Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64093 komentujących
26094 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • P.Marek Jakubiak może dążyć do sprowadzenia UE z powrotem do poziomu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. To by nie było złe – a poza tym w palecie przeciwników UE takie stanowisko może przyciągnąć nawet wielu wyborców.

    Jest to jednak całkowicie nierealne. Prędzej nastąpi PolExit, prędzej Unia się rozpadnie – niż zdołamy zawrócić obecną machinę poruszającą instytucje unijne.

    Dlaczego?

    Dlatego, że Unia jest stworzona przez grono świadomych spiskowców, którzy bardzo starannie przerabiali Europejską Wspólnotę Węgla i Stali ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejska_Wsp%C3%B3lnota_W%C4%99gla_i_Stali ) na wspólny rynek, czyli EWG, potem na federację państw, czyli Wspólnotę Europejską, obecnie na państwo federacyjne, czyli Unię – i planują po BrExicie przeróbkę tego państwa na państwo scentralizowane, gdzie poszczególne kraje nie będą mogły blokować postanowień Centrali – a pilnować wykonania tych postanowień będzie unijne wojsko.

    Ci spiskowcy to względnie niewielka grupa. To (1) wykonawcy idei „długiego marszu przez instytucje” śp.Rudiego Dutschke ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Rudi_Dutschke ), (2) „federalistycznej idei zjednoczonej Europy” śp.Altiero Spinelliego, (3) rządzącego niemal niepodzielnie Francją i mającego wpływy w wielu krajach „Wielkiego Wschodu” - oraz innych grup lewicowych intelektualistów. Są oni znakomicie uplasowani w instytucjach unijnych (sama „Grupa im.Altiero Spinelliego” to 130 CEPów w PE) , planują swoje ruchy na wiele lat do przodu, manipulują rozmaitymi grupami typu ruchy (tfu!) „gejowskie”, organizacje feministyczne, ekologiczne... Mają ogromne pieniądze pochodzące m.in. z „walki z Globalnym Ociepleniem”, mają opanowane media – a także poparcie Wielkiego Przemysłu i Wielkich Banków. Są wspierane przez rozmaite jawne i tajne ruchy z USA dążące do budowy Nowego Porządku Świata. Tam wszystko jest planowane do najdrobniejszych szczegółów – np. kolejność ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, gdzie najpierw miały go akceptować kraje najbardziej entuzjastyczne, a dopiero na końcu oporne; przedostatnia była Polska, ostatnie Czechy (rozmawiałem z p.Wacławem Klausem; powiedział: „Nie podpisałbym tego – ale skoro już WSZYSCY to podpisali, to nacisk był nie do wytrzymania!”). Czy BrExit, gdzie na kilkanaście dni przed referendum Unia ogłosiła (fałszywkę), że da paszporty wszystkim Turkom – co spowodowało wyraźne przechylenie szali na korzyść BrExitu (chodziło o pozbycie się z UE Zjednoczonego Królestwa, które do spółki z Polską i Węgrami mogło zablokować ostatni etap transformacji EWWiS w ZSRE!).

    Nie wszystko się spiskowcom udaje, bo to naprawdę niewielka grupa – raczej paruset, niż parę tysięcy. Np. nie udało im się przeforsować „Konstytucji Europejskiej” (która nie przewidywała możliwości exitu!). Skompromitowali się też zapominając, że w roku 2002 skończył się traktat o EWWiS, w wyniku czego w latach 2002-2009 trwał nieco utajniony (i nigdy nie rozstrzygnięty!) humorystyczny spór prawników: czy istnieje „Wspólnota Europejska” czy dwie „Wspólnoty Europejskie”; powstanie 1-XII-2009 Unii uczyniło spór bezprzedmiotowym. Jednak wszystko, choć z opóźnieniem, idzie zgodnie z planem – i ludzie, którzy poświęcili kilkadziesiąt lat życia na jego realizację, przenigdy nie zgodzą się na zawrócenie z drogi!!

    Ujawnienie tego spisku (a sięga on podobno nawet, poprzez Stowarzyszenie Fabianów, do masonerii angielskiej i szkockiej; ostatecznie jednak zdystansowała się ona, jak wiadomo, od UE) spowodowałoby szok i gigantyczny wstrząs, który zmiótłby całą obecną „klasę polityczną” w Europie. Dlatego uruchomiony mechanizm będzie działał nadal – aż do końca, czyli do bankructwa tej „Chorej idei lewicowych intelektualistów” - jak określiła Unię śp.Małgorzata Thatcherowa.

    Dopisane 10-XII-MMXVIII o 13.tej na Twitterze: 

    Przyszło mi do głowy piekielne przypuszczenie: a może ten para-BrExit został starannie zaplanowany - tak, by Londynu nie było podczas podejmowania decyzji o utworzeniu wspólnej armii - a teraz może już wrócić...

  • 04-12-2018 12:14:00

    Barbórka

    Święta Barbara z Nikomedii została męczennicą, gdy na tron cesarza Wschodu wstąpił Gajusz Galeriusz, prześladowca chrześcijan. Wprawdzie w 311 r. wydał edykt tolerancyjny, jednak św. Barbara została ścięta już w 305 roku. Choć według niektórych legend uciekła przed zabójcami chroniąc się w skale, która się przed Nią rozstąpiła. I z tej racji została patronką górników. Niestety: na tym się prześladowania nie skończyły.

    Gdy fala Nieubłaganego Postępu dosięgła również Kościoła Rzymsko-Katolickiego, wykreślono Ją z listy świętych. W 1969 roku – gdzieś tak pomiędzy spotkaniami śp. papieża Pawła VI z ministrem spraw zagranicznych Związku Sowieckiego, śp. Andrzejem Gromyką i śp. Mikołajem Podgornym, szefem Rady Najwyższej ZSRS. Jednak w Kościele Prawosławnym nadal jest bardzo czczona. W odróżnieniu od Związku Sowieckiego.

    Po rozprawieniu się z Patronką, przystąpiono do rozprawienia się z górnictwem jako takim. Wkrótce potem uznano górników za szkodników, którzy nic tylko niszczą środowisko naturalne robiąc niepotrzebne dziury w ziemi. A poza tym psują interes tym, co wydobywają naftę i gaz – a także tym, co produkują elektryczność z wiatru i ze słońca. Jak wiadomo wiatraki i ogniwa foto to wspaniała rzecz, bo wymaga dopłat z kieszeni podatnika. Więc politycy mogą za to dostawać łapówki.

    Z górnictwem sprawa jest wyjątkowo ciekawa, bo państwowe kopalnie też wymagają dopłat z kieszeni podatnika – więc w krajach, gdzie łapówkarstwo jest głównym hobby polityków są one jednak tolerowane. W odróżnieniu od kopalń prywatnych, które dają dochody. Politycy wyłażą więc ze skóry, by kopalń nie sprywatyzować – bo wtedy wyszłoby na jaw, że przez dziesiątki lat marnowano pieniądze ludzi na dotacje i łapówki. Z punktu widzenia polityków kopalnie państwowe należy raczej zamknąć – i wtedy nie ma problemu.

    Poza tym, że politycy dają wtedy górnikom bardzo wysokie odprawy. Oczywiście: nie z kieszeni swoich, tylko z naszych. „Dobry Antoś z cudzej torby” - jak to mawiają na Śląsku.

    Jeśli nie rozwalimy tego przestępczego lobby, któremu patronuje bynajmniej nie św. Barbara, lecz nieświęta Unia Europejska – to po górnikach zostanie tylko wspomnienie. Ja nie mówię, że wymierające zawody należy sztucznie podtrzymywać. Ja tylko twierdzę, że jeśli państwo sprzedało by kopalnie z licytacji (pieniądze na Fundusz Emerytalny, oczywiście!) i odczepiło się od górnictwa – to zapewne część kopalń by przetrwała.

    Nawet bez pomocy św.Barbary. Ale lepiej z.

     

    "Super Ekspress", 4 XII. 2018 

  • 28-11-2018 22:30:00

    Niech żyją represje!

    Socjaliści bezczelnie wyzyskują pragnienie bezpieczeństwa: większość ludzi ceni sobie bezpieczeństwo. No to jazda: większością głosów narzucamy bezpieczeństwo wszystkim – czy ktoś tego chce, czy nie chce. Ludzie zapominają o jednym: najbezpieczniej jest w więzieniu.

    Istnieją dwa sposoby rządzenia państwem: 

    a) przez represje. Czasem: surowe represje. Pozwalamy ludziom działać – a tych, co nadużywają swobody – karzemy; często: surowo. Za to ludzie niełamiący prawa tych represji nie odczuwają.
    b) przez prewencję, czyli zapobieganie przestępstwom. Tworzy się kosztowne systemy zabezpieczeń. Efekt jest taki, że karani są wszyscy – i uczciwi, i przestępcy. Po trochu.

    I oczywiście socjaliści stosują ten drugi sposób. I jest miło. I bezpiecznie.

    Tylko nie ma rozwoju.

    Ostatnio rząd partii „Populizm i Socjalizm” zrobił kolejny kroczek w kierunku odbierania nam wolności. Formalnie nawet: nie nam, tylko naszym psom. Wydał przepis, że za psa biegającego bez smyczy będzie płacić się kary: 1000 zł, jeśli jest to jakaś chihuahua – a 5000 zł, jeśli jest to np. pitbullterrier.

     

    Wszystko w imię „bezpieczeństwa”. 
    Nieszczęsne właścicielki milusińskich piesków tylko cicho płaczą. Taki mały piesek to i więzieniu sobie pobiega. Gorzej z psami dużymi.

    Jak to powiedział laureat Nobla z ekonomii, śp. prof. Milton Friedman: „Ci, którzy poświęcają Wolność na ołtarzu Bezpieczeństwa – Wolność utracą... a bezpieczeństwa i tak nie uzyskają!”.

    Więc popatrzmy:

    W normalnym kraju panuje system represji. Co oznacza, że właściciel psa, który kogoś pogryzie, zostaje surowo ukarany. Wysokie odszkodowanie – a czasem i więzienie. I to jest właściwy kierunek. Wskutek tego właściciele takich psów wydają spore pieniądze i poświęcają masę czasu, by psa wytresować tak, by nikogo nie pogryzł.

    Jeśli teraz pies będzie musiał chodzić na smyczy nawet wtedy, gdy jest znakomicie wytresowany – to po co tracić czas i wydawać forsę na tresurę? Co za różnica...

    I ludzie zaczną na tresurze oszczędzać. I któregoś dnia taki pies, źle wytresowany, przypadkiem się wyrwie albo wyślizgnie – i nieszczęście gotowe. 
    Takie są ZAWSZE skutki prewencji...

     

    Super Ekspress, 27. XI. 2018 

  • 26-11-2018 19:20:00

    Konfrontacja pod mostem

    Proszę dobrze zrozumieć podłoże konfliktu w cieśninie Kercz. To nie jest trudne.

    Rosjanie zatrzymali okręty ukraińskie pragnące przepłynąć Cieśninę. Ponieważ w/g Rosjan Krym jest częścią Federacji Rosyjskiej (de facto jest), wody Cieśniny to wody terytorialne FR. Ponieważ Ukraina i wielka liczba państwa uważa, że Krym de iure należy do Ukrainy, to wody Cieśniny są międzynarodowe...

    Do tej pory Rosja patrzyła przez palce na przepływanie ukraińskich statków i okrętów - takie zresztą podpisała porozumienie z Kijowem. Sytuacja zmieniła się po oddaniu do użytku mostu Kubań-Krym. Jest to najdłuższy most w Europie – 19 km – i bardzo kosztowny. Jeśli buńczuczni politycy ukraińscy setki razy zapowiadali zniszczenie tego mostu (a nawet, podobno, rozważa to ukraiński Sztab Generalny: https://tiny.pl/thrkg) to Moskwa traktuje to poważnie; przecież dwa lata temu Ukraińcy wysadzili w powietrze podstację pozbawiając na tydzień prądu większość Półwyspu! Więc trudno się dziwić, że kontroluje wszystkie statki, a wojennych w ogóle nie dopuszcza w pobliże przęseł bez kontroli własnych okrętów. Teraz zablokowała Cieśninę - i kropka. Postanowiła czekać.

    Ukraina to wie. Jeśli zdecydowała się na zlekceważenie rosyjskich przepisów, to są możliwe tylko dwa wyjaśnienia:

    1. (pesymistyczne): Kijów wykonuje polecenia z Waszyngtonu, który opanowała frakcja dążąca do wojny z Rosją – nawet, gdyby była to wojna atomowa. Jest to prowokacja – ale Rosja traktuje to nominalnie jako próbę wysondowania jej powagi;

    1. (optymistyczne): za trzy miesiące z hakiem na Ukrainie wybory. JE Piotr Poroszenko cieszy się w/g sondaży poparciem 9% Ukraińców (głosy są bardzo rozrzucone: p.Julia Tymoszenko ma poparcie 20% - reszta po 10% i mniej). Więc albo:

                      2a) Prezydent liczy na to, że twarda postawa i zagrożenie ze strony Rosji spowodują przypływ poparcia (jak dla śp.Małgorzaty Thatcherowej po decyzji odbicia Falklandów;

                     2b) Wprowadzony stan wojenny nie zostanie w ogóle odwołany i wybory się po prostu nie odbędą. Może to trwać bardzo długo: stan wojenny w Kongresówce po powstaniu listopadowym (w 1833, na wieść o organizowaniu przez śp.płk.Józefa Zaliwskiego partyzantki po lasach) został ogłoszony na 25 lat – i jeszcze był przedłużany! I JE Piotr Poroszenko będzie cieszył się pełnią władzy.

