Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63796 komentujących
38759 czytających
Konkurs
Magister PAFERE
PAFERE zaprasza do udziału w VI edycji konkursu Magister PAFERE
Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-12-2010 18:21:00

    Zamykamy rok – drobiażdżkiem.

    Komentator, zmyłkowo podpisujący się {mr_kultura} napisał:

    Cała Polska mówi 'Dżyngis-Chan', to dziadunio oczywiście musi 'Chan-Dżyngis'. Już pomyślałem że będzie i 'Dong-Ze' a tu moje zdziwienie: 'Ze-Dong', po Bożemu... ale, ale: zaraz doczytałem, że to 'Ze Dong Mao' a nie 'Mao Ze Dong' - czyli wszystko OK, Dziadunio zdrów, wszystko robi na opak”.

    Otóż wyjaśniam: po polsku mówi się „emir al-Aghrabi”, „chan Kitajbiz” - a nie Kitajbiz-chan, al-Aghrabi-emir. Nie widzę powodu by robić wyjątek dla Czyngiza, chana Mongołów. Jak będę mówił po mongolsku - to, oczywiście, zmienię kolejność.

    To samo z piekłoszczykiem Mao. Po chińsku i po węgiersku podaje się nazwisko na początku – ale nie mówimy „Bem József” tylko „Józef Bem” - nieprawdaż? To samo dotyczy Ze-Donga Mao.

    Ciekawe, że {mr_kultura} nie protestował, że dziś pisze się „po chińsku” „Mao Zedong” a nie „Mao Tse-Tung” jako to drzewiej (w niemieckiej transkrypcji) "cała Polska" pisała. Dlaczego nadal oddzielam sylaby? Bo każda to osobny ideogram, majacy swoje znaczenie (Mao-Ze-Dong to „sierść moczaru wschodu”). To akurat konserwatyzm – tak się pisało w czasach mojej młodości (jak się nazywał chiński lekarz w „Akademii pana Kleksa”?). Spokojnie: kiedyś umrę, to przestanę...

    Ja piszę po polsku: Katarzyna II (a nie Jekatierina Wtoraja), Baldwin I (a nie Baudouin I), Agata Christie (a nie Agatha Christie), św.Szczepan (lub Szczepan - ale nie San Esteban), Dymitr (a nie „Dmitrij”) Miedwiediew – i głęboko gardzę tfurcami dzisiejszej anty-kultury, gdzie imię to abstrakcyjny dźwięk, a nie odniesienie do jakiegoś świętego (lub innego konkretu). Rodzice w Hiszpanii trzy dni dyskutowali, jakie imię nadać dziecku, wreszcie zdecydowali się na Nadzieję czy św.Stefana – a anty-Polak (nie umiejac tego przełożyć na polski) pisze lub „Esteban wszedł do pokoju” - i cały wysiłek rodziców na nic... Bo dla Polaka „Esteban” to siedem abstrakcyjnie ułożonych liter.

    Albo Hiszpan napisze epigram, że „Nadzieja jest przy nadziei”. Przekładamy to na dzisiejszą "polszczyznę internacjonalistyczną": „Esperanza jest przy nadziei” - i cały dowcip znika. Anty-kultura, anty-kultura...

    Możliwe, że za parędziesiąt lat anty-kultura uczyni dalsze postępy – i będzie się jechało przez Wien i Milano do Romy, gdzie na stolcu św.Petrusa urzędował kiedyś Ioannes Paulus II; mam nadzieję, że tego nie dożyję.

    A na razie: wszystkiego najlepszego w Nowym, MMXI (na pewno lepszym, niż MMXII...) Roku!

  • 30-12-2010 23:50:00

    Czy Holokaust to atrybut czy akcydens?

     

    Kilku Komentatorów formułowało twierdzenia takie, jak {Krakus}:

    „[JKM] wyraźnie napisał (cytuję):

    "po uwzględnieniu tych czynników [technika była o 30 lat wsteczna i trwała wojna] gospodarka narodowo-socjalistyczna była lepsza od euro-socjalistycznej"

    Więc proszę darować sobie pokrętne wywody, które miałyby zaprzeczyć, że to jest pochwała :)

    Z kontekstu wynika, że owszem, pod hasłem "gospodarka narodowo-socjalistyczna" kryje się tutaj - tak jak napisałeś - gospodarka niemiecka za rządów Hitlera.

    Sedno sprawy tkwi w tym, że JKM uważa, że tę rabunkową gospodarkę można oddzielić od eksterminacji narodów, co jest nieprawdą.

    Otóż to: to wszystko albo nieprawda, albo nieporozumienie.

    Dlaczego „eksterminacja narodów” miałaby wpływać (rozumiem: korzystnie?) na gospodarkę. Nawet cyklon-B kosztuje – ale przecież mordowanie narodów jest bardzo kosztowne, wymaga mobilizacji setek tysięcy ludzi, którzy mogliby wytwarzać dobra materialne.

    A po drugie: mieliśmy wziąć poza nawias wojnę. Przed wojną żadnej eksterminacji nie było. Porównujmy gospodarke III Rzeszy w 1937 – i UE w 2010. Pamiętając wszelako, że III Rzesza zbroiła się na potęgę.

    Po trzecie: jeśli napiszę o Kowalskim: „Pan jesteś g***o – a Wiśniewski to jeszcze gorsze g***o!” - to czy to jest pochwała Kowalskiego?? Ja porównuję gospodarkę narodowo-socjalistyczną z gospodarką euro-socjalistyczną – i przypominam przy okazji, że gdy tylko federaści zaczną mówić (już czasem mówią!) o „narodzie europejskim” (tak, jak Stalin mówił o „narodzie sowieckim”) - to „euro-socjalizm” przejdzie w „narodowy socjalizm”.

    Oczywiście: jest całkiem możliwe, że gdyby Adolf Hitler & His Boys mieli do dyspozycji ogromne bogactwa, jakie wytworzyła dzisiejsza technika, to marnowaliby jeszcze więcej, niż marnuje się w euro-socjaliźmie. Znam wiele przykładów kretynizmów socjalistycznych w III Rzeszy – i nie wykluczam, że Hitler też postanowiłby walczyć z Globalnym Ociepleniem. I może nawet wydawałby na to jeszcze więcej pieniędzy.

    Ale tego nie wiemy – więc trudno Go akurat o to oskarżać!

    Po czwarte wreszcie: Chan Czyngiz eksterminował wiele narodów – a nie prowadził rabunkowej gospodarki. ChRL za Ze-Donga Mao prowadziła rabunkową gospodarką, a nie eksterminowała narodów. Więc, jak widać, można to oddzielić.

    C.B.D.O.

     

  • 29-12-2010 23:55:00

    Związkowcy... Tym razem Państwo byliście raczej zgodni w/s wywalania z pracy za ZZ:

    ZajacNoob}: „Nie żal mi takich Fiutów. Związki zawodowe nie trzymane krótko zostawiają po sobie Pożogę”.

    {ejacek} „To równie piękną historię słyszałem jak jeden ze znanych polskich biznesmenów zrobił inny myk. Jak przyszli i powiedzieli, że chcą założyć związek zawodowy w firmie, którą tenże biznesmen dopiero co kupił. Spytał czy już zgłosili fakt założenia związku do sądu. Jak usłyszał, że nie to powiedział im "mam dla Panów informację. firma od dziś przestaje istnieć. po czym firmę rozwiązał, założył nową o tej samej nazwie. Zatrudnił tych samych ludzi tylko w statucie firmy zakazał zakładania ZZ."

    Na co odpowiedział {Krakus}: „Statut nie może godzić w prawnie chronione swobody obywatelskie. Tę historię to chyba opowiadała jedna baba drugiej babie”.

    {praktykant} rozsadnie: "Odbiegnę od tematu: niech te swobody będą w życiu obywatelskim, a nie w prywatnej firmie".

    I jeszcze dokłada {mpasko}: „Otóż to! Jeśli roczne dziecko ma kogoś do czegoś motywować, to ojca do lepszej pracy, żeby chlebodawcy przez głowę nie przeszła myśl o jego zwolnieniu."

    Otóż rację ma {Krakus}: ustawy zabraniają, niestety, likwidowania skutków ustaw, a czynności podejmowane w celu obejścia ustaw są nieważne.

    Jednak nikt chyba nie zabroni przy przyjmowaniu robotnika do pracy zażądania odeń podpisania weksla na - powiedzmy - 100.000 zł – z klauzulą (w osobnej umowie), że jeśli przy odejściu z pracy okaże się, że podczas kariery w firmie nie wstąpił do ZZ, to weksel jest anulowany...

    Słyszałem też o innej historyjce, mniej drastycznej. Bodaj w fabryce autobusów na Dolnym Śląsku u dyrektora pojawili się działacze ZZ domagając się, zgodnie z Kodeksem Pracy, przydzielenia im pomieszczenia na terenie zakładu. Ten podrapał się w głowę - i przydzielił im pomieszczenie. Na terenie zakładu. Konkretnie: w należącym do fabryki ośrodku wczasowym w okolicach Koszalina!

    Zgodnie z prawem!

    =====

    PS. Podniesieniem limitów prędkości - co znacznie bardziej Państwa zainteresowało - zająłem się na blogu na ONET.pl.

  • 28-12-2010 23:55:00

    Jeszcze o Adolfie Hitlerze

    Co jakiś czas w szeregach moich zwolenników pojawiają się trwożne oczekiwanie, że zawsze tuż przed wyborami powiem coś dobrego o Hitlerze – i notowania u L**u pójdą w dół. Cóż: wyborów na razie nie ma – więc dobra pora na parę słów prawdy.


    Otóż (po pierwsze) podejrzewanie konserwatywnego liberała, czy liberalnego reakcjonisty, że jestem zwolennikiem jakiegokolwiek socjalisty - czy to narodowego czy d***kratycznego – jest nonsensem. Proszę popatrzeć na kolor flagi hitlerowskiej, przypomnieć sobie nasze bojowe zawołanie: „Dobry Czerwony – to martwy Czerwony!” - i dać sobie spokój.

    Po drugie: różnica między Adolfem Hitlerem, a – dajmy na to – pp.Ryszardem Bugajem, Piotrem Ikonowiczem, czy Aleksandrem Kwaśniewskim – jest przepastna (na korzyść Hitlera) z jednego zasadniczego względu: Hitler nie żyje – a martwy Czerwony to dobry Czerwony. Poza tym niewiele się – z mojego punktu widzenia – różnią. Gdybym był Żydem być może myślałbym inaczej – ale jako Polak oświadczam: będę bronił mojej własności! I jest mi obojętne, czy chce mi ją zabrać Żyd, czy anty-semita, czy chcą mi ją „upaństwowić”, „uspołecznić”, „znacjonalizować” czy „zsocjalizować”.

    Państwo socjalistyczne jest jednym wielkim więzieniem – i połączenie 27 więzień w jeden GuŁag niewiele zmienia. Jednak każdy wiezień wie, że nawet drobne obiektywnie różnice między więzieniami dla uwięzionego są BARDZO ważne. Dlatego Czerwonych dzielimy na Siouxów, Delawarów, Navajo itd. Z niektórymi daje się nawet rozmawiać... Ze świadomością, że jak im fantazja każe, to oskalpują.

