Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63947 komentujących
59119 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 30-04-2009 23:56:00

    O "świnskiej grypie" - po raz ostatni?

     Dziennikarze na „świńskiej grypie” nadal robią świetne interesy. Niestety: Polacy jakoś nie chcą na nia umierać - ale własnie doniesiono mi, że prasa pisze o przerażeniu w Kętach, dokąd ma wrócić pielgrzymka z Meksyku.

    Ja natomiast uparcie przypominam wszystkim Komentatorom, że wśród Nowej Klasy panuje przekonanie, iż liczba ludzi na Ziemi jest zbyt wielka i trzeba ją zmniejszyć.

    W takim razie zamiast martwic się z powodu „świnskiej grypy” należałoby się cieszyć!

    Problem w tym, ze ONI nie chcą ryzykowac własnym życiem – ONI chcą zmniejszać liczbę ludności poprzez zabijanie dzieci – w miarę możności jeszcze nie urodzonych, bo to zdecydowanie łatwiej.

    Niestety: z punktu widzenia selekcji naturalnej, jest to zabijanie losowe, więc bezwartosciowe. Natomiast epidemia zabija osobniki słabsze. Jest więc znacznie - z tego punktu  widzenia - korzystniejsza dla ludzkości. 

    Kiedyś nasza etyka nakazywała narażać własne życie, by bronić życia dzieci...

    Ba! Kiedy to było...

  • 29-04-2009 23:43:00

    O młodzieży - w czasach, gdy nie było jej na świecie

    Najpierw jednak kilka nuwag o epidemii "świńskiej grypy" - bo było tu bardzo dużo bardzo ciekawych komentarzy. Nie chcąć sie wtrącać w dyskusje między PT Komentatorami chcę jednakowoż zauwazyć, że w tej epidemii człowiek zaraża sie nie od świni, lecz od człowieka. W populacji ludzkiej co najmniej jeden z trzewch wirusów "świńskiej grypy: wystepuje jako spokojny... chyba, że lekko zmutuje. Co własnie nastapiło.

    W tej sprawie jest jeden list pryncypialny - który omowie osobno.

    Natomiast przeglądam ostatnio moje przemowienia w Sejmie - i uważam, że wiele z nich warto przytoczyc. Jedno dotyczy młodzieży - i zagadnienia kolektywizmu. Oto ono:

     

    1 kadencja, 39 posiedzenie, 1 dzień (04.03.1993)

    1 punkt porządku dziennego:
    Sprawozdanie Komisji Przekształceń Własnościowych, Komisji Polityki Gospodarczej, Budżetu i Finansów oraz Komisji Ustawodawczej o rządowym projekcie ustawy o powszechnej prywatyzacji i narodowych funduszach inwestycyjnych (druki nr 435, 435-A, 773 i 773-A).

    Poseł Janusz Korwin-Mikke:

        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z niepokojem zauważam, że wszyscy dali się sterroryzować Wielce Czcigodnemu Posłowi Saletrze z SLD, który zaprezentował myślenie kolektywne. Wszyscy ­ poza Wielce Czcigodnym Posłem Sengebuschem z KPN ­ używają przykładowo zwrotu: ˝Młodzieży się ten majątek należy˝, a poseł wnioskodawca wręcz zakończył swoje wystąpienie słowami: ˝Organizacje młodzieżowe przygotowują młodzież do uczestnictwa w życiu społecznym, gospodarczym i politycznym naszego kraju˝. (Wesołość na sali, oklaski)

        Otóż chcę oświadczyć, że organizacje dotowane przez rząd uczą na pewno jednego: otrzymywania pieniędzy za darmo. Uczą darmochy, a nie uczą tego, że pieniądze powinno się zarabiać. Organizacje te nie uczą normalnego życia, tylko uczą życia w sztucznym świecie. Uczą przyszłych obywateli kraju socjalistycznego, a nie kraju normalnego... ba, Wielce Czcigodny Poseł Anusz powiedział, że NZS ma obecnie trudności z powodu m. in. nierozliczenia majątku ZSP. To jest tak samo, gdybym powiedział, że mam trudności z powodu złego potraktowania w testamencie Onassisa. (Wesołość na sali) Mamy obawy, że chodzi tu nie o prywatyzację, tylko o przekazanie majątku w ręce pupilków nowego reżimu. (Oklaski) Wiadomo doskonale, że NZS jest opanowany przez KLD ­ na przykład. Wielce Czcigodny Poseł Anusz powołuje się na ludzi, którzy lat temu 5, 10 czy 15 walczyli w NZS, ale oni już nie są członkami tego związku i nie macie żadnego prawa powoływać się na nich, żadnego! My domagając się skierowania tego projektu do komisji, żądać będziemy, by majątek ten sprzedać na licytacji, a nie przekazywać nowym pupilkom nowego reżimu. (Głosy z sali: Brawo!)

        Ci, którzy mówią, że ˝Młodzieży majątek się należy˝, uważają, że istnieje coś takiego jak ˝młodzież˝. Otóż ˝młodzież˝ jest to kategoria demograficzna, socjologiczna, ale nie polityczna, a już tzw. organizacje młodzieżowe, do których należy ­ bo ja wiem: 1% ich rówieśników? ­ nie mają najmniejszego prawa do reprezentowania młodzieży (i nie miałyby go nawet wtedy, gdyby należało do nich 99% młodzieży, bo ten 1% by do nich nie należał). Majątek tych organizacji, zwracam uwagę, budowany był przez ludzi (o ile w ogóle był budowany, bo te organizacje na ogół pieniądze wydawały, a nie tworzyły), którzy dzisiaj już nie są ˝młodzieżą˝ i nie ma żadnego związku między nimi a obecnymi członkami tych organizacji. To nie jest spółka, w której sprzedaje się udziały swoim następcom.

        By lepiej to zrozumieć. Na jednym moim zebraniu przedstawiciel Unii Demokratycznej powiedział zdumiony do rozentuzjazmowanej młodzieży: ˝Dlaczego wy chcecie głosować na tego Korwin-Mikke? Przecież jeżeli Unia dojdzie do władzy, to podniesie granicę wieku wyborczego do 21 lat?!˝ Na co mu błyskawicznie ktoś odpowiedział: ˝Ale ja za 4 lata będę miał już 22 lata˝. I on, ten młodzieniec, nie ma żadnego powodu, żeby dbać o interes obecnego 16-latka, nieprawdaż? Otóż ci ludzie rozumują normalnie, a nie kolektywnie. Rozumują kategoriami normalnymi, a nie kategoriami kolektywnymi: ˝młodzieży˝, ˝emerytów˝ czy kogoś takiego. Nie. Istnieje tylko interes jednostki jako takiej i tylko jednostka ma prawo do sprawiedliwości, a nie grupa społeczna. Dlatego też uważamy, że ten majątek nie jest majątkiem prywatnym. Liberałowie nie powinni bać się szantażu, że naruszają własność prywatną. Nie, to nie jest majątek prywatny. Ochrona temu majątkowi nie przysługuje. Oczywiście, majątek ten trzeba sprzedać na licytacji! O tyle się zmniejszą podatki ­ i dzięki temu skorzystają z tego również byli członkowie tych organizacji, bo będą płacili niższe podatki. Jeżeli natomiast przekaże się go innej organizacji, to ci, co go budowali, nie skorzystają. (Oklaski)

    Niestetuy: Sejm postapił, oczywiście, odwrotnie...

     

  • 28-04-2009 23:50:00

    Skąd biorą się epidemie?

    Epidemia spadają na ludzkość (i inne zbiorowiska istot żywych) co jakiś czas. Człowiek, zwierzęta, rośliny, bakterie, wirusy – stanowią skomplikowany układ cybernetyczny, będący w stanie chwiejnej równowagi. Jeśli jakiś gatunek zanika – to zapewne inny gatunek powstaje. Jak się jakiś gatunek rozmnoży zanadto – to jakaś zaraza część gatunku zżera.

    Przypomnijmy epidemię „czarnej śmierci: (dżumy) która zniszczyła 2/5 ludności Europy. Po czym nastąpiło Odrodzenie.

    Jest tylko dziwne, że epidemia „świńskiej grypy” pojawiła się nie w przeludnionej Azji, lecz w Ameryce Północnej, Co nasuwa przypuszczenie, że coś jest nie w porządku z populacją Amerykanów.

    Gdyby epidemia wybuchła w USA, to powiedziałbym, że Amerykanie są najprawdopodobniej: jest zbyt higienicznie wychowywani. Ale rozpoczęła się w Meksyku!

    Z wnioskami trzeba więc poczekać. Natomiast pewne jest, że jeśli w jakimś kraju śmiertelność spada zanadto, to pojawia się epidemia, by „wyrównać straty”.

    Stąd jako na absurdalne patrzę na wysiłki ludzi pragnących „ograniczyć liczbę ludności”. Jeśli ktoś wierzy w teorię Darwina (a podobno „wszyscy” wierzą!) -

    to powinien chcieć, by rodziło się jak najwięcej dzieci – i spokojnie czekać, aż jakaś epidemia sprowadzi populacje do „normalnych rozmiarów”.   

    Ale tak naprawdę to nikt dzisiaj w praktyce nie wierzy w Darwina! Ludzie recytują formułki – ale postępują tak, jakby doboru naturalnego i selekcji naturalnej – nie było.

    Niestety: ingerencja w naturalne mechanizmy powoduje często trudno przewidywalne reakcje systemu. Czy taką reakcją będzie epidemia „świńskiej grypy”? Trudno powiedzieć na podstawie obecnie posiadanych danych.

    Jedno jest pewne: jeśli z jakichś powodów układ ruszy w kierunku zmniejszenia liczby ludzi – to zwalczenie takiej epidemii spowoduje tylko wybuch następnej, silniejszej.

    Dobrze jest o tym pamiętać!

     

     

     

     

     

     

     

  • 27-04-2009 23:50:00

    Rukà podniata, w rukiè granata...

    Spotkało mnie dziś rano drobne nieszczęście. Ranek jest mądrzejszy od wieczora – więc dopiero rano uświadomiłem sobie, ze do piratów nie trzeba ani strzelać, ani polewać ich wodą z hydrantów – tylko wrzucić do ich łódek z góry granaty. W zasadzie jeden powinien wystarczyć...

    Koszt granatu to jakieś 15 złotych (o ile pamiętam...). Myślę, że po takim doświadczeniu piraci z Somali zaprzestaliby porywania statków – albo musieliby sobie na łódki sprawić solidne pokrywy; co jest kosztowne, łódka staje się ciężka, pływanie na niej pod równikiem mało przyjemne...

    Nie sądzę też, by rzucony za burtę granat mógł w jakikolwiek sposób uszkodzić statek (z wyjątkiem zrobionego z plastiku tankowca – jest taki!) czego obawia się {buddy_love}.

    Nie ma on też racji pisząc:

    Zresztą dla armatora, którego statek niesie ładunek ropy za np 100 mln US$ "drobna" opłata 2 mln myta dla piratów jest już w cenie. To znaczy ... klient pokrywa tych 2 mln dodatkowych kosztów”.

    Przede wszystkim: statek z ładunkiem może i wart jest $100.000.000 – ale fracht wynosi zapewne jakieś $2 miliony – więc ta wypłata haraczu likwiduje opłacalność przewozu. Trzeba by jednak dowiedzieć się, czy ten obraz nie jest zakłócony przez ubezpieczenia?

    Bo jeśli statki są ubezpieczone, a ubezpieczyciel pokrywa koszty porwań, wypłat okupów itd. - to zachowanie armatorów staje się całkowicie zrozumiałe...

    Co raz jeszcze by pokazywało, jaka zbrodniczą, niszczącą podstawy życia społecznego, instytucją – są ubezpieczenia!

    {buddy_love} zapomina też, że wtopienie tych 2 milionów w koszty nie jest takie proste. Armatorzy konkurują między sobą ostro ceną przewozu – a każdy milion w tę i w tamtę się liczy...

    … oczywiście: jeśli w rachubę nie wchodzą ubezpieczenia!

    To mniej-więcej rano już napisałem... i niestety: portal to połknął – i przepadło. A pisałem bezpośrednio na portalu – niepomny tego, że już raz mi ten numer wyciął!

    Ha! Zapewniam, że poranny tekst był o wiele lepiej napisany...

    ...ale trudno: musicie się Państwo zadowolić tym, co jest.

  • 26-04-2009 23:57:00

    Pożytek z bycia uzbrojonym

     {maniek} podał link do nowej wiadomości z Rogu Afryki:

    http://www.tvn24.pl/ 0,1597412,0,1,pirato w-ostrzelal- statek-pasazersk i,wiadomosc.html

    Dla leniwych streszczenie: sześciu piratów podpłynęło na łódce do pasażerskiego MS „Melody”. Zamiast się, jak to zwykle robią Białe Niedojdy, poddać, ostrzelani zaczęli się ostrzeliwać (podobno w powietrze) i oblali napastników z hydrantów. Ci cało i zdrowo odpłynęli.

