Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63924 komentujących
20736 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • 31-10-2009 23:45:00

    Czy gorzej jest umierać hurtem?

    Na blogu poruszyłem problem demograficzno-moralny – i tu chciałbym go rozwinąć.

    Otóż wyobraźmy sobie, że mogę rozpylić w atmosferze środek chemiczny – nazwijmy go: prokreozol – w wyniku czego ludzie będą się rozmnażać szybciej. Bez prokreozolu byłoby nas za 50 lat 8 miliardów – z prokreozolem: 10 miliardów.

    Jednak-że ma to pewną nieprzyjemną konsekwencją: po tym okresie pojawi się zwiększona śmiertelność. Za dalsze 20 lat ludzkość rozmnażająca się „normalnie” liczyłaby 9 miliardów – a tu będzie tylko 8,5 mld. Z tych 10 miliardów zrobi się 12 miliardów – ale 3,5 zemrze.

    Z punktu widzenia demograficznego jest to dla gatunku korzystne. Powstała masa nowych zestawów genetycznych – a z nich selekcja naturalna odsiała te 3,5 miliarda mniej dopasowanych do życia.

    Jednak: czy można godzić się z „dodatkową śmiercią” 3,5 miliarda ludzi?!? Czy nie jest to zgoda na ludobójstwo na niespotykaną skalę?

    Popatrzmy na sprawę inaczej: rozpylając prokreozol „stworzyliśmy” dodatkowo jakieś 3 miliardy ludzi. Czy można się pogodzić z nie-powołaniem ich do życie? Może one wolałyby pożyć sobie te 50 latek – i umrzeć – niż nie urodzić się w ogóle? A to, że umrą... cóż: każdy kiedyś i tak umrzeć musi!

    Problem nie jest wcale wydumany. Wynajdując np. antybiotyki nie tylko uratowano ileś tam setek milionów ludzi – ale „stworzono” miliardy innych: dzieci i wnuki tych, którzy bez antybiotyków by zmarli!

    Pamiętać należy, że zmarliby ci mniej odporni – więc hodujemy potomstwo ludzi mniej odpornych, wśród których śmiertelność byłaby znacznie wyższa... gdyby nie kolejne postępy medycyny. Z drugiej jednak strony rozmaite drobnoustroje, stanowiące wraz z nami układ ekologiczny (którego równowagę medycyna naruszyła!) mutują, mutują – i mikrobiologowie ostrzegają: ten wyścig już zaczynamy przegrywać – i kiedyś przegramy. Powstanie i szybko się rozmnoży szczep letalny w – powiedzmy – 80% i wytłucze sporą część (nie 80%, bo część się zdoła odizolować) ludzkości.

    (Wszystkich - nie; selekcja naturalna na ogół nie dopuszcza do powstania gatunku, który zabijałby wszystkich nosicieli... bo takie bakterie same by wymarły!)

    Czy z tego powodu należało nie wprowadzać antybiotyków?

    Nie: trzeba patrzeć na to z filozoficznym spokojem. I na to, że kiedyś wymrze w sposób nagły 3,5 miliarda ludzi. A w czym-że jest gorsze to, że zmarli hurtem w ciągu dwóch miesięcy, a nie na raty, w ciągu 30 lat?

    Niech lekarze robią swoje, firmy farmaceutyczne robią swoje, ludzie kupują sobie lekarstwa jaki chcą – ale dlaczego państwo miałoby w to ingerować?

    Po to, by za 30 lat zaczęło umierać więcej osób?

    (Ciekawostka: parę lat temu w wyniku wyjątkowo upalnego lata zmarło we Francji bodaj o 50.000 więcej ludzi w podeszłym wieku, niż normalnie. Oskarżono o to... Republikę Francuska (która powinna była zapewnić każdemu klimatyzację itp.).

    Jednak nikt nie pochwalił Republiki za to, że w następnych latach śmiertelność wśród staruszków była znacznie mniejsza, niż średnia statystyczna...)

    Dane biologiczne są już dziś zatrważające. Ilość atletów powoli rośnie – ale o wiele szybciej rośnie liczba słabeuszów. To właśnie ten „nadmiar”, który padnie ofiara którejś-tam epidemii. Może to być za rok – albo za 30 lat.

    Ale (wersja dla fideistów: woli Bożej sprzeciwiać się nie można i trzeba ją przyjąć z pokorą); (wersja dla ateistów: praw Natury się nie ominie).

     

  • 30-10-2009 23:47:00

    Po co są doradcy?

    W monarchii Król ma doradców po to, by Mu doradzali - w przeciwnym razie: po co ich zatrudniać? Król ceni tych doradców, którzy mają opinię inną, niż Jego - byle uzasadnioną, oczywiście – bo po co Mu doradca, który by mówił to, w co On sam i tak wierzy?

    W d***kracji „doradca” to facet, który ma doradzać to, co Większość (albo ci, którzy reprezentują Większość...) i tak „wie”. Jeśli robi coś innego – to się go wyrzuca.

    P.prof.Dawid Nutt, główny doradca Rządu JKM d/s narkotyków, właśnie wyleciał był z posady, gdyż w wywiadzie powiedział, że marijuna, LSD i ecstasy są mniej szkodliwe od alkoholu”.

    http://news.yahoo.com/s/ap/20091030/ap_on_re_eu/eu_britain_drug_chief_fired

    Co do marijuany sprawa jest oczywista, co do LSD: prawie oczywista (z alkoholizmu umiera rocznie ok. 9000 Brytyjczyków - od marijuany: kilkunastu); co do ecstasy: ja mam poważne wątpliwości – ale ostatecznie to On jest profesorem neuropsychofarmakologii, a nie ja.

    Niestety:: Rząd JKM akurat niedawno zaostrzył kary za posiadanie tzw. miękkich narkotyków (przeniósł marijuanę z kategorii „C” - najmniej groźnych – do „B”). I p.Profesora wywalił z posady.

    P.Profesor oświadczył, ze jest „rozczarowany” postawa p.Jerzego Browna – lecz rozumie, że

    "Polityka jest polityką, a nauka jest nauką i czasem między nimi pojawia się napięcie”. On jednak nie ma zamiaru okłamywać społeczeństwa..

    No, tak – ale celem partii rządzącej jest wygranie wyborów – a nie głoszenie prawdy! Ci, którzy - jak ja - postępują odwrotnie, w d***kracji nie mają większych szans.

  • 29-10-2009 21:39:00

    Dziś wpisu nie będzie!

    Z przyczyn technicznych, przepraszam!

  • 28-10-2009 23:48:00

    PiS razem z "niepodległościowymi socjalistami"

    Na portalu WP

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,PiS-moze-wejsc-w-sojusz-z-partia-lewicowa,wid,11636668,wiadomosc_video.html

    możecie Państwo znaleźć wywiad z WCzc.Antonim Macierewiczem (PiS, Piotrków Trybunalski); potwierdza On wszystko, co na ten temat kiedykolwiek mówiłem i pisałem:

    W Polsce przyszłość mają te ugrupowania i te formacje, które są wrażliwe na niesprawiedliwość społeczną. Taką formacją najszerszą jest PiS i skupiony wokół niego ruch patriotyczny. Ale jeżeli powstałaby organizacja, która nawiązywałaby do niepodległościowych tradycji polskiej lewicy np. do tego nurtu, który reprezentował Józef Piłsudski w polskiej lewicy, gdyby akcentując dążenia niepodległościowe jednocześnie podkreślała element społeczny, to ze względu na ukształtowanie się w ciągu ostatnich 20 lat takiej postkomunistycznej oligarchii, która kiedyś rządziła z tytułu nominacji moskiewskiej, a następnie dzięki uwłaszczeniu nomenklatury zajęła kluczowe pozycje w życiu społecznym i gospodarczym, no czasami także politycznym Polski. Na pewno taka formacja byłaby bardzo pożądana i znalazłaby się szybko w sojuszu z PiSem.

    Czy lewica w obecnym kształcie ma szanse coś zbudować?

    Musiałaby mi Pani powiedzieć co to jest obecny kształt lewicy? Ja w parlamentarnym środowisku nie widzę formacji lewicowej od 20 lat. Była formacja lewicowa przed wojną, po wojnie została wepchnięta do kazamatów, zniszczona, rozstrzelana i w życiu publicznym, sejmowo- oficjalnym raczej lewicy nie ma. Był p.Ryszard Bugaj - i jego działania przy boku Pana Prezydenta mają bardzo istotne znaczenie,

    A SLD co to jest?

    No, na pewno nie jest to formacja lewicowa.

    I rzeczywiście ma On rację. SLD to partia macherów władzy, mających głeboko w d... lewicowe wartości.

    Otóż ja zdecydowanie wolę ludzi SLD i w ogóle tzw. „komunistów” - od prawdziwych socjalistów, niezależnie od tego, czy są „niepodległościowi”, czy nie. I nie jest przypadkiem, że przy boku „prawicowego” prezydenta jest p.Ryszard Bugaj, a nie np. ja...

     

     

  • 27-10-2009 21:20:00

    Ile dali w łapę właściciele kasyn?

    Po wybuchu „afery hazardowej” właściciele kasyn wyczuli, że mogą pozbyć się „nieuczciwej konkurencji” - w postaci „automatów o niskich wygranych” (w rzeczywistości często „...o średnich wygranych”). Teraz pod płaszczykiem "walki z hazardem"  „Rząd” JE Donalda Tuska zaproponował ustawę, (która ma być zgłoszona w ciągu tygodnia  - i uchwalona "w trybie natychmiastowym" - by uniemożliwić kontr-akcję pismakom, prawnikom i politykom!!!), a która w ciągu pięciu lat ma uczynić z kasyn absolutnych monopolistów.

    „Liberalny” „Rząd” proponuje (i przeprowadzi, bo przecież PiS i SLD też są za tym!):

    - zakaz video-loterii

    - zakaz gier na pieniądze w Sieci (ciekawe, jak „rządy” będą go egzekwowały?!)

    - zakaz „jednorękich bandytów”... poza kasynami (wprowadzany konserwatywnie przez pięć lat...)

    a ponadto:

    - podwyższony ma być ryczałt od „jednorękiego bandyty”: z €180 na €480 (!!)

    - na założenie kasyna konieczna będzie koncesja (a nie, jak dotąd, zwykłe zezwolenie)

    - zakazana ma być wszelka reklama hazardu – i jest to jedyny punkt, który od biedy liberał (ale tylko konserwatywny) może ścierpieć.

    Ja mam tylko jedno pytanie do P.Premiera:

    Który z Pana ministrów lub totumfackich, na jakim cmentarzu, i w jakiej wysokości - wziął łapówkę od właścicieli kasyn?” !!

    =====

    PS. Mam prośbę: potrzebne mi cytaty (z literatury lub z życia); chodzi o przyklad młodego człowieka, najlepiej ucznia., ktry przegral w kasyniue pieniądze i wskutek tego od'uczył sie hazardowania.

     

  • 26-10-2009 23:50:00

    ŚP.Maciej Rybiński

    Jak wkrótce będziecie mogli Państwo usłyszeć na V-BLOGu, byłem w Klubie RONINA na wieczorze poświęconym pamięci śp.Macieja Rybińskiego. Z tej okazji przysłano mi Jego felieton zamieszczony (pod pseudonimem "Maciej Radwan") w

    Dwutygodniku „Towarzystwa Solidarność”  (Nr 21/94 z 3.11.1985 r.)

    który niniejszym tu zawieszam: 

     

    Byłem wasalem

    Naukowe zasady funkcjonowania polsko-ludowego feudalizmu określił profesor Jan Balcerek z warszawskiej SGPiS, za podstawowe jego cechy uznając istnienie nomenklatury partyjnej, rezerwy kadrowej inwestytury już z przymiotnikiem feudalna. Są to naturalnie zasady umożliwiające sprawowanie władzy i jej utrzymywanie już nie tylko przez partię jako taką, ale przez grupę ludzi w partii, a i poza nią – związanych wspólnotą interesów. Jak każda tego rodzaju niedemokratyczna struktura, komunistyczny feudalizm w Polsce wytworzył własną, odrębną obyczajowość, której ocierając się o rodzime wasalstwo, a i sam poniekąd będąc nieświadomie wasalem, miałem okazję się przyglądać.

    W świat wasalstwa wszedłem, jak to normalnie bywa w feudaliźmie, drogą dziedziczenia, w roku 1968. Wczesną wiosną tegoż roku, wskutek słusznego oburzenia klasy robotniczej spiskiem syjonistyczno-kosmopolitycznym poddany zostałem pierwszej w życiu weryfikacji i zgodnie z hasłem „studenci do nauki, szczotka do zębów” przedwcześnie zakończyłem karierę słuchacza filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Ponieważ udział mój w zajściach i rozruchach ograniczał się do stania z opaską na rękawie w bramie Uniwersytetu i sprawdzania legitymacji – moim szefem, czyli naczelnym bramkarzem był Janusz Korwin-Mikke, znakomity dziś, choć kontrowersyjny, jak się to określa, publicysta – oraz do wzięcia w pysk od rozjuszonego przedstawiciela aktywu, który ruszył na mnie u stóp balkonu Pałacu Kazimierzowskiego na oczach podziwiającego zdecydowanie klasy robotniczej Senatu. Próbował się jeszcze ratować odwołaniem i tak trafiłem na rozmowę do nowego rektora, profesora Rybickiego, dziś podsekretarza stanu w ministerstwie Bez Teki. Była to jedna z najbardziej niemiłych – obok rozmowy 13 grudnia 1981 roku w Komendzie Dzielnicowej MO przy ulicy Opaczewskiej – rozmowa w moim życiu. Właściwie jeszczem gęby nie otworzył, a już spojrzawszy w zimne, rybie oczy Jego Magnificencji wiedziałem, że nic z tego. Ten rektor nie został powołany, by bronić studentów przed milicją, tylko by bronić socjalistycznej uczelni przed studentami.

    W dwa dni później miałem w ręku zamiast indeksu wezwanie po odbiór biletu do oddalonej jednostki wojskowej, w którymś z Zielonych Garnizonów, może w Orzyszu, a może w Bartoszycach. Ach, cóż za piękny to był widok na korytarzach Wojskowej Komendy Rejonowej przy ulicy Czerniakowskiej, w pobliżu sławnej „Sielanki”. Na drewnianych, ciągnących się wzdłuż ścian ławach zasiadł kwiat młodzieży z warszawskich uczelni, ale jakże zmieniony. Gdzieś podziała się zwykła arogancja, kancelaryjnej ciszy nie zakłócały pogwarki, żaden niestosowny chichot nie mącił powagi tego sanktuarium Świętego Obowiązku Obrony Ojczyzny. Drzwi, w które wpatrywaliśmy się z szacunkiem i przestrachem wypluwały z niezawodną regularnością kolejnych, pobladłych z dumy i szczęścia rekrutów, szepczących nazwy wprawiające w drżenie ręce i kolana: Morąg, Hrubieszów, Wołów. Wreszcie przyszła kolej i na mnie. Żegnając się w duchu z najbliższymi wszedłem pokornie schylony w drzwi, zza których wyjść miałem z sakramentem pokuty w ręku.

    Wnętrze, jak na instytucję wojskową przystało, urządzone było ze spartańską surowością. Na ścianie, przybity jednym, za to solidnym gwoździem wisiał Orzeł Biały w otoczeniu – jeszcze Gomułki i jeszcze Spychalskiego w mundurze marszałkowskim. W kącie stała szafa solidnie pancerna, a przez jej uchylone drzwi mogłem dostrzec napoczętą półlitrówkę, szklankę słusznych rozmiarów i kawałek chleba w przetłuszczonej przebitce maszynowej. Środek pokoju zajmowało zawalone papierami biurko, za którym siedział imponującej tuszy mężczyzna, o czerstwej twarzy podbarwionej lekko fioletem i z rozmarzeniem patrzył w zakratowane okno. Promień słońca padał mu na naramienniki, odbijając na twarzy dystynkcje majora. Chrząknąłem. Ruchem, w którym znać było znudzenie codziennej rutyny, wskazał mi krzesło i zażądał książeczki wojskowej. Podałem mu ją, modląc się w duchu o cud, i oto moja bezbożna modlitwa – bo czyż istnieje większa cnota niż piersią własną zasłaniać Ojczyznę przed zakusami nieprzyjaciół – została wysłuchana. Major Fioletówa otworzył książeczkę, z której wysypały się, włożone tam kiedyś i zapomniane, jakieś stare znaczki pocztowe. Fioletówa obejrzał je starannie i nagle powiedział tonem zgoła prywatnym:

    - Jesteście filatelista?

    - Nooo, tak – odparłem, niezupełnie zgodnie z prawdą.

    - Hmm – zadumał się – a te znaczki są wam potrzebne?

    - Nie, skądże znowu – odrzekłem chytrze – to na wymianę.

