Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63947 komentujących
59115 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-08-2009 23:55:00

    D***kracja, mediakracja i manipulacja

    Przepraszam: w pogoni za popularnością (wejść na blog na ONET.PL jest wciąż 5 razy więcej, niż na portal!) sążnisty wpis o wybuchu II WŚw. zamieściłem tam (i chyba z pięć razy poprawiałem...) . Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że tu już o tym wyczerpująco pisałem. Są tam jednak nowe elementy.

    Tu mam za to garść uwag na temat sondy, którą zrobił portal „Wirtualna Polska” - i tryumfalnie zatytułował:

    "Niemcy i Rosja nie są dla nas zagrożeniem". Można to obejrzeć tu:

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Niemcy-i-Rosja-nie-sa-dla-nas-zagrozeniem---sonda-WP,wid,11446260,wiadomosc_video.html

    Gdyby ktoś z państwa się pofatygował, by to obejrzeć, to przekona się, że:

    1) Te wypowiedzi są manipulowane – powyrzucano niewygodne dla WP wypowiedzi.

    2) Skąd to wiem? Cóż: zakładam, że starano się pytać ludzi dobranych reprezentatywnie. Tymczasem widzimy wypowiedzi jednego przemiłego starszego pana (mało istotną) i przez 4 sekundy przedstawiciela warstwy ludzi, która prowadzi politykę zagraniczną: mężczyzny w wieku średnim. Reszta wypowiedzi – to głosy przedstawicielek płci niewątpliwie pięknej, jednak nie są to głosy, delikatnie pisząc, cokolwiek wnoszące do dyskusji.

    To jest typowe. Dlatego Lewica tak rozpaczliwie chce, by to kobiety uczestniczyły w polityce.

    Tu mam przy okazji ciekawę uwagę. Otóż dziś w Sejmie jest coś 15% kobiet. Jeśli ktoś wierzy, że zwiększenie tej proporcji do 50% przyniesie poprawę poziomu prac Parlamentu – to czemu zatrzymywać się na 50%? Zwiększmy udział kobiet do 90% - albo i do 100%!

    O!

     

     

  • 30-08-2009 23:51:00

    Jak to jest z tą "Większością"?

    Przede wszystkim: przepraszam za wczoraj. Nie tylko byłem zmęczony - zapomniałem, że nie umieściłem wpisu i poszedłem prozaicznie spać - to jeszcze zapomniałem, o czym chciałem napisać. Trudno - może sobie przypomnę...

    A dziś zamieściłem na swoim blogu na ONET.pl uwagę o potwornych stratach dla gospodarki, jakie przynosi stosowanie rozmaitych interwencyj reżymowych, z dotacjami na czele (na przykładzie dotacyj do "zielonej" energetyki). Myślę jednak, ze sprawa jest znacznie głębsza.

    Otóż dziś tak samo jak jeden komandos uzbrojony w nowoczesną broń potrafi zatrzymać 500 poborowych, tak samo jeden wydajny pracownik potrafi utrzymać - no, nie 500, ale tak z 50 ludzi, których umiejętności są takie, że może lepiej, by się do dobrych narzędzi nie dotykali...

    Jeśli na tego wydajnego nałożymy podatki odbierające mu 80% zarobków, to utrzymamy za nie tych 50 ludzi na poziomie raptem o połowę (do dociekliwych: pamiętajmy o stratach systemu!) niższym, od jego. I ci ludzie, mający zdecydowaną Większość w wyborach przenigdy nie dopuszczą, by ten "znakomity" system zmienić.

    Nad tym problemem naprawdę warto się głęboko zastanowić...

  • 29-08-2009 23:57:00

    Tak, znów

    ok. godziny opóźnienia...

  • 28-08-2009 23:56:00

    Nic nie oddawać Żydom!

    W prasie, w świecie politycznym, mniej w telewizji – poruszany jest problem: „Czy oddawać Żydom ich własność?”. Przytaczane są prośby i groźby (że „Polska będzie upokarzana” jeśli nie odda..), groźby, co się stanie, jeśli odda, robione są szacunki „ile to by kosztowało?”, anty-semici kłócą się z filo-semitami...

    Oddawać tym Żydom ich majątki – czy nie?
    Ja kategorycznie odmawiam oddawania czegokolwiek Żydom.

    Ja twierdzę, że majątki należy oddać wszystkim. Dlaczego dyskutujemy o Żydach, a nie np. o Polakach – też w końcu ważnym, zwłaszcza w Polsce, narodzie?

    Trzeba przyjąć zasadę, że zagrabione mienie oddaje się wszystkim – albo nikomu. Dlaczego mamy patrzeć przy tym na obywatelstwo albo narodowość? Co to ma do rzeczy? Prawo Własności nie dyskryminuje właścicieli pod tym względem.

    Owszem – jestem zdania, że tym, co przebywali w Polsce okupowanej przez Hitlera, Stalina, Gomułkę, Gierka itd. należy własność oddać bez podatku – a od tych, co cieszyli się wolnością, pobrać podatek spadkowy (o ile się należy, oczywiście) – ale co to ma wspólnego z obywatelstwem i narodowością??!?

    Oczywiście zwrot mienia musi być indywidualny: człowiek musi wykazać, że ma do nieruchomości prawo. Tymczasem zwolennicy „oddawania Żydom” próbują zastosować technikę: „Mienie każdego Żyda należy oddać nawet zupełnie innemu Żydowi, byle Żydowi” - czyli właśnie wprowadzają do rozważań o własności pierwiastek nacjonalistyczny.

    Trzeba by zapewne zastosować tu Ustawy Norymberskie – bo jak sprawdzić, kto jest Żydem, a kto nie? Jak Rosenzweig 100 lat temu zmienił nazwisko na Różański, ochrzcił się i jego dzieci nawet nie wiedziały, że są Żydami – to majątek Rosenzweiga – to znaczy: Różańskiego - też należy oddać, czy nie?

    To już przewidział śp.Henryk Himmler: jeśli co najmniej jedno z dziadków było Żydem...

    Proszę zadawać takie pytanie tym, co domagają się, by „Żydom oddać ich majątki”!

  • 27-08-2009 23:58:00

    Sterylizacja mniej wartościowych?

    Jest to fragment eugeniki. Eugenika – to „poprawianie” Natury. Władza państwowa „wie” jak powinien wyglądać obywatel – więc tych, co nie pasują do tego wzoru, należy albo zrzucać ze skały Tajgetu, albo przynajmniej sterylizować, by się nie rozmnażali.

    Jestem temu zasadniczo przeciwny. To rozwiązanie socjalistyczne i faszystowskie.

    Gdy raz zaczniemy usuwać „niewłaściwe” osobniki, skończy się na tym, że wszyscy będziemy wyglądać jak p.Naomi Campbell czy p.Sylwester Stallone – bo osobniki „gorsze” zostaną pousuwane.

    Tymczasem ja, jako cybernetyk, bronię zasady Selekcji Naturalnej. Powinni się rodzić i żyć wszyscy – a jak ktoś nieprzystosowany umiera, lub nie znajduje partnera, lub jest niepłodny – no, to doskonale! Nie mam najmniejszego zamiaru na koszt społeczeństwa go ratować, zapewniać sztucznego zapłodnienia itd.

    Uprawiając eugenikę możemy zahamować ewolucję naszego gatunku. Możemy też zapobiedz narodzinom jakiegoś geniusza – którzy czasem rodzą się z rodziców „nieprzystosowanych”.

    Dlatego powinniśmy twardo powiedzieć: EUGENICE – NIE!

    =====

    Napisałem to, bo dowiedziałem się, że szpital w Szamotułach wysterylizował (bez Jej wiedzy i zgody) matkę kilkorga dzieci.

     

  • 26-08-2009 23:36:00

    Co ukryła Warszawa?

    Akurat wpisałem wczoraj to, co wpisałem, gdy w progach mojego domu pojawił się p.Janusz Choiński, Autor książki, na którą czekałem prawie rok – z sygnalnym jej egzemplarzem („Zaczarowane koło zaprzeczeń; Europa 1933-1939”; niedługo będzie można ją nabyć w Księgarni na portalu). Książka jest odrobinę amatorsko napisana, jawnie stronnicza – ale właśnie jawna stronniczość powoduje, że czyta się ją jak mowę prokuratorską, a nie wyważone uzasadnienie wyroku - co bywa ciekawsze.

    Autor jest piłsudczykiem – i broni tezy, że gdyby śp.Józef Piłsudski pożył jeszcze z 10 lat, to poszedłby razem z Berlinem na Moskwę – natomiast sanatorzy, po odsunięciu (i samobójczej śmierci) śp.Walerego Sławka w wyniku jakichś masońskich (?) frankofilskich tendencyj w MSZ zamienili tę koncepcję na oparcie się na gwarancjach brytyjskiej i francuskiej – co spowodowało nie tylko klęskę wrześniową, ale i późniejszą (1944-1956) okupację Polski przez ZSRS (tzw. PRL, w latach 1952-56, formalnie niepodległa, była tylko nieco bardziej „niepodległa” od tzw. Generalnej Guberni).

    Autor, amator, wykrył zafałszowania historii (np. „Diariuszów” hr.Szembeka; zawodowi historycy opierają się zazwyczaj na opracowaniach...) broni tezy zasadniczej w sposób przekonujący. Ostatecznie ma za sobą świadectwo samego Adolfa Hitlera („Gdyby żył Piłsudski, nie doszłoby do wojny”). Ujawnia przy tym obsesyjną nienawiść do postaci śp.płk.Józefa Becka, którego głównie obwinia o wywołanie wojny - a usiłuje Go tłumaczyć... rozmiękczeniem umysłu, spowodowanym alkoholizmem. Tym niemniej obserwacje wydają się być trafne.