    Teraz komentarz p.Andrzeja M'Wangury ze Wschodnio-Afrykańskiego Programu Pomocy Marynarzom (agentura piratów – ani chybi...). „Trzymając broń na pokładzie, narażają pasażerów na wielkie niebezpieczeństwo”(!!??)

    P.kpt.Cyrus Pinto otrzymał od armatora pochwałę za „chłodna głowę”. Nie wiem, dlaczego Mu tej głowy nie zmyto – za to, ze nie kazał do tych piratów po prostu strzelać – by ich zabić.

    {maniek} komentuje: „Przerażają mnie tacy ludzie, jak ten M'Wangura. Sytuacja dobitnie pokazała, że broń na pokładzie zwiększyła bezpieczeństwo pasażerów, niestety pan M'Wangura ma wbite do głowy co innego... Mam wrażenie, że podobnie jest z dostępem do broni dla zwykłych ludzi”.

    Wrażenie słuszne. Gdyby jeszcze połowa pasażerów miała broń, to dranie nie wyszliby żywi.

    I o to chodzi!

    A p.Andrzej M'Wangura jest albo – jak pisałem – agentem piratów – albo pierwszym naiwnym.

  • 25-04-2009 23:56:00

    Ilu było frajerów?

     Dziś przy sobocie tylko krótka uwaga – bo błąd w rozumowaniu bardzo charakterystyczny. {Tokkotai} skomentował wczorajszy wpis tak:

    "Chciałbym nadmienić., że tych głupich nie było wcale tak dużo. Większość kupujących kupiła te świadectwa za 20 zeta - i od razu sprzedała za 100 zeta konikom przed bankiem :). Ja poczekałem tydzień i jak cena wzrosła do 130 sprzedałem. Potem już cena tylko spadała".

    Gratuluję żelaznych nerwów – ja sprzedalem na pniu za 80 PLN (800.000 zł – starych). A moja Żona nie miała złudzeń: od razu oprawiła w rameczkę – i wisi u nas na ścianie...

    Nie o tym jednak piszę. Chodzi o to, że liczba „frajerów” (czyli ludzi, wierzących w uczciwość polityków III Rzeczypospolitej) była stała - i równa liczbie świadectw udziałowych (podzielonej przez średnią liczbę nabytych świadectw na osobę...). Przecież jeśli {Tokkotai} czy ja sprzedaliśmy te świadectwa – to następnemu „frajerowi”.

    Czyli liczba „frajerów” średnio się nie zmieniła.

    Choć może {Tokkotai} ma o tyle rację, że skupowali je „n-krotni frajerzy”. Czyli najpierw były w rękach 5 milionów ludzi, potem miliona, potem 700.000, wreszcie 50.000 (a każdy miał ich po sto). Trudno stwierdzić, czy tak było naprawdę. Gdyby tak było, to świadczyłoby, że im więcej ktoś ma pieniędzy, tym większy z niego frajer...

  • 24-04-2009 23:52:00

    Afera "Narodowych Funduszy Inwestycyjnych"

     

    Przeglądałem stenogramu posiedzeń Sejmu szukając momentu, w którym p.Janusz Lewandowski (CEP) wypowiedział do mnie słynne słowa (o prywatyzacji z licytacji): „Dzisiaj się już tak nic nie sprzedaje”. Na razie nie znalazłem – ale natrafiłem na dyskusje o „prywatyzacji” poprzez tzw. „Narodowe Fundusze Inwestycyjne”.

    Polegało to na tym, ze frajerzy kupowali za 200.000zł (=20 PLN) „świadectwo udziałowe”, ileś-tam firm stawało się ich, tych frajerów, „własnością” a w ich imieniu tymi firmami zarządzały firmy, w których siedzieli ludzie pobierające za to zarządzanie gruba forsę. Oto moje wypowiedzi z tamtych dni – in extenso z sejmowego stenogramu:

     

    1 kadencja, 41 posiedzenie, 1 dzień (01.04.1993)


    4 punkt porządku dziennego:
    Poselski projekt uchwały w sprawie uchwalenia wotum nieufności wobec ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego (druki nr 767 i 830).

     

    Poseł Janusz Korwin-Mikke:

        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Wielce Czcigodny Poseł Handzlik z Unii Demokratycznej powiedział, że nie można budować na demagogii. Święte słowa. Otóż od wielu miesięcy Jego Ekscelencja Janusz Lewandowski twierdzi, że dla ustawy o prywatyzacji a la NFI nie ma alternatywy. W numerze 5 ˝Biuletynu Informacyjnego˝ Kongresu Liberalno-Demokratycznego Jego Ekscelencja Minister napisał, że wszyscy, którzy mówią o prywatyzacji przez pożyczki hipoteczne ­ to o nas ­ albo przez bony prywatyzacyjne (to o Jego Ekscelencji Wacławie Klausie, premierze Czech i Moraw...) to nieodpowiedzialni demagodzy. Jego Ekscelencja Minister zapomina, że koncepcję bonów prywatyzacyjnych 5 lat temu wysunął niejaki Janusz Lewandowski i że bronił jej zawzięcie w mowie, w piśmie, na konferencji w Monachium, gdzie byliśmy obydwaj, publikował ją wielokrotnie i też twierdził, że nie ma dla niej alternatywy. Teraz uważa ją za bezsensowną i popiera koncepcję, którą opracował dr [Jerzy] Thieme, koncepcję polegającą wcale nie na prywatyzacji, tylko na rozproszeniu własności. Nie wątpię, że za dwa lata pan Janusz Lewandowski oświadczy, że program NFI to był idiotyzm i demagogia, a on ma nowy, lepszy pomysł. Ciekawe tylko, czy Jego Ekscelencja Minister będzie liczył na krótką pamięć obywateli, bo jeśli tak, to może się przeliczyć, ponieważ obywatele będą wtedy mieli w ręku zakupione za 200 tys. zł świadectwa udziałowe, które na rynku będą warte już tylko 100 czy 120 tys. zł.

        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W tej debacie nie chodzi o kształt prywatyzacji, lecz o osobę pana Janusza Lewandowskiego, którego osobiście bardzo lubię. Jest to znakomity uczony. Uczony może i powinien bawić się koncepcjami ­ odrzucać jedną, zajmować się drugą ­ może mieć na biurku sympatyczny bałagan. Natomiast minister Lewandowski powinien mieć do wykonania jedną koncepcję, a w Jego ministerstwie powinien panować porządek. Otóż obydwa te warunki nie są, niestety, spełnione i dlatego uważam, że szkoda tak znakomitego umysłu na pospolite stanowisko wykonawcze. (Oklaski)


    1 kadencja, 41 posiedzenie, 2 dzień (02.04.1993)


    7 punkt porządku dziennego:

    Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o narodowych funduszach inwestycyjnych i ich prywatyzacji (druk nr 831).


    Poseł Janusz Korwin-Mikke:

        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! UPR popiera szybką i uczciwą prywatyzację. Prywatyzacja polega na tym, że firma zyskuje właściciela, dynamicznego przedsiębiorcę. Zamiast tego nadal proponuje się nam zarząd, urzędniczy holding, kontrolowany przez 30 tys. pseudo-właścicieli. Jest to kpina.

        W ramach poprawek wymuszonych przez SLD 200 przedsiębiorstw ma być oddanych emerytom i sferze budżetowej. Jego Ekscelencja minister Lewandowski zawsze mówił, że iskra przedsiębiorczości jest darem rzadkim. Czy pan minister myśli, że 80-letni emeryt i zagoniona nauczycielka z Kłaja będą dobrymi właścicielami? Pan minister sobie z nas kpi!

        Rząd został ­ i nadal jest ­ zobowiązany przez ustawę do wypłaty rekompensat. Czytałem kiedyś nowelkę o księdzu, który przed wojną wziął do pomocy chłopaka i obiecał mu złotówkę. Wieczorem dał mu 50 świętych obrazków i powiedział: ˝Sprzedaj to sobie po 2 grosze i będziemy kwita˝. Tu rząd robi dokładnie to samo. Jeżeli rząd myśli, że akcje będą warte tyle, za ile on je daje, to niech sprzeda te akcje na rynku i wręczy emerytom i salariatowi gotówkę. Czy ja mam uczyć Jego Ekscelencję ministra podstaw ekonomii?

        Rząd ma wypłacić należności, a jeśli ustawy nie wykona, to trafi przed Trybunał Stanu i tyle. Czas już nadchodzi. Niedługo władzę obejmie pan prezydent i będzie szukał popularności. Postawienie przed Trybunałem Stanu ludzi, którzy nie wykonują ustaw, jest łatwym sposobem zyskiwania popularności.

        Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Teoria jest zła. Rząd spieszy się, by przeprowadzić NFI, bo wie, że my przygotowujemy projekt prywatyzacji, ˝Sieć˝ ma inny projekt, słyszałem że Konwencja Polska ma inny projekt. Te wszystkie projekty mają jedną wadę: przy ich realizacji nie da się rozkradać majątku państwowego. Gdy był u nas pan dr [Jerzy] Thieme i Jego doradcy, zażądałem pokazania, jak wygląda ogłoszenie o prywatyzacji. Dostałem. Był tam podany numer telefonu, pod który, niestety, nie można się było dodzwonić. Przed paru dniami jedna z gazet wydrukowała takie ogłoszenie o prywatyzacji, pokazała, jak ono wygląda ­ bodaj z ˝International Herald Tribune˝. Był tam błędny adres, błędnie podane nazwisko osoby, która miała się tym zajmować, w ogóle zaś nie było numeru telefonu. Nie wiem, czy jest to skrajne niedbalstwo ­ bo takie ogłoszenie kosztuje dziesiątki tysięcy dolarów, o ile nie setki ­ czy też celowa robota, by się nie zgłosił przypadkiem jakiś klient, który mógłby dać więcej niż ten jeden jedyny kontrahent wybrany przez urzędników MPW. Wiem tylko, że jest to skandal.   

    Przed dwoma tygodniami powiedziałem, że wiem, że przy prywatyzacji 10% - 20% ulegnie rozkradzeniu - ale są pewne granice. W obecnej wersji projektu do sprzedaży idzie ok. 5% majątku państwowego. Jeśli nawet połowa zostanie rozkradziona lub, co gorsze, zmarnowana, będzie to być może dobra nauczka na przyszłość. Szkoda tylko, że wykonawcy tej polityki będą za to ciężko osobiście odpowiadać. Dziękuję. (Oklaski)

     

    A teraz: w czym się pomyliłem?

    Po pierwsze: p. dr Jerzy Thieme i Jego „doradcy” (z wyglądu sądząc: adwokaci jakichś gangsterów z Chicago...) nie poszedł siedzieć – i już nie pójdzie, bo sprawa jest przedawniona.

    Po drugie: p.Janusz Lewandowski przyznał, ze koncepcja NFI była absurdem - nie po dwóch latach, a po dziesięciu.

    Po trzecie: udziały NFI sprzedawane po 20 PLN były warte po dziesięciu latach nie 10 – 12 PLN, a 8 PLN (a nie zapominajmy o procencie bankowym...)

    Poza tym wszystko przepowiedziałem trafnie.

  • 23-04-2009 22:10:00

    Lekkie opóźnienie - oraz: Ciężkie wyjmowanie solidnie zabitego lewicowego ćwieka

    ... zmieniło się w poważne opóźnienie. Pociąg się jeszcze opóźnił, pola nie było, bateria w komputerze wreszcie siadła - wpis dopiero jutro rano. Przepraszamy - ale obiecujemy, że JKM dojedzie.

     

    =====

    Jest taka redaktorka, p.Zuzanna Dąbrowska – bardzo miła i inteligentna kobieta. Gdyby trafiła na kogoś normalnego, głosiłaby normalne poglądy. Niestety, wyszła za mąż za p.Piotra Ikonowicza – a żona, jak wiadomo, przesiąka poglądami męża; w związku z tym we wszystkim, co napisze, jest jakieś lewackie skrzywienie.

    Kiedyś ubolewała, że lekarze nie chcą kobietom na ich życzenie robić „cesarskich cięć”. Ja, szczerze pisząc, dziwie się kobietom, które chcą dobrowolnie zrobić sobie szramę na brzuchu, ciąć macicę itd. - zamiast normalnie urodzić – ale, ostatecznie w tym przypadku brzuch kobiety (nie jego zawartość, oczywiście!) należy do niej. Więc skierowałem do biadolącej p.Dabrowskiej-Ikonowiczowej (ciekawostka: korekta OpenOffice usiłowało mi to poprawić na "faszystowsko-hitlerowskiej"!!!) następujący liścik:

    Pani Zuzanno!