    Nie jest przy tym wykluczone, że cała akcja została z'organizowana w porozumieniu z Kremlem. Rosjanie mogą woleć p.Poroszenkę od jakiegoś narwanego patrioty – a zwracam uwagę, że wyroby czekoladowe p.Poroszenki nadal są masowo sprzedawane w Moskwie i w innych miastach rosyjskich.

    Trzeba też pamiętać, że nawet, jeśli jest to „ustawka”, to wskutek nadgorliwości jakiegoś wojskowego może ona przekształcić się w wojnę światową...

  • 20-11-2018 13:44:00

    Afera KNF

    Jak to był kiedyś tłumaczył śp. Ronald Reagan, najlepszy prezydent USA w ostatnich stu latach, zasada socjalistów jest prosta: „Jeśli coś działa – opodatkuj, jeśli nadal działa – ureguluj; jeśli przestało działać – daj dotację!”. Dokładnie tak postąpił System Finansowy z bankami p. Leszka Czarneckiego. Najpierw nałożyli podatek, potem uregulowali kwestię odkładania sum rezerwowych – a w nocy z niedzieli na poniedziałek postawili dać tym bankom parę miliardów pomocy.

    O, tak całkiem łatwo to tej pomocy nie udzielili... Najpierw p. Czarnecki ujawniając nagraną rozmowę (co jest, nawiasem pisząc, przestępstwem...) wysadził był z siodła szefa Komisji Nadzoru Finansów, następnie Jego adwokat, p. mec. Roman Giertych z diabolicznym uśmieszkiem oświadczył, że być może istnieje nagranie rozmowy p. Czarneckiego z p. Adamem Glapińskim, szefem Narodowego Banku Polskiego – i proszę! Tej samej nocy bankowcy pogadali między sobą, i NBP udzielił pomocy. Jestem pewien, że w takim razie okaże się, że żadnego nagrania, ani żadnej rozmowy w ogóle nie było.

    Teraz powstaje pytanie, po co w ogóle istnieje KNF i w ogóle nadzór państwa nad bankami? Po to, by móc doprowadzić prywatny bank do ruiny, a potem przejąć go za złotówkę – to jasne. Ale po co jest to potrzebne klientom banku?

    Politycy tłumaczą, że klienci chcą być bezpieczni. Liczą na to, że w razie upadku banku Fundusz Gwarancyjny pokryje straty. Nie pytają jednak: skąd się biorą pieniądze na pokrycie tych strat?

    Ludzie pytają: „Dlaczego banki pożyczają nam pieniądze na 12%, a dają nam 1%?, podczas gdy normalnie różnica wynosi ok. 2%?” Ano właśnie dlatego: banki muszą trzymać fundusze rezerwowe, odkładać na BFG itp. itd.


    Jak to był powiedział śp. prof. Milton Friedman: „Kto poświęca Wolność na rzecz Bezpieczeństwa, ten traci Wolność... a bezpieczny i tak nie będzie!” Gdyby nie istniały KNF, BFG i inne Ważne Instytucje, to banki udzielałyby nam kredytów po 6%, a dawały nam 4%.

    Oczywiście, co jakiś czas jakiś bank by padał i ludzie traciliby 20% czy 30% - czasem nawet więcej – pieniędzy. Ale wystarczy trzymać pieniądze nie w jednym banku, lecz np. w pięciu – by ewentualną stratę ograniczy do mniej niż 10%...

     

    "Super Ekspress",  20.XI. 2018 

  • 12-11-2018 03:22:00

    ZASTANAWIAJĄCA TĘSKNOTA

    35 lat temu postawiłem tezę, że Czerwoni, gdy ludzie rozczaruja sie do PRLu, będą budowali Nowy Lepszy Socjalizm w oparciu o śp.Piłsudskiego - i, jak zwykle, nie pomyliłem się... Jest jednak możliwe, że była to "przepowiednia twórcza": ONI to przeczytali i skorzystali z podpowiedzi.

    Ten tekst, przemycony z więzienia w Białołęce, został odrzucony zarówno w prasie reżymowej, jak i wydawnictwach "soidarnościowych". Krążyły wtedy po salonach groźne pomruki, że "Korwin-Mikke napisal paszkwil na polską inteligencję". Walka z cenzurą to jedno - a cenzurowanie cudzych prac to oczywista oczywistość. "Officyna Liberałów" wydała go więc sama. Proszę to samemu ocenić. 

    Byłem wtedy jeszcze naiwny, nie znałem prawdy o Piłsudskim, nie wiedzialem nawet, że ówczesne państwa socjalistyczne, jak II Rzeczypospolita i III Rzesza były w praktyce bankrutami, nie zdawałem sobie sprawy, do jakiego stopnia "Centralny Okręg Przemyslowy" i "Gdynia" zniszczyły polską gospodarkę i uniemożliwiły obronę Polski przed III Rzeszą i Związkiem Sowieckim. Jednak i tak dużo wiedzialem. Sadzę, że więcej, niż 99% Polaków dziś... 

    Te broszurkę zaopatrzyłem teraz w przypisy (bo dzisiejszy Czytelnik ma prawo wielu rzeczy nie wiedzieć). OFFICYNA LIBERAŁÓW używała emblematu z hasłem "WOLNOŚĆ - RÓWNOŚĆ - SPRAWIEDLIWOŚĆ". Już po roku skonserwatywniałem do reszty, założyłem "OFICYNĘ KONSERWATYSTÓW I LIBERAŁÓW" i zmieniłem hasło na "WOLNOŚĆ - WŁASNOŚĆ - SPRAWIEDLIWOŚĆ"

     

    Janusz Korwin-Mikke

    ZASTANAWIAJĄCA TĘSKNOTA

    wyd II

    Warszawa 1983

     

    OFFICYNA LIBERAŁÓW

     

    (Przedmowa do wyd. II ze stycznia 1983):

    Tekst niniejszy został napisany "w kawałkach” - między listopadem 1981 - a styczniem 1982. Następnie wydaliśmy go podczas pobytu Szefa w Białołęce - i obecnie przepraszamy za to, że zbierając rzeczone kawałki do kupy pominęliśmy ważny fragment: p.13 paraleli sanacji z socjalizmem realnym. Była to zwykła omyłka - a nie cenzurowanie lub obawa przed zadrażnienia stosunków z wojskiem.

     

    Obecna wersja tekstu, którą otrzymaliśmy 27 grudnia, jest niemal dwukrotnie większa od pierwowzoru i niemal całkowicie przerobiona. Życzymy przyjemnej lektury - i prosimy o uwagi odnośnie nowej techniki druku. Może doczekamy szczęśliwie czasów, gdy stan wojenny zostanie n a p r a w d ę zawieszony!

     

     

    Redakcja

    41-08-77

    Warszawa

     

     

                                                      Zastanawiająca tęsknota

     

    Gdy społeczeństwo budzi się z długiego snu po "zimie ludów” - zaczyna gwałtownie poszukiwać w swojej przeszłości politycznych tradycji. Czasem idolem zostaje ludowy polityk, którego pamięć przechowywana jest w chłopskich lub robotniczych legendach - znacznie częściej procesem tworzenia się legendy kieruje inteligencja.

    Jest to warstwa powołana między innymi do strzeżenia intelektualnej skarbnicy narodu. Zadanie to spełnia bardzo dobrze. Inaczej nieco dzieje się, gdy z owej skarbnicy trzeba wybrać jeden lub kilka wzorców. Wówczas bierze ona wprawdzie pod uwagę interes narodu - ale podświadomie również swój własny. Nie należy bowiem zapominać, że inteligencja ma też swoje interesy partykularne.

    Po sierpniu 1980 takim pośpiesznie odnawianym bożyszczem był Józef Piłsudski. Renowacja tego pomnika była tym łatwiejsza, że - dzięki zwycięstwu nad Bolszewikami - resztki legendy żyły jeszcze społeczeństwie.

    W niniejszym tekście nie chcę umniejszać postaci Piłsudskiego: dość już opluskwiania wielkości! Był on dobrym dowódcą, zdolnym strategiem, zręcznym organizatorem i politykiem, psychologiem i taktykiem. Poza dwoma przypadkami nie poruszę w ogóle zagadnień Jego osobowości.

    Chcę natomiast przypomnieć i uwypuklić niektóre cechy sanacji - systemu stworzonego przez Piłsudskiego po 1926 roku. Nie jest tu ważny mój osobisty do nich stosunek: zwalczam je namiętnie, ale wcale nie jest wykluczone, że 60 lat temu bym je wysławiał! Obecnie trend ideologiczny zmierza ku liberalizmowi i prawicy - wówczas ludy dobrowolnie dążyły ku etatyzmowi i lewicy; trudno mieć pretensje do praktycznego polityka, że realizuje to, co jego naród (i większość ludzkości) uważa za słuszne!

    Chcę przypomnieć te cechy, by wskazać, jak bardzo rozbieżne są z dążeniem ku wolności, charakterystycznym dla naszej epoki. Sądzę, że nie tylko mnie powrót do modelu sanacyjnego nie zadowoliłby!

    * Obecnie trend sie odwrócił: zmierzamy ku etatyzmowi i Lewicy [JKM]

    Tymczasem zaś nurt post-piłsudczykowski dominował w społeczeństwie - zwolenników jego doktryny można było liczyć na pęczki w PZPR (a nawet w SD i ZSL, choć te dwie partie wyrosły na sprzeczne wobec sanacji) w "SOLIDARNOŚCI”-i zasię był niemal bezkonkurencyjny. Na podstawowe elementy piłsudczyzny powoływały się tak odmienne ugrupowanie jak KSN, KPN, i KSS "KOR”!

    * PZPR - Polska Zjednoczona Partia Robotnicza zwana potocznie, acz nieslusznie, "komunistyczną", powstala w 1948 z połączenia sowieckiego tworu, czyli PPR i PPS-Lewicy, czyli tych socjalistów, ktorzy pogodzili sie z reżymem. SD - Stronnictwo Demokratyczne popwstale z połączenia masońskich Klubów Demokratycznych i chadeckiego Stronnictwa Pracy.. ZSL -  Zjednoczone Stronnictwa Ludowe, czyli szczątki PSL-u. KSN - Kluby Służby Niepodległości  ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Kluby_S%C5%82u%C5%BCby_Niepodleg%C5%82o%C5%9Bci ) wtedy wydawało się, że odegrają ważna rolę; KPN - Konfederacja Polski Niepodleglej - założona przez p.Leszka Moczulskiego partia starająca się w PRL-u dzialać oficjalnie, KOR - Komitet Obrony Robotników, lewacka organizacja założona przez śp.Jacka Kuronia, p.Antoniego Macierewicza i Adama Michnika.

    Przed wojną głównym konkurentem sanacji była Narodowa Demokracja. Pominę tu wyraźne rozbicie tej formacji po 1925 roku, którego to odpryskiem są rozmaite grupki, z endeckiej ideologii przyjmujące głównie... anty-semityzm; dlaczego jednak nie odrodziła się klasyczna partia ludowo-narodowa? Ostatecznie do obecnej sytuacji geopolitycznej znacznie bardziej pasują recepty endeckie niż SDKPiL-owskie lub PPS-owskie!

    Dlaczego więc ta ideologia zwalczana była z taką zaciekłością? Dlaczego psy wieszano na Ryszarda Filipskiego "Zamachu Stanu”, filmie znacznie - moim zdaniem - lepszym niż "Człowiek z Żelaza”, będący (jak słusznie zauważył recenzent tygodnika "SOLIDARNOŚĆ”) typowym produktem soc-realizmu? Przecież awersja do Romana Dmowskiego części KOR-owców (mam na myśli część pochodzenia żydowskiego) nie wyjaśnia sprawy; przyczyny są o wiele głębsze. 

    * "Zamach stanu" - film zdolnego narodowego reżysera, p.Ryszarda Filipskiego o "zamachu majowym" z 1926 roku. Praktycznie nie dopuszczony do kin za PRL-u. 

    Ich analizę rozpocznę od historii, lecz przed tym uwaga definicyjna: przez "inteligencję” rozumieć będę nie wąską grupę intelektualistów, lecz całość grupy żyjącej z pracy umysłowej i mającej wpojone przekonanie, że jest to zajęcie szlachetniejsze, niż praca fizyczna lub groszoróbstwo. "Inteligencja” w tym szerokim sensie to mniej-więcej: intelektualiści + pół-inteligencja + ćwierć-inteligencja; przynależy to zarówno artysta, jak i nauczyciel (obojętne - prywatny, czy na posadzie państwowej) a także przysłowiowa panienka przybijająca mechanicznie stempel na poczcie - pod warunkiem, że woli ubogiego studenta niż tępawego playboya.

    Inteligencja nasza wytworzyła się z rodzimej szlachty oraz mieszczaństwa (na ogół niemieckiego bądź żydowskiego pochodzenia). Proces ten zakończył się w XIX wieku - i tu pora na przypomnienie sytuacji w Królestwie Polskim na przełomie wieków. Duszą ruchu niepodległościowego była wówczas inteligencja. Dlaczego?

