Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63924 komentujących
19543 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

    13-08-2017 10:40:00

    Biegłość

     
    Jedną z plag gnębiących sądownictwo jest korzystanie z biegłych.
    Oczywiście: istneją przypadki, gdy normalny sedzia chce lub musi skorzystać z opinii biegłego w
    jakiejs dziedzinie. Tym niemniej twiersdzę, że biegli pojawiaja się w sądach w 95% przypadkow –
    niepotrzebnie.
    Róznie można tłumaczyc to zjawisko. Jednym z wyjasnien jest nieuctwo sędziow - drugim: ich
    brak wiary w swój zdrowy rozsadek. Trzecim, ważniejszym: troska o „czlowieka pracy” - by i
    biegły sobie zarobił (a i tak płaci za to przegrywający proces – i dobrze mu tak!). Czwartym, chyba
    najważniejszym: chęć ucieczki od odpowiedzialnosci: „Zawyrokowalem w oparciu o opinie
    biegłego”.
    W rzeczywistości płacimy sędziom niemale pensje po to, by rozstrzygali sprawy w oparciu o
    wlasny zdrowy rozsadek – i nie spychali odpowiedzialnosci na innych.
    Są dziedziny – np. sprawy o wypadki drogowe – w których wszystko zalezy od opinii biegłych. W
    takim zaś razie to biegli powinni po prostu być sędziami. By rozstrzygnąć, kto zawinił w wypadku,
    potrzebna jest znajpmośc ruchu drogowego – natomiast znajomośc prawa rzymskiego i cala reszta,
    która zajmuja się studenci prawa, jest całkowicie zbędna. Te sprawy powinny być wyłączone z
    normalnego sądownictwa. Jest bowiem absurdem, by wyrok zależał od opinii biegłego – a wydawal
    go formalnie ktoś, kto być może w ogóle nie wie, o co poszło! Tak samo, jak absurdem jest by np.
    tytuły profesorskie nadawał Prezydent...
    Natomiast w pozostałych przypadkach to sedziowie powinni wydawać orzeczenia w oparciu o
    własną wiedzę. By sędziów zmusic do nie chodzenia na łatwizne należy wprowadzić zasade, że od
    zarobków sedziego odejmuje się jakąś sumę – jeśli korzystał z opinii biegłych. Sume nie taka dużą,
    by sędzia zaoszczedzil w sprawie, w której biegły jest bardzo potrzebny – ale jednak taką, by
    sedzia, który notorycznie wzywa na pomoc bieglych, jednak to odczuwał.
    Po prostu: sędzia, który jest niżej kwalifikowany i musi korzystać z pomocy biegłych powinien
    zarabiać mniej. Natomiast ten, który wie więcej (lub też przed rozprawa zada sobie trud, dy
    dogłębnie zbadac kwesti,e procesową) powinien zarabiac wi,ęcej.
    W szczególności dotyczy to spraw rodzinnych – zwlasza sporow o dzieci. Nie wiem jak jest dzisiaj
    – ale ćwierć wieku temu w Stanach Zjednoczonych sedzia rodzinny zapraszal dziecko do swojego
    domu i w swoim ogródku rozmawiał z dzieckiem sam na sam – a potem z rodzicami. Dzies sedzie
    w zasadzie w ogole nie musi widzieć dziecka – opiera się natomiast na opiniach biegłych, którzy
    często są po prostu dewiantami (bo mało ludzi normalnych lubi zajmowac się zboczeniami lub
    problemami trudnych dzieci). Bardzo często są to kobiety wybierajace ten zawód, by zemścic się na
    rodzie męśkim za swoje prawdziwe lub urojone krzywdy. Efektem są wręcz porażajace wyroki – a
    odpowiedzialnośc sedziowie zrzucaja na biegłych. Nawet chcieliby orzec inaczej – ale orzekajac
    wbrew opinii biegłych narażaja się na nieprzyjemne konsekwencje.
    Potrzebujemy sedziów mających wiedzę, autorytet – i odwagę, by korzysta ć ze swojej wiedzy.
  • 02-08-2017 19:50:00

    Poddaję się!

    Poddaję się – bo nie mam już czasu i siły na przekopywanie sterty bzdur, które większość ludzi ma w głowach. Konkretnie: n/t okupacji hitlerowskiej. Nawet z prostowaniem bzdur n/t okupacji Polski przez PRL idzie mi ciężko – więc na tym poprzestanę.

    Poddałem się – gdy mój zacny i uczciwy współpracownik zarzucił mi niezgodność z faktami – a okazało się, że nie wiedział, co to były „łapanki” (kto wie, że łapano ludzi nie mających stałego zatrudnienia – i wysyłano do obozów pracy lub na roboty do Niemiec?) i napisał o mordowaniu mieszkańców Zamojszczyzny podsyłając mi plik, z którego wynikało, że nie chodziło o mordowanie, tylko o wysiedlenia; jednak mała różnica...

    Na pożegnanie z tematem okupacja – kilka uwag metodycznych.

    1) Dane, jakie zaśmiecają Wasze głowy, pochodzą od dziennikarzy, szukających sensacji – lub „naukowców”, opłacanych za udowadnianie założonych tez. Przykład:

    Za dowód polityki III Rzeszy cytuje się np:

    http://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/04/28/l4-z-obozu-smierci-wyjasniamy-dlaczego-wladyslaw-bartoszewski-wyszedl-z-auschwitz/3/

    że jakiś zastępca komendanta obozu „Auschwitz-Birkenau” mawiał do nowo-przybyłych: „Popatrzcie tam, na komin. Popatrzcie, to jest krematorium. Wszyscy pójdziecie do krematorium. Trzy tysiące stopni ciepła. Komin to jedyna droga na wolność”.

    Jest to oczywista bzdura. Niemcom zależało, by więźniowie wydajnie pracowali – a takie dictum by ich do tego absolutnie zniechęcało. Prawdziwa propaganda była dokładnie odwrotna:

     

     

    Na pytanie: „Ilu ludzi wyszło z obozu „Auschwitz-Birkenau” odpowiedź brzmi: „Tysiące”. Codziennie. Praktycznie wszyscy zdrowi więźniowie wychodzili z obozu codziennie – do pracy! Przecież Niemcy nie trzymali tysięcy ludzi bez sensu! Na terenie obozu „Auschwitz-Birkenau” nie było jednak fabryk – więc codziennie komanda z (niezbyt silną...) eskortą SS-manów wychodziły do pracy w zakładach IG Farben Industrie i innych. Gdyby byli pewni, że czeka ich śmierć, to by przecież masowo rzucali się do ucieczki...

    2) Ludzie uwielbiają koloryzować. Również n/t własnego zagrożenia i własnego udziału w zdarzeniach. Uwaga: koloryzują tak, by przypodobać się słuchaczom. Po 1926 roku nagle „wszyscy” byli w Legionach (z czego wyśmiewał się śp.brygadier Józef Piłsudski), po 1939 odkrywali w sobie niemieckie korzenie, po 1945:

    „Kiedy jesienią

    Rządy się zmienią,

    Komuna weźmie władzy ster -

    To wtedy tata

    i cała rebiata

    Zapiszą się do PPR

     

    A kiedy wiosna

    Trawy podrosną

    I Mikołajczyk weźmie ster

    To wtedy tata

    i cała rebiata

    Zapiszą się do PSL”

    - ale o wiele prościej „zapisać się” do jakiejś organizacji, która już nie istnieje. Bardzo dobry jest np. „Związek Jaszczurczy” (rozwiązany w 1942).

    Dziś praktycznie każda rodzina za okupacji ukrywała Żydów i organizowała konspiracyjne spotkania. Nieco mniej (jakieś 75%) sympatyzowało z „Solidarnością” i kolportowało nielegalną literaturę. I, oczywiście, wszyscy byli za to prześladowani. Dlaczego mniej? Bo żyją jeszcze świadkowie...

    3) Tendencja ta nasila się z wiekiem. Mój śp.Teść osobiście pokonał dwie dywizje niemieckie i kilka sowieckich (pokonałby więcej, ale na Jego widok uciekały...). Świadectwa osobiste są więc dziś absolutnie niewiarygodne (a jeśli komu wierzyć, to raczej kobietom: mniej są upolitycznione, a mają lepszą pamięć!)

     

    Natomiast WIEM, że to wszystko są łgarstwa. Ja rozmawiałem z ludźmi kilka lat po okupacji. Z ludźmi, którzy za okupacji prowadzili normalne życie; chodzili do kin (kina były pełne - akcja AK "Tylko świnie siedzą w kinie" poniosła sromotną klęskę); chodzili do teatrów; nie wdawali się w konspirację, więc czuli się bezpieczni; robili (na ogół nielegalne – bo w socjaliźmie legalnie się nie daje...) interesy; chodzili do (nielegalnych) liceów; byli na robotach w Niemczech (i bardzo to sobie chwalili, bo bauer parobka nie głodził –  a i Rassenschande czasem udawało się popełnić - podczas gdy ich rodziny w Polsce biedowały).

    I, oczywiście, warszawiacy z nienawiścią mówili o „Borze”, przez którego potracili mieszkania i dorobek całego życia.

    Potem im przeszło. Jakoś to przeżyli – ale byli gnębieni przez Sowietów; a skoro Sowieci potępiali „Bora”-Komorowskiego – to Polacy zaczęli Go lubić!

    A dziś to już wszyscy byli w AK. Lub w Związku Jaszczurczym, oczywiście. Mogą być NSZ. AL jest niemodna. Bataliony Chłopskie zdecydowanie nie – bo chłopi mają dobrą pamięć do nazwisk, i wiedza, kto był gdzie.

    Reasumując: czytając opracowania z tamtych czasów włączcie te trzy filtry, które wymieniły powyżej. Ja będę zajęty prostowaniem kłamstw, bzdur i nonsensów o PRL, o UE, o rządach SLD, PO, PiSu...

    Ze szczególnym uwzględnieniem gospodarki, oczywiście.

  • 01-08-2017 03:40:00

    Pax Vobiscum! - czyli: o "sędziach pokoju"

    Spory o kształt sądownictwa trwają. Niektórzy ludzie, zrozpaczeni polityzacją sądownictwa, proponują wybieralność sędziów – włącznie z sędziami Sądu Najwyższego. Ja, owszem, bronię zasady wybieralności sędziów – ale dotyczy to sędziów najniższego szczebla. Jest to uzasadnione tym, że Centrala (jaka by nie była) zapewne gorzej prześwietli kandydata na sędziego w gminie – niż uczynią to mieszkańcy gminy. Jednak już sędzia rejonowy (dziś rejon to kilka powiatów) nie jest znany mieszkańcom - więc trudno, by mogli go kompetentnie wybierać.

    Już sama zasada wyboru sędziów budzi sprzeciwy. Np. p.Adam K., radca prawny, pisze:

    We wczorajszej relacji na żywo sam Pan podkreślił, że ludzie nie powinni wybierać sędziów najwyższych szczebli, bo ponad 90% nie potrafiłaby ocenić ich kompetencji. Skąd zatem pomysł, że w rejonach ludzie potrafiliby ocenić kompetencje sędziów sądów rejonowych (czy też prezesów tych sądów)? Przecież to zbliżona wiedza jest potrzebna do tej oceny. (...)

    Mieszkam w Żorach na Górnym Śląsku (niedaleko Rybnika) i nie wyobrażam sobie tych wyborów w 60-tysięcznym mieście. 10 lat spędziłem w Krakowie – trudno mi sobie wyobrazić te wybory w 800-tysięcznym mieście.

    Sędzia sądu rejonowego w Krakowie wyda zdecydowanie więcej na kampanię niż sędzia sądu rejonowego w Żorach. Skąd weźmie na to pieniądze zarabiając 5-6 tysięcy miesięcznie?

    Jest to nieporozumienie. Przede wszystkim funkcja takiego sędziego nie jest taka zaszczytna ani dochodowa, by ludzie wydawali na wybory tysiące na szczeblu gminnym (w miastach: osiedlowym)! To nawet nie byłby canvassing, czyli chodzenie po domach by żebrać o głosy – bo to by raczej obniżało autorytet kandydata.

    Po drugie przypominam, że mam na myśli sędziów najniższego szczebla – kiedyś zwanych „sędziami pokoju” (fatalna nazwa!). Ta instytucja istniała i w Polsce do 1938 roku, zanim sanacja zdławiła resztki wolności. Cytuję Wikipedię:

    Na terenach Polski instytucja sędziego pokoju istniała w różnych formach XIX i na początku XX wieku i została ostatecznie zniesiona w 1938 roku. Sądy pokoju łączyły jurysdykcję w sprawach cywilnych i karnych. Ich organizację określała początkowo konstytucja Księstwa Warszawskiego oraz dekret króla Fryderyka Augusta z 26 lipca 1810 r. Sąd pokoju składał się z wydziałów: pojednawczego, spornego oraz policyjnego. Wydział policyjny był także nazywany sądem policji prostej. W postępowaniu cywilnym rozstrzygał sprawy pojednawcze lub gdy wartość sporu wynosiła od 30 do 160 zł, zaś w sprawach karnych do wysokości grzywny 30 zł lub trzech tygodni aresztu. Do jego kompetencji należały ponadto sprawy o pobicia i obelgi. Apelacje od postanowień sądu pokoju wnoszono do trybunałów cywilnych lub sądów policji poprawczej (sprawy kryminalne). Taka organizacja utrzymała się do 1876 r., kiedy wprowadzono sądy pokoju oparte na modelu rosyjskim.

    W II Rzeczypospolitej sędzia pokoju przewodził rozprawom, w których początkowo oprócz niego uczestniczyło dwóch ławników; od 1927 sędzia pokoju orzekał jednoosobowo. Lokale dla sądów pokoju (lub pokrycie komornego za lokale wynajęte) były zobowiązane zapewnić gminy. Sędzia pokoju pochodził z wyboru mieszkańców danego okręgu sądowego i obejmował funkcję na pięcioletnią kadencję. Kandydat musiał mieć skończone 30 lat, władać językiem polskim w mowie i piśmie, mieć wykształcenie przynajmniej średnie, cieszyć się pełnią praw obywatelskich i nieskazitelną opinią. Wykluczeni byli parlamentarzyści, urzędnicy, wojskowi w służbie czynnej, duchowni, adwokaci i notariusze”.