    Ma Pani absolutnie rację pisząc w śród-tytule: "To kobieta rodzi, a nie profesor Chazan" - i w treści: "I chciałabym wierzyć, że lekarz, do którego się zwrócę o prowadzenie ciąży i odebranie porodu, będzie pracował dla mojego dobra. A nie, jak profesor Chazan, dla dobra państwa".

    Cel jasny, słuszny - a osiągnięcie go jest proste: gdy lekarz będzie opłacany prywatnie przez Panią, a nie przez państwo, to będzie robił to, co Pani chce. Należy więc zlikwidować "służbę zdrowia", oddać Pani te 200 zł miesięcznie na nią płacone - i przez 9 miesięcy uzbiera Pani i na (odpukać!) "cesarskie".

    Chyba nie ma Pani zamiaru rodzić częściej?

    A dopóki lekarz opłacany jest przez państwo, to będzie pracował dla dobra państwa. To proste jak promień lasera.

    Serdecznie pozdrawiam

    Janusz Korwin-Mikke

    Chyba, jak każda dobra żona, skonsultowała sprawę z Mężem – bo odpowiedzi nie dostałem...

    =====

    PS. Przepraszam, ale po opóźnionym powrocie z Olsztyna (sala pełna, pytania ciekawe – niestety: relacji video nie będzie) trochę odsypiałem – a potem musiałem załatwiać pilne sprawy na mieście, więc obietnicy Żony nie dotrzymałem. Następny wpis przed północą...

    Aha: jest sonda, może warta uwagi:

    http://plebiscyt.super-nowa.pl/

    - ale tak w ogóle to za dwie godziny na FORUM Adminka utworzy osobny dzialik, gdzie będzie można zgłaszać sondy. Pojawi się ich teraz zapewne sporo – a gdzie mamy pakować mięśnie, jak nie w Sieci?

  • 22-04-2009 23:52:00

    Człowiek-pająk i ludzie-płazy

     Gdyby p.Bartłomiej O., alpinista z Sosnowca, wspiął się na 140-metrowy budynek bez zabezpieczenia w jakimś normalnym kraju i w normalnych czasach, to nazajutrz jego nazwisko byłoby na pierwszych stronach – i to u góry, wielkimi literami - niemal wszystkich gazet, otrzymałby setki propozycyj reklamowych, tysiąc ofert pracy i dziesięć tysięcy propozycyj mniej lub bardziej matrymonialnych. Politycy błagaliby o fotkę z Nim, a prezydent przyjąłby Go na – niezbyt ważnej, oczywiście – audiencji.

    Ponieważ p.Bartłomiej O. dokonał tego w Polsce okupowanej przez płazy myślące o tym, jak tu o 1% podnieść coś-tam i okraść innych na ileś-tam – nazywa się On „Bartłomiejem O.”, oskarżonym...

    … nie bardzo wiadomo, o co? Policja twierdzi, że „znalazła na Niego paragraf” - co byłoby o tyle dziwne, że już dwóch ludzi, p.Alan Robert, zawodowy wspinacz na budynki i p.Dawid Kaszlikowski... fotograf (!!) zrobiło to samo, i na nich jakoś paragraf się nie znalazł... Ten „znaleziony paragraf” (art 66 Kodeksu Wykroczeń) cytuję za wp.pl:

    Jeżeli ktoś ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, informacją lub innym sposobem, wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa - podlega karze aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny do 1,5 tys. zł.

    Ciekawe: jaka fałszywą informacje podał i komu p.Bartłomiej O.? Nie ma to jednak znaczenia, bo – jak powiadał śp.Wawrzyniec Beria: „Dajcie mi człowieka – a paragraf się znajdzie”. Wtedy kodeksy liczyły więcej poręcznych paragrafów – no, to trzeba nadrabiać naginaniem obecnych.

    PRL wraca – i to w bardziej podłym wydaniu. Wtedy jednak bohaterów ceniono!

    Zabawnie wygląda strona Dziennika.pl. Nadtytuł brzmi:

    Człowiek-pająk zdobył szklany hotel

    a tytuł, większymi literami:

    Szaleniec wspiął się na Marriott bez lin

    Proponuje p.Bartłomieja O. od razu do psychuszki – i leczyć.

    Ponadto rozmaite służby chcą wystawić p.Bartłomiejowi O. rachunek, za podjęte przez siebie czynności. Z tym, ze p.Bartłomiej nikogo nie prosił o „rozkładanie skokochronów” ani o włażenie na dach „Marriotta” by Go tam aresztować.

    Ciekawe: czy policja wystawia złodziejowi rachunek za trudy, jakie poniosła przy jego złapaniu? W ChRL rodzinie rozstrzelanego kazano płacić za kule...

    W takich czasach, proszę Państwa, żyjemy – i nie wolno nam się z tym pogodzić!

  • 21-04-2009 23:29:00

    Nie uratują Polski ratownicy...

     

    Ze dwa lata temu – nie pamiętam już w jakim piśmie – opisywałem tragedię, która zdarzyła się na basenie – bodaj w Iławie? Kilkunastoletni chłopak utonął.

    W tym momencie w basenie było ze dwadzieścia osób – i pięcioro ratowników (!) Jeden z pływających zauważył, że chłopak tonie – więc zamiast go wyciągnąć, podpłynął do ratowniczki. Ta najpierw pomyślała, że chłopak ją w ten sposób podrywa – a potem zrobiła to, co robi w takiej sytuacji każda kobieta: poleciała po faceta. Znalazła ratownika już po minucie., ale gdy ten wreszcie wskoczył do wody, tonącego nie dało się uratować.

    Oczywiście gdyby na basenie nie było żadnego ratownika, tonący po 20 sekundach zostałby z wody wyjęty. Polacy zostali jednak nauczeni, że od tego są ratownicy...

    Pisze to, bo właśnie znów zdarzył się wypadek – na szczęście zakończony pomyślnie, który opisałem w "DZIENNIKU POLSKIM" tak:

    Oddać sprawy w cudze ręce

    Od lat nawołuję, by Polacy ujęli sprawy w swoje ręce. By zamiast płacić na urzędników, sami opłacali wybraną przez, siebie szkołę i lekarza, by nie polegając zbytnio na policji, kupili sobie spluwę i sami strzelali do włamywaczy i bandziorów...

    ...i dziś zastanawiam się: do kogo ja to mówię i piszę?

    Czytam właśnie w prasie, że kilku grotołazów wlazło do jaskini, gdzie jeden utknął. Pozostali - zamiast próbować kumpla wyciągnąć - wyleźli, zadzwonili po ratowników i... poszli sobie, nie czekając nawet na ich przyjazd!!!

    No cóż: płacą podatki na ratowników - to jest to ich obowiązek, ratować. A co: amatorzy mają to robić?

    Macie Państwo najlepszy przykład, jak życie w socjalizmie - gdzie za wszystko odpowiada PAŃSTWO, a nie sam obywatel - kompletnie niszczy naturalne więzi społeczne. Niszczy chęć pomagania bliźnim.

    Teraz czekam już tylko na informację, że ob. Kowalski, wyciągnięty w ostatniej chwili spod wody, wyjaśni: - A co? Miałem się sam ratować?!? A ratownicy od czego?

    Ja nie o taką Polskę walczyłem.

    Ja chciałem, by zamiast PRL wróciła Polska normalna, opisywana w piosence Statek do Młocin”:

    „... A gdy za burtę wypadł teść

    To wyciągnęło się go – i cześć!”

    I cześć – bez ingerencji prokuratur, BHP, ABW, CBŚ itp.

    Normalna Polska...

     

  • 20-04-2009 23:58:00

    Słowo o budżecie

    Najpierw kilka uwag technicznych.

    Portal jest w fazie próbnej. Zakładam, że ruszy pełną parą tuż po wyborach – planuję duże zmiany.

    Zaczną się w najbliższych dniach – ale raczej będą to zmiany porządkowe. Na razie dochodzi drugi Admin, a raczej Adminka, Zuzanna. Na pewno wiele rzeczy się poprawi.

    Teraz meritum – w sprawie budżetu po wprowadzeniu podatku ryczałtowego. {don_Carlos} pisze na FORUM:

    Nie wiem czy to błąd, niedomówienie czy kłamstwo. Oczywiście gdyby budżet wynosił 35 000 000 000 zł to byłoby prawdą. Ale, jak wiemy, tak nie może być. Bo według JKM powinno się spłacać zobowiązania poprzednich rządów. Jeśli dało się słowo to trzeba je dotrzymać. W związku z tym państwo po wprowadzeniu rządów UPR'u musiałoby nadal spłacać długi III RP, a konkretniej - emerytury i renty. Pofatygowałem się sprawdzić i okazało się że ZUS wypłaca rocznie świadczenia na 126 000 000 000 zł (dla okrągłości liczmy 125 000 000 000 zł):
    [
    www.zus.pl]
    W związku z tym budżet państwa po objęciu władzy przez UPR musiałby wynosić 160 000 000 000 zł. Co dzieląc przez 17 000 000 osób płacących podatek wynosiłoby ok. 9 400 zł rocznie czyli ok. 780 zł miesięcznie. Oczywiście Polska przestałaby kiedyś wypłacać emerytury. A konkretniej za jakieś 45 lat kiedy ostatni Polak przeszedłby na państwową emeryturę. Z racji tego że nie wpłacił prawie nic dostałby wpłacone świadczenia jednorazowo. Tworząc ciąg arytmetyczny w którym pierwszy rok rządów UPR jest pierwszym wyrażeniem w ciągu a 45 rok ostatnim łatwo obliczyć ze wzoru:
    an = a1 + (n - 1) * r
    0 = 125 000 000 000 + (45 - 1) * r
    0 = 125 000 000 000 + 44r
    44r = -125 000 000 000
    r = -2 840 000 000
    różnica wynosi 2 840 000 000 czyli co roku ilość pieniędzy w budżecie przeznaczonych na emerytury wynosiłaby właśnie o tyle mniej. Dzieląc tą kwotę na 17 000 000 osób wychodzi na to że pierwszego roku składka wynosiłaby te 780 zł miesięcznie, w drugim 766 zł miesięcznie, w trzecim 752 zł miesięcznie itd.
    To jak to w końcu jest?

    Odpowiadam po raz setny: majątek państwa powstał m.in. ze składek obecnych emerytów. Jest go jeszcze sporo: koleje, szpitale, szkoły – ale i KGHM i ORLEN...

    Początkowo program UPR zakładał, że na ten cel będzie szło 20% sum z prywatyzacji. Ponieważ większość już sprzedano, obecnie domagamy się przeznaczania na to 85% sum z prywatyzacji.

    Jak {don_Carlos} słusznie zauważył, suma do spłaty będzie się zmniejszać. Jeśli majątek się skończy wcześniej, to trzeba będzie aktualną ratę doliczyć do podatku...

    W pewnym sensie pomocądla nas jest wejście do Wspólnoty Europejskiej. Ponieważ minimalny VAT i akcyza nas obowiązują, to do momentu wystąpienia ze Wspólnoty (lub jej rozpadu) będziemy mogli nagromadzić spore sumy – do wykorzystania potem na renty i emerytury. My nie chcemy utrzymywać VAT – ale skoro na razie musimy...

    {Przemek_R} pyta, jakie powinny być sankcje za nie płacenie podatku? Takie same, jak teraz... Ludzi uporczywie się uchylających można by skierować do Wolnej Strefy (jakiś kawałek Bieszczad?) gdzie podatku nie będą musieli płacić... Być może anarchiści osiedlaliby się tam dobrowolnie...

  • 19-04-2009 23:56:00

    Homosie, „geje”... wbrew pozorom BARDZO ważna sprawa

     Zacznę od wypowiedzi na FORUM podpisanej {paulps}:

    "Ale gadanie......

    Powiedz mi co to jest lobby gejowskie. Wskaż mi w Polsce jak lobbują, kto to jest i dlaczego mówisz, ze to lobby gejowskie.

    Ludzie, weźcie się za ekonomię, bo sprawy obyczajowe Wam nie idą i te sprawy najlepiej zostawić ludziom, oni sami sobie poradzą bez Waszych wywodów, praw i przepisów...

    PS. Na temat głupiego gadania na niepotrzebny temat. Miałem taką rozmowę, że gej to człowiek chory bo nie może mieć dzieci. (…)"

    Zacznę od końca. To, że „homoś to człowiek chory” – to chyba nie u mnie? Ja jestem liberałem – i bardzo cenię dziwactwa, zboczenia – i w ogóle odmienności.

    Powiedzmy: absolutny zwolennik „miłości po francusku”, który inaczej nie potrafi. Czy on jest „chory”? Nie. Jednak może starać się – jeśli chce – zmienić te swoją cechę. Ktoś np. jest za gruby, by być dżokejem – więc się odchudza. Albo operacyjnie usuwa nadmiar tłuszczu. Czy on był „chory”?