    Piszę to, ponieważ p.Grzegorz Łakomski - skądinąd rozsądny człowiek – miał nieszczęście 31-X na swoim blogu umieścić tekst „Palikot, Korwin-Mikke i Adolf Hitler

    http://www.wprost.pl/blogi/grzegorz_lakomski/?B=1425&comments=1&U=42610

    za co solidnie oberwał od sieciarzy. Dwa listy są dość skrajne:

    {~Jerzy Ulicki-Rek} napisał:

    »"że za Hitlera podatki w Polsce były niższe niż obecnie" Moja śp.babka urodzona w 1905, POLKA z krwi i kości, Franciszka Zawitowska z domu Rogalska, powiedziała mi kiedyś pod koniec lat 70 -tych: "Juraś, toż za HITLERA było w Polsce lepiej, żeby tak ino ludzi nie marnował". Szok jakim było dla mnie jej stwierdzenie pamiętam do dzisiaj. To co Pańskie plemię, panie ŁAKOMSKI, zrobiło z naszym krajem - pod każdym względem; socjalnym, moralnym, psychologicznym i ekonomicznym - jest o niebo gorsze niż hitlerowska okupacja. Zgadzam się tutaj bez zastrzeżeń z opinią mojej śp.babki. I dlatego tylko tracę swój czas na pisanie w ścieku jakim jest to forum. Po to tylko, aby tacy jak Pan nie mogli tak zupełnie swobodnie i bez żadnego głosu protestu uprawiać swojego niecnego procederu. Tak długo dopóki żyję - jako POLAK, człowiek i humanista - będę robił tyle, na ile mnie stać, aby ruinę mojego kraju i narodu przynajmniej opóźnić - mając nadzieję, że w międzyczasie sytuacja międzynarodowa ulegnie zmianie i poziom obywatelskiej świadomości, masakrowany przez dziesięciolecia przez Pańskie plemię, będzie miał czas na reanimację. Dlatego również nie zabieram głosu na tematy, które Pan tutaj porusza - bo byłoby to cichą akceptacją na WASZ sposób myślenia, który chcecie nam narzucić. A takiego prawa, po prostu, wam - jako człowiek - odmawiam.«

    2010-11-09 10:09

    Otóż: oczywiście, że „lepiej” nie było – bo technika (a) była o 30 lat wsteczna i (b) trwała wojna. Jednak po uwzględnieniu tych czynników gospodarka narodowo-socjalistyczna była lepsza od euro-socjalistycznej. Nikt na przykład, nie walczył z „Globalnym Ociepleniem” i nie zakazywał używania żarówek czy nastawiania mleka na zsiadłe. Było po prostu mniej głupio.

    Korupcja, jak to w socjaliźmie, też była. Ale mniej bezczelna – i wielokrotnie mniejsza.

    Przy tym Hitler nie ukrywał, że jest wrogiem Polaków – a federaści bezczelnie kłamią, że odbierają nam władzę rodzicielską nad dziećmi dla naszego dobra. Dzieci z Zamojszczyzny odbierano rodzicom dla dobra III Rzeszy – i było to uczciwe postawienie sprawy.

    Chyba, że ktoś lubi – kobiety lubią – władcę gorszego, ale za to nie skąpiącego czułych słówek.

    Mnie to mierzi.

    I drugi list, dwa dni po tamtym:

    {~ napisał(a):

    "Zgadzam się! Mój dziadek często powtarza, że na przymusowych robotach w Niemczech miał lepiej niż w Polsce."

    2010-11-11 02:38

    Tak – to prawda. Miałem chyba 11 lat, gdy od młodego robotnika, który z łapanki trafił do Reichu, usłyszałem dokładnie tę samą opinię. Była dla mnie szokiem.

    Dziś już nie jest.

    Ustrój narodowo-socjalistyczny jest przedstawiany jako Największe Zło na Ziemi. Z powodu zbrodni Holokaustu. Jednak gdyby nie ten wyczyn Henryka Himmlera &Co. narodowy socjalizm byłby dokładnie takim samym ustrojem – mordowanie Żydów nie było w niczym z nim związane.

    I pora odmitologizować nazizm. Był to, jak każdy ustrój socjalistyczny, ustrój bardzo zły. Jeśli jednak weźmiemy poza nawias kwestię żydowską oraz rozwój techniki, to trzeba przyznać, że był to ustrój lepszy zarówno od „realnego socjalizmu” w wydaniu sowieckim jak i od euro-socjalizmu w wydaniu unijnym.

    Powtarzam: po wzięciu poza nawias tych akcydensów.

     

     

  • 27-12-2010 23:57:00

    Przyszli związkowcy - chwała Bogu - na bruku!

     Jak donosi nieoceniona ”Gazeta Wyborcza”:

    http://wyborcza.pl/1,75248,8864886,Skandal_w_fabryce_Gerdy__Zwiazkowcy_na_bruk.html

    gdy w zakładach „Gerdy” w Starachowicach powołano komitet założycielski związków zawodowych (wolnych i niezależnych, oczywiście) prezes uśpił ich miłymi słówkami – i nazajutrz wszystkich założycieli wywalił na zbity pysk.

     

    Dopiero-ż się zaczęło: „Mnie się niedługo urodzi pierwsze dziecko i taki prezent mi prezes zrobił. Żona na zwolnieniu lekarskim, nie wiem, jak to zniesie - mówi Dariusz Fiut, jeden ze zwolnionych.
    - Mam małe dziecko, skończyło roczek, nie wiem, jak będziemy żyć. A kolega ma pięcioro dzieciaków, tam jest dopiero dramat. Inspekcja pracy, prokuratura, wszyscy powinni się tym zająć - dodaje Konrad Pożoga, zwolniony operator maszyn.

     

    Czyli dorośli faceci twierdzą, że prezes powinien ich trzymać nie dlatego, że są świetnymi fachowcami lub po prostu dobrymi robotnikami – lecz z powodów poza-profesjonalnych.

     

    Traktują fabrykę jak zakład opiekuńczy!!

     

    Nic dziwnego, że prezes ich wylał. Z powodów poza-profesjonalnych, a jakże.
    Ostatnia rzecz, jaka potrzebna jest w zakładzie pracy – to związek zawodowy. Z kastą „działaczy”, którzy są świętymi krowami: mogą nic nie robić – a wyrzucić ich nie można!

     

    Najwyraźniej związek chcieli założyć właśnie tacy: chcący mieć ochronę, której nie mają inni, dobrzy robotnicy.

     

    Bo dobrzy i uczciwi jej nie potrzebują.  Do związków zapisują się – a zwłaszcza zakładają je – źli pracownicy. Bojący się zwolnienia.

     

    Ja tam nie znam przepisów tzw. „lewa pracy” - ale wierzę, że prezes „Gerdy” je zna. I wywalił ich, zanim związek został legalnie założony – a więc ochrona im jeszcze nie przysługiwała – po to, by wyrwać chwasty zanim się rozplenią.

     

    I jeszcze jedna uwaga.

     

    Gdy kilkanaście lat temu miano przyjąć Polskę do NATO, podniosłem wrzask przeciwko zastosowanej wtedy procedurze. Oto NATO ogłosiło, że... przyjmie Polskę za półtorej roku.

     

    W moim przekonaniu było to zaproszenia dla Rosji: „Przyjdźcie – i zajmijcie Polskę póki nie jest w NATO – bo potem będzie za późno”.

     

    Tak bym to – będąc gospodarzem na Kremlu – odczytał.

     

    Potraktowałbym to nawet jako mój obowiązek. Skoro mnie zapraszają? Przecież Amerykanie nie mogą tego powiedzieć wprost – więc mówią to ogródkami.

     

    Użyłem wtedy przykładu z jednego z "kryminałów" o mecenasie Perrym Masonie. Gdy przychodzi do gabinetu szeryfa po jakieś dowody, a w gabinecie są świadkowie, szeryf oznajmia: „Mam to zdjęcia z miejsca zbrodni – ale nie mam prawa ich Panu dać. Może je Pan przeglądnąć na miejscu – proszę, to jest dziewięć odbitek, proszę sobie spokojnie obejrzeć – a my wychodzimy, by Panu nie przeszkadzać”.

     

    Po czym wyszli z gabinetu. Mason przeliczył zdjęcia – było ich dziesięć. Schował jedno do kieszeni – i oglądał resztę. Szeryf wrócił, przy świadkach przeliczył zdjęcia, czy jest dziewięć...

     

    Czy ktoś ma wątpliwość, że szeryf chciał, by adwokat miał to zdjęcie?

     

    Nie.

     

    Więc ja nie mam wątpliwości, że Amerykanie chcieli wtedy, by Rosja zajęła Polskę.

     

    Tak na pewno rozumowałby śp.Karol-Maurycy de Talleyrand-Périgord, śp.Klemens Nepomuk, książę von Metternich-Winneburg, śp.Aleksander M.Gorczakow, śp.Juliusz Andrássy von Csik Szent-Király und Krásna Hôrka – czy dowolny polityk w czasach, gdy słowa coś znaczyły, a upuszczenie chusteczki było wyraźnym sygnałem.

     

    Być może dziś słowa nie znaczą nic – liczy się tylko pięść...

    Na wszelki jednak wypadek przyjmować do NATO – wtedy z założenia anty-rosyjskiego – należało znienacka: przyjąć w momencie ogłoszenia. Inne postępowanie jest narażeniem Polski na niebezpieczeństwo.

    Wydaje się, że związkowcy ze Starachowic, zgłaszając się do prezesa z uprzejmym zawiadomieniem, że za kilka dni w jego zakładzie powstanie źródło zarazy, myśleli, że to taki mięczak, jak ówczesny gospodarz Kremla. I tu się pomylili..

    ...dzięki czemu „GERDA” w Starachowicach może przetrwa kryzys!

  • 26-12-2010 23:46:00

    Męczeństwo św.Szczepana

    Nie wiem jak w innych parafiach, ale u mnie w Józefowie nic o męczeństwie św.Szczepana na Mszy nie wspomniano. Nb.: jest kompletnie obojętne, czy zabili Go żydzi, czy hinduiści - dziwi natomiast, że informacja, że zrobili to akurat żydzi, niektórych irytuje.

    Istotne jest też, że męczeństwo, jako takie, nie jest dziś salonfähig.

    Ciekawe, że jeszcze wspomina się o Ukrzyżowaniu - choć już "Pasja" p.Melchiora Gibsona nie jest dobrze widziana na salonach. 

    =====

    PS. W którym kościele kapłan miał dziś na sobie czerwony ornat? Proszę o donosy!

     

     

  • 26-12-2010 13:13:00

    Zamiast aniołków, pasterzy i baranków; aktualne - dla chrześcijan:

    Ś

    Św.Stefan, kamieniowany przez Żydów zgodnie z orzeczeniem Sanhedrynu

  • 24-12-2010 17:20:00

    Boże Narodzenie. Czego nam wszystkim życzyć?

    Chciałem coś z okazji tych Świąt napisać – ale w międzyczasie przeczytałem wywiad p.Aleksandry Klich z p.prof.Zbigniewem Mikołejką n/t „W jakiego Boga wierzą Polacy?”. W kilku miejscach p.Profesor odlatuje w przestworza – ale generalnie ma rację.

    http://wyborcza.pl/1,76498,8863908,Bog_z_instrukcja_obslugi__Uzyj_i_wyrzuc_.html

     

    Jedno jest pewne: Polacy wierzą w zupełnie innego Boga, niż ja. Z czego wypływają głębokie wnioski: jako polityk nie powinienem w ogóle mówić o Bogu – a w szczególności radzę zwrócić uwagę na fragment:

     

    Wierzymy w Boga sprawiedliwego czy miłosiernego?
    - Miłosiernego. Szukamy w Kościele bezpieczeństwa i pewności, które nam daje dotknięcie dziecinnego albo ojcowsko-macierzyńskiego Boga. Polacy chcą wiary oswojonej, mocno udomowionej.
    Sprawiedliwości się boimy (…)”.

     

    A my tu o jakiejś sprawiedliwości... Tolerancji więcej, tolerancji...

     

    Jutro – nie uwierzycie Państwo – jest Dzień św.Szczepana-Męczennika. Boję się o tym przypominać – bo przecież wszyscy „wiedzą”, że jest to „II Dzień Świąt Bożego Narodzenia” - czyli Święto Dojadania i Dopijania tego zostało w spiżarniach po wieczerzy wigilijnej i I Dniu...

    Ciekawe, w ilu kościołach wspomną o męczeństwie św.Stefana?

    Życzę wszystkim spokoju ducha... O polityce pogadamy z okazji Nowego Roku!

    =====

    PS. Już pół roku temu opanowałem technikę zamieszczania, wbrew mechanizmowi portalu, obrazków większych, niż 300 pix'li... i zapomniałem! Będę ponownie ekperymentował.

    Przepraszam, że musieliście się Państwo zadowolić takim maleństwem.

    Na blogu łatwo zamieścić duży obrazek...

     

     

  • 23-12-2010 21:18:00

    Ech, ta PRL! Oraz dość istotna – i dłuższa - uwaga o wartości pieniądza. Uzupełniona 23.20

    Przepraszam – jakoś nie mam melodii do pisania teraz o PRLu. Nie mam – i już. Proszę wybaczyć – nie będę pisał byle czego na siłę! Może podczas Świąt – jak się najem sardynek...

