Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63881 komentujących
22404 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-01-2010 23:25:00

    Ile w Polsce mamy drzew?

    Najpierw gratulacje. Istotnie – rozgryźliście Państwo tę fałszywkę kolektywnie i szybko. To nie był tekst z Neues Deutschland” z 1960 tylko z Frankfurter Allgemeine Zeitung” z 2010 – i przedrukowany nie przez „Trybunę Ludu” lecz przez "ANGORĘ”.

    Tak – kursywą zaznaczyłem to, co zostało zmienione. - tu jest oryginalna wersja:


     

    Dzieciak z milionem drzew


     

    12-letni Felix Finkbeiner w czasie swoich podróży spotkał wielu znanych ludzi. Poznał

     

    m.in. wiceprezydenta USA, obecnie działacza ekologicznego – Ala Gore’a


    Nie jest wcale cudownym dzieckiem, choć Felix Finkbeiner jest na pewno wyjątkowo bystry jak na swój wiek. I bardzo samodzielny. W Monachium sam wsiadł do pociągu. Na dworcu w Ulm spotkał tatę. Razem pojechali na lotnisko we Frankfurcie.

    Tam, ten najmłodszy w Niemczech założyciel organizacji zajmującej się ochroną środowiska, wsiadł razem z tatą do samolotu lecącego do Chin. Feliksa zaprosił chiński rząd. – Mam tam wygłosić wykład – mówi chłopiec. Opowiem tam, co my, dzieci, robimy. A czujemy, że nie jesteśmy traktowane poważnie. Na szczycie G8 na początku 2009 roku sformułowano wspaniałe cele ochrony klimatu aż do roku 2050. – Jednak w międzyczasie zaniechano wszystkich prób zrealizowania ich – użala się 12-latek. Swoje zdania formułuje nieco mechanicznie, w końcu powtarzał je już wiele razy. Sam, bez taty, udziela mi wywiadu. W 2009 roku miał też kilka konferencji prasowych i wygłosił 60 wykładów. Dlatego odczyt w Państwie Środka to dla niego nic nowego, ale cieszy się, że zobaczy ten kraj.

    Felix Finkbeiner urodził się w Monachium 8 października 1997 roku. Uczęszczał do międzynarodowej szkoły, dlatego mówi płynnie po angielsku. W styczniu 2007 roku wygłosił referat o kryzysie klimatycznym i wezwał do posadzenia milionów drzew. Krótko po tym założył organizację „Plant-for-the-Planet”. Jej cele przedstawiał już w Nowym Jorku, Korei, Norwegii i Szwecji. O sprawiedliwość klimatyczną apelował też w Szwajcarii, Austrii oraz we Włoszech. W Nowym Jorku wziął udział w szczycie klimatycznym, który odbył się dzień przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. – Przemawiała tam koleżanka z Indii – opowiada Felix. Dziewczynka miała 13 lat. Felix był wtedy na konferencji prasowej. W czasie swoich podróży spotkał wielu znanych ludzi. Poznał m.in. 45. wiceprezydenta USA, obecnie aktywistę ekologicznego – Ala Gore’a. – Rozmawiałem z nim, ale nie zrobił na mnie dużego wrażenia – zwierza się Felix.


    Tu było zdjęcie Felka Finkbeinera z JXM Albertem II   [Fot. Fotolink]

    (Albert Aleksander Ludwik Piotr Grimaldi, suwerenny książę Monako)

    Powinienem je był przerobić na czarno-białe - ale szkoda mi było tego czerwonego krawata. NB. w pismach kolorowych takie zdjęcia były -ale nie w "Trybunie Ludu", oczywiście.



    Młodego monachijczyka fascynuje za to inna postać – Wangari Maathai. Siedział z nią na podium w Nowym Jorku. Felix tą kenijską laureatką Pokojowej Nagrody Nobla i założycielką organizacji ekologicznej „Ruch Zielonego Pasa” interesuje się już od trzech lat. Wtedy, przygotowując referat do szkoły, znalazł w internecie informacje o niej. Maathai wraz z innymi kobietami posadziła ponad 30 milionów drzew. Chciała przeciwdziałać w ten sposób pustynnieniu kontynentu afrykańskiego. Zainspirowany działaniami Kenijki Felix apelował wtedy w swojej szkole: – My, dzieci, powinniśmy w każdym kraju na Ziemi posadzić milion drzew. Z tą ideą stało się później coś, co przytrafia się tylko niewielkiej części pomysłów dorosłych, a co dopiero dzieci. Urzeczywistniła się. Na szczęście nauczycielka Feliksa wzięła jego myśl na poważnie. Zaczęła przedstawiać pomysł uczniom, nauczycielom, dyrektorom innych szkół. Dyrektorka posłała Feliksa do szkół, gdzie opowiadał o swojej idei. Dwa miesiące po referacie w jego szkole – Munich International School w Starnberg (koło Monachium) – odbyła się pierwsza akcja sadzenia drzew. Poinformowało o tym lokalne radio i gazeta. W pobliskich szkołach również rozpoczęto akcję. „Plant-for-the-Planet” wydrukowała i wysłała ulotki, pozyskano pierwszego sponsora – Toyotę.

    Do wiosny 2008 roku posadzono 50 tys. drzew. Od tamtej pory ta liczba zwiększyła się dziesięciokrotnie. Uczniowie ponad 300 niemieckich szkół posadzili pół miliona drzewek. Już obiecali kolejne pół miliona. Tata Feliksa, który przed 10 laty sam założył

    organizację na rzecz ochrony środowiska, na początku wstrzymał się od wspierania „Plant-for-the-Planet”. – Moi współpracownicy i ja nie wzięliśmy pomysłu syna na poważnie – twierdzi Frithjof Finkbeiner. Był świadom, że to nie jest proste. Sam organizował w Berlinie konferencję prasową, w której wzięło udział wielu prominentów. Zarezerwowano na ten cel słynny hotel Adlon. – Nikt nie przyszedł – wspomina Finkbeiner. Miesiąc później Felix z jego aktywistami zadbali o konferencję prasową w monachijskim Domu Literatury. Oddźwięk był ogromny. W mediach wspomniano o niej pięćset razy. Od tamtej pory tata ze współpracownikami wspierają „Plant-for-the-Planet” Feliksa.

    Obecnie 60 procent jej siły stanowi organizacja ekologiczna dzieci. Od tego czasu ma ona też zasięg międzynarodowy. Latem 2008 roku 10-letni Felix pojechał do Norwegii. Na konferencji dla dzieci UNEP (program środowiskowy ONZ) wygłosił referat, po czym został wybrany do dziecięcego zarządu. Dzięki temu mógł przygotować kolejną konferencję, która odbyła się w sierpniu 2009 roku w Korei Południowej. Jego robiące wrażenie przemówienie z tych obrad można obejrzeć na www.Plant-for-the-Planet.org. Nienagannym angielskim mówił: – Każdy, kto chce posadzić w swoim kraju milion drzew, powinien teraz wejść na scenę. Kilka minut później około 500 dzieci z 56 krajów zgromadziło się na szerokiej scenie tej konferencji. Felix i jego aktywiści wiążą duże nadzieje z Chinami. Podczas pobytu 12-latka w tym kraju chińska wiceminister środowiska obiecała, że jednym z tematów na EXPO 2010 w Szanghaju będzie „Plant-for-the-Planet”. Być może to przyczyni się do międzynarodowego przełomu całej akcji.

    Można by się zastanowić, czy ten uczeń nie poświęca za dużo swojego czasu na ochronę środowiska. Ale Felix twierdzi, że nie ma żadnego czasochłonnego hobby. – Czasem spotykam się z przyjaciółmi, jeżdżę na rowerze czy idę na basen – opowiada monachijczyk. Nie martwi go też, że tygodniami nie ma go w szkole, bo i tak ma ponadprzeciętne stopnie. Jego zaangażowanie ma z pewnością wiele wspólnego z miejscem, w którym mieszka. Razem z rodzicami i dwiema siostrami w idyllicznej wiosce położonej między jeziorami Starnberger i Ammer. W domu państwa Finkbeinerów jest też siedziba fundacji ekologicznej rodziców Feliksa. Na pierwszym piętrze razem z czterema współpracownikami poświęcają się ochronie środowiska naturalnego i braku sprawiedliwości między biednymi a bogatymi państwami. Na parterze odbywa się natomiast życie rodzinne. Oczywiście

    między górą a dołem jest ciągły kontakt. Dlatego dla Feliksa tematy ekologiczne od zawsze były chlebem powszednim.

    Młody monachijczyk staje się pomału sumieniem dorosłych. Media chętnie go cytują, na przykład: – Złości mnie, że dla dorosłych pieniądze, władza i wygoda są ważniejsze od przyszłości ich dzieci. 12-latek na pewno myśli bardziej dalekowzrocznie niż większość z nas: – Dorośli marnują pieniądze na premie za stare samochody, zamiast inwestować je w odnawialne źródła energii, a co za tym idzie zadbać o przyszłość nas – dzieci. To my będziemy musieli spłacać te długi.

    Widać, że Frithjof Finkbeiner jest dumny ze swojego syna. Jednak tata nie wywyższa go nad innych młodych aktywistów. Obecnie już dwadzieścioro dzieci wygłasza przemówienia dla „Plant-for-the-Planet”. – Robią to tak samo dobrze jak Felix – twierdzi Frithjof Finkbeiner i już myśli o ich przyszłości. Stopniowo organizacja będzie musiała przechodzić we władanie innych dzieci, przecież w końcu Felix z niej wyrośnie.

    [tłum (pku)]

                                       LISA BECKER

    © FAZ, 2010

     

    Oczywiście zrobiłem to – bo zafascynowało mnie podobieństwo do tamtych „akcji”. Styl artykułu nie był całkiem taki sam, jak w „Trybunie Ludu” - ale, ostatecznie, minęło pół wieku – a też , szczerze pisząc, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek czytał jakiś przedruk z „Neues Deutschland”. Natomiast ta nieznośna sztuczność, ta fasadowość, ukrywanie oczywistego faktu, ze tego przecież nie robią dzieci, tylko grono jakichś macherów w jakichś podejrzanych celach – to wszystko się nie zmieniło.

    Poprzerabiałem Bawarię na Saksonię, Niemcy na NRD, Republikę Korei na KRL-D, usunąłem „Państwo” dodałem tu i ówdzie „tow.” lub „towarzysz” - i parę innych drobiazgów. Wszystko uczciwie zaznaczone kursywą.

    Ale istota rzeczy była niezmieniona. Euro-socjalizm to bratni ustrój „realnego socjalizmu”. Z tą różnicą, że real-socjalizm ewoluował od komunizmu do kapitalizmu – a euro-socjalizm – odwrotnie.

    I w 1989 roku porwał nas ze sobą - w drogę powrotną.

    Był jeszcze jeden powód. W tekście jest o posadzeniu w Niemczech miliona drzew. A ja pytam: ile drzew rośnie obecnie w Polsce?

    Miliard? Pół miliarda?

    To zależy jak liczyć (o trudnościach z liczeniem piszę na blogu!) - ale przecież te drzewka sadzone przez Felka & His Boys to też nie były jakieś giga-baobaby ani tysiącletnie sekwoje.

    Bo jeśli jest ich miliard, to osiągnięcia tej akcji nie są specjalnie imponujące. Tyle samo drzew sadzi się samo, z nasion, dziennie...

     

     

  • 30-01-2010 23:52:00

    Najpierw prośba - a potem coś do czytania. Z "Trybuny Ludu"

     A prośba tradycyjna: blog kol.Waldemara Rajcy (http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/ ) jest w finale konkursu na Najlepszy Blog Roku 2009. W tym roku jest tylko jedna, ogólna kategoria dla dorosłych, więc bardzo proszę o mocne finalne wsparcie Go przez wysłanie na nr 7144 SMSu o treści C00041

    (Ce-zero-zero-zero-4-1 - nic innego nie dopisywać, żadnych myślników, spacyj itp!). Zostało jeszcze tylko kilka dni.

    W kategorii TEEN startuje blog młodego konserwatywnego liberała z Górnego Śląska: http://ozigs.blog.interia.pl/ . SMS o treści  J00088 (jot-zero-zero-zero-osiem-osiem) można wysłać na ten sam numer: 7144.

    Dzięki Państwu te blogi są w finale - pora, by zajęły pierwsze miejsca!

    Damy radę - ale proszę już wystartować z poparciem!

    Można popierać obydwa blogi. Pieniądze (1 zł + 22 gr VAT) pójdą na obozy rehabilitacyjne dzieci niepełnosprawnych.

    =====

    Kto z Państwa chciałby zobaczyć, co się stało na sobotnim zebraniu Okręgu Mazowieckiego UPR, może zajrzeć tutaj:

    http://www.asme.pl/126489341477658.shtml

    =====

    Przeglądając stare szpargały natknąłem się na zamieszczony w „Trybunie Ludu” z roku 1960 przedruk z wychodzących w NRD „Neues Deutschland”. Przeczytanie tego dało mi trochę do myślenia – między innymi o tym, że ostatecznie nie wszystko, co komuniści robili, było takie złe. . Zobaczcie Państwo:

    Pionier z milionem drzew

    Nie jest wcale cudownym dzieckiem, choć Feliks Finkbeiner jest na pewno wyjątkowo bystry jak na swój wiek. I bardzo samodzielny. W Dreźnie sam wsiadł do pociągu. Na dworcu w Berlinie spotkał tatę. Razem pojechali na lotnisko w Schönefeld.

    Tam, ten najmłodszy w NRD założyciel organizacji zajmującej się ochroną środowiska, wsiadł razem z tatą do samolotu lecącego do Chin. Feliksa zaprosił chiński rząd. – Mam tam wygłosić wykład – mówi chłopiec. Opowiem tam, co my, dzieci, robimy. A czujemy, że nie jesteśmy traktowane poważnie.

    Na szczycie RWPG na początku 1949 roku sformułowano wspaniałe cele ochrony klimatu aż do roku 1959. – Jednak w międzyczasie zaniechano wszystkich prób zrealizowania ich – użala się 12-latek. Swoje zdania formułuje nieco mechanicznie, w końcu powtarzał je już wiele razy. Sam, bez taty, udziela mi wywiadu. W 1959 roku miał też kilka konferencji prasowych i wygłosił 60 wykładów. Dlatego odczyt w Państwie Środka to dla niego nic nowego, ale cieszy się, że zobaczy ten kraj.

    Feliks Finkbeiner urodził się w Dreźnie 8 października 1947 roku. Uczęszczał do międzynarodowej szkoły, dlatego mówi płynnie po rosyjsku. W styczniu 1957 roku wygłosił referat o kryzysie klimatycznym i wezwał do posadzenia milionów drzew. Krótko po tym założył organizację „Rastienije-dlja-Płaniety”. Jej cele przedstawiał już w Paryżu, Korei Północnej, Norwegii i Szwecji. O sprawiedliwość klimatyczną apelował też w Szwajcarii, Austrii oraz we Włoszech. W Nowym Jorku wziął udział w szczycie klimatycznym, który odbył się dzień przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. – Przemawiała tam koleżanka z Indii – opowiada Feliks. Dziewczynka miała 13 lat. Feliks był wtedy na konferencji prasowej. W czasie swoich podróży spotkał wielu znanych ludzi. Poznał m.in. b. premiera Francji, obecnie aktywistę ekologicznego – Guy Molleta. – Rozmawiałem z nim, ale nie zrobił na mnie dużego wrażenia – zwierza się Feliks. Młodego drezdeńczyka fascynuje za to inna postać – Wangari Maathai. Siedział z nią na podium w Nowym Jorku. Feliks tą kenijską laureatką Pokojowej Nagrody Nobla i założycielką organizacji ekologicznej „Ruch Zielonego Pasa” interesuje się już od trzech lat. Wtedy, przygotowując referat do szkoły, znalazł w „Prawdzie” informacje o niej. Maathai wraz z innymi kobietami posadziła ponad 30 milionów drzew. Chciała przeciwdziałać w ten sposób pustynnieniu kontynentu afrykańskiego powodowanemu przez rabunkową eksploatację brytyjskich kolonialistów.

    Zainspirowany działaniami Kenijki Feliks apelował wtedy w swojej szkole: – My, dzieci, powinniśmy w każdym kraju na Ziemi posadzić milion drzew. Z tą ideą stało się później coś, co przytrafia się tylko niewielkiej części pomysłów dorosłych, a co dopiero dzieci. Urzeczywistniła się. Na szczęście nauczycielka Feliksa wzięła jego myśl na poważnie. Zaczęła przedstawiać pomysł uczniom, nauczycielom, dyrektorom innych szkół i na obwodowym komitecie SED. Dyrektorka posłała Feliksa do szkół, gdzie opowiadał o swojej idei.

