W dniu dzisiejszym, 24 kwietnia w godzinach wieczornych, można spodziewać sie przejściowych kłopotów w dostępie do serwisu, za utrudnienia przepraszamy.
Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
63496 komentujących
48630 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

    04-05-2016 22:14:00

    Uciec do przodu

    Natychmiast po odmowie publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ostrzegłem, że zaistniały dwa porządki prawne – a więc Polska stoi w obliczu wojny domowej, Takie przypadki w naszej historii już się zdarzały: zarówno podczas okupacji narodowo-socjalistycznej, jak i podczas powstania styczniowego istniały dwa porządki prawne – drugi usiłowało narzucić państwo „podziemne”. W stanie wojny, powtarzam, to się zdarza.

    Obecnie też od kilku tygodni jesteśmy w stanie wojny. Tyle, że jeszcze nie szczęka oręże. I nie wszyscy zdeklarowali, po czyjej są stronie.

    Na razie ludzie nie zdają sobie z tego sprawy: wyborcy PO sądzą, że idzie o obronę wpływów – wyborcy PiS wzruszają ramionami: „A niech sobie łamią Prawo, byle tych złodziei z PO pozamykali w kryminale”. Nie dostrzegają tego również politycy, choć oświadczenia Sądu Najwyższego (a także rad mm.Łodzi, Poznania i Warszawy) powinny im dać wiele do myslenia.

    Wojna domowa zagrozi, gdy w jakiejś sprawie zostaną zaangażowane realne pieniądze. Np. kilka milionów posiadaczy nieruchomości zechce je sprzedać, „Rząd” oświadczy, że ustawa tego zabrania, ci odwołają się do sądów, sądy będą rejestrować sprzedaże, a podlegający administracji geodeci odmówią nanoszenia tego na mapy. Lub w jakiejkolwiek innej poważnej sprawie.

    Partia KORWiN podobnie jak inne złożyła na ręce NCzc.Marka Kuchcińskiego projekt kompromisu w/s TK. Jednak ja w żaden kompromis nie wierzę. Trybunał nie ma prawa cofnąć się – bo oznaczałoby to przyznanie, że TK może się mylić, co jest niszczące dla powagi orzeczeń sądowych i para-sądowych. Z kolei PiS wisi na krawędzi zaufania i przyznanie się do błędu byłoby niebezpieczną utratą twarzy.

    Rząd w chwili obecnej szykuje się do rozprawy z opozycją – według moich informacji: na przełomie czerwca i lipca (brak studentów jest tu istotnym czynnikiem). To jest jakieś rozwiązanie – ale nie potrafię nazwać go „dobrym”. Skoro więc takie rozwiązanie jest nie jest dobre, a kompromis jest niemożliwy – pozostaje jedno: ucieczka do przodu.

    Jeśli rzeczywiście wszystkie strony konfliktu chcą uniknąć siłowej konfrontacji, a PiS poważnie traktuje swoje propozycje, że dopuści do TK sędziów z nominacji opozycji – proponuję rozwiązanie radykalne:

    1) Zmieniamy Konstytucję. Likwidujemy TK, na to miejsce wprowadzamy, jak w USA, Sąd Najwyższy,

    2) Sprawy będące obecnie w gestii TK przejmuje Izba Konstytucyjna Sądu Najwyższego. Składająca się z 9 sędziów. IK przejmuje stan prawny sprzed ostatniej ustawy o.Trybunale Konstytucyjnym.

    3) Spośród obecnych sędziów SN i NSA (nikt nie podejrzewa, że wszyscy byli mianowani za szczególne zasługi dla jakiejś partii?) na członków IK dwóch wskazuje p.Jarosław Kaczyński, dwóch p.Grzegorz Schetyna i po jedntm pp.Gowin, Kukiz, Petru, Piechociński i Ziobro.

    4) Izba działa wedle zasad amerykańskich, z koniecznymi zmianami; nikt chyba nie podejrzewa, że konstytucja USA pisana była pod dyktando PO, PiSu ani nawet KORWiNa? By nie było niedopowiedzeń: sędziowie IK pełnią funkcję dożywotnio; nowych, jak w USA, mianuje Prezydent za zgodą Senatu.

    Ta propozycja powinna być do przyjęcia przez większość konstytucyjną w obecnym Senacie i Sejmie

     

     

  • 03-05-2016 23:58:00

    Kłamstwa PiS, oszustwa Jarosława Kaczyńskiego

    Ja nie miałem większych złudzeń: to Jarosław Kaczyński z Bratem negocjowali Traktat Lizboński, to Jarosław go zachwalał, to PiS za nim glosowało, to śp.Lech Kaczyński go podpisał (odbierając ostatecznie III Rzeczypospolitej suwerenność nad Polską) – a potem Jarosław Kaczyński dwukrotnie domagał się utworzenia „silnej armii europejskiej” - by zdławić autonomię Polski. Jednak naiwni w głębi serca mieli nadzieję: „A może tylko tak mówił, bo musiał - a teraz zrzuci maskę?...”

    Point des rêveries, Messieurs, point des rêveries. Oto fragment wczorajszego przemówienia WCzc.Jarosława Kaczyńskiego:

    „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa. Dzisiaj być w Europie, to znaczy być w Unii Europejskiej. Realna przynależność do Europy, to przynależność do UE. Chcemy być w UE – to pogląd większości Polaków. Ci, którzy dzisiaj próbują twierdzić, że jest inaczej, ci, którzy mówią o jakichś referendach w sprawie wyjścia Polski z UE są szkodnikami, awanturnikami politycznymi”. (http://niezalezna.pl/79868-schetyna-straszy-referendum-ws-wyjscia-polski-z-ue-jaroslaw-kaczynski-ucina-spekulacje )

    Proszę porównać to z tym, jak kłamał WCzc. Jarosław Kaczyński niecały rok temu:

    »Kaczyński w trybie sprostowania odpowiedział JE Ewie Kopacz na zarzuty, że to jego brat negocjował i ratyfikował TL.

    W tym wystąpieniu był element bardzo nieładny, a bardzo często spotykany w wystąpieniach pani partii - atakujący osobę nieżyjącą, śp. prezesa Lecha Kaczyńskiego. Wynikałoby z tej wypowiedzi, która pani była łaskawa przedstawić, że Polska była w stanie przeciwstawić się traktatowi lizbońskiemu. Tzn., że byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej. To jest jedna rzecz. A druga sprawa była następująca. Lech Kaczyński, prowadząc te rokowania, wiedział, że zbliżają się wybory. I wiedział, że w konfrontacji z Unią Europejską te wybory wygrają formacje proeuropejskie i zgodzą się dokładnie na wszystko. I to wszystko, co uzyskał, a uzyskał bardzo wiele - zostanie odrzucone. Z 13 punktów, które zostały postawione, uzyskał praktycznie wszystkie, poza tym taktycznym zostały zrealizowane. Takie były wówczas realne możliwości Polski i one zostały wyczerpane. A jeżeli chodzi o ratyfikację - ten sam mechanizm. Jeżeliby doszło do konfrontacji z Unią Europejską - przyszły prezydent wszystko, by ratyfikował”«

    Niech Jarosław Kaczyński wyjaśni teraz, kiedy kłamie. Wtedy, gdy twierdzi, że zachwalali, podpisali i ratyfikowali „bo nie byliśmy na tyle silni, że mogliśmy wziąć na siebie przeciwstawienie się całej elicie europejskiej” - czy teraz, gdy twierdzi, że „UE traktujemy jako element naszego bezpieczeństwa”?

    Dla ułatwienia podpowiadam: w najbliższych latach żadne wybory nie grożą. Natomiast wtedy wystarczyło, by śp.Lech Kaczyński nie podpisał tego Traktatu!!

