu?

    Bluszczokrzew 2010-03-17 15:04:34

    - i odpowiadam:

    Pan broni pewnego, absurdalnego, bo sprzecznego z semantyką – pojęcia „sprawiedliwości”.

    Otóż „sprawiedliwość” z definicji musi być tylko jedna. Jeśli dopuścić, że w danej sytuacji jest kilka „sprawiedliwych” rozwiązań – to pojęcie „sprawiedliwość” traci sens. Ludzie oczekują od np. sędziego jedynego, sprawiedliwego, wyroku – a nie informacji, że „w tej sytuacji istnieje kilka możliwych sprawiedliwych wyroków – i wybierzcie sobie jakiś d***kratycznie”.

    Jeśli Pan tego nie rozumie – to znaczy, że po prostu nie zna Pan języka polskiego.

    Ja doskonale wiem, że według marxistów istnieje „sprawiedliwość burżuazyjna”, „sprawiedliwość proletariacka” i zapewne „sprawiedliwość bandycka” - ale dlaczego poglądy tej niebezpiecznej sekty mają być jedynymi dopuszczonymi w Wikipedii?!? Ja od Pana nie żądam usunięcia ich z Wikipedii - tylko żądam, by inne poglądy na ten temat zostały uczciwie przedstawione. 

    Podobnie jak „wolność”. Ta sekta utrzymuje też, że oprócz „wolności” istnieje „wolność do” (nazywana w ludzkim języku „prawem do” czy „mocą do””. Tego typu, wywodzące się bodaj od śp.Jerzego Wilhelma Fryderyka Hegla, łamańce semantyczne powinny znajdować się w rubryce „curiosa” - a (nie zaglądałem do tego hasła!) jestem przekonany, że w Wikipedii są traktowane z całą powagą.

    Wreszcie uwaga końcowa: jest Pan nosicielem typowych dla ludzi Pańskiego pokroju przesądów: uważa Pan, że o wartości twierdzenia przesądzają kwalifikacje formalne mówiącego. Gdyby Twierdzenie Fermata udowodnił prosty drwal, to Pan nawet nie zerknąłby na jego rozwiązanie! Tymczasem wyższe studia bynajmniej nie dodają inteligencji: absolwent jest (dziś) średnio znacznie inteligentniejszy od nie-absolwenta tylko dlatego, że (dziś) praktycznie wszyscy ludzie jako-tako inteligentni idą na studia...

    Tak się jednak akurat zupełnym przypadkiem składa, że magisterium zrobiłem z etyki (u śp.Marka Fritzhanda), a cytowany fragment o „sprawiedliwości społecznej” pochodzi z wydawnictwa Archidiecezji Gdańskiej, a nie z mojego blogu.

    PS. O ile pamiętam, „sprawiedliwość rozdzielcza” to jakieś pojęcie z ekonomii. Oczywiście nie mające nic wspólnego ze „sprawiedliwością”. Nie przeszkadza mi ono, bo w ogóle nie funkcjonuje w świecie dzisiejszych pojęć. Chyba je słyszałem na wykładzie z tzw.”ekonomii politycznej socjalizmu” - ale to było pół wieku temu. Ludzie wymyślają różne pojęcia – sam śp.Bronisław F. Trentowski nawymyślał ich tyle, ze trzeba dwa lata, by się tego obkuć – ale nie mam obowiązku się do tego ustosunkowywać. Czy żada Pan od fizyka by wypowiadał sie na temat Teorii Czterech Żywiołów? 

     

     

     

  • 19-03-2010 13:40:00

    Ubezpieczenie od nieodpowiedzialności

    Zamieszczam ważną polemikę, jaka ukazała się w "Najwyższym CZAS!"ie. Postaram się też zamieścić ją u {Trystero}

     

    Bardzo poważny blogger {Trystero} napisał pod adresem: http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/02/26/pseudo-liberalne-mity-korwin-mikke-o-ubezpieczeniach-oc pryncypialną polemikę z moim zamieszczonym w „Najwyższym CZAS!”ie tekstem. Nie sposób ją dalej prowadzić, nie cytując Jego tekstu w całości – co niniejszym czynię:

    Pan Korwin-Mikke kilka tygodni temu napisał bardzo interesujący felieton o przepisach drogowych (http://nczas.com/publicystyka/korwin-mikke-o-przepisach-drogowych/comment-page-2), w którym oskarżył ubezpieczenia komunikacyjne, zwłaszcza OC, o to, że są główną przyczyną wypadków drogowych. W całości zacytuję stosowny akapit:

    Twierdzę natomiast, że główną przyczyną wypadków drogowych są ubezpieczenia komunikacyjne. Zwłaszcza OC. Wprowadzenie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej jest zachętą do zabójstw, jest zbrodnią ludobójstwa. Gdyby w Polsce odbyło się dziesiątki procesów sądowych, w wyniku których sprawcy wypadków musieliby płacić pełne odszkodowanie, zostali na jego poczet wyrzuceni z mieszkania i nocowali na dworcu, to ludzie na pewno zaczęliby jeździć znacznie ostrożniej.

    Obecnie wiedzą, że odszkodowanie za nich płacą inni kierowcy, co nie spowodowali żadnego wypadku! Jest to najgłębiej niesprawiedliwe, demoralizujące i skutkuje ogromną liczbą wypadków. Człowiek nieubezpieczony jeździ znacznie, znacznie ostrożniej”.

    Niezwykle podoba mi się ten akapit, ponieważ doskonale pokazuje sedno radykalnie liberalnej ideologii. Korwin-Mikke serwuje w nim pozornie logiczny koncept (człowiek nieubezpieczony jeździ ostrożniej) oparty na fałszywym założeniu i kompletnie sprzeczny z powszechnie dostępnymi danymi statystycznymi.

    Przede wszystkim ustalmy jedną rzecz: Korwin-Mikke pisał o obowiązkowych ubezpieczeniach OC. Trudno przecież uwierzyć, by ten radykalny zwolennik wolnego rynku zachęcał do brutalnego ograniczenia wolności zawierania umów i zdelegalizowania ubezpieczeń komunikacyjnych.

    Zacznijmy od pewnej ciekawostki. Istnieje cywilizowane miejsce na świecie gdzie prawo nie wymaga posiadania komunikacyjnego ubezpieczenia OC; to stan New Hampshire (NH) w USA (http://en.wikipedia.org/wiki/Car_insurance#United_States).

    Zapewne czytelnicy zastanawiają się teraz, jak wielkie rzesze rezydentów New Hampshire skorzystały z tej wolności od przymusu posiadania OC. Znam odpowiedź: 11%. Pozostałe 89% wykupiło ubezpieczenie OC, chociaż nie jest ono obowiązkowe. Warto zwrócić uwagę, że średni odsetek nieubezpieczonych kierowców w USA w 2007 roku wyniósł 13,8% (http://www.ircweb.org/News/IRC_UM_012109.pdf).

    Innymi słowy: mimo, że nikt nie zmusza rezydentów NH do posiadania OC, i tak odsetek kierowców z OC jest wyższy w NH niż średnia dla USA .

    W tym miejscu warto zwrócić uwagę na gigantyczny błąd, jaki popełniają zwolennicy radykalnego liberalizmu (RL): zupełnie ignorują fakt, że większość ludzi obdarzona jest bardzo silną awersją do ryzyka. Nie wiem, czy wśród zwolenników RL jest nadreprezentacja osób z uszkodzonym mechanizmem samozachowawczym; faktem jest jednak, że historia cywilizacji to historia szukania stabilności i bezpieczeństwa. Zapytajcie swoich znajomych, ilu z nich nie wykupiłoby OC, gdyby nie było obowiązkowe. Myślę, że wyniki nie będą odbiegać od przykładu z New Hampshire. Mówiąc prosto: ubezpieczenia są odpowiedzią na oczekiwania ludzi; to typowy mechanizm rynkowy!

    Zajmijmy się teraz najważniejszym argumentem Korwin-Mikkego: przekonaniem, że nieubezpieczeni jeżdżą ostrożniej i powodują mniej wypadków. W raporcie „What We Know About Uninsured Motorists and How Well We Know What We Know” (http://www.rff.org/documents/RFF-DP-98-09-REV.pdf) z 1997 roku Daniel Khazzoom cytuje badania z Kalifornii, z których wynika, że choć w 1990 roku odsetek nieubezpieczonych kierowców (do kierowców ogółem) w Kalifornii wynosił mniej niż 28%, to z innego zestawu danych wynika, że uczestniczyli w 55%-61% wypadków śmiertelnych, 45% wypadków poważnych (z obrażeniami ciała) i 34% wykroczeń drogowych (traffic citations). Inne dane statystyczne cytowane przez Khazzooma potwierdzają stanowisko, że wbrew obiegowym opiniom, nieubezpieczeni kierowcy powodują więcej wypadków.

