Kontakt

Aby stale rozwijać portal, potrzebne są środki finansowe, wspomóż nas wpłacając dowolną sumę na konto:
Oficyna Konserwatystów i Liberałów
Ul. 3 Maja 100/1
05-420 Józefów
Numer konta: 58114020040000350235899194
Statystyka
64032 komentujących
26667 czytających
Konkurs

Brak aktywnych konkursów

Newsletter

Darmowy newsletter z aktualnymi wiadomościami z Korwin-Mikke.pl w Twojej skrzynce e-mail.

  • Najnowsze wpisy z bloga JKM w Twoim czytniku RSS

    20-06-2018 15:30:00

    O szczepieniach

    Wirtualna Polska ostatnio często komentuje moje wpisy na Instagramie. Bardzo mnie to cieszy, ale o ile żartobliwe wpisy o „lifestylowym trendsetterze”, wywołują uśmiech na twarzy, tak przeinaczanie wypowiedzi o wolności, może wywołać ironiczny uśmiech na twarzach czytelników. 
    WP w sprawie mojego poparcia dla akcji zlikwidowania przymusu szczepień, pisze: (http://tiny.pl/gswmz): 
    „Choć Janusz Korwin-Mikke uznał, że każdy ma prawo do decydowania o własnym życiu i przyszłości swoich dzieci, to zaznaczył także, że on zaszczepił swoje dzieci.”
    Wyjaśniam więc „Wirtualnej”, że gdyby szczepienia nie były obowiązkowe, również zaszczepiłbym swoje dzieci na niektóre choroby, na które obecnie szczepienia są obowiązkowe - choć nie powinny. Mój wybór byłby w większości zgodny z obecnymi przepisami, które przecież tak całkiem absurdalne nie są; nie wszystkie szczepienia są obowiązkowe dlatego, że producenci szczepionki dali w łapę komu trzeba. 
    Ja nie walczę o to, by masowo się nie szczepić! Zaszczepienie się jest ryzykowne, nie zaszczepienie się jest też ryzykowne – i decydować o tym powinni rodzice!!!!! Bo to rodzicom, a nie rozmaitym kandydatom na dra Mengele, najbardziej zależy na swoich dzieciach.

  • 15-06-2018 20:24:00

    Za chwilę o 20:30 jestem w Polsat News

    Zapraszam do oglądania: 20:30 Polsat News program pana Grzegorza Jankowskiego "Dobry Wieczór, Polsko". Dla kibiców meczu Hiszpania-Portugalia, powtórka o 24:00, o ile dobrze pamiętam.

  • 12-06-2018 20:25:00

    Pandemonium d***kracji czyli referendum konstytucyjne

    JE Andrzej Duda ogłosił 15 pytań do przyszłego referendum (jeśli Senat je zatwierdzi...). Ludzie nie wiedzący na ogół, w jakim ustroju żyją, mają odpowiedzieć na szczegółowe pytania. Oto one z krótkim komentarzem:

     1) Czy jesteś za uchwaleniem nowej Konstytucji RP bądź zmian w obowiązującej Konstytucji RP?

    # Przecież pragnienia zmiany mogą iść w dokładnie przeciwnych kierunkach!!

    2) Czy jesteś za wprowadzeniem do Konstytucji RP obowiązku przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego zatwierdzającego zmiany konstytucji?

    #Ludzie naprawdę nie mają pojęcia o skutkach proponowanych zmian!

    3) Czy jesteś za wprowadzeniem do konstytucji obowiązku przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego w sprawach o istotnym znaczeniu dla państwa i narodu, jeśli z takim żądaniem wystąpi co najmniej milion obywateli?

    # Proszę zauważyć, że nic tu nie ma o tym, że wyniki referendum będą wiążące!

    4) Czy jesteś za odwołaniem się w preambule Konstytucji RP do ponad tysiącletniego chrześcijańskiego dziedzictwa Polski i Europy jako ważnego źródła naszej tradycji, kultury i narodowej tożsamości?

    #To sobie można uchwalać w dowolnej ilości; preambuła nie ma żadnego znaczenia prawnego.

    5) Czy jesteś za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych takich jak świadczenia 500 plus?

    #Czyste utrwalenie komunizmu

    6) Czy jesteś za zagwarantowaniem w Konstytucji RP szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 60. roku życia, a dla mężczyzn od 65. roku życia?

    #Przecież to trzeba zmienić – tyle, że ludziom dopiero kończącym 18 lat. A to by wtedy nie było możliwe.

    7) Czy jesteś za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa RP w UE?

    #PRL była niepodległym państwem; przynależność do Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej nie była zawarowana w jej konstytucji.

    8) Czy jesteś za zapisaniem w Konstytucji RP gwarancji suwerenności Polski w UE oraz zasady wyższości konstytucji nad prawem międzynarodowym i europejskim?

    #Nie ma to żadnego znaczenia prawnego. Gdy zdrajcy z PiSu podpisali i ratyfikowali Układ Lizboński prawo unijne uzyskało pierwszeństwo przed prawem poszczególnych landów. Można to (i należy) uchwalić – ale będzie to miało takie znaczenie prawne, jakby stan Nevada ogłosił, że jego ustawy mają pierwszeństwo przed federalnymi.

    9) Czy jesteś za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa RP w NATO?

    #PRL była niepodległym państwem; przynależność do Układu Warszawskiego nie była zawarowana w jej konstytucji

    10) Czy jesteś za zagwarantowaniem w Konstytucji RP szczególnej ochrony polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego Polski?

    #Jakiś totalny absurd. Może jeszcze zagwarantować dopływ światła słonecznego?

    11) Czy jesteś za wzmocnieniem w Konstytucji RP pozycji rodziny, z uwzględnieniem ochrony obok macierzyństwa także ojcostwa?

    #Ciekawe, co to ma znaczyć? Urlopy tacierzyńskie – czy wymóg zgody ojca na dokonanie aborcji?

    12) Czy jesteś za konstytucyjną ochroną pracy jako fundamentu społecznej gospodarki rynkowej?

    #Konstytucyjne utrwalenie podstawy socjalizmu

    13) Czy jesteś za wzmocnieniem kompetencji wybieranego przez naród prezydenta w sferze polityki zagranicznej i zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi RP?

    #Tak, należy tu głosować ZA – tyle, że brak tu jakichkolwiek konkretów.

    14) Czy jesteś za przyznaniem w Konstytucji RP gwarancji szczególnej opieki zdrowotnej kobietom ciężarnym, dzieciom, osobom niepełnosprawnym i w podeszłym wieku?

    #Ale to przecież istnieje!!! Może jeszcze konstytucyjny zakaz bicia chorych?

    15) Czy jesteś za zagwarantowaniem w Konstytucji RP podziału jednostek samorządu terytorialnego na gminy, powiaty i województwa?

    #Utrwalenie trój-stopniowej biurokracji; tego nam jeszcze brakowało...

    Powiedzmy jasno: mało nas to interesuje, bo i tak po dojściu do władzy musielibyśmy konstytucję zawiesić i oktrojować dekretem nową; jest to tylko ciekawe jako dowód na umysłowa aberrację i kompletne zesocjalizowanie obecnych Właścicieli Rzeczypospolitej.

  • 12-06-2018 13:23:00

    Dzisiaj 21:15 jestem w telewizji "wpolsce.pl"

    http://wpolsce.pl/

     

    Program "Bitwa o miasto" poprowadzi Piotr Barełkowski, jego gośćmi będą: Jan Śpiewak i Janusz Korwin-Mikke.

     

     

  • 11-06-2018 22:31:00

    Rębacz z Nysy

    Uwaga: w cytatach ateistów Bóg z malej litery!!  

    W czasach dość ciężkiej jeszcze „komuny” (to anegdota z lat 50.tych – bardzo mi się wtedy podobała!) istniało (nie wiem, czy nadal istnieje?) Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli – o zdecydowanie lewicowym zabarwieniu. Koło w Warszawie przyjęło właśnie nowego członka i na początku zebrania przewodniczący oznajmił: „Jak zwykle zaczynamy od pokazania, co myślimy o bogu!” - i wszyscy wznieśli pięści w górę wygrażając Najwyższemu – tylko nowoprzyjęty siedział w kąciku bez ruchu. „A czemu Wy, towarzyszu, nie wygrażacie bogu pięścią?” - „Bo ja nie wierzę w boga...”!

    Dyskusje fideistów z ateistami trwają od niepamiętnych czasów. W zasadzie ateiści powinni się cieszyć z tego, że większość społeczeństwa wierzy w Boga. Bo taki wierzący spędza co tydzień czas na mszy – a przecież jeszcze dojazd i przygotowanie – razem dwie godziny. To sto godzin rocznie – a raczej 150 – bo dochodzą przecież inne święta, procesje i ceremonie. W tym czasie ateista może pracować. Po stawce za prace w niedzielę to wychodzi jakieś 5000 zł – czyli po dziesięciu latach ateista jest o samochód do przodu.

    Poza tym wierzący starają się nie kraść – a ateista nie zawsze ma takie skrupuły, bo „Hulaj dusza – Piekła nie ma!”. I znów dzięki rozmaitym podejrzanym operacjom ateista jest trochę bogatszy.