    Oczywiście: wtedy następny prezydent, Bronisław Komorowski, by go podpisał. Albo nie – bo zachęcony przykładem Lecha Kaczyńskiego nie podpisałby go zapewne i p.Wacław Klaus – i wtedy fiuuuu: Traktat Lizboński do kosza!

    Czy Wspólnota Europejska zginęłaby wtedy z głodu? Nie. Przeżyła przecież porażkę, jaką było odrzucenie Konstytucji Europejskiej (którą nawet przedwcześnie wysłano w Kosmos, by ludy z Aldebarana i Betelgeuzy zapoznały się ze Szczytowym Osiągnięciem Ziemskiej Myśli Politycznej). „Wielki Wschód” skonstruowałby zapewne jakiś nowy traktat, pewno lepszy (Lizboński był lepszy od Konstytucji Europejskiej!!).

    I jeszcze jedno: można wiedzieć, jakie to 13 punktów śp.Lech Kaczyński wynegocjował? Przecież to ten sam numer, który w swoim czasie odstawił p.Leszek Miller: Komisja Europejska odłożyła z góry miliard, p.Miller pojechał – i wrócił oświadczając tryumfalnie, że wynegocjował dodatkowy miliard – a więc podpisujmy Traktat Akcesyjny!

    Robią nas w bambuko. Garstka świadomych spiskowców robi wszystkich w bambuko. Ale do czasu, do czasu...

  • 28-04-2016 04:13:00

    Cruz, Trump i Penn

    Radowało się serce, gdy wśród Republikanów na zdecydowane prowadzenie wyszło dwóch kandydatów BARDZO anty-systemowych. Moje sympatie były po stronie p.”Teda” Cruza – bo p.Donald Trump to straszny populista; natomiast ma tę przewagę, że z p.Hilarią Clintonową wygra śpiewająco...

    … tu p.Andrzej Nowomiejski sprzeciwia się: „Skąd pomysł,że wygra z Clinton ? Biorąc pod uwagę to jak popierał Demokratów i Clintonów przed wyborami, zgodził bym się z teorią, że Trump jest takim Clintonowskim koniem trojańskim. Względnie kukułczym jajem wrzuconym do obozu Republikanów po to, żeby umożliwić zwycięstwo Hillary”.

    Hmmm... Jeśli byłby agentem, to rzeczywiście. Ale to mało prawdopodobne. A w takim razie wygra właśnie dlatego, że jest bliski elektoratowi Demokratów. 20% wyborców Demokratów zagłosuje ma p.Trumpa! Co prawda część ideowych prawicowców może się zrazić (z korzyścią dla Partii Konstytucji i Partii Libertariańskiej...) - ale ilu jest ideowców? 3%?

    Natomiast p.Cruz, moim zdaniem, przegrałby z p.Clintonową 38:62...

    Jednak p.Cruz nie ma już szans. Co więcej: ja się, jak wielu innych, do Niego zraziłem.

    P.Cruz startował jako ideowiec Prawicy. Zbyt chrześcijański, by wygrać wybory – ale energiczny, szczery i anty-establishmentowy. Gdy jednak zwycięstwo zaczęło wymykać Mu się z rąk, sprzedał duszę Diabłu! Tak jest! Zaczął szukać sojusznika w establishmencie – i znalazł. Otrzymał wsparcie organizacyjne i finansowe (wydał znacznie więcej, niż p.Trump!). Ale stracił szczerość. I ludzie zaczęli to wyczuwać. Już nie był sobą: był człowiekiem ICH.

    Notowania p.Cruza poleciały w dół. Zaczął przegrywać nie tylko z p.Trumpem, ale i z p.Kasichem (który ciągnął to tylko po to, by wygrać w Ohio – ale trzyma się, licząc na pat na Konwencji. I wtedy popełnił niewybaczalny już błąd:

    Zawarł taktyczny sojusz z p.Kasichem??!!?

    Wzbudziło to ogólny śmiech (ci Panowie maja odmienne programy) i znacznie dopomogło p.Trumpowi zamieść te pięć stanów Nowej Anglii.

    Jeśli się z miedzianym czołem zawiera taki kompromitujący sojusz – to po to, by wygrać. Tymczasem na to nie było szans. Był to sojusz z niewłaściwym człowiek (lepiej było zawrzeć go z p.Rubio!), za późno – a więc nieskutecznie. A co jeszcze gorsze: nie minęły 24 godziny od ogłoszenia o tym porozumieniu (Panowie mieli podzielić się stanami, wycofać z połowy i prosić zwolenników o głosowanie na tego drugiego) gdy p.Kasich porozumienie zerwał oświadczając wyborcom w Indianie, ze wprawdzie tam nie pojedzie, ale jednak mają głosować na Niego!!

    Żenada.

    Teraz technika. Na pytania: „Co jest z 54 delegatami z Pennsylwanii?” odpowiadam: w USA w każdym stanie (i w każdej partii!) jest inna ordynacja pra-wyborcza. Są proporcjonalne, proporcjonalne z różnymi progami (np. w Rhode Island p.Cruz zdobył jedynych w tym dniu trzech delegatów bo przekroczył – minimalnie -10%), większościowe, zwycięzca-bierze-większość i zwycięzca-bierze-wszystko (czasem z pewnymi ograniczeniami). Zazwyczaj muszą na Konwencji w I turze glosować na „swojego” kandydata, z niektórych stanów również w II, a w kilku nawet w III turze – potem mogą na kogo chcą.

    Pennsylwania ma bardzo oryginalny, ale rozsądny, system: ma 74 delegatów, 3 wybiera kierownictwo Partii, 17 reprezentuje zwycięzcę (p.Trump zainkasował wszystkich) – a 54 (po 13 z 18 dystryktów) jest niezależnych: już w I turze mogą glosować na kogo chcą!

    Zrobiono wśród kandydatów na delegatów badania: na kogo będą glosować. Jakieś 80% „Na tego, kto wygra w moim dystrykcie”, 10% „na Trumpa”, parę procent odmówiło odpowiedzi, i paru „na Cruza”, szczątkowe głosy na p.Jana Kasicha a (czyt: „Kejz'ika”!) nawet na p.Marka Rubio(!).

    Wygląda na to, że z tych 54 delegatów p.Trump może liczyć co najmniej na 50. Ma więc obecnie formalnie 954, ale de facto ca. tysiąc delegatów. Jeszcze potrzebuje 250. Z Kalifornii będzie pewno 168 – a z 9 pozostałych stanów jest do wzięcia 300.

    Pewno uciągnie...

    Na zdjęciu: portret śp.Wilhelma Penna. Jego ojciec, też kwakier, otrzymał od króla Jerzego w zamian za umorzenie długu... całą Pennsylwanię (i Delaware). Pojechał do Ameryki, założył tam Prowincję Pennsylwania – a po zwycięskiej rewolucji: Wspólnotę Pennsylwania (Pennsylwania – też oryginalnie - nie uważa się za państwo „state”, tylko za Commonwealth Pennsilvania!).

    Kwakrzy nieźle dają tam sobie radę.  

  • 27-04-2016 09:52:00

    Znów nowe książki w księgarni

    Tylko u nas najnowsza książka Janusza Choińskiego o nieznanych wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej i zakulisowych rozmowach ministra Józefa Becka ze Stalinem pt. Skierujmy agresję Hitlera na Francję i Anglię!

    A także:

    Paul Johnson – Historia świata XX w. t. I i II - Rewelacyjna historia ostatniego stulecia. Kilkaset stron fascynujących historii, o których mało kto wie.

    George Reisman – Rząd kontra gospodarka – Kolejny kanon austriackiej szkoły ekonomii.

