Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63924 komentujących
20733 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 30-05-2009 23:54:00

    O unio-wyborach



     

    Z jednej strony mało kto z Komentatorów zajmuje się tymi wyborami – ale z drugiej nieustannie dochodzą mnie głosy, że kampania  UPR

     

    w PR i TVP jest fatalna. Nie wiem – bo nie oglądam TV - ale wierzę ludziom, a głosów przeciwnych nie słyszę.

    Jest to nad wyraz niepokojące.

    Główną racją startu w tych wyborach było przecież uzyskanie dostępu do mediów „publicznych”. Jeśli ten dostęp rzeczywiście jest źle wykorzystywany – to czarno to widzę.

    Niektóre z tych dochodzących do mnie głosów pochodzą od ludzi szczerej troski – ale spotykam też oskarżenia, że jest to sabotaż; że komuś chodzi o to, by ostatecznie dobić UPR.

     

    Absolutnie w to nie wierzę!

    Wedle mnie jest to efekt przyjęcia pewnej taktycznej koncepcji. Ja zdecydowanie sugerowałem kampanię ostrą, z waleniem po oczach, nawet obrażaniem, kogo należy. Moim zdaniem przy nikłej frekwencji wyborczej (zakładam 16-18%) takie działanie nie ma prawa nie przynieść 6%-7% głosujących (co odpowiada, co prawda, niecałemu procentowi społeczeństwa...).

    Zwyciężyła koncepcja mniej-więcej taka: skoro inne partie osiągają sukcesy mówiąc mętne unio-ogólniki – to starajmy się od nich wiele nie różnić; mówmy tylko trochę mniej mętnie – i to powinno wystarczyć.

    Obawiam się, że może nie wystarczyć. Możemy nie wzbudzić entuzjazmu w naszych stałych zwolennikach – a nie zyskamy nikogo nowego.

    Cóż: trzeba tym bardziej wzmódz wysiłki, by wynik był przyzwoity. Ja robię, co mogę – oczywiście, zgodnie z przyjętą linią, unikając jakichś ekstrawagancji. Czy to coś pomoże: zobaczymy!

    Miejmy nadzieję, że się mylę.

    Na razie możemy sobie pogłosować w sondażach. To też ważne pole propagandy.

    Chcę wszystkim głosującym wyrazić tu uznanie: 10 dni temu osiągaliśmy wyniki 4%-6% - teraz regularnie 6%-7%. Nie mówię o sondażach na małych próbkach, gdzie mimo moich próśb („Jak jesteśmy na pierwszym miejscu – już nie głosować!!”) następował zazwyczaj overkill. Proszę o więcej powściągliwości!

    To tyle przy sobocie. La lutta continua!

     

  • 29-05-2009 23:52:00

    Co to jest socjalizm?

    Piszę to, bo niedawno udzielałem wywiadu pewnej dziennikarce – i, jak zwykle, użyłem zwrotów „socjalistyczne Niemcy” i „socjalistyczna Szwecja”. Panią dziennikarkę trochę to zdziwiło – i spytała dlaczego nazywam te kraje „socjalistycznymi”. Tu ja się z kolei zdziwiłem – i spytałem, dlaczego krajów socjalistycznych nie miałbym nazywać „socjalistycznymi”? P.Dz. powiedziała, że to przecież nieprawda, bo to kraje kapitalistyczne – i gdzie ja widzę tam socjalizm. Na co ja, że przecież poziom usług socjalnych jest tam bardzo wysoki. Na co Ona spytała: „To Pan uważa, że kraj socjalistyczny poznaje się po tym, że jest w nim wysoki socjal?”. Na co ja, też ze zdumieniem: „A po czym miałby, poznać, że kraj jest socjalistyczny, jak nie po ogromnym procencie wydatków socjalnych??!?” Na co Ona, że przecież w kraju socjalistycznym środki produkcji są w rękach państwa. Na co ja, że minęło 20 lat od czasów PRL – a nadal pokutują pojęcia narzucone przez propagandzistów nie to PRL-u, tylko jeszcze przez nieboszczyka Andrzeja Aleksandrowicza Żdanowa, ober-propagandzisty (od 1944 r. był kierownikiem Wydziału d/s Kultury i Ideologii w KC KPZS) Józefa Stalina...

    Tymczasem socjalizm nie ma nic, ale to nic wspólnego z własnością środków produkcji!

    Wyobraźmy sobie Rurytanię - kraj w pełni kapitalistyczny. Wszystkie grunty są w rękach prywatnych, wszystkie fabryki i warsztaty są prywatne. Działa na zasadach dzikiego, drapieżnego kapitalizmu. I oto któregoś dnia nadciąga Złe M'Zimuu, opanowuje Rurytanię i wciągu jednej nocy wszystkie te dobra nacjonalizuje. Dotychczasowych właścicieli mianuje dyrektorami swoich firm...

    Środki produkcji zostały w 100% znacjonalizowane – a kraj nie stał się ani o iotę bardziej socjalistyczny! Nadal panuje w nim dziki, drapieżny kapitalizm. Państwowy.

    Można też sobie wyobrazić kraj etatystyczny, gdzie państwo wtrąca się do wszystkiego, nakłada wysokie podatki – ale redystrybuuje je od biednych do bogatych! Oczywiście jest to kraj anty-socjalistyczny – co nie oznacza, że liberalny... Biedni płacą dodatkowy podatek od biedy, a jest on przekazywany potem bogatym – na zasadzie „Kto ma, temu będzie dane!”.

    Stalin starał się powoli – i słusznie – likwidować socjalizm; natomiast chciał utrzymać nazwę „socjalizm” - bo była to racja utrzymania władzy przez KPZS! Nazwał więc „socjalistycznym” państwo, które miało w rękach środki produkcji...

    … i, jak widać, idee Stalina trzymają się mocno!

  • 28-05-2009 23:39:00

    Miało być o kobietach...

    ... ha, wstawię to jutro na blogu, bo oto {RADEK 2} pisze:

    WITAM. Panie Januszu ja również nie jestem zbyt zadowolony ze ścisłości faktów, jakie Pan przytoczył a chodzi o znacznie ważniejszą sprawę niż tłumaczenie z chińskiego. Twierdzi Pan że nigdy jeszcze nie zdarzyło się, aby jakaś duża firma zdominowała rynek za pomocą dumpingowych cen po to, aby po wykończeniu konkurencji narzucić konsumentom drakońskie ceny. Niestety takie przypadki miały miejsce i jest to dość znana historia - tym bardziej dziwie się ze Pan jej nie zna. Chodzi o praktyki koncernu WALMART, który po otwarciu nowego supermarketu zazwyczaj przez pierwsze kilka lat sprzedawał swoje produkty poniżej kosztów, czym wykańczał miejscowy handel a po jego upadku już jako monopolista podnosił ceny tak, aby odbić sobie wszystkie straty i zarobić na monopolistycznej pozycji. Amerykanie ukuli nawet termin „walmartowanie rynku” na opisanie tego typu praktyk.

    PS. Pod Pana blogiem na portalu zamieściłem fragment artykułu z Przekroju, który może Pana zainteresować. Niekoniecznie pozytywnie…

    Otóż zdecydowanie: NIE!

    WALMART to ogromna sieć sklepów - i ceny utrzymuja w niej stałe. Zasada jest, że na produkcie zarabia się 1 cent. Żadna sieć nie byłaby w stanie utrzymać dumpingowania cen przez kilka lat!!!

    To sa po prostu bajki rozpowszechniane przez konkurencję - bo WALMART sprzedający swoją taniochę naprawdę niszczy konkurencję. Ale nawet WALMART nie jest w stanie sprzedawać wszystkiego - więc obok WALMARTów - podobnie jak w Polsce obok różnych marketów - istnieje spora sieć sklepów.

    Taka polityka "dumpingu" byłaby bez sensu. Przecież założenie sklepu w USA to kwestia trzech godzin - i natychmiast po zakończeniu "dumpingowania" wyrosłaby ponownie konkurencja. Gdyby, oczywiście, "monopolista" chciał podnieśc ceny powyżej rynkowych.

    Tak, że proszę to spokojnie zasuszyć w zielniku.

    Oczywiście, znajdzie Pan w US-Sieci całą kupę wypowiedzi popierających przedstawiony przez Pana punkt widzenia - podobnie, jak znajdzie Pan je w Polsce. O innych marketach.

    To są, powtarzam, bajki.

  • 27-05-2009 23:33:00

    Ważny aspekt

    Przebywam w Lublinie i okolicach. W trakcie dwóch dyskusyj zwrócono mi uwagę na rosnący zakres inwigilacji przez państwo naszego życia: kontrola telefonów, monitorowanie wszystkiego, podsłuchy...

    Część moich rozmówców postulowała, by uniemożliwić państwu prowadzenie tego typu działalności.

    Ja nie zgadzam się z taką opinią – a to z tego powodu, że uważam to za niemożliwe. Nie da się zabronić państwu zbierania wiadomości, które – zdaniem jego urzędników – mogą być pożyteczne przy np. łapaniu przestępców.

    Co w takim razie robić?

    Zamiast oślepiać i ogłuszać państwo, należy mu poobcinać łapska!

    Jeżeli uda się nam utworzyć państwo-mininum – to niech sobie ono gromadzi informacje. Czasem rzeczywiście mogą się przydać. Jeśli natomiast państwo nie będzie mogło ingerować w nasze życie – to co nam szkodzi, że te informacje sobie zbiera?

    Niech zbiera...

    Tylko, iż to stawia postulat budowy państwa-minimum w dramatycznym świetle. Jeśli tego nie zrobimy, to ludzie tacy, jak p.Andrzej Olechowski (dla przykładu tylko) zbudują nam raz-dwa faszyzm – co więcej: będąc przekonanymi, że właśnie walczą z faszyzmem.

    Bo walka z faszyzmem zmusza do używania wszelkich metod – podobnie jak walka z ludożerstwem nie może się obejść bez zjadania kanibalów... Dlaczego oni mogą bezpośrednio się pożywić na polu bitwy – a my nie?

    Musimy więc apelować do intelektualistów, by zamiast popierać właśnie neo-faszystów, zdali sobie sprawę z grozy sytuacji – i pomogli w akcji obcinania państwu rąk.

    Niestety: wymaga to pousuwania z posad całej kupy Krewnych-i-Znajomych – nawet tych intelektualistów, którzy w gruncie rzeczy z nami by sympatyzowali...

    =====

    PS. Kto chciałby pofatygować się i zagłosować na kol.Stanisława Żółtka w Krakowie – to ma okazję zrobić to tu i teraz:

    http://eurowybory.onet.pl/

     

     

     

  • 26-05-2009 23:53:00

    Jak się opisuje sondaże?

    Otóż poważna „Gazeta Prawna” oraz PBS DGA i „Ernst & Young”. Zrobiły sobie sondaż. Mam co do niego sporo krytycznych uwag, które zamieszczę w „Poradniku Handlowca”. Jednak na ONET.pl jest on zaprezentowany w taki sposób:

    Sondaż: bogaci powinni płacić wyższe podatki

    68% Polaków uważa, że osoby o wyższych dochodach powinny płacić wyższe podatki. Tylko 32% chciałoby wprowadzenia podatku liniowego - wynika z sondażu "Gazety Prawnej", PBS DGA oraz Ernst & Young.

    63% badanych twierdzi, że system podatkowy w Polsce jest skomplikowany (w tym 22% uznaje go za bardzo skomplikowany). Według "GP", taka opinia może wynikać m.in. z wysokości obciążeń podatkowych i z faktu, że przepisy podatkowe często się zmieniają.

    W porównaniu z poprzednimi latami (sondaż został zrealizowany po raz czwarty-PAP) rośnie liczba osób, które uważają system podatkowy za prosty. Podczas tegorocznego badania uznało tak 27% ankietowanych.

    Z sondażu wynika, że 65% badanych opowiada się za progresja podatkową. 34% popiera poprzedni system PIT ze stawkami 19 proc., 30 i 40 proc., a 31% jest zadowolonych z obecnej skali podatkowej.

    Badanie zrealizowano w dniach 8-10 maja na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1030 Polaków powyżej 15 roku życia.

     

    Po prostu: ręce opadają!

    Przede wszystkim kluczowe zdanie:

    68% Polaków uważa, że osoby o wyższych dochodach powinny płacić wyższe podatki. Tylko 32% chciałoby wprowadzenia podatku liniowego” jest absurdalne – bo przy podatku liniowym „bogaci” płacą przecież wyższe podatki! Jak zarabiam dwa razy tyle, to płacę dwa razy wyższy podatek.