    Z drugiej strony fideiści odpowiadają, że dzieci wychowane po Bożemu bardziej słuchają rodziców, ksiądz uczy, że należy czcić ojca i matkę  i należy ich słuchać – więc rodzicom jest znacznie łatwiej. Poza tym nie maja wahań jak postępować, wybierają zazwyczaj prosta drogę, co w sumie ułatwia życie. I poza tym rzadziej lądują w więzieniach. Tak więc z powodów czysto życiowych, bez odwoływania się do tego, co jest po Drugiej Stronie, bardziej opłaca się być wierzącym.

    Co ciekawe: statystyki przyznają racje fideistom. Społeczeństwa wyznające zasadę „Ora & labora” czyli „Módl się i pracuj!” osiągają zazwyczaj wyższy poziom życia niż rozedrgane społeczności ateistyczne. Porównanie rozwoju Rosji pod okupacja ateistycznego Związku Sowieckiego, z Rosja od okupacja Federacji, gęsto powołującej się na Cerkiew, jest BARDZO przekonujące.

    Tym niemniej obie społeczności mogą spokojnie żyć obok siebie, zupełnie sobie nie przeszkadzając. Uczciwie i w spokoju konkurując ze sobą w liczbie i wychowaniu swoich dzieci. Problem jest z osobistymi nieprzyjaciółmi Pana Boga.

    W trakcie mojego pobytu na Opolszczyźnie w Nysie zdarzyło się, że jakiś szaleniec wszedł do Kościoła i porąbał maczetą zabytkowa figurkę Jezusa Chrystusa. Ile facet musiał się napracować: zdobyć skądś maczetę, wypatrzeć okazję – no i się namachać... Nie szczędził wysiłku.
    I teraz konkluzja: taki człowiek najprawdopodobniej za kilka lat nawróci się i będzie publicznie przepraszał za swój czyn. I Kościół mu, oczywiście, wybaczy – bo, jak to był powiedział na łożu śmierci słynny niemiecki poeta śp. Henryk Heina: „Bóg mi wybaczy: to Jego zawód!”. Ten człowiek się nawróci, gdy pogodzi się z Bogiem – bo on przecież w Boga wierzy. Nie można nienawidzić czegoś, co nie istnieje!

    Dla Kościoła znacznie większym problemem są ludzie na słowo „Bóg” po prostu wzruszający ramionami i całą kwestię mający w nosie. By rozszerzyć wiarę w Boga Kościół powinien co jakiś czas prosić jakiegoś młodego wiernego, by się poświęcił, i dla dobra Wiary porąbał lub spalił jakiś mniej cenny posąg...

    Nic tak wspaniale nie sprzyja Sprawie, jak drobne prześladowana!

  • 07-06-2018 10:00:00

    Kompendium n/t d***kracji

     

    MARK13

     

    23-01-2010 - 18:03:37

     

    Poniższy tekst poskładany został z fragmentów wyjętych z Bastiata, Erika von Kuehnelt-Leddihna (choćby tytuł topicu), a także - w dużej mierze - z wypowiedzi niektórych kolegów tutaj na forum (w szczególności Leszka, Bacza, xsiora, VOT_UPR oraz innych). Mój osobisty wkład to jakieś 20% treści. Nie wiem, może ten obszerny wpis posłuży komuś za coś w rodzaju "pomocy" przy okazji dyskutowania z lewakiem albo jakimś doktrynerem demokracji. Starałem się ująć w nim wszystko, co w dyskusji z demokratą konieczne do podważenia jego niezachwianych poglądów.

     

     

    Demokracja a totalitaryzm

     

    Milton Friedman: Mówiąc kategoriami politycznymi, kapitalizm to system proporcjonalnego przedstawicielstwa. Każdy może glosować na kolor ulubionego krawata i otrzyma go. Nie musi sprawdzać, jakiego koloru pragnie większość, a gdy jest w mniejszości – podporządkowywać się jej. Kapitalizm likwiduje konflikt między mniejszością a większością, nie znając w ogóle takich pojęć. Dzieje się tak dlatego, bo opiera się on na wolności mechanizmów rynkowych, a wolny rynek toleruje wszelką różnorodność.

     

    Rozwiązanie problemów w demokracji przez głosowanie ma zawsze charakter totalitarny - obejmuje wszystkich bez względu na to, czy popierają dane rozwiązanie czy są mu przeciwni. Demokracja zgłasza roszczenia do bycia jedynym moralnie słusznym sposobem urządzania i oceniania każdej sfery życia zbiorowego i jednostkowego. Chodzi o to, że wszystkie, nawet najdrobniejsze problemy ludzi, muszą być rozwiązywane demokratycznie i rozwiązanie to musi być stosowane do wszystkich. Musimy rozstrzygać w demokratycznym głosowaniu, czego uczą nauczyciele, gdzie się ubezpieczyć, jak mają wyglądać miasta, ile ma wynosić emerytura, jakie mają być stopnie na świadectwach, jaka ma być służba zdrowia itp.

     

    Jakie są tego konsekwencje? Głupia większość wybiera głupie rozwiązania i wszyscy muszą się do tych głupich rozwiązań stosować. Wolny rynek natomiast nie jest totalny. Jeśli większość wybierze rozwiązanie głupie, to będzie tak mieć, ale mniejszość nie będzie musiała się dostosować. Głupcy w demokracji wybierają zły system zdrowotny i taki system trwa. Na wolnym rynku głupcy leczą się u lekarzy-partaczy, a mądrzy u dobrych fachowców. Po pewnym czasie głupi widzi, że jest dużo gorzej leczony i chce być leczony tak jak ten mądry, nawet jeśli tych mądrych i zdrowych jest mniejszość. W demokratycznym systemie zdrowotnym ten dobry przykład w ogóle się nie pojawi, przez co głupi nigdy się nie dowie, że mogłoby być lepiej.

     

    Wolny rynek pozwala na to, by coś, co się spodoba wielu ludziom, mogło być szybko zweryfikowane w praktyce, wolny rynek to ciągłe eksperymenty i zmiany. Ciągle pojawiają się nowe produkty i usługi, a stare znikają. Sytuacja jest bardzo dynamiczna i ten dynamizm powoduje, że łatwiej zaspokajać ludziom potrzeby.

     

    Totalizm demokracji, która reguluje sprawy gospodarcze, powoduje, że gospodarka jest dużo bardziej ociężała, ma straszną inercję i jak pójdzie w złą stronę, to bardzo trudno będzie ją zawrócić. Trzeba najpierw miliony ludzi przekonywać teoretycznie, robić propagandę, zdobyć władzę, dokonać zmian w prawie i dokonać totalnej zmiany – to wszystko trwa latami. To samo co w demokracji rozłożone jest w czasie, na wolnym rynku staje się wielokroć szybciej – ktoś wpada na pomysł, przekonuje nielicznych do jego realizacji i już działa on w praktyce. Co istotne, inne, stare rozwiązania trwają równolegle, konkurują ze sobą, aż wygrywa rozwiązanie najlepsze. W demokracji natomiast, aby coś przeprowadzić, trzeba to rozważać teoretycznie i teoretycznie do tego przekonywać ludzi. A ludzie są głupi i jak coś im się teoretycznie tłumaczy, to nie rozumieją. Wolny rynek pozwala to samo łatwo i szybko zrealizować w praktyce i pokazać, jak działa – bez konieczności przekonywania kogokolwiek. Ci sami głupi ludzie zrozumieją to wtedy bez problemu, bo albo im się spodoba nowe rozwiązanie, albo nie. Zobaczą je na żywo, naocznie, w praktyce, a nie w jakiejś niezrozumiałej teorii.

     

    Demokracja a głupota

     

    Winston Churchill: Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięć minut rozmowy z przeciętnym wyborcą.

     

    Walter Bagehot: Aby utrzymać demokrację, potrzebna jest głupota na niewyobrażalną skalę.

     

    Nicolás Gómez Dávila: Wolność demokraty nie polega na tym, że może powiedzieć wszystko, co myśli, ale na tym, że nie musi myśleć o wszystkim, co powie.

     

    Walter Lippmann: Człowiek nie ma i nie może mieć własnego zdania na temat wszystkich spraw publicznych. Nie rozumie zdarzeń, ich przyczyn ani skutków. Nie jest zainteresowany konsekwencjami własnych decyzji. Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać – tak jak mistycy demokracji zwykli to czynić – że połączenie ignorancji jednostek tworzących masy może stworzyć stałą siłę napędową życia publicznego.

     

    90% ludzi nigdy nie powinna głosować z powodów obiektywnych – bo są głupi i leniwi. Co znaczy, że głupi – to mniej więcej wiadomo. Leniwi znaczy natomiast niezainteresowani konsekwencjami swoich wyborów, niezainteresowani studiowaniem ich, analizowaniem i ewentualnym unikaniem skutków kolejnych błędnych decyzji. Demokracja dlatego jest balastem rozwoju cywilizacyjnego, bo głupota ma w niej takie same prawa jak mądrość – a jako że głupców jest znacznie więcej niż ludzi mądrych (jak jeden do dziesięciu przynajmniej), to w demokracji grozi nam tylko regres, a w najlepszym razie stagnacja.