    _ Acha – stwierdził lakonicznie, odsuwając szufladę i jednym zręcznym ruchem zgarniając do niej marki pocztowe. I natychmiast odezwał się już tonem oficjalnym, odklepując zwykłą formułę.

    - Czy istnieją jakieś pzreszkody w odbyciu zasadniczej służby wojskowej?

    Zaskoczony, zacząłem się jąkać.

    - Boli mnie w krzyżu, łupie w kolanach, a i w boku mam jakieś dziwne kłucia, osobliwie pod wieczór, poza tym...

    - Znaczy, istnieją – przerwał mi tonem nie znoszącym sprzeciwu. Odszukał mój bilet, coś na nim napisał i zwrócił książeczkę wojskową.

    - Jesteście wolni – powiedział na pożegnanie.

    Wyszedłem na Czerniakowską oszołomiony, z niemiłym uczuciem człowieka niepotrzebnego, do którego Władza już drugi raz w ciągu kilku dni odwróciła się zadkiem.

    Ten nieoczekiwany obrót rzeczy postawił Rodzinę przed trudnym rozstrzygnięciem, co robić ze mną i moją wolnością. Należało mi znaleźć jakieś zajęcie, a ponieważ Ojciec mój był dziennikarzem sportowym postanowiono i ze mnie zrobić sportowego żurnalistę. I tak, drogą dziedziczenia zawodu zasiliłem szeregi postępowego wasalstwa polskiego.

    Najpierw plątałem się pod Dziale Sportowym Polskiej Agencji Sportowej obsługując mecze ligowe koszykówki. Było to najnudniejsze zajęcie w moim życiu. Dopiero gdy przeszedłem do pracy w tygodniku Sportowiec, ocierać się zacząłem o wielki świat wasalstwa. Zaczęło się w grudniu 1970 roku. Dokładnie 18 grudnia, w niedzielę, w dzień po ogłoszeniu przez Gomułkę bodźców i podwyżek. Wyciągnięto mnie telefonicznie z domu i polecono stawić się o godzinie 9 rano na ulicy Senatorskiej, przed siedzibą Ludowych Zespołów Sportowych. Miał tam na mnie czekać ni mniej, ni więcej tylko członek KC PZPR, przewodniczący Związku Młodzieży Wiejskiej, przewodniczący LZS – późniejszy sekretarz KC – Zdzisław Kurowski. Razem mieliśmy się udać do Siedlec, na obchody jubileuszowe jakiegoś ludowego klubu. Po drodze, ze zdumieniem słuchałem – po raz pierwszy w życiu – wypowiedzi najwyższego reprezentanta władz, z jakim się do tej pory zetknąłem osobiście, na temat Onych:

    - Boże, Boże – wzdychał członek KC – zupełnie zaskoczony – co Oni wyprawiają. Przecież to się źle skończy. To się musi źle skończyć.

    Z tego przygnębienia zatrzymywaliśmy się we wszystkich mijanych po drodze knajpach, a Z. Kurowski chciał koniecznie wywiedzieć się ode mnie, co też sądzę o podwyżkach.

    - Cieszę się – odburknąłem wymijająco. W Siedlcach nastroje były zgoła nie jubileuszowe, wystraszeni przedstawiciele miejscowych władz nie ukrywali wcale, że obawiają się, nawet w tej ich zapadłej mieścinie, strajków.

    W niewiele dni później redakcja wyznaczyła mi szalone zadanie – kraj był wstrząśnięty krwawą rozprawą na Wybrzeżu, elita władzy rozłamana rozgrywkami wewnętrznymi, a jakiś mędrzec w Centralnej Radzie Związków Zawodowych doszedł do wniosku, iż jedynym sposobem na złagodzenie nastrojów społecznych jest przyznanie po raz pierwszy w dziejach świata nagród im. Michałowskiego – założyciela klubu Warszawianka – wyróżniającym się działaczom sportu robotniczego. Mnie powierzono misję objechania laureatów i zrobienia z nimi wywiadów. Jednym z nagrodzonych był dzisiejszy członek Biura Politycznego KC PZPR, a już wtedy członek KC, budowniczy Polski Ludowej i dyrektor [jednego] z największych zakładów przemysłowych w Polsce – tarnowskich Azotów.

    Wywiad był głupi, rozmowa się nie kleiła, trudno mówić swobodnie o jeździe na żużlu, w chwili gdy płoną komitety. Ku mojemu zaskoczeniu Stanisław Opałko zaofiarował się odwieźć mnie samochodem do Rzeszowa, skąd miałem odlecieć samolotem do Gdańska na kolejną rozmowę. Jechaliśmy przez pagórki Rzeszowszczyzny, pogoda była wspaniała, słoneczna i w pewnej chwili Opałko polecił kierowcy zatrzymać się na skraju lasu, proponując mi przechadzkę. Wysiedliśmy, a gdyśmy się oddalili dobrze od samochodu, ten starszy już wtedy mężczyzna, wytrawny działacz partyjny zaczął wypytywać mnie, szczeniaka, stażystę w jakimś sportowym piśmidle o nowe konfiguracje „na górze”, o rozgrywki personalne i o moje zdanie na temat, co przyniesie przyszłość. Z młodzieńczą pewnością siebie przyjąłem tę rolę i nie bez pewnej wyższości powtarzałem Opałce jakieś zasłyszane plotki, wypowiadałem opinie, które on chłonął, ponieważ jego zdaniem stałem bliżej tronu.

    Kolejny laureat nagrody Michałowskiego, która odwrócić miała uwagę społeczeństwa – zdaniem chytrusów z ulicy Kopernika w Warszawie – od przelanej krwi, był robotnik ze Stoczni Gdańskiej. (Niestety, nie zapamietałem jego nazwiska). Kierowca taksówki, z którym jechałem z lotniska na Zaspie obwiózł mnie wokół miasta, pokazując zasłonięty deskami, wypalony Dworzec Główny, spalony Komitet Wojewódzki, ślady kul na murach z taką dumą, jakby to on sam dowodził manifestacją. Do stoczni mnie nie wpuszczono. Z moim laureatem umówiłem się telefonicznie na rozmowę w domu. Nie była to sympatyczna rozmowa, patrzył na mnie jak na głupka i pewnie miał rację. Wyszedłem stamtąd z uczuciem zażenowania i jednocześnie zdziwienia – ten robotnik nie chciał się wcale dowiedzieć ode mnie, co słychać w Warszawie w okolicach Białego Domu, ale i nie chciał mi powiedzieć, co słychać w stoczni. Już w tym momencie należeliśmy do dwóch różnych światów. Ja – wasal, i on – pańszczyźniany.

    Z tego krótkiego pobytu w Gdańsku zapamiętałem jeszcze jedną scenę. Do tramwaju, którym jechałem wszedł oficer Ludowego Wojska Polskiego. Dobiegł do przystanku w ostatniej chwili, z brązową teczką trzymaną przepisowo w lewym ręku, zduszany stanął na pomoście. A tramwaj nie ruszał. Zapadła martwa cisza, umilkły wszystkie rozmowy i słychać było tylko pośpieszny oddech oficera, który – zajęty rytmem własnego serca – nie dostrzegł w pierwszej chwili, co się dzieje. A cisza trwała, narastała, aż do bólu w uszach. Motorniczy siedział przygarbiony na swoim zydelku, patrząc gdzieś między szyny, przez otwarte drzwi wlatywał mroźny wiatr. I nagle oficer pojął, przygarbił się i ciężkim, zupełnie niewojskowym krokiem wysunął się z wagonu. Drzwi się zamknęły, tramwaj ruszył, ludzie zaczęli znów ze sobą rozmawiać, a ja pojąłem straszliwą potęgę milczenia, groźniejszego od skandowanych okrzyków.

    Tymczasem feudalizm, symbolicznym gestem Gierka zjadającego robotnikowi stoczni szczecińskiej śniadanie wchodził w swoją najbardziej rozpasaną fazę. La belle epoque rozwiniętego socjalizmu, gdyśmy – Postępowe Wasalstwo Polskie – przeżerali Ojczyznę pobekując z lubości. Nigdy przedtem sama istota feudalizmu nie była wyraźniej i głośniej propagowana niż wówczas, gdy oficjalne recepty propagandowe zalecały wyniesienie do rangi cnoty dziedziczenia zawodów, a co za tym idzie, pozycji społecznej. Syn górnika powinien być górnikiem, hutnika – hutnikiem, chłopa – chłopem, a syn sekretarza jeśli już nie sekretarzem, to przynajmniej profesorem zwyczajnym i laureatem Nagród Państwowych. Gierek podróżował po kraju obcałowując ręce kobiet, które wychowały sześciu synów i wszystkich na górników albo przynajmniej żołnierzy zawodowych. Natomiast obydwaj synowie Gierka, rok po roku otrzymali Nagrody Państwowe za wybitne zasługi położone na niwie.

    Przewodniczącym Komitetu Nagród Państwowych był wówczas profesor Janusz Groszkowski, zaszczuty potem przez pewnego Węgra, agenta KGB, cieszącego się w PRL absolutną bezkarnością. Ale to inna historia. Gdy w rok po Adamie Gierku do nagrody zgłoszono jego młodszego brata, w Komitecie powstała dyskusja, nawet nie nad zasadnością przyznania nagrody, ale nad komentarzami, jakie w społeczeństwie musi wywołać taki zbieg okoliczności. I Komitet doszedł do wniosku, że jest w sytuacji bez wyjścia – nikt nie ośmieli się głosować przeciwko gierkowej latorośli. W zasadzie był tylko jeden człowiek,, który mógł zapobiec propagandowo niekorzystnej koincydencji – sam Gierek. Trudnej misji przekonania I sekretarza, że nie wypada zbyt faworyzować dzieci podjął się sam Groszkowski. Odwiedził (jak to nazwać?) towarzyszostwo Gierków w ich willi w Konstancinie i tam, popijając herbatkę, w trakcie towarzyskiej pogwarki wykrztusił:

    _ Towarzyszu sekretarzu, tak się złożyło, wiecie, że do nagrody państwowej zgłoszono obu waszych synów, więc trzeba to by jakoś może rozstrzygnąć, bo tak obaj...

    Gierek zamyślił się, rozjaśnił, spojrzał na małżonkę i rzekł:

    - Widzisz, Stasiu, ciężkie mieliśmy życie, ale za to dzieci udały się nam nadzwyczajnie.

    Groszkowski dopił w milczeniu herbatę. Nagrody przyznano.

    I tak to szło w dół, szczeblami, każdy, kto mógł, korzystał z przywilejów, jakie dawało wasalstwo, pod warunkiem, że wierne i bezwarunkowe. I ja tam byłem, miód i wino piłem, załatwiałem pralki automatyczne, zniżki celne na samochody, zezwolenia na wwóz literatury emigracyjnej, ale przede wszystkim jadłem, piłem i popuszczałem pasa.

    W Białymstoku, podczas Igrzysk Młodzieży Szkolnej spotkałem się znów z Kurowskim, już I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego, przysłanym tu wykańczać tak zwaną mafię białoruską i zakładać własną. To już nie był ten wystraszony Kurowski z podróży do Siedlec, to już nie był skromny wasalik żywiący się resztkami z pańskiego stołu. To był już feudał całą gębą, łaskawy pan, dobroduszny i wesoły. Kilkanaście osób uczestniczących w tej imprezie dla młodzieży, trzymanej pod namiotami i żywionej z kotła dostało osobiste zaproszenie od Kurowskiego na wspólny wieczór – kilku dziennikarzy, kilku artystów biorących udział w imprezach towarzyszących. Wsadzono nas w autokar i wywieziono do jakiejś leśniczówki, na wielogodzinną ucztę, której ozdobą była dziczyzna, wędzone węgorze i bimber, pędzony osobiście przez leśniczego na potrzeby Komitetu Wojewódzkiego.

    A takie imprezy, bankiety, konferencje prasowe z upominkami odbywały się w Polsce codziennie. Świadczono sobie usługi wzajemne, ugoszczeni żurnaliści roztaczali tęczowy obraz Polski lepszej, niż nakazywały to dyrektywy Wydziału Prasy.

    Dochodziło do sytuacji żenująco bezwstydnych. W znanym wszystkim brydżystom Pińczowie (to tam, gdzie świta) zawieziono nas nad jakiś staw, zarybiony przed trzema laty przez miejscowe koło wędkarskie, ogrodzony i pilnie strzeżony. Przez te trzy lata nikt w stawie nawet nie umoczył haczyka. Nad stawem oczekiwali na nas wędkarze ze sprzętem, każdy otrzymał przydziałowego wędkarza i rozegraliśmy zawody w łowieniu ryb. Osobisty wędkarz zakładał robaka na haczyk, uczestnik konkursu zarzucał wędkę i po paru sekundach wyciągał dorodną rybę, którą natychmiast ważono, zapisywano wagę do karty i przekazywano żonie wędkarza, czekającej z nożem. Wędkarzowa rybę skrobała i natychmiast smażyła na rozstawionych turystycznych kuchenkach gazowych. Między mną a moim wędkarzem z przydziału odbył się nastepujący dialog:

    - Przepraszam, czy nie ma pan ochoty na kieliszek wódki?

    - Owszem, a co?

    - Bo nam powiedzieli, że dziennikarze lubią sie napić i przykazali, żeby każdy miał ze sobą pół litra i kieliszek.

    Była to najbardziej niesmaczna wódka, jaką piłem w życiu.

    Znacznie później, kiedy blask sukcesu przygasł, pojawiły się kolejki po mięso i sklepy komercyjne, miałem okazję być w pewnych zakładach mięsnych. Dyrektor poczęstował nas kiełbasą prosząc, byśmy zgadli, jaki to gatunek. Nikt nie zgadł, bo to była zwyczajna, tylko przygotowana ściśle według receptury z przeznaczeniem dla bufetu w miejscowym komitecie.

    Ostatek mojej kariery w dziennikarstwie sportowym odbywał się w Dzienniku Ludowym, organie sojuszniczego Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Naczelny Komitet ZSL to miłe miejsce, w którym mali ludzie załatwiają swe drobne interesy, a osobista pozycja i awans zależy od tego, kto i z kim jeździ na polowania. Brak jakichkolwiek możliwości decyzyjnych – nawet o wyjazdach zagranicznych działaczy Stronnictwa czy dziennikarzy prasy ludowej decyduje komisja KC – korytarzami snuje się tam nuda, rozpraszana jedynie czasami przez wiceprezesa, poetę ludowego Józefa Ozgę – Michalskiego, specjalistę od porównań mogących konkurować jedynie z machejkowymi. Sam na jakimś spotkaniu, na którym z polecenia zwierzchności pełniłem rolę frekwencji, słyszałem jak Ozga krzyczał:

    Płomieniem naszych serc roztopimy lody zimnej wody i w tej wodzie ugotujemy bombę atomową na twarde jajko nie pozwalając, by nasi przeciwnicy w dymach wojennych wędzili swoje półgęski ideowe.

    Jest to zupełnie autentyczna wypowiedź polityka - inna rzecz, iż nie całkiem trzeźwego.

    Ta oaza figuranctwa, wioska patiomkinowską politycznego krajobrazu PRL, była całkiem solidnie umocowana w systemie feudalnym. Zaczynając od marszałka i prezesa Stanisława Gucwy, któremu nie zaszkodziło nawet ujawnienie oszustw wyborczych i machlojek jakich dopuścił się na Nadzwyczajnym Kongresie już w czasach „Solidarności”. Tajemnica jego pozycji jest prosta – żona Gucwy i żona Barcikowskiego są rodzonymi siostrami. Podobnie mój naczelny redaktor, Piotr Ziarnik, który karierę zaczynał w Polskiej Agencji Prasowej i o którym jego ówczesna szefowa, Mincowa powiada w książce Teresy Torańskiej Oni, jak o użytecznym głupcu, został naczelnym redaktorem w związku z korzystnym zamążpójściem córki, wydanej za syna Jaroszewiczowej z pierwszego małżeństwa. Ziarnik uwielbiał popisywać się przed podwładnymi parantelą, a jego ulubionym powiedzeniem było:

    - Piotr mi mówił...

    Obsypywany wszystkimi możliwymi orderami, nagrodami dziennikarskimi, zaszczytami, spławiony został krótko po Piotrze.

    To niezależne stronnictwo, w którym kandydaci na wszystkie stanowiska zatwierdzani są przez sekretariat KC, które nie zdobywa się na głos protestu, gdy wydział prasy sojuszniczej partii beszta jego organ za zamieszczenie nie dość prawomyślnego artykułu jest wasalem zbiorowym. Ale tylko w stolicy. Na prowincji warszawski wasal, który się tam wybrał, staje się udzielnym feudałem, odbierającym wiernopoddańcze hołdy.