     

    =====

    PS. [ Do poprzednich wpisów! ] Spotkałem dzisiaj młodego czytelnika portalu, który nadal bronił prawa decydenta do subiektywnej oceny wartości pieniądza – z klasycznym argumentem, że zarobienie pierwszego miliona jest dla człowieka warte więcej niż np. szansa 10% zarobienia dziesięciu milionów – czy też (to nieco inny problem) niż zarobienie dziesiątego miliona gdy ma się ich już dziewięć.

    Odpowiedziałem, że oczywiście TAK. Każdy ma prawo do subiektywnej oceny tej wartości. Podobnie każdy ma prawo do subiektywnej oceny odległości: jeśli patrzę na drogę, to mogę uznać, zgodnie z perspektywą, że pierwszy kilometr jest znacznie dłuższy od drugiego – a przejście dziesiątego znacznie mniej ważne, niż tego pierwszego.

    Tyle, że nie radziłbym na tej zasadzie planować ani z'użycia paliwa podczas podróży, ani np. ostrzału artyleryjskiego...

    Dokładnie tak samo nie należy się takimi zasadami kierować przy podejmowaniu decyzyj gospodarczych.

    I tu ważna uwaga praktyczna: ludzie się nimi powszechnie kierują. Dlatego właśnie społeczeństwa bogate nie walczą tak drapieżnie o każdy następny procent wzrostu dochodu narodowego, jak te biedne...

    ...i właśnie dlatego – choć obiektywnie mając dziesięć milionów łatwiej dorobić się następnych dziesięciu niż mając milion dorobić się drugiego miliona – społeczeństwa bogate są doganiane i prześcigane przez biedne.

    Może więc i dobrze, że działa taki mechanizm? W przeciwnym razie społeczeństwa bogate stawałyby się coraz bogatsze szybciej, niż biedne stawałyby się bogate – i powstawałaby przepaść. A tak wszystko się samo wyrównuje.

    Tak więc, proszę socjalistów, nie ma potrzeby wzmacniać tego mechanizmu podatkiem dochodowym, w szczególności progresywnym. Przez 40 wieków historii ludzkości podatku dochodowego nie było - a  jakoś zawsze biedni w ten czy inny sposób doganiali tych bogatych...

    Już ([jest 21.35]  jest pierwszy komentarz; {p4wel} napisał:

    "Z tego, co mi wiadomo, pieniądza również dotyczy prawo użyteczności krańcowej: przy pozostałych warunkach niezmienionych każda kolejna zdobywana jednostka pieniądza ma coraz mniejszą użyteczność dla właściciela. I odwrotnie: łatwiej wydać jedną jednostkę pieniądza, gdy ma się ich tysiąc, niż gdy ma się dwie".

    Otóż: skąd "wiadomo"? Innymi słowy: jaki status ma zdanie:

    "łatwiej wydać jedną jednostkę pieniądza, gdy ma się ich tysiąc, niż gdy ma się dwie"

    - czyli: co znaczy słowo: "łatwiej"?

    Czy pytano o to ludzi? To byłoby bardzo trudne badanie: trzeba by przebadać kilkudziesięciu ludzi dysponujących 2000 zł, zaproponować im zaryzykowanie w jakimś zakładzie tysiąca - a potem poczekać parędziesiąt lat - i tym z nich, którzy dorobili się miliona, znów zaproponować im zaryzykowanie tysiąca w takim samym zakładzie - a potem pytać, kiedy było im "łatwiej"? 

    Proszę nie mówić, że jest "oczywiste", że „łatwiej” w drugim przypadku; np. powszechnie uważa się, że bogatym trudniej jest podzielić się swoimi pieniędzmi z innymi, niż biednym! Ponadto: jak człowiek w roku 2010 może porównywać swoje odczucia z tymi z roku 1990? Wreszcie: połowa badanych to powinni być ci, co sie wzbogacili - ale połowa to ci, co byli milionerami w 1910, a teraz zbankrutowali i mają tylko 2000...

    Badanie niewiarygodnie trudne do przeprowadzenia!

    Moim zdaniem słowo "łatwiej" może mieć tylko jeden sens: ludzie mający 1.000.000 częściej ryzykują 1000zł, niż posiadacze 2000. 

    Tu jednak znowu jest problem: w jakim zakładzie? Obiektywnie opłacalnym - czy obiektywnie nieopłacalnym? Być może aż 90% posiadaczy miliona postawi 1000 z szansą 55% na ich stratę lub  wygranie 2000 (a zrobi to tylko 60% posiadaczy 2000 zł...) - natomiast tylko 5% posiadaczy miliona postawi 1000 zł w takim samym zakładzie przy szansie wygrania 45% - podczas gdy zrobi to aż 15% posiadaczy 2000 zł? Co by świadczyło, że milionerzy są milionerami, dlatego, że częściej podejmują właściwe decyzje! 

    Tak więc zdanie: " każda kolejna zdobywana jednostka pieniądza ma coraz mniejszą użyteczność dla właściciela" nie mowi o tym, ze istnieje jakaś "użyteczność", ktora przybiera mniejsza lub wieksza wartość; ono mowi tylko, że ludzie częściej postępuja tak, a nie inaczej. Co może oznaczać, że po prostu częściej robią błąd!!

    Napisałem: "może oznaczać" - bo tu nie istnieje "błąd obiektywny". Wszystko zależy, jaki jest cel człowieka. W każdym jednak razie tak samo, jak mówimy, że człowiek, któremu zmarło jedyne dziecko, podejmuje czasem dziwne decyzje - tak samo człowiek, który ma mało (albo bardzo dużo!) pieniędzy podejmuje decyzje dziwne; chce się powiedzieć: nieracjonalne...

    Reasumując: opłaca się postawić 1000 zł (z perspektywą podwojenia tej sumy - lub jej utraty) jeśli szansa wygranej przekracza 50%.  Niektórzy, bojąc się utraty połowy swych zasobów, popełniają błąd nie grając w tej loterii przy szansie sukcesu 55% - a niektórzy, lubiący hazard (nie koniecznie tak zamożni, że im wszystko jedno!) postawią ten tysiąc nawet przy szansie 45% (nieopłacalna jest zarówno gra w ruletkę, jak i w Toto-Lotka - przy czym Toto-Lotek jest 18 razy mniej opłacalny od ruletki; grają weń masowo biedni - co dowodzi, że są biedni, bo... nie umieją liczyć).

    Z tym, że są to błędy, jeśli naszym celem jest maksymalizacja wygranej. Ale ludzie mogą mieć inne cele w życiu - np. bezpieczeństwo. Jeśli jednak celem Kowalskiego jest bezpieczeństwo, to niech się nie skarży, że Wiśniewski, startujący z takim samym kapitałem jak on, ma teraz 100 milionów – a on tylko milion...

    ...ale za to Kowalski cały czas czuł się szczęśliwy, bo był w miarę bezpieczny! A Wiśniewski żył w nerwach, bo w każdej chwili mógł zbankrutować!

    Suum bonum cuique...

  • 22-12-2010 23:56:00

    Niestety: zapomniałem wczoraj o komentarzu! Tu jest jego jądro:

     

    Otóż propaganda „solidarnościowa”, ze szczególnym uwzględnienie PiSmenów, usiłuje wmówić w młodych ludzi, że PRL (tzn.: „PRL po 1955 roku” – bo „PRL” powstała formalnie w 1952) to był nieledwie obóz koncentracyjny. Nieprawda. Było to typowe państwo socjalistyczne, w dodatku z panstwową własnością prawie wszystkich zakladów pracy – co oznacza biedę.

    Tym niemniej jakiś-tam rozwój był, momentami Władzuchna luzowała – i wtedy był nawet szybszy. Co najważniejsze: przez większość czasu postępowała liberalizacja: Gomułka był lepszy od Bieruta, Gierek od Gomułki, Rakowski od Gierka. Było coraz lepiej – bo nie było d***kracji.

    Natomiast piewcy PRL przedstawiają ją jako krainę szczęśliwości, gdzie „każdy” prędzej czy później (np. po 30 latach) otrzymywal prawie darmo mieszkanie, „każdy” jeździł na wczasy nad morzem i w ogóle było pięknie, bo był socjalizm.

    I to jest absolutna nieprawda.

    Cieszę się, że obydwaj Protagoniści nie zajmują aż tak skrajnych pozycyj – ale i tak obydwa stanowiska trzeba nieco skorygować.

    Jeszcze ten tekst rozbuduję - ale nie gwarantuję, czy dzisiaj. Te nadchodzące Święta mnie wykańczają czasowo...

  • 21-12-2010 23:44:00

    Dwugłos o śp. tow.Gierku; na razie - bez komentarza. Będzie

    Tka sie składa, że dwa pierwsze komentarze dotyczyły oceny "gierkowszczyzny". {Martinus} napisał: „Pisze Pan na onecie, że ludzie podziwiają tow. Gierka - a dlaczego mają nie podziwiać? z części pożyczonych pieniędzy pobudował bloki, fabryki, drogi, nawydawał kupę kredytów dla rolników i napełnił półki sklepowe towarami - z tego co pożyczają od 20 lat rządzące ku*wy ludzie nie mają praktycznie nic, a kredyty Gierka to pikuś przy długu demokratów trzeciorzeczpospolitych - Gierek był "dobry" bo ludziom się lepiej żyło, mało kto dziś chwali Gomułkę a facet miał ten plus, że nie zadłużył kraju nawet na złotówkę - jak natomiast oceniać mendy rządzące Polską od 20 lat??? przecież to jest popelina - ten kraj się jeszcze nie rozleciał bo są jakieś szczątki wolnego rynku i ludzie sobie jakoś radzą

    na co {antares}: „Co ci się przyjacielu po głowie kołacze? Za Gierka naród wegetował (trochę lepiej niż za Gomułki) a jedyną drogę za jego panowania do dziś zwaną zresztą "gierkówką" zrobił dla tow. Decembra i dwóch swoich synów żeby im się lepiej jechało do wicie-rozumicie Warszawy. Cytryny czy pomarańcze sprowadzane na Święta opylał po 30 zł/kilo czyli za 10 paczek Sportów. Na dzisiejsze byłoby z 40 zł/kilo a są po 4 zł. Ale tuskowizna to tym się tylko różni od gierkowszczyzny że już co drugi (przy rządzie) pierze skarpetki.}

    To bardzo charakterystyczny dwugłosa. Jedni wychwalają „komune” - drudzy potepiaja w czambuł. Zaraz po północy powiem na ten temat kilka słów... Na razie – tyle, bo masa korespondencji

  • 20-12-2010 23:49:00

    Jedna odpowiedź

    Rzeczywiście: są jakieś problemy. Ale krótki wpis pewno się utrzyma...

    Wyjaśniam: ja NIE uważam za idiotów ludzi, którzy pieniądze wartościują fantazyjnie - i grają w gry o jawnie ujemnej użyteczności dla np. dreszczyku emocji.

    Ja tylko twierdzę, że w gospodarce zostaną oni wyparci przez tych, którzy pieniądz oceniają liniowo, tzn milion dla nich to to samo, co dwa razy po pół miliona.

    P.Leszek Miller na promocji książki o "Smoleńsku" powiedział, że na pytanie: "Czy zaryzykować lądowanie, jeśli jest 90% szans na sukces?" każdy prawie odpowie tak - a na pytanie: "Czy zaryzykować lądowanie, jeśli jest 10% szans na śmierć?" - nikt. Może to i prawda. Tylko: jak takim ludziom pozwolić decydować choćby o zakupie ołówków?

    To znaczy: ołówków dla mnie. Im ołówki należy sprzedawać. Bezlitośnie wykorzystując ich błędne oceny szans.

  • 20-12-2010 23:14:00

    Problemy z komentarzami

    Mamy chwilowe problemy z komentarzami pod blogiem i nie tylko na portalu.

    Przepraszamy, mam nadzieję, żę nie potrwa to długo.

    Pozdrawiam

    Admin

  • 20-12-2010 16:35:00

    Przypominamy o czacie!

    Dzis o godz. 20.30 na czat.korwin-mikke.pl nt. Zagrożenia militarne we współczesnym świecie cd!

  • 19-12-2010 23:50:00

    O ryzyku i ubezpieczeniach jeszcze raz.


    I to po raz ostatni – bo są to rozważania bardzo trudne. Sądzę, że część (mała...) teoretyków Teorii Podejmowania Decyzji też miałaby tu drobne trudności.