    Wikipedia nie wspomina o najlepiej rozwiniętym systemie takiego sądownictwa w Królestwie Galicji i Lodomerii (zabór austriacki). Natomiast w przodujących przecież krajach anglosaskich jest tak:

    W Stanach Zjednoczonych sędziemu pokoju podlegają sądy najniższej instancji (orzekające o winie w drobnych przestępstwach i wykroczeniach drogowych), udziela też ślubów; funkcja ma charakter wybieralny i wiążą się z nią wynagrodzenia pieniężne. W Wielkiej Brytanii jest to sędzia lokalny, który nie otrzymuje wynagrodzenia (oprócz diet i zwrotu kosztów); może orzekać grzywny do 5000 funtów i kary pozbawienia wolności na okres do 12 miesięcy”.

    I o to właśnie chodzi!

  • 27-07-2017 23:51:00

    Trój-podział władzy

    W momencie pojawienia się sędziego powstaje nowy rodzaj władzy. Sędzia bowiem ma interpretować Prawo tak, by było to zgodne z wolą kacyka czy innego monarchy – na tym polega jego rola.. Jedyną osobą, która może go kontrolować, jest sam monarcha – i zazwyczaj sprawuje on tę funkcję samemu wydając wyroki w precedensowych sprawach. Ponieważ sędzia ma się tylko wczuwać

    w intencje ustawodawcy, można było bez obawy obdarzać go zaufaniem – a jednocześnie uczynić niezależnym od wszelkich urzędników. Trzeba było to zrobić koniecznie: jakakolwiek ingerencja urzędnika w decyzje sędziego byłaby bowiem naruszeniem praw samego monarchy – w którego imieniu ów sędzia przecież orzeka.

    W ten sposób – ku, zapewne, niezadowoleniu urzędników uformowała się niezależność sędziowska.

    Jednocześnie wraz z rozrostem państw monarchowie, przeciążeni obowiązkami, przekazywali je rozmaitym zastępcom. Ci uzyskali ogromną władzę – i często wykorzystywali ją by pozbawić monarchę prerogatyw. Tak było z majordomami w Europie, szogunami w Japonii – a w czasach najnowszych z I Sekretarzami w krajach komunistycznych. By się przed tym zabezpieczyć monarchowie stosowali zasadę „Dziel – i rządź” - zazwyczaj dzieląc władzę w sposób logiczny i naturalny na Legislaturę i Egzekutywę. Król w ten sposób panował nad sytuacją: osobiście mianował premiera, szefa Egzekutywy, rządzącego w imieniu monarchy – i członków Rady Koronnej, której zazwyczaj sam przewodniczył i sam podpisywał ustawy – wydawane zawsze w jego imieniu.

    W ten sposób wytworzył się ów trój-podział władzy, który dostrzegł i uznał za optymalny śp.Karol Ludwik de Secondat, baron de La Brède et de Montesquieu. Z jednej strony gwarantuje on silną pozycję monarchy – z drugiej zapewnia poddanym bezpieczeństwo i dużą dozę swobód. Monteskiusz powiedział: „Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności.[...] nie ma również wolności, jeśli władza sędziowska nie jest oddzielona od prawodawczej i wykonawczej”.

    Monteskiusz zakładał, oczywiście, że nad tym wszystkim czuwa monarcha. Pilnuje, by władze te były obsadzone właściwymi ludźmi – i wtedy może już zajmować się spokojnie kochankami albo polowaniami, interweniując tylko wtedy, gdy w machinie pojawiały się zgrzyty.

    Tu z całym naciskiem trzeba podkreślić, że Judykatura jest najważniejszą z władz – to ona ma, w imieniu monarchy, powstrzymywać Władzę Ustawodawczą i Wykonawczą, która chciałaby naruszyć zakres jego władzy lub gnębić poddanych. Królewicz od dziecka był uczony, że jego najgroźniejszymi wrogami są pochlebcy i właśni urzędnicy. Jeśli o tym zapominał – dynastia zazwyczaj kończyła marnie. Jeśli trzymał urzędników na dystans, a dbał o poddanych – z reguły przechodził do historii jako „Wielki”.

    Cały ten system równowagi runął po obaleniu monarchii. Państwu obcięto głowę – i te trzy władze zaczęły ze sobą walczyć, nie mając rozjemcy. Oczywiście teoretycznie w republice lub w demokracji suwerenem jest Lud – ale, w sposób najoczywistszy na świecie nie jest on w stanie niczego skontrolować ani zapobiec nad'użyciom. W tym stanie rzeczy górę bierze zawsze Egzekutywa, opanowując obydwie pozostałe, a zwłaszcza biorąc srogi rewanż na znienawidzonej kaście sędziów. Urzędnicy nienawidzą sędziów i Prawa, uważając, że hamują oni sprawne działanie aparatu państwowego. W rzeczywistości tak jest – i jest to rola zbawienna; bez tego hamulca aparat państwowy zaczyna się wyradzać w potwora. W monarchii może go czasem trzymać w ryzach osoba panującego – w republice jest to niemożliwe. Dlatego właśnie żywot republik a zwłaszcza demokracyj jest znacznie krótszy, niż monarchij.

    Na zakończenie rozważań ogólnych (dalsze rozważania poświęcone będą Władzy sądowniczej) dygresja przedstawiająca stan w Polsce aktualny.

    OPIS SYTUACJI. Podział Władz nie istnieje. 90% ustaw pochodzi nie z Legislatury, lecz z „rządu”. „Rząd” w rzeczywistości nie jest rządem, lecz (zgodnie z nazwą!) „Radą Ministrów” - czyli III Izbą Parlamentu, wybieraną w wyborach pośrednich, i ma inicjatywę ustawodawczą (funkcje rządu pełnią de facto podsekretarze stanu w ministerstwach!). Parlament z kolei wtrąca się w pracę Egzekutywy (sam to zrobiłem w 1992, w Uchwale Lustracyjnej nakazując pewne działania „rządowi”!) oraz we Władzę Sądownicza – jednak i Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy często występują w roli IV Izby Parlamentu – przez unieważnianie ustaw Parlamentu drogą uznawania ich (w sposób całkiem nieusprawiedliwiony) za „sprzeczne z Konstytucją. Konstytucja z kolei, choć jest Prawem Najwyższym i jej przepisy „stosuje się bezpośrednio” w ogóle nie jest przestrzegana; wśród prawników ugruntowało się przekonanie, że powołanie się na Konstytucję przeciwko ustawie tylko ośmiesza (!!). Prawo jest kompletnie niejasne – i celowo jest tak konstruowane przez prawników, bo mogli je oni dowolnie interpretować.

    Na to wszystko nakłada się jeszcze bardziej bałaganiarskie prawo unijne, mające pierwszeństwo przed krajowym – jednak jest ono niejasne i nieznane, więc bałagan prawny podnosi się do kwadratu. Ostatnie poczynania „Rządu” PiS były próbą likwidacji niezależności Władzy Sądowniczej (przez zastąpienie jej inną, posłuszną sobie) - pod (prawdziwym) pretekstem, że Judykatura nadużywała swoich uprawnień. W który to spór znów wtrąciła się Unia Europejska – i Prezydent, rozpaczliwie usiłując choć w części zastąpić monarchę...

    Można więc uważać, że państwo istnieje nie „teoretycznie” - lecz odwrotnie: wbrew teorii. „Teoretycznie”, to powinno się rozlecieć. KONIEC DYGRESJI c.d.n.

  • 25-07-2017 01:41:00

    O Prawie i Lewie – kilka uwag podstawowych

    O Prawie i Lewie – kilka uwag podstawowych

     

    W małych prymitywnych plemionach rządzi kacyk czy inny wódz. Gdy plemię staje się liczne, kacyk nie może sam decydować w każdej sprawie – wydaje więc ogólne przepisy normujące zachowanie. Im liczniejsze plemię – tym mniejszą część decyzyj kacyk może podejmować osobiście.

    Do tej pory kacyk decydował sam. Był władcą zazwyczaj autorytarnym, ale na pewno totalitarnym. Teraz pojawia się Prawo – osobna władza.

    Jak to był ujął najsłynniejszy francuski historiograf , śp.Aleksy de Tocqueville: „Rządy Prawa są bardziej arystokratyczne od arystokracji. Zamiast być posłusznym jakiemuś arystokracie, trzeba być posłusznym przodkowi tego arystokraty”. Kacykowie zaczynają dostrzegać, że o wiele wygodniej jest powoływać się na jakiś przepis – niż samemu wydawać decyzje, w wyniku których ktoś przecież byłby niezadowolony. A rządzeni też są zadowoleni – bo nie zależą od kaprysów kacyka, wiedzą co im wolno – a czego im nie wolno.

    Te zalety Prawa są widoczne nawet w monarchii absolutnej oświeconej. Śp.Fryderyk Wielki był zachwycony, gdy prosty młynarz nie przestraszył się Jego gróźb i zapowiedział odwołanie się do sędziów w Berlinie. Takie Prawo jest znakomitym kośćcem dla państwa.

    By system Prawa mógł działać, przepisy muszą być jasne, proste i zrozumiałe – nawet dla człowieka o inteligencji niższej, niż przeciętna. Poza tym Prawa muszą być stare. Jeśli przegrywam proces z Kowalskim, na podstawie przepisu wydanego przed tygodniem, zawsze będę podejrzewał, że Kowalski przekupił tego, kto wydawał przepis. Takie Prawo zawsze będzie podejrzane o stronniczość – i na ogół nie bez podstaw. Właśnie dlatego opierać się trzeba na Prawie starym. Jeśli mój spór z Kowalskim rozstrzygnięty jest w oparciu o prawo sprzed stu lat – nie ma podejrzeń.

    UWAGA PRAKTYCZNA: Postulatem minimum, zawartym zresztą w Programie Liberałów wydanym „pod ziemią” jeszcze w 1979 roku, jest, by nowy przepis wchodził w życie nie wcześniej, niż sześć lat od chwili uchwalenia go. Dlaczego akurat sześć? Co najmniej z dwóch powodów.

    Po pierwsze: jest to średni okres zwrotu inwestycji; jeśli zainwestuję w fabrykę, a Ustawodawca zechce mi utrudniać życie – to przynajmniej wycofam swoje wkłady.

    Po drugie: jest to okres dłuższy, niż kadencja parlamentów. Tym samym przepis uchwalony dziś, wejdzie w życie w okresie, w którym rządzić będzie kto inny. Tym samym eliminuje to chęć tworzenia Lewa – czyli „Prawa” nie spełniającego warunków na porządne, stabilne Prawo.

    Powtarzam: z punktu widzenia poddanego czy „obywatela” jest obojętne, kto ten przepis wydał: Parlament, Król czy jeszcze inna władza. Ważne, by z góry wiedział, co go może czekać. Natomiast nie ma żadnej różnicy między sytuacją, w której kacyk zupełnie bez prawnego uzasadnienia wydaje dekret odbierający komuś np. majątek – a sytuacją, w której ów kacyk dzień wcześniej wydał – a raczej „ustanowił Lewo” odbierające majątki. KONIEC DYGRESJI.

    Z czasem, gdy życie się komplikowało, liczba przepisów zaczęła rosnąć. Najlepszym przykładem są dzieje Prawa żydowskiego. Od dwóch tablic z Dekalogiem do Tory, potem do Miszny, a następnie Gemary. Cytuję Wikipedię: „Ścisłe przestrzeganie wielu nakazów mojżeszowych zapisanych w Torze nie było technicznie wykonalne po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej i dlatego rabini musieli ustalić wiążące dla wszystkich Żydów religijne zasady życia w warunkach wygnania (…) Miszna to zbiór początkowo ustnych, a następnie listownych odpowiedzi rabinów wiernym, którzy zapytywali, jak interpretować praktycznie określone zapisy zawarte w Torze. Po uporządkowaniu tej tradycji powstała kodyfikacja obejmująca całą sferę obyczajowości (święta, ceremonie, rytuały, prawa, obyczaje itp.) – w sumie jest to 248 podstawowych obowiązków i 365 zakazów, ułożonych według porządku, jaki występuje w biblijnej Księdze Powtórzonego Prawa. Natomiast Gemara stanowi bardzo obszerny komentarz do poszczególnych fragmentów Miszny, jeszcze bardziej precyzyjnie ustalający właściwe zachowanie pobożnego Żyda w danej sytuacji (…)

    W wydaniu Bromberga (Wenecja 1520–1523), objętość „Talmudu (Miszna+Gemara) Jerozolimskiego” wynosiła 526 kart in folio w trzydziestu siedmiu tomach”.

    W tym momencie pojawia się sędzia – właściwie interpretujący Prawo. Co stwarza zupełnie nową sytuację…

  • 23-07-2017 19:46:00

    Karol Marx bohaterem polskich patriotów?

    P.Igor Rakowski-Kłos ( goo.gl/eix8oK ) p/t „Marks na przemiał. Producent "odzieży patriotycznej" na bakier z historią Polski” zaatakował produkującą „odzież patriotyczną” firmę „Red is Bad” - za to, że robi i sprzedaje koszulki atakujące piekłoszczyka Karola Marxa. Wmawia nam bowiem, iż prawdziwy patriota powinien Marxa kochać – bo Marx (z niechęci do Rosji!) popierał niepodległość Polski – a konkretnie nieszczęsne powstanie „styczniowe”.

    Cóż – trzeba odpowiedzieć wierszem śp.Cypriana Kamila Norwida:

    Jeśli ma Polska być socjalistyczną,

    Lub komunizmu rozwinąć zadanie -

    To ja już wolę tę monarchistyczną,

    Która pod Carem na wieki zostanie”

    Wielu patriotów nie rozumie słowa „dobro ojczyzny”. Tymczasem Chiny kontynentalne w latach 1950-1970 były niepodległe – a Hong-Kong był brytyjską kolonią. Czy patriota powinien chcieć by Hong-Kong został siłą przyłączony do Chin i oddany w pacht klice Zé-Dōnga Máo?

    Proszę popatrzeć na naród estoński. Przez tysiąc lat „niepodległy” był tylko w latach 1919-40 i 1991-2017. I co? Jest złym narodem? Natomiast naród francuski był w latach 1926-2009 niepodległy, ale "rozwijał zadanie socjalizmu i komunizmu" – i co się z nim stało? Obecna okupacja Francji przez hordy euro-socjalistów sprawy wcale nie pogarsza: przeciwnie, w narodzie budzi się opór przeciwko euro-socjalizmowi – podczas gdy własny socjalizm był uważany za coś dobrego – z tragicznym przecież skutkiem.

    P.Igor Rakowski-Kłos kończy ironicznie: „Kolekcja na przyszły rok jak znalazł: „Goodbye Mr. Piłsudski”.”. Trafił z tą ironią jak kulą w płot. Towarzysz „Ziuk” jest przez wszelką Lewicę – czy będzie to SLD, PiS czy PO – traktowany jako sztandarowy przykład dobrego socjalisty. I dopóki nie zniszczymy tego sztandaru – nie mamy szansy na zwycięstwo. Lewica zawsze będzie się powoływała na Piłsudskiego – i wygra!