    A jeszcze przed „przede wszystkim” : to nie „bogaci” płaca podatek dochodowy!!

    „Bogaci” nie płacą w ogóle nic – o ile trzymają złoto w skarbcu (jeszcze lepiej: zakopane w ziemi), a nie kupią np. nieruchomości.

    Podatek dochodowy płacą ludzie, którzy chcą dogonić bogatych, stać się bogatymi!! Między innymi dlatego jest on rujnujący.

    Zaraz wymyślę stosowny przykład... Tylko się wykapię - bo spływam potem! A we wannie dobrze się myśli!

     

  • 25-05-2009 23:46:00

    Haracz od CEPa

    Mamy kolejną odsłonę tragikomedii pt.”Wiązanie CEPa”. Okazuje się, że PiS – które z takim oburzeniem gromiło „Samoobronę” za próbę pobierania haraczu od swoich posłów – samo kazało swoim kandydatom na CEPów podpisywać takuteńkie oświadczenia.

    Z czego robi mu się aferę.

    Najzupełniej niesłusznie.

    Wolność polega na tym, że każdemu wolno podpisać dowolne z'obowiazanie. Skoro Iksiński ma wejść do PE korzystając z poparcia swojej partii – to ta ma prawo postawić mu dowolne warunki. Nawet taki, że ma oddawać na rzecz partii 100% swoich diet!

    (I tak zostanie mu drugie tyle w rozmaitych „dodatkowych korzyściach”...)

    Jak mu się nie podoba – to może z ramienia swojej partii nie kandydować. Wolna wola. Wolny człowiek w wolnym kraju. Inni czekają w kolejce...

    Kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ONI usiłują taką umowę przedstawić jako „niemoralną”.

    Front obrony CEPów przed wyzyskiem ze strony partyj?

    Na ogół to ja Państwu pewne rzeczy tłumaczę. Tu proszę: niech mi to ktoś wytłumaczy!

  • 24-05-2009 23:48:00

    Bronię „Gazetę Wyborczą”

    przed WCzc.prof. dr hab. chap Joanną Senyszynową (SLD, Gdynia). P.Profesoressa, czasem pisząca z humorem i do rzeczy, najwyraźniej traci poczucie humoru i rzeczowość, gdy pisze się o Niej. Oto spora część Jej wpisu na blogu:

    „Rzetelne dziennikarstwo przestało być w cenie. (...). Dlatego tytuł „Senyszyn zgadza się z Wierzejskim” jest lepszy od każdego innego. GW - relacjonując, odbywającą się w Krakowskiej Szkole Wyższej im. Frycza-Modrzewskiego, debatę kandydatów do Parlamentu Europejskiego - w każdej ocenie rozmijała się z faktami, które nie pasowały do przyjętej przed debatą tezy, że PO jest najlepsze. Prawda poszła w odstawkę. Pozostały mętne, nielogiczne, niespójne wywody. Autor, którego nazwisko miłosiernie pominę, plątał się w zeznaniach. (…) Czytelnicy dowiedzieli się jednak najważniejszego: najlepiej przygotowany merytorycznie był Sonik, bo „mówił okrągłymi zdaniami, unikał drażliwych kwestii i od czasu do czasu potakiwał”. W PRL-owskiej prasie też były artykuły z tezami, ale przynajmniej z logicznie dokumentowanymi.

    Po przeczytaniu tego człowiek mógłby odnieść wrażenie, że dziennikarz „Gazety(p.Rafał Romanowski – moim zdaniem: nie ma się czego wstydzić!) dopasowywał wszystko do tezy, że najlepszym był p.Bogusław Sonik (NB. znam teksty p.Sonika jeszcze z prasy podziemnej – i dziwiłbym się bardzo, by w tym towarzystwie nie był najlepszy!!). A oto odpowiednie zdanie z inkryminowanego artykułu:

    „Do sennej atmosfery debaty dostroił się najlepiej przygotowany merytorycznie Bogusław Sonik (nr 3 na liście PO). Mówił okrągłymi zdaniami, unikał drażliwych kwestii, od czasu do czasu potakiwał.

    - Oni właściwie wszyscy mówią to samo, tylko innymi słowami. Każdemu z nich zależy przecież na Polsce - komentowały szeptem dwie studentki KSW

    Otóz p.Romanowski (nb. reklamując p.Sonika - poprzez podanie numeru na liście) skrytykował Go przecież właśnie za okrągłe zdania i unikanie drażliwych kwestyj!! I za potakiwanie socjalistom: socjalistce-internacjonalistce i socjaliście narodowemu. A ta reklama jest przeciwko pozostałym kandydatom PO!!

    A potem naśmiewał się dyskretnie i z dyskutantów, i z zacnych, naiwnych studentek...

    To tyle - przepraszam za  2h 41' opóźnienia...

     

  • 23-05-2009 23:47:00

    Ludobójstwo na raty

    Dziś przy sobocie - taki drobiażdżek z ostatnich dni:

    Czytam: "W aptekach brakuje izoniazydu zwalczającego prątki gruźlicy. Lekarstwa, które przyjmuje 9000 Polaków rocznie, nie można zastąpić żadnym innym dostępnym na naszym rynku. Dlaczego nie ma izoniazydu?

    Jego producent, JELFA, nie przeprowadził rejestracji zgodnie ze standardami unijnymi i od stycznia go nie produkuje". I słucham w radio: "Producent oświadczył, że lek mu się nie opłaca, bo nie stać go na uzyskanie świadectw unijnych".

    To tylko jeden z tysięcy - albo i dziesiątków tysięcy - przypadków. Myślę, że niedługo stany - przynajmniej te zachodnie i środkowe - wyzwolą się spod okupacji federalnych, Europa spod okupacji federastów, Polska spod okupacji III RP - a wtedy wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób zakłócają działanie wolnego rynku w farmaceutyce - domagając się zezwoleń, świadectw, spełniania "standardów", dopłacając po uważaniu do ceny leków, wprowadzając darmowe leki, narzucając piramidalnie wysokie ceny leków itd. - staną przed sądem.

    Za ludobójstwo.

  • 22-05-2009 23:59:00

    W czym błądzi Prezes BCC ?

    Na dzisiejsze wystąpienie JE Lecha Kaczyńskiego, p.Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club, zareagował listem otwartym:

     Po co - Panie Prezydencie?

    Sytuacja gospodarcza naszego kraju jest trudna, działania rządu niewystarczające, brak informacji o rzeczywistym stanie finansów państwa mocno niepokojący. Według danych z pierwszego kwartału, krajowe podatkowe i niepodatkowe dochody budżetu w relacji rok do roku spadły o 3,8 proc., a wydatki wzrosły o 22,5 proc. To bardzo niebezpieczna sytuacja, wymagająca nadzwyczajnych działań. Jednak straszenie Polaków w sposób, w jaki dzisiaj zrobił to prezydent Kaczyński jest działaniem odwrotnym od tego, co jest teraz Polsce potrzebne.

    Po co Panie Prezydencie?

    Dopiero niedawno opanowane zostały dynamiczne spadki na giełdzie papierów własnościowych, zatrzymał się spadek wartości złotego. W decydującym stopniu udało się to osiągnąć przez dotarcie na rynki finansowe z przekazem, że polska gospodarka jest w nieporównanie lepszej kondycji, niż większość gospodarek regionu. Decyzje podejmowane na rynkach finansowych często dyktowane są powierzchownymi informacjami i emocjami. Prezydent swoim dzisiejszym orędziem w Sejmie dolał benzyny do ognia. Tak demagogiczne i dramatyczne w tonie wystąpienie psuje opinię o polskiej gospodarce, której sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna.

    Prognozy gospodarcze różnych ośrodków – w tym tak znaczących jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Komisja Europejska – różnią się od siebie. Obecny kryzys finansowy toczący światową gospodarkę nie ma precedensu. Wszystkie modele ekonomiczne się rozsypały. Aktualne prognozy dotyczące poziomu wzrostu gospodarczego dla Polski wahają się między minus 1,5 proc. do plus 1,5 PKB. Wszystkie prognozy jednak łączy jedno: Polska będzie miała jeden z najwyższych wskaźników w Europie i w regionie. Fakt ten nie może usypiać czujności nas wszystkich, nie zwalnia nas od koniecznych działań, ale też z pewnością nie potwierdza prezydenckiego czarnowidztwa.

    Prezydent powoływał się na wysoki wzrost gospodarczy w okresie rządów PiS. Uczciwie byłoby przypomnieć, że nie wykorzystano wtedy sprzyjających warunków dla restrukturyzacji (finansowej i rzeczowej) gospodarki. Zaprzepaszczone szanse reform, w tym brak decyzji o wejściu do ERM2 i przyjęcie w Polsce waluty euro spowodowały, że polska gospodarka dzisiaj przechodzi kryzys głębiej, niż by mogła.

    BCC zgadza się ze słowami Lecha Kaczyńskiego, kiedy mówi, że konieczna jest współpraca rządu z prezydentem w sprawach związanych z ratowaniem gospodarki. Liczymy na poparcie i nacisk prezydenta, aby rząd jak najszybciej skierował do Sejmu pakiet ustaw ograniczający wydatki sztywne.

    Obniżenie podatku VAT jest propozycja interesującą. W zasadzie to jedyna godna rozważenia propozycja ekonomiczna zawarta w wystąpieniu prezydenta. Reszta to czysta polityka.

    Po co - Panie Prezydencie?

     

    Marek Goliszewski

    prezes BCC

     

    Otóż p.prezes Goliszewski ma rację w sprawie zasadniczej: to wystąpienie było kompletnie zbędne. Przede wszystkim: prezydent III RP naprawdę powinien się zajmować polityką zagraniczną – natomiast nie powinien: gospodarką. Coś w końcu musi robić i „Rząd”... A także, niestety, Senat i Sejm.

    P.Goliszewski ma też rację, że było to skandaliczne poświęcenie dobra polskiej gospodarki – na ołtarzu walki partyjnej. Już początek „orędzia”: „W imieniu Polek i Polaków jestem uprawniony zadać pytanie. Jaka jest sytuacja gospodarcza i co rząd zamierza uczynić w obliczu kryzysu” - to czysta demagogia. Twierdzenie: „poczucie odpowiedzialności za państwo nie pozwala mi pozostawać biernym wobec niepokojących informacji dotyczących gospodarki - to... - tu wykreśliłem epitet: to w końcu Prezydent...

    P.Goliszewski ma też rację, że jedynym jasnym punktem wystąpienia Pana Prezydenta była propozycja obniżenia VATu. Pytanie tylko: dlaczego tylko do 18%-19% (a nie 15% - dolnej granicy wedle KE) – i dlaczego nie zrobił tego PiS, gdy był u władzy, a warunki do wprowadzania reform były lepsze, bo nie było kryzysu?
    I wreszcie zupełnie skandaliczny apel do Koalicji, by ta... nie zmniejszała wydatków budżetowych!
    Natomiast twierdzenie p.Prezesa BCC, że „ brak decyzji o wejściu do ERM2 i przyjęcie w Polsce waluty euro spowodowały, że polska gospodarka dzisiaj przechodzi kryzys głębiej, niż by mógł” - to też skandal. Przecież dwa zdania wcześniej p.Goliszewski pisał:

    Aktualne prognozy dotyczące poziomu wzrostu gospodarczego dla Polski wahają się między minus 1,5% do plus 1,5% PKB. Wszystkie prognozy jednak łączy jedno: Polska będzie miała jeden z najwyższych wskaźników w Europie i w regionie”. Właśnie dlatego, że nie zwiększa wydatków budżetowych, nie idzie droga zalecaną przez KE, czyli „gaszenia pożaru metoda wrzucania do ognia banknotów” - i nie weszła do strefy €uro ani nawet do ERM2.

    Więc po co to było pisać – panie Prezesie?