     

    Większość jest zbyt głupia i leniwa, by zrozumieć teoretyczne argumenty za i przeciw, dajmy na to, zniesienia ceł na towary sprowadzane z zagranicy – jest zbyt głupia, by włączyć się do dyskursu publicznego w tej sprawie, by go dogłębnie przeanalizować i podjąć decyzję w stosunku do wszystkich importerów i eksporterów, obecnych i nienarodzonych, czyli jakiegoś abstrakcyjnego tworu, którego masy z racji bycia masą nie są w stanie ogarnąć swoim kolektywnym, uproszczonym umysłem. Ale ci sami głupcy i lenie są wystarczająco mądrzy i zaradni, by zdecydować o tym, komu i za ile wysłać paczkę do Irlandii czy od kogo i za ile sprowadzić samochód z Ameryki. Suma ich indywidualnych decyzji będzie zawsze decyzją mądrą, podczas gdy decyzja w ogólnopaństwowym referendum tych samych ludzi w sprawie oclenia WSZYSTKICH towarów będzie zawsze decyzją głupią.

     

    Większość jest zbyt głupia, by zdecydować, jaki system emerytalny będzie najlepszy dla wszystkich w państwie, ale jest wystarczająco mądra, by wiedzieć, jak siebie zabezpieczyć na starość; większość jest zbyt głupia, by zaprojektować ogólnonarodowy system opieki zdrowotnej, ale jest wystarczająco mądra, by wybrać sobie lekarza, który ich wyleczy, gdy zachorują; większość jest zbyt głupia i leniwa by kierować państwem, by zdecydować o tym, co ma robić państwo, aby zyskać ekonomicznie, większość jest zbyt głupia, by podejmować decyzje dotyczące państwa – ale każdy z tych głupców i leniów jest wystarczająco mądry i zaradny, by samemu zyskać w swoich własnych działaniach gospodarczych.

     

    Jest jeszcze coś, o czym warto pamiętać: gdy decydujemy o jakiejś sprawie indywidualnie lub w grupie, to w istocie nigdy nie jest to ta sama sprawa. Np. chcemy zdecydować o tym, jak zabezpieczyć się na starość. Gdy decydujemy indywidualnie, wybieramy dla siebie najlepszy system oszczędzania, a gdy decydujemy grupowo, wybieramy jeden wspólny system oszczędzania dla grupy. W istocie są to dwa różne systemy. Dalej: jeśli chcemy rzetelnie zdecydować o systemie grupowym, to nie możemy kierować się w tej decyzji tym, jaki system wybralibyśmy dla siebie. Wybór systemu grupowego jest wielokroć trudniejszym zadaniem niż wybór systemu dla siebie. Przeciętny człowiek jest wystarczająco inteligentny i ma wystarczająco dużo danych, by wybrać dobry system oszczędzania dla siebie, ale nie ma wystarczająco dużej wiedzy i danych, by zdecydować o systemie oszczędzania dla większej grupy. Ale nawet jeśli o tym systemie grupowym zdecyduje jakiś geniusz, który będzie dysponował nieograniczoną ilością badań statystycznych, to i tak zawsze totalne rozwiązanie, czyli jakiś jeden system oszczędzania dla wielu, okaże się gorszym rozwiązaniem, niż gdyby każdy miał wybrać system emerytalny dla siebie.

     

    Wniosek: głupia większość jest zbyt głupia, by pozwolić jej dzielić swoje decyzje z resztą, ale jak zachowa te decyzje dla siebie, to raptem okażą się one wystarczająco mądre, żeby funkcjonować na wolnym rynku, ba, okażą się na tyle mądre, że ogólny kapitał w społeczeństwie wzrośnie. Bo głupia większość prawie zawsze składa się z mądrych jednostek. Chodzi o to – mówiąc bardziej obrazowo – że motłoch w demokracji to katastrofa, ale motłoch na wolnym rynku to już nie motłoch, lecz grupa konsumentów, gdzie każdy doskonale rozumie, czy lepiej dla niego kupić chińskie majty na stadionie czy markowe w salonie bielizny. A jak się pomyli i mu pękną w kroku, to następnym razem kupi inne. Wolny rynek nie ma NIC wspólnego z demokracją – to wybór indywidualny i żadnej większości być tu nie może. To nie są jakieś tam wydumane fanaberie ani postulaty jedynie teoretyczne – w oparciu prawa wolnego rynku Ameryka i Wielka Brytania zbudowały swoje potęgi. Większość gospodarek europejskich przechodziła etap wolnego rynku w największych dla siebie fazach rozwoju gospodarczego. Kapitalizm już nie raz udowodnił, że jest najefektywniejszym mechanizmem regulacji gospodarki. Nikt go nie wymyślił ani nie stworzył – powstał samoczynnie, tak samo jak samoczynnie działa jego mechanizm.

     

    W skrócie:

    • Każda grupa, a więc też większość, złożona jest z jednostek;

    • Inne są zachowania jednostki, a inne grupy jednostek w tych samych warunkach, a co dopiero w różnych;

    • Zmiana rzeczywistości – z socjalizmu na wolny rynek – powoduje rozczłonkowanie większości na jednostki;

    • Każda jednostka dokonując wyborów tylko jej dotyczących - dokonuje wyborów dla niej samej dobrych.

     

    Demokracja a dogmatyzm

     

    Jednym ze standardów współczesnej demokracji są pięcioprzymiotnikowe wybory do parlamentu. Innymi słowy, dogmat demokratyczny głosi, że dobra władza może być wybrana tylko poprzez pięcioprzymiotnikowe wybory.

     

    Ale czemu?

     

    Czemu demokracja musi być większościowa? Czemu nie może być mniejszościowa? Przecież już z czysto matematycznego punktu widzenia każde ograniczenie ludzi biorących udział w procesie wyłaniania władzy czy w ogóle w procesie podejmowania jakichkolwiek decyzji jest korzystne, bo wzrasta efektywność i mądrość tej władzy. I czemu demokracja musi być proporcjonalna? Czy nie lepsza jest ordynacja większościowa z dwoma turami? Dlaczego tajna? Tajność ukrywa odpowiedzialność. Dlaczego powszechna? Menele, bezdomni i ludzie idący na wyboru z nudów też mają glosować? Na jakiej podstawie? Dlaczego równa? Czy głos człowieka mądrego i doświadczonego powinien ważyć tyle samo, co głupiego i prymitywnego? Dlaczego bezpośrednia? Czy nie lepiej, żeby np. Senat wybierany był przez członków samorządów pochodzących z wyborów?

     

    Przywiązanie do tych pięciu przymiotników jest ewidentnie dogmatyczne. Jakoś nigdy nie słyszałem, by gdziekolwiek współcześnie toczono dyskurs publiczny dotyczący sensowności tych przymiotników, o racjonalnym czy ekonomicznym ich uzasadnieniu nie wspominając.

     

    Sprzeciwianie się współczesnym standardom demokratycznym, czyli bycie antydemokratą, nie oznacza, że popiera się tyranię czy użycie siły w walce o władzę. Alternatywą dla demokracji nie jest tyrania, tak samo jak alternatywą dla koloru zielonego nie jest bladoróżowy. W palecie mieści się znacznie więcej odcieni, tak samo jak na demokracji i tyranii nie kończą się wcale rozwiązania systemowe. Nie wolno tworzyć z demokracji tabu, które nie podlega żadnej krytyce. Demokracja nie może być celem państwa ani obywateli. Są różne rodzaje demokracji: bezpośrednia, pośrednia albo z kilkoma stopniami pośredniości, jednoturowa albo wieloturowa, proporcjonalna albo większościowa, dla wszystkich, albo dla elit, jeden człowiek jeden głos albo waga głosu zależna od człowieka, tajna albo jawna, totalna albo ograniczona, z prawem veta albo bez. Każda z tych form powinna być dopuszczalna, a przede wszystkim dyskutowana.

     

    Tymczasem w rzeczywistości tak nie jest: dogmat „pięciu przymiotników” wciąż obowiązuje i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. Doszło do zupełnie absurdalnej sytuacji, że oto w wolnym niby kraju normalność – czyli racjonalne podejście do ustroju państwa – stało się pod medialną, lewacką indoktrynacją nienormalnością albo wręcz herezją. Podważać sensowność tak wspaniałego ustroju, jakim jest demokracja – ustroju, o którym Churchill powiedział, że jest najlepszym z wymyślonych przez człowieka – to się w głowie nie mieści!

     

    A prawda jest taka, że demokracja to absurd – przynajmniej w takiej formie, w jakiej się ją dzisiaj uskutecznia. Jej założenia nie mają żadnych, powtarzam: żadnych racjonalnych podstaw, co można bez trudu udowodnić, sprowadzając ją do absurdu. W tym sensie demokracja jest substytutem religii – nie ma wyboru i jeśli chce przetrwać, musi stać się czystą wiarą, musi nabrać charakteru irracjonalnej, świeckiej religii, w która „trzeba” wierzyć.

     

    Demokracja a prawa mniejszości

     

    Demokracja jest tyranią większości. Sloganowym kłamstwem jest mówienie, że demokracja to system, w którym rządzi większość z poszanowaniem praw mniejszości. Bo zastanówmy się przez chwilę: jaka większość? I jak nazywa się system, w którym rządzi większość bez poszanowania praw mniejszości? 40% głosujących na Partię Dobrobytu i Postępu spośród 30% biorących udział w wyborach to ma być owa mityczna większość? Co w takim razie z „mniejszością”? Zawsze przecież pozostaje ta część ludzi, którzy nie poparli w głosowaniu rządzących (zwykle jest to większość, biorąc pod uwagę niegłosujących), a którym narzuca się później przemocą rozwiązania, którym byli przeciwni.