    Opowiadał mi jeden z kolegów redakcyjnych, towarzyszących marszałkowi Gucwie salonką do Szczecina, że pociąg przyjechał o 5 rano, ale marszałek zakazał budzić się przed ósmą. Wobec tego władze wojewódzkie stały na peronie przez trzy godziny czekając, aż kolega marszałek się wyśpi. Podczas tejże podróży Gucwa wypytywał dziennikarzy, czy najniższą rentę dla rolników ustalić na 500 czy na 600 złotych. Gucwa był zdania, ze 500 zupełnie wystarczy. Podczas rozmowy jedzono kanapki z kawiorem i popijano Sauterne.

    To, że Gucwa i Barcikowski są szwagrami, to nie jest żaden wyjątek. Każdy w elicie władzy jest do kogoś podłączony, łańcuszki wasalne są nieraz pokręcone i zagmatwane, toteż zawsze, w towarzystwie, zupełnie na miejscu i eleganckie było pytanie:

    - Powiedzcie, czyj to właściwie jest człowiek?

    Taka wiedza, jak znajomość heraldyki, nobilituje i ułatwia bezbłędne poruszanie się w korytarzach władzy, korzystanie z przywilejów pośrednich i bezpośrednich. Czasami umożliwia nam nawet puszczenie w ruch tak zwanej plotki samorealizującej się. Do tego sprytnego zabiegu trzeba mieć wyczucie i przewidzieć, kto pójdzie w górę. Trzeba wtedy rozpuszczać o sobie pogłoski, że się jest człowiekiem nowej gwiazdy na firmamencie układu wasalnego i po pewnym czasie, po uporczywym utrzymywaniu, że tak jest istotnie, plotka sama się realizuje. Zostajemy wasalem wybranego feudała nawet, gdy nie widział nas na oczy. Tak doszło do adopcji kilku moich znajomych, co zmilczę z litości, bo to było na poprzednim etapie.

    A mnie system wasalny odrzucił. Z Dziennika Ludowego przeniosłem się do tygodnika studenckiego ITD, z którym wcześniej jako felietonista współpracowałem. Wkrótce zdarzyło mi się napisać tekst, uznany za obrazę samego towarzysza Edwarda. Naczelny wezwał mnie ze łzami w oczach by mi powiedzieć, że tego się po mnie nie spodziewał.

    -Przecież jesteś człowiekiem Gierka – rzekł – jak mogłeś to zrobić

    W ten sposób i ja wreszcie dowiedziałem się czyim jestem człowiekiem. Szefowi polecono wyrzucić mnie z pracy, czego nie zrobił i za co do dziś jestem mu wdzięczny. Ale odebrano mi przywilej bycia wasalem pod własnym nazwiskiem i musiałem odtąd wasalić pod pseudonimem. I już jako wasal tych, którzy mnie w tym zabawnym podziemiu przechowywali. Ale to już inna opowieść.

    Ja zaś czasami rozglądam się ze zdumieniem wokół siebie, z niedowierzaniem konstatując, jak wielu jest ludzi, którzy zostawiwszy wszystko w Polsce to jedno na Zachód wywieźli – przywiązanie do systemu wasalnego”

    ...

     

     

  • 25-10-2009 23:56:00

    O kolei Berlin-Poznań, o Tarczy, o UPR TV i o sprostowaniu p.prezesa Pawła Chojeckiego

    Błyskawiczne tempo

    Właśnie czytam, że ma być zmodernizowana trasa kolejowa Berlin – Posen, a być może nawet Berlin – Warschau. Ma to być ukończone w 2017 roku. Jak znam życie: w 2020...

    Tymczasem kompania „Chemins de Fer de la Turquie d'Europeśp.Maurycego barona de Hirsch otrzymawszy w 1869 roku koncesję wybudowała od podstaw 500 km linii kolejowej Wiedeń – Konstantynopol – przez Bałkan, rękami niepiśmiennych górali – w dwa lata (1870-72). Gdyby nie wojna francusko-pruska, która spowodowała zwyżkę cen stali - byłoby szybciej.

    Rząd JE Benedykta Husseina Obamy zlikwidował projekt „tarczy anty-rakietowej”. W zamian za to oferuje nowy projekt. Amerykanie coś rozmieszczą w Polsce... w 2019 roku.

    Oczywiście, o ile któraś kolejna Władzuchna w d***kratycznych Stanach nie przeznaczy tych pieniędzy na wypłatę zasiłków dla czarnoskórych homoseksualistów samotnie wychowujących dzieci.

    =====

    Co to z UPR TV było

    Jak Państwo wiecie, dobiegła końca historia UPR TV. Kol.Andrzej Wayda, będący Członkiem RG UPR, nie otrzymał na ostatnim Konwencie (o ile był on formalnie ważny) absolutorium, co uznał za policzek wymierzony za lata bezinteresownej pracy. UPR przejmuje swoją zarejestrową domenę – a p.Wayda będzie zapewne działał pod innym szyldem, walcząc o Wolność, Własność, Sprawiedliwość, Honor, Prawdę i Tradycję – ot, takie drobiazgi, których brak niektórym przeszkadza.

    I piszę to w Imię Prawdy, by oddać Honor i Sprawiedliwość ludziom pracującym dla UPR TV. Przez lata –  (od lipca 2008 - przedtem robili to inni - m.in., bardzo dobrze zresztą, p.Krzysztof Pawlak - o czym niżej; obecnie nagrywa moja C~órka, Zuzanna) przynajmniej przez te miesiące, w których emitowany był video-blog (i kilka poprzedzających) cały ciężar roboty spadał na trzech ludzi: pp.Andrzeja Ciacha, Marka Chomeja i – last, but not the least - Andrzeja Waydę. Dzięki Nim dzień w dzień ukazywał się ten V-BLOG, nagrania ze spotkań Stanisława Michalkiewicza, moich i innych. P.Wayda zakupił nawet kamery dla kilku Oddziałów UPR i planował stworzenie sieci korespondentów – a w przyszłości własną TV z kilkoma godzinami programu dziennie.

    WOLNA.TV to z kolei moja własna impreza, która miała uzupełniać UPR TV. Współpracował z nią p.Krzysztof Pawlak, właściciel portalu ASME („Anty-Socjalistyczne MazowszE”), człowiek bardzo oddany sprawie, produkujący v-materiały w Sieci od 2000 roku - ale mający piekielną umiejętność skłócania się z niemal każdym. Ja cenię ludzi zadziornych, więc potrafię z Nim współpracować.

    Niestety p.Pawlak szybko pokłócił się z p.Waydą (poszło o jakiś drobiazg – o ile pamiętam UPR TV w najlepszej wierze zamieściła chyba fragment jakiegoś materiału ASME, co p.Pawlak, który kręcił V-BLOGi do czerwca 2008, wykorzystał, by obrazić p.Waydę) – i od słowa do słowa wybuchła waśń rodowa. P.Wayda zresztą nie odpowiadał na pisane kwiecistym językiem zaczepki p.Pawlaka – natomiast konsekwentnie tępił Jego obecność i logo ASME w UPR TV (do czego miał prawo: materiały do V-BLOGu produkowałem ja i potem WOLNA.TV, a nie ASME).

    Piszę to, by dać świadectwo - bo po forach latają rozmaite oskarżenia. Proszę na te drobne spory nie zwracać uwagi...

    =====

    PS. P.Paweł Chojecki, Prezes O/Lublin UPR, twierdzi, że źle Go zrozumiałem:

    Napisał Pan:

    "Stwierdził On mianowicie, że p.Prezes Bolesław Witczak słusznie utajnił przed Członkami UPR to, że korzysta z partyjnej kasy - ponieważ Pismo Św. powiada: "Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. Mat. 10:16".

    Podczas, gdy tekst Biblii dotyczy mojego podejścia do dylematów politycznych, a nie pochwały czynu Witczaka, który w artykule oceniłem negatywnie.


    Paweł Chojecki

    Podaję więc raz jeszcze link do tekstu p.Chojeckiego

    http://niezalezna.pl/blog/show/id/1805

    – i proszę to samemu ocenić; nikt nie jest dobrym sędzią we własnej sprawie... Natomiast jedno jest pewne: co p.Chojecki napisał w artykule, to napisał – a na sali Konwentu ocenił czyn p.Prezesa Bolesława Witczaka pozytywnie – głosując za absolutorium i przemawiając na rzecz takiego głosowania. Zdaje się, ze Pismo Święte też coś na ten temat mówi – ale niewątpliwie p.Prezes Chojecki jest lepszym biblistą ode mnie...

    Mnie przy tym nie chodzi o los p.Witczaka – ja nie jestem delatorem, ale podobno zgłaszanie takich przypadków do prokuratury to w tym faszystowskim państwie „obowiązek obywatelski” - lecz o przyszłość Partii. Jeśli podobnie beztrosko używa się na własne potrzeby pieniądze partyjne, to po dojściu do Władzy tak samo będzie się traktować pieniądze państwowe. I tylko dlatego wystąpiłem z UPR gdy p.prezes Witczak otrzymał absolutorium. Wstydzę się być w jednej partii z tymi, którzy głosowali „ZA”.

    Słyszałem o działaczach PiSu, którzy wyrażali zadowolenie ze stanowiska obecnych władz UPR. Być może w tej całej sprawie chodzi o coś innego: by UPR wystąpiła w roli kolejnej przystawki PiSu. Ostatecznie informację o rozmowach Kaczyński – Witczak otrzymaliśmy tylko z ust p.prez.Witczaka...

     

     

  • 24-10-2009 23:56:00

    Kto płacił za benzynę dla Dywizjonu 303?

    Kto płacił za benzynę dla Dywizjonu 303?

    Niezmordowany p.PJO przysłał [Dziękuję! - JKM] informację, która zamieszczam in extenso:

    "Na „Discovery - Historia” pokazują teraz program: „Bitwy Żołnierza Polskiego - Bitwa o Anglię”. Występujący w nim historyk powiedział właśnie, że po wojnie rząd brytyjski wystawił polskiemu lotnictwu rachunek...za usługi, jakie Brytyjczycy świadczyli polskim lotnikom w czasie wojny i za utrzymanie polskich samolotów (wraz z obsługą) na wyspie. Rachunek opiewał na 68 mln, [nie chce mi się liczyć – ale na dzisiejsze pieniądze to chyba ponad 10 mld PLN - JKM] a kwotę tę Brytyjczycy odciągnęli sobie ze środków polskiego Skarbu Państwa, które zostały wywiezione z Polski i zdeponowane w Wlk. Brytanii w czasie wojny”.

    - co p.PJO skomentował: „Słów (parlamentarnych) brakuje”.

    Nie podzielam tego uczucia.

    O ile pamiętam, rządowi II RP na emigracji bardzo zależało na tym, by np. Dywizjon 303 był jednostką polską. Od tego odcinamy do dziś kupony – chwaląc się, jak najbardziej słusznie, że wnieśliśmy znaczący wkład w Bitwę o Anglię (polscy piloci z samego tylko Dywizjonu 303 zestrzelili ok. 50 samolotów Luftwaffe).

    Skoro to miał być polski dywizjon – to zrozumiałe, że trzeba za to zapłacić. Gdyby polscy piloci latali (od 5-VI-1940) nie na samolotach z biało-czerwoną „szachownicą” lecz na brytyjskich – to, oczywiście, koszty pokrywaliby Brytyjczycy, ale też splendoru z tego byłoby tyle-ż, co np. ze znakomitej zresztą służby Polaków w Legii Cudzoziemskiej.

    Sądzę, że ta sprawa była uregulowana w porozumieniu jakie zawarł był rząd JKM z rządem II RP - przed utworzeniem Polskich Sił Zbrojnych w Wlk. Brytanii. I na pewno porozumienie to przewidywało, że Zjednoczone Królestwo w poważnym stopniu dofinansuje polskiego sojusznika. Być może należało wtedy żądać więcej: bardzo często sojusznik, któremu bardziej zależy (jak w tym właśnie przypadku Brytyjczykom) pokrywa koszty w całości i jeszcze dopłaca. Należy też jednak pamiętać, że jeśli polscy piloci dostali 50 samolotów, to o tyle mniej otrzymali ich piloci brytyjscy – i o słowach śp.Winstona L.S.Churchilla, który (gdy śp.gen.Władysław Anders zagroził wycofaniem polskiego wojska) odwarknął: „To zabierz Pan sobie to swoje wojsko!”.

    I Anders natychmiast zmiękł.

    (Ja, stary brydżysta, zabluffowałbym: „Tak jest p.Premierze. Zabieram. Bardzo Panu dziękuję za długoletnią współpracę – było mi bardzo miło walczyć pod Pańskim kierownictwem” - zasalutowałbym, zrobiłbym w tył zwrot – i mogę się założyć, że zanim doszedłbym do drzwi, „Bulldog” poprosiłby mnie z powrotem...

    ...albo zostałbym za progiem aresztowany!)

     

  • 23-10-2009 23:28:00

    Socjaliści nie dotrzymują obietnic (popr.)

    Informację o takim tytule przeczytałem wśród WIADOMOŚCI na portalu. Postanowilem jej nie przeczytać - a skomentować. Taka wprawka erystyczna.

    Otóż redaktor zapewne uważa to za obciążenie. Z punktu widzenia socjalisty - niewątpliwie ma rację. Ale dlaczego mamy patrzeć na sprawy z tego punktu widzenia?

    Z naszego jeśli socjalistom nie udało się np.  ubezpieczyć wszystkich, wypłacić wszystkim zasiłków dla bezrobotnych, wszystkich kobiet przerobić na samotne matki, a wszystkich dzieci upchać do żłobków - TO BARDZO DOBRZE!

    Gdyby tak Czerwoni nie dotrzymali ŻADNEJ obietnicy, którą złożyli - to by było ale dobrze!

    Nieprawda-ż?

    A teraz proszę przeczytać - i sprawdzić trafność komentarza...

    Co do UPR - przypominam: nie walczymy z UPR! To znaczy: walczymy. Konkurujemy o to, kto bardziej dokopie Czerwonym, Różowym, Pomarańczowym, Pąsowym, Karminowym, Ceglastym itp.

    Warto natomiast odnotować rekord wygibasów moralnych, który ustanowił p.Paweł Chojecki, prezes O/Lubelskiego UPR. Stwierdził On mianowicie, że p.Prezes Boleslaw Witczak słusznie utajnił przed Członkami UPR to, że korzysta z partyjnej kasy - ponieważ Pismo Św. powiada: "Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. Mat. 10:16".

    Kto nie wierzy, może to przeczytać na witrynie (poprawiam: http://niezalezna.pl/blog/show/id/1805)

    I jeszcze komunikat: nadal spora część Kolegów, którzy się zgłosili, nie otrzymała odpowiedzi. Strasznie żmudna praca...

  • 23-10-2009 00:25:00

    „Ciemna strona Mocy”

    Drogie Sympatyczki i Szanowni Sympatycy!

    Mam wielką prośbę: nie atakujmy UPRu w ogóle ani UPRowców w szczególe. To bardzo dobra partia, a ludzie na ogół wspaniali. To, że kilku agentów zdołało ogłupić połowę delegatów na Konwent i manipulując obecnym Prezesem sprowadzić tę partię na śliską drogę – to nie powód, by się wyklinać. Dym się rozwieje, ludziom z głów wywietrzeje – a zdrowa konkurencja jest podstawą sukcesów.

    Przypominam, że gdy bodaj SdRP zeszła w notowaniach na 4%, podzieliła się na SLD i bodaj SdPl – i obydwie części miały przez czas jakiś notowania powyżej 5%! Ten podział może wyjść nam wszystkim na zdrowie – są ludzie, którzy lubią UPR, a nie lubią JKM – i odwrotnie...

    Tak czy owak: powinien to być aksamitny rozwód – a nie pyskówki. Naszym wrogiem jest UP i SdPl, po części SLD, PSL, PO i PiS - a nie UPR!!!

    Piszę to, gdyż otrzymałem właśnie list rozsyłany przez p.ATJ, Członka Rady Głównej UPR:

     

    - Wiadomość przekazana dalej ----------
    Od: Andrzej Tomasz Jędrzejewski <
    [email protected]>
    Data: 22 października 2009 19:34
    Temat: Propozycja
    Do:

    Witajcie !

    Zauważyłem, że "ciemna strona mocy" próbuje nas paraliżować wysuwając pod naszym adresem setki oskarżeń, na które my odpowiadamy na zasadzie udowadniania że nie jesteśmy wielbłądem. Myślę, że czas odwrócić zasady. Sugeruję taką taktykę:

    1. Zakładamy prostą stronę, na której wrzucamy wszelkie informacje kompromitujące Korwina i jego fanatyków.
    2. Zarzucamy wszelkie fora informacjami w stylu: czy prawdą jest informacja (tu link do strony). -Niech oni zajmą się dementowaniem tych informacji to nie będą mieli czasu nas atakować.
    3. Nie wdajemy się w pyskówki, nie odpowiadamy na maile itd. Kierujemy swoją aktywność na rozwój UPR, tak, żeby było widać, że odejście garstki wariatów wyszło nam na dobre.