    Tymczasem to Piłsudski, agent austriacki i niemiecki, dekretem 29-XI-1918 zniszczył powstałe 28-III-1918 Królestwo Polskie, ledwo 7-X-1918 ogłosiło ono niepodległość. To Piłsudski rozpoczął był wojnę z drugim niemieckim agentem, Włodzimierzem Leninem, wyniszczając obydwa państwa, konkurentów Niemiec - wojnę, która o mały włos skończyłaby się zalaniem Polski przez Sowiety. To Piłsudski w 1926 roku obalił centro-prawicowy rząd i rozpoczął budowę socjalizmu, który zrujnował Polskę. To Piłsudski zniszczył armię polską, która w 1920 roku osiągnęła „zwycięski remis” z Sowietami – doprowadzając ja do stanu, w którym w 1939 w dwa tygodnie uległa Niemcom (inna sprawa,że w/g koncepcji P{iłsudskiego nie miała ona w ogóle walczyć z Niemcami!!!). To Piłsudski w 1935 roku wprowadził konstytucję utrwalającą socjalizm w wersji zwanej „sanacją” - która to sanacja jest obecnie wzorem dla takiej ludzi jak Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki.

    Socjaliści usiłują nam wmówić, że odzyskaliśmy niepodległość dzięki Piłsudskiemu. Jest to oczywista bzdura - niepodległość uzyskaliśmy wskutek „planu Wilsona” przyjętemu w konferencji w Paryżu. Zamiast jednak wdawać się w polemiki historyczne, podam prosty dowód:

    Maleńki naród estoński uzyskał niepodległość? Uzyskał. A miał Piłsudskiego? Nie miał.

    Koniec dowodu.

  • 24-07-2017 19:01:00

    Skład "Narodowej Rady Integracji Europejskiej"

    Lista ( za http://www.bibula.com/?p=15699 ) członków NRIE (czasem zwanej "Instytutem"). Została ona utworzona jesienią 1999 roku na mocy rozporządzenia premiera Jerzego Buzka jako organ opiniodawczo-doradczy działający przy premierze ( P.prof.Jerzy Buzek(CEP, Śląsk) powiedział, że głównym celem powstania i istnienia NRIE jest przeciwdziałanie spadającemu poparciu dla naszego wstąpienia do UE). Ponownie utworzył ją w 2002 roku p.Leszek Miller.

    A oto skład (i przynależności w tamtym okresie); zwraca uwagę, że ponad ćwierć Członków to ujawnieni już TW SB. Są tam też oczywiście normalni  ludzie, uważający wtedy, że członkowstwo III RP w UE jest dla Polski korzystne - bo np. socjalizmu w Warszawie jest więcej, niż w Brukseli:

    1. Andrzej Arendarski

    2. Henryka Bochniarz

    3. Jan Mujżel

    4. Zbigniew Niemczycki NRIE

    5. Krzysztof Pawłowski

    6. Grzegorz Wójtowicz

    7. Marek Belka

    8. Jan Borkowski (członek Polskiej Rady Ruchu Europejskiego)

    9. Stanisław Grocholski (przedstawiciel Europejskiego Ruchu Federalistów)

    10. Danuta Hübner

    11. Lech Kaczyński

    12. Maria Karasińska Fendler (Polska Rada Ruchu Europejskiego)

    13. Marian Krzaklewski

    14. Czesław Kulesza (wiceprzewodniczący w tamtym okresie PPS Ikonowicza)

    15. Zdzisław Najder (Polska Rada Ruchu Europejskiego)

    16. Andrzej Olechowski

    17. Witold Trzeciakowski (Polska Rada Ruchu Europejskiego)

    18. Roman Wierzbicki (NSZZ “S” Rolników Indywidualnych)

    19. Andrzej Zoll

    20. Jacek Bocheński (w tamtych czasach członek honorowy komitetu wyborczego Unii Wolności)

    21. Jerzy Kłoczkowski (Polska Rada Ruchu Europejskiego)

    22. prof. Tadeusz Skoczny

    23. prof. Andrzej Stępniak

    24. Edmund Wnuk Lipiński

    25. Janusz Reiter członek Rady Programowej Fundacji im. R. Schumana

    26. Krzysztof Skubiszewski

    27. Władysław Piechociński

    28. Adam Strzembosz

    29. Róża Thun Prezes Fundacji im. R. Schumana (córka Jacka Woźniakowskiego)

    30. Jacek Woźniakowski kierownik Katedry Historii i Kultury Polskiej na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie

    31. Jerzy Woźnicki – rektor Politechniki Warszawskiej

    32. Bohdan Cywiński

    33. ks. prof. Henryk Juros kierownik naukowy Studium Generale Europa

    34. ks. Andrzej Koprowski członek Rady Programowej Studium Generale Europa na ATK

    35. ks. Marek Pieńkowski dominikanin

    36. ks. bp. Zdzisław Tranda zwierzchnik Kościoła Ewangelicko Reformowanego

    37. ks. abp. Józef Życiński.

  • 12-07-2017 01:46:00

    Wolność, czy socjal i bezpieczeństwo?

    Z pewnym zdziwieniem dowiedziałem się, że „TRYBUNA LUDU” – sztandarowe pismo PZPR – ma swojego kontynuatora, który nazywa się „Dziennik TRYBUNA” – i, rzecz jasna, jest lewicowe. Z jeszcze większym zdziwieniem zobaczyłem, że oceny sytuacji są tam dość obiektywne.

    Chodzi mi konkretnie o wywiad z p.prof.Mikołajem Cześnikiem, dyrektorem Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu SWPS.

     https://wiadomo.co/prof-mikolaj-czesnik-kaczynski-w-niewoli-warcholstwa/

    P.Justyna Koć zaczęła od pytania: „Czy PiS jest partią wolności?” – na co p.Profesor odparł długim naukowym wywodem, z którego wynikło, że PiS-owi znacznie bliżej do Równości, niż do Wolności – bo Wolność „jest to taka wartość, której politycy PiS-u, a także być może wyborcy PiS-u, są w stanie, przynajmniej w części, zrzec się kosztem dwóch innych fundamentalnych wartości: bezpieczeństwa i równości” – dodając: „ To wynika z wielu czynników, m.in. z tego, że duża ich część, a na pewno główny ideolog, poseł Kaczyński, są osobami wychowanymi w PRL. Dorastanie tego pokolenia, z którego pochodzi Kaczyński, przypada na lata 60., kiedy ten nacisk na egalitaryzm był bardzo mocno położony. To nam się teraz odbija czkawką”.

    No, dobrze – ale ja też jestem z tego samego pokolenia, co WCzc.Jarosław Kaczyński – i jakoś mnie ta zaraza nie dotknęła!

    P.Koć drąży: „Przecież PiS nienawidzi PRL, utożsamia go z całym złem tego świata” – ale p.Profesor nie daje się zbić z pantałyku:

    Te ślady czy nawiązania do ideologii komunistycznej czy socjalistycznej w ideologii PiS są wyraźne. One oczywiście nie są werbalizowane, bo uważam, chociaż nie mam na to twardych danych, że politycy PiS-u i wyborcy PiS-u tego nawiązania do socjalizmu by nie lubili. Tak samo, gdyby zasugerować im, że PiS jest partią lewicową. To akurat wiemy z badań, że bardzo silna jest w elektoracie tej partii prawicowa autoidentyfikacja, ale to jest prawicowość, która ma się nijak do prawicowości brytyjskich torysów czy Partii Republikańskiej w Stanach Zjednoczonych”.

    Tylko, p.Profesorze: dlaczego nazywać „prawicowością” coś, co „nijak ma się do prawicowości”??? Bo wzorzec Prawicy jest w Paryżu, jak metr...

    Brak mi tu też kropki nad „ı” – ta cała „autoidentyfikacja” polega na tym, że wyborcy PiS kochają PRL – ale, ponieważ partia, która daje im to samo, co PRL, PRL odrzuca – to oni w słowach (ale tylko w słowach!) „nienawidzą PRL”. Co przychodzi im tym łatwiej, że wtedy pasterzami owieczek byli I sekretarze – a teraz są księża.

    P.Profesor stara się być umiarkowany: „Jednak (...) trzeba zachowywać umiar i pamiętać, że nawet w porównaniu do późnego PRL jesteśmy zupełnie gdzie indziej. Nie mówiąc już o wizjach takich, jak te orwellowskie z „Roku 1984” czy z „Folwarku zwierzęcego”. Natomiast kiedy pada pytanie, czy jesteśmy na drodze do zniewolenia, to tu już odpowiedź nie jest taka prosta. Wyobrażam sobie sytuację, gdy całe rzesze obywateli mego kraju uciekają od wolności. Myślę, że w polskim społeczeństwie to jest możliwie, bo wielu i tak z tej wolności nie korzystało”.

    I tu nie ma podstawowej uwagi, na którą powinien był się zdobyć socjolog. Takiej mianowicie, że każdym normalnym krajem rządziły elity – a elity składają się z ludzi ceniących sobie Wolność. Natomiast szara masa kocha bezpieczeństwo i równość. Tylko w normalnym państwie szare masy nie mają nic do gadania – i dzięki temu mają się coraz lepiej. Bo Wolność sprzyja rozwojowi i bogaceniu się.

    Śp.Henryk Sienkiewicz powiedział kiedyś, że „Prawicę od Lewicy dzieli wszystko – nawet stosunek do arytmetyki. Prawica uwielbia dodawać i mnożyć – a Lewica odejmować i dzielić... oczywiście: po równo”.

    Ostatnie pytanie: „Mówi się, że młodzi popierają PiS, to ma znaczenie dla tej partii?”

    "Badania tego nie potwierdzają, młodzi raczej nie głosują, natomiast może się tak zdarzyć, że stanie się coś takiego, co ich poruszy, i pójdą. Ale ich decyzje to duża zagadka. (…) Na PiS względnie niewielu, raczej na Kukiz '15 czy Korwin-Mikkego. W 2015 roku wśród ludzi w wieku 18-24 PiS miał najniższy odsetek poparcia, niższy niż w innych grupach wiekowych. Młodzi co prawda nie będą też głosować na PO, ani na .Nowoczesną. To będzie Kukiz, Korwin-Mikke lub jeszcze coś innego. W 2011 głosowali na Palikota. Konkluzja jest taka, że przyzwyczajanie się do tego, co jest teraz, jest na wyrost. Musimy tę gorzką pigułkę niewiedzy i niepewności przełknąć”.

    I niech to przełkną, jak najszybciej!

  • 11-07-2017 11:22:00

    Felieton "Kocham psy" - odrzucony przez "ANGORĘ":

    Kocham psy!

    Naprawdę kocham! No, może nie wszystkie – ale ogromna większość lubię.

    A oprócz tego mam bardzo duże łóżko.

    I proszę sobie wyobrazić, że Towarzystwo Opieki nad Psami wydało dekret, że trzeba zająć się bezdomnymi psami. Przecież nie można dopuścić, by pies wałęsał się samotnie po ulicach. W związku z tym będę miał obowiązek trzymać na swoim łóżku co najmniej pięć psów. Na ogół kundelków. Kundelki są zresztą zazwyczaj bardzo miłe – więc nie powinienem protestować.

    Fakt: oprócz mnie i żony pięć psów od biedy na naszym łóżku się zmieści. Jednak po kilku dniach tej innowacji obecność psów zaczęła mi doskwierać. Niby je lubię – ale jakby mniej. I żona zaczęła narzekać – tym bardziej, że na nią spadło karmienie tych przybłędów.

    Oczywiście nie dotyczy to tylko mnie. Wszyscy ludzie mający dostatecznie duże łóżka dostali odpowiedni przydział. A jeśli u kogoś było za dużo psów to TOP dokonywało relokacji. Co spowodowało, że do Polski zaczęły ściągać psy ze wszystkich krajów sąsiednich. W coraz większej liczbie. Co prawda po kilku dniach wynosiły do różnych starszych pań, które traktowały je naprawdę po królewsku – ale natychmiast na moim łóżku pojawiały się następne.

    Powoływanie się na uszczuplenie budżetu – nie pomagało: wszyscy wiedzą, że mnie stać. Na ciasnotę w łóżku – też nie: komisja stwierdziła, że nawet i sześć by się zmieściło.

    Tu włączyła się moja dalsza rodzina, podjudzając mnie, bym te psy natychmiast wywalił. Towarzystwo natychmiast oskarżyło moją rodzinę szowinizm, o brak zrozumienia dla czworonożnych Braci Mniejszych – i wręcz o szerzenie kynofobii. Rzeczywiście: po paru miesiącach tej propagandy zacząłem lubić psy jakby mniej. Zdarzyło mi się nawet jednego kopnąć, gdy zaczął mi się dobierać do żony.

    A po dalszych paru miesiącach stałem się rzeczywiście kynofobem.

    I teraz pytanie: czy temu, że przestałem lubić psy, winna jest moja zaściankowa rodzina – czy może TOP?

    Napisałem to, bo właśnie „Gazeta Wyborcza” odkryła, że Polacy, zazwyczaj gościnni, zaczynają mieć wrogi stosunek go imigrantów. Ale, o dziwo, nie do wszystkich: gdy przyjeżdżają sobie na własny rachunek, jak Chińczycy czy Ukraińcy – to nikomu nie przeszkadzają. Dziwnym trafem nienawiść wzbiera tylko w stosunku do tych, których nakazuje nam przyjąć Unia Europejska. Nienawiść jest zapewne irracjonalna, bo oni wszyscy i tak uciekną do Niemiec – ale uczucia ludzkie nie są do końca racjonalne.

    Choć zasada, że gdy nam ktoś coś wciska na siłę, to my to chcemy odrzucić w cholerę, jest dość powszechna. I jeśli „GW” pyta, kto jest winien narastającej niechęci – odpowiedź brzmi: UE.

    Co ciekawe: 80% Polaków polubiło Unię Europejską – ale 51,2% oświadczyło, że jeśli będą nam wciskać tych imigrantów, to trzeba z UE wyjść!

    W sprawie nie chodzi o liczbę: 7000, czy nawet 70.000 imigrantów w normalnych warunkach nie byłoby żadnym problemem. Problemem jest przymus.

    Ale też i pewna kalkulacja.

    Otóż pewna liczba imigrantów nie uciekłaby do Niemiec, bo by im się w Polsce spodobało. I oni, i ich (bardzo liczne!) potomstwo by nas lubiło. Z wnukami (jeszcze liczniejszymi) mogłoby być trochę gorzej...