    Stefan Kisielewski – Dzienniki okresu transformacji. Nieznane felietony radiowe Kisiela czytane w polonijnym Radio Chicago w latach 1988-91.

    John Tamny – Ekonomia zdrowego rozsądku, czyli jak rząd psuje gospodarkę – to najnowsza publikacja młodego publicysty z magazynu Forbes

    Dwie nowe pozycje Hansa Hermana Hoppego: – Ekonomia i etyka własności prywatnej, studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Krótka historia człowieka i Demokracja, czyli bóg, który zawiódł.

    George'a GilderaBogactwo czy nędza – nowe wydanie przygotowane z myślą o czytelnikach XXI wieku oraz Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego

    O.Jacek Gniadek SVD – Ekonomia Boża i ludzka, czyli kazania wolnorynkowe

    Michał Wojciechowski – Między polityką a religią

    Artur DmochowskiAfera grypowa: szczepionki, pieniądze kłamstwa

    Dinesh D'SouzaWybaczyć Ameryce! Czyli co Stany Zjednoczone dały Światu?

    Jamie Whyte – Oszuści, czy ignoranci, czyli o nadużywaniu nauki dla celów politycznych

    Tomasz Cukiernik – 10 lat w Unii – bilans członkostwa

    Mark SkousenLogika Ekonomii, książka pomyślana jako nowy podręcznik ekonomii

    George Reisman – Kapitał i kapitalizm XXI wieku i Ekologizm, trucizna XXI wieku

    Jacek Kozik – Najlepszy podatek, najmniejszy podatek

    Tom G. Palmer – Państwo opiekuńcze. Kosztowne złudzenie

    Paul Nison – Dieta biblijna

    Wiesław Stebnicki – Edukacja domowa, edukacja przyszłości

    Clive Ponting – Armageddon, czyli niepoprawna politycznie historia II wojny światowej


     

    Dodatkowo w komplecie z autografem oraz przy zamówieniach powyżej 150 zł. otrzymają Państwo mój nowy, mało znany, zbiór felietonów drukowanych lokalnych pismach samorządowych pt. „Wielkopolska w Wielkiej Europie”.


     

    Zapraszam na mój portal http://korwin-mikke.pl, nie tylko do księgarni, ale także do działu Wiadomości z kraju i ze świata, gdzie znajdą Państwo informacje niedostępne w innych serwisach informacyjnych.

    Oficyna Konserwatystów i Liberałów
    Ul. 3 Maja 100
    05-420 Józefów

    PL 58 1140 2004 0000 3502 3589 9194

    BIC Swift przy wpłatach zza granicy BREXPLPWMUL

    zamówienia na książki zza granicy proszę kierować na adres

    [email protected]


     

  • 26-04-2016 22:13:00

    Dlaczego firma reżymowa musi na wolnym rynku być gorsza od prywatnej?

    Dlaczego firma reżymowa musi na wolnym rynku (bo w obecnym ustroju politycy faulują "nieswoje" firmy) być gorsza od prywatnej?

    Z wielu powodów.

    Po pierwsze: celem właściciela jest ZYSK. Celem dyrektora firmy reżymowej jest pensja, premia i opinia. Ten pierwszy musi przypodobać się klientom. Ten drugi: Radzie Nadzorczej. A to nie jest to samo...

    Po drugie: firmą reżymową zarządzają politycy. Politycy mają często inne cele niż zysk. Wymagają, na przykład, by firma „realizowała cele społeczne”. To jak ma ona wygrać z firmą pracującą dla zysku?

    Po trzecie: politycy przy okazji chcą coś załatwić dla siebie. Np. zatrudnienie partyjnego kolegi – lub kogoś z rodziny. Przed wojną dyrektor huty Ozimek wezwał trzech takich „vice-dyrektorów” (zasłużonych pułkowników legionowych...) i powiedział im: „Wracajcie do Warszawy; będę Wam tam przysyłał pensję. Hutę od biedy stać, by Wam płacić – ale nie stać, byście przeszkadzali mi w pracy!”. Bo każdy taki stara się, „dla przyzwoitości”, COŚ robić. I to jest dopiero nieszczęście.

    Po czwarte: dyrektor firmy reżymowej boi się podjąć decyzję: za podjęcie błędnej się wylatuje – ale mało kto wyleciał za to, że NIE podjął korzystnej decyzji. Na ogół RN nigdy się nie dowie, że była taka szansa – bo niby skąd?

    Po piąte: dyrektora reżymówki można przekupić; właściciela przekupić się nie da...

    Po szóste: właściciel obraca swoimi pieniędzmi, więc zna ich wartość. Dyrektor zna wartość milionów – bo może tyle i zarabia – ale nie „czuje” wartości miliardów. W 99% popełnia jeden z dwóch błędów:

    1: „To nie moje pieniądze, nie wolno mi nimi zaryzykować!”

    2: „A, to nie moje – mogę sobie nimi poszastać!”

    I pewno jest wiele innych powodow – ale na napisanie tego miałem tylko 10 minut.

  • 19-04-2016 23:04:00

    "Sprawiedliwość społeczna" w "1984"

    Kiedyś do postu w Wikipedii „Sprawiedliwość społeczna” wstawiałem swój argument:

    »Są dwie możliwości: albo „sprawiedliwość społeczna” jest tym samym, co normalna „sprawiedliwość” - albo nie. Jeśli jest tym samym – to po co marnować czas i papier na mówienie i pisanie dodatkowego słowa „społeczna”? A jeśli nie jest tym samym, to „co innego niż sprawiedliwość” nazywa się po polsku „niesprawiedliwość”! «

    Jakiś Czerwony Pająk uparcie mi ten wpis usuwał. Poddałem się. Natomiast na stronie angielskiej Wikipedii pod „social justice” przetrwał siedem lat...

    Ostatnio tam zajrzalem – i zdrętwiałem. Nie dlatego, że mój argument został usunięty – i nie dlatego, że dodano tam drugie tyle soc-bzdury. Dlatego, że mój argument został również usunięty z „Historii”, z „Dyskusji” - koniec, „wyparował”; nigdy go nie było.

    Ale nie do końca np. w książce p.Suresh MuruganSocial Problems And Social Legislation” - cytat został przedrukowany i jest – na str.22.

    https://books.google.be/books?id=7XtCAgAAQBAJ&pg=PA22&lpg=PA22&dq=social+justice+korwin&source=bl&ots=ZThkZctKHx&sig=NwFApNwMRe4-uBzwdb5v8ImE4LA&hl=pl&sa=X&ved=0ahUKEwjauqDfkZvMAhVKEywKHRYjAGgQ6AEIUzAJ#v=onepage&q&f=false

    Czerwone Pająki będą musiały ją wykupić, zniszczyć i pousuwać z bibliotek... 

  • 15-04-2016 02:03:00

    Jak prowadzić propagandę?

    Od lat wszyscy Dobrzy i Mądrzy Ludzie tłumaczą mi, bym nie pisał nic o Hitlerze, homosiach, feministkach, (tfu!) "gejach", inwalidach itp - tylko "o gospodarce". 

    No, to proszę sobie zajrzeć na komentarze pod moimi dwoma wpisami n/t płacy minimalnej - na FaceBooku z 14 b.m. 

    Pisanie o ekonomii jest bez sensu, bo 95% nic nie rozumie - albo, co gorsza, rozumie odwrotnie. Wysokie podatki sa dobre, bo 1000 bogaczy zapłaci po 1000 zł z czego ufunduje się po 500 zł zasiłków dla miliona ubogich. 

    Ludziom trzeba walić po oczach - o np. karze śmierci, o pladze (tfu!) "gejów" czy imigrantów.  Ekonomii w Polsce nie rozumie nawet 75% profesorów ekonomii - to o czym tu mówić? 