    Natomiast ani homosie, ani zwolennicy „miłości po francusku” nie urządzają na ulicach „Parad Miłości” i nie obnoszą się za swoim homoseksualizmem. To robią wyłącznie – pardon za brzydkie słowo: „geje”. „Gej” zresztą często w ogóle nie jest homosiem – tylko udaje, by za swoją aktywność polityczną otrzymywać forsę z Unii Jewropejskiej – tak samo jak dziewczyny z duetu TaTu udawały lesbijki.

    Jak tylko przestały udawać – zniknęły.

    Przestano je popierać.

    A kto je przestał popierać? Lobby homosiów? Nie -  to samo tajne lobby stojące za misterną konstrukcją „Unii Jewropejskiej”. Lewica używająca homosiów do rozbijania „patriarchalnego społeczeństwa”.

    Natomiast lobby nie tylko „gejów” ale i homosiów jak najbardziej istnieje. Widać to po wyraźnej nadreprezentacji homosiów w państwowych instytucjach.

    Dla państwa jest nad wyraz niebezpieczne, gdy jakaś grupa w sposób tajny wzajemnie się popiera – bo w ten sposób aparat państwa może zacząć pracować dla jakiejś 1%-owej mniejszości. I tej sprawy nie można "pozostawić ludziom" bo oni sobie "nie poradzą".

    No - może jak to lobby zanadto zbezczelnieje, to urządzą pogromy...

    Objawem alarmującym było zachowanie środowisk gejowskich na wiadomość, że MSW za „komuny” zaczęło sporządzać „różowa listę:” - homosiów na stanowiskach państwowych właśnie, Był ryk oburzenia, listę podobno zniszczono (na pewno przedtem zrobiwszy pięć kopii... ) - a żądano nawet pociągnięcia pomysłodawców do odpowiedzialności.

    Jakieś lobby chyba tego dokonało?

    Bo przecież sporządzenie takiej listy jest obowiązkiem bezpieki!!!

    W normalnym państwie – oczywiście...

  • 18-04-2009 23:56:00

    Pewien argument

     Byłem na tej dyskusji – z p.prof.Janem Winieckim (który jak zwykle obsztorcowal mnie za nadmierny radykalizm...), a bez WCzc.Andrzeja Halickiego (PO, W-wa), który się nie pojawił – a szkoda, chciałem na Nim kilka psów powiesić...

    Na zakończenie (za kilka dni zobaczą Państwo tę dyskusję w WOLNEJ.TV ) zająłem jednak stanowisko wyrozumiałe, Powiedziałem mniej-więcej tak:

    JE Donald Tusk doskonale wie, ze 1/3 Jego PO to złodzieje, a 1/3 to agentura bezpieki (a połowa reszty nie ma pojęcia o liberaliźmie...). Wie, że wiele z nimi nie zdziała. Wie też, że bez złodziei nie miałby pieniędzy na wybory, a bez agentury nie miałby telewizyj różnorakich. I PO zeszłaby na poziom UPR.

    Ale teraz Polska, rządzona przez PO, jest samotną gwiazdą w Europie – bo tylko ona nie „walczy z pożarem przez dosypywanie do ognia pieniądzy”. I ma sukcesy. Oczywiście: na miarę zdychającej Jewropy – ale zawsze.

    I co powiedzieć, jeśli spyta: „Czy nie warto dla tego celu tolerować złodziei i agentury? Przynajmniej – w odróżnieniu od UPR – COŚ zdziałałem...”

  • 17-04-2009 23:56:00

    Nie przeszkadzam JE Wacławowi Klausowi...

     

    Jak donoszą liczne agencje, JE Wacław Klaus, prezydent Czech i Moraw, w wywiadzie dla dziennika „Mladá Fronta Dnes” (tytuł wyniesiony z lat komunizmu...) powiedział m.in.  „odpowiedzialność za obecny kryzys finansowy i gospodarczy ponosi urojenie równości wraz z irracjonalną ideą zrodzoną w latach 30tych, według której każdy Amerykanin ma prawo do posiadania domu - a jeśli nie ma dość pieniędzy, musi dostać kredyt hipoteczny.
    To poszukiwanie równości jest kolosalnym błędem
    ” - po czym dodał, że bardzo wzrosła rola państwa w gospodarce Stanów Zjednoczonych. „Jeśli chcecie politykę USA nazywać socjalizmem, nie będzie mi to przeszkadzało” .

    JE Benedykt Hussein Obama ma odwiedzić Pragę na kolejnej wyżerce zwanej „szczytem Unii Europejskiej”. Co ciekawe: zaproszenie na "szczyt" otrzymał JE Aleksander Łukaszenka – czym JE Wacław Klaus został „zaskoczony” (Czechy i Morawy przewodniczą Wspólnocie i są gospodarzami "szczytu"!!). P.Klaus - który jest dość prorosyjski, więc nie lubi p.Łukaszenki - zapowiedział, że nie zaprosi Go na Zamek i nie poda Mu ręki.

    Prezydent Białorusi ma za to odwiedzić Watykan i zostać przyjęty przez JŚw.Benedykta XVI...

    Ale się porobiło w Europce – nieprawda-ż?

     

  • 16-04-2009 23:53:00

    GMO, GMO, GMO – rzygać się już chce tym GMO...

     Jakaś nieprawdopodobna liczba Komentarzy dotyczących problemu GMO. Zresztą łatwo to zrozumieć – bo dotykamy nie przedmiotu, lecz mechanizmu. W ten sposób można dokonać znacznie większych zmian.

    W zasadzie PT Komentatorzy dochodzą do poprawnych wniosków. Ja tylko chcę zauważyć, że na świecie jest cała masa roślin niepotrzebnych, a nawet szkodliwych – jak chwasty czy muchomory. Jeśli jakiejś firmie celowo lub przez pomyłkę wyjdzie GMO będący chwastem – to ta firma go najprawdopodobniej nie rozpowszechni – bo jaki miałaby w tym interes?

    Acz nie jest wykluczona wojna genetyczna: imperialiści np. chińscy, jedzący przecież ryż, stworzą sztuczny chwast uparcie pleniący się na polach amerykańskiej pszenicy albo kukurydzy... No – ale tego nie zrobią firmy prywatne; tylko państwa...

    Zqwracam uwagę, że Australia do dzis walczy z plaga krolików - jak najbardziej naturalnych...

    Natomiast niektóre zarzuty w stosunku do GMO lub firm typu „Monsanto” ( to zdaje się taki „McDonalds'” dla ekologów...) są zapierające dech, {~qwe} pisze np. „jedna z najwyżej postawionych osób w zarządzie przyznała, ze w tym całym GMO nie chodzi wcale aby wykarmić ludzkość. Tu chodzi o pieniądze, wielkie pieniądze WSZELKIM kosztem”.

    Otóż  „wszelkim” na pewno nie – bo ludzi, nawet ekologów, jakoś nie zabijają. Natomiast klasyczna wypowiedz śp.Adama Smitha brzmi: „Od piekarza nie oczekujemy, że będzie piekł dobry chleb z miłości dla klientów; liczymy, że będzie piekł dobry chleb - dla zysku”.

    I to samo dotyczy „Monsanto” i innych firm. A nikt nie ma obowiązku kupować od nich nasion GMO... Jeśli rolnik je kupuje – a po roku kupuje dziesięciu jego sąsiadów – to znaczy, są per saldo bardziej opłacalne...

    Czy rośliny GMO są smaczniejsze? Nie wie, nie zwracam uwagi na etykietki. Na ogół dzisiejsze wyroby są smaczniejsze, niż za PRL. I pożywniejsze, i tańsze – sadząc z otyłości ludzi... Wolę nie wiedzieć z czego się składają: śp.Otton von Bismarck mawiał, że "Nie należy zaglądać, jak s się robi kiełbasę – i jak się robi politykę”. Ważne, by kiełbasa była smaczna, tania i pożywna. Albo droga i „niskokaloryczna” - jaką kto woli...

    A co do pomidorów... Istnieje bodaj 400 odmian pomidorów, jedne bardziej smakują jednym – inne drugim. Nikt nie broni {~qwe} kupić kilku hektarów i zająć się hodowlą akurat takich, które On uważa za najsmaczniejsze! Dla siebie – albo na handel!

    Jakie pieniądze można na tym zarobić!

    No, to, Drogi  {~qwe}: do dzieła! Ja kupię!

  • 15-04-2009 23:53:00

    Zbiorowa żałoba – i jeszcze o GMO

     

    Sporo ludzi pyta: dlaczego z takim uporem czepiam się tych zbiorowych żałób i wykazuję nonsensowność w opłakiwaniu 22 zabitych na kupie - gdy w rozproszeniu zginęło 35 ? Czy nie lepiej, bym zajął się np. gospodarką?

    Nie. To własnie JEST o gospodarce. Trzeba krzewić myślenie racjonalne. Przecież Państwo – czytelnicy właściwych blogów politycznych - będziecie za kilka lat rządzić Polską!

    I jeśli ktoś będzie większa wagę przykładał do 22 ofiar pożaru niż 35 na drogach – to zapewne będzie źle allokował środki materialne. Za dużo na ochronę przeciwpożarową – za mało na poprawę łuków jezdni...

    Co oznacza, że za wydane na te dwa cele pieniądze można by uratować więcej żyć ludzkich.

    Jeśli już wydajemy na to kazionne dziengi – to trzeba wydawać je racjonalnie. Trzeba zimno kalkulować. Jeśli np. dzięki wynalazkom koła, samochodu, drogi itd. zyskujemy rocznie 8 biliardów kosztem 400.000 zabitych na drogach to jest nonsensem sprzeciwiać się działaniu, które zapewni dodatkowy biliard kosztem dodatkowych 20.000 zabitych!

    (Jeśli ktoś uważa to za „nieludzką, zimną kalkulację” to proponuję rozumowanie odwrotne: „Skoro nie chce innowacji dającej biliard kosztem dodatkowych 20.000 zabitych – to trzeba KONIECZNIE zakazać ruchu samochodów po drogach! Oszczędzimy znacznie mniejszym kosztem 400.000 żyć ludzkich...” Odmienne traktowanie tych sytuacyj wynika stąd, że te 400.000 to już ginie – i do tego przywykliśmy – a tamte jeszcze nie giną. Zjawisko to nazwane jest przez śp.Miltona FriedmanaTyranią Status Quo”. Chcąc dobrze rządzić państwem trzeba nie ulegać tej tyranii!!).

    Ocena: „Ile warte jest życie ludzkie?” jest oczywiście subiektywna. Można jednak policzyć, ile. Jeśli np. 2 miliony, (co starczy na 25 lat) wydaje się np. na likwidację groźnego skrzyżowania X (gdzie giną rocznie trzy osoby) – ale nie wydaje się 5 milionów na remont skrzyżowania Y (gdzie giną cztery osoby), to liczymy: 2 miliony : (3 x 25) = 26.000;  5.000.000 : (4 x 25) = 50.000 – i już wiemy, że w tych okolicach życie ceni się pomiędzy 27 a 50 tysięcy...

    W ten sposób można ocenić, na ile cenimy życie ludzkie. I kierować się tym przy innych decyzjach – by optymalnie allokować środki. Dawać je tam, gdzie złotówka uratuje najwięcej żyć.

    Jeszcze o GMO. Tak, istotnie – wprowadzenie np. gryki-GMO może spowodować zamieszanie i zaszkodzić – ale gryce! Nie człowiekowi.

    Przypominam, że modyfikacja genetyczna polega na tym, że wstawiamy jednemu organizmowi geny z innego. Np. kurczakowi gen świni. Otrzymamy kurświniaka . Zakładając, że to nowe zwierzę to pół jednego i pół drugiego - to zjedzenie dwóch kęsów kurświniaka niczym się nie różni od zjedzenia jednego kęsa wieprzowiny, i jednego kęsa kury.

    Człowiekowi to zaszkodzić więc nie może. Najwyżej po zjedzeniu kurczaka skrzyżowanego z rycynusem polecimy do toalety...

    W naszym żołądku te wszystkie geny i tak ulegają zniszczeniu. Jeśli mam na brzuchu tłuszczyk – to nie jest tłuszcz ze świni i wołu, które uprzednio zjadłem!! Tamte zostały rozłożone na czynniki pierwsze, z których mój organizm zsyntetyzował mój tłuszczyk.

    Być może zsyntetyzował go zresztą z białek – a tłuszcz użył jako materiał energetyczny? Kto wie?

    Może jacyś gastrolodzy...