    Sprężyną poruszającą większość ludzi przez większość czasu jest interes materialny. Poszczególne grupy i mniejszości potrafią walczyć o ideały - jednak zwyciężają tylko wówczas, gdy przekonają „decydującą większość”, że ich propozycje są dla niej korzystne.

    Otóż według sprawozdania barona Stefana von Ugrona (CK konsula) w samej guberni warszawskiej było parędziesiąt tysięcy urzędników-Rosjan. Jeśli nawet założyć, że wymienione przezeń 40.ooo jest oceną przesadną, to i tak oznacza to - po uzyskaniu niepodległości - wiele tysięcy wolnych etatów dla przymierającej nieraz głodem polskiej inteligencji. Wyjaśnia to przy okazji, dlaczego patriotyczne uniesienia skorelowane były z ciągotami socjalistycznymi, znacznie rzadszymi wśród ludzi dobrze sytuowanych.

    Proszę mnie dobrze zrozumieć, bo nie chcę zostać obszargany błotem (co zresztą i tak mnie nie ominie): nie zarzucam nikomu świadomego działania. Być może    n i k t      spośród inteligentów-patriotów o swojej korzyści nie myślał! Od czasu Zygmunta Freuda trzeba jednak brać pod uwagę podświadomość! Ona właśnie kieruje wieloma naszymi decyzjami i potrafi uwzględniać czynniki, do działania których nie chcielibyśmy się otwarcie przyznać, nawet sami przed sobą.

    Jeśli polski student, kupiec, przemysłowiec (a w znacznie mniejszym stopniu robotnik lub chłop albo ziemianin) bywał często anty-semitą, to nie dlatego że miał to zakodowane w genach; po prostu zwalczał zdolnego konkurenta! Konkurenta, przeciwko któremu łatwo można było zmobilizować poparcie społeczeństwa. Dokładnie takim samym konkurentem dla polskiego urzędnika był carski czynownik - bodaj jeszcze podatniejszy na ataki subtelnej propagandy.

    Dopiero po niewczasie, mógł się polski chłop przekonać, że polski starosta jest mu znacznie mniej przychylny niż carski naczelnik, nie powiązany z polskim dworem. Chociaż - może nie mam racji? Może lud był mimo wszystko mniej wrażliwy na inteligenckie podszepty? Oto raport bezstronnego świadka wkraczania do Królestwa armii „błogosławionej” Austrii, generała-porucznika Ignacego Kordy, dowódcy 7 dyw. kawalerii, z sierpnia 1914: „...ludność zupełnie biernie ustosunkowuje się do wydarzeń. Chłopi i Żydzi pozbawieni są poczucia narodowego, kierują się jedynie interesem materialnym i byli zadowoleni z dawnych stosunków” (cyt. za: "Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906-1914” str. 630). Wiadomo też - choć polscy historycy usilnie to ukrywają - że opuszczające Warszawę oddziały kozackie żegnane były autentycznymi łzami ludności - nie tylko kucharek; zatroskani byli ziemianie, chłopi, przemysłowcy, kupcy i robotnicy - radowała się inteligencja, przed którą otwierała się szansa wyzyskiwania własnego narodu. Wyzyskiwania w dokładnie taki sam sposób, w jaki biurokracje nowo-powstałych państw Afryki przemieniły dające ponoć olbrzymie zyski kolonizatorom kraje w zadłużone po uszy organizmy.

    Choć z całą stanowczością odrzucam zarzut świadomego wyzysku, zdaję sobie sprawę, iż teza ta obruszy na mnie lawinę. A przecież jest ona łatwa do sprawdzenia na wiele sposobów. Np.: dlaczego inteligencja kierowała walką o niepodległość w Kongresówce - a była lojalistyczna w Galicji, choć nędza tej cesarskiej prowincji była przysłowiowa? Ano dlatego, że galicyjska administracja była w rękach polskich!

    Po szczęśliwym osiągnięciu celu "Królewiacy i Górale” zawarli sojusz, którego celem była kolonizacja Wielkopolski i Śląska. Dzielnica pruska nie znała dyktatury biurokracji, a w walce z niemczyzną rozwinęła zdrowy, nie oparty na ślepej nienawiści, nacjonalizm. Niechęć Wielkopolan do systemu urzędniczego sobiepaństwa była tak wielka, że od samego początku próbowali postawić tamę zalewowi administracyjnemu (granica celna została zniesiona dopiero w sierpniu 1919), a nawet zamyślali o oderwaniu się od Polski i utworzeniu własnego państwa; powstrzymywała ich od tego jedynie obawa przed wchłonięciem przez Prusy. Odrębność ta nie zanikła szybko: po zamachu majowym pułki wielkopolskie rzuciły się na ratunek rządowi (co uniemożliwili socjalistyczni kolejarze rozkręcając tory); sanacja w tym rejonie nie zdołała nigdy uzyskać pełnego poparcia i wyniki wyborów w Wielkopolsce odbiegały zawsze od krajowych.

    Z czasem dopiero zabór pruski zgleichschaltowano (na Śląsku do niszczenia samorządności przyłożył się wojewoda sanacyjny, Michał Grażyński, działający metodami policyjnymi - m.in. w brutalny sposób zaatakował on najwybitniejszego polityka tej dzielnicy, Wojciecha Korfantego) - i dziś ethos Wielkopolski leży w gruzach. Nie zaszkodziły mu - a nawet wzmocniły - kampanie HKT-y i Kulturkampfu; zniszczyła go biurokracja polska. Walcząc z obcymi prądami obywatel może bowiem liczyć na moralne wsparcie rodaków - walcząc z dyktaturą urzędniczą naraża się na rozmaite zarzuty: anarchizmu, anty-narodowości- a zwłaszcza anty-państwowości. Aparat dokłada wszelkich wysiłków, by w oczach wszystkich j e g o interes utożsamiany był z interesem państwa (pisanego z dużej litery, zazwyczaj).

    * HKT czyli HaKaTa - założona w 1894 przez śp.Hansemanna, Kennemanna, i Tiedemanna organizacja chcąca (bez sukcesów ) wyrugować Polaków z ziemi na Wielkopolsce( https://www.bryk.pl/slowniki/slownik-wyrazow-obcych/243532-hakata-od-pierwszych-liter-nazwisk-zalozycieli-hansemann-kennemann-tiedemann-hkt); "Kulturkampf"  - za czasów Ottona von Bismaecta polityka walki z katolicyzmem, co odbijało się szczególnie na ziemiach polskich.

    Dobrze jest, gdy urzędnik wie, iż jego interes leży w utrzymywaniu państwa. Gorzej, jeśli urzędnik jest przekonany, że interes państwa leży w utrzymywaniu jego urzędu. Katastrofa staje się nieunikniona, gdy ten ostatni pogląd uda się biurokratom zaszczepić politykom i całemu społeczeństwu - a zwłaszcza gdy politycy sami mają za sobą urzędniczą karierę.

    Niepodległość w 1918 roku nie rozwiązała całkowicie problemu inteligenta. Bojownicy o wolność narodu zajęli wprawdzie rządowe posady zgodnie ze swoimi usługami (ale nie z kwalifikacjami, gdyż umiejętność rzucania granatami, konspirowania się i przemawiania na wiecach jest anty-kwalifikacją dla ministra) - było ich jednak za mało, a poza tym rozmaici nieokrzesani i nieoświeceni chłopi, jak np. Wincenty Witos, uparcie patrzyli im na ręce i domagali się władzy. Rozwiązaniem był paternalizm, zaś środkiem - socjalizm.

    Do tego zaś znakomicie nadawał się Józef Piłsudski. Był to stary działacz socjalistyczny - czego zupełnie nie ukrywał i podjąć nie mogę, jak człowiek chcący się nazywać „opozycją anty-socjalistyczną” może zaproponować nazywanie Jego imieniem w gdańskiej stoczni lub innego obiektu!

    Powtarzam wielka to postać i powinna mieć setkę pomników. Jednak stawiający je muszą powiedzieć prawdę: krzewimy tradycję socjalistyczną - a nie odwrotnie!

    Do uzyskania niepodległości Piłsudski był wybitnym bojownikiem socjalistycznym. Wielu polityków twierdzi dziś: „Tak, ale sam przecież powiedział, że wysiada z socjalizmu na przystanku »Niepodległość«”. Cóż za naiwność! Jedno zdanie na przekreślić całą linię życia, całe ideologiczne życie człowieka; zmienić jego obyczaje, otoczenie i nawyki!

    Gdybyż choć po zdobyciu władzy Piłsudski nie tylko słowem, lecz i czynem zaprzeczył swojej przyszłości! Ależ skąd! Zaczął od mianowania gabinetu Jędrzeja Moraczewskiego, który „... głosił co prawda hasła socjalistyczne, ale w praktyce nie zawsze je realizował” (Zbigniew Landau, w: „Dzieje Gospodarcze Polski od 1939” s.467). Może i "nie zawsze”, ale: „Było to ustawodawstwo czyniące z Polski najbardziej postępowy kraj na całym świecie” (por. Andrzej Albert, "Najnowsza historia Polski 1918-1939” wydawca "KRĄG” Warszawa 82 s.69/70). Mało? A kto poparł Go w maju 1926? Socjaliści i komuniści, nieprawda-ż?

    Zgoda, Piłsudski nie lubił Bolszewików - ale poszczególne odłamy Czerwonych nigdy się nie lubiły, tłukąc się między sobą tym chętniej im bliższy rodowód i duchowe powinowactwo. Chińczycy znacznie ostrzej traktują Sowietów niż Amerykanów... Zgoda też, że socjalizm Piłsudskiego nie wynikał z marksistowskiego doktrynerstwa; był on formą zaprowadzenia elastycznych, paternalistycznych rządów, formą najprzydatniejszą do oszukania mas ludowych. Nie należy zapominać, że ojciec Piłsudskiego był wielkim obszarnikiem zarządzającym swym Zułowem toczka w toczkę tak, jak p.Edward Gierek Polską Ludową, tj.: olbrzymie i marnowane inwestycje, pożyczki, marnotrawstwo i rozrzutność (por. np.; Andrzeja Garlickiego "U źródeł obozu belwederskiego”, PWN '79, s.13).

    Tak więc robotnicy poparli w 1926 roku Piłsudskiego, gdyż wierzyli w socjalizm. Wielu mądrych ludzi dało się na tę bajeczkę złapać - więc trudno im się dziwić. Żydzi poparli gdyż obawiali się endeków - i słusznie. Ale urzędnicy poparli, gdyż obiecał wprowadzić rządy dyrektywne. Sanacja była dokładnym odwróceniem p r o j e k t u (bo nie realizacji!) obecnej reformy gospodarczej: odbierano przedsiębiorstwom samodzielność i przekazywano pod kontrolę państwową. Nawet Jędrzejowi Morawieckiemu otwarły się wreszcie oczy i w 1938 roku publicznie stwierdził, że Polska jest na najlepszej drodze do sowietyzacji!

    Oczywiście, było to dopiero początek drogi. System dyrygowania przemysłem wprowadzony przez hitleryzm i stalinizm ( „plan doprowadzony do każdego stanowiska pracy”) miał się dopiero rozwinąć. Jednak decydujący krok został już uczyniony wówczas. Pierwsze ssaki też były drobne i niepozorne - nie idzie jednak o rozmiar, lecz o zasadę zjawiska.

    Nie pojmuję przeto, jak można twierdzić, że jest się dziedzicem duchowym Piłsudskiego - i jednocześnie krytykować władze PRL za poczynania, które do polskiej praktyki politycznej wprowadził Józef Piłsudski i jego ludzie. Można był zwolennikiem dowolnej doktryny - nie można jednak oszukiwać innych i korumpować słów!

    Ponieważ teza o Piłsudskim jako prekursorze gierkowszczyzny szokuje (tylko dlatego, że Polacy zostali odcięci od prawdziwej anty-socjalistycznej publicystyki przez cenzurę - nie tylko państwową; KOR-owska prasa też nie przepuszczała anty-socjalistycznych wypowiedzi) - ilustruję ją kilkunastoma przykładami, dobitnie ukazującymi analogie. Jakież więc zarzuty są (słusznie!) kierowane pod adresem władz PRL?

    1. Brak rzeczywistej demokracji i wolnych wyborów. A kto pierwszy w tym kraju wprowadził oszustwa wyborcze (również w postaci "dosypywania do urn” pożądanych głosów. Kto tyranizował wyborców? Kto wprowadził wybory z list i mianowanie senatorów?

    2. Cenzurowanie wolnej myśli. Pardon: kto wprowadził cenzurę? Czy w 1936 roku w Belwederze urzędował Feliks Dzierżyński?

    3. Prześladowanie przeciwników politycznych. Istotnie - komuchy nie wysyłają opozycji do Berezy Kartuskiej głównie dlatego, że znajduje się ona już Sowietach. Tej nazwy nie wymyśliła jednak bezbożna propaganda komunistyczna.

    4. Pobicie działaczy opozycji przez niezidentyfikowanych sprawców”. Spotkało to w PRL-u wiele osób m.in. Stefana Kisielewskiego i Jacka Kuronia. Oficerowie legionowi bili jednak mocniej niż studenci AWF: Adolf Nowaczyński np. stracił oko - i nie tylko bili: do dziś nie wiemy, gdzie zginął porwany przez nich gen.Zagórski, którego nieszczęściem było, iż wiedział o kontaktach Piłsudskiego z austro-węgierskim wywiadem.