    Każdy socjolog wie, że gdy liczba imigrantów przekracza 10% zaczynają się niesnaski, zamieszki, pogromy... Tak się stało przed wojna, gdy liczba żydów, zawsze w Polsce gościnnie witanych, przekroczyła 10%. I tak niewątpliwie stałoby się z muzułmanami.

    Więc lepiej nie przyjąć ich teraz – niż mieć potem potworne kłopoty!

  • 06-07-2017 22:14:00

    Pełny tekst przemówienia JE Donalda Trumpa na pl.Krasińskich

    Biały Dom

    Biuro Sekretarza Prasowego

    Przemówienie prezydenta Donalda Trumpa

    do Narodu Polskiego

    na Placu Krasińskich, w Warszawie

    w dniu 6 lipca 2017 roku

    Dziękuję.  Stany Zjednoczone mają wielu znakomitych dyplomatów, ale doprawdy nie ma lepszego ambasadora naszego  kraju niż nasza wspaniała Pierwsza Dama Melania

    Przybyliśmy na spotkanie z polskim narodem z bardzo ważnym przesłaniem: Ameryka uwielbia Polskę, Ameryka kocha Polaków.Poza tym, że Polacy dokonali wiele dla tego regionu, Amerykanie polskiego pochodzenia bardzo wzbogacili Stany Zjednoczone i jestem naprawdę dumny z tego, że poparli mnie w wyborach w 2016 roku.

    To ogromny zaszczyt stać w tym mieście – pod pomnikiem Powstania Warszawskiego – i zwracać się do narodu polskiego, będąc w Polsce, o jakiej marzyło tak wiele pokoleń: bezpiecznej, silnej i wolnej.

    Prezydent Duda i cudowna polska Pierwsza Dama Agata powitali nas z niezwykłą uprzejmością i serdecznością, z jakiej Polska słynie na całym świecie.  Dziękuję im obojgu, a także szczególnie ciepło Pani Premier Beacie Szydło.

    Cieszymy się również, że jest z nami dziś były Prezydent Lech Wałęsa – znany przywódca Solidarności. W imieniu wszystkich Amerykanów chciałbym też podziękować całemu narodowi polskiemu za gościnność okazaną naszym żołnierzom w Waszym kraju.

    Żołnierze ci są nie tylko dzielnymi obrońcami wolności — są też symbolem zaangażowania Ameryki w zapewnienie Polsce bezpieczeństwa i miejsca w silnej i demokratycznej Europie. Jesteśmy dumni, że są z nami tutaj żołnierze amerykańscy, polscy, brytyjscy i rumuńscy.

    Uczestniczyliśmy właśnie wraz z Prezydentem Dudą w niezwykle udanym spotkaniu z przywódcami państw Trójmorza. Pragnę powiedzieć mieszkańcom tego wspaniałego regionu: Ameryka dąży do poszerzenia współpracy z Wami.

    Będziemy chętnie pogłębiać partnerstwo i wymianę handlową z Waszymi rozwijającymi się gospodarkami. Zależy nam na tym, byście mieli zapewniony dostęp do alternatywnych źródeł energii, aby Polska i jej sąsiedzi nigdy więcej nie stały się zakładnikiem jedynego dostawcy energii.

    Panie Prezydencie, gratuluję Panu, a także Pani Prezydent Chorwacji przywództwa w postaci historycznej inicjatywy Trójmorza.

    To moja pierwsza wizyta w Europie Środkowej w roli Prezydenta — jestem zachwycony, że odbywa się ona właśnie tutaj, w tym wspaniałym kraju. Polska jest w geograficznym sercu Europy, a co ważniejsze: w polskim narodzie widać duszę Europy. Wasz naród jest wielki, bo jesteście silni wspaniałym duchem.

    Przez dwa stulecia Polska padała ofiarą ciągłych, brutalnych ataków. Ale mimo że jej ziemie była najeżdżane i okupowane a państwo zniknęło nawet z mapy nigdy nie udało się wymazać Polski z historii czy też z Waszych serc. W tych mrocznych czasach nie mieliście wprawdzie swojego kraju, ale nigdy nie straciliście swojej dumy.

    Dlatego mówię dziś z prawdziwym podziwem: od pól i wsi, aż po wspaniałe katedry i miejskie place Polska żyje, Polska rozwija się, Polska zwycięża. Mimo wszelkich działań, które miały zmienić czy zniszczyć Wasz kraj, mimo opresji, trwaliście i zwyciężaliście.

    Jesteście dumnym narodem Kopernika, Chopina i Św. Jana Pawła II. Polska jest krajem bohaterów. Jesteście narodem, który naprawdę wie, czego broni.

    Tryumf polskiego ducha na przestrzeni stuleci, które ciężko doświadczyły kraj, daje nam wszystkim nadzieję na przyszłość, w której dobro zwycięża zło, a pokój odnosi zwycięstwo nad wojną.

    Dla Amerykanów Polska zawsze była symbolem nadziei – od zarania dziejów naszego narodu. Polscy bohaterowie i amerykańscy patrioci walczyli ramię w ramię w trakcie naszej wojny o niepodległość oraz w wielu późniejszych wojnach. Nasi żołnierze nadal dziś służą w Afganistanie i Iraku, zwalczając wrogów wszelkiej cywilizacji.

    Ameryka nigdy nie zrezygnowała z wolności i niepodległości jako prawa i przeznaczenia polskiego narodu — i nigdy nie zrezygnujemy. Oba nasze kraje łączy szczególna więź, u podstaw której leżą wyjątkowe dzieje i charakter narodu. Tego rodzaju wspólnota występuje tylko między ludźmi, którzy walczyli, przelewali krew i umierali za wolność.

    Symbole tej przyjaźni można napotkać w stolicy Ameryki. Zaledwie kilka kroków od Białego Domu wznieśliśmy pomniki upamiętniające postacie o takich nazwiskach jak Pułaski i Kościuszko. Podobnie jest w Warszawie, gdzie tabliczki z nazwami ulic przypominają o Jerzym Waszyngtonie,i gdzie stoi pomnik jednego z największych bohaterów świata, Ronalda Reagana.

    Jestem tu więc dzisiaj nie tylko po to, by odwiedzić starego sojusznika, ale by wskazać go jako przykład dla innych, którzy zabiegają o wolność i którzy pragną znaleźć odwagę i wolę do obrony naszej cywilizacji. Historia Polski to historia narodu, który nigdy nie stracił nadziei, nigdy nie dał się złamać i nigdy nie zapomniał, kim jest.

    Jesteście narodem o ponadtysiącletniej historii. Granice waszego państwa wymazano z map na ponad jeden wiek – i zaledwie przed stu laty granice te zostały przywrócone.

    W 1920 roku, w bitwie zwanej Cudem nad Wisłą, Polska zatrzymała sowiecką armię dążącą do podboju Europy.

    Dziewiętnaście lat później, w 1939 roku, znów zostaliście napadnięci – tym razem od zachodu przez nazistowskie Niemcy, a od wschodu przez Związek Radziecki. Pod podwójną okupacją naród polski przeżył nieopisaną gehennę: zbrodnię katyńską, Holokaust, warszawskie Getto i Powstanie w Getcie, zniszczenie pięknej stolicy i zagładę prawie jednej piątej ludności.

    Kwitnąca żydowska społeczność – najliczebniejsza w Europie – została zredukowana niemal do zera w wyniku systematycznych nazistowskich mordów na żydowskich obywatelach Polski, a brutalna okupacja pochłonęła niezliczone ofiary.

    Latem 1944 roku armie hitlerowska i radziecka szykowały się do stoczenia w Warszawie straszliwej krwawej bitwy.  W piekle na ziemi, jakie im zgotowano, Polacy stanęli w obronie swojej Ojczyzny.

    To dla mnie ogromny zaszczyt, że są obok mnie weterani i bohaterowie Powstania Warszawskiego. Oddajemy cześć Waszemu poświęceniu i przyrzekamy, że zawsze będziemy pamiętać Waszą walkę o Polskę i wolność.

    Pomnik ten przypomina nam, że w straceńczej walce z uciskiem zginęło ponad 150 tys.Polaków. Po drugiej stronie Wisły wojska radzieckie zatrzymały się – i czekały.  Przyglądali się, jak naziści brutalnie zrównują miasto z ziemią, mordując okrutnie mężczyzn, kobiety i dzieci.

    Chcieli na zawsze unicestwić ten naród, zabijając w nim wolę przetrwania. Ale nikomu nie udało się zniszczyć odwagi i siły, które znamionują charakter Polaków.

    Polski męczennik biskup Michał Kozal dobrze to wyraził słowami:  „Od przegranej orężnej bardziej przeraża upadek ducha u ludzi”.

    Przez cztery dziesięciolecia rządów komunistycznych Polska i inne zniewolone  narody Europy opierały się brutalnej kampanii, której celem było zniszczenie wolności,  Waszej wiary, Waszych praw, Waszej historii, Waszej tożsamości – wszystkiego, co stanowi istotę Waszej kultury i człowieczeństwa.

    Przez cały ten czas jednak nigdy nie straciliście ducha. Ciemiężcy próbowali was złamać, ale Polski złamać nie mogli.  I kiedy nadszedł dzień 2 czerwca 1979 roku i gdy na Placu Zwycięstwa na pierwszej mszy z polskim papieżem zgromadziło się milion Polaków- tego dnia każdy komunista w Warszawie musiał zdawać sobie sprawę, że opresyjny system wkrótce się załamie. Zrozumieli to dokładnie w tym momencie,  gdy podczas kazania papieża Jana Pawła II milion Polaków – mężczyzn, kobiet i dzieci – podjęło modlitwę.

    Nie prosili o bogactwa. Nie prosili o przywileje. Słowami pieśni wypowiedzieli trzy proste słowa: „My chcemy Boga”.

    Tymi słowami naród polski przywoływał obietnicę lepszej przyszłości. Polacy odnaleźli w sobie nową odwagę, by przeciwstawić się prześladowcom. I odnaleźli słowa, by zapowiedzieć,  że Polska znów będzie Polską.

    Kiedy stoję tu dzisiaj przed tym pełnym wiary narodem wciąż słychać tamte powracające echem głosy. Niosą przesłanie, które dzisiaj jest równie prawdziwe jak dawniej. Naród polski, naród amerykański i narody Europy wciąż wołają: MY CHCEMY BOGA.

    Razem z papieżem Janem Pawłem II, Polacy umocnili swoją tożsamość jako naród poświęcony Bogu. I za sprawą tej dobitnej deklaracji, kim jesteście, zrozumieliście co należy uczynić. Złączeni solidarnością wystąpiliście przeciwko uciskowi, przeciwko działającej bezprawnie tajnej policji oraz przeciwko okrutnemu i niegodziwemu systemowi, który zubażał Wasze miasta i Wasze dusze.

    I wygraliście. Polska zwyciężyła. Polska zawsze zwycięży!

    W tym zwycięstwie nad komunizmem byliście wspierani przez silny sojusz wolnych narodów na Zachodzie, które przeciwstawiły się tyranii. A obecnie wśród najbardziej oddanych członków NATO, Polska powróciła na swoje miejsce jako wiodący kraj Europy, który jest silny, niepodzielny i wolny.

    Silna Polska jest błogosławieństwem dla narodów Europy, o czym powszechnie wiadomo. A silna Europa jest błogosławieństwem dla Zachodu oraz całego świata.

    Sto lat po przystąpieniu amerykańskich sił do Pierwszej Wojny Światowej, transatlantycka więź pomiędzy Stanami Zjednoczonymi oraz Europą jest mocniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

    Nad tym kontynentem nie unosi się już widmo komunizmu. Ale dziś na Zachodzie wciąż stoimy w obliczu poważnych zagrożeń dla naszego bezpieczeństwa i stylu życia. I są to realne zagrożenia. Stawimy im czoło. I na pewno zwyciężymy.

    Stoimy w obliczu innej opresyjnej ideologii – której celem jest eksport terroryzmu i ekstremizmu po całym świecie. Ameryka i Europa padają ofiarą jednego zamachu terrorystycznego po drugim. Powstrzymamy je.

    Podczas historycznego spotkania w Arabii Saudyjskiej wezwałem przywódców ponad 50 krajów muzułmańskich, by połączyli siły dla wykorzenienia tej groźby, która zagraża całej ludzkości.

    Musimy zewrzeć szyki w obliczu wspólnych wrogów, by pozbawić ich terytorium, finansowania, sieci powiązań oraz wszelkich form ideologicznego wsparcia.

    I choć zawsze będziemy witali nowych obywateli, którzy podzielają nasze wartości i kochają naszych ludzi, nasze granice zawsze będą zamknięte przed terroryzmem i ekstremizmem.

    Walczymy zdecydowanie z radykalnym islamskim terroryzmem. I walkę tę wygramy. Nie możemy zaakceptować tych, którzy posługują się nienawiścią, by usprawiedliwić przemoc wymierzoną w niewinnych.

    Obecnie Zachód również staje w obliczu sił, których celem jest wystawienie na próbę naszej woli, zachwianie naszej determinacji i zagrożenie naszym interesom. By przeciwstawić się nowym formom agresji, w tym propagandzie, przestępczości finansowej oraz atakom cybernetycznym, musimy tak przystosować nasz sojusz, by skutecznie konkurował w nowych obszarach i na nowych polach bitewnych.

    Wzywamy Rosję, by zaprzestała swoich destabilizujących działań na Ukrainie i wszędzie indziej, i przestała udzielać wsparcia wrogim reżimom – w tym Syrii i Iranowi – a zamiast tego przyłączyła się do wspólnoty odpowiedzialnych narodów w naszej walce przeciwko wspólnym wrogom i w obronie cywilizacji.

    I w końcu, po obu stronach Atlantyku, nasi obywatele mierzę się z jeszcze jednym niebezpieczeństwem – z którym możemy sobie w pełni poradzić. To zagrożenie jest dla niektórych niewidoczne, ale dla Polaków – znajome. Stały rozrost rządowej biurokracji, która pozbawia ludzi woli działania i bogactwa. Zachód osiągnął wielki sukces nie dzięki biurokracji i regulacjom, ale dlatego, że ludzie mieli możliwość podążania za swoimi marzeniami i realizowania swoich dążeń.