    Dwa miesiące po referacie w jego szkole – Driezdenskaja Mieżdunarodnaja Szkoła w Radebeul (koło Drezna) – odbyła się pierwsza akcja sadzenia drzew. Poinformowało o tym lokalne radio i gazeta. W pobliskich szkołach również rozpoczęto akcję. „Rastienije-dlja-Płaniety” wydrukowała i wysłała ulotki, znaleziono pierwszy popierający zakład pracy – FSO..

    Do wiosny 1958 roku posadzono 50 tys. drzew. Od tamtej pory ta liczba zwiększyła się dziesięciokrotnie. Uczniowie ponad 300 niemieckich szkół posadzili pół miliona drzewek. Już obiecali kolejne pół miliona. Tata Feliksa, który przed 10 laty sam założył organizację na rzecz ochrony środowiska, na początku wstrzymał się od wspierania „Rastienija-dlja-Płaniety”. – Moi towarzysze i ja nie wzięliśmy pomysłu syna na poważnie – twierdzi Frithjof Finkbeiner. Był świadom, że to nie jest proste. Sam organizował w Berlinie konferencję prasową, w której wzięło udział wielu prominentów. Zarezerwowano na ten cel słynny hotel Adlon. – Nikt nie przyszedł – wspomina tow.Finkbeiner. Miesiąc później Feliks z jego aktywistami zadbali o konferencję prasową w drezdeńskim Domu Literatury. Oddźwięk był ogromny. W mediach wspomniano o niej pięćset razy. Od tamtej pory tata ze współpracownikami wspierają „Rastienije-dlja-Płaniety” Feliksa.


    Feliks Finkbeiner z I Sekretarzem SED, tow.Walterem Ulbrichtem


    Obecnie 60 procent jej siły stanowi organizacja ekologiczna dzieci. Od tego czasu ma ona też zasięg międzynarodowy. Latem 1958 roku 10-letni Feliks pojechał do Norwegii. Na konferencji dla dzieci UNEP (program środowiskowy ONZ) wygłosił referat, po czym został wybrany do dziecięcego zarządu. Dzięki temu mógł przygotować kolejną konferencję, która odbyła się w sierpniu 1959 roku w Korei Północnej. Jego robiące wrażenie przemówienie z tych obrad można obejrzeć w kronice filmowej. Nienagannym rosyjskim mówił: – Każdy, kto chce posadzić w swoim kraju milion drzew, powinien teraz wejść na scenę. Kilka minut później około 500 dzieci z 56 krajów zgromadziło się na szerokiej scenie tej konferencji. Feliks i jego aktywiści wiążą duże nadzieje z Chinami. Podczas pobytu 12-latka w tym kraju chińska wiceminister środowiska obiecała, że jednym z tematów na EXPO 1960 w Szanghaju będzie „Rastienije-dlja-Płaniety”. Być może to przyczyni się do międzynarodowego przełomu całej akcji.

    Można by się zastanowić, czy ten uczeń nie poświęca za dużo swojego czasu na ochronę środowiska. Ale Feliks twierdzi, że nie ma żadnego czasochłonnego hobby. – Czasem spotykam się z przyjaciółmi z FDJ, jeżdżę na rowerze czy idę na basen – opowiada drezdeńczyk. Nie martwi go też, że tygodniami nie ma go w szkole, bo i tak ma ponadprzeciętne stopnie. Jego zaangażowanie ma z pewnością wiele wspólnego z miejscem, w którym mieszka. Razem z rodzicami i dwiema siostrami w idyllicznej wiosce położonej między jeziorami Schloßteich i Freuenteich. W domu Finkbeinerów jest też siedziba organizacji ekologicznej rodziców Feliksa. Na pierwszym piętrze razem z czterema współpracownikami poświęcają się ochronie środowiska naturalnego i braku sprawiedliwości między biednymi a bogatymi państwami. Na parterze odbywa się natomiast życie rodzinne. Oczywiście między górą a dołem jest ciągły kontakt. Dlatego dla Feliksa tematy ekologiczne od zawsze były chlebem powszednim.

    Młody drezdeńczyk staje się pomału sumieniem dorosłych. Media chętnie go cytują, na przykład: – Złości mnie, że dla dorosłych pieniądze, władza i wygoda są ważniejsze od przyszłości ich dzieci. 12-latek na pewno myśli bardziej dalekowzrocznie niż większość z nas: – Dorośli marnują pieniądze na remontowanie starych samochodów, zamiast inwestować je w wielkie hydroelektrownie, a co za tym idzie zadbać o przyszłość nas – dzieci. To my będziemy musieli spłacać te długi.

    Widać, że Frithjof Finkbeiner jest dumny ze swojego syna. Jednak tata nie wywyższa go nad innych młodych aktywistów. Obecnie już dwadzieścioro dzieci wygłasza przemówienia dla „Rastienija-dlja-Płaniety”. – Robią to tak samo dobrze jak Feliks – twierdzi Frithjof Finkbeiner i już myśli o ich przyszłości. Stopniowo organizacja będzie musiała przechodzić we władanie innych dzieci, przecież w końcu Feliks z niej wyrośnie.

    LISA BECKER

    Neues Deutschland1960

    Gdy to czytałem (jeśli czytałem...) 50 lat temu, myślałem zapewne tak: Te typy z PolitBiura KPZS znów wymyśliły jakąś akcję typu odwracania rzek, by płynęły w drugą stronę. Ale lepiej niech już sadzą te drzewa. 90% oczywiście uschnie, jak w każdej komunistycznej „akcji” - ale zawsze jakieś przeżyją. Tylko to wysługiwanie się pionierami... Jakiś szczeniak mający tatę-partyjniaka, uczący się w szkole dla wybranych, rozbija się teraz po świecie i powtarza wyuczone slogany... Szkoda chłopaka: wyrośnie na działacza komunistycznego i będzie wiernie powtarzał każdą brednię...

    Dziś raczej myślę: jakiś cwaniak, zapewne Żyd-idealista, podpiął się pod wymyśloną w Moskwie akcję sprytnie podstawiając syna – a inna Żydówka to wszystko w tym „Neues Deutschland” reklamuje. Ciekawe, że o tej „ogromnej akcji” w ogóle wtedy nie słyszałem? Może jej wcale nie było? Może było jak z tym dziecięcym miasteczkiem w Podgrodziu, gdzie nawet zdjęcia w prasie były – choć to "miasteczko" to była lipa? Może towarzysze z NRD chcieli coś wydębić od towarzyszy z ZSRS?

    Więc właśnie: jak to było z tą akcją?

  • 29-01-2010 23:50:00

    Globalne ocipienie...

    Zwolennicy teorii GLOBCIa nie poddają się. To nic, że udowodniono im fałszowanie wyników; to nic, że wykryto ich tajną korespondencję, gdzie pouczali się wzajemnie, jak oszukiwać dziennikarzy i polityków, by wyłudzić kolejne setki miliardów – rzekomo potrzebne na „ratowanie Ziemi przed GLOBCIem”... „Komuna się nie podda, komuna śmiercią gardzi!” - i komuna nadal chce szerzyć Globalne Ocipienie.

    Ma dużo wyłudzonych pieniędzy na przekupywanie dziennikarzy.

    Żyjemy w d***kracji, więc by zrabować nam kolejne pieniądze potrzebują tylko 51% głosów. Mogą zatem nie przejmować się tym, co mówią ludzie mądrzy: to co mówią mądrzy i tak jest niezrozumiałe dla 70% społeczeństwa. Zwłaszcza, że ludzie mądrzy piszą sobie w Sieci lub w książkach i w artykułach niskonakładowej prasy – a oni brylują w telewizjach i... w podręcznikach szkolnych.

    Tak: JE Katarzyna Hallowa, ministerka „Oświaty”, dopuściła do tego, że te jawne komunistyczne kłamstwa o tym, że ludzie powodują GLOBCIo, wylądowały w podręcznikach szkolnych – i zatruwają mózgi milionów dzieci!!!

    Jeśli nie jest to argument, by szkoły sprywatyzować – i niech każdy nauczyciel uczy z takiego podręcznika, który (jego zdaniem) zawiera prawdę – to jaki argument jeszcze jest potrzebny?

    Za sowieckiej komuny dzieci uczyły się w szkołach, że stonkę ziemniaczaną nasyłają na nas Amerykanie. Inny wybitny socjalista, JE Hugon Rafał Chávez Frías, każe uczyć dzieci, że Amerykanie spowodowali trzęsienie ziemi na Haiti. Tymczasem zrzucenie stonki z samolotu w 1953 roku było dziecinnie łatwe, spowodowanie trzęsienia ziemni na Haiti o wiele trudniejsze – ale technicznie już możliwe - natomiast spowodowanie przez człowieka GLOBCIa jest kompletnym absurdem.

    I właśnie ten absurd jest obecnie serwowany. Po bardzo wysokiej cenie...

    Jednak to, że żyjemy w d***kracji, ma i drugą stronę medalu: obecna surowa zima spowodowała, że mimo huraganowej propagandy GLOBCIarzy w telewizjach ludzie jednak przestali wierzyć w GLOBCIo. Co też jest absurdem: jedna zimna zimna nie obala teorii. W dodatku GLOBCIo, choć nie ma to nic wspólnego z działalnością człowieka, istotnie występuje...

    ...ale żyjemy w d***kracji – i skoro ONI wciskali ludziom demagogiczne kłamstwa – to teraz my bierzemy rewanż, i opowiadamy wszystkim, jak to zbrodniarze z „Greenpeace” za pieniądze tego cwaniaka, p.Alberta ArnoldaAla” Gor'a walczyli z GLOBCIem, walczyli – i spowodowali tę właśnie zimę. Za co trzeba łajdaków powiesić za nogi przed wejściem do pieczary Smoka Wawelskiego.
    Obawiam się jednak, że IM się i tym razem upiecze. Za wielu VIPów żyło z pieniędzy wycyganionych na „walkę z GLOBCIem”...

    Gdy w 1892 roku we Francji wybuchnął, „skandal panamski” też większość polityków była umoczona. I skończyło się na paru niewysokich wyrokach.

    Cóż: wtedy też panowała d***kracja...

    A my teraz czytamy, że to masy powietrza z Arktyki zsunęły się na wszystkie strony na Amerykę, Azję i Europę...

     

  • 28-01-2010 23:56:00

    Coś o Haiti – nie tylko o trzęsieniu ziemi. Z poprawką!

    Gdy polscy ratownicy polecieli na Haiti, pisałem w ”Dzienniku Polskim” tak:

     

    Bis dat, qui cito dat

    We wtorek, 12 stycznia, zatrzęsła się ziemia pod Port-au-Prince. Telewizje zaczęły na wyścigi podawać informacje o rannych, zabitych – i wysiłku ratowników. Między innym „nasze” telewizje podawały wypowiedź polskiego speca od ratownictwa - że przy ratowaniu ludzi najważniejsze są pierwsze godziny; po dwóch dniach nie ma już raczej kogo ratować.

    W piątek, 15 stycznia na Haiti wybrało się grono polskich ratowników. Niestety: lotnisko na Haiti uznało, że grabarze nie są już specjalnie potrzebni i skierowało ich do Santiago de los Caballeros, w Dominikanie. Do Port-au-Prince mają dotrzeć w sobotę wieczorem.

    Dla Polski jest, oczywiście, bardzo korzystne, że ratownicy potrenują w warunkach rzeczywistych, a nie w sztucznych, szkoleniowych. Doświadczenie jest bezcenne. Nie nazywajmy tego jednak „pomocą humanitarną”.

    Czy przynajmniej w Polsce ratownicy potrafią się zmobilizować się i pojawić na miejscu katastrofy po dwóch godzinach – a nie piątego dnia?

     

    - i pisałem nie całkiem sprawiedliwie. Ratownicy byli gotowi po dwóch dniach – i tak o półtorej dnia za późno, ale to kwestia polityków podejmujących decyzje.

    Jak podaje „NIE” jeszcze przed odlotem samolotu przyszła z Haiti wiadomość, że z jego przyjęciem w Port-au-Prince będą problemy. Mimo to samolot – poleciał.

    Z wiadomym skutkiem. Politycy pokazali w TV swoje buzie, powiedzieli , że „Polska pomoże” - i nic z tego nie wyszło.
    Ja zareagowałem na to okrzykiem: „To należy wywalić z posady ambasadora III RP w Haiti!”. To samo, tylko bardzo dyplomatycznie, powiedział p.Krzysztof Mroziewicz – wyjaśniając jednocześnie, że Haiti podlega opiece ambasady... w Kolumbii (a nie np. na Kubie), skąd zresztą nikt się na Haiti nie pofatygował, nie uruchomiono konsulów honorowych Polski w Haiti, a szefową konsulatu jest – co taktownie przypomniał p.Mroziewicz – [p.Kozińska-Frybesowa, w swoim czasie odpowiedzialna za ratowanie śp.Piotra Stańczaka, któremu talibowie obcięli głowę w Pakistanie].- po interwencji zajrzałłem na oficjalną stronę Ambasady III RP w Bogocie: figuruje tam
    p.Mirosława Kubas-Paradowska - więc p.Mroziewicz chyba się pomylił...Nie sprawdziłem - przepraszam!

    No, trudno: ratownicy się przelecieli, podatnik zapłacił – i nikt za to nie odpowie. Jasne.

    To ja przy okazji zadam pewne pytanie. Bo wszyscy mówią, że koniecznie trzeba zjednoczyć Cypr. Zareagowałem na to dwa lata temu felietonem:

     

    Też mi problem?

    W dziennikach co jakiś czas widzę tytuły w stylu: "Czy uda się wreszcie doprowadzić do zjednoczenia Cypru?" Po czym następują długie dywagacje: a jakie uwarunkowania, kto nie dopuszcza do zjednoczenia, dlaczego nie doszło do zjednoczenia, kiedy nastąpi zjednoczenie...

    ...nikt natomiast nie zadaje oczywistego pytania: a niby dlaczego w ogóle miałoby nastąpić to "zjednoczenie"?

    Jest na przykład na świecie wyspa zwana dawniej Hispaniolą, która dzieli się obecnie na Republikę Haiti i Republikę Dominikany. Obydwie części wyspy zamieszkują ludzie mniej-więcej tej samej rasy (a raczej: podobnej mieszanki ras), w ogromnej większości katolicy, trochę protestantów i wyznawców voodoo, mówią dialektami języków romańskich (tu haitański i francuski - tam hiszpański) - a jakoś nikt nie zajmuje się problemem "Jakby tu zjednoczyć Hispaniolę"?

    To dlaczego mamy troszczyć się o "zjednoczenie Cypru"? By dyplomaci mieli zajęcie?

    Czy po to, by cypryjskim Grekom i Turkom łatwiej się było zabijać?

    No właśnie: może ktoś wie?

     

     

  • 27-01-2010 23:51:00

    ... i jeszcze coś o nauce....

    ...bo poleciała lawina komentarzy – i sugeruję, byście je Państwo po prostu sami przeczytali. Ja zainteresowałem się kilkoma.

    Zacznę od bocznego, ale ważnego wątku. {Bacz} pisze: „Prawa twórców powinny być zdecydowanie ograniczone. Pisałem o tym: http://niepoprawni.pl/blog/404/tantiemy-autorskie-ograniczone-w-czasie-i-opodatkowane. Oczywiście – pisałem o tym chyba  ze dwadzieścia razy!! Problem stał się tak oczywisty, że dostrzegł go nawet JŚw.Benedykt XVI orzekając w encyklice : „Caritas in veritate”: „Mamy do czynienia z nadmiernymi formami ochrony wiedzy ze strony krajów bogatych przez zbyt sztywne wykorzystywanie z prawa własności intelektualnej”.

    Jak zwykle domagam się nie nowych, postępowych uregulowań – lecz powrotu do normalności. Gdy miałem kilkanaście lat, patenty były wydawane na 7 lat – i za rosnącą opłatą można to było przedłużać do 11 lat. FINIS! Po tym okresie wynalazek stawał się własnością publiczną.

    Dziś wyjątkowe harpie – firmy farmaceutyczne – domagają się ochrony dłuższej niż 25 lat (!!), a prawa autorskie chronione są przez 70(!!). Wrócić do sprawdzonych siedmiu lat – i koniec.

    Teraz wątek główny. Wszyscy domagają się, bym ujął temat jaśniej i dobitniej! {mikoslav} potwierdza: „Można by jeszcze wyraźniej napisać, że "nasi" naukowcy w większości przypadków muszą płacić - i płacą - uznanym czasopismom za publikację swoich "dzieł". No chyba, że dzieło ma faktycznie walor naukowy, wtedy to czasopismo płaci autorowi za możliwość publikacji".