     

    Tak wygląda poszanowanie praw „mniejszości” w demokracji?

     

    Nieszczęście jednostki w demokracji polega właśnie na tym – że na jakość jej życia w znacznej mierze wpływ mają menele na zasiłku, więźniowie w zakładach karnych, debile, którzy w życiu przeczytali może pół książki i pseudo-świadomy elektorat, który wiedzę polityczno-ekonomiczną czerpie z telewizji/szkoły/gazet/rozmów z barmanem przy ladzie. A tak już się porobiło na tym świecie, że menelstwo i tępactwo obojga płci, czyli zwykły, ogłupiony gmin, nigdy przenigdy nie zagłosuje na żadnego liberała z tej prozaicznej przyczyny, że w ogóle nie zrozumie, co ów człowiek mówi i gdzie mianowicie tkwi dobro głoszonego przezeń programu. Podobnie pseudo-świadomy elektorat, legitymujący się papierkiem ukończenia studiów – on także nie zechce oddać głosu na takiego polityka. Raz, że również nie bardzo jest w stanie pojąc, iż o wiele lepszym wyjściem dla niego samego jest to, że nie będzie dostawał dodatku na ogrzewanie i zasiłku na dziecko, a dwa – właśnie z powodu tego elementarnego niezrozumienia zagłosuje na kogoś, kto mu taki zasiłek obieca.

     

    Prawda o demokracji jest nawet dalece bardziej „niewygodna”: głos Ludu, obojętnie czy idzie o niegłosującą większość czy głosującą mniejszość, nie ma dla władzy żadnego znaczenia. Głosy głupców z gminu są tylko dodatkiem do prawdziwej siły władz III RP. Bo nikt poważny i ważny nie słucha głupców. Lud jest tylko narzędziem pomocnym do siania propagandy. Kiedy sitwa potrzebuje opinii, to je nagłaśnia, a kiedy sobie nie życzy - bo np. po cóż jej opinie krytyczne wobec przymusu ubezpieczeń - to się ta sitwa na opinie wypina i je blokuje. Dla decyzji sitwy nie ma znaczenia nijaka racja obiektywna ani nijaka większość lub mniejszość. Przy czym w dniu wyborów, gdy gmin stoi nad urną, sitwa robi, co może, by Lud głosował w ilości jak największej. Lewica panicznie obawia się niskiej frekwencji – bo jeśliby pozbawić 90% gminu prawa głosu, to nie będzie można wejść do Sejmu, obiecując każdemu mieszkanie, obiad i flaszkę do obiadu, a więc dla wielu posłów i posłanek skończy się pole do działania i w efekcie kilkadziesiąt tysięcy tumanów straci wysoko płatne posady w ZUS-ach, KRUS-ach i NFZ-ach oraz innych tzw. „spółkach skarbu państwa”.

     

    Demokracja a socjalizm

     

    Karol Marks: Wystarczy wprowadzić demokrację, a ludzie większością głosów wybiorą socjalizm.

     

    Aby pojąć i zrozumieć istotę współczesnych, nowoczesnych reżimów demokratycznych, trzeba wpierw oderwać się intelektualnie od tego, co podsuwają nam nasze myśli. Prawica, lewica, komuniści, liberałowie, wolność, postęp, demokracja, kapitalizm etc. Warto pomyśleć sobie, że cokolwiek przychodzi nam do głowy na skutek napływających do nas informacji, względnie na skutek przebytej drogi edukacyjnej, jest z góry i bezdyskusyjnie błędne i prowadzi do wyciągania fałszywych wniosków. Jest to forma obrony rozumu przed nim samym. I jeśli nam się to uda, znajdziemy się właściwie prawie u celu, gdyż teraz pozostaje już tylko włączyć swój krytyczny umysł do degustacji świata i zacząć wszystko na nowo trawić i szeregować.

     

    Komunizm, jaki przedstawiają podręczniki szkolne, prasa i telewizja, odszedł w niełaskach, odrzucony przez władzę z powodu raz, że zbyt dużej wolności wewnętrznej i autonomii, jaką dawał jednostce, a dwa – z przyczyn ekonomicznych: był ustrojem z punktu widzenia rządzących nieopłacalnym, ociężałym, za mało cierpliwym i za mało wyrafinowanym. Doszło więc do eliminacji starego komunizmu i starego faszyzmu. Na zgliszczach odrzuconych totalitaryzmów powstał totalitaryzm nowy – demokracja większościowa.

     

    Zależność jest dokładnie tak prosta, jak przedstawił ją Marks w zacytowanym fragmencie: wybory wygrywa się wyłącznie hasłami lewicowymi, więc partie mamią motłoch hasłami „becikowe dla wszystkich matek”, „bilety MPK za darmo” i innymi, ogłupiony, leniwy lud głosuje, wybiera władzę, władza wprowadza ustrój socjalistyczny. Tak oto w wyniku demokratycznych wyborów powstaje państwo opiekuńcze z centralnie sterowaną gospodarką, będące połączeniem faszystowsko-komunistycznych postulatów ekonomiczno-społecznych. Państwo takie – pod pretekstem „interesu społecznego”, bezpieczeństwa, solidarności czy w imię „sprawiedliwości społecznej” – posunie sie do dowolnego skurwysyństwa, zacznie wchodzić z buciorami w każdą sferę ludzkiej działalności, przejmując stopniowo „opiekę” nad wszystkimi dziedzinami życia i przekształcając ludzi w pilnie strzeżone zwierzątka. Od tego nie ma odwrotu: jak raz dasz świni wejść racicami w koryto, to wlezie – nic jej nie powstrzyma: w przeciągu jednej kadencji powstaną kolejne urzędy do walki z czymś tam, ds. kontroli czegoś tam, ds. ochrony kogoś tam, pochłaniające gigantyczne koszty i generujące znikome przychody. Określone grupy zatrudnione w sektorze państwowym otrzymają przywileje. Wkrótce pojawią się państwowe pozwolenia, certyfikaty, koncesje, licencje, a przede wszystkim fiskalny terror – opodatkowanie każdej ludzkiej aktywności. Człowiek zmuszony będzie łożyć na złodziejski system i finansować usługi, które państwo przemocą mu na rzuci. Świadom mniej lub bardziej swojego zniewolenia, nie pozwoli on jednak, by cokolwiek systemowi zaszkodziło – będzie go bronił i trzymał sąsiada w szachu – dla „wspólnego dobra”. W takiej sytuacji władza nie musi robić nic, system nikogo nie musi eliminować. Cud tresury – ludzie sami wyeliminują „opornych”, „oszołomów”, nieznośnych fantastów, bredzących o potrzebie wolności.

     

    W demokracji obowiązuje bowiem bezwzględny oblig przystosowywania się do poglądów mitycznej (a w istocie nieustannie urabianej przez nieliczną mniejszość) „większości”. Oblig ten wymusza taktykę możliwego niezrażania sobie kogokolwiek – a tak się składa, że każde naruszenie demokratycznego porządku z miejsca postrzegane jest jako zamach na „najwyższe wartości społeczne”. Dlatego właśnie w demokratycznym establishmencie widać tylko tych, którzy zdają pomyślnie „test tolerancji”: wszyscy mówią dokładnie to samo, bez względu na partyjna przynależność, i wszyscy równie stadnie wystrzegają się treści zabronionych przez „polityczną poprawność”, egzekwowaną nieubłaganie przez „pluralistyczne” i „niezależne” media. Czyni to zupełną iluzją, a nawet groteską pielęgnowany przez klasycznych republikanów i liberałów mit „debaty publicznej”.

     

    W demokracji pluralizm jest iluzją. Ci, którzy przemawiają „uprzejmie”, popisują się okrągłymi frazami, oni zdobywają poważanie wśród Ludu za swą rozwagę, umiarkowanie i mądrość. Zawsze dochodzą do wysokich stanowisk. Ci z kolei, którzy otwarcie głoszą, iż demokracja jest systemem złym, którzy mówią: „Usuńmy każdą niesprawiedliwość, bo nie ma tylko częściowej niesprawiedliwości, nie tolerujmy dłużej rabunku, bo nie ma pół- ani ćwierć-rabunku” – ci uważani są za jałowych marzycieli i „oszołomów” powtarzających w kółko to samo. Ludzie uważają ich argumenty za zbyt proste, zbyt rewolucyjne – i nie dowierzają im. Bo czy to, co brzmi tak prosto, może być prawdziwe?

     

    Demokracja a media

     

    Jacek Bartyzel: Demokracja ma pretensjonalną skłonność do patetycznej, "wysokiej" aksjologii (wyobrażania i reprezentowania "najszczytniejszych ideałów" ludzkości albo upominania się o ubogich, skrzywdzonych i dyskryminowanych), a jednocześnie jej funkcjonowanie jest niemożliwe bez marketingowych i "pijarowskich" kuglarstw.

     

    Demokracja może się utrzymać głównie dzięki wstawiennictwu mediów. Dlatego inna nazwa demokracji to po prostu mediokracja.