    Rośliny transgeniczne były wolne od szkodników z tych samych powodów, dla których przez pierwsze lata nic nie zżerało kartofli: w Europie nie było wyspecjalizowanych pożeraczy tej rośliny... Ale już są – cytuje ze strony wrogów GMO:

    http://wolnemedia.net/?p=6376

    Film „Świat według Monsanto” pokazuje inny przykład nieprzewidzianych konsekwencji „majstrowania” w genach. Bawełna BT pod nazwą Bollgard miała być odporna na szkodniki i nie wymagać pryskania. Tymczasem okazało się, że to właśnie tę bawełnę atakuje szkodnik, powodujący oddzielanie się kory od łodygi. Specjaliści od upraw bawełny mówią, że wcześniej czegoś takiego nie widzieli, a co gorsze, okazuje się, że szkodnik ten zaczął atakować również bawełnę tradycyjną, czego wcześniej nie robił.

    Niepostrzeżenie Monsanto przejęło już praktycznie cały rynek bawełny w Indiach, co spowodowało, że nigdzie, w całym kraju, nie można kupić tradycyjnych nasion. Perfidia polega na tym, że modyfikowane nasiona są czterokrotnie droższe!

    - a trochę niżej tam-że kolejny zarzut:

    Monsanto dumpingowo obniżyło ceny na swoje nasiona, tak że stały się bezkonkurencyjne na rynku. Lokalna teoria spiskowa głosi, że transgeniczne nasiona celowo rozsypywane są przy drogach, żeby wykiełkowały i skaziły tradycyjne uprawy. Wyrastająca między tradycyjnym roślinami kukurydza-mutant wygląda przerażająco: jest zdeformowana i wydaje 3 kolby z jednego liścia, zamiast jednej. Ma to tę zaletę, że pozwala szybko rozpoznać intruza i rozpocząć z nim walkę.”

    Rzeczywiście – straszni ludzie: raz sprzedają za drogo, raz za tanio, a w ogóle to celowo rozsiewają za darmo „potwora o trzech kolbach”. Czy przypadkiem wysokoplenna pszenica otrzymana przez p.Normana Ernesta Borlauga (która uratowała od głodu setki milionów ludzi – co też zresztą krytykują „ekolodzy”!!)) nie była również „potworem o trzech kłosach” zamiast jednego??

    i jeszcze niżej:

    Przypomnę po raz kolejny: GMO miały uwolnić nas od konieczności stosowania wszelkiej niezdrowej rolniczej chemii. Prawda jest jednak skrajnie odmienna: transgeniczne uprawy atakowane są przez choroby znacznie częściej niż rośliny tradycyjne”.

    Więc coś już te GMO żre...

    A oskarżenia firmy „Monsanto” o nieuczciwe praktyki są słuszne lub nie – ale nie mają nic wspólnego z GMO: jest to to samo, co z „MicroSoftem” sprzedającym InternetExplorera lub firmą, która sprzedawałaby pralki tak skonstruowane, że działałyby tylko z proszkiem produkcji tejże firmy...

     

    Dla ilustracji: (jak się uda...) obrazek ze strony: http://www.rotfl.com.pl/details,22610,search.html

  • 14-04-2009 23:48:00

    Kolejny zamach na Wolność w Sieci!

     

    W Australii wikipedyści z WikiLeaks ujawnili tajną listę proponowanej cenzury w Sieci. Zrobił się skandal – i proponowana ustawa (do której ta lista miała być tajnym załącznikiem) najprawdopodobniej padnie w Senacie Dominium Australii.

    Drugim państwem Cywilizacji Białego Człowieka, które oficjalnie rozważa wprowadzenie w Sieci cenzury jest potomkini III Rzeszy, czyli RFN. W związku z tym władze RFN podjęły kroki, by utrudnić WikiLeaks.de podobne działania w Niemczech. Wykorzystano przy tym formalności związane z rejestracja ich witryny. Szczegóły (po angielsku) tutaj:

    http://wikileaks.org/wiki/Germany_deletes_WikiLeaks.de_domain_after_raid

    Nie nazywam tego „niepokojącym”, bo dla mnie było oczywiste, że ONI będą musieli uciec się do tego kroku. Bez tego, bez codziennej indoktrynacji w TV, (a przecież komputer odrywa od TV, a Sieć ją nawet wypiera) obecny złodziejski ustrój nie przetrwa nawet dwóch lat – a dzisiejsi „politycy” pójdą do kryminałów.

    Teraz jeszcze o GMO (na który to temat trwa zażarta dyskusja na FORUM).

    Tak – istotnie: „sztuczność” GMO jest żadna, gdyż zamiast jednego genu wstawia się inny, całkowicie naturalny! Znacznie większego ryzyka można by się dopatrywać w stosowanym od pół wieku otrzymywaniu nowych gatunków poprzez poddawanie np. bakterii wpływowi promieni Röntgena czy innej radio-aktywności – bo w wyniku mutacji (może jedna na milion daje organizm zdatny do życia – co dopiero: „lepszy” od oryginału...) otrzymujemy zupełnie nowy gen! Trwa to miliony razy dłużej, jest więc znacznie droższe – ale wyniki mogą być rrrre-we-la-cyj-ne. In plus albo in minus...

    Nie mamy bowiem pojęcia, jaki ten nowy gen będzie. GMO są otrzymywane w sposób znacznie tańszy – i ich funkcjonowanie jest znacznie bardziej przewidywalne.

    Więc cała dyskusja o możliwej szkodliwości „sztucznych” GMO jest śmieszna – w'obec faktu, że znacznie bardziej ryzykowne operacje są prowadzone od pół wieku!

    NB. do jakiegoś stopnia wyniki są przewidywalne – bowiem mutacje rzadko dają zmianę radykalną – bardziej radykalną, niż powstanie nowego gatunku (bo tego się obawiamy). O ile pamiętam w latach 70tych Japończycy chcieli tą metodą rozwiązać problem plastikowych odpadów, nie podlegających bio-degradacji. Brali bakterie, dawali im bardzo ubogą karmę, zapewniali dużo drobno sproszkowanego plastiku – i naświetlali promieniowaniem powodującym śmierć 90% populacji. Podobno uzyskali bakterie żrące polietylen (tak, z polietylenu – to takie miękkie, brudnobiałe – robi się też szklanki) - ale je zniszczyli (lub przechowują szczelnie zamknięte), gdyż... co by się stało, gdyby te bakterie zaczęły żreć nie tylko odpady, ale i wszystkie przedmioty z polietylenu?

    Swoją drogą: można było o tym pomyśleć przed rozpoczęciem prac – ale Japończycy to genialni technicy, a nie myśliciele...

  • 13-04-2009 23:55:00

    Chwila zadumy nad genetyką i cybernetyką

    Porównanie GMO do samochodów wypierających transport konny ma jedną zasadniczą wadę: samochody same się nie mnożą, natomiast rosliny i zwierzęta: jak najbardziej. Stąd można i należy zrozumieć troskę ludzi, obawiających się niekontrolowanego rozrostu GM organizmów. Jest to dżinn wypuszczony z retorty.

    Oczywiście argumenty wrogów GMO, że „zmniejsza się różnorodność genetyczna”, są kompletnie absurdalne; to tak, jakby dowodzić, że po wprowadzeniu samochodów zmniejszyła się różnorodność na drogach. Różnorodność się zwiększyła. Jednak dziś na drogach konia można oświadczyć tylko od wielkiego dzwonu – a samochody dziwnie się do siebie upodobniają. Jeśli więc jakiś GMO jest bardziej odporny na wirusy, bakterie czy szkodniki, to może wyprzeć nawet kilka pokrewnych gatunków – i różnorodność wtedy istotnie się zmniejszy.

    Przy masowej produkcji nowych gatunków GMO może zaistnieć sytuacja, w której po 50 latach większość otaczających nas roślin i zwierząt będzie zmutowana sztucznie.

    Samo to w sobie groźbą nie jest. Jednak, jak powiedział w XIX wieku słynny zoolog, śp.Emil du Bois-Reymond (Niemiec – nawiasem pisząc): "Ignoramus et ignorabimus". Znamy już role genów – jednak istnieją powiązania między genami, powiązania między powiązaniami między genami – i nigdy nie będziemyy mieli pewności, czy np. nie istnieje jakiś gen lethalny, uruchomiający się co ileś pokoleń – czemu zapobiega istnieje jakiegoś innego genu, odpowiedzialnego skądinąd za kolor plamek na skórze.. I jeśli ten drugi gen usuniemy, to nagle wszystkie te GMO zaczną wymierać.

    Taka możliwość istnieje – jednak dopóki obok GMO będą istniały inne organizmy, a i same GMO będą dostatecznie zróżnicowane, niebezpieczeństwa praktycznie nie ma.

    Chyba, że Pan Bóg specjalnie zastawił taką pułapkę. Jednak za śp.Albertem Einsteinem wierzę, że „Bóg jest wyrafinowany... ale nie złośliwy!”. Ateiści zaś w ogóle nie wierzą w Boga, zasię Natury o złośliwość posądzać nie wypada.

    Każdy cybernetyk (nie przypadkiem w Związku Sowieckim za Stalina cybernetykę starannie tępiono - a obecnie znów została praktycznie zlikwidowana) wie, że systemy dążą do przywrócenia zachwianej równowagi. Dlaczego nie istnieją bakterie ani wirusy zabijające 100% populacji zywiciela? Bo taki wirus sam by zginął. Takie zarazki na pewno były – ale właśnie: wyginęły. Te, które znamy, muszą być w układzie równowagi z żywicielami.

    Gdzie jest ten punkt równowagi: przy 10% czy przy 99,9% śmiertelności – a, to już zupełnie inna sprawa, bardzo ważna, obchodząca biologów i lekarzy – ale nie cybernetyków. Cybernetyka interesuje, czy np. populacja królików po pojawieniu się myksomatozy wróci do punktu równowagi – czy nie? A to, kiedy to nastąpi, i ile królików przed tym zginie – jest (dla cybernetyka) mało interesujące...

    Piszę o królikach, bo na blogu użyłem tego prostego przykładu. Więcej danych – i kulturalne rozważania na ten temat - można przeczytać np. tu:

    http://zb.eco.pl/zb/155/polemiki.htm

    Oczywiście problemów równowagi w świecie ożywionym nie rozwiążemy wpisem na blogu. Tu tylko twierdzę, że:

    1) Nie widzę szansy zagłady Ludzkości w wyniku wprowadzenia GMO

    2) Mogą, owszem, nastąpić nawet poważne zaburzenia równowagi – ale zyski z GMO są bezsporne, i nie ma powodu, by z nich rezygnować... ze strachu. Jeśli ekolodzy obawiają się, że „mogą zginać miliardy ludzi”, to niech sobie przypomną, czy przypadkiem wczoraj nie wołali, że ludzi jest za dużo, i liczebność Ludzkości trzeba zmniejszyć?

    Naprawdę nie?

    Więc odważnie mówmy: „Kto nie ryzykuje – ten nie je!

  • 12-04-2009 23:50:00

    Są Święta - leniuchuję! Powtarzam wpis z blogu na Onet.pl:

     Wielkie żarcie, a GMO

    Trochę przeholowałem po sześciu dniach postu, dość solidnego – ale jakoś, choć żołądek protestował, nie przychodziło mi do głowy, że może to być skutek tego, że część potraw świątecznych składała się z GMO...

    A mogło. Jak w Europie pojawiły się kartofle, to po ich spożyciu ludzie też chorowali: brak przyzwyczajenia... Dlatego kartofle były początkowo uprawiane dla kwiatów, jako oryginalna roślina ozdobna. Dopiero potem pommes de terre zeszły do prozaicznej roli ziemniaków.

    Tak więc, gdybym nawet chorował nie z obżarstwa, lecz z powodu jakiegoś GMO, to nie byłby to dowód, że GMO są szkodliwe!

    A pisząc poważnie: jest oczywiste, że genetycy spowodują prędzej czy później koszmarną katastrofę. Nie dlatego, że genetyka jest zła, lecz dlatego, że ludzie będą mogli decydować o genach – nie daj Boże: większością głosów... Wyobrażacie sobie Państwo dyskusje w Sejmie – co tam w Sejmie: w Parlamencie Światowym - o tym, czy nie wstawić ludziom jakiegoś genialnego genu. Polecam przerażającą książkę śp.Stanisława Lema: „Powrót z gwiazd”.

    Na pewno katastrofa nie nastąpi jednak z powodu GMO. To tylko wzbogaca liczbę gatunków na Ziemi, a nie zmniejsza – i ekolodzy biadający, że część gatunków ginie, powinni genetyków w tym zbożnym dziele popierać! Natomiast jakich by genów nie miała genetycznie zmutowana kukurydza czy świnia, to zostają one w żołądku rozpuszczone i strawione. Czyli zniszczone. Zgniataczom złomu jest obojętne, czy posyłają do wielkiego pieca kuchenkę na gaz – czy na mikrofale...