     

  • 21-05-2009 23:52:00

    O sprawiedliwości

     

    Zauważyłem, że Komentator {jurciopan} żałuje, że zgłoszenia do wyborów zamknięte, bo chciał założyć partię „Porządek i Sprawiedliwość

    http://tiny.pl/3hqk

    Twierdzi przy tym – nie wiem: ironicznie, czy serio – że co to jest „Prawo”, to nie wiadomo – a co to jest „Porządek”: tak. „Weźmy np. porządek w kolejce na stacji benzynowej. Czynne są dwie kasy i stoi jeden ogonek. Gdy w którejś kasie zwolni się miejsce, podchodzi następny z kolejki. I to jest sprawiedliwe! Czasami zdarzy się jednak, że ktoś nie zechce zauważyć przyjętego porządku lub stłumił w sobie umiłowanie sprawiedliwości i stanie konkretnie pod którąś z kas ignorując ogólną kolejkę, udając, że tamta stoi tylko do tej drugiej kasy. W ten sposób, mimo że przyszedł później od innych, udaje mu się "wydymać" nawet do kilku osób! I to jest niesprawiedliwe! Rzadko ktoś protestuje. Widocznie suma niezadowoleń osób "wydymanych" pozostaje w zgodnej równowadze z satysfakcją "dymającego". Ale dlaczego? – pyta jurciopan. Może dlatego, że ta minuta więcej nie robi różnicy ale może dlatego, że zobojętnieliśmy przez lata na jawną niesprawiedliwość zawartą w kodeksie ruchu drogowego pt. skrzyżowanie równorzędne. Jak to działa – podjeżdża ten "dymany" bo ma kogoś po prawej, puszcza go. Nagle znowu ktoś się pojawia po prawej więc ten po lewej dalej stoi zgodnie z przepisami. A potem znowu. Trzeba stać aż prawa strona się całkowicie wyprztyka. Tymczasem w USA, skrzyżowania równorzędne w których, każdy ma "stopa", działają w ten sposób, że podjeżdżający musi stanąć, po czym rusza ten, który podjechał pierwszy. Innymi słowy – o kolejności przejazdu decyduje kolejność "zameldowania się" na skrzyżowaniu. I to jest sprawiedliwe!

    Otóż: nie całkiem!

    System, w którym do dwóch kas stoją dwie kolejki jest też „porządny”. Czy mniej sprawiedliwy? Nie – jeśli uznamy, że ten, kto lepiej ocenia szybkość pracy kasjerów i obfitość (w super-marketach: koszyków) płacących powinien mieć pewne fory.

    Stosowane są obydwa.

    Naruszenie sprawiedliwości, o którym pisze {jurciopan} powstaje nie stąd, że ten system jest jakoś szczególnie sprawiedliwy – tylko stąd, że ktoś próbuje wyłamać się z systemu. Przy czym z mojej praktyki wiem, że w 80% wypadków ktoś zwraca wyłamywaczowi uwagę – i ten przeprasza i ustawia się w kolejce (w pozostałych 20% robię to sam...).

    Czasem zdarzają się sytuacje, w których wyłamywaczowi się naprawdę bardzo spieszy – np. jedzie odebrać dziecko z przedszkola. Wtedy nie jest tak, że on swoje 5 minut ceni pięć razy bardziej, niż pięciu pozostałych po minucie – lecz np. 25 razy. W takich przypadkach ludzie kulturalni proszą o przepuszczenie – ale trafiają się chorobliwie nieśmiali (choć na to nie wyglądają!) lub po prostu za dumni, by prosić. To daje się wyczuć. Kolejka po mowie ciała ocenia, czy nie warto go jednak przepuścić.

    Jednak zjawisko jest groźne, gdy taki wyłamywacz bezczelnie bardziej ceni swoje 5' niż jedną minutę dwudziestu pięciu osób. Wydawałoby się, że z punktu widzenia każdej z nich „to tylko minuta” - a jednak wtedy z reguły po kilka osób ochrzania nieszczęsnego wyłamywacza.

    Czyli: kolejka działa racjonalnie.

    Drugi przykład podany przez {jurciapana} jest z zupełnie innej parafii. System zmuszający kierowców do przepuszczania z prawej nie jest „mniej sprawiedliwy” od systemu All 4 STOP”, Czy gdyby {jurciopan} dojeżdżał do drogi głównej i miał przed sobą trójkąt – to też by narzekał, że jest „niesprawiedliwe”, że musi stać?!?

    Raz ja muszę kogoś przepuścić – raz inni muszą przepuścić mnie. Nie ma w tym żadnej „niesprawiedliwości”. Ten system jest natomiast o tyle lepszy od All 4 STOP”, że nie zmusza kilku samochodów do kolejnych hamowań: jak jedzie ich pięć jeden za drugim – to przejeżdżają ciurkiem.

    W USA jak takie dwie piątki spotkają się pod kątem prostym, to wszystkie muszą stanąć – potem przejeżdża ten z prawej, potem ten z lewej... Zły pomysł – chyba, że natężenie ruchu na jednej z dróg jest większe.

    Natomiast system „All 4 STOP” jest mniej-więcej równoważny polskim mini-rondkom!

     

  • 20-05-2009 23:59:00

    Co z tą frekwenncją?

     Zaczne od odpowiedzi na zdanie {Olekxy}: "UPR ma wyjątkowo wysokie notowania wśród: (tu wpisujemy, wspinaczy skałkowych, alpinistów, etc...) ale w wyniki wyborów jakoś zdają się tych notowań nie potwierdzać...”; dodaję: również wśród kibiców piłkarskich, żołnierzy Legii Cudzoziemskiej, żołnierzy w Iraku, marynarzy i załóg platform wiertniczych na Bałtyku. Wybory to potwierdzają. Tyle, że nie są to grupy najliczniejsze...

    Co do dyskusji o samej frekwencji: najbardziej rozbawiło mnie podesłane przez p.Moderatorke twierdzenie {~} „Wyższa frekwencja jest korzystniejsza z tego samego powodu, z jakiego większa próba lepiej obrazuje rozkład cechy w zbiorowości”.

    Ów Komentator najwyraźniej uważa, że celem wyborów nie jest wybranie najlepszych ludzi lub najlepszego rozwiązania – lecz odwzorowywanie jakiejś cechy w spoleczeństwie!!!

    Co wiuęcej: jest to marne odwzorowanie. Jeśli społecznośc liczy 100.000 ludzi gotowych zapłacic 50.000 zł za (A) , 1000 ludzi gotowych zaplacic 50.000 byle wybrano (B) i 500.000 gotowych zaplacic za (B) co najwyzej 5 zł (bo mało im na (B) zalezy – to wynik głosowania będzie 501.000 za (B) i (100.000) za (A) – ale czy to odzwierciedla preferencję społeczną???

    Należy się nad tym solidnie zastanowic – zanim się odpowie...

    {Wojt_ass77} pisze „(…) co ciekawe, jakiś czas temu miałem okazję na moim uniwersytecie (Uniwersytet Śląski, kierunek) dyskutować z jednym z doktorów na temat frekwencji wyborczej, i on - mimo naszej renomy "czerwonego uniwersytetu" - zgodził się ze mną, że w ustroju o obecnym kształcie lepiej, żeby rządziła świadoma mniejszość, niż większość, która zagłosuje na "kogośtam", bo przeczytała w Fakcie, że zrobi wszystkim dobrze...

    {elmaz} odpowiada: „Zapomniałeś dodać dla kogo lepiej...” - i to jest to pytanie. KTÓRA mniejszośc ma rządzić?

    {Mseneka} ppodnosi inny temat: "Pragnę dodać tezę moim zdaniem nie mniej ważną od przedstawionej we wpisie na blogu. Według mnie nie chodzi im tylko o to by ludzie wzięli odpowiedzialność za swe decyzje przy urnach wyborczych na swoje barki, ale też w zgodzie z naturą człowieka wypierającego się popełnianych przez siebie błędów, przelali swą złość na tych, którzy zagłosowali odmiennie. Prowadzi to w konsekwencji do eskalacji napięć w społeczeństwie, powoduje wzrost wzajemnej niechęci, zaś docelowo - nienawiści. Jako przykład polecam zajrzenie na dowolny, nieprofesjonalny portal serwujący news'y polityczne (jak onet) i przejrzenie treści komentarzy internautów zamieszczane pod informacjami politycznymi. Z powyższego wynika 1% merytorycznej dyskusji i 99% obrzucania się błotem." To musze przemysleć...

    {staryGlut} twierdzi, że: „Bóg jest miłością - nie potępia nikogo”. Z wyjątkiem - zwracam uwagę v- tych, których posyła tam, gdzie jest placz i zgrzytanie zębów...

    Wreszcie {jar87} "Bardzo trafne spostrzeżenie wskazał Pan w końcu wpisu. Tutaj chodzi o to, żeby głosujący wzięli odpowiedzialność za działania polityków na swoje sumienie. W zasadzie taka jest chyba istota demokracji (w aktualnej nowo-mowie).

    Ze swojej strony mogę dołożyć komentarz, z dyscypliny jaką się nieco zajmuję. Mianowicie UE wcale nie zaprzecza, co więcej - jest to oczywiste dla administratywistyki wspólnotowej (nazwijmy to "zarządzeniem publicznym", że celem działania administracji (a zatem całego aparatu państwa) nie jest zapewnianie dobrobytu, nie jest też zapewnianie sprawiedliwości, nie jest też (co miałoby już jakiś sens) zapewnianie w miarę równego pola do uczciwego działania, tak aby każdy mógł budować swoje szczęście, niezależnie od tego jak by je widział. Nie, celem działania państwa i jego administracji, także celem istnienia "prawa" jest utrzymanie porządku społecznego.

    I cóż utrzymanie porządku społecznego może znaczyć? Idzie o to, żeby nikt nie mógł w zgodzie ze swoim sumieniem wyjść na ulicę z karabinem w ręce i rozpocząć walki z władzą. UE wymyśliło sobie nową koncepcję zarządzania - tzw "dobrą administrację" (fair administration), która poprzez stworzenie "wysokich standardów" i "szerokich gwarancji" ma zapewniać, właśnie, 'spokój społeczny'. Nie oszukujmy się - nie chodzi o to, żeby zbudować drogi, szkoły, szpitale, czy dbać o konkurencję. Nie chodzi też o to, żeby ludzie byli dla siebie bardziej ludzcy, czy też żeby byli bardziej zasobni. Idzie tylko o to, żeby byli spokojni. I tak na dobrą sprawę UE wcale się nie kryje z tym, że to właśnie jest jej głównym celem. A demokracja, poszanowanie praw człowieka i nowo-mowa są najlepszą drogą do osiągnięcia tego celu.

    Jak rozumiem Sz.P. JKM temu się przeciwstawia, bo ma inny cel? Może właśnie każdą dyskusję należałoby sprowadzić do tego, fundamentalnego poziomu? Bo jednak ciężko się rozmawia o szczegółach jakiegoś rozwiązania, jeśli druga strona za jedyny cel bierze sobie spokój społeczny i raz, że sama tego nie widzi, a dwa, że nie widzi tego, że ktoś może mieć inny cel"

    Otóż to: dawniej władcy chcieli np. zaprowadzac sprawiedliwość, a nie „pokój społeczny” - co oznacza, że ludzie mają się bez protestów daewac wyzyskiwać! A cele istnienia państw były RÓŻNE - co zapewniało zdrowa konkurencję między - właśnie - ideami państwa...

  • 18-05-2009 23:54:00

    Dlaczego wzrost cen jest szkodliwy?

    Ludzie często czytają to, co ja (i inni uczeni tej szkoły) piszę o gospodarce – i bez protestu łykają argument: „Jeśli ceny samochodów wzrosną, to ludzie kupią albo mniej samochodów, albo mniej ubrań, butów itd. - a więc spowoduje to spowolnienie gospodarki, utratę miejsc pracy..” itp. itd.

    W rzeczywistości wcale tak nie jest!

    Gdyby pieniądze z podwyżki ceny np. butów trafiały do producentów butów – to nie byłoby żadnego problemu. Zamiast Kowalskiego, inżyniera, dodatkową koszulę kupiłby sobie Wisniewski, szewc – co w niczym nie narusza interesów producentów bielizny!

    W rzeczywistości jest nawet korzystne, by złotówka w tym samym czasie mogła obiedz nie dwóch, trzech czy dziesięciu – a np. 40 ludzi. Gospodarka dzięki temu lepiej pracuje. Ludzie szybciej wymieniają się swoją pracą, usługami itd.

    Problem w tym, że jeśli ceny wzrastają, to państwo zbiera z tego podatek. Tymczasem pieniądze w ręku państwa oznaczają, że 40% ich znika: po prostu się marnuje, bo urzędnicy albo je marnotrawią, albo wydają nieefektywnie.

    I to TO jest problemem!

    Podatek dochodowy to największe zło, jakie może przytrafić się krajowi.

    Pomijając takie rzeczy, jak związki zawodowe, wojna, równouprawnienie kobiet, trzęsienie ziemi i inne nieszczęścia...

  • 17-05-2009 23:54:00

    Wodowania, wodowania...

    Właśnie dochodzi północ. Od jutra przestaję zaglądać do komentarzy na blogu na ONET.pl – więc jeśli ktoś z Państwa jeszcze je tam zamieszcza, to proszę zalogować się tutaj – i wpisywać tutaj.