    5. Uprawnienie propagandy sukcesu. Czyżby Melchior Wańkowicz nie pisywał peanów na zamówienie sanacji - do czego się przecież przyznał? Pamiętać też należy znakomite hasła: „Silni – Zwarci – Gotowi!” oraz „Nie damy ani guzika”. A co z hasłem: „Cukier krzepi!” - o którego obłudzie za chwilkę?

    6. Rabunkowy eksport surowców, zwłaszcza węgla. Jeszcze paręnaście lat temu w szkołach uczono, że był to jeden z najpoważniejszych błędów gospodarczych - właśnie sanacji, która specjalnie np. zaniżała taryfę kolejową dla węgla, by wydawało się, że jego wywóz się opłaca...

    7. Dumping (tj. sprzedawanie polskich towarów za granicę poniżej ich wartości, byle zdobyć trochę dewiz). Wobec niewymienialności złotówki trudno porównać rozmiary szaleństwa sanacji i gierkowszczyzny (obciąża to również gen. Jaruzelskiego i nieboszczyka Gomułkę) - ale może taki przykład: cukier przed wojną kosztował w Polsce 1,00-1,40 zł, zaś do Anglii sprzedawano go po... 17 groszy!!! W efekcie dzieci biedoty nie widywały cukru w ogóle!

    8. Gigantyzacja i monopolizacja przemysłu. Czyżby przed wojną sanacja wprowadziła - jak w USA - ustawodawstwo anty-monopolowe? Skąd, państwo popierało kartele!

    9 - Forsowne uprzemysłowienie na koszt rolnictwa. A kto wymyślił COP? Kto subsydiował ciężki przemysł, obciążając podatkami rolnictwo? W jakiej nędzy żyli chłopi - i jak często bankrutowali ziemianie? Urzędnik państwowy zasię miewał się owszem - nieźle. Co prawda lepiej pracował.

    10. Uprzywilejowanie warstwy urzędniczej. Ależ proszę sobie poczytać w przedwojennym "Słowie” publicystykę Stanisława Cata-Mackiewicza (a choćby i wydany w PRL wybór pod tytułem „Kto mnie wołał, czego chciał?” PAX 1972)! Np. o tym, jak to urzędnicy rozbijają się pociągami za pół ceny, podczas gdy wytwarzający produkt robotnik, przemysłowiec lub rzemieślnik płacić musi pełną taryfę

    11. Sobiepaństwo dygnitarzy. Cytuję tegoż Mackiewicza "Bo oto jest wiadomo powszechnie, że w lasach państwowych, na równi z płacącymi, poluje także szereg osób zupełnie gratis i nie tylko poluje, ale w czasie polowania je, pije i »zakąsuje« na konto tegoż funduszu łowieckiego. Jakiż to szereg osób? Otóż tego właśnie w żaden sposób uchwycić się nie da (...) starałem się nawet dowiedzieć od osób kompetentnych, na jakiej oparte jest ustawie, pragmatyce, regulaminie, rozporządzaniu, że dygnitarz X poluje tyle, ile jego myśliwska dusza zapragnie, a równy mu rangą dygnitarz Y ani jednego koziołka! Nic nie można się dowiedzieć. Wszystko jest mgławicowe, nastrojowe, wyczuciowe”. To nie "Kultura” z okresu Odnowy o p.Piotrze Jaroszewiczu w Arłamowie - to wileńskie "Słowo” z 1936 roku.

    12 - Brak poszanowania prywatnej własności inicjatywy. Tu komuchy zgrzeszyły najbardziej - ale żywot kamienicznika za sanacji był bardzo ciężki, zaś ustawa reglamentująca rzemiosło pochodzi jeszcze z 1924 roku.

    13 - Lekceważenie fachowości i popierania serwilizmu. Cytuję: "Starszyzna, która zajęła wszystkie decydujące stanowiska - miała w większości poziomom daleki od wymaganego w stosunku do zajmowanych stanowisk (...) Brakujące studia i kwalifikacje zastąpiono własną doktryną, opartą na legendzie. Jako współpracowników dobierano ludzi swoich, lub sobie podobnych. Zamiast rezultatów pracy fachowej - zasługi dla reżimu stały się miernikiem wartości; zamiast wiedzy i zdolności adorowanie reżimu było miarą przydatności. Otworzyła się droga dla ludzi bez charakteru, giętkich, których celem stała się posada”. Tak - to jest wydawnictwo emigracyjne. Nie o czasach stalinowskich to jednak mowa: to uwagi pułkownika Ludwika Schweitzera, dowódcy 26. pułku Ułanów Wielkopolskich, o legionistach („Wojna bez legendy”, Allen Lithographic Co., Kirkcaldy, 1943). Mogę dodać: i tak będzie zawsze, gdy o dochodach decydować będzie nie wolna konkurencja, lecz poparcie kumpla z I Brygady, AL, AK czy KSS „KOR”.

    14 - Rozkwit łapówkarstwa i krycie go przez prominentów. A sanatorzy byli święci? Czy po wojnie znamy np. „sprawę Parylewiczowej”, która za łapówki mianowała sędziów, a zatrzymywana oświadczyła: „Robiłam to, co robili inni”. Być może zawód sędziego w PRL jest tak nisko płatny, że nie ma chętnych na łapówkodawców... Warto jednak przy okazji zanotować, że przedwojenna cenzura zdejmowała bez pardonu wzmianki o sprawie Parylewiczowej.

    15 - Upaństwowienie kultury i nauki. Tu pułkownicy legionowi są bez winy. Same środowiska inteligenckie naciskały na utworzenie PAU i PAL, zabawnych instytucji, poprzez które intelektualiści pobierają apanaże od państwa. A skoro biorą - to się od odeń uzależniają... Tak przy okazji więc: na I KZD „Solidarność”-i w Gdańsku ZLP podpisał z nią "Umowę” przewidującą - a jakże - stypendia twórcze dla pisarzy, ich wizyty w zakładach pracy... jednym słowem to samo, co w swoim czasie podpisał z CRZZ. Panowie literaci nie chcieli otrząsnąć się z zależności; chcieli zmienić Mecenasa na innego, bo dotychczasowy zbankrutował. Piszę o tym bez skrępowania, gdyż to samo głośno mówiłem w kuluarach "Olivii”

    16 - Dwulicowość osobista. Dobrze - pomówmy więc o samym Piłsudskim. Jako działacz państwowy głosił potrzebę ładu i porządku - ale pieniądze na działalność polityczną czerpał z bandyckich napadów (na przykład na pociąg pocztowy pod Bezdanami) czym - co gorsza - się chlubił. Później rabował już w białych rękawiczkach (sprawa Czechowicza). Nie na własne cele, jak gierkowszczycy - lecz na partyjne, jak stalinowcy. Z wywiadem austriackim współpracował z własnej inicjatywy (nie ma w tym nic złego - ostatecznie to on ich przechytrzył) - a jednocześnie pienił się na samą myśl, że ktoś mógłby się „wdać w brudne machlojki z agenturami”.

    Może już dość. Twierdzę, że ci, co krytykują za to PZPR, nie mają prawa powoływać się na BBWR, gdyż sama   z a s a d a     systemu rządów była identyczna (tyle, że komuniści mieli mniej skrupułów). Różnice ideologii są bez znaczenia; czy ktoś naprawdę wierzy, że PZPR zmierza do komunizmu?

    Biurokracji całkowicie obojętna jest ideologia, jako zestaw celów. Interesują ją jedynie środki, tzn. kwestia: czy i ile urzędnik może nakazać obywatelowi? Gotowa jest służyć każdemu, kto zarezerwuje dla niej odpowiednią liczbę środków. Manewr zastosowany przez nią w latach 1980/82 można określić krótko słowami Józefa Tomasi, księcia Lampeduzy: „Coś się musi zmienić, by wszystko zostało tak, jak było…” Można stać w pierwszym szeregu walki o socjalizm - można być czołową siłą anty-socjalistyczną. Byle stołki były - i byle rządziły.

    Oczywiście to samo czynią w stanie wojennym. Umacniają nawet swą pozycję. Wykorzystują wszelkie sprężyny. Sprzyja im nawyk oficerów do rozdzielnictwa towarów - zamiast do kupna i sprzedaży. Na rozdzielnictwie zaś zyskuje jedna osoba: rozdzielający! Do tegoż celu wykorzystuje się też przesądy ludności rozdmuchując niechęć do „spekulantów” i wolnego rynku na wszelkie zaś sposoby rozbudzając potrzebę bezpieczeństwa. Pod opieką Urzędu.

    Przykład. W "Życiu Warszawy” red. Chądzyński pisze, że wolne ceny przemysłowe byłyby „kontynuacją woluntaryzmu epoki gierkowskiej” - tyle, że na szczeblu przedsiębiorstwa; administracja powinna zatem owe ceny w interesie konsumenta regulować. To, że ceny regulowałby sam rynek, redaktor Chądzyński zmyślnie przemilcza. A w imię czego dokonana została ta przeraźliwa volta umysłowa: po to, by zachować etaty kontrolerów, inspektorów i innych darmozjadów i pasożytów (subiektywnie zresztą nieraz jak najuczciwszych - a stworzonych przez system jeszcze sanacyjny!). Taką samą (choć mniej liczebną) sforę utrzymywał Ludwik XIV i jego następcy, z Jakobinami i Napoleonem włącznie.

    Stanowiska urzędnicze obsadzane są zawsze niemal przez inteligencję - w szerokim pojęciu. Nieraz nawet wysokiej klasy intelektualiści godzą się na odgrywanie żałosnej roli urzędnika. (Ostatnio takie żałosne i pouczające zarazem widowisko robi z siebie p.Jerzy Urban). W gruncie rzeczy bowiem inteligenta pociąga władza - i z racji wykształcenia czuje się on do niej uprawniony. To on lepiej od chłopa wie, co potrzeba chłopskiemu dziecku i gdy dorwie się do ministerstwa - na przykład zdrowia - to już zdoła to na chłopie wymusić!

    Różnica między mieszczaninem, a inteligentem (zwłaszcza - ale nie tylko – polskim) jest zasadnicza: pierwszy chce żyć, zarabiać - i pozwala żyć innym, jak chcą. Inteligent jest nawiedzony i przepełniony Misją. Na pieniądzach mu nie zależy. Wcale nie chce np. mieć pensji wyższej o tyle, by kupić sobie lub za pieniądze wypożyczyć książkę! Nie! On chce mieć darmowe biblioteki dla wszystkich!

    Liczy się arystokratyczna duma z przywileju; wręczenie w formie nagrody sumy równej różnicy między oficjalną a czarno-rynkową ceną samochodu byłaby nietaktem; natomiast wręczenie talonu na samochód - jest OK. Z kolei odsprzedanie tego samochodu też nie jest w porządku - jeździ więc nim, choć go na to nie stać i nie zdaje sobie sprawy, że jest to dla społeczeństwa znacznie większym obciążeniem, niż gdyby ową różnicę cen wręczyło mu ono w gotówce!

    Za owo „anty-mieszczańskie” nastawienie inteligencji płacimy wszyscy. Jest bowiem rzeczą naturalną, zrozumiałą i słuszną, że ludzie pogardzający pieniędzmi - pieniędzy nie mają! Oni zaś nami rządzą - i mają wiele narzędzi kształtowania naszej świadomości.

    Bohaterem dla tej warstwy nigdy nie jest mrówka - lecz konik polny. Nie porywa jej Bolesław Prus - lecz Adam Mickiewicz i Witkacy. Społeczeństwo zaś obowiązane jest utrzymywać pasikoniki, nawet - a może zwłaszcza - w okresie kryzysu. Już tworzone są programy "Ratowania Kultury Polskiej” - co polegać ma na udzielaniu subwencji i stypendiów dla nieudolnych malarzy, nie umiejących pisać literatów i bezlitośnie knocących teatrów (o dobre nie ma się co martwić - bez niczyjej pomocy nabiją sobie kabzy złotówkami!) Na rzeźbę profesora K. kręcą nosem - ale gdy społeczeństwu bodaj Kołobrzegu nie spodobała się rzeźba p.Kantora czy p.Hasiora, to zostało zgodnie i chóralnie zwymyślane od tłumu zacofańców. Chamy mają płacić za Wizję Twórczą Artysty – i nie pytać.

    Inteligent kocha Lud – ale abstrakcyjny. Kocha – i chce go ukształtować. Odrzuca jednak, gdy lud nie chce być posłuszny. W takim przypadku inteligent, jako Arystokrata Ducha, wchodzi w przymierze z innymi Arystokratami. Proszę poczytać tak lewicowego pisarza, jak Stefan Żeromski...

    Jego antybolszewizm był znany - i z tego powodu niektóre jego utwory ukazywały się poza cenzurą. Już w rok jednak po rewolucji 1917 pisze od niej oględniej. Z aprobatą np. stwierdza w 1919 roku "Organizacya inteligencyi zawodowej”, że inteligencja ta, wzgardzona na początku rewolucji bolszewickiej „w celu przypodobania się ciemnemu motłochowi” - wraca na swoją pozycję i zaczyna tym motłochem kierować. Dzierżyński i Jeżow budzą w nim obrzydzenie jak gdyby mniejsze, niż pijany chłop, co rżnie pana tępą piłą.