    Ponadto: producenci GMO mają takie same problemy, jakie mają producenci leków, którzy zatrzymując na niedopuszczalnie długi czas – a często w ogóle – sprzedaż nowych lekarstw. Ja im współczuję...

    Przypominam jeszcze swoją łamigłówkę sprzed dwóch lat:

    Bierzemy roślinę, abecedawię, i zamiast genu β wstawiamy jej gen γ, otrzymując, agecedawię, będącą GMO. Po dziesięciu latach bierzemy agecedawię, wyjmujemy gen γ i wstawiamy gen β; czy otrzymaliśmy starą, poczciwą abecedawię – czy jakiś nowy GMO?

    Przedłużamy rozważania: a gdyby się wykryło, że jakiś nowy GMO jest przez przypadek identyczny z gatunkiem, który lat temu tysiąc wyginął – to przestałby on nagle być groźnym GMO – czy nie?

    A czy ewentualne sklonowanie mamuta: to uratowanie zanikłego gatunku – czy niebezpieczna manipulacja genetyczna?

    Ja tylko tak pytam...

    Wreszcie uwaga ostatnia: ludzi zamożnych stać na żywność bez GMO. To ludzie biedni głównie korzystają z GMO (podobnie jak z ziemniaków). Niech więc przeciwnicy GMO powiedzą otwarcie: „Mamy w nosie potrzeby ludzi biednych! Dbamy o bogatych – a biedacy niech umierają z głodu!

    Na zakończenie uwaga ogólna: najgorsza rzecz dla polityka to pisanie blogu – oczywiście: blogu na tematy interesujące. Za każdym razem, gdy coś napiszę, tracę zwolenników. Są np. ludzie, którzy zgadzają się za mną w 99% - ale akurat są zawziętymi przeciwnikami GMO – no, i poparcie przepadło. I tak w każdej sprawie.

    W d***kracji wygrywają tylko ci politycy, którzy wygłaszają ogólniki bez treści. Co najwyżej pozwalają sobie na odkrywcze stwierdzenia, że lepiej być zdrowym i bogatym, niż chorym i biednym, że należy dbać o „dobro Polski” - klap, klap i huragan braw! 

    =====

    PS. Szykujemy się do Lanego Poniedziałku. Nie dajmy zaginąć Tradycji!

  • 11-04-2009 23:49:00

    Już Wielka Noc !

    Drogie Panie i Szanowni Panowie!

    Czego mogę Państwu życzyc z okazji nadchodzących za parę godzin Świąt? Chyba tylko tego, by - tak jak odradza się życie, co symbolizuje wielkanocne jajko - odrodziła się w Polsce NORMALNOŚĆ! 

    Życzenia ustne już są na V-BLOGu, w niedzielę i poniedziałek V-BLOGów nie będzie.

    Raz jeszcze:

    Wesołych Świąt!

  • 10-04-2009 23:53:00

    Inżynierowie dusz ludzkich

     Tak właśnie Wielki Językoznawca, tow.Józef Wissarionowicz Djugashvili (ksywka: „Stalin”) określił był kiedyś pisarzy – i miał tu akurat rację!

    Kiedyś zresztą pisarzy za takowych uważano (choć tak nie nazywano). Bycie pisarzem do czegoś z'obowiazywało, utwory literackie były szeroko omawiane i krytykowane – właśnie pod tym kątem: czy aby dusza ludzka po przeczytaniu tej książki staje się lepsza?

    Innymi słowy: bohaterowie mieli zachowywać się lepiej, niż zachowuje się człowiek. Z kim bowiem przestajesz – takim się stajesz. Gdy chłopcy czytali o dzielnych bohaterach, uczciwych do bólu bankierach, o uczonych, którzy poświęcali całe życie dociekaniu prawdy – to stawali się dzielniejsi, uczciwsi i dociekliwsi; gdy dziewczynki i kobiety czytały o cnotliwych małżonkach, zaradnych gospodyniach, pięknych księżniczkach – to stawały się cnotliwsze, zaradniejsze i piękniejsze.

    Nie – to opuszczenie to nie lapsus computerii: dorośli mężczyźni z zasady nie czytali beletrystyki, uczyli się z życia. Mężczyźni tworzyli literaturę, by wychowywać kobiety i dzieci. Jako inżynierowie dusz ludzkich.

    Z nastaniem d***kracji zapanowała inna doktryna: literatura ma odzwierciedlać życie. Czyli pokazywać ludzi nie lepszych, niż są – tylko takich samych. I od razu rozwój moralny Ludzkości zatrzymał się...

    A potem przyszła moda na pokazywanie ludzi gorszych, niż są. Bohaterami literackimi zostawali tchórze, mięczaki, durnie, złodzieje, flejtuchy i zwykłe k***y. Od czego Ludzkość zaczęła się moralnie cofać.

    Stąd np. mój Stryj, Jerzy, mówił, że stalinizm był pod jednym względem lepszy od późniejszych systemów. „Inżynierowie dusz” mieli obowiązek pokazywać bohatera walczącego o socjalizm – ale bohatera! To bardzo ważne! O co walczył – to już mniejsza: bohater zawsze może zmienić poglądy, i zacząć walczyć z socjalizmem; natomiast w pewnym wieku – powiedzmy: powyżej 12 lat – już trudno przerobić się z tchórza na bohatera... Postawy kształtują się w bardzo wczesnym wieku.

    Dlatego tak ważna jest literatura dla dzieci. Tę, niestety piszą (a) ludzie, którzy umyślnie chcą dzieci zdeprawować; (b) ludzie, którzy piszą byle, byle było coś o żabkach i dzieciach...

    Odnosze wrażenie, że może 5% piszacych dla dzieci zastanawia się: „Co chcę wpoić dzieciom przez tę historyjkę?

    Pisze to, bo akurat mam tu pęczek wnuczek, które zjechały na Wielkanoc. Tak przy okazji: siedzą i graja na moich komputerach – ale w co grają? Popatrzyłem – i zdębiałem:

    W ubieranie panny mlodej do ślubu i w rewelacyjne wirtualne smażenie jajecznicy!

    Słowo daję: wychowuja się w różnych rodzinach, żaden męski szowinista nie każe im w to grać. A bawią się własnie w to.

    Ciekawe, czym zajmuja się córki feministek?

    Otóż czytałem im na dobranoc historyjkę z bardzo zgrabnie pomyślanej książeczki p.Grzegorza Kasdepkego: „Kuba i Buba”. Oto ta historyjka:

     Zgadnijcie, ile razy w ciągu roku Kuba i Buba kłócą się ze sobą?

    Trzysta sześćdziesiąt pięć. A dlaczego właśnie tyle? Bo tyle, jest dni w roku.

    A o co najczęściej się kłócą? O wszystko.

    A dlaczego? Bo tak już jest - i koniec!

    Nasze sympatyczne bliźniaki same chyba nie wiedzą, jak to jest z tymi ich kłótniami. Z jednej strony nie mogą bez siebie żyć, z drugiej - nie mogą z sobą wytrzymać.

    - Może gdyby Kuba nie był taki ciapowaty?.. - tłumaczy Buba.

    - Może gdyby Buba nie miała takich głupich pomysłów? . . - wyjaśnia Kuba.

    - Poza tym to jeszcze dzieciuch! - Buba patrzy na swego brata z wyższością.

    - Co?! - Kubę aż zatyka na moment. - Przecież mam tyle samo lat co ty!

    Lecz Buba wzrusza tylko ramionami.

    - Każdy wie... - uśmiecha się z satysfakcją - że dziewczynki dojrzewają szybciej... Ja jestem już prawie dorosła.

    -A ja?!

    - A ty? - prycha Buba. - A ty jeszcze długo będziesz dzieckiem!

    I w tym momencie wybucha awantura.

    - Nie jestem już dzieckiem! - krzyczy Kuba.

    - A właśnie że jesteś! - wrzeszczy Buba.

    - Ty jesteś! - drze się Kuba.

    - Nie ja, tylko ty! - wydziera się Buba.

    Czasami ich awantury przyciągają uwagę rodziców.

    - Czy możecie wreszcie ustalić - mama poprosiła kiedyś bliźniaki - które z was jest dzie...

    • On! - przerwała mamie Buba.

    • Ona! - przerwał mamie Kuba. I Mama i tata spojrzeli na siebie porozumiewawczo.

    • Bo dzisiaj jest Dzień Dziecka... - westchnął tata. - I nie wiemy, komu dać prezent... .

      Kuba rozdziawił buzię. Buba wyglądała nie wiele mądrzej.
    • Właściwie... - bąknęła wreszcie Buba - choć dojrzewam szybciej niż Kuba, to przecież wciąż.. .

    - Ale to ja jestem bardziej dziecinny! - wypalił Kuba.

    - Ale ja urodziłam się sześć minut po tobie! - krzyknęła Buba.

    - Bo mnie wypchnęłaś! - wrzasnął Kuba. .

    Na szczęście tata uciszył ich, mówiąc, że skoro zachowują się jak dzieci, obydwoje otrzymają prezenty. . .

     

    Gdybym ja to pisał, historyjka kończyłaby się tak:

    • Właściwie... -  bąknęła wreszcie Buba – chyba rzeczywiście Kuba jest bardziej dziecinny. Daj mu ten prezent...

    • Nie – wrzasnął Kuba – Powiedziałem, że ona jest bardziej dziecinna. Daj to jej!

    • Daj jemu!

    • Daj jej!

    Na szczęście tata uciszył ich mówiąc, że skoro są tacy uczciwi i nie zmieniają zdania za prezent – to oboje dostaną po prezencie! 

     

  • 09-04-2009 23:52:00

    Odliczanie od podatków, czyli

     

    Problemem dzisiejszego świata jest to, że Ludzie Pracy opanowali zupełnie scenę polityczną. Np. wszystkie ważniejsze decyzje muszą uzyskać poparcie „Komisji Trójstronnej” - stanowiącej przedstawicielsto wyłącznie Ludziów Pracy – jeśli tak nazwać również członków „Rządu”, pracujących nad naszym dalszym zniewoleniem. My, konsumenci, mamy się podporządkować Ludziom Pracy!

    O tym wiele razy pisałem – sprawa sięga jednak znacznie głębiej.

    Np. „osoby prawne”. Wszelkie tego typu twory mają służyć nam, ludziom. „Osoba prawna” nie może mieć żadnych „praw”. „Osoba prawna” jest tym samym, czym np. młotek: użytecznym narzędziem do robienia pieniędzy – lub przybijania gwoździ.

    Ale „prawa”? Jakie „prawa” powinien mieć młotek?

    Tymczasem można odnieść wrażenie, że w oczach polityków rozmaite „osoby prawne” są nie tylko ważniejsze, niż młotki – lecz wręcz znacznie ważniejsze od ludzi. I łatwo dostrzedz tego przyczynę:

    Są nią odpisy od podatków.

    Gdy nie istniał podatek dochodowy, ludzie zarabiali pieniądze (duże pieniądze!) i wydawali je, jak chcieli – bardzo często na działalność charytatywną. Ale nie koniecznie.

    Obecnie ludzie bardzo niechętnie dają na cokolwiek pieniądze już opodatkowane. Pieniądze na wszelkie fundacje płacone są na ogół przez „osoby prawne” - w praktyce: przez wielkie spółki akcyjne.

    Jednak by zostały odjęte od podatku, fundacja czy inna instytucja musi uzyskać status „wyższej użyteczności publicznej”; a status ten przyznają fagasy aktualnego reżymu. O, nie: na dzieci chore na epilepsję przyznają też – bo to nie o takie pieniądze idzie, a jest to doskonałe uzasadnienie całego systemu. Chodzi o fundacje, z których zasilane są partie polityczne i ich przywódcy.

    Duże pieniądze na te fundacje wpłacają nie „właściciele”, tylko managerowie wielkich korporacyj. Myślę, że na te fundacje, którymi kupuje się polityków, idą w 99% pieniądze wielkich firm – odliczane od podatków – a tylko może 1% to dobrowolne wpłaty od prywatnych ludzi, z pieniędzy już opodatkowanych.

    Tym samym tworzy się korupcyjny układ Ludziów Pracy (ale na ogół nie właścicieli!) z politykami. Ten, który właśnie jest potem reprezentowany w Komisji Trójstronnej.

    Natomiast konsumenci – czyli 38 milionów „obywateli” - nie ma nic do gadania. Dopóki jesteś w pracy – możesz o czymś decydować; po pracy: jesteś nikim!

    Śp.Jakób Burnham w swojej „Rewolucji Managerów” miał po stokroć rację.

    Musimy przywrócić władzę ludziom – spychając „osoby prawne” do ich właściwej roli: roli narzędzia.

    Bo teraz, to młotki rządzą nami!