    Oddałem po prostu pole trollom. Trudno.

    Z'irytowali mnie jednak nie tyle trolle i automaty – lecz ludzie piszący absurdalne zarzuty, że np. nagle protestuję przeciwko likwidacji Stoczni Szczecińskiej. Każdy, kto zajrzał na V-BLOG wie, że to chwaliłem...

    ...tyle, że tej likwidacji, niestety, nie będzie.

    I mogę się założyć, że nabywca obiecał nadal produkować w Szczecinie statki – pod warunkiem, że tzw. Rząd będzie go jakoś dofinansowywał.

    Nic się nie zmienia...

    Będziemy nadal dopłacać...

  • 16-05-2009 21:59:00

    Co to jest „prywatyzacja”?

     

    Urocza towarzyszka Sylwia Pusz, klasyczna Czerwona Pasożytka (założyła firmę doradzająca, jak wycyga.. pardon: wyromowywać pieniądze z Brukseli) zaatakowała p.Krzysztofa Czumę – za to, że ośmielił się grozić pozwem sądowym pewnej bloggerce. Merytorycznie sprawa jest skomplikowana, bo p.Czuma jr. oczywiście nie ma racji piekląc się o zwrot: „...jestem dziwnie przekonana, że lada dzień informacje NEWSWEEKa się potwierdzą” (każdemu wolno pisać o swoich przekonaniach...) - natomiast ma rację chcąc pozwać „Katarynę” o drugą część tego zdania: „i okaże się, że minister sprawiedliwości kolejny raz minął się z prawdą”. Pozwana musiałaby udowodnić, że JE Andrzej Czuma jako Minister Sprawiedliwości co najmniej dwa razy minął się uprzednio z prawdą...

    Tow.Pusz jednak wali na odlew domagając się przypiekania obydwu pp.Czumów na ruszcie. To narusza Ich podstawowe prawa: każdemu chyba wolno chcieć złożyć pozew do sądu – i nie może być tak, by p.Andrzej Czuma nie mógł tego uczynić, bo „Kataryna” jest anonimowa(y?). W tej absurdalnej sytuacji można oczywiście powoływać się na wolność słowa, otwartość Internetu, itd. Jednak tak naprawdę w tym wszystkim istotne jest coś innego: towarzyszkę Pusz najwyraźniej dotknęła choroba władzy. Polega ona na tym, że po objęciu stanowiska, człowiek hardzieje, zmienia mu się głos, zaczyna wierzyć, a z czasem nabiera pewności, że jest nieomylny, lepszy, mądrzejszy niż plebs. Opisał to swego czasu Kapuściński w Cesarzu. Mistrz reportażu nie byłby zaskoczony reakcją tow.Pusz. W mniemaniu p.Posłanki SLD (obecnie radnej SdPl z Poznania) taki „nikt” jak Czuma śmie podnosić rękę na takiego „kogoś” jak „Kataryna”. I tu pojawia się już poważny problem. Polityk z takimi objawami choroby władzy powinien być natychmiast wyleczony (…).

    To był cytat z blogu tow.Pusz ( http://sylwiapusz.blog.onet.pl/ ) - zamieniłem tylko nazwiska...

    Przy okazji zajrzałem na blog „Kateryny”, bo słyszałem, że Lewica uważa ją za ważna bloggerkę. I znalazłem echa ciekawej sprawy.

    Otóż gdy Państwo słyszycie, że coś zostało „sprywatyzowane”, to Wam się wydaje, że to coś jest prywatną własnością. Ja też tak myślałem. Kiedyś jednak przeczytałem coś, co temu przeczyło. Zadzwoniłem więc do Ministerstwa Skarbu, skąd dostałem autorytatywną odpowiedź, że gdyby rząd Republiki Francuskiej wykupił na własność cały majątek III RP, a „Rząd” Rzeczypospolitej wykupił na własność cały majątek RF – to w obydwu krajach nastąpiłaby całkowita prywatyzacja!!!!

    Piszę to, bo „Kateryna” zajęła się półtorej roku temu sprawą p.Beaty Sawickiej, b.Posłanki (PO, Gdańsk) – wrednego babsztyla, która przyjęła łapówkę za pomoc w „prywatyzacji” kawałka Helu – i bodaj do dziś nie została ukarana, bo... popłakała się przed kamerami, że „została uwiedziona”. Otóż p.Sawicka miała zajmować się jeszcze licznymi prywatyzacjami – głównie szpitali. Oferowała m.in. sprzedaż szpitala KGHM w Lubinie. Na co ktoś zauważył, ze szpital ten został już sprywatyzowany - więc sympatyzujące z PO media z ulgą uznały, że zeznania p.Sawickiej to bredzenie głupiej baby i sprawę trzeba zamknąć.

    Tymczasem „Kateryna” słusznie podniosła, że „prywatyzacja” tego szpitala polegała na tym, że jest on własnością... KGHM, który jest spółka w 100% państwową!!! W związku z czym nadal „grozi mu” prywatyzacja.

    Czyli III RP sprzedała go samej sobie i pobrała zapewne od siebie odpowiedni podatek. Ciekawe, jaki jest procent tak „sprywatyzowanych” firm – a jaki procent trafił w ręce jednego, pojedyńczego właściciela, osoby fizycznej?

    Podejrzewam, że stosunek jest 60% : 1%

    To o „prywatyzacji”. Przy okazji „Kateryna” (warto to przeczytać: http://www.kataryna.salon24.pl/2421,sawicka-plecie-trzy-po-trzy ) prześlizguje się po problemie: „Po co sprzedawać firmę, która przynosi zysk?” - najwyraźniej uważając, że państwo takiej firmy sprzedawać nie powinno.

    Tymczasem 99% sprzedawanych na świecie firm przynosi zyski!! Gdybym odziedziczył po dziadku dającą zysk fabrykę mydła, to natychmiast bym ja sprzedał komuś, kto zna się na produkcji mydła... Z licytacji, oczywiście – za sumę mniej-więcej równa 6-letniemu zyskowi z firmy. Bo mniej-więcej tyle wynosi wartość firmy - a ja się na produkcji mydła nie znam. Za te pieniądze kupiłbym za to zapewne firmę, na której działalności się znam.

    A ponieważ państwo nie zna się na produkcji niczego (bo skąd JE Donald Tusk miałby się znać na wszystkim?) to powinno jak najszybciej sprzedać wszystko.

    Z licytacji, oczywiście.

    =====

    PS. Ktoś powie: przecież państwo (czy ja) możemy wynająć kogoś, kto się zna?

    Jest to błąd; z trzech powodów.

    Pierwszy jest drobniejszy. Jeśli wynajmę Dyrektora, to firma musi utrzymać dwóch ludzi (z rodzinami): Właściciela i Dyrektora. Gdyby ten Dyrektor sam firmę kupi, będzie musiała otrzymywać tylko jedną rodzinę – więc będzie mogła obniżyć ceny i stać się bardziej konkurencyjna.

    Drugi jest powazniejszy: ja (lub państwo) będziemy czasami wtrącać się w działania Dyrektora, co powoduje, że nie będzie on działał tak szybko i swobodnie, jakby mógł. Zawsze będzie myślał: „A co na to powie właściciel; jak go przekonać”? Będzie musiał zdawać sprawę ze swych poczynań, a z czasem zacznie więcej uwagi poświęcać temu, jak wygląda sprawozdanie – a mniej: jak wygląda firma.

    Trzeci jest zasadniczy: Właściciel myśli o długofalowym zysku z firmy. Dyrektor myśli o zysku... swoim. Nie znaczy to, że zaraz będzie firmę okradał – ale np. na dwa lata przed emeryturą może działać tak, by firma znakomicie stała za dwa lata... a potem to już może plajtować. Może też dać komuś nieco lepsze warunki w nadziej, że gdyby właściciel go zwolnił, to ten da mu potem dobrą posadę.

    Na ten problem zwrócił już uwagę... Jezus Chrystus! W przypowieści „O obrotnym rządcy” ( http://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=331 )

    Przypowieść kończy się słowami: „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości”. Święci nie jesteśmy – o, nie.

    I dlatego wszystko powinno być prywatne. Ludzie samych siebie nie okradają.

  • 15-05-2009 21:48:00

    To jaki system głosowania byłby znośny...

     

    ...gdybyśmy mieli żyć w w d***kracji? Odpowiadam: w d***kracji, to ja żyć nie chcę – natomiast w republice (czyli w państwie, w którym istnieje praworządność i wolny rynek) żyć się daje – czego przykładem była Respublica Romana w pierwszych stu latach – czy Stany Zjednoczone do końca XIX wieku.

    Kto czytał śp.Aleksego de Tocquevill'a (lub choćby Arystotelesa ze Stagiry...) ten wie, że gdy się raz zacznie d***kratyzację, to jest ona niepowstrzymana. Dlatego w rozsądnej republice system wyborczy musi być częścią Prawa (tzn. L*d może wybierać przedstawicieli, ale L**owi nie wolno zmienić Praw Fundamentalnych, w szczególności systemu wyborczego). A jaki powinien on być?

    Warianty mogą być różne. Na pewno do różnych ciał muszą być rożne wybory. W skrócie ja opowiadam się za takim, jak był w wyborach do Senatu w USA 150 lat temu. Z kilkoma ważnymi poprawkami i uzupełnieniami.

    Czyli: w Radzie Stanu mamy 11 Radców Stanu, w Senacie 32 Senatorów (plus byli Prezydenci) w Sejmie 120 Posłów.

    Posłów wybierają (pośrednio) elektorzy wybrani w gminach przy okazji poprzednich wyborów (a więc nie wiedzący, kto będzie kandydował(!!) Chodzi o to, by uniknąć degeneracji tego systemu; w USA elektorzy z góry mówią, na kogo zagłosują...) . Elektorów mają prawo wybierać obywatele płacący podatek od nieruchomości – lub ci, którzy zapłacą za kartkę (tyle, by pokryło to koszt wyborów).

    Poprawka „tradycjonalistyczna”: kobiety nie głosują w wyborach do Senatu ani Sejmu. Głosują w wyborach do Rady Stanu, a w wyborach prezydenckich (powszechnych, ale pośrednich) mają zagwarantowane 2/3 stanowisk elektorskich (prezencja i elokwencja są bardzo ważnymi cechami prezydenta – natomiast nie powinny odgrywać żadnej roli w wyborach do Sejmu, ani do Senatu!!)

    Poprawka śp.Fryderyka von Hay'ka (dopasowana do sytuacji w Polsce): w wyborach do Sejmu głosują wyborcy w wieku 35-39 lat. Do Senatu 45-49 lat, do Rady Stanu 56-65 lat. Zamiast zasady von Hay'ka: „Jeden człowiek – jeden głos” mamy więc zasadę: „Jeden człowiek – trzy głosy” ; każdy mógłby więc głosować aż trzy razy w życiu. Plus w wyborach prezydenckich i samorządowych.

    Poprawka „holenderska”: w wyborach do Senatu liczba głosów mnożona jest przez liczbę posiadanych dzieci. Holendrzy uzasadniali to tym, że w Senacie decyduje się o sprawach raczej długofalowych (a nie np. o budżecie) – więc słusznym jest, by ojciec głosował za niegłosujące dzieci.

    W wyborach samorządowych głosują wyłącznie obywatele ziemscy (lub miejscy) – czyli posiadający nieruchomość w danej miejscowości – z siłą głosu proporcjonalną do płaconego od nich podatku. 

    Proste - jak rączka od parasola.

  • 14-05-2009 23:52:00

    Euro-handełe

    Mój Ojciec mówił mi parokrotnie, że jakiś Żyd, z którym pracował w okresie okupacji, powtarzał wielokrotnie: „Najgorszy handel jest lepszy, niż najlepsza produkcja”.

    Jest to, oczywiście, bzdura: taki Krupp czy Ford dorobili się całkiem sporych majątków na produkcji; jeśli jednak złagodzić to zdanie na: „Przeciętny handel jest lepszy, niż przeciętna produkcja” - to można to uważać za prawdziwe,

    Z pewnym zastrzeżeniem. Takim mianowicie, że bystrego handlowca można przyuczyć do kowalstwa – a silnego kowala ciężko nauczyć handlu... być może więc ta różnica bierze się stad, że handel jest w sobie lepszy – lecz stąd, że zajmują się nim bystrzejsi ludzie?

    Podobnie: absolwenci studiów nie dlatego są inteligentniejsi od średniej, że studia uczą inteligencji – lecz dlatego, że średnia inteligencja idących na studia jest znacznie wyższa od reszty.