    {artagnan} wyjaśnia i precyzuje: „Czasopisma nie płacą za publikacje. Jak przygotujesz publikację, co wiąże się z b. dużym nakładem pracy i zwykle uczestniczy w tym kilka osób, wysyłasz ją do czasopisma. Recenzenci oceniają jej wartość i przyjmują do publikacji lub ją odrzucają. Co raz częściej czasopisma żądają pieniędzy od każdej publikowanej strony, za strony kolorowe, za recenzje, za sam fakt przyjęcia do publikacji, itp. Dla takich wydawnictw jest to niesamowity business, dlatego też niech nie dziwi nikogo fakt, że tych rożnych czasopism jest tak dużo, szacuje ze ich jest z 15 tys.

    Na stronie:

    http://www.nauka.gov.pl/fileadmin/user_upload/53/02/53022/20090618_ujednolicony_wykaz_opublikowany_w_necie_05_05_2009xls.pdf

    znajduje się lista ok. 10 tys. czasopism (kilka tys. pozostałych jest niepunktowanych) przy których są punkty MNiSzW. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, przez uczelnie, wydziały, katedry, za każdy punkt płaci 4 tys. zł. Są to na tyle duże pieniądze, że dla katedr oznacza to „być - albo nie być”.

    Przy takiej polityce faktycznie pojawiają się negatywne skutki. Sam się zastanawiam, czy gdyby w domu napisać publikacje za 20 pkt na jakiś humanistyczny temat by było taniej, to czy te pieniądze mogłyby trafić do prywatnej kieszeni!? Byłby to absurd, ale zawsze będą istniały takie obejścia dopóki odgórnie się próbuje wszystkim sterować. Swoją drogą to „Najwyższy CZAS!” też publikuje artykuły i gdyby dużo osób cytowało artykuły tam zamieszczane, to też by można było zrobić niezłą maszynkę do robienia pieniędzy. Wystarczy mieć w ręku kilku naukowców i czasopismo, a tak się dzieje, bo przecież tych 15 tys. czasopism nie działa chyba charytatywnie?!”

    - po czym dodaje: „Jest jednak problem, a p. Janusz mógłby go jaśniej opisać - bo z tego co pisze można odnieść wrażenie, że jest w ogolę przeciwko edukacji, w co wątpię. Problem pojawia się, że prace są oceniane na podstawie liczby cytowań... Na tej podstawie dostaje punkty za którymi kryją się realne i b. duże pieniądze. Wystarczy, że skrzyknie się kilku profesorów (tak jak byśmy mu tu zwolennicy WiP tu na forum się skrzyknęli), nawzajem się zaczną cytować i do zaprzyjaźnionego czasopisma wysyłać swoje publikacje. Jako recenzenci w tych czasopismach oczywiście pracowaliby znajomi profesorowie. Proszę mi uwierzyć, że ten mechanizm to istna maszynka do robienia pieniędzy, na każdy temat - a musi być coś na rzeczy, bo tych wszystkich czasopism na chwilę obecną jest już z 15 tys.!

    (…) Po prostu musi być tak, aby na uczelniach nie produkowano masowo magistrów, albo z braku pieniędzy nie pisano beznadziejnych prac doktorskich: autentyczny temat: porównanie parametrów dwóch kosiarek komercyjnych! Dosyć tych absurdów i marnotrawstwa pieniędzy!” Dlaczego „absurdy”? Porównanie dwóch kosiarek to praca pożyteczna. Tyle, że mało naukowa.

    Wreszcie sprawę{artagnan}owi dobitnie wyjaśnia {Darwinista} – dowodząc, że Chińczycy są istotnie w czołówce peletonu, a nawet przed nim:

    W ChRL komunistyczny rząd płaci nagrodę naukowcom za każdą publikację. W najbardziej prestiżowym magazynie naukowym, "Nature", wyszedł ostatnio artykuł o tym jak "naukowcy" z ChRL fałszują na skalę masową dane oraz publikują cudze wyniki (często w 2-3 pismach naukowych - KTÓRE SAMI ZAŁOŻYLI - na raz!). Szerzy się też handel publikacjami. Estymuje się, że nawet 1/3 publikacji z Chin Ludowych możne zostać zmuszone do wycofania za fałsz. Dziwi mnie więc zdanie tego "eksperta" z Polski wymienionego w powyższym artykule.

    À propos demokracji, ten chiński pomysł płacenia za publikacje jest istotnie demokratyczny! W krajach zachodnich robi się tak ze wszystkim; sami wiemy ile dopłacamy do np. rolników czy górników. Czemu więc nie dopłacać naukowcom? A więc właśnie Chiny pokazały nam, dlaczego to NIE DZIALA!

    NB. z całego serca polecam ten artykuł w "Nature", można się trochę pośmiać, jak z opowieści o polskiej komunie i w niej kiedyś istniejącym szachrajstwie. Jeden z przykładów fałszu to ukazanie się publikacji w 2009 roku, które pod tym samym tytułem, w tej samej kolejności, i z takim samym dokładnie tekstem, zostały opublikowane w Indiach w 2000 bodajże roku”.

    Czyli: już jest tak, jak ja przewidywałem, że będzie.

    Wreszcie moje podsumowanie: „spółdzielnie” naukawców wzajemnie wychwalajacych swoje prace, powstały jeszcze w latach 60.tych – jak tylko zaczęto „obiektywnie” oceniać wartość prac naukowych na podstawie Science Citation Index. Wtedy jednak przynajmniej pisano jakąś pracę – którą kumple „właściwie” oceniali. Dziś lenistwo naukawców doszło do tego, że nie chce im się tych prac pisać – zresztą słusznie, bo przecież nikt ich nie czyta: biorą dowolny tekst upstrzony jakimiś wzorami, podpisują - i posyłają do zaprzyjaźnionej redakcji (nie zapominając dopisać do bibliografii co najmniej 50 prac kolegów-spółdzielców!).

    I dofinansowywana „nauka” rozwija się, że aż hej!

    {Bacz} przyznaje, że instytuty i uczelnie powinny bydź prywatne - ale uważa, że rząd powinien czasem zamawiać coś u uczonych. Jest to – w przypadku prac pierwszorzędnych – nie-moż-li-we – bo nikt nie mógł wpaść na pomysł teorii względnościi - czy choćby wychwytu kotwicowego – poza wynalazcą!! Gdyby urzędnik zadzwonił do instytutu i powiedział: „Wynajdźcie mi wychwyt kotwicowy” - to by to znaczyło, że wychwyt kotwicowy już został wynaleziony i znany jest nawet urzędnikom!!!

    Rząd może tylko zamówić, np., wymyślenie autobusu, który jeździłby dwa razy szybciej. Ale to są ulepszenia – a nie wynalazki!

    Zło obecnego systemu polega nie na tym, że marnuje się pieniadze na milion naukawców po to, by otrzymać pięć cennych prac – lecz na tym, że tych prac mogłoby bydź 10, gdyby kilku z tego miliona wzięło się za myślenie, zamiast tyć pisząc chłam za grube pieniądze. Albo gdyby wynalazca czy pisarz zaczął z głodu główkować nad nowym wynalazkiem czy pisać nową książkę – zamiast pić przez 25 czy 70 lat za pieniądze otrzymane za jeden wynalazek (czy książkę).

    Ot, co!

     

     

     

     

     

     

     

  • 26-01-2010 23:43:00

    Jeszcze coś o nauce

     

    W WIADOMOŚCIACH na tym portalu (naprawdę: proszę szeroko propagować te rubrykę, bo jest to najlepszy zestaw wiadomości w Polsce; na Prawicy – bzdurami podawanymi przez Lewicę nie zawracamy sobie głów...) znalazłem opracowaną przez G.K. na podstawie

    http://www.rp.pl/artykul/2,425265.html

    OPINIĘ (Uwaga! WIADOMOŚCI wyróżniają INFOrmacje, OPINIE i FUTURO - czyli przewidywania): „Diagnoza, że chińska produkcja naukowa rośnie i że za na przykład dekadę kraj ten okaże się światowym liderem pod względem liczby publikacji, wydaje mi się bardzo prawdopodobna - ocenia prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk. Zdaniem prof. Kleibera wynika to z faktu, że Chińczycy zrozumieli, iż jest silna korelacja między potencjałem naukowym, a rozwojem kraju. Profesor podkreślił znaczenie systemu politycznego Chin w procesie przekazywania olbrzymich kwot na rozwój nauki. Zastrzegł, że nie chce tego komentować (politpoprawność?). Zaznaczył jednak, że w krajach w pełni demokratycznych, poszczególni politycy mogą mówić, że inwestycje w naukę są kluczowo ważne, ale później niewiele z tego wynika. A chińskie władze najwyraźniej postanowiły, że kraj ma być naukową potęgą i działają według przemyślanego planu.

    Zastanówmy się przez chwilę nad sensem tych wywodów..

    Przede wszystkim: niby dlaczego w państwach d***kratycznych nauka miałaby się rozwijać szybciej??!? W krajach o gospodarce rynkowej, jeśli panuje w nich wolna konkurencja i naukowa uczciwość – tak; ale co to ma wspólnego z d***kracją? Czy ktoś głosował nad teoriami Archimedesa czy Newtona – aż po Einsteina (potem to już bywało coraz gorzej...) ?

    Czy Chiny (chodzi o Chiny rządzone przez ChRL) mają w tej dziedzinie gospodarkę rynkowa? Ale-ż skąd! Widać to z samej tej notki. Skoro to ChRL przeznacza „olbrzymie środki” na naukę, to znaczy, że rynku nie ma. A to znaczy, że rozwijać się może co najwyżej nauka drugo- i trzecio-rzędna.

    To dlaczego p.prof.Kleiber twierdzi, że Chiny wskutek „przemyślanego planu” staną się „naukową potęgą”? Czy dlatego, że Chińczycy to 1/6 ludności świata, więc i 1/6 noblistów winna być obywatelami ChRL? Ale-ż skąd! Więc – co?

    Tajemnicę wyjaśnia zwrot „ kraj ten okaże się światowym liderem pod względem liczby publikacji”. Otóż, istotnie, takie kryterium przyjmuje się teraz w „nauce” powszechnie. Tymczasem, jak wiadomo, KAŻDY wskaźnik podlega korupcji. Jak pisał śp.Jan K.Galbraith (socjalista skądinąd): „Jeśli będziemy fabrykę śrubek premiować za liczbę śrubek, to będzie produkować śrubki wielkości mikrona; jeśli od wagi – to zrobi jedną śrubkę o wadzie 5000 ton; a jeśli od wartości, to zacznie robić śrubki ze złota”. Otóż jeśli ChRL będzie dawać forsę na naukę i liczyć publikacje, to Chiny wkrótce zaczną produkować więcej prac naukowych, niż cała reszta świata!

    Z tego jednak nic nie wynika. Kraj, w którym rocznie publikuje się 10.000 prac naukowych może być światową superpotęgą – a kraj, w którym opublikowano tych prac 10.000.000 – krajem drugorzędnym.

    Bo „na ilość” to opublikowanie Teorii Względności to jedna publikacja, a praca (skądinąd pożyteczna) o wytrzymałości smaru na mróz – to też jedna publikacja...

    Japończycy i Chińczycy istotnie produkują sporo prac naukowych – jednak nie są to prace pierwszorzędne – a są drugorzędne, jeśli urodzili się oni lub studiowali w Anglii czy w USA. Jeśli studiowali u siebie – a tyczy to również np. Żydów – to są autorami prac trzeciorzędnych.

    Właśnie dlatego, że rządy dawały pieniądze – a urzędnicy uczciwie i pracowicie kontrolowali efektywność prac naukowych. A gdyby rządy dały dziesięć razy tyle pieniędzy – to powstałyby pracy czwartorzędne – pisane po to, by urzędnik mógł je zrozumieć i dać pieniądze...

    Bo nawet drugorzędnej pracy urzędnik nie jest w stanie zrozumieć. Natomiast potrafi policzyć prace, cytowania, strony, a nawet znaki...

    I może dlatego Konstytucja USA liczy 4 strony, Konstytucja III RP 40 stron, a Konstytucja UE – 400 stron. Federaści po prostu chcieli mieć Konstytucję Najlepszą na Świecie.

    I w tym sensie niewątpliwie jest ona najlepsza na świecie. Jest tak doskonała, że została (nie pamiętacie już tego Państwo?) wysłana w Kosmos, by zapoznali się z nią Marsjanie!

    Niestety: Ziemianie się na niej nie poznali...


     

     

  • 25-01-2010 23:58:00

    O przesądach technokratów

    Do tej pory było raczej tak, że intelektualiści potępiali Mamonę – natomiast technokraci głęboko wierzyli, że jeśli jest w państwie jakiś problem, to należy na jego rozwiązanie poświecić więcej pieniędzy – i wszystko zostanie rozwiązane.

    Otóż takie przekonanie jest również zabobonem.

    Piszę to, ponieważ uparty {artagnan} po odpadnięciu od jednych blanków zaatakował również z drugiej strony:

     

    Zdecydowanie chciałbym zaprotestować nie tyle [przeciw] stwierdzeniu, że im więcej wykształconych tym gorzej się dzieje w państwie polskim - ale znaczeniu, że niby mamy w kraju więcej wykształconych ludzi. To prawda, że magistrów jest obecnie coraz więcej, ale jakie oni prace piszą... A wszystko z dość prozaicznej przyczyny: od kilkunastu lat pracownicy wyższych uczelni mają głodowe pensje. Doktor po studiach możne liczyć na uczelni, czy instytucie na około 1,5 tys. zł, adiunkt i dr hab. ok. 2,5 tys. zł, a profesor ok. 3 tys. zł. Przez te działania większość ludzi nauki dawno już pouciekała z uczelni (przy okazji postuluję, aby tytuły i stopnie naukowe można było dostawać tylko i wyłącznie w instytutach, gdzie raczej dobre badania się prowadzi - a nie na uczelniach!). [poprawiłem gramatykę i semantykę Autora]

    Z czego by wynikało, że należy podnieść zarobki na uczelniach, a sytuacja się od razu poprawi.

    Otóż: nie koniecznie. Może się nawet pogorszyć.

    Akurat parę dni temu pisałem tu właśnie, że płacenie za dużo za pracę może spowodować pogorszenie sytuacji. Jak raz pasuje to do tego problemu. Wyjaśniłem (17-I-2010) dlaczego – i nie będę powtarzał.

    Nie muszę zresztą, bo teza {artagnan}a jest sfalsyfikowana w praktyce.

    Otóż w Stanach Zjednoczonych pracownicy nauki (proszę wybaczyć: „uczonymi” trudno ich nazywać...) zarabiają o wiele, wiele więcej od pracujących w Polsce. I gdzie – pytam – jest większy procent naukawców broniących tezy o GLOBCIu: w USA – czy w Polsce? A naukawców domagających się interwencji państwa w gospodarkę i wrzucania bilionów by „ratować nas przed KRYZiem?”

    A z kolei: ile wielkich odkryć powstało dzięki ludziom żyjącym raczej w biedzie, niż w luksusach?

    Problem polega na tym, że gdy uczonym zaczniemy oferować pieniądze, to te pieniądze musi dać KTOŚ. Ten KTOŚ jednak zna się na nauce nieskończenie gorzej od uczonego. By więc otrzymać pieniądze uczony nie musi wcale odkrywać niczego nowego – a nawet gorzej: jeśli zaproponuje {artagnan}owi, że obali teorię Wielkiego Wybuchu, to {artagnan} mu tych pieniędzy nie da – bo byłoby to sprzeczne z jego stanem wiedzy, a więc „nieracjonalne”.

    W efekcie jeśli pieniądze jako bodziec w ogóle działają, to odciągają ludzi od pracy naukowej i skierowują na sztukę pisania prac pod tych KTOSiów – by wydębić od nich te pieniądze. Prawdziwi uczeni, oczywiście, tym się nie zajmują – natomiast „naukawcy” oczywiście tak. Jest ich coraz więcej (forsa ich przyciąga!), obrastają w znaczenie, w pieniądze, to oni są teraz „najważniejszymi uczonymi” - i, rzecz jasna, prawdziwych uczonych muszą tępić, jako nieuczciwą konkurencję. Nie, iżby świadomie działali przeciwko nauce, nie: po prostu zaczynają pogardzać każdym, kto nie ma wysokich dochodów, nie jest zapraszany na Ważne Konferencje transmitowane przez telewizję, nie ma dużo prac cytowanych w Science Citations Index... A uczony ich nie ma, bo jego prac naukawcy nie czytają; kto by czytał prace ludzi nieważnych?

    (Ba! {Plrc} wspomniał o p.Andrzeju Wilesie – który, w zgoła nie „fermatowski” sposób, udowodnił ponoć Wielkie Twierdzenie Fermata). Zajrzałem do Wikipedii – i z przerażeniem stwierdziłem, że wikipedyści uważaja, iż Jego wielkim osiągnięciem było, że pokazał się w BBC, a parę stacji telewizyjnych w USA zrobiło z Nim wywiady!!! Niestety: Arystoteles już wywiadu TV nie udzieli...)