  • 08-04-2009 23:49:00

    Giełda – sprawa ważna

     

    Kilka więc uwag w odpowiedzi. Tak – ja rozumiem argument, że holdingi i inne przemyślne formy działalności gospodarczej są potrzebne, by unikać przemyślnych podatkow. Ja piszę o sytuacji, gdy CITu i PITu już nie będzie. I nie jest to wywracanie świata do góry nogami – tylko stawianie go z powrotem na nogi!

    To samo dotyczy spółek akcyjnych. Konserwatysta wzdryga sie na myśl, że coś tak ulotnego, jak posiadanie przez dwie godziny akcji, nazywa sie "własnością". I podejrzewa, że za tym kryje sie coś niezbyt zdrowego.

    Oczywiście, że likwidacja pewnej formy działalności ludzkiej jest podejrzana – ale, powtarzam, chodzi o zakaz działania firm – a nie ludzi. Kradzież też jest naturalną działalnością ludzką – a mimo to jej nieliberalnie zakazujemy...

    Zawsze mnie dziwiło, że w kręgach gospodarczych lekceważy się zagrożenie, jakim jest założenie przez cwaniaków np. trzech spółek: A, B i C – po czym w wyniku dość prostych manipulacyj A wykupi B, B wykupi C, a C wykupi A – i powstaną trzy twory BEZ WŁAŚCICIELA.

    Otóż nie widzę, by było to realizacją Prawa Własności! 

    Ciekaw jestem Państwa uwag n/t mozliwych kombinacji, gdy takie trzy spółki powstaną! W kazdym razie jedno jest pewne: "własciciel" zniknie.

    Czy przypadkiem sytuacja na giełdach amerykańskich (i nie tylko amerykańskich) nie przypominała w dużej części takiego modelu?

  • 07-04-2009 20:18:00

    Giełda? Wspaniały wynalazek!

     Słyszałem już plotki, że jestem wrogiem giełdy – a może nawet w ogóle spekulacji. Takie – nieuprawnione, oczywiście – wnioski wyciągali niektórzy z moich licznych tekstów – m.in. wpisu w blogu na tym portalu z 23-III p/t „Zakazać działalności holdingów?

    Nic bardziej błędnego. Spekulantów popieram i podziwiam, spekulację uważam za ważny element gospodarki, a giełdę – za znakomite miejsce do spekulowania.

    Spekulanci – to ludzie znający się na rzeczy. Nie „eksperci”, wypisujący dowolne prognozy brane z sufitu – lub fałszywe prognozy na czyjeś zlecenie – lecz ludzie obstawiający własnymi pieniędzmi. Czyli: podejmujący decyzje w miarę racjonalne. Ten, kto lepiej zna się na pogodzie w Egipcie, wylewach Nilu, zagrożeniach szarańczą i podwyżką podatku, efektami możliwych wojen na Bliskim Wschodzie itd. - na ogół wygra zakładając się o ceny bawełny...

    A czasem przegra. Jak w pokerze lub brydżu. Ale w długim dystansie wygrywają lepsi.

    Proszę zauważyć, że ja mówię o spekulacjach na cenach towarów – również walut. Nazywa się to „transakcja terminowa” - i oznacza, że umawiam się (fikcyjnie) na zakup tony bawełny za dwa miesiące. Giełda na ogół wymaga, bym wpłacił 10% vadium – i tyle. Bawełny tej ani ja za dwa miesiące nie kupuję, ani mój kontrahent w ogóle jej nie posiada: oznacza to tylko, że wypłacam ja – lub on – różnicę, między ceną dzisiaj, a ceną za dwa miesiące.

    Obydwaj kontrahenci mają radochę jak w totalizatorze, giełda ma z tego 1% - ale najważniejsze, że setki tysięcy ludzi, znających się świetnie na robieniu z bawełny kalesonów i pościeli, nie muszą znać się na pogodzie w Egipcie, wylewach Nilu, zagrożeniach szarańczą i podwyżką podatku, efektami możliwych wojen na Bliskim Wschodzie itd. - by ocenić, jaka będzie cena bawełny za miesiąc, za dwa miesiące, za rok – bo robi to za nich tysiąc zawodowców (którzy z kolei kalesonów nie uszyją).

    Podział pracy. Po prostu. Nie każdy musi znać się na wszystkim.

    Dziś natomiast większość obrotów giełdowych to spekulacje na kursach akcyj.

    To jest działalność nic (albo bardzo niewiele) wnosząca do oceny rynku. Jak wiadomo małpy potrafią na takiej giełdzie osiągać wyniki takie, jak „znawcy”. Natomiast wytwarza się chorobliwa otoczka: handel nielegalnymi informacjami o firmach, plotki, zmowy w celu obniżenie (lub podwyższenia kursów akcyj), działania jawnie przestępcze.

    Najlepiej porównać to do Totalizatora Sportowego – i Toto-Lotka. W totalizatorze wygrywają częściej ci, którzy znają się na piłce nożnej – a w Toto-Lotka wygrywa się czysto losowo. Dlatego totalizator (piłkarski, koński) to instytucja pożyteczna (pieniądze przepływają od frajerów do tych, którzy się na czymś znają...) - a Toto-Lotek to czysty hazard i marnowanie czasu. Nie, iżby tego zakazywać - ale iżby popierać?

    Jeśli więc z powodu likwidacji spółek akcyjnych zaniknie ta część działalności giełdowej – to nic się złego nie stanie; wręcz przeciwnie. Bo niby komu miałaby służyć informacja, jaka będzie (w ocenie spekulantów) wartość akcyj spółki za dwa miesiące?

    Tylko tym, którzy za dwa miesiące chcą nabyć jej akcje...

    Właścicielom spółki na pewno to w niczym nie pomaga. Czytałem kiedyś książkę pisaną z punktu widzenia pracownika "Microsoftu". Co parę minut patrzą na notowania giełdowe: "O, Wiluś Gates jest bogatszy o $2 miliardy!"; po godzinie: "O, straciliśmy $3 miliardy..." (pracownicy też mają akcje "Microsoftu"...). Od czego tylko drżączka i nerwówka...

    Śp. Cyryl N. Parkinson sformułował ongiś „Prawo Tysiąca”; brzmi ono: „Jeśli instytucja ma ponad 1000 pracowników, to do funkcjonowania niepotrzebny jej jest świat zewnętrzny: ma dość problemów sama ze sobą...” Wydaje się, że giełda akcyj ten właśnie próg osiągnęła.

    To nie znaczy, że jest szkodliwa – skądże! Dopóki istnieją spółki akcyjne taka giełda może sobie istnieć.

    Jednak nikt nie straci, gdy spółek akcyjnych zabraknie...

  • 06-04-2009 23:48:00

    Dym po G-20

    Jak mówił śp.Ludwik Feuerbach (a powtarzał to za nim Karol Marx): "Historia powtarza sie jako farsa. Oto zebrało się G-20, obiecało poczynic kroki w kierunku stworzenia Nowego Ładu Światowego (wzorem wprowadzania w USA socjalizmu p/n  "New Dealu") - ale wiekszość ekonomistów uważa, że to wszystko pic na wodę.

    Np. p.Krzys Giles z lewiccowego przecież "Financial Times" pisze:

    http://ft.onet.pl/10,24787,g20_ma_niewielki_wplyw_na_swiatowa_gospodarke,artykul.html

    już w tytule: "G20 ma niewielki wpływ na światową gospodarkę" - bo w rzeczywistości:

     

    " jak ocenia profesor Charles Wyplosz z genewskiego Graduate Institute, rozdęta retoryka i deklaracje powołania nowego ładu „zmniejszają nacisk na rządy, by intensywniej pracować. To byłoby tragiczne, gdyby jedynym wynikiem szczytu był wzrost poziomu samozadowolenia”.

    Ale głosić, że szczyt G20 odniósł triumf, bo osiągnięto porozumienia w tych sprawach, to zbyt łaskawe wobec zgromadzonych na nim polityków. Z tezy takiej wynikałoby logicznie, że gdyby nie Londyn, to wszystkie kraje przypatrywałyby się bezczynnie jak szaleje kryzys, a ich dawno podjęte zobowiązania do zapewnienia odpowiednich środków MFW były pól roku temu funta kłaków warte.


    Największy sukces, jaki w piątek zauważali ekonomiści, to podniesienie budżetu MFW. Na nikim jednak nie robiła wielkiego wrażenia decyzja Browna, aby podsumować wszystkie zadeklarowane sumy do 1100 mld dol.

    Prof. Arvind Subramanian z uniwersytetu Johns Hopkins i były wysoki rangą funkcjonariusz MFW twierdzi, że ta liczba to „lipa”, bowiem większość środków już została wcześniej wpłacona.

    Dodał, że dodatkowe pieniądze dla MFW naprawdę pomogą światowej gospodarce tylko jeśli kraje będą ich potrzebować. „A zupełnym mąceniem ludziom w głowach jest mówienie o tym tysiącu miliardów, kiedy dotychczas uruchomiono 5 tys. miliardów”.

    .. i tak dalej.

    Czyli: Różowi nie są z wyników "szczytu" zadowoleni.

    Dobrze rokuje to na przyszłość!

     

  • 05-04-2009 23:29:00

    Mądrośc rządów

     

    Zwracam Państwu uwagę na artykuł p.Emila Szwedy - nie mam pojęcia dlaczego idący pod dwoma auspicjami: ONET.pl i FINANCIAL TIMES (niewątpliwie faceta za podobne teksty wkrótce z tych obydwu tych czerwonych i różowych instytucyj wyrzucą...). Tytuł tekstu zamieszczonego tu:

    http://ft.onet.pl/110364,21062,czy_rzad_rp_jest_madrzejszy_od_swiata,komentarz.html

    jest dość szokujący: „Czy rząd RP jest mądrzejszy od świata?

    ale jeszcze bardziej szokujące jest, że p.Szweda – podobnie, jak ja – odpowiada na to „TAK”.

    Co prawda świat rządzony jest przez taką kupę durniów, że na ich tle PO (a nawet czasem i PiS!!) wyglądają nad wyraz rozsądnie. Dobrze jest o tym pamiętać – i pozbyć się kompleksów. Na które cierpią „salonowcy”. Wystarczy, że ktoś w Paryżu, Londynie, Nowym Jorku czy innym Luksemburgu skrytykuje polskich polityków – a już Salon wzywa tych polityków, by słuchali głosu Mądrości płynącej z Zachodu...

    Słuchać tych durniów?

    Jeszcze czego!

    U nich d***kracja trewa dłużej – to i głupota większa być musi...

    Teraz inna sprawa. Do tytułów i stopni naukowych to ja mam stosunek z lekka kpiarski. Jak wiadomo taki Milton Friedman był ekonomistą – a Jan Kowalski jest starszym ekonomistą! O! Ma taki tytuł przed nazwiskiem – i solidnie (naprawdę!) na to zapracował.

    Ja to rozumiem i doceniam. Tym niemniej to, że państwo wzięło się za stopnie i tytuły naukowe bardzo mnie śmieszy. Za komuny to było zrozumiałe – ale teraz?

    Kilkoro Komentatorów podnosi, że mam informacje zupełnie przestarzałe.

    Otóż istotnie Ustawa z roku 1970 (czy 65.go?) została po dwudziestu latach (w rzeczywistości: kilkakrotnie!) zastąpiona przez inną – ale w tej dziedzinie nic się nie zmieniło. Do roku 1970 były dwa stopnie naukowe: „magister” i „doktor”, i tytuły „docent” i „profesor” - po roku 1970 najniższym stopniem naukowym jest „dr” a wyższym „dr hab.”, zaś „magister”... znalazł się w luce prawnej! Zniknął – jako formalny tytuł.

    W roku 1990 próbowano to ratować – traktując „magistra” jako „tytuł zawodowy” - jest to jednak nonsens. Tytuł zawodowy to „lekarz”. „weterynarz”, „inżynier”, „geodeta dyplomowany” czy „pianista dyplomowany” - natomiast „magister” z całą pewnością nie jest „zawodem”!!

    Ostatnia ustawa na ten temat pochodzi z roku 2003, i wprowadza jedną zmianę: jest tylko jeden tytuł naukowy: „profesor”. Ani magister, ani docent tytułami naukowymi nie są.

    Natomiast dwóch Komentatorów twierdzi, że żadna ustawa o ochronie tytułów i stopni naukowych nie istnieje – z czego jeden precyzuje, że utraciła ważność. Czyżby stopnie i tytuły naukowe – podobnie jak arystokratyczne – nie podlegały już ochronie prawnej? W kodeksie karnym nic na ten temat nie znalazłem, w Ustawie o stopniach i tytule naukowym – też nie!

    Ktoś coś na ten temat wie – bo nie chce mi się szukać?

    Rezygnacja z ochrony prawnej byłaby, oczywiście, słuszna. Ten, kto używa tytułu „doktora” nie mając do tego uprawnień (lub kupiwszy sobie za $1500 taki stopień od jednego z amerykańskich „uniwersytetów”, żyjących z nadawania takich tytułów!) po prostu się ośmiesza - i sankcje karne są tu zbędne. Ale nie wierzę, by biurokracja z nich zrezygnowała...