    Pozwolę sobie zacytować to i owo:

    Dyplomacja francuska dysponowała dokumentami, z których wynikało, że we wrześniu 1933 roku Polska miała wyrazić zgodę, w zamian za nienaruszalność jej granic, na podjęcie współdziałania z Hitlerem przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Nie wiadomo skąd takie sensacyjne informacje się wzięły i gdzie było ich źródło; rozsądek nakazuje szukać ich prapoczątku a następnie sfabrykowania w Moskwie, ale wszystko wskazuje na to, że mogły polegać na prawdzie. Nie da się bowiem uniknąć podstawowego pytania: III Rzesza zrezygnowała ze swoich, jak zawsze uważała: w pełni uzasadnionych (również wg Zachodu – Locarno) roszczeń w stosunku do wschodniego sąsiada. Kanclerz przyjął niepopularny w Niemczech kurs porzucenia polityki rewizjonistycznej w stosunku do Polski. W zamian za co? Poza tym, jak donosił obserwując poczynania i nerwowość Stalina w swoim raporcie z 17 czerwca 1935 z Moskwy [śp.Juliusz] Łukasiewicz, gdzie był wówczas ambasadorem:

    … gdyby Hitler wyciągnął rękę w stronę ZSRR, pakt sowiecko-niemiecki byłby niechybnie w krótkim czasie gotowy [s.173]

    [Po śmierci Piłsudskiego] w Berlinie dodatkowo, oprócz ogłoszenia żałoby, odwołano posiedzenie Reichstagu. W nabożeństwie odprawionym 18 mają w kościele św.Jadwigi za duszę zmarłego uczestniczył, jak wspomnieliśmy, sam kanclerz Rzeszy. [s.533]

    Teraz mój komentarz: główną tezę Autora uważam za udowodnioną. Należy się jednak zastanowić, czy wytłumaczeniem dla pro-niemieckiego stanowiska Piłsudskiego było nie tyle dobre zrozumienie interesu Polski, ile fakt, że był On (co jest udowodnione!) niemieckim agentem. Te tłumaczenia zresztą wcale się wzajemnie nie wykluczają!

    Istnieje przy tym fascynująca możliwość, że wywiad niemieckiego sztabu ukrywał ten fakt przed d***kratycznymi politykami Republiki Weimarskiej (bo ci na pewno by wygadali...), a ujawnił to Hitlerowi.

    PS. jak już pisałem, p.Włodzimierza B.Rezuna (ps. „Wiktor Suworow”) uważam za pisarza sensacyjnego; oczywiście: może mieć rację – ale wolałbym zobaczyć jakieś materialne przesłanki za Jego tezami... Gdzie np. wyparowały znad granicy „trzy razy większe od hitlerowskich” siły pancerne?

    Natomiast fantazją są uwagi {seba70nh}. Hitler nie chciał inkorporować Pomorza Środkowego, tylko przeprowadzić przez nie eksterytorialną autostradę – co wydaje się żądaniem naturalnym. Opłaty za tranzyt z mainlandu do Prus Wschodnich nie stanowiły z pewnością nawet 1% dochodów budżetu II RP. I wreszcie: Hitler jakoś nie zajmował siłą sojuszniczej Słowacji, Węgier ani Rumunii – niby dlaczego miałby zajmować akurat sojuszniczą Polskę? By zrazić sobie całkiem solidnego alianta?

  • 25-08-2009 23:04:00

    Co Moskwa MOŻE mieć na usprawiedliwienie?

    Wrzawa w polskiej prasie z powodu tego programu puszczonego w nienajwiększym programie rosyjskiej TV jest mocno przesadzona. Rosja jest mocarstwem – a my, niestety, prowincją; co poznaje się po tym, że my podnosimy wrzask z powodu anty-polskiego dowcipu w Ameryce, żartów z Polaków w Niemczech, Francji, Anglii czy Liechtensteinie – a oni spokojnie znoszą, gdy im się obsikuje nogawki...

    To znaczy taki np. p.Włodzimierz Żyrinowski nie znosi – ale czy musimy postępować jak p.Żyrinowski?!?

    Obejrzałem sobie ten „film dokumentalny” - vot, zdzies':

    http://vision.rambler.ru/users/rutv.ru/1/742/

    i nie widzę szczególnego powodu do podnoszenia alarmu: ten się tłumaczy, kto jest winien; skoro się tłumaczą...

    Wszelako jedno z wytłumaczeń jest całkiem do przyjęcia.

    Niektórzy historycy twierdzą, że śp.Józef Wissarionowicz Djugashvili zawarł był pakt z Adolfem Hitlerem, by zaoferować Mu coś lepszego, niż Warszawa. Był bowiem przekonany, że II RP zawarła z III Rzeszą tajny pakt przewidujący wspólny marsz na Moskwę.

    Byłoby to ze strony polskiej nad wyraz rozsądne. Ja w każdym razie całkiem serio bym taki pomysł rozważał – i (uzyskawszy korzystne warunki) niewątpliwie bym go podpisał.

    Proszę przy tym pamiętać, że zarówno Sowieci, jak i Niemcy, mieli o sile polskiej armii wyolbrzymione wrażenie – bo pamiętali o zwycięskim remisie uzyskanym przez II RP w 1921 roku. Jeśli II RP walczyła z RFSRS i USRS jak równa z równymi – to II RP plus III Rzesza powinny rozbić Armię Czerwoną w proch i w pył...

    My wiemy, że II RP podpisując w 1934 z III Rzeszą „Pakt o nieagresji” nie załączyła doń żadnego tajnego protokołu. Ale skąd miał o tym wiedzieć Stalin – dowiadujący się co chwili o anty-komunistycznych wypowiedziach z Berlina i anty-sowieckich i anty-rosyjskich wypowiedziach z Warszawy?

    Mógł sądzić, że to jest przygrywka do wspólnego ataku?

    Mógł.

    Co więcej: warto sobie przypomnieć prowokację, dzięki której śp.adm.Wihelm Canaris pozbył się wierchuszki Armii Czerwonej: spreparował dokumenty „dowodzące”, że śp.marsz.Michał Tuchaczewski i inni dowódcy spiskowali przeciwko Stalinowi, podrzucił je sprytnie Czechom – a ci, tradycyjnie pro-rosyjscy, skwapliwie pokazali je Stalinowi.

    Cóż prostszego, niż kazać jakiemuś niemieckiemu dyplomacie w Szwajcarii „upić się i zdradzić”, że Berlin ma z Warszawą tajne porozumienie?

    By skłonić Stalina do zawarcia porozumienia z Hitlerem.

    Jak Państwo widzą, rozwinąłem twórczo koncepcję rosyjskich historyków. Coś takiego jak najbardziej było możliwe.

    A czy tak było? Ignoramus & ignorabimus...

    A dla nas pewna nauka: czy już zdajecie sobie Państwo sprawę, w jakiej niepewności przywódcy państw muszą podejmować kluczowe nieraz decyzje?

    PS. Przepraszam: to miał byc wczorajszy wpis, ale nie zdążyłem obejrzeć tego filmu; wstawiłem więc temat raczej wakacyjny...

     

  • 24-08-2009 23:53:00

    Z pozycji erotomana

    Agencje doniosły, że p. Kartika Sari Dewi Shukarno, mężatka i matka dwóch synów, nadal dorabiająca jako modelka, muzułmanka z sułtanatu Perak (Malezja) za wypicie w hotelowym barze piwa została skazana przez sąd szariacki na sześć uderzeń trzciną i 1400 dol. grzywny. Nie apelowała: oświadczyła, że chce, by jej przykład odstraszył młodzież, która nie powinna przynosić wstydu rodzinie.

    Wrzask na Zachodzie jest straszny. Nawet mnie się to niezbyt podoba, bo jestem zwolennikiem chłosty - ale nie w stosunku do kobiet. No, ale jak chciało się równouprawnienia, i dotarło ono do Malezji, to i kobietę można wychłostać...

    Natomiast jestem przeciwnikiem picia przez kobiety piwa - już nie wspominając o wódce.

    Nie jako purytanin - wręcz przeciwnie! Po prostu o wiele mniej przyjemne jest całowanie kobiet, które piją piwo...

  • 23-08-2009 23:55:00

    Czy pieniądze nie śmierdzą?

    Na stronie UPR pod adresem:

    http://www.upr.org.pl/main/artykul.php?strid=1&katid=77&aid=8383

    można znaleźć b. dobry wywiad z kol.Andrzejem Jędrzejewskim, prezesem O/Podlasie. Jest w nim jednak fragment, z którym się zasadniczo nie zgadzam:

    Grzegorz Lepianka: Jak ocenia Pan praktykę wydawania pieniędzy podatników i dotowanie prywatnych firm?

    AJ: Oceniam bardzo źle, ale nie będę rozwodził się ideowo nad powodami, dla których tak uważam, bo po pierwsze, to temat rzeka a po drugie, sympatykom UPR tłumaczyć tego nie trzeba. Pozwolę sobie za to na mały komentarz odnośnie praktycznego spojrzenia na całe zagadnienie. Otóż, w odróżnieniu od wielu kolegów z naszego środowiska, jestem zdania, że w sytuacji, kiedy nie mamy żadnej możliwości zlikwidowania zjawiska redystrybucji a jednocześnie zmuszeni jesteśmy te działania finansować nie ma sensu postawa obrażonego dziecka „my tych pieniędzy nie weźmiemy”. Uważam, że wręcz przeciwnie -naszym świętym obowiązkiem jest dołożyć wszelkich starań, aby ukradzione nam pieniądze popłynęły z powrotem do naszej kieszeni (i to w większej ilości niż wypłynęły!), zamiast do kieszeni zagranicznych podmiotów gospodarczych i polskiej biurokracji.