    Lyn Hundstad w Characteristics of Uninsured Motorist (http://www.insurance.ca.gov/0400-news/0200-studies-reports/0600-research-studies/auto-policy-studies/upload/Characteristics-of-Uninsured-Motorist.pdf) podała natomiast porównanie safety record (ratingu, którego firmy ubezpieczeniowe używają przy ustalaniu kosztu ubezpieczenia) ubezpieczonych i nieubezpieczonych kierowców. Z tabeli wynika, że nieubezpieczeni kierowcy są bardziej niebezpiecznymi użytkownikami dróg od ubezpieczonych kierowców (http://blogi.ifin24.pl/wp-content/uploads/2010/02/safety-record.PNG)

    Proszę zwrócić uwagę, że nikt nie twierdzi, iż nieubezpieczeni kierowcy powodują wypadki, ponieważ są nieubezpieczeni; istnieje raczej korelacja pomiędzy brakiem ubezpieczenia a podatnością na uczestniczenie w wypadkach. Korelację tę może wyjaśnić bliższe przyjrzenie się grupie nieubezpieczonych kierowców. Lyn Hundstad w artykule z 1999 roku dokonała przeglądu badań nad nieubezpieczonymi kierowcami. Okazało się, że następujące grupy są nadreprezentowane wśród nieubezpieczonych:

    mężczyźni,

    młodzi,

    gorzej wykształceni,

    mało zarabiający,

    z mniejszości etnicznych,

    nie posiadający własnego domu,

    mający większe rodziny i więcej dzieci,

    Khazzoom dodał do tej listy:

    bezrobotnych,

    posiadających stary samochód.

    Podsumujmy: nie tylko nie ma żadnych statystycznych dowodów, że ubezpieczenia OC wpływają na to, iż kierowcy jeżdżą niebezpieczniej i powodują więcej wypadków. Istniejące dane sugerują raczej, że to kierowcy nie posiadający OC powodują więcej wypadków i stwarzają większe zagrożenie na drogach. Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że te same cechy osobowości i intelektu, które sprawiają, że ludzie nie decydują się na zakup ubezpieczenia OC, odpowiedzialne są za skłonność do niebezpiecznej jazdy. Dla przeciętnego człowieka koszt zawinionego wypadku drogowego może zdecydować o utracie dużej części majątku. Nietrudno sobie wyobrazić konieczność zapłacenia kilkuset tysięcy złotych odszkodowania. To kwota „nie do przełknięcia” dla większości przedstawicieli klasy średniej.

    Najtragiczniejsze jest to, że z danych z USA wynika, iż ubezpieczenia nie wykupują osoby, których na pewno nie byłoby stać na pokrycie kosztów zawinionego wypadku. Za tę niefrasobliwość płacą zresztą wszyscy kierowcy, wykupując polisy od nieubezpieczonego kierowcy (http://en.wikipedia.org/wiki/Uninsured_motorist_clause).

    Innymi słowy: Korwin-Mikke nie tylko się myli, twierdząc, że perspektywa utraty całego majątku skłoniłaby ludzi do ostrożnej jazdy. Po pierwsze: zdecydowana większość kierowców i tak by się ubezpieczyła w celu ograniczenia ryzyka. Po drugie: ci, którzy nie kupiliby ubezpieczenia, nie jeździliby bezpieczniej, na co wskazują dane statystyczne na temat wypadków powodowanych przez nieubezpieczonych kierowców w USA. Jedynym skutkiem zmian postulowanych przez Korwin-Mikkego byłaby duża liczba uczciwych, porządnych ludzi, wegetujących na skraju nędzy po tym, jak zostali ranni w wypadkach drogowych spowodowanych przez kierowcę bez ubezpieczenia i bez aktywów na pokrycie kosztów leczenia, rehabilitacji czy renty. Radykalnie liberalny raj.

    W tej krucjacie Korwin-Mikkego przeciw ubezpieczeniom dostrzegam kwintesencję radykalnie liberalnego ideologicznego domku na piasku. Tworzony przez prakseologię z odrzuceniem wszelkich dostępnych danych empirycznych (badania i research to marnowanie czasu!). Oparty na fałszywym założeniu, że ludzie są racjonalni (gdyby byli racjonalni, to umieszczenie zdjęcia atrakcyjnej kobiety na ofercie kredytowej nie sprawiałoby, że mężczyźni akceptują oprocentowanie kredytu o 4 punkty procentowe wyższe niż bez zdjęcia). Zbudowany na negacji fundamentu cywilizacji: dążenia ludzi do ograniczania ryzyka.

    Dziękuję, postoję.

    Zacznijmy od tego, że {Trystero} goni w piętkę: uważa mianowicie, że: (a) lepiej, gdy ludzie są ubezpieczeni; (b) ubezpieczenie powinno być obowiązkowe; (c) w stanie New Hampshire – jedynym kraju Cywilizacji Zdegenerowanego Białego Człowieka, gdzie ubezpieczenie od OC (uOC) nie jest obowiązkowe – procent ubezpieczonych od OC jest wyższy niż średnia w USA. To rozumowanie to kandydat do Największego Głupstwa Tygodnia – bo oczywiście z (a) i (c) wynika, że przymus uOC należałoby znieść!

    Poza tym nie bardzo rozumiem, co oznacza zwrot: „uOC jest przymusowe” w sytuacji, gdy – jak Autor podaje – w Kalifornii 28% nie jest od OC ubezpieczonych! Gdym był w USA, jeździłem parę miesięcy po różnych stanach i nawet przez moment nie zastanawiałem się nad tym, czy jestem, czy nie jestem ubezpieczony – ani nikt mnie przy żądnej kontroli drogowej o to nie pytał. Z tym, że to było w 1986 roku – jedno pokolenie temu. Jak jest teraz – nie wiem.

    Drugie zapętlenie się Autora to wykazywanie, że kierowcy nieubezpieczeni powodują więcej wypadków niż ubezpieczeni – przy czym Autor natychmiast (i słusznie!) wyjaśnia, iż to wcale nie dlatego, że się nie ubezpieczyli! Co nie przeszkadza Mu później twierdzić, że „ci, którzy nie kupiliby ubezpieczenia, nie jeździliby bezpieczniej, na co wskazują dane statystyczne na temat wypadków powodowanych przez nieubezpieczonych kierowców w USA”!!

    Przyczyną korelacji jest oczywiście upodobanie do ryzyka. Trudno się dziwić, że ten związek istnieje, bo nie ubezpieczają się ludzie lubiący ryzyko – i ci lubiący ryzyko jeżdżą ryzykowniej. Wszystkie te liczby są – jak mawiają Rosjanie – ni pri cziom. Moja teza brzmi, że kierowcy nieubezpieczeni po przymusowym ich ubezpieczeniu jeździliby jeszcze ryzykowniej – a kierowcy ubezpieczeni po przymusowym zakazie ubezpieczenia się jeździliby jeszcze ostrożniej. Liczby cytowane przez Autora żadną miarą tej hipotezie nie zaprzeczają. Nie mogą – bo jest ona bez wątpienia prawdziwa. Oczywiście, że nie wszyscy ludzie są racjonalni – ale niektórzy są, i to wystarcza (nota bene już po napisaniu tekstu odkryłem w komentarzach do diatryby {Trystero}, że zauważył to już {WingTsun}).

    Wreszcie Autor ustawia mnie sobie do dyskusji, pisząc, że jako liberał na pewno nie jestem za zakazem uOC. Otóż jestem – a przynajmniej dopuszczam taką możliwość. I pytam {Trystero}, czy zezwoliłby mi na zawarcie ubezpieczenia o treści: „Jeśli zdarzy mi się zgwałcić dziecko do 13. roku życia i zostanę na tym przyłapany i skazany, to otrzymuję od ubezpieczyciela 5 mln $ odszkodowania”? Sądzę, że nie.

    {Trystero} ma rację: większość ludzi boi się ryzyka. Ale co z tego wynika? Nic! Nie ma powodu, by bojąca się ryzyka większość narzucała innym życie w pozbawionym ryzyka świecie!

    Nie o to jednak idzie, lecz o zasadnicze nieporozumienie. {Trystero} pisze:

    Dla przeciętnego człowieka koszt zawinionego wypadku drogowego może zdecydować o utracie dużej części majątku. Nietrudno sobie wyobrazić konieczność zapłacenia kilkuset tysięcy złotych odszkodowania. To kwota „nie do przełknięcia” dla większości przedstawicieli klasy średniej. (...)Jedynym skutkiem zmian postulowanych przez Korwin-Mikkego byłaby duża liczba uczciwych, porządnych ludzi, wegetujących na skraju nędzy po tym, jak zostali ranni w wypadkach drogowych spowodowanych przez kierowcę bez ubezpieczenia i bez aktywów na pokrycie kosztów leczenia, rehabilitacji czy renty.

    I o tym podyskutujmy.

    Przede wszystkim należy zapytać: dlaczego nie wprowadzić przymusowego uOC dla właściciela kamienicy (być może obciążonej hipotecznie do pełnej wartości), z której komina może przecież oderwać się cegła i z przeciętnego przedstawiciela klasy średniej zrobić inwalidę wegetującego na skraju nędzy? To prawda, że takie przypadki są o wiele rzadsze, ale co z tego: temu, co oberwał cegłą, jest wszystko jedno, czy jest jednym ze stu, czy jednym ze stu tysięcy podobnych nieszczęśników! Mówimy o Zasadzie. Liczby nie mają nic do rzeczy.

    Mają? Na pewno? No to jedziemy! Sądzę, że w Polsce więcej jest ludzi poszkodowanych przez cegłę z dachu niż przez samochody „Citroën” 2CV czy „Maybach” Zeppelin 2009, więc jeśli liczy się Liczba, a dla właścicieli kamienic nie wprowadzamy obowiązkowego uOC – to należy znieść przymus uOC dla właścicieli tych samochodów!

    Ja kieruję się Zasadami.

    Natomiast przedstawionej przez Autora apokalipsie na drogach może zapobiec ubezpieczenie – ale nie od OC, które powinno być zakazane, lecz od nieszczęśliwych wypadków. W postaci prostej: wykupuję polisę; gdy sąd przyznaje mi odszkodowanie od Kowalskiego, a Kowalski nie chce lub nie może zapłacić, odszkodowanie wypłaca mi ubezpieczyciel... – i próbuje te pieniądze od Kowalskiego ściągnąć.