    Chłopów indywidualnych zwalcza Żeromski pryncypialnie, propagując ni mniej ni więcej, tylko... PGR-y; „Na pozostałych we władaniu Rządu Polskiego 2/3 ziemi dawnej wielko-folwarcznej, uprawnej bądź nadającej się do uprawy, osadzona być powinna połowa proletaryatu rolnego Polski, parobków i wydziedziczeńców, a więc około milion z górą ludzi. Robotnicy ci pracowaliby na jednostkach wielkofolwarkowych, w dobrach silnie już zagospodarowanych, w których zbiory są lepsze i wydajniejsze niż w gospodarsko-chłopskich - pod kierunkiem delegowanych agronomów rządowych, techników rolnych i zarządców, świadomych rzeczy rolniczej”. Można powiedzieć, że trafił w sedno: dziś w PGR-ach pracuje ok. 900.tys ludzi. Za Hilarego Minca Żeromski byłby ministrem rolnictwa i już po kilku miesiącach posłałby wojsko dla przymuszenia krnąbrnych włościan do uspółdzielczenia wsi. Gdzie są teraz - pytam – ci, co twierdzą, że politykę rolną narzucił nam Kreml?!

    Autor "Dziejów Grzechu” upewnia czytelników w tym samym szkicu („Początek świata pracy”), że „Wdrożenie (Nb. zawsze myślałem, że słowo to jest wymysłem socjalistycznej już biurokracji!) takiego systemu gospodarstwa kolektywnego nie byłoby wcale objawem socyalizmu państwowego”! Brawo! Może jednak Żeromski pracowałby jako minister propagandy - nowomową operuje znakomicie i kłamie jak z nut! A nieco przedtem "Parobek na folwarku dostawałby rocznie nie 18 rs. jak w tych czasach, lecz co najmniej kilkadziesiąt (!?!?!?) razy więcej”. Jeśli to nie jest ekonomiczny woluntaryzm w najczystszej postaci, to gotów jestem zjeść własną brodę. W każdym zaś razie Nikitę Siergiejewicza Chruszczowa uważam za genialnego speca od rolnictwa, w porównaniu ze Stefanem Żeromskim! A przecież Żeromski był przez wielu uważany za wybitny autorytet!

    Tak nawiasem jeszcze: pisarze polscy zwyczaj byli lewicowcami - a jako tacy wrogami wielkiej własności, zwłaszcza ziemskiej. Dziwne jednak: czytałem wiele powieści opisujących potomków zdegenerowanych rodzin, przepijających lub przegrywających w karty swój majątek; nie mogę sobie jednak przypomnieć, by jakikolwiek autor cieszył się, że oto majątek zostanie rozsprzedany między chłopów. Za każdym razem opisowi towarzyszy potępienie pisarza; ten upadek jest czymś złym, niekorzystnym...

    Dlaczego? Dlatego, że właściciel majątku ma czas na czytanie - i pieniądze na kupno książek. Natomiast nabywca-chłop będzie orał i nie znajdzie czasu na chwalenie i opłacanie wzlotów niezależnego Ducha.

    Podobnie i dziś artyści narzekają, że związki zawodowe nie kupują całych spektakli teatralnych, obrazów balistycznych - i trzeba sterczeć pod Barbakanem sprzedając swe płótna i podlizując się mieszczuchom. Gdy polskiemu pisarzowi pomachać przed nosem informacją, że pisarze na Zachodzie normalnie   p r a c u j ą      (a piszą w ramach fajrantu) to wydaje on z siebie okrzyk zgrozy.

    Tak więc wszystkie warstwy inteligencji – od Tytanów Ducha i Koryfeuszy Nauki (co w 1979 roku odmówili dyskusji nad sprawą cenzury), po referenta w Urzędzie Dzielnicowym - przeżarte są serwilizmem. Mogą psioczyć na ustrój, ale nie są gotowe zrezygnować ze swojej w nim uprzywilejowanej pozycji. Referent ów może zresztą przymierać głodem - ale świadomość, że jednym pociągnięciem pióra może nieruchomość wartą 15 milionów zamienić na wartą pół miliona (przez drobną zmianę w kwalifikacji podatkowej), czyni jego życie pięknym. Niekiedy zresztą posesjonat nie tylko musi giąć kark i przynieść kwiatki - ale i w rękę wsunąć bardziej konkretny dowód pamięci…

    Panowie ci nie zdają sobie jednak sprawy, że w skali całego świata system kurateli państwa nad obywatelem poniósł straszliwą, duchową i gospodarczą klęskę... Najbardziej nią dotknięta Polska będzie musiała odejść od niego jak najszybciej - i możliwie daleko. Nie na powrotu do sytuacji sprzed Grudnia, Sierpnia i Września (1939). Musimy wybudować nowy pozbawiony biurokracji model. Moim zdaniem sytuacja kraju usprawiedliwia użycie siły dla złamania zdeterminowanego oporu biurokracji.

    ===

    Gdy pisałem te słowa w styczniu 1982 - byłem pesymistą: nie wierzyłem, że generał Jaruzelski pozbawiony poparcia społeczeństwa, zdoła ten opór przełamać (i czy w ogóle będzie   c h c i a ł    go przełamywać). Dziś wiem, że miałem rację. Kręgosłup reformy został złamany - a biurokracja zdołała przekonać wojskowych, że jest być może nieudolna - ale wierna i niezbędna. To nie był ten zamach stanu, który cztery lata temu wręcz zalecaliśmy, jako najoszczędniejszą drogę obalenia gierkowszczyzny…

    Być może obecna sytuacja zmusi inteligencję do przewartościowań - i przemyślenia własnej sytuacji na nowo. Inteligencję stać bowiem, mimo wszystko, na działania bezinteresowne. Natomiast jeśli się nie opamięta i nie zrezygnuje z kastowych przywilejów; jeśli nie pozwoli społeczeństwu rządzić się samemu - to obecne anty-inteligenckie nastroje doprowadzą do wybuchu. Przykład Iranu jest dostatecznie wymowny - ale Iran dysponujący szybem w Karlinie będzie krajem bardziej jeszcze pożałowania godnym.

    * Po wykryciu ropy w Karlinie część obywateli PRL uznala, że od tej pory nie trzeba będzie pracowa; ropa nas utrzyma...

                                                                                                                    ↈ

     

     

                                               BBWR                     OZON

                                               ---------         =          ---------

                                               PZPR                       PRON

    Ta proporcja miała ilustrować podobieństwo II RP i PRL. BBWR - "Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem" wyborczy blok sanacyjny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bezpartyjny_Blok_Wsp%C3%B3%C5%82pracy_z_Rz%C4%85dem); OZON - Obóz Zjednoczenia Narodowego założony w 1937 roku przez konserwatywnych i nacjonalizujących sanatorów ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C3%B3z_Zjednoczenia_Narodowego ); PRON - Patriotyczny Ruch Odrodzenia Narodowego powstała w 1982 roku organizacja mająca gromadzić prawicowych i narodowych dzialaczy chcących popierac juntę, czyli WRONę. Natychmiast obrosła nadgorliwcami i przydupasami wladzy, w wyniku czego już po miesiącu stracila sens i w 1983 przeksztalcila się w FJN-bis. Liczyła naprawdę więcej "członków" niż liczba obywateli PRL (https://pl.wikipedia.org/wiki/Patriotyczny_Ruch_Odrodzenia_Narodowego )!!

     

    )

  • 10-11-2018 14:56:00

    12 listopada odlatujemy na księżyc!

    W normalnych czasach człowiek kończył dzień pracy, przychodził płatniczy, obmierzał, co zostało zrobione – i wypłacał dniówkę. Wyjątkiem byli (nieliczni wtedy!) nadzorcy i biuraliści, którzy dostawali dniówkę bez obmierzania.

    Dzisiaj kasta nadzorców i biuralistów jest bardzo liczna – bo nie dotyczy to tylko pracowników państwowych. Również prywatne firmy mają biura – a w nich masę urzędników. Tych ludzi – biorących PENSJE, a nie: biorących pieniądze za konkretną wykonaną pracę – jest dziś chyba więcej niż normalnych pracowników. W wyniku tego branie pensji raz na miesiąc stało się dziś czymś normalnym – również pracujący na akord odbierają zarobki raz na miesiąc albo na tydzień.

    Efekt jest taki, że w pojęciu przeciętnego człowieka została całkowicie zerwana więź między pracą a płacą. Większości ludzi wydaje się, że ich pracodawca ma pieniądze z księżyca – i ma im płacić pensje niezależnie od tego, co oni robią!! Na przykład nauczyciele, nie idioci przecież, mogą chcieć ustanowienia Dnia Nauczyciela, wolnego dla nich od pracy – i nie przychodzi im nawet do głowy, że AUTOMATYCZNIE ich pensja w tym miesiącu powinna być mniejsza o 1/22!

    PT Senatorzy i Posłowie są już od życia oderwani totalnie, bo zamiast mieszkać w domach i pracować, przebywają w Wieży z Kości Słoniowej na ul. Wiejskiej w Warszawie. I właśnie uchwalili, że 12 listopada ma być dniem wolnym od pracy.

    P. Lech Wałęsa powiedział był 40 lat temu, gdy ludzie domagali się wolnych sobót: „Gdy przywrócimy kapitalizm, będziecie chcieli mieć nie tylko pracujące soboty, ale i niedziele!”. Niestety: zamiast kapitalizmu budujemy coraz głupszy socjalizm – i ludzie wcale nie chcą pracować. Uważają, że „czy się stoi, czy się leży, ale pensja się należy”. Również za 12 XI. A skąd przedsiębiorca ma wziąć na podwyżkę pensji w listopadzie o 5%?

    A może ma zaplanowaną co do minuty produkcję – i umowę, że zapłaci 10 mln kary, jeśli nie odda towaru 12 o 15.30? Kto za to zapłaci, jeśli robotnicy zrobią sobie „murarski poniedziałek”?! Zgodnie z nowym prawem...

    Mam nadzieję, że jeśli Pan Prezydent podpisze tę populistyczną ustawę, to posłowie partii WOLNOŚĆ i inni trzeźwi na umyśle wniosą do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie jej wprowadzenia za sprzeczne z konstytucją!

    W normalnych czasach człowiek kończył dzień pracy, przychodził płatniczy, obmierzał, co zostało zrobione – i wypłacał dniówkę. Wyjątkiem byli (nieliczni wtedy!) nadzorcy i biuraliści, którzy dostawali dniówkę bez obmierzania.

    Dzisiaj kasta nadzorców i biuralistów jest bardzo liczna – bo nie dotyczy to tylko pracowników państwowych. Również prywatne firmy mają biura – a w nich masę urzędników. Tych ludzi – biorących PENSJE, a nie: biorących pieniądze za konkretną wykonaną pracę – jest dziś chyba więcej niż normalnych pracowników. W wyniku tego branie pensji raz na miesiąc stało się dziś czymś normalnym – również pracujący na akord odbierają zarobki raz na miesiąc albo na tydzień.

    Efekt jest taki, że w pojęciu przeciętnego człowieka została całkowicie zerwana więź między pracą a płacą. Większości ludzi wydaje się, że ich pracodawca ma pieniądze z księżyca – i ma im płacić pensje niezależnie od tego, co oni robią!! Na przykład nauczyciele, nie idioci przecież, mogą chcieć ustanowienia Dnia Nauczyciela, wolnego dla nich od pracy – i nie przychodzi im nawet do głowy, że AUTOMATYCZNIE ich pensja w tym miesiącu powinna być mniejsza o 1/22!

    PT Senatorzy i Posłowie są już od życia oderwani totalnie, bo zamiast mieszkać w domach i pracować, przebywają w Wieży z Kości Słoniowej na ul. Wiejskiej w Warszawie. I właśnie uchwalili, że 12 listopada ma być dniem wolnym od pracy.

    P. Lech Wałęsa powiedział był 40 lat temu, gdy ludzie domagali się wolnych sobót: „Gdy przywrócimy kapitalizm, będziecie chcieli mieć nie tylko pracujące soboty, ale i niedziele!”. Niestety: zamiast kapitalizmu budujemy coraz głupszy socjalizm – i ludzie wcale nie chcą pracować. Uważają, że „czy się stoi, czy się leży, ale pensja się należy”. Również za 12 XI. A skąd przedsiębiorca ma wziąć na podwyżkę pensji w listopadzie o 5%?

    A może ma zaplanowaną co do minuty produkcję – i umowę, że zapłaci 10 mln kary, jeśli nie odda towaru 12.go o 15.30? Kto za to zapłaci, jeśli robotnicy zrobią sobie „murarski poniedziałek”?! Zgodnie z nowym prawem...

    Mam nadzieję, że jeśli Pan Prezydent podpisze tę populistyczną ustawę, to posłowie partii WOLNOŚĆ i inni trzeźwi na umyśle wniosą do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie jej wprowadzenia za sprzeczne z konstytucją!