    Dlatego namawiam całe nasze środowisko do „skoku” na tą kasę. I to bez żadnych skrupułów. To nie myśmy ten system stworzyli i robimy co możemy żeby go zlikwidować, ale jeżeli już z woli rodaków jesteśmy zmuszeni by w nim uczestniczyć, to przynajmniej nie jako dojeni. Przestańmy robić za wiecznych frajerów.

    Aby odgrywać jakąkolwiek rolę na scenie politycznej konieczne są środki na działalność. Nasi polityczni przeciwnicy z naszych pieniędzy wypłacają sobie milionowe dotacje a my skazani jesteśmy na własne składki. Dlatego najpierw musimy zbudować silne, wpływowe środowisko, posiadające solidne fundamenty finansowe a wtedy dopiero będziemy mogli zacząć uprawiać realną politykę. Start w wyborach z kapitałem rzędu stu tysięcy złotych to przedsięwzięcie niepoważne. To jak wystartować w wyścigu z pustym bakiem...

    Otóż jestem zdecydowanie przeciw!

    Jestem przeciw – bo jeśli rozpoczniemy brać te pieniądze, to do Partii napłyną nie ludzie ideowi, lecz ludzie pragnący zrobić użytek z tych pieniędzy. Ba! Po jakimś czasie sami starzy i zacni członkowie UPR zaczyna tak programować działania i wypowiedzi, by strumień tych pieniędzy bron Boże się nie zmniejszył. I po 10-15 z UPR zrobi się taka sama (tfu!) d***kratyczna partia, jak pozostałe.

    W tej chwili istotnie wychowujemy ludzi, którzy – po ideowym ukształtowaniu – rezygnują lub przechodzą do innych partyj. Ale otrzymują dobra szkołę polityki, a nie wyciągania pieniędzy. 

    I jesteśmy z tego dumni.

  • 22-08-2009 10:32:00

    Przepraszam: z uwagi na przejściowe trudności

    wczoraj wpisu nie było; jesli Państwo mogą to przeczytać, to być może dzisiejszy będzie

  • 20-08-2009 23:50:00

    Dziś optymistycznie

    Z uwagi na jutrzejszy wyjazd do Wiśniowej Góry publikuję tu tylko felietonik  z "Dziennika Polskiego"

    Nie będzie ZABORu

    Najskuteczniejszy polityk europejski, JE Aleksander Łukaszenka, nadal gra Moskwie na nosie. Nie dość, że nie chce uznać niepodległości Abchazji (ja bym uznał...) i Osetii Płd. (jak najsłuszniej!) - to jeszcze odmówił włączenia się do Wspólnych Sił Operatywnego Reagowania (ODKB).

    Biała Ruś formalnie należy do ZBIRa - jednak ten "Związek Białorusi i Rosji" jest czystą fikcją - no, chyba że jego prezydentem miałby zostać p. Łukaszenka... Wtedy Mińsk parłby do jak największego zacieśnienia więzów.

    P.Włodzimierz Putin wpadł na pomysł utworzenia ZABORu - jednak "Związek Abchazji, Białorusi, Osetii i Rosji" powstać nie może, bo Mińsk nie uznaje niepodległości Suchumi ani Czreby (po gruzińsku: "Cchinwali") - więc, oczywiście, nie chce wchodzić w unię z marionetkami.

    Na dodatek właśnie zakręcił Rosjanom kurek w rurociągu z Rosji na Łotwę... I jak Biali Rusini mają nie kochać takiego prezydenta-watażki? 

    Przypominam znakomity list do redakcji "Najwyższego CZAS!"u sprzed bodaj dwóch lat;  jego Autor, p.Paweł Zabiełło,  wywodził, że śp.Władysław Jagiełło byl nieokrzesanym, nieeuropejskim poganinem, w dodatku nieustannie napadającym na Polskę - a proszę: jaki się zeń zrobił dobry król Polski. Więc gdyby tak p.Aleksandra Łukaszenkę...

     

     

  • 19-08-2009 19:18:00

    Zostaliśmy z palcem w doku

    18 dzień sierpnia minął szczęśliwie – dla JE Aleksandra Grada, Ministra Skarbu III Rzeczypospolitej. 17go o północy minął podobno termin wpłacenia przez QInvest pieniędzy za stocznie w Gdyni i Szczecinie. Pieniądze, oczywiście, nie wpłynęły – bo przecież QInvest nigdy nawet przez moment nie miał być nabywcą tych stoczni. JE Donald Tusk obiecał, że zdymisjonuje p.Ministra, jeśli pieniądze nie wpłyną...

    ...nie zdymisjonował.

    Obecnie bezpieczniackie media rozpuszczają plotki, że stocznie ma kupić inny fundusz z Kataru – reżymowy, tym razem – i ponoć JE Donald Tusk poleciał do Monte Carlo by błagać niesłychanie bogatego (piąty bogacz na świecie!) premiera tego emiratu, JW szejka Hamada ibn Jassema ibn Jab'ra al Thani, bawiącego tam na wczasach, by jednak te stocznie kupił („Co to dla Was – za parę litrów ropy...”) - dla ratowania twarzy Jego „Rządu”. Wszystko zależy od tego, jaki układy ma „nasza” bezpieka z Katarczykami – nie sądzę, by aż tak silne.

    Zobaczymy. Qui vivra – verra! Być może „nasz Rząd” fikcyjnie zakupi skroplony gaz od Katarczyków – a ci również fikcyjnie te stocznie (za nasze pieniądze) kupią, a Komisja Europejska nie zauważy. Jak trzeba ratować twarz... Gentleman to taki człowiek, który w obronie honoru gotów jest popełnić nawet najgorsze świństwo.

    A to: żadne świństwo. Zwykła lipna transakcja, jakich wiele. Podobno „Rząd” dał sobie kolejny termin: do końca sierpnia.

    A ja pytam po raz trzeci:

    Kiedy dymisja p.Aleksandra Grada?

    =====

    PS. Dyskusja o "Dylemacie Więźnia" bardzo ciekawa. Kilka uwag:

    1) Ja nie atakowałem stanowiska ultra-libertarian w sprawie policji! Napisałem tylko, że istnieją pewne zastrzeżenia, nawet bardzo poważne. Są też wątpliwości co do samego stanowiska: Czy istnieje jedna PP, z której usług można tylko nie korzystać? Czy można zapłacić za opiekę agencji prywatnej - i wtedy zaatakowanie mnie będzie czynem karalnym i agencja może użyć środków przymusu - włącznie z zabiciem napastnika? itd.

    2) Zakładamy, że jakieś Ministerstwo Policji istnieje, choćby miało ono tylko wydawać licencje prywatnym policjom. A wojsko? Może istnieć MON - i wynajmować prywatne dywizje czy pułki. Co jakiś czas manewry - i z nieudaczną jednostką rozwiązuje się kontrakt.

    3) {Sqrtminus} ma rację. Datę poprawiłem. Jednak nie raz ostrzegałem, że takie błędy robię i robić będę.  Polegam na swojej pamięci... która czasem nawala. Państwa poprawki są dla mnie wielką pomocą.

     

  • 18-08-2009 23:57:00

    I jeszcze raz o „Dylemacie Więźnia”

    Jeszcze raz – ponieważ jest to bardzo ważna sprawa. Taki dylemat stanowi wyjątek od zasady, że Prawo nie powinno ludziom przeszkadzać we swobodnej działalności – więc trzeba go starannie omówić.

    {Jarmand} chyba nie do końca rozumie, na czym ów dylemat polega. Oczywiście, że pokusa obijania się występuje zawsze – ale właściciel prywatnej firmy obiboka po prostu wylewa – i co ma z tym wspólnego „dylemat więźnia”?? W socjaliźmie występuje niewątpliwie częściej – ale przecież o życiu w socjaliźmie nie będziemy tu rozmawiać, by się nie porzygać.

    W każdym razie dowodzi to, że właśnie ingerencja państwa prowadzi do tworzenia sytuacji „dylematu więźnia”! 

    Natomiast podatki na wojsko i policję muszą być przymusowe - bo inaczej każdy by się "obijał". Co prawda ultra-libertarianie twierdzą, że można żyć w państwie, w którym ten, kto na policję nie zapłaci, nie będzie miał ochrony prawnej - czyli, jeśli go nawet zabiją, to reszty to nie obchodzi. Istnieje jednak obawa, że naruszenie zasady ochrony życia niewinnych ludzi może być groźniejsze, niż odbieranie wolności mordercom.

     Nie ma z tym nic wspólnego dobrobyt jakiejkolwiek strony zaplątanej w ten dylemat! Nie ma też najmniejszego powodu, by osobnik, który nie ma nic, musiał „zginąć”. Życie i literatura pełne są historii o bogaczach, którzy zostają bankrutami – i ludziach bez grosza, którzy się dorabiają, nieraz i milionów. W socjaliźmie jest to, oczywiście, bardzo, bardzo trudne (bo podatek progresywny bogatych oszczędza, natomiast bije w tych, którzy się dorabiają) – ale w kapitaliźmie jest to normalka.

    Wreszcie dlaczego państwo ma ingerować, „nie dopuszczając do śmierci niektórych osobników”? Jak raz wstąpimy na tę ścieżkę, to za chwilę będziemy zabraniali pojedynków, samobójstw, nakazywali pod przymusem się szczepić, zakazywali jedzenia u McDonalda itd. zakazywali alpinizmu i pływania po morzu...