    Z licznymi wyjątkami – oczywiście.

    Wracając do handlu: żyjemy ponoć w epoce post-industrialnej. Ludność Europy to prawie pół miliarda. Po doliczeniu Rosji, Ukrainy, Białej Rusi itd. - 800 milionów.

    Nie ma więc najmniejszego powodu (poza tym, że nie wszyscy nadają się do handlu) by CAŁA ludność Polski nie zajmowała się wyłącznie handlem między Hiszpanią a Grecją, między Włochami, a Norwegią, między Anglią, a Szkocją (a, tak – czemu nie?), między Irlandią, a Ukrainą...

    Ostatecznie Żydzi od 2000 lat zajmują się głównie handlem i finansami – i choć narodek to nieliczny, popatrzmy jaka to potęga, jakie mają wpływy...

    Czy osiągnęlibyśmy choć jedną dziesiątą tego fedrując pod ziemią, staczając statki i pachając rolę?

    Podejrzewam, że niektórzy sączą nam w uszy, że handel to jakieś podejrzane zajęcie – po to, by pozbyć się konkurencji,

    Na szczęście: Polak potrafi! Pamiętam, że gdy 15 lat temu władze Urugwaju zaczęły (jak głupie) „chronić swój rynek przed zalewem tanich komputerów z Taiwanu” - powstała potężna sieć przemytu tych komputerów.

    Niemal czysto polska.

    Polacy – i chwała Im za to - nieśli wtedy fragment wolności Urugwajczykom gnębionym przez własny reżym.

    I, jak pisałem już wtedy: dumny jestem z naszych Rodaków!!

  • 13-05-2009 23:41:00

    "Libertas" idzie w górę

    "DZIENNIK" oskarżył reżymową TVP, że ta promuje "LIBERTAS". P.Piotr Farfał odparł na to z godnością, że wszystkie komitety traktuje absolutnie jednakowo, a zmuszanie Go, by pokazywał częściej PO i PiS jest oburzające, sprzeczne z d***kracją itp. itd.

    Oczywisnie nie jest to sprzeczne z d***kracją - w d***kracji większość może robić co chce - a zwolennicy PO i PiS mają (jeszcze...) większość. Natomiast, najoczywiściej w świecie, "Libertas" pokazywana jest dziesięć razy częściej, niż  UPR.

    I dlatego "Libertas" z 1% wyszedł już na 3%. Bo w d***kracji ważne jest, by mówiono - wszystko jedno co.

    "Libertas" nie zaszkodziła obecność p.Lecha Wałęsy, to, że wziął On za to €100.000 (a weźmie jeszcze więcej), to, że powiedział, że dla PO to pracuje za darmo, "bo to przyzwoici ludzie", to, że partię narodowców założył cudzoziemiec...

    To nie ma znaczenia. Pokazuje w TV - i to wystarcza.

    To wyjaśnienie, dlaczego UPR ma takie sondaże, jakie ma...

  • 12-05-2009 23:44:00

    Jak działają programy prowadzące sondaże

    Zauważyłem zdumiewające zjawisko na jednej z sond (prowadzonej na rozmowy.ONET). Nie sądzę, byśmy natknęli się na manipulację: sądzę raczej, że jest to przykład fatalnego działania pozornie prostych programów. Być może spowodowane tym, że programy te mają wbudowane furtki do manipulacyj – bo jak inaczej wytłumaczyć, że program nie potrafi automatycznie i natychmiast policzyć... procentów?

    Zbiorę ilustracje – i je Państwu przedstawię. Będzie to gotowe dopiero koło pierwszej – przepraszam tych, którzy chcą już iść spać – z tym wpisem do poduszki...

    ...ale jutro też jest dzień!

    Właśnie jest godzina pierwsza  - i przed chwila wszedłem na stronę tej sondy ( http://rozmowy.onet.pl/4215,1,sonda_noscript.html ). Kol.Michał Marusik ma nadal 4% - ale nie o tym chce pisać. Są ciekawsze fragmenty.

    Oto na p.Hannę Fołtyn-Kubicką (PiS) oddano 5325 głosów co dało Jej 19%.

    Zaś na p.Janusza Lewandowskiego (PO) 10491 głosów - co daje Mu... też 19% !!

    Ponieważ napisanie programu potrafiacego dodać dwa słupki i podzielić liczby z jednego przez sumę drugiego potrafi dziś co drugi gimnazjalista, przeto sądzić należy, że to zdumiewające zjawisko ma jakąś głębszą przyczynę.

    U samego dołu, już poniżej rubryki "nie będę głosować" (procent tych ludzi jest śmiesznie  mały - ale pamiętajmy, że osoby, które nie będą glosować praktycznie nigdy nie wchodzą na strony z takimi sondami!!!) jest potężnie obsadzona (38% w tej chwili) , nie podpisana rubryka – stanowiąca różnice między 100%, a suma wszystkich innych!! Co to właściwie jest?

    Światło na to mogą rzucić dwa zrzuty z okolic godziny 16.tej pokazujące dwa zestawy danych z tej sondy. Niestety: nie dało rady zamieścić ich na portalu by były widoczne (stad – plus nieoczekiwany telefon od Pewnej Znanej Pani - ponad godzina opóźnienia w zamieszczeniu tego wpisu) – i musiałem zamieścić je na blogu pod adresem:

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/ (przy wpisie z 10 maja!)

    Proszę zwrócić uwagę na to, że suma głosów jest niemal identyczna – bo dzieli je parę minut różnicy. W tym czasie padło 37 głosów, z czego na kol.MM 6 (16%) Na sondzie wcześniejszej wyniki są w miarę poprawne – na późniejszej COŚ się stało. Wszystkim procenty spadły, pojawiła się za to tajemnicza rubryka u dołu oraz... „-100%” na Panią z Prawicy Rzeczypospolitej.

    I teraz to pytanie: co – czy nie to, że zaczęło grozić, że kol.Michał Marusik przekroczy 5% - spowodowało, że program zwariował? Tu musiały zadziałać jakieś ograniczniki – bowiem tak prosty program nie ma prawa się popsuć.

    Może ktoś z Państwa umie ten fenomen wyjaśnić?

     

  • 11-05-2009 23:55:00

    Sondaże jako broń polityczna

     „Gazeta Polska” rąbnęła ogromniasty artykuł o roli sondażowni w życiu politycznym III Rzeczypospolitej. Radzę go najpierw przeczytać:

    http://wiadomosci.onet.pl/1378623,2677,1,1,kioskart.html

    Tu streszczenie dla tych, którym się nie chce: biura badania opinii publicznej fałszują wyniki sondażów; zostały powołane przez ludzi stanu wojennego, a sondaże mają popierać ludzi SLD, UW (PD) ew. PO – a zwalczać Prawicę. Jeśli jakieś biuro się wyłamuje – to media po prostu nie podają badań robionych przez tę sondażownię.

    Artykuł jest słuszny – ale zawiera jeden, typowy dla „Gazety Polskiej”, podstawowy błąd.

    Sondażownie są opanowane nie przez „ludzi z post-komuny”. Są opanowane przez ludzi euro-lewicy.

    To całkiem co innego! Weźmy np. wspomnianego w artykule jako dyżurny autorytet moralny p.prof.Ireneusza Krzemińskiego. Jest to człowiek opozycji, stanu wojennego (i jego autorów) nienawidzi, był członkiem Kongresu Liberalno-Demokratycznego – ale gdy przemawiał, to i ja, i p.Donald Tusk, i p.Janusz Lewandowski chwytaliśmy się za głowy: „Co ten socjal-demokrata robi w KL-D?”.

    Robi właśnie to. Wspomaga lewicową propagandę pod płaszczykiem „liberalizmu”. W rozumieniu "amerykańskim", lewicowym.

    Wielkim Nieobecnym w artykule jest Unia Polityki Realnej. To my byliśmy cały czas konsekwentnie i z premedytacja mordowani na śmierć przez sondażownie. Bo my nie wrzeszczeliśmy, tylko chcieliśmy zabrać IM rzecz najdrozszą:

    KORYTO!

    Mordowano na ogół w najprostszy sposób: nie pytano w sondażach o UPR. Kiedy raz w sondażach UPR. przekroczyła 6% - po prostu tego sondażu nie podano do wiadomości publicznej.

    I tak udało IM się wpoić w ludzi przekonanie, że UPR. – jedyna konsekwentnie prawicowa i wolnorynkowa partia - to twór, na który nie warto oddawać głosu, bo będzie on "zmarnowany".

    I to jest ICH ogromny, niezaprzeczalny,  sukces

     

  • 10-05-2009 23:48:00

    Jeszcze krótko i niedzielnie - o Rosjanach.

     

    {seba70nh} napisał: "Rosjanie nie mają za bardzo alternatywy. Musieli by wrócić do caratu,albo zapomnieć o mocarstwowej pozycji. Obie te możliwości są trudne i wymagają wielu wyrzeczeń i mądrych przywódców.
    Państwa uprawiają politykę historyczną,która zastępuje im wojnę. Zamiast zatem inwestować w armię większe pieniądze - co jest drogie - można inwestować w politykę historyczną, która da nam siłę do walki z atakami odszkodowawczymi i innymi
    .(...) Otóż to! Ja bym chciał, by Rosjanie nawiązywali właśnie do caratu. Modliłem się, by p.Włodzimierz Putin, będąc u szczytu popularności, po prostu mianował się Carem. Niestety: jacyś mali ludzie rosną w tej d***kracji...

    Bez wyobraźni.

    Z kolei {perez} twierdzi, że wszystko przez to, że Rosjanie maja kompleks niższości - i bycie potęgą, jako Związek Sowiecki (którego wszyscy się bali...) ten kompleks im kompensuje. Bo ja wiem? Może coś w tym i jest. {perez} kończy pojednawczo:."Mimo wszystko to ciekawy naród i szkoda ze mamy z nimi wciąż na pieńku".

    Ja nie mam... 

  • 09-05-2009 23:53:00

    Nowe, rewelacyjne metody badań historycznych

     

    Czytam właśnie na swoim portalu taką wiadomość:

    P.Jerzy Żukow, rosyjski historyk w wywiadzie dla "Komsomolskiej Prawdy" neguje odpowiedzialność Stalina za Katyń. Wg niego "nie ma dokumentów", które by potwierdzały winę władz ZSRR za zamordowanie ponad 22 tys. Polaków. A polsko-rosyjski spór o Katyń skończy się dopiero, gdy Polacy ogłoszą dokumenty dotyczące śmierci tysięcy czerwonoarmistów, którzy w 1920 r. dostali się do niewoli polskiej.

    - i trochę się złoszczę.

    Przede wszystkim: Rada Najwyższa Związku Sowieckiego, gdzieś tak na miesiąc przed rozwiązaniem tego państwa, za mord w Katyniu przeprosiła, p.Borys Jelcyn udostępnił dokument, na którym nie tylko Józef W. Djugashvili, ale i kilku innych członków PolitBiura KPZS podpisało się pod tą decyzją – a taki facet z miedzianym czołem spokojnie oświadcza, że to wcale nie jest udowodnione – i (to właśnie mnie denerwuje!) robią z Nim wywiady jako z „historykiem”!!

    Pewno „czołowym historykiem” - od tego miedzianego czoła...

    Po drugie: co ma wspólnego mord w Katyniu – ze śmiercią tysięcy czerwonoarmistów w 1920 roku? Jest prawdą, że jeńcy ci byli trzymani w okropnych warunkach – i masowo umierali. Chciałbym jednak zauważyć, że RFSSR (nie „Związek Sowiecki”, który wtedy jeszcze nie istniał!!) nie podpisała Konwencji Haskiej (ani Genewskiej), więc traktowanie jeńców było mało humanitarne (bo serca do bolszewików to nie mieliśmy). Przypominam też, że na grypę-”hiszpankę” w latach 1918-20 zmarły – bynajmniej nie w obozach – 23 miliony ludzi.

    Takie to były czasy.

    Gdyby jednak wojsko polskie w 1920 roku nawet z zimną krwią wymordowało 200.000 bolszewickich jeńców – to nie zmienia to tego, że władze sowieckie popełniły mord na polskich oficerach. P.Żukow proponuje nam zupełnie nową metodę „badań historycznych”. Wyglądałoby to tak: niemieccy historycy uznają, że mordowali ludzi w Oświęcimiu – ale pod warunkiem, że historycy angielscy przyznają, że obrzucili bombami otwarte miasto Drezno mordując 140.000 ludzi!!! Jeśli uznają, że zamordowali tylko 80.000 – to Niemcy przyznają się tylko do Żydów i Polaków – a do Cyganów już nie...

