Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63827 komentujących
80769 czytających
Konkurs
Kursy dla wolnościowców – ostatnie dni rekrutacji!
Polsko-Amerykańska Akademia Liderów to inicjatywa bardzo dobrze znana w polskim środowisku wolnościowym.  Swoją popularność zawdzięcza doświadczonej, zawsze wolnościowo nastawione...
Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-07-2009 23:50:00

    Bohaterska ofiara lemingów...

    10 czerwca 1944 roku żołnierze regimentu „Der Führer” 2. Dywizji Pancernej Waffen-SS z nieznanych do dziś powodów zniszczyli kompletnie miasteczko Oradour-sur-Glane w Limousin – zabijając 642 mieszkańców niezależnie od płci i wieku. Do dziś mówi się o tym we Francji ze zgrozą.

    Wyobraźmy sobie teraz, że tego samego dnia żołnierze tej samej armii wymordowaliby w całości ludność Kielc, Radomia i Ostrowca Ś-tokrzyskiego na dodatek – zusammen do kupy 250.000 ludzi. To dopiero byłoby o czym pisać.

    Otóż tyle właśnie mieszkańców Warszawy (w tym moja Matka) zginęło podczas tzw. powstania warszawskiego. I zamiast zgrozy - media pokazują to jako budujące wydarzenie „które przybliżyło zwycięstwo, umocniło hart ducha”, a WCzc. Jarosław Kaczyński chce ten dzień upamiętnić jako Święto Narodowe.

    Mój protest przeciwko temu jest dwojaki: po pierwsze domagam się, by świętować rocznice zwycięstw, a nie klęsk. Kto bokserowi stale przypomina o przegranych walkach, ten szykuje następną porażkę...

    A po drugie: bohaterska walka powstańców to jedno – a zbrodnicza głupota tych, co podjęli decyzję o powstaniu, to sprawa druga. Czcząc nie „bohaterów powstania” lecz samo „powstanie” stawiamy na piedestał GŁUPOTĘ.

    Piszę o tym niemal co roku od wielu lat – i nie chce mi się już powtarzać argumentów (proszę zajrzeć do archiwum bloga na ONET.pl, do archiwum „Najwyższego CZAS!”u...

    Ciekawi mnie jedno: co kilka lat lemingi ruszają na północ – i w sporej części rzucają się ze skał do fiordów norweskich – masowo ginąc. Czy przypadkiem po każdej takiej wyprawie lemingi nie ogłaszają tych, co z'organizowali poprzednią, „bohaterami narodowymi” - i rocznicy tej wyprawy nie czynią Świętem Leminga?

    Jak pisał śp. Aleksander hr. Fredo:

    „Nie pomoże i męstwo, gdy przezorność mała;

    Samobójcze skłonności Polska ma – i miała”.

    I ma je – jak widać - nadal.

     

  • 30-07-2009 23:03:00

    Vae victis!

    Wśród komentarzy (weszło wczoraj na portal prawie 4000 osób) pojawił się tylko jeden, który broni stanowiska „piłsudczykowskiego”. {pangrabka} napisał:

    Jeżeli do mojego domu wpadną bandyci, zgwałcą mi żonę, pobiją dzieci i zaczną rabować, mogę chwycić za siekierę i bronić swojej rodziny, nawet nie mając szans, albo płakać w kącie, czekając aż policja odwali za mnie całą robotę. Po wielu latach, kiedy ból po poległych wygasł, a Warszawę odbudowano, w ogólnym rozliczeniu to Polacy są zwycięzcami, bo swoim męstwem wprawili w podziw cały świat. W tym wypadku - gloria victis. A powstania nie dało się uniknąć. Nie AK, to Sowieci by je wzniecili. Nastroju młodych żołnierzy nikt by nie ostudził.

    To do wszystkich, którzy woleliby jednak czekać na policję.”

    {pangrabka} całkowicie, ale to całkowicie, nie ma racji.

    Porównanie jest niewłaściwe. Gdyby zrobić nie „powstanie”, a „pospolite ruszenie” 15-IX-1939 – to by to trzymało. Tu natomiast bandyci zgwałcili, pobili, rabowali już 5 lat – a tu {pangrabka} nagle się budzi? Kiedy policja – co prawda: niesympatyczna – już u bram?!?

    Większość „całego świata” - o ile w ogóle cokolwiek wie o tym powstaniu (już prędzej wie o powstaniu w ghetcie – już Żydzi się o to starają) – uważa Polaków za niebezpiecznych durniów. Właśnie za kolejne absurdalne powstania.

    Co do wzniecenia: najprawdopodobniej istotnie Sowieci dopomogli do podjęcia decyzji o powstaniu. I co? Uważa Pan, że to jest dobrze, że coś korzystnego dla Sowietów uważane jest za „nieuniknione”.

    Wreszcie myli się Pan. Powstanie raz odwołano – i młodzi ludzie posłuchali. Nie wybuchło. Można go więc było po prostu nie ogłaszać.

    Ćwierć miliona trupów, zniszczone całe miasto – i ja to mam jeszcze świętować???!!!???

    Uprzejmie Państwa proszę o rozpropagowanie mojego stanowiska na innych forach i portalach – nie zapominając o porównaniu z wybuchem Krakatau!!!

     

  • 29-07-2009 23:46:00

    Osądzić tych, co wywołali powstanie warszawskie!

     WCzc.Jarosław Kaczyński brnie dalej – domagając się uznania daty wybuchu powstania za święto narodowe. Równie dobrze można by chcieć uznać za święto narodowe Indonezji datę wybuchu wulkanu Krakatau. Z tą różnicą, że za wybuch wulkanu Indonezyjczycy nie byli odpowiedzialni.

    Prawdą jest, że powstańcy walczyli bohatersko – i powstańcom należy się chwała. Jednak co to ma wspólnego z czczeniem rocznicy wybuchu powstania? Jawajczycy też bohatersko walczyli z zalewającą ich lawą...

    Przywódcy, którzy zdecydowali o wybuchu powstania – dwóch było najprawdopodobniej sowieckimi agentami – powinni trafić pod sąd wojenny. Tylko PRL-owcy tego zrobić nie mogli – a uczciwi Polacy nie chcieli tego robić – bo jakże popierać komunistów? Jest oczywiste, że komuniści potępiali to powstanie nie dlatego, że było głupotą – lecz dlatego, że było skierowane przeciwko nim; więc jak stawać z nimi w jednym szeregu.

    W normalnym kraju pod sądem stanęli  dowócy którzy poprowadzili do szarży Lekką Brygadę... Przywódcom powstania się upiekło.

    Ale żeby ich jeszcze gloryfikować???!!?

    =====

    PS. Przepraszam za brak wczorajszego wpisu; zrobiłem sobie wakacje...

     

  • 27-07-2009 17:48:00

    Sytuacja ze stoczniami rozwija się dynamicznie. Głos zabrał sam pan Premier!

    Cytuje najpierw za PAPą:

    Premier Donald Tusk uważa, że katarski inwestor nie wycofa się z zakupu stoczni w Gdyni i Szczecinie. Jego zdaniem, nawet gdyby do tego doszło, to można ponownie ogłosić sprzedaż obu polskich stoczni.

    "Niezależnie od tego, co się stanie z zainteresowaniem tego funduszu, to nie można mówić o klęsce. Została rozstrzygnięta procedura sprzedaży - jest wadium. Jeśliby się okazało, że ten inwestor stracił zainteresowanie z różnych powodów, to będziemy podejmowali na nowo próbę sprzedaży tego majątku. Sytuacja nie jest jakaś nadzwyczajna. A oprócz tego jestem na tyle spokojny, że wszystkie zapewnienia płynące ze strony naszych partnerów katarskich brzmią dość uspokajająco - to nie jest tak, że stracili zainteresowanie" - powiedział w poniedziałek Tusk podczas briefingu na gdańskim lotnisku w Rębiechowie.

    Tusk podkreślił, że polska strona nie jest też bezradna wobec inwestora. "Umówiliśmy się na wieloletnią strategiczną współpracę, na bardzo duże inwestycje w Polsce. To jest taka chwila próby dla obu stron - także ja jestem dość spokojny jeśli chodzi o finał tej sprawy" - wyjaśnił.

    Premier dodał, że współpraca z Katarem ma nie tylko dotyczyć zakupu gazu z tego kraju, ale także dużych inwestycji w inne gałęzie polskiego przemysłu.

    "W Szczecinie i Gdyni nie mieliśmy do czynienia z regularną prywatyzacją. Stocznie przez długie lata upadały, a mój rząd miał odwagę sprawę rozstrzygnąć ostatecznie, żeby już przede wszystkim podatnicy więcej nie dopłacali do dość skandalicznych czasami kontraktów, jakie w obu stoczniach zawierano" - zaznaczył szef rządu.

    Minister skarbu Aleksander Grad poinformował w ubiegłą środę, że główny inwestor stoczni Gdynia i Szczecin - Stichting Particulier Fonds Greenrights - przekaże pieniądze za ich majątek do 17 sierpnia. Zgodnie z planem, termin był wyznaczony na 21 lipca. Wątpliwości inwestora wzbudził list od Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in., że stocznia w Szczecinie mogła być "pralnią brudnych pieniędzy".

    Resort skarbu przesłał w czwartek pismo do Prokuratury Rejonowej Śródmieście w Szczecinie oraz do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by zbadały powody wysłania przez Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni listu do głównego inwestora stoczni Gdynia i Szczecin. Grad ocenił list jako "jawny sabotaż".

    Spółka Polskie Stocznie, powołana do zarządzania majątkiem zakładów w Gdyni i Szczecinie, poinformowała w czwartek, że główny inwestor stoczni Stichting Particulier Fonds Greenrights oraz katarski fundusz QInvest otrzymały list od Stowarzyszenia. "Informacje podane w liście podlegają aktualnie analizie inwestora, który otrzymał także wyjaśnienie od strony polskiej. List ten wpłynął na potrzebę wydłużenia terminu płatności za aktywa stoczniowe" - napisały w komunikacie Polskie Stocznie.

    W maju Stichting Particulier Fonds Greenrights zakupił kluczowe aktywa stoczni Gdynia i Szczecin, a 17 czerwca otrzymał gwarancje banku Qatar Islamic Bank. Inwestor ma zapłacić za majątek stoczni Gdynia i Szczecin odpowiednio - ponad 287 mln zł oraz ponad 94 mln zł. Stichting Particulier Fonds Greenrights jest jedynym udziałowcem spółki Polskie Stocznie. Natomiast QInvest jest inwestorem w tej spółce".

    Teraz kilka słów komentarza:

    Proszę przeczytać dwa pierwsze zdania. Skąd akurat JE Donald Tusk ma wiedzieć, czy QInvest się wycofa – czy nie wycofa. I po co wygłasza takie zdania? Bo drugie jest banalne: wiadomo, ze jak klient nie kupi, to można sprzedać innemu klientowi. Czy płacimy p.Premierowi za wygłaszanie banałów?!?