    I jeszcze jedna uwaga. Te uOC mają jeszcze jedną, zasadniczą wadę. Sądy, orzekając o wysokości odszkodowania, zachowują się dość rozsądnie, gdy przyznają odszkodowanie od Kowalskiego. Gdy natomiast płacić ma Wielki Ubezpieczyciel, sądy mają tendencję do przyznawania absurdalnie gigantycznych odszkodowań – „bo płaci wielka, bogata firma, a pieniądze trafiają do biednego poszkodowanego. Niech ma!”.

    Tyle tylko, że pieniędzy tych nie płaci Wielki Ubezpieczyciel, lecz Bogu ducha winni kierowcy – w postaci składki na uOC! I płaci ją, w postaci podniesionej składki, kierowca, który nie zawinił – ba!, w momencie, gdy zdarzył się wypadek, czyli w poprzednim roku, nie miał jeszcze prawa jazdy!!

    Właśnie: jeśli Sejm chce zdjąć obciążenie ze sprawcy wypadku, to dlaczego obciąża się tym ogół kierowców??? Kierowca Kowalski, który wypadku nie spowodował, ma tyle samo wspólnego z Wiśniewskim, który go spowodował, co Nowak, który samochodem nie jeździ, tylko lata awionetką, i Zieliński, który w tym roku nie tylko samochodu, ale i prawa jazdy nie miał!

    To szokująca konstatacja, bo płacenie składki przez kierowców uznajemy za „normalne”, gdyż do tego przywykliśmy – ale składkę na sprawców wypadków powinien płacić ogół Polaków, a nie „ogół kierowców”!!! Sejm nie jest ciałem reprezentującym kierowców, lecz obywateli!

    I wreszcie sprawa zasadnicza: wypadki drogowe powodują na ogół „nadmierni ryzykanci”. Jeśli zostaną zrujnowani, to bardzo dobrze: jest szansa, że będą mieli mniej dzieci, bo mało która kobieta wyjdzie za nędzarza – dzięki czemu w następnym pokoleniu będzie mniej „nadmiernych ryzykantów”. Przejęcie tego obciążenia przez ogół kierowców (lub nawet ogół obywateli) to zwiększanie liczby wypadków nie tylko w tym roku, ale i w następnych pokoleniach!!!

    Ale to ogólna wada wszystkich socjalistycznych pomysłów. Zasiłki dla samotnych matek powodują zwiększenie liczby nieślubnych dzieci itd.

    Choć {Trystero} zapewne będzie utrzymywał, że ludzie nie są racjonalni, więc to też nieprawda...

     

  • 18-03-2010 22:40:00

    Socjalizm w praktyce – czyli: gwarancje na samochody. I jedno zdanie o GMO.

    W sprawie używania tylko oryginalnych części w gwarantowanych autach {Kuba1791} napisał:

                              Szanowny Panie Januszu!
    Dziwię się niezmiernie, że WiP broni biurokratycznych regulacji godzących w wolność umów!
    Rozporządzenie znane dotąd jako GVO, skrótowo ujmując, ingerowało w treść umów, jakie
    zawierają koncerny samochodowe z klientami bądź swymi dealerami. Zakazuje ono umieszczania
    w nich np. warunków mówiących o wyłączności sprzedaży danej marki przez dealera, czy też
    w warunkach gwarancji - jakimi częściami (firmowymi, bądź nie) mają być naprawiane auta.
    Gdy dyrektywa ta przestanie obowiązywać, warunki te będą ustalane w sposób wolny
    pomiędzy producentem, dealerem i klientem. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby były one
    kształtowane na dotychczasowych zasadach - zależy to tylko od woli umawiających się stron!
    Czyż to nie jest stan normalny, do którego
    WiP dąży i do którego Pan stale namawia?
                                               Wyrazy szacunku

     

    Otóż list ten wywarł na Radzie WiP potężne wrażenie. Tyle, że nie jest on zasadny.

    {Kuba1791} miałby rację gdyby, jak on domniemywa, „warunki te były ustalane w sposób wolny
    pomiędzy producentem, dealerem i klientem”. Tymczasem nie są.

    Nie znam numeru właściwej „dyrektywy”, ale sądząc z dziesiątek takich jak ten zapisów:

    http://forsal.pl/artykuly/340738,producenci_wydluzaja_gwarancje_na_auta.html

    w Unii Europejskiej udzielenie co najmniej dwuletniej gwarancji na auto jest obowiązkowe.

    Jeśli KE zmusza mnie do kupienia auta z gwarancją (zamiast znacznie tańszego bez gwarancji – a może jestem posiadaczem warsztatu i sam lubię sobie swój wóz reperować?) - to, oczywiście, ma nie tylko prawo, ale nawet obowiązek, regulować warunki tych gwarancyj. Wolnego rynku już tu nie ma. Sama definicja „gwarancji” z pewnością określa jakieś warunki – w przeciwnym razie cwany producent obszedłby ten nakaz podnosząc cenę wozu zamiast o 3000 zł tylko o 1 grosz – i pisząc: „Z powyższej gwarancji wyłączone są niektóre części – i tu wyliczyłby wszystkie, z wyjątkiem lusterka nad siedzeniem pasażerki”.

    Skoro KE ustala te warunki, to ta zmiana tych warunków jest dla posiadaczy aut niekorzystna.

    Oczywiście: najlepiej byłoby, gdyby socjalistyczny system gwarancyj nie był nam narzucony. Ja z przyjemnością kupiłbym samochód bez gwarancji – za 27.000 zamiast za 30.000 zł... Ogrom kantów i wzrost cen usług z powodu istnienia systemu gwarancyj jest podobny do wzrostu cen usług medycznych po wprowadzeniu obowiązkowego ubezpieczenia...

    A poza tym skłoniłoby to producentów do staranniejszej produkcji – bo teraz ludzie, jak trafi się usterka, to trochę psioczą – ale cieszą się, że dzięki gwarancji naprawa jest za darmo. A gdyby nie było gwarancji, to wściekłość na producenta byłaby doprawdy wielka... Więc baliby się.

    Tak na zakończenie (i to jest WAŻNA uwaga): ten system jest jednym z tricków, jakie stosują producenci aut (w zmowie z rządami, oczywiście!) by nie dopuścić do powstania konkurencji. Brak powstawania nowych firm samochodowych to DOWÓD na to, ze w Cywilizacji Białego Człowieka nie ma już kapitalizmu – bo gdyby panował, to rocznie powstawałoby na tym chłonnym rynku 200 nowych firm samochodowych. Główną przeszkodą jest nakaz rozbijania kilkunastu egzemplarzy w ramach „testów bezpieczeństwa” (współczesnego kandydata na Henryka Forda na to nie stać!!!) - ale obowiązkowe gwarancje to też dobry numer. Jaka nowo-powstająca firma jest w stanie zawrzeć z dużą siecią warsztatów umowę o świadczeniu usług gwarancyjnych... dla 30 egzemplarzy samochodu? (Ford na początek zrobił dwa...)

    I dlatego na rynku mamy stale tych samych macherów - bez młodej, prężnej konkurencji.

    =====

    Ciekawe, że wczoraj uwagę PT Komentatorów przyciągnęło postscriptum o GMO – a nie artykuł o wpływach izraelskich w Gruzji. Na ogół to Żydzi wzbudzają emocje...

    Problem GMO najlepiej podsumował {lemarais} pisząc: „Być może ten kto będzie zjadał GMO przegra, pokręci go i uschnie, a może przeciwnie: wygra na tym, stanie się silniejszy, przetrwa. Ludzie więc będą ryzykować i mają do tego ryzyka prawo. Problemem pozostawać może tylko brak wyboru”.

    Dopóki producenci GMO nie wejdą w siuchtę z rządami – jak producenci aut...

  • 17-03-2010 18:03:00

    Żydzi, Gruzja, polskie stocznie – i jeszcze o GMO (linki juz są!)

    P.Wojciech Jagielski napisał – a wewnętrzna cenzura „Gazety Wyborczej” nieoczekiwanie to przepuściła - trochę prawdy o sytuacji w Gruzji. Chodzi o opozycję – i telewizję.

    Cytuję:

    Podczas ulicznych zamieszek w Tbilisi policjanci zdemolowali studio sprzyjającej wówczas opozycji telewizji Imedi. Telewizja została zamknięta, a jej właściciel, milioner Badri Patarkaciszwili (i rywal [Michała] Saakaszwilego w wyborach prezydenckich) został oskarżony o próbę zbrojnego przewrotu.

    Patarkaciszwili wyjechał do Londynu, gdzie niespodziewanie umarł na serce. Wśród jego krewnych wybuchł spór o telewizję, która stała się w Gruzji symbolem walki o wolność słowa. Ujął się za nią nawet przychylny Saakaszwilemu Zachód, który posłał do Tbilisi mediatorów z pojednawczą misją.

    We wrześniu 2008 r. zamknięta przez władze Imedi znów zaczęła nadawać. Decyzją gruzińskiego sądu jej właścicielem został obywatel USA [Józef] Kay, kuzyn Patarkaciszwilego, któremu mimo protestów innych spadkobierców sąd przyznał większość udziałów w telewizji. Kay wkrótce potem sprzedał telewizję koncernowi RAKIA z Dubaju. RAKIA to jeden z największych zagranicznych inwestorów w Gruzji i utrzymuje bardzo przyjazne stosunki z prezydentem Saakaszwilim.

    Kwestia własności Imedi wciąż budzi kontrowersje, tym bardziej, że arabscy właściciele RAKIA twierdzą, że nic nie wiedzą o własnej inwestycji w gruzińską telewizję. Bez względu na to, jak prawnie wygląda jednak sprawa własności stacji, jej nowym szefem został [Jerzy] Arweładze, prawa ręka Saakaszwilego i były szef jego gabinetu.