  • 13-04-2016 11:34:00

    Relacja z pobytu w Chinach

    Jak już wcześniej zapowiadałem na naszym blogu, do Chin przybył pan prezes Janusz Korwin-Mikke. Wizyta ogólnie ma charakter nieoficjalny jednak prezes odbył już kilka ważnych spotkań (o czym dopowiem za chwilę). Jako koordynatora tej wizyty moim celem jest, aby prezes zobaczył całe spektrum Chin, czyli megamiasta, wieś oraz zwykłe mniejsze miasteczka; przejechał się moto-taxi, przeleciał samolotem, pojechał szybkim pociągiem oraz zwykłym podmiejskim autobusem; zjadł wykwintne chińskie specjały oraz skosztował zwykłej ulicznej kuchni; spotkał polskich biznesmenów, studentów oraz pracowników akademickich i tak samo względem Chińczyków. A jak uda się namówić to i aby skosztował lokalnej gorzałki.

    Prezes miał już okazję zwiedzić zabytki Pekinu (m.in. Zakazane Miasto oraz Plac Tianan Men), odbyć spotkania na prestiżowych pekińskich uniwersytetach (Uniwersytet Ludowy, Pekiński Uniwersytet Języków Obcych), odbyć spotkanie z Polonią w Pekinie oraz spotkanie z firmami zaangażowanymi w budowę Nowego Szlaku Jedwabnego. Zwiedzić największą hurtownię świata w mieście Yiwu w prowincji Zhejiang. Zwiedzić miasto Jingning w prowincji Zhejiang, gdzie spotkał się z czołowymi biznesmenami oraz z lokalnym rządem. Dziś planujemy zwiedzanie podkantońskich fabryk oraz objazd po chińskich wioskach w prowincji Guangdong. Następnie zwiedzimy jedną z niepisanych stolic chińskiego handlu – Kanton oraz odbędziemy spotkanie z Polonią w Kantonie.

    Oczywiście w czasie naszej wizyty nie zabrakło innych ciekawostek związanych z Chinami. Pan prezes miał już okazję skosztować różnych kuchni chińskich w tym sławną kaczkę po pekińsku oraz znane naszym czytelnikom „paróweczki Korwina”, czyli uliczne jedzenie z wózków.

    Adam Machaj, [email protected]

    Galeria zdjęć: JKM w Chinach

  • 07-04-2016 21:53:00

    Chiny prą do przodu!

    Gdy zabierałem się do pisania tego tekstu usłyszałem w domu {Białego Chińczyka} słowa: „Moja znajoma była w Chinach i po powrocie powiedziała: »Jeśli to jest Trzeci Świat – to my jesteśmy Trzydziesty Czwarty świat«

    I to jest kwintesencja tego artykułu.

    Piszę o Chinach od ponad 30 lat. Od czasu reform śp.Xiǎo-Píng Dènga z rosnącym podziwem. Najpierw o tym, jak kilka południowych okręgów zaczęło ścigać się z Hong-Kongiem (tak nawiasem – to po kantońsku; po pekińsku H-K to Xiāng-Gǎng – czyt, Śã Gã – i też o nim wypisuje się teraz bzdury), jak potem biedota z całych Chin zaczęła ściągać na Południe i Wybrzeże, jak potem ci ludzie się bogacili, wreszcie o tym, jak Chiny zaczęły doganiać Europę – a potem Stany Zjednoczone.

    I po przyjeździe do Chin oświadczam: nawet moje ostatnie artykuły były o jakieś dwa lata spóźnione. Dziś Chiny zdecydowanie przegoniły Europę – i najprawdopodobniej przegoniły już Stany Zjednoczone.

    I mogę dodać jeszcze jedno: gdybyśmy dziś doszli do władzy, to w sześć lat przeganiamy Niemcy, a w osiem lat Amerykę. Ale przez te osiem lat Chiny będą już daleko przed Ameryką – i najprawdopodobniej poza naszym zasięgiem.

    Gdy słucham naiwniaków bredzących, że Chińczycy „pracują za miskę ryżu” - to mogę się tylko śmiać. P.Machaj próbował znaleźć kogoś do prostej pracy: roznoszenie ulotek. Oferował 10 yüanów za godzinę, potem 15... Przy 20 zaczęli pojawiać się pierwsi chętni, skompletował ludzi przy 25y/h – czyli 16 zł/h.

    Przypominam, że w Chinach nie ma płacy minimalnej - i dlatego tak szybko się bogacą. U nas rządzący obecnie komuniści chcą ustawowo ustalić płacę-minimum na 12 zł/h. Co oczywiście dodatkowo zahamuje rozwój gospodarczy Polski. Zamiast sztucznie podnosić siatkę, trzeba pozwolić płacom kształtować się na rynku; gospodarka nabierze rozpędu, pójdzie w górę – i za kilka lat pracodawcy nie znajdą nikogo do pracy za 12 zł/h. Ale przez te kilka lat wszyscy się wzbogacą...

    Inny fakt: przez te ostatnie lata, ceny ziemi w Chinach zwiększyły się kilkunastokrotnie. Hektar ziemi kilkanaście kilometrów od dużego miasta kosztuje 3 – 3,5 miliona złotych. Mieszkania w Kantonie, Szanghaju czy podobnie dużym mieście – to 16.000 zł to 60.000 zł za m.kw. Dlaczego takie drogie? Bo ludzie kupują, A dlaczego kupują? Bo ich stać. A dlaczego ich stać? Bo są bogaci!

    Są bogaci – bo w Chinach nie karze się za pracę. W Chinach biedak kupuje za 80 zł grilla, za 2 złote rybę – stawia grill na ulicy, smaży i sprzedaje za 5 zł. Bez zezwoleń, bez San-Epidu, bez rejestracji firmy, bez kasy fiskalnej, bez podatków. Podatki dochodowe formalnie są – jednak do 60.000 zł rocznie się ich nie płaci. Jak ten biedak będzie ryby smażył i przyprawiał by były smaczne, za kilka miesięcy będzie właścicielem dziesięciu grilli na których smażyć je będą inni biedacy. Jak będzie miał z tego dochód nawet i 300.000 rocznie – to i tak nikt tego nie sprawdzi. Jak zacznie dorabiać się zanadto, to pojawi się u niego smutny pan i powie: „Mógłby Pan nam zapłacić jakiś podatek – bo jak nie, to przyjdziemy i sprawdzimy...”. Wtedy milioner wręcza temu panu parę tysięcy w prezencie, wzdycha – i jakąś w miarę przyzwoitą sumę zaczyna wpłacać...

    Co, oczywiście, nie dotyczy kapitalistów, którzy przyjeżdżają zza granic z business-planem i kilkuset milionami na budowę fabryki. Tych też wita się mile, daje jakieś zwolnienia na początek – ale potem to już księgowość... I też sobie jakoś dają radę – bynajmniej nie dlatego, że w Chinach jest tańsza siła robocza...

    ...bo już jej nie ma. No, może gdzieś w interiorze albo u Ujgurów. Bo już w Mongolii Wewnętrznej zaczął się boom, prawie jak w Mongolii właściwej.

    Tak nawiasem: Chiny powinny, oczywiście, zrezygnować z podatku dochodowego – a za to przywrócić pełną własność ziemi i wprowadzić regularny podatek od nieruchomości. Bo spotkałem w Chinach sporo multi-milionerów - wyglądających tak, że człowiek ma ochotę dać mu parę złotych z litości (po to, by smutny pan nie przyszedł, Chińczycy często nie afiszują się z bogactwem) – a mających po kilka czy kilkadziesiąt mieszkań trzymanych jako lokata kapitału. Bardzo często – pustych.