     

    W demokracji nie trzeba fałszować głosów z prostej przyczyny: wystarczy zafałszować ludziom obraz życia widzianego poprzez telewizję. Czasowa przewaga przekazu lewicowego jest przytłaczająca. Wszystkie główne programy informacyjne służą do trenowania mas wyłącznie w lewicowym myśleniu. Jeśli w każdym telewizyjnym wydaniu wiadomości lansuje się lewicowe postrzeganie świata, lewicowe myślenie, lewicową analizę, lewicowy komentarz, to taki telewidz jeden z drugim po prostu wchłania i zaszczepia sobie tę zarazę. Pokazuje się masom pana redaktora, względnie panią redaktor, co to narzeka, że gdzieś tam nieporządki się dzieją, że służba zdrowia podupada, że drogi leżą nieukończone, ów redaktor nawet udaje bezpartyjnego i stojącego „po twojej stronie” (slogan TVP-Info), by na koniec wygłosić obowiązkowy komentarz o niedociągnięciach państwa w finansowym pomaganiu zakładom, pracownikom czy o konieczności podniesienia świadczeń socjalnych.

     

    Ta sama dokładnie strategia przyświeca twórcom rodzimych szajsoper. W całej kupie serialików pokazuje się masom żałosnego nieudacznika, uzależnionego od państwa, jako bohatera pozytywnego. Kiedy grozi niebezpieczeństwo, taki frajer nie staje osobiście w obronie rodziny i biznesu, nie chwyta za broń, ale zamawia "profesjonalną ochronę" albo dzwoni na policję. Kiedy jakaś firma podlicza zyski i straty, po czym przeszeregowuje zatrudnionych, a część przy tern zwalnia, to te szajsopery stosują standardowe poniesienie napięcia emocjonalnego, psychodeliczny podkład muzyczny i podobne oprawki, aby masy przyjęły, że "ludziowi pracy" brzydki pracodawca prywatny wyrządza krzywdę życiową. Ukazuje się takiego pracodawcę obowiązkowo jako gbura i jakiegoś zboczonego pazerniaka. Kiedy za to ktoś zachoruje, to musowo nie powinien płacić rachunku za szpital, tylko wyleczony musi być na koszt państwa, a lekarze w tych żałosnych serialikach jakoś tak dziwacznie "nie biorą pieniędzy od pacjentów", a też obowiązkowo "na pierwszym miejscu stoi pacjent" - i takie tam zaklęcia.

     

    Produkuje się tego taśmowo całą wielką kupę i pokazuje do znudzenia -codziennie, od rana do nocy. Można ogłupić w kwestiach życiowych, więc można i w sprawach większej polityki, o której ludzie już nawet ułamka pojęcia nie mają. Wmówić da się wszystko. Trzeba tylko czasu do przekonania wystarczającej tzw. większości.

     

    Demokracja a grabież

     

    Państwo kradnie. Taka jest natura soc-demokracji, że pozwala kraść LEGALNIE i BEZKARNIE. A jeżeli można uprawiać legalną grabież, państwo będzie ją uprawiać. Taka jest również natura człowieka, że ma on wrodzoną skłonności do unikania trudu – ludzie uciekną się do grabieży zawsze, gdy tylko grabież będzie łatwiejsza niż praca. W tych okolicznościach ani religia, ani moralne nakazy nie mogą tego zatrzymać. Państwową grabież można zatrzymać tylko w jeden sposób: powodując, że stanie się ona bardziej nieopłacalna i bardziej niebezpieczna niż praca - no i że na mocy prawa stanie się czynem kryminalnym, a nie "urzeczywistnianiem sprawiedliwości społecznej".

     

    Proste rozumowanie: jeżeli przywilej udziału w stanowieniu prawa ograniczony będzie do niewielu osób, wówczas tylko nieliczni – przyjmując od razu najczarniejszy scenariusz – dokonają rabunku na wielu.

    TAK/NIE?

    Jeśli TAK, to logicznym jest, że jeżeli udział w stanowieniu prawa stanie się powszechny (większościowy), to dojdzie do powszechnej grabieży – bo ludzie będą usiłowali zrównoważyć swoje sprzeczne interesy.

    TAK/NIE?

    Jeśli TAK, to po co z niesprawiedliwości nielicznych robić zasadę działania ogółu? Niemożliwością jest wprowadzenie w społeczeństwie większej przemiany i większej zbrodni niż przemiana prawa w narzędzie grabieży. A demokracja na takową przemianę pozwala – LEGALNIE!

     

    Demokratyczna struktura decyzyjna stanowi najdoskonalszą w historii ludzkości maszynerię do wyzyskiwania i wywłaszczania obywateli oraz zwiększania dochodów tzw. klasy opodatkowującej (urzędnicy) – za zgodą podatników! Demokracja to jedyny ustrój, w którym państwo może zawierać LEGALNIE umowy skutkujące tym, że wywiązanie się z nich pociąga za sobą konieczność popełnienia przestępstwa, tj. konieczność dokonania rabunku na osobach trzecich. Prowadzi to do sytuacji patologicznej – w demokracji wszyscy kradną*. Ludzie już tak przywykli do tego systemu, tak on ich zdemoralizował, że biorą pod uwagę tylko to, co sami ukradną, a nie to, co im ukradziono, spoglądają na grabież wyłącznie z perspektywy złodzieja i uważają sumę wzajemnych grabieży za dochód narodowy. Zdumiewające są przy tym dwie rzeczy: że ci sami ludzie uwierzyli, iż bez kontroli państwa nie ostanie się żadna gałąź przemysłu i że wszystko, co jednostka ukradnie ze wspólnego majątku (świadczenia socjalne, dotacje, emerytury wypłacane przez państwo), jest wspólnym zyskiem.

     

    *Jeśli się dokładnie przyjrzeć działaniu demokracji i procesowi redystrybucji dóbr, wówczas stwierdzenie, że „wszyscy kradną” okaże się nieprawdziwe: w demokracji nigdy nie dochodzi do żadnej "powszechnej grabieży" – przynajmniej nie w rozumieniu dosłownym, tj. że wszyscy kradną. Gdyby w demokracji wszyscy mogli kraść, to by demokrację zlikwidowano. W demokracjach kradną ciągle nieliczni, bo demokracja to nic innego jak zawoalowana forma oligarchii – do grabieży dochodzi zawsze "mniejszościowej", ale na niewyobrażalną skalę, bo pod pretekstem "interesu społecznego" albo „dobra ogółu” (dobra emerytów, pielęgniarek, obłożnie chorych, studentów, kogokolwiek).

     

    Demokracja a łagodzenie konfliktów

     

    Jednym z najchętniej powtarzanych argumentów „za” demokracją jest to, że łagodzi napięcia społeczne.

    Jak łatwo się domyślić, łagodzenie konfliktów społecznych przez demokracje to zabobon, pusty, ładnie brzmiący slogan – gdyby zapytać kogokolwiek o jego sensowne uzasadnienie, skończyłoby się na wzruszeniu ramionami i „bo tak”.

     

    Demokracja konflikty podsyca, nie łagodzi. Żaden inny ustrój nie eskaluje ich równie skutecznie. W demokracji sztuka judzenia jednych przeciwko drugim stanowi elementarz działań w każdej dziedzinie życia – od wyborów poczynając. Antagonizowanie pracowników „budżetówki” przeciwko rolnikom, pielęgniarek przeciwko lekarzom, górników przeciwko stoczniowcom – podziały biegną przez społeczeństwo wzdłuż, w poprzek i na ukos i w razie jakiegoś większego kryzysu wystarczy już tylko włożyć jednej z grup broń do ręki i wskazać, do kogo strzelać. Bo niby czemu pielęgniarkom podwyżki się należą, a nam – górnikom – nie? Czemu studenci mają dostać zniżki na bilety MPK, a matka wychowująca samotnie pięcioro dzieci nie? Kto i w oparciu o jakie kryteria decyduje o tym, co się komu należy?

     

    Kto rozdaje przywileje?

     

    Demokracja a przywileje

     

    Arystoteles: Nie ten morduje naród, kto zabija jego członków, lecz ten, kto obsypuje ich niezasłużonymi przywilejami.

     

    Nadawanie każdemu wyszczególnionych praw powoduje sytuację raz, że uprzywilejowania i wyodrębnienia z prawa przypadków szczególnej zbiorowej szczególności, przez co prawo staje się nieuchronnie lewem, czyli de facto zbiorem przywilejów, a dwa - sytuację narastania tzw. "głuchej nienawiści". Im więcej przywilejów dostaną, dajmy na to, mniejszości etniczne albo jakaś grupa zawodowa, tym bardziej osoby nieobjęte przywilejami będą te mniejszości dyskryminować - po cichu, pod nosem i kto wie, do czego doprowadzi to w przyszłości.