    Amerykanie, Polacy i narody Europy cenią indywidualną wolność i suwerenność. Musimy pracować razem, by przeciwstawić się siłom, niezależnie od tego czy pochodzą z wewnątrz czy z zewnątrz, z Południa czy ze Wschodu, które z czasem grożą podważeniem tych wartości i zerwaniem więzów kultury, wiary i tradycji, które stanowią o naszej tożsamości. Jeśli się im nie przeciwstawimy – siły te pozbawią nas odwagi, nadwątlą naszego ducha i osłabią naszą wolę niezbędną do obrony siebie i naszych społeczeństw.

    Ale podobnie jak nasi przeciwnicy i wrogowie z przeszłości dowiedzieli się tego w Polsce – wiemy, że te siły są również skazane na porażkę.

    Są skazane na porażkę, nie tylko dlatego, że nasz sojusz jest silny, nasze kraje odporne i nasza potęga nie ma sobie równych – choć wszystko to jest prawdą.

    Nasi przeciwnicy są skazani na porażkę, bo nigdy nie zapomnimy, KIM JESTEŚMY. Jeżeli nie zapomnimy, nikt nas nie pokona. Nie zapomną Amerykanie. Nie zapomną narody Europy.

    Jesteśmy najbardziej wolną i najwspanialszą wspólnotą narodów, jaką znał świat. Komponujemy symfonie. Dążymy do innowacji.

    Oddajemy cześć naszym starożytnym bohaterom, pielęgnujemy nasze odwieczne tradycje oraz zwyczaje i zawsze szukamy oraz odkrywamy nowe możliwości.

    Nagradzamy błyskotliwe talenty, dążymy do doskonałości i uwielbiamy inspirujące dzieła sztuki, które oddają cześć Bogu.
    Cenimy praworządność – i bronimy prawa do wolności słowa.

    Wspieramy kobiety – filary naszego społeczeństwa i naszego sukcesu.
    A w sercu naszego życia stawiamy wiarę i rodzinę; a nie władze i biurokrację.
    Wszystko poddajemy debacie i kwestionujemy.  Chcemy poznać wszystko – żeby lepiej poznać siebie.

    I przede wszystkim, doceniamy godność życia każdej ludzkiej istoty, bronimy praw każdego człowieka i podzielamy nadzieję na życie w wolności tkwiące w każdej ludzkiej duszy.

    Tacy właśnie jesteśmy. Takie są bezcenne więzy, które nas łączą. Jako narody, jako sprzymierzeńców i jako cywilizację.

    To, co mamy; to, co odziedziczyliśmy po naszych przodkach nie istniało nigdy wcześniej. Państwo wiecie o tym lepiej niż ktokolwiek inny, bo stoją tu z nami bohaterowie tamtych wydarzeń.  A jeśli nie uda nam się tego obronić – nie zaistnieje to nigdy ponownie. Wiec nie wolno nam przegrać.

    Tę wielką międzynarodową społeczność łączy jeszcze jeden wspólny element: to NARÓD, a nie możni tego świata, stanowił zawsze podwaliny naszej wolności i kamień węgielny naszej siły.

    To naród stanowił i stanowi podwaliny tych wartości tutaj w Polsce, tu w Warszawie, i, od samego początku jej istnienia stanowił podwaliny Ameryki.

    Nie po to obywatele naszych państw bili się wspólnie o wolność, nie po to wspólnie przetrwali horror wojen, nie po to wspólnie stawiali opór złu, żeby teraz zaprzepaścić tę wolność przez brak poczucia dumy i wiary w wartości, które wyznajemy.  Nie dopuściliśmy i nie dopuścimy do tego.

    Dopóty wiemy skąd przyszliśmy, dopóki wiemy dokąd zmierzamy.
    Amerykanie są świadomi, że silne przymierze wolnych, suwerennych i niezależnych państw to najlepszy sposób na obronę naszych swobód i naszych interesów.  To dlatego moja Administracja domaga się od wszystkich członków NATO wywiązywania się w pełni ze swoich sprawiedliwie ustalonych zobowiązań finansowych.

    Stanowisko to już zaowocowało dodatkowymi miliardami dolarów. Moim zdaniem te miliardy inaczej by nie napłynęły. Krytykom naszego twardego stanowiska chciałbym przypomnieć, że USA okazały nie tylko słowami, ale PRZEDE WSZYSTKIM CZYNAMI swoje nieugięte poparcie dla Artykułu 5go wielostronnych zobowiązań obronnych.  Łatwo rzucać słowa, ale liczą się CZYNY.  Dla swojego własnego dobra, EUROPA MUSI ZROBIĆ WIĘCEJ.  Musi pokazać, że wierzy w swoją przyszłość, inwestując w nią SWOJE WŁASNE PIENIĄDZE.

    Właśnie dlatego przyklaskujemy decyzji Polski o zakupie od USA sprawdzonych w boju systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej PATRIOT. Najlepszych na świecie.  Właśnie dlatego tak cenimy naród polski, który jako jeden z nielicznych w NATO spełnia wymogi inwestycyjne we wspólną obronność.  Dzięki Polsko za to, że dla innych krajów członkowskich NATO stanowisz wzór do naśladowania.

    Nasza obronność to nie tylko zobowiązania finansowe – to także zaangażowanie WOLI. Historia Polski uczy nas, że obrona Zachodu nie zależy ostatecznie od pieniędzy, a od woli przetrwania narodu.  I tu pojawia się zasadnicze pytanie naszych czasów: czy Zachód ma WOLĘ przetrwać.

    Czy wystarczająco silnie wierzymy w system naszych wartości, żeby bronić ich za wszelką cenę.  Czy darzymy wystarczającym szacunkiem naszych obywateli, żeby bronić granic, w których żyją? Czy starczy nam chęci i odwagi, by bronić naszej cywilizacji w obliczu tych, którzy starają się ją podstępnie unicestwić?

    Na nic zdadzą się największe gospodarki świata i broń największego rażenia, jeśli zabraknie silnej rodziny i solidnego systemu wartości. Tych, którzy zapomnieli o ich kluczowym znaczeniu zachęcam do odwiedzenia kraju, który nigdy tego nie zapomniał – niech przyjadą do Polski.

    Niech przyjadą tu, do Warszawy i niech poznają historię Powstania Warszawskiego.  Niech poznają historię Alej Jerozolimskich.

    W sierpniu 1944 roku, tak jak teraz, Aleje Jerozolimskie były jedną z głównych arterii przecinających miasto ze wschodu na zachód.  Kontrola nad nią miała kluczowe znaczenie dla obu stron bitwy o Warszawę.  Wojsko niemieckie chciało ją przejąć jako najkrótszą drogę przemieszczania oddziałów na front i z frontu.

    Dla członków Polskiej Armii Krajowej natomiast, możliwość przedostawania się na północ i na południe przez Aleje Jerozolimskie miała zasadnicze znaczenie dla utrzymania Śródmieścia, a tym samym utrzymania przy życiu samego Powstania.
    Noc w noc, pod obstrzałem broni maszynowej, Polacy znosili worki z piaskiem, by bronić swojego wąskiego przejścia w poprzek Alei Jerozolimskich. Dzień w dzień, wróg rozbijał je w drobny mak. Wtedy Polacy zrobili okop, a wkrótce – barykadę.  W ten sposób nieustraszeni powstańcy zaczęli przekraczać tę arterię.

    To wąskie przejście zadecydowało o kontynuacji Powstania.  Mieszkańcy i powstańcy, ryzykując życiem, biegli tym wąskim przejściem, by nieść pomoc swojemu miastu.  „To było zaledwie kilka metrów” – wspominała młoda kobieta imieniem Greta.  „Ten śmiertelnie niebezpieczny fragment ulicy przesiąknięty był krwią posłańców, łączniczek i kurierów”.

    Snajperzy brali ich na cel. Żołnierze wroga palili każdy budynek, a kiedy atakowali barykadę, wykorzystywali Polaków jako żywe tarcze dla swoich czołgów.
    Wróg nie ustawał w ataku na maleńki przyczółek cywilizacji, a Polacy nie ustawali w jego obronie.

    Przesmyk przez Aleje Jerozolimskie wymagał ciągłej obrony, napraw i umocnień.  Ale wola obrońców, nawet w obliczu śmierci, była niezachwiana; przejście istniało do ostatnich dni Powstania. Nigdy nie zostało zapomniane, dzięki Polakom było zawsze dostępne.

    Pamięć o ofiarach tego heroicznego wydarzenia woła do nas przez dziesięciolecia, a wspomnienia o obrońcach przejścia przez Aleje Jerozolimskie należą do najbardziej żywych.

    Ci bohaterowie przypominają nam, że Zachód został ocalony dzięki krwi patriotów, że każde pokolenie ma w tej obronie do odegrania swoją rolę. I że każda piędź ziemi, każdy centymetr naszej cywilizacji jest tej obrony wart.

    Nasza walka w obronie Zachodu nie zaczyna się na polu bitwy – zaczyna się od naszych umysłów, naszej woli, naszych dusz.

    Dzisiaj, więzy spajające naszą cywilizację mają znaczenie nie mniejsze – i wymagają nie mniej zaciekłej obrony – niż ta piędź ziemi, na której skupiała się nadzieja Polski na istnienie.  Nasza wolność, nasza cywilizacja, i nasze przetrwanie zależą od tych właśnie więzi historii, kultury i pamięci.

    I dziś, tak, jak zawsze, Polska jest w naszych sercach, podczas gdy jej naród walczy.  Ogłaszam dziś światu, że tak, jak nie udało się złamać woli Polski, NIE UDA SIĘ NIGDY ZŁAMAĆ WOLI ZACHODU.

    System naszych wartości ZWYCIĘŻY. Nasze narody ROZKWITNĄ.  A nasza cywilizacja ZATRIUMFUJE.

    Więc walczmy wszyscy jak Polacy – O RODZINĘ, O WOLNOŚĆ, O OJCZYZNĘ I O BOGA.

    Dziękuję Wam. Niech Bóg Was błogosławi.  Niech Bóg błogosławi Naród Polski.  Niech Bóg błogosławi naszych sprzymierzeńców.  Niech Bóg błogosławi Stany Zjednoczone Ameryki.

  • 02-07-2017 15:19:00

    Legendy...

    P.red.Rafał A.Ziemkiewicz celnie przypomniał p.Lechowi Wałęsie, wybierającemu się blokować coś-tam, że w swoim czasie domagał się On był od p.Donalda Tuska by jako premier pałował opozycję coś-tam blokującą. Na końcu felietonu ( goo.gl/HhKQZ5 ) napisał:

    Młodzi ludzie może dziwią się, że tyle teraz nagle tych »legend opozycji«. Nie ma nic dziwnego, droga młodzieży, tak się to w fachowej mowie służb nazywa: »legendowanie«. Legendowało się konfidenta, agenta lub prowokatora na przykład aresztując go demonstracyjnie i poddając pozorom prześladowań - i tak zalegendowany osobnik zostawał na przykład przynętą, do której ciągnęła naiwna młodzież o gorących sercach, zbuntowani »robole«, katolicki ciemnogród i wszelki w ogóle element wywrotowy. Albo rozbijaczem, niweczącym radykalizmem i awanturnictwem starania tych, których się złamać i pozyskać nie udało. Niby napisano o tym setki książek, począwszy od czasów Dostojewskiego, bo wszystkie owe szulerskie chwyty w pokerze rozgrywanym z wrogami reżimu stosowała już Ochrana, niby sprawy są znane, (…) Niby. Ale co innego wiedzieć, a co innego przyjmować do wiadomości. (...)

    Ilekroć o tej wiedzy, dobrze już udokumentowanej i dostępnej, wspominam, zaraz oczywiście pada nieśmiertelny argument trolli - »A co Ty wtedy robiłeś, gdy Władek, Lechu czy inny legendarny siedzieli w więzieniu?!«. Odpowiadam więc z góry, zgodnie z prawdą - ja wtedy wierzyłem, że to naprawdę nasi bohaterowie i bojownicy o świętą polską sprawę, bo byłem młodym, naiwnym idiotą. Dzisiaj mi z tego powodu wstyd”.

    P.RAZ taktownie pominął najsłynniejszy w Polsce przykład „legendowania” - gdy niemiecki Sztab Generalny swojego (i austriackiego) agenta, śp.Józefa Piłsudskiego, (por. goo.gl/91jsXA ) okrutnie prześladował internowaniem w Magdeburgu – a w tym czasie robiono Mu legendę bohaterskiego bojownika z Niemcami.

    Następnie mianowana przez Niemców Rada Regencyjna nieoczekiwanie powierzyła Mu stanowisko Naczelnika Państwa. W zasadzie nie ma w tym nic złego – jeśli okupant proponuje coś korzystnego, to trzeba w to grać, a nie obrażać się – ale gdy pomyśleć jak w OHL wtajemniczeni śmiali się, że agent OHL Piłsudski tłucze się w 1920 z agentem OHL Leninem, dzięki czemu Niemcy wygrały plebiscyt na Mazurach, Śląsku i w Warmii, a obydwaj wrogowie Niemiec wzajemnie się wykrwawiali...

    A może w OHL jedni wiedzieli tylko o Leninie, a inni tylko o Piłsudskim – więc nie mogli tego sukcesu opijać?

    Na pikniku w Gliniku Zaborowskim WCzc.Jacek Wilk powiedział, że dla uzdrowienia życia politycznego w Polsce musimy zniszczyć dwie legendy: „sanacji” i „SOLIDARNOŚCI”. ( goo.gl/Bfhyxi ). Ciężko to idzie – ale się staram...

     

     

  • 16-06-2017 22:38:00

    ARBEIT MACHT FREI!

     

     

    Podczas gdy normalni ludzie wymyślają a to konia, a to samochód, a to koparkę – byle się nie narobić – socjaliści uważają, że sensem życia jest praca. A ponieważ mężczyźni to istoty krnąbrne i leniwe – a kobiety pracowite i posłuszne – Parlament Europejski wypichcił właśnie „Raport” w którym wzywa kobiety do pracy.

    Na traktory, towarzyszki – na traktory.

    Feminazistkom – tym razem pod wodza p.Konstancji Le Grip – chodzi o to, że panuje tu kilka straszliwych niesprawiedliwości.

    Po pierwsze: kobiety zarabiają o 16,3% mniej od mężczyzn.

    Jak to już powiedziałem w PE (co kosztowało mnie €9000) kobiety zarabiają mniej nie z powodu „niesprawiedliwości” – lecz dlatego, że są słabsze, niższe, mniej inteligentne, mniej odważne, mniej agresywne – od mężczyzn. Mężczyźni o sile, wzroście i inteligencji takiej samej, jak kobiety, też zarabiają znacznie mniej.