    Wygląda na to, że ta spekulacyjna bańka może pęknąć...

    Reasumując: Chiny nadal prą do przodu wielkimi krokami. Tempo spadło – bo niektórym nie chce się już bogacić. Po każdych świętach, podobno, 10÷20% robotników z interioru nie wraca do pracy – bo zarobili już tyle, że są lokalnymi bogaczami, a w interiorze jeszcze jest w miarę tanio...

    ...ale pozostałe 80% wraca i nadal zasuwa za te – powiedzmy - kilkanaście misek ryżu za godzinę.

    Za dwa lata będą zasuwać za kilkadziesiąt misek ryżu za godzinę! 

  • 04-04-2016 21:17:00

    Sprawa JE Ryszarda Sznepfa

    Po tym, jak ambasada III RP  nie zdołała załatwić JE Andrzejowi Dudzie audiencji u JE Baraka Hussejna Obamy, p.Dorota Kania popełniła artykuł p/t „Resortowy ambasador w Waszyngtonie”. O tym, że ojciec ambasadora, śp.Maksymilian Sznepf, brał udział „w  pacyfikacji podziemnej armii Żołnierzy Wyklętych walczących z sowieckim najeźdźcą” – a potem „60 lat temu pracował w ambasadzie PRL w USA z ramienia sowieckiego wywiadu”. Na co p.Schnepf  na Facebooku napisał: „Autorom nie wystarczył argument niekompetencji czy zwykłej nieprzydatności. Sięgnęli do nazistowskiej tradycji oczerniania rodziny, grzebania w korzeniach, snucia przypuszczeń, sugerowania spisku. Nie wystarczy krytyka. Trzeba skopać, opluć, upokorzyć. Fala antysemickich hejtów dotarła za ocean (...)”.

    W tej sprawie WCzc.Adam Szłapka (.N, Kalisz) powiedział: „Nie ma żadnego wpływu na pracę dyplomaty to jakie ma pochodzenie”. Natomiast PiSmeni najwyraźniej tego poglądu nie podzielają.

    P.Sznepf słusznie zauważa, że atak p.Kani był obrzydliwy. Jednak merytorycznie p.Kania ma rację. Pochodzenie ma znaczenie. Jakąś część inteligencji i poglądów przejmujemy w genach – ale sporą część nabywamy w domu rodzicielskim. W USA 80% synów głosuje tak, jak ich ojcowie. Jezuici mówili: dajcie mi dziecko w wieku do pięciu lat – a zrobimy z niego, co chcemy. Dzieci długo przebywają z rodzicami, którzy są dla nich największym autorytetem. Dlatego nie jest obojętne, co dzieci słyszą z ust rodziców przy stole, jakim tonem rodzice mówią o np.ubekach, a jakim o np.„wyklętych”.

    To zostaje w podświadomości.

    Oczywiście uczciwy prezydent zbeształ by p.Kanię od ostatnich – ale tylko za to, że swoim atakiem opóźniła usunięcie p.Sznepfa z ambasadorstwa. Bo nowa Władza powinna to była uczynić natychmiast – a po takim artykule trzeba odczekać, by nie narazić się na zarzut, że Prezydent wykonuje polecenia jakiejś zacietrzewionej cioty rewolucji.

    Tak nawiasem: o ile pamiętam śp.płk. Maksymilian Sznepf pod koniec kariery został kopnięty na stanowisko dowódcy Studium Wojskowego przy  Uniwersytecie Warszawskim – gdzie niespecjalnie dobrze zapisał się w mojej pamięci...

    Sprawa jest jednak ogólniejsza.

    Otóż w normalnym państwie trwa „rotacja elit”: zdolni z klasy niższej awansują do średniej, zdolni średniacy do wyższej, a część klasy wyższej degeneruje się – bo wielka władza i wielkie pieniądze demoralizują.

    Czasem jednak proces ten zachodzi inaczej. Jakaś grupa, mająca cechy zdrowej elity (t/j nie wahająca się czyścić swoich własnych szeregów – zamiast pobłażliwości dla swoich) dostaje szanse zdobycia władzy siłą. Dzieje się tak, gdy dotychczasowa elita jest przegniła, czyli toleruje u samej siebie korupcję – lub gdy dostanie wsparcie z zewnątrz. To właśnie stało się z polskimi komunistami. Zdobyli władzę z sowiecką pomocą, umocnili się na niej, bo elity II RP były beznadziejne – i zaczęli buńczucznie głosić: „Władzy raz zdobytej nie oddamy NIGDY”.

    I tu pada pytanie: KTO nie odda?

    Odpowiedź pozornie jest prosta: komuniści. Ludzie wierzący w równość i podobne bzdury.

    Jednak ci komuniści przecież zupełnie zmienili poglądy! Tych, co wierzyli w równość (jak np.tow.Kazimierz Mijal) z PZPR wyrzucano!!

    Więc KTO nie odda władzy?

    Elita. Elita – i jej dzieci, wnuki i prawnuki... I ta elita – pozornie zmieniona – miała zawsze coś, co mnie jako Polaka raziło. Tak jak w USA konserwatystów razili neo-konserwatyści (czyli nawróceni lewacy). To właśnie ten wyniesiony z domów sposób myślenia. Pogarda dla prawa – na przykład. Dla wartości polskich i europejskich.

    Wyrzucanie z posad państwowych – zwłaszcza w edukacji, w propagandzie – tych ludzi  jest zbożnym działaniem PiSmenów.

    Inna sprawa, czy elity PiSowskie będą lepsze?

    Na przykładzie p.Kani można wnosić, że nie...  

  • 03-04-2016 11:31:00

    Coś o ku***stwie

    P. prof.dr hab.Mikołaj Cześnik z „Uniwersytetu SWPS” czyli z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej:

    http://swps.pl/warszawa/artykuly-warszawa/348-studia-doktoranckie/doktoranckie-promotorzy/11419-doktoranckie-dr-hab-mikolaj-czesnik-prof-swps

    miał nieostrożność wypowiedzieć się na mój temat w gazecie dziennik.pl; zaczął od banalnego faktu: „Korwin-Mikke to przemijający fenomen [słyszę to od 25 lat - JKM...] , który nie umie zatrzymać swoich zwolenników” - po czym przystąpił do jego „naukowego” wyjaśniania:

    Co wybory głosuje na niego stały kilkuprocentowy odsetek głównie bardzo młodych wyborców i gdyby oni wszyscy z ostatnich 25 lat pozostali mu wierni, polityk ten dziś miałby bezwzględną większość w Sejmie. Jednak jego wyraziste poglądy, proste recepty na funkcjonowanie kraju nie wytrzymują zderzenia z codziennością. Wystarczy, że zachwycony Korwin-Mikkem młody człowiek zaczyna pracować, płacić podatki i nagle rozumie, jak funkcjonuje gospodarka i na co idą jego pieniądze. Gdy sam zachoruje albo jego dziewczyna zajdzie w ciążę, okazuje się, że bez społecznych ubezpieczeń znalazłby się w katastrofalnej sytuacji. Że ten głoszony przez Korwin-Mikkego »złodziejski ZUS” jednak ma sens i jest niezbędny” - a p.dr Agnieszka Kwiatkowska (asystentka?) dodała: „Uwielbienie dla Korwin-Mikkego z wiekiem wietrzeje, z jego radykalnych poglądów prowadzących de facto do likwidacji państwa szybko się wyrasta”.

    Otóż gdyby p.Profesor był uczonym, to by wiedział, że do obalenia teorii wystarcza jeden kontrprzykład. Teza, że „ZUS jest niezbędny” jest fałszywa, bo do końcówki XIX wieku ZUSu nigdzie nie było – a ludzie jakoś żyli i nawet przyrost naturalny był większy. Koniec poważnej dyskusji.