    ...a dla równowagi euthanazja. By nie było „za dobrze”

    O „dylemacie więźnia” pisałem, za chwilę to znajdę i po prostu tu skopiuję:

     (Przepraszam, że tak długo: okazało się, że na blogu chyba nigdy o tym solidnie nie napisałem! To jest wersja opublikowana w "Sun Magazine")

    Diabelski dylemat

    W Teorii Podejmowania Decyzji znany jest układ (jedyny!) zwany „Dylematem Więźnia”. Wygląda on tak:

    Policja łapie dwóch przestępców, Araba i Baska, z bronią w ręku – i ma świadka rabunku. Niestety: prawo wymaga dwóch świadków... Prokurator zamyka ich więc w osobnych celach i każdemu powiada tak:

    „Możesz się przyznać – lub nie przyznać; twoja wola. Jednak jeśli się przyznasz (a kumpel nie) to za pomoc wymiarowi sprawiedliwości dostaniesz rok (a on najmarniej dychę); i odwrotnie.... Jeśli obaj się przyznacie, dostaniecie ulgowo po piątalu. A jeśli się nie przyznacie... cóż, dostaniecie tylko po 3 lata za nielegalne posiadanie broni; już ja się o to postaram!”

    Tabela wygląda tak:




    ARAB\ BASK

    Przyznać się

    Nie przyznać się

    Przyznać się

    (- 5, -5 )

    ( - 1, -10)

    Nie przyznać się

    ( -10, -1)

    ( -3, -3 )


    (Wynik dla Baska na czerwono, na drugim miejscu)

    Proszę popatrzeć na sytuację okiem Araba (pomijając czerwone liczby). Może on przyznać się – lub nie. Jeśli Bask się przyzna, to on, przyznając się, dostaje tylko 5 lat (zamiast dychy); lepiej się w tym wypadku przyznać... Natomiast jeśli Bask się nie przyzna, to on przyznając się dostaje rok, zamiast trzech. W obu wypadkach lepiej się przyznać – więc obydwaj, rozumując absolutnie egoistycznie i poprawnie, przyznają się... i otrzymują 5 lat, zamiast trzech!!!

    Sytuacja jest zaiste piekielna – a taki układ bardzo częsty. Np. kradzież: dobrze jest ukraść – ale jeśli wszyscy zaczniemy kraść, to wyjdziemy na tym źle...

    Złodzieje opracowali ETYKĘ: „Iść w zaparte – choćby nie wiem co!”. Ta ZASADA nie pozwala wpaść w pułapkę Dylematu. Podobnie prawie wszystkie narody przyjęły zasadę „Nie kradnij, własność jest rzeczą świętą” – i dzięki temu rozwijały się szybko. Wyjątkiem są niektóre szczepy Indian – no, i dopóki nie przyjęli Etyki Białego Człowieka żyli wygrzebując korzonki z ziemi - i szybko je zjadając, by wpółplemieniec ich nie ubiegł...

    Gdy w XIX wieku zasadę własności prywatnej uświęcono prawnie, ludzkość rozwijała się błyskawicznie. Gdy zmodyfikowano ją na: „Nie kradnij! Rząd nie znosi konkurencji!!” – tempo wyraźnie spadło. Właściwie wszystkie wynalazki, poza laserem, pochodzą z XIX wieku (komputer – to Karol Babbadge, 1834).

    Podobnie z „Nie zabijaj” – i „Nie zakładaj związków zawodowych”. Tyle, że to pierwsze już jest przyjęte powszechnie (pomijam tu Holendrów) – to drugie jeszcze nie. A przecież gdy związek zawodowy szewców wywalczy podwyżkę, zdrożeją buty (o wzrost płacy plus podatek). Gdy to samo zrobi ZZ stolarzy, zdrożeją stoły (o wzrost płacy plus podatek). Stolarz kupując buty (i szewc kupując stół) stracą więcej, niż zarobili! Oba związki są jednak przekonane, że działały dla dobra członków... Tylko Czerwone rządy (w Warszawie czy Waszyngtonie) zacierają ręce (podatki wzrosły!!) – i projektują kolejne Kodeksy Pracy i ustawy korzystne dla związków zawodowych!!

    Jedyna rada: przyjąć ZASADĘ: związek zawodowy (i cały socjalizm) jest NIEMORALNY. I już! Do tego jeszcze nie doszliśmy. Złodzieje znani są od 10.000 lat – socjaliści dopiero od 200... Etyka się nie wykształciła.

    Dylemat Więźnia jest więc powodem, by ustawodawca wzorem Mojżesza wkroczył – i uniemożliwił powstawanie Dylematu. Np. zakazał kradzieży i zakładania ZZ... Skoro Etyka nie działa, trzeba ją zastąpić.

    Ciekawe, że Dylemat pojawia się czasem w nieoczekiwanych momentach:

    Firmy konkurują na rynku. Pojawia się technologia A, dająca większe zyski, amortyzująca się w 5 lat. Kupujemy. Jednak po roku pojawia się B, znów dająca większe od A zyski, z amortyzacją też 5 lat. Kupujemy. Po roku pojawia się C... I może się zdarzyć, że ten zacofaniec, co nie kupił A, B, C, D – a dopiero E, gdy już się z’amortyzował – wyjdzie na tym lepiej, niż goniący, zgodnie z rachunkiem ekonomicznym, za nowoczesnością...

    Ale to NIE jest powód do interwencji! Kto kazał mu działać zgodnie z Rachunkiem Ekonomicznym?

     

  • 17-08-2009 23:54:00

    Jeszcze o „dylemacie więźnia”

    Nie, {Jarmand} absolutnie nie ma racji, traktując zdanie:

    "...wszyscy decydenci podejmują racjonalne decyzje.. i otrzymują wynik, którego nikt z nich nie chce!"

    jako uzasadnienie interwencjonizmu państwowego:

    „Powyższy cytat jest właśnie uzasadnieniem centralnego planowania i krytyką wolnego rynku. Tenże wolny niekontrolowany rynek może czasami doprowadzić do katastrofy ekologicznej, czasami do takiego rozwarstwienia społeczeństwa, że dla niektórych nie będzie możliwy inny awans niż przez niszczącą wszystko rewolucję. Czyste centralne planowanie jest oczywiście lekarstwem gorszym od choroby, ale nie jest to też jak Państwo pewnie w większości uważacie wynaturzenie. Optimum osiąga się gdzieś pośrodku pomiędzy wolnym rynkiem a centralnym planowaniem tylko ,że nikt nie wie jakie są właściwe proporcje, tym bardziej, że nie wiadomo jak mierzyć to docelowe optimum - dla każdego miara będzie inna”. Stąd spory pomiędzy liberałami, socjalistami, ekologami itd. Gdyby któraś ze stron udowodniła swoją bezpodstawną rację, spór dawno by wygasł. Dlatego uważam za błąd pana JKM i większości czytelników tego bloga, że uważacie Państwo swoich przeciwników za idiotów zamiast zobaczyć istotę sporu. Pozdrawiam i liczę na rzeczowe kontrargumenty”.

    „Dylemat więźnia” jest dość wyjątkową sytuacją – więc przepisów byłoby też bardzo mało. Przede wszystkim jednak „Dylemat Więźnia” (pisałem o nim chyba dwa razy na blogu na onet.pl. , z 10 razy gdzie indziej – i nawet osobną broszurę napisałem w 1988 roku) usuwany jest nie przez interwencje, lecz przez uprzednie wprowadzenie przepisu prawnego.

    Np. zakaz kradzieży trudno nazwać interwencjonizmem! O żadnym „ręcznym sterowaniu” gospodarką ani społeczeństwem nie ma mowy. Rzece stawia się tamę – a cząstki wody nadal płyną, jak chcą – tyle, że innym korytem!

     

  • 16-08-2009 23:57:00

    Po co jest Prawo?

    Prawo to pewna proteza. Przed przepaścią często ustawiane są barierki ograniczające nasza wolność, a często nawet powodujące tragedie – gdy ktoś się oprze, a zmurszała barierka pęknie. Gdyby jej nie było – to by się nie oparł... Mało kto jednak przeciwko takim barierom protestuje.

    Podobnie z prawem. W państwie liberalnym liczba praw jest minimalna (nawet nie cały Dekalog musi być implementowany przez państwo!) - i w zasadzie pełnia funkcje informacyjna (jak prawo nakazujące jazdę prawa stroną) lub osuwają tzw. „dylematy więźnia” - czyli sytuacje, w których wszyscy decydenci podejmują racjonalne decyzje.. i otrzymują wynik, którego nikt z nich nie chce! Ultra-liberałowie i anarchiści twierdzą, że takie prawa w ogóle nie są potrzebne, bo społeczeństwo samo, w wyniku selekcji naturalnej, wytworzy odpowiednie normy moralne...

    Jest to prawda: wytworzyłoby... Tyle, że potrwałoby to ze dwa pokolenia – a przez ten czas jakieś sąsiednie społeczeństwo, kierowane przez sprawne państwo, po prostu by je podbiło. Niestety: do prowadzenie wojen sztuczny twór, jakim jest państwo, nadaje się o wiele lepiej, niż rozproszone grono zacnych zjadaczy chleba...

    Więc państwo narzuca społeczeństwo rozmaite reguły., Niestety: zamiast poprzestać na tych kilku niezbędnych, państwo d***kratyczne wytwarza ich liczbę wręcz nieprawdopodobną.

    Ponieważ zaś Prawo musi być narzucane siłą, prowadzi to do zniewolenia ludzi.

    A po jakimś czasie, gdy prawo staje się zbyt skomplikowane, sprzeczne i niejasne, ludzie zaczynają wzdychać za Wodzem. Prościej jest bowiem interpretować wole Wodza, niż zrozumieć Prawo (a raczej już Lewo). 

    I następuje upadek cywilizacji; wracamy do wspólnoty pierwotnej lub hordy polującej.

  • 15-08-2009 23:40:00

    A co z „dysgrafią” i „dysleksją”?

    Cwaniacy, którzy chcieli wyciągnąć z budżetu kolejne pieniądze na „walkę z...” ponieśli drobna porażką. W „Wiadomościach” na portalu przeczytałem:

    Ministerstwo Edukacji Narodowej zakazało badań nad zaburzeniem powodującym trudności w uczeniu się matematyki.