     

    --  Pozdrawiam !!!   Andrzej Tomasz Jędrzejewski GSM. (0048) 605-95-63-64 [email protected] www.upr.podlasie.pl  ------------------------------------------------ Lewicowość to filantropia za kradzione pieniądze :)

    Proszę więc nie odpowiadać na żadne zaczepki ani zarzuty. Wyjaśnienia rezerwuję dla siebie.

    PS. Wysyłka odpowiedzi tym, co zgłosili się do P-JKM, jest dopiero w połowie. Prawie 400 e-maili...

     

  • 22-10-2009 14:22:00

    Dialektyka, dialektyka...

    O Amerykanach mamy wyrobione pojęcie: zacni ludzie, cokolwiek prymitywni, wodzeni za nos przez rozmaitych jajogłowych i Żydów. Tymczasem istnieje w USA elita, potrafiąca myśleć o polityce w kategoriach jak najbardziej realnych i subtelnych. Oto lekko lewicujący „The Washington Post” (taka Gazeta Wyborcza” w nieco rozrzedzonym wydaniu) pisze:

    Pokojowy „Nobel” będzie dla Benedykta Obamy politycznym obciążeniem. Zmusi Prezydenta do przyjęcia ostrzejszego kursu w polityce zagranicznej – by mógł odeprzeć zarzuty, że jest faworytem euro-lewicy, bardziej przywiązanym do jakichś kosmopolitycznych mrzonek niż do obrony państwowych interesów Stanów.  Teraz będzie musiał udowadniać, że nie jest jakimś lewackim pacyfistą prącym za wszelką cenę do pokoju – nawet kosztem daleko posuniętych ustępstw wobec bezwzględnych dyktatur.

    Gdyby „The Washington Post” potrafił równie trzeźwo i zgodnie z zasadami cybernetyki (Sokrates nazywał to „dialektyką”) rozumować w innych sprawach... Np. poparcie przez feministki zmusza normalnego polityka do udowodniania, że nie jest zwolennikiem feminizmu, poparcie przez Żydów zmusza do udowodniania, że nie jest judofilem itd...

    =====

    PS. Konto Platformy Janusza Korwin-Mikke w PKO S.A. ma numer:

    81 1240 6003 1111 0000 4943 3515

    Za wszelkie wpłaty z góry dziękuję. Składki od Członków to rzecz osobna. Przypominam jeszcze, że partiom NIE WOLNO przyjmować darowizn od osób prawnych!!!

    Korespondencja. Tak, {KKK} ma rację; będę chciał pójść w tym kierunku. {liwiusz78} – oczywiście; dziękuję, poprawiam. {kita}: Ponad 333, a UPR miała, wg stanu ujawnionego na Konwencie, 468 Członków.; {synchlopa}: ironia lekka, ale niewłaściwa: III Rzesza była czymś jakościowo zupełnie innym od Republiki Weimarskiej, choć obywatele byli niemal wszyscy ci sami – nieprawda-ż?

     

  • 21-10-2009 23:57:00

    Byśmy mogli żyć, musimy umierać!

    Problemem euthanazji zajmowałem się wielokrotnie. Pierwszy raz bodaj 40 lat temu – gdy prorokowałem, że postępy medycyny – które umożliwią podtrzymywanie życia w prawie każdej sytuacji – wymuszą dyskusję o euthanazji; bo czy można wyobrazić sobie Ziemię z 20 miliardami mieszkańców, z czego 12 miliardów na maszynach płuco-serce?...

    W dodatku trzeba pamiętać o kosztach: nie da się na podtrzymywanie życia wydawać nieskończonej sumy pieniędzy...

    Likwidacja państwowej „służby zdrowia” i założenie, że każdy sam decyduje, ile wyda na podtrzymanie swojego życia – tylko częściowo rozwiązuje problem. Prawdziwym problemem są bowiem systemy emerytalne. Prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe będą finansować, a państwowe dyskretnie popierać – ruchy domagające się euthanazji.

    Przy czym nie będzie już chodzić – pisałem – o to, by chory popełniał samobójstwo; to jest dla liberała jak najbardziej słuszne (dla konserwatysty: niekoniecznie...). Chodzić będzie o to, by jakoś nakłonić emeryta, by już się nie męczył życiem...

    I to jest niedopuszczalne.

    Ale nacisk na to będzie OGROMNY.

    Bo ONI za wszelką cenę będą chcieli uratować socjalizm.

    =====

    PS. Jeśli założyć, że co drugi zgłaszający się na Członka P-JKM wycofał się z UPR (jutro to się sprawdzi), to liczba Członków P-JKM przekroczyła już liczbę członków UPR. Przypominam, że adres do zgłoszenia się to:

    [email protected]     (proszę podawać miejsce zamieszkania!)

    Wszyscy, którzy się zgłosili, otrzymają jutro komplet dokumentów (Statut, wzór Deklaracji, numer konta – a także pierwszą instrukcję.

    Prezes P-JKM, p.prof.Stanisław Kalinkowski ustąpił wczoraj ze stanowiska, prosząc mnie o tymczasowe pełnienie obowiązków prezesa. Ustąpiły również ze stanowisk Panie: Skarbnik i Sekretarz P-JKM

     

  • 20-10-2009 14:06:00

    Dwa słowa o moim stosunku do UPR

    Dziś słowo „partia” rozumiane jest jak w staropolszczyźnie: „Szymko Kosterkowic z Łęczycy zebrał partyą grzeczną i jął grabić dobra sąsiadów”. „Partia” ma zmobilizować przez propagandę jak największą część wyborców – i zdobywszy władzę pousadzać swoich członków na posadach lub nawet dać im możność nielegalnego wzbogacania się.

    Ja przez „partię” rozumiem narzędzie do realizowania celów politycznych. „Partia socjalistyczna” ma budować socjalizm, „Unia Polityki Realnej” ma ten socjalizm likwidować i przywrócić normalność. Jednak narzędzie – to tylko narzędzie: nawet do młotka czy samochodu człowiek się przywiązuje – ale jeśli piła się wykrzywi i część zębów się wyłamie, to bierze się nową piłę.

    Wystąpiłem z UPR – ale nie mam zamiaru prowadzić wojny zUPRem. Być może strategia p.Prezesa Bolesława Witczaka jest słuszna: brać w łapę jak ONI, to może ONI pozwolą nawet to i owo powiedzieć w telewizji i dzięki temu lepiej rozpropagować wartości konserwatywno-liberalne? Być może p.Witczak, jak Konrad Wallenrod: tylko po to wziął pieniądze partyjne by taki właśnie cel osiągnąć?

    Tyle, że ja takich metod nie znoszę (są one zresztą zakazane przez Program UPR!) - i, podobnie jak śp.Kajetan Koźmian, poemat „Konrad Wallenrod” uważam za najbardziej szkodliwą książkę, pochwalającą zdradę i podstęp, promującą zasadę „Cel uświęca środki”.

    My, konserwatyści, tego nie dopuszczamy.

    Ja nie zachęcam żadnego Członka UPR do wystąpienia i/lub wstąpienia do P-JKM. Przywódca kroczy w określonym kierunku – i kto chce, ten idzie za nim. I UPR i P-JKM to partie Wolnych Ludzi: nikomu się nic nie obiecuje, wszyscy walczymy o wspólny, jasno zakreślony, cel. Niektórzy z ok. 200 ludzi, którzy zgłosili się do P-JKM są członkami UPR, niektórzy są byłymi Członkami UPR, niektórzy w żadnej partii jeszcze nie byli, niektórzy nic o tym nie wspominają – i ja się nie pytam. Gdy całe Oddziały UPR chcą przejść do P-JKM przypominam, że wierzymy w decyzje jednostek: każdy musi sam podpisać Deklarację...

    To tyle wyjaśnień. Adres do zgłaszania się: [email protected]

    Z ostatniej chwili: Stanisław Michalkiewicz wystapił z UPR; kol.Robert Maurer, wybrany na Konwentyklu na V-Prezesa UPR, wezwał p.Prezesa Bolesława Witczaka (i tych, co głosowali za udzieleniem Mu absolutorium) do ustapienia - deklarując gotowośc ustapienia samemu. 

     

  • 19-10-2009 23:57:00

    Kto pije mleko, rzyga daleko...

    Oglądałem dziś „WiadomościTVP – i zobaczyłem 40 milionów litrów mleka, którym euro-mleczarze podlali gmachy federastów z Brukseli. Przerażona komisarka od rolnictwa, p.Maria-Anna Fischer Boel, czym prędzej wysupłała z kasy €280 mln na dotacje do mleka...

    Zupełnie jak w PRLu – nieprawdaż?

    Zastanawia, jak to się dzieje? Przecież w normalnych krajach rynek dawno by wszystko uregulował? A w krajach Wspólnoty ONI regulują i regulują – a ludzie się coraz bardziej wściekają.

    Co jest?

    Nie wiem jednak, czy ktoś zwrócił uwagę na wypowiedź polskiego mleczarza, że „mleczarstwo jest bardzo kapitałochłonne”...

    Otóż to!

    Kiedyś krowa pasła się na wygonie, dójka ją doiła – i jakoś ludzkość żyła, a nawet przyrost naturalny był znacznie większy, niż dziś. Co dowodzi, że tamto mleko specjalnie szkodliwe nie było. Podobno było nawet smaczniejsze...

    Piszę: „podobno” - bo przecież nikt już dziś nie pamięta, jak smakuje prawdziwe mleko... 90% ludności polski nigdy go nie piło. Przez „mleko” rozumieją produkty mlekopodobne w kartonowych opakowaniach.

    Ta „kapitałochłonność” - to efekt radosnej twórczości euro-kratów. W latach 60.tych francuscy monarchiści startowali w wyborach pod hasłem: „Mniej podatków – mniej biurokracji – Niech żyje Król!:”; „Czy wiesz, że o jakość Twojego mleka troszczy się 378 przepisów??!?

    Jestem przekonany, że po pół wieku jest to raczej jakieś 3780 przepisów...

    I to jest kosztowne! Bardzo kosztowne...

    =====

    PS. Dziękuję wszystkim, którzy zgłosili się do Platformy JKM. Nie jestem pewien, czy to najlepsza nazwa – ale taka partia po prostu już była zarejestrowana; o nazwie będziemy myśleć w przyszłości.

    Po jednym dniuP-JKM ma już połowę liczby Członków UPR – a myślę, że to dopiero początek...

    Adres do zgłaszania się to, przypominam: [email protected]

     

  • 18-10-2009 23:39:00

    Dlaczego wystąpiłem z UPR?

    Ponieważ chcę starannie, choć subiektywnie, przedstawić sytuację - a dopiero przed chwilą wróciłem z Wrocławia - po drodze walcząc z brakiem pola, by wysłać materiały dla "Najwyższego CZAS!"u - proszę łaskawie o godzinę-półtorej cierpliwości.

    Wyszły 2,5 - przepraszam:

    Wystąpiłem z UPR, ponieważ nie zgadzałem się z dominującą linią partii. Nie chodzi tu o stosunek do innych partyj – tu p.Prezes Bolesław Witczak zachowuje chwalebną ostrożność – choć wyraźnie widać łapki ludzi PiSu, którzy Go w stosownej chwili usuną, gdyby chciał przeszkadzać – lecz o generalną filozofię, która zaczęła tam dominować.

    Filozofię, że należy w działaniach upodobniać się do innych partyj. Tak samo np. brać pieniądze z Brukseli – co, moim zdaniem, spowodowałoby, że po kilku latach takiej praktyki UPR nie mogłaby już istnieć bez brukselki. Traktować inne partie jako partnerów, a nie okupantów naszego pięknego kraju – i tak dalej.

    Problem tyczy ogólnego kierunku, a nie taktyki. Prawo O'Sullivana powiada: „Każda instytucja, nie zaplanowana starannie, jako prawicowa, z biegiem czasu staje się lewicowa”. UPR była starannie zaplanowana jako prawicowa – i nad ogólnym kierunkiem miał czuwać Konwentykl - wyposażony m., in. w prawo zmiany Prezesa. I okazało się, że ta kontrola była za słaba: wystarczyło kilka nie dość właściwie uformowanych osób by tę możliwość sparaliżować. Władza wykonawcza, czyli Rada Główna, skutecznie zdominowała Konwentykl.

    Od ponad siedmiu lat nie jestem prezesem UPR, bo uważałem, że funkcje wykonawcze powinni pełnić ludzie młodzi. Zawsze popierałem kolejnych prezesów – co jednak nieodmiennie stawało się poparciem jednostronnym – z powodów dość zrozumiałych: każdy prezes starał się być autorytetem – więc musiał konkurować z innym autorytetem. Jednak w przypadku ostatniego prezesa, p.Bolesława Witczaka, od początku byłem przeciwko. Tym niemniej lojalnie starałem się Go forować, gdzie się dało – z bardzo mizernym skutkiem, gdyż p.Prezes jest mało medialny.

    Po owocach ich poznacie je”. Po ostatnich katastrofalnych wyborach stanowisko Konwentyklu uległo zasadniczej zmianie: Członkowie-Sygnatariusze zrozumieli, że tamten wybór był błędem – jednak do zmiany Prezesa potrzebna jest większość 4/5. Dlatego Konwentykl wezwał (znaczną większością, 9:4) p.Witczaka do ustąpienia z funkcji Prezesa – co On zlekceważył.

    Wszystko to było przed wyjściem na jaw afery finansowej. Dopiero parę dni przed Konwentem Członkowie Partii dowiedzieli się, że p.Prezes – nie informując o tym Rady Głównej – mianował sam siebie Szefem Sztabu i wyznaczył Sobie całkiem sporą pensję – w ten sposób, że zawarł jakąś fikcyjną umowę na 24.400 zł ze swoją spółką (dodatkowo 16.000 pobrał sobie w ten sam sposób przed i po wyborach) , pokrywał z funduszów partyjnych rachunki za swój telefon komórkowy (1100 – 1600 zł miesięcznie) - a już zupełnie rozeźliło ludzi to, że „kapela z Szamotuł”, która zagrała beznadziejną wiązkę melodii ( beznadziejną – jako temat, bo była to całkiem sprawna rzemieślniczo wiązka melodii z wesela...) na Konwencji Wyborczej to nie byli sympatycy p.Prezesa z Szamotuł, którzy wystepują z sympatii, tylko typowa orkiestra grająca „do kotleta” za 5000 zł.

    Do tego drobiazgi - ale mniejsza o to. Ważne, że do tej pory wszyscy pokrywaliśmy takie wydatki z własnych kieszeni – więc zapewne dlatego p.Prezes wstydliwie to ukrywał.

    To wszystko pewno by przyschło, gdyby skończyło się to sukcesem. Jednak wybory były spektakularną klapą. Przypominam: byłem zwolennikiem tego, by wziąć udział w kampanii, ale wzywać do bojkotu. Tymczasem p.Prezes trzymał linię „ostrożną”, kampania była w stylu „w zasadzie jesteśmy za Unią Europejską” - i była zupełnie niewidoczna na tle innych partyj. Do tego spot wyborczy był koszmarem – a kosztował zamiast, powiedzmy, 3000 zł – 36.600 złotych. Trwał przy tym minutę, choć UPR miała 4 minuty czasu w TV!!!

    Zmarnowanie 3 minut czasu telewizyjnego kilkaset razy (bo to szło wielokrotnie i w różnych telewizjach) to nieprawdopodobna niegospodarność. Do tego ów spot jest podręcznikowym przykładem, jak nie powinien wyglądać spot wyborczy. Nie wie, czy p.Prezes zamówił to w zaprzyjaźnionej firmie i podzielił się łupem – czy padł ofiarą agentów bezpieki udających fachowców – czy po prostu cwaniaków. Tak czy owak był to skandal.

    Proszę zwrócic uwagę, że UPR uruchomiła zbiórkę pieniędzy p/n „Zbieramy milion na UPR”. Licznik pokazywał w pewnym momencie – mam ten zrzut z ekranu – 269.000 zł . Była to wprawdzie w pewnym sensie fikcja – bo zaliczono tu pieniądze nie wydane w poprzedniej kampanii wyborczej (tej z LPRem) oraz wpłaty własne kandydatów z ostatniej kampanii. Jednak fundusz wyborczy wynosił ok. 160.000 – z czego ok. 1/3 wydał na Siebie p.Prezes Witczak!

    Ku memu zdumieniu Rada Główna, która winna, zgodnie ze statutem, kontrolować sprawy finansowe, niedawno oceniła, że kampania była bardzo dobra – i wynik 1,1% przy frekwencji 27%, też dobry!

    Na Konwentyklu przed Konwentem do konstruktywnej zmiany Prezesa potrzebna jest większość tylko ¾. Niestety: zabrakło jednego głosu...