    Pod rządami Arweładzego Imedi ze stacji krytycznej wobec władz stała się stacją dworską. Wcześniej podobną ewolucję przeszła najpopularniejsza w kraju telewizja Rustawi-2. Tę niezależną wcześniej stację z rąk prywatnych właścicieli przejęła zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych firma Degson Ltd. Trzecią część udziałów w niej posiada Dawid Beżuaszwili, poseł partii Saakaszwilego i brat dyrektora gruzińskiego wywiadu.

    Dla większości Gruzinów telewizja jest głównym źródłem informacji. Rustawi-2 i Imedi kontrolują w sumie dwie trzecie telewizyjnego rynku Gruzji

    Teraz proszę sobie przypomnieć sprawę polskich stoczni, sprzedawanych przez JE Aleksandra Grada

    http://fakty.interia.pl/prasa/angora/news/stocznia,1334243,3580

    http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/3570/

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/1,DA2009-10-13,index.html

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/1,AR3_2009-10_2009-10-01_2009-10-31,index.html      (wpis z 16-X-2009)

    Dla leniwych – streszczam:

    P.Grad zaręczył, że inwestor, fundusz z Kataru, jest „absolutnie wiarygodny”. Na drugi dzień ów fundusz („QInvest”) ogłosił, że on w ogóle nie miał i nie ma zamiaru tych stoczni (sprzedawanych, oczywiście, bez licytacji lub otwartego przetargu) kupować.

    Nabywcą za to okazała się być zarejestrowana na Antylach holenderskich spółka składająca się z byłych (?) pracowników Mossadu, z b. szefem Mossadu na czele. Deal zaś polegał -jak mi wyjaśniono – na tym, że Mossad przejmuje te stocznie jako gwarancję finansową – w zamian za co załatwia III Rzeczpospolitej, że Republika Gruzińska kupi produkowane przez państwowe fabryki rakiety przeciwlotnicze. Rakiety te są potrzebne, bo w Gruzji ministrem wojny jest Żyd - dokładnie: obywatel Państwa Izrael! Ma, oczywiście, i drugie, gruzińskie, obywatelstwo. Od paru lat. Został oddelegowany do Gruzji – gdzie zresztą ponad tysiąc izraelskich instruktorów szkoli armię RG (z miernym skutkiem – sądząc po wyniku starcia z oddziałami FR o Osetię Południową). A zainteresowanie Państwa Izrael Gruzją bierze się stąd, że lotniska w Gruzji są potrzebne samolotom Izraela – na wypadek ataku przeciwko Iranowi!

    Informacje podane przez p.Jagielskiego są bliźniaczo podobne. Forma mająca nabyć telewizje jest zarejestrowana w kraju arabskim, - ale jej „właściciele” nie mają pojęcia, że ją nabyli lub mieli ją nabyć. Zdanie o firmie Degson Ltd.; 'Trzecią część udziałów w niej posiada Dawid Beżuaszwili, poseł partii Saakaszwilego i brat dyrektora gruzińskiego wywiadu.” każe spytać: w czyich rekach jest „gruziński” wywiad. Bo w czyich jest armia, to już wiemy.

    Pytanie: czy zamieszczenie tego artykułu to niedopatrzenie – czy też kolejna przesłanka popierająca moją tezę, że USA są pro-semickie – a UE będzie się z czasem stawała, w opozycji do USA, coraz bardziej anty-semicka.

    A np. sprzedaż przez RF potężnych niszczycieli marynarce FR, która przecież przeciwstawia się na Morzu Czarnym marynarce RG? A postępowanie władz szwedzkich?

    Zanosi się na „nieoczekiwaną zamianę miejsc”.

    =====

    Niektórzy z Państwa (videte: wczorajszy wpis) nie są przekonani do przykładu z pomidorem. Proponuję więc drobną modyfikację.

    Mam w dwóch szklarniach dwie odmiany pomidorów. Różnią się one tylko jednym genem: „westminsterskie” mają gen GAMMA – „eastminsterskie”, w tym samym miejscu: gen DELTA.

    Teraz eastminsterom wszczepiam gen GAMMA – a westminsterom: gen DELTA. Pytanie: czy mam w tych dwóch szklarniach dwie linie pomidorów GMO – czy poczciwe westminsterki i eastminsterki?

    Innymi słowy: czy roślina jest GMO dlatego, że dokonano na niej modyfikacji genetycznej – czy też ktoś proponuje inną definicję GMO? Jeśli tak - to jaką?

    O definicję pytam...

     

     

  • 16-03-2010 23:46:00

    GMO? Zakaz uzywania nie-oryginalnych części w samochodach

    Jutro w Warszawie protest przeciwko stosowaniu GMO. Z tej okazji ponawiam pytanie, na które swego czasu nie dostałem odpowiedzi:

    Biorę jedna z odmian normalnego, poczciwego pomidora. Wycinam z niego gen ALFA i wstawiam w to miejsce gen BETA, wzięty z czerwonej kapusty, w wyniku czego pomidor jest GM.

    Po kilku pokoleniach nowego, ślicznie fioletowego, pomidora, wyjmuję z niego gen BETA i wstawiam gen ALFA.

    Czy otrzymany pomidor jest podwójnie genetycznie zmodyfikowany – czy też jest to znów stary, poczciwy czerwony pomidor?

    =====

    Jak możecie sobie Państwo przeczytać tutaj:

    http://moto.wp.pl/kat,89554,title,W-autach-tylko-oryginalne-czesci,wid,12069081,wiadomosc.html?ticaid=19d08&_ticrsn=3

    Komisja Europejska znów wprowadza nowe ograniczenia. Nie muszę tu chyba tłumaczyć, co to oznacza...

                Zamieszczam  tylko

                                             OŚWIADCZENIE WiP

    „Wolność i Praworządność” stanowczo protestuje przeciwko nowej dyrektywie Komisji Europejskiej – stanowiącej, że jeśli w samochodzie będzie zamontowana nie-oryginalna część, to producent będzie miał prawo odmówić napraw gwarancyjnych.

    Ta dyrektywa może, według ekonomistów, kosztować polskich kierowców ok. 3 mld rocznie. Sądzimy zresztą, że więcej – gdyż producenci, wiedząc, że mają monopol, zapewne podniosą ceny części.

    Nie wiemy, ile producenci aut dali łapówek urzędnikom Komisji – czy więcej niż producenci świetlówek, za zakaz używania zwykłych żarówek? W każdym razie protestujemy przeciwko kolejnemu drenażowi naszych kieszeni – i jeśli będzie trzeba za miesiąc wezwiemy kierowców do czynnego protestu.

  • 15-03-2010 23:15:00

    Rzecz o idiotach z dyplomem

    Przepraszam raz jeszcze: wstawiam te teksty b. późno – i już drugi raz pod rząd, gdy byłem pewien, że tekst po napisaniu wstawiłem – nie wstawiłem.

    Przemęczenie.

    Postaram się jutro wpisać wcześniej.

    A teraz - kilka uwag. Otóż moje rozumowanie jest logicznie nienaganne (co wyjaśniłem poniewczasie). Kiedyś słowo „sofizmat” oznaczało trudne logiczne rozumowanie – potem przyjęło znaczenie „rozumowanie wykrętne” - i tym drugim na pewno ono nie jest.

    Sofizmatem (klasycznym, znanym już w IV w. przed Chr.) w tym drugim sensie jest za to rozumowanie, które przedstawił {maciek}: »Nie wszystko co nie jest sprawiedliwością jest niesprawiedliwością. "Proces technologiczny rur bez szwu, na gorąco" nie jest sprawiedliwością, ale nie jest też niesprawiedliwością« W podobny sposób {maciek} mógłby udowodnić, że podział rzeczy na twarde i miękkie jest niezupełny, bo np., „miłość” nie jest ani twarda, ani miękka.

    Myli się też {scalony} pisząc: „Trudno to nazwać cenzurą. To zjawisko jest w Wikipedii czymś znanym i jest określane jako wojna edycyjna. Wikipedia jako organizacja nie rozstrzyga sporów pomiędzy osobami, które edytują hasła. Cała idea Wikipedii polega na tym że narzędzie do jej tworzenia jest przekazywane absolutnie wszystkim – no, i oczywiście zdarzają się sytuacje konfliktowe jak w tym przypadku. Proponuję podjąć rzeczową dyskusję z wikipedystą i przekonać go do swoich racji...”.

    {scalony} jest o jakiś rok spóźniony. W tej chwili nastąpił podział na „wikipedystów” i „nie-wikipedystów” - i ci pierwsi mają prawo usuwać i wstawiać, co chcą – a reszta stada ma pokornie kiwać łbami i merdać ogonami czekając na decyzję „uprawnionego wikipedysty”.

    Zresztą {scalony} chyba jednak to wie – bo nie proponuje mi, bym „podjął wojnę edycyjną” z {bluszczokrzewem} (ja wstawiam – on kasuje – - ja wstawiam...  i komu pierwszemu się znudzi) lecz proponuje mi, bym go przekonał.

    Otóż idiotę można przekonać. Idioty z dyplomem przekonać się nie daje!