    Co gorsze: jeśli tacy skorumpowani naukawcy opanują jakąś dziedzinę, to następuje jej śmierć: naukawcy nie dopuszcza konkurentów w walce o pieniądze sponsorów (czy państwa) bo wtedy już tylko one się liczą. Polecam książkę „Przewodnik stadap.Konstancji Heleny Trimmer-Willisowej („Connie Willis”).

    Wreszcie słowo o praktyce. Dopóki nie ma d***kracji, nauka, nawet zdeprawowana pieniędzmi, nadal może istnieć. W Polsce jest paradoksalnie o tyle dobrze, że naukawcy walczą o niezbyt duże pieniądze, w wyniku czego nie mają o wiele lepiej od (nielicznych) prawdziwych uczonych. W Stanach Zjednoczonych hochsztaplerów wyspecjalizowanych w walce o pieniądze jest wielokrotnie (procentowo) więcej niż w Polsce – bo tam to się bardzo opłaca... jednak „na ilość” prawdziwych uczonych jest tam znacznie więcej.

    I powstaje pytanie: czy lepiej jest mieć 1000 hochsztaplerów i dwóch uczonych – czy milion hochsztaplerów – i pięciu uczonych?

    Gdy pojawia się d***kracja – tych pięciu czy nawet stu uczonych musi siedzieć jak myszy pod miotłą. Ot, taki p.prof. Wawrzyniec Henryk Summers (obecnie załapał się na szefa Krajowej Rady Gospodarczej , NEC; co sądzę o Jego teoriach gospodarczych, to sądzę...) został większością głosów w 2005 wyrzucony z prezesury Uniwersytetu Harvarda, bo ośmielił się powiedzieć, że mniejsza liczba kobiet wśród profesury spowodowana jest przyczynami naturalnymi ("the different availability of aptitude at the high end" ) a nie „dyskryminacją”.

    Ale nawet gdyby nie było d***kracji: czy Polskę stać na utrzymywanie miliona dobrze zarabiających hochsztaplerów, by dochować się pięciu wybitnych uczonych?

  • 24-01-2010 23:56:00

    Przesąd anty-intelektualistów

    {artagnan} napisał:

    Rzeczą zdumiewająco jest powątpiewywanie takiego autorytetu jakim jest JKM w wartość edukacji...

    Ten przykład z intelektualista i pistoletem jest chybiony, powinien tam być intelektualista - i człowiek zabobonny, który świat postrzega przez pryzmat przekonania ze tak powinno być i kropka, pozbawiony jakby kompletnie racjonalności. Który będzie bronił się do opadłego, plotąc bzdury, przed argumentami w rodzaju ze jednak Ziemia krąży wokół Słońca, ze jednak człowiek pochodzi od małpy, ze Wszechświat na pewno powstał w wyniku Wielkiego Wybuchu, itp. Przy okazji polecam stronę: http://www.racjonalista.pl/ która walczy z takimi postawami.

    To jest właśnie przykład zabobonu. {artagnan{} wierzy, że dzisiejsze teorie będą wieczne. Pamiętam, jak lat temu 50 tacy sami racjonaliści wierzyli w teorię powstawania Wszechświata z równomiernie rozproszonej materii – a teorię Wielkiego Wybuchu uznaliby zapewne za zamaskowaną formę fideizmu. Bo też właściwie czym rożni się ona od twierdzenia, że Bóg stworzył świat z niczego?

    Stworzył. Ten moment nazywamy Wielkim Wybuchem...

    Bardzo racjonalne – nieprawda-ż?

    Edukacja dziś to wbijanie ludziom do głowy obecnego stanu wiedzy, Gdyby w swoim czasie wszyscy zostali dobrze, racjonalnie, wyedukowani - to do dziś wierzylibyśmy, że Ziemia opiera się na Wielkim Żółwiu...

    Ale miałem pisać o przesądach odwrotnych – co zrobię zaraz po północy. A w ogóle to bardzo przepraszam - ale ostatnio jestem bardzo zapracowany... Proszę mi wybaczyć!

  • 23-01-2010 23:45:00

    Przesądy intelektualistów

    Jest rzeczą zdumiewającą, że ulubionym zajęciem inteklektualistów jest "walka z przesądami". Także: uczynienie życia "bardziej racjonalnym". Nie zdają sobie przy tym sprawy, że to, co oni uważaja za "racjonalne myslenie" to zwykły przesąd.

    Ot, weźmy przykład - ktory opisałem w "Dzienniku Polskim" p/t:

    Nauka to potęgi klucz

    Intelektualiści usiłują przekonać wszystkich, że wiedza - to potęga. To w myśl tego hasła pod przymusem zagania się oporne dzieci do szkół...

    Gdyby takiego intelektualistę spytać: "Co jest ważniejsze: wiedza - czy pistolet?" - na pewno z dumą powiedziałby, że wiedza. Być może, gdyby znalazł się na muszce colta, zmieniłby zdanie, ale tylko na chwilę.

    Otóż ten intelektualista zazwyczaj protestuje przeciwko temu, by ludzie mieli prawo mieć broń palną. Nie zdając sobie sprawy, że jeśli wiedza jest ważniejsza, to uzbrojenie w nią L**u jest znacznie niebezpieczniejsze!

    Dziś ONI zmajstrowali świat, w którym każda ciekawa, niepokorna myśl jest natychmiast rozstrzeliwana salwami bredni i rechotu, oddawanymi przez tryumfujący, bezczelny i pewny siebie motłoch.

    Bo to on ma rację, bo jego jest więcej! A że umie czytać i pisać, to jest "wykształcony".

    Jeśli myśl może przetrwać, to tylko wtedy, gdy pod zwałami bredni nie zostanie rozpoznana.

    Ale korzyść z tego marna. 

    To samo dotyczy polityki. Za "komuny" każda ciekawa książka wzbudzała ogromne zainteresowanie - i była zagrożeniem dla ustroju.

    Dziś te ciekawe książki czyta 5000 ludzi. a 35 milionów oglada reżymową lub bezpieczniacką telewizję - i to oni "decydują" .

  • 22-01-2010 16:49:00

    Dziwna sprawa

    Nie znoszę czytać blogów Salonu24. Jak gdzieś wejdę, to widzę tekst - ale nie potrafię znaleźć ani autora, ani całego zestawu Jego wpisów. Jest jeden wpis, do niego komentarze, kupa "tag"ów - i tyle.

    Wczoraj zdarzyło mi się, ż p.V-Prezeska poinformowała mnie o interesującym tekście na

    http://jakjest.salon24.pl/

    Otworzyłem - i tam był ten wpis, który Państwo widzą - a w prawym górnym rogu zdjęcie p.Igora Jankego i Jego podpis. Treść wpisu trochę mnie zdziwiła - zawsze traktowałem p.Jankego jako lekko zarażonego różowością - ale skoro napisal, że jest konserwatywnym liberałem - to znakomicie.

    Więc odpowiedzialem.

    Tymczasem, jak się okazało, nie był to tekst p.Jankego. Niestety: nie wiem czyj, bo nie potrafię wejść na główną stronę tego blogu (o ile coś takiego w Salonie24 w ogóle istnieje). W każdym razie przeprsaszam i p.Jankego, i Autora (który w mędzyczasie zdążył odpisać, że nie wierzy w tryumf myśli konserwatywno-liberalnej). Jak to się stało, że konterfekt p.Jankego i Jego nazwisko pojawiło się przy tym wpisie - nie wiem. Może jakaś kontaminacja (pisałem w pociągu)  - może właściciel blogowiska co jakiś czas pokazuje się na każdym blogu?

    To tyle na razie - pozdrawiam Państwa z okolic Kutna...

     

     

     

     

  • 21-01-2010 23:51:00

    Cmentarz – i wszystko jasne. A także: p.Igorowi Jankemu w odpowiedzi.

    WCzc.Zbigniew Chlebowski (PO, Wałbrzych) biadolił przed komisja śledczą niczym ta nieszczęsna posłanka spod agenta „Tomka”, pośrednicząca w dawaniu łapówek za działki na Helu. Płakał, że "rozpętano gigantyczną polityczną nagonkę"- a p.Mariusz Kamińskiewidentnie kłamie: Jego sugestie to łgarstwo i nikczemność”.

    W rzeczywistości szef CBA raptem dwukrotnie zawyżył skalę afery – ale też, p.Chlebowski ma rację, merytorycznie żadnej szczególnej „afery” w tym nie było. Wszystkie obniżki podatków są korzystne – niezależnie od tego, czy obniża się je hazardzistom, czy ojcom siedmiorga dzieci. To jak z morzem: pobranie wiadra w Gdańsku powoduje zmniejszenie poziomu wód na Bornholmie.

    Pod warunkiem, że towarzyszy temu obniżka wydatków!! Pretensje należy więc mieć o brak tej obniżki – a nie o to, że chciał odciążyć operatorów „jednorękich bandytów”.

    P.Chlebowski wszakże zaczął powoływać się – całkiem od rzeczy – na Swoje inne zasługi. „Przypomniał o swoich kontaktach z emigrantami pracującymi m.in. w Wielkiej Brytanii. - Okazało się, że dwa miliony polskich emigrantów muszą płacić bardzo niekorzystne dla nich podatki. Gdy w obecnej kadencji zmieniano ustawy podatkowe, odbywałem z tymi ludźmi setki spotkań,rozmów, maili, kontaktów. Gdyby wtedy CBA podsłuchiwało nasze rozmowy, to pojawiłyby się w tych rozmowach słowa: "nie bójcie się, załatwię to nie na 90%, na 100%. Bo to były słuszne postulaty tych, których w jakimś sensie krzywdziła władza publiczna, która nie potrafiła zmienić i dostosować przepisów”.

    I wszystko to święta prawda. Tyle, że p.Chlebowski nie wspomniał o jednej drobnej różnicy:

    Z przedstawicielami Polonii brytyjskiej nie prowadził rozmów na cmentarzach.

    =====

    P.Igor Janke, założyciel i właściciel blogowiska Salon24, z pozycji konserwatywnego liberała poradził WiPowi, by zdobył się na bardziej szczegółowy program – bo partia „musi” takowy posiadać.

    WiP ma krótki i prosty program: „5B jest be” - oraz przyznaje się do wszystkich aktualnych punktów programu UPR – to tak gwoli wyjaśnienia. Ale nie w tym rzecz.

    W 1993 roku przyjechali przedstawiciele amerykańskiej Partii Republikańskiej, by pomódz nam w wyborach. Spytali, czy jesteśmy do nich przygotowani. Powiedzieliśmy: „Mamy w programie...”. Wybałuszyli oczy: „Program? Jaki program!! Gdzie baloniki, ulotki, bannery... Program podczas wyborów nikogo nie interesuje. Macie pewno z 50.000 świadomych zwolenników – a teraz macie zdobyć 5 milionów głosów ludzi, którzy żadnego programu i tak nigdy nie zrozumieją...

    Mimo to UPR, mająca precyzyjny i szczegółowy program, próbowała walczyć w wyborach. Ponosząc za każdym razem szlachetną klęskę – bo każdy punkt tego programu kogoś zrażał – bo był precyzyjny: a to przeciwników kary śmierci, a to przeciwników narkotyków... A całość zrażała 90% ludzi, dla których był niezrozumiały.

    WiP doskonale wie, w jakim kierunku iść – a na każde wybory będzie szykowany program z kilkoma (wybranymi, oczywiście, z programu partii) hasłami. Dość ogólnikowymi.

    Może ta metoda zadziała.

    Za życzliwe uwagi z całego serca wszak dziękujemy – i zapraszamy w nasze szeregi!

  • 21-01-2010 03:29:00

    Ostatnie poprawki:

    Wygląda na to, że potrzebny jest ostatni wysiłek , by w ostatniej chwili ktoś jeszcze nie wbił się pomiędzy osiem naszych blogów (dwa są już poza naszym zasięgiem, niestety - trzeba by mieć prawie trzy razy tyle głosów).

    Proszę więc SMSy (1 zł + 22 gr VAT) na nr 7144 zawierający TYLKO (bez spacyj!) kod umieszczony po prawej (I00... to „i-zero-zero-...”)

    Pieniądze z SMSów idą na obozy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych – by jednak te złotówki zapracowały najbardziej efektywnie, dokonałem, jak w ub. roku, podziału: ci z Państwa, których nazwiska zaczynaja się na jedna z liter umieszczonych po LEWEJ stronie adresu blogu proszeni są o zagłosowanie na TEN blog.

    Oto ostateczny szyk bojowy – do ataku!

     

    V      http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/        C00041

    Ó         http://gps65.salon24.pl/tag/34907,gps65   C00117

    LŁM     http://niepoprawni.pl/blogs/bacz       C00141

    GHIJ     http://xsior.salon24.pl                      C00076

    ABCĆDF   http://www.konserwatyzm.blogspot.com/ C00131

    KN      http://jakub-malicki.blog.onet.pl/ C00119

    OPRSŚ    http://rynek24.blog.onet.pl/               C00060

    TUWZ    http://q-bazz.blog.onet.pl/ C00052

    Ż    http://jurcio.blogspot.com/     I00120

    Ź     http://prawy-sierpowy.pl/     I00141

    E http://ozigs.blog.interia.pl/  J00088

     

    Proszę o mobilizację! Zabawa kończy się dziś o 12.00

     

  • 20-01-2010 13:42:00

    Poprawki do głosowania

    Piroga płynie, dwóch chłopców trzeba było rzucić krokodylom na pozarcie (ofiary przepraszam...)

    Została ostatnia (niecała...) doba głosowania.

    Jest dobrze, ale nie beznadziejnie! Jak to powiedział JE Fidel Castro: „Nasza bohaterska walka o 10 mln ton cukru zamieniła się w niemniej bohaterska walke o 9 milionów ton cukru”. Mamy realnie do minięcia jeszcze jeden blog! Prośba do tych, których stać, by wysyłali SMS popierające blogi konserwatywno-liberalne. Trzeba pokazać d***krację w działaniu!

    Proszę więc SMSy (1 zł + 22 gr VAT) na nr 7144 zawierający TYLKO (bez spacyj!) kod umieszczony po prawej (I00... to „i-zero-zero-...”)

    Pieniądze z SMSów idą na obozy rehabilitacyjne dla osób niepelnosprawnych – by jednak te złotówki zapracowały najbardziej efektywnie, dokonuje, jak w ub. roku, podziału: ci z Państwa, których nazwiska zaczynaja się na jedna z liter umieszczonych po LEWEJ stronie adresu blogu proszeni są o zagłosowanie na TEN blog. Jesli jednak kogoś stać, by zagłosowac na kilka blogów (ale na jeden z jednego telefonu można tylko raz!) - to proszę to uczynic.

    Pozostało bardzo mało czasu! Proszę o mobilizację! All hands on the deck!


    V      http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/        C00041

    Ć         http://gps65.salon24.pl/tag/34907,gps65   C00117

    H      http://niepoprawni.pl/blogs/bacz       C00141

    GIJ     http://xsior.salon24.pl                      C00076

    ABCDF   http://www.konserwatyzm.blogspot.com/ C00131

    KŁM        http://jakub-malicki.blog.onet.pl/ C00119

    JLNOPZ    http://rynek24.blog.onet.pl/               C00060

    RSŚTUWZ    http://q-bazz.blog.onet.pl/ C00052

    Ż    http://jurcio.blogspot.com/     I00120

    Ź     http://prawy-sierpowy.pl/     I00141

    E http://ozigs.blog.interia.pl/  J00088

     

    Następny komunikat być może jutro rano. Wpis będzie o zwykłej porze

  • 20-01-2010 03:52:00

    Afera w Argentynie trwa

     

    Dwa dni temu wpis poświęcony sytuacji w tym ważnym kraju zatytułowałem „Don't cry for her – Argentina!”. Chodziło o rządy p.Krystyny Elżbiety Fernández de Kirchner, faworytki JE Hugona Rafała Cháveza

    Już wczoraj mogli Państwo przekonać się czytając na tym portalu wiadomości (NB. jestem dumny z działu WIADOMOŚCI – i uważam, że stanowczo zbyt mało osób z nich korzysta!):

    Podczas konferencji prasowej w pałacu prezydenckim JE Krystyna Kirchner, prezydent Argentyny, odwołała 10-dniową wizytę handlową w Chinach, ponieważ uważa, że wiceprezydent Julian Cobos stał się liderem opozycji i nie wypełnia roli, jaką mu wyznacza Konstytucja.

    Komentarz brzmiał: „JE Krystyna Kirchner obawia się zostawić swój kraj pod opieką wiceprezydenta. Decyzja ta związana jest z konfliktem rządu z Bankiem Centralnym”.

     

    Czego dowiadujemy się z tej notatki: ano tego, ze w kraju socjalistycznym to prezydenci lataja z „wizytami handlowymi”. Dawniej Żyd z Buenos-Aires dzwonił do Żyda w Szanghaju – i interes bywał w try-migà ubity. Dziś importem zajmują się prezydenci. Ponieważ prowadząc operacje „handlowe” można brać łapówki, a prowadząc politykę zagraniczna raczej nie, coraz więcej d***kratycznych „głów państw” (nierqawz i koronowanych!) zajmuje się geszeftami.,.