    Nie przejmowałem się tym – przekonany, że p.Prezes na Konwencie nie uzyska absolutorium za swoje wyczyny – co automatycznie uniemożliwiłoby Mu sprawowanie jakiejkolwiek funkcji w najbliższej kadencji. Tymczasem ku mojemu zdumieniu znalazło się aż 47 Delegatów (przeciwko 44), którzy głosowali ZA udzieleniem Mu absolutorium!!

    Ponieważ kamaryla p.Prezesa uniemożliwiła nawet wprowadzenie poprawek do Statutu uznałem, że dalsza walka jest beznadziejna. Jedni bowiem walczą o Ideę – drudzy walczą o stanowiska. I ci drudzy w bojach o stanowiska mają niewątpliwą przewagę. Więc wystąpiłem z UPR.

    Nie mogę tolerować sytuacji, w której ludzie posyłają ze swojej emerytury 10 zł na to by kierownictwo Partii marnowało je lub rozkradało w beztroski sposób. Nie chcę też być członkiem Partii „takiej samej, jak inne” (co jest marzeniem p.Prezesa – sądzącego, że upodobnienie się do innych partyj gwarantuje sukces wyborczy); zakładałem partię, która miała nie akceptować obecnego porządku i stylu uprawiania polityki.

    Moim zdaniem obecne kierownictwo UPR zdało egzamin w oczach cwaniaków rządzących III RP. Gdy pokazało, że składa się z ludzi tak samo pazernych na szmal, jak ONI – to będą mogli bez ryzyka dopuścić taką „oswojoną” partię do udziału w podziale tortu. Już nie uszkodzi systemu politycznego III RP.

    A może nie dopuszczą - bo tortu coraz mniej?

    Ja, w każdym razie, przechodzę do Platformy Janusza Korwin-Mikkego. Gdzie mam zamiar nadal poświęcać się walce z socjalizmem – a nie rozgrywkom wewnątrz-partyjnym, Taka partia, jaką stała się UPR, jest bardziej przeszkodą niż pomocą w takiej walce.

     

  • 17-10-2009 23:51:00

    Wystąpiłem z UPR

    Obszerniejsze wyjaśnienia potem. Ogólnie: brzydzi mnie bycie w jednej partii z ludźmi, ktorzy głosowali za udzielenie absolutorium p.Bolesławowi Witczakowi. Nie chcę, by moje nazwisko służyło ściąganiu pieniędzy na uzytek ludzi, którzy je "prywatyzują".

    12.00. Po solidnym przespaniu się założyłem tymczasowy adres: [email protected]

    wszystkich chcących wstąpić do P-JKM lub poprzeć ja w jakiś sposób proszę o zgłaszanie się. Brata - Szlachcica po raz trzeci...)

    To na razie tyle. Szczegółowe wyjasnienie okoliczności mojego wystapienie z UPR - wieczorem.

  • 16-10-2009 23:52:00

    JE Wacław Klaus w d***kracji

    Trwa Konwentykl UPR. V-Prezesem UPR został kol.Robert Maurer. Niestety: nie miałem wtedy czasu na wpis. Ale już (01.16) jest:

    Ledwo wczoraj wysmażyłem tekst:

     

    Wroga L**u do psychuszki!

    Pa.Helena Gajdůšková to senatoressa, socjal-demokratka, członkini komisji d/s równego statusu kobiet i mężczyzn - i podkomisyj: d/s równego udziału kobiet i mężczyzn w podejmowaniu decyzyj, oraz: „handlu istotami ludzkimi”. Czy ta ostatnia jest od przehandlowania Czechów federastom?

    Pa.Gajdůšková (nie „Mrs” ani „Miss” tylko „Ms.”) zażądała wywalenia JE Wacława Klausa z prezydentury, jeśli nie podpisze On szybko Traktatu Lizbońskiego. To bardzo ważny krok na drodze do d***kracji totalnej.

    W Państwie Prawa istnieją zabezpieczenia przed Wolą L**u. Np. veto prezydenta. Jeśli prezydent ma prawo veto – to po to, by je czasem stosować. A pa.Gajdůšková twierdzi, że nie: jeśli p.Prezydent nie spełnia Woli L**u, to trzeba tego chwasta usunąć z drogi nieubłaganego Postępu.

    Nawet wykorzystując paragraf przewidziany na okoliczność, gdy prezydent jest obłożnie chory lub postrada zmysły.

    Następnym będzie wniosek o odesłanie Go do psychuszki. Jak w Sowietach. Bo przecież tylko wariat może nie marzyć o pełnej jedności z UE!

     

    Gdy dziś przeczytałem:

    http://wiadomosci.onet.pl/2061626,12,czesi_za_klausem_w_sprawie_traktatu,item.html

    że 2/3 Czechów i Morawian popiera swojego Prezydenta walczącego o nieratyfikowanie Traktatu Lizbońskiego „bez dodatkowych zabezpieczeń” przez działaniem Karty Praw Podstawowych – a ¾ odrzuca pomysł pa.Gajdůškovéj. Ciekawe,czy rozeźlonych federastów z praskiego Parlamentu, którzy już przebierają nogami, by kraść tak, jak się kradnie w „Europie” powstrzyma to przed próbą ograniczenia władzy p.Prezydenta?

    Obawiam się, że nie. Przecież Panowie D***kraci doskonale wiedzą, że L*d jest głupi; pokrzyczy, pokrzyczy – i zapomni.

    A ONI zrobią swoje.

    Natomiast dla UPR to kolejna ważna nauka: jeśli chcemy osiągać sukcesy, nie należy podkreślać, że (np.) w Karcie Praw Podstawowych złe jest to, że daje „prawa socjalne”. Nie – należy podkreślać, że złe jest to, że dopuszcza np. śluby homosiów i adopcję przez nich dzieci.

     

    To samo zrobił inny liberał, śp.Jerzy Haider: uderzył w nutkę nacjonalizmu i xenofobii.

     

    Oczywiście: jeśli chcemy mieć sukcesy...

    To dla tych moich zwolenników – twierdzących, że powinienem na ONETcie pisać wyłącznie o gospodarce.

  • 15-10-2009 23:49:00

    Wolność - Własność - Sprawiedliwość

    Takie są hasła UPR. Uzupełniamy je często o trzy następne: Prawda, Honor, Tradycja...

    Natomiast zapominamy często, że same hasła wymagają pewnych dopowiedzeń.

    Np. „Wolność”. Piękne hasło. Z tym, że również lewacy dużo wrzeszczą o Wolności. Zwłaszcza: o wolności od pasa w dół. O Wolności do gadania. Gdy natomiast zaczynamy mówić o wolności robienia rzeczy konkretnych – co w praktyce na ogół oznacza: pieniędzy – to już Wolność dla lewaka musi zostać zastąpiona „prawdziwą wolnością”.

    Czyli ograniczeniami...

    Tylko zupelnie innymi, niz u prawaków.

    Tym uzupełnieniem pojęcia „Wolność” jdla nas jest słowo „Odpowiedzialność”.

    My w UPRze uważamy, ze człowiek może być wolny tylko wtedy, gdy jednocześnie jest odpowiedzialny. Czyli możesz jeździć samochodem bez pasów – ale nie ma ubezpieczeń społecznych, więc w razie czego sam płacisz za swoje leczenie.

    Zresztą jeśli jeździsz w pasach – również.

    Problem w tym, że ludzie – zwłaszcza kobiety i dzieci – boja się odpowiedzialności. I takiej wolności, jaką my oferujemy – nie chcą.

    Dlatego właśnie Lewica nalega na prawa wyborcze kobiet – i obniżanie wieku wyborczego...

    Pamiętam moja rozmowę na spotkaniu w Nowym Dworze Gdańskim z młodym ćpunkiem. Spytał: „Czy u Pana wolno byłoby ćpać?

    Tak – odpowiedziałem – ale za odtrucie. Leczenie itp. to Pan sam będzie płacił!”.

    A to ja tak nie chcę. Gdyby Pan rządził, to ja bym nie ćpał”.

    I o to chodzi!

  • 14-10-2009 23:50:00

    Państwowy - czy: krajowy?

    Ja bardzo starannie odróżniam pojęcie "państwa" od pojęcia "kraju" ("naród" - to jeszcze inna sprawa). Często piszę nie tylko  "W czasach, gdy Polska okupowana była przez PRL" lub :"...przez Niemcy" - ale również "...przez III Rzeczpospolitą".

    To pozwala na ujednolicenie terminologii. Każdy kraj jest prawie zawsze okupowany przez jakieś państwo.

    By to lepiej wyjaśnić, cytat - z którym polemizowałem:

    Jednocześnie coraz liczniej prasa z kręgu tzw. euroentuzjastów donosi o rozmaitych absurdach zaleceń Brukseli, martwi się eurobiurokracją i spostrzega, że uczestnictwo w UE musi zarazem iść w parze z twardą obroną polskich interesów narodowych. Bardzo wyraźnie bowiem widać, że UE to jest zacięta walka każdego państwa o własne interesy.

    i teraz polemikka:

    Mogę się założyć, że w uszach czytelnika dowolnej gazety obydwa te zdania brzmią bardzo podobnie - właściwie jako pleonazm. W rzeczywistości niosą treść ze sobą sprzeczną!

    Otóż pierwsze z nich głosi, że „...uczestnictwo w UE musi zarazem iść w parze z twardą obroną polskich interesów narodowych”. Zakładam, że p.Marek Arpad Kowalski nie ma na myśli interesów „narodowych” sensu stricto (by rdzenni Polacy mieli przywileje w stosunku do nie-Polaków) lecz słowo „narodowy” rozumie w coraz to powszechniej używanym sensie „krajowy” - czyli chodzi Mu o „interesy mieszkańców Polski”. No dobrze - w takim razie zapytajmy: „Jakie to są interesy?”

    Przez interes Kraju rozumiem to, by mieszkańcom danego kraju żyło się lepiej, ciekawiej, sprawiedliwiej.. By towary z miesiąca na miesiąc coraz bardziej taniały, by krajowy przemysł coraz bardziej ekspandował na zewnątrz sławiąc markę „Made in Poland”, by nasze dziewczyny były coraz ładniejsze, a chłopcy coraz mądrzejsi i silniejsi.

    Chyba zgadzacie się Państwo, że są to cele miłe sercu?

    Dobrze: teraz czytamy drugie zdanie:

    Bardzo wyraźnie bowiem widać, że UE to jest zacięta walka każdego państwa o własne interesy.”

    Od razu mówię: jest to zdanie jak najbardziej prawdziwe!

    Wspólnota Europejska jest terenem, na którym każde państwo walczy o swoje interesy. Wystarczy zresztą - w naszym przypadku - przyjrzeć się liście przypadków, które III RP chce wyłączyć spod unijnego ustawodawstwa -przynajmniej na jakiś czas.

    Wszystkie one dotyczą jednego: III RP chce utrzymania status quo w kilkunastu dziedzinach.

    A w jakich?

    Czy może III RP domaga się, by Polacy płacili niższe podatki - w szczególności niższą akcyzę od alkoholu, papierosów i benzyny? Czy może chce, by nadal wolno było skręcać na zielonej strzałce i chodzić po drabinach bez idiotycznych unijnych przepisów oraz jeść banany i ogórki o dowolnym kształcie?

    Figa z makiem!

    III RP domaga się przedłużenia okresu działania państwowego górnictwa, hutnictwa, monopolu LOT-u (zdzierającego za bilety 6 [sześć!] razy więcej, niż brałyby konkurencyjne firmy) i zakazu sprzedaży ziemi cudzoziemcom.

    Wszystkie te postulaty są korzystne dla państwa polskiego, czyli okupujących nasz piękny kraj urzędników III RP. Natomiast niekorzystne dla mieszkańców Polski.

    Jak powszechnie już się pisze w prasie - nawet lewicowej! - reżymowe górnictwo służy do utrzymywania tysięcy urzędników na państwowych posadach - i okradania Polaków poprzez tzw. „spółki węglowe”. To samo tyczy monopolu „LOT”-u, TP S.A. - pozbawiona konkurencji - wykazała w ub. roku 2 miliardy zysku, sektor bankowy (gdzie też trzeba mieć koncesję, by dorwać się do naszych kieszeni - a potem podzielić się zyskiem z NBP) jeszcze więcej. A co do ziemi, to zakaz jej sprzedaży cudzoziemcom jest rujnujący dla Polski (bo cudzoziemcy wykupują ją obecnie przez podstawione osoby i „polskie” spółki 3 do 5.ciu razy taniej, niż musieliby płacić, gdyby pełną parą weszli obcy inwestorzy i cena wskutek zwiększonego popytu wzrosła; no, tak: ale wtedy III RP przy wywłaszczeniach musiałaby 4 razy więcej płacić ludziom - a urzędnicy płaciliby 4 razy więcej za ziemie wykupywane pod dacze od zrujnowanych rolników!

    Piszę to - by Państwo uświadomili sobie, że interesy obywateli Polski - i interesy państwa „polskiego” są ze sobą diametralnie sprzeczne.

    Nie ma w tym nic dziwnego. W prywatnej spółce też właściciele wolą mieć zyski - a zarząd może woleć np. wydać pieniądze na reprezentację, na działalność charytatywną (to Prezes Zarządu - a nie akcjonariusze - odbiera przed kamerami telewizji jakieś dyplomy...) lub po prostu wziąć w łapę od konkurenta. Tam jednak Kodeks Handlowy pilnuje interesów właścicieli - a ponadto ich liczba jest z reguły mniejsza i mogą się zebrać, by rozrzutny zarząd posłać na zieloną trawkę.

    Natomiast w państwie Zarząd (czyli Rząd) plus Rada Nadzorcza (czyli Sejm) mają interes całkowicie wyobcowany od interesu obywateli. Co więcej: to rząd projektuje ustawy, które niby mają go kontrolować!!! I nie ma żadnego Kodeksu, który by - niezależnie od Sejmu - mówił, czego robić nie wolno... Niby jest Konstytucja - ale ją też przecież układają ci sami politycy!

    W Republice nie ma na to sposobu. Dlatego każda republika z czasem pogrąża się w bałaganie i korupcji - bo nie ma właściciela, który by miał interes, by tych złodziei grosza publicznego wylać na zbitą mordę. Gdyby to był grosz prywatny - aaa, to co innego: ile-ż to razy słyszeliśmy, jak to król nieuczciwych urzędników kazał kołem łamać...

    A czy pamiętacie jeszcze Państwo, jakie były po wprowadzeniu w Polsce d***kracji pierwsze zmiany w Kodeksie Karnym?

    Tak: usunięcie artykułów 135 i 136 - o wysokich karach za „wielkie afery gospodarcze”.

    Widać: komuś na tym świadomie zależało...

     

     

  • 13-10-2009 23:53:00

    Już prawie nic o sytuacji w UPRze...

    Niestety: dzisiaj wpisu nie będzie - bo go usunąłem. Na pocieszenie piękny obrazek z oficjalnej strony Prezydenta Republiki Czeskiej.

    Jak widać można być we Wspólnocie Europejskiej - i nie eksponować flagi przyszłej Unii Europejskiej.

    Przypominam, że we Francji nie zrobiono referendum, gdyż Parlament oficjalnie ogłosił, że nie ma potrzeby, bo Unia Europejska nie jest państwem, na co dowodem jest, że nie posiada flagi! Z kolei pewne hrabstwo w Anglii (podałem kiedyś na blogu ONETu jego nazwę) nakazało usunięcie tej flagi z budynków samorządu, gdyż prawo zakazuje umieszczać tam flag "projektów politycznych". I to jest słuszna ocena stanu rzeczy.

    Tyle, że ten projekt może niedługo wejść w życie...

    =====

    PS. Uważam, że rację mają Komentatorzy, iż nie powinienem wewnętrznych problemów UPR rozstrzygając publicznie. Problem w tym, że niektórzy to u siebie robią – a ja mam temperament polemisty. Ale trudno: przydepczę gardło mej polemice, nie odpowiem nawet na monstrualną listę zarzutów, która sporządził pracowicie kol.Sekretarz O/Podlaskiego... Tyle tam sprzeczności, że aż serce się rwie by spytać np.: czy ja zanadto popieram innych prawicowców – czy też bezmyslnie robię wszystko, by ich zrazić...

    Nic to. Krótko podsumowując: ja uważam, że UPR powinna nadal robić swoje – odważnie bez kompromisów. Liczyć na tych wyborców PiS, którzy są rozczarowani zdrada idei niepodległości – i tych wyborców PO, którzy chcą liberalizmu, ale bez afer i bezpieki w tle.

    To wszystko...

    ... nie, nie wszystko!