     

  • 14-03-2010 23:49:00

    Dyktatura Ciemniaków. Nie widzieliście cenzora w akcji? Poczytajcie{Bluszczokrzewa} Uzupełniłem!

    w ongiś uczciwej Wikipedii:

    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Dyskusja_wikipedysty:83.17.78.18&diff=cur

    Korwin-Mikke i sprawiedliwość [edytuj

    Witaj. Ponownie cofnąłem Twoją edycję sprawiedliwości. Korwin-Mikke jest przede publicystą i politykiem, a nie teoretykiem sprawiedliwości. Jego wypowiedź jest zwykłym sofizmatem, wykorzystującym błąd we wnioskowaniu i brak rozróżnienia na pojęcia ogólne i szczegółowe. Dla porównania podstaw pod jego rozumowanie takie zwroty jak: dobro osobiste (albo pojęcie niepotrzebne, albo to nie-dobro), prawo karne, miłość rodzicielska, szybki bieg.

    Pozdrawiam Bluszczokrzew 16:10, 2 gru 2009 (CET)


    Nie wiem, do kogo jest skierowana ta wypowiedź. Ja kiedyś poprawiłem jedno z haseł Wikipedii („Sprawiedliwość społeczna”) wedle mego  znanego rozumowania:

    Otóż, logicznie rzecz biorąc, istnieją dwie – i tylko dwie – możliwości:

    1) "sprawiedliwość społeczna" jest tym samym, co „sprawiedliwość”

    2) "sprawiedliwość społeczna" jest czymś innym, niż zwykła „sprawiedliwość”.

    Jeśli jest tym samym – to po co mówić i pisać "sprawiedliwość społeczna" ? Mówiąc "sprawiedliwość społeczna" marnujemy czas, pisząc "sprawiedliwość społeczna" marnujemy papier: o ile sosen więcej trzeba było wyrąbać na pulpę by wytworzyć papier potrzebny do napisania miliardy razy "sprawiedliwość społeczna" !?

    Jeśli zaś "sprawiedliwość społeczna" jest czymś innym, niż zwykła „sprawiedliwość” - to w języku polskim „Coś innego, niż sprawiedliwość” nazywa się „Niesprawiedliwość”.

    Weźmy konkretny przykład. Sędzia wydaje wyrok na przestępcę i mówi: „Sprawiedliwości musi stać się zadość, dlatego wymierzam karę 7 lat więzienia”. Stłoczona na sali publiczność przytakuje: „Tak, to jest sprawiedliwy wyrok”.

    Wyobraźmy sobie teraz, że ten sam (lub inny) sędzia ma wydać wyrok w oparciu o zasady „sprawiedliwości społecznej”. Mówi: „Sprawiedliwość społeczna wymaga, by wymierzyć tu karę X lat więzienia”.

    Właśnie: jeżeli w każdej sprawie sędzia wydałby taki sam wyrok, jak sędzia orzekający na podstawie zasad zwykłej sprawiedliwości – to mielibyśmy do czynienia tylko z marnowaniem czasu i papieru na zbędne słowo „społeczna”. Jeśli jednak sędzia orzeknie 2 lat (albo 15 lat) więzienia, to jeśli tamten wyrok uznaliśmy za sprawiedliwy, to ten musi być niesprawiedliwy.

    Prawda jest drugi człon alternatywy: wiemy z doświadczenia, że „sprawiedliwość społeczna” to coś zgoła innego niż zwykła sprawiedliwość.

    A więc jest to niesprawiedliwość.

    (wg tomu „IUSTITIA SPRAWIEDLIWOŚĆ” wyd. „Gdański Areopag”, Gdańsk 2009)

    widocznie {Bluszczokrzew} mój dopisek prawem Kaduka cofnął, ktoś rozsądny przywrócił, a {Bluszczokrzew} ponownie to wykastrował!

    Ten zadufek nie pojmuje, że mówimy o zupełnie innych kategoriach. Jeśli tego nie widzi, to niech spróbuje przeprowadzić to samo rozumowanie z proponowanymi przez się pojęciami: „dobro osobiste”, „prawo karne”, „miłość rodzicielska”, „szybki bieg” - a przekona się, że wyjdzie nonsens. A wyjdzie dlatego, że w tych pojęciach przydawka oznacza wyróżnienie jednego z rodzajów (dobra, prawa itd.) - podczas gdy „sprawiedliwość” z natury żadnych „rodzajów” nie wyróżnia.

    Innymi słowy: są rozmaite „dobra”, rozmaite „biegi”, rozmaite rodzaje „miłości” - i sofizmat nie działa, bo po prostu "prawo karne" to coś innego, niz "prawo". Natomiast „sprawiedliwość”, z definicji, powinna być jedna. Stąd ów sofizmat w tym przypadku działa.

    Kim jest {Bluszczokrzew}? Czytamy?

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedysta:Bluszczokrzew

    Po początkowych wpisach testowych zacząłem się zajmować tym, na czym się znam trochę lepiej, czyli obszarem pomiędzy socjologią, filozofią, naukami politycznymi i prawem. Jestem raczej inkluzjonistą, słabo interesującym się wikiwyścigiem. Znacznie bardziej martwi mnie nasza "płytkość" (choć ostatnio udało nam się wzrosnąć z 8 do 10, to i tak jesteśmy na szarym końcu). Staram się grać zespołowo i uczestniczyć w różnych akcjach.

    Oczywiście, że w Wikipedii ma prawo wypowiadać się dowolny wariat, maniak albo idiota. Jak to jednak się dzieje, że jacyś niedouczeni, a pewni siebie, g**niarze uzyskali prawo cenzurowania innych?

    Odpowiedź jest prosta: bo im bardzo zależy, bo nikt normalny ich by nie czytał. Więc tacy przemądrzalcy cenzorują innych! I KTOŚ im na to pozwala, KTOŚ ich upoważnił.

    Za Stalina działacze Związku Akademickiej Młodzieży Polskiej cenzurowali swoich profesorów. Czuje się dokładnie tak samo, jakbym zetknął z jednym z tych zapaleńców w czerwonym krawacie.

    Tu już nawet nie chodzi o Prawo O'Sullivana („Każda instytucja, nie zaplanowana i z'organizowana starannie jako prawicowa, z biegiem czasu staje się lewicowa”. To ponad-ideowe. Tu mamy do czynienia z typową Dyktaturą Ciemniaków. Ciemniaków dyplomowanych.

    Jest to niebezpieczne zjawisko. Wikipedia była pomyślana jako otwarta: wpisy tworzyli dowolni ludzie - a następni starali się ich poprawiać. Założeniem twórcy Wikipedii było, że statystycznie częściej hasło będzie poprawiane, niż psute.

    Jeśli pozwala się jakiejś grupie uzyskać nad tym kontrolę, to Wikipedia staje się odbiciem przesądów tej grupy – a nie Wiedzy Ogólnej Społeczeństwa.

    27 odbywa się zjazd Wikipedystów. Proponowałbym, by się tam nad tym zastanowić.

    Podejrzewam jednak, że tam zbiorą się właśnie głównie tacy niedouczeni maniacy i niezaspokojeni cenzorzy, jak {Bluszczokrzew}.

    =====

    Przepraszam - bylemw nocy pewien, że to wstawiłem...

  • 13-03-2010 23:47:00

    Tym razem opóźnienie

    co najmniej dwie godziny

  • 12-03-2010 22:49:00

    Praca kobiet – a pies...

    Zacznę od końca. {Jahu} napisał: „Ja tylko powiem z własnego doświadczenia, że moja szefowa z pracy swego czasu zatrudniała opiekunkę do dziecka w sumie za więcej niż wynosiła jej miesięczna pensja! No, ale to budżetówka była - więc nie ma co się dziwić :)

    Rozumiem, że chodzi o to, że w budżetówce nie musiała się specjalnie naharować - a praca w domu, przy dzieciach, jest i odpowiedzialna i wyczerpująca. Dodam, że kilka dosłownie dni temu rozmawiałem z Panią, która dobrowolnie oświadczyła, że przez dwa lata pracy w budżetówce nie musiało robić NIC – dosłownie: NIC; i była jedyną, która po dwóch latach złożyła wymówienie, bo już nie mogła znieść tego dolce far' niente. Reszta „pracuje” tam nadal.

    Oczywiście nie jest tak, że praca wszystkich kobiet jest zbędna. Mówiłem o „większości” (czy „ogromnej” - to kwestia interpretacji...). Nie ma jednak racji grecki niewątpliwie mędrzec {Mokrysedes} piszący: „najbardziej niewdzięczną pracę kasjerek, sprzątaczek, fryzjerek, pań w "okienkach" wykonują kobiety. Zakwalifikowanie tych obowiązków do zbędnych to duży brak szacunku. (…) "praca olbrzymiej większości kobiet jest zbędna". Tak, jest zbędna, ale jedynie w instytucjach państwowych. Prawidłowy wniosek powinien wyglądać jednak tak: "praca olbrzymiej większości kobiet i mężczyzn, w instytucjach państwowych, jest zbędna" i „bardziej zbędna praca jest mężczyzn (podkreślam: w instytucjach państwowych) gdyż za takie samo nicnierobienie pobierają z tytułu zajmowanego stanowiska wyższe wynagrodzenie”.

    Otóż jeśli w jakiejś reżymowej instytucji – np. w Głównym Urzędzie Statystycznym - siedzi sobie pani zbierająca informacje o liczbie krzeseł w firmach, to jednocześnie w dziesięciu tysiącach firm siedzą panie, które tamtą panią w te informacje zaopatrują. Są one zatrudnione w jak najbardziej prywatnych instytucjach – i praca ich jest dokładnie tak samo zbędna, jak praca tamtej pani w GUSie. Tyle, że one muszą być zatrudnione, bo każda z tych firm musi tę „niezbędną” informację do GUSu dostarczyć!!