    W druga wiadomość jest taka, że że w kraju socjalistycznym rządzący boja się go opuszczać, ponieważ może nastąpic jakis przewrót. Nie dotyczy to samych głów państw: feldmarszałek Żukow został zdjęty ze stanowiska podczas państwowej wizyty w Jugosławii;

    Co p.Juliusz Cezar Cleton Cobos, v-Prezydent (z tej samej partii), mógłby zrobić p.o. Prezydenta? Bardzo dużo! Od amnestii dla „niewłaściwych” osób po zmontowanie zamachu stanu.

    A wielu jest chętnych, by się Jej pozbyć z urzędu. I to bynajmniej nie chodzi o myzoginów..

    Dobra: koniec z Argentyna, krach tych rządów nastąpi tam bez naszej pomocy - wracamy do Polski:

    Tylko 32 godziny pozostały, by wyforować 10 blogów w konkursie ONETu w kategorii POLITYKA (i trzy w innych). Zamieszczam więc raz jeszcze prośbę:

    Kochani! Konkurs ONETu na najlepszy blog roku 2009 trwa. Jest dobrze, ale nie beznadziejnie: mamy do minięcia jeszcze 7 blogów!

    Prośba do tych, których stać, by wysyłali SMSy popierające blogi konserwatywno-liberalne. Trzeba pokazać d***krację w działaniu!

     

    Zostało tylko półtora dnia! Proszę o SMSy (1 zł + 22 gr VAT) na nr 7144 zawierający TYLKO (bez spacyj!) kod umieszczony po prawej (I00... to: i-zero-zero-...)

    Pieniądze z SMSów idą na obozy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych – by jednak te złotówki zapracowały najbardziej efektywnie, dokonuję, jak w ub. roku, podziału: ci z Państwa, których nazwiska zaczynają się na jedną z liter umieszczonych po LEWEJ stronie adresu blogu proszeni są o zagłosowanie na TEN blog (ale można i na inny - to tylko wskazówka). Jeśli jednak kogoś stać, by zagłosować na kilka blogów (ale na jeden z jednego telefonu można tylko raz!) - to proszę to uczynić.

    Pozostało bardzo mało czasu! Proszę o mobilizację! Może w tym roku się uda?!

     

    AB      http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/        C00041

    CĆD    http://gps65.salon24.pl/tag/34907,gps65 C00117

    JŹ      http://niepoprawni.pl/blogs/bacz       C00141

    GŻ     http://xsior.salon24.pl                      C00076

    NO    http://rynek24.blog.onet.pl/               C00060

    LŁ M http://jakub-malicki.blog.onet.pl/ C00119

    WZ   http://www.konserwatyzm.blogspot.com/ C00131

    PR   http://www.tomekmolinski.blogspot.com/ C00021

    SŚ   http://q-bazz.blog.onet.pl/ C00052

    K     http://lukasz-piotrowski.blog.pl/ C00081

     

    EF    http://jurcio.blogspot.com/ I00120

    HI    http://prawy-sierpowy.pl/ I00141

    T,U, V http://ozigs.blog.interia.pl/  J00088

     

    następny komunikat z placu boju – jutro ok. 13.tej

     

     

  • 19-01-2010 23:50:00

    Znów dziś opóźnienie

    ...ale niewielkie

  • 18-01-2010 23:50:00

    Don't cry for her - Argentina!

    Poniższy kawałek to przyczynek do historii rozwoju lewactwa w kraju, który kiedyś był,srebrem, zbożem i befsztykami słynący. Obecnie rządzi tam, jak napisałem w "Dzienniku Polskim":

                                                        Lepper w spódnicy

    Ameryka Łacińska po raz drugi wpada w szpony Czerwonych. W portugalskiej połowie, czyli Brazylii, rządzi JE Ignacy da Silva ps.”Lula”, a w Chile (jeszcze...) JE Weronika Michalina Bachelet Jeria - oboje jeszcze dość umiarkowani lewacy. Kuba, Wenezuela, Boliwia - a i Urugwaj (pod wodzą b. członka terrorystycznych Tupamaros!!) zmierza w tym kierunku -  to państwa całkiem lewackie. A czymś pomiędzy Brazylią, a Wenezuelą jest Argentyna, gdzie wybory wygrała p.Krystyna Elżbieta Fernández de Kirchner, żona b.prezydenta p.Nestora Kirchnera, znana jako „Lady Botox”. Z ciekawostek: Jej przeciwniczką była... Miss Argentyny, a prokuratura USA (?) oskarżyła Ją o przyjęcie na kampanię wyborczą 790 mln $ (?!) od JE Hugona Chaveza (rząd USA nie poparł tej informacji, której obydwie strony zaprzeczyły).

    JE Krystyna Fernández de Kirchner zasłynęła w świecie oryginalnymi pomysłami. O ile w Europie rządy oszalały subwencjonując rolnictwo i dotując eksport żywności, Argentyna wpadła w drugą skrajność, i eksport zbóż i mięsa obłożyła podatkiem 35% (!). JE Fernández de Kirchner (z faszyzującej partii Justycjalistycznej – czyli „peronistka") postanowiła ten podatek podnieść (!!??) do 44%. Ten krok, czysto populistyczny (dzięki temu miejska biedota miałaby jeszcze tańszą żywność) wzbudził protesty rolników, wywołał słynne „protesty garnków” w 2008 roku, przeszedł przez sejm 129:122 i w Senacie, przy remisie, padł obalony decydującym głosem p.Juliusza Cezara Cletona Cobosa, v-Prezydenta (z tej samej partii) pełniącego z urzędu rolę marszałka Senatu. Afera była niezła.

    Następnie – 20-X-2008 JE Krystyna Fernández de Kirchner znacjonalizowała fundusze tamtejszych OFE, motywując to „potrzebą ochrony aktywów obywateli w obliczu niepewnej sytuacji na rynku finansowym, związanej z kryzysem gospodarczym”. Jak wiadomo zając w obliczu kryzysu powinien schronić się w brzuchu wilka.

    By podtrzymać lewacką politykę nie starczają dotacje z Wenezueli. Rząd „Justycjalistów” drukuje więc obligacje, skupowane niezbyt chętnie przez Bank Centralny. Miarka cierpliwości przebrała się, gdy p.Krystyna zażądała, w najlepszym stylu p.Andrzeja Leppera, by Bank, rozpaczliwie gromadzący rezerwy walutowe na wypadek niemożności wykupu tych obligacyj, oddał te rezerwy na spłatę długu zagranicznego (raptem $ 13 mld!). P.Marcin Redrado, prezes BC, odmówił – na co p.Prezydentka ochrzaniła Go za „niesubordynację” i wysmażyła dekret zwalniający Go z posady.

    Zapomniała tylko o drobiazgu: Bank jest teoretycznie niezależny – a jego prezesa zwolnić może tylko Parlament. Więc mamy w Argentynie kolejną aferę.

    Wszystko to razem musi skończyć się spektakularnym krachem – pomimo taniej ropy z Wenezueli.

    Warto tu przypomnieć, że gdy w 1925 roku rząd śp.Władysława Grabskiego zanadto się rozszalał, kres temu zdołał położyć śp.Stanisław Karpiński, prezes Banku Polskiego...

    Właśnie: wszyscy wychwalają Grabskiegio - a kto pamięta o Karpińskim?

    =====

    UWAGA: radosna wiadomość:  po przeliczeniu 60% głosów w wyborach w Chile prowadzi pinochetysta, p.Sebastian Piñera

    Już po północy: p.Edward Frei uznał Swoją porażkę.

    JE Michał Jan Sebastian Piñera Echenique

    Prezydentem-Elektem Republiki Chile

     

  • 17-01-2010 11:26:00

    Jak płacić? Wybieramy bloggera Roku 2009

    Sądząc w komentarzu {~ja} zamieszczonym na blogu sporo ludzi uważa, że w w kapitaliźmie wszystko musi być płatne - i np. nie będzie ochotników w TOPR.

    Otóż ludzie żyjący w kapitaliźmie nie są idiotami (jak większość wychowanych w socjaliźmie...) Wiedzą więc, że jeśli ktoś chce coś robić za darmo, to lepiej mu nie płacić... Oszczędniej!

    To w socjaliźmie wszyscy muszą być na etatach. Co więcej: według wyroku SN z lat 90.tych (!!) będąc na etacie nie można nie brać pieniędzy; jest to (karalne!) wykroczenie!!

    Jest to fragment ogólniejszego problemu. Lewica w praktyce uważna, że jak coś działa źle, to trzeba ludziom więcej zapłacić – i pójdzie dobrze.

    Jest to nieprawda. Ludziom należy płacić tyle, ile wynosi cena rynkowa ich pracy. Jeśli zaczniemy płacić dwa razy więcej, to do pracy przyjdą nie ci, którzy kochają tę pracę – lecz ci, którzy załapali się na tę znakomitą fuchę dzięki znajomościom...

    … bo jak inaczej? W kapitaliźmie zarobki są takie, że na 20 miejsc jest dwudziestu chętnych (wystarczająco kwalifikowanych, oczywiście; jeśli pojawi się więcej, ofertę trzeba zredukować!). Jeśli zaoferujemy dwa razy za dużo, pojawi się 5000 (albo i 50.000!) kandydatów – i będzie potężny nacisk, by wybierać „po znajomości”. Bo, wiadomo: przy takich zarobkach i zaświadczenia będą sfałszowane, i na sprawdziany będą podstawiani koledzy...

    Dotyczy to i gotowych pracować za darmo, czyli ochotników. To są najcenniejsi ludzie – i oferowanie im pieniędzy to próba ich zdemoralizowania!

    Oczywiście: jeśli nie ma dość ochotników – trzeba płacić. Ale ochotników nie wolno tępić.

    Przykład: gdy ludzie zaczęli podwozić „na łebka”, zaprotestowali taksówkarze, że odbiera im to zarobki – i uzyskali (za PRLu!!!) zakaz podwożenia za darmo!!!

     

    =====

    W internecie jeszcze nie ma cenzury – więc możemy postarać się wybrać blogi, które trafią do finału Konkursu na Najlepszy Blog Roku 2009. Miałem pewne trudności z wybraniem dziesiątki do poparcia – głównie dlatego, że kilka zacnych treściowo blogów – np.:

    http://bogulo2.blox.pl/html

    wygląda tak, że nie daje się tego czytać. Rzecz jasna, gdyby były wyjątkowo odkrywcze...

    W tym stanie rzeczy polecam w kategorii POLITYKA następujące blogi:

    http://waldemar-rajca.blog.onet.pl/ C00041

    http://xsior.salon24.pl C00076

    http://niepoprawni.pl/blogs/bacz  C00141

    http://q-bazz.blog.onet.pl/ C00052

    http://gps65.salon24.pl/tag/34907,gps65 C00117

    http://lukasz-piotrowski.blog.pl/ C00081

    http://rynek24.blog.onet.pl/ C00060

    http://www.konserwatyzm.blogspot.com/ C00131

    http://jakub-malicki.blog.onet.pl/ C00119

    http://www.tomekmolinski.blogspot.com/ C00021

    Można je poprzeć wysyłając za 1 zł + 22% VAT jego nazwę na umieszczony obok symbol, np. C00xyz (C-zero-zero-...) pod numer 7144. (Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji!)

    Proszę to zrobić zaraz – zostało mało czasu, a muszę mieć orientację, jak dalej manipulować, by Juror nie miał wyjścia: by musiał wybrać między samymi konserwatywno-liberalnymi blogami!

    A w następnym etapie sami wybierzemy najlepszy!

    Proszę też zagłosować – w kategorii: ABSURDALNE I OFFOWE - na blog naszego czołowego grafika, który „ciężką pracą chce zostać Pudzianem blogosfery”:

    http://jurcio.blogspot.com/ I00120 - oraz:

    http://prawy-sierpowy.pl/  I00141

    a w kategorii TEEN: http://ozigs.blog.interia.pl/  J00088

  • 16-01-2010 18:32:00

    Dzisiaj wpis z opóźnieniem

    duuuużym...... A w rzeczywistości zrobiłem sobie - po części: niechcący - przy niedzieli urlop. 

    Czasem trzeba odpocząć. Trudno.

     

  • 15-01-2010 23:56:00

    O Fidżi, emeryturach - i o UPRze

    Na wyspach Fidżi zaszło coś, przed czym od dawna ostrzegałem: rząd (mający kłopoty finansowe) ogłosił, że nie będzie płacił emerytur ani rent tym, którzy krytykują rząd!!!

    D***kracja to system totalitarny – i 51% zawsze może uchwalić, że pozostałym nie będzie płacić emerytur. A kto im zabroni? W d***kracji rację ma Większość! W ostateczności: Większość 66% zmieni Konstytucję – i tyle.

    A kto powiedział, że odebranie emerytury przez 66% jest bardziej sprawiedliwe, niż odebranie przez 51%?

    A odebranie obiecanych apanaży indyjskim radżom i maharadżom – to było sprawiedliwe?

    A zmniejszenie emerytur b. UBekom i SBekom? Nawet tym, którzy nie krytykują obecnego rządu?

    Spokojnie – będzie jeszcze gorzej!

    Teraz o UPRze.

    Część działaczy UPR pozbyła się (tylko na miesiąc – w dodatku: niezgodnie ze Statutem) niewygodnych oponentów. Nie wiem, co z tego wyniknie: ja np. wysoko cenię kol.Sławomira Sławskiego z Katowic (przypominam, że Go dwa razy namawiałem, by został Prezesem - zamiast p.Bolesława Witczaka - przed nieopatrznym wyborem tego ostatniego!!)  czy p.Andrzeja Jędrzejewskiego z Białegostoku, bardzo wysoko cenie p.Piotra Lisieckiego, doceniam organizacyjne talenty p.Pawła Chojeckiego – niezależnie od tego, co Oni tam o mnie wypisują i wygadują.

    Dziwię się tylko kompletnej nielogiczności Ich działań. Skoro twierdzą, że chcą się pozbyć „odium korwinizmu”, to powinni wystąpić z UPR i założyć inną partię – o takim samym programie i nawet statucie – ale z inną nazwą i flagą. Bo pod nazwą UPR od „korwinizmu” odciąć się nie zdołają...

    Co do Ich poczynań... Wojna w d***kracji zaczyna się, jak wiadomo, od tego, ze „żołdacy nieprzyjaciela rozszarpują bagnetami biedne ciałka naszych niewinnych niemowląt”. Ja wojny z UPR nie prowadzę, p.Magdalenę Kocikową b. lubię – i nawet żałuję, że Jej wybór na Prezeskę był całkowicie nielegalny. Zapalczywym anty-korwinistom chciałbym tylko przypomnieć, że po Uchwale Lustracyjnej był w UPR pucz, okupowanie gabinetu, zdobywanie go podstępem (niemal siłą!), spory prawne – ale nie używano wtedy w stosunku do przeciwników obelg.

    Strasznie się UPR zd***kratyzowała...

    Ja w każdym razie w porę wyszedłem - i tylko przypominam, że od 7 lat nie jestem Prezesem UPR;  więc może gdzie indziej poszukać winnych obecnego stanu Partii?

     

  • 14-01-2010 23:55:00

    Kolejne $ 10 mld w błocko


    Wiele już razy pisałem o jednej z Wielkich Budowli Socjalizmu, jaką jest „AIRBUS”. Jest to konsorcjum „ponadnarodowe” - co oznacza, że szefów firmy mianuje się nie wedle kompetencji, lecz wedle obywatelstwa – przy czym mianujące ich rządy nie dbają o to, by był to fachowiec, lecz: by lojalnie donosił swojemu rządowi o wszystkim.

    Skutki są katastrofalne. „AIRBUS” sporządził np. plan (nie „prototyp” - plan!) samolotu za $380.000.000 – a produkcja sztandarowego „AIRBUS”a wymagała miliardów dotacji – i opóźniła się o ponad trzy lata.

    Trudno się dziwić: im dłużej się produkuje, tym większe dostaje się dotacje...

    Obecnie kolejna chryja: Jak przeczytałem na swoim portalu p.Tomasz Enders, dyrektor wykonawczy „AIRBUS”a poprosił rządy Zjednoczonego Królestwa, RF, RFN i Królestwa Hiszpanii o dotację w wysokości €5 mld, by dokończyć projekt nowego wojskowego samolotu transportowego A400M. Na razie wydano na to €20 mld., „projekt ma ponad 2-letnie opóźnienie i każdy dodatkowy miesiąc kosztuje producenta ponad 100 mln €uro. Szef „AIRBUS”a zagroził, że jeśli firma nie otrzyma pieniędzy, to będzie zmuszona zamknąć projekt. Koszty budowy samolotu przekroczyły koszty planowane o €11 mld.”