    A ostatni powód mej złości: dlaczego polskie agencje nie informują o pracach jakichś normalnych ludzi – a gdy tylko jakiś kretyn wypichci taką „tezę naukową” - to od razu się o tym Polaków zawiadamia? To znaczy: dobrze, że się zawiadamia (bo to groźny symptom) – ale o innych też warto by poinformować...

    I wreszcie irytuje mnie – ale to już permanentnie: dlaczego Rosjanie, którym bolszewicy i staliniści wymordowali tysiąc razy więcej ludzi, niż nam w Katyniu – zamiast odciąć się od Związku Sowieckiego jak Austriacy od narodowego socjalizmu i wieszać na nim psy – bronią dobrej opinii o ZSRS?!?

    Tak im zależny na byciu duchowymi dziećmi Związku Sowieckiego??

  • 08-05-2009 23:53:00

    Dość nieoczekiwany zwrot

     

    Jeśli przypomnieć sobie, z jaką ostentacyjną niechęcią Wspólnota reagowała na propozycje przyjęcia do Wspólnoty Ukrainy (a już wręcz z nienawiścią na propozycje przyjęcia Białorusi) zadziwia przyjęcie na szczycie w Pradze idei „Partnerstwa Wschodniego” - czyli nawiązania bliższych stosunków (np. „stowarzyszenia” - podobnie jak z b. koloniami francuskimi) z Armenia, Azerbejdżanem, Białorusią, Gruzja, Mołdawia i Ukrainą.

    Pomysł ten najpierw „zatwierdził” tzw. Parlament Europejski – co jednak nie ma żadnego znaczenia (podobnie jak nie ma, niestety, znaczenia to, że „odrzucił” on pomysł umożliwienia dostawcom Sieci odcinania jej kawałków!). Na „szczycie” nie było również sporej części szefów państw – nie przyjechał JE Mikołaj Sárközy de Nagy-Bocsa, ani premierzy Austrii, Hiszpanii Włoch i Zjednoczonego Królestwa (bo miał przyjechać JE Aleksander Łukaszenka) – i nie przyjechał p.Łukaszenka, bo JE Wacław Klaus zapowiedział, że nie zaprosi Go na kolacje na Hrad. Z tej kolacji zrezygnował z kolei JE Radosław Sikorski.

    Tym niemniej opinie PE i „szczytu” świadczą, że doszło do kolejnej wolty: Amerykanie nawiązują stosunki z Rosja – a WE w takim razie przyciąga europejskich (jeśli tak można pisać o Azerbejdżanie) sąsiadów Rosji.

    Najśmieszniejsze, że 99,99% tzw. „obywateli Unii Europejskiej” („obywatelem UE” nazywa się każdego obywatela jakiegokolwiek państwa należącego do WE) nie ma w ogóle pojęcia, o subtelnościach tych rozgrywek. I chwała Bogu.

    Oczywiście pytanie o to, CZYM jest „partnerstwo Wschodnie” jest nietaktem. Na razie jest to „mgławicowa idea”. Nie jest wykluczone, że w wyniku kolejnej wolty WE zacieśni stosunki z Rosją, a USA będą się starać, by te kraje nie stowarzyszały się z WE ani z FR... Jak w  książce "1984".

    Wszystkie opcje są, w każdym razie, nadal otwarte.

  • 07-05-2009 23:55:00

    Co w SALONie myślą o Wspólnocie i Unii?

     Ja uwielbiam salony. Niestety: p.Waldemar Łysiak ma całkowitą rację: polski "salon" został opanowany przez swoistą arystokrację, być może – ale zgniłą, zdegenerowaną. Diabli wiedzą, czy gangrena nie zaszła tak daleko, że potrzebna będzie kontr-rewolucja? A może nawet – okropna, krwawa i pozornie bezsensowna – rewolucja; sensowna o tyle, że organizm pozbywa się chorej tkanki.

    Publicyści „centro-prawicy” plują na salon, bo są d***kratami – my, Prawica, plujemy - bo opanowany przez degeneratów. Mimo to p.Igor Janke przekornie otworzył blogowisko p/n „Salon24” - i salonowcy i kandydaci na salonowców tam się plasują.

    Z okazji 5-lecia Anschlußu do WE (WA) w „ANGORZE” dał przegląd wypowiedzi bloggerów na ten temat. Celowo lub z lenistwa wybrał wszystkie trzy właśnie z „Salonu24” - otrzymując mało reprezentatywny zestaw. Polemizowałbym z tym w „ANGORZE” - niestety: objętość na to nie pozwala. Tu mogę zamieścić i teksty, i odnośniki... Sieć jest cierpliwa.. i pojemna.

    Oto wpisy z trzech wybranych blogów – w odwrotnej kolejności.

    TREFFNY PUNKT WIDZENIA

    http://treffny.salon24.pl/

    By żyło się lepiej. W UE...

    Pamiętam dzień unijnego referendum. Pamiętam nadzieję na lepsze jutro. To dla niej zwlokłem się z łóżka - wówczas jako bezrobotny, pracujący na umowy o dzieło dla różnych instytucji wykorzystujących mnie na różne sposoby. Pamiętam, że nie byłem w tej nadziei sam. Wrzucających kartkę z "TAK" do urny było wielu. Pamiętam starych zgredów agitowanych przez ojca dyrektora, by światłej UE powiedzieć "NIE". Oni już chyba gryzą ziemię, a ja? Dzięki Unii mam firemkę. Własną! Dostałem spore dotacje na rozruch i wiodę sobie normalniejsze życie niż wtedy, gdy kurwiłem się na "umowę o dzieło". Czas chyba powiedzieć "dziękuję". Jeżdżę po kraju samochodem, sfinansowanym m.in dzięki funduszom unijnym i widzę, że na wioskach jakby chłopom wiedzie się lepiej. Znika eternit z ich dachów, a pojawia się blachodachówka. Czy nie fajnie? I nasze miasta też jakby bardziej zadbane. Wszystko to widzę. Pamiętam marazm naszej gospodarki w 2004 roku. I chyba trzeba być ślepcem, by nie widzieć różnic i pozytywnych zmian, jakie dokonały się w Polsce po przystąpieniu do Unii. W tym roku, chcę rozwijać firmę. I już siedzę nad wnioskami. By żyło się lepiej. Nie tylko mnie, bo chcę zatrudnić też ludzi. Na etat. By nie musieli kurwić się jak ja kiedyś - na umowę o dzieło...

    A teraz WSZYSTKIE komentarze. (WA) ich nie zauważył:

    =

    Hmmm: „Znika eternit z ich dachów, a pojawia się blachodachówka. Czy nie fajnie?

    Bo to przymus i przepisy - a nie chęć czy też posiadanie wolnej gotówki czy też jej nadmiaru.

    Pozostałe Twoje odczucia są takie same jak z tym eternitem.

    A co do Twojej firmy - to podaj linka; się zobaczy, co to za firma, zwykły szary człowieku. ;-)

    gprzezdz 255 1797 trochę z boku trochezboku.salon24.pl

    =

    Autor: "By nie musieli kurwić się jak ja kiedyś".

    Kiedyś mówiono, że żadna praca nie hańbi. Chyba także ta na umowę o dzieło. Czyżbyś miał inne zdanie? Ten rodzaj umowy (o dzieło) nie jest czymś hańbiącym, żeby to nazwać tak brzydkim słowem. Tak naprawdę chodzi o to, żeby uniknąć płacenia składek na ZUS, co skądinąd nie jest całkiem uczciwe, ale bywają znacznie większe wykroczenia pracownicze.

    krzysz 3 313 Trochę o polityce, trochę o normalności. krzysz.salon24.pl

    =

    Ach wy komuniści ideowi, wam się wydaje że pieniądze spadają z nieba (albo komitetu centralnego, bo w niebo nie wierzycie)

    "Dzięki Unii mam firemkę. Własną! Dostałem spore dotacje na rozruch i wiodę sobie normalniejsze życie niż wtedy...”

    Pieniądze na te dotacje to skąd wzięła łunia? Komuś zabrała.

    „... Oni już chyba gryzą ziemię

    Bo może dzięki podatkowi VAT nie stać ich było na wykupienie lekarstw. A pieniądze z VAT drogą okrężną, karmiąc przy okazji paru urzędników, trafiły do towarzysza.

    Kiedyś komuniści byli szczersi. Brali pistolet, strzelali i sami brali sobie dotacje; teraz potrzeba łunii.

    Kiedyś ludzie wstydzili się żebrania, dziś chwalą się publicznie że udało im się wyżebrać u władzy parę złotych.

    meharolnik 44 1681 Głos wolnego rolnika rolnikzdoliny.salon24.pl

    =

    I czym się chwalisz? Że za cudze pieniądze dobrze ci się żyje? Zgadnij, jak to się nazywa?!

    Sam nie potrafiłeś na "firemkę" zapracować? Widać jaki "przedsiębiorca" z Ciebie.

    andisma (rollingpol) 16 404 W rytmie flamenco andisma.salon24.pl

    =

    Jak się "kurwić", to na całego...

    Wolę się "kurwić" na umowę o dzieło, niż żyć za cudze pieniądze.

    Utrzymanek się znalazł - i jeszcze się tym szczyci...

    A jakby ciocia Kasia nr 2 dawała (kasę) - też by się szczycił.

    A w sprawie pokryć dachowych: blachodachówka jest po prostu tania. Są lepsze sposoby krycia dachów. Gradacja jest taka:

    niebo > eternit > dotacja > blachodachówka > ceramika > niebo

    Piotr Dwojacki 10 9 Widziane z góry p2j.salon24.pl

     

    Nie muszę dodawać ani słowa!

    Następny wpis (od niepierwszej naiwnej):

     

    OD NIECHCENIA

    http://anita24.salon24.pl/103550,to-juz-5-lat


    To już 5 lat...

    Te lata szybko mi minęły, bo z roku na rok czas jakby przyspieszał... Wiele się w moim życiu przez ten czas zmieniło na lepsze. Pamiętam jakie miałam oczekiwania i snułam domysły, jak bardzo wejście Polski do Unii Europejskiej zmieni nasz kraj...

    Rok temu opisałam dzień, w którym to się wydarzyło, a dziś żałuję tylko jednego - że nie mamy jeszcze €uro. Ale i to jest tylko kwestią czasu, więc jestem o to spokojna.

    Cieszę się z tego, co już osiągnęliśmy i jakie mamy perspektywy. Wiem, że każdy rok przynosi nowe zyski płynące z przynależności do UE i tak już będzie. Będę więc każdego roku odczuwać to samo przyjemne uczucie dumy i radości, że Polska dołączyła do UE i zyskuje z roku na rok coraz większe znaczenie...

     Ten tekst mogłaby niepierwsza naiwna napisać równie dobrze z okazji budowy PRL i wejścia do Bratniej Rodziny Krajów Budujących Socjalizm. Wtedy też się dużo budowało – naprawdę!! Ale Komentator wybrał inne porównanie:

    =

    "To już 5 lat...

     

    Te lata szybko mi minęły, bo z roku na rok czas jakby przyspieszał... Wiele się w moim życiu przez ten czas zmieniło na lepsze. Pamiętam jakie miałam oczekiwania i snułam domysły, jak bardzo dojście Adolfa Hitlera do władzy zmieni nasz kraj...

    Rok temu opisałam dzień, w którym to się wydarzyło, a dziś żałuję tylko jednego - że nie mamy zjednoczonej Europy. Ale i to jest tylko kwestią czasu więc jestem o to spokojna.

    Cieszę się z tego, co już osiągnęliśmy i jakie mamy perspektywy. Wiem, że każdy rok przynosi nowe zyski płynące z powstania Trzeciej Rzeszy i tak już będzie. Będę więc każdego roku odczuwać to samo przyjemne uczucie dumy i radości, że Austria dołączyła do Rzeszy i zyskuje z roku na rok coraz większe znaczenie...

     

    Gerda Schmidt, Wiedeń, 13.12.1938 r.".

    zadziorny mietek 0 2119

     

    @zadziorny mietek

     

    Niesmaczne i głupie. Tylko na tyle Cię stać?"

     

    Anita 164 1869 Od niechcenia anita24.salon24.pl

    =

    Resztę komentarzy usunąłem – bo były na poziomie wpisu, nie na temat, lub w ogóle bez sensu...