    Teza p.Kwiatkowskiej, że „korwinizm” (czyli po prostu normalna gospodarka) oznacza de facto likwidację państwa – jest też najoczywiściej fałszywa. Czy np. w 1840 roku Stany Zjednoczone były „de facto w stanie likwidacji” – czy w stanie ekspansji?

    Teza: „ młody człowiek zaczyna pracować, płacić podatki i nagle rozumie, jak funkcjonuje gospodarka i na co idą jego pieniądze” jest niezrozumiała. Dlaczego zapłacenie podatku miałoby spowodować, że ktoś zrozumie, jak działa gospodarka, i na co te podatki idą???

    A teraz zrobię to, co miał zrobić p.Profesor: wyjaśnię, dlaczego wielu ludzi „wyrasta z korwinizmu”.

    Pozorne wyjaśnienie jest takie. W znanym doświadczeniu kładziono 10 metrów w bok i 10 metrów w głąb od otwartej furtki kawał mięcha – a po drugiej stronie, przy samym płocie, naprzeciwko mięsa, stawiano psa. Ogromna większość zwierzaków natychmiast biegła do furki i przystępowała do konsumpcji.

    Gdy jednak mięso kładziono przy samym płocie – ogromna większość przystępowała do prób darcia siatki lub podkopywania się pod nią. Niektóre psy próbowały nawet przejść górą!

    Otóż tu mamy podobny fenomen: dostrzegana możliwość otrzymania zasiłku zupełnie wypiera ze świadomości fakt, że w podatkach ów młody człowiek zapłacił więcej, niż wynosi zasiłek. Reżym dokonuje ogromnego wysiłku by ukryć płacenie podatku (zanosi go do Urzędu pracodawca, nie pracownik; pod koniec roku z hałasem zwraca się nadpłacony podatek).

    To ładne wyjaśnienie jest jednak chyba fałszywe – a przynajmniej: odpowiada tylko za część zjawiska. Znaczna większość ludzi nie jest bowiem w sytuacji, w której ich egzystencja byłaby zależna od zasiłku – więc nie powinna zmieniać poglądów.

    Ważniejsze i chyba zasadnicze jest wyjaśnienie drugie:

    Młody człowiek wierzy w ideały. Jednym z dogmatów liberalnej gospodarki jest maksymalizacja zysku. Gdy więc młody człowiek idzie do pracy, staje się Mniej Młodym Człowiekiem – i nagle dostrzega, że domaganie się wolnego rynku jest bezowocne i pozornie bezpłodne – natomiast znacznie większe zyski czerpie się z tego, że poznało się zawiłości prawa, furtki i luki, poznało się urzędników i wie, co można z nimi „załatwić”. A Nowy Młody Człowiek tego nie wie!! Stary Młody Człowiek widzi zaś w Nowym Młodym Człowieku konkurenta, gotowego wygryźć go z posady lub założyć konkurencyjną firmę.

    I w jego interesie bezpośrednim leży, by Nowemu Młodemu Człowiekowi to utrudnić!!!

    Dlatego możemy liczyć tylko na tych, co chcą rozpocząć pracę – i ewentualnie małych przedsiębiorców. Już średni rzadko nas popierają – a wielcy prawie nigdy. Nawet w USA 3/4 Wall Street glosuje na Lewicę, a p.Warren Buffett i p.Wiluś Gates domagają się podniesienia podatków (by właśnie utrudnić życie swoim konkurentom – a Oni to przeżyją, spokojna głowa: mają znakomitych prawników i doradców podatkowych!)

    Dlatego nigdy nie przekonamy Większości – i nie utrzymamy tych 40% obecnej młodzieży. Sk***ią się, po prostu. Stąd konieczność werbowania wyborców hasłami o (tfu!”) „gejach”, imigrantach, feministkach, „Hitlerze” i „niepełnosprawnych”. Głosząc program tylko liberalizmu gospodarczego nie osiągnęlibyśmy nawet 2%.

    A dlaczego w USA „korwinizm” ma więcej zwolenników w starszym wieku? Oni są bogatsi, stać ich na dochowanie wierności ideałom. Biedny łatwiej się załamuje i sk***ia.

     

  • 02-04-2016 19:20:00

    Jeszcze o zaletach nie czytania (anonimów)

    Tekst o nie czytaniu anonimów wzbudził dyskusję wśród PT Bywalców Portalu. Oto ona – i komentarz:

    {Sariusz}: IRA podkładała prawdziwe bomby po czym o tym zawiadamiała z takim wyprzedzeniem, by dać czas na ewakuację i rozbrojenie. W takim wypadku lepiej do teatru nie wchodzić, no chyba, że Pan Prezes chce się w teatrze rozerwać.

    {aelita}: „Potem IRA podkładała bomby bez zapalnika, ale też bez powiadomienia, po czym obliczała ile czasu zajmie policji np. znalezienie samochodu zaparkowanego pod Canary Wharf. A urzędnik, który anonim otrzyma, powinien jednakże powiadomić kogo trzeba, żeby żartownisia złapać. Następnie absolutnie nie zamykać gościa, tylko zrobić jak Singapur, zasądzić publicznie 6 batów, a prezydent Korwin w ramach łaski - usłyszawszy głos płaczącej matki - zmniejszy to do 4 batów. Następnie wyrok wykonać, pokazawszy na żywo w telewizji. Odtąd będzie wiadomo, że wszystkie przyszłe anonimy są już prawdziwe.

    {Sariusz}: |"Odtąd będzie wiadomo, że wszystkie przyszłe anonimy są już prawdziwe" Czyli jak ktoś podłoży bombę, ale zawiadomi o tym ZGODNIE Z PRAWDĄ, to już nie będzie karany batami?

    Nie, Panowie – trzy razy NIE!

    1) Jeśli IRA by wiedziała, że anonimy nie są czytane, to nie mogłaby uspokajać swojego sumienia wysyłaniem anonimów. Można domniemywać, że liczba podłożonych bomb znacznie by zmalała – a te, o których zawiadomiono, też często zabijały ludzi – nie tylko saperów.

    2) Nie: poszedłbym tam, gdzie pójść miałem - nie wiedząc przecież o anonimie.

    3) Gdyby było wiadomo, że anonimy lądują w koszach, to (a) nie warto byłoby ich wysyłać; (b) ich wysyłanie nie byłoby ścigane ani karalne bo byłoby równoważne wrzuceniu anonimu do własnego kosza. (c ) policja mogłaby się zająć czymś poważnym.

    Ostatnia uwaga jest bezprzedmiotowa.

    Uwaga podsumowująca i zamykająca dyskusję: nawet, gdyby czytanie anonimów miało zaoszczędzić życie ludzkie, nie można dopuścić by aparat państwa wykonywał polecenia żartownisiów i złośliwców.

    Argument teoretyczny: zasady są ważniejsze, niż ewentualnie zagrożone życie ludzkie. Przecież wiemy, że jeśli budujemy wielką fabrykę, to na budowie zginie kilka osób; czy z tego powodu nie wszczynamy budowy???

    Argument praktyczny: przecież wystarczy, że opozycyjna partia, np. KORWiN, poprosi o pisanie fałszywych ostrzeżeń, przeczyta to, jak zwykle, na moim blogu 400.000 osób, co czwarta napisze taki anonim albo i kilka – i policja jest zakorkowana na pięć lat!!