     

    Jest to nieodłączny skutek wtrącania się państwa w życie ludzi i faworyzowania jednych grup kosztem innych. Rzecz jasna wszelkiej maści demokratom i lewakom jest to na rękę. Lewacy doskonale wiedzą, że im więcej przywilejów nadadzą mniejszościom, im więcej będą gadać o równouprawnieniu, parytetach, o zwalczaniu ksenofobii, likwidowaniu "wykluczania" podczas naboru studentów czy "wyrównywaniu kwot", tym bardziej wkurzą ludzi "nieobjętych" przywilejem posiadania przywilejów. I ci ludzie pójdą z kamieniami na uprzywilejowanych. I telewizja będzie miała o czym trąbić przez następne dwa tygodnie, a spod piór lewackich pismaków po raz kolejny wyjdą ciurkiem banały o "peerelowskiej mentalności" w sam raz do przetrawienia dla ćwierć-inteligenckich celebrytów: że Polacy to homofoby, ksenofoby, pijacy, złodzieje i chamy bijące Murzynów.

     

    Bo lewacy MUSZĄ Z CZYMŚ WALCZYĆ ZA PIENIĄDZE PODATNIKA. Jak nie z globalnym ociepleniem, to z dyskryminacją "mniejszości". A że sami tę dyskryminację eskalują lewackim prawodawstwem – o tym już nikt się nie zająknie.

     

    Lewakom na rękę jest podsycanie "głuchej nienawiści", a demokracja nadaje się do tego doskonale. Im bowiem większa wzajemna nienawiść panuje w społeczeństwie, tym więcej pieniędzy można wyciągnąć od ludzi na walkę z „dyskryminacją” i tym więcej urzędów do walki z czymś tam można utworzyć.

    To jest właśnie istota demokratycznego sposobu rządzenia – skłócanie i antagonizowanie ludzi poprzez nadawanie przywilejów określonym grupom i rozdawanie pieniędzy w zależności od politycznego (przedwyborczego) zapotrzebowania. W państwie rządzonym normalnie, tj. niedemokratycznie, trzeba by najpierw ludzi przekonać, że warto zostawić dom i iść się strzelać. W demokracji wystarczy iskierka, gdyż ludzie znajdują się w stanie permanentnego niezadowolenia, podskórnie przeczuwają, że system niesprawiedliwością stoi, ale nie umieją nazwać problemu. Bo przecież demokracja nie może być przyczyną niesprawiedliwości – demokracja musi być dobra!

     

    Zawsze będą istniały nierówności, które ludziom doświadczającym ich wydadzą się niesprawiedliwe, rozczarowania, które będą wydawały się niezasłużone, i niczym nieuzasadnione niepowodzenia. Lecz gdy wszystko to ma miejsce w odgórnie kierowanym społeczeństwie, reakcja ludzi jest bardzo różna od tej, która pojawia się, gdy problemy te nie są wywoływane niczyim rozmyślnym wyborem. Nierówność jest niewątpliwie łatwiejsza do zniesienia i w mniejszym stopniu narusza godność osoby, jeżeli wywołują ją czynniki bezosobowe, nie zaś świadome, państwowe planowanie. Człowiek znacznie szybciej zaakceptuje nieszczęście, będące wynikiem działania ślepego trafu, nieszczęście przez nikogo niezawinione, aniżeli cierpienia będące rezultatem decyzji władz. Bo niezadowolenie z własnego losu będzie nieuchronnie rosło u każdego wraz ze świadomością, że jego dola jest rezultatem przemyślanych ludzkich decyzji.

     

    Demokracja a przelew krwi

     

    Kolejne zaklęcie pozbawione jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia brzmi: demokracja umożliwia bezkrwawe przekazanie władzy.

     

    Ludzie źle interpretują doświadczenia historyczne. Raz, że wielu przypisuje demokracji zasługi, które należy bezwzględnie przypisać Einsteinowi i Oppenheimerowi, a dwa: „rozlew krwi” przy zmianie władzy to mit przeszłości dokładnie taki sam, jak praca dzieci i kobiet w kopalniach w epoce „krwiożerczego kapitalizmu”. Kobiety i dzieci przestały pracować w kopalniach nie dlatego, bo urodził się Karol Marks i pojawiły się związki zawodowe, lecz dzięki „krwiożerczemu kapitalizmowi” właśnie – dzięki elektryfikacji, przemysłowi maszynowemu, a nade wszystko dzięki temu, że robotnicy zyskali bezprecedensową możliwość wzbogacenia się. To samo tyczy się „walki o władzę” – rozlew krwi podczas przekazywania władzy w krajach wysoko rozwiniętych jest praktycznie niemożliwy i demokracja nie ma z tym faktem nic wspólnego – ludzie dzięki niej wcale nie wspięli się na wyższy szczebel rozwoju cywilizacyjnego, uświadamiając sobie raptem bezsens siłowych rozwiązań. Rozlew krwi jest niemożliwy, bo z ekonomicznego i propagandowego punktu widzenia jest całkowicie nieopłacalny.

     

    Większość ludzi na hasło "rząd mniejszościowy" albo „monarchia” opowiada natychmiast o wojnach. Na Boga! – to nie te czasy, że król to jaśnie pan na polowaniu i dla rozrywki po śniadaniu skazujący na ścięcie kilku oponentów, mając za plecami dodatkowo czyhających na jego tron paru kuzynów.

     

    Tylko po drugiej wojnie światowej odbyło się ku uciesze wielbicieli demokracji najrozmaitszego obrządku coś ponad dwieście mniejszych i większych wojen. Poza tym jest dokładnie odwrotnie niż się powszechnie uważa – wojny są stosunkowo mało uciążliwe, kiedy panuje system monarchiczny. Nie bez kozery najgorsze, najbardziej krwawe wojny toczyły się właśnie wśród narodowych państw demokratycznych. Wojna bowiem jest ZAWSZE toczona w interesie wąskiej grupki polityków (elity, rządzących). Kiedy panuje elitarny system władzy, to w wojny angażują się środki tylko tejże elity, reszta ludzi ma mniej więcej cały czas tak samo. W narodowych demokracjach zaś wojna toczy się kosztem ogromnej większości obywateli. Do walki w wojnie bowiem potrzeba ludzi, a jednym z nieszczęść demokracji jest zgubny pomysł ujednolicenia narodu z zakresem władzy - czyli powstanie państw narodowych właśnie.

  • 31-05-2018 21:01:00

    Spotkania na Podkarpaciu 1-2 czerwca

    Zapraszam na spotkania

    1 czerwca 


    Przemyśl, godz.16:30 SPA Hotel Gloria Sybiraków 31 

    Jasło godz. 20:00 Dom Kultury Kolejorz Ul. Kościuszki 30 


    2 czerwca 

    Brzozów, godz.16:00 Hotel Alta ul. 3-go maja 43

    Mielec, godz.19:30 ul. Biernackiego 12,

  • 26-05-2018 20:45:00

    Co się wyrabia w tej Anglii?!?

    Tekst kol.Jakuba Grygowskiego napisany dla "Najwyższego CZAS!"u. Zawłaszczam czasowo ten materiał, bo za 4 h tam jadę
     
    Czy UK jest już państwem faszystowskim? - Tommy Robinson skazany na 13
    miesięcy więzienia za pokazanie prawdy o muzułmańskich gwałcicielach!
     
    Tommy Robinson uznawany za „skrajnego prawicowca” od lat jako jeden z niewielu przekazuje opinii publicznej prawdę o aktach przemocy muzułmanów wobec białych w Wielkiej Brytanii. Aktywnie walczy również o wolność słowa. Cenzura w związku z mityczną „mową nienawiści” jest czymś powszechnym w niegdysiejszym [wolnym] imperium. Niedawno współorganizował wielką manifestację - #DayForFreedom - przed siedzibą premier Teresy May, w której udział wzięli Wolnościowcy z całego świata, m.in. Milo Yiannopoulos czy Lauren Southern (link do spotu promocyjnego:   https://youtu.be/IDqzbcVrZso ).
    Dziś, 25 maja, przed sądem w Leeds odbywała się rozprawa przeciw szesnastu z dwudziestu dziewięciu muzułmanów związanych z tzw. grooming gangiem - odpowiedzialnym za gwałty oraz zmuszanie do stosunków płciowych ponad stu
    dziewczynek, z których większość nie miała nawet jedenastu lat.
    Tommy Robinson był jedynym człowiekiem obecnym z kamerą przed budynkiem sądu w Leeds. Po godzinnej transmisji na żywo przez Facebook został aresztowany pod zarzutem zakłócania spokoju (link do nagrania z aresztowania:
    Po niedługim czasie Robinson został zwolniony z aresztu, rozprawa została wyznaczona na ten sam dzień. Po krótkim procesie Tommy Robinson został skazany na 13 miesięcy więzienia, co według jego przyjaciółki ze Stanów Zjednoczonych, dziennikarki i aktywistki prawicowej Lauren Southern jest karą śmierci (link do Twittera:
    Nagranie zostało usunięte, a dziennikarze na Wyspach dostali zakaz opisywania całej sprawy. Portal Breitbart-Londyn po tym jak opisał w jaki sposób został skazany Robinson, musiał zdjąć materiał ze swojej strony.
    W niedzielę, 27 maja Tommy Robinson miał przeprowadzić wywiad z prezesem partii Wolność, Januszem Korwin-Mikkem podczas jego wizyty w Londynie, gdzie, jako pierwszy w historii polski polityk, będzie przemawiał na
    słynnym Speakers Corner w Hyde Parku. Link:
    Link do aresztowania:
    Relacja portalu Breitbart omijająca zakaz:
  • 22-05-2018 16:26:00

    Dezydery Chłapowski

    W zaborze rosyjskim i austriackim zupełnie lekceważy się Wielkopolan – może poza śp.Hipolitem Cegielskim. W czasie rozbiorów notorycznie spiskujący Polacy orientowali się na Wiedeń albo na Moskwę; orientacji pruskiej nie było!