     

    Super Ekpress, 30. X. 2018 

  • 07-11-2018 17:17:00

    Socjalizm wypreparowany

    Wyobraźmy sobie, że Sejm postanowił obdarować obywateli III RP przywilejami. W tym celu podzielił nas na dwie grupy: urodzonych w roku parzystym – i urodzonych w roku nieparzystym. Wszyscy „parzyści” uzyskaliby prawo jeżdżenia za darmo kolejami. Natomiast „nieparzyści” mieliby przywilej jeżdżenia za darmo autobusami. Również prywatnymi. System ten jest kompletnie absurdalny. Jeśli ktoś tego nie widzi – wyjaśniam.

    „Nieparzyści” zaczęliby jeździć autobusem nawet z przesiadkami – choć mieliby proste bezpośrednie połączenie kolejowe. „Parzyści” jeździliby z Warszawy do Płocka przez Kutno. Co jeszcze gorsze: nastąpiłaby nieekonomiczna alokacja miejsc zamieszkania: ludzie zaczęliby dojeżdżać do pracy z odległości 100 km – co z tego, że daleko, kiedy za darmo? W tym chorym systemie taka decyzja mogła być z punktu widzenia dojeżdżającego optymalna – ale oznaczałaby aberracyjne przeciążenia komunikacji. Plus takie drobiazgi jak jeżdżenie na cudzy dowód osobisty czy legitymację szkolną...

    Jednakże próba likwidacji tego systemu spotkałaby się ze stanowczym protestem. Lewica: „Jak można odbierać biednym ludziom ich przywileje?”; prawica: „Przecież to odbieranie wstecz praw nabytych! Ludzie pobudowali sobie domy o 100 km od miejsca pracy, zaplanowali pracę, szkołę dla dzieci – i co teraz mają zrobić?!”. A gdyby jeszcze powstały dwa potężne związki zawodowe, „parzystych” i „nieparzystych”, to ich działacze oraz urzędnicy z pasją broniliby tych przywilejów – bo co innego mieliby do roboty? Po likwidacji tego systemu straciliby wszyscy zajęcie!

    Zjawisko najlepiej pokazać na przykładach skrajnych. Tu właśnie najlepiej widać, jak działa każdy socjalizm: wyróżnia rozmaite grupy, przyznając im rozmaite przywileje. Oczywiście jedni dopłacają do drugich na rozmaite skomplikowane sposoby – na czym wszyscy per saldo tracą. Tu mamy sytuację wypreparowaną: tylko dwie grupy – i należą do nich wszyscy.

    A jeszcze zabawniej byłoby, gdyby przyznać jedne przywileje zwolennikom PiS, a inne zwolennikom PO… Na szczęście nie jest jeszcze tak, że każdy obywatel III RP jest albo zwolennikiem PO, albo PiS!

     

    "Super Ekspress", 6.XI.2011 

  • 05-11-2018 14:43:00

    Ach te wybory

    Ja przepraszam, że jeszcze o tych wyborach – ale tak mi się już umysł nastawił. Za tydzień znormalnieję...

    Jest dla mnie szokiem, że ludzie wolą zagłosować na kogoś, kto być może ukradnie dla nich jakiś kawałek tortu – niż na tych, którzy obiecują pokazać mechanizm kradzieży – ale to efekt systematycznego szkolenia. Przedszkolem jest tzw. budżet obywatelski.

    To szkolenie polega na tym, że ludziom pozwala się wydać 1% budżetu tak, jak chcą – tzn.: jak chce Większość. Sama idea zresztą obnaża kretynizm d***kracji – bo oznacza, że 99% wydaje się inaczej, niż by chciała ta głupia Większość (i słusznie!!). Tak czy owak: ludzie zaczynają główkować, na co wydać ten 1% - natomiast nie istnieje opcja: „Nie wydawać na nic, zmniejszyć o tyle podatki”.

    W ten właśnie sposób wychowuje się ludzi, którzy za 300 mln budują niepotrzebny gmach Opery – tylko dlatego, ze 2/3 pieniędzy daje na to Unia. Jest to szkolenie w marnotrawstwie. I potem tak zdeprawowani ludzie głosują na tych, co obiecają wybudować fontannę z podświetleniem – a nie na tych, co chcą zmniejszyć zadłużenie gminy/miasta/powiatu/województwa/Polski wreszcie.

    Proszę mi też wybaczyć, że myślami jestem przy Warszawie, gdzie walec POPiSu rozjechał wszystkich: pp. Jaki i Trzaskowski, uważani przez reżymowe media za „jedynych kandydatów” wzięli 88% głosów – i dla 12 pozostałych kandydatów zostało  do podziału 1,2%... Zresztą warszawiacy (również moi wyborcy)  - przerażeni, że ten komuch z PiSu może wygrać wybory, zmobilizowali się, by poprzeć p.Trzaskowskiego, tylko dlatego, że jest on niejaki. Zrobili to z imponującym rezultatem. Co na FaceBooku skomentowałem tak:

    Dla wielu ludzi Platforma Obywatelska to Zło Wcielone. A ja radzę pomyśleć chwilę bez uprzedzeń.

    Gdy król Filip Macedoński odwiedził był Ateny, chciał zobaczyć słynnego cynika i abnegata, Diogenesa z Synopy. Ten mieszkał w beczce, ale wylegiwał się na słońcu i obsiadły go muchy, bo nie mył się, jak wiadomo, w ogóle. Król wziął gałąź i chciał je odgonić, ale Diogenes otworzył jedno oko i powiedział:

    „Co robisz?!? Te się już nażarły – a na ich miejsce przylecą inne, głodne!”,

    Otóż jest bardzo prawdopodobne, że za rządów p.Hanny Gronkiewicz-Waltzowej w Pałacu Corazziego panowała atmosfera przyzwolenia na mniejsze i większe szwindle. Pamiętajmy jednak, że ministrem sprawiedliwości jest w tej chwili JE Zbigniew Ziobro – więc będą się Go bali. Gdyby natomiast wygrał tow.Patryk Jaki z PiSu, to natychmiast Pałac obsiedliby rozmaici „misiewicze” - i p.Ziobro nie byłby chętny, by interesować się ludźmi koalicjanta. A ci „misiewicze”, którzy już 12 lat czekali, by dorwać się do warszawskiego koryta, byli i są bardzo, bardzo głodni...

    A poza tym – to tak ogólnie, bez związku z tymi wyborami – z punktu widzenia gospodarki zdecydowanie lepiej jest, gdy krajem rządzą złodzieje, niż komuniści. Co prawda p.Trzaskowski też naobiecywał darmowe żłobki i inne socjalistyczne g***o – ale przynajmniej nie ma obrzydzenia dla własności prywatnej i nie ubóstwia państwowej czy miejskiej. Co prawda z punktu widzenia moralności (znacznie ważniejszego!) jest dokładnie odwrotnie – no, ale miałem pokazywać dodatnie plusy wyboru p.Rafała Trzaskowskiego...

    Tak więc: natychmiastowej tragedii nie ma, a może za 5 lat powymiera jeszcze trochę „ludzi Magdalenki” i Prawica wreszcie zajmie należne jej miejsce.

  • 26-10-2018 10:54:00

    Polityka według Korwina - nowa książka Janusza Korwin-Mikke

     

    Dostępna jest już w naszek księgarni nowa książka Janusza Korwin-Mikke wydana w ramach "Biblioteki Wolności" - to piąta część zbioru publicystyki Autora, gdzie znajdą Państwo jego poglady na temat polityki. 

    Można zakupić z Autografem lub bez albo w komplecie z innymi jeszcze dostępnymi pozycjami. Zapraszamy! 

  • 18-10-2018 21:28:00

    O jaką Warszawę walczę!

    Ludzie mnie pytają: „Dlaczego Pan rzucił doskonale płatne i cieszące się pewnym zainteresowaniem zajęcie posła do Parlamentu Europejskiego – by kandydować z mikroskopijnymi szansami na prezydenta m.st. Warszawy?”

    Odpowiadam: bo obowiązkiem polityka z Warszawy jest dać warszawiakom szansę na normalny rozwój ich miasta. Jestem jedynym politykiem Prawicy – praktycznie cala reszta prześciga się w obiecywaniu rozmaitych socjalnych dobrodziejstw – i ludzie powinni mieć wybór. Bo to śp. Małgorzata Thatcherowa uratowała Wielka Brytanie z kosmicznej zapaści, w jaka wpędzili ją socjaliści; to p. Rudolf Giuliani uratował Nowy Jork, który upadał pod ciężarem korupcji i przestępczości pospolitej...

    Mnie stać, by rzucić wysoko-płatne stanowisko w PE – co dowodzi, ze nie idę tam po to, aby kraść. Nie pcham się też zanadto: mógłby, na kampanie wydać znacznie więcej – ale to warszawiakom powinno zależeć na normalnym prezydencie. Dla mnie to byłoby kilka lat harówki, użerania zie za złodziejami i malwersantami z Ratusza, obrzucania jajkami albo czymś gorszym przez zawodowych związkowców i innych takich. Mam liczna rodzinę, małe dzieci...

    Natomiast co najmniej dwóch moich konkurentów wywala na te kampanie dziesiątki milionów, latają za wyborcami jak psy za suką, zdecydowali się nawet złamać prawo rozpoczynając kampanie o sześć miesięcy przed czasem – ale co im tam! Gdybym ja to zrobił, to by mnie łupnięto; przedstawicielom PO i PiS - u, rządzącym Polska z nadania śp. gen. Czesława Kiszczaka wszystko, oczywiście uchodzi płazem.

    Na czym polega zasadnicza odmienność polityka Prawicy – i tych wszystkich lewicowców? Na tym, że ja będę liczył zyski i straty miasta – a nie zyski i straty budżetu miasta. Jeśli, na przykład, na remont ulicy planuje się wydać milion przez trzy miesiące – a można by to zrobić w dwa tygodnie, ale za trzy miliony – to ja zacznę liczyć. I jeśli się okaże, ze przez te dodatkowe dwa i pół miesiąca sto tysięcy warszawiaków straci na czasie („Czas – to pieniądz!!) i w wypalonej benzynie po 35 zł średnio na głowę – teraz NIKT tego nie liczy – to wydam trzy miliony.

    Bo nie ludzie dla są dla miasta, lecz miasto jest dla ludzi. Dla ludzi, którzy mieszkają w Warszawie, by tu pracować i zarabiać.

     

    Super Ekspress, 16. X. 2016. 

  • 15-10-2018 11:33:00

    Ex Oriente lux

    Ku zgorszeniu maluczkich ja bardzo uważnie obserwuję to, co dzieje się w Rosji. Ja wiem, że Polacy czołobitnie patrzą na to, co dzieje się na Zachodzie – ale Na Zachodzie bez zmian, a w Rosji coś się naprawdę dzieje.

    Poza tym: Stany Zjednoczone to kraj militarnie znacznie potężniejszy od Federacji Rosyjskiej – ale, przede wszystkim: Rosja jest bliżej, niż Stany; po drugie: zbrojenia amerykańskie są robione na kredyt (Stany są już zadłużone na 15 bilionów dolarów), a po trzecie Stany są państwem bardzo słabym, bo d***kratycznym; w dodatku ostatnio wybrany d***kratycznie prezydent skłócony jest z prawie połową Amerykanów i ze zdecydowaną większością amerykańskich elit. Natomiast JE Włodzimierz W. Putin może bez oporów kierować potężną machiną wojskową Federacji.
    Mimo to Federacja jest państwem d***kratycznym – więc pozycja p.Putina zależy od kaprysu L**u. Do tej pory wydawało się, ze L*d p.Putina kocha – czemu dawał wyraz w kolejnych wyborach. Tymczasem ostatnio na monumencie p.Putina pojawiły się rysy.

    Na razie niewielkie – ale kamienne bloki mają to do siebie, że pękniecie nieuchronnie się poszerza.

    Ostatnio w Rosji odbyły się wybory gubernatorów poszczególnych jednostek administracyjnych – i nie tylko administracyjnych. Taka Jakucja to kraina historyczna, o powierzchni kilka razy większej od Polski. Z kolei Czeczenia jest malutka – ale dowodzi nią bardzo bojowo nastawiony p.Ramzan Kadyrow, więc znaczy znacznie więcej, niż jej potencjał ludności i gospodarki. Armia owiec dowodzona przez lwa jest więcej warta, niż armia lwów dowodzona przez owce – a Czeczeni nie są przy tym pokornymi owieczkami...

    W większości krajów Federacji wygrała, jak Putin przykazał, „Jedyna Rosja” - taki BBWR. Jednak w wielu doszło do drugiej tury wyborów – i tu pokazały się niespodzianki.

    Grom z jasnego nieba uderzył na samym krańcu Rosji – w okolicy Władywostoku. W Kraju Nadmorskim w II turze zmierzył się przedstawiciel „JednoRosów” i komunistów.  Początkowo o ponad 30% liderował pełniący już obowiązki gubernatora p.Andrzej Tarasenko - ale w miarę liczenia na czoło z przewagą 7% wysunął się tow.Andrzej Iszczenko. Po czym komisja orzekła, że o pół procenta wygrał „JednoRos”.

    Krajem wstrząsnęły potężne protesty – bo wyglądało na to, że do urn na początku wsypano trochę kartek poparcia dla p.Tarasenki – a gdy zaczął przegrywać, uruchomiono jakieś dodatkowe wsparcie. Nie jest to łatwe, bo w Rosji, w odróżnieniu od Polski, urny są przezroczyste, a prace komisji śledzą kamery obserwowane w internecie – ale wyglądało to podejrzanie. Zaczęły dochodzić głosy, że w ostatnich godzinach administracja zaczęła zwozić sztucznie namawianych i przekupywanych „wyborców”.