    Feminazistki prześlizgują się nad tym problemem – przechodząc do drugiej strrrraszliwej niesprawiedliwości: otóż przeciętna kobieta otrzymuje znacznie niższa emeryturę od przeciętnego mężczyzny.

    Temu też trudno się dziwić. Kobieta średnio zarabia mniej i pracuje np. 20 lat – a mężczyzna pracuje średnio 40 lat w życiu. Więc Panie mają przed sobą ciężkie zadanie.

    Na początek „Wezwały Komisję i państwa członkowskie do zwiększenia zachęt dla kobiet do dłuższego uczestnictwa w rynku pracy z krótszymi przerwami w celu wspierania ich niezależności ekonomicznej dzisiaj i na starość”

    Uzasadnienie: „Różnice w świadczeniach emerytalnych między kobietami i mężczyznami („zróżnicowanie emerytur ze względu na płeć”) są jednym z wielu aspektów nierówności między kobietami i mężczyznami. Różnice te, określane jako różnica między średnim świadczeniem emerytalnym (brutto) pobieranym przez kobiety w porównaniu z takim samym świadczeniem pobieranym przez mężczyzn, wynosiły w 2012 r. 38% w kategorii wiekowej osób mających 65 lat i więcej, co należy uznać za niedopuszczalne. Stawką jest osiągnięcie rzeczywistego równouprawnienia kobiet i mężczyzn”.

    Tu trzeba koniecznie wyjaśnić, czym różni się „równouprawnienie” od „rzeczywistego równouprawnienia”. Normalne równouprawnienie polega na tym, że np. mistrz świata w szachy za udział w turnieju dostaje $100.000, zawodnik setny na liście rankingowej dostaje powiedzmy $5000 – a zawodniczka będąca najlepszą wśród kobiet i zajmująca na tej liście miejsce 101 dostaje też, powiedzmy, $5000. Natomiast „rzeczywiste równouprawnienie” polega na tym, że ma dostawać $100.000 – choć od tego z numerem 100 dostaje na ogół baty.

    Ciekawe, czy feminazistki chcą, by dotyczyło to też Mistrza Świata Juniorów? Młodzików? Old-Boyów?

    A teraz najlepszy dowcip z dziedziny „rzeczywistego równouprawnienia”.

    Otóż, rzeczywiście: średnia emerytura kobiety jest o 38% niższa od emerytury mężczyzny. Jednak mężczyźni zaharowują się w pracy, by utrzymać swoje żony i dzieci – i dlatego żyją o wiele krócej od kobiet.

    W efekcie z Funduszu Emerytalnego (czyli z pieniędzy przeznaczonych na emerytury) aż 70% otrzymują kobiety; tylko 30% idzie na mężczyzn!!!

    Ciekawe, co z tym „problemem” uczynią feminazistki z Parlamentu Europejskiego?

    Janusz Korwin-Mikke

  • 14-06-2017 17:10:00

    Historia kradzieży na dwie raty

    Stało się to, co miało się stać: „Rząd” p.Mateusza Morawieckiego zrabuje drugą połowę pieniędzy Otwartych Funduszów Inwestycyjnych.

    Może już nie pamiętacie Państwo, jak powstawały OFE? Tłumaczono ludziom, że na ZUS to już nie można liczyć – trzeba się ubezpieczać samemu. I właśnie do tego miały służyć OFE: by ludzie mieli pewną emeryturę, wyższą od ZUS-owskiej...

    I zapewniano frajerów, że pieniądze z OFE będą ich własnością prywatną.

    Pieniędzmi z OFE zarządzały prywatne towarzystwa inwestycyjne, dla niepoznaki zwane Powszechnymi Towarzystwami Emerytalnymi. Zarządzały źle, bo... w umowie nie było napisane, że ich zarobki zależą od zysków ich OFE!!! Opiekowały się więc tymi pieniędzmi gorzej, niż ZUS!! Pobierały zaś za to krocie. W większości wypadków po prostu miały w nosie dobro swoich OFE – czasem zapewne dochodziło do poważnych przekrętów. Gdy więc w 2013 roku rząd PO/PSL (Uwaga! Głosowało za tym PiS!!) postanowił zabrać połowę tych pieniędzy, to najgłośniej protestowali nie ich właściciele, tylko PTE – co brzmiało mało wiarygodnie.

    W listopadzie 2015, w wyniku skargi p. Ireny Lipowiczowej i p. Bronisława Komorowskiego Trybunał Konstytucyjny (cytuję „POLSKA – The Times”): „uznał, że reforma OFE jest zgodna z Konstytucją. Państwo nie będzie musiało zwracać do Otwartych Funduszy Emerytalnych 150 mld zł, które na mocy reformy zostały przetransferowane do ZUS (...) Najwięcej kontrowersji wzbudziło przeniesienie składek emerytalnych Polaków z OFE na subkonta ZUS. W sumie chodzi o 153,15 mld zł. Pieniądze zostały przelane 4 lutego 2014 roku. OFE liczyły na to, że Trybunał zmieni decyzję i wyda korzystny dla nich wyrok”.

    Stanisław Gomułka, expert BCC, zauważył słusznie, że „były prezydent Bronisław Komorowski  nie zadał w swojej skardze najistotniejszego pytania: czy środki zgromadzone w OFE są pieniędzmi publicznymi czy prywatnymi. – Myślę, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego raczej przychylają się do twierdzenia, że są to środki publiczne, a zatem rząd miał prawo przesunąć je do ZUS”.

    Pismo Święte mówi: „Niech mowa Wasza będzie: TAK? - TAK!; NIE? - NIE! Co nadto jest, od Złego jest”.  Szlag mnie trafia, gdy jakiś prawnik mówi, że „Coś raczej obowiązuje...” Tak nawiasem: rekord, chyba nie do pobicia, ustanowiła w swoim czasie, w prywatnej ze mną rozmowie, w/w p.Irena Lipowicz; powiedziała: „Można przyjąć, że w pewnym sensie ten akt raczej może być uznany za obowiązujący”(!!) Składałem to wtedy na karb płci – dziś feminizacja zawodu prawniczego uczyniła postępy. Nawet mężczyźni tak mówią!

    TK powinien orzekać o zgodności ustawy z Konstytucją. Dlaczego w tej sprawie naruszył zasadę własności prywatnej? Czytamy: „Jak wyjaśnia ekspert, jeżeli trzeba by było zwrócić te 150 mld zł, to oznaczałoby to wzrost zadłużenia już nie o 150 mld zł, bo do tego dochodzą odsetki. Więc łączna kwota mogłaby wynieść nawet 200 mld zł. Wzrost zadłużenia o tak potężną kwotę oznaczałby, że zbliżymy się niebezpiecznie do maksymalnego poziomu zadłużenia, który wynosi w Polsce 60 proc. w stosunku do PKB (wynika to z Konstytucji i ustawy o Finansach Publicznych). To z kolei oznaczałoby, że możemy zapomnieć w najbliższym czasie o takich pomysłach, jak np. 500 zł na dziecko”.

    Sędziowie TK za tym głosujący, powinni w Wolnej Polsce powędrować za kratki – bo nie kierowali się zgodnością z Konstytucją, tylko interesem naszego okupanta: III Rzeczypospolitej.

    I krótkie wnioski. Matki biorące 500+: okradłyście również emerytów. Teraz właśnie „Rząd” p. Morawieckiego kradnie drugą połowę pieniędzy OFE – bo taka była umowa PO-PiS, dlatego PiS poparło tamtą kradzież. Na razie kradnie 1/4, którą pozatyka dziury w ZUS-ie – a resztę daje na specjalne konta. Nazywają się „prywatne”.

    Ktoś w to jeszcze wierzy?

  • 13-06-2017 00:55:00

    (Rosja : ZSRS) ≠ (Niemcy : III Rzesza)

    Bardzo często używa się – sam to robię przy każdej właściwej okazji – porównania Napoleona Buonapartego, który w stosownym momencie zaczął posyłać Jakobinów na gilotyny, do więzień i zsyłać do Gujany, wprowadzając Cesarstwo – do Stalina. Istotnie: Józef Wissarionowicz Djougashwili z bolszewikami zaczął robić dokładnie to samo – tyle, że zdając się na mrozy, a nie na upały. Podobnie Adolf Hitler, który zniszczył swoich lewaków, mordując Ernesta Röhma, i rozwiązując SA (zdumiewające: 4-milionowa armia bez protestu zniosła zamordowanie swojego wodza – podobnie jak Armia Czerwona likwidację śp.gen.Michała Tuchaczewskiego).

    Pod względem ustrojowym podobieństwo tych zmian jest uderzające – podobnie zresztą śp.Józef Piłsudski po zdobyciu władzy komunistów i socjalistów zaczął tępić, a sojusz zawarł z konserwą. Również inne aspekty życia wykazują uderzające podobieństwo: architektura stalinowska i hitlerowska to typowy „Empire”! Jeśli uczeni tych porównań nie robią, to z uwagi na Lewicę, która twardo zaprzecza, by Hitler był socjalistą.

    Natomiast między pozycją Związku Sowieckiego w stosunku do Rosji, a pozycją III Rzeszy w stosunku do Niemiec, są co najmniej dwie podstawowe różnice:

    1) Państwowa. III Rzesza nigdy nie prowadziła wojny z państwem niemieckim (za wyjątek można uznać starcia bojówek NSDAP i SA z policją Republiki Weimarskiej). Przekazanie władzy odbyło się tak samo łatwo, jak przekazanie władzy z PRL do III RP.

    Natomiast ZSRS stoczył kilkuletnią wojnę przeciwko wojskom Imperium Rosyjskiego. Także podczas II Wojny Światowej formacje RONA i ROA walczyły pod flagą Rosji. Co prawda po 1941 Stalin zaczął odwoływać się do symboliki rosyjskiej (a nawet cerkiewnej!) – ale to z powodów taktycznych: z chęci wykorzystania resztek patriotyzmu rosyjskiego – i przekonania cennych carskich oficerów (do bolszewickich miał mniejsze zaufanie!). I to się udało: w 1941 roku „biali” Rosjanie nie poparli zdrajcy Własowa (bo przedtem mordował Białych jeszcze gorliwiej, niż Lew Trocki!) – i często dawali się nabrać na hasła „Obrony Ojczyzny”. To stąd zaczął się proces wnikania Sowietów w skórę Rosji.

    Proszę jednak zauważyć, że ci carscy oficerowie poparliby być może Kajzera Wilhelma, za którym szła by armia białych emigrantów – ale dlaczego mieli popierać Adolfa Hitlera, takiego samego bandziora, jak Stalin? Stalin przynajmniej nie pozwalał Żydom, Polakom i np. chłopom mordować Rosjan. Co więcej: pozwalał już wtedy Rosjanom po trosze zawłaszczać państwo sowieckie. Ale ten proces do dzisiaj nie jest ostatecznie zakończony, ważne stanowiska w Federacji Rosyjskiej zajmują duchowe dzieci Sowietów. Choć np. parę dni temu p.Włodzimierz Żyrynowski zgłosił projekt powrotu do hymnu „Boże, chroń cara!”. Projekt, na razie, upadnie...

    2) Narodowa. III Rzesza nigdy nie niszczyła Niemców. Jeśli to komunistów, homoseksualistów – ale procent Niemców przebywających w rozmaitych obozach był znikomy w porównaniu z liczbą Niemców.

    Zupełnie inaczej było w Sowietach. Za Bolszewizmu walka z rosyjskością to była walka z caratem. Bolszewicy opierali się o mniejszości – przede wszystkim żydowską, ale i polską, łotewską i inne – i te mniejszości mogły liczyć na awanse, jako nieskażone rosyjskim imperializmem. I przy okazji brały rewanż za poniżenia ze strony Rosjan – niektórzy twierdzą, że Feliks Dzierżyński z utajoną satysfakcją skazywał na śmierć właśnie Rosjan. Wszystkim rządzili internacjonaliści proletariaccy, tylko Lenin był trzymany jako sztandar, bo miał przynajmniej 1/4 krwi rosyjskiej.

    Tak więc do 1935 roku, kiedy to Stalinowi udało się wymordować bolszewików, ZSRS był z całą pewnością państwem ostro anty-rosyjskim. Z chwila odejścia od koncepcji niesienia płomienia socjalizmu na cały świat na rzecz budowy socjalizmu w jednym państwie, stanowiący w tym państwie większość Rosjanie zaczęli zwolna nadawać mu pewne rysy rosyjskie. Pamiętam zdziwienie w bibliotece jakiegoś sowieckiego ośrodka, gdy poprosiłem o książkę po ukraińsku – i wręcz niesmak, gdy powiedziałem, że w ośrodku sowieckim nie powinno być wyłącznie książek po rosyjsku!

    By więc postawić kropkę nad "ı": III Rzesza cały czas była państwem niemieckim. Natomiast do roku 1935 Rosjanie nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za poczynania Związku Sowieckiego. Potem rozpoczęła się powolna, trwająca nadal rusyfikacja. Analogia: w 1066 Normanowie podbili Anglię; od kiedy AngloSasi ponoszą odpowiedzialność za to królestwo?

    Ciekawe: niedługo zapewne „biała Rosja” przejmie duchowo Federację od potomków Sowietów. Czy to będzie dobrze dla Polski? Hmmm: proszę popatrzeć na mapy Chin produkowane w Pekinie – i na Tajwanie. Zasięg Imperium Chińskiego na tych drugich jest znacznie większy – choć armia Guó-Mín-Dǎngu jest znacznie słabsza od armii kontynentalnej...

    JE Włodzimierz Putin jest racjonalnym imperialistą i uznaje niepodległość Ukrainy, Polski, a nawet Naddniestrza i Abchazji. Kto wie, czy jacyś duchowi potomkowie śp.Antoniego Denikina (nb. pół-Polaka!) też będą racjonalni?

    Bo Denikin – nawet w obliczu klęski – na to się nie zdobył!

  • 12-06-2017 02:17:00

    Po rosyjskim VK lata podróbka okładki "Nat'l Geographic"

    https://m.vk.com/wall-32176202_100306

    Ponieważ rysunek nieco ociera się o porno, podaję nisko, by nieświadomie nie urazić czyichś oczu.

    Jest tam wszystko: "Przekształcanie kontynentu", "Wygranie wojny z rasizmem", "Mity identyfikacji kulturowej", "Korzyści z dzieci wielorasowych"

    Szczerze pisząc: gdyby to było na poważnie, nowy Hitler pojawiłby się w ciągu paru miesięcy...

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

     jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej

    jeszcze niżej: 

  • 06-06-2017 14:33:00

    Historia kradzieży na dwie raty

    Stało się to, co miało się stać: „Rząd” p.Mateusza Morawieckiego zrabuje drugą połowę pieniędzy Otwartych Funduszów Inwestycyjnych.