    Wg wiceministra edukacji prof. Zbigniewa Marciniaka, dyskalkulia to humbug naukowy, gdyż teoria, że w mózgu istnieje miejsce, w którym koncentrują się zdolności matematyczne, a jego uszkodzenie powoduje wrodzoną niemożność nauczenia się matematyki, nigdy nie została potwierdzona.

    Wstrzymane badania miały na celu sprawdzić, ilu uczniów dotyczy ten problem i ewentualnie zaproponować im jakąś pomoc łącznie z ulgami na egzaminach, tak jak w przypadku dysleksji czy dysgrafii.

    Nauczyciele, którzy mieli do czynienia z przypadkami dyskalkulii, twierdzą, że uczniowie mimo przypadłości potrafią zdać nawet maturę z matematyki, jeśli wiedzą, że mogą liczyć tylko na siebie.

    Własnie: najważniejsza jest likwidacja "opiekuńczości"!

    =====

    Co do piłki nożnej... {lemarais} napisał (m.in. …):

    Jeśli komuś nie podoba się PZPN niech założy inny związek i organizuje rozgrywki (podobnie jak to było rozważane ostatnio w F1). Polacy jednak postrzegają PZPN przez okular PRL-u.

    Piłka nożna to taka dyscyplina, w której liczy się talent, umiejętności techniczne i walka na boisku i jeszcze raz walka. Tego wszystko polskim piłkarzom brakuje. Przede wszystkim brakuje im mentalności piłkarzy - ludzi którzy gryzą trawę. Taka jest prawda. Polscy piłkarze są pod każdym tym względem piłkarskim słabi. W końcu trzeba to powiedzieć głośno. Krótkie przebłyski formy któregoś z nich - to są... zostawmy to, to krótkie przebłyski po prostu - statystyka. (…) W Brazylii kolesie grają wszędzie na każdym pastwisku bez odnowy biologicznej i pensji - niech w Polsce ci lamerzy i męskie p**dy przestaną opowiadać te bzdury, że bez zaplecza, które niby powinien zorganizować PZPN nic się nie zmieni w wyszkoleniu piłkarzy. Przyczyną jest brak jaj u tzw. polskich piłkarzy i polskiej młodzieży - nie ma się co obrażać na takie słowa, tylko brać się za siebie panowie piłkarze i szanowna młodzieży.

    Co do pierwszej tezy: {lemarais} myli się zasadniczo co do faktów. Na mocy Ustawy o kulturze fizycznej i sporcie wydanej już w III RP (chyba w 1995?) nie można założyć konkurencyjnego związku sportowego!!

    Co sprawy zasadniczej: tak jest! Polscy piłkarze nie „gryzą trawy”. Ale DLACZEGO? Otóż właśnie dlatego, że „działacze” ich rozpieszczają, dają od razu duże - „kombinowane”, jak za PRLu – pieniądze...

    Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. U nas panuje zasada: „Zabić przez rozpieszczenie”.

    Jak to ładnie ujął był p.Jan Zbigniew Słojewski (ps. "Hamilton"): "Ciocia Mela zagłaskała kota na śmierć".

    Polska piłka nożna jeszcze dycha...

     

  • 14-08-2009 23:46:00

    O literze F - i futbolu

    Rzadko piszę o piłce nożnej; na tym portalu chyba po raz pierwszy. I tylko dlatego , że na początku będzie dość trudne i nietypowe rozumowanie. A może i dlatego, że to piątek - i zaraz weekend. Więc w ramacwyjątku...

    Za pośrednictwem niezawodnej "ANGORY" przeczytałem zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" p.Jarozława Bińczyka artykuł p/t "Układy zatopiły Łódź". Wyjaśnia w nim fachowo, dlaczego ani ŁKS, ani "Widzew" nie są reprezentowane w ekstraklasie. Jgo zdaniem dlatego, że działacze sprzysięgli się przeciwko Łodzi.

    Otóż ta drobna uwaga na początku jest taka: w ekstraklasie nie ma też ani jednej druzyny o nazwie zaczynającej się na literę "F". I jest dokładnie tak samo prawdopodobne, że działacze piłkarscy zmówili się, by nie dopuścić drużyn na literę "F" - jak i, że zmówili się, by nie dopuścić drużn łódzkich.

    W rzeczywistości: nawet bardziej prawdopodobne. Bo dwie druzyny na literę "F" nie koniecznie byłyby ze soba skonfliktowane - a ŁKS i "Widzew" są. Dlatego jesli kto nie lubi jednej, jest zazwyczaj sympatykiem drugiej.

    To tyle o zmowie przeciwko Łodzi.

    W/w artykuł jest jednak przerażający z innego powodu - i może warto go przeczytać. Wśród przyczyn braku "Widzewa" i ŁKSu w ekstraklasie wymienia się układy, brak pieniędzy, wrogośc jednego, drugiego czy trzeciego prezesa, niechęć dzialaczy "terenu" (?? - a Łódź to nie "teren"?)  - natomiast nic o grze zawodników ani nawet o trenerach!

    Dziś trener i zawodnicy sąwidać, nieważni. O sukcesie decydują tylko i wyłącznie układy.

    Futbol jest w Polsce bardzo popularny. Dlaczego nie odnosimy w tej dziedzinie sukcesów? Nie mamy układów w UEFA lub FIFA?

    A może popatrzmy na sprawę inaczej.

    W bardzo wielu dziedzinach polscy młodzicy i juniorzy odnoszą sukcedy, zdobywaja mistrzostwa świata.. tak! A potem, w wieku dojrzałym - gdzieś znikają.

    Nie - nie zostają skaperowani przez złych bogaczy zza granicy. Trafiają w ręce "działaczy".

    A ponieważ na piłce nożnej wisi wyjatkowo duża liczba działaczy - to i wyniki sa wyjątkowo słabe.

    Niezależnie od pokonania w towarzyskim meczu mistrza Europy, czyli Grecji...

     

     

  • 13-08-2009 23:51:00

    Dlaczego Grad nie pada?

    Moja ulubiona kulawa kaczka obecnego reżymu, p.Minister Skarbu, ogłosil nowy pomysl - na co zareagowałem artykulikiem:

    Rząd rżnie głupa!

    JE Aleksander Grad, wsławiony aferą ze "sprzedażą" stoczni, ogłosił właśnie, że zamierza (w ramach "prywatyzacji") sprzedać - ho-ho - 10 %. akcji KGHM, "Lotosu" i czegoś jeszcze. Przypominam, że ogłoszona półtorej roku temu "polityka prywatyzacyjna" tego "Rządu" miała polegać na wyprzedaży udziałów posiadanych przez III RP w firmach o kapitale mieszanym.

    I była to polityka rozsądna. Tu "Rząd" zamiast likwidować "resztówki" tworzy nowe "resztówki" - 90%., tak nawiasem. Jest to absurd. Ciekaw jestem, kto kupi 10 % udziałów w firmie, w której ONI mają 90%.? Przecież jasne, że nie dalej, niż po roku ONI powołają kolejną spółkę, KGXM na przykład. Mając 90% głosów na Walnym Zgromadzeniu mianują taki zarząd, który będzie sprzedawał produkty np. KGHM spółce KGXM (w 100% reżymowej!) z zyskiem 1 grosz - i szczęśliwy nabywca 10 proc. akcji otrzyma z tego 1/10 grosza - a całość zysków zainkasują ONI.

    Włodzimierz E.Uljanow (ps."Lenin") mówił, że kapitaliści sprzedadzą sznur, na którym się ich powiesi. Ale czy kupią?

    =====

    Teraz komentarz. To nie jest mój wymysł - takie numery robione sa bardzo często - i co najmniej jedna z największych rezymowych firm zastosowała go w stosunkiu do nabywcy z USA.

    To jest jedna z przyczyn, dla których Amerykanie nie kwapią się do takiej "prywatyzacji" w Polsce. Kto chce znaleźć sie na łasce i niełasce polskiego ministra?

    Ja tylko pytam: kiedy nastąpi wreszcie dymisja JE Aleksandra Grada?

  • 12-08-2009 22:41:00

    Minusy dodatnie i minusy ujemne

    Na ambasadora USA w Warszawie został już oficjalnie desygnowany p.Lee Feinstein. Rasiści z "Gazety Wyborczej" natychmiast ogłosili, że to "dobra wiadomość" - bo to Żyd. To jasne. Oni inaczej nie potrafią – podobnie zresztą jak anty-semici odruchowo każdego Żyda traktują jako dopust Boży.

    Odsuwając jednak na bok takie argumenty trzeba zwrócić uwagę na liczne minusy tej kandydatury.

    Przede wszystkim: p.Feinstein jest zawodowym dyplomatą. O ile mianowańcy prezydentów czasem znają się na polityce (w ogóle Amerykanie na polityce pozaamerykańskiej znają się słabo!!), to ludzie z Departamentu Stanu są z reguły starannie szkolonymi marksistami – mogę pokazać podręczniki, z których byli uczeni - a o świecie mają pojęcie bliskie zeru. Wiem - bo tam byłem i z nimi rozmawiałem.

    Są, oczywiście, wyjątki; miejmy nadzieję, że p.Feinstein do nich się zalicza.

    Po drugie: jest to człowiek p.Hilarii Clintonowej. W porównaniu z lekko, ale wyraźnie, lewicującym małżonkiem - wręcz bolszewiczki. To skłania do zastanowienia.

    Oczywiście: nawet tam mógł uchować się człowiek normalny. Miejmy nadzieję...

    Wreszcie p.Feinstein jest nacjonalistą: zwolennikiem oddania Żydom amerykańskim całej własności Żydów polskich...