    Czytam komentarz: „Należy się spodziewać, że mimo kryzysu finansowego, „AIRBUS” jednak otrzyma żądaną kwotę dotacji z pieniędzy podatników, bo nieotrzymanie dotacji może pociągnąć za sobą problemy z realizacją innego projektu przez „AIRBUS”a - pasażerskiego samolotu A350XWB, co może postawić pod znakiem zapytania miejsca pracy 52 tys. zatrudnionych.”

    Jak Józef Stalin budował „Biełomorkanał” to zatrudniał łagierników za darmo. Teraz niewolnikami jesteśmy wszyscy: składamy się na to w podatkach,

    Zawsze-ć to nowocześniej – ale idea: ta sama.

  • 13-01-2010 23:40:00

    Sensowność argumentacji

    Poniższy tekst należy odbierać jako neutralny. Gdybym był ateistą, napisałbym to samo - dotyczy to bowiem nie Kościoła - ale tego, jak przxyjmuje się argumenty.

    Jaki kościół?

    W Polsce dominującą pozycję zajmuje Kościół Rzymsko-katolicki - w związku z tym jest nieustannie atakowany i podmywany przez Lewicę. Z bardzo dobrym, niestety, skutkiem.

    Na szczęście: sukces Lewicy jest połowiczny: połowa Episkopatu nadal czuje się normalnymi katolikami, a nie "szermierzami postępu". Ja, jako konserwatysta, bardzo się z tego, choć połowicznego, sukcesu cieszę. Dziwi mnie tylko jedno.

    Bardzo wiele episkopatów w innych krajach - np. Francja, Anglia czy Niemcy - poszło tą drogą. Odrzuca się Tradycję, wstydzi się jej, za wszelką cenę chce być "nowoczesnym"...

    Efekty: w Polsce mamy 55% prawdziwych katolików, a oficjalnie przyznaje się do katolicyzmu 86% We Francji - góra 10%.

    Pismo Święte powiada: "Po owocach ich poznacie je". Niezależnie od tego, jakie ma się poglądy, trzeba upaść na główkę, by poważnie potraktować syrenie nawoływania Lewicy...

    Tak więc: dziwię się tym progresistom z Episkopatu... 

    Innymi słowy: biskup-progresista twierdzący, że "wprowadza postęp" dla dobra Kościoła albo upadł na główkę, albo... jest obcym agentem robiacym krecią robotę.

  • 12-01-2010 23:44:00

    Jedność w różnorodności

    Lata życia w d***kracji spowodowały, że ludzie zupełnie nie potrafią sobie wyobrazić życia w świecie różnorodnym .Uważają, że wszystko jest szare – bo szarym być musi. Ludziska z rozpaczy, byle było kolorowo, organizują jakieś gay-parady – ale to tylko komedia od święta. Samo życie jest szare i jednakowe.

    To jest zasada d***kracji: ma być po równo, i tyle. Wszyscy mają mieć jednakowe prawa...

    Tymczasem tak wcale być nie musi!

    W normalnym kraju różni ludzie mają rozmaite prawa i przywileje. Jedne związane z klasą społeczna, inne z wyznaniem, trzecie z narodowością, czwarte zawodowe, piąte – osobiste (które mogą być dziedziczone – albo nie!). Nawet taki drobny przywilej, jak prawo siadania w obecności króla jest też wyróżnikiem.

    Nie ma najmniejszego powodu, by wszyscy mieli jednakowe prawa i obowiązki. Jest to tylko d***kratyczny przesąd – który panuje obecnie niepodzielnie i Panowie D***kraci zaczynają właśnie obalać ostatnią bodaj różnicę: między kobietą, a mężczyzną.

    Tymczasem w państwie mogą sobie istnieć np. muzułmanie, mogący posiadać po cztery żony – i mormoni mający ich liczbę nieograniczoną, protestanci uznający rozwody i katolicy ich nie uznający – dlaczego ma być jednakowo??? Nie chodzi tylko o małżeństwa: w ogóle żydzi mogą między sobą posługiwać się swoimi prawami, mieć własne sądy , a nawet własny Sejm (Wa'ad)!

    Prawo państwowe musi tylko zajmować się sporami między ludźmi z różnych grup społecznych (wcale nie częstymi – bo grupy trzymają się między sobą! Nawet dziś, w wymieszanym rasowo społeczeństwie amerykańskim 95% morderstw popełnianych jest przez Murzynów... na Murzynach – a Biali mordują procentowo jeszcze mniej Murzynów!

    I nie ma żadnego powodu, by Murzyni, mający odmienne pojęcie sprawiedliwości, sądzili się między sobą – a Biali między sobą.

    Dlaczego – pytałem wiele razy – Góral, który bijatykę na weselu uważa za coś normalnego, ma iść siedzieć na długie lata za pobicie wedle norm ustanawianych przez Ceprów?!! Jak się Ceprom nie podoba widok bijących się Górali – to niech nie patrzą. Ich nikt przecież nie bije!

    Oczywiście: by istniała błogosławiona różnorodność (którą, nawiasem pisząc, OBIECUJE Unia Europejska) musi panować monarchia. W przeciwnym razie Większość zawsze będzie chciała narzucić swoje „najwłaściwsze” poglądy mniejszości.

    Tylko monarchia absolutna może temu zapobiedz!

     

  • 11-01-2010 23:47:00

    Prawo Rzymskie – a common sense, czyli: mega podatek


    Gdy byłem dzieckiem – a nawet i czas jakiś po studiach – wierzyłem w Prawo Rzymskie jako w probierz Cywilizacji. Za Murem Hadriana ocaleli jacyś Piktowie, Brytowie czy inni barbarzyńcy posługujący się mętnym „zdrowym rozsądkiem” - ale my po Rzymianach oddziedziczyliśmy jako główną zdobycz: Prawo właśnie.

    To znaczy: mechanizmy działania Prawa.

    Z biegiem czasu przekonywałem się jednak, że zdrowy rozsądek sędziego jest znacznie lepszy, niż precyzyjne wywody oparte na Literze nawet najdoskonalszego Prawa. W prawie karnym common sense jest zdecydowanie lepszy – nie mam co do tego wątpliwości. Teoretycznie Litera Prawa powinna zapobiegać błędnym wyrokom wydawanym przez skorumpowanych sędziów...

    … i wszyscy widzą, jak dobrze zapobiega!

    Prawo cywilne w zasadzie powinno się opierać na Literze Prawa. Istotnie: widziały gały, co brały: obie strony znają Literę Prawa – a jak nie znają lub nie rozumieją: tym gorzej dla nich – i zawierają umowę. Prosta sprawa.

    Niestety: nie wtedy, gdy do sprawy twórczo włączy się państwo!

    P.Małgorzata Sobońska napisała w „Rzeczpospolitej” (11-01-2010 06:50):

    http://www.rp.pl/artykul/4,416684_Fiskus_zlupi_za_darmowa_sluzebnosc_.html

    tekst p/t: "Fiskus pobiera haracz od nieodpłatnej służebności"

    Radzę go przeczytać – ale dla leniwców streszczam. Otóż powiedzmy, że sprzedaję komuś grunt za 20 milionów – zachowując sobie działkę wartą 200.000. Gwarantuję sobie służebność – czyli prawo do korzystania z drogi dojazdowej do mojej działki; nieopatrznie: za darmo.

    Jacyś idioci – czyli Senat i Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, a także Pan Prezydent – wydali i podpisali ustawę o podatkach. Wedle tej ustawy ta służebność – to darowizna. Ponieważ jednak jest ona ustanowiona na tej wielkiej nieruchomości urzędnicy muszą policzyć podatek tak, że jest to podatek od korzystania z tej nieruchomości przez 10 lat – czyli muszę zapłacić temu faszystowskiemu reżymowi ponad milion!!

    Gdybym natomiast ustanowił tę służebność odpłatnie – za np. 1 zł rocznie – to fiskus pobrałby ode mnie tylko 20 groszy!!

    P.Sobońska pisze: „Włos zaczyna jeżyć się na głowie podatnikowi w chwili, gdy odkrywa on, że podstawę opodatkowania musi obliczyć nie od wartości służebności, ale od wartości całej nieruchomości. (…) Tak drastyczne opodatkowanie służebności osobistej nie ma logicznego uzasadnienia. Urzędnicy sami przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na kwotę wyliczonego przez siebie podatku, ale jak twierdzą – wobec takiego brzmienia przepisu – innej możliwości nie ma. Ustawa, nawet źle napisana, ich wiąże”.

    Co ciekawe: przepis ten obowiązuje od 1 stycznia 2007 r., gdy weszła w życie nowelizacja ustawy o podatku od spadków i darowizn. Nikt tego dotąd nie zauważył, bo rzadko taką służebność się ustanawia – i rzadko fiskus to podatkuje. Jeśli jednak dostrzeże – umarł w butach!

    P.Sobońska opatrzyła ten artykuł drugim – stanowiącym Jej komentarz. Otóż twierdzi w nim Ona, że „Nieproporcjonalnie wysoki podatek to złamanie zasad konstytucji (…) kwota czasami wręcz wielomilionowego podatku zapłaconego od prawa przejazdu przez kilkudziesięciometrową drogę modelowo łamie zasady nawet najbardziej liberalnie rozumianej sprawiedliwości społecznej i proporcjonalności (zakazu nadmiernej ingerencji w prawa obywateli wywodzonego z art. 31 ust. 3 zd. 1 konstytucji). Czy zdanie sobie z tego sprawy nie jest najwłaściwszym momentem na natychmiastową zmianę niebezpiecznego przepisu? (…) Zanim złe przepisy zostaną zmienione, to jedynym, ale za to bardzo prostym, sposobem na uniknięcie płacenia absurdalnie wysokiego podatku od darowizny od służebności osobistej jest ustalenie za nią choćby symbolicznej odpłatności.

    Trudno sobie wyobrazić, że celem ustawodawcy miałoby być zupełne usunięcie z obrotu nieodpłatnych służebności osobistych, jednak teraz wydaje się to jedynym doraźnym lekarstwem na chore regulacje prawne.”

    No, dobrze: zmienic trzeba - ale co z tymi, którzy umowę zawarli (nie może ona być zmieniona!) - i mają płacić? Jak rozumiem intencję p Sobońskiej powinni się odwołać do Trybunału Konstytucyjnego.

    Jest to jednak wyganianie Diabła Belzebubem. Jeśli TK zacznie (a już to robi!) wtrącać się w regulacje prawne na tak ogólnej podstawie, że: „Art. 2 konstytucji nazywa Polskę „demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”. Oraz „zakazu nadmiernej ingerencji w prawa obywateli wywodzonego z art. 31 ust. 3 zd. 1 konstytucji” - to trzeba sobie uprzytomnić, że na tej podstawie TK może zakwestionować WSZYSTKO. Każde – dosłownie: KAŻDE – działanie może się przecież Sędziom TK wydać „sprzeczne z zasadami sprawiedliwości społecznej i d***kracją”. Ot, np.,  tryb wyboru Prokuratora Generalnego: czyż nie jest sprzeczne z d***kracją, że wybiera go Krajowa Rada Sądownictwa i Pan Prezydent – a nie obywatele w równych, tajnych, powszechnych i bezpośrednich wyborach?

    Jest sprzeczne, oczywiście.

    Dlatego zamiast doraźnego naprawiania głupot  trzeba zmienic system (1) pozwolić sędziom kierować się zdrowym rozsądkiem – czyli odejść od Prawa Rzymskiego; (2) zdecydowanie ograniczyć legislaturze i egzekutywie ingerencję w cywilne umowy; (3) zlikwidować możliwość ustanawiania „znowelizowanych” podatków – zwłaszcza podatku dochodowego.

    Ot – takie „drobiazgi”. 

    PS. Wcale jednak nie jest wykluczone, że ten przepis został ustanowionony celowo - by łupnąć w jedną-jedyną niepokorną  osobe, o której bezpieka wiedziała, że taką umowę właśnie zawarła!

     A: pokłosie afery w UPR jeszcze tu:

    http://www.asme.pl/126320893423747.shtml

     

     

  • 10-01-2010 23:37:00

    Ja raz jeszcze – uparcie

    Raz jeszcze – bo znów odpowiadałem na pytanie: „Ile jeszcze krajów spełni warunki, by módz wstąpić do Unii?”. Otóż pytanie takie uważam za zabawne.

    Przykładowo: czy Albania mogłaby wstąpić do Unii?

    Już widzę odpowiedź: „Absolutnie – NIE”. Bo bieda tam, brak porządku prawnego itp. itd.

    A przecież ja potrafię na Słowacji, w Rumunii, na Węgrzech, w Bułgarii, w Polsce, w Niemczech, we Francji, w Portugalii – powynajdywać takie enklawy, że bezprawie i bieda będą w nich większe niż w Albanii. Takich enklaw wykroję z 500 – w sumie mieć będą powierzchnię takuteńką, jak Albania.

    Otóż nazwijmy te 500 enklaw Pentahektonem

    Pentahekton należy do UE – czy-ż nie?

    No, to – mógłby spytać ktoś nie lubiący Albańczyków - dlaczego nie może do UE należeć również Albania? 

    =====

    PS. o operetkowym "zamachu stanu" w UPR tu:

    http://www.asme.pl/126313892911199.shtml


     

  • 09-01-2010 23:43:00

    Operetkowy zamach stanu w UPR

    Zamieszczam w całości list p.Dariusza Wodnickiego ze strony O/Stołecznego UPR:

    Właśnie zakończyła obrady Rada Główna UPR. W wyniku głosowania popleczników malwersanta Witczaka zostałem zawieszony w prawach członka Rady Głównej UPR.

    Co prawda jestem w bardzo doborowym towarzystwie, gdyż wraz ze mną zawieszono prawie wszystkich uczciwych członków UPR:

    Jacka Boronia

    Michała Biegałę

    Stefana Kramarskiego

    Andrzeja Pacieja

    Krzysztofa Pawlaka

    Macieja Sieranta

    Tomasza Skórę

    Stanisława Żółtka

    Pawła Bogdanowicza

    Roberta Maurera

    Wszyscy ww. dopominali się, żeby złodzieje Witczak i Grocki oddali pieniądze, które przywłaszczyli sobie z kasy UPR. Niestety, większość w RG mieli zwolennicy złodziei, więc ci, którzy są uczciwi, zostali zawieszeni przez popleczników malwersantów w UPR, a w Radzie Głównej i Konwentyklu zostali sami zwolennicy rozwalenia naszych struktur.

    Nie wiem, czy ten artykuł długo będzie dostępny na stronie UPR, ale proszę o kopiowanie go i umieszczanie na wszystkich możliwych stronach wolnościowych.


    Dariusz Wodnicki

    jeszcze Prezes Oddziału Stołecznego UPR

    jeszcze członek RG UPR

     

    Zamieszczam. Przy okazji wyjaśniam mechanizm zamachu stanu: przed zebraniem Konwentyklu odbyło się posiedzenie Rady Głównej. Jeszcze przed tym zebrało się trzech sędziów SN UPR, którzy (nie wszyscy...) ogłosili, że postanowienie Centralnej Komisji Rewizyjnej zawieszające p.Bolesława Witczaka w prawach Członka jest nieważne (??? - nie ma takich uprawnień, proszę sprawdzić:

    http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=84&aid=2668 )

    P.Prezes natychmiast ogłosił, że zwołuje Radę Główną w składzie poszerzonym o Prezesów Okręgów, mianował ośmiu nowych Prezesów Okręgów – i tak poszerzona RG pozawieszała 2/3 Członków Konwentyklu oraz oponentów w RG!!!

    Potem odbyła się kolejna komedia: Przewodniczący Rady Sygnatariuszów, p.Michał Marusik, widząc, co się dzieje, otworzył obrady Konwentyklu... i natychmiast je zamknął. Podobno coś je otworzyło i kilku pozostałych Sygnatariuszów „wybrało” Prezeską UPR p.Magdalenę Kocikową. Jednak na stronie UPR:

    http://www.upr.org.pl/main/index.php

    Jako Prezes nadal figuruje p.Bolesław Witczak.

    To byłoby tyle na tyle.

  • 08-01-2010 14:14:00

    Kto płaci podatek?

    Pan Prezydent podpisał wreszcie (brawo!) ustawę, na mocy której państwo okłada wynajem mieszkań podatkiem 8,8% (a nie, jak do tej pory, 8,5% i 20%). Nie murze chyba tłumaczyć, że brawa nie bijemy zbyt szczerze - bo pytanie brzmi: dlaczego państwo w ogolę to podatkuje? 

    Odpowiedź jest jasna - bo chce mieć więcej szmalu. Innych powodów nie widać.