    Zdanie: "W Szczecinie i Gdyni nie mieliśmy do czynienia z regularną prywatyzacją. Stocznie przez długie lata upadały, a mój rząd miał odwagę sprawę rozstrzygnąć ostatecznie, żeby już przede wszystkim podatnicy więcej nie dopłacali do dość skandalicznych czasami kontraktów, jakie w obu stoczniach zawierano" - to święta prawda. Szkada tylko, że gdy przez lata tłumaczyłem, ze to żadna prywatyzacja, to uważano mnie za wariata - i raz podawano to jako przyklad "udanej prywatyzacji' - a razx jako przyklad, ze "prywatyzacja to nic dobrego". Teraz problem w tym, czy „Rząd” rzeczywiście te stocznie sprzedał? I komu? Nikt jakoś nie wspomina, ze udziałowcami w tym interesie jest paru Żydów będących podobno byłymi pracownikami armii i wywiadu Państwa Izrael.

    Wreszcie: do tej pory mówiono, że list „ Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni” zaszkodził, bo sygnatariusze twierdzili, że majątek Stoczni został przejęty niezgodnie z prawem; teraz okazuje się, że zaszkodziła informacja, że Stocznia mogła być „pralnia brudnych pieniędzy”.To wszystko, oczywiście, jest totalna bzdurą.

    JE Aleksander Grad uznał ten list za „jawny sabotaż”. Zaraz: jeśli informacje są prawdziwe – to trudno mówić o sabotażu. A jeśli fałszywe – wystarczy sprostować.

    Na zakończenie przypominam, że bodaj 15 lat temu polskim hutom miano przedłożyć okres ochronny o rok. Zaprotestowała Bruksela. Przyjechał jednak do Polski jakiś towarzysz komisarz, pogadał z kierownictwem hut, zainkasował zapewne gigantyczna łapówkę.. i hutom przedłużono okres ochronny!

    Wtedy ja napisałem do kogo trzeba w Brukseli z solennym protestem – i, proszę sobie wyobrazić, po miesiącu KE cofnęła decyzje tow.Komisarza.

    Pisałem o tym parokrotnie – i jakoś nikt nie oskarżył mnie o sabotaż...

    Co prawda – to trochę inna sprawa...

    =====

    PS. jakaś awaraia komputera była chyba w nocy - nie zapisał się wczorajszy wpis. Zaraz...

     

     

  • 26-07-2009 23:45:00

    Czy p.Aleksander Gudzowaty ma rację?

    {hesT} napisał:

    Panie Januszu - jest większa afera, o której media milczą (PGNiG też się tam przewija). Proszę poczytać blog pana Gudzowatego na onet.pl. To jest dopiero cyrk!!

    Przeczytałem:

    http://gudzowaty.blog.onet.pl/

    :: - i nie zgadzam się z {hesT}. Być może już tak otępiałem, że byle afera nie robi na mnie wrażenia...

    ostatnie wpisy p.AG pomijam. Zajmijmy się tym o kupcach z KDT. P.AG zaczyna to chyba fikcyjnym cytatem (ja o nim w każdym razie nie słyszałem – a brzmi nonsensownie) z Tukidydesa (przezornie nazwanego Tukitydesem): „Jeśli jesteś słaby – wydaj wojnę; jeśli jesteś silny – negocjuj”. Potępia w nim p.Hannę Gronkiewicz-Waltzowa za to, że z kupcami nie negocjowała.

    A co miała negocjować – i jak długo? Jeszcze 15 lat?

    P.AG pisze: „zastępowanie rządzenia siłą nie przystoi i jest podłe. Tak uważam”.

    Nie dodaje tylko, co ma zrobić ten, co ma rację, prawo i siłę – gdy przeciwnik nie chce ustąpić...

    Gorszy jest jednak inny wpis:

    http://gudzowaty.blog.onet.pl/Premier-Donald-Tusk-a-biznes,2,ID385815742,n

    p.AG pyta: „Dlaczego Premier Donald Tusk nie chce i unika kontaktów z polskim biznesem (…) (…) Cały świat jest stworzony tak, że politycy utrzymują doskonały kontakt z biznesem i elitami swojego kraju. Mało tego, ten kontakt cechuje wzajemny szacunek i życzliwość. Proszę zauważyć model amerykański: dostrzegalny jest tam szacunek dla biznesu, jako głównego filaru podtrzymującego krajową gospodarkę na wysokim poziomie. Nadto prawie w każdym kraju tak jest – no, może z wyjątkiem Korei Północnej”.

    Nie zgadzam się z p.AG całkowicie!!

    Business to rzeczywiście jeden z trzech filarów podtrzymujących gospodarkę: konsument – kapitalista - pracownik. Oczywiście będąc u władzy natychmiast zniósłbym wszelkie możliwe ograniczenia dla businessu. Ale dlaczego – u Boga Ojca – miałbym się z przedstawicielami businessu spotykać??!!??

    Nic dla nich już załatwić bym nie mógł, bo wszystkie możliwe ograniczenia zniosłem, niczego indywidualnie nikomu nie załatwię...

    I o to chodzi!! Dzisiejszy świat jest istotnie stworzony tak, że politycy utrzymują doskonały kontakt z businessem – czytaj: biorą odeń łapówki za załatwienie tego i owego. Mieszkają w domach businessmenów, latają ich samolotami – no, i potem są „życzliwi”.

    Businessman nie powinien się spotykać nawet z innymi businessmenami. Owszem: z kontrahentami – tak. Ale np. z konkurentami? O czym miałby z nimi mówić? Prawdy powiedzieć nie może – a kłamać nie powinien!

    Rząd ma kierować się (a) literą Prawa (b) poleceniami Władzy Ustawodawczej (c) rozsądkiem, (d) poczuciem sprawiedliwości. Spotykanie się z businessmenemi (a także: robotnikami, inżynierami, paniami domu, bankierami itd.) jest całkowicie zbędne. Najczęściej: szkodliwe. Zawsze: strata czasu.

    Na zakończenie: w Korei Płn. politycy jak najbardziej spotykają się z businessmenami: po prostu sami są businessmenami. To oni rządzą gospodarką. Wysłuchują więc samych siebie z największą życzliwością, niewątpliwie...

      ...i jakie są skutki?

     

     

  • 25-07-2009 23:54:00

    .. i komentarz

    Komentarz jest taki: nadal nie wiemy, NA CZYM polega przekręt związany z rzekomą sprzedażą stoczni w Gdyni i w Szczecinie. Pierwsze dno najprawdopodobniej jest takie: jakoś uspokoić Panią Komisarkę z Brukseli, że stocznie zostaną sprywatyzowane – a gdy w Brukseli już się uspokoi, spokojnie kontynuować kontredans.

    Właśnie dziś rozmawiałem z człowiekiem, który opowiedział taką historyjkę: „Mój klient opowiedział mi, jak zarobił na płocie. Jedna z – powiedzmy – stoczni ogłosiła przetarg na płot. Bardzo solidny płot, z wieloma zabezpieczeniami. Zrobiłem kosztorys na 6 mln zł (liczby zmienione, proporcje zachowane). Po czym zadzwoniłem do umówionego dyrektora, ile mam podać w kosztorysie – bo chcę wiedzieć, jaki mam mieć zysk. Powiedział: „Zaraz Ci sprawdzę, jaka jest najniższa oferta...”. Najniższa oferta opiewała na 42 mln. Wpisałem 39 mln. Oczywiście: musiałem się podzielić z całym kierownictwem, nawet z sekretarką...”.

    Dlatego tak ważne jest, by firmy były państwowe – i dotowane przez reżym.

    A do „walki z prywatyzacją” używa się naiwnych stoczniowców...

    Ale jest drugie poważniejsze dno: zakup skroplonego gazu po cenie podobno wyraźnie wyższej, niż rynkowa. Kontrakt wieloletni – mający zapewne służyć finansowaniu wywiadu III RP – lub po prostu będący bezczelną kradzieżą. Zawierający kontrakt mają nadzieję, że cała uwaga „opinii publicznej” skupi się na sprawie stoczni – a ten „drobiazg” ujdzie uwagi.

    No, a trzecie dno – jeśli się uda, to na zakupie gruntu pod obecnymi stoczniami zarobi trochę wywiad Państwa Izrael. Dzieląc się z wywiadem III RP, zapewne.

    Uwaga ogólna: w d***kracji nie ma siły, by takie afery skontrolować. Opinia publiczna zajmuje się dwiema-trzema aferami w tygodniu – ale ONI montują ich dziesiątki; większość MUSI przejść niezauważona.

    P.Leszek Balcerowicz powiedział: „Własność państwowa = Włoszczowa”. Przypominam, że już za „komuny” doskonale wiedzieliśmy, że „państwowe” = „niczyje”.

     

  • 24-07-2009 23:56:00

    Zestawienie kilku tekstów w/s stoczni w Gdyni i Szczecinie

    (podkreslenia moje – JKM)

    http://wiadomosci.polska.pl/gospodarka/article,Stocznia,id,377648.htm

    Stocznia Szczecińska sprzedana

    2009-05-16, 20:22

    Jest inwestor dla Stoczni Szczecińskiej Nowa. Za 161 mln złotych siedem kluczowych dla produkcji stoczniowej części majątku kupił ten sam inwestor, który wczoraj nabył Stocznię Gdynia. Jest to United International Trust - poinformował podczas konferencji prasowej w Szczecinie prezes Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciech Dąbrowski.

    Prezes Agencji Rozwoju Przemysłu powiedział, że spośród wystawionych 11 składników nabywców wylicytowano w odniesieniu do dziesięciu składników majątkowych. Dodał, że kluczowe składniki służące do produkcji stoczniowej zostały wylicytowane. Przypomniał, że przetargi te wygrał ten sam inwestor, który złożył ofertę na nabycie składników majątku stoczni gdyńskiej. Zapewnił, że produkcja stoczniowa będzie kontynuowana.

    Wojciech Dąbrowski powiedział, że teraz będzie etap popisania umów, wydania majątków i jak najszybszego wprowadzenia na teren inwestora, aby statki mogły być dalej produkowane.

    United International Trust reprezentuje - według nieoficjalnych informacji - kapitał z Zatoki Perskiej. Dzisiejszy przetarg zakończył się o 16-tej. Do sprzedaży wystawiono 11 pakietów nieruchomości, o łącznej cenie wywoławczej 100 mln zł. 3 pakiety nieruchomości kupili inni inwestorzy, jedna spółka, z siedzibą poza Szczecinem nie znalazła nabywcy, zostanie sprzedana osobno.

     http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/nitras;stocznie;szczecinska;kupili;arabowie,240,0,452336.html

    Nitras: Stocznię Szczecińską kupili Arabowie

    Stocznię Szczecińską kupiła firma z kapitałem arabskim - powiedział na antenie Polskiego Radia Szczecin poseł Platformy Obywatelskiej Sławomir Nitras.

    Kandydat PO do Parlamentu Europejskiego przypomniał, że firma United International Trust NV, która wygrała przetargi na majątek stoczni w Gdyni i w Szczecinie, zadeklarowała chęć dalszej budowy statków w obu zakładach.

    Sławomir Nitras przyznał jednak, że na temat planów inwestora niewiele wiadomo.

    Według portalu Niezależna.pl za firmą United International Trust stoją osoby związane z izraelskim wywiadem. Inwestor należy bowiem do grupy Sapiens, w której zarządzie zasiadają byli pracownicy armii i wywiadu Izraelskiego.