    Tak to – z pewnymi skrótami (objętość!) – ująłem w „Dzienniku Polskim”. Ostatni temat warto jednak nieco rozwinąć.

    Otóż nie słyszałem, by jakikolwiek Amerykanin, a już na pewno przedstawiciel Departamentu Stanu, uważał, że jeśli w Nowym Jorku umarł był Jan Kowalski, który nie pozostawił żadnych spadkobierców – to jego majątek trzeba przekazać Kazimierzowi Wiśniewskiemu – albo np. „Związkowi Polaków Którzy Powrócili z Emigracji w Ameryce”.

    A dlaczego taka reguła miałaby dotyczyć Mojżesza Szlagbauma, zamordowanego w Polsce? Dlaczego jego majątek miałby być przekazany amerykańskim Żydom???

    To, że dla Żydów chce się tworzyć specjalne prawa, jest właśnie nacjonalizmem i rasizmem.

    Jeśli więc okaże się, że p.Feinstein rzeczywiście głosi takie poglądy – to jako rasista nie powinien był otrzymać agrément od Pana Prezydenta III RP...

  • 11-08-2009 23:56:00

    Z przyczyn czysto technicznych

    WCzc.Bartosz Arłukowicz zupełnie oszalał. Zasmakowawszy w składaniu pozwów zapowiedział dla odmiany, że pozwie do Izby Lekarskiej WCzc. Bolesława Piechę (PiS, Rybnik). No – nie sam: poprosi o interwencję Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy...

    Co miałby zrobić ów Rzecznik (nawet nie wiedziałem, że taki istnieje...)? Miałby zakazać p.dr-owi Piesze mówienia, co myśli!!!

    Konkretnie chodzi o to, że p.dr Piecha wypowiedział się za zakazem stosowania metody in vitro...

    P.dr Arłukowicz uważa (i słusznie), że niepłodność jest chorobą. "Jak każda choroba, niepłodność ma swoje metody leczenia, lepsze lub gorsze, ale ma. Ta choroba ma akurat dobre metody leczenia, zaakceptowane przez Polskie Towarzystwo Ginekologiczne, potwierdzone przez Międzynarodowe Towarzystwo Płodności i Niepłodności".

    P. dr Arłukowicz oświadczył na konferencji prasowej, że p.dr Piecha złamał co najmniej kilka przepisów Kodeksu Etyki Lekarskiej, m.in. ten mówiący o tym, że "powołaniem lekarza jest leczenie chorych oraz niesienie ulgi w leczeniu" oraz zasadę, że "dla wypełniania swoich zadań, lekarz powinien zachować swobodę działań zawodowych, zgodnie ze swoim sumieniem i wiedzą medyczną (…) Jeśli poseł Piecha próbuje uniemożliwić dostęp Polakom do nowoczesnych metod, to występuje przeciwko zdrowiu Polaków"

    Oczywiście każdy „powinien zachować swobodę działań zawodowych, zgodnie ze swoim sumieniem” - każdy, z wyjątkiem pp.Piechy czy Korwin-Mikkego, którym trzeba zakneblować pyski, by nie pyskowali. Otóż wielu lekarzy występowało przeciwko różnym metodom – do dziś wielu lekarzy występuje np. (z poważnym uzasadnieniem) przeciwko szczepionkom – ale nikt z tego powodu nie usiłował ich sekować!!

    Co do meritum: p. dr Arłukowicz absolutnie nie ma racji!

    Metoda in vitro – to kilka zupełnie różnych sytuacji. Łączy je jedno: każdy zwolennik środowiska naturalnego musi być przeciwko in vitro, bo jest to metoda absolutnie nienaturalna. Jeśli z jakichś powodów Natura czy Bóg nie chcą, by dana para miała dzieci – to zwolennik Natury powinien powiedzieć: cóż, widać tak musi być...

    To właśnie stanowisko zajmuje – słusznie lub nie - Kościół katolicki.

    Jakie to sytuacje?

    Sytuacja pierwsza: jajeczko pobrane kobiecie zapładniamy nasieniem pobranym od jej męża. Cokolwiek śmieszne i sztuczne, łamiące zasadę selekcji naturalnej – ale nie pierwsze i nie ostatnie. Ja nad tym nie będę dyskutował – można to nazwać „leczeniem niepłodności”

    Sytuacja druga: jajeczko to zapładniamy nasieniem innego (często: anonimowego mężczyzny); w sposób oczywisty NIE jest to „leczenie bezpłodności” – podoknie jak wzięcie innego królika i podłożenie go na miejsce zdechłego nie jest wyleczeniem królika! „Niepłodność” bowiem to przypadłość danej pary – i nie została ona usunięta.

    Podobna jest sytuacja, gdy bierzemy jajeczko innej kobiety i zapładniamy je nasieniem jej męża czy konkubenta.

    Sytuacja trzecia: bierze się jajeczko innej kobiety i zapładnia nasieniem innego mężczyzny. Można tu tylko spytać: czy nie prościej dziecko adoptować?

    Cały jednak spór o „in vitro” nie dotyczy tego, czy zabiegów takich wolno dokonywać, tylko czy:

    1) Nie zapładnia się wielu jajeczek – i kilka potem niszczy.

    2) Na czyj koszt się to robi?

    Ad 1) Skoro lekarze przechowują zamrożone zapłodnione jajeczko na wypadek, gdyby coś nie wyszło z oryginalnym – to dlaczego nie przechowywać osobno nasienia i jajeczka niezapłodnionego?

    Ad 2) Każdy może wyjechać do jednego z krajów nie zakazujących metody in vitro – i tam starać się mieć dziecko. Lewicy wcale nie zależy na tym – lecz na tym, by zamiast czegoś naturalnego wprowadzić coś sztucznego – i na tym, by te zabiegi były finansowane przez podatników.

    I tu już moje stanowcza: NIE!

    O ile pamiętam Konstytucja nie gwarantuje każdej parze posiadania dziecka...

     

  • 10-08-2009 23:56:00

    Wieża Babel

    Gdzieś tak 15 lat temu pewien architekt zgłosil projekt wybudowania w Brukseli Wieży Europejskiej. Miał to być najwyższy budynek w Europie - o co nietrudno, bo w tym zadupiu nic poważnego się nie buduje - a każde piętro (czy po kilka pięter) miało budowac jedno państwo.

    Przez kilka dni cmokano nad tym projektem - po czym ktoś się tropnął, że byłaby to Wieża Babel - i o projekcie ucichło.

    Jednak podobieństwa UE do rozmaitych literackich pierwowzorów nadal są liczne. Jak napisałem w "Dzienniku Polskim":

    "Wszystkie zwierzęta są równe ale niektóre są równiejsze" - jak brzmiała ostateczna wersja odpowiedniej zasady przyjętej na "Folwarku Zwierząt" - słynnej książeczki śp. Eryka Blaira (ps. "Jerzy Orwell"). Czy ta zasada funkcjonuje i dzisiaj?

    W praktyce - oczywiście. Widzimy to na każdym kroku. Pytanie jednak brzmi: czy funkcjonuje jako zasada prawna? Czy gdzieś w dokumentach mamy ją zapisaną?

    Mamy - i to dokładnie w takiej formie, jak u Orwella...

    Wystarczy zajrzeć do osławionej "Karty Praw Podstawowych UE" - będącej przyczyną gospodarczej katastrofy krajów, które ją przyjęły (Polska, na szczęście, jej nie ratyfikowała!). Jej Artykuł 23 brzmi:

    Należy zapewnić równość mężczyzn i kobiet we wszystkich dziedzinach, w tym w sprawach zatrudnienia, pracy i wynagrodzenia.

    Zasada równości nie stanowi przeszkody w utrzymywaniu lub przyjmowaniu środków zapewniających specyficzne korzyści dla osób płci niedostatecznie reprezentowanej.

    Jasno i po prostu!

    Co śmieszniejsze: ONI tę zasadę istotnie realizują!

  • 09-08-2009 23:55:00

    Nowsze szaty króla

    Król, jak wiadomo, ubierał się w gronostaje, kosztowne futra, atłasy i inne tkaniny niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Robił to nie dlatego, że lubił nosić gronostaje, koronę i ciężkie berło - tylko dlatego, że poddani lubili, jak ich władca wygląda dostojnie; co najmniej dostojniej niż inni władcy (o co już starali się malarze nadworni...).

    Podobnie arystokracja i zwykła szlachta; noblesse oblige - i trzeba się było ubierać odpowiednio. Dziś jest dokładnie to samo. Elita zakłada garnitury - i poci się w nich straszliwie - a plebs wesoło paraduje po ulicach w koszulkach z krótkimi rękawami i szortach.

    I zapewne jest strasznie zadowolony, że nie musi wyglądać dystyngowanie.

    A politycy i urzędnicy wbici w anzugi patrzą na nich z zazdrością. Cóż: coś za coś - noblesse oblige.

    Napisałem to, bo właśnie zrzuciłem garnitur i wyjechałem na tydzień z  Żoną i trojgiem wnucząt nad morze!

  • 08-08-2009 23:53:00

    Tylko bieda...?

    Niewątpliwie przeczytaliście Państwo na portalu - pozornie krzepiącą - wiadomość brzmiącą:

    "Jeśli tylko bieda była powodem odebrania rodzicom dziecka, to ja się z tym nie zgadzam - mówił na antenie TVN24 JE Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka”.

    Wg. Rzecznika, wydając opinię o losie dziecka, trzeba być bardzo odpowiedzialnym i dokładnie rozpoznać sytuację. Jeśli życiu dziecka nic nie zagraża, to nie ma podstaw, aby zabierać je rodzicom.

    Pracownicy rzecznika przyjechali do Szamotuł i rozmawiają z rodziną. Na miejscu sprawdzają, jak im się żyje. Wysłannicy Rzecznika Praw Dziecka mają skontrolować wszystkie placówki i instytucje, które odegrały jakąkolwiek rolę w sprawie.