    Gdyby te 10.001 pań z ulgą wróciło do domu, to pracę straciłoby kolejne 10.000 pań – które ich rodziny karmią i opierają – a także sprzątają. Straciłyby motorniczynie tramwajów (resztę ludzi przewiozłyby autobusy, a torowiska zostałyby przeznaczone na poszerzenie jezdni) – i tak dalej. W dodatku zwolnieni z pracy nic nie robiący obecnie mężczyźni mogliby zastąpić te kobiety, których praca nie jest zbędna.

    Jaka nie jest zbędna? Tam, gdzie wykorzystywane są specyficzne cechy kobiet: dokładność, delikatność, dobra pamięć. Czyli np. szwaczki – ale nie jestem pewien, czy rynek nie spowodowałby wyparcia tkaczek przez tkaczy: bieganie od krosna do krosna jest jednak bardzo wyczerpujące. Oczywiście: nie może o tym decydować polityk ani urzędnik – tylko Rynek.

    Uspokajam wszystkich obawiających się, że chcę zakazać pracy kobietom. Dlaczego miałbym do tego zmierzać? Przecież feministki na przykład – nie powinny się do domu w ogóle zbliżać... Nie są do tego psychicznie dopasowane. W części zawodów kobiety są też od mężczyzn po prostu lepsze.

    Jednak na pewno są lepsze w zawodzie Pani Domu!

    Zgadzam się z tymi, co twierdzą, że bardziej efektywne jest pranie w pralni, niż w stu pralkach. Jeśli jednak policzymy czas tracony na dowiezienie tej bielizny do pralni – i z powrotem, na znakowanie jej, by się nie pomyliła, na reklamacje i spory o jakość usługi – to pranie w domu może okazać się bardziej efektywne... Powtarzam jednak: tu decyduje Rynek.

    Natomiast poza ekonomicznym jest aspekt społeczny, którego socjaliści nie biorą pod uwagę. Otóż dzieciom, by nie wyrastały na łazęgów i chuliganów, potrzebny jest DOM. A DOM - to jest kobieta. Kobieta, która na swoje dzieci wywiera ogromny wpływ – dzięki czemu dzieci są różnorodne – a nie ujednolicone, jak po żłobku i przedszkolu. Kobieta, która gotują inaczej niż inne kobiety – dzięki czemu dziecko ma DOMOWE jedzenie, a dzięki temu właśnie wie, że tu jest jego DOM. Bo, nie ukrywajmy, małe dziecko kieruje się odruchami – tak samo jak pies. I wie, kto je karmi. I przywiązuje się. Czy chcemy, by nasze dzieci przywiązywały się do Pani W Stołówce?

    Dzięki przywiązaniu do wyglądu i zapachu matki, do dźwięku jej głosu i dotyku jej dłoni, do zapachu i smaku jej potraw – dzieci wyrastają na zróżnicowanych, ale zdrowych członków społeczeństwa. Natomiast dzieci pozbawione DOMU, jedzące po stołówkach i biegające z kluczem na szyi, znacznie częściej trafiają do ulicznych gangów i schodzą na złą drogę.

    Tę stratę można szacować – ale na pewno zysk z tego, że w każdym domu jest matka jest przeogromny. Choć zostanie zainkasowany dopiero za kilka lat.

    =====

    Na zakończenie chcę coś dodać. Ja z reguły krytykuję wszystko – na zasadzie owego brytyjskiego sierżanta: „Najlepsze jest zaledwie dostatecznie dobre!”. Tym razem chcę napisać: jestem dumny z poziomu Państwa komentarzy. Wyjątkowo przeczytałem uważnie wszystkie (zazwyczaj większość przeglądam „po łebkach”) - i, naprawdę: serce rośnie.

  • 11-03-2010 23:54:00

    Skąd brać dzieci?

    {Eukariot} poprosił o podjęcie tematu "polityki demograficznej". W Polsce współczynnik dzietności wynosi podobno 1,3, co powoduje, że społeczeństwo starzeje się w zastraszającym tempie. Pomysły na zaradzenie problemowi oczywiście wszystkie dotyczą "wsparcia" ze strony państwa. Brzuch zaczyna boleć jak się to czyta:

    http://www.rp.pl/artykul/426463,445367.html

    Głuchy niemowie tłumaczy...

    Prosiłbym, by Państwo to sobie rzeczywiście przeczytali! Są tam typowe dla zacnych niewiast kretynizmy [ No właśnie, dlaczego mama, która w swojej rodzinie musi kupić pięć par butów dla piątki dzieci, ma pięć razy płacić od tego podatek? – pytała w kontekście polityki podatkowej Agnieszka Tombińska (Związek Rodzin „Trzy Plus”)] - ale rzecz w tym, że w tym tekście w ogóle nie jest poruszony żaden realny pomysł na zwiększenie dzietności.

    Tak nawiasem: podobne zjawisko wystąpiło w starożytnym Rzymie. Senat próbował interweniować przy pomocy ustaw – co, oczywiście, tylko pogorszyło sytuację...

    Prawdziwą przyczyną spadku dzietności jest zniszczenie rodziny. Kilku Komentatorów już to wyjaśniło (podkreślając słusznie rolę systemu emerytalnego – głównego sprawcy zaniku dzietności). Tak od razu: podawany przykład Francji, gdzie dzieci rodzi się dużo, jest zafałszowany: wlicza się w to średnią rodzin Francuzów (1,6) i Arabów, Murzynów i innych takich (8 dzieci na rodzinę...).

    Sama likwidacja systemu emerytalnego wystarczyłaby, by dzietność po kilkunastu latach wyraźnie wzrosła. Są jednak i inne przyczyny.

    Czerwona Hołota od 80 lat wmawia kobietom, że muszą – no: MUSZĄ – pracować poza domem, że MUSZĄ przyczyniać się do dobrobytu rodziny. Istnieją specjalne mechanizmy podatkowe pomyślane, by kobietom (sztucznie) opłacało się pracować poza domem.

    Nie tylko podatkowe. Np. dofinansowywanie miejskiej komunikacji, dofinansowywanie przedszkoli i żłobków. Powoduje to złą allokację siły roboczej. Gdyby kobieta musiała zapłacić za te usługi wedle ceny rynkowej, to szybko doszłaby do wniosku, że jej praca jest nieopłacalna.

    Co więcej: specjalnie rozwija się biurokrację, obsadzając niższe i niskopłatne posady kobietami. Wykonują one prace bezsensowne, albo i szkodliwe – ale zostały wyrwane z domu. I o to IM – z powodów dogmatycznych – chodzi.

    Mój ulubiony przykład:

    Ja i Kowalski prowadzimy biuro podróży. Nie znamy się – biura są w różnych punktach Warszawy. Pracują z nami żony...

    ale oto kryzys: liczba klientów spada. Co robimy i ja i Kowalski? Mówimy żonom: „Kochanie! Zajmiesz się domem. Dzięki temu sama coś uszyjesz, sama będziesz gotować – więc zaoszczędzimy na drogim i dość podłym jedzeniu restauracyjnym. Nie będzie potrzebna opiekunka do dziecka – czy przedszkole – ani sprzątaczka. Jakoś przebiedujemy”

    I może się okazać, że po tej decyzji poziom życia naszych rodzin w ogóle wzrósł!

    Gdyby jednak Kowalska pracować u mnie, a moja żona u Kowalskiego – to obydwie czepiałyby się pracy – w przekonaniu, że przyczyniają się do dobrobytu swoich rodzin!!!

    A przecież to dokładnie taka sama sytuacja! Oczywiście: z pracy trzeba by zwolnić obydwie; i ja i Kowalski zaoszczędzilibyśmy na ich pensjach.

    Tyle, że w praktyce moja żona pracuje u Kowalskiego, żona Kowalskiego u Wiśniewskiego, Wiśniewska u Zielinskiego, a Zielińska u mnie – i takiej kasacyjnej operacji nie można przeprowadzić.

    Konkludując: praca olbrzymiej większości kobiet jest zbędna, albo nawet szkodliwa. Gdybyśmy zlikwidowali ją w ogóle, nie byłoby problemu „zapewnienia pracującym kobietom żłóbków, przedszkoli” i dziesiątków innych, kosztownych instytucyj.

    I wtedy małżeństwa stać byłoby na dzieci...

     

     

  • 10-03-2010 23:20:00

    Działalność państw w gospodarce

    {Nonick} (i inni) dziwi się, że JE Donald Tusk powołał p.Jana Krzysztofa Bieleckiego na Szefa Doradców tzw. rządu - i zastanawia się: po co? Odpowiedź jest prosta: p.JKB stracił posadę w banku i jest bezrobotny. Więc trzeba Mu było stworzyć miejsce pracy - w ramach walki z bezrobociem.
    Zdumiał mnie, tak zazwyczaj przenikliwy, {BratSzlachcic} piszący:  "Wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego rząd miałby się zajmować gospodarką.
    Jedyne wyjaśnienie, jakie rozsądnie ciśnie się na umysł, to to, że gospodarka jest rządowo sterowana a ustrój jest rządowo państwowy.
    Innego powodu "zajmowania się gospodarką" nie widzę... "
    Do okulisty! Powód jest jeden - ale za to oczywisty. Za skonstruowanie i doprowadzenie do ratyfikacji GENIALNEGO traktatu zabezpieczającego Polskę na 50 lat, można otrzymać premię 20.000 zł. Za danie w gospodarce komuś koncesji można dostać i 2 miliony...
    Jasne?
    Przepraszam, jestem w Krakowie, nie mam dostępu do swojej bazy - więc tak krótko...

  • 09-03-2010 23:45:00

    Deficyt ZUS czy bankructwo socjalizmu?