  • 31-03-2016 17:55:00

    Dla miłośników historii

    Tylko u nas w:

    http://ksiegarnia.korwin-mikke.pl

    Najnowsza książka Janusza Choińskiego o nieznanych wydarzeniach poprzedzających wybuch II wojny światowej i zakulisowych rozmowach ministra Józefa Becka ze Stalinem pt. Skierujmy agresję Hitlera na Francję i Anglię!

    A także:

    Stefan Kisielewski – Dzienniki okresu transformacji. Nieznane felietony radiowe Kisiela czytane w polonijnym Radio Chicago w latach 1988-91.

    John Tamny – Ekonomia zdrowego rozsądku, czyli jak rząd psuje gospodarkę – to najnowsza publikacja młodego publicysty z magazynu Forbes

    Dwie nowe pozycje Hansa Hermana Hoppego: – Ekonomia i etyka własności prywatnej, studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii, Krótka historia człowieka i Demokracja, czyli bóg, który zawiódł.

    George'a GilderaBogactwo czy nędza – nowe wydanie przygotowane z myślą o czytelnikach XXI wieku oraz Standard złota w epoce pieniądza cyfrowego

    O.Jacek Gniadek SVD – Ekonomia Boża i ludzka, czyli kazania wolnorynkowe

    Michał Wojciechowski – Między polityką a religią

    Artur DmochowskiAfera grypowa: szczepionki, pieniądze kłamstwa

    Dinesh D'SouzaWybaczyć Ameryce! Czyli co Stany Zjednoczone dały Światu?

    Jamie Whyte – Oszuści, czy ignoranci, czyli o nadużywaniu nauki dla celów politycznych

    Tomasz Cukiernik – 10 lat w Unii – bilans członkostwa

    Mark SkousenLogika Ekonomii, książka pomyślana jako nowy podręcznik ekonomii

    George Reisman – Kapitał i kapitalizm XXI wieku i Ekologizm, trucizna XXI wieku

    Jacek Kozik – Najlepszy podatek, najmniejszy podatek

    Tom G. Palmer – Państwo opiekuńcze. Kosztowne złudzenie

    Paul Nison – Dieta biblijna

    Wiesław Stebnicki – Edukacja domowa, edukacja przyszłości

    Clive Ponting – Armageddon, czyli niepoprawna politycznie historia II wojny światowej


     

    Dodatkowo w komplecie z autografem oraz przy zamówieniach powyżej 150 zł. otrzymają Państwo mój nowy, mało znany, zbiór felietonów drukowanych lokalnych pismach samorządowych pt. „Wielkopolska w Wielkiej Europie”.


     

    Zapraszam na mój portal http://korwin-mikke.pl, nie tylko do księgarni, ale także do działu Wiadomości z kraju i ze świata, gdzie znajdą Państwo informacje niedostępne w innych serwisach informacyjnych.

    Oficyna Konserwatystów i Liberałów
    Ul. 3 Maja 100
    05-420 Józefów

    PL 58 1140 2004 0000 3502 3589 9194

    BIC Swift przy wpłatach zza granicy BREXPLPWMUL

    zamówienia na książki zza granicy proszę kierować na adres

    [email protected]


     

  • 31-03-2016 17:55:00

    Urzędnicy pracują nie dla nas, lecz na skinienie pijaków i żartownisiów

    Po nieszczęsnych dla Rzymu rządach Tyberiusza, Kaliguli, Klaudiusza i Nerona (i panujących po parę miesięcy Galby, Ottona i Witeliusza) władzę objął był Tytus Flawiusz Wespazjan. Cesarstwo nękała wtedy plaga anonimowych donosów. Wespazjan położył jej kres w bardzo prosty sposób: zabronił urzędnikom podejmowania JAKICHKOLWIEK działań na podstawie nie podpisanych doniesień.

    I „problem” został rozwiązany.

    Obecnie umierająca Europa nękana jest podobną plagą. Ambitni młodzi ludzie organizują krwawe zamach by przejść do historii, by stać się KIMŚ – a mniej ambitni piszą anonimowe zawiadomienia o podkładanych rzekomo bombach i organizowanych zamachach. 

    http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/warszawa-plaga-falszywych-alarmow-bombowych-ludzka-glupota-i-chec-zaistnienia/fk82s1

    Proszę zauważyć, że np. drobne „zawiadomienie” (przez jakiegoś wesołego pijaczynę) o rzekomej bombie na lotnisku w Modlinie spowodowało znacznie większe straty, niż gdyby wybuchła tam naprawdę bomba niszcząc ze dwa pomieszczenia. Przy założeniu, oczywiście, że po takim wybuchu dyrekcja lotniska zachowałaby się racjonalnie i nie odwołała lotów – bo niby dlaczego miałaby je odwoływać??

    Dziś byle szmondak przy pomocy ołówka i wyrwanej z zeszytu kartki potrafi na pół dnia sparaliżować całą Warszawę. Świadczy to właśnie o chorobie naszej cywilizacji – rządzonej przez durną „Większość” i zdegenerowanych polityków i biurokratów.

    I należy po prostu zakazać urzędnikom podejmowania jakichkolwiek działań na podstawie nie podpisanych donosów. Kropka.

    Proszę zrozumieć. Są dwie możliwości.

    Jeśli ktoś chce podłożyć bombę by spowodować jak największe zniszczenia – to nie będzie o tym zawiadamiał, bo byłby to nonsens. O zamachach w Paryżu czy Brukseli nikt przecież nie informował!

    Jeśli natomiast ktoś chce tylko narobić zamieszania - to pisze anonim, ale... po co miałby podkładać bombę??!? Zamieszanie bez podłożenia bomby będzie dokładnie takie samo (a nawet większe – bo po szybkim, co się zdarza, znalezieniu bomby poszukiwania by ustały – a jeśli jej nie znajdą, bo jej nie będzie, to będą trwać dłużej!!) - natomiast zagrożenie karą znacznie większe. I rzeczywiście: w  żadnym przypadku po takim zawiadomieniu bomby przecież nie znaleziono.

    Oczywiście głupi motłoch uważa, że »Jak ktoś zawiadamia, to trzeba sprawdzić, bo „nie ma dymu bez ognia”, bo „nie można ryzykowa攫 - a urzędnicy i politycy boją się odpowiedzialności. Więc urzędnicy państwowi stają się marionetkami w rękach dowolnego żartownisia.

    Jedyne wyjście: kategoryczny zakaz działania na podstawie anonimów. Osoba, która pierwsza zobaczy takie „zawiadomienie” powinna je natychmiast zniszczyć – i być surowo karana za dalsze przekazanie go komukolwiek.

    Jest, oczywiście, możliwość, że ktoś chce spowodować zniszczenia, ale nie chce, by zginęli przy tym ludzie. Jednak powszechna świadomość, że nikt nie działa na podstawie anonimów, taki motyw właśnie wyklucza. 

    A jeśli ktoś powie, że autor anonimu nie musi działać logicznie (NB. kobiet wśród nich nie ma - niech feministki zażądają, by kobiety też pisały takie anonimy!!) - no, to po zawiadomieniu, że bomba jest na Modlinie należy zamknąć Okęcie albo Heathrow... Jak facet jest nielogiczny...

    A jeśli ktoś naprawdę chce zapobiec wybuchowi – niech się zgłosi jawnie (i zainkasuje za to odpowiednią nagrodę!).

    Teraz dam przykład: w swoim czasie śp.Krystyna Bochenek organizowala ogólnopolskie „Zjazdy Krystyn” - na które byłem zapraszany jako brat swojej Siostry, Krystyny oczywiście. I w Katowicach czy we Wrocławiu, już nie pamiętam, miało się to odbyć w jakimś teatrze. I przyszło zawiadomienie o tym „że jest bomba”, więc budynek otoczyła policja i Krystyn nie wpuszczono. Ja tylko oświadczyłem, że jest to kretynizm, że żadnej bomby (z w/w względów) tam nie ma – więc wlazłem do środka i spokojnie czytałem książkę. Policjanci mówili: „My wiemy, panie Pośle, że tu żadnej bomby nie ma – ale MUSIMY przeszukać i MUSIMY Pana wyrzucić – ale się nie dałem. I OCZYWIŚCIE przez tłum Krystyn zostałem (taktownie, taktownie...) uznany za wariata.