    Przypomnijmy - Sąd Rejonowy w Szamotułach zdecydował, że mała Róża trafi do rodziny zastępczej. Decyzję podjął na podstawie sprawozdań z kuratorskiego nadzoru nad rodziną. Kurator oceniła, że dzieci wychowywane są w złych warunkach mieszkaniowych, w brudzie i biedzie."

    Niby - wydawałoby się - dobrze: zadział, słusznie uzasadnia... A ja nie jestem zadowolony!

    Bo ciągle nie jest zakwestionowana - ba: jest podtrzymana - zasada, że urzędnicy lub sędziowie mogą robić z naszymi dziećmi, co chcą.

    Jutro może się np. zmienić moda - uczeni twierdzą przecież ostatnio, że życie w brudzie lepiej hartuje dziecko... Po czym sądy zaczną odbierać dzieci rodzinom, które wychowują je w nadmiernej czystości - co przecież "zagraża życiu dziecka"...

    Ano: zagraża!

    Samo poczęcie dziecka jest już zagrożeniem dla jego życia!

    Więc niech się PT Urzędnicy od naszych dzieci odczepią!

  • 07-08-2009 23:51:00

    Aparat, czyli rak

    ŚP.Jacek Kuroń, pytany o czynna walkę z "komunizmem" za PRLu, powiedzial kiedyś: "Nie palmy komitetów [Chodziło o budynki Komitetów Wojewódzkich PZPR - JKM ] zakładajmy je!".

    Problem polega na tym, że ONI (bo dziś "ONI" to następcy Kuronia...) rzeczywiście zakladają rozmaite organizacje - zasilane pieniędzmi podatnika tak, jak rak jest zasilany krwią swojego żywiciela. Organizacje te rozwijają sie też jak rak - i w końcu muszą swojego żywiciela zniszczyć.

    Co właśnie obserwujemy.

    W jednej z nowelek  śp.Stanislawa Lema jest historia planety Pinty: brakowało na niej wody, więc utworzono Urząd d/s Nawadniania. Po jakimś czasie Pinta była nawodniona aż nadto - ale powstał dylemat: uznać, że należy dalej nawadniać - czy zlikwidować Urząd. Wygrała oczywiście koncepcja pierwsza, bo przecież nie można było przyznać, że Władza zrobiła coś nie tak.. Po jakimś czasie niżsi wzrostem Pintyjczycy "gdzieś" znikli...

    Dokładnie to samo dzieje się z "opieką społeczną". Pomyślana jako opieka, zaczyna niszczyć rodziny i odbierać im dzieci.

    Są dwie możliwości walki z rakiem. Pierwsza: osunąć go; druga: stworzyć kontr-raka. Tu: instytucję, której celem byłoby ograniczanie działania "opieki społecznej".

    Moim zdaniem technika pierwsza jest znacznie tańsza - i prostsza. Przecież tego raka sami stworzyliśmy. Ustawę można odwołać, aparat zlikwidować - i po problemie.

    No - może nie całkiem. Jak zwrócono mi uwagę w Ministerstwie Sprawiedliwości, sędziowie są czuli na głos opinii publicznej; ta zaś jest podjudzana przez dziennikarzy (najgorszą rolę odgrywa tu TVN!), być może po prostu poszukujących sensacji, być może inspirowanych przez działaczki "opieki społecznej" - co zresztą się nie wyklucza... Podjudzana w stylu: "Ratujmy biedne dzieci, krzywdzone przez złych rodziców".

    Na co odpowiedziałem, oczywiście, że sędziowie powinni kierować się Prawem, Sumieniem i Rozsądkiem - natomiast nie ma żadnej różnicy między sędzią, który sprzeniewierza się swemu powołaniu kierując się wskazówkami Józefa Stalina - a a tym, który kieruje się głosem opinii publicznej. W dyktaturze  stalinowskiej jak pieski słuchali Stalina; w dyktaturze Większości słuchają głosu Większości...

    Właściwie tamci są znacznie bardziej usprawiedliwieni: dziś przecież sprzeciwić się Woli L**u można z niewielkim ryzykiem; najwyżej przestanie się być sędzią, a zostanie adwokatem...

    Tak odpowiedziałem.

    Ale problem pozostaje...

  • 06-08-2009 23:51:00

    Rodzina, brońmy rodziny!

    W tej chwili najważniejszym tematem w wakacje jest sprawa rodziny – co prawda: żyjącej w konkubinacie – ale zgodnie z Prawem Naturalnym to JEST rodziną – której odebrano dziecko, bo zdaniem „opieki społecznej” rodzina ta nie jest w stanie zajmować się dzieckiem. Szczerze pisząc: nie mam pojęcia, co w tej sprawie zrobić? O radę proszę...

    Bo ja tu piszę, alarmuję – a ONI nadal poczynają sobie coraz śmielej. Kto nie czytał przerażającej dystopii śp.Aldousa Huxleya p/t: „Nowy Wspaniały Świat” - to niech to uczyni, a przekona się, że posuwamy się w tym kierunku coraz dalej i dalej.

    Powtarzam to, o czym powiedziałem na V-BLOGu: jest kompletnie obojętne, czy ta rodzina potrafi zajmować się dzieckiem – czy nie. Jak nie potrafi (ale trójkę już wychowała – nawiasem pisząc...) - to poprosi o pomoc. A jak będzie tak głupia, że nie poprosi – to najwyżej dziecko zemrze. Strata statystycznie niewielka, bo dziecko takiej pary najczęściej jest podobme do rodziców...

    Rocznie ginie 6000 ludzi pod kołami samochodów – i z tego powodu nie zakazujemy jazdy samochodami. Jeśli z powodu złej opieki zginie rocznie 60 dzieci w Polsce – to nie jest powód, by pozostałym 5 milionom dzieci odbierać normalne dzieciństwo.

    Właśnie przez takie traktowanie spada dzietność- bo po co mam płodzić dziecko, jeśli jutro jakiś Urząd może mi je zabrać? Próbowałem to wytłumaczyc temu faszyście, WCzc.Bartoszowi Arłukowiczowi - ale czy Czerwony jest w stanie coś zrozumieć?

    Za bolszewików (Stalin położył temu kres!!) odbierano dzieci „wrogom klasowym”. Teraz odbiera się każdemu.

    To cała różnica.

    Najgorsze, że stworzono mechanizm: powstał Urząd (tu "opieka społeczna"). I urząd ten, zgodnie z Prawem Parkinsona, będzie uparcie dążył do powiększania swoich kompetencyj, do własnego rozrostu liczebnego i do zwiększenia liczby potencjalnych klientów - tj. dzieci, ktore należy odebrać rodzicom.

    Jest to zjawisko nieuniknione.

    Dlatego, jeśli mamy żyć w normalnym kraju, należy pogodzić się z tym, że kilkoro dzieci będzie rocznie ginęło wskutek niewłaściwej opieki - i zlikwidować ten urząd !!

    Co, oczywiście, dotyczy nie tylko tego urzędu...

     

     

  • 05-08-2009 23:44:00

    Zwiększyć liczbę miejsc pracy!

    P.Anna Knaź relacjonuje polityczne zagrywki w USA - na podstawie dziennika "The Washington Times":

    "Prognozy prezydenta Benedykta Obamy, jakoby ustawa klimatyczna miała stworzyć wiele nowych miejsc pracy, okazały się poczynione na wyrost.

    Okazuje się bowiem, że wzrost liczby osób zatrudnionych do 2030 r. będzie niewiele wyższy po wprowadzeniu ustawy, niż gdyby Izba Reprezentantów w ogóle jej nie przegłosowała.

     Ponadto sprawozdanie departamentu energii utrzymuje, że wzrost kosztów energii dla przeciętnego obywatela zwiększy się minimalnie. P.Stefan Chu, amerykański sekretarz ds. energii, powiedział, że „możemy otrzymać czystą energię w cenie niższej niż cena znaczka pocztowego”. "

    Jest to, oczywiście, kolejny przykład d***kratycznego skretynienia. Nie zapominając o banalnie prawdziwym twierdzeniu p.Chu: istotnie - jeden milierg energii na pewno można wytworzyć w cenie niższej, niż cena znaczka pocztowego...

    Po drugie: skąd, na Boga Ojca, ONI wiedzą, że coś-tam przyniesie za 20 lat "niewielki wzrost" czegoś???

    Nie ma sensu zajmować się takimi bzdurami. Lepiej wziąć byka od razu za rogi. Podam banalny przykład.

    Powiedzmy, że jeden z moich Synów przyjdzie do mnie i powie: "Tato, bedę teraz składał sobie komputer". Na co ja odpowiem: "Mam nadzieję, Synku, że każdą część umieścisz u innego sąsiada? Dzięki temu jeszcze i Twój brat będzie miał zajęcie przy skladaniu względnie donoszeniu części do montażu..."

    Kompletny kretynizm?

    Dokładnie takim samym kretynizmem jest wydawanie ustaw po to, by zwiększyć liczbę miejsc pracy!!!

    Celem gospodarki jest zmniejszanie - a nie zwiększanie ilości pracy potrzebnej na wykonanie czegokolwiek. Natomiast, ponieważ potrzeby ludzkie są nieograniczone, nalezy radykalnie obniżyć podatki - i od razu okaże się, że ludzie chcą mieć np. telewizję stereo, zapachową, lub nawet dotykową - a przy produkcji odbiorników zaraz znajdzie zatrudnienie trochę ludzi...

    Nie dlatego, że Władzuchna chce stworzyć miejsca pracy - tylko tak, przy okazji... Niewidzialna Ręka Rynku pomajdruje, pomajdruje...

    I tak w każej dziedzinie.