    A przecież to Wielkopolska i cały zabór pruski był zarządzany wzorowo, gospodarka kwitła, praworządność była wzorowa – by wspomnieć śp. Michała Drzymałę, którego urzędnicy nie zdołali wyeksmitować z jego słynnego wozu. Orientacji pruskiej nie było – bo celem szlachty polskiej było wyrzucenie urzędników austriackich i rosyjskich – i zajęcie ich miejsc!

    Tymczasem w Królestwie Pruskim biurokratów było parę razy mniej, niż obydwu Cesarstwach. A spiskowcy marzyli, i owszem, o wolnej Ojczyźnie – ale z tyłu głowy mieli zakodowane oczywiste nadzieje na Ważne w tej Ojczyźnie Stanowisko - lub choćby jakąś reżymową posadkę...

    Wzorowym przykładem losu Polaków w Wielkim Księstwie Poznańskim może być śp. baron Dezydery Chłapowski. Wspominam o Nim teraz, bo niedługo będziemy obchodzić 230. rocznicę Jego urodzin (23-V). Życiorys miał przebogaty: najpierw porucznik pruski, potem pułkownik Cesarstwa Francji, potem generał dywizji Królestwa Polskiego mianowany w spóźnionym uznaniu zasług głównodowodzącym wojsk na Litwie. Spóźnionym – bo wiadomość o tym dotarła doń, gdy już przekroczył granice pruską gdzie z całą dywizja został internowany. (Cały życiorys gen. Chłapowskiego jest np. tu: http://tiny.pl/g8tpk ).

    Warto zauważyć, że Chłapowski był realistą. Gdy w 1813 roku Senat Królestwa namawiał śp. ks. Józefa Poniatowskiego do zmiany frontu i zerwania ze śp. Napoleonem Bonaparte, ten postanowił trwać przy Francji – i w konsekwencji 19 października zginął  w Bitwie Narodów (kilka dni wcześniej mianowany marszałkiem Francji). Natomiast Chłapowski, widząc cynizm i przeniewierczość Napoleona, już 19 czerwca poprosił o dymisję i wrócił do cywila.

    Był realistą – co nie wykluczało działań samodzielnych. Jako poddany pruski wziął przecież udział w powstaniu wielkopolskim 1806 roku pod dowództwem Umińskiego.  Podczas oblegania Gdańska (cytuję Wikipedię) trafił do niewoli pruskiej – ale tylko Go internowano, a nie rozstrzelano. „Po pokoju w Tylży i powrocie z Rygi, gdzie był internowany, awansowano go (1 sierpnia) na kapitana (...). W lutym 1808 został wezwany do Paryża, gdzie został oficerem ordynansowym Napoleona. Podczas tego pobytu ukończył studia wojskowe na paryskiej szkole politechnicznej”.  Po abszycie w 1813 (określanym przez napoleońskich wiarusów jako „dezercja”) jako pułkownik w stanie spoczynku wyjechał do Paryża. Po abdykacji Napoleona udał się do Wielkiej Brytanii. W czasie "stu dni Napoleona" przez Paryż powrócił do Wielkopolski (1815) – i tu bardzo ważna opowieść o Chłapowskim jako działaczu pozytywistycznym.

    „Osiadł w rodzinnej Turwi, którą wraz z Rąbiniem odkupił od zadłużonego ojca utracjusza i następnie uporządkował majątek i rozpoczął wprowadzanie nowoczesnej gospodarki. Aby pogłębić swoją wiedzę ponownie udał się w podróż do Anglii (1818-1819), gdzie między innymi praktykował pracując fizycznie w gospodarstwie. Po powrocie wprowadził rozwiązania podpatrzone w Anglii. Dzięki temu w ciągu 15 lat spłacił długi, a majątek w Turwi stał się w krótkim czasie jednym z najlepszych gospodarstw w Wielkim Księstwie Poznańskim. (…) Sprawiło to, że Chłapowski był jednym z zaproszonych na konferencję w Berlinie, gdzie opracowano plan uwłaszczenia chłopów w Wielkim Księstwie [Poznańskim]”.

    Nie przeszkodziło Mu to zgłosić się (bez pytania o zgodę króla Prus) do powstania listopadowego. Po jego upadku „Chłapowski jako poddany pruski został skazany na rok więzienia. Uniknął konfiskaty majątku, zamienionej na wysoką grzywnę. Karę odbył w twierdzy w Szczecinie, gdzie napisał podręcznik O rolnictwie”.

    Co ciekawe: wziął jeszcze udział w powstaniu wielkopolskim 1848 roku: w swoim powiecie organizował oddziały powstańcze. Nie spotkała Go za to kara, lecz awans na senatora: „Po upadku Wiosny Ludów został członkiem izby wyższej pruskiego parlamentu, Izby Panów.

    Wikipedia dodaje: „Pomimo swojej surowości i katolickich poglądów, które zniechęcały do niego niektórych liberałów, jego dokonania sprawiły, że był osobą powszechnie poważaną, o dużym wpływie na społeczność Wielkopolski”.

    Niestety: w reszcie Polski nie wie o Nim prawie nikt.

  • 19-05-2018 16:16:00

    Spotkania na Opolszczyźnie - niedziela, poniedziałek, wtorek

    Zapraszam na spotkania na Opolszczyźnie:
    ➡️ Prudnik: fb.com/events/407374066393876/  20 maja, godz. 16:00 
    ➡️ Brzeg: fb.com/events/2107003806225563/   21 maja, godz. 16:00 
    ➡️ Opole: fb.com/events/226786901414144   21 maja, godz. 18:30 
    ➡️ Krapkowice: fb.com/events/2026690540916048/  22 maja, godz. 17:00
    ➡️ Głubczyce: fb.com/events/2118371718394958/  22 maja, godz. 19:30 

  • 17-05-2018 14:38:00

    Ucho Prezesa

    Reżym postanowił "z przyczyn niezależnych od Kancelarii Sejmu" zlikwidować "Sejm Dzieci i Młodzieży". To z ICH punktu widzenia całkiem słusznie - wśród młodych sami zwolennicy Korwina, Kukiza lub narodowców.
    Dziś o 18.tej jestem w PolSat News2, o 20.25 we http://wPolsce.pl . I pojawiłem się w "Uchu Prezesa" (świetny aktor!) - oczywiście same głupoty, ale taki to już podobno program. Wszelako jednej dezinformacji im nie daruję: JA NIE PIJĘ PIWA! A teraz wszyscy będą mnie częstować...

     

  • 17-05-2018 10:34:00

    Dzisiaj Polsat News 2 o godz. 18:00

    Oprócz dzisiejszego występu w telewzji wPolsce.pl o godz. 20:10, wcześniej będę gościem programu "Rozmowa Polityczna" w Polsat News 2 o godz. 18:00. Zapraszam! 

  • 16-05-2018 14:53:00

    Jutro 17.05. o godz.20:25 jestem w telewizji wPolsce.pl

    Zapraszam do oglądania:

    http://wpolsce.pl/

    A tutaj do obejrzenia dzisiejszy występ pana posła Jacka Wika

    http://wpolsce.pl/magazyn/3438-bardzo-wazna-sprawa-kolejne-ostre-starcie-p-szumlewicz-vs-j-wilk-zobaczcie

  • 15-05-2018 21:04:00

    List matki niedorozwiniętego dziecka

    Szanowny Panie Januszu!

    Jak Panu nie wstyd pisać tak o osobach niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji - że jak przeżyli 30 lat, 40 lat itd. - to niech tak żyją. Na pewno jesteśmy z tego samego pokolenia - i ile Pan już wychował dzieci? Co? Bo ja od 40-tu lat wychowuję to samo dziecko. Już nie noszę go na rękach, mimo że nie chodzi - ale już go nie udźwignę. Zmieniam pieluchy, ale już nie piorę - a prałam po 100 sztuk dziennie. Poinformuję Pana, że jest 63 zł dofinansowania do pieluch na miesiąc, a jedna sztuka kosztuje 3,50 zł, a mój syn zużywa 90 pieluch. Karmię, ubieram, przebieram, myję, golę. Jest na etapie 2-letniego dziecka i nie mówi - ale mamy: 153 zł pielęgnacyjnego, rentę socjalną, 200 zł alimentów, i moją wypracowaną emeryturę 991 zł. A matki, co nigdy nie splamiły się pracą, i mają małe dzieci niepełnosprawne, i są młode i silne - mają zasiłek pielęgnacyjny 153 zł, 500+, i około 1400 zł chyba opiekuńczego. To proszę sobie przeliczyć - i jakie są potrzeby dorosłego c zł owieka bez rozumu, a jakie dziecka. Wszystkiego trzeba więcej: jedzenia, picia, leków, środków czystości, pieluchy droższe. Czyżby Pan o tym wiedział pisząc to w internecie? Sam Pan prosi o wspomożenie, o przekazanie darowizny. Po prostu żebrze - a jest przeciwny dofinansowania na egzystencję osobom niepełnosprawnym, niezdolnym do samodzielnej egzystencji. Powinien się Pan wstydzić pokazywać publicznie. Pan ma gromadkę dzieci - i nie wie Pan co je czeka, i jakie mogą być wnuki - bo niezbadane są wyroki Boskie. I aż cisną się dla Pana życzenia, wystarczyłoby jedno słowo: ''wzajemnie'' takiego dobrobytu

    Z poważaniem.