    Może już nie pamiętacie Państwo, jak powstawały OFE? Tłumaczono ludziom, że na ZUS to już nie można liczyć – trzeba się ubezpieczać samemu. I właśnie do tego miały służyć OFE: by ludzie mieli pewną emeryturę, wyższą od ZUS-owskiej...

    I zapewniano frajerów, że pieniądze z OFE będą ich własnością prywatną.

    Pieniędzmi z OFE zarządzały prywatne towarzystwa inwestycyjne, dla niepoznaki zwane PTE. Zarządzały źle, bo... w umowie nie było napisane, że ich zarobki zależą od zysków ich OFE!!! Opiekowały się więc tymi pieniędzmi gorzej, niż ZUS!! Pobierały zaś za to krocie. W większości wypadków po prostu miały w nosie dobro swoich OFE – czasem zapewne dochodziło do poważnych przekrętów. Gdy więc w 2013 roku rząd PO/PSL (Uwaga! Głosowało za tym PiS!!) postanowił zabrać połowę tych pieniędzy, to najgłośniej protestowali nie ich właściciele, tylko PTE – co brzmiało mało wiarygodnie.

    W listopadzie 2015, w wyniku skargi p.Ireny Lipowiczowej i p.Bronisława Komorowskiego Trybunał Konstytucyjny (cytuję „POLSKA – The Times”): „uznał, że reforma OFE jest zgodna z Konstytucją. Państwo nie będzie musiało zwracać do Otwartych Funduszy Emerytalnych 150 mld zł, które na mocy reformy zostały przetransferowane do ZUS (...) Najwięcej kontrowersji wzbudziło przeniesienie składek emerytalnych Polaków z OFE na subkonta ZUS. W sumie chodzi o 153,15 mld zł. Pieniądze zostały przelane 4 lutego 2014 roku. OFE liczyły na to, że Trybunał zmieni decyzję i wyda korzystny dla nich wyrok”.

    Stanisław Gomułka, expert BCC, zauważył słusznie, że „były prezydent Bronisław Komorowski nie zadał w swojej skardze najistotniejszego pytania: czy środki zgromadzone w OFE są pieniędzmi publicznymi czy prywatnymi. – Myślę, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego raczej przychylają się do twierdzenia, że są to środki publiczne, a zatem rząd miał prawo przesunąć je do ZUS”.

    Pismo Święte mówi: „Niech mowa Wasza będzie: TAK? - TAK!; NIE? - NIE! Co nadto jest, od Złego jest”. Szlag mnie trafia, gdy jakiś prawnik mówi, że „Coś raczej obowiązuje...” Tak nawiasem: rekord, chyba nie do pobicia, ustanowiła w swoim czasie, w prywatnej ze mną rozmowie, w/w p.Irena Lipowicz; powiedziała: „Można przyjąć, że w pewnym sensie ten akt raczej może być uznany za obowiązujący”(!!) Składałem to wtedy na karb płci – dziś feminizacja zawodu prawniczego uczyniła postępy. Nawet mężczyźni tak mówią!

    TK powinien orzekać o zgodności ustawy z Konstytucją. Dlaczego w tej sprawie naruszył zasadę własności prywatnej? Czytamy: „Jak wyjaśnia ekspert, jeżeli trzeba by było zwrócić te 150 mld zł, to oznaczałoby to wzrost zadłużenia już nie o 150 mld zł, bo do tego dochodzą odsetki. Więc łączna kwota mogłaby wynieść nawet 200 mld zł. Wzrost zadłużenia o tak potężną kwotę oznaczałby, że zbliżymy się niebezpiecznie do maksymalnego poziomu zadłużenia, który wynosi w Polsce 60 proc. w stosunku do PKB (wynika to z Konstytucji i ustawy o Finansach Publicznych). To z kolei oznaczałoby, że możemy zapomnieć w najbliższym czasie o takich pomysłach, jak np. 500 zł na dziecko”.

    Sędziowie TK za tym głosujący, powinni w Wolnej Polsce powędrować za kratki – bo nie kierowali się zgodnością z Konstytucją, tylko interesem naszego okupanta: III Rzeczypospolitej.

    I krótkie wnioski. Matki biorące 500+: okradłyście również emerytów. Teraz właśnie „Rząd” p.Morawieckiego kradnie drugą połowę pieniędzy OFE – bo taka była umowa PO-PiS, dlatego PiS poparło tamtą kradzież. Na razie kradnie 1/4, którą pozatyka dziury w ZUS-ie – a resztę daje na specjalne konta. Nazywają się „prywatne”.

    Ktoś w to jeszcze wierzy?

  • 05-06-2017 20:40:00

    A tym, jak p.Bujak i Frasyniuk dobijali "komunę". Na końcu najlepsze.

    Każdy, znający mowę ciała, widzi, kto tu był Panem, a kto komu jadł z ręki. Oczywiście, gdyby p.gen.Czesław Kiszczak chciał, jak w Chinach czy w Chile,  przekazać władzę nam, to też bym się uśmiechał; ale potem publicznie dziękował, z nie przechwalał się, że Go po-ko-na-łem! 

    Wiecie, jaki wysiłek musiał włożyć p.Kiszczak - oraz WSI i SB - by w oczach Sowietów i PZPR przedstawić przekazanie władzy swojej agenturze jako "konieczme"? Sztuczne strajki i tp. Są świadkowie!

    A teraz najlepsze: kto wygrał na przejściu z PRL do III RP? 

    Służby specjalne. 

    W PRL były pod kontrolą Partii. Dzisiaj nie kontroluje ich NIKT. Tzn.: są w Senacie i Sejmie Komisje d/s SS - ale żeby zostać członkiem tej komisji trzeba mieć certyfikat - od kogo?

    Od służb specjalnych....

     

     

     

     

     

     

  • 28-05-2017 22:50:00

    Jeszcze o Uchwale Lustracyjnej

    Uchwała Lustracyjna, w/g wielu jedyna istotna uchwała Sejmu III RP, została przyjęta 28-V-1992. Wbrew różnym sugestiom (że miało to być ratowanie „rządu” p.mec.Jana Olszewskiego, że miało to być podkopanie „rządu” Olszewskiego, że było to związane z tym, że Unia Demokratyczna – ówczesna, taka trochę bardziej lewicowa, PO - uchwaliła, że wniesie o votum nieufności):

    http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-28-maja-1992-r-uchwala-lustracyjna,nId,1825263

    została zgłoszona dlatego, że przedtem był w Sejmie prezydent Izraela, śp.Chaim Herzog, i zaprosił na obiad przywódców (nie wiadomo dlaczego...) UD, a UD to była partia intelektualistów – czyli: bez kierownictwa - stado baranów. Wypatrzyłem ten szczególny moment, napisaliśmy tę Uchwałę w 5 minut na kolanie (zapomnieliśmy o zlustrowaniu w pierwszej kolejności sędziów TK!!) – i udało się.

    Uchwała przeszła dzięki temu, że część UD wyszła z sali, część zagłosowała przeciw, część się wstrzymała, część głosowała za – a SdRP (forma przejściowa między PZPR, a SLD) wstrzymała się od głosu nie zrywając quorum (na nagraniu widać, że część posłów SdRP biła brawo; wychodzili ze słusznego założenia, że Tajni Współpracownicy będą przecież wśród opozycji, a nie w szeregach PZPR)

    Uchwała nie była konsultowana z nikim z ówczesnego „rządu” (jedynie dwa razy, miesiąc i dwa miesiące przedtem, pytałem Antoniego Macierewicza, co z lustracją – i otrzymywałem odpowiedzi w najlepszym macierewiczowskim stylu, że „wszystko jest do lustracji przygotowane”), była dla wszystkich całkowitym zaskoczeniem. Tylko dlatego przeszła. Najsilniejsze poparcie zgłosiły KPN i ZChN – ich przywódcy, będący TW, nie mieli jak powstrzymać swoich posłów.

    Antoni Macierewicz Uchwały nie wykonał (proszę zobaczyć Jego minę, gdy Uchwała przeszła!). Nie ujawnił TW wśród sędziów, prokuratorów i wojewodów (najprawdopodobniej MSW po prostu nie było gotowe do lustracji), asekuracyjnie napisał, że nie jest to lista TW lecz „lista zasobów archiwalnych MSW”, ale (co najważniejsze): ujawnił tylko nieważnych TW: tych, którzy już nie pracowali dla służb III RP – a 80%, tych najważniejszych, nadal pracowało...

    I pracuje.

    Po czym „rząd” obalono (tu film „Nocna Zmiana”: https://www.youtube.com/watch?v=hu1a3xT9db0 ). Wstrzymaliśmy się (co nie miało żadnego znaczenia, poza demonstracyjnym) od głosu, bo wprawdzie ów „rząd” był nieudolny (nie robił NIC, przez pół roku nawet ustawy lustracyjnej nie zdołał napisać; pewno nie chciał, bo to robota na dwa dni) ale głupio było głosować za jego obaleniem... Nowy „rząd” oczywiście uchwały nie wykonywał, w czym pomogli mu TW ukryci w Trybunale Konstytucyjnym. Z jego składu:

    panie Maria Łabor-Soroka i Janina Zakrzewska, pp.Czesław Bakalarski, Tomasz Dybowski, Kazimierz Działocha, Henryk Groszyk, Wojciech Łączkowski, Remigiusz Orzechowski, Mieczysław Tyczka (przewodniczący) i Andrzej Zoll (sprawozdawca) – tylko p.prof.Wojciech Łączkowski zgłosił votum separatum, gdy TK wydał nonsensowne orzeczenie uznające uchwałę za „sprzeczną z prawem”. TK w ogóle nie miał upraprawnień, by oceniać uchwał (a tylko ustawy) – i słusznie, bo uchwała nie może być sprzeczna z prawem z samej zasady: uchwała nie zmienia prawa, tylko wzywa do zrobienia czegoś. Jednak TK "uznał się" za uprawniony, a "rząd"  skwapliwie się do tego zastosował.

    Natomiast wykonanie uchwały może być sprzeczne z prawem – i byłoby.

    Na miejscu Antoniego Macierewicza wykonałbym więc Uchwałę w całości – po czym zgłosiłbym się do Prokuratury oznajmiając, że „Złamałem prawo, a na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że prosił mnie o to Sejm...” Może bym dostał 10 lat - a może zostałbym bohaterem? Nie wiem...

    Niestety: Antoni Macierewicz wolał Uchwały nie wykonać – i, co więcej, bezczelnie twierdzi, że ją wykonał! 

    Ntt. udzielałem niedawno wywiadów TVP i PR (nie wiem, co z nimi). Tu linki do tekstów ntt.:

     

  • 23-05-2017 10:57:00

    p.prof.Wojciech Popiołek i "d***kratyczne państwo prawa"

    P.prof. dr hab Wojciech Popiołek z Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego na zjeździe Związku Prawników Polskich w Katowicach 20 maja powiedział wreszcie ważkie słowa: „W demokratycznym państwie prawnym suwerenem nie są wyborcy. Suwerenem są wartości znajdujące się w prawie, a na straży tych wartości stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie”. Na ten temat zatem kilka słów:

     

    1. Nie żyjemy w Państwie Prawa - Rechtsstaat - lecz w potworku zwanym "d***kratycznym państwem prawa" - więc PiS ma dokładnie takie samo prawo twierdzić, że to Większość jest suwerenem, a nie Prawo! Nb. jeszcze socjaliści mogą twierdzić, że suwerenem są zasady socjalizmu, bo w Konstytucji stoi jak byk, że "RP jest d***tycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej"!! Jak się obcięło państwu głowę, czyli Monarchę, a w Konstytucji zapisało kompromis, czyli czystą schizofrenię - to ma się potem problemy.

    2. To, o co troszczą się obecnie sędziowie, to nie Prawo, tylko Lewo. W obydwu kodeksach, cywilnym i karnym, zapisane jest np., że zasady sprawiedliwości społecznej mają pierwszeństwo przed literą prawa. Jak to był ujął bodaj śp.Aleksy de Tocqueville: nomokracja (rządy prawa) jest jeszcze bardziej arystokratyczna, niż arystokracja - bo oznacza posłuszeństwo przodkom obecnych arystokratów. Sędziowie służą więc zasadom sformułowanym przez Czerwoną Arystokrację z czasów stalinowskich i Czerwoną Burżuazję z czasów gierkowskich - w najlepszym razie przez czerwoną bandę "Sanatorów" z piłsudszykowskiej PPS-Frakcja Rewolucyjna i czerwonych właścicieli Unii Europejskiej. Gdyby sędziowie orzekali na podstawie Prawa typu Kodeks Napoleona - to gotów byłbym umierać broniąc Okopów Świętej Trójcy przed hordami motłochu pod wodzą PiSu. Obecnego Lewa bronię ze strachu, bo wolę Lewo od Woli L**u - czyli Prawa Sędziego Lyncha czy Volksgerichtu - ale czynię to bez wielkiego przekonania.

    3. Sędziowie nie są, niestety, niezawiśli - ale też niezawisłość sędziowska nie może oznaczać tolerancji dla praktyk godnych raczej dostawcy paszy w PGRze niż sędziego. Kiedyś pilnował tego Monarcha - obecnie konieczne jest utworzenie jakichś Sądów Kapturowych, niezależnych od bieżącej polityki, usuwających z szeregów sędziowskich osoby niegodne sprawowania tej funkcji. Jest ich znacznie mniej, niż można by wnosić z sensacyjnych doniesień prasowych - ale łyżka dziegciu w beczce miodu...

    Tak więc system wymiaru Sprawiedliwości wymaga zasadniczej reformy: zmiany Lewa na Prawo – przy czym Prawo musi opierać się o zasady moralne, a nie być ubranym w formę „prawa” dekretem motywowanym względami praktycznymi. Takie Lewo nie wzbudza szacunku: co to za „prawo” które jutro mogę sam zmienić? Stąd nasz postulat-minimum, że nowe prawo może wejść w życie dopiero w sześć lat od uchwalenia. To vacatio legis chroniłoby przed dojutrkowstwem i zalewem takiej „legislacji”.

    Po drugie: wydaje mi się, że już dojrzeliśmy by (wraz z wyjściem Zjednoczonego Królestwa z Unii) przejść z prawa pisanego na common law – co można zrobić bez większych wstrząsów, traktując poprzednie orzecznictwo jako zbiór precedensów. Co, oczywiście, oznacza obdarzenie sędziów wielkim kredytem zaufania – stąd najpierw powinny zadziałać wspomniane Sądy Kapturowe, orzekające dyskretnie, i nie utworzone przez polityków. Jeśli bowiem politycy będą wybierali sędziów, to nie po to, by dbali o Sprawiedliwość, tylko: by dbali o interesy ich partyj. I pod tym samym kątem tworzone jest obecne Lewo.