    Ku mojemu zdumieniu kryzys, który – według moich pobieżnych szacunków – powinien był zacząć się już w październiku – jeszcze nie wybuchł. Dopiero słychać pierwsze pomruki burzy.

    Najpierw mogli sobie Państwo przeczytać, że stan finansów ZUSu jest tragiczny do tego stopnia, że trzeba będzie dopłacać z budżetu rocznie 70 miliardów złotych.

    http://www.wprost.pl/ar/188966/ZUS-owi-zabraknie-70-miliardow-zlotych/

    Co oznacza, że każdy Polak – od niemowlęcia po emeryta, nawet stojącego już nad grobem - będzie musiał dopłacić do ZUSu 2000 zł. Rocznie.

    Niezła sumka.

    Potem mogli Państwo przeczytać prognozę bardziej długofalową:

    http://biznes.onet.pl/emerytury--rewolucyjna-redukcja,18490,3187066,1,news-detal

    Wartość emerytury w stosunku do średniej płacy zmniejszy się o 54%. Nikt tylko nie dodaje, że realna wartość średniej płacy też spadnie.

    Cóż: ja o tym piszę od 40 lat – więc to mnie nie zaskakuje. Ma to nastąpić za pół wieku. Śmieszy mnie to, bo jest oczywiste, że jest to prognoza dokładnie taka sama, jak te, że Paryż w 1920 padnie z powodu braku owsa dla koni. W roku 2060 żadnych emerytur po prostu nie będzie – i tyle.

    Ale takie prognozy mają dobrą stronę: Czerwona Hołota zaczyna się bać.

    Bać, że zostanie rozszarpana na strzępy. Fizycznie.

    Wracając do tych 70 mld: jest przezabawne, w jaki sposób jest to prezentowane.

    Ubezpieczyciel tworzy swoje prognozy na podstawie założeń makroekonomicznych ogłaszanych przez Ministra Finansów. - Dane wykorzystane do prognozy są zgodne z programem konwergencji i skoordynowane z rządowymi danymi dotyczącymi gospodarki (…) W przypadku prognozy dotyczącej okresu po 2012 r. posłużono się długoterminowymi założeniami przygotowanymi we współpracy z Ministerstwem Finansów".

    Jednak na tym ZUS nie poprzestał. Sporządził również inne prognozy – optymistyczną i pesymistyczną.

    Ja też to potrafię. Potrafiłbym również w wieku 15 lat. Bez żadnych danych.

    Proszę: optymistyczna: 60 mld dopłaty Jeszcze bardziej optymistyczna: 50 mld. Pesymistyczna: 80 mld. Jeszcze bardziej pesymistyczna? 90 mld. Jeszcze bardziej?

    Oczywiście gdybym brał za to pieniądze, to wyliczyłbym (z dobrze pomalowanego sufitu) dokładniej: 91 mld 238 mln...

    To brzmi poważnie – i naukowo.

    W rzeczywistości wartość tych prognoz jest ZEROWA. Oczywiście jeśli możliwy jest deficyt 90 mld i 50 mld – to możliwy jest każdy pośredni – a także wartości spoza tego przedziału.

    Po co robi się takie prognozy?

    Żeby w ZUSie kilkunastu dodatkowych darmozjadów mogło sobie skromnie żyć na koszt nieszczęsnych emerytów!

    A w ogóle to przypominam, że w 1320 roku Edward II Plantagenet wydał (nie odwołany formalnie do tej pory!) edykt grożący śmiercią wróżbitom, przepowiadaczom pogody i innym takim.

  • 08-03-2010 23:52:00

    Dziś - o bezdomnych

    Bezdomni - to bardzo różni ludzie. Podobnie jak domni zresztą. Ja tu piszę o tych bezdomnych, którzy nie tylko w Polsce, ale i w USA, i w Danii, i w innych krajach socjalistycznych odmawiają (co drugi odmawia!) korzystania z noclegowni - bo chcą być niezależni. I są!

    Nie mają dowodów osobistych. Nikt nie zabrania im pić ani ćpać - bo jak? Więzieniem im zagrożą? Nikt nie zabiera ich do izby wytrzeźwień - a jeśli, to nawet nie próbuje ściągać z nich opłaty za ten nocleg... Co ciekawe: pomimo tej praktycznej bezkarności, w zasadzie nie popełniają przestępstw!

    Są to ludzie naprawdę niezależni. Czytają gazety (z jednodniowym opóźnieniem zazwyczaj) - za to nie oglądają telewizji - więc są w polityce zorientowani znacznie lepiej, niż przeciętny, ogłupiony przez TV, obywatel.

    Zazdrościć im nie zazdroszczę - sam też jestem niezależny.

    Ale mam dla nich szacunek...

    =====

    PS: Przepraszam - nie przypuszczałem, że opóźnienie będzie 24-godzinne.  Byłem pewien, że o 4.tej nad ranem wstawiłem tekst - i nie mam pojęcia, co się z nim stało.

    Na pewno sie znajdzie...

  • 07-03-2010 23:52:00

    Dzis opóźnienie będzie

    chyba troche wieksze...

     

  • 06-03-2010 23:51:00

    Wraca zima

    Wedle meteorologów czekają nas jeszcze dwa tygodnie zimy. Trudno: zdarza się. Śnieg często-gęsto padał jeszcze w kwietniu - więc o co chodzi?

    Klimat mamy znakomity. Mam na myśli nastroje opinii publicznej, która coraz bardziej sprzyja myśli wsadzenia "Wojowników z Globalnym Ociepleniem" do kryminału - za udział w spisku mającym na celu wyciągnięcie z kieszeni podatników gigantycznych pieniędzy. Dla takich poczynań jest coraz lepszy klimat.

    Kilka zaprzyjaźnionych firm budowlanych, widząc ocieplenie, planowało od poniedziałku rozpocząć pracę na budowach. Kilka nawet już rozpoczęło. I ich plany biorą w łeb.

    Jakie straty poniosła gospodarka polska - i gospodarka europejska - z powodu "nieoczekiwanego ataku zimy"? Cóż: warto sobie uświadomić, ile zarobiły przez dwa ostatnie lata, prowadząc prace przez całą praktycznie zimę!

    Były to zyski idące w biliony.

    Po uświadomieniu sobie tego należy najeść się grochówki, wypiąć tyłki i produkować metan...

    ...tyle, że to też niczego nie zmieni! 

    Natomiast w polityce najwyraźniej - odwilż!

    Dlaczego?

    Dlatego, że IM coraz bardziej brakuje pieniędzy.

    Nic tak nie uczy rozumu, jak brak pieniędzy. Poza głodem, oczywiście.

    Wiec - kto wie - może  ta banda durniów i złodziei zacznie wreszcie słuchać ludzi, mających jakieś o gospodarce pojęcie? 

    =====

    * Zasada ta działa i w drugą stronę: jak było za dużo pieniedzy, to wszyscy głupieli!

     

     

  • 05-03-2010 23:43:00

    Pretensje terytorialne czyli: potęga "dialogu"

    Pamiętam, że gdy po raz pierwszy Argentyńczycy napadli na Falklandy, siedziałem internowany w Białołęce. I pamiętam entuzjazm z jakim witaliśmy tryumf British Navy nad flotą argentyńską – i kapitulację okupacyjnych wojsk argentyńskich przed... trzy razy mniej licznymi siłami Brytyjczyków.

    Co było zresztą efektem tego, że armia argentyńska składała się z poborowych; celem poborowego jest przeżyć. Celem zawodowego żołdaka jest: „Walczyć! Pozabijać trochę wrogów! Zwyciężyć!” On po to zaciągnął się do armii. I już obawiał się, że odejdzie z niej bez przeżycia prawdziwej wojny – a tu: JEEEEST! Wojna! Strzelanina!

    To prawdziwy żywioł prawdziwego żołnierza.

    Teraz napisałem tekst p/t:

                                                                Falklandy po raz wtóry

    W swoim czasie śp.Dwight "Ike" Eisenhower określił sowieckie metody negocjacji słowami: "Co nasze - to nasze; a o tym co wasze powinniśmy podyskutować".

    Tę samą szlachetną metodę usiłuje właśnie zastosować socjalistyczna prezydentka Argentyny, JE Krystyna Fernandez de Kirchner. Ona chce od Wielkiej Brytanii tylko jednego drobiażdżku: by ta usiadła do stołu, by negocjować o przyszłości Falklandów.

    Tymczasem Argentyna nie ma żadnych praw do tych wysp, nigdy nie należały one do Argentyny, a jedynym powodem roszczenia jest to, że leżą bliżej Argentyny niż Anglii.

    W takim razie Polska powinna sobie rościć pretensje do Bornholmu...

    A z północy zgłasza się p.Hilaria Clintonowa, gotowa "dopomóc w negocjacjach" - to znaczy: tak sprawę zawikłać, by USA stały się Wielkim Rozjemcą.

    Lady Małgorzata baronessa Thatcherowa nie prosiła o pomoc, nie "siadła do stołu", tylko posłała na Falklandy flotę. Ciekawe, czy p.Gordon Brown okaże się, jak Ona, mężczyzną - czy babą?

    Obawiam się, że to drugie. Dziś ludzi uczy się, że najważniejszy jest „dialog” i „porozumienie” a także „kompromis”. Tymczasem polityk dążący do kompromisu zawsze przegra z tym, który bezkompromisowo dąży do celu.

     

     

  • 04-03-2010 23:56:00

    Przepraszam:

    wczoraj nie było wpisu z powodu dość nieoczekiwanego wyjazdu do TVP1 (Najprawdopodobniej nawalił im WCzc.Janusz Palikot (PO. Lublin) więc z rozpaczy w ostatniej chwili zadzwonili po mnie...