    Sławomir Nitras uznał też za bezpodstawne zarzuty, że majątek stoczni został sprzedany za bezcen. Zdaniem posła nie znalazł się nikt, kto chciałby za Stocznię Szczecińską Nową zapłacić więcej niż wylicytowane 161 milionów złotych.

     

    Za Serwisem „Głosu Szczecińskiego

    http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=248947&page=45

    Maciej Wewiór z Ministerstwa Skarbu: Nabywca stoczni to bardzo poważny inwestor

    Wciąż nie wiemy kogo reprezentuje United International Trust z siedzibą na Holenderskich Antylach. Najprawdopodobniej jest to Qatar Investment Authority. Dlaczego ten podmiot?

    Qatar Investment Authority jest jednym z największych państwowych funduszy inwestycyjnych na świecie. W ostatnim czasie zainteresowany jest głownie transportem skroplonego gazu.

    Szef resortu skarbu w poniedziałek był w Katarze, i wśród osób, z którymi się spotkał był m.in. przedstawiciel tej firmy. Co więcej, była ona w gronie zainteresowanych polskimi stoczniami.

    Maciej Wewiór z Ministerstwa Skarbu unikał odpowiedzi.

    - Gospodarzem procesu prywatyzacji Stoczni Gdynia i Stoczni Szczecińskiej jest zarządca kompensacyjny - powiedział. - To do niego były składane dokumenty i to z nim będzie podpisywana umowa. Według naszych informacji jest to bardzo poważny inwestor. O jego woli kontynuowania produkcji stoczniowej może świadczyć chociażby majątek jaki zakupił.

    Podobnie uważa nasz ekspert, prof. US Dariusz Zarzecki. - Nikt nie wykłada tak znaczących pieniędzy bez chęci zarabiania - powiedział "Głosowi". - Myślę, że będzie budował statki.

    O inwestorze nie wie nic nawet wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak. Wczoraj w Rzeszowie wicepremier powiedział tylko, iż ufa, że inwestor jest wiarygodny i sprawdzony i dotrzyma obietnic budowania statków w obu stoczniach.

    Do momentu sfinalizowania sprzedaży majątku będziemy się tylko domyślać, kto kryje się za UIT, która kupiła obie stocznie. Umowy mają być podpisane w ciągu najbliższych dwóch tygodni.

    http://www.tvp.info/wiadomosci/biznes/to-nie-list-powstrzymal-katar

    (Za Informacyjną Agencją Radipową)

    To nie list powstrzymał Katar

    24.07.2009

    To nie kontrowersyjny list do inwestora z Kataru powstrzymał wykup majątku stoczni – pisze „Dziennik”. Stał się tylko wygodnym pretekstem, pod którym kryje się inny powód opóźnień – obawa przed tym, że w Szczecinie i Gdyni nikt nie będzie chciał zamawiać statków.

    Katarski inwestor miał dostać list od Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in. że zakład w Szczecinie mógł być „pralnią brudnych pieniędzy".

    Gazeta dowiedziała się z kręgów zbliżonych do kierownictwa ministerstwa skarbu, że Katarczycy boją się braku zamówień. Według nieoficjalnych informacji, w prośbie inwestora o odroczeniu terminu płatności do 17 sierpnia nie znalazła się wzmianka o liście, odradzającym mu transakcję.

    Ministerstwo skarbu zapewnia jednak, że te argumenty padały w rozmowach.

    Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni napisało w liście, że majątek tamtejszego zakładu został przejęty niezgodnie z prawem.

    Według informatora gazety inicjatywa szczecińskiego stowarzyszenia jest tylko pretekstem, wygodną wymówką dla katarskiego QInvest. „Dziennik” zauważa, że obecnie stocznie na całym świecie cierpią na brak zamówień.

    Mój komentarz jutro...

  • 23-07-2009 23:56:00

    Kilka uwag do PT Komentatorów:

    Najpierw sprawa spółek akcyjnych. My, konserwatywni liberałowie, uważamy, że wolność musi iść w parze z odpowiedzialnością. Spółka akcyjna lub z o.o. to istotnie  wolność - ale i brak odpowiedzialności!

    Uzasadnienie techniczne, dlaczego spółki akcyjne szkodzą rynkowi, podawałem juz wielokrotnie.

    {notaris} zwraca uwage, że jak zwykle miałem racje w sprawie stoczni. To akurat było proste. Służby Specjalne mają doskonałe dojścia do kilku szejków w Jemenie i Katarze – i robią razem świetne interesy. A JE Aleksander Grad świeci oczami...

    Przy okazji: nie "piekłoszczak" tylko: "piekłoszczyk".

    {Bladawiec} poleca stronkę:

    http://wiadomosci.onet.pl/2013585,12,item.html

    na której można przeczytać, że w ongis wolnym kraju chcą wsadzić do kryminału matkę – za to, że dziecko jest za tłuste! Z czego wynika, że otyłość jest czyms złym i karalnym. A przecież niepełnosprawnych należy traktować podobno tak samo, jak pełnosprawnych; więc co komu przeszkadza nadwaga?

     

  • 22-07-2009 23:49:00

    Największa afera – czy wielkie nieporozumienie?

    W sezonie ogórkowym media trąbią o kolejnej „największej aferze”. Chodzi o to, że pewna firma (spora...) sporządziła raport o swojej kondycji – i opublikowała go po tygodniu. Niestety: przez ten tydzień informacje (niekorzystne) o bilansie spółki wyciekły i sporo osób zagrało na zniżkę ceny akcyj.

    Władze GPW podniosły krzyk, łupnęły stosowne kary – i skierowały sprawę do prokuratury w celu wykrycia bezpośrednich sprawców.

    Nie podoba mi się to.

    Jest to małpowanie panujących na giełdzie amerykańskiej obyczajów i przepisów – na mocy których zapuszkowano np. p.Martę Stewart (de domo Kostyra). Przepisy te są bezsensowne.

    Zacznę o przykładu. Nie wiem, jak w Polsce – ale w USA Sąd Najwyższy nieodmiennie stoi na stanowisku, że jeśli dziennikarze czy ktokolwiek zresztą pozna tajemnicę państwową – to ma prawo ją opublikować. Publikujący jest niewinny – winni są ci, którzy dopuścili do jej ujawnienia.

    Otóż Polskie Górnictwo Naftowe i Gaz (PGNIG – bo o nich tu chodzi) mogło bardzo łatwo obronić się przed przeciekiem. Po prostu opublikować ten raport o tydzień wcześniej. Jak tylko go otrzxymało.

    Proszę mi wytłumaczyć: dlaczego kierownictwo PGNIG zwlekało tydzień z publikacją raportu? Zapewne po to, by przez podstawione osoby zarobić sporo pieniędzy. To tu są winowajcy – a nie wśród tych, co zagrali na zniżkę.

    Firmy mają prawo mieć sekrety produkcyjne – i ich ujawnienie, np. przysłowiowego składu Coca-Coli (już dawno nieprawda – ale niech będzie jako przykład...) powinno być karalne. Natomiast spółki akcyjne (przypominam: jestem przeciwko istnieniu kategorii tych anonimowych monstrów!) powinny informacje finansowe ujawniać natychmiast – by wszyscy mieli równe szanse.

    Wtedy nie byłoby problemu z przeciekiem informacji.

    Przepisy amerykańskie wymagają od ludzi niewiarygodnego hartu ducha: by mając wiedzę o czymś nie wykorzystać tego. Jest to dobre w zakonie oo.trapistów – jest kryminogenne w stosunkach finansowych.

     

  • 21-07-2009 23:38:00

    Czy to wina €uro?

    Najpierw cytat:

    €uro spowalnia gospodarkę i tak naprawdę jest nieopłacalne nawet dla bogatych krajów starej Europy - mówi w wywiadzie dla "Dziennika" francuski ekonomista Krystian Saint-Étienne

    Według niego, to "pułapka" i "cukierek z trucizną" dający złudzenie stabilizacji, ale na dłuższą metę wywołujący stagnację. W sytuacji, gdy obecny kryzys gospodarczy będzie się pogłębiał, nietrudno sobie wyobrazić rozpad strefy €uro - twierdzi Saint-Étienne.

    Już dziś waluta ta jest zbyt mocna w stosunku do dolara, by mogły to wytrzymać takie państwa jak Włochy i Francja. €uro miało być narzędziem europejskiej potęgi, ale w istocie jest dziś zbędnym balastem - Europejczycy nie są w stanie kontrolować jego kursu.

    Faktyczna klęska €uro stanowi też polityczną klęskę zjednoczonej Europy, świadectwo tego, że nie jest ona w stanie wyjść poza poziom narodowych egoizmów. Sytuacja, w której mimo posiadania wspólnej waluty Niemcy grają gospodarczo przeciw Francji, Francja przeciw innym, krajom, a Europa Środkowo-Wschodnia wciąż domaga się specjalnego traktowania, oznacza, że za kilka lat Unia pozostanie już tylko pustą formą - przewiduje Saint-Étienne.

    A teraz komentarz...

    Otóż istotnie €uro nieco utrudnia gospodarowanie – ale powyższe wywody francuskiego ekonomisty (tak miłe uchu wroga euro-centralizacji...) są po prostu bełkotem, w dodatku: głeboko socjalistycznym. Co to np. znaczy, że „Europejczycy nie są w stanie kontrolować kursu €uro”? A kurs złota w XIX wieku umieli kontrolować?

    Przyczyną oczywistej stagnacji Europy nie jest €uro – lecz wszechogarniajacy socjalizm. Doktryna popierania słabych – od niepełnosprawnych dzieci po niepełnosprawne przedsiębiorstwa. Doktryna kontrolowania przez państwo każdej dziedziny produkcji i życia. Doktryna nakładania ogromnych podatków.

    To jest sedno rzeczy – a nie waluta, w której się rozliczamy.

    Ciekawe jednak, że akurat takie opinie są już w Polsce publikowane...

     

  • 20-07-2009 23:53:00

    Spiskowa teoria dziejów

    Reżymowe media usiłują nam wmówić, że istnieje jakiś przerażający spisek: co i raz jakiś tajemniczy Czynnik X, najprawdopodobniej przybyły z Aldebarana, powoduje, że giną a to strażnicy więzienni, a to podsądni, a to skazani...

    Modę na to zaprowadził Jeremiasz Baranowski (ksywka: „Baranina”) który powiesił się w pilnie strzeżonej celi więzienia w Wiedniu. Kamera TV oczywiście nie działała.

    Wyjaśnienie najprostsze, że to żaden spisek z Aldebarana, lecz robótka służb specjalnych, które dla paru milionów gotowe są mordować – jakoś się w TV ani w prasie nie pojawia.

    W sprawie śp.Krzysztofa Olewnika szło o tak małe sumy. Ciekawe: co ONI by zrobili, gdyby chodziło o parę miliardów?

     

  • 19-07-2009 23:53:00

    Bodźce ekonomiczne

    Wczoraj usłyszałem w radio (i przyjąłem z niejakim przerażeniem), że z powodu zmniejszającej się liczby pielgrzymów, Kościół (Rzymsko-katolicki) wprowadza specjalne premie: za udział w pielgrzymce: zniżka 30% na zakupy w sklepach sportowych (!)