    I, proszę sobie wyobrazić: Centralna Komisja Wyborcza nakazała wybory powtórzyć. Tow.Iszczenko zresztą na wszelki wypadek rozpoczął głodówkę...

    Ja na swoim Twitterze komentowałem: „Smutne. Tylko dwie osoby podały dalej przerażającą informację, że w jednym z krajów Rosji wygrał wybory komunista. Fakt: w kraju dalekim - ale zaraza może się rozszerzyć z szybkością dżumy. Jeśli motłoch dowie się, że znów będzie wolno »Grabić zagrabione« - to się nie pozbieramy”.

    Jak to będzie w powtórzonych wyborach – zobaczymy.

    Niedaleko jest Kraj Chabarowski. Tam z kolei wybory wygrał (i to wysoko: 70:30!!) przedstawiciel LDPR. Jest to partia p.Włodzimierza Żyrinowskiego, który z liberalizmem i d***kracją ma niewiele wspólnego – ale bardzo ostro atakuje kult Stalina i w ogóle komunizm. Bo też musicie Państwo wiedzieć, że JE Włodzimierz Putin jest raczej narodowym konserwatystą – ale, ponieważ 60% Rosjan uważa pewnego wąsatego Gruzina za „Najwybitniejszego Rosjanina w historii” (sic!!) to p.Putin bardzo uważa, by nie rozdrażnić w wyborach miłośników Związku Sowieckiego.

    Bo w całej Rosji mogłoby dojść do tego, co na dalekiej Syberii.

    I teraz padł trzeci grom – i to o wiele poważniejszy, bo w Okręgu Włodzimierskim, graniczącym z Moskiewskim. Tam w wyborach lekko prowadził p.Włodzimierz Sipjagin – też z LDPR. Najwyraźniej decyzja CKW w sprawie Kraju Nadmorskiego wstrząsnęła tamtejszą komisją wyborczą, bo nagle okazało się, że p.Sipjagin wygrał z p.Swietłaną Orłową   z „Jedynej Rosji” 57: 37!!!

    LDPR p.Żyrinowskiego traktowano jako kwiatek do rosyjskiego kożucha – bo gdzie tam Rosjanom do liberalizmu i d***kracji. Nawet takich w interpretacji p.Żyrinowskiego. A tymczasem – coś takiego!!

    Najdziwaczniejsze, że mało kogo w Polsce to obchodzi!

     

    Tygodnik Regionalny, "Życie Kalisza" 

  • 12-10-2018 17:58:00

    Kampania wyborcza rusza na ostanią prostą!

    Dzisiaj o 20:30 debata kandydatów na Prezydenta Warszawy. Mozna oglądac na TVP Info, Polsat News i TVN 24.

    Od jutra ostatni tydzień spotkań z mieszkańcami Warszawy. Zapraszam !!!

     

    13.X. sobota, godz. 18:30

    Ośrodek Kultury Ochoty OKO

    Ul. Grójecka 75, 02-094 Warszawa

     

    15.X.  poniedziałek, godz. 18:00

    Camelot – pub, pizza, cafe

    Ul. Wyszogrodzka 3,03-337 Bródno , Warszawa

     

    16.X. , wtorek, godz. 18:00

    Centrum Sportu Wilanów

    Ul. Wiertnicza 26 A, 02-952 Warszawa

     

    17.X. Środa, godz. 18:00

    Dom Kultury Kolorowa, ul. Gen. K. Sosnkowskiego 16, 02-495 Ursus, Warszawa

     

     

    18. X. czwartek , godz. 19:00

    Hotel Boss

    Ul. Żwanowiecka 20, 04-849 Miedzeszyn, Warszawa

     

    piątek 19.X.  godz. 18:00

    Boston Port

    ul. Dominika Merliniego 4

    05-511 Warszawa

  • 11-10-2018 14:44:00

    Faszyści w kontrataku!

    Kilkanaście lat temu pod dyktando firm farmaceutycznych ogłoszono „Pandemię świńskiej grypy”. Rządy UE (plus USA, Kanada, Japonia...) zakupiły po 11 dol. szczepionkę dla wszystkich mieszkańców. „Absolutnie konieczną”. Dwa rządy kupiły nawet po dwie porcje na obywatela!! Koszt produkcji szczepionki: jeden dolar - pisze w swoim najnowszym felietonie Janusz Korwin-Mikke. 

    Sejm podjął pracę nad projektem ustawy mającej zatwierdzić coś oczywistego: prawo rodziców do decydowania o tym, czy szczepić ich dziecko. I już zwolennicy faszyzmu wrzeszczą, że to niedopuszczalne. Jak za Stalina lub Hitlera ma o tym decydować państwo, a nie rodzice. W ustroju niewolniczym czy faszystowskim tak rzeczywiście jest.

    P. Piotr Pacewicz w „Gazecie Wyborczej” bagatelizuje przypadki ciężkich powikłań po szczepieniu: w Polsce raptem kilkanaście rocznie. A potem straszy śmiercią na odrę, której epidemia ponoć nadciąga. W Europie zmarło na nią już 47 osób.

    Czyli w Polsce pewno jedna...

    Jasne, że zaszczepienie jest ryzykowne – i nie zaszczepienie też jest ryzykowne. Więc tę decyzję powinni podejmować rodzice. To oni najbardziej kochają swoje dzieci, pytają o opinie lekarzy, przeglądają internet...

    A Minister Zdrowia mojego dziecka nie zna – i jego los ma w nosie. Co gorsza: istnieje silne podejrzenie, że jest tym zainteresowany w inny sposób. Znałem osobiście ministra zdrowia Włoch, p. Franciszka de Lorenzo. Brał, jak się okazało, gigantyczne łapówki od firm farmaceutycznych. Skąd mam wiedzieć, czy polscy ministrowie ich nie biorą?

    Kilkanaście lat temu pod dyktando firm farmaceutycznych ogłoszono „Pandemię świńskiej grypy”. Rządy UE (plus USA, Kanada, Japonia...) zakupiły po 11 dol. szczepionkę dla wszystkich mieszkańców. „Absolutnie konieczną”. Dwa rządy kupiły nawet po dwie porcje na obywatela!! Koszt produkcji szczepionki: jeden dolar.

    Ówczesna ministerka zdrowia, p. dr Ewa Kopacz, jako jedyna w Unii szczepionki nie kupiła. Śp. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich, razem z całym PiS-em, oskarżył Ją wtedy o ludobójstwo. No, i co? Polacy się nie zaszczepili – i żadnej epidemii nie było.

    A gdyby wszystkich pod przymusem zaszczepiono – na pewno parędziesiąt osób miałoby problemy. Jak miały je w innych krajach.

    P. dr Kopacz była z PO. Dziwię się, że teraz PO stoi po stronie faszystów.

     

    "Super Ekspress",9.X.2018 

  • 09-10-2018 09:35:00

    Siatkówka

    Śp. Antoni Słonimski napisał był w swoim czasie:

    „Świat nie jest piłką footballową,

    Świat się podbija głową! głową! Głową!”

    - demonstrując tym samym kompletna ignorancję co do zasad gry w piłkę nożną. Można by dla uni9kniecia podobnych pomyłek zmienić nazwę tej gry – ale lepiej, by ludzie cos wiedzieli o świecie.

    Właśnie oberwałem potężnie od internautów, również moich sympatyków. Pochwaliłem bowiem polskich szachistów, którzy znakomicie spisywali się na rozgrywanej w Adżarii XLIII Olimpiadzie Szachowej – zajmując po sześciu rundach dzielone pierwsze miejsce – przed Rosją, Chinami, Stanami Zjednoczonymi i innymi potęgami w tym sporcie. Niestety: zrobiłem to w dniu, kiedy polscy siatkarze zdobyli Mistrzostwo Świata – co mnie obchodzi jak zeszłoroczny snieg. Lubiłem sobie pograć w siatkówkę, w koszykówkę grałem nawet w II lidze – ale nie uważam tych sportow za szczególnie ciekawe. Zwłaszcza siatkówki, gdzie sztuka polega na wyskoczeniu mozliwie wysoko i uderzeniu możliwie mocno i celnie. Jest oczywiste, że – jak w każdym sporcie – można to robić lepiej albo gorzej, ale też te niuanse w ogóle nie są do zobaczenia na ekranie. Widzi się tylko efekt.

    Co gorsza: wyraziłem się otwarcie, że znacznie ważniejsze od wyników w siatkówce są wyniki w szachach. Tym samym wykazałem kompletna pogardę dla zasad d***kracji . W d***kracji racje ma przecież Większość – a Większości może się wydawać, że rozumie reguły siatkówki, natomiast nie potrafi zrozumieć reguł gry w szachy. Dlatego Większość ma gre w szachy w kompletnej pogardzie.

    Załączam te wymianę zdań:

    „Fantastycznie grają Polacy (Jan-Krzysztof Duda, Radosław Wojtaszek,Kacper Piorun, Jacek Tomczak, Kamil Dragun, kpt.Bartosz Soćko) na XLIII Olimpiadzie w Batumi (Adżaria). 6 rund - same zwycięstwa: po spacerku z Gwatemalą wygrali z zawsze groźnymi Indonezją i Portugalią i pokonali trzy bardzo silne teamy: Rosji (!!) Francji (!) i Ukrainy (!). Jutro b.ważny mecz ze współ-liderujacym Azerbejdżanem. Gra 185 (!!) drużyn reprezentujących 180 państw.

    Paniom idzie gorzej. Ciekawostka: kapitanami drużyn kobiecych są prawie zawsze mężczyźni - ale po 5 rundach Gruzja II (gospodarze mają prawo wystawić trzy drużyny) prowadzona przez p.Maję Lomineishvili była przed Gruzją I !!

    PS. Jedni podniecają się odbijaniem piłek - drudzy za ważne uważają myślenie. Jakaś różnorodność powinna być?”

    Od razu padło: „Polska mistrzem świata w siatkówce, a Korwin p****oli o szachach XDDDD”

    Gdy odpowiedziałem:

    „Utarło się, że futbol to najważniejszy sport, tu realizują się narodowe ambicje. Natomiast siatkówką, hokejem na trawie, koszykówką, krykietem itd. interesują się wyłącznie ci, co w tych konkurencjach wygrywają. Spytajcie się np. kogoś na ulicy w USA o ich wyniki w siatkówce... Słusznie zresztą, bo piłka nożna wymaga znacznie więcej umiejętności - również intelektualnych - niż przebijanie piłki na drugą stronę siatki. Obecny entuzjazm dla siatkówki to tylko odreagowanie niedawnej klęski w futbolu.

    Oczywiście reżymowe media robią propagandę sukcesu, by ludzie bardziej byli skłonni godzić się z tym, jak się ich okrada. Gdyby Polacy zdobyli mistrzostwo w hokeju na trawie TV zrobiłaby z tego temat Nr.1 - i ludzie chodziliby dumni. Tyle, że w świecie mało kogo to obchodzi. Futbol - tak!

    I tak się utarło, że wśród sportów umysłowych za najważniejszy uważa się szachy. A ponieważ świat podbija się jednak bardziej głową, niż nogami, to ważne, by Polacy rozwijali swoje zwoje mózgowe. Jasne? Więc potrzebny jest entuzjazm i uznanie dla szachistów, brydżystów itp. itd.

    Mam nadzieję, że media będą pełne uwag: "Polska zdobyła mistrzostwo w siatce - a ten dziwak Korwin-Mikke chwali szachistów". To będzie piękna reklama szachów. Wśród ludzi myślących, oczywiście.”

    - padło: „(...) Piłka nożna gra dla głupków a siatkówka dla inteligencji XD” - oraz:

    „I właśnie przez takie wypowiedzi "Wolność" nigdy się nie przebije przez 5%. Widać, że nigdy Pan nie grał w siatkówkę. Piłka nożna to właśnie gra dla głupków, którzy biegają od bramki do bramki a w siatkówce potrzeba niebywałej sprawności i odpowiedniej taktyki, połączonej z inteligencją każdego z zawodników”.

    Zdumiewające: futbol ma sto razy więcej kibiców niż siatkówka – a najwyraźniej moje stanowisko nie spodobało się moim sympatykom! 

     

    Tygodnik regionalny "Życie Kalisza" 

  • 06-10-2018 10:26:00

    Jutro w Warszawie Marsz Wolności i Suwerenności!

    Spotykamy się o 11:00 na Placu Trzech Krzyży. 

  • 04-10-2018 18:45:00

    Spotkania na Śląsku!

    Zapraszam, wraz z posłem Jackiem Wilkiem, na spotkania na Ślasku!

     

    5.X. Piątek

    Katowice, godz. 14:00

    Ul. Stawowa 7/IV

     

    Gliwice, godz. 17:00

    Ul. Raciborska 2

     

    Częstochowa,  godz. 20:30

    Ul. Armii Krajowej 68.

     

     

    6.X. sobota

    Rybnik, godz. 14:00

    Ul. Szafranka 7

     

    Jastrzębie Zdrój, godz. 17:00

    Muszla koncertowa w Parku Zdrojowym

  • 02-10-2018 15:03:00

    Sto lat – od kiedy?