    Ale żeby mężczyźni nie potrafili przeprowadzić prostego logicznego rozumowania?

  • 28-03-2016 22:43:00

    Zerk pod ogon osła

    Całkiem nieoczekiwanie sytuacja u Demokratów przestała być tak całkowicie oczywista; P.Hilaria Clintonowa potrzebuje jeszcze 671 delegatów – a tow.Bernard Sanders 1379; czyli: ± dwa razy więcej. Jednak wyniki ostatnich caucusów są takie:

    Idaho: HCl 21% (5), BS 78% (17)

    Alaska HCl 18% (3), BS 81% (13)

    Waszyngton HCl 27% (9), BS 72% (25)

    Hawaje: HCl 30% (8), BS 70% (17)

    Wyraźnie ponad 2:1. Czyżby outsider nadal miał szansę?        

    Jak to był powiedział tow.Stalin: „W miarę postepów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się!”

  • 27-03-2016 23:09:00

    Polityka zagraniczna p.Trumpa

    P.Donald Trump zaszokował amerykańską opinię publiczną obiecując zerwać z polityką zagraniczną ostatnich 70 lat: 
    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/niebezpieczny-plan-donalda-trumpa-ws-nato-spore-straty-dla-pozycji-polski/89xvtq
    No, to może podsumujmy sukcesy polityki zagranicznej USA: 
    1) Utrzymywanie baz w Europie. Spowodowało to całkowite rozmiękczenie państw europejskich, uważających, że mogą nic nie robić - albo robić największe głupstwa - bo w razie czego Wuj Sam uratuje. 
    2) Napaść na Afganistan. W wyniku tego kraj stał się największym producentem opium - i do dziś trwa tam wojna domowa. 
    3) Po zdemontowaniu Jugosławii napaść na Serbię, bombardowania Belgradu - i utworzenie niepodległego Kosowa: państewka, do którego się dopłaca, siedziby albańskich gangów - oraz precedensu, który posłużył Rosji do przyłączenia Krymu. (uwaga: Moskwa ostrzegała!!)
    4) Obalenie reżimu śp.Saddama Husseina - w wyniku czego Irak praktycznie się rozpadł, zginęło ok. miliona ludzi - i powstał "kalifat". 
    5) Obalenie reżimu śp.Muammara Qadaffiego - w wyniku czego zginęło już paręset tysięcy ludzi, a Libia rozpadła się na 2 lub 3 państwa uwikłane w wojnę domową. Przy okazji przyczółki zdobyły tam zarówno al-Q'aida jak i "kalifat".
    6) Obalenie reżimu w Kairze - w wyniku czego powstał drugi taki sam reżim, a Bractwo Muzułmańskie niedługo go obali i wprowadzi szariat. 
    7) Próba obalenia JE Baszszara al-Assada - w wyniku czego w Syrii zginęło paręset tysięcy ludzi, Europę zalała fala uchodźców, a "kalifat" zdobył kolejne tereny. 
    Dlaczego w Waszyngtonie nigdy nie doszło do zamachu stanu? Bo jest to jedyny kraj, w którym nie ma ambasady USA! 
    Państwo d***kratyczne nie jest w stanie prowadzić rozsądnej polityki. Za te wszystkie wyczyny miłośników d***kracji z Waszyngtonu podatnik amerykański zapłacił gigantyczne sumy. Nic dziwnego że na p.Trumpa zagłosuje (niechętnie) 90% Republikanów - ale jeszcze ze 30% Demokratów. 
    Im prędzej Amerykanie zaprzestaną szerzenia d***kracji na świecie - tym lepiej dla świata. A jak chcą walczyć z Rosją - to niech zawrą dwustronne traktaty z Białorusią, Gruzją, Estonią, Litwą, Łotwą, Ukrainą... i ulokują TAM swoje bazy.  
    [Rys.: Polityka zagraniczna USA w jednym obrazku]
  • 27-03-2016 01:14:00

    Czy Europa wstanie z martwych?

    Wszystkim gorąco życzę, by tak się stało. Choc Zachód jest chyba stracony - Polska przetrwa. 

    Jeśli wyciągniemy poprawne wnioski z tego, co tam sie dzieje... 

    Nie ma czasu, by się bać muzułmanów. Trzeba działać! 

  • 25-03-2016 10:05:00

    Tym razem Millward Brown; to samo!

    Ciekawe: w/g M-B też byliśmy nisko. No, nic: ważne, że średnia ze wszystkich 6 ostatnich sondazy daje ponad 5% :

     

  • 25-03-2016 09:37:00

    Dziwny sondaż CBOS:

    Wynikałoby z niego, że partii KORWiN... urosło o 4%, Z tajemniczych powodow miałoby przyrosnąć też SLD. Natomiast we wsszystkich sondażach PiS=.N+PO+PSL. Ale, kto by to pomyslał: Kukiz'15+KORWiN przeskakują  i PO i ,N. Czekamy na dalszy rozwój sytuacji.

  • 24-03-2016 09:32:00

    Plan polityczny wojny z terrorystami

    1. Należy PRZEDE WSZYSTKIM uznać "kalifat" władający Islamskim Państwem Syrii i Iraku. Strusia polityka udawania, że to państwo nie istnieje, to skandal. Pora na realizm. 
    2. Państwa europejskie powinny natychmiast przywrócić karę śmierci za morderstwo. Nie można walczyć z wrogiem, którego nie wolno zabić. 
    3. Jeśli "kalifat" przyznał się do ataku w Brukseli, Królestwo Belgii ma OBOWIĄZEK wypowiedzieć mu wojnę (oczywiście można wystosować
     jakieś 48 godzinne ultimatum - ale jest jasne, że "kalifat" to zlekceważy). NATO powinno ogłosić "kalifat" państwem zbrodniczym. 
    4. Belgia powinna tam wysłać nie bombowce, lecz siły zbrojne, które będą zabijały bojowników ISIS. 
    5. Zgodnie z art.5 Paktu NATO: "Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego"
    - reszta Członków NATO powinna - w ich mateczniku - zaatakować ISIS. Przy posiadaniu absolutnej przewagi w powietrzu, zrzucenie 20.000 spadochroniarzy na ar-Raqqę powinno sparaliżować "kalifat". W ślad za tym powinno pójść uderzenie sił lądowych. PS.: Współdziałanie USA NIE jest w tym konieczne!!!
    6.Cały "kalifat" dysponuje nie więcej, niż 100.000 armią. Państwa Europy bez trudności mogą zebrać 200.000 żołnierzy gotowych walczyć z "kalifatem". Wszystkich "bojowników" ISIS trzeba bez litości zabijać. Tylko to zapewni nam szacunek Arabów. Gdy ktoś nie mści się za zabitych - godzien jest pogardy i nadaje się tylko na niewolnika. 
    7. Jeśli NATO nie potrafi w ciągu tygodnia podjąć odpowiednich decyzyj - Polska powinna rozważyć wystąpienie z Paktu, który nie potrafi zapewnić ochrony w tak oczywistym przypadku. 
    [Rys.: ISIS - rak, pożerający coraz to nowe terytoria]
     
    Zdjęcie użytkownika Janusz Korwin-Mikke.
<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 1 z 136 [postów: 20 z 2715]