    Towarzyszyły temu komentarze speców od PR, że to b. słuszne posunięcie, że Kościół to w ogóle od wieków w gruncie rzeczy znakomita agencja PRowska - itp.

    Otóż: jeśli chcemy sprzedawać lody, to bodźce ekonomiczne (najlepiej: najniższa cena...) są jak najbardziej na miejscu. Również: reklama. Jednak zdrowe ryby płyną pod prąd. Istnieje - niezbyt wielka - kategoria ludzi, którzy na taką reklamę reagują odwrotnie: "Skoro towar trzeba reklamować - to widocznie musi być kiepski".

    Dla handlarzy te 10% jest bez znaczenia. Jednak wszystkie poważne ruchy społeczne są generowane właśnie przez takich nonkonformistów. O ile pamiętam, pierwsi chrześcijanie nie byli motywowani żadnymi bodźcami ekonomicznymi; wręcz przeciwnie: bycie chrześcijaninem niezbyt się opłacało (jeśli pominąć nowożeńców z Kany Galilejskiej).

    Motywując ludzi ekonomicznie można osiągnąć sukces liczbowy - traci się jednak nonkonformistów właśnie. A to oznacza śmierć.

    Być może ktoś w Episkopacie uznał, że ważne, by teraz liczba pielgrzymów wzrosła - a to, że za 50 lat Kościół zaniknie - to nieważne; après nous le Déluge...

    A być może chodzi tylko o refundację 30% zniszczonych podczas pielgrzymek trampków. Jednak nawet to jest błędem. Ludzkie serca są tam, gdzie ich pieniądze. Jeśli ludzie w coś muszą włożyć pieniądze lub własny czas i wysiłek - to ich uczucie do tej sprawy się umacnia. Jeśli dostają za to pieniądze: stygną w uczuciach.

    Cóż: wiara w Boga jest wieczna...

  • 18-07-2009 23:43:00

    Watra - cd.

    Miałem przyjemność być na oficjalnym otwarciu łemkowskiej watry.  Krótkie obserwacje:

    - wisiały trzy flagi: na miejscu środkowym: słowacka ( zapewne z uwagi na to, że była krótsza i chciano zachować symetrię...), po prawej, honorowej: ukraińska, na najpośledniejszym miejscu: polska.

    - otwierający obrady przywitał najpierw reprezentanta Prezydenta Ukrainy, potem reprezentanta Prezydenta Polski, "Aleksandra Kaczyńskiego", potem przedstawiciela Prezydenta Słowacji.

    - Na zakończenie przemówienia zgłosił pretensję, że buduje się oto pomnik ku czci "Konfederatów Barskich" - ale akurat u stóp góry, na której Konfederaci powiesili kilkunastu Rusinów - za to, ze byli Rusinami. Co jest wysoce nietaktowne.

    Akurat tu się z nim zgadzałem, bo konfederatów barskich uważam za warchołów i zbrodniarzy, którzy swoim postępowaniem spowodowali, ze JCM Katarzyna II poczuła się wręcz w obowiązku wystąpić jako obrończyni praw innowierców w Polsce. Z ta drobną poprawką, że konfederaci powiesili zapewne owych Rusinów nie za to, ze byli Rusinami - lecz za to, ze byli prawosławnymi.

    Ale to taki drobny niuans.

    Wszystko to potwierdza moją wczorajszą obserwację: Łemkowie mają do Polaków zadawnione pretensje - a III RP nie robi nic konkretnego, by tym ranom pozwolić się zabliźnić.

     

    ...a "PROGRAM ZOSTAŁ ZREALIZOWANY DZIEKI POMOCY (polskiego) MSWiA" co widać po prawej u dołu estrady

  • 17-07-2009 23:57:00

    Los Łemków

    Dziś odwiedziłem zapaloną watrę Łemków. O czym za chwilę...

    ...bo walczyłem z mechanizmem portalu ONET.pl . Zdaje się, że ostatecznie wygrałem.

    Wracając do Łemków. To taki naród żyjący na Podkarpaciu - w tym i na Rusi Zakarpackiej. Razem z Hucułami, Bojkami i niektórymi innymi szczepami nazywani byli dawniej "Rusinami". Łemkowie mówią językiem bardziej zbliżonym do ukraińskiego, niż słowackiego lub polskiego (ciekawostka: nazwa "Łemkowie" utworzona jest analogicznie do nazwy np."Okcytanie”!!), są na ogół greko-katolikami lub prawosławnymi i uważają się za naród spokrewniony z Ukraińcami właśnie. Podczas wojny wielu Łemków uległo wielko-ukraińskiej propagandzie, niektórzy dawali schronienie bojówkarzom UPA, niektórzy nawet dobrowolnie wyjechali na sowiecką Ukrainę (czego potem na ogół ciężko żałowali).

    Komuniści objęli więc Łemków akcją "Wisła" - i wysiedlili na Ziemie Odzyskane. Dając godzinę na spakowanie rzeczy.

    Co ważne: większość Łemków otrzymała tam poniemieckie gospodarstwa większe (i o lepszej ziemi) niż własne. Część dostała gorsze. U wszystkich tkwi jednak poczucie krzywdy - bo jak inaczej nazwać takie narodowosocjalistyczne metody postępowania?

    Efektem była ruina gospodarcza tych okolic. Jeśli wieś liczyła przed wojną 860 osób - a po 47 roku zostało ich 80, jeśli większość chałup, część cerkwi i budynków wiejskich już dawno przestała istnieć - to jak to nazwać? Z uwagi na nieurodzajną ziemię nikt nie chciał się tu osiedlać, górale z kolei (co im się bardzo chwali) nie chcieli brać cudzego (znany jest przypadek górala, który objął gospodarstwo wraz z domem. Gdy rok temu pojawili się właściciele, poprosił tylko, by mógł jeszcze zimę przemieszkać w jednym z pokojów - i na wiosnę wyniósł się w swoje strony.

    Poszanowanie własności prywatnej świadczy o kulturze...

    Łemkowie, szczerze pisząc, też nie bardzo się palą do powrotów. Czy mieliby w zamian za „ojcowiznę” oddawać kwitnące gospodarstwa pod Jelenią Górą lub na Mazurach? Orać dość nieurodzajną glebę? W sumie te "watry"to raczej świadectwo nostalgii za przeszłością - ale co roku zjeżdża się kilka lub kilkanaście tysięcy ludzi, by kultywować łemkowskie tradycje.

    Daje się też na tych "watrach" zauważyć dość nachalna propaganda ukraińska. Łemkowie jednak są na ogół na nią odporni. Uważają się za odrębny, choć spokrewniony z Ukraińcami, naród.

    Najwyższa pora, by III RP coś zrobiła dla umocnienia w Łemkach dumy narodowej. I poczucia odrębności. Po próby nachalnej polonizacji dają efekt odwrotny do zamierzonego.

    Zwłaszcza w'obec mocnego urazu w stosunku do Polaków. Bo Łemkowie traktują wysiedlenia nie jako prześladowanie ze strony "komunistów" lecz jako prześladowanie ze strony "Polaków".

    Na te tematy obszerniej piszę w "TeMI" - i przedukuję to tu, lub podam link.

     

     

  • 16-07-2009 23:50:00

    Dziwna "Nowa Klasa"

    ŚP. Milovan Djilas przewidywał, że socjalizm, to nie będą rządy Klasy robotniczej" (oczywiście!) - tylko rzady nieudacznych polityków, nieudacznych przedsiębiorców, nieudacznych robotników, nieudacznych chlopów, nieudacznych artystów - czyli "Nowej Klasy" ludzi żyjących z wyzysku ludzi naprawdę pracujących.

    I  wszystko wskazywało na to, że miał rację. Wszelako obecnie na plan pierwszy wysuwa się dziwny oddzial "Nowej Klasy" - czyli: artyści.

    To oni zarabiają dziś największe pieniądze; to oni potrafią wydusić to, że nie płacą podatkow takich, jak inni - a za to okres ochrony ich "własności intelektualnej" trwa 70 lat (!! - natomiast patenty techniczne - góra 20 lat).

    To znaczy, że jest coraz mniej poważnie. Obywatele! Śmiejmy się: kto wie, czy świat przetrwa jeszcze dwa tygodnie?

  • 15-07-2009 23:47:00

    Obywatelstwo kresowian

    W przeglądzie prasy robionym przez „Dziennik Polski” znalazłem taki tekst:

    Jakimi kryteriami kierowali się posłowie, którzy nowelizując ustawę o obywatelstwie, dopuścili przywrócenie go zbiegom z 2. Korpusu WP Władysława Andersa, pomijając Kresowian? - dociekał wczoraj "Nasz Dziennik". Nowelizacja przewiduje możliwość przywrócenia obywatelstwa m.in. polskim dezerterom, którzy zostali w Palestynie w 1942 roku. Według gazety środowiska kresowe są tym oburzone, bowiem tysiące Polaków zamieszkujących Litwę, Białoruś czy Ukrainę czekają na przywrócenie obywatelstwa posiadanego przed wojną. "ND" odnotowuje, iż na przełomie 1942/1943 r. z WP zdezerterowało blisko 3 tys. obywateli polskich pochodzenia żydowskiego, decydując się na walkę o utworzenie państwa żydowskiego. Zaś blisko tysiąc Polaków pochodzenia żydowskiego pozostało w II Korpusie WP.

    i nieco się zdziwiłem. Przede wszystkim tym, że ktoś zajmuje się sprawą żołnierzy II Korpusu. Jeśli 1942 roku zostali przyjęci do wojska, to mają co najmniej po 85 lat... Oczywiste, że dezerter nie powinien być nagradzany – ale po 65 latach to przestępstwo jest chyba przedawnione?? I chyba nie "przywracamy" im obywatelstwa tylko: "tworzymy mozliwość"?

    Po drugie: tym, że ktoś tak precyzyjnie obliczył ilu Żydów ( nie: „ Polaków pochodzenia żydowskiego” - lecz „Żydów”; by być tak odnotowanym trzeba było przy zaciągu w rubryce „narodowość” podać „Żyd”) było u śp.gen.Władysława Andersa

    Po trzecie: tym, że było ich tak wielu.

    Po czwarte: co ma wspólnego sprawa dezerterów z II Korpusu ze sprawą obywatelstwa „kresowian”

    I wreszcie – po piąte – przechodzę do sprawy zasadniczej.

    Otóż ta sprawa – przywrócenia obywatelstwa tym, co mieszkali na zagrabionych przez Sowietów terytoriach – stała już, gdy byłem posłem, czyli... 18 lat temu!! Mówiłem wtedy, że nie rozumiem problemu. Jest faktem, że ZSRS zadeklarował, że nie uznaje ich za obywateli II RP – ale dlaczego III RP ma uznawać dekrety sowieckie? 

    Tym niemniej – od powstanie III RP minęło 20 lat. Każdy kresowiak, który chciał otrzymać polskie obywatelstwo, mógł był już dawno to zrobić. Ci ludzie mają po 90 lat...

    Czy naprawdę nie mamy poważniejszych problemów?