    Wirtualna Polska poinformowała o tym tu:

    http://podatki.wp.pl/kat,70474,oid,12728650,title,Prezydent-podpisal-ustawe-o-najmie,wid,11839196,opinie.html

    na co posypały się komentarze typu:

    Powinni się zabrać za tych złodziei, którzy wynajmują małe klitki w miastach po 1800 zł i nie odprowadzają od tego ani grosza do skarbu państwa. Pieniądze za chlew i marne warunki pobierać potrafią, ale w zamian już nic nie dają."

    na co poszły banalnie słuszne odpowiedzi:

    Jeśli uważasz, że jest za drogo to nie wynajmuj. Nikt to wynajmu nie zmusza."

    Pewnie chciałbyś żeby jeszcze przychodzili i robili Tobie śniadanko,obiadek,kolacyjkę,dobre minki i jeszcze wieczorem pieszczoty..."

    - ale i takie "dobre rady":

    Wystarczy donieść skarbówce na nieuczciwego właściciela mieszkania...

    Bardzo prosto możesz rozwiązać ten problem - wystarczy donieść na tak cwanego właściciela skarbówce - wtedy nie tylko 8%-ami będzie musiał podzielić się z państwem...

    Taki jest narodek...

    Ale jeden komentarz był dość rzeczowy:

    W Belgii nie płaci się od wynajmu bo to i tak płaci lokator - a skoro jest taki niedobór mieszkań to czemu nie zrezygnować z tego podatku, tylko wprowadzić obowiązek rejestracji ?

    Bardzo pouczające!

    Komentator – i chwała mu za to – dostrzegł, że choć pieniądze fiskusowi zanosi w zębach właściciel, to przecież gdyby nie podatek, mógłby wynająć taniej – więc płaci go lokator.

    To duży postęp w myśleniu. W rzeczywistości jednak nie sposób ustalić, kto ten podatek tak naprawdę płaci. Zrobić by to można tylko w jeden sposób:

    Wynajmuję mieszkanie za 1000, podatek wynosi 200. Wypowiadam umowę. Akurat w tym czasie reżym likwiduje ten podatek. Wynajmuję je teraz za 900 – bo mam takich klientów...

    Wtedy by się okazało, że 100 zł płaciłem ja, a 100 zł lokator.

    Oczywiście liczby mogłyby być zupełnie, ale to zupełnie inne. Decyduje rynek.

    Druga uwaga: dlaczego uzależniać wprowadzenie podatku od tego, czy jest niedobór mieszkań? A co to ma do rzeczy?

    I wreszcie trzecia: Komentator zakłada, że jednak jakaś „rejestracja” musi bydź! No – musi, bo jakżeby tak: bez rejestracji?

    I to pokazuje, jak głęboko Polacy (i Europejczycy w ogóle) mają zabitego ćwieka!

     

    =====

    PS. Nazwa konta partii "Wolność i Praworządność" została już oficjalnie zmieniona.

    Aby wspomóc WiP, pieniądze prosimy wpłacać na konto PKO S.A.:

    81 1240 6003 1111 0000 4943 3515

    Przypominamy, że partiom NIE WOLNO przyjmować darowizn od osób prawnych!!!

    Za wszystkie wpłaty z góry dziękujemy.

    Pozdrawiam

    Admin

  • 07-01-2010 23:42:00

    Cios w d***krację: pomyślne wiadomości z KRS

    Nie – nie chodzi o rejestr sadowy, lecz o Krajową Radę Sądownictwa. Wybrała ona – spośród 16 kandydatów – dwóch, których przedstawiła Panu Prezydentowi, by dokonał On ostatecznego wyboru.

    Przypomnijmy, ze od kwietnia zachodzi w Polsce istna kontr-rewolucja: Prokurator Generalny nie będzie już Wybrańcem L**u (wybranym w wyborach pośrednich, przez Parlament, jako członek tzw. Rządu) – lecz będzie wybierany właśnie przez KRS – a ostatecznie przez Prezydenta.

    Regulamin wyborczy jest taki, że przechodzą ci, co uzyskali największe liczby głosów; nie ma tak, że większość KRS może przedstawić dwóch kandydatów „z jednej stajni” - a przynajmniej: jest to bardzo utrudnione. Jeśli bowiem większość np. 60% chciałaby to zrobić, to każdy miałby po 30% głosów – i mniejszość mogłaby przepchać swojego, z 35%.

    Nie chcę wdawać się w ocenę obu Kandydatów – bo ich nie znam. I bardzo dobrze! Nie powinni to być ludzie znani politykom.

    A pocieszająca wiadomość jest taka, że wszyscy kandydaci szerzej znani – pp.Jerzy Engelking, Kazimierz Olejnik i Bogdan Święczkowski - niczego Im nie ujmując - otrzymali łącznie 0 (ZERO) głosów.

    I to jest przewaga wyborów dokonywanych przez ludzi poważnych – nad wyborami dokonywanymi przez motłoch na podstawie artykułów pisanych przez dziennikarzy!

    =====

    Pro domo nostra: właśnie przyszło z sądu rejestrowego pismo zatwierdzające zmianę statutu i nazwy P-JKM na WiP. Od tej chwili jesteśmy legalnie partią „Wolność i Praworządność”, w piątek (dla większości z Państwa: dziś) zmieniamy nazwę konta. Mam nadzieję, że numer pozostanie bez zmian.

     

  • 06-01-2010 23:56:00

    APEL - i MANIFEST

    Drodzy Komentatorzy i Czytelnicy!

    Z okazji święta Trzech Króli zwracam się do Państwa z prośbą.

    Wielce Szanowni Państwo!

    Napoleon stwierdził, że do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i pieniądze.

    W Polsce i w całej Europie toczy się wojna - wojna o Wolność, Sprawiedliwość, wojna o poszanowanie Własności, wojna o Honor, o Tradycję, o Prawdę; wojna o godność osobistą ludzi, wojna o nasze pieniądze... „Wolność i Praworządność” walczy o przetrwanie i zapanowanie tych wartości.

    Wszyscy, którzy zechcieliby nas w tej walce wesprzeć - nie mogąc czynem, ale choć finansowo - mogą to zrobić wpłacając pieniądze na konto naszej Partii w PKO S.A.:

    81 1240 6003 1111 0000 4943 3515

    Te pieniądze to inwestycja w przyszłość nie tylko naszą – ale naszych dzieci i wnuków

            Dziękuję za wsparcie naszej IDEI

                                           Janusz KORWIN-MIKKE

    Józefów, †Baltazara †Kacpra †Melchiora AD MMX


    PS. Pieniądze nie mogą pochodzić z kont firm! Na koncie jeszcze nie mogła zostać zmieniona nazwa (figuruje tam P-JKM!)

     

     

    Jednocześnie, by uprzytomnić wszystkim, o co będziemy walczyc, załączam opublikowany już w swoim czasie na blogu tekst p/t:

     

         Hodowla Bydła - czyli:

                    MANIFEST NORMALNOŚCI

       Dziwię się wam, ludzie....

          ...właśnie: czy jeszcze "ludzie"? Czy jeszcze na świecie rządzi Homo Sapiens - czy już tylko Homo Sovieticus, albo jego następca, Homo Europaeus?

       Od ponad stu lat "postępowcy" wmawiali w ludzi, że są tylko bydlętami, że właściwie niczym nie różnią się od zwierząt - a w jakiejś gazecie, bodaj "Wyborczej", przeczytałem tryumfalny artykuł, że "człowiek tylko czterema genami różni się od stonogi". I ta propaganda odniosła skutek: ludzie sami uważają się za bydło - i pozwalają traktować się jak bydło.

       Być może różnica między człowiekiem, a zwierzęciem jest tylko kulturowa - ale jest. Fizycznie możemy się nie różnić, ale mamy duszę - czy jak kto chce nazywać tę cudowną cechę człowieka. Być może różnica jest mała - ale cała nasza kultura dążyła, by ją powiększać. Dzisiejsza anty-kultura stara się ją zminimalizować.

       Różnica kulturalna między człowiekiem, a bydlątkiem, jest taka, że decyzje człowieka szanujemy. Decyzji bydlęcia nie. Bydlę trzymamy na postronku, bo może zrobić sobie krzywdę albo wejść w szkodę. Dorosły mężczyzna zaś ma prawo zrobić sobie krzywdę - a jeśli wyrządzi szkodę, to ma za nią zapłacić. I to jest ta podstawowa różnica.

       Jak dzisiaj jesteśmy traktowani przez rządy: jak ludzie - czy jak bydło? Jeśli ktoś każe mi zapiąć się pasem w moim własnym samochodzie - to traktuje mnie dokładnie tak, jak chłop traktuje krowę...

          ...to znaczy: traktował. Przepisy Wspólnoty Europejskiej, zdaje się, zakazują trzymania krowy na postronku; to ja w samochodzie muszę być przypięty. Na razie zapinam się sam, ale już niedługo będą automaty nasuwające na mnie pasy - i samochód bez ich zapięcia nie ruszy.

       Krzywdy sobie zrobić nie możemy - ale za szkodę też nie płacimy: jesteśmy (pod przymusem) ubezpieczeni.

       Doi się z nas pieniądze - i za te pieniądze utrzymuje się całe stado, oraz szefostwo tej "Animal Farm". Tu nie ta poetyka - ale niedługo pokażę, że zdziera się z nas 83% zarobionych pieniędzy - i ONI wydają je za nas.

       Co zrobiłby Normalny Człowiek, gdyby ktoś przyszedł doń i powiedział: "Człowieku: ile zarabiasz? 3000? Świetnie! Daj mi z tego 2400, ja potrącę na siebie 600, a pozostałe 1800 wydam za ciebie - tak, że będziesz bardziej zadowolony, niż gdybyś sam wydał na siebie te 3000!" Co by zrobił Normalny Człowiek? Kopa w sempiternę - za drzwi!

       Homo Europaeus porykuje z radości, że ktoś chce się nim opiekować, i głosuje na takich, którzy wezmą mu jeszcze więcej pieniędzy - za obietnicę, że siano w żłobie będzie świeższe, niż do tej pory! Ma tylko jedną prośbę: by dawać mniej owsa koniom, a trochę więcej siana im, krowom.

       A konie rżą na odwrotną melodię.

       Rzygać mi się chce, gdy czytam, że "rodzice hiszpańscy wyrazili radość, że rząd zajmie się problemem otyłości ich dzieci". Moja suka wykazuje więcej rozsądku: to ona karmi swoje szczeniaki i - mimo ufności - z pewnym podejrzeniem patrzy, gdy im coś podtykam. A bydlę? Krowa zapewne się cieszy, gdy ktoś zajmuje się jej cielakiem...

       Zgroza mnie bierze - bo na resztki normalnych rodziców spadają kolejne ciosy. Ostatnio "polski" "Rząd" szykuje ustawę karzącą grzywną - 5000 zł - rodziców, którzy nie zaszczepią swoich dzieci!! Tyle się pisze, że niektóre szczepienia mogą być szkodliwe - i nic! Nadal "rząd" wie lepiej, jak opiekować się moim dzieckiem. W interesie firm farmaceutycznych przerabia się ludzi na bydlęta. Ale gdyby nie było to w interesie firm farmaceutycznych - byłoby tak samo źle, tylko jeszcze głupiej.

       Bydło nie myśli. Bydłu serwuje się hasełka typu: "Wszystkie dzieci są nasze". Żadne z bydląt przecież nie pomyśli, że to oznacza; "Moje dziecko nie jest już moje; jest nasze". Co w praktyce oznacza, że to p.Minister je szczepi, je wychowuje... Cóż: szczeniak będzie moim psem, będzie mi służył - więc jest normalne, że to ja, a nie jego rodzice, pies i suka, decydują o tresurze. Ale żeby tak samo z człowiekiem?

       Przecież gdy w 1901 roku rząd pruski postanowił zmienić tylko język, w jakim wykładany był jeden przedmiot (religia) nie zmieniając jego treści - we Wrześni wybuchnął strajk szkolny. Dziś kolejni ministrowie zmieniają treści programów, wedle swej woli wymieniają przedmioty - a rodzice to pokornie akceptują, liżąc dobrych panów po rękach - że tak dbają o ich dzieci.

       Tak robi moja suka. Ale człowiek?

       Dwa lata temu w USA, w Utah, dziecko było poddane chemioterapii. Po kilku miesiącach tej nieprzyjemnej kuracji, część lekarzy twierdziła, że już wystarczy - a część, że trzeba ją jeszcze kontynuować. Na nieszczęście wśród tych ostatnich był lekarz prowadzący (który miał przecież interes w kontynuacji - bo brał za to spore pieniądze...). Rodzice mimo to zabrali dziecko ze szpitala. Efekt: ścigała ich policja - i oskarżono ich o kidnapping!!!

       Cóż: dawniej "kidnappingiem" było zabranie dziecka rodzicom. Teraz dzieci są "nasze", czyli państwowe; i rodzice bezczelnie ukradli państwowe dziecko, cudzą własność!

       Co zrobi farmer, gdy byk z krową wyprowadzą, łamiąc ogrodzenie, swoje cielę z zagrody, gdzie on je umieścił? Przyleje obojgu bydlakom - a cielę umieści tam, gdzie on chce.

       To właśnie robią z nami ONI.

       Jeśli już jesteśmy przy zwierzętach: ONI mają jeszcze inne piękne hasełko: "Zwierzęta należy traktować tak samo, jak ludzi". Piękne hasło - dopóki się nie dojrzy, że jest ono równoważne hasłu: "Ludzi należy traktować tak samo jak zwierzęta". Dziś jest "wola polityczna" by staruszkom aplikować euthanazję; przecież dokładnie to samo robi się z innymi bydlętami - czy-ż nie?

       Ludzie: czy jeszcze jesteście ludźmi - czy tylko bydlętami?

       Oczywiście: zawsze większość ludzi chciała, by się nimi opiekować - byle dobrze. Szli więc dobrowolnie pod opiekę feudałów, wisieli u klamki pańskiej - i byli zadowoleni. Jednak dopiero d***kracja spowodowała, z ta Większość narzuciła swe obyczaje reszcie. "Ja lubię, jak mnie pod przymusem szczotkują i przycinają kopyta - to niech wszystkich pod przymusem szczotkują i przycinają kopyta".

       Czasem mam wrażenie że ONI testują swoje bydełko, do jakiego stopnia już zgłupiało i można zrobić z nim, co się chce. Do czego innego mogą służyć takie pomysły jak "małżeństwa homosiów"? Jednak w miarę, jak to trwa i się rozwija, zaczynam mieć przerażające podejrzenie:

          ONI, dwa pokolenia wcześniej ludzie inteligentni, wychowywali swoje dzieci w tych samych szkołach - i obecnie ONI, to... również bydlęta! Durne, tępe bydlaki marzące tylko żarciu, piciu i ekscesach seksualnych.

       Widać to po sprawie "globalnego ocieplenia". ONI naprawdę wydają się wierzyć, w "zagrażające nam" ocieplenie! Choć przecież nie trzeba robić badań geologicznych: wystarczy wiedzieć, że "Grenlandia" to ląd, na którym ok. 900 roku kwitły cytryny - a, jak też wiemy, Europa nie została zalana przez ocean. Trzeba też być kompletnym kretynem, by uwierzyć, że lodowce Antarktydy, ogrzane z -40°C do -35°C - zaleją nagle cały świat.

       A ONI wydają się sami w to wierzyć. Nadzorcy bydła stali się głupsi od chudoby, którą się opiekują...

       Piszę to - po raz któryś powtarzając te myśli - jak rozbitek, który wrzuca papier w butelce w odmęt oceanu Internetu. Przecież gdzieś jeszcze są LUDZIE! Nie jestem na świecie sam, nie wszyscy jeszcze zbydlęcieli do cna, w niektórych tli się jeszcze iskra człowieczeństwa! Zbuntujmy się, do cholery! Obalmy ten system!

       Jak można godzić się na ustrój, w którym bydlęta decydują o losie ludzi? Ja nie mam nic przeciwko temu, by ktoś chciał być traktowany jak nierogacizna - czyli żyć w "państwie opiekuńczym". Ale człowiek, który nie chce decydować o własnym losie, nie powinien w głosowaniu decydować o losie innych!

       Bydło niech sobie porykuje - a my musimy żyć! Bydło myśli o pełnym żłobie - my myślimy w wyprawach w Kosmos. Przyszłość Ludzkości (jeśli ma przetrwać) zależy od tego, czy zwyciężą ludzie - czy bydlęta? Czy wygra Rozum - czy Liczba?

       I nie ma tu znaczenia, czy rządzi, SLD, PiS, PO czy PSL; niezależnie od tego liczba urzędników rośnie, coraz więcej przepisów ogranicza naszą wolność... Jak długo możemy to znosić?

       Na szczęście ten system już jest zgniły. Nawet bydlątka zaczynają rozumieć, że rządzące nimi świnie rozpiły się, zdemoralizowały - i nie są już od nich mądrzejsze. Koniec jest bliski. Musimy się więc z'organizować, by być gotowi do stworzenia zrębów Państwa Wolności - w momencie gdy gdy cała ta anty-europejska "Wspólnota Europejska" zacznie trzeszczeć w szwach.