    Matka 40-tolatka

     

    Szanowna Pani!

    Opisała Pani swoją bardzo ciężką sytuację, wylała swoje żale – dobrze, to teraz niech Pani posłucha:

    1) Ludzi żyjących w trudnej sytuacji jest sporo.

    2) Nie powiedziałem, że „jak przeżyli 30 lat, 40 lat itd. - to niech tak żyją” - tylko odpierałem argument, że bez zwiększonej pomocy tacy ludzie poumierają. Nie zajmuję się tym, jak Pani ma żyć.

    3) Jest wiele osób lubiących pomagać takim osobom, jak Pani i Jej syn – ale mają ograniczone możliwości, bo zabierają im pieniądze na podatki na „pomoc socjalną” - co polega na utrzymywaniu hordy urzędników zajmujących się tą pomocą.

    4) Skarży się Pani, że inne matki mają lepiej. Niestety: gdy państwo rozdaje to powstają nieustanne kłótnie, kto ma dostać więcej. Jedyne wyjście: państwo nie powinno pomagać nikomu - bo od tego są fundacje i podobne instytucje charytatywne. Państwo nie jest instytucją charytatywną, 

    4) Ja żebrzę, czyli proszę o dobrowolne wsparcie – natomiast Pani nie żebrze, tylko domaga się Pani, by państwo, grożąc ludziom kijem, zabrało im pod przymusem pieniądze i wręczyło je Pani. Pani wzywa do rabunku. Proszę przeczytać wypowiedzi rodzin inwalidów na moim FaceBooku:

    https://www.facebook.com/janusz.korwin.mikke/posts/10155629994102060 – odżegnujących się od takiego bandytyzmu.

    5) Zakłada Pani, że mogę zmienić poglądy, gdy zmieni się moja sytuacja. Cóż: mam nadzieję, że ich nie zmieniłbym i nie zmienię.

    6) Gdyby Pani podała jakiś adres, to może jakiś milioner – z tych, co lubią pomagać innym – zainteresowałby się Pani losem (są nawet takie organizacje!). A tak, to tylko Pani sobie ponarzekała.

    W nadziei, że coś się w Pani życiu zmieni,

    pozostaję z poważaniem,

    JKM

  • 15-05-2018 15:47:00

    Oświadczenie w/s doniesień "Faktu".

    Rzetelny jak zwykle dziennik "FAKT" zamieścił na nasz temat zabawny tekst (http://tiny.pl/g8tkp ), z którego wynika, że (a) Partia nie istnieje (b) JKM nie jest jej prezesem (c) JKM nie ma prawa startu w wyborach. Oparł się przy tym na informacjach dostarczonych przez p.Roberta Oleszczaka, b. Skarbnika KNP, który z iście maniackim uporem toczy przeciwko nam rozmaite sądowe batalie. 
    W tej sprawie zamieściłem (http://tiny.pl/g8tk1 ) oświadczenie.

  • 15-05-2018 08:39:00

    Zaspałem! Będę przez telefon o 8.50

    Przepraszam Radio WNET i wszystkich jego Słuchaczy - byłem tak zmęczony, że zaspałem! Ostatnio zdarzyło mi się to 20 lat temu...
    Połączą się za mną na żywo o 8.50. Raz jeszcze przepraszam! Do usłyszenia!
  • 14-05-2018 22:23:00

    Jutro 15 - stego maja o godz. 8:10 jestem w radiu Wnet

    Zapraszam do słuchania audycji na www.wnet.fm

  • 11-05-2018 13:43:00

    Pułapka średniego rozumienia

    „Dziennik Polski” postanowił nas postraszyć. Średnio zresztą. P. Włodzimierz Knap twierdzi w nim, że z naszą gospodarką jest „niedobrze”.

    Pewnie, że jest niedobrze! Jeśli „rząd” zabiera pieniądze firmom i przeznacza je na przeżarcie, w postaci np. 500+, to musi być niedobrze. Jednak, zdaniem PT Autora, to nie wina „rządu”, tylko obiektywne trudności: wpadliśmy mianowicie, jak wiele innych krajów, w „pułapkę średniego rozwoju”.

    Tu cytaty: 

    Termin „pułapka średniego rozwoju” lub „pułapka średniego dochodu” został ukuty dopiero dekadę temu przez ekonomistów Banku Światowego. [Autor zauważa jednak, że dostrzegł to pół wieku temu śp. Józef Schumpeter, noblista zresztą] .

    Oznacza ona spowolnienie wzrostu gospodarczego przychodzącego po okresie szybkiego wzrostu w krajach doganiających te zamożniejsze. Wśród najważniejszych czynników ekonomiści wymieniają m.in. niskie nakłady na badania i rozwój, niewłaściwy system edukacji i szkolenia pracowników, zbyt duże rozwarstwienie dochodów. W efekcie poziom inwestycji utrzymuje się na niskim poziomie, produkcja wzrasta zbyt wolno, a rynek pracy szwankuje.

    Eksperci Banku Światowego zjawisko pułapki średniego rozwoju uznają za prawidłowość. (...)”

    Otóż miedzy stwierdzeniem, że jest to typowe zjawisko, a twierdzeniem, że to wina obecnego „rządu”, nie ma sprzeczności! Wszędzie dziś panuje (tfu!) d***kracja, „rządy” są powoływane przez (tfu!) Większość – a (tfu!) Większość wszędzie jest głupia i w podobnej sytuacji może robić te same błędy!!

    Ten błąd, to, powtarzam, rozumowanie: „Jest już znacznie lepiej, jedzenia w bród, towarów masa – więc jedz, pi j i popuszczaj pasa!”.

    Gdyby robili to ludzie, to nic by się nie stało. Ci, co popuszczają pasa, po 20 latach zostaliby biedakami. Względnymi. Po prostu przegoniliby ich ci, co nie przeżerali pieniędzy, tylko inwestowali w swoje warsztaty.

    Niestety: robią to nie ludzie, a „rząd”. To „rząd” poprzez podatki odbiera pieniądze tym, co pracują – a rozdaje tym, którzy je przejadają. I jeszcze tym się chwali!! Chwali się, że  ludzie więcej wydają na żarcie, na wycieczki, na wczasy...

    To nie kryzys – to konsekwencja.

    Do tego dochodzi Unia Europejska. Pieniądze daje, owszem – ale na np. na zabytki typu koleje czy tramwaje, na przerabianie jezdni na ścieżki rowerowe, na „zdrową żywność”, i inne rzeczy bez których można by się obejść, bo obchodziliśmy się bez nich do tej pory. Podobnie z inwalidami szturmującymi obecnie Sejm – i innymi grupami roszczeniowymi.  Rolnik najpierw stawia oborę, stodołę, chlew – a dopiero potem inwestuje w dom. A my dbamy nie o przyszłość, lecz by żyło się fajnie tu i teraz. Rodzina ma do tego prawo – państwo nie ma prawa do tego zmuszać.

    Pieniądze unijne to niby prezent – ale 1/3 kosztu musimy pokrywać z wkładu własnego. I ta 1/3 mogła pójść na inwestycje – a poszła na, załóżmy, wodociąg we wsi, która przez ostatnie 400 lat bez tego wodociągu się obchodziła.

    Popatrzmy na Chiny. Rozwijają się o wiele szybciej od Polski – dlatego, że Unia nic im nie daje, więc nie muszą do tych prezentów dokładać!!! Powtarzam słowa śp. Miltona Friedmana, noblisty, który będąc moim gościem powiedział: „Jeśli chcecie dogonić bogatych, to musicie żyć nie tak, jak żyją oni – tylko tak, jak oni żyli, gdy byli tak biedni, jak wy teraz!

    To chyba proste: facet ma drobny warsztat, który z pięć lat przy rozsądnej polityce byłby fabryczką, za dziesięć fabryka, a za dwadzieścia może koncernem. Jednak Unia funduje mu garnitur od Diora (1/3 dopłaty...) wycieczkę poznawczą dla całej rodziny (1/3 dopłaty) i po dwudziestym takim prezencie facet jest po roku spłukany!

    Należy np. nie cieszyć się super-weekendem – lecz martwić, że mało w tym tygodniu zarobiliśmy...

  • 09-05-2018 16:29:00

    Dziś o 19:10 jestem w TVP 3 Warszawa

    Dziś o 19:10 jestem w TVP 3 Warszawa w programie "Zawsze na temat" o swojej kandydaturze na Prezydenta Warszawy. 

  • 08-05-2018 12:21:00

    Spotkania w województwie kujawsko-pomorskim

     

    Serdecznie zapraszam:

     

    11-V:
    - Janowiec Wlkp: fb.com/events/230116791073968/
    - Barcin fb.com/events/1736565836411190/
    - Inowrocław fb.com/events/174455400034509/

<< poprzednie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 następne >>

Strona 1 z 146 [postów: 20 z 2918]