     

  • 14-07-2009 23:50:00

    JKM poza zasięgiem :)

    Szanowni Państwo,

    JKM jest w tej chwili na krótkim wyjeżdzie. Z przyczyn technicznych może mieć problemy ze wstawianiem blogów.

    Tak więc dzisiaj wpisu nie będzie, być może jutro się uda.

    Zamiast tego zachęcam Państwa do poczytania ciekawych wiadomości na naszym portalu, dyskusji na forum lub do obejrzenia materiałów w wolna.tv i videoblogów.

    Pozdrawiam

    Admin

  • 13-07-2009 23:49:00

    „Konieczna, ale niepewna”?

    Prof. Stanisław Gomułka sporzadził dla BCC opracowanie p/t:

    „Nowelizacja budżetu na rok 2009: konieczna, ale niepewna”,

    które z pewnością warto przeczytać tu:

    http://www.bcc.org.pl/   (po prawej u góry)

    Warto przeczytać – bo jest to rozsądna, rzeczowa analiza; tyle, że analiza zakładająca, że żadnej większej zmiany systemu nie będzie...

    Prof.SG zaczyna: „Zapowiedź zwiększenia deficytu w tegorocznym budżecie państwa do poziomu 27,2 mld zł jest krokiem oczekiwanym i koniecznym w obecnej sytuacji gospodarczej. Skala i dynamika światowego kryzysu gospodarczego okazała się większa niż wcześniejsze prognozy instytucji krajowych i zagranicznych”.

    Otóż, powiedzmy to jasno: 9 mld zł – to 250 zł zadłużenia więcej na głowę. To nie jest poważny problem. W porównaniu z tym, co wyczyniają państwa na Zachodzie Europy i Stany Zjednoczone – to po prostu nic.

    Prof.SG dodaje: „Za pozytywny sygnał należy również uznać zapowiedź, że w tym roku nie dojdzie do podwyżki podatków ani składki rentowej”. Problem w tym, że niemal nikt w to nie wierzy. Ale – zobaczymy... Warto jednak zauważyć, że gdyby budżet oparty był o ryczałtowy podatek osobisty („pogłówne”) i podatek od nieruchomości – to „Rząd” nie musiałby się zastanawiać nad „dynamiką” tego i owego... Dochody „Rządu” byłyby od tego niemal niezależne!

    Problemem nie jest to, ze zadłużenie III RP (a w konsekwencji całej Polski) wzrośnie o te głupie 9 mld zł. Problem w tym, że ono rośnie - niezależnie od tego, czy na świecie jest koniunktura, czy dekoniunktura.

    Proszę podać mi rok, w którym nie było deficytu – a, wręcz przeciwnie, III RP zmniejszyła zadłużenie Polski? Takiego roku NIE BYŁO.

    I to TO jest problemem...

     

     

  • 12-07-2009 14:01:00

    Podatki wg BCC

    Business Centre Club wydał kolejne oświadczenie w sprawie podatków. Jest bardzo charakterystyczne:

     

    Podwyższenie podatków zaszkodzi gospodarce

     Wzrost obciążeń fiskalnych w sytuacji, gdy polska gospodarka balansuje na krawędzi recesji, może spowodować pogłębienie problemów gospodarczych. Rozważane przez rząd podwyższenie podatków – dyktowane dobrymi chęciami – przyniesie efekt odwrotny od zamierzonego, jeśli spowoduje spadek wpływów do budżetu wywołany unikaniem płacenia podatków i upadkiem niewielkich firm.

    Obciążenia fiskalne działalności gospodarczej w Polsce są szczególnie wysokie. Mamy jeden z najwyższych w krajach rozwiniętych tzw. klin podatkowy. Jego podniesienie byłoby bardzo dotkliwe, szczególnie dla małych i średnich firm. Zwiększy się także skala ukrywania dochodów, wzrośnie bezrobocie, a powód do zadowolenia będą mieli ci, którzy unikają płacenia podatków, bo umocni się ich przewaga konkurencyjna nad uczciwymi przedsiębiorcami.

    Konieczne jest dalsze zmniejszanie klina podatkowego, wpychającego drobnych przedsiębiorców w szarą strefę. Dałoby to firmom dodatkowy tlen, tak potrzebny w okresie trudności rynkowych. Równocześnie rząd powinien podjąć działania ograniczające problem unikania płacenia podatków.

    Obydwa powyższe działania muszą być skoordynowane w czasie. Podjęcie tylko jednego z nich z zaniechaniem drugiego może doprowadzić do załamania wpływów budżetowych lub zduszenia drobnej przedsiębiorczości.

    Z kolei podniesienie podatków pośrednich – także publicznie rozważane – spowoduje zmniejszenie wewnętrznego popytu konsumpcyjnego, który jest w tej chwili jednym z najważniejszych filarów utrzymujących polską gospodarkę nad wodą.

    Dlatego Business Centre Club apeluje do rządu, by zamiast podnosić podatki skoncentrował swoje działania na ograniczeniu szarej strefy. Według niektórych źródeł, w Polsce może ona sięgać nawet 30 procent całej gospodarki. To oznacza, że zmniejszenie jej rozmiarów tylko o jedną trzecią rozwiązałoby problem zbyt niskich dochodów budżetu.


                                               
    Arkadiusz Protas,

                                                        V-Prezes BCC

    Publikuję je nie dlatego, że ono jakoś rewelacyjne; my podajemy znacznie ostrzejsze i celniejsze argumenty przeciwko wysokim podatkom – no, ale słowa p.Protasa są skierowane nie do wyrobionych odbiorców, lecz do prasy. Publikuję je z uwagi na ostatni akapit.

    Otóż, mogłoby się wydawać, p.Protas nie ma pojęcia, że dla gospodarki działalność w szarej (a i w czarnej!) strefie jest równie ważna, jak w białej. Że likwidacja szarej strefy oznaczałaby, że gdyby połowa firm nie przeszła do białej, lecz by się zamknęła – to oznaczałoby to likwidację 15% gospodarki!!

    Powtarzam: prawdziwej gospodarki – bo np. zamknięcie wszystkich kolei byłoby dla gospodarki działaniem dobroczynnym - - natomiast szara strefa wytwarza wyłącznie towary naprawdę potrzebne odbiorcom!

    Nie – p.Protas o tym wie...Chce tylko zwalczyć nieuczciwą konkurencję. Bo firmy działające w szarej i czarnej strefie robią zaiste nieuczciwą konkurencję firmom płacącym uczciwie (jeśli takie są...) wszystkie podatki.

    Tyle, że to tak jak z KRUSem i ZUSem: nikt nie myśli, by zlikwidować ZUS – a wszyscy domagają się, by składki KRUSu podnieść do poziomu ZUSu... Tak samo i tu: zamiast „likwidacji szarej strefy” trzeba wszystkie firmy „przenieść do szarej strefy” - i po problemie.

    A te 500.000 zwolnionych pracowników państwowych?

    A niech otworzą sobie nowe firmy w tej szarej strefie...

  • 11-07-2009 23:48:00

    Kilka słów o sprawie "Jedwabnego"

    Dosłownie kilka - bo kończę pracę nad kolejnym numerem "Najwyższego CZAS!"u. Sobota, wakacje - proszę mi wybaczyć.

    Oczywiście proszę ten tekst rozpowszechniać, gdzie się da - z moim podpisem lub bez, wedle uznania. Propozycje przekładu też mile widziane. 

    Co do pytamia o liczbę ofiar tego mordu: "Środowiska żydowskie" (cziort wie, kto uznaje je za reprezentatuywne?) zażądały ekshumacji. Gdy podczas prac zaczęło wychodzić, że liczba ofiar nie moze być większa, niż 300 (choćby z uwagi na pojemność stodoły) te same "środowiska żydowskie" zażądały przerwania prac "by nie naruszac spokoju umarłych".

    Któremu to żądaniu też "bezstronny" IPN uległ.

    To tyle na dziś.

  • 10-07-2009 23:36:00

    O rocznicy mordu w Jedwabnem

    napisałem w "Dzienniku Polskim" tak:

    Gdy ktoś próbuje np. napisać, że nastolatka w Brukseli zastrzelił Cygan - to natychmiast "illuminaci" z naganą poprawiają; "Polak". Bo nie jest - twierdzą - ważna narodowość - lecz obywatelstwo.

    Gdy ktoś napisze o np. Adamie Michniku, że jest on Żydem - od razu podnosi się klangor, że to jest "antysemityzm" - co jest o tyle dziwniejsze, że Adam otrzymał - i przyjął - tytuł "Żyda roku 1991". Co jeszcze dziwniejsze: gdy ktoś napisze, że gen. Edward Rowny jest Polakiem - to nie jest to "antypolonizm".

    Za kilka dni media znów będą wałkować sprawę pogromu w Jedwabnem. Ale nikt jakoś nie pisze, że zamordowano tam ponad 300 Polaków; o, nie: pisać się będzie, że zamordowano Żydów - podając w dodatku nadmuchaną liczbę 1600 (w Jedwabnem żyło w ogóle tylko 562 Żydów!!!).

    No, to jak w końcu: liczy się narodowość - czy obywatelstwo?

    Jedno jest pewne: nie byli to obywatele Izraela, które to państwo powstało dopiero osiem lat po tym pogromie.

    -

    Rok temu pisałem zaś na blogu tak:

    Dwa bodaj lata temu ówczesny prezydent III RP, p.Aleksander Kwaśniewski, wziął się za przepraszanie za Jedwabne - i temperatura dyskusji osiągnęła nieledwie stan wrzenia. Wówczas Adam Michnik oświadczył, że gotów jest wydrukować artykuł przeciwny przepraszaniu za mord w Jedwabnem - byle rzeczowy. Więc napisałem. Oczywiście się nie nie ukazał. Wedle mych informacyj otrzymanych spod kołdry opinia kolegium "Gazety Wyborczej" była taka: "Artykuł jest oczywiście jak najbardziej słuszny - jednak jego wydrukowanie jest niemożliwe".

    Po co tym ludziom cenzura?

    Druk okazał się też być niemożliwy w innych gazetach - co nie znaczy, że nie pisałem o tym w prasie, do której stale piszę. Pisałem - i ani jednej polemiki! Cisza głucha.

    Więc macie tu Państwo - póki internet działa - jeden rozsądny głos w "sprawie Jedwabnego". Przedruk dozwolony wszędzie - z podaniem autora.

    -

    O Jedwabnem - na poważnie.

    Rzeczpospolita” rzetelnie relacjonuje spór o sprawstwo zbrodni w Jedwabnem. W sporze zabierają głos archeolodzy, historycy, arytmetycy (od liczenia pomordowanych) wreszcie moraliści. Zdumiewa mnie, że przez cały ten czas nikt nie poruszył na tych łamach strony prawno-politycznej.

    Postaram się to więc uczynić. Przepraszam za pewną oschłość wywodów.

    1. Najpierw problem. Nie ulega kwestii, że w Jedwabnem popełniona została zbrodnia. Nie podlega też dyskusji, że brali w niej udział Polacy i Niemcy. Z tej okazji Żydzi domagają się od Polaków przeprosin.