          To już niedługo. Zacznijmy się szykować.

     

  • 05-01-2010 23:48:00

    Pazerni, chciwi zysku, kapitaliści

    Socjaliści takimi właśnie epitetami obrzucają kapitalistów. Tzw. „obrońcy kapitalizmu” - czasem nawet z naszego obozu, niestety – starają się tłumaczyć, że to nieprawda, że kapitaliści dają na niepełnosprawne dzieci, a w ogóle to są bardziej pro-społeczni, niż socjaliści.

    To ja dziękuję za taką obronę! Chroń, Panie Boże, kapitalistów od „przyjaciół”; przed wrogami obronią się sami: wynajmą prywatnych najemników i powywieszają Czerwonych. Ale co zrobić z „przyjaciółmi”?

    „Przyjaciółmi” - którzy w istocie negują istotę kapitalizmu? Którzy uznają, że zasady kapitalizmu są gorsze od socjalistycznych?

    Prawdziwy zwolennik kapitalizmu musi otwarcie napisać: „Tak, pazerność na zysk jest dobra! Tak: kapitalizm dlatego jest dobry, że kieruje się zyskiem, a nie »wartościami społecznymi« ”!

    Weźmy przykład:

    Developer-kapitalista planuje osiedle mieszkaniowe. Bardzo często upycha jak najwięcej mieszkań – kosztem zieleni, placów zabaw – byle mieć zysk. Natomiast socjalista buduje „szklane domy” miasta-ogrody...

    Jaki jednak jest tego efekt?

    Taki, że zamiast 100 rodzin, mieszkanie ma 200 rodzin. 100 z nich nie byłoby stać na mieszkanie bardziej luksusowe – i mieszkaliby w jakiejś norze. Drugie sto oszczędza dzięki temu, że mieszkanie jest tańsze, 1500 zł miesięcznie – dzięki czemu po trzech latach zakładają firmę, i po pięciu kupują sobie naprawdę luksusowe mieszkanie.

    A tak mieszkaliby w tym soc-luksusie – i przez 40 lat harowaliby, by spłacić kredyt...

    Kapitaliści nie dlatego budują takie domy, że tak lubią – tylko dlatego, że ludzie chcą mieć tańsze mieszkania! To jest ich wybór – developer spełnia tylko ich życzenia.

    A to, czego chcą, poznajemy po tym, za co najwięcej płacą! Nie ma innego kryterium poznania, czego ludzie pragną. Socjaliści, oczywiście, wiedzą lepiej, że ludzie powinni chcieć tego, co ONI uznają za dobre dla ludzi...

    My nie...

    To samo, oczywiście, dotyczy ludzi chcących jeść „mniej zdrową” żywność itp. Albo uznajemy zasadę, że ludzie sami wiedzą, co jest dla nich najlepsze – albo budujemy społeczeństwo niewolnicze – gdzie panowie decydują za niewolników.

  • 04-01-2010 23:43:00

    Jeszcze o lustracji

    Jeszcze raz przytoczę słowa JE Waldemara Pawlaka (mam nadzieję, że ktoś wkleił mój tekst na Jego blog?):

    Tu na marginesie: lustracja dotyczy byłych współpracowników. Historia po Olszewskim kilka razy zatoczyła koło i różne służby "moderowały" jej bieg. Może ta opowieść zmniejsza nieco mistykę tamtych wydarzeń, ale prawdziwe życie jest zwykle bardziej złożone niż scenariusze niejednego filmu”.

    Nie chodzi mi tylko o pierwsze zdanie - potwierdzające, że Antoni Macierewicz ujawnił tylko nieaktualnych agentów SB. Chodzi o uczciwe przyznanie, że historią III RP kierują machinacje SS. Oczywiście: ich spiski nie zawsze się udają - bo dziesięć lat temu pożarli się między sobą o wpływy i pieniądze.

    I zdanie ostatnie: że te "teorie spiskowe" są w rzeczywistości niczym, w porównaniu z tym, co jest naprawdę! 

    W innej sprawie: {Bacz} pisze, że w stosunkach między państwami okres przedawnienia powinien wynosić 20 lat. Czemu akurat 20? W rzeczywistości przyjmuje się, że jeśli umowa nie stanowi inaczej, okres ważności traktatu to 99 lat.

    PS: Spacje w linkach pojawiają się, by zapobiedz masowemu mechanicznemu kopiowaniu linków. Jak komuś w adresie na górnej linijce pojawi się spacja - to proszę ją ręcznie wykasować!

     

  • 03-01-2010 23:27:00

    Bezpieka, lustracja – i p.Waldemar Pawlak

    Niepodpisany Komentator {} zwrócił mi uwagę na to, że JE Waldemar Pawlak na swoim blogu:

    http://pawlak.salon24.pl/147214,zmiana-po-olszewskim

    nieoczekiwanie w dn. św.Sylwestra poruszył temat Uchwały Lustracyjnej – jako wprowadzenie do historii obalenia rządu p.mec.Jana Olszewskiego. Zamieszczona tam opowieść jest prawdziwa – z tym, że (oczywiście - to jest prawo publicysty i polityka!) pomija niewygodne dla Prezesa PSLu wątki. Zamieszczę więc i ja kilka swoich uwag uzupełniających i wyjaśniających – z góry oświadczając, że dla mnie w wypowiedzi p.Premiera istotne są tylko trzy ostatnie zdania.

    Ale – po kolei!

    1) Stanowisko UPR (jej Koło liczyło wtedy trzech Posłów: śp.Lech Pruchno Wróblewski, dr Andrzej Sielańczyk i ja), która zgłosiła projekt Uchwały (dalej: UL) jest całkowicie odmienne od stanowiska wszystkich „sił politycznych” czyli rządzącej III RP kliki.

    W odróżnieniu od Lewicy Laickiej i Kato-Lewicy (ROAD, UD, UW, PD, LiD, Demokraci.pl  itp.) nie negowaliśmy istnienia agentury, nie usprawiedliwialiśmy agentów, i podkreślaliśmy, że sprawa „teczek” jest najważniejszym problemem III RP. Np. prawie wszystkie afery gospodarcze są skutkiem istnienia byłych i obecnych służb specjalnych. (dalej: SS)

    W odróżnieniu od PiSu i podobnych ugrupowań nie potępialiśmy agentów, nie chcieliśmy zakazywać im pełnienia jakichkolwiek funkcyj, nie chcieliśmy „zemsty” itp.; naszym celem było ich ujawnienie.

    2) Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że UL była „sprzeczna z Konstytucją” jest nonsensem logicznym (m.in. dlatego wybraliśmy formę Uchwały, by TK nie mógł tego uznać za sprzeczną z Konstytucją!). Jeśli Koran zakazuje wchodzenia w butach do meczetu, to wejście tam w butach jest z Koranem sprzeczne, natomiast wezwanie: „Wejdź w butach do meczetu” oczywiście – nie! Tylko wykonanie UL przez ministra SWiA mogło być sprzeczne z Konstytucją!

    3) Dlaczego UPR – partia domagająca się przestrzegania Prawa - wezwała ministra, by złamał Prawo, naruszając daną przez PRL agentom obietnicę nieujawnienia współpracy? Dlatego, że zarówno obce wywiady (zwłaszcza rosyjski) miały w rękach listę agentów (nie mylić z „listą Macierewicza!!) - jak też miały już polskie SS, czyli UOP i WSI – i mogły szantażować agentów będących na wysokich stanowiskach w celu uzyskania korzystnych dla siebie rozwiązań. Ja np. jestem przekonany, że p.prof.Krzysztof Skubiszewski (ps.”Kosk”)

    http://lustronauki.wordpress.com/2009/08/20/krzysztof-skubiszewski/

    zwerbowany do współpracy szantażem (był homosiem – to bardzo podatna na werbunek grupa!) właśnie dlatego nie domagał się podpisania z RFN (przed Anschlußem NRD) Traktatu Pokojowego, w którym RFN formalnie scedowałaby na Polskę Ziemie Odzyskane (do tej pory są one pod polską administracją decyzją Aliantów, a RFN tylko „uznała” ten – bezsporny przecież – fakt!). Ale – może się mylę?

    Są Posłowie – TW SB – którzy dziękowali mi za UL „bo nie mogłem spać po nocach, bojąc się, że to wyjdzie na jaw; wyszło, nikt mi głowy nie urwał, śpię spokojnie”.

    4) Od PiSmenopodobnych różnimy się jeszcze jednym: podejściem moralnym. Jesteśmy przeciwko relatywizmowi moralnemu. Za dość obrzydliwe uważamy „donosicielstwo” – a nie „wysługiwanie się władzom PRL”. Ja wysługiwanie się władzom III RP uważam za tak samo obrzydliwe (czy gdyby czyjaś żona donosiła obecnie o prywatnych sprawach swego męża do obecnego MSWiA, to mąż sprałby ją mniej, niż gdyby donosiła do MSW za PRL??? Myślę, że nawet solidniej – bo wtedy było lepsze usprawiedliwienie: bała się, zastraszyli ją...) – ale, rozumiem, że niektóre obrzydliwe czynności ktoś musi wykonywać.

    5) Gdyby nie głosy UPR, „rząd” p.mec.Olszewskiego nie otrzymałby inwestytury. Gdy ten „rząd” ogłosił swój program i skład – UPR natychmiast przeszła do konsekwentnej opozycji. Nikt z tego „rządu” nie konsultował się z nami w sprawie UL – a UPR nie zgłosiła jej po to by „podtrzymać rząd Olszewskiego” ani by „obalić rząd Olszewskiego” - jak sądzą niektórzy machiaveliści - lecz po to, by przeprowadzić lustrację. Co się nie udało.

    Wrzód trzeba albo wycisnąć do końca i wydezynfekować - albo zostawić w spokoju, czekając, aż się rozejdzie. Obecnie został nacięty – i ropieje on nadal. Gdybym wiedział, jak to się skończy, UL bym nie zgłosił.

    6) Dochodzimy do trzech ostatnich zdań z blogu p.Waldemara Pawlaka:

    Tu na marginesie: lustracja dotyczy byłych współpracowników. Historia po Olszewskim kilka razy zatoczyła koło i różne służby "moderowały" jej bieg. Może ta opowieść zmniejsza nieco mistykę tamtych wydarzeń, ale prawdziwe życie jest zwykle bardziej złożone niż scenariusze niejednego filmu”.

    Dokładnie tak! UL nie została wykonana. P.Antoni Macierewicz, do czego się wielokrotnie przyznawał, ujawnił nie „TW SB” lecz „tych TW SB, którzy już nie pracowali dla UOP”.

    To zasadnicza różnica: 80% TW SB zostało przejętych przez UOP (podobnie jak 100% TW GeStaPo zostało przejętych przez KGB i UB – co bardzo ułatwiło komunistom opanowanie Polski w 1945 roku!!) - zresztą widać to wyraźnie, bo na „liście Macierewicza” przy każdym ujawnionym TW SB figuruje data zaprzestania współpracy.

    Antoni Macierewicz ujawnił tylko bez'użytecznych agentów. Natomiast ¾ Senatu i Sejmu stanowili wtedy b agenci SB (i WSI – przecież Macierewicz nie miał dostępu do akt WSI – a tam, nie w SB, byli najważniejsi agenci!!) Ja np. jestem przekonany, że p.Lech Wałęsa, po zaprzestaniu współpracy z SB, został przejęty przez WSI. Przypominam też, że w IPN, w „zbiorze zastrzeżonym”, znajdują się akta 74 agentów najwyższego znaczenia – którzy ujawnieni nie zostali - a oprócz tego p.gen.Czesław Kiszczak wspomina o kilku, którzy współpracowali, ale byli tak cenni, że (na ich żądanie) nie sporządzano ich akt, ani nie podpisywali z'obowiazania!

    7) Wreszcie sprawa ostatnia: agenci SB i WSI - to już historia. Problemem jest agentura ABW, AW, SKW, SWW – w obecnych władzach III RP. SB i WSI nikomu już nie mogą wydać polecenia służbowego – a te cztery mogą. Agentura ta storpedowała podjętą trzy lata temu przeze mnie i kilku Senatorów próbę złożenia Ustawy nakazującej MSWiA wycofanie swoich TW z Senatu, Sejmu i „Rządu”. Sejm w 1993 roku został rozwiązany, gdyż nieopatrznie zapowiedziałem p.prok.Andrzejowi Milczanowskiemu, że następnym krokiem UPR będzie właśnie taki projekt.

    Powiedzmy jasno: nie jesteśmy przeciwko szpiegom, kontr-wywiadowcom, tajnym agentom ani współpracownikom: nie chcemy tylko pomieszania ról. Chcę – idąc na rozmowę z ministrem SZ – wiedzieć, że rozmawiam z ministrem SZ – a nie porucznikiem SKW!

    Nie może też dochodzić (a dochodziło - i ludzie z SS mi się na to skarżyli!!!) do sytuacji, gdy TW awansuje, awansuje... i zostaje przełożonym swojego własnego oficera prowadzącego!!! By wspomnieć o najbardziej znanym przykładzie pp.LW i MW.

    Innymi słowy: niech sobie SS podsłuchują, monitorują, przeglądają kosze na śmieci, komputery i kosze z brudną bielizną, werbują agentów – ale: albo jest się Sługą Państwa (jako oficer SS) – albo jest się Cząstką Suwerena (jako Senator, Poseł czy minister – bo u nas „rząd” to nie jest władza wykonawcza, tylko III Izba Parlamentu, ważniejsza niż Senat i Sejm!!!). Tych ról nie wolno mieszać.

    Nawet, jeśli tzw. III RP nie jest już suwerenna.

     

  • 02-01-2010 23:43:00

    Kolejna (szokująca, byc może) pochwała różnorodności

    Dlaczego właściwie obchodzimy dzień 1 stycznia jako wyjątkowy? Oczywiście, że tak naprawdę niczym nie różni się on od innych dni. Ale człowiek kulturalny odróżnia dni świąteczne od powszednich – dzięki czemu życie staje się barwniejsze.

    Można się nawet pozabijać (na Łotwie było 13 trupów!) z okazji dyskusji, jaki kalendarz jest „prawdziwy”.

    To, że ludzie gotowi są za to umierać świadczy, jak wielka jest potrzeba wyróżniania dni.

    Tu jest na ogół niemal pełna zgoda. Jednak mało kto się godzi z tezą, że to samo dotyczy wyróżniania... ludzi.

    Arystokracja jest potrzebna – po to, by każdy chciał należeć do arystokracji. Potrzebna jest też burżuazja – i inne „klasy”, które – z powodzeniem – chciał likwidować piekłoszczyk Karol Marx.

    Stawiam tezę, że gdyby arystokracji nie było, trzeba by ja było wymyślić. Innymi słowy: społeczeństwo, z którego czysto losowo wybralibyśmy 2% facetów, nazwali połowę „baronami”, ćwierć „hrabiami” itd. - jest lepsze od społeczeństwa, gdzie wszyscy są równi.

    Ci „arystokraci” postawieni (na początek losowo!) na pozycjach społecznych zaczęliby się zachowywać jak arystokraci...

    ...i dlatego ja mówię o tych ministrach – choć wiem, że ten i ów to złodziej albo głupek (a czasem i jedno i drugie!) - „Jego Ekscelencja” - w nadziei, że ten i ów zacznie zachowywać się jak ekscelencja... Z mizernym powodzeniem – ale to dlatego, że ich tytuły nie są dziedziczne. W ich interesie jest bowiem nakraść się dopóki są przy korycie – a nie myślą o tytule i chwale, które mieliby przekazać swoim dzieciom...

    Niektórzy zapewne – nie. Monarcha dokonywałby jednak selekcji nienaturalnej, bawiąc się w „demona Maxwella”: ścinając lub degradując niegodnych – a awansując szlachetnych. I po jakimś czasie otrzymalibyśmy prawdziwą arystokrację.

    Oczywiście: historycznie arystokracja tak właśnie się tworzyła. Nie całkiem losowo: wchodzili w jej skład ludzie mądrzejsi, silniejsi i/lub szlachetniejsi od innych. Następne pokolenia tez nie są losowe: cechy ojców dziedziczone są przez dzieci – zarówno genetycznie, jak i przez wychowanie w rodzinie. Moja teza jednak brzmi: lepsza nawet arystokracja czysto losowa – od powszechnej szarzyzny.

    Na pewno życie byłoby wtedy barwniejsze!

  • 01-01-2010 14:41:00

    W Nowym Roku - ruszamy do boju!

    Jeszcze jedna drobna formalność - i nowy Statut partii pod nową nazwą:
    "WOLNOŚĆ I PRAWORZĄDNOŚĆ"

    wejdzie w życie. Ale, oczywiście, można się już zapisywać - np. na (jeszcze raczkującej) stronie:

    http://partiawip.pl/wydarzenia/
    - co paręset osób już zrobiło.

    Być może pod wieczór wstawię kolejny wpis...