     

    I trzeci wpis:

     PIEPRZ I SÓL


    http://tojestwolnykraj.salon24.pl/94643,piec-lat-polski-w-ue


    Pięć lat Polski w UE

    Przeleciało jak z bicza strzelił. Pewnie zaroi się niedługo na S24, i nie tylko, od podsumowań, bilansów, itd. Zwolennicy i przeciwnicy UE i polskiej z nią integracji będą się przekrzykiwać, oskarżać, wyzywać – znaczy będzie świadkami kolejnych nawalanek.

    Pięć lat temu cieszyłem się, że Polska stała się członkiem UE. Przestałem być emigrantem, stałem się obywatelem zjednoczonej Europy. Dzisiaj mi to zwisa: chcą Polacy być w UE, niech będą, nie chcą, to niech spieprzają. Ja mogę spokojnie znowu być emigrantem.

    Jak tak słucham i czytam te cale polskie prawactwo, dla którego UE to jedno wielkie pasmo klęsk i antypolskich intryg, to dochodzę do wniosku, że ludziom tym żyło się najlepiej za żelazną kurtyna.

    No to, jak macie być szczęśliwi, to sobie tę kurtynę postawcie z powrotem. Nikt wam tam się nie będzie narzucał, ani do was emigrował, a od czasu do czasu przyśle się wam parę żywnościowych paczek na święta – i będziecie szczęśliwi jak za starych dobrych czasów, kiedy to żadne „komusze pedalstwo“ z „Jewropy“ wam dzieci nie demoralizowało.

    Zlikwidujcie państwowe szkolnictwo, podatki i przymusowe ubezpieczenia, pobudujcie czworaki, co by rodziny wielopokoleniowe żyły „po bożemu“ jak dawniej, w miejsce kodeksu karnego wprowadźcie Dekalog, a my, ta straszna zdegenerowana UE, będziemy drżeć patrząc jak u naszego boku z roku na rok rośnie wielka potęga gospodarczo-militarna :-))

    Mam tylko jedną prośbę, czy wskazówkę: nie proponujcie tej swojej drogi do szczęścia i dobrobytu innym nacjom – bo zwyczajnie zabiją was śmiechem.

    =

    Teraz mój komentarz:

    1) Facet się cieszy, że przestał być emigrantem; teraz pisze, że Mu wszystko jedno – może być emigrantem... To z czego się cieszył???

    2) To o „antypolskich intrygach” i kurtynie – to nie do nas. Natomiast istotnie: wcale sobie nie życzę, by „ to „komusze pedalstwo“ (i nie tylko „komusze pedalstwo”...) z „Jewropy“ (i nie tylko z "Jewropy") demoralizowało mi dzieci”.

    3) Nie wiem, czy facet wie, co to są „czworaki” - natomiast cała reszta przedostatniego akapitu to opis Stanów Zjednoczonych w XVIII i XIX wieku! O ile wiem, wyrosły na "wielką potęgę gospodarczo-militarna"

    4) Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni: poczekamy, aż „komuszemu pedalstwu” zaczną na Zachodzie podrzynać gardła muzułmanie... O ile pozwolą na to Chińczycy, którzy tę masę upadłościową właśnie wykupują...

  • 06-05-2009 23:52:00

    Coś o rusofilii, rusofobii – i głupocie bez granic

     

    To bardzo delikatny temat; ale wyjdę od tego, że p. Józef Třešňák (czyt. Trześniak) napisał we "WPROST" tekst "Szczyt wstydu", w którym nie zostawia suchej nitki na rządach w swoim kraju - a najbardziej na JE Wacławie Klausie.

    Wedle p. Třešňáka Czesi i Morawianie mają się „wstydzić przed Europą”. Zapomniał dodać, że wstydzić się mogą oni nie przed "Europą", lecz przed "Europką" – bo (sądząc nie tyle po wynikach referendów we Francji, Holandii i Irlandii, ale po tym, że euro-faszyści nie dopuścili do innych referendów) większość Europejczyków jest przeciwna powstaniu UE. Wstydzić się powinni ci, co głoszą hasła d***kracji – a opinie d***su mają (słusznie zresztą) w nosie.

    P.Třešňák skrytykował JE Wacława Klausa za to, że powiedział On, iż (zaproszonego przez p. Mirosława Topolánka) JE Aleksandra Łukaszenki "nie zaprosi na Zamek ani nie poda Mu ręki". P.Třešňák zacytował tu anonimowego(?!) "wysokiej rangi" czeskiego dyplomatę: "Nie znajduję na to innego wytłumaczenia niż to, że Pan Prezydent działa na rzecz interesów Kremla".

    Tak jest. Zawsze to mówiłem: kto zwalcza p. Łukaszenkę, ten działa na rzecz Kremla.

    Ciekawe tylko, dlaczego polscy kołtuni mnie, który od początku popierałem p. Łukaszenkę, uważali za rusofila lub wręcz agenta Moskwy? 

    Tak nawiasem: ja bardzo cenię i popieram p.Klausa - ale w sprawie Rosji polityka czeska i polska nieco się zawsze różniły - i, jak widać, różnią...

    Głupota ludzka nie ma granic.

  • 05-05-2009 23:53:00

    Gmeranie łapskami w Łapach

    PiS i PO wiele dzieli – ale łączy jedno: chęć niedopuszczenia innych ani do steru, ani do koryta. Najlepsza taktyka: atakować się wzajemnie – tak, aby wszyscy myśleli, że są to jacyś zasadniczy wrogowie.

    W sprawie Anschlußu jest to po prostu metoda na „dobrego glinę” i „złego glinę”. PO deklaruje, ze chce budowy UEPiS udaje, ze w gruncie rzeczy, to nie chce... Ale udaje; przypominam postępowanie Posłów PiS przy głosowaniu nad upoważnieniem Pana Prezydenta do ratyfikowania Traktatu Reformującego: część zagłosowała przeciwko z wyjaśnieniem: „Mogliśmy sobie na to pozwolić, bo wiedzieliśmy, że jest dostateczna większość, by to przeszło!”.

    Taki teatrzyk dla naiwnych.

    TVN24 usłużnie przekazała (bez cienia komentarza – to właśnie dowodzi, że istnieje jednolity front) przemówienie WCzc. Jarosława Kaczyńskiego w Łapach. Mnie się nóż w kieszeni otwierał. Sam bezpardonowo krytykuję PO– ale atakowanie jej przez człowieka, który prowadziłby politykę znacznie gorszą, mocno mnie poruszyło. Jarosław Kaczyński przemawiał jak absolutnie klasyczny, uczciwy i narodowy, komunista. Walka o miejsca pracy, krytyka – nawet tego pożal-się-Boże-liberalizmu – w Polsce i na świecie...

    Jarosław Kaczyński miał, oczywiście, rację w sprawie likwidacji cukrowni w Łapach – ale to przecież wyczyn skrajnego anty-liberalizmu: ustalono maksymalne kwoty, kazano zredukować – i padło na Łapy, decyzją urzędniczą). Jartosław Kaczyński ma, oczywiście rację, atakując to, że decyzja wyszła nie z Warszawy, leczz Brukseli - ale czy aby nie chwalił się, że wywalczył dla Polski lepsze warunki w WE?

    Czy kiedyś otwarcie powiedział, że WE jest zła, czy głosował przeciwko ratyfikacji "Traktatu Reformujacego", odbierającego Warszawie juz definitywnie samodzielność (nie tylko gospodarczą)?

    Nie.

    To tylko teatr dla naiwnych.

    Cukrownia to zresztą mały zakład... Natomiast obrona istnego skansenu, jakim są Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, chęć zmuszenia f-my „CARGO”, by ta naprawiała wagony własnie w Łapach, a nie gdzie indziej – to doprawdy śmieszne.

    Jak większość gospodarczych pomysłów PiSu – niestety.

  • 04-05-2009 23:50:00

    Historia Kamila i Weroniki

     Kamil – to chłopak, który ukończył niedawno 15 lat. Ale jeszcze było mu do tego daleko, gdy zaczął napadać na kobiety: ma na koncie 30 takich napadów.

    Co było robić z takim człowiekiem? W normalnych czasach wzięto by go do jakichś janczarów – i, być może, tam by chłopaka naprostowano. A być może skończyłby na szubienicy. Kto wie?

    Weronikę (i dwoje Jej rodzeństwa) sąd odebrał rodzicom, którzy się nad nimi „znęcali psychicznie”. Podobno ojciec wykorzystywał ją seksualnie. Może to prawda – a może modne dziś widzenie wszędzie, gdzie się da, „molestowania seksualnego”? Kto wie? 

    Tak czy owak: Kamil i Weronika wylądowali w... domu dziecka. P.Barbara Tlałka, dyrektorka Domu Dziecka we Wschowie, błagała 4 miesiące, by Kamila, którego uważała za „niebezpiecznego” - zabrano. Sędzia odmówił, bo „nie przeprowadzono odpowiednich badań”. Nie przeprowadzono – bo Kamil z nich uciekał. Wspaniała wymówka! 

    W ubiegłą sobotę Kamil zgwałcił i udusił 9-letnią Weronikę. Teraz pewno zrobią te badania pod przymusem - bo bez obiektywnych badań (polecam plamy Rorschacha...)  nie można przecież obywatela III RP uznać za "niebezpiecznego". To by nie było naukowe i oficjalne.

    Jak widac III RP dba o dobro dzieci. To znaczy: o liczbę posad tych, co dbają o dobro dzieci.  I biora pieniądze za prace zlecone - np. badania.

    Aha: byl okres, gdy Kamil zdawał sie poprawiać. Przebywał wtedy w "rodzinie zastepczej". Rodzinę tę rozwiązano - "z powodów finansowych". Tymczasem utrzymanie dziecka w domu dziecka kosztuje prawie dwa razy tyle...

    Jasne: takie rodziny stwarzają nieuczciwą konkurencję domom dziecka...

    I w dodatku:  cholera wie, czy w takiej rodzinie nie wpoi im się niewłaściwych nawyków; np. niewiary w równouprawnienie płci - albo w Unię Europejską? A w domu dziecka - wiadomo: program układają kwalifikowani urzędnicy.

    Tak więc: wszystko jest w najlepszym porządku.

  • 03-05-2009 23:55:00

    Wilk! Wilk!

     

    Nie wiem, jakie bajki opowiada się dzieciom dziś; za moich czasów bajki dobierano tak, by były pouczające. Jedna z nich była historyjka o pastuszku, który dla zabawy wołał „Wilk! Wilk”. Początkowo pasterze reagowali zaganiając stado w kupę – jednak po piątym alarmie przestali., I gdy naprawdę pojawiły się wilki, pożarły sporo owiec zanim pasterze zdołali zareagować.

    Jak pisałem dwa dni temu, o „świńskiej grypie” nie będziemy już więcej pisać – i rzeczywiście: media trąbią do odwrotu:

    http://news.bbc.co.uk/2/hi/americas/8031132.stm

    To kolejna bzdura. W Meksyku zmarło być może na „świńska grypę” nie 189, a 16 osób – tyle, co zmarło w ty,m czasie na zwykłą grypę. Ale dziennikarze po raz kolejny zarobili wierszówki za pisanie o „świńskiej grypie” - tak samo, jak wtedy, gdy zarabiali na „dziurze ozonowej”, na BSE (co kosztowało życie parę milionów niewinnych krów), na „ptasiej grypie” (co kosztowało życie parędziesiąt milionów niewinnych kur) na „globalnym ociepleniu” (co już kosztowało nas ładnych parę miliardów dolarów – a drobnej części przechwyconych przez aferzystów – po większej części po prostu zmarnowanych).

    A poza dziennikarzami zarobili sprzedawcy rozmaitych szczepionek, ratownicy ratujący nas przed wszystkim, czym się da, sprzedawcy gazu zastępującego freon – i różni tacy.

    Straciliśmy my wszyscy.

    Powstaje pytanie: dlaczego nikt z tych panikarzy nie stanął jeszcze przed sądem? Przecież podawanie fałszywych wiadomości, które kosztują ludzkość dziesiątki miliardów, nie powinno być bezkarne?

    Tymczasem gdy np. ewakuuje się cały szpital, narażając zdrowie i życie chorych, bo jakiś dowcipniś zadzwonił, ze podłożył bombę – to szuka się dowcipnisia, a nikt nie pomyśli, by ukarać tego, kto nakazał ewakuację.

    Pamiętam gdy podczas takiej zabawnej imprezy pt. „Imieniny Krystyny” w jakimś teatrze we Wrocławiu jakiś dowcipniś zadzwonił, że w teatrze podłożono bombę – to zabawę przerwano i wszystkich ewakuowana. Ja nie dałem się z teatru wyrzucić – i spokojnie „czekałem na wybuch bomby”. Zresztą strażacy i policjanci nawet nie protestowali: wszyscy wiedzieli, że to lipne doniesienie – ale, cóż: musieli wykonywać polecenia.