    2. JE Aleksander Kwaśniewski zapowiedział, że w dniu 10 lipca solennie przeprosi. Powstaje podstawowe pytanie: jako kto, kogo i w czyim imieniu? Dziwne, ale wszyscy polemiści pomijają te kwestie; ich właśnie dotyczą niniejsze, bardzo precyzyjne, rozważania.

    3. Ogromna większość tekstów mówi ogólnikowo o „zbrodni Polaków”, czasem „zbrodni Niemców” , lub „zbrodni nazistów” popełnionej na „Żydach”. Jednak nie są to kategorie polityczno-prawne lecz mętne dywagacje humanistów. Niektórzy (bo przecież nie wszyscy!!) Żydzi domagają się przeprosin od „Polaków”. Tymczasem jest oczywiste, że p.Aleksander Kwaśniewski nie jest „prezydentem Polaków” - i nie ma absolutnie żadnego prawa przemawiać w imieniu Polaków nie będących obywatelami III RP!!! Kto twierdzi inaczej - jest nacjonalistą. Ponieważ zaś nie istnieje żadna osoba reprezentująca „wszystkich Polaków” - przeto nikt taki przeprosić „w imieniu Polaków” nie może. Nawet, gdyby „wszyscy Polacy” byli za coś odpowiedzialni.

    4. Jest też pytanie: „Kogo?” Dlaczego miałby przepraszać „naród żydowski” za mord w Jedwabnem - a nie „naród rosyjski” za działalność Feliksa E.Dzierżyńskiego w CzeKa? Dzierżyński osobiście odpowiada za zamordowanie setek tysięcy Rosjan (oraz, nawiasem pisząc, znacznie większej liczby Żydów, niż liczba zamordowanych w Jedwabnem!). Czy dlatego (przepraszam za złośliwość) nie mamy przepraszać za F.E.D., że p.Kwaśniewski zaakceptował argumentację niektórych rabinów, że gdy żyd porzuci wiarę i zapisze się do socjalistów, to już nie jest Żydem i Żydzi za niego nie ponoszą odpowiedzialności - więc, per analogiam, jeśli Polak porzuci katolicyzm i zapisze się do socjalistów, to już „naród polski” za jego czyny nie odpowiada? )

    5. Jako „Prezydent obywateli III RP” - wśród których są ludzie różnej narodowości (w tym i Żydzi) a mogą się nawet znajdować ofiary, które uciekły z owej stodoły - p.Aleksander Kwaśniewski też nie może przepraszać. Byłoby to bardzo wysokim nietaktem! Nie wiem, czym zawinił Żydom z Jedwabnego np. p.Emanuel Olisadebe?

    6. Wreszcie p.Kwaśniewski może chcieć przepraszać jako Głowa Państwa Polskiego. Jednakże - i to trzeba stanowczo podkreślić - żadne państwo polskie niczym w sprawie tej zbrodni nie zawiniło! Zbrodni tej nie organizował, nie pomagał w jej dokonaniu, ani do niej nie zachęcał jakikolwiek przedstawiciel jakiegokolwiek państwa polskiego - nawet marionetkowej „Generalnej Guberni”!! Żadne też państwo polskie - ani Rząd Londyński ani tzw. Państwo Podziemne - nie miało też żadnej możliwości, by przeszkodzić w tej zbrodni.

    7. Odpowiedzialność państwa nie ma nic wspólnego z „odpowiedzialnością narodu’ (o ile cos takiego istnieje). Jeśli Prezydent Republiki Federalnej Niemiec przeprasza w imieniu RFN za zbrodnie wojenne (i RFN płaci za nie odszkodowania) to nie dlatego, że zbrodni dokonali „Niemcy” - lecz dlatego, ze dokonała ich III Rzesza, a RFN uznała się de iure za spadkobiercę III Rzeszy. Jest to bardzo ważne odróżnienie: gdyby komendantem KL „Auschwitz-Birkenau” był mianowany przez Hitlera Ukrainiec, a całą załogę stanowili najemni Murzyni, Arabowie i Chińczycy, to odpowiedzialność RFN nie byłaby ani o iotę mniejsza, gdyż nosiliby oni niemieckie mundury i wykonywali rozkazy kierownictwa III Rzeszy. Za ew. zbrodnie Legii Cudzoziemskiej odpowiada Republika Francuska - a nie państwa których obywatelami są (lub kraje z których pochodzą) żołnierze Legii!

    8. Tym samym państwo polskie nie ma nic wspólnego ze zbrodnią w Jedwabnem - i p.Kwaśniewski nie może przepraszać również w tym charakterze.

    By zrozumieć nonsens używanych konstrukcyj prawnych wyobraźmy sobie, że Stalin inaczej podzielił Europę Wschodnią - i Jedwabne znalazło się w granicach Białoruskiej SRS, a obecnie Republiki Białoruskiej. Czy za tę zbrodnię powinien wtedy przepraszać JE Aleksander Łukaszenka? A jakie ta zmiana ma znaczenie dla mieszkańca np. Śląska czy Wielkopolski??!? W obydwu przypadkach nie ma on tak samo nic wspólnego z tą zbrodnią.

    9. Państwo polskie - czyli obecnie: III RP - mogłoby zrobić w tej sprawie tylko jedno: korzystając z precedensu norymberskiego (że zbrodnie „ludobójstwa” nie ulegają przedawnieniu) znaleźć polskich zbrodniarzy z Jedwabnego (jeśli jeszcze żyją - i jeśli nie zostali już raz skazani - non bis idem!). Jest to jednak kosztowne i męczące - natomiast przepraszanie idzie politykom gładko - i zapewnia temu, kto przeprasza, znakomite publicity: 30 sekund w telewizjach połowy świata! Jest to więc droga łatwiejsza i przyjemniejsza.

    10. Kto zatem odpowiada za zbrodnię w Jedwabnem? Zróbmy pewien myślowy eksperyment.

    Dziś wojska polskie wkraczają na Ukrainę. Rząd ukraiński emigruje na Cypr, wojsko polskie zajmuje Lwów. We Lwowie dochodzi do pogromu Żydów na dużą skalę - ginie paręset osób. Kto jest za to odpowiedzialny?

    Oczywiście nie państwo ukraińskie, które nie istnieje, a w każdym razie nie panuje nad Lwowem. Zgodnie z Konwencją Haską całkowitą odpowiedzialność za bezpieczeństwo prawne terytoriów okupowanych ponosi okupant. Czyli w tym przypadku byłaby to Polska.

    11. Z dokładnie tych samych powodów okupant ponosi odpowiedzialności za wydarzenia w Jedwabnem - bo tylko on ma jednostki policyjne i wojskowe mogące skutecznie zapobiec zbrodni. W owych dniach okupantem Jedwabnego i okolic była III Rzesza Niemiecka.

    12. Z czego bezdyskusyjnie wynika, że tym, który 10 lipca powinien stanąć przed stodołą w Jedwabnem i uroczyście przeprosić, jest JE Jan Rau, Prezydent Republiki Federalnej Niemiec. Tym bardziej, że III Rzesza sprawowała nad tym terenem kontrolę nie tylko formalną, ale i faktyczną: umundurowane formacje niemieckie były na miejscu. W dodatku, jak się wydaje, raczej zachęcały do rzezi, a może nawet ją organizowały i czynnie pomagały - niż powstrzymywały zbrodniarzy. Zresztą z całą pewnością zachęcała do tego propaganda rządzących III Rzeszą narodowych socjalistów.

    13. Podkreślam jednak z całym naciskiem: nawet gdyby władze III Rzeszy do mordu nie zachęcały, nie organizowały i nie pomagały - to i tak cała odpowiedzialność spoczywałaby na państwie niemieckim. Co, oczywiście, nie wyklucza indywidualnego karania zbrodniarzy (co, nawiasem pisząc, powinien był uczynić już aparat sprawiedliwości III Rzeszy; choć panował tam ustrój socjalistyczny, to jednak prawo jeszcze w niej obowiązywało - a prawo III Rzeszy nie pozwalało jednym ludziom bezkarnie mordować innych. Było to zastrzeżone - i to w ściśle określonych przypadkach - dla funkcjonariuszów ówczesnego reżymu. Były przypadki, że funkcjonariusze Oświęcimia wędrowali karnie na front wschodni za uderzenie więźnia!).

    14. Z analogicznych powodów za zbrodnię, w której współuczestniczyli niektórzy mieszkańcy Jedwabnego, nie mogą odpowiadać inni mieszkańcy, ani władze miasteczka. Nawiasem pisząc dopiero ostatnio historycy wyjaśnili nam rzecz w tej sprawie podstawową: czy ówczesny burmistrz (imię i nazwisko - prosimy!) rządził jeszcze z nominacji sowieckiej - czy już z hitlerowskiej? Bo tego, że nie pochodził z wyborów, ani nie był mianowany przez rząd Londyński - byłem niemal pewien. Okazało się, że mianowali go już narodowi socjaliści - a więc również w aspekcie lokalnym odpowiedzialność spoczywa na okupancie hitlerowskim.

    15. Tym samym wszelkie dywagacje o odpowiedzialności „obywateli Polski”, „Narodu Polskiego” czy „państwa polskiego” są bezsensowne - a przepraszać nikt nie tylko nie powinien, ale i nie ma prawa. Takie przeprosiny człowieka, pełniącego obowiązki prezydenta, mogłyby pociągnąć za sobą np. żądania odszkodowań - a do zaciągania takich zobowiązań Pan Prezydent nie ma konstytucyjnego upoważnienia. Przepraszając w imieniu III RP p.Kwaśniewski naraziłby się na odpowiedzialność konstytucyjną.

    16. Przepraszać p.Kwaśniewski mógłby co najwyżej w Swoim własnym imieniu - jeśli czuje się On za te zbrodnie odpowiedzialny, oczywiście. Nadal jednak powstaje wątpliwość, czy można przy tak uroczystym akcie odróżnić prywatną Osobę p.Aleksandra Kwaśniewskiego - od JE Aleksandra Kwaśniewskiego, Głowy Państwa? Może powinien wystąpić przepasany biało-czerwona szarfą - a przed aktem przeprosin uroczyście ją zdjąć i odłożyć na bok?

    17) Podstawową przyczyną pojawiających się paradoksów jest to, ze pojęcie „winy” odnosi się w języku polskim wyłącznie do jednostek; nasza kultura nie uznaje odpowiedzialności zbiorowej. Zwolennicy popularyzowanej i u nas w okresie sowietyzacji azjatycko-żydowsko-komunistycznej koncepcji kolektywu zderzają się tu z wyznawcami indywidualistycznej koncepcji grecko-łacińsko-chrześcijańskiej - i wzajemnie się nie rozumieją...

    18) Ostatnim, rozpaczliwym, argumentem zwolenników przepraszania jest, iż wprawdzie „odpowiedzialność zbiorowa” nie powinna być stosowana, ale skoro jako Polak odczuwam satysfakcję ze zwycięstw reprezentacji Polski - to powinienem również przepraszać za Polaków. Analogia ta jest wadliwa.