    ..ale może po prostu przegapiła?

     

  • 04-04-2009 23:40:00

    Zaczęły się wybory - „Der DZIENNIK” już kłamie

     

    przy czym, swoim zwyczajem, nie zamieścił nawet na stronie internetowej drobnego rzeczowego sprostowania (o tym, że już nie zbieramy na trzy listy).

    Znacznie ważniejsze są sprawy systemu podatkowego. W tekście (ozdobionym w druku postacią JKM jadącego na słoniu – co ma podkreślić egzotyczność i nierealność UPR w ogóle i JKM w szczególe):

    http://www.dziennik.pl/opinie/article353935/UPR_szykuje_sie_do_16_przegranej_kampanii.html

    mogą Państwo przeczytać m.in. :

    Mimo iż inspiracje są wielkie, to nie przeszkadzało mu lansować tak dziwacznych pomysłów jak podatek pogłówny. Kiedy na początku lat 90. studenci matematyki i ekonomii działający w kole ekonomicznym przy warszawskim oddziale UPR postanowili, pełni entuzjazmu, zbilansować wpływy z takiej daniny do kasy państwa, byli bardzo zaskoczeni. Dokonali wyliczeń, rozpisali budżet państwa w kilku wariantach, po czym wyszło im, że po kilku miesiącach państwo doprowadzone zostałoby do bankructwa i nie wystarczyłoby nawet na wojsko.

    To twierdzenie jest kompletną bzdurą. Skoro przy złym systemie podatkowym można utrzymać państwo, to, oczywiście, można je utrzymać przy dobrym. Liczymy:

    Wydatki na wojsko, policję i (szczątkową, jak chce program UPR) administrację: 35 mld zł. Liczba dorosłych mężczyzn plus kobiety pracujące poza domem (te osoby mają być objęte ryczałtowym podatkiem osobistym: 17 mln. Dzielimy: 2058 zł. Dzielimy przez 12 miesięcy: 170 zł.

    Jest to suma, którą od biedy da się nawet użebrać – bez większego uszczerbku dla budżetu żebraka.

    I tyle na ten temat.

    Zwracam uwagę, że zakładamy, iż zniesiony jest  VAT, CIT, akcyza (od alkoholiu: nie od razu, stopniowo...) i przede wszystkim i kategorycznie: podatek dochodowy (PIT). Jeśli będąc we Wspólnocie Europejskiej musimy utrzymywać VAT (co najmniej 15%) oraz większość akcyz, to podatek ryczałtowy w ogóle nie jest nam potrzebny - i będziemy nawet mogli radykalnie zmniejszyć podatki od nieruchomości!

    Zwracam też uwagę, że podatek pogłówny istniał zawsze, dopóki nie przyszli socjaliści, którzy wprowadzili absurdalny podatek dochodowy (w USA: w 1913 roku). Jak powiedział bowiem Karol Marx: "Jest tylko jeden sposób, by zniszczyć kapitalizm: podatki, podatki i jeszcze raz: podatki!”.

    Natomiast Prezes Sądu Najwyższego USA, śp.Jan Marshall, powiedział w roku 1819: „Władza podatkowania – to władza niszczenia”.

    Być może nienażartej „klasie politycznej” wszystkich krajów, która właśnie chce się łączyć istotnie udało się już zniszczyć gospodarkę światową. A być może nastąpi to dopiero w kilka lat po likwidacji „rajów podatkowych”

  • 03-04-2009 23:59:00

    Zablokowanie kandydatury p.Rasmussena na GenSeka NATO

    Ja mam tylko jeden komentarz: jeśli ktoś uważa, że liberum veto to niesłuszna instytucja – a jednocześnie popiera wstapienie III RP do NATO, do OBWE, do Wspólnoty Europejskiej – to ten ktoś cierpi na schizofrenię.

    Skrzynka Odpowiedzi

    joy71 o mojej decyzji nie zgłaszania PJKM do wyborów do EP pisze:

    (…) przykro mi bardzo - ale jest pan zupełnie niepoważny, żeby nie powiedzieć więcej...
    Szkoda, bo jeszcze miałem jakieś co do pana powagi złudzenia,...kompromitacja!

    Nie - czasem się zdarza, że trzeba zmienić plany, nawet w trakcie bitwy. Hitler np. dwa razy wstrzymywał natarcie na Polskę, gen.Tadeusz Komorowski (ps.”Bór”) odwołał wybuch powstania warszawskiego (i ogromna szkoda, że nie odwołał go powtórnie...). Miałem ku temu b. poważne powody, oświadczenie GenSeka RG UPR, które sobie NB. notuję w sztambuchu do późniejszego wykorzystania, nie było najważniejszym. Tyle tylko mogę napisać.

    Przepraszam. Myślę jednak, że nic takiego strasznego się nie stało. Przypominam, że z założenia nie mieliśmy traktować wyborów do PE poważnie – więc proszę nie tragizować!

    kupikur-owi z kolei nóż się w kieszeni otwiera po przeczytaniu informacji, że Komisja Europejska zakazała sprzedaży termometrów rtęciowych - bo... są szkodliwe dla środowiska!!! Hmmm - jako dziecko nie raz stłukłem termometr - po czym świetnie bawiłem się kulkami rtęci. Jakoś przeżyłem - i środowisko też przetrwało - choć, być może, jakiś pająk zatruł się i zdechł. Co prawda: rtęć słabo paruje więc wątpię, by rtęć mogła zaszkodzić nawet muszce-owocówce - ale dopuszczam taką możliwość.

    Zrozumcie-ż Państwo: ci euro-federaści sa śmieszni. Pozornie. W rzeczywistości po prostu wzięli ogromną łapówę od producentów jakich-ś innych termometrów - i tyle.

    http://www.tvn24.pl/ -1,1593907,0,1,unia-zakazala-;sprzedazy-termo metrow,wiadomosc.html

    Co do sprawy śp.,Grzegorza Wałęsy, o której mnóstwo teraz piszą,

    http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090402/PROMOCJA04/157575465

    To mam do powiedzenia tylko tyle, że nie ma :”problemu nieślubnego dziecka Wałęsy”; jest natomiast problem „kłamiącego Lecha Wałęsy”.

    Z tym, że – jak piszę niezmiennie od 20 lat: ten człowiek kłamie, a o wiele częściej po prostu bajdurzy na każdym kroku. Kto poważnie traktuje wypowiedzi p.Wałęsy – sam sobie szkodzi.

    Takiego człowieka - manekina - bezpieka postawiła na czele utworzonej przez siebie "III Rzeczypospolitej". A teraz musi go bronić.

  • 02-04-2009 16:55:00

    „Skandal Obamy” - czy: rynek nie rządzi bankami?

     

    P.Wawrzyniec KUDLOW, były ekonomista FED z Nowego Jorku, napisał we WPROST tekst pt. „Skandal Obamy” - ogólnie zresztą słuszny. P.Kudlow domaga się w nim, by rząd USA przestał wspomagać banki – z cokolwiek dziwną motywacją: „Bo jej one już nie potrzebują”.

    Z czego wynikałoby (dziwne dla mnie) twierdzenie, że jeśli pijak potrzebuje jednak jeszcze więcej pieniędzy na wódkę, to trzeba mu je dać...

    Chcę jednak zwrócić uwagę na jeden akapit:

    „Poza tym skandalem można jednak dostrzedz pewne pozytywne zjawiska. Rada Standardów Rachunkowości Finansowej (FASB) dopuściła możliwość księgowania przepływów pieniężnych zamiast przyjmowania wartości aktywów na podstawie ich aktualnej wyceny rynkowej. To przyczyni się do rozwiązania problemu „toksycznych aktywów” w bankach. W przekonaniu wielu ekspertów tego rodzaju metoda wyceny papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi pozwoli dziś wycenić je na poziomie co najmniej 70 centów za każdego nominalnego dolara. Gdyby pozostać przy metodzie wyceny rynkowej, każdy nominalny dolar, na jaki opiewają te papiery, byłby wart faktycznie tylko 20 centów. To zrujnowałoby wyniki instytucyj finansowych”.

    Dick Bove, analityk rynku bankowego, twierdzi, że większość strat ponoszonych przez banki to nie straty „gotówkowe”, ale wynik odpisów rezerw na poczet strat z tytułu wycenianych rynkowo „toksycznych aktywów”. Bez uwzgledniania tych odpisów okaże się, że obraz sektora bankowego jest znacznie lepszy”.

    Proponuję przeczytać to jeszcze raz...

    Jak z tego wynika, nie jest istotne, ile pieniędzy mają banki – ważne jest, na ile zostaną one przez kogoś wycenione. I przetrwanie banku zależny właśnie od tego!!!

    To pokazuje, że (1) mowy nie ma o żadnym „wolnym rynku”; (2) Główną przyczyną „strat” banków są … przepisy i ustawy nakazujące sporządzać jakieś odpisy (jak gdyby kazdy bank sam nie wiedjział, jakich rezerw potrzebuje!) (3) obecny kryzys jest czysto finansowy – skoro można go zażegnać przy pomocy przemalowania ceny na kupie papierów.

    Tylko czemu na akcji kupionej za dolara, a wartej obecnie 20 centów, pisać, że warta jest 70 centów? Napisać, że warta jest $1.20!!

    I od razu można będzie zarządom tych banków wypłacić kolejną premię!!!

    Za komuny nazywało się to „twórczym ksiegowaniem' – i szło się za to czasami do paki. Dziś bank właściciela nie ma w ogóle (bo 2 miliony "właścicieli" to żaden właściciel!) - a zarząd wie, że co by nie robił, to i tak dostanie premie - i właśnie dlatego "potrzebne są" te przepisy.

    Może pomysleć odwrotnie: jakby tak ze dwudziestu prezesów banków otrzymało 10 lat połączone z pracą w kamieniołomach - to te przepisy nie byłyby potrzebne!  "Tolerancja" prowokuje przestępczość.

    Przy okazji: potwierdza się (podana przez mnie przed tygodniem bodaj) ocena p.prof.Alojzego Nowaka z seminarium w Krakowie: 80% „aktywów” banków poszło się bujać...

    =====

    PS. Tak – to prawda: po tzw „informacji wyborczej” GenSeka RG UPR postanowiłem, że PJKM udziału w wyborach nie weźmie. Oczywiście zbiórka podpisów na PJKM i LIBERTAS nieaktualna – na UPR zbieramy nadal.

  • 01-04-2009 23:51:00

    A tam zachodnim bankierom, to włosy stają już dęba...

     

    Ciekawe – jako zjawisko... Na stronie

    http://gielda.onet.pl/0,1945243,wiadomosci.html

    można przeczytać, że ”Cztery pierwsze banki zwróciły pożyczki ratunkowe udzielone przez rząd Stanów Zjednoczonych na ratowanie systemu finansowego.

    Największym bankiem, który zwrócił pożyczkę jest Signature Bank of New York, który spłacił 120 mln USD długu.

    Bank postanowił zwrócić dług w celu uniknięcia efektów nowych restrykcji nałożonych przez Kongres, m.in. limitów płac, co ogłoby zmusić bank do zwolnienia większości najbardziej produktywnych pracowników. [podkr. JKM]

    Pozostałymi bankami są Old National Bancorp of Indiana (100 mln USD), IberiaBank of Louisiana (90 mln USD) oraz California's Bank of Marin Bancorp (28 mln USD).

    Do tej pory Departament Skarbu wypłacił prawie 200 mld USD w pożyczkach dla ponad 500 banków. Większość pieniędzy poszła do 25 największych banków USA.

    "Cieszymy się z sukcesu tego dobrowolnego programu, który pomógł bankom pozostać w grze na rynku w obliczu ostrego kryzysu gospodarczego" - powiedziała we wtorek rzeczniczka Departamentu Skarbu”.

    Jest to wspaniała, dyplomatyczna wypowiedź.  Zamiast zagrzmieć: „Chcieliście naciąć podatników – by wziąć pieniądze, które wcale nie były wam potrzebne”....

    Wydaje się, że bankierzy nie muszą czytać „Pana Tadeusza”, by znaćcytowane tam ruskie przysłowie:

    Bóg dał ręce, aby brać!"

    =====

    Wyjaśnienie: chyba jest oczywiste, że zbiórka podpisów pod listami UPR i Libertas jest prowadzona na tę okolicznośc gdy albo UPR nie uzbiera podpisów albo UPR zabraknie podpisów (razem z zebranymi przez nas!) - a Libertasowi wtedy się przydadzą.

    Przykro mi,  że muszę tłumaczyć oczywiste rzeczy – ale przekonałem się, że nie dla wszystkich są one oczywiste.