    Właśnie ze strony "WPROST":

    http://www.wprost.pl/ar/174959/Panstwo-ma-nas-leczyc-i-wychowywac/

    możemy się dowiedzieć, dlaczego UPR nie odnosi sukcesów:

    Polacy oczekują od państwa zapewnienia wysokiego poziomu służby zdrowia oraz edukacji, zwalczania bezrobocia i różnicowania stawek podatkowych w zależności od dochodu. Większość Polaków nie popiera szybkiej prywatyzacji - wynika z sondażu CBOS.

    O tym, że rolą państwa jest przede wszystkim troska o służbę zdrowia i system edukacji przekonanych jest 86 procent respondentów. 71 procent wskazuje na potrzebę walki z bezrobociem oraz za wyższymi stawkami podatkowymi dla najbogatszych. 70 procent Polaków uważa, że prywatyzacja powinna być prowadzona powoli.

    Więcej państwa

    W porównaniu do poprzedniego badania na temat poglądów Polaków z jesieni 2007 roku liczba osób, które uważają, że obowiązkiem państwa jest zadbanie o służbę zdrowia i edukację wzrosła o 3 punkty procentowe. O tyle samo - z 8 proc. do 5 proc. - zmniejszył się odsetek osób przekonanych, że to obywatele powinni zadbać o zapewnienie sobie ochrony zdrowia i edukacji dla dzieci.

    Bezrobocie nam ciąży

    O 5 punktów procentowych zwiększyła się grupa badanych uznających, że bezrobocie należy bezwzględnie zwalczać. Obecnie 18 proc. respondentów jest zdania, że niewielkie bezrobocie jest pożyteczne dla gospodarki. Przed dwoma laty tego zdania było 23 proc.

    Liberalizm w odwrocie

    Przybyło zwolenników różnicowych stawek podatku dochodowego - ich liczba wzrosła z 67 proc. do 71 proc.. Podatek liniowy popiera 20 proc. badanych, o 1 procent mniej niż w poprzednim badaniu. Za szybką i dotycząca wielu przedsiębiorstw prywatyzacją opowiada się 11 proc. respondentów, podczas gdy dwa lata temu takiej odpowiedzi udzielało 13 procent ankietowanych.

    Takie są skutki tego, że i POUPR zaprzestały agresywnej propagandy!

  • 12-10-2009 23:49:00

    Jeszcze raz o sytuacji w UPRze

    Jest rzeczą zdumiewającą, że strona (główna, przynajmniej) UPR jest zamknieta dla polemik n/t sytuacji w UPR – w związku z czym dyskusje odbywaja się w dziwnych różnych miejscach – np. na moim portalu i są bardzo rozproszone. Mam nadzieję, że w przyszłości się to zmieni.

    Na mój tekst z 9-X P.Paweł Chojecki, prezes O/Lubelskiego dał kontr-polemikę, którą poniżej zamieszczam – z kilkoma uwagami.

    Wielce Szanowny Panie Januszu!

    Dziękuję, że zechciał Pan poświęcić czas na polemikę z moim tekstem. Pozwolę sobie na kilka słów komentarza.

    Swoje zachowanie wobec prof. Nowaka tak Pan tłumaczy:„Otóż ja tym mianem określiłem – nie po raz pierwszy – p.Ziobrę, a nie p.prof.JRN!!!” A przecież ja to wyraźnie zaznaczyłem w tekście. O tym, by tak Pan odezwał się do Gościa, nawet bym nie pomyślał. Samo jednak potraktowanie Jego kandydata – czyli człowieka, którego musi cenić – takim określeniem jest w tym kontekście niepotrzebne i pokazuje Pańską trudność w budowaniu porozumienia z ludźmi, którzy się od Pana różnią ideologicznie.

    Przepraszam – przeczytałem Pański tekst jeszcze raz i upieram się przy swojej interpretacji. Widocznie Pan niejasno sformułował tamto zdanie.. Mniejsza o to. Natomiast bardzo lubię i cenię p.prof.JRN – i gdybym widział choć cień szansy na jakis wspólny start w wyborach, to bym na pewno się od takich wypowiedzi, nawet dla wewnętrznego przecież grona, powstrzymał. Ponieważ ich nie widzę, mogłem sobie pozwolić powiedzieć prawdę.

      Twierdzi Pan: „Ja mogę współpracować i z hitlerowcem – tylko nie godzę się na nazywanie go np. „konserwatywnym liberałem”. Nazywanie rzeczy po imieniu to obowiązek.” Nie widzę podstaw do takiego obowiązku, szczególnie przy dość dużej różnicy w percepcji pojęć u dzisiejszego słuchacza. W tym wypadku dla Pana „hitlerowiec” to tylko neutralne określenie pewnego nurtu socjalizmu, dla większości Polaków to synonim najgorszego zła. Nie biorąc pod uwagę tego stanu rzeczy, skazuje Pan siebie (i niejako nas wszystkich) na niezrozumienie czy nawet śmieszność.

    Co do p.Zbigniewa Ziobry: mam już swoje lata, bogate doświadczenie polityczne oraz bardzo dużo lektur z historiozofii i polityki. Określenie „narodowy socjalista” jest u mnie neutralne – ale „hitlerowiec” - nim nie jest. I oświadczam, że jeśli by p.Zbigniew Ziobro miał dojść w Polsce do władzy, to ja natychmiast emigruję.

    Adolf Hitler przed 1933 rokiem też był obiecującym młodym politykiem.

    Sojusz z LPR-em tak Pan usprawiedliwia: „Przy okazji: bez LPR-u nie uzbieralibyśmy podpisów”. Zapewne pamięta Pan, co wtedy radziłem – stanąć z boku tego plebiscytu (nie marnować pieniędzy, czasu i dobrego imienia UPR-u) lub dać komunikat prasowy, że w obliczu wyboru pomiędzy niedoskonałą IV RP a powrotem do Republiki Kolesiów PO zachęcamy naszych sympatyków do poparcia tej pierwszej opcji. Dziś i Pan przyznaje, że LPR grała na osłabienie PiS-u i w rzeczywistości było to na rękę PO. Czy warto było stanąć po tej stronie barykady??? Niestety, w ostatnich wyborach do europarlamentu sytuacja się powtórzyła. Wprowadził Pan zamieszanie w szeregi UPR, ogłaszając zbiórkę podpisów na Libertas, a redaktor naczelny Najwyższego Czasu osobiście wsparł to nowe wcielenie LPR i nawoływał do głosowania na Libertas, argumentując, że jest tam wielu UPR-owców… Czy rzeczywiście nie ma Pan na niego żadnego wpływu? Czy nie mógł Pan przynajmniej w swojej rubryce potępić wrogiej wobec UPR działalności redaktora NCz??? Dzisiaj na swoim blogu ostro ocenia Pan postępek p. Tyszki: „natomiast szczury uciekają z tonącego okrętu (by wspomnieć o mianowanym przez p.Prezesa: Rzeczniku Prasowym…)”. Dlaczego wtedy nie napisał Pan tego o p. Sommerze?

    Bo p.Sommer nie jest – i nigdy nie był – Członkiem UPR. Natomiast co do linii programowej, to osłabienie PiSu uwazam za jak najwłaściwsze. Wolę, gdy panuje Republika Kolesiów, którzy ukradną rocznie 5 miliardów – niż gdy rządzą ludzie, którzy wyrzucą w błoto rocznie 100 miliardów. Natomiast JE Lecha Kaczyńskiego popierałem tylko dlatego, że był cień szansy, iż sprzeciwi się polityce pro-niemieckiej PO. Cień się rozwiał – i nie może być dla PiSu litości. Ta partia musi zniknąć – tak samo, jak zniknęła była AWS – jeśli chcemy mieć więcej miejsca na scenie politycznej.

    A jeśli uważa Pan, że PiS nie tworzył Republiki Kolesi... Cóż, proponuję iść do okulisty.

    Przypominam, ze parę lat temu proponował Pan:

    Oczywiście możliwy jest również scenariusz, że Kaczyński to tylko „wilk w owczej skórze”, który ma zmylić patriotycznie nastawionych Polaków i w odpowiednim momencie sprzedać nas Unii. Ale w takim razie te wybory nie mają już żadnego znaczenia…
    Pozostaje więc jedyna sensowna dla
    UPR opcja - poprzeć bezwarunkowo PiS i nie marnować wysiłku działaczy na bezsensowna kampanię. Możnaby oczywiście po cichu wytargować przy tym trochę miejsca w telewizji po wyborach. W ten sposób UPR nie przyłożyłoby ręki do antypisowskiego frontu i miałoby szanse na kształtowanie wolnościowego myślenia Polaków w RP, a nie w unijnym landzie. Z LPR hańba i niebyt…

    Paweł Chojecki
    były członek
    UPR

    Nadal chce Pan popierac bezwarunkowo PiS? Przypominam: nie dopuszczę do powtórzenia błedu niemieckich konserwatystów, którzy poparli Hitlera... i tylko część uszła potem z życiem...

     JKM: „I wreszcie: partia bez dojść do mediów, tylko dzięki wygłaszaniu kontrowersyjnych tez, może się przebić. Ważne, by te tezy były prawdziwe.”Niestety, nie ma Pan absolutnie racji i powie to Panu każdy spec od marketingu. Ludzie nie oceniają w pierwszej kolejności RACJI dyskutanta, tylko FORMĘ jego przekazu. Właśnie formą, mając dość często rację, zniechęca Pan do niej przeciętnego widza i napędza Pan nam elektorat negatywny. Kontrowersyjnymi wypowiedziami można dotrzeć do 1-2 % odbiorców i do nich dotarł Pan już wiele lat temu. Stąd nasze poparcie nadal oscyluje w okolicach 1%. Niech Pan wykorzysta swoją inteligencję, opanuje emocje i dotrze do przynajmniej 5 dalszych procent! Pan jednak metodycznie nie chce tego zrobić i głównie dlatego z Pana gorącego zwolennika (czemu Pan, mam nadzieję, nie zaprzeczy), stałem się Pana krytykiem.

    JKM: „Reasumując: w Pańskim tekście widzę echo 3-4 gotowych formułek wyprodukowanych w „departamencie plotki”(on się teraz jakoś inaczej nazywa) MSWiA, które Pan w dobrej wierze upowszechnia.” Oczywiście nie można tego wykluczyć, ale też i Pan nie może wykluczyć, że jest narzędziem w rękach razwiedki, by nie dopuścić do powstania znaczącej i niekoncesjonowanej partii prawicowej w Polsce. Argumentem dla tej tezy jest świadectwo Jerzego Urbana. Zakładam, że jest prawdziwe, ponieważ napisał je w 1990 roku, a o ile wiem, Pan po tym czasie utrzymuje z nim stosunki towarzyskie. Gdyby Pana zniesławił, zerwałby je Pan, nieprawdaż? A oto to świadectwo:

    Przywódca Ruchu Polityki Realnej. Barwna postać zawsze w muszce. Łączy nas stara znajomość i niechęć do "Solidarności". Korwin-Mikke stworzył własną, kieszonkową partię - Ruch Polityki Realnej. Jest to ugrupowanie konserwatywno-liberalne, sprzymierzone z monarchistami, których mamy razem trzech. (...) Chodziło o to, że on przecież był opozycją, więc co innego występ gościnny w "Polityce", a co innego, kiedy utrwali się jako stały autor pisma. Poza tym bałem się, że za tego wroga socjalizmu dostaniemy po uszach. Zrobiłem więc coś, czego nigdy nie czyniliśmy i za co Rakowski zdarłby ze mnie skórę. Zadzwoniłem do MSW i poprosiłem ich o opinię na temat roli Korwin-Mikkego. Nasze władze bowiem - mówiłem - leją nas za drukowanie ludzi z opozycyjnego podziemia, a skąd my niby mamy znać grzechy różnych autorów, wiedzieć, gdzie są zapisani i  w jaki sposób ryją pod naszym ustrojem?
        Odpowiednia komórka MSW odparła, że możemy spokojnie go drukować. (…) Kiedy zostałem szefem telewizji, Korwin-Mikke skarżył mi się, że go nie pokazują na ekranie. Poleciłem dawać go na ekran, ile tylko wlezie, bo to polityk prawdziwie niezależny.


    Cytat jest prawdziwy – warto tylko dodać, że „stara znajomość” z p.Jerzym polegala na tym, że odrzucił mi WSZYSTKIE teksty, które kiedykolwiek przyniosłem do redakcjiPOLITYKI”... A w TVP pokazywał tylko w "Otwartym Studio". Ma Pan też rację, że do zdecydowanej większości ludzi nie przemawia racja. Zna Pan powiedzenie: "Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć?"

     
    JKM: „… użyję Argumentu Ostatecznego, który Pana wątpliwości rozwieje.
    Otóż gdyby ta agentura i popierający ja naiwniacy rzeczywiście uważali, że JKM szkodzi wizerunkowi
    UPR, to przecież nie staraliby się przejąć UPR (która co najmniej przez 25 lat będzie kojarzona z JKM), tylko założyliby zupełnie nową partię (z tym samym programem, oczywiście), odżegnując się od jakichkolwiek skojarzeń z JKM! Albo więc nie umieją myśleć logicznie (a tacy ludzie nie powinni przewodzić partiom politycznym), albo ich celem nie jest naprawa UPR ( …)”

    Rozumiem, że „agenturą” określa Pan zwolenników obecnego prezesa Witczaka. Pańskie rozumowanie jest tylko z pozoru słuszne, ponieważ nie dostrzega Pan większej złożoności zjawiska. Przykładowo – można uważać, że szkodzi Pan Partii i jednocześnie starać się przejąć
    UPR w nadziei, że uda się szybciej, niż Pan zakłada, zneutralizować skojarzenie z Pańską osobą. Zapewne nieświadomie przyczynia się Pan do takiego scenariusza, wydając wojnę B. Witczakowi i już teraz zapowiadając swe szumne odejście, gdy Jego linia zwycięży.

    dawny zagorzały zwolennik
    Paweł Chojecki 

     

    Na argument Pan nie odpowiedział: po co przejmowac UPR, która kojarzy się jakoś z JKM, kiedy mozna założyć nową partię?... Myli sie Pan też co do tego, kogo uważam za "agenturę". Mamy – jak każda partia – u siebie agenturę służb specjalnych – i, podejrzewam, tego jej odłamu, który sprzyja PiSowi. P. Prezesem Bolesławem Witczakiem w ogóle się już nie przejmuję, traktuje Go uprzejmie – z tym, że uważam Go za byłego prezesa, o czym Pan się niedługo przekona. 

                   Serdecznie pozdrawiam,

                                              Janusz Korwin-Mikke

     

  • 11-10-2009 23:49:00

    Po dawce powagi, przy niedzieli, dla odprężenia:

    Z siedzenia pasażera

    Wypiłem kilka kieliszków wina - i jadąc z synem, postanowiłem wystąpić w roli pasażera. Chyba ze trzy razy powstrzymałem się od okrzyku: "Co Ty robisz?" - a raz się nie powstrzymałem...

    Tymczasem moje dziecię prowadziło dokładnie tak samo, jak ja bym prowadził. Tylko inaczej widzi się sytuację, gdy ma się kontrolę nad kierownicą, pedałem sprzęgła, gazu i hamulca - a inaczej, gdy jest się wiezionym tłumoczkiem.

    I to jest jeszcze jeden argument przeciwko d***kracji.

    Gdy kierujący państwem są kontrolowani przez obywateli, to ci nie pozwalają na żadne śmielsze manewry. Nawet nie dlatego, że są od rządzących głupsi (na ogół są...) - ale po prostu dlatego, że z ich punktu widzenia wszystko wydaje się niebezpieczne.

    Zagrożenie bezczelnemu sąsiadowi wojną? Likwidacja reżymowego szkolnictwa? Likwidacja - tfu... "służby zdrowia"? Po co to, Panie, ryzykować? Do tej pory było jako-tako - to i dalej będzie...

    Więc tak to się toczy. Ku przepaści. Ale spokojniutko...

     

    A ja jestem zwolennikiem prowadzenia państwa tak, jak to robi p.Robert Kubica - a nie jak dobrze wychowana panienka z dobrego domu!

    Ostro! Tylko tak się zwycięża!

  • 10-10-2009 20:47:00

    Tekst Oświadczenia JE Wacława Klausa, Prezydenta Republiki Czeskiej

    dotyczącego ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego

     

    Na wstępie chciałbym powiedzieć, że spodziewałem się konferencji prasowej na ten temat nieco później, z pewnością nie już dziś po południu. Po wczorajszej rozmowie telefonicznej z premierem Szwecji [Fryderykiem] Reinfeldtem, a ściślej po pewnej jego niedyskrecji w/s treści naszej rozmowy - o której uzgodniliśmy, że będzie poufna - powstało wiele spekulacji, które chcę powstrzymać.Także dzisiejsze spotkanie z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, [Jerzym] Buzkiem prowadzi mnie do wniosku, że muszę już publicznie coś bardziej konkretnego powiedzieć o swoim stanowisko w tej sprawie. Nie chciałem tej ważnej rzeczy niepotrzebnie przyspieszać, ponieważ kwestią kompleksowej oceny Traktatu Lizbońskiego zajmuje się obecnie nasz Trybunał Konstytucyjny. To, co teraz chcę Wam oznajmić, nie ma z postanowieniem Trybunału Konstytucyjnego żadnego bezpośredniego związku.