    19) Odpowiednikiem odczuwania satysfakcji jest odczuwanie przykrości - a nie „przepraszanie”. Jeśli reprezentacja Polski wygrała z Walią, to mogę (nie muszę - jeśli np. wygrała niezasłużenie!) odczuwać satysfakcję - ale nie wiąże się z tym obowiązek ani gratulowania reprezentantom ani robienia czegokolwiek w stosunku do Walii!! Myślę, że wielu Polakom istotnie jest wstyd z powodu zbrodni w Jedwabnem - i dlatego dobrze, że o niej się wreszcie pisze - ale na tym się to kończy.

    20) Z Walią wygrała reprezentacja Polski - selekcjonowana, oficjalnie mianowana i dofinansowywana przeze mnie (choć wbrew mojej woli, ze ściągniętych pod przymusem podatków); gdyby z podwórkową drużyną w Cardiff wygrała przypadkowa 11-tka pracujących tam na czarno robotników budowlanych narodowości polskiej - moja satysfakcja byłaby żadna. Mordercy z Jedwabnego przez nikogo nie byli wybierani do reprezentowania Polski - i są w takim samym stopniu reprezentatywni dla Polaków, jak p.Tymoteusz McVeigh, terrorysta z Oklahomy, jest reprezentatywny dla Amerykanów.

    21) Przymus przepraszania bardzo szkodzi. Pamiętam, że jako dziecko potrąciłem w parku przechodnia. Krzyknąłem w biegu „Przepraszam”, było mi nieco przykro - ale raczej z powodu niezgrabności. Jednak ciotka kazała mi wrócić do niego i formalnie przeprosić. Zrobiłem to - ale miejsce uczucia lekkiego wstydu zajęło we mnie (na parę minut) uczucie nienawiści do człowieka, przed którym musiałem się upokorzyć.

    Jeśli niektóre środowiska chcą wywołać nienawiść Polaków do Żydów - to nieźle im się to udaje. Jeżdżąc (dużo!) po kraju obserwuję wyraźną zmianę w tym kierunku w porównaniu z sytuacją sprzed roku.

    I tym ludzkim akcentem kończę te suche rozważania.

    Janusz KORWIN-MIKKE

    I, oczywiście: nikt z tej propozycji nie skorzystał...

  • 09-07-2009 23:56:00

    U nas kanikuła – w Waszyngtonie afera

    Takie coś 20 lat temu byłoby bombą, która wstrząsnęłaby systemem politycznym: sześciu członków Komisji d/s Służb Wywiadowczych napisało list, że p.Leon Panetta, szef CIA, przyznał, że CIA od 2001 do dziś co najmniej sześć razy oszukała Kongres co do stanu faktycznego.

    Tyle, że wszystkich sześciu to Demokraci – więc nikt poważny im nie wierzy. Najprawdopodobniej chodzi o to, że p.Nancy Pelosi (liderka Demokratów w Izbie) publicznie oburzała się na stosowanie niektórych tortur przez CIA bez wiedzy Kongresu – podczas gdy w rzeczywistości była o tym świetnie poinformowana. Ponieważ coraz bardziej wychodziło na to, że p.Pelosi jak zwykle kłamie, zmontowano ten list by podważyć wiarygodność CIA.

    Tyle z Waszyngtonu. Natomiast faktem jest, że CIA nieustannie okłamuje cały świat. Skąd miałoby się brać przekonanie, że nie będzie okłamywać Kongresu i Prezydenta?

    Co ciekawe: motłoch w USA chce wyrwać kolejną porcję władzy: by prawo ujawniania wiadomości od CIA mieli szefowie Komisyj d/s Służb Wywiadowczych Senatu i Izby. Do tej pory prawo takie ma tylko Prezydent. Demokraci chcą więc osłabienia własnego prezydenta!

    Bo to L*d ma, zdaniem Demokratów, rządzić.

  • 08-07-2009 23:42:00

    Federacja Rosyjska - a Stany Zjednoczone Ameryki

    Zaraz po dyskusji n/t KRUSu w TVP Info (w której uczestniczyłem) miała być wymiana zdań n/t ostatniej wizyty JE Benedykta Husseina Obamy w Rosji. Nie wiem, jak to eksperci zreferowali – zapewne jednak w duchu: „Czy poprawiły się stosunki Moskwy z Waszyngtonem?”

    Tymczasem media jakoś nie zastanawiają się nad problemem: „Czy poprawa stosunków Moskwy z Waszyngtonem jest korzystna dla Polski?

    Sprawa stosunków FR-USA jest niezmiernie skomplikowana. Moskwa zainteresowana jest ochroną przed Pekinem. Normalnie Chińczycy nie pchają się na północ – ale teraz jest globalne ocieplenie (powtarzam: nie mające nic wspólnego z działalnością człowieka!) - i coraz więcej Chińczyków osiedla się na lewym brzegu Ussuri. A Rosjanie mają „ujemny przyrost” naturalny...

    W grę wchodzi też rozgrywka z Brukselą, która (siłą tradycji..) jeszcze się liczy w tych zawodach, z Delhi, Ravalpindi, Teheranem... Bardzo skomplikowane – i Polska w tej rozgrywce nie jest ważną figurą. Nie jest nawet najważniejszym pionkiem – nie wiem, czy jest ważniejsza od Mongolii?

    Wiem natomiast jedno: gdy stosunki Moskwa-Waszyngton naprawdę się poprawiły (w 1943 roku) i śp.Franklin Delano Roosevelt z uznaniem mówił o Józefie Wissarionowiszu Djugashvilim (ps. „Stalin”, vulgo „Wujek Józio”) - to Waszyngton pozostawił Polskę w objęciach – żeby rosyjskiego Niedźwiedzia: sowieckiego Ludojada...

    Tak więc z tym cieszeniem się, że poprawiły się stosunki Moskwy z Waszyngtonem – to ja bym nie przesadzał.

  • 07-07-2009 23:45:00

    Uff! Prawdziwy koniec Stronnictwa Demokratycznego

    P.Paweł Piskorski, wywalony na zbitą mordkę z PO za zmontowanie „układu warszawskiego”, opanował spokojnie i dostojnie umierające SD. Następnie, dysponując jego sporym majątkiem, wszedł w porozumienie z p.Andrzejem Olechowskim – o czym wszyscy już wiedzą.

    Nie wiemy nadal: czy to szantaż, czy prawdziwa próba zniszczenia PO – ale p.Piskorski popełnił właśnie błąd, który powoduje, że na pewno nie odegra już żadnej roli politycznej (która Mu niektórzy przekupni pismacy „prorokowali”). Ten sam błąd, który popełnili politycy UW zakładający „Partię Demokratyczną”...

    ...zaprosił do udziału polityków tzw. Lewicy.

    Ostrzegałem wtedy uczciwie Janusza Onyszkiewicza, że robią piramidalny błąd; odparł, że wszystko jest przemyślane, opracowane, badania marketingowe przeprowadzone... I skończyło się tak, jak się skończyło.

    Udział polityków Lewicy w czymkolwiek (poza SLD, który ma swoją wierną klientelę) jest pocałunkiem śmierci. I oto p.Piskorski nawiązał kontakt z p.Józefem Oleksym.

    Bardzo popularnym i lubianym. Sam tez Go lubię. Tym niemniej Jego uczestnictwo w SD wykończy tę inicjatywę p.Piskorskiego...

    ...I BARDZO DOBRZE!

    =====

    PS. Co do wczorajszego wpisu: oczywiście, że istnieją inne sposoby ujemnego wydawania pieniędzy - np. na budowanie rondek i innych szykan dla ruchu kołowego.  Napisałem o "świadczeniach socjalnych", bo bardzo wielu ludzi uważa, że są one może i marnotrawnie przydzielane, ale danie komuś pieniedzy zawsze  jest dobre.

    Nieprawda. "Fawor uczyniony temu, kto na niego nie zasłużył, to cios nożem w plecy tego, kto zasłużył". Danie pieniedzy obibokowi to pluniecie w twarze wszystkim uczciwie pracujacym.

    Więc proszę sie nie dziwić, że ludzie przestają uczciwie pracować!

  • 06-07-2009 11:38:00

    Znów o Hitlerze - czyli: pewna ważna uwaga

    Z punktu widzenia ekonomii „strata” - to zmarnowanie pewnego kapitału. Jeśli kładę chodnik - a po tygodniu go zrywam, by puścić pod nim rury, i kładę ponownie – to kapitał użyty na jedno kładzenie chodnika został zmarnowany.

    Gospodarka składa się jednak nie tylko z kapitału – ale i z ludzi. Wyobraźmy sobie dwa kraje. W Rurytanii mężczyźni nauczeni są ciężkiej pracy. Nie boją się ponosić odpowiedzialności, dbają o swoje kobiety i dzieci, które z kolei odpłacają im miłością. Natomiast w Poronii panuje zasada, „czy się stoi, czy się leży”. Mężczyźni liczą na udział kobiet w utrzymaniu rodziny, kobiety czuja się oszukane i na potęgą zdradzają mężów, którzy z rozpaczy piją. Otóż bogactwa naturalne Rurytanii i Poronii mogą być jednakowe, domy i ulice identyczne, fabryki i warsztaty co do ioty takie same – a po pół roku Rurytania będzie o 20% przed Poronią.

    Wiemy dokładnie, że jeśli państwo ściąga z okupowanego przez siebie kraju podatki, które idą na cokolwiek innego niż niezbędne wydatki: szczątkowa (ale sprawna) administracja, małe, ale silne wojsko i policja – to zgodnie z Prawem Savasa 40% się marnuje. Czyli: jeśli budżet Poronii wynosi 200 miliardów, a na wojsko, policję i administrację wydaje się 50 mld – to wyrzuciliśmy w błoto 60 miliardów – i tyle.

    Jeśli więc mówię, że Adolf Hitler nakładał na mojego Ojca trzy razy mniejszy podatek, niż III RP nakłada na mnie – to jest oczywiste, że nienawidzę III RP trzy razy bardziej, niż mój Ojciec nienawidził III Rzeszy.

    Na co socjaliści nieodmiennie nieodmiennie argumentują, że choć III RP pobiera trzy razy wyższe podatki – to płaci też trzy razy wyższe świadczenia socjalne. III Rzesza płaciła wprawdzie emerytury, fundowała nowe szpitale i przychodnie (rzadko....) pokrywała – jak każde państwo socjalistyczne – częściowo koszt leczenia – ale świadczenia te były niewysokie, a np. zasiłków dla bezrobotnych nie było w ogóle. Tak więc te pieniądze zmarnowane nie są – no, powiedzmy te 40%...

    Jest to nieprawda. Z punktu widzenia gospodarki obejmującej również ludzi, marnuje się znacznie więcej. Jeśli bowiem dam bezrobotnemu zasiłek – to powstaje nie zysk, lecz dodatkowa strata: w dziedzinie ludzkiej.

     

    Wielu (zwłaszcza socjalistów) powiada, że nauka jest kapitałem, To prawda: nauczenie ludzi właściwych postaw (jak w Rurytanii) to spory kapitał. Jednak istnieje i wiedza ujemna: tego bezrobotnego nauczyliśmy właśnie, że pieniądze pochodzą nie z pracy, lecz z żebraniny!!