    Dziś nawet rozmawiałem na ten temat z bardzo rzutkim człowiekiem, obytym z tego typu rozumowaniami. I bronił on tezy, że ubezpieczenie się może być nie tylko subiektywnie, ale i obiektywnie racjonalne. W dyskusji nieopatrznie zaniżyłem wspierające mnie liczby, więc chyba nie do końca Go przekonałem...

    Postaram się naprawić błąd – a wyłożyć to prosto, na przykładzie.

    Prowadzę firmę „Alfa”. Moja Maszyna warta jest 6000, daje rocznie zysku 1000 (zgodnie z zasadą, że firma warta jest tyle, ile wynosi 6-letni zysk). Katastrofa niszcząca Maszynę zdarza się w tej branży raz na 10 lat.

    Mogę się od tego ubezpieczyć. Ile wyniesie składka?

    Jeśli Ubol ma wyjść na zero (musi raz na 10 lat wypłacić mi 6000) składka roczna musi wynieść 600 zł. Do tego dochodzą koszty Ubola (50), podatki (100) – i zysk Ubola (50). W sumie 200 - czyli skromne 33%. Cała składka to więc 800 zł.

    W mojej branży jest 20 firm, tylko ja się ubezpieczam; co z nami będzie (zakładając zerową inflację) po dziesięciu latach?

    Jeden z najprawdopodobniejszych rozkładów to: siedmiu firm nie dotknęła katastrofa, 8 dotknęła jedna, 3 – dwie, a 2 – aż trzy katastrofy.

    Zacznijmy od Ubola: rozkład jest przeciętny, katastrof 20, Ubol ma rocznie z każdej firmy 50, po dziesięciu klatach 10.000 zysku. To bardzo niedużo w tej branży. Gdyby zamiast 20 nastąpiły przypadkiem 22 katastrofy – byłby na minusie...

    Skarb Państwa ma z działalności samego Ubola 20.000 (plus podatki od firm...)

    Moja „Alfa” ma rocznego zysku 200, niezależnie od liczby katastrof, więc zarobiłem 2000. Minus podatki.

    Firma, która nie miała katastrofy ma zysk 10.000 (minus podatki). Czyli może kupić sobie drugą Maszynę, i jeszcze ma zysk większy od mojego. Jest ich siedem. Wygryzą mnie z rynku na 100%.

    Firma, która miała jedną katastrofę zarobiła 10.000 – 6000 = 4000: dwa razy więcej, niż moja. Tych firm jest osiem. Wygryzą mnie z rynku – oj, wygryzą...

    Firma, która miała dwie katastrofy kończy na minusie (2000). Musi wziąć pożyczkę na zakup nowej Maszyny – i w ciągu dwóch lat te trzy firmy najprawdopodobniej odrobią straty.

    Dwie firmy, które katastrofa dotknęła trzykrotnie najprawdopodobniej się już nie podniosą.

    W sumie: „ALFA” może się cieszyć, że nie spotkał jej los dwóch firm, a ma lepiej niż trzy. Nie ma jednak żadnych szans w konkurencji z piętnastoma. To z nich wyrośliby miliarderzy...

    ...ale tylko w tych krajach, w których firmy NIE MUSZĄ się ubezpieczać.

    Ten przykład pokazuje, jak tempo rozwoju gospodarczego spada po wprowadzeniu ubezpieczeń! Dla dobra gospodarki trzeba „poświęcić” te 15% firm, by reszta rozwijała się szybko.

    Ale to nie wszystko. Teraz najgorsza rzecz. To, co p.Jerzy Gilder nazywa „Moral hazard”.

    Otóż powiedzmy sobie, że ta Maszyna to ciężarówka. Jeśli nie jestem ubezpieczony, to chucham na nią i dmucham – a przede wszystkim: przywiązuję ogromną wagę do wyboru szoferów.

    Jeśli jestem ubezpieczony, to nieraz na katastrofie zarabiam. Jest mi więc niemal doskonale obojętne, czy dojdzie do katastrofy, czy nie. Dzięki czemu nie zwracam większej uwagi na dobór kierowców.

    Dlatego – jak zresztą w każdej branży – liczba wypadków w systemie, gdzie wszyscy są ubezpieczeni, jest znacznie wyższa niż tam, gdzie się nie ubezpieczamy.

    Wbrew pozorom: efekt tego dla gospodarki nie jest tak zupełnie jednoznaczny. Oczywiście lepiej, gdy wypadków jest mniej. Czasem jednak korzystniej jest, gdy więcej firm podejmuje działania ryzykowne, bo są ubezpieczeni. Gdyby np. nie było ubezpieczeń samochodowych, to ludzie jeździliby ostrożniej, to być może zamiast 5000 wypadków śmiertelnych rocznie byłoby ich 2000 – ale tempo rozwoju gospodarki bardzo by spadło.

    Jeśli dzięki istnieniu transportu samochodowego, z'organizowanego tak, że rocznie ginie 5000 ludzi, jesteśmy bogatsi o 100 miliardów – to jest nonsensem zmniejszyć liczbę zabitych do 2000, gdyby zysk wyniósł tylko 30 miliardów. Wtedy bowiem śmierć jednego człowieka daje nam tylko 15 milionów zysku, a tam aż 20 milionów. Natomiast gdyby zyski pozostały na poziomie 50 mld, to warto poczynić takie nakłady na bezpieczeństwo ruchu.

    Takie liczenie zysku na trupie wygląda makabrycznie – ale proszę mi wierzyć: tak się to naprawdę liczy!

    Nakłady trzeba jakoś optymalizować... Trzeba wiedzieć, czy lepiej dać na zwiększenie bezpieczeństwa na drogach – czy np. w kopalniach.

    Tego się ludziom nie mowi. Ale tak się to liczy!

  • 18-12-2010 23:58:00

    Odszkodowania, ubezpieczenia – i ryzyko. Uzupełnione o 0.30

    {uri_brodsky} pouczył mnie, że już zostałem kiedyś pouczony:

    Niestety, nie czyta Pan uważnie krytycznych komentarzy. Ostatnio przy poście "Jeszcze o Smoleńsku. Kto zapłaci?" użytkownik forum z nickiem Jezus zwrócił Panu uwagę na błędną ocenę egzemplifikowanego tam zakładu. Ten sam błąd powtarza Pan w niniejszym poście. Warto byłoby z uwagą czytać takie komentarze i z dystansem do samego siebie przyjąć krytykę tym bardziej, że rzecz dotyczy matematyki, którą Pan studiował - i podejmowania decyzji, co Pan nawet wykładał.

    Ubezpieczenie nie zawsze zmniejsza szanse zostania bogaczem. I o dochodzeniu do bogactwa (materialnego) może niech Pan z taką pewnością nie pisze, bo zdaje się, że nie posiada Pan takiego majątku, co by robił na ludziach wrażenie”.

    Dla wygody Państwa przytaczam tę wypowiedź podpisaną {Jezus}:

    Jeśli wartość oczekiwana jest dodatnia, to warto GRAĆ w daną grę a nie ZAGRAĆ (raz). To jest właśnie typowa iluzja interpretacji JKM-a. Przy jednorazowym rzucie monetą prawdopodobieństwo że wygrasz lub przegrasz jest TAKIE SAMO, niezależnie od tego ile kto Ci obieca za wygraną. Twierdzenie, że udział w czymś losowym na takich warunkach jest dobrą decyzją (i to niby wynikającą z logicznego rozumowania) jest dosyć zabawne. Dopiero przy nieograniczonej liczbie rozgrywek pojawia się korzyść z grania (wielokrotnego!) w taką grę o wartości oczekiwanej >0, bo wtedy jednorazowa wygrana pokrywa straty wielu przegranych, co przy zachowanej losowości i równym prawdopodobieństwie wygranej i przegranej w długim horyzoncie czasowym przekłada się na spodziewany zysk.

    Oczywiście ludzie kierują się zupełnie innym podejściem w hazardzie, czego skrajnym przypadkiem jest idiotyczna postawa kogoś, kto pierwszy raz w życiu idzie do kasyna, przegrywa w pierwszym rozdaniu, wychodzi i więcej tam nie wraca. Albo przypadki opisywane przez Bernouliego, gdzie motłoch chętnie grał w grę o ujemnej wartości oczekiwanej gdy jedną z możliwych wygranych był 1.000.000 koron, a nikt nie chciał grać w grę o dodatniej, w której można było wygrać za jednym razem tylko 1.000.


    Otóż: nie. Grać się opłaca, jeśli wartość oczekiwana jest większa od ceny biletu na loterię – i tyle. Liczba powtórzeń gry nie ma żadnego znaczenia.

    ( {Jezusowi} dam trochę do myślenia. Powiedzmy, że dziennie mogę zagrać w sto gier; każda ma wartość oczekiwaną +5% – ale każda jest zupełnie inna; to teraz: opłaca mi się w nie grać - żadna się nie powtarza – czy nie?

    Pan twierdzi, że gra Pan tylko raz. A skąd Pan wie, że jutro nie otrzyma Pan propozycji zagrania w taką samą grę  [ Orzeł-Reszka, wygrana 3 mln, bilet kosztuje milion, cały Pana majatek ]  po raz drugi? To zmienia Pana decyzję? Teraz już zagrać się opłaca? A cofnie Pan wczorajszą, odmowną decyzję?)

    Powiedzmy jasno: każdemu wolno inaczej oceniać pieniądze: np. stratę całego majątku w wysokości miliona oceniać cztery razy gorzej, niż stratę pół miliona. To prywatna sprawa człowieka.

    Problem w tym, że ten, kto ocenia pieniądze fałszywie, czyli w gruncie rzeczy twierdzi, że 3 × 500.000 < 1.000.000 – nie zostanie bogaczem, bo na dłuższą metę będzie przegrywał.

    To znaczy: przy dużym szczęściu bogaczem zostać może – tyle, że szansa na to jest bardzo niewielka...

    Oczywiście z tak ryzykujących bogaczem zostaje jeden, a kilku innych traci dużo lub wszystko...

    Z tym, że w życiu zaczynają oni, jak np. śp.Andrzej Carnegie – nowy business, potem znów nowy business – i, jeśli prawidłowo wartościują pieniądze i ryzyko, prawie na pewno w końcu wygrywają!

    =====

    PS. "Gentleman o pieniadzach nie mówi - gentleman pieniądze ma". Więc mam. Zapewne nie imponujące - ale ja nigdy nie zajmowałem się robieniem pieniędzy, tylko polityką - a te dwie rzeczy się absolutnie wykluczają.

    To znaczy: wykluczaja, jeśli chcemy pozostać uczciwymi ludźmi. Lub: nie popaść w schozofrenię. Bo jesli człowiek prowadzi spory business, to musi byc herosem, by w polityce nie podejmowac decyzyj... tak troszkę pod kątem własnego businessu.

    Dlatego właśnie szlachcie nie wolno było zajmować się działalnością gospodarczą!

  • 17-12-2010 23:53:00

    Ubezpieczenia – a katastrofa w Smoleńsku; pewien problem...

    Zdumiałem się nieco – bo poniższe komentarze zamieścili ludzie obyci co się zowie.

    {maciejo}: „Chwileczkę, każdy cywilny przewoźnik lotniczy ma obowiązek ubezpieczenia firmy od wypadków (o ile statek powietrzny jest zarejestrowany w kraju, który został sygnatariuszem konwencji montrealskiej). Wynika to bezpośrednio z uzgodnień na Konwencji Montrealskiej z 1999 roku. Obecnie wśród ponad 90 państw, sygnatariuszami są państwa (tfu!) Unii Europejskiej, USA, Kanada, Australia, Japonia czy Chiny ......

    W związku z tym, „Lufthansa” (oczywiście jej tego nie życzymy) nie płaciłaby odszkodowań z własnej kieszeni, ale zapłaciłby ubezpieczyciel (z AERO Casco czy jakoś tak.... ). To nie byłby problem Lufthansy (oprócz prestiżu itd).....

    A dlaczego III RP tak mało zapłaciła ? Bo chyba nikt nie założył sprawy w sądzie i nikt nie domaga się wysokiego odszkodowania na drodze sądowej !!!!