    Wielu sobie nawet tego nie uświadamia, jak zasadniczą zmianę oznacza Traktat Lizboński dla Czech. Ten traktat – jak wiecie – uważałem zawsze za złą ewolucję Unii Europejskiej. Pogłębia obecne problemy UE, zwiększa jej deficyt demokratyczny, pogarsza pozycję naszego kraju i naraża go na nowe zagrożenia. Między innymi także dlatego, że doprowadzi do zagrożenia prawnych zabezpieczeń obywateli i stabilności stosunków własnościowych w naszym kraju.

    Integralną częścią Traktatu Lizbońskiego jest Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Na jej podstawie luksemburski Trybunał Sprawiedliwości UE będzie osądzał, czy ustawodawstwo, zwyczaje i procedury stosowane w państwach członkowskich są zgodne z tą Kartą. To umożliwi obchodzenie sądów czeskich i składanie np. roszczeń majątkowych przez osoby wysiedlone po II wojnie światowej bezpośrednio do Trybunału Sprawiedliwości UE. Karta pozwala nawet na badanie już prawomocnych postanowień sądów czeskich.

    Poprzedni rząd czeski tej – dla Republiki Czeskiej niezwykle doniosłej – kwestii nie poświęcił dostatecznej uwagi i nie wynegocjował dla Republiki Czeskiej takiego wyjątku, jaki dla siebie wynegocjowała Polska i Wielka Brytania. W zakresie praw określonych w Karcie będzie w tych dwóch krajach nadal obowiązywało ich własne prawo i będą o nich np. w Polsce w dalszym ciągu decydowały sądy polskie.

    Przed ratyfikacją Republika Czeska musi przynajmniej dodatkowo wynegocjować podobną klauzulę. To da nam gwarancję, że Traktat Lizboński nie umożliwi złamania tzw. dekretów Beneša.

    Myślę, że tę klauzulę da się szybko wypracować.

     

    Podpisano:

     

                                       Wacław Klaus,

     

                                    Zamek Praski, 9-X-2009

  • 09-10-2009 15:53:00

    Jeszcze o sytuacji w UPRze

    W związku z tekstem p.Prezesa O/Lubelskiego UPR (link podałem 6-X : http://www.kapitalizm.org/?action=show_article&art_id=6027) wysłałem doŃ list:

    Dziękuje za życzenia i ogólną życzliwość. Pozwolę sobie jednak sprostować kilka faktów i opinii wyrażonych przez Pana w tekście „JKM - SIŁA CZY SŁABOŚĆ UNII POLITYKI REALNEJ?”.

    Najpierw sprostowania. Napisał Pan: „(...) niesamowita zdolność JKM do obrażania i zrażania sobie ludzi. Gdy prof. Nowak wspominał o p. Ziobrze, JKM przez nikogo nie pytany natychmiast okrasił go mianem ”hitlerowca”. Prof. Nowak był zaproszony w charakterze gościa i już z tego powodu nie wolno było tak go potraktować. W polityce trzeba umieć porozumieć się i współdziałać z ludźmi, z którymi nas wiele dzieli”. Otóż ja tym mianem określiłem – nie po raz pierwszy – p.Ziobrę – a nie p.prof.JRN!!! A poza tym: ja mogę współpracować z ludźmi, od których wiele mnie dzieli – by wspomnieć o wspólnym starcie z PO, z LPR i PiSem (na Podlasie) nie można współpracować jednak z ludźmi, „z którymi wiele nas dzieli” nie ustaliwszy uprzednio, czy nas coś dzieli – i co! Ja mogę współpracować i z hitlerowcem – tylko nie godzę się na nazywanie go np. „konserwatywnym liberałem”. Nazywanie rzeczy po imieniu to obowiązek.

    Przy okazji wyjaśniam, że jak wynika z badan sondażowych tylko w jednych wyborach odsetek glosujących na mnie kobiet był niższy, niż mężczyzn – to tyle o „zrażaniu sobie kobiet”. Co do sojuszu z LPRem – choć nie byłem we władzach biorę na siebie wielka część winy; tylko w takim razie proszę mi nie zarzucać, że źle traktuje p.prof.JRN... Przy okazji: bez LPR nie uzbieralibyśmy podpisów (NB: czy obecne Kierownictwa akcje ich zbierania już przygotowało? Przecież wybory mogą być jeszcze przed Świętami!) i nie mielibyśmy pieniędzy.

    O tym, kto z Władz odpowie za ich zmarnowanie, pogadamy na Konwencie.

    I wreszcie: partia bez dojść do mediów tylko dzięki wygłaszaniu kontrowersyjnych tez może się przebić. Ważne, by te tezy były prawdziwe.

    Dalsze sprostowanie: na wykładzie w Wiśniowej Górze nie postulowałem wypłacania emerytom złotówki miesięcznie! Zapewne skontaminowały się Panu dwie tezy: moja uwaga, że Konstytucja gwarantuje prawo do emerytury – ale nie mówi o jej wysokości; więc może to być i złotówka. I propozycja śp.Krzysztofa Dzierżawskiego – by wszystkim emerytom wypłacać po $100 (obecnie pewnie mówiłby o $200) miesięcznie. Oczywiście wtedy i eSBekom – bo jak wszystkim, to wszystkim. Jeśli natomiast wypłacamy w proporcjach ustalonych w PRL – to trzeba i eSBekom. Chyba wyjaśniłem to przekonująco w wielu artykułach.

    Nie wiem, co Pan rozumie, panie Pawle, przez „nasz elektorat” - ale skąd Pan wie, co go zraża, a co przyciąga? Na pewno sporo z nich to wielbiciele śp.gen. Augusta Pinocheta; czy jest Pan pewien, że dla ich pozyskania trzeba basować wszystkim, również niesprawiedliwym, atakom na p.gen.Wojciecha Jaruzelskiego?

    Bo ja – nie!

    O mojej „opcji kremlowskiej” nawet pisać mi się nie chce – zwracam jednak uwagę, że narodowcy (a częściowo i konserwatyści) są raczej (albo i zdecydowanie!) pro-rosyjscy. Proszę zapytać p.prof.JRN, potencjalnego koalicjanta...

    Co do życzeń: twierdzi Pan, że zamiast polityką powinienem zająć się publicystyką. Doskonały pomysł - zwracam tylko uwagę, że jest to nielogiczne; nie będąc w partii mógłbym wreszcie przestać się hamować i zacząć pisać już wszystko to, co naprawdę myślę – a więc (Pana zdaniem) skutecznie zrażać wyborców. Zapewniam Pana, że mam kilka tekstów, które przydałyby mi sławy jako radykalnemu publicyście...

    Reasumując: w Pańskim tekście widzę echo 3-4 gotowych formułek wyprodukowanych w „departamencie plotki” (on się teraz jakoś inaczej nazywa) MSWiA, które Pan w dobrej wierze upowszechnia. Myślę, że teraz zdaje Pan sobie sprawę, że są one sprzeczne z rzeczywistością – a czasem nawet: ze sobą.

    Jeśli nie – to użyję Argumentu Ostatecznego, który Pana wątpliwości rozwieje.

    Otóż gdyby ta agentura (i popierający ja naiwniacy) rzeczywiście uważali, że JKM szkodzi wizerunkowi UPR, to przecież nie staraliby się przejąć UPR (która co najmniej przez 25 lat będzie kojarzona z JKM) tylko założyliby zupełnie nową partię (z tym samym programem, oczywiście) odżegnując się od jakichkolwiek skojarzeń z JKM!

    Albo więc nie umieją myśleć logicznie (a tacy ludzie nie powinni przewodzić partiom politycznem), albo ich celem nie jest naprawa UPR – lecz zniszczenie UPR i usunięcie mnie – co nam już obiecała bezpieka po przejściu Uchwały Lustracyjnej w 1992 roku

    Pozostaję z poważaniem

    Janusz KORWIN-MIKKE

    PS. Proszę też przeczytać komentarz: http://korwin-mikke.pl/forum/read.php?4,12099,12129#msg-12129

  • 08-10-2009 23:48:00

    Tak, oczywiście: chodziło o Andrzeja Czumę

    jak słusznie zauważył {marg} - dodając: ." Ale mówił też Pan potem, iż jak nie zrobił co zamierzał przez 60 dni bodajże to raczej już niewiele zrobi.... Ale na pewno w tych dniach Pana zaskoczył na potęgę. Tak to My Polacy, bywa że dla samych siebie jesteśmy nieprzewidywalni. Pzdr". Hmmm: na ten temat napisałem dwa dni temu w "Dzienniku Polskim" tak::

    Niezależny mógłby brykać

    P. Rafał A. Ziemkiewicz na swoim blogu już pięć dni temu przeprosił za to, że popierał Andrzeja Czumę jako ministra. Natychmiast uczyniłem to samo - a czuję się znacznie bardziej winny, bo popierałem Go entuzjastycznie, i nawet osobiście poszedłem do pałacu prezydenckiego na uroczystość nominacji.

    Stąd kilka nauk. Nie popierać - tylko na podstawie legendy i osobistej znajomości. A druga taka, że nie wolno wybierać na senatora, posła, ministra - ludzi nie mających samodzielnego majątku - takiego, że przeżyją na znośnym poziomie dwa lata bez pracy. A już nigdy takiego, kto ma kłopoty finansowe.

    Andrzej "poświadczając niewinność" WCzc.Zbigniewa Chlebowskiego, zniszczył swoją legendę. Poparł swojego Parteigenosse - bo chciał się podlizać tym, którzy dali Mu posadę. Obrzydliwość.

    Trzecia nauka: ONI zawsze dają na posady tych, co mają kłopoty - lub tych, na których są haki. Uczciwy i niezależny mógłby brykać. A taki zawsze gorliwie poprze.

    Tfu!


    {q-bazz} spytał: "Prosiłbym o wytłumaczenie, jak to się stało, że jeszcze niedawno zwany przez Pana bodajże "uczciwy" człowiek, tak się zmienił. Władza deprawuje aż do tego stopnia czy po prostu się Pan pomylił?" Odpowiedź brzmi: i jedno - i drugie. Pomyliłem się - bo chciałem wierzyć, że jest to człowiek prawy. Czasem chce się mieć złudzenia. Natomiast... Jednak bardzo się zmienił. Już parę dni przed tą aferą miałem sygnał (w innej sprawie), że "On musi jednak postępować tak, jak postępuje, bo jest mianowany przez PO"...

    Tak, że ta afera mnie nie zaskoczyła.

    I jeszcze jedna wypowiedź: "A co powiecie na to http://tiny.pl/hql93 Ja bym chciał żeby Czuma był nadal ministrem. Bardzo bym chciał żeby wrócił nawet jeśli się trochę zmienił. Teraz może przyjść ktoś podobny do ćwokalskiego. Czuma był dla wielu ludzi o,których nawet nie wiemy nadzieją. Nawet jeśli nowy minister (co jest mało prawdopodobne) byłby kimś przyzwoitym to i tak nie będzie miał u ludzi zaufania. Czuma był symbolem, ja nie mówię o ludziach z wielkiej polityki, tylko o poważnych sprawach,które dotyczą anonimowych ludzi. Czuma z pewnością zrobiłby wiele dobrego - a nie wiemy ilu ludziom pomógł przez ten czas kiedy był ministrem"

    Niestety: minister nie jest po to, by robić ludziom dobrze - tylko od tego, by rządzić. I nic w tym zakresie nie dało się zauważyć...

  • 07-10-2009 23:51:00

    Konsultacje i lojalność

    ŚP.Winston L.S.Churchill mawiał, że „Konsultacje – to wspaniała rzecz; zawsze mogę skonsultować się z tobą, czy uciąć ci głowę – a po konsultacji ci ja uciąć”. Polskie przepisy, pisane przez kretynów dla idiotów, przewidują, że premier przed odwołaniem szefa CBA musi skonsultować to z Panem Prezydentem i szefem Komisji d/s Służb Specjalnych – ale p.Donald Tusk uczciwie zapowiedział, że skonsultuje – i odwoła.

    To na pewno nie zostanie Mu zapomniane i wybaczone – z całą pewnością dobrze na tym wyjdą WCzc.Jarosław Kaczyński z Bratem, więc tym bardziej nie zapomną i nie wybaczą. Należy też sądzić, że p.Mariusz Kamiński ma na dyskietkach sporo rozmaitych materiałów – więc ruszenie Go grozi śmiercią lub kalectwem.

    Ale, pomijając argumenty „polityczne”: Zarzutem, który miał spowodować usunięcie, nie jest ponoć ruszenie sprawy „hazardu”, ani nawet (bo to już było zbyt grubymi nićmi szyte: przekroczenie przez CBA uprawnienie w aferze „gruntowej” (Kaczyński-Lepper). Przyczyną miałoby być to, że p.Kamiński nielojalnie informował p.Premiera o zawiązującej się aferze.

    Tymczasem, jak łatwo sprawdzić w źródłach z Kancelarii p.Premiera, p.Kamiński poinformował Go niesłychanie rzetelnie. Opisał sytuację – i dodał, że prawo nie zostało złamane, ale z powodów etyczno-politycznych sytuacja jest bardzo groźna.

    I tak rzeczywiście było – i jest. Nie wiem, jakie paragrafy mogą tu wchodzić w grę, ale jeśli PO ma w programie zmniejszenie podatków, to nie można mieć pretensji o to, że ministrowie PO chcą je zmniejszyć!

    Jeśli PO miałaby w programie „polepszenie stosunków z Rurytanią” i Radosław Sikorski wybierał się do Rurytanii, i ktoś podszedł doŃ i powiedział; „Przeleję na konto Pańskiej partii 500.000 zł, a Panu prywatnie dam 50.000 jeśli uda się Panu polepszyć stosunki z Rurytanią" – to czy przyjęcie tych pieniędzy byłoby czynem kryminalnym? Nie wiem. Natomiast z punktu widzenia etyki jest to wysoce naganne, a z punktu widzenia politycznego...

    ...wszyscy widzą, jakie tego były polityczne skutki!

    Dokładnie takie, jak przedstawił to p.Kamiński.

    Oskarżanie Go o nielojalność jest więc bzdurą.

    Ja nie mam żadnego sentymentu do p.Mariusza Kamińskiego. Uważam przy tym, że ma On typowego dla PiSmenów ćwieka we łbie: za wszelka cenę chce dokopać ludziom z b.PZPR (chyba, że akurat pracują dla PiSu...). Jednak szef CBA nie ma władzy karania, i jeśli potraktuje kogoś niesprawiedliwie, to zawsze można przeprosić, ew. zapłacić odszkodowanie. Ale ten człowiek coś robił – a ilu mamy ludzi, którzy mają możliwości walki z korupcją – i nie kiwną nawet palcem?

    =====

    PS. Pytano mnie, do jakich przeprosin p.Rafała A.Ziemkiewicza się przyłączam? Myślałem, że to oczywiste. Jutro o tym napiszę.

    A pojutrze – a może nawet jutro - poodpowiadam na wszystkie głosy w sprawie sytuacji w UPR.

  • 06-10-2009 23:46:00

    Sytuacja w UPR – czyli: Ryba psuje się od głowy

    Koń, jaki jest, każdy widzi. I taka jest sytuacja w UPRze. Doskonale widać to po tym, że UPR nigdzie nie widać. A nie widać – bo UPR nie działa. Nie działa – bo kierownictwo stara się, by nie działało.

    W partii, która stawia na małą biurokrację, na samodzielność, na niskie koszta – lokal partyjny przy prestiżowym Nowym Świecie stoi pusty. Podobno dwa razy w tygodniu po dwie godziny są dyżury – ale gdy raz przyszedłem w godzinach dyżurów, pocałowałem klamkę (NB. uprzednio nowe Kierownictwo pozmieniało zamki). Nowe Kierownictwo stawia na hasło: „Siła spokoju” - i usiłuje upodobnić się do innych partyj – w nadziei, że to da sukces wyborczy.

    Wybory do PE pokazały, że nawet przy tak niskiej frekwencji sukcesu nie udało się osiągnąć.

    Partia rozdzierana jest na dwie frakcje: „korwinistów” i „anty-korwinistów”. Ci pierwsi twierdzą, że tylko JKM i na resztę nie warto się oglądać – ci drudzy, że brakowi sukcesu winien jest JKM – i gdyby nie było JKM to byśmy mieli co najmniej 15% głosów (dobrze byłoby jeszcze zmienić flagę, nazwę partii, statut i trochę program).