    Ten, kto wydał takie polecenie, powinien stanąć przed sądem za sianie paniki!

    Przecież jest oczywiste, ąe ktoś, kto wysłał takie zawiadomienie:

    - albo chciał pozabijać ludzi; to wtedy nie wysyłałby ostrzeżenia.

    - chciał zrobić dowcip lub wywołać panikę; to w takim razie nie podkładałby bomby!! Do wywołania paniki bomba jest całkowicie zbędna – a odpowiedzialność karna znacznie, znacznie wyższa...

    więc bomby w miejscu, gdzie zawiadamiają, że podłożono bombę, być po prostu nie może. Chyba, że mamy do czynienia z wariatem. Ale jeśli mamy do czynienia z wariatem, to równie dobrze można zakładać, że ostrzegł o bombie w teatrze, a podłożył ją w kinie...

    Jest to jednak inne nieco zagadnienie: zagrożenie jest jednorazowe. Przykłady podane na początku, to informacje o zagrożeniach ciągłych, „wymagających” ogromnych nakładów pieniężnych.

    I z całą pewnością w przypadku np. GLOBCIa co najmniej kilku ludzi głosiło tę bzdurę dla zarobku, świetnie wiedząc, że to bzdura.

    Kiedy ci ludzie staną przed sądem?

    Dziennikarzom można nie wierzyć. Ale kiedyś wilk naprawdę się pojawi...

  • 02-05-2009 23:47:00

    Dziś sobota

    - więc ulgowo (dla mnie..) kolejne moje przemówienie w Sejmie III RP. Proszę porównać to, co mowiłem - z tym, co zdarzyło sie potem rzeczywiście.

    Oto oficjalny stenogram. Polecam zwłaszcze bardzo ważną uwagę teoretyczną o tym, co się stanie, gdy pracownicy zostają akcjonariuszami własnego przedsiębiorstwa. Sytuacja, w której człowiek jest swoim własnym pracodawcą... 

    Do rzeczy:

     

    1 kadencja, 32 posiedzenie, 4 dzień (29.12.1992)

    4 punkt porządku dziennego:

    Pierwsze czytanie podstawowych kierunków prywatyzacji w roku 1993 wraz z raportem o stanie prywatyzacji w Polsce (druki nr 628 i 629).

    Poseł Janusz Korwin-Mikke:

     

    Panie Marszałku! Wysoka Izbo! JE Janusz Lewandowski, minister przekształceń własnościowych, obiecał w przemówieniu rozwiać kilka mitów. Zajmę się mitami, które Jego Ekscelencja nam tutaj tworzył.

    Po pierwsze, była mowa o prywatyzacji. Otóż w Polsce nie ma, Wielce Czcigodny Pośle Bugaj ­ poza podziemiem gospodarczym ­ ani jednej firmy prywatnej. Firma prywatna to firma, której właściciel może robić, co chce. W Polsce właściciel nie może, nawet w zupełnie drobnych i śmiesznych sprawach. Na przykład nie może zatrudnić pracownika, nawet za jego zgodą, dając mu osobno każdy z 30 dni urlopu ­ tylko jednorazowo musi być 10 dni, bo tak stanowią przepisy. Są i poważniejsze ograniczenia, ale o tym za chwilę. To nie są firmy prywatne i trudno się im dziwić, że działają źle. Równie dobrze można by twierdzić, że w narodowo-socjalistycznych Niemczech istniały firmy prywatne. One się nazywały ˝prywatnymi˝, ale Krupp musiał wykonywać to, co mu zlecało ministerstwo. Efekty są mało znane ­ i polecam je Wielce Czcigodnym Posłom ­ socjalistom, zwłaszcza panom Ryszardowi Bugajowi i Henrykowi Goryszewskiemu. Niemcy, mimo terroru i histerycznego wysiłku, nigdy nie osiągnęły poziomu produkcji amunicji z roku 1918, kiedy robiły to firmy naprawdę prywatne.

    Po drugie, Jego Ekscelencja raczył stwierdzić, że o przekształceniach, o cenach, decyduje wolny rynek. To są wolne żarty. Rząd na przykład od każdego litra benzyny zdziera 5 tys. zł, a do każdej tony węgla podobno ­ podobno, bo warto by się temu przyjrzeć ­ dopłaca 200 tys. Gdyby dopłacał na odwrót, to by rozkwitały PKS i MZK, a bankrutowały elektrownie. Wszystko zależy od rządu ­ a nie od wolnego rynku, czyli od prawie 40 mln obywateli ­ konsumentów.

    Przy okazji chcę spytać: kto dał rządowi prawo składania w naszym imieniu jakichś obietnic? Czy jeśli ministerstwo podpisze z kimś umowę zapewniającą, że od roku 2001 do roku 3000 zwolniony on będzie z podatków ­ to my mamy ją honorować? Rząd jest uprawniony do manewru z podatkami wyłącznie w granicach danego budżetu, czyli w okresie jednego roku. Oświadczam na użytek obcych inwestorów, że wszelkie obietnice poza tymi ramami, składane przez rząd, są nieważne i nie musimy ich honorować.

    Po trzecie, rząd przez składanie takich obietnic lub zwalnianie z podatków bezpośrednio wpływa na cenę przedsiębiorstwa. To rząd ją [więc] ustala ­ a nie rynek.

    Po czwarte, Jego Ekscelencja zażartował sobie, że istotną rolę przy prywatyzacji przewiduje dla związków zawodowych. Związki zawodowe na całym świecie są zaciekłym wrogiem prywatyzacji i trudno oczekiwać, by w Polsce było inaczej. Zabawne, ale czasami tak jest, bo rząd jest tak prosocjalistyczny, że związki zawodowe w walce z nim uciekają się do retoryki prywatyzacyjnej.

    Po piąte, prywatyzacja, z którą wiąże się rozproszenie własności między dziesiątki tysięcy obywateli, to kolejny żart Jego Ekscelencji. Jeżeli natomiast zarządzanie tą własnością ministerstwo chce powierzyć funduszom zarządzanym przez obcych urzędników ­ to już nie jest to żart, tylko zagrożenie podstaw naszej gospodarki.

    Po szóste, to już chyba nie jest żart, ale słyszałem na własne odstające uszy, że Jego Ekscelencja powiedział, iż ˝każda złotówka włożona w prywatyzację przynosi 10 zł do budżetu˝. Nie chcę ministra Najjaśniejszej Rzeczypospolitej uczyć podstaw ekonomii, ale jeżeli mam pierścionek wart 10 mln i dam ogłoszenie za milion, a sprzedam go za 8 mln, to milion wyłożony na ogłoszenie nie przyniesie dochodu, tylko stracę wtedy 2 mln. Zyskałbym 2 mln, gdybym go sprzedał za 12 mln zł. Jego Ekscelencja myli przychód gotówki w skarbie państwa z dbaniem o majątek państwowy. Jest kryminalnym nieporozumieniem przedstawianie doraźnego interesu biurokracji jako interesu społecznego.

    Po siódme: Czy ja się nie przesłyszałem, że państwowa własność kopalń powinna być stałą cechą gospodarki polskiej? Jeśli tak, to czy nadal Wielce Czcigodny Poseł Lewandowski należy do partii liberalnej? Do tej pory to było ośmieszanie liberalizmu: w tej chwili to już jest robienie z nas wariatów! (Wesołość na sali)

    Po ósme, brakuje nam reprywatyzacji. PGR-y na przykład umierają przy zupełnej obojętności rządu. Rząd nie chce ani oddać ziemi właścicielom, ani uwzględnić ich roszczeń w naturze, ani sprzedać tej ziemi, ani nie gwarantuje trwałości. To jest sabotaż sporego sektora gospodarki, który nie wie, co robić.

    Po dziewiąte, nieporozumieniem jest częściowa przedsprzedaż dużego pakietu akcji pracownikom. To jest niedopuszczalne. Proszę sobie wyobrazić spółkę, w której 55% akcji mają pracownicy, a 45%, załóżmy, skarb państwa albo Rothschild. Pracownicy natychmiast powołają zarząd, który tak podniesie płace, że zysk spółki wyjdzie na zero i akcjonariusze zostaną wykiwani. Tak samo jak w fabryce nie wolno łączyć stanowiska tokarza i sprzątaczki, tak samo nie łączy się funkcji pracodawcy i pracobiorcy ­ to jest postępowy absurd.

    Po dziesiąte, warto by się dowiedzieć, czy w Polsce postępuje proces prywatyzacji czy nacjonalizacji. Banki, w ogromnej większości państwowe, przejmują coraz większe udziały firm, w tym również nominalnie prywatnych. Firmy te są w tych bankach zadłużone na ogromne sumy, tym samym ich majątek nie jest nawet nominalnie prywatny, jest on państwowy.

    Przejdźmy do dyskusji. Wielce Czcigodna Posłanka Staniszewska ma rację, że ważniejsze jest tempo prywatyzacji niż perfekcja ­ ale spór toczy się o zasadę. Gdyby na przykład sprzedawać fabryki ­ jak postuluje Unia Polityki Realnej ­ z licytacji, to wiadomo, że część kupi za tanio, a część za drogo, zbankrutuje i po raz drugi trzeba będzie sprzedawać. To jest jasne. Ale ta cała rzekoma prywatyzacja idzie w złym kierunku. Wielce Czcigodna Posłanka wierzy, że istnieje wiele kryteriów: różnych oczywiście dla różnych przedsiębiorstw, według których rząd czy wojewoda powinien decydować. Otóż kryterium może być tylko jedno: jeżeli są dwa kryteria, to decyduje widzimisię urzędnika. W wypadku ˝Wedla˝ zadecydowało proste kryterium: urzędnik nie miał dzieci, więc wolał pepsi-colę niż czekoladę.

    Przy okazji: ani w raporcie, ani w wypowiedzi Jego Ekscelencji Ministra nie ma ani słowa o tym, na czym polegać mają ˝szybkie sprzedaże˝ przez wojewodów: czy z licytacji, czy według licznych ˝społecznych kryteriów˝? Widząc, z jaką gorliwością rząd usuwa wojewodów z partii pozarządowych, możemy snuć jak najgorsze przypuszczenia.

    Reasumując, Unia Polityki Realnej głosować będzie za odrzuceniem w pierwszym czytaniu raportu i projektowanych przez rząd kierunków prywatyzacji jako zasadniczo wadliwych ­ i merytorycznie, i technicznie. (Oklaski) 

  • 01-05-2009 23:54:00

    Związki Ludziów Pracy

    Przy okazji rozmaitych demonstracyj pierwszomajowych i anty-ludowych (chodzi o demonstracje przez Pałacem Kultury i Nauki im.Józefa Stalina, gdzie odbywała się konwencja wyborcza PO p/n Kongres Euro-Partyj Ludowych) mogliśmy się dowiedzieć, że „brak porozumienia między związkami pracodawców i pracobiorców może uniemożliwić wejście w życie pakietu anty-kryzysowego”.

    Osobiście uważam, że Polska – dzięki temu, że tzw. Rząd mało ratuje Polskę przed kryzysem – radzi sobie z kryzysem bardzo dobrze - a ów „pakiet” to z jednej strony ukłon w'obec reszty Jewropy (że niby nie tylko Wy, jak głupki jakieś, robicie te „pakiety”), a z drugiej możliwość rozkradzenia jakichś pieniędzy publicznych. Jeśli nie wejdzie w życie – to naprawdę nic się nie stanie.

    Natomiast sytuacja, w której „Rząd” nie może czegoś zrobić, bo nie mogą się dogadać związki zawodowe z konfederacjami pracodawców – to czysty surrealizm! Wszystkie związki na Powązki!

    Co śmieszniejsze: „Rząd” boi się podnieść ceny energii elektrycznej – więc domaga się, by decyzję podjęła... Komisja Trójstronna... czyli organ w ogóle nie istniejący w Konstytucji!!! To dwa związki Ludziów Pracy z Ludźmi Rabunku (żyjacymi z naszych podatków).

    Jak to jest możliwe, że o czymś decydują... nieistniejące w Konstytucje organizacje?!!! KT jest tylko pomocniczym ciałem doradczym "Rządu", bez żadnego umocowania prawnego do podejmowania decyzyj!

    Oczywiście najważniejsi obywatele, czyli 37 mln konsumentów – nie mają nic do gadania!!