    Natomiast {Bacz} chyba jeszcze bardziej nie na temat:

    Jestem zszokowany, że Pan domaga się jakichś nadzwyczajnych odszkodowań dla rodzin ofiar katastrofy. Urzędnicy publiczni nie powinni być ubezpieczani za pieniądze podatnika, nawet ci wykonujący misje niebezpieczne misje - jeśli chcą niech się ubezpieczają dobrowolnie. Pisałem: http://niepoprawni.pl/blog/404/ubezpieczanie-urzednikow

    Otóż: co ma z tym wspólnego jakieś ubezpieczenie?!? Jakieś konwencje międzynarodowe? Z punktu widzenia ofiary wypadku jest kompletnie obojętne, czy dostanie pieniądze od tej wymienionej przykładowo „Lufthansy” - czy od firmy, w której „Lufthansa” się ubezpieczyła!

    III RP swoich samolotów jak najsłuszniej nie ubezpieczyła. Proszę pamiętać, że suma składek jest zawsze większa od sumy wypłaconych odszkodowań (z czegoś musi żyć ubezpieczyciel – a jeszcze trzeba na ogół płacić podatki od zysku w kraju ubezpieczyciela...). O ile można zrozumieć biedaka, który robi błąd i się się ubezpiecza (bo dla niego wypadek to katastrofa życiowa; taki człowiek raczej nigdy się nie dorobi – ale może on woli zmniejszyć szanse zostania bogaczem, a za to nie ryzykować klęski finansowej?), to urzędnik państwa, który by cokolwiek państwowego ubezpieczył, powinien zostać natychmiast posądzony albo o wzięcie łapówki od ubezpieczyciela – albo o notoryczny kretynizm (jak mawiał dobry wojak Szwejk).

    Te dwa komentarze ilustrują, jak głęboko w ludziach – nawet w stałych Czytelnikach mojego portalu – tkwi przekonanie, ze ubezpieczenie jest czymś równie naturalnym, jak powietrze!!!

    Być może {Bacz} miał na myśli inny problem. Jeśli wchodzę na Giewont, będący własnością państwową, to jeśli spadnę, nic mi się od państwa nie należy. Jeśli wsiadam do reżymowego samolotu – to tez na własne ryzyko!

    W takim razie na drzwiach samolotu powinien chyba być napis:

                                                                             „WSIADASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ;

                     Unia Europejska ani Autonomia Polska nie pokrywają żadnych roszczeń powstałych wskutek zdarzeń zaszłych na pokładzie tego samolotu." 

    {Bacz} w Swoim blogu porusza nieco inną sprawę - odszkodowań dla urzędników państwowych. Ale przecież zdecydowana wiekszość pasażerów "Tu154M" - to nie byli urzędnicy państwowi!! Sądzę jednak, że równiez urzędnikowi państwowemu - nawet v-ministrowi odpowiedzialnemu akurat za transport powietrzny - należy się takie samo odszkodowanie, jak dowolnej innej osobie, niezaleznie od jej obywatelstwa.

    A co Państwo o tym sądzicie?

    Ja sądzę, że gdyby na pokładzie "Tu154M" znajdował się obywatel jakiegoś innego państwa, to to państwo w jego imieniu zażądałoby jednak odszkodowania od Autonomii Polskiej zwanej z rozpędu "III RP".

  • 17-12-2010 03:05:00

    Wczoraj wpisu nie było...

    ...prąd w komputerze sie skończył, a pociąg z Gdańska się spóźnił i nie dojechałem przed północą. Za to dziś wcześniej...

                 Mamy w Polsce…

    Okupująca ziemie polskie tzw. III Rzeczpospolita – od roku zresztą już tylko Autonomia Polska – jest państewkiem bardzo liberalnym...  co widać po (nieudanej zresztą) walce z narkotykami i „dopalaczami” (sam dziś bez problemu kupiłem „Red Bulla”!!), kastracji pedofilów, zakazie palenia własnych papierosów we własnych knajpach – a ostatnio cegiełkę dołożył Sąd Okręgowy we Wrocławiu.

    Jak pisał śp.Marek Twain: „Z łaski Boga mamy w Ameryce trzy nieocenione skarby: wolność słowa, wolność sumienia – i przezorność, by tych dwóch pierwszych nie brać nazbyt serio". Przekonał się o tym p.Julian Assange – a raczej: przekona się, jeśli trafi w łapki neofaszystów JE Baraka Husseina Obamy. Jest to o tyle ciekawe, że istnieje wyrok Sądu Najwyższego USA wyraźnie stwierdzający, że kto wykradnie tajemnicę państwową podlega karze – ale ten, kto wykradzioną tajemnicę opublikuje: już nie. Bo – uzasadnił to rozsądnie SN USA – jeśli już tajemnica jest wykradziona, to lepiej, by znali ją wszyscy, niż tylko np. wywiad rosyjski czy chiński…

    Tu wszelako WikiLeaks nie opublikowała żadnych specjalnych tajemnic – za to ośmieszyła dyplomację amerykańską. A tego nie daruje ani Wuj Sam, ani obecny, nieco śmieszny skądinąd, Wuj Tom.

    W Polsce trzech Panów - Andrzej P., Bartosz B. oraz Mariusz T. uruchomiło stronę redwatch.org (już, w ramach krzewienia wolności słowa, zdjętą), w której podobno „nawoływali publicznie do przemocy wobec osób innej orientacji seksualnej oraz innej narodowości”. Ja tam za znacznie bardziej istotną uważam wolność czynu, niż słowa– ale to nie ja jestem zwolennikiem Woltera, który powiadał: „Nie zgadzam się z tym, co mówisz – ale życie oddam za to, byś mógł mówić to, co mówisz

    Sąd, zamiast oddać za ich wolność życie, skazał ich na kary od roku i 1 miesiąca do półtora roku – bez zawieszenia. A prawnicy, tak na ogół tolerancyjni nawet dla morderców, „cieszą się z surowego wyroku”.

    By było jeszcze zabawniej, ci trzej Panowie zostali skazani z paragrafu karzącego za "nawoływanie publiczne do przemocy wobec osób innej orientacji seksualnej oraz innej narodowości". Z czego wynika, że Żyd może wzywać do zamordowania innego Żyda, nekrofil do lynchu na innym nekrofilu, Polak do wymordowania wszystkich polskich kapitalistów – natomiast Polakowi wzywać do mordowania Żydów – nie wolno! I odwrotnie.

    I to jest pewna ulga – bo wiemy już, że niektórzy narodowi bolszewicy narodowości żydowskiej byliby jednak w Polsce ukarani. Gdyby natomiast wzywali do mordowania kapitalistów żydowskich – a, to już by pod ten paragraf nie podpadali.

    Nie jestem pewien, czy ta nz kolei interpretacja nie podpada to pod paragraf o nierównym traktowaniu ludzi różnych narodowości – ale nie jest to przecież jedyny, ani nawet najważniejszy nonsens w systemie lewnym, narzuconym nam przez naszych okupantów

  • 15-12-2010 23:49:00

    Na razie ogłoszenie dla warszawiaków: - a potem coś o kobietach!


    Zarządy Oddziałów Warszawskiego i Mazowieckiego WiP o raz Zarząd Okręgu Mazowieckiego UPR zapraszają na wspólne spotkanie członków i sympatyków
    WiP, UPR i JKMa.
     Tematem spotkania będzie organizacja Oddziału warszawskiego i mazowieckiego
    UPR-WiP.
    Spotkanie odbędzie się w poniedziałek, 20-go grudnia o  godzinie 18.00 w Warszawie przy ulicy Towarowej 22

     

     

    Który głos jest słuszny?

    WCzc.Agnieszka Pomaska (PO,Gdańsk) postanowiła przychodzić do Sejmu z... dwutygodniową niemowlaczką. WCzc.Ludwik Dorn paradował po Sejmie z suką, a Kaligula mianował swojego konia – senatorem...

    To wszystko w okresach, w którym te zacne ciała stały się już raczej mało ważne...

    Jest już tak śmiesznie, że bardziej ośmieszonym Sejm być nie może. Chyba, że któryś z Posłów przyniesie tresowanego koczkodana.

    Ale, oczywiście – nikt jeszcze nie udowodnił, że Sejm poważny podejmuje mądrzejsze decyzje, niż Sejm śmieszny. Można bowiem mówić – z całą powagą – wierutne bzdury. Jak w czasie, gdy jeszcze obowiązywała kara śmierci, a pewien Pan (z SLD) powiedział:

    Musimy zwiększyć kary za najcięższe przestępstwa – znosząc jednocześnie karę śmierci

    - jak gdyby kara śmierci nie obowiązywała właśnie za najcięższe przestępstwa!

    I, proszę sobie wyobrazić, Sejm nie ryknął śmiechem. A był to profesor lewa i minister tzw. sprawiedliwości (zapewne: „społecznej”)

    Może Zosieńka Pomaskówna roześmieje się radosnie przy jakiejś głupocie? Przecież to pewne dziecko powiedziało: „Król jest nagi!”...

    A teraz kilka słów poważnie.

    Otóż kobieta w okresie ciąży, w okresie karmienia, w okresie owulacji, w okresie bezprzymiotnikowym – i kobieta w innych okresach – myślą zupełnie inaczej. Kobieta w okresie karmienia jest znacznie bardziej nastawiona na poszukiwanie za wszelką cenę bezpieczeństwa – na przykład.

    Z tego wynika, że przynajmniej w niektórych głosowaniach p.Pomaska głosowałaby inaczej, gdyby nie karmiła – niż wtedy, gdy karmi swą dziecinę.

    Powstaje pytanie: która z tych decyzyj p.Pomaskiej byłaby słuszna i właściwa? Bo obydwie słuszne być nie mogą.

    I to jest właśnie powodem, dla którego ludzie mają wątpliwości co do kobiet na stanowiskach sędziego, posła, szefa firmy...

  • 14-12-2010 23:50:00

    Na co wydawać?

    Jak podaje "Puls Biznesu" WCz. Jan Łopata (PSL, Lublin) stwierdził, polska okupacja wojskowa w Afganistanie i w Iraku to przykłady "bezowocnego wydania wielu miliardów złotych bez efektu gospodarczego ani osiągnięcia celu politycznego" – i ma absolutną rację. Tyle, że trzymanie tych żołnierzy w koszarach w kraju ) również nie osiąga żadnego celu politycznego i nie daje efektu gospodarczego; to znaczy - daje: ujemny! Z uwagi na temperaturę utrzymanie koszar jest znacznie droższe - a wydatki na żywność większe.

    Poseł „ludowców” skrytykował za to zapowiadane zamrożenie płac w budżetówce – co „prowadzi do niezdrowej konkurencji i niedobrej sytuacji poczucia odrzucenia ludzi pracujących dla dobra państwa".

    Cóż: urzędników mamy 500 (powtarzam: „pięćset”) razy za dużo. Natomiast, istotnie: ci, co zostaną, powinni zarabiać dużo. Ale jednak żołnierze powinni zarabiać więcej...

    ...zresztą: sam rynek (plus zdrowy rozsądek...) to uregulują!

  • 13-12-2010 23:47:00

    Kto i co zrozumiał?

    P.Radosław Herka napisał tak:

    Pan chyba tego linkowanego artykułu w Dzienniku nie zrozumiał, skoro Pan takie wnioski wysuwa! Harmonizacja podatków (czyt. podniesienie), narzucenie karty praw podstawowych (socjalu) opornym państwom - zrównać wszystkich wyrastających ponad, w dół - do poziomu Niemiec i Francji. Oto ich pomysł na "Zjednoczoną Europę" i kryzys!

    Przecież wyraźnie napisano:

    "Podczas piątkowych konsultacji Francja i Niemcy uzgodniły również, że podejmą starania na rzecz większej harmonizacji polityki podatkowej obu krajów. Do listopada przyszłego roku oba rządy mają pracować nad sposobem wdrożenia tych planów. Zapowiedziano również harmonizację prawa gospodarczego i pracy. Zdaniem Merkel, Francja i Niemcy dają w ten sposób przykład innym krajom Unii.

    "To ważne, że możemy powiedzieć naszym partnerom: jesteśmy w strefie euro i potrzebna jest harmonizacja, by obronić euro" - powiedział Sarkozy. "Nie chodzi tylko o kwestie walutowe, lecz o polityczne współistnienie, które należy pogłębić" - dodał."

    Źródło:
    http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/313003,nie-bedzie-euroobligacji-francja-i-niemcy-przeciw.html

    Otóż - chyba jednak zrozumiałem...