    Ta różnica jest nie tylko personalna: chodzi o styl rządzenia partia – a raczej: styl nadawania jej ducha. Nie da się wygrać postępując tak, jak inne partie – bo grając w tę samą grę jesteśmy na pozycji z góry straconej: mamy mniej pieniędzy. Jedyna szansa, to mówić prawdę: jesteśmy zupełnie inni, niż inne partie. I będziemy prowadzić politykę zupełnie inną, niż tamte bandy złodziei i pazernych idiotów.

    Tak – trzeba używać takiego języka. Twierdzę, że gdyby w wyborach do PE (tych – albo poprzednich) zapowiedzieć, że chcemy wszystkich federastów wrzucić w szambo (z dobrą grą obrazkową w Sieci) – to byśmy mieli jakieś szanse. Może nawet poważne. To, co zrobiło obecne Kierownictwo Partii (NB. podobno Rada Główna uchwaliła ostatnio, ze kampania do PE była bardzo dobra!!!) to po prostu żenada.

    Jednocześnie Kierownictwo Partii domaga uzgadniania z nim wszystkich szczegółów działalności – skutecznie paraliżując inicjatywy lokalne. Utrudnia się nawet wstępowanie do Partii!! Sadzę, że nie jest to sprawka agentury (podejrzewam że w kierownictwie jest 2-3 agentów – nie wiem: PiS czy ABW – ale nie to jest problemem) lecz po prostu bezbarwnej osobowości kol.Prezesa i dobieranych przezeŃ ludzi.

    Obecnie Kierownictwo z całą pewnością nie otrzyma absolutorium za swoje poczynania (w tym i finansowe!) na nadchodzącym Konwencie (gdyby otrzymało – to wybucham śmiechem i występuję z UPR - bo to świadczyłoby o kompletnym i śmiesznym, beznadziejnym ugrzęźnięciu w samozadowoleniu połowy Delegatów) – ale to nie rozwiązuje problemu.

    Już siedem lat nie jestem Prezesem UPR. Nie było to, niestety, siedem lat tłustych. Tymczasem w Partie trzeba tchnąc nowego ducha – a raczej: przywrócić starego. Ducha Wojownika – jak mawiał śp.Stefan Kisielewski Bez tego umrzemy. Ludzie, którzy chcą coś robić – odchodzą lub są odsuwani na boczny tor, jak np. kol.Dobromir Sosnierz – natomiast szczury uciekają z tonącego pokrętu (by wspomnieć mianowanych przez p.Prezesa: Rzeczniku Prasowym i GenSeku). Jeszcze więcej po prostu rezygnuje.

    Teraz jest ogromna szansa – ale trzeba się pokazać. PO straci zapewne ok. 10% poparcia – i ci ludzie powinni przejść do UPR. Ale nie przejdą – bo UPR nie widać.

    Problemem UPR jest niewątpliwie JKM. Ktokolwiek byłby prezesem, będzie miał ten problem na karku. Są tylko dwie drogi usunięcia tego problemu: śmierć JKM – lub przejęcie przezeń funkcji Prezesa. Ta druga wydaje się bardziej realna.

    Jestem człowiekiem leniwym – więc lubię, gdy się mnie w czymś wyręcza. Jednak oglądanie przez siedem lat, jak Partia tonie – było dla mnie dużym wysiłkiem. Przez te 7 lat niemal w ogóle nie mieszałem się do spraw wewnątrzpartyjnych – a już w ogóle: do organizacyjnych. Nie widać, by to Partii w czymkolwiek pomogło (to piszę do „anty-korwinistów).

    Teraz, gdy woda sięga po burtę, chcę przełamać swoje lenistwo.

    Co, oczywiście, uda się tylko, jeśli mi w tym, Koledzy, pomożecie.

    =====

    PS. Nie mam zamiaru odpowiadać na zaczepki p.Prezesa na stronie freezone

    http://frizona.pl/index.php?topic=3000.msg52084#msg52084

    (rozbawiła mnie tylko uwaga, że powinienem myśleć o nie marnowaniu wysiłku setek Członków - w ustach człowieka, który własnoręcznie zmarnował taki wysiłek przy zbieraniu podpisów na Podkarpaciu). Kol.Chojeckiemu odpowiem na Jego stronie:

    http://www.kapitalizm.org/?action=show_article&art_id=6027

     

     

     

     

     

  • 05-10-2009 23:55:00

    Sprywatyzować CBA itd. Tekst o UPR – jutro.

     

    P.Jarosław Sokołowski (ps. „Masa”) oświadczył w „Teraz MY”:

    http://wiadomosci.onet.pl/2055162,448,masa_jesli_powstanie_komisja_sledcza_ds_hazardu__to_niewielu_politykow_zostanie_na_rynku,item.html

    że popiera pomysł powołania komisji śledczej ws. hazardu, która zajmie się nie tylko obecną aferą, ale i wcześniejszymi sprawami. „Ale wtedy zostałoby bardzo niewielu polityków na rynku”. Na co jeden z Komentatorów, {~oj boli}, napisał: „Prawda jest porażająca; gostek niedługo dziwnie »skończy« z czyjąś pomocą”.

    Moim zdaniem się myli.

    Myli się – gdyż sektor gier hazardowych to stosunkowo drobne poletko. Gdyby ktoś wziął się za powiązania polityków z gangsterami narkotykowymi – o, to by nie przeżył (zauważyli Państwo, że żaden ze „skruszonych gangsterów” jakoś nic o tym nie mówi? Bo chcą żyć!).

    Zamówienia dla wojska to też spora kasa – ale trochę mniejsza. Większą jest „Euro 2012” - ale to tylko parę lat El Dorado, a potem szara codzienność.

    Sądzę, że nawet na jajkach robi się większe kokosy, niż na kontrolowaniu ruletek. Jajka je każdy – a ilu ludzi chodzi do kasyn?

    Najprostszym sposobem na zlikwidowanie tej korupcji jest likwidacja kontroli państwa i samorządów nad gospodarką. Nawet to nie zlikwiduje jednak problemu całkowicie – co najwyżej zmniejszy go jakieś sto razy...

    Dalszym krokiem, który prowadziłby do niemal całkowitego wyplenienia korupcji byłoby powołanie prywatnych policyj śledczych. Przedsiębiorca płaciłby za licencję – w zamian otrzymywałby prawo wzywania ludzi na przesłuchania, wchodzenia tam, gdzie zwykły człowiek nie może itd. Takie, jakie ma policja.

    A od wykrytej i udowodnionej afery brałby np. 10%. I 30% od odzyskanych pieniędzy.

    W tej chwili coś takiego w gruncie rzeczy już istnieje. CBA kontroluje wrogów PiSu, ABW kontroluje wrogów PO itd. - ale to nie to samo... Prywatyzacja – to jest to!

    =====

    PS. Przepraszam – tekst o sytuacji w UPR dopiero jutro...

     

  • 04-10-2009 23:50:00

    Jeszcze o Irlandii

    Zdecydowana większość PT Komentatorów jest zdania, że użycie bodźców podprogowych nie wchodziłoby w rachubę - bo w razie wpadki byłaby kompromitacja nie do odrobienia. Ktoś sugerował, że może są jakieś nowsze i lepsze techniki...

    Co do fałszowania wyników: udowodnienie tego jest rzeczywiście trudniejsze. Ale też możliwe.

    Natomiast wiadomo, że sondaże zawsze zawyżały głosy na "TAK". W takim razie fenomen, że pomylono się o kilka razy wiecej, niż wynosi dopuszczalny błąd pomiaru - wymaga wyjaśnienia. I proszę nie tłumaczyć, że ludzie obawiali się przyznać, że zagłosują na "TAK:"...

    Każdy statystyk to powie.

    COŚ musiało zajść. To, oczywiście, nie musiało być fałszerstwo ani bodźce subliminalne - tylko np. wyjątkowo celny argument użyty nagle w ostatniej chwili. Tak czy owak: wymaga to wyjaśnienia - a jeśli to prawda, to dobrze byłoby poznać taką piorunującą broń...

    I to byłoby tyle przy niedzieli. Jutro dam silny głos w sprawie sytuacji w UPRze...

  • 03-10-2009 23:55:00

    Pewna supozycja - o referendum w Irlandii - UWAGA: uzupełnienie

    W d***kracji zapomina się o wszystkim, co było wcześniej, niż dwa tygodnie temu – ale ja pamiętam, co się działo po pierwszym referendum w Irlandii. Wszyscy przywódcy zarzekali się, że referendum nie będzie powtórzone, prezes Sądu Najwyższego oświadczył, że jego powtórzenie byłoby nielegalne – a prasa pełna była enuncjacyj w stylu: „Głosowałam na TAK; jednak jeśli ONI znów spróbują powtórzyć referendum, do dla samej zasady zagłosuję NIE!”.

    Referendum powtórzono, I bardzo wiele osób zmieniło decyzje... ale z NIE na TAK!

    Jeszcze parę dni wcześniej sondaże mówiły o lekkiej przewadze „TAK” - mówiono o 52% - 53%. Czym się nie przejmowałem: przed poprzednim referendum w sondażach przewaga „TAK” była wyższa – a wynik był odwrotny. A tu: 67% na TAK!!

    Co więc się stało?

    Według mnie, wyjaśnienie jest tylko jedno: przerażeni federaści nadali we czwartek lub w piątek jeden lub kilka sygnałów podprogowych w telewizji.

    Sygnały subliminalne są zakazane w reklamie. To trwający ułamki sekund obraz, który nie jest dostrzegany przez widza świadomie, ale oddziałuje na jego podświadomość. Nie są skuteczne, gdy się chce wmówić w człowieka coś, z czym się całkowicie nie zgadza – ale w sytuacji, w której połowa wyborców deklarujących, że pójdą głosować, twierdziła, że nie wie, za czym zagłosuje – działałby idealnie!

    Dlatego jestem przekonany, że zostały zastosowane – i proponuję, by p.Declan Ganley (lub ktokolwiek) uważnie przejrzał nagrania rozmaitych TV pod tym kątem...

    PS. Możliwe jest i inne wyjaśnienie. {Bananoid1} przesłal link do video: http://www.youtube.com/watch?v=t764ACqXK3M

    pokazujące, jak do ośrodka obliczania głosów swobodnie wnosi się (i wynosi) urny!

    Tak czy owak: ONI "przedobrzyli" - i może to być ogromna wpadka. Jeśli się to IM udowodni.

    =====
    Dziękuję wszystkim, którzy przysłali propozycje pytań. Zadałem. Będzie na antenie TV4 - najprawdopodobniej za tydzień.

    O 23.15 w PolSat NEWS ma bydź (głupio wyglada, co...?)  dyskusja n/t "problemu motocyklistów" - w której brałem udział.

     

  • 02-10-2009 15:25:00

    Sprawa WCzc.Zbigniewa Chlebowskiego & Cons.

    Jeszcze dzień wcześniej był najważniejszą osobą w branży ustawodawczej PO – dziś jest wyrzutkiem. Szkoda trochę człowieka – ale to pokazuje, że taka droga życiowa (cytuje za Wikipedią):

    Odbył studia podyplomowe w Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu (zarządzanie strategiczne) oraz na Wydziale Zarządzania dla Administracji Publicznej w Wielkopolskiej Szkole Biznesu przy Akademii Ekonomicznej w Poznaniu (finanse administracji publicznej). Uzyskał stopień MBA, a także Międzynarodowy Certyfikat Menedżera z zakresu zarządzania w administracji. W latach 1990-2001 pełnił funkcję burmistrza Żarowa. W tym czasie miasto otrzymało nagrodę "Dolnośląski Klucz Sukcesu". Od 1998 do 2001 był także radnym sejmiku dolnośląskiego (wybranym z listy AWS). Należał do Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego. Od 2001 związany jest z Platformą Obywatelską"

    - nie gwarantuje niczego. Wręcz przeciwnie: środowisko euro-pieczeniarzy jest potencjalnie b. skorumpowane – z tym, że biorą wziątki z europejską klasą. To, że p.Zbigniew Chlebowski spotykał się z łapówkodawcami na cmentarzu będzie w tych kręgach przyjęte z niesmakiem: takie rzeczy robi się w eleganckich hotelach, z najnowszym urządzeniem anty-podsłuchowym w kieszeni, oczywiście.

    Prawdziwy problem polega na tym, że zmniejszenie podatku od czegokolwiek jest dla Polski korzystne. My przecież wiemy, że każda złotówka więcej w Skarbie Państwa, to 1,40zł mniej w naszych kieszeniach – dlatego KAŻDE zmniejszenie wpływów podatkowych jest dziś korzystne.

    Z tym, ze ONI nie biorą pod uwagę interesów Polski, lecz interes okupanta Polski, czyli III Rzeczypospolitej. Dla NICH strata przez Polskę 1,40 zł to zysk 1 zł (jeśli ta złotówka trafi do Skarbu Państwa). I ONI usiłują ten punkt widzenia narzucić ludziom – by ci utożsamiali się z okupującym ich państwem!!!

    P.Chlebowski powinien był powiedzieć: „Tak, obniżka podatku od gier hazardowych jest słuszna. Tak, istotnie: trafi najpierw do właścicieli domów gry – ale oni zatrudnia dzięki temu murarzy, tynkarzy, glazurników i krawcowe dla swoich żon – przyczyniając się do rozwoju gospodarki. Tak – będę popierał każdą obniżkę podatków – a to, że zacząłem akurat od tej... no, cóż: akurat za tą lobbowano, więc przyjąłem te pieniądze jako cząstkowe wynagrodzenie za niewdzięczny trud tłumaczenia Polakom, że obniżka podatków (zgodna przecież z Programem PO) jest słuszna i korzystna”.

    Gdyby tak jednak powiedział, Jego Parteigenossen nie zostawiliby na Nim suchej nitki. Zniszczyłby bowiem szanse PO w wyborach. Znacznie lepiej dla Niego jest powiedzieć: „Robiłem źle, zawiniłem, ukarzcie mnie - et ceterum censeo, że obniżki podatków do naszego Kochanego Skarbu Państwa są Złem Okropnym”. Wykpi się dwoma latami kryminału – a potem, kto wie: może znów trafi na jakieś stanowisko; jak p.Michał Boni, wyjątkowo obrzydliwy typas – na przykład.

    Tak czy owak: branie łapówek jest i obrzydliwe i karalne – i mam nadzieję, że p.Chlebowski ukarany zostanie. Jednak gospodarczo jego działanie w dziedzinie ustawodawstwa było korzystne – okropne jest tylko to, jak kłamał w żywe oczy, oburzając się przy tym, że „podstawą oskarżenia są prywatne rozmowy”!!!!

    Nieprzyjemne w tym wszystkim było też zachowanie JE Andrzeja Czumy, (przyłączam się do przeprosin p.Rafała A.Ziemkiewicza: http://tiny.pl/hq114) który wybiegł przed orkiestrę broniąc p.Chlebowskiego (choć nie wytrzymał w tej roli i tych businessmenów określił inicjałami – dając do zrozumienia, że uważa ich za przestępców!!) - ale najgorsze i najobrzydliwsze NCzc.Stefana Niesiołowskiego – o czym będę mówił wieczorem na V-BLOGu. Jest hańba dla PO, że takiego „pieska-ujadacza na komendę” trzyma w swoich szeregach – w dodatku na tak eksponowanym stanowisku!!!

    =====

    Przepraszam za opóźnienie - spowodowane udziałem w konferencji:
    "Czy wszyscy internauci pójdą siedzieć? O konieczności rejestracji stron internetowych"
    http://www.blog.mediafun.pl/

     

  • 01-10-2009 23:55:00

    Zdumiewająca cisza

    Gdy Polska miała grać ze Słowenią, już dwa tygodnie wcześniej sportowe strony pękały od emocji. Omawiano szanse, formę zawodników...

    Tymczasem za parę dni ma się odbyć referendum w Irlandii, które „zdecyduje o losie projektu p/n Unia Europejska”. Podobno nie ma ważniejszej sprawy, niż utworzenie UE. Podobno to „być albo nie być Europy”.

    I chyba być albo nie być dla federastów?

    Tymczasem na stronach politycznych trwają dyskusje, o tym, co poseł PiS z Kłaja powiedział o pośle PO z Pcimia. Nikt nie podaje wyników sondaży. Nie ma gorących reportaży z ulic Dublina...

    Być może dlatego, że zwolennicy „NIE” już prowadzą? Być może dlatego, że Polacy mają to głęboko gdzieś. Być może ONI mają już przygotowany „wariant rezerwowy” (II referendum? Zmiana konstytucji Republiki? Utworzenie UE bez Irlandii?). Być może ONI wiedzą już, ze „Traktatu Lesbijskiego” nie ratyfikuje  prezydent Czech i Moraw?

    Tak czy owak: jest to zjawisko – przyznacie Państwo – zdumiewające! 

    O p.Chlebowskim bedzie rano... W ogóle teraz wpis na portalu i na blogu będę się starał zamieszczać rano.