    W tej telewizji zostałem zaskoczony: nowy program, startujący od zera, z nowym prowadzącym – a zestaw gości niemal identyczny, jak w podobnej dyskusji pół roku temu. Tyle, że zamiast p.gen.Romana Polko, b. d-cy GROMu, pojawiła się p.Olga Lipińska.

    Jak wiele osób zwróciło mi uwagę, zapomniałem upchać w dyskusji informacji o Szwajcarach, którzy mają broń w domach (i to nie pistolety, a na ogół znacznie cięższą broń!) - i jakoś się jeszcze nie powystrzelali. Istotnie: nie użyłem bardzo wielu argumentów... Natomiast ten o broni gazowej i pneumatycznej, którą posiada parę milionów „obywateli” III RP – a jakoś nie słychać o postrzeleniach (choć z bliska bez trudności można z niej nawet zabić!) uważam za absolutnie rozstrzygający.

    Zauważyli Państwo, jak po jego użyciu wszyscy rzucili się gadać, byle ten argument zagłuszyć?

    Powinienem był go raz jeszcze, z całym naciskiem, powtórzyć.

    P.Andrzej Wayda wytknął mi też, że nie użyłem popularnego argumentu: moi Oponenci zgodni byli, że co najmniej połowie tzw. „obywateli” III RP broni palnej nie powinno się dawać – bo mogą zastrzelić parę osób. Jednocześnie jednak te same osoby mają czynne prawo wyborcze – a głosując mogą wyrządzić Polsce znacznie, znacznie większe szkody, niż zastrzelenie paru ludzi!

    Ja planowałem go użyć – ale wtedy właśnie dyskusja zjechała na tematy poboczne – i okazja zniknęła.

    To jest jednak b. dobry argument. Nie tyle za prawem do posiadania broni, ile przeciwko d***kracji...

    Teraz bomba z następnego dnia:

    P.Jan-Werner Sinn, szef monachijskiego Instytutu do Badań nad Gospodarką zaproponował pogrążonej w kryzysie finansowym Grecji wystąpienie ze strefy €uro. Oświadczył, że skorzystałaby na tym zarówno Grecja, jak i pozostałe państwa €urolandii.

    Zapewne tak. Przeprowadźmy podobne rozumowanie od końca: powiedzmy, że z €urolandii wystapiło już 14 państw; pozostały dwa. Wystąpienie jednego jest równoważne wystąpieniu drugiego. Jeśli jest to np. Grecja i Niemcy, to takie wystąpienie jest korzystne dla obydwu.

    Teraz krok dalej: z €urolandii wystąpiło 11 państw, pozostały trzy...

    To można rekurencyjnie powtarzać. Nie jest to dowód tezy – jest jednak silna pomoc w rozumowaniu.

    Pozostaje pytanie: dlaczego jakiś kraj ma czekać, aż znajdzie się w takiej samej sytuacji, jak Grecja? Czy nie lepiej wystąpić od razu?

    Z ciekawostek: „BILD” zaproponował Republice Grecji sprzedaż... wysp. Ponoć Grecja ma 3054 wyspy, z czego tylko 74 są zamieszkałe. Pozostałymi włada państwo (? - czy rzeczywiście?) . Jedną taką wysepkę można sprzedać za kilkanaście - a nawet kilkadziesiąt - milionów €uro.

    Republika jest zadłużona na €300 mld. PRL tylko na ok. €150 mld.

    Na razie...

    http://www.wprost.pl/ar/188661/Rady-dla-Grekow-wyjdzcie-ze-strefy-euro-sprzedajcie-wyspy-i-Akropol/

    Na razie to p.Jerzy Papandreu, premier Republiki, pojechał do Niemiec żebrać o pomoc od p.Anieli Merkel, kanclerki RFN...

  • 02-03-2010 19:11:00

    Umysłowa choroba pani Joanny Senyszynowej, CEP.

    Pani prof. dr hab. chap Joanna Senyszynowa na pisała na Swoim blogu:

    http://wiadomosci.onet.pl/2135573,11,dyskryminacja_kobiet_to_choroba_umyslowa,item.html

    że „dyskryminacja kobiet to choroba umysłowa”. Chodzi Jej konkretnie  o... prawo Polek do aborcji.

    P.Profesoressa myli się zasadniczo. I to pod kilkoma wzgledami

    1) Mężczyźni dokładnie tak samo jak kobiety nie maja prawa do aborcji. P.Senyszynowa uważa zapewne, że gdyby mogli być w ciąży, to takie prawo by mieli – ale to hipoteza nie do udowodnienia.

    2) Dziewczynki w życiu płodowym są w Polsce, gdzie aborcja jest mocno ograniczona prawem, zabijane równie często, jak chłopcy.

    3) Odwrotnie: w Chinach okupowanych przez ChRL, gdzie aborcja jest legalna, a nawet nakazana, dziewczynki zabijane są znacznie częściej, niż płody płci męskiej. To tam istnieje więc dyskryminacja.

    I jeszcze jedna uwaga: p.Seneszynowa pisze, że rocznie dokonuje się w Polsce 100.000 nielegalnych aborcji. Byłbym wdzięczny za informację, skąd p.Profesoressa ma te dane: czy GUS zbiera informacje o nielegalnych aborcjach? Podejrzewam, że są wyssane z brudnego palca. Tak czy owak: ja pamiętam, że gdy aborcjoniści walczyli w 1956 o prawo dzieci do bycia zabijanymi, argumentowali, że rocznie dokonuje się w Polsce 800.000 takich „zabiegów”, więc trzeba to zalegalizować.

  • 01-03-2010 23:53:00

    Rzecz o kretyniźmie

    Już śp.Oscar Wilde zauważył, że "Żyjemy w czasach, w których tylko głupców traktuje się poważnie". Gdyby ktoś w przyszłości nie wiedział, kiedy żył Wilde, to z tego zdania mógłby wywnioskować, że żył już czasach d***kracji - ale raczej w początkowym jej okresie, w którym powszechna głupota jeszcze mądrych ludzi dziwiła.

    Dziś to banał.

    Jest oczywiste, że aby w d***kracji osiągnąć powodzenie trzeba być albo kretynem, albo umiejętnie kretyna udawać. Podam dwa przykłady kretynizmu.

    Autorem pierwszego powiedzenia jest profesor (dr hab. chap) prawa – w momencie wypowiadania tych słów był On akurat Ministrem Sprawiedliwości – a jeszcze obowiązywała kara śmierci. Ten mąż stanu wygłosił wtedy zdanie:

    „Należy zaostrzyć kary za najcięższe przestępstwa – znosząc jednocześnie karę śmierci”.

    Do tej pory ludziom wydawało się, że kara smierci jest właśnie za najcięższe przestępstwa – ale kretyn tego nie pojmuje. Gdy Mu to wytknąłem, nie mógł zrozumieć o co chodzi? Przecież powiedział zdanie słuszne: ludzie chcą zaostrzenia kar – więc to jest słuszne; federaści zaś wymagają zniesienia kary smierci – więc to jest też słuszne; dlaczego zatem te dwie, tak słuszne i zacne, tezy nazywam „kretynizmem”?

    Autor tego powiedzenia jest, oczywiście, uważany za człowieka poważnego.
    Drugi przykład kretynizmu, to Art. 2 Konstytucji III RP, brzmiący:

    „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

    To sformułowanie jest oczywistym kretynizmem – dokładnie takim samym, jakim byłoby powiedzenie: „Samochód powinien być bardzo duży, czyli jak najmniejszy, przy czym ważne, by miał on rozmiary nie odbiegające od średniej”.

    Wszystkie trzy zasady: 1) d***kracji, 2) państwa prawa i 3) socjalizmu są ze sobą sprzeczne. W Państwie Prawa wykonuje się prawo co do litery, nie dbając ani o opinię L**u, ani o jakąś-tam „sprawiedliwość społeczną”. W d***kracji wykonuje się Wolę L**u, nie dbając o to, z czym ona jest sprzeczna, a w socjaliźmie zasada sprawiedliwości społecznej, realizowana przez socjalistów, jest ważniejsza niż litera prawa – i niż Wola L**u.

    Jakim cudem taki potworek znalazł się w Konstytucji? Kto jest autorem tego kretynizmu?

    Otóż w tym przypadku jest to dzieło zbiorowe. Jak wiadomo „Wielbłąd – jest to koń zaprojektowany przez komisję”. Trzech autorów z trzech rożnych obozów politycznych jest dumnych, że przeforsowali swoje – dzięki czemu powstał ten bardzo zgrabny kretynizm, który uzyskał aprobatę Senatu, Sejmu – i L**u (w referendum). Każdy znalazł coś dla siebie, więc głosował „za”...

    Trybunał Konstytucyjny orzekający na takiej „podstawie prawnej” ma zadanie beznadziejne. Po jakimś czasie jednak odkrył on, że – wedle logiki formalnej – z pary zdań sprzecznych wynika wszystko - więc wydaje dowolne decyzje (np. te o emeryturach dla Członków WRONy – i dla SB-ków) – i zawsze je potrafi uzasadnić podpierając się Konstytucją.

    I jest zachwycony nową rolę. On teraz rozdaje karty.

    =====

    Rada WiP postanowiła, że z uwagi na organizowaną przez Stowarzyszenie im. ks.Piotra Skargi demonstrację we wtorek (czyli dzisiaj) o 12.00 powinniśmy zaznaczyć w niej swój udział, a sami z'organizować własny happening w terminie późniejszym: przed debatą w Senacie lub przed terminem podpisu u Pana Prezydenta.