    Pamiętajmy: POTRZEBY LUDZKIE SĄ NIEOGRANICZONE!

     

  • 04-08-2009 23:54:00

    Jak nie rozumieć najprostszych konsekwencyj?

    Dyskusja z WCzc.Bartoszem Arłukowiczem (SLD, Szczecin) w TVP INFO była dość szokująca. Przyznaję, że celowo od pierwszych zdań starałem się sprowokować mego Protagonistę – co chyba mi się udało...

    Tu:

    http://www.youtube.com/watch?v=eIPTtxHh7Lc

    mogą Państwo znaleźć część (bez pierwszych sześciu minut – i chyba bez ostatniego zdania p.Arłukowicza) tej dyskusji. Pan Poseł plótł koszałki-opalki, nie wiem po co przy dyskusji o demografii i władzy ojca nad rodziną zaczął mówić o szkołach integracyjnych – i dlaczego uznał się za znawcę sytuacji w tych szkołach dlatego, że jest lekarzem-onkologiem?? Kompletnie bez sensu i związku. Domagał się też, by jego syn mógł chodzić do szkoły z Kurdami, Irakijczykami, dziećmi niepełnosprawnymi („...i homoseksualistami..” - zasugerowałem) – jak gdybym chciał mu tego prawa odmówić.

    Pan Prezenter prowadził tę gorąca debatą z taktem, może nawet nadmiernym – ale zdumiał mnie w pewnym momencie pytając: „To Pan uważa, że to dzieci powinny utrzymywać rodziców na starość???” - z wyraźna sugestia, ze uważa to za system nienormalny – bo to rodzice powinni sobie sami na starość odłożyć pieniądze. Problem w tym, że właśnie żyjemy w systemie, w którym dzieci utrzymują rodziców – tyle, że nie indywidualnie i normalnie, tj. poczuwające się do tego dzieci utrzymują swoich rodziców, lecz komunistycznie i przymusowo: wszystkie otrzymują wszystkich rodziców!

    Nic dziwnego, że chcą się od tego obowiązku wymigać. Co gorsze zaś: ludzie stracili poczucie, że to ich dzieci ich utrzymują – i właśnie dlatego spada liczba dzieci: każdy myśli, ze otrzymywać go będą dzieci innych ludzi: po co więc trudzić się wychowywaniem własnych?

    Natomiast w praktyce wyglądało to tak, ze w rodzinach zamożnych rodzice mieli pieniądze odłożone (i liczba dzieci w tych rodzinach jest na ogół mała!!) natomiast biedni, których nie stać na odłożenie kapitału na starość, mieli dzieci (na ogół dużo). I następowała – jak to ujął śp.Wilfryd Pareto, „rotacja elit”. Następował awans społeczny zdolnych dzieci biedaków.

    P.Arłukowicz z jednej strony uznał zasadę, ze lepiej, by rodziło się więcej dzieci – a z drugiej nazwał moje poglądy „średniowiecznymi” (nie całkiem słusznie – ale w Wiekach Średnich, mimo ogromnej śmiertelności niemowląt i dzieci, przyrost był większy, niż dzisiaj!) - przeciwstawiając im poglądy „nowoczesne i europejskie”; niestety: nowocześni ludzie są – zdaniem p. dra Arłukowicza – zamożni, chcą poznawać świat, kształcić się itd. - i dlatego, musi rodzić się dzieci coraz mniej.

    Niestety: nie chciał zrozumieć, że z tego wynika, że na to, by rodziło się więcej dzieci, trzeba zmienić poglądy z „nowoczesnych” na „średniowieczne” (XIX-wieczne by wystarczyły...). Uznawał przy tym, ze moje poglądy są „skandaliczne” i powinny być „karalne” (!!). Nie pozostałem dłużny, nazywając Go bodaj zbrodniarzem...

    Ze wstydem wyznaję, że mieliśmy jednak z p.Posłem identyczne poglądy na „becikowe”, „bykowe” i inne metody wspomagania produkcji dzieci...

    =====

    PS. Niestety - opóźnienie wyniosło zamiast jednej - ponad 4h. Przepraszam.

     

  • 03-08-2009 23:40:00

    Co to jest łapówka?

    "WPROST" podało, iż koncern SAAB sprzedał Arabii Saudyjskiej myśliwce "Gripen" za kwotę $74 mld – przy czym zapłacił łapówkę członkom Rodziny Królewskiej, a jednemu z książąt podarował nawet samolot.

    Przy ogólnym poziomie korupcji na świecie byłoby to mało interesujące. Już chyba 30 lat temu łapówkę przyjął był holenderski Książę-Małżonek, o podejrzane interesy oskarżony był p.Marek Thatcher, syn lady Małgorzaty itd. Interesujące jest to, ze zdarzyło się w monarchii absolutnej, gdzie szkatuła Króla nie jest oddzielona od państwowej. „Korupcja” w takim układzie jest – wydawałoby się - nonsensem.

    Są tu dwie możliwości. Pierwsza – mało prawdopodobna: niektórzy członkowie Rodziny Królewskiej chcieli oszwabić swoich krewnych. A druga – bardzo, ale to bardzo prawdopodobna.

    W krajach Zachodu od prawie 20 lat przyjęło się, że robiąc interesy na Wschodzie – np. w Polsce lub Bangladeszu – bakczysz wręczyć po prostu trzeba. Nie wiem jak w Królestwie Trzech Koron – ale w Republice Federalnej Niemiec urzędy skarbowe oficjalnie przyjmują to do wiadomości – i odpowiednio księgują jako „koszty uzyskania kontraktu”.

    Nie znam tajników systemu podatkowego w Szwecji, ale najprawdopodobniej koncernowi SAAB ze względów podatkowych wygodniej było jakieś $7 mld zaksięgować jako „łapówka”. Np. sprzedając za 74 mld (w rzeczywistości za 67 mld – bo łapówka...) dostał subwencję eksportową od 74, a nie 67 miliardów...

    I to by wyjaśniało to zdumiewające zjawisko.

    Ciekawe, jak SAAB będzie się tłumaczył z tego, że łapówki nie dał...

     

     

  • 02-08-2009 23:50:00

    Gospodarka - i służby specjalne

    Wszystkim, którzy zarzucają mi, że za dużo piszę o "bezpiece" zamiast  zająć się gospodarką, przypominam, że bez przyjęcia do wiadomości, że wszystkie poważniejsze operacje gospodarcze w Polsce są pod kontrolą służb specjalnych - nie można zrozumieć, o co chodzi w gospodarce.

    Przy niedzieli nie będę się o tym rozpisywał...

    Mającym mocne nerwy {hesT} poleca (i słusznie, dziękuję!) taki niby wywiad „Kazik i Michnik w Roxy FM

    http://www.hm7.pl/filmy/gazetapl/

    Hucpa, z jaką Adam Michnik wyjaśnia, jak wszedł z trzema kolesiami do archiwum bezpieki, doprawdy bije rekordy (odcinek o długości 4' 20”). W odcinku o długości 12' 8” można też usłyszeć, jak Adam M. dziwi się, że ktoś mógł głosować na Kaczyńskiego, Giertycha, Leppera „a nawet Korwin-Mikkego” - wypominając p.Kazimierzowi Staszewskiemu to ostatnie... "Kazik" istotnie parę lat temu publicznie oświadczał, że głosuje na UPR. Media tego, oczywiście, nie podawały - ale Adam ma pamięć godną starego ubeka - i takich rzeczy nie zapomina...

    I chyba nie wybacza - choć p.Staszewski siedział z miną proszącego o wybaczenie...

  • 01-08-2009 23:57:00

    Ciągnie się tragikomedia p/t: „Milczanowski-Oleksy”

    Co młodsi już nie pamiętają, o co chodzi – więc streszczam. W grudniu 1995 p.Andrzej Milczanowski, ówczesny minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, z trybuny sejmowej powiedział, że ówczesny premier, p.Józef Oleksy, był sowieckim szpiegiem.

    Wydawałoby się, że są tylko dwie możliwości: albo p.Milczanowski ma dowody na Swoją tezę – i p.Oleksy powinien powędrować na długie lata do kicia -albo p.Milczanowski dowodów nie ma – i do kryminału powinien pójść On, za pomówienie jednego z najwyższych dostojników państwowych. Jednak – jak skomentowałem to tego samego dnia w „PolSat”cie: w Polsce jest tak, że ani jeden, ani drugi, w kryminale nie wyląduje.

    I miałem, jak zwykle, rację.. Właśnie Sąd Okręgowy w W-wie (na utajnionym posiedzeniu) umorzył jeden z zarzutów wobec p.Milczanowskiego z powodu "znikomej szkodliwości społecznej" (!!!) - a uniewinnił Go z pozostałych zarzutów. Wyrok jest, oczywiście, nieprawomocny – i zanosi się, że prawnicy będą na tej sprawie zarabiać kolejne 14 lat.

    Najzabawniejsze jest w tym sformułowanie: że p.AM „ujawnił tajemnicę, iż premier Józef Oleksy miał być źródłem informacji dla wywiadu ZSRS, a później Rosji”.

    Jak to: „ujawnił tajemnicę”?!? „Ujawnić” można tylko coś, co jest prawdą – nie można np. „ujawnić”, że królowa Bona nadal żyje.

    Jeśli więc p.AM coś „ujawnił” - to p.Oleksy powinien gnić in fundo. Powstaje pytanie: czy p.AM można za ujawnienie tej tajemnicy postawić przed sądem?

    Można!

    Jeśli np. wywiad III RP już to wykrył, i obecnie szantażuje p.Oleksego każąc Mu (pod groźbą więzienia) podsyłać Moskwie fałszywe informacje – to ujawnienie, że p.Oleksy pracował dla Moskwy, było naruszeniem interesów III RP!!

    O czym mało kto myśli...

    .