    Czyli: jeśli gdy nakładamy podatek 1000 zł by zmarnować 400 i dać bezrobotnemu 600 zł (a świadczenia?). To zmarnowaliśmy nie tylko 400, ale i sumę być może większą, niż 600 zł!!!

    Innymi słowy: z punktu widzenia gospodarki całościowej gdyby Poronia, pobierała od ludzi 200 mld w podatkach – z czego 50 na rzeczy konieczne, a 150 na „cele socjalne” - to byłoby lepiej, by Poronia te 150 mld wyrzuciła do morza, niż by wypłaciła „socjal”.

    Być może nie całe 150 mld jest zmarnowane. Być może część ludzi bierze „socjal” i się nie demoralizuje.

    W każdym jednak razie lwia część tych pieniędzy jest użyta w celu anty-ekonomicznym

    I warto tę sprawę jasno postawić.

     =====

    PS. Tak - wczoraj nie było wpisu. Niedziela - i byłem poza zasiegiem Sieci.  Życie...

     

  • 04-07-2009 14:18:00

    Nowe PO (Piskorski-Olechowski) – czy zwykły szantaż?

    Wczoraj na swoim blogu na ONET.pl (proszę łaskawie zajrzeć...): http://korwin-mikke.blog.onet.pl/

    zająłem się aferą ze stoczniami w Gdyni i Szczecinie. A teraz chcę ten temat pogłębić.

    Otóż podtrzymuję swoje zdanie z tamtego wczorajszego wpisu. Fraza: „Transakcja jest teraz w fazie due dilligence” jest semantycznie nie do przyjęcia (pomijając fakt, że Anglosasi piszą to przez jedno „l”). Ja oczywiście rozumiem, że jest to skrót myślowy od: „Transakcja jest w fazie sprawdzania, czy została przygotowana z należytą starannością” - podobnie jak prawnik może powiedzieć: „Nie stosuję pacta sunt servanda” - ale jeśli ktoś wyjaśnia coś ludziom, to nie ma prawa używać żargonu. Jeśli go używa – to znaczy, że chce zaciemnić, a nie wyjaśnić; liczy, że każdy pokiwa głowa udając (by nie wzięto go za głąba), że zrozumiał.

    Stwierdzam też, że „wyjaśnienie” JE Aleksandra Grada zamieszczone w „Gazecie Prawnej”:

    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/334095,minister_grad_tlumaczy_kto_naprawde_kupil_stocznie_gdynia_i_szczecin.html

    brzmiące:

    "Jeśli chodzi o stocznię Gdynia i Szczecin wszystko jest w należytym porządku. Ci inwestorzy, o których mówiliśmy w tym procesie (zakupu majątku obu stoczni) funkcjonują. Są po stronie bezpośrednio realizujących, przygotowujących te transakcje, bądź są w zapleczu finansowym, które gwarantuje od strony finansowej przeprowadzenie tego procesu" - podkreślił dziś Grad.

    "Nie chciałbym dzisiaj zaglądać do "kuchni", do inżynierii finansowej, jaką sobie te firmy przygotowały - kto jest wiodący, kto mniej. Wiem, że to, co zostało powiedziane przez inwestora i przeze mnie, jest prawdziwe i przy tym pozostanę"

    – samo w sobie wystarcza, by JE Donald Tusk zdjął tego faceta ze stanowiska i skierował sprawę do prokuratury z adnotacją: „Niezwykle wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa”.

    W rzeczywistości musiałyby to wyświetlić służby specjalne. Tylko przypominam o słowach z interview, jakiego udzielił pięć lat temu „wysoki oficer służb specjalnych” - a brzmiały one:

    Tak, macie rację: w każdej większej aferze maczały palce służby specjalne. Ale nigdy tego nie wykryjecie, bo gdyby to groziło, służby uciekną się do pomówień, kłamstw, szantażu – a w ostateczności do fizycznej likwidacji”.

    Proszę sobie przypomnieć, że za aferę o wiele mniejszą JE Donald Tusk wyrzucił z PO p.Pawła Piskorskiego.

    Otóż moim zdaniem obecne poczynania duetu Olechowski-Piskorski są jawnym szantażem w'obec p.Premiera: „Albo pozwolisz nam zainkasować te paręset milionów na stoczniach – albo narobimy Ci takiego bigosu, że w pięty Ci pójdzie!”.

    Wiele razy już pisałem, że JE Donald Tusk jest zakładnikiem dwóch grup., stanowiących łącznie większość PO: „aferałów” i „bezpieczniaków”. Te dwa nazwiska są symboliczne dla tych grup. P.Tusk wiedział, ze bez ich pomocy nie będzie miał pieniędzy na kampanie – ani wpływów w „prywatnych” telewizjach. Czy zdobędzie się na zlekceważenie obecnego szantażu?

    Ostatnia sprawa: dlaczego sądzę, że ruch pp.P&O jest szantażem, a nie głębokim manewrem politycznym? Bo gdyby to miało być zagranie polityczne, to nie robiłby tego na początku lipca, gdy 90% „polski politycznej” jest na wakacjach – w dodatku: najczęściej za granicą!

    Byłby to typowy przedwczesny strzał, zmarnowanie efektu. Gdyby naprawdę chcieli grać, poczekaliby do września-października. Skoro postraszyli teraz – to musi się to wiązać z czymś konkretnym. A właśnie TO odbywa się teraz, na naszych oczach.

    Żądam, by JE Donald Tusk natychmiast usunął ze stanowiska JE Aleksandra Grada. Polecając sprawę uwadze Prokuratora Generalnego.

    A potem - może by zajął się nadciągającą aferą „EURO 2012”...?

     

  • 03-07-2009 23:48:00

    Ale numer w TVP ! !

    Dominująca skądinąd w mediach, posiadająca większość w Senacie oraz największy klub w Sejmie Platforma Obywatelska od kilku miesięcy nie mogła – i nie może – obsadzić stanowiska Prezesa reżymowej TV. Jego obowiązki pełnił – wskutek nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności (był v-Prezesaem wskutek koalicji PiS-LPR-”Samo-obrona” - a p.Andrzeja Urbańskiego (PiS) udało się zawiesić) p.Piotr Farfał (LPR). PO nie chciała jednak Go obalać, bo wtedy groziło przejęcie TVP przez PiS – a z dwojga złego groźniejszy dla PO jest PiS niż LPR (co pokazało się, gdy reżymowa próbowała lansować opanowaną przez LPR „Libertas” - bezskutecznie, jak wiadomo).

    Obecnie JE Aleksander Grad (Minister Skarbu) zawiesił obrady Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszów TVP na 30 dni – bo nie szły w pożądanym przez PO kierunku. Po czym – w trakcie zawieszenie – obrady WZA... zamknął, by przerwać działalność uzupełnionej Rady Nadzorczej TVP. Tymczasem ta – a raczej: jej pięciu (na dziewięciu) członków - uznała, że ma prawo obradować do końca dnia, odwołała p.Farfała i powierzyła pełnienie obowiązków Prezesa TVP p.Sławomirowi Siwkowi (sympatykowi PiS).

    Większość prawników twierdzi, że RN miała do tego prawo – bo jej kadencja kończy się nie z „chwilą” rozwiązania WZA, lecz „z dniem” rozwiązania WZA – a dzień się nie skończył. Ministerstwo Skarbu zastanawia się, co z tym fantem począć, p. Farfał usunięcia Go z funkcji nie uznał – i po tej rzekomej decyzji zaczął nagle i demonstracyjnie zwalniać dyrektorów TVP! Ci z kolei nie uznają decyzji p.Farfała...

    By sprawę skomplikować, Ministerstwo Skarbu oskarżyło p.Farfała o niedopuszczalne błędy w wydawaniu pieniędzy w TVP.

    W sumie: jest zabawnie. Zanosi się na kilka miesięcy bijatyk sądowych. Prawnicy zarobią krocie!

     

  • 02-07-2009 23:51:00

    Dawno oczekiwany ruch p.Andrzeja Olechowskiego

    Jak mawiał Ostap Bender, bohater słynnej powieści 12 krzeseł”:  (śp.Eliasza Ilfa i śp.Eugeniusza Pietrowa; pomylkowo przypisałem ją śp.Eliaszowi G. Ehrenburgowi, w dodatku myląc liczbe tytułowych krzeseł! Uprzedzałem, że co jakiś czas takie pomyłki mi się trafiają...) Lody ruszyły! - panowie Przysięgli!”.

    P.Andrzej Olechowski wystąpił z PO – zapowiadając jednocześnie, że nie zrywa ze środowiskiem liberałów i demokratów:

    http://www.olechowski.pl/home/

    - co, oczywiście, oznacza, że spróbuje dokonać rozłamu w PO poprzez kandydowanie na prezydenta i zapewne założenie konkurencyjnej partii.

    Ten – oczekiwany przeze mnie i innych polityków (kol.Stanisław Michalkiewicz – na przykład) ruch oznacza, że razwiedka straciła zaufanie do p.Donalda Tuska.

    I teraz trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie:

    -Czy oznacza to, iż bezpieka przewiduje katastrofę i odcina się od p.Tuska szykując na Jego miejsce kogoś bardziej wiarygodnego?

    - Czy też oznacza, że p.Tusk się umocnił u władzy – a tym samym jako Prezydent stałby się od bezpieki niezależnym – a więc trzeba Go podkopać?

    Ta sytuacja wymaga poważnej oceny – i dyskusji w UPR. A także rozmów kuluarowych, o których nie będę, niestety, mógł Państwa informować.

     

  • 01-07-2009 23:22:00

    Jak nie zmienić Konstytucji?

    Z niejakim zdumieniem przeczytałem na WP.pl nastepująca notatkę:

    Sejm odrzucił projekt zmian w Konstytucji autorstwa klubu parlamentarnego PiS.
    Projekt przewidywał ułatwienie dostępu do zawodów zaufania publicznego m.in. zawodów prawniczych, możliwość przymusowego leczenia osób chorych psychicznie w tym pedofilów, a także poszerzenie dostępu do akt IPN oraz odebranie przywilejów emerytalnych funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa.
    Za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu opowiedziało się 271 posłów, przeciwko było 152, jeden wstrzymał się od głosu. Przeciwko projektowi głosowały kluby PO, PSL i Lewicy.

    Przyznaję, że przez parę ostatnich dni nie śledziłem prac legislacyjnych - i nawet byłem przekonany, że 1-VII Senat i Sejm udały sie na zasłużone, choc zbyt krótkie (10 lat byłoby lepszym okresem...) wakacje od ontensywnej radosnej tfurczości.

    A tu - proszę: coś takiego!

    Tyle, że ja nie wierzę, by partia kierowana przez znakomityego taktyka, WCzc.Jarosława Kaczyńskiego, mogła coś takiego zgłosić serio.  Przeciez takie poprawki zgłasza się pojedyńczo! Wielu jest bowiem zwolennikami "ułatwienia dostępu do zawodów zaufania publicznego m.in. zawodów prawniczych" - a jednocześnie przeciwnikami "przymusowego leczenia osób chorych psychicznie w tym pedofilów" (co, nawiasem pisząc, oznaczałoby powrót do sowieckich "psychuszek").

    Tak więc: to było tylko zagranie pod publiczkę.