    RF i RFN wystapiły przeciwko wprowadzeniu unio-obligacji. A to, że chcą bronić istnienia €uro, to zupelnie inna sprawa!

    Ale jeszcze ciekawsze jest to, że FR i RFN wcale nie zapowiedziały, że chcą to wszystko, co wspomina p.Herka, rozszerzyć na inne kraje (co chcieli zrobić pp.Chirac i Schroeder!): oni  tylko chcą to zharmonizować między Francją i Niemcami, by "dać przykład innym krajom". 

    Wygląda to na próbę dobrowolnego utworzenia "Europy dwóch predkości".

    Ale - to co się mowi oficjalnie nie koniecznie odpowiada prawdziwym zamiarom polityków...


  • 12-12-2010 23:49:00

    Jeszcze o Smoleńsku? Sensacja?

    Już myślałem, że będzie spokój – albo, rzeczywiście, coś istotnego wyjdzie na jaw. A tu kolejny „fakt polityczny”:

    http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/312675,sensacyjna-analiza-zdjec-ze-smolenska.html

    Antoni Macierewicz przedstawia coś, co nazwano „sensacyjną analizą”. Ponoć porównanie zdjęć sprzed i po katastrofie pokazuje, że Tu-154M powalił kilkadziesiąt drzew i jego podwozie wyryło bruzdy.

    Całkiem to możliwe – bo ja nie bardzo wierzyłem w tę brzozę, od której rozwaliło się skrzydło samolotu i proponowałem, jak Państwo pamiętacie, przeprowadzenie eksperymentu – ale jakie to ma znaczenie? A jeśli samolot przeleciał nie przez skrzydło, a przez dziób – to co z tego wynika?

    Myślę, że fachowcy będą w stanie to ustalić na 100% - prawa fizyki są powszechne, a ułożenie szczątków znane - tylko: po co?

    Natomiast jest inne pytanie: byłoby dziwne, gdyby samolot nie wykosił przy okazji katastrofy żadnych drzew w lesie – ale: czy do tego potrzebne było zdjęcie satelitarne? To nikt po tym lasku nie przeszedł się piechotą wzdłuż domniemanej trasy samolotu?????

    Czy można nie dojrzeć kilkudziesięciu powalonych drzew?

    Coś tu z tą „sensacją” nie w porządku...

    =====

    PS. Natomiast tu:

    http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/kraj/pilot-wciskal-gaz-do-konca,1,4017184,kiosk-wiadomosc.html

    w ogóle nie ma istotnych informacyj (poza tą, że ów "Ił" co nie wyladował, wiózł z Moskwy... samochody dla polskich VIPów). Wygląda to na bzdurę - a ponadto pełno w tym opisie zupełnie nieuzasadnionych niczym stwierdzeń. W sumie: nic odkrywczego, raczej "wyciąganie średniej arytmetycznej", bez krytycznej analizy.


     

  • 11-12-2010 23:31:00

    Nieznajomość prawa szkodzi...

    Parę dni temu pod tytułem „Celny argument - ale zupełnie inny!” zamieściłem dość ważne uwagi n/t: „Myślenie socjalistyczne – myślenie kapitalistyczne”. Zaczynał się om jednak od innej uwagi:

    Po drodze do Bydgoszczy zajrzałem kątem oka do artykułu mówiącego o nieprawdopodobnej rozrzutności w kolejnictwie. Przy czym „Rząd” daje kolejom subwencje na dziesięć lat naprzód!!!

    Nie ma do tego prawa. Gdy dojdziemy do władzy unieważnimy te obietnice!
    Padały tu uwagi o tym, czy można unieważnić te subwencje; czy nie jest wbrew zasadzie: „Prawo nie działa wstecz!”?
    Nie. W normalnym państwie decyzje o swoim majątku podejmuje Monarcha. W Ersatzstaatach jakimi są republiki i d***kracje władzę ma (tfu!) L*d, a w imieniu (tfu!) L**u decyzje podejmuje Parlament. „Rządy” działają na podstawie ustaw parlamentarnych.

    W tej dziedzinie sprawa jest oczywista: po to Parlament uchwala budżet, by „Rząd” wiedział, jakie pieniądze wolno mu wydać – i jakie powinien wydać. Kropka.

    Budżety są w zasadzie roczne – ale „Rządy” często proszą Parlamenty o zgodę na wydanie pieniędzy w dłuższym okresie czasu – co jest, oczywiście, rozsądne.

    I tylko takie poczynania są legalne. Jeśli „Rząd” - powtarzam :”Rząd”, a nie Parlament - coś „obieca” czy „przyzna” - to nie ma to żadnego prawnego znaczenia. To tak, jakby impotent obiecywał kobiecie, że da jej dziecko.

    Co więcej: kobieta może nie wiedzieć, że „kandydat na ojca” jest nieuleczalnym impotentem. Natomiast managerowie wielkich firm (ani zresztą nikt...) nie mogą nie wiedzieć, że obietnice są bezprawne. Nie mogą więc potem domagać się dotrzymania obietnicy, zwrotu kosztów itp. itd.

    A jeśli nie wiedzieli?

    Cóż: ignorantio iuris nocet...

  • 10-12-2010 23:57:00

    Czy państwo polskie jeszcze istnieje?

    Dopiero teraz zobaczyłem pytanie, które półtora roku temu postawił na FORUM  {Przemek R.}:

    "Pytanie nieco przewrotne, ale jak najbardziej zasadne. Oczywiście formalnie, Rzeczpospolita Polska istnieje, ma osobowość prawną i jest legalnym państwem. Jednak od stanu formalnego istotniejszy jest stan faktyczny. Rząd podobno posiada ekspertyzy konstytucjonalistów (http://www.dziennik.pl/polityka/article341240/Wprowadzimy_euro_bez_zmiany_konstytucji.html), mówiące, że wartość konstytucji w zasadzie jest determinowana przez funkcjonalność zamiennika srajtaśmy papieru, na którym została wydrukowana. A konkretniej, konstytucjonaliści uznali, że na mocy Traktatu Akcesyjnego najwyższym prawem w Polsce jest prawo wspólnotowe i jeśli konstytucja jest z nim sprzeczna, to można ją sobie swobodnie olać. Swoją drogą, MF musiało nieźle zapłacić za ekspertyzy konstytucjonalistów, które spowodują, że Ci właśnie konstytucjonaliści stracą pracę (no bo kto będzie pytał o zgodność z nic nie wartą konstytucją?).
    Przypomnijmy, że to właśnie konstytucja jest dokumentem, który formalnie określa status i tożsamość państwa. Mało tego, w art. 8 jest napisane wyraźnie:

    1. Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej.

    Jeśli zatem konstytucja jest bezwartościowym świstkiem papieru, to tym samym zagrożony jest byt państwowy. Oczywiście cała ta szopka ma na celu osłabienie pozycji PiS, która nie zgadza się na zmiany konstytucji, jednak wydaje mi się, że politycy PO w ogóle nie zdają sobie sprawy że w tym momencie rzucają na szalę byt państwa. Gdyby zatem Donald Tusk brnął dalej w to jawne łamanie konstytucji, to należy się poważnie zastanowić, czy de facto jeszcze żyjemy w Rzeczpospolitej Polskiej, czy też już w nieformalnym państwie o nazwie Unia Europejska, które powstało jeszcze przed jego formalnym utworzeniem na mocy Traktatu Lizbońskiego."

    Otóz już wtedy, jak widać, ludzie mieli wątpliwości. W tej chwili, po ratyfikacji Traktatu Lesbijskiego , żadnej wątpliwości już nie ma: "najwyższym prawem w Polsce jest prawo wspólnotowe [pardon: już "unijne"] i jeśli konstytucja jest z nim sprzeczna, to można ją sobie swobodnie olać”.

    Tak jest.

    Jest więc dokładnie odwrotnie, niż wtedy sugerował {Przemek R.}: Polska formalnie NIE jest już suwerenna. Natomiast praktycznie.... Praktycznie, to dopóki mamy armię i w narodzie jest chęć obronienia niepodległości – to de facto jesteśmy jeszcze suwerenni.

    Pytanie: czy naród chce, by dalej rządzili nimi bezwzględni, choć tchórzliwi, okupanci spod znaku Bandy Czworga?

    =====

    PS. {Przemek R.} myli się nieco w/s konstytucjonalistów. Traktat Konstytucyjny + Traktat Reformujący (razem: "Lizboński") są dwadzieścia razy dłuższe i bardziej skomplikowane od konstytucji b.III RP - więc będą mieli o wiele więcej wdzięcznej roboty...

     

  • 09-12-2010 23:37:00

    Celny argument - ale zupełnie inny!

     

    Myślenie socjalistyczne – myślenie kapitalistyczne

     

     

    Po drodze do Bydgoszczy zajrzałem kątem oka do artykułu mówiącego o nieprawdopodobnej rozrzutności w kolejnictwie. Przy czym „Rząd” daje kolejom subwencje na dziesięć lat naprzód!!!

     

     

    Nie ma do tego prawa. Gdy dojdziemy do władzy unieważnimy te obietnice!

     

     

    Autor(zy?) artykułu biadolą nad tą sytuacją – ale jakoś nie mieści im się w głowie, że rozwiązanie jest jedno: sprywatyzować, przestać dopłacać – a jak zbankrutują, to chwała Bogu!

     

     

    Socjalistom od razu w głowie tkwi: „To 150.000 kolejarzy! Stracą pracę...”

     

     

    Przypominam, że 20 lat temu było 350.000 kolejarzy. 200.000 straciło pracę – i jakoś nikt z głodu nie umarł...

     

     

    To te 150.000 też nie umrze.

     

     

    Ale nie o to mi chodzi.

     

     

    20 lat temu, gdy dokonywał się Anschluß NRD do RFN, pisałem mniej-więcej tak:

     

     

    Niemcy biadolą nad kosztami przyłączenia. Ale gdy 13 stanów przyłączało: a to Luizjanę, a to Teksas, a to Kalifornię – nikt jakoś nie biadolił nad „kosztami przyłączenia”! Nie biadolił – bo ich po prostu nie było. Przyłączano – i już.

     

     

    Socjaliści rozumują tak: „Bierzemy na kark 17 milionów ludzi; ich miejsca pracy są w stanie fatalnym; trzeba im zapewnić miejsca pracy – a stworzenie jednego miejsca pracy kosztuje 100.000DM; oni nie mają samochodów, pralek lodówek – to wszystko trzeba im zapewnić! Jerum-jerum! Ale to koszty!”

     

     

    Kapitalista rozumuje tak: „Przyłączamy terytorium z 17 milionami ludzi. Nie mają miejsc pracy – więc cena siły roboczej spadnie; znakomicie – nasze towary staną się tańsze! Nie mają pralek, lodówek, samochodów – jest zbyt na te towary! Panowie: Wielki Boom na horyzoncie!”

     

     

    Socjaliści biadolą, że kolejarze stracą pracę. A nie łaska rozumować:

     

     

    „Ile dóbr zdoła wytworzyć armia 150.000 ludzi! Ile samochodów wyprodukują, ile chodników naprawią, ile autobusów będzie jeździć dzięki nim!”?

     

     

  • 08-12-2010 23:52:00

    Po raz pierwszy - pozytywnie o p.Mecenasie

     

    Wielokrotnie krytykowałem wystapienia i teksty WCzc. mec.Jana Widackiego (SD, Kraków)  - typowego intelektualisty z lekkim odchyleniem lewicowym. Ale tym razem trafilem na Jego tekst, z którym się całkowicie zgadzam.

    To się naprawdę rzadko trafia - więc proszę  sobie ten felieton samemu przeczytać; warto:

    http://janwidacki.pl/2010/kto-ty-jestes

    Ja go przeczytałem trzy tygodnie temu - tylko czekałem, aż ukaże się w Sieci!

  • 07-12-2010 23:00:00

    Jeszcze o Smoleńsku. Kto zapłaci?

     

    Byłem parę dni temu na promocji książki „KTO NAPRAWDĘ ICH ZABIŁ?” z nadtytułem: „Cała prawda o katastrofie smoleńskiej”. Oczywiście nikt normalny nie kupi, ani nie przeczyta takiej książki – ale ten tytuł jest obliczony nie na ludzi rozsądnych, lecz na oglądającą telewizję gawiedź, jest więc „rewolwerowy”. Nie poszedłbym więc na to – gdybym wcześniej nie otrzymał tej książki mailem w .pdf-ie, i nie przekonał się, że jest to całkiem rzeczowe dziełko.