     W 1982 r. napisałem wydaną „pod ziemią” broszurę pt. „Zastanawiająca tęsknota”. Przepowiedziałem w niej, że socjaliści, gdy ludzie przestana wierzyć PZPR, odwołają się do Piłsudskiego. Przecie „tow. Ziuk” był przez 40 lat w Polskiej Partii Socjalistycznej (przez kilka przywódcą jej Frakcji Rewolucyjnej!), a II Rzeczpospolita była państwem bardziej socjalistycznym niż PRL pod koniec rządów PZPR!

     I tak właśnie się stało. Wszystko, co Państwo czytacie i słyszycie o „odzyskaniu niepodległości”, jest fałszem szerzonym przez Bandę Czworga, czyli koalicję PO-PiS-SLD-PSL trzymającą na zmianę władzę z nadania śp. gen. Czesława Kiszczaka.

    A prawda jest taka:

    Po dwóch wiekach rozdarcia pod zaborami w 1916 r. odrodziło się Królestwo Polskie. Władzę sprawowała w nim Rada Regencyjna. Mianowała rząd, który utworzył własną polską administrację. 7 października, w obliczu rozpadu Mocarstw Centralnych, Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Polski. 12.10 przejęła od okupantów władzę nad wojskiem, 21.10 przejęła od śp. gen. Jana Hartwiga von Beselera, gubernatora, urząd Naczelnego Wodza Polskiej Siły Zbrojnej. 25.10 powołała nowy rząd, a 28.10 śp. gen. Tadeusza Rozwadowskiego na Szefa Sztabu Generalnego.

    Niestety warcholstwo lewactwa zniszczyło tę pracę. W Lublinie Czerwona Hołota powołała rząd rewolucyjny, śp. Józef Świeżyński (premier!!!) usiłował dokonać zamachu stanu!!! W obliczu zagrożenia bolszewicką rewolucją Rada oddała 11.11. władzę umiarkowanemu socjaliście, śp. Józefowi Piłsudskiemu. Dlaczego sanacja ustanowiła ten dzień świętem państwowym – to rozumiem: od tej pory mogli grabić Polskę, ustanawiając coraz to nowe podatki i monopole. Ale dlaczego dziś mamy – to pytanie kieruję zwłaszcza do narodowców, zaciętych wrogów „tow. Ziuka” – świętować ten tragiczny dla Polski dzień??? 100-lecie czcimy 7 października Marszem o 11.00 z pl. Trzech Krzyży w Warszawie!!!

    Sanacja narzuciła obrzydliwy socjalistyczny system, oczywiście z surową cenzurą – i wciskała Polakom kult śp. Józefa Piłsudskiego mniej więcej tak, jak PiS wciska kult śp. Lecha Kaczyńskiego. Albo jeszcze bezczelniej. Natomiast (po zrzuceniu jarzma sanacji) II RP w Londynie nie obchodziła tego święta (i był zakaz wykonywania „I Brygady”!). 
    O czym nic Państwo nie wiecie, bo to ONI mają w rękach TV, szkoły i gazety. A ONI są zwolennikami II RP – ale tej po konstytucji z 1935 r.

     

    "Super Ekspress", 2.X.2018 

  • 01-10-2018 23:08:00

    Spotkania z mieszkańcami Warszawy!

    Zapraszam na spotkania: 

    Białołęka, Wtorek - 2 października 19:00, Obiady u Basi, ul. Mehoffera 26
     

    Mokotów, Środa - 3 października 18:00, LOCAL na Mokotowie, ul. Sandomierska 13 (wej od Rejtana)
     

    Żoliborz, Czwartek - 4 października 19:00, Centrum Żoliborz, ul. Plac Inwalidów 10
     

    Rembertów, Wtorek - 9 października 19:00, Dom Kultury "Rembertów", ul. Aleja Komandosów 8

     

    Wola, Środa - 10 października 19:00, Sala Hrubieszowska, ul. Hrubieszowska 6a

  • 28-09-2018 17:36:00

    Alfabet Zaszczepionego

    Ten tekst wzbudził ogromna dyskusję na FB "Rzeczpospolitej". Artykuł został jednak nieco okaleczony przez usiuniecie - za moją zgodą, dla oszczedności miejsca - formy alfabetycznej. Tu zamieszczam oryginał:

     

    Uwagi o szczepionkach – od A doZ

     

    A) Zawsze uprawiałem naukę; polityką zająłem się tylko dlatego, że chcę ratować cywilizację. Gdy statek w niebezpieczeństwie, trzeba z młotkiem łatać dziury w dnie, choćby było się np. filozofem. Proszę więc nie traktować poniższego jako wypowiedzi politycznej.

    B) Nie jestem ani pro- ani anty-szczepionkowcem. Uważam tylko, że każdy powinien decydować o szczepieniu swoim i swoich dzieci.

    C) Zarówno zaszczepienie jak i niezaszczepienie niesie za sobą pewne ryzyko. Państwo nie jest jednak właścicielem niewolników, by decydować za nich w sprawach ich życia i zdrowia.

    D) Tłumaczenie, że „osoba niezaszczepiona może zachorować i potem zarazić inne” jest bez sensu, bo zarazić mogą się jedynie osoby niezaszczepione. Jeśli szczepionki chronią przed chorobą, oczywiście.

    E) Jeśli uczeni robią eksperyment na jakiejś populacji, to przeprowadzają go jedynie na jej części; tylko wtedy można bowiem sprawdzić, jakie są skutki eksperymentu.

    F) Ludzie nie chcący się szczepić stanowią taką właśnie grupę kontrolną; zwolennicy tezy, że szczepienia są korzystne, powinni wychwalać tych, co kosztem swego zdrowia gotowi są służyć za króliki doświadczalne. Tylko dzięki nim będziemy mogli przecież zbadać, czy szczepienia są rzeczywiście korzystne – czy nie. Z punktu widzenia metodologii domaganie się przez zwolenników szczepień, by wszyscy zostali zaszczepieni, wygląda na próbę zlikwidowania grupy kontrolnej, by nie można było sprawdzić prawdziwości ich twierdzeń. Jest ciekawe, że ludzie nie chcący stosować elementarnych metod naukowych uważają się za wyznawców nauki usiłujących narzucić racjonalne zasady ciemnemu ludowi.

    G) Szkodliwe lub bardzo szkodliwe skutki szczepień mogą wyjść na jaw dopiero po kilkudziesięciu latach od zaszczepienia – np. w formie bezpłodności zaszczepionych. Sytuacja populacyj szczepionych i nieszczepionych nie jest tu jednak jednakowa|: wiemy z doświadczenia, że populacje niezaszczepione potrafiły przeżyć dziesiątki tysięcy lat – natomiast nie istnieje nawet jedno pokolenie populacyj, w których wszyscy byli zaszczepieni. |Nie znamy więc skutków długofalowych. Np. (to sprawa mało ważna!) efektem powszechnych szczepień na ospę wietrzną może być za kilkanaście lat epidemia półpaśca. Dzieci przechodzą ospę wietrzną łagodnie – półpasiec jest dla dorosłych groźny.

    H) W każdym razie w sytuacji, gdy połowa populacji jest zaszczepiona, a połowa nie, mamy gwarancję, że połowa przeżyje - albo epidemię albo katastrofę, która dotknęłaby osoby zaszczepione.

    I) Anty-szczepionkowcy powołują się na przypadki, gdzie szczepionka zaszkodziła szczepionemu (najchętniej dziecku). To może być prawdą lub nie – ale jest bez większego znaczenia w dyskusji systemowej, gdzie mówimy o zagrożeniu całej populacji.

    J) Zagrożeniem dla populacji nie jest to, że zemrze jej część; jest to selekcja naturalna dzięki której populacja dopasowuje się do rzeczywistości. Zagrożeniem jest utrata odporności.

    K) Dlatego niesłychanie ważne jest obserwowanie wpływu szczepionek na dzieci. Przejście „choroby dziecięcej” nie tylko wyrabia odporność na nią – ale też przechodząc te, bardzo łagodne, choroby organizm człowieka uczy się przechodzić inne choroby. Jak to był ujął nasz największy pisarz, śp.Stanisław Lem: „Kto wie, przed jakimi chorobami chroni nas zwykły katar?”. Tak więc jeśli po wprowadzeniu szczepionki na np. odrę mniej dzieci choruje na odrę – to wcale z tego nie wynika, że jest to per saldo korzystne.

    L) Przy tym jeśli mówi się, że ludzie stają się ostatnio mniej odporni na choroby, to może to być efekt nie „szkodliwości metali ciężkich w szczepionkach” - lecz tego, że w dzieciństwie nie nabierali odporności przechodząc odrę, ospę, i inne „choroby dziecięce”. Nb. dopóki jeszcze nie wszyscy są zaszczepieni można to obiektywnie badać.

    M) Obiektywne badania są jednak bardzo trudne, gdyż niektóre firmy farmaceutyczne po prostu przekupują laboratoria i firmy prowadzące badania statystyczne.

    N) Przekupują one również media. Rok temu z przerażeniem czytałem w samolocie do Brukseli w czterech wielkich amerykańskich dziennikach niemal jednobrzmiące artykuły (w dwóch było ich nawet dwa!!) grzmiące na ludzi, którzy nie chcą szczepić dzieci. Jeden autor domagał się nawet, by (wzorem Związku Sowieckiego) nauczyciele mówili dzieciom, że jeśli jacyś rodzice nie chcą zaszczepić dzieci, to są mordercami!! Nie mam najmniejszej wątpliwości, że firmy farmaceutyczne utworzyły fundusz, z którego opłaca się chwalców szczepionek.

    O) Nie chodzi tylko o to, by zwykli ludzie kupowali szczepionki. Chodzi też o to, by państwa zakupiły te szczepionki hurtowo, po b. wysokiej, nie-rynkowej, cenie. Potem te państwa, by nie narazić się na zarzut marnotrawstwa, wprowadzają obowiązek szczepień. Warto podkreślić, że dr Józef Mengele robił eksperymenty tylko na niewielkich grupach populacji, a nie na całych narodach. Jednak rządy państw wcale nie chcą wymordować swoich obywateli – tylko: „Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze”.

    P) Przykładem takiej akcji jest ogłoszenie w 2009 „pandemii świńskiej grypy”. Jak ustalono w Niemczech, sprzedawano rządom szczepionkę po $11, przy koszcie produkcji poniżej dolara. Dwa państwa UE zakupiły wtedy nawet po dwie porcje szczepionki na głowę obywatela. Tymczasem zaszczepić zgodziło się w różnych krajach UE (i nie tylko UE!) od 1% do 8% obywateli. Doszły więc koszty utylizacji zbędnych szczepionek.

    Q) Tymczasem żadnej nie tylko „pandemii” ale nawet zwykłej epidemii w ogóle nie było. W tym czasie na katar zmarło znacznie więcej ludzi, niż na „świńską grypę”.

    R) Niezwykle charakterystyczne jest przy tym, że p.Małgorzata Fung Fu-chun Chan (Hong-Kong, Kanada), która ogłosiła tę „pandemię”, zamiast odejść jako osoba skompromitowana, została potem ogromną przewagą głosów wybrana ponownie szefową Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)!!!

    S) Tak się składa, że w przypadku szczepionki na „świńską grypę” dysponujemy dużą grupą kontrolną. Są nią obywatele Rzeczypospolitej Polskiej, która jako jedyne państwo UE tej szczepionki nie kupiła w ogóle.

    T) Należy tu oddać hołd p.dr.Ewie Kopacz, będącej wtedy Ministrem Zdrowia III RP. Trzeba tu też odnotować wściekłe ataki na Nią ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich z ramienia PiS, śp.dra Janusza Kochanowskiego - i większości PiSowskiej opozycji zarzucającej ówczesnemu rządowi niemal ludobójstwo.

    U) Wynik tego eksperymentu jest miażdżący: w Polsce „świńska grypa” praktycznie w ogóle nie nie pojawiła.

    V) Jest też charakterystyczne, że w państwach, które na tę szczepionkę wydały gigantyczne pieniądze, nie przeprowadzono w sprawie tej afery żadnego śledztwa.

    W) Istnieje więc poważna obawa, że zachęcone bezkarnością koncerny farmaceutyczne będą przeprowadzać jeszcze śmielsze akcje będące (źle, bo bez grupy kontrolnej, przeprowadzanymi!) eksperymentami na obywatelach państw d***kratycznych.

    X) Trzeba bowiem pamiętać, że w d***kracjach politycy myślą wyłącznie o najbliższych wyborach, a nie o dobru obywateli.

    Y) Horyzont zwykłych obywateli jest raczej jeszcze krótszy; poza tym jeśli uważa się ich za niekompetentnych do podjęcia decyzji o zaszczepieniu siebie lub swego dziecka, to jak można uznawać ich za kompetentnych w podjęciu decyzji o zaszczepieniu wszystkich obywateli??!?

    Z) Na zakończenie proszę pamiętać: grypa Kowalskiego to jego prywatny problem; grypa miliona „Kowalskich” to milion prywatnych problemów – a nie „problem społeczny”, jak to przedstawiają socjalnie nastawieni dziennikarze, urzędnicy i politycy.

<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 1 z 149 [postów: 20 z 2961]