    Cieszy mnie więc, że wielu przedstawicieli środowiska prawniczego odrzuca Zasadę D***kracji, czyli Tyranii Większości. Obawiam się jednak, że nie są oni w stanie przedstawić jej spójnego, prawicowego światopoglądu.

    A to oznacza upadek Twierdzy Prawa, bo mury jej nie są oparte na solidnym, głębokim fundamencie.

     

     

  • 18-05-2017 11:45:00

    Matko Boska! Czyli: Matko Kurko: mniej sloganów, więcej myślenia!

    Tyle nieporozumień w jednym wpisie...  Dla wygody cytuję tekst Matki Kurki pt. Kiedyś Polscy Murzyni mieli „szczęki” teraz mają Allegro – wypad, „liberalni” pajace!” - http://kontrowersje.net/kiedy_polscy_murzyni_mieli_szcz_ki_teraz_maj_allegro_wypad_liberalni_pajace - w całości:

    Flaki mi się wywracają, gdy słucham „liberałów” i sekciarskich mantr z tą ulubioną, że rynek sam się wyreguluje. Na proste pytanie gdzie jest taka planeta, bo na pewno nie w gospodarczych potęgach takich jak USA, Niemcy, Chiny, „liberałowie” odpowiadają jak Grzegorz Schetyna. Od 14 lat prowadzę rodzinną mikro firmę i wiem doskonale, co to znaczy być polskim przedsiębiorcą w Polsce. Zaraz po 1989 roku i mniej więcej do 1997 roku mogliśmy zauważyć prawdziwą hossę w sektorze „prywatnej inicjatywy”. Polacy bez większego kapitału masowo otwierali sklepy, firmy rzemieślnicze, hurtownie. Oczywiście wielki biznes był zarezerwowany dla układów esbeckich i każdy, kto się dorobił czegoś więcej niż średniej firmy, dostawał po łbie. Tak skończył Optimus i Kluska, a jego historia jest doskonale znana, niemniej średnie i małe firmy radziły sobie naprawdę nieźle.

    W 1997 roku w ministerstwie finansów ponownie zasiadł Balcerowicz, który wcześniej doprowadził do upadku niemal wszystkie liczące się przedsiębiorstwa państwowe, w tym skazane na sukces, dość wspomnieć bezkonkurencyjne polskie cukrownie. Drugi etap planu Balcerowicza polegał na „schładzaniu gospodarki”. Balcerowiczowi nie podobało się to, że polskie małe i średnie firmy generowały przyrost PKB na poziomie 7%. Razem z innymi szemranymi „autorytetami” przekonywał, że grozi nam przegrzanie, cokolwiek to w języku „liberalnej” sekty znaczy, bo normalni ludzie nazywają taki stan bumem gospodarczym. Z tą chwilą zaczęło się ostateczne dobijanie polskich przedsiębiorców. Małe i średnie firmy padały jak muchy, w miejsce sklepów i sklepików, powstały galerie i sieci korporacyjne. Biedronki praktycznie wykończyły spożywczaki, potem resztę dobiły Lidle i Tesca. Galerie handlowe zajechały lokalne butiki najczęściej sprzedające unikalną odzież z prywatnych zakładów krawieckich, nie jak w tej chwili pięć sieciówek z tym samym tajlandzkim badziewiem.

    Oczywiście nie można być ślepym, galerie i sieci handlowe to nie jest polska specyfika, taka jest ogólnoświatowa tendencja. Pełna zgoda, z jednym zastrzeżeniem. W krajach, które z „liberałów” się śmieją, powstają narodowe sieci i korporacje, a rządzący stają na głowie, aby narodowe marki były chronione nie tylko wewnętrznie, ale na rynku zagranicznym. W Polsce 90% rynku spożywczego należy do portugalskich Biedronek, niemieckich Lidlów i brytyjskich Żabek. Całe gałęzie i sektory zostały opanowane przez korporacje zagraniczne, banki, produkcja AGD, usługi kurierskie, materiały budowlane, itd., itp. W trakcie tej grabieży „liberałowie” krzyczeli, że „kapitał nie zna narodowości”, „najważniejsze jest, żeby klient miał tanio”, „podnoszenie płacy grozi bezrobociem”, „świadczenia socjalne to rak” i jeszcze setka podobnych kretynizmów nie mająca nic wspólnego z ekonomią i nawet religią, to są po prostu zdrowaśki sekty. W efekcie mieliśmy w Polsce raj dla „zachodnich inwestorów” i kolonialną tanią siłę roboczą.

    Wyprzedaż narodowego majątku, specjalne strefy ekonomiczne dla korporacji, zwolnienia z podatków i wyprowadzanie podatków do krajów, gdzie znajdowały się siedziby korporacji, doprowadziło do tego, że Polak w Polsce stał się Murzynem robiącym za miskę ryżu. Z wolnego rynku pozostały Polakom stare bazarowe „szczęki”, które nawiasem mówiąc są systematycznie wycinane i Allegro, gdzie się handluje chińską tandetą albo chłamem z wystawek i ekspozycji. Dlatego, gdy słyszę o zamachu na wolny rynek, bo w Polsce ustawa zabrania posiadania aptek nie-aptekarzom i stawiania po 6 nowych punktów w Pcimiu Dolnym, to mam tylko jeden komentarz – wypad „liberalne” pajace. Rzecz jasna polska ustawa to nic innego, jak kopia prawa obowiązującego w Niemczech, czy we Francji i stąd rwetes, bo co wolno człowiekowi, to nie Murzynowi. Ustawa spełnia jedno KLUCZOWE zadanie, zapobiega przejęciu kolejnego sektora, w którym jeszcze radzą sobie polskie firmy, reszta nie ma znaczenia.

    Znam te scenariusze zatroskane o klienta na pamięć i już tak naprawdę jest za późno, część patologicznych procesów kwitnie od lat. Wchodzi na „wolny rynek” niemiecki szewc, czy angielski tokarz, przejmuje lokale od samorządów za bezcen, wszak on jest „zachodni inwestor” i „daje miejsca pracy”. Stawia „zachodni inwestor” 5 aptek naraz, podatki wyprowadza do swojego kraju albo rajów, obniża ceny o 10% i po roku zabija wszystkie polskie rodzinne apteki. Po „wyregulowaniu rynku” ceny idą w górę o 20% , a w zachodnich sieciówkach robią dawni polscy właściciele aptek, magistrzy farmacji, za całe 700 euro, wliczając w to niedziele. Reszta Polskich Murzynów na Allegro sprzedaje kondomy i suplementy z czarnej rzepy na odchudzanie. „Liberalizm” dla studentów, którym mamusia śle przekazy, polityków utrzymujących się z diet, członków rad nadzorczych i fundacji, dla reszty uczciwie pracujących przedsiębiorców to MURZYŃSKOŚĆ.

    Można się tylko cieszyć, że Matka Kurka demaskuje rzekomy liberalizm rządów UD-UW i, niestety, PO – ale przy okazji wylewa aż kilkanaścioro dzieci z tą kąpielą. Postaram się po kolei.

    1) Poza jednym, znanym z teorii, przypadkiem („Dylemat Więźnia”) wolny rynek sam się reguluje. To, że w rządzonych d***kratycznie państwach rządy nie potrafią się powstrzymać, by mu w tym nie „pomóc” - nie jest żadnym argumentem przeciwko. Matka Kurka mogłaby równie dobrze napisać: „Zielsko na trawnikach nie rośnie samo – we wszystkich rozwiniętych krajach się je przecież kosi”. Zresztą za chwilę Matka Kurka ten (rzekomy, rzekomy....) wolny rynek z lat 1988 (8!!)-97 chwali.

    2) Nie wiem skąd informacja, że polskie cukrownie były „bezkonkurencyjne”, ale za ich „wykończenie” nie odpowiada ani „młody” ani „średni” p.prof.Leszek Balcerowicz – tylko Wspólnota Europejska, do której III RP chciała wejść (i za czym – trudno: d***kracja – opowiada się 72% Polaków). To „wykończenie państwowych przedsiębiorstw” udało się p.Balcerowiczowi słabo: Krajowa Spółka Cukrowa S.A. czyli „Polski Cukier” to, niestety, aż 40 cukrowni i 40% rynku w Polsce (siódmy producent w Europie!); kapitał, oczywiście, państwowy.

    3) P.Roman Kluska jest z przekonania liberałem, a „Optimus”, działający legalnie, został cynicznie wykończony – ale, powiedzmy sobie prawdę: „Optimus” osiągnął sukces nie na wolnym rynku, lecz wykorzystując absurdalne przepisy; o ile pamiętam przywoził części do komputerów, eksportował je na Słowację, po czym sprowadzał je z powrotem (czy nawet: demontował komputery i eksportował części). Szczegółów, powtarzam, nie pamiętam, ale wykonywał czynności z punktu widzenia gospodarki absurdalne, uzasadnione jakimś wspomaganiem importu czy eksportu przez ówczesny reżym. Zapewne była to luka prawna stworzona na potrzeby post-ubeckich firm, z której bezczelnie skorzystał jakiś katolik spoza układu – i w dodatku dał to na Kościół – więc bezpieka pokazała pazury i kły.

    4) „Schładzanie gospodarki” to nie „średni Balcerowicz” lecz jeszcze p.prof.Marek Belka.

    5) Schładzanie świetnie rozwijającej się gospodarki to absurd, zgoda. Tempo rozwoju Polski przed wchodzeniem do WE dochodziło do 8% - a mogło to być i 15 i 20%. Normalna gospodarka wolnorynkowa rozwija się (przerysowuję) tak: pięć lat wzrostu w tempie 20%, potem krach i przez rok -30%, potem znów 20% wzrostu przez pięć lat – i 30% spadku. Niestety: żyjemy w d***kracji i ludzie wolą mieć stabilne 2% przez dwanaście lat – niż mieć po dwunastu latach trzy razy lepiej, ale z dwoma kryzysami po drodze. W d***kracji rząd, który dopuści do kryzysu upadnie – więc schładzają, by nie dopuścić. Dawniej ludzie wierzyli w Opatrzność Boską i nie protestowali przeciwko naturalnym procesom gospodarczym; a jeśli protestowali, to się do nich strzelało – jak do „tkaczy w Lyonie” czy „luddytów” - i kraj mógł się bogacić bez ograniczeń. Obecnie wierzą, że rząd może i powinien „coś zrobić”. Więc rządy robią. Głupoty – bo nic innego zrobić nie mogą.

    6) Gdyby Polacy chcieli mieć trzy razy droższą unikalną odzież z polskich zakładzików krawieckich, to te by się utrzymały (naokoło supermarketów nie powstaje pustynia, tylko wyrastają małe sklepiki!) - i supermarkety same by te odzież oferowały. Sęk w tym, że Polak patrzy przede wszystkim na cenę. A kobiety lubią często zmieniać sukienki, więc „tajskie badziewie” jest dla nich w sam raz.

    7) siła robocza w Polsce jest tania wskutek bezrobocia sztucznie wytworzonego przez wysokie podatki. Ale korzysta z tego nie obcy kapitał, lecz przede wszystkim kapitał własny, który stanowi znaczną większość gospodarki.

    8) Kapitał nie ma narodowości – i te „narodowe” firmy z Francji czy z Niemiec rejestrują się w Luksemburgu, na Bahamach czy Wyspach Dziewiczych, gwiżdżąc sobie na opiekę „własnego państwa”. Gdybyśmy (co chcę zrobić) wprowadzili w Polsce podatki niższe, niż na Bahamach, to by wszystkie hurmem zarejestrowały się w Polsce. Oczywiście: gdyby uwierzyły, ze jutro taka wspaniałomyślna władza nie zostanie d***kratycznie obalona przez wyborczy motłoch domagający się wysokich podatków od zagranicznych kapitalistów.

    9) Hasła „najważniejsze jest, żeby klient miał tanio”, „podnoszenie płacy grozi bezrobociem”, „świadczenia socjalne to rak” itd. to mnie „setka kretynizmów” tylko elementarz gospodarczy.

    10) „Narodowy majątek” to majątek mój, Marki Kurki i 38 milionów Polaków. Natomiast majątek państwowy należy nie do Polaków, tylko do naszych okupantów, czyli do III Rzeczypospolitej – i obydwaj musimy do niego jeszcze dopłacać: koleje, szpitale, szkoły - sam LOT to miliard rocznie. Matka Kurka twierdzi słusznie, że rządzi ubecki układ – i chciałby, by ten układ rządził jak największą częścią gospodarki!!!!

    11) Specjalne strefy ekonomiczne nie są tylko dla zagranicznych korporacyj. Ich odział w tych strefach jest mniejszy, niż średni w gospodarce

    12) Proszę nie powielać głupot – tylko podać przykłady, gdzie firma zagraniczna zniszczyła konkurencję oferując towary o 10% tańsze „a po wyniszczeniu konkurencji podniosła ceny o 20%”. Przecież na wolnym rynku na drugi dzień powstałyby sklepiki sprzedające towar taniej!! Czy (po 20 latach!) te supermarkety sprzedają obecnie drożej, niż małe sklepiki???!!?

    13) Nie wiem dlaczego Polak harujący w reżymowej kopalni nie jest „polskim Murzynem” - a Polak „sprzedający na Allegro produkty z czarnej rzepy na odchudzanie” - jest? Jeśli czarna rzepa bardziej się opłaca od czarnego złota...

    14) Oczywiście „Apteka dla aptekarza” to etatystyczno-socjalistyczna głupota. Apteki nie są po to, by dobrze mieli się aptekarze, tylko by klient miał dostęp do wszystkich leków możliwie tanio.

    15) Nie rozumiem: czy jeśli „sieciówka” płaci farmaceucie €700 miesięcznie (nb. proszę o przykład!) to prywatny aptekarz będzie farmaceucie płacił więcej? Jeśli TAK, to musiałby doliczyć to do ceny leków – czyli obciążyć tym klientów... Zwracam uwagę, że jeśli właściciel ma sieć 200 aptek, to koszt utrzymania właściciela w przeliczeniu na jedną aptekę jest znacznie niższy – a jeśli ponadto ten właściciel umie zapłacić podatki na Bahamach, to ho-ho! 

    No i to by było w skrócie wszystko...

     

     

     

     

<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 1 z 144 [postów: 20 z 2861]