    90% z tego mogło być wydrukowane już w maju – ale w Polsce nikomu się nie śpieszy. PT Autorzy – pp.Krzysztof Galński i Piotr Nisztor – mieli więc masę czasu, by zgromadzić materiał. Książka zresztą jest cienka jak na wagę tematu – 186 stron.

    Jest to po prostu kompendium tego, co ukazało się na ten temat – z krytyczną analizą Autorów. Bardzo rzeczową. Oczywiście nawet nie próbuje odpowiadać na pytanie „Kto zabił 96 dygnitarzy III RP?” - tylko przedstawia i rzeczowo omawia rozmaite hipotezy.

    Moim zdaniem: nie dociągając do końca. Jeśli omawia się (na objętość: po macoszemu) moją tezę, że jeśli (powtarzam: jeśli!) ktoś miałby interes w pozbyciu się JE Lecha Kaczyńskiego, to ludzie WSI – to omawiając (z należytym krytycyzmem) idiotyczną hipotezę, że „coś” wmontowano w samolot w zakładach remontowych w Samarze (idiotyczną – bo służby specjalne dokładnie prześwietliły samolot) dobrze byłoby zauważyć, że o wiele prościej byłoby właśnie służbom specjalnym „coś” wmontować przed startem z Warszawy!

    Nie przemawia za tym żadna materialna przesłanka – ale jest to jedyna hipoteza „spiskowa”, która nie jest kretyńska.

    W sumie: dość obiektywne, niezbyt grube i niezbyt nudne kompendium.

    Ciekawa była dyskusja. Zakwestionowałem w niej podstawową tezę p.Galińskiego – brzmiącą: „Ktoś podjął złą decyzję”!

    Otóż, jeśli ktoś proponuje mi – za 150 zł - zawarcie następującego zakładu: rzucam monetą (sam rzucam, moją monetą – by uniknąć podejrzeń) i jeśli wypadnie Orzeł otrzymuję 300 zł, a jeśli wypadnie Reszka otrzymuję 100 zł – to zakład zawieram; i jeśli wypadnie Reszka godzę się ze stratą, ale nie mówię, że podjąłem złą decyzję!!!

    W przypadku Smoleńska odpowiedzialność ponosi oczywiście śp.kpt.Arkadiusz Protasiuk – ale z tego nie wynika, że podjął złą decyzję!

    By to ustalić trzeba znać dwie rzeczy:

    ::1) Ile dla śp.Lecha Kaczyńskiego było warte zdążenie na czas do Katynia? Bo, jak słusznie podkreślał w dyskusji p.Leszek Miller (i potwierdził p.Lech Wałęsa (czego zresztą byłem pewien - proszę sprawdzić!) w cytowanym przeze mnie tydzień temu wywiadzie) pilot zawsze pyta dysponenta o wskazówki. I Lech Kaczyński zapewne powiedział coś w rodzaju: „No, cóż: jeśli nie jest to zbyt ryzykowne, niech się Pan postara wylądować!”

    To mało precyzyjna wskazówka...

    ::2) I teraz to ryzyko. Kapitan obniżył lot do 100 m, następnie do dopuszczalnych 80 m, następnie do dozwolonych przez wieżę 50 m... i najwyraźniej licząc, że już metr-dwa niżej zejdzie pod chmurę i zobaczy ziemię, zniżał się aż znalazł się na 20 metrach. Czy ryzyko było „za duże”?

    By to ocenić, trzeba by siedzieć obok pilota – i samemu być doświadczonym pilotem. Bo nie wystarczy „wiedzieć”, że samolot lecący na klapach po zwiększeniu ciągu jeszcze parę metrów przepada – to trzeba „czuć” całym ciałem, trzeba trzymać rękę na wolancie przez jakiś czas – bo to zależy jeszcze od ruchu i gęstości powietrza.

    Konkludując: ponieważ nie znamy ani wartości ryzyka, ani prawdopodobieństwa, mówienie o „winie” jest bez sensu. Efekt decyzji zwiększa prawdopodobieństwo, że była błędna – i tylko tyle można powiedzieć.

    Nie można też zwalać odpowiedzialności na przyrządy. Jeśli TAWS drze się „Uwaga: Ziemia!! Ciągnij w górę! W Górę!! W GÓRĘ!!!”, a pilot spokojnie się zniża – to zamiast TAWSa mógłby równie dobrze mieć zegarek z kukułką.

    To, że sprawa prokuraturę przerosła – to oczywiste. Obawiam się, że polska prokuratura umie tylko łapać złodziei – i to tylko wtedy, gdy wartość ewentualnego przestępstwa nie przekracza miliona. Przy wyższych sumach albo usiłuje zarzucać „niegospodarność” tam, gdzie jej nie ma – albo odwrotnie: uważa, że jak ktoś ukradł 10 milionów to już nie jest złodziej, tylko polityk, albo wybitny działacz gospodarczy.

    Śledztwo, w którym pojawiają się: prezydent FR i premier RP, a cały Naród patrzy na ręce - powoduje, że prokuratura staje się nerwowa i nieśmiała. Ja bym poprosił o pomoc prokuratorów ze Szwajcarii, Niemiec i Anglii... mają więcej odwagi – i otrzaskania.

    P.Leszek Miller twierdził, że nowych samolotów nie kupowano, bo bano się oskarżeń o rozrzutność. Zwróciłem uwagę, że gdybym kupował sobie samochód za pieniądze podatnika, to jeździłbym po drogach czołgiem z napędem odrzutowym.... Król kupuje samolot z własnych pieniędzy, uszczuplając tym zakupem swoje możliwości finansowe – i nie ma problemu. Tu jednak wydaje się pieniądze publiczne – i pewna oszczędność jest wskazana. Ja spiesząc się na spotkanie z ukochaną kobietą mogę jechać trochę za szybko i zginąć; rocznie na drogach Polski ginie 5000 osób. Dlaczego czasem nie mieliby ginąc i prezydenci??? Oczywiście: muszą być bardziej bezpieczni – ale w granicach rozsądku.

    Ważne jest co innego: pilot wojskowy za „rozsądne” uważa znacznie większe ryzyko, wojskowy wie, że w razie potrzeby może zginąć; pilot, który nie umie polecieć brawurowo, to zły pilot! Pilot cywilny uważa za „rozsądne”ryzyko znacznie mniejsze. Dlaczego w takim razie VIPy latają samolotami pilotowanymi przez wojskowych – a nie przez pilotów po 10 latach stażu w lotnictwie cywilnym, z wyrobioną opinią ludzi solidnych aż do bólu?

    Sprawa właściwie ostatnia: czy w śledztwie chodzi o wykrycie, jak to się stało – czy o o formalne zwalenie winy na kogoś? Bo jeśli mojemu kierowcy zabiorą prawo jazdy, a ja mając ważny ładunek proszę go, by go zawiózł do Wrocławia, a on po drodze ma wypadek – to „mamy winnego”: prowadził bez prawa jazdy. Ubezpieczenie nie wypłaci odszkodowania. Ale, oczywiście, kierowca przez to, że poprzedniego dnia zabrano mu prawo jazdy nie prowadzi ani o iotę gorzej, niż poprzedniego dnia – i ten fakt nie ma wpływu na wypadek!

    I jedno pytanie, którego nie zadałem: dlaczego Rzeczpospolita nie płaci godziwych odszkodowań? Takich, jakie zapłaciłaby np. „Lufthansa”, gdyby rozwalił się jej samolot. Tu154M był własnością RP, lot organizowała III RP – a proszę zobaczyć, jak mało otrzymały rodziny tych, którzy nie byli wysoko w hierarchii VIPów...?

  • 06-12-2010 23:48:00

    Bądźmy tą PIERWSZĄ Irlandią!

     Byłem w piątek na wykładzie p.prof.Vernona Smitha, laureata nagrody Nobla z ekonomii. Z przyjemnością zauważyłem, że argumentuje zupełnie jak ja.

    W szczególności stwierdził on, że system €uro to idiotyzm: bogatsze kraje dopłacają do biedniejszych. Dzięki temu biedniejsze nie muszą się starać, nie muszą robić reform... i w końcu też bankrutują. Byłoby o wiele lepiej, gdyby widmo bankructwa zajrzało im w oczy zanim przeputają np. pół biliona €urosów.

    Jako przykłady wymienił Grecję i Irlandię. Cóż: pozostaje mieć nadzieję, że JE Donald Tusk nie spełni obietnicy - i nie zrobi z Polski "drugiej Irlandii".

    Bo przypominam, że Irlandia rozwijała się świetnie - dopóki 1-I-2002 nie wprowadziła €uro i nie podniosła podatku CIT z 10% na 12%. Podniosła - i dziś jest w stanie opłakanym.

    Cóż: Polska jak na kraj Wspólnoty Europejskiej rozwijała się względnie przyzwoicie. Ale "Rząd" PO-PSL właśnie zapowiada podwyżki podatków...

    =====

    PS. Zostałem upomniany, że popełniłem nieścisłość. Dwóch cesarzy Rzymu jednak było potomkani wyzwoleńców! 

    Ale dla mojego wywodu - to lepiej!

    Dziękuję za uwagę!

  • 05-12-2010 23:47:00

    Kończymy ten tydzień

    Byłem dziś na rozdaniu Nagród Kisiela. Zniknła cała atmosfera z kisielowej kawiarni "Na Rozdrożu", wszyscy grzecznie siedzieli na krzesełkach w przestronnym hallu BUW, po którym hulał wiatr... Wszystko zostało ustawione pod transmisję w Pr I TVP,  ustawiona też została prezentacja - na scenę proszono tylko PT Członków ew. jawnych sympatyków PO...

    Kisiel się w grobie przewraca jak wrzeciono! 

    Podobno - tu sprostowanie - gdy p.Rafał A. Ziemkiewicz zaproponował przyznanie nagrody p.Dawidowi Batce, to p.Tomasz Lis Go poparł - a nie sprzeciwiał się. Cóż: większość poparła p.Buzka (CEP)

    Skrzynka odpowiedzi:

     

    Dał się pan ostatnio wpuścić w maliny na czacie.
    "DAT: A myślisz, że CIA dopilnowało ataku na WTC i zbrodni smoleńskiej?
    JKM: DAT- CIA chyba nie - ale podejrzewam, że ktoś w FBI wiedział o nadchodzących zamachach (!) - i siedział cicho, by Władza miała pretekst do zamordystycznych posunięć!!!"
    Od kiedy WYPADEK w Smoleńsku to zamach??
     
    A, nie - podobnie jak z wczorajszym zamordowaniem policjantki w Chihuahua: nie doczytałem do końca pytania - tym razem z usprawiedliwionego pośpiechu. W ogóle nie zauważyłem, że pytanie jest o "Smoleńsk" - zresztą: co miałoby CIA wspólnego ze "Smoleńskiem"? Odpowiadałem na pytanie o 11-IX - WTC

     

    • A co niby USA miałyby zrobić w sprawie pana Assange'a? Zorganizować inwazję na Islandię (gdzie podobno mieszka w hotelu), czy wysłać skrytobójcę, który by go odstrzelił, albo otruł?
      Zresztą co pan Assange jest winien? Że ujawnił materiały, które mu wpadły w ręce? Sam Pan kiedyś napisał, że jeśli wyciekają tajne materiały, to najlepiej jest je ujawnić, żeby nikt nikogo nie mógł nimi szantażować.
      Oczywiście, że to jest skandal, ale urwać jaja należałoby temu kto odpowiada za wyciek, a nie za ujawnienie tych informacji.

    Oczywiście, że tak. Jest nawet - o czym pisałem - stosowne orzeczenie SN USA. Tyle, że służby specjalne nie działają praworządnie - samo ich istnienie jest wyłomem w praworządności.

    P.Assange nie jest "winien" w sensie kodeksu karnego - ale dowolna mafia by Go ustrzeliła, gdyby zdradził jej tajemnicę. Jeśli państwo ma być sprawniejsze od mafii - to nie nasyła, broń Boże, zabojcy - tylko p.Assange przypadkiem wpada pod samochód...

    Ja tego nie pochwalam, ani nie potępiam: mówię, jak jest. Kto wierzy w to, że służby specjalne działają w zgodzie z prawem, ten wierzy w bajki.

    Problem w tym, czy są kontrolowane przez kogoś - i czy ten ktoś ma silny zmysł moralny.'

    Obawiam się, że - poniewaz żyjemy w d***kracji - ten warunek nie jest spełniony...

  • 04-12-2010 23:54:00

    Cieknąca balia

    Już śp.Ryszard Nixon powiadał, że jeśli nic się nie zmieni, to Stany Zjednoczone spotka los starożytnego Rzymu. I tak się dzieje. Rzym był nieprawdopodobną potęgą w ówczesnym świecie, dominował militarnie – a jednocześnie następował rozkład wewnętrzny. Miejsce surowej rzymskiej moralności zajęła rzymska rozpusta, pojęcie zdrady ojczyzny zaczęło tracić sens, zanikała wiara w bogów – i właściwie Rzymianom nie bardzo chciało się o cokolwiek walczyć – bo i po co? Świat był ich!

    Podobnie teraz Ameryka rozkłada się od środka. Jest potęgą militarną: 38 najpotężniejszych państw świata musiałoby się zjednoczyć, by przeciwstawić się siłom zbrojnym USA! Ma ogromne środki techniczne: akwedukty, pardon: światłowody... I co z tego – gdy użycie siły zaczyna się od pytania: „Właściwie: po co?”

    W Rzymie jednak nigdy się nie zdarzyło, by cesarzem został wyzwoleniec. Zwycięstwo wyborcze JE Baraka Husseina Obamy jest niewątpliwie punktem zwrotnym w historii Stanów. Jeśli u władzy jest potomek niewolników – to jak właściwie ma wyglądać panowanie USA nad światem? Po co podbijać jakikolwiek kraj – skoro przedstawiciele podbitego narodu mogą potem opanować państwo od środka?

    Nikomu nic się nie chce... To znaczy: w Europie, gdzie proces rozkładu jest dalej posunięty, nikomu nic się nie chce; tam w Ameryce raczej: mniej się im chce, niż dawniej. Afera przecieków jest jednym z objawów. Nie pierwszym...

    Już za prezydentury p.Wilusia Clintona ludzie odchodzili z CIA ostrzegając: „Dziś agent CIA może nic nie wiedzieć, i nie dawać żadnych pożytecznych informacyj – byle w jego placówce była właściwa proporcja kobiet, homosiów, Murzynów, Latynosów – i panowała poprawność polityczna”. W tej przeuroczej atmosferze, która wróciła pod rządami p.Obamy, nikt też nie zwracał uwagi, że jakiś szeregowy w Iraku ściąga sobie tajne materiały – a to z Pentagonu, a to z Sekretariatu Stanu. Po czym te dane ukazują się na komputerach całego świata – a potężne Stany Zjednoczone są bezsilne.

    Gdyby rządził śp.Ronald Reagan – to zrobiłby z tym porządek w sześć godzin. Zresztą za Reagana nikt by czegoś takiego nie zaryzykował – bo skończyłby jak p.gen.Emanuel Noriega (w najlepszym przypadku....).

    A ten śmieszny ciapciak do spółki z nawiedzoną sekciarą, p.Hilarią Clintonową, to mogą p.Julianowi Assang'owi (temu od WikiLeaks) tylko pomachać.

    Ta sprawa ma kilka aspektów:

    1) treści korespondencji ujawniać nie wolno: szkodzi to interesom USA, ale narusza zaufanie do Stanów, jako poważnego gracza. I grozi życiu osób wymienionych w korespondencji.

    2) Jednak obecne „państwa” są tak zdegenerowane, że uznać należy, że wszystko, co sprzyja ich rozbiciu, jest korzystne.

    3) Dla dziennikarzy najważniejsza jest warstwa plotkarska.

    4) Ujawnienie niektórych depesz może potężnie zdestabilizować politykę.

    Więc: niech destabilizują!

    =====

    PS. {sosna} nie ma racji: istnieje możliwość, że Sąd Rejestrowy uzna, że Konwent UPR z 9-X był nieważny – nawet, jeśli uzna, że prezesem jest kol.Stanisław Żółtek. W tej sytuacji fuzja UPR-WiP byłaby sprzeczna ze Statutem UPR – i wtedy gdzieś w lutym trzeba by na gwałt zwoływać kolejny Konwent UPR... A w maju zapewne wybory.

    Oczywiście istnieje też możliwość, że Sąd Rejestrowy samoczynnie wyrejestruje WiP. Ale nie z powodu nieprzyjęcia sprawozdania finansowego! Sprawozdanie zostało przyjęte – tyle, ze jego złożenie było o tydzień spóźnione. Trochę dziwne, że PKW najpierw skierowała wniosek do sądu o wyrejestrowanie WiP – a potem... jakby nigdy nic przyjęła sprawozdanie. Nie wiemy, jak to potraktuje sąd – ale w tej chwili wyrejestrowanie WiP byłoby dla nas korzystne. Na pewno nie będziemy się odwoływać!

  • 03-12-2010 23:58:00

    Jaka sytuacja w UPRze – i w WiPie?

     Dziś zgłoszona została do rejestracji partia UPR-WiP. Powstaje ona nie z połączenia UPR i WiP – choćby dlatego, że statutu żadnej z tych partyj nie przewidują możliwości fuzji. Konwenty obydwu partyj podjęły decyzje o utworzeniu nowej partii – i przejściu członków do niej, z zachowaniem stażu, opłaconych składek itp.

    Sytuacja obydwu partyj jest jednak całkiem inna.

    W UPR mamy do czynienia z grupą „rozłamowców”. Wprawdzie sąd nie uznał wybory p.Magdaleny Kocikowej na Prezeskę UPR – ale jeszcze nie uznał (i nie wiadomo, czy uzna!) wyboru kol.Stanisława Żółtka! Formalnie zarejestrowanym prezesem jest nadal p.Bolesław Witczak, którego za Prezesa nie uznaje prawie nikt – chyba nawet On sam.

    Konwent UPR przeprowadził zmianę statutu UPR – zezwalając Członkom UPR na członkostwo w innej, wskazanej przez Konwentykl, partii – chodzi po UPR-WiP, oczywiście.

    I teraz są dwie możliwości.

    Albo Sąd Rejestrowy nie uzna ważności tego Konwentu – a wtedy nowy statut jest nieważny, członkowie UPR-WiP przestaną, zgodnie ze starym statutem, być automatycznie członkami UPR – i będzie wojna z „rozłamowcami” (wśród których jest zresztą sporo ciekawych ludzi!). Najprawdopodobniej „rozłamowcy” przyssą się do PiSu.

    Albo uzna. W tej sytuacji „rozłamowcy” znikają ze sceny politycznej, natomiast będą istniały dwa byty formalne, UPR oraz  UPR-WiP – i będziemy musieli zrobić jakieś ich scalenie.

    Fuzja jest niemożliwa. Statut UPR nie przewiduje również - świadomie i celowo - rozwiązania partii. Ale jakoś to da się zrobić. Np. wystarczy nie złożyć sprawozdania finansowego za rok 2010 – i samemu donieść na siebie do Sądu, który wtedy  UPR z mocy prawa rozwiąże.

    W taki sam sposób zostanie najprawdopodobniej rozwiązana partia WiP, nie mająca jednak problemu "rozłamowców" ani statutowych

  • 02-12-2010 23:56:00

    Prywatyzacja lasów? Tak, ale...

     W to, że „Rząd” zamierza sprywatyzować lasy – nie wierzę. Chyba, że byłby już w tak dramatycznej sytuacji finansowej...

    To po co o takiej możliwości napomknął? Po to, by Polacy znów mieli o co się kłócić – zamiast przyglądać się finansowym machinacjom tego gangu. Jak się pokłócą, „Rząd” definitywnie powie, że nawet Mu to w głowie nie postało – i zyska kolejne punkty przed wyborami.

    Z tej okazji padło pytanie: co ja myślę o prywatyzacji lasów?

     

    Pisałem o tym kilkakrotnie. Powtarzam niniejszym w największym skrócie:

    Lasy, jak wszystko, należy sprywatyzować. Jednak należy je sprzedawać w formie majoratów, obejmujących całe leśne kompleksy, puszcze.

    W historii lasy były prywatne, na ogół królewskie – za co ludzie pragnący zbierać grzyby, jagody, chrust, płacili jakieś grosze – z czego utrzymywało się leśniczych i gajowych. Dzięki temu lasy były utrzymywane we względnym porządku. Obecnie są d***kratycznie zadeptywane.

    Jeśli ktoś mówi, że dziś lasy są „państwowe, czyli nasze wspólne”, to niech spróbuje w nich rozbić namiot! Właściciel, czyli III RP, na to nie pozwala. Natomiast niektórzy przynajmniej prywatni właściciele, w ramach konkurencji o turystę, dla marnego zysku, by pewno pozwalali...

    Dlaczego sprzedawać wielkimi ostępami?

    Bo jak będę właścicielem 5 ha lasu, i pojawi się w nim zając, to czym prędzej go złapię i zjem – bo za granicą czeka sąsiad z przygotowanymi już buraczkami. Powstaje Dylemat Więźnia – obydwaj nie chcemy wybić zajęcy, ale lepiej bym zjadł go ja, niż sąsiad – a tego należy unikać.

    Proste.

  • 01-12-2010 23:43:00

    Jak zginęła śp.Barbara Blidowa?

    Mamy w tej sprawie doskonałe informacje z poufnych źródeł.

    Na tę noc przyszedł do p.Blidowej poseł Ryszard Kalisz. P.Henryk Blida zachowywał się dyskretnie – poszedł spać w osobnym pokoju, by nie przeszkadzać Im w omawianiu szczegółów gospodarowania pieniędzmi spółek węglowych – i unikania macek zastawianych przez wszędobylskiego p.Zbigniewa Ziobrę.

    Nieoczekiwanie, gdy oboje byli rozgrzani dyskusją i nadzy, drzwi wyważyli siepacze ABW. Barbara Blidowa skoczyła do łazienki po szlafrok – i wtedy padł fatalny strzał.

    Ta wersja jest, przyznaje, nie do końca udowodniona – ale wersja przedstawiona we filmie pp.Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego p/t „Wszystkie ręce umyte” też nie jest niczym podparta. Wyssali sobie tę hipotezę z palca.

    Obiektywnie są dwie możliwości.

    Pierwsza: Barbara Blidowa chwyciła ten pistolet by popełnić samobójstwo; w takim razie dla oceny sprawy jest kompletnie obojętne, czy strzeliła do siebie w trakcie szamotaniny z funkcjonariuszką ABW – czy bez kontaktu z nią!! Można tylko dyskutować, czy funkcjonariuszka była niezdarna – czy też nie miała szansy Jej przeszkodzić. Zresztą: dlaczego miałaby przeszkadzać? Wśród osób z towarzystwa istnieje zasada, że jeśli aferzysta chce popełnić samobójstwo, to jeszcze daje mu się pistolet (z jednym nabojem...).

    Druga: PT Denatka chwyciła pistolet, by powystrzelać tych, co przyszli JĄ aresztować – i uciec. Czy fan-klub Nieboszczki gotów jest rozważać tę hipotezę?

    Jeśli nie, pozostaje hipoteza pierwsza.

    Jest skandalem, że PT Autorzy powieści historycznych robią z historycznymi postaciami, co chcą: a to z Kazimierza Wielkiego robią homosia, a to z Jerzego Waszyngtona notorycznego pijaka... I jest to bezkarne. Tu jacyś faceci robią to samo z postacią z bieżącej polityki.

    I, mogę się założyć, za dwa lata wszyscy będą pewni, że Barbarę Blidową zastrzeliła funkcjonariuszka ABW – bo przecież widzieli to naocznie na filmie.

    It's History being falsified. Na naszych oczach.

    Nie wiem, czy pp.Latkowski i Pytlakowski zrobili to w jakichś celach politycznych – czy gwoli pobudzonej finansowo żądzy zrobienia sensacji. Ale wytarzanie Ich w smole i pierzu wydaje się działaniem głęboko uzasadnionym.

    Pierwszy bodaj raz bronię ABW   - ale  tu ABW ma rację!

    Z tym, że zakaz nic nie pomoże: film i tak wycieknie - i zrobi